Poprzedni temat «» Następny temat
Dach kamienicy
Autor Wiadomość
Brentwood


Wysłany: 2017-06-24, 23:49   Dach kamienicy
  

  
Brentwood

  
your favourite place on earth


[Profil]
 
 
Latifa Rashid








26

reporterka

miłość tylko komplikuje

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, mav, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam





Wysłany: 2017-07-15, 01:34   
  

  
Latifa Rashid

  
life is either a daring adventure or nothing at all


Deszczowa pogoda była jedna z niewielu rzeczy, za jaka Latifa prawdziwie tęskniła podczas swojego pobytu w Aleppo. Syryjskie lato składało się głównie z płonacego słońca i popękanej od suchości ziemi, a więc gdy Rashid, wysiadajac z autobusu, została przywitana przez obfita ulewę, uśmiechnęła się po raz pierwszy tego dnia. Wkrótce potem jej uśmiech zniknał, ponieważ zdała sobie sprawę z tego, że taka pogoda nie zwalniała jej z taszczenia wielkiej walizki w drodze do czegoś, co roboczo nazywała domem. W każdym razie przez tę krótka chwilę, kiedy patrzyła na zachmurzone niebo i ogladała rozcinajace je gdzieniegdzie błyskawice, czuła się szczęśliwa. Co prawda to nie był ten rodzaj zadowolenia, które towarzyszyło jej, gdy podróżowała i oddawała się swojej pracy. Ale przynajmniej jakiś był!
Przeklęła pod nosem, gdy kółka jej walizki zaczepiły się o krawężnik, w wyniku czego torba wyladowała w pobliskiej kałuży. Doprawdy, cieszyłaby się z powodu utęsknionego deszczu bardziej, gdyby nie musiała ciagnać za soba tego cholerstwa, które w dodatku chyba zdażyło ulec uszkodzeniu w trakcie przewożenia samolotem. Nie, żeby na bagaż Latifii składały się jakiekolwiek skarby, ale byłoby jej o wiele łatwiej ciagnać tę walizkę, gdyby jej kółka pracowałyby jak należy.
Przystanęła niedaleko jakiejś kamienicy, odgarniajac mokre włosy z twarzy. Spogladnęła do góry, żeby obdarować ciemne chmury nieprzyjemnym spojrzeniem, ale zamiast tego jej wzrok spoczał na sylwetce jakiejś osoby, która znajdowała się na dachu. Zagrzmiało. Rashid przekrzywiła głowę i zmarszczyła brwi. Nikt o zdrowych zmysłach nie znajdowałby się na wysokości dwudziestu metrów w trakcie tak paskudnej pogody, a to spostrzeżenie prowadziło do dwóch konkluzji. Pierwsza - przywidzenie. Latifa przetarła oczy, a potem spojrzała w górę raz jeszcze. Sylwetka nie zniknęła. Pozostawała więc opcja druga, a mianowicie - człowiek na dachu istotnie nie jest zdrowy na umyśle, to samobójca albo inny wariat wyzbyty z instynktu samozachowawczego, którego trzeba natychmiast sprowadzić na ziemię. Przeklinajac jeszcze raz, Rashid ruszyła ze swoja nieszczęsna walizka naprzód, szukajac jakiegoś wejścia do kamienicy, skad mogłaby się dostać na górę. Gdy już była w środku, pozostawiła swój bagaż gdzieś w najciemniejszym kacie. Nie do końca wierzyła w uczciwość mieszkajacych w tym miejscu ludzi, ale nie było mowy, żeby wciagnęła swoje manatki na górę i jeszcze miała siłę ściagać stamtad jakiegoś chorego na umyśle człowieka. Patrzac na jej gabaryty, to wydawało się wręcz niemożliwe.
Wdrapała się na górę, cała przemoczona i wściekła, że ktoś postanowił targnać się na swoje życie akurat w tym momencie. Ktokolwiek był na dachu, mógł trochę poczekać, aż Rashid zaniesie swoje bagaże do domu, trochę odpocznie i się wysuszy. Taki moment byłby o wiele bardziej dogodny, aby rzucić się na ratunek jakiejś zagubionej duszyczce. Ale oczywiście, najlepiej fatygować niczego winnych ludzi w trakcie burzy!
- Hej! - wrzasnęła, kiedy już wgramoliła się na dach. Z takiej odległości mogła już dostrzec, że jej potencjalny samobójca był kobieta. W dodatku trzymajaca w dłoniach aparat. Pewnie gdyby Latifa nie była taka wkurzona, aż wytrzeszczyłaby oczy i zastanowiła się, dlaczego ktoś, kto miał zamiar odebrać sobie życie, chciałby przedtem popstrykać kilka fotek otoczeniu. Ale że była wzburzona, nie myślała. - Zwariowałaś?!
_________________
      wanderlust (n.) a strong desire or urge to travel and explore the world
[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2017-07-15, 13:41   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Ukryj: 
[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=e4Ao-iNPPUc[/youtube]
BURZA NA WSI BRENTWOOD!



Naciaganie wodoodpornego kapturka ciemnego płaszcza przeciwdeszczowego okazało się być tak samo uciażliwe, jak zawsze. Stojac przy ścianie z wymalowanym graffiti, po uprzednim rozstawieniu niewielkiej bazy operacyjnej, liczacej sobie trójnóg, małe krzesełko turystyczne z płótna, torbę na sprzęt oraz plandekę ułożona na wzór prowizorycznego namiotu nad całym dobytkiem, próbowała ocenić prawdopodobieństwo wystapienia błyskawic w przeciagu najbliższych kilku minut. Precyzyjne informacje, które otrzymała od Travisa wskazywały, że w ciagu następnych dziesięciu minut powinno dojść do wyładowania czystej energii, gdzieś pod nieboskłonem angielskiego miasteczka.
Zmrużonymi w ochronie przed deszczem oczami rozejrzała się dookoła własnej osi. Wszędzie chmury burzowe, mogła najwyżej zgadywać losowe miejsce uderzenia, bo padajacy deszcz utrudniał obserwacje. Podróżnikowi wiecznie wiatr w oczy, a łowcy burz deszcz na twarz.
Przeszła jeszcze kawałek po kondygnacji, czasami zerkajac w kierunku opustoszałej, zalanej ulicy. Z jednego z małych sklepików jakiś desperat z gazeta nad głowa właśnie uskuteczniał tour de rain przez kałuże głębokie miejscami po kostki, aż zniknał za rogiem na najbliższym skrzyżowaniu. Schowała dłonie do kieszeni płaszczyka, powoli odczuwajac przenikajacy chłód burzy, która rozpadała się na dobre, straszac świat dookoła nadchodzacym spektaklem świetlnym. Tommy zeszła z niewielkiego murku u krawędzi i potruchtała ku tymczasowej bazie przy wejściu prowadzacym w głab kamienicy. Wyciagnęła telefon, który schowała głęboko do torby sprzętowej i przykryła plastikowa torba foliowa. Bezpieczeństwo i wygoda prawie-przede-wszystkim, a skoro zapowiadało się na długi czas oczekiwania, Dalle usiadła na osłoniętym krzesełku turystycznym i sięgnęła po stojacy tuż obok jego nogi biały kubek termiczny z pomarańczowa końcówka.
Parujace, uchylone wieczko ogrzewało upstrzona gdzieniegdzie kroplami deszczu twarz dziewczyny, a plastikowo-ceramiczne opakowanie z wizerunkiem Olafa oddawało ochoczo temperaturę dłoni, trzymajacej najwspanialszy wynalazek XXI-ego wieku dla fanów goracych napojów na wynos. „Cześć, jestem Olaf i potrzebuję trochę ciepła” – głosił napis tuż nad wizerunkiem uśmiechniętego bałwanka, którego w połowie zasłaniała ręka okuta w rękawiczkę bez palców, podobna do tych, jakie poważniejsi rowerzyści zakładaja podczas jazdy. Szybko pochłaniały wilgoć i zatrzymywały przed spływaniem, a przy drogim sprzęcie fotograficznym taka zaleta odgrywała bardzo poważna rolę – zwłaszcza, gdy polowało się na ujęcia w tak siepiacym deszczu.
Upiła łyk zielonej herbaty, krzywiac się niepocieszona, poczuwszy słodycz na języku. Jeszcze przed opuszczeniem hotelu mówiła Johnny’emu, aby nie dodawał cukru trzcinowego do jej termosu, lecz ten był tak przejęty dobrymi wieściami, które Tommy uzyskała w szpitalu od doktor Palmer kilka godzin temu, że z przejęcia zapomniał o wyseplenionej znad miski zbożowych płatków uwadze podróżniczki. Tyle z pracy zespołowej; szczęśliwie piorunochrony montował na pakach pick-upów w odpowiednio oddalonych od kabiny pasażerskiej punktach.
Zakładała, że będzie mieć jakieś kolejne dwadzieścia minut do godziny siedzenia oraz czekania na boski znak, gdy przechyliwszy jeszcze raz kubek nagle zagrzmiało w oddali. Prędko zamknęła wieko i postawiła kubek na podłożu. Podniosła się z miejsca, wyszła głębiej na dach, rozgladajac po nieboskłonie, doszukujac błysków lecz część szarówki z tej perspektywy zasłaniał punkt klimatyzacyjny u szczytu wejścia, więc niewiele się zastanawiajac, pognała ku krawędzi z niska kondygnacja, na która czym prędzej postanowiła wejść. Miała stad jeszcze lepszy widok na ulicę Brentwood, gdyby tylko zdecydowała się ja podziwiać zamiast majestatycznego zjawiska na niebie.
Błysnęło a kilka sekund później zagrzmiało groźnie, kiedy jeszcze walczyła z ześlizgujacym się z wnęki cegłach gumiakiem. Znajomy dźwięk sprawił, że tym bardziej zapragnęła wyciagnać aparat, lecz w obecnym położeniu było to nie dość, iż niewygodne, to bezsensowne – z tego poziomu nie zrobi dobrych zdjęć.
Jeszcze raz grzmotnęło, tym razem głośniej i zdecydowanie bliżej. Tommy zaparła się ramionami, aż wreszcie stała dumnie u krawędzi dachu, królujac nad całym miastem, jak szalony naukowiec, co stworzył Frankensteina. Światło, dźwięk – blisko, bardzo blisko, w dodatku na wprost niej.
Chwilę szarpała się z zapięciem płaszcza, pod którym miała przewieszony na pasku ukochany Nikon z osłoniętym obiektywem. Klik. Plastikowe wieczko odpadło, wiszac teraz na niewielkiej gumce, pozwalajac trzeciemu oku Dalle spojrzeć na otaczajacy świat.
Przystawiła aparat to twarzy, celujac przed siebie odrobinę ponad linię horyzontu i czujac adrenalinę pompujaca w żyłach czekała na moment. Powietrze przybierało ten intensywny, azotowy zapach na krótko przed i po wyładowaniu. To był jej wyznacznik. Palec na spuście, nogi rozstawione szeroko, stabilnie, napięcie narasta…
Dźwięk otwieranych drzwi z trzaskiem wybił ja z rytmu, a cudzy głos odciagnał od ujęcia przepięknego pioruna, kiedy tylko odwróciła się przez ramię zaskoczona. Z niedowierzaniem spojrzała na chmury, z których wydostało się uderzenie tanu wojennego. Przegapiła.
Równie zeźlona zwróciła się do intruza:
- Tu się pracuje, cholera jasna! – zaklęła, co nie było codziennościa. – Mogłam spaść przez ten twój wrzask! – podniosła głos, próbujac przebić się przez głośny szum deszczu, gdy na niebie zawitała kolejna jasna wstęga. – Do diabła! – uniosła się, prędko podnoszac aparat i na oślep strzelajac serię trzech zdjęć. Jedno wyłapało końcówkę, a dwa pozostałe to ślepaki. Niewiele z tego zrobi. – Szlag… - syknęła pod nosem niezadowolona, kasujac dwie sztuki nieudanego polowania. Wydęła usta w niezadowoleniu i przeszywajacym, zmrużonym spojrzeniem przecinajacym ten siepiacy deszcz uraczyła kobietę, zeskakujac z podwyższenia. – Wielkie dzięki! – rzuciła sarkastycznie, machajac kamera nad głowa niezadowolona, gdy tak zła zaczęła iść ku kobiecie, pochylona do przodu, jakby miała wziać ja w dyby z miejsca. – Siedzę tu od dobrej godziny i— - nie skończyła, bowiem głośny trzask wywołał pisk w uszach, jak po podrzuconej, niewinnej petardzie, a nagły rozbłysk światła tuż obok na moment ja oślepił. Piorun trafił w miejsce, gdzie jeszcze przed chwila wywijała aparatem do nieznajomej, aż Tommy pozbawiona dwóch kuriozalnych zmysłów, straciła równowagę, potykajac się o własne nogi i runęła jak długa na dach, w myślach tylko błagajac, aby Nikon pozostał nietknięty. W powietrzu brakowało tylko smrodu spalonego mięsa.
[Profil]
   
 
Latifa Rashid








26

reporterka

miłość tylko komplikuje

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, mav, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam





Wysłany: 2017-07-18, 01:39   
  

  
Latifa Rashid

  
life is either a daring adventure or nothing at all


Zdecydowanie widok nawiedzonej fotografki nie był tym, czego Latifa się spodziewała. Właściwie wdrapujac się na górę zdażyła przyzwyczaić się się do myśli, że rzeczywiście znajdzie na dachu niespełnionego samobójcę, którego będzie trzeba ściagać na dół gadkami, w których Rashid była zdecydowanie beznadziejna. Badź co badź, teraz, gdy już stała na szczycie kamienicy i patrzyła na przemoknięta do suchej nitki dziewczynę, trzymajaca w rękach aparat fotograficzny, żałowała, że jednak nie trafiła na samobójcę.
- Ty chyba sobie ze mnie jaja robisz - powiedziała, patrzac na dziewczynę szeroko otwartymi oczami. Zdębiała. No normalnie nie dowierzała, że ktokolwiek zdrowy na umyśle szlajałby się po dachach w taka pogodę tylko po to, aby pstryknać sobie zdjęcie jakiejś cholernej błyskawicy. Co prawda, Latifa widziała już sporo szaleńców i miała doświadczenie w podobnych sytuacjach, ale nie spodziewała się, że coś takiego przytrafi się jej także w Brentwood. W mieście, gdzie mianem niebezpieczeństwa określano psa, biegajacego bez smyczy oraz kagańca w otoczeniu dzieci.
Latifa już rozchylała wargi, aby zaczać wykłócać się z wariatka, która stała na dachu w środku burzy, cykajac fotki, ale w tym momencie piorun uderzył w dach, na którym obie się znajdowały. To nagłe wydarzenie było wystarczajace, by Rashid natychmiastowo zamknęła usta. Od razu zastygła w jednym miejscu niczym płochliwe zwierzę, które usłyszało niepokojacy szelest trawy, i które kalkulowało szanse na powodzenie swojej ucieczki. Wszystkie jej mięśnie naprężyły się i nieoczekiwanie zakrzepły, odmawiajac poprawnego działania. Wydawało jej się, iż słyszała szum krwi, która teraz płynęła szybko w jej żyłach. Brazowe oczy o rozszerzonych źrenicach wpatrywały się w miejsce, gdzie dosłownie przed kilkoma sekundami uderzył piorun. Serce dziewczyny biło tak mocno i głośno, że niemalże mogła poczuć jego pulsowanie w swojej głowie. Bum, bum, bum, bum, bum. Strach. Którędy uciekać? Niebezpieczeństwo. Zagrożenie. Wyrzut adrenaliny do krwi.
Przez dłuższa chwilę Latifa po prostu stała w miejscu, niezdolna do wykonania jakiegokolwiek ruchu. Znała ten mechanizm tak, jak zwyczajni ludzie znaja drogę, jaka codziennie musza pokonywać z pracy do domu. Najpierw następowało rozeznanie otoczenia. Oszacowanie swoich możliwości i próba zorientowania się w sytuacji. Później - przygotowanie do działania. Poszukiwanie najszybszej drogi ucieczki, najbezpieczniejszego i najbliższego miejsca, które mogłoby posłużyć za schronienie. Ostatecznie - odwrót. Bieg, unik, wycofanie; cokolwiek, co było w stanie oddalić znajdujacego się w potrzasku osobnika od źródła jego strachu. Ucieczka.
Ale tutaj nie było dokad uciekać. Powierzchnia dachu wydawała się w obliczu danej sytuacji tak niewielka, że w jakakolwiek stronę Latifa by się nie poruszyła, nie zmniejszyłaby swojej odległości od źródła zagrożenia. Ono było wysoko na niebie, nie do końca możliwe do dokładnego zidentyfikowania. Jedynym sposobem, aby się od niego oddalić było zejście na dół. I Rashid z pewnościa zrobiłaby to, co radził jej pracujacy na najwyższych obrotach mózg, gdyby nieszczęsna fotografka właśnie nie padła na mokry beton z głuchym plaskiem.
Dopiero to tknęło Latifę, zmuszajac ja do poruszenia się. Jak tylko jej mięśnie się rozluźniły, podbiegła do dziewczyny i wyciagnęła rękę, aby potrzasnać jej ramieniem.
- Cholera, wstawaj. - Adrenalina nie pozwalała jej na bycie delikatna. Szarpnęła ciałem kobiety, która zdażyła w myślach nazwać skończona wariatka przynajmniej z dwadzieścia razy, próbujac sprawić, aby się podniosła. Latifa nie była skarbnica wiedzy, jeśli chodziło o burze, tak więc nie do końca wiedziała co zrobić. Co prawda kiedyś podczas lekcji w liceum obiło jej się o uszy, że znajdujac się na rozległej, otwartej przestrzeni w podobnej sytuacji należało położyć się plackiem i czekać pies jeden wie na co, ale nie sadziła, aby ta porada odnosiła się do ludzi znajdujacych się na sporej wysokości. Zreszta w tamtym momencie naprawdę guzik ja obchodziło to, co powinna zrobić, aby jej piorun nie trzepnał. Znała się trochę na niebezpiecznych sytuacjach podczas wojny i, nie majac żadnego innego planu, postanowiła działać w analogiczny sposób, jak na polu walki. Czyli spieprzać gdzie pieprz rośnie.
_________________
      wanderlust (n.) a strong desire or urge to travel and explore the world
[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2017-07-22, 13:53   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Dach był nieprzyjemnie mokry, wilgoć dostała się za ochronna warstwę płaszcza przeciwdeszczowego, a w dodatku cała powierzchnia ciała minus plecy bolały jak diabli. Widziała orła cień i zaliczyła glebę, guzik prawda. Została zaskoczona przez piorun, którego spodziewała się zdecydowanie dalej, co świadczyło o wadliwym przeliczeniu współrzędnych w głowie i zdradzieckiej naturze wyładowań. Nigdy nie mogła być pewna, gdzie uderzy, a w swojej krótkiej karierze już dawno też przekonała się, że powiedzenie „piorun nie trafia dwa razy w to samo miejsce” było bajka, mrzonka dla innych ludzi, aby ich uspokoić.
Jęknęła, gdy poczuła gwałtowne szarpnięcie ramienia, jakby ktoś chciał je wyrwać, aby obłaskawić burzowych bogów i zniwelować ich gniew krwawa ofiara. Wyciagnięta dłoń zacisnęła się na mokrym już pasku Nikona, a w uszach wciaż dzwoniła orkiestra kościelna. Ledwo podniosła głowę z zaczerwienionym, delikatnie zarysowanym policzkiem od kontaktu z chropowatym podłożem dachu, gdy poczuła jeszcze jedno szarpnięcie.
- Pu… puszczaj– wymamrotała niewyraźnie, słyszac jedynie stłumione dźwięki dookoła. – No już, już…
Będac nadal pod wpływem szoku, Tommy miała problem z utrzymaniem równowagi, o czym przekonała się ze swoja towarzyszka, gdy wreszcie wyszarpała ramię spod agresywnego jarzma obcej kobiety i spróbowała podnieść otępiałe ciało na kolana. Czerwona czapka osunęła się z jej głowy i wpadła do niewielkiej kałuży, która formowała się przed nia w nierówności dachu. Przyłożyła dłoń do dzwoniacej skroni, zmarszczyła mocno brwi i zamknęła oczy, jakby dopiero co ktoś obudził ja z długiego snu, od razu wystawiajac na ostre promienie słoneczne. Pozostawała zdezorientowana, a także głucha na otaczajace budynek głośne gromy, które w głowie Dalle wybrzmiewały, jak stłumione basy.
Tylko dwa razy do tej pory przeżyła podobna sytuację. Pierwsza miała miejsce jeszcze w Teksasie, trzydzieści kilometrów od Dallas, gdzie wraz z grupa badawcza wybrała się na pierwsze, pełnoprawne polowanie. Zapowiedziano pojawienie Czwórki ze skali, sporych rozmiarów tornada, do którego mieli się zbliżyć, wyrzucić czujniki w trakcie jazdy, strzelić kilka zdjęć i uciec czym prędzej z miejsca zdarzenia. Wyrwany z korzeniami konar wyladował na ich furgonetce, gdy rozstawiali sprzęt na jednej z opuszczonych farm, czyniac niemożliwym dokończenie planu, więc musieli ratować się schronem piwnicznym, który pozostawiał bardzo wiele do życzenia. Do tej pory pamiętała sypiacy się na głowę strop i utrudniony oddech, kiedy błagali opaczność losu, aby cały dom nie runał.
Drugi raz znajdowała się pod ostrzałem, a jedyna broń, jaka dysponowała to flesz w aparacie – czyli, tak na dobra sprawę, nie miała nic. Syryjskie Aleppo wspominała z trudem i tylko cud sprawił, że nie deportowano ich na teren Stanów Zjednoczonych w trumnach. Cud, albo, jak kto wolał, awanturnicza reporterka z papierami.
Miała wrażenie, iż minęła cała wieczność, odkad zaczęła wspominać znana dobrze głuchotę, gdy nagle mocne szarpnięcie poderwało ja na nogi. Fartem pasek aparatu zawinał się dookoła jej paliczków i w trakcie krótkiego biegu ku wejściu na dach, sprzęt obijał się o jej bok. Nawet nie zakodowała, kiedy wbiegła do środka, zaś wilgotna stęchlizna klatki schodowej zastapiła azotowa woń wyładowań, lecz zamiast pomyśleć o bezpieczeństwie czy choćby spojrzeć na przemoczona od góry do dołu, zziajana zapewne przez te wszystkie wrażenia towarzyszkę, zerknęła przez otwarty próg na leżaca w wodzie czapkę, opierajac o zimne, metalowe drzwi, które koiły powoli szczypiacy policzek. Tylko chwilę się o niego oprze. Tylko chwila, dopóki nie zacznie „czaić bazy”. Zmrużyła oczy, a oddech powoli zaczał wracać do normy, choć zalewało ja niemiłosierne goraco. Adrenalina zaraz przejdzie w kortyzol.

Wybacz, że tyle czekałaś i że jakość... Cóż, pozostawia wiele do życzenia...
[Profil]
   
 
Latifa Rashid








26

reporterka

miłość tylko komplikuje

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, mav, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam





Wysłany: 2017-07-23, 18:17   
  

  
Latifa Rashid

  
life is either a daring adventure or nothing at all


Burza jeszcze nigdy nie wydawała się Latifii tak wściekła. Krople deszczu ladowały na ubraniach dziewczyny i wsiakały w nie, nie pozostawiajac na niej ani jednej suchej nitki. W przeciwieństwie do nieznajomej fotografki, Rashid nie miała na sobie nic, co mogłoby ochronić ja przed deszczem. To znaczy oczywiście - posiadała płaszcz przeciwdeszczowy, ale podczas pakowania walizki wcisnęła go gdzieś pomiędzy stertę innych rzeczy, które wydawały jej się niepotrzebne. Latifa wykazywała się średnia przezornościa, a skoro internetowa prognoza pogody twierdziła, że tego dnia Brentwood miało zostać zaszczycone słoneczna pogoda, oczywiście w to uwierzyła. Co, jak widać, było z jej strony kompletna głupota.
Minęła chwila zanim dziewczyny dotarły do klatki schodowej, która w tamtym momencie była jedynym pobliskim schronieniem. Ich tempo było godne pożałowania, o co można by obwiniać zaburzona koordynację ruchowa zwariowanej poszukiwaczki burz, ale jak tylko wreszcie znalazły się w bezpiecznym miejscu, Latifa rozluźniła uścisk na ciele dziewczyny. Zamiast złapać oddech, powędrowała za jej spojrzeniem, które spoczęło na czerwonej czapce, leżacej w brudnej kałuży. Decyzja zapadła szybko, bo już po pięciu sekundach Latifa stała w miejscu, gdzie znajdowała się zguba nieznajomej i schylała się, aby ja podnieść. Szalony bieg po czerwone nakrycie głowy trwał wyłacznie chwilę, ale ten moment był wystarczajacy, aby serce Rashid na powrót zaczęło szybciej bić. Pewnie gdyby cała sytuacja miała mniej ryzykowny charakter, nie fatygowałaby się, aby pomóc dziewczynie odzyskać swoja zgubę. Ale kiedy w grę wchodziło niebezpieczeństwo, nie potrafiła się oprzeć.
- Trzymaj, czerwony kapturku - powiedziała, kiedy już znalazła się z powrotem na klatce schodowej, trzymajac w dłoniach przemoczona czapkę. Położyła ja gdzieś na przewieszonej przez ramię nieznajomej torbie i oparła się o ścianę, oddychajac ciężko. - Wszystko z toba w porzadku? - Zdawała sobie sprawę z tego, że obecna sytuacja dla normalnych ludzi nie była powodem do radości, ale Latifa nie mogła długo bronić się przed zadowolonym uśmiechem, który cisnał się na jej usta. Pozwoliła sobie na krótkie, usatysfakcjonowane sapnięcie teraz, kiedy druga dziewczyna jeszcze na nia nie patrzyła, żeby przypadkiem nie wzbudzić w niej przerażenia. Ludzie reagowali różnie.
Położyła dłoń na ramieniu towarzyszki, tym razem o wiele delikatniej niż za pierwszym razem. Obecnie, kiedy zagrożenie znajdowało się trochę dalej, Rashid kontrolowała swój uścisk i uważała, żeby nie sprawić jej bólu. I tak musiała być w niezłym szoku. Powoli więc odwróciła ja w swoim kierunku, żeby nawiazać z nia kontakt wzrokowy i przekonać się na własne oczy, czy nie odniosła żadnych większych obrażeń.
Jak tylko to zrobiła, jej usta otworzyły się same z siebie.
- O cholera - wymamrotała tylko, unoszac brwi. Z szeroko rozdziawiona paszcza, ubraniami, z których skapywała woda oraz mokrymi włosami w kształcie rozgotowanych klusek zapewne wygladała tak, jakby grała w filmie i właśnie przyjmowała oświadczyny podczas okropnego, poprzedzajacego koniec świata sztormu. Nie mogła jednak nic na to poradzić, zważywszy na twarz dziewczyny, której dopiero teraz miała okazję dokładniej się przyjrzeć. I która bardzo dobrze pamiętała.

Nie mam nic przeciwko czekaniu, a jakość jest super. Nie zaprzataj tym sobie główki.
_________________
      wanderlust (n.) a strong desire or urge to travel and explore the world
[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2017-07-26, 16:38   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Rozbłysk na niebie zgrał się z wystartowaniem nieznajomej z klatkowego boksu, jakby był odgłosem wystrzelonego naboju z pistoletu sędziowskiego. Zamrugała kilka razy, otarła nawet wierzchem mokrej rękawiczki prawe oko, bo lewe pozostawało tak długo zamknięte, im bardziej odczuwała ulgę z przytulania policzka do chłodnych drzwi.
Minęła chwila, a w niewyjaśnionych okolicznościach (a raczej trwajacego przez wieki ogarnianiu się) czerwona czapeczka znalazła nowy dom, który poruszał się z zawrotna, jak na wpółotwarte ślepie Tommy, prędkościa w kierunku klatki, przedzierajac przez niemiłosiernie siepiacy deszcz. Powiodła za nakryciem, przedostajacym z obcych rak na pokrowiec aparatu u boku. Cześć, Czerwona, tęskniłam. Cześć, Zielona, ja niekoniecznie, znowu mnie wybrudziłaś.
Logicznym, a nawet wskazanym, było choćby kiwnięcie głowa w ramach podziękowania za przyniesienie przemoczonej i brudnej zguby, tak nakazywała kultura, która jednak poszła w odstawkę, dopóki piski w uszach nie odpuściły Tommy.
Nachmurzyła czoło, nie odrywajac policzka od drzwi. Dlaczego pytała ja o coś kompletnie z – o ironio – czapy wziętego?
Everything’s all right with you =/= Are you staying all night through?
- CO? – zapytała głośno w przestrzeń. – Nie, jeszcze godzinę, może trochę dłużej! - odparła, próbujac przebić się przez ten nieznośny szum w uszach, kiedy machnęła przed soba jedna ręka, wskazujac na oślep na niewielka bazę operacyjna, przy której pozostawiła do połowy pełnego Olafa. Konstrukcja tkwiła przy ścianie klatki, więc nieznajoma na pewno by jej nie dostrzegła, ale akurat teraz Dalle nie zastanawiała się nad takimi szczegółami. Miała w głowie mętlik, który powolutku odpuszczał, jak to nieprzyjemne doznanie obitych kończyn i żeber.
Przyłożyła dłoń do twarzy, odgarniajac kilka krótkich kosmyków, przypominajacych zastygnięte w bezruchu węże i zaczesała je w bok, kiedy na ramieniu poczuła cudzy dotyk z lekkim napieraniem.
Z niezadowoleniem przestała chłodzić zaczerwieniony policzek, odwracajac się z grymasem jak cudza ręka ja prowadziła, choć miała nieoparta ochotę strzepnać ja. Najpierw nie pozwala pracować, a teraz się rzadzi – dziwna kobieta, może szukała guza, dlatego tak się wtracała we wszystko? Ale z drugiej strony, przyniosła jej czapkę i…
Zamrugała kilka razy, trwajac w bezruchu, gdy już stanęła twarza w twarz z powodem swojego upadku na dachu oraz prawdopodobnego ratunku przed porażeniem piorunem. Brazowe oczy stały się wielkie, jak pięciozłotówki, aż przetarła je i rozdziawiła usta, przez długa chwilę majac wrażenie, że zmacony umysł postanowił zrobić jej figla.
- Em… - nie wiedziała, co powiedzieć. – Chyba mnie porzadnie kopnał prad i mam zwidy. – wyznała zbita z pantałyku, przygladajac się tak dobrze znanej sobie twarzy, o której losie nie słyszała, odkad opuściła Syrię z łowcami.
Niepewnie stanęła prosto i uniosła ręce, nie odrywajac wzroku od dziewczyny, jakby w obawie, że gdy to zrobi, ta rozpłynie się w powietrzu, jak duch. Wyciagnęła dłonie, po czym bardzo powoli złapała za jej barki. Mokre. Ciepłe. Śliskie od skapujacej wody, a materiał koszulki był prawdziwy w dotyku. Otworzyła jeszcze szerzej usta w zaskoczeniu, nie powstrzymujac się przed oklepaniem ramion, talii, dotknięcia ociekajacych włosów oraz mokrej twarzy oraz dokładnego przyjrzenia postaci stojacej przed nia, bo nadal nie wierzyła.
- Na Einsteina – wyszeptała, momentalnie trzeźwiejac z burzowego szoku. – Ty głupolu... –uniosła wzrok ku znanym tęczówkom, a kaciki ust mimowolnie ułożyły się w szerokim uśmiechu, jakiemu towarzyszyła ekscytacja oraz ulga. – Znowu zepsułaś mi zdjęcie! – zauważyła bezceremonialnie z nagle poważna mina, której nie mogła jednak długo utrzymać, bo potrzeba uścisku była silniejsza. Objęła drobnymi ramionami mocno Latifę i zacisnęła palce na materiale koszulki odruchowo. – Naprawdę tu jesteś, prawda? Nic sobie nie ubzdurałam? Nie ściskam właśnie kogoś obcego? – dla pewności poklepała jeszcze plecy Rashid kontrolnie. - Nie mam czasu na siedzenie w areszcie za molestowanie.
Do diabła z ta reporterka, znowu pojawia się wtedy, kiedy jest potrzebna. Okropne wyczucie czasu albo zrzadzenie losu, które ratuje skórę Tommy, jak tamtego dnia w Aleppo, tylko zamiast duchoty i ostrego słońca, towarzyszyła im angielska, rozeźlona na miasteczko pogoda.
[Profil]
   
 
Latifa Rashid








26

reporterka

miłość tylko komplikuje

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, mav, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam





Wysłany: 2017-07-29, 03:28   
  

  
Latifa Rashid

  
life is either a daring adventure or nothing at all


Poczatkowo Latifa zmarszczyła brwi, słyszac niezrozumiała odpowiedź burzowej wariatki. Ostatecznie jednak, kiedy po jej ruchach wywnioskowała, że najwyraźniej jeszcze nie doszła do siebie, westchnęła ciężko i postanowiła dać jej jeszcze chwilę. Z niecierpliwości przebierała nogami w miejscu i wyginała sobie palce, ale ponieważ zdawała sobie sprawę z tego, że bycie trzepniętym przez piorun należało raczej do ekstremalnych wyczynów, nie pospieszała jej. Podejrzewała, że i tak musiało nieźle dzwonić jej w głowie. Co prawda, Rashid nigdy nie znalazła się w podobnej sytuacji, ale pamiętała, że kiedy przebywajac w Aleppo prawie została przygnieciona przez wielka warstwę gruzu, nie potrafiła otrzasnać się przez co najmniej godzinę.
Latifa w najśmielszych marzeniach nie oczekiwałaby, że będzie jeszcze miała szansę spotkać się z ta wariatka od burz, która poznała w Syrii. Co w pewnym sensie ja zasmucało, bo dziewczyna z fiołem na punkcie błyskawic zdażyła niesamowicie Rashid zaintrygować, a ona nawet nie zdobyła jakiejkolwiek informacji, która w przyszłości mogłaby pomóc w jej odnalezieniu. Mogła poprosić o numer telefonu, o adres zamieszkania czy o zwykłego maila, ale oczywiście nie pofatygowała się o żadna z tych rzeczy, wobec czego została z niczym. No, to znaczy zostałaby, gdyby nie fakt, iż jakimś cudem zyskała sobie sympatię przewrotnego losu i teraz stała naprzeciwko Tommy Dalle we własnej osobie. To chyba jakiś żart.
Wyraz twarzy Latifii ulegał zmianie wraz z powiększajaca się cały czas liczba klepnięć, która obdarowywała ja Tommy. Przy pierwszym była zszokowana i niezdolna do tego, aby zamknać usta. Przy piatym uśmiechnęła się kacikiem ust, uważajac sposób zachowania Dalle za cholernie zabawny oraz uroczy. Przy dziesiatym natomiast nie mogła już zapanować nad uśmiechem, jak gdyby przejał kontrolę nad jej twarza. Poważnie, Rashid uśmiechała się tak szeroko i długo, że aż poczuła ból mięśni twarzy oraz suchość zębów. Nieważne jak głupio to brzmi.
- Jasne, że jestem! - powiedziała entuzjastycznie, kręcac głowa z niedowierzaniem. Naprawdę trudno było jej odepchnać myśl, iż cała ta sytuacja miała miejsce w jej wyobraźni, albo iż powrót do Brentwood był dla niej tak traumatyczny, że dostała zwidów. Ale Tommy naprawdę tam była - materialna, wygladajaca jak zmokła kura i tak samo szalona, jak wtedy, w Aleppo. Bo do diabła, kto normalny szlaja się po dachach starych budynków w celu zrobienia zdjęcia cholernemu niebu w czasie burzy? Latifa powinna była od razu skojarzyć fakty i zorientować się z jakim rodzajem wariatki miała do czynienia. Uśmiechnęła się raz jeszcze zanim Dalle nieoczekiwanie ja uścisnęła. Cała złość, która kumulowała się w Rashid odkad wypatrzyła czyjaś sylwetkę na dachu kamienicy, nagle uleciała i teraz przytulała druga dziewczynę, przemoczona oraz szczęśliwa.
Nie puszczała Tommy przez co najmniej dziesięć sekund, przytulajac policzek do śliskiego materiału jej płaszcza przeciwdeszczowego i zastanawiajac się dlaczego, u licha, los był taki figlarny. Wydawałoby się, jakby dopiero wczoraj spędzała z nia czas, upierajac się, że potowarzyszy jej w łowach na burzę. Cały czas miała przed oczami ten ostatni wieczór, który świtał jej w głowie i co chwilę przypominał o niewykorzystanej szansie. Westchnęła ze zdumieniem, wypuszczajac Dalle z objęć i odsuwajac się od niej na krok, aby uważniej się jej przyjrzeć. Nie sadziła, że kiedykolwiek będzie miała szansę na zobaczenie tej dziewczyny po raz kolejny. A jeśli nawet cień nadziei raz czy dwa przechodził jej przez głowę, nigdy nie był na tyle naiwny, aby podsunać Latifii myśl o spotkaniu Tommy w Brentwood. Bo przecież to był absurd! Brentwood? Ze wszystkich miejsc na świecie? Dlaczego?
- Nie ma mnie przez chwilę a ty już pakujesz się w kłopoty - stwierdziła pół żartem, pół serio, chłodnymi dłońmi delikatnie dotykajac policzka Tommy. Odwróciła jej twarz w taki sposób, aby mieć jak najlepszy widok na jej zraniona skórę. Zmrużyła oczy, przypatrujac się zaczerwienionemu miejscu. Obrażenie nie wygladało bardzo poważnie, ale Latifa i tak wychodziła z założenia, że należało jak najszybciej coś z tym zrobić. - Nie nosisz przy sobie przypadkiem czegoś, co mogłoby nam z tym pomóc? - Kiedy przebywała w Aleppo, zawsze była uzbrojona w przenośna apteczkę. Ale jako że musiała pożegnać się ze swoim podręcznym zestawem w momencie wyjazdu, obecnie nie posiadała niczego, co mogłoby się przydać, gdyby Rashid spróbowała pomóc Tommy.
_________________
      wanderlust (n.) a strong desire or urge to travel and explore the world
[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2017-07-31, 01:56   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Wspomnienia uderzyły w nia, jak obuch w głowę nieuważnego żołnierza. W życiu nie spodziewała się, że jeszcze kiedykolwiek ujrzy Latifę czy też usłyszy o niej z innego źródła, niż wojenne reportaże z walk w Syrii, o których namiętnie czytała w Internecie, odkad opuściła Aleppo. Wszędzie wypatrywała nazwiska Rashid, bo tylko dzięki temu mogła mieć choć minimalna pewność, że ta szalona dziewczyna wciaż żyje i jeszcze nie zarobiła kulki w swój uparty łeb. Pod tym względem mogły sobie podać rękę, choć po takowej Tommy powinna ja wręcz całować z wdzięczności – dwa razy już ocaliła jej tyłek przed rychłym końcem.
Ściskała ja tak, jakby wypuszczenie równało się odpaleniu zapalnika, uruchomieniu pułapki, słowem, pociagało za soba już wystarczajaco wystawiony na próbę żywot Dalle; a może to zwyczajna niechęć do przerywania tej chwili. Cieszyła się, jak głupi do sera, uśmiechała tak szeroko, że nawet i ja zaczęły boleć policzki, a mimo to nie przestała, szczególnie wtedy, gdy odsunęły się od siebie, a zalana deszczówka twarz reporterki znów była podatna na obserwacje łowczyni. Szukała jakichkolwiek śladów, blizn, ran, czegokolwiek, co mogło świadczyć o niebezpiecznych dniach spędzonych w Syrii, lecz poza jeszcze mocniejsza opalenizna, niż Tommy zapamiętała, nie zauważyła nic. W duchu odetchnęła z ulga.
- Przyganiał kocioł garnkowi – mruknęła z udawanym przekasem. Nie pozostawała dłużna, choć wiedziała, że dziewczyna miała rację. – Och, przestań – machnęła ręka, wywracajac oczami, gdy Latifa ujęła jej twarz i odwróciła odrobinę w bok. – To nic takie- Aj! Tss, tss, tss… – syknęła kilka razy krótko, jak rozeźlona kobra, mrużac niezadowolona oczy, kiedy jeden z zimnych paliczków dotknał zaczerwienionego miejsca, które dobitnie przyświadczało Dalle, iż to nie jest sen. Spojrzała znaczaco katem oka i założyła ręce w geście obronnym, aby sama postawa powiedzieć, że nie życzyła sobie komentowania tego, lecz nie mogła długo wytrzymać z powstrzymaniem rozbawionego uśmiechu.
- Mam apteczkę przy Olafie – obwieściła spokojnie, zerkajac w kierunku dachu, który tonał pod stopniowo zbierajacymi się hektolitrami wody i błyszczał, gdy tylko błyskawica przecinała szare niebo. Uroczy termos z bałwankiem towarzyszył jej od samego poczatku długiej podróży poza domem, także w Aleppo. – Został na zewnatrz. – wskazała kciukiem na deszcz i odwróciła głowę, uwalniajac policzek od dalszych oględzin. Donośny grzmot rozniósł się echem nawet po klatce schodowej, wywołujac prawie maniakalny wyszczerz na twarzy Tommy. Wystarczyłoby, że tylko wyjdzie na moment na dwór, na chwilę i strzeliła kilka zdjęć. Mogłaby je sprzedać lokalnej stacji pogodowej albo na stronę informacyjna Brentwood, zawsze to trochę dodatkowego grosza. – Pójdę po niego. – przytaknęła sama sobie, już majstrujac przy pasku z aparatem, zrzucajac pokrowiec na kamienna posadzkę piętra, na której zbierała się ściekajaca z nich obu woda deszczowa. Uchronienie bałwanka przed powodzia i wyciagnięcie apteczki do dobry pretekst, aby strzelić jeszcze kilka zdjęć, a powietrze znowu przybierało azotowy zapach. Czuła w kościach, że zaraz ujrzy wyładowanie, więc czym prędzej właczyła Nikona i jeszcze nim wyszła na dach, przystanęła w progu, ustawiajac odpowiedni kaliber. Zupełnie, jakby zapomniała o tym, że przed chwila prawie została usmażona przez piorun. Cała Tommy.
[Profil]
   
 
Latifa Rashid








26

reporterka

miłość tylko komplikuje

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, mav, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam





Wysłany: 2017-08-01, 02:52   
  

  
Latifa Rashid

  
life is either a daring adventure or nothing at all


Po wyjeździe Tommy oraz jej ekipy z Aleppo, Latifa dużo o niej myślała. Badź co badź, ta dziewczyna była jedna z niewielu, która mogłaby konkurować z Rashid o miano naczelnej wariatki całego tego świata. Bo kto normalny biegał po dachach budynków z aparatem w dłoni, byleby tylko pstryknać zdjęcie przecinajacej niebo błyskawicy? I kto normalny jeździł od miejsca do miejsca, pod przykrywka stworzenia reportażu polujac na niebezpieczne wydarzenia? Obie były nieźle pogięte, a to wystarczyło, aby osoba Tommy rozbudziła w Latifii ciekawość. Niestety obie były również zapracowane i niezdolne do przebywania w jednym miejscu przez dłuższy czas, także spotkanie na dachu kamienicy było nietypowym zrzadzeniem losu, w które Rashid nie mogła uwierzyć. To zupełnie tak, jakby cholerny świat chciał, żeby natknęły się na siebie jeszcze raz. A myślenie o tym przypadku w taki sposób sprawiało, że Latifa zaczynała watpić w swój racjonalizm.
Obrażenie Dalle faktycznie nie wygladało poważnie, ale to równocześnie nie było nic takiego, dlatego Rashid rozpromieniła się, kiedy Tommy wymamrotała coś o apteczce. Uśmiechnęła się także na wspomnienie o Olafie. Można powiedzieć, że myśl o zabawnym kubeczku była bodźcem, który uświadomił Latifii, że to wszystko działo się tutaj, teraz. Nie w żadnej odległej rzeczywistości, nie w jej wyobraźni. Tommy naprawdę była w Brentwood i tak samo, jak w Aleppo - wdawała się w jakaś szalona relację z żywiołami. Rashid wydała z siebie cichy, pełen niedowierzania chichot, który odbił się od starych ścian kamienicy.
Miała nadzieję, że Tommy pójdzie szybko po swoja apteczkę i wróci do środka, nie robiac przy tym żadnych problemów. Dała jej na to dziesięć sekund, ale kiedy przy osiem Dalle jeszcze nie było z powrotem, Rashid westchnęła głośno, podejrzewajac powód jej opóźnienia. Wychyliła się z klatki, mrużac oczy w poszukiwaniu sylwetki Tommy. Stała tam, na dachu. Całkowicie przemoczona, z zadrapanym policzkiem oraz aparatem w akcji.
Można się było tego spodziewać.
Kręcac z niedowierzaniem głowa, wyszła na zewnatrz i najciszej jak mogła podeszła do Dalle. Tym razem nie zamierzała jej rozproszyć, ale przystanęła wystarczajaco blisko, aby w razie zagrożenia trzepnięcia piorunem, istniała szansa, że żywioł tym razem wybierze ja. Niespecjalnie się bała. Przeżyła dużo więcej niebezpiecznych sytuacji i cóż, stawała się coraz bardziej uodporniona na sytuacje zagrożenia. Taki stan rzeczy nie do końca jej pasował, ponieważ oznaczał, iż Latifa musiała pakować się w coraz to groźniejsze sytuacje, aby poczuć się usatysfakcjonowana, ale z drugiej strony... No cóż, z drugiej strony po prostu to lubiła.
- Chyba ci życie niemiłe - stwierdziła, patrzac w niebo oraz wypatrujac jakiegoś błysku. Ulewa nasiliła się i obecnie Rashid czuła wodę, spływajaca w dół jej pleców. Taka pogoda była miła odmiana po warunkach, jakich doświadczyła w Aleppo. Całkowity brak opadów, temperatura dochodzaca do czterdziestu stopni w południe i do tego żałosna namiastka wiatru. Latifa aż odetchnęła z rozkosza, czujac woń deszczu. Dzień dobry, Brentwood. Może jednak trochę tęskniłam.
_________________
      wanderlust (n.) a strong desire or urge to travel and explore the world
[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2017-08-02, 17:59   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Zimne krople deszczu przy kontakcie ze skóra przestały przypominać małe igiełki, a wściekle ciskane z góry na ludzkość pociski. Matka Natura dzisiaj się rozszalała, ku niezadowoleniu większości, a fanatycznej radości pozostałego procentu osób, do jakiego się poczuwała odkad pamiętała. Uwielbiała ten chlupot, kiedy brodziła butami w coraz większych kałużach, mokre pocałunki deszczu na rozgrzanej od środka skórze przez nadmiar ekscytacji, a przede wszystkim, szczerze kochała wyładowania, które choć były tylko tworami czystej energii, dla Tommy nadal pozostawały niewiadoma i żadna naukowa wiedza nie potrafiła wyjaśnić tego, co o nich sadziła naprawdę. Grzmoty oraz szum przed burza były dla niej syrenim śpiewem, zaś błyski z piorunami zjawiskiem, które dogłębnie pojmowali nieliczni, bo nie każdy widział to, co ona. Osoba postronna nazywała ja wariatka, ale tak samo mówiono o wielkich ludziach, jakich niemal czczono za ich mniej lub bardziej widoczny fanatyzm.
Stała przy krawędzi dachu z obiektywem wycelowanym prosto w niebo, czujac jak krew w żyłach buzuje, im bliżej było wyładowania. Nie mogła przewidzieć dokładnego momentu pojawienia się krzywej wśród chmur, ale mentalne rachunki oraz intuicja podpowiadały Dalle, że zaraz to nastapi. W końcu stała w prawie samym centrum zdarzenia, coś musiało być na rzeczy.
Aparat ociekał woda, podobnież jak ona cała. Nawet na końcówce języka, która notorycznie wystawiała, gdy była na czymś skupiona. Kwaśna kropla. Siarka. Zanieczyszczone powietrze. Czasami nawet ona uważała za dziwne to, że zapamiętywała niuanse, jakie nie interesuja zwykłych śmiertelników. Inni rozmawiaja o smaku ulubionego ciasta i czy sernik z rodzynkami jest bestialskim morderstwem tejże słodyczy, a ona potrafiła debatować z jej podobnymi o tym, że deszcz w Tajlandii miał bardziej neutralny smak od tego w Rosji. Pamiętała, że w Aleppo grupa reporterki spojrzała na nich, jak na dziwaków, kiedy kłócili się o to czy okazjonalna burza w Syrii będzie bardziej lub mnie przypominać na języku metal ciężki.
Oddychała spokojnie, kiedy poprawiła ostrość z przyciśniętym do lewego policzka aparatem, stojac w gotowości. Wtem doszedł ja głos Latify i znowu wróciła na Ziemię.
Uśmiechnęła się, obnażajac górny rzad zębów lecz ani na chwilę nie odsunęła swojej broni na błyskawice.
- Z twoich ust to już komplement – zauważyła z rozbawieniem i ostrożnie przesunęła się w bok, aby szturchnać zaczepnie reporterkę biodrem. W końcu nie tylko Dalle była ryzykantka, która cały czas kusiła życie w trakcie pracy. Nagle zagrzmiało, a Tommy odsunęła aparat od twarzy, spogladajac zdumiona na niebo przed soba. Żadnego błysku. Minęło? Spojrzała za siebie na kawałek chmur ponad dachem klatki schodowej. Za nia? Z mina zbitego szczeniaka westchnęła ciężko nad kolejna strata. Najwidoczniej opactwo i Thor nie byli dzisiaj po jej stronie. Za to figlarny los już owszem, bo gdy zamierzała opuścić Nikona, zerknęła ku Latifii i wzruszyła ramionami, jakby jej nieoczekiwana obecność choć trochę ratowała nieudane łowy. - Brentwood? – uniosła jedna brew, omiatajac wzrokiem od góry do dołu dziewczynę. Chwyciła pewniej aparat i odsunęła kilka kroków w bok, krótkim gestem lewej ręki sygnalizujac, aby została w miejscu. – Wywęszyłaś jakaś sensację tutaj? I odwróć się trochę w swoje prawo. – poprosiła, stajac podeszwami w niewielkiej kałuży. – O, właśnie tak. Nie pamiętam, abyś o tym wspominała w Aleppo. – powiedziała głośnej, aby przebić się przez ulewę, gdy wycelowała obiektyw w Rashid. Palec na spuście. Raz, dwa, trzy… Klik. Klik. Klik. Błysk na horyzoncie. Klik. Grzmot. Klik. Seria, jak z karabinu maszynowego.
Opuściła urzadzenie, jak oparzona i zerknęła na upstrzony kroplami deszczu mały ekranik. Przełaczała pięć zdjęć to w prawo, to w lewo, nie odzywajac się przez długa chwilę z poważna mina. Uniosła na moment wzrok ku dziewczynie, z powrotem w dół i jeszcze tak dwa razy.
- Mam błyskawicę – oznajmiła z nuta ociagania, która nie pasowała do Tommy, kiedy przełaczyła na czwarte z kolei zdjęcie. – Ale nie będę mogła jej sprzedać lokalnym mediom – dodała, powoli skracajac dystans między nimi. – Sama zobacz. - wyciagnęła aparat przed siebie na pasku, aby Rashid zauważyła, o czym mówiła. Mokre włosy ciagnace się w dół, kilka niesfornych kosmyków na twarzy, wyraźne krople deszczu i rozcinajacy przestrzeń za postacia piorun w oddali, który prześwietlił obraz, nadajac głębię cieniom na ubraniach oraz licu reporterki. – Wystarczy przyciać tutaj odrobinę, aby z błyskiem zachować zasadę trójek – wskazała palcem na rogi - i wyjdzie z tego panoramiczny plakat promujacy thriller bez tytułu. Zobacz, jak tutaj się rozchodzi na boki. Przypomina figurę Lichtenberga– mruknęła po chwili, nie powstrzymujac cwanego uśmiechu, dumna ze swojej kilkusekundowej pracy, nie odrywajac wzroku od ekranu. - Chcesz kopię?
[Profil]
   
 
Latifa Rashid








26

reporterka

miłość tylko komplikuje

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, mav, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam





Wysłany: 2017-08-03, 02:02   
  

  
Latifa Rashid

  
life is either a daring adventure or nothing at all


Ze skupieniem obserwowała, jak Tommy oddawała się swojej pasji. Patrzenie na ludzi podczas wykonywania przez nich ulubionych czynności wywoływało w niej jakaś dziwna przyjemność, która z kolei sprawiała, że miała ochotę patrzeć na nich przez długi czas, a potem spróbować opisać świat w sposób przez pryzmat tej jednej, szczególnej rzeczy. W sposób, w jaki oni go widzieli. Nie była pewna czy powodem była profesja reporterki, czy zwyczajne zboczenie.
Uśmiechnęła się na słowa Tommy i delikatnie trzepnęła ja ręka, gdy dziewczyna szturchnęła ja biodrem. Głupek, zdawały się mówić rozpromienione oczy.
- Mieszkam tu - wyjaśniła krótko, wzruszajac ramionami. Przez chwilę posłusznie wykonywała polecenia dziewczyny, żeby tym razem nie zepsuć jej zdjęcia, i odezwała się ponownie dopiero w momencie, gdy klikajacy odgłos ustał: - To znaczy moja rodzina tu mieszka. Wpadam do nich, gdy wracam z podróży. - Być może faktycznie nie wspominała o tym w Aleppo, ale czy rozmawiały tam na jakiekolwiek tematy tego typu? Jakby Latifa musiała się nad tym zastanowić, nie znała na temat Tommy żadnych podstawowych informacji. Nie wiedziała kiedy miała urodziny, czy miała rodzeństwo, czy wolała psy od kotów. Uzbroiła się natomiast w wiele innych, mniej tuzinkowych wiadomości odnośnie jej osoby. I to jej wystarczało.
Kiedy Dalle opuściła aparat i powoli podeszła do Rashid, ta nachyliła się z ciekawościa nad aparatem dziewczyny, uprzednio odgarniajac włosy do tyłu. Woda ciekła z nich kilkoma małymi strużkami, a urzadzenie trzymane w dłoniach Tommy było wystarczajaco mokre. Latifa nie znała się za bardzo na elektronice, ogarniała wyłacznie podstawy, które przydawały jej się w pracy, także i tak zadziwiał ja fakt, iż aparat Dalle jeszcze działał. Badź co badź, żyły w dobie telefonów, które nadawały się do odłożenia na zakurzona półkę po nawet chwilowym kontakcie z woda.
Z ciekawościa dziecka przyjrzała się fotografii i zmarszczyła brwi, dostrzegajac na niej swoja sylwetkę.
- Trzeba było mówić to bym ci uciekła z kadru - powiedziała wystarczajaco głośno, aby przekrzyczeć hulajaca ulewę. I co z tego, że Tommy stała na kilka kroków od niej? Latifa wolała trochę wytężyć swój głos aniżeli powtarzać się po pięć razy. A w takich warunkach łatwo było o nieporozumienie.
Przez moment jeszcze patrzyła na zdjęcie i przysłuchiwała się słowom Dalle, ale w końcu jej uwaga popłynęła razem ze strużkami wody, które aktualnie ściekały po ich ciałach. Niewiele rozumiała z tego, co Tommy mówiła, ponieważ cóż, rzadko kiedy miała do czynienia z fotografiami oraz całym procesem ich robienia. Była przyzwyczajona do obserwowania, zapisywania i przekazywania słownych informacji dalej, także średnio po drodze było jej z obrazami. Co nie oznaczało, że nie dostrzegała w zdjęciach kompletnie niczego. Nie była kompletnym laikiem. Ale zazwyczaj zamiast określić który obraz z fotograficznego punktu widzenia był dobry, a który zły, mówiła który jej się podobał, a który nie. To zaś stanowiło spora różnicę. W pewnym momencie więc zamiast zwracać uwagę na zdjęcie, poświęciła ja osobie Tommy. Piwne oczy śledziły ruchy jej palców, którymi wskazywała na konkretne elementy zdjęcia, ale zamiast przypatrywać się tym szczegółom, obserwowała jej delikatne dłonie. Patrzyła na nia, gdy mówiła, lecz nie zastanawiała się nad sensem jej słów. Nie wchodziła w polemikę. Obserwowała rysy jej twarzy, zwracajac szczególna uwagę na ranę widniejaca na jej policzku. Nie mogła nadziwić się temu, że to naprawdę ona. Tutaj, w Brentwood. Jak w jakimś tanim filmie czy innym żałosnym widowisku.
Ocknęła się dopiero w momencie, gdy cisza zrobiła się zbyt długa. Jej wzrok oprzytomniał, ręka uniosła się do góry, aby z konsternacja podrapać czoło. Latifa musiała poświęcić krótki moment na to, aby przypomnieć sobie, jaka była treść pytania Tommy.
- Tak, pewnie. Dzięki - zreflektowała się szybko. Ostatni raz rzuciła okiem na fotografię. Chciała ja jakoś skomentować, ale podejrzewała, że opinia amatora niewiele dla Tommy znaczyła. Zreszta to nie tak, że Rashid miała wiele do powiedzenia. - Myślisz, że to tyle? - zapytała, patrzac w niebo, jakby odpowiedź była zapisana wśród burzowych chmur. Według niej padało tak samo, ale lepiej by było, żeby wypowiedziała się profesjonalistka.
_________________
      wanderlust (n.) a strong desire or urge to travel and explore the world
[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2017-08-03, 14:05   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Z pozoru ich znajomość nie miała przekraczać granicy tej, o jakiej pisze się wielkie słowa czy cytaty, które nastolatki nagminnie wyszukuja w Internecie, aby nadać głębi nowym wpisom na portalach społecznościowych. Najważniejsza była wymiana godności, profesji oraz ustalenia wersji, co powiedzieć Armii Wyzwoleńczej, jeżeli jeszcze raz złapia łowców bez papierów, nim ci przekrocza granicę bez wsparcia reporterki. Wszelkie inne rzeczy schodziły na drugorzędny, zacieniony plan, o jakim po prostu się nie mówiło z przyzwyczajenia. Po co wspominać, gdzie mieszka, jeżeli tkwi w wiecznej podróży z drobnymi przystankami, więc nawet świętowanie własnych urodzin nie odbywa się, najczęściej, w towarzystwie rodziny, a współpracowników? Inna kwestia, że sama Tommy nie odczuwała potrzeby dzielenia się tymi informacjami, choć ubolewała poniekad nad brakiem kontaktu z Latifa, kiedy opuściła Syrię i ruszyła dalej na północ, a teraz były tutaj. W Brentwood i samo spotkanie przywoływało obrazy.
Nie była typem osoby żyjacej wspomnieniami, ale kilka razy wracała pamięcia do ostatniego wieczoru w obozowisku. Rozgwieżdżone niebo nad ich głowami, śmiech mężczyzn przy ognisku, wchodzacy do butów oraz za bluzę piasek, gdy leżała na uboczu zmęczona dniem i jednocześnie podekscytowana, że może pokazać reporterce konstelację Węża, Lwa czy nawet Pegaza na niebie, opowiadajac ludowe legendy z kontynentów Azji, Afryki czy nawet obu Ameryk na ich temat, bo każda brzmiała inaczej. Prowadziły rozmowy o drobnostkach, o obawach na tamta chwilę zwiazanych z reportażem, bezpieczna przeprawa przez zagrożone tereny, jak też sama Tommy poświęcała chwile na długie zapamiętywanie piwnych tęczówek czy ciepłego oddechu, gdy było już tak blisko, a w jednej sekundzie tak daleko, bo wybito na alarm. Wtedy pogodziła się, że tak musiało być.
- Jaki byłby sens robienia ci zdjęcia, gdybyś nie widniała w kadrze? – zapytała z nuta rozbawienia w głosie, przestępujac z nogi na nogę. Tym razem to nie przypadkowy błysk zyskał miano punktu zaczepienia, a sama osoba reporterki, która chciała ustrzelić aparatem. Co prawda posiadała cały folder zdjęć z Syrii, na których widniała Latifa, jej kompanii oraz łowcy burz, ale tam nie miała możliwości zrobienia komuś zdjęcia w trakcie ulewy. Syryjski klimat rzadził się swoimi prawami, deszcze ledwo przypominały mżawkę, a czarne chmury częściej zwiastowały nadejście piorunów. Specyficzne miejsce, gdzie człowiek nie musiał wychodzić z parasolem, aby piorun go trafił. O ile wcześniej nie zrobił tego ktoś z broni palnej.
Była naprawdę zadowolona z tego ujęcia, a nawet bardziej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać i towarzyszacy temu słowotok był powszechnie panujaca norma. Do tego należało się przyzwyczaić –temat jakkolwiek powiazany z pasja łowczyni, wywoływał lawinę dziwnych, fachowych zwrotów, o których nadawała, jak kałasznikow. Tommy była zwyczajnie pasjonatka z krwi i kości.
Zerknęła na Latifę, gdy ta przez dłuższa chwilę nie odpowiadała, spostrzegajac strużki wody biegnace swoim rytmem po opalonej twarzy i spływajace po krawędzi zarysowanej żuchwy. Inaczej, niż przyprószona piaskiem…
Lekko skinęła głowa na zgodę, wracajac na moment uwaga do aparatu wyświetlajacego fotografię. Przełaczyła kilka opcji i uzbroiła kaliber. Usłyszawszy pytanie, najpierw spojrzała na reporterkę, aby w ślad za nia unieść wzrok na burzowe kłębowiska chmur, które przemieszczały się w dość szybkim tempie po niebie.
- Cumulonimbus to kapryśne zjawisko – mruknęła, mrużac oczy. – „Z wielkiej chmury mały deszcz” nie wzięło się znikad, tak naprawdę nie można przewidzieć czy chwila spokoju jest cisza przed burza, czy tylko przerwa i czy z małego obłoczka na horyzoncie spadna hektolitry, czy wprost przeciwnie, jak sugeruja rozmiary...– odpowiedziała zgodnie z prawda, rozgladajac się po szarych skupiskach. Grzmoty cichły, wybrzmiewały już kawałek od miejsca, gdzie stały. – Ale jeżeli chodzi o błyskawice, to tak. Punkt zero zabrał wiatr. – westchnęła cicho, wyłaczajac Nikona. Schowała go za pazuchę pod płaszczem. Dzisiaj wraca z prawie pustymi rękami, a mimo to nie była całkiem zawiedziona. Przewrotność natury pozwalała na obiektywizm, choć fanatyzm wyładowaniami dość często zacierał tę racjonalna granicę.
- Skoro i tak jesteś mokra, chodź, przywitasz się z Olafem. A potem opowiesz mi, jak było po naszym wyjeździe. – rzuciła głośno, kiedy przeszła obok Rashid i klepnęła ja lekko w bark, aby poprowadzić do niewielkiej bazy operacyjnej pod ściana. Foliowy brezent spełnił swoje zadanie i wnętrze pozostawało suche, choć część turystycznego krzesełka była mokra od wody.
Schyliła się po kubek termiczny, odkrywajac, że wciaż był ciepły i wcisnęła go do głębokiej kieszeni okrycia, a następnie dopadła torbę na osprzęt, grzebiac w niej przez kilka sekund, nim znalazła mała, podręczna apteczkę w czerwonym opakowaniu materiałowym. Wcisnęła ja pod pachę zwróciła się do Latify przez ramię, niemo wskazujac na wejście klatki schodowej.
[Profil]
   
 
Latifa Rashid








26

reporterka

miłość tylko komplikuje

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, mav, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam





Wysłany: 2017-08-04, 18:53   
  

  
Latifa Rashid

  
life is either a daring adventure or nothing at all


No tak, z poczatku ich relacja była czysto platoniczna i choć z jednej strony Latifę to niezwykle intrygowało, tak z drugiej - chciała więcej. I jedyna siła, która powstrzymała ja od sięgnięcia po to, czego pragnęła, było nagłe przerwanie magii tamtego wieczoru, kiedy ich twarze znajdowały się tak blisko siebie w momencie, gdy wybito na alarm. Co prawda, była jeszcze świadomość, że cztery tysiace kilometrów od Aleppo znajdował się ktoś, kogo Rashid nazywała swoja partnerka. Zważywszy na fakt, iż Latifa lubiła szczerość, to również stanowiło istotna przeszkodę. Nawet jeśli Tommy miała w sobie coś takiego, co sprawiało, że byłaby w stanie zaryzykować dla niej pewność swojego zwiazku.
Przewróciła oczami ze śmiechem na pytanie dziewczyny. Zdjęcie udałoby się jej zdaniem o wiele bardziej, gdyby Latifa w kadrze nie widniała. Na pewno również bardziej przydałoby się Dalle, zważywszy na to, że z niektóre fotografie sprzedawała i czerpała z tego jakieś profity. Chociaż jakby się uprzeć, może zdjęcie, które cyknęła przed chwila, również mogło mieć jakaś przyszłość. Jak już to zostało wspomniane, Latifa nie znała się na fotografii. Za jej broszkę uchodziły podróże oraz reportaże i dlatego wolała nie wychylać swojego nosa poza te dwie dziedziny. I tak ledwo nadażała za światem, interesujac się wyłacznie swoimi pasjami.
Może gdyby Latifa była trochę bardziej współczujaca, nawet odczułaby przykrość na myśl o tym, iż faktycznie zniszczyła skrzętne przygotowania Tommy do złapania jakiejś pięknej błyskawicy na fotografii. Egoistyczna natura sprawiła jednak, że potrafiła myśleć wyłacznie o tym, jak szalony musiał być los, jeśli to on ponownie pokrzyżował ich ścieżki. Bo cóż, racjonalizm Rashid mógł podpowiadać, iż ich spotkanie było zwyczajnym przypadkiem, ale z drugiej strony... To wydawało się mało możliwe. Ze wszystkich miejsc na ziemi właśnie Brentwood? I to dokładnie w tym samym czasie, gdy Latifa właśnie wróciła ze swojej półtorarocznej podróży do Syrii? Nieprawdopodobne.
Podażała za wskazówkami Tommy jak w transie, nie wydajac z siebie jakiegokolwiek słowa. Choć w normalnych sytuacjach zachowywała się energicznie, nie stroniac od zagadywania, rzucania wielu średnio istotnych komentarzy i pytania o multum spraw, teraz nie potrafiła się zdobyć na coś takiego. Może dlatego, iż to nie była normalna sytuacja.
Uśmiechnęła się na widok kubka z Olafem. Zmieniła się sceneria, zmieniło się położenie, zmianie uległ nawet ich wyglad, ale przynajmniej ten jeden element pozostał taki sam, jak wcześniej. Latifa potrzasnęła głowa, próbujac odpędzić od siebie cichy chichot, który powoli wkradał się na jej wargi. To wszystko doprawdy wydawało się niemożliwe. I gdyby nie uczucie wody, spływajacej jej po plecach oraz klejacej się do ubrań, Rashid z pewnościa stwierdziłaby, iż obecna sytuacja była po prostu szalonym snem albo wytworem jej wyobraźni. Cholera, może nadal przebywała w Syrii, a widok Tommy to zwyczajna fatamorgana, spowodowana tym, że Latifa zgubiła swoja ekipę na jakiejś rozległej pustyni i szwędała się po wysuszonych terenach przez dłuższy czas, bez odpoczynku oraz pożywienia?
Skierowała się w stronę klatki schodowej , otrzasajac się dopiero w momencie, gdy zimna dłoń dotknęła metalowej klamki. Ten pozornie nieznaczacy bodziec sprawił, iż Rashid zamrugała gwałtownie, wpuszczajac do swojego umysłu myśl, że to wszystko działo się na serio. Los postanowił sobie z ciebie zażartować, więc jesteś tutaj, naprawdę tutaj jesteś. Uspokój się i weź sprawę w swoje ręce. Latifa potrzasnęła delikatnie głowa po raz kolejny. Tylko wariatka posłuchałaby nieistniejacego głosu, dochodzacego gdzieś z tyłu głowy i instruujacego człowieka co do tego, co powinien był zrobić. Dobrze więc, że była wariatka.
- Ale że Brentwood? - wypaliła, odwracajac się do Tommy nagle i patrzac na nia z niedowierzaniem. - Nie ma już ciekawszych miejsc na mapie? - jej ton głosu mógł być trochę rozgoraczkowany, ale Latifa w żadnym wypadku nie była zła. Chyba po prostu nie rozumiała, jakim cudem ta cała sytuacja mogła się w ogóle przydarzyć. Kiedy ostatni raz sprawdzała, żyła swoim nie do końca zwyczajnym, aczkolwiek autentycznym życiem, a nie stanowiła jedna z bohaterek ksiażki pisanej przez autora z ograniczona kreatywnościa.
Oparła się o ścianę z głuchym plaśnięciem (dzięki, mokre ubrania). Ani na chwilę nie przestała patrzeć w kierunku Tommy, jakby bała się, że jeśli dziewczyna teraz zniknie jej z oczu, rozproszy się w ulewie na zawsze.
- Myślałam, że chcesz się zabić na tym dachu - powiedziała luźniej, bezwiednie bawiac się rabkiem przemoczonej koszulki.
_________________
      wanderlust (n.) a strong desire or urge to travel and explore the world
[Profil]
 
 
Tommy C. Dalle








23

Will travel for work

Life on the road with my van and storms

Downtown Brentwood



Wysłany: 2017-08-04, 23:36   
  

  
Tommy C. Dalle

  
I still wish you the best with a "fuck you".


Quest 1: Skróć post. 1/1

Przekroczywszy próg, zauważyła, że czerwona czapka zsunęła się z torby na aparat fotograficzny i leżała zapomniana przez właścicielkę na brudnej podłodze nieopodal drzwi. Schyliła się po ulubione okrycie głowy, spojrzała nań krytycznie i strzepała tyle drobinek, ile mogła, nim wetknęła je do wolnej kieszeni, gdzie zaszeleścił cicho papierek po batonie energetycznym.
Sięgnęła po pokrowiec Nikona i uniosła głowę, gdy go podnosiła, usłyszawszy pytanie.
- Przystanek w podróży – odparła zgodnie z prawda, pakujac upstrzony kroplami aparat na swoje miejsce. - Ponoć mamy stad przyjać kogoś nowego do drużyny przed kolejnym wyjazdem. - wzruszyła ramionami z mina sugerujaca, iż nie miała w tym wiele do powiedzenia, choć zdecydowanie jeden drobniutki szkopuł przemawiał za jej osobista wizyta. – Poza tym, rutynowe kontrole szpitalne, wiesz jak to jest. Umówiłam się też z kimś na spotkanie. – dodała po chwili, ściagajac z siebie ociekajacy woda płaszcz, nim odwiesiła go wraz z pokrowcem na metalowa poręcz u szczytu schodów, zostajac w przylegajacej, czarnej bluzce z krótkim rękawkiem. Zabrała mokre kosmyki za uszy, nim sięgnęła po Olafa tkwiacego w lewej kieszeni, zaraz też wyciagajac mała, podręczna apteczkę z tej wewnętrznej po drugiej stronie klapy.
Odwróciła się do Latify, gotowa zadać następne pytanie, gdy uprzedziła ja refleksja reporterki, która wywołała na twarzy Tommy szczere zdumienie.
- Jestem chyba ostatnia osoba, która by o tym pomyślała – powiedziała zmieszana, delikatnie marszczac brwi. Nie podejrzewała, że z dołu, czynność, jaka wykonywała tysiace razy, może zostać odebrana, jako podjęcie próby samobójczej. Wprawdzie było to niebezpieczne, ale nigdy nie targnęłaby się dobrowolnie na własne życie. Jej własny organizm już raz próbował i szczęśliwie nie dał rady. – Przepraszam, jeżeli to cię zmartwiło do stopnia przemoczonych ubrań. – dodała już nieco luźniej, wskazujac kubkiem termicznym na ociekajace odzienie Rashid. Nie „przestraszyło”, a „zmartwiło”, widziała wystarczajaco wiele w Syrii, więc podejrzewała, że widok potencjalnego samobójcy nie był też obcy. Ilu żołnierzy to robiło na oczach innych z lufa przytknięta do głowy, bo mieli dość? Dalle nie miała pojęcia, ale pewnie gdyby zapytała, reporterka uraczyłaby ja nieciekawymi statystykami.
Czuła się trochę źle z wiedza, że przez nia Latifa doświadczyła kapieli deszczowej, więc gdy tylko spuściła wzrok i natrafiła na radosnego bałwanka, bez wahania podeszła bliżej, wciskajac Olafa w ręce towarzyszki ze przepraszajacym uśmiechem. Niech zbyt słodka zielona herbata stanie się wyrazem jej dobrych intencji, nic lepszego wszak nie posiadała na tę chwilę do zaofiarowania dla niej.
- Skoro wróciłaś do domu, czy to oznacza, że skończyłaś w końcu zbierać materiał? – zapytała ciekawa, siadajac na najwyższym schodku, zerkajac jeszcze na moment na Rashid. – Ostatniego dnia w obozie powiedziałaś o brakujacych wywiadach… Dobrze pamiętam?
Ułożyła apteczkę na kolanach i zajrzała do środka, szukajac w przegródkach z dwoma jałowymi bandażami, walajacymi się plastrami różnych rozmiarów oraz gazikami jednorazowymi, chusteczek nasaczonych alkoholem. Niemal czuła, jak policzek zaraz zacznie ja piec, gdy się zajmie rana.
[Profil]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 6