nawigacja


Poprzedni temat «» Następny temat
Korytarz
Autor Wiadomość
Booker Scheller



23

sprzedaje płyty, ale będzie leczył zwierzęta

i chciałby i boi się

Southend

mów mi: scu

multikonta: moore, jackie, echo

Wysłany: 2019-01-03, 12:52   
  

  
Booker Scheller

  
mama told us we were good kids

  

  
  
  
  


Na pewno nie uznałby Eevena za stalkera, raczej potraktowałby całą sytuację jak zwykłą pomyłkę. Ale wszystko skończyło się dobrze, Booker kojarzył chłopaka i wiedział, że ten kumplował się z Erwinem. To znaczy, mocno chciał wierzyć, że to było wyłącznie kumpelstwo, bo inaczej nie byłby już taki skory do pożyczenia ładowarki. Oczywiście Bookie tylko tam sobie wmawiał, a tak naprawdę nie dałby po sobie niczego poznać. Był miły dla wszystkich wokół, a przecież Landsverk nie zrobił mu żandnej przykrości. Poza prawdopodobieństwiem odbicia Springera, oczywiście. Scheller szybko skarcił się za tą myśl, bo przecież jego również nie łączyło z Erwinem nic więcej i nie mógł go sobie przywłaszczać, nawet we własnej głowie.
- To nic takiego, serio - uśmiechnął się szczerze, chociaż trochę nieśmiało. W głębi schellerowego serduszka cieszył się, że mógł poratować chłopaka. Bądź bohaterem na własnej uczelni!
Zaśmiał się, do czego przyczyniły się kolejne słowa Evena, ale dopiero po chwili dotarł do niego ich sens, więc nieświadomie oblał się lekkim rumieńcem. Na randki do Subway'a? Przecież Booker i Erwin nie chodzili na żadne randki, chociaż owszem, w Subway'u zdarzało im się jadać i żaden z nich nie widział w tym nic złego.
- W zasadzie, to od urwania się z wykładów jeszcze nikt nie umarł - powiedział i popatrzył niepewnie swojego towarzysza. No tak, nie mieli okazji ze sobą za bardzo rozmawiać, nigdy jakoś się nie złożyło. - Wiesz, zawsze możemy coś zamówić, żeby telefon ci się spokojnie podładował - mógł pożyczyć chłopakowi powerbanka, ale jednak przecenił swoje umiejętności pakowania i tym razem nie umieścił w plecaku przenośnego urządzenia. Ale to akurat było do Schellera bardzo podobne, zupełnie jak tendencja do psuać wszystkiego, co wpadło mu w ręce. - Chyba, że wolisz iść do jakiejś knajpki? - zerknął do niego, a później potrząsnął głową, przypominając sobie o czymś istotnym. - I wcale nie musisz stawiać mi obiadu, to tylko ładowarka, a ja nie jestem aż tak biednym studentem, na jakiego wyglądam - zaśmiał się, ale wiedział, że jeśli Even będzie jakoś szczególnie naciskał, będzie musiał przystanąć na jego propozycję i zgodzi się na to, żeby ten zafundował mu posiłek. Nie był najlepszy w asertywności, ale z reguły bardzo się starał, mimo że nie zawsze kończyło się to po jego myśli.
_________________




[Profil]
 
 
Even Landsverk



21

Praktykant w kancelarii prawnej

Downtown Brentwood





Wysłany: 2019-01-03, 13:42   
  

  
Even Isak Landsverk

  
Guns don't kill people, blood loss and organ damage do.

  

  
  
  
  


Nieświadomemu niczego Evenowi pozostawało się cieszyć, że dostał kabel, a nie kablem. Kilka razy słyszał nawet o samobójstwach, gdzie ludzie wieszali się na ładowarkach. Zdecydowanie nie chciałby tak skończyć ze względu na jakieś nieporozumienie, o nie.
"To nic takiego, serio."
Dla niego może i tak, ale Landsverk bez telefonu naprawdę był jak bez ręki. Stresował się w każdej sekundzie, która mogła być straconą. W końcu nie po to zatrudniał się na praktyki w swoim przyszłym zawodzie, by zawalać. Musiał być gotów na odebranie połączenia nawet w środku wykładów.
Widząc jak chłopak nieznacznie się czerwieni, nie mógł wręcz powstrzymać unoszącego się ku górze w uśmiechu kącika ust. No patrzcie. Właściwie to żartował, ale wyglądało na to że faktycznie coś się tu święciło. I było mu to mocno na rękę. Może jeśli uda mu się sprytnie wepchnąć Bookera Erwinowi, ten przynajmniej da mu spokój, gdy Landsverk przyjdzie molestować Pebblesa. W końcu kot będzie w całości należał do niego, o tak. Mógł już sobie wyobrazić to miękkie futerko pomiędzy palcami.
"W zasadzie, to od urwania się z wykładów jeszcze nikt nie umarł."
Oho. Patrzcie na tego buntownika. A on tu chciał zagrać rolę przykładnego studenta, tymczasem wszystko zdawało się wyjaśnić samo.
Rany Booker słabo wyglądasz, chyba masz gorączkę. Zdecydowanie pomógłby ci teraz jakiś solidny obiad, przecież nie możesz iść w takim stanie na wykłady! — zaintonował teatralnie opierdając ręce na biodrach. Jego twarz miała teraz wyraz surowego ojca, który właśnie przyłapał dziecko na próbie wymknięcia się na imprezę.
Knajpa brzmi w porządku. Stołówka chyba nie serwuje aż tak wykwintnego jedzenia, a zjadłbym coś porządnego. I absolutnie nie chodzi tu o bycie biednym studentem. To kwestia męskiej dumy i konieczności odwdzięczenia się, ot co.
Pomijając, że Even faktycznie nie miał odczuć kupienia mu obiadu tak czy inaczej. Wystarczyło w końcu spojrzeć na sposób w jaki się nosił, jak i auto jakim jeździł, by wywnioskować że gdyby chciał, mógłby sobie zrobić łóżko z banknotów. Nie żeby było to zbyt wygodne.
Preferujesz coś konkretnego? I lepiej się stąd zwińmy zanim trafimy na jakiegoś twojego wykładowcę.
_________________

<div style="font-family: 'Raleway'; font-size: 17px; color: #dad8d6; text-transform: uppercase; margin-bottom: -15px; margin-left: 5px;">Jeg kan bare Ødelegge alt
<div style="text-transform:uppercase; width: 390px; margin-top: 2px; border-top:7px #dad8d6 solid; padding: 4px;"><img src="https://imgur.com/JG94CLC.gif" style="opacity: 0.8; height:100px; width:190px;"> <img src="https://imgur.com/0UZygYu.gif" style="opacity: 0.8; height:100px; width:190px;"><div style="font-family: 'Raleway'; font-size: 17px; color: #dad8d6;"> <div style="text-transform: uppercase; width: 390px; border-top: 7px #dad8d6 solid; padding: 4px; margin-left: -3px; margin-top: 2px;">Uansett hvor mye jeg elsker det.

[Profil]
 
 
Booker Scheller



23

sprzedaje płyty, ale będzie leczył zwierzęta

i chciałby i boi się

Southend

mów mi: scu

multikonta: moore, jackie, echo

Wysłany: 2019-01-03, 16:39   
  

  
Booker Scheller

  
mama told us we were good kids

  

  
  
  
  


Bookerowi nawet nie przyszło na myśl, że mógłby zdzielić Evena kablem. Nawet, jeśli chłopaka łączyłoby z Erwinem o wiele więcej niż przyjaźń i byliby w sobie szaleczo zakochani. O czymś takim nie było mowy. Nie i już. Scheller był dobrym chłopakiem i tylko raz zrobił coś starsznego, a mianowicie złamał Nannette Eyston serce, kończąc ich krótkotrwały związek. Do tej pory jak sobie o tym przypomniał, to robiło mu się przykro, że nie potrafił być dla niej wystarczająco dobry, bo nie czuł tego samego, co ona. Chociaż tak naprawdę nie miał pojęcia, co Nancy czuła. Także Landsverk nie musiał się niczego obawiać, zawiśnięcie na ładowarce od telefonu komórkowego na pewno mu nie groziło.
Zmarszczył lekko brwi, ale nawet przez chwilę nie udało mu się wyglądać groźnie. Czy chłopak właśnie za zasugerował, że Booker nie byłby w stanie wymknąć się niepostrzeżenie z zajęć? Przecież raz czy dwa zdarzyło mu się wagarować wraz z kolegami z grupy, bo mimo że chciał zostać na ostatnich godzinach zwierzęcej anatomii, to w oczach pozostałych studentów wyszedłby na kompletnego frajera, a i tak już na co dzień za takiego uchodził.
Westchnął pod nosem, ale wcześniej uśmiechnął się lekko. Chyba w tej potyczce nie miał szans.
- Nie wygram z tobą, prawda? - Bookie przestąpił z nogi na nogę, poprawił zwisający mu na ramionach plecak. - Może coś indysjkiego? W centrum jest całkiem fajny lokal, byłem tam kiedyś z siostrami - zaproponował, choć nie miał pewności, czy Even lubił indysjkie jedzenie. On sam bardzo lubił curry z mango i rybą, czasem nawet zdołał namówić mamę na przyżądzenie podobnej potrawy, mimo że tata kręcił przy tym nosem. Był raczej sceptycznie nastawiony do orientalnej kuchni i wolał typowo brytyjskie dania, więc pani Scheller z reguły stawiała na tradycyjne posiłki. - Chyba, że znasz jakieś fajne miejsca - dodał, bo był skłonny przyjąć każdą propzoycję chłopaka, o ile ten nie wyskoczy z najdroższą restauracją w mieście, wtedy Booker musiałby odmówić. Nie daltego, że jedzenie byłoby tak ohydne, ale dlatego, że pożyczenie ładowarki nie mogłoby równać się z tak wykwintnymi i drogimi potrawami, na które Scheller mógł sobie pozwolić raz na ruski rok. Oszczędzał i sam opłacał studia, żeby odciążyć rodziców, więc to akurat było zrozumiałe.
_________________




[Profil]
 
 
Even Landsverk



21

Praktykant w kancelarii prawnej

Downtown Brentwood





Wysłany: 2019-01-04, 16:26   
  

  
Even Isak Landsverk

  
Guns don't kill people, blood loss and organ damage do.

  

  
  
  
  


Z każdym rokiem Even utwierdzał się w przekonaniu, że na tym świecie było po prostu coraz mniej dobrych ludzi. A potem dostawał przed twarz takiego Bookera i całe założenia szlag trafiał, sprawiając że sam już nie wiedział co powinien o tym wszystkim myśleć. Rozwiązanie było więc niezwykle proste.
Nie myślał o tym.
Szczerze mówiąc nie widział niczego złego w ludziach, którzy nie chcieli wagarować. Właściwie to sam Landsverk raczej nie zrywał się z zajęć, jeśli nie było takiej konieczności. Nie było też najmniejszych szans, by zmusić go do wcześniejszego opuszczenia pracy. Choćby jego najlepszy przyjaciel wykrwawiał się na środku chodnika tuż przed jego domem.
... no dobra, może wtedy faktycznie by się ruszył. Może.
Ze mną może i byś wygrał, ale z męską dumą? Może być ciężko — puścił mu oko z wyraźnym rozbawieniem, przysłuchując się jego propozycji. Wzruszył ramionami.
Indyjskiego? Czemu nie. Dawno nie jadłem niczego w takim guście, a skoro mówisz że jest fajny to nie mam zamiaru protestować. Jedyne jedzenie, za którym szczególnie nie tęsknię to włoska kuchnia. Za każdym razem wszyscy chcą iść albo na pizzę, albo na spaghetti, więc cieszę się że wybrałeś coś innego — wbrew pozorom nawet jeśli Even nosił się jak się nosił, mieszkał tam gdzie mieszkał i miał nawet własną gospodynię, która ogarniała cały dom po jego nieobecność czy przygotowywała mu posiłki - nie znaczyło to, że nie bawił się w normalnym zakresie cenowym.
Pojedziemy moim samochodem? Tylko będziesz mnie musiał potem poprowadzić, bo nie kojarzę żadnego lokalu z indyjskim jedzeniem w centrum — zaproponował poprawiając torbę na ramieniu. W końcu i tak zaparkował przed uniwersytetem, a tak będzie dużo szybciej i wygodniej niż komunikacją.
_________________

<div style="font-family: 'Raleway'; font-size: 17px; color: #dad8d6; text-transform: uppercase; margin-bottom: -15px; margin-left: 5px;">Jeg kan bare Ødelegge alt
<div style="text-transform:uppercase; width: 390px; margin-top: 2px; border-top:7px #dad8d6 solid; padding: 4px;"><img src="https://imgur.com/JG94CLC.gif" style="opacity: 0.8; height:100px; width:190px;"> <img src="https://imgur.com/0UZygYu.gif" style="opacity: 0.8; height:100px; width:190px;"><div style="font-family: 'Raleway'; font-size: 17px; color: #dad8d6;"> <div style="text-transform: uppercase; width: 390px; border-top: 7px #dad8d6 solid; padding: 4px; margin-left: -3px; margin-top: 2px;">Uansett hvor mye jeg elsker det.

[Profil]
 
 
Booker Scheller



23

sprzedaje płyty, ale będzie leczył zwierzęta

i chciałby i boi się

Southend

mów mi: scu

multikonta: moore, jackie, echo

Wysłany: 2019-01-05, 17:51   
  

  
Booker Scheller

  
mama told us we were good kids

  

  
  
  
  


Zazwyczaj spotykał się z ludzką życzliwością, chociaż miał przyjemność, albo raczej nieprzyjemność, przebywać wśród ludzi, którzy nie byli nawet trochę mili. Najczęściej zdarzało się to w pracy, kiedy w sklepie muzycznym pojawiały się osoby nie okazujące odrobiny szacunku do sprzedawców. A Booker był zbyt cichy i spokojny, żeby zrobić odwet i starał się nie reagować na zaczepki, chociaż nieprzyjemne słowa tkwiły w nim jeszcze długo po zatrzaśnięciu drzwi. Sam starał się pomagać, jeśli miał tylko taką możliwość i wychodził z założenia, że lepiej było być miłym i uczynnym, niż rzucać kłody pod nogi. Wierzył, że karma wracała ze zdwojoną siłą. Poza tym dobrym ludziom żyło się znacznie lżej. Dużą rolę w zachowaniu i wychowaniu Schellera odegrali jego rodzice i to starali się, żeby każde z ich trójki dzieci wyrosło na ludzi, za których w przyszłości nie będą musieli się wstydzić. I chyba im się to udało.
Zarzucił plecak również na drugie ramię i ponownie obdarzył Evena nieśmiałym uśmiechem.
- Dlatego nawet nie próbuję zadzierać z twoją dumą - powiedział, a na wzmiankę o włoskiej kuchni, pokiwał szybko głową. - Co nie? Pizza i makarony są takie oklepane. Zupełnie jak kebaby - Bookie omijał tureckie budy szerokim łukiem, bo kiedyś porządnie zatruł bułką z baraniną, która nawet koło baraniny nie leżała, a potem dwa kolejne dni spędził na pogawędkach z muszlą klozetową. Miał wtedy wrażenie, że wypróżnił wszystkie narządy, łącznie z wyrostkiem.
- Możemy pojechać samochodem, jeśli chcesz - zgodził się i powoli ruszył korytarzem w kierunku tylnego wyjścia. Właśnie zrywał się z zajęć i niespecjalnie chciał zostać zauważony. Oczywiście od wagarów jeszcze nikt nie umarł, ale niektórzy wykładowcy mogliby tego nie zrozumieć. - Który to twój? - zapytał, kiedy już znaleźli się na parkingu. Booker też jeździł samochodem, ale bardzo rzadko. Na uniwersytet miał blisko, więc najczęściej poruszał się pieszo, a w cieplejsze dni wsiadał na rower, natomiast do pracy dojeżdżał pociągiem. Nie był najlepszym kierowcą, w zasadzie to panicznie bał się jeździć i egzaminator, który uznał egzamin za pozytywny musiał być niespełna rozumu, bo Scheller przemieszczał się zbyt wolno i bez wątpienia stanowił zagrożenie na drodze. Najgorzej był, kiedy wymijały go ciężarówki, potrafił wtedy zatrzymać się znienacka na poboczu bez żadnych sygnalizacji świetlnych. Po prostu hamował i już. Aż dziw, że do tej pory nikt nie wpieprzył mu się w tyłek.
_________________




[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 6