Poprzedni temat «» Następny temat
Aftermath of broken promises
Autor Wiadomość
Ellis Carter








29

EX MARINE/AEGIS DEFFENCE SERVICES CONTRACTOR

Somebody tell me how I'm supposed to feel

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Erwin, Dani, Kenai, Terry





Wysłany: 2018-03-09, 00:46   
  

  
Ellis Carter

  
I don't know what stressed me first


W aktualnym stanie nie była pewna czego powinna się spodziewać. Mimo wszystko, nie zamierzała pakować się w tarapaty – to znaczy na wschód, gdzie śmierć mogła czekać na nia pod różnymi postaciami. Trafienie przez snajpera należałoby do najmniej bolesnych przeżyć. Gorzej, jeśli wpakowałaby się na pole z minami, albo oberwałaby z moździerza nieprzyjaciela. Nie byłoby czego zbierać.
- Tak… żołnierze gina, czasami nie da się tego uniknać.
Podobnie wygladała sytuacja z jej ojcem. Nie potrafiła się dłużej oszukiwać i chociaż grób Cartera seniora nadal pozostawał pusty, nie podejrzewała, że facet mógł przeżyć katastrofę helikoptera. Zbyt dużo dobrych osób pożegnało się wtedy z życiem. Kenneth nie dysponował supermocami. Był zwyczajnym człowiekiem, poświęcajacym się dla kraju, do którego wyemigrował razem z rodzicami. To jedynie nadawało całemu obrazowi tragizmu.
Przysłuchiwała się w milczeniu słowom łowczyni, zerkajac to na jej oczy, to na nieśmiertelnik, połyskujacy nieznacznie w zetknięciu ze światłem, rzucanym przez lampę w gabinecie. Zwilżyła językiem usta.
- Nigdy nia nie jechałam - odezwała się przyciszonym głosem, zatrzymujac wzrok na koszuli, czujac przez materiał przyjemny dotyk, wywołujacy charakterystyczne dreszcze. - Jedynie mama kiedyś o niej wspomniała… nie udało jej się przejechać całego odcinka, gdzieś po drodze padł im samochód.
Im, albowiem Heather Carter (wtedy jeszcze nie Carter) obrała sobie cel, kiedy już mogła pochwalić się rodzicom papierami z uniwerka. Przynajmniej próbowała, prawda? Później pojawiły się komplikacje w postaci Ellis i postanowiła w całości poświęcić się macierzyństwu, zapominajac tym samym o ekscytujacej wyprawie.
- Ale tylko pod warunkiem, że zatrzymamy się przynajmniej na chwile w Teksasie, nigdy nie było mi po drodze, żeby tam dotrzeć.
Nevada, do której przeniósł się ojciec, również wydawała się interesujaca, jednak nie tak bardzo, jak południowe pustkowia, tym razem pozbawione widoku złych panów z karabinami maszynowymi. Chociaż…
- Naprawdę mogłabym tam kupić broń na stacji benzynowej? - zmarszczyła lekko, brwi, bo jednak Kalifornia dosyć restrykcyjnie podchodziła do kwestii posiadania tak zwanej klamki. Uśmiechnęła się kacikiem ust. Nagle zaatakowały ja mniej przyjemne uczucia, zwiazane z rozstaniem, nawet na czas trzech, czterech miesięcy.
- Niech tak będzie.
Wypuściła z dłoni ciepła blaszkę z nabitymi danymi, sięgajac powoli do ciemnych włosów Tommy, celem odsłonięcia karku. Skupiła na nim wzrok, odgarniajac kolejne pasma, zatrzymujac w końcu opuszki palców na odsłoniętej skórze, wodzac nimi niespiesznie w lewo i prawo.
- Będzie mi ciebie brakować…
Cały czas tak było. Nie zdażyła się nawet nacieszyć obecności łowczyni. Przyjeżdżała i od razu ruszała dalej. Rzeczywiście, ciężko było brać pod uwagę wizję, w której Tommy zatrzymuje się na dłużej w jednym miejscu.
- Powinnaś iść, skontaktować się z chłopakami. Im bardziej będziemy to odwlekać, tym... - przygryzła dolna wargę, spogladajac przelotnie na zaczerwienione usta. Nie mogła się powstrzymać. Zupełnie jakby niewidzialna siła popchnęła ja do przodu. Przymknęła odruchowo oczy, kiedy usta napotkały znajome, lekko chłodne wargi. Dłoń na osłoniętym karku przylgnęła do skóry, przesuwajac się niespiesznie w stronę obojczyka. Tak bardzo nie chciała jej stad wypuszczać.
_________________





[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2018-03-09, 10:15   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Nie brzmiało to pocieszajaco, ale prawdziwie. Piszac się na cokolwiek z Ellis, musiała uwzględnić ten aspekt jej pracy – że może zginać podczas każdego wyjazdu. Od miny, bomby, postrzału, zadźgania, może nawet w walce na gołe pięści lub po porwaniu przez wroga i uczynienia z niej jeńca wojennego. Wszystko mogło się wydarzyć, ale chciała myśleć, że ta jedna osoba pozostanie nietykalna. Że dożyje swojej spokojnej emerytury, uprzykrzajac wcześniej życie biszkoptom do tego stopnia, aby pewnego dnia w kryzysowej sytuacji mogli sobie poradzić. Gdyby teraz wyjechała, a okazało się, iż Carter wysłano na front, nie potrafiłaby z tym dojść do porozumienia.
- W takim razie dokończysz to, co zaczęli. – zauważyła z niewielkim rozbawieniem. – Albo nie? Kto wie czy i nam nie padnie samochód, i nie będziemy się tłuc na stopa. - (he he) brała i taka opcję pod uwagę, lecz teraz, majac tę jedna, konkretna osobę tak blisko siebie, mogłaby stawić czoła nawet podróżowaniu piechota, jeżeli tylko by jej towarzyszyła.
Przesunęła druga dłonia po jej plecach, spogladajac na nia z powatpiewaniem i uśmiechem jednocześnie, bo jak słyszała wiele stereotypów o rodzinnym stanie, tego o zakupie broni palnej na stacji benzynowej jeszcze ani razu nie uświadczyła, więc pokręciła głowa z politowaniem. Pchała się w ręce maniaka broni i do tej pory pamiętała zawartość bagażnika terenówki. Ojciec znowu będzie miał ubaw, jeżeli wpadna do Austin, bo w szpitalu okropnie ubolewał, że nie poznali się wcześniej z Carter (odprowadzanie trzynastolatki nie liczy się) na tyle, żeby porozmawiać o militariach, których był zapalonym fanem. I tak, w domu miał stereotypowego shotguna, bo Teksas jednak rzadził się swoimi prawami, a choć broń jedynie kurzyła się w szafie, wolał pozostać przygotowany na wszelkie możliwe scenariusze. Łacznie z odstrzeleniem komuś głowy za wejście na posesję Dalle’ów bez zgody gospodarzy. Teksas to stan umysłu.
Przechyliła odrobinę głowę, odrobinę pomagajac z odgarnięciem ciemnych kudłów. Dreszcz przechodził w miejscach, gdzie opuszki palców stykały się ze skóra i dla tego jednego uczucia byłaby gotowa porzucić plany podróży w cholerę. Cicho przełknęła ślinę, bo nadchodzacy smutek nie sprzyjał ich rozstaniu, które miało nadejść, gdy tylko przekroczy ponownie próg gabinetu, ale wtedy Carter przypomniała o chłopakach i zanim zdażyła cokolwiek powiedzieć, poczuła na ustach ciepłe wargi, zapominajac na moment o wszystkim dookoła.
Palec zaczepiony o guzik zmienił się w pięść, trzymajaca w garści mundur, za który Tommy nieznacznie pociagnęła do siebie, pogłębiajac pocałunek. Druga dłonia przesunęła z pleców na przód, całkiem nie tak daleko pierwszej i powoli skierowała ja do sterczacego kołnierzyka z wystajacymi nitkami. Przerwała na chwilę, tylko po to, aby spod przymrużonych oczu spojrzeć z bliska na twarz Carter i zacieśnić chwyt na ubraniu. Nie chciała się rozstawać.
- Mówiłaś, że będa tu jutro… - wymamrotała półgłosem przy jej ustach. - …a ja i tak muszę się z nimi zobaczyć, więc… - znowu spojrzała na usta, w środku zrobiło się goraco. To ten brak okien. – Może zabierzesz pracę do domu? – zamruczała i skradła krótki pocałunek, przygryzajac pod koniec delikatnie dolna wargę. – Chyba, że to wbrew zasadom? – zerknęła na biurko, mierzac niepewnie stosy raportów i innych dokumentów, spośród których część na pewno była zwiazana z memoriałem poległego kapitana. - Chociaż... To co robimy, też pewnie nie przystoi. - łobuzerski uśmiech, sprowadzała Ellis na ciemna stronę mocy. Jeden dzień jej nie zbawi, poza tym, musiała gdzieś odpoczać po tej całej trasie, zaliczaniu (he he he) gleby oraz emocjach dzisiejszego dnia. Najchętniej zrobiłaby to (he he he he) z nia, zakopana pod kołdra, przytulona do ciepłego ciała, aby następnego dnia móc o tej nieszczęsnej piatej rano odesłać Carter do pracy, a sama stanać oko w oko z chłopcami z placu burz. Jeśli jednak Ellis uzna, że nie może tak postapić, pojedzie do hotelu i tam prześpi się do jutra. Tommy już wystarczajaco dzisiaj namieszała w jednostce swoja osoba.
[Profil]
   
 
Ellis Carter








29

EX MARINE/AEGIS DEFFENCE SERVICES CONTRACTOR

Somebody tell me how I'm supposed to feel

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Erwin, Dani, Kenai, Terry





Wysłany: 2018-03-09, 23:16   
  

  
Ellis Carter

  
I don't know what stressed me first


Parsknęła cicho pod nosem, kiedy Tommy uraczyła ja odzywka Kylo Rena w iście geekowatym stylu. Nie była (jeszcze) na tym etapie zaawansowania, aby odpowiadać podobnymi hasłami. Musiała się póki co ograniczać do bardziej klasycznych zaczepek słownych, ale w miarę upływu czasu… być może przynajmniej cześć sposobu bycia łowczyni zostanie przez nia skopiowana. Z kim się zadajesz, takim się stajesz… czy coś w tym stylu.
- Nie kuś losu - padnięty samochód brzmiał jak średnio przystępna wizja, szczególnie kiedy brało się pod uwagę stany takie jak Nowy Meksyk czy właśnie Teksas. Kto wie czy idac z buta, nie zetknęłyby się ostatecznie z szajka miejscowych bandytów, domagajacych się myta za chodzie po ich ziemi. Przy optymistycznym scenariuszu, mogłyby takim sprać tyłki, a później strzelić na odchodne pod nogi… sytuacja stałaby się zgoła odmienna gdyby okazało się, ze nie maja za bardzo czym się bronić, a napastnicy posiadaja kilka shotgunów na stanie.
Nie spodziewała się tak śmiałego zagrania, kiedy Dalle złapała ja mocno za materiał munduru. Gdyby drugi guzik był podobnie poluzowany, już dawno leżałby na podłodze, gdzieś między obuwiem łowczyni burz, a ciemnymi desantami. Istotnie, przyjemne dreszcze przesuwajace się z karku wzdłuż ramiom, odwlekały w czasie rozstanie do którego… nie musiało dojść wcale tak szybko.
Nie chciała odrywać się tak nagle od ciepłych ust. Nawet kiedy Tommy przełamała pocałunek, na nowo pochyliła się do przodu, tym razem ledwo muskajac wargami policzek. Nie wyczuwała już na nim słonych łez, całe szczęście. O wiele lepiej podobała jej się w mniej dramatycznym wydaniu… chociaż żadnym nie zamierzała gardzić.
Stała blisko… bardzo blisko, co sprawiło, że odetchnęła głęboko, słyszac o propozycji zabrania roboty papierkowej do domu. Tak bardzo nie chciała przy niej zasiadać. Najchętniej spędziłaby resztę dnia w towarzystwie osoby, której tak bardzo jej brakowało w ostatnim czasie. Z drugiej strony nadal miała obowiazki… które przestały mieć tak nadrzędne znaczenie, gdy Tommy po raz kolejny zastosowała chwyt poniżej pasa. Prawie dosłownie, bo ciepło przepływajace przez organizm uderzyło odrobinę bardziej.
Nie podażyła za wzrokiem Dalle, wpatrujac się w nia intensywnie z bliska, zupełnie, jakby w myślach przeżywała coś innego niż zwykłe pocałunki.
- Nie przeszkadza mi to.
Praca papierkowa, zasady, których musiała się trzymać, przebywajac na terenie jednostki. To wszystko odeszło gdzieś na bok, kiedy ciepłe powietrze przenikało przez materiał ubrania, napędzajac tym samym nieco odmienny tok myślenia. A może jego brak? Ponownie pochyliła się do przodu, tym razem zachłanniej wpijajac się w miękkie usta, zatrzymujac dłonie na biodrach, przesuwajac je powoli pod materiał podkoszulki, przemieszczajac w stronę kręgosłupa, wyczuwajac pod palcami ciepło. Nieustępliwie atakowała dziewczynę kolejnymi, intensywnymi pocałunkami, pozwalajac prawej kończynie na zsunięcie się niżej, niżej… nie, wróć.
Odsunęła się nieznacznie do tyłu, nabierajac ostrożnie powietrza w płuca, opierajac głowę o ramię łowczyni.
- Nie, nie mogę, tu jest… cholera, Tommy…
Wizja tego, że ktoś mógłby w każdej chwili zapukać do drzwi (albo i nie, bo takie przypadki też się zdarzały), w końcu dotarła do rozproszonego umysłu.
- Dlaczego mi tak robisz? - gdyby nie te przygryzanie wargi przy pocałunkach, nie czułaby w środku tego wymownego… - Na dodatek w tym miejscu? Jesteś… uh!
Dźgnęła ja pretensjonalnie między żebra, chociaż wiedziała, że nie ma tam żadnych łaskotek. Od tak, dla zasady. Nabrała kolejna porcję powietrza, nadal ciepłego i to zdaje się nie tylko ze względów braku okna. Przeklinała w myślach swoja nierozważna porywczość, odsuwajac w końcu głowę od ramienia Tommy, żeby spojrzeć w pierwszej kolejności na bok. Wolała dmuchać na zimne, unikajac przez chwilę spojrzenia brazowych tęczówek. Uporczywe bicie serca niczego nie ułatwiało.
- Zbiorę się za… za pięć minut - wystarczyło chwycić za stos papierów na biurku, torbę, która odstawiła pod ścianę. Kilka rzeczy, schowanych w szufladzie, wliczajac w to kolejna butelkę wody. Pragnienie jeszcze bardziej dało się we znaki.
_________________





[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2018-03-10, 04:30   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Im bardziej dłonie Ellis wkradały się pod jej koszulkę, tym oddawała pocałunki pewniej, a piastka wykręcała chwycony mundur, jakby w ten sposób chciała nadrobić cały ten czas, kiedy jej nie było przy niej, robiac to, co teraz. Skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie żałowała, ale miała pewność, iż zdaża wyrównać rachunki – prędzej czy później, może teraz, a może w czerwcu. Kiedyś na pewno i dopóki żadna z nich nie zamierzała faktycznie zniknać, miały cały czas świata, bo ani widmo choroby, ani wezwania na linię ognia w najbliższych dniach im nie groziło.
Chciała warknać, wyrazić szczera dezaprobatę, że sunace w dół ręce nagle obrały kompletnie inny tor, a pocałunek został przerwany przez żołnierkę, która odnalazła oparcie na wciaż pachnacym mentolem barku. Mogłaby być zła, ale słyszac te słowa, przerywane głośnym oddechem, jaki czuła na odsłoniętej skórze, rekompensowały tymczasowo straty.
Poluzowała chwyt, uśmiechajac się do siebie cwanie, a dłoń przy kołnierzyku wycofała na okryte ramię, w momencie gdy Ellis dźgnęła ja w żebra, wywołujac tym krótki, stłumiony śmiech. Gdyby wiedziała, że w taki sposób może na nia zadziałać, już dawno sięgnęłaby po tak stanowcze ruchy, jak przyciaganie za ubranie w nieco brutalny sposób.
Skinęła głowa krótko. Pięć minut - do zaakceptowania, ale to z kolei dało jej do myślenia. Była okropna.
- Jestem egoistka, tak. – dokończyła za nia urwana wypowiedź sprzed chwili, szczerzac, jak głupi do sera. – Ale to nie moja wina, że ty z kolei jesteś pociagajaca. - i wypuściła wreszcie mundur Carter z żelaznego chwytu, pozostawiajac nierówności, wgniecenia po palcach, które zdecydowanie wymagały teraz wyprasowania, jeżeli pani porucznik chciała stwarzać pozór przestrzegajacych w tym pomieszczeniu zasad, czego Tommy nie zamierzała jej ułatwić.
Gdy tylko Ellis odsunęła się od niej bardziej, odwracajac zapewne w kierunku rzeczy do zgarnięcia, Dalle bezwstydnie zaszła ja od tyłu i objęła, wsuwajac jedna z dłoni pod mundur i podkoszulkę, drażniac paznokciami skórę na brzuchu, a druga kawałek za paskiem spodni, tuż w okolicach kolca biodrowego.
Tylko wiesz, jest taka sprawa… - wymamrotała, zadowolona z reakcji, jaka osiagnęła, toteż powolutku zjeżdżajac dłonia aż do linii bielizny, po której powiodła to w prawo, to w lewo. Równocześnie stanęła na palcach, aby dosięgnać ustami do ucha żołnierki (chwała za zwiazane włosy) i zaczepiajac nosem o małżowinę, wyszeptała… - …że to ten moment w miesiacu.
I cały czar prysnał. Tommy wycofała się, zabierajac ręce z przestrzeni Ellis. Prędkim susem zabrała kurtkę z krzesła, nie tracac czasu na leżacy na podłodze sweter i odskakujac do tyłu, jak złośliwy chochlik z łobuzerskim uśmiechem na twarzy, wyciagnęła kluczyki od auta z kieszeni.
- Licznik w parkometrze mi się zaraz skończy – zażartowała, zarzucajac na siebie pilotkę. – Widzimy się u ciebie za chwilę, Poruczniku Carter! – i zasalutowała, dobiegajac do drzwi, porzucajac drugi raz Carter kompletnie zdruzgotana, znowu dajac świadectwo własnej bezczelności oraz tego, jak uwielbiała igrać z ogniem.
Kto powiedział, że Ellis będzie miała łatwo na stare lata?

[z/t]x2
[Profil]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 7