Poprzedni temat «» Następny temat
Przystanek autobusowy
Autor Wiadomość
Keith O'Shaughnessy








17

South - West Brentwood



Wysłany: 2018-07-10, 23:30   
  

  
Keith O'Shaughnessy

  
I'm not going to be your little bitch.


Dobra, musiał przyznać że na jej słowa jego umysł nieznacznie się ożywił. A może raczej powinien powiedzieć, że odżyły w nim pewne wspomnienia z wcześniejszych lat. Jedne z tych, które zdecydowanie przypisałby do bardziej pozytywnych. I choć na jego ustach nie pojawił się nawet zarys uśmiechu, spojrzał na nia katem oka wyraźnie zainteresowany.
Jeśli będziesz przy tym mówić, że jestem jedyna osoba, która może trzymać ci włosy podczas wymiotowania, bo masz PTSD po tym jak poprzedni nauczyciel dręczył cię w szkole to będę ci pomagał na wszystkich sprawdzianach z chemii i biologii. A nawet siadał obok ciebie w ławce — odważne deklaracje. Problem w tym, że Keith i tak z nikim nie siedział. Ściaganie na siebie Kaylee mogłoby się skończyć dla dziewczyny w dość przykry sposób, a on nie był pewien czy chciałby jej to fundować. Wciaganie innych w swój burdel raczej nie należało do jego grupy zainteresowań. Nie była to jednak jego decyzja.
Nie jestem zbyt lubiany — ostrzegł ja, tylko i wyłacznie po to by czuć się fair z samym soba. Dzięki temu niezależnie od tego co zdecyduje, będzie wiedział że nie ukrywał przed nia prawdy. Zreszta, biorac pod uwagę charakter Hewitt, obstawiał że prędko trafi do czołówki. Nie zdziwiłby się gdyby nawet leżacy obecnie pod przystankiem Price zainteresował się jej osoba. W połaczeniu z konfliktem z O'Shaughnessym, przyszły rok szkolny zapowiadał się w całkiem interesujacy sposób. Kto wie w jakim kierunku to wszystko pójdzie?
Może nawet szkoła przestanie być wieczna kara.
Nie żeby zamierzał wypowiedzieć swoje przemyślenia na głos. Cały czas wygladał na tak samo znużonego życiem co zawsze.
Przemilczał większość z jej kolejnych wypowiedzi, wpuszczajac je jedynie jednym uchem, by zaraz wypuścić drugim. W końcu jakby nie patrzeć, nie wymagały one od niego żadnej odpowiedzi. Dopiero, gdy zaprosiła go w bardziej konkretne miejsce wyprostował się nieznacznie i wsunał dłonie do kieszeni granatowej kurtki. Wydłużył nieznacznie krok, choć jednocześnie go spowolnił. Dzięki temu mógł wykonywać znacznie mniej ruchów, a jednocześnie utrzymywać wcześniejsze tempo w bardziej nonszalanckim stylu.
Dziewczyna trafiła idealnie i doskonale wiedziała na co go złapać. W końcu Keith zawsze był głodny. Tak jak dwa pierwsze punkty kompletnie go nie interesowały - łacznie z przepytaniem, w końcu O'Shaughnessy rzadko kiedy faktycznie decydował się na odpowiedź na pytania, które będa dla niego w jakikolwiek sposób niewygodne. Jeśli z kolei będa całkowicie zwyczajne, nie było powodu, by musiał jakoś szczególnie milczeć.
Cholernie głodny — podkreślił na wszelki wypadek, gdyby Kaylee miała jeszcze jakiekolwiek watpliwości. Nawet jeśli koniec końców i tak nie miał wżerać jakby nie jadł przez tydzień. Mniejsza porcja czegoś dobrego całkowicie by mu w tym momencie wystarczyła. I kolejna za kilka godzin, pod warunkiem że w ogóle będzie tyle u niej siedział. W końcu już nie raz i nie dwa jego spotkania z innymi kończyły się tak, że otwierał ich lodówkę czy zamawiali pizzę, wpitalał ile się dało, a potem szedł w swoja stronę nawet nie silac się na jakieś szczególne pożegnanie. Typowy Keith.
Co będziesz robić? — no patrzcie, w końcu się zainteresował. Przekrzywił nawet nieznacznie głowę w bok, by móc jej rzucić oceniajace spojrzenie. Pod nieco nienaturalnym katem. Ale kogo by to obchodziło.
_________________








my level of sarcasm?


it got to the point where i don't even know if i'm kidding or not.

[Profil]
 
 
Kaylee Hewitt


Wysłany: 2018-07-11, 18:23   

Usłyszawszy jego słowa, zaśmiała się cicho. Taki układ jej jak najbardziej odpowiadał (inny prawdopodobnie też, och, ta ugodowa Kaylee), więc Brentwood High School mogło szykować się na niezłe zmiany od nowego roku szkolnego. Dobra, może budynek nie wyleci z hukiem w powietrze, niemniej obecności Hewitt nie dało się pominać. Za dużo mówiła, za dużo się we wszystko angażowała i była pierwsza do wtracenia się, gdy tylko zaistniała taka potrzeba, już nie mówiac o tym, że usilnie próbowała zrobić karierę w internecie. Toteż większość ja kojarzyła choćby z widzenia albo z opowiadanych między soba historiach na jej temat.
- Fantastycznie! To już cię zaklepuję na czas nieokreślony. Od teraz - uznała ucieszona, brzmiac przy tym jakby Keith stawał się jej własnościa. Chociaż spogladajac na sprawę czysto teoretycznie, to ciagła obecność Kaylee przy nim oraz wieczne "Keith, myślisz, że...", "Keith, a wiesz..", "Keith, słuchasz mnie w ogóle???" mogło trochę na to wskazywać. Szczególnie na poczatku, gdy dziewczyna jeszcze nie zdażyła wystarczajaco dobrze rozwinać swojej wici towarzyskich, więc z chęcia będzie zwracała się do kogoś znajomego. W końcu chłopak widniał jako jeden z powodów, dla którego wyladowała w Brentwood, a nie w jakichś innych miasteczkach Anglii. - Poza tym... - zrobiła na moment pauzę. -... nie obchodzi mnie to, że inni cię nie lubia, jeśli ja cię lubię. Logicznie rzecz ujmujac, to moje zdanie jest ważniejsze, szczególnie jeśli zamierzam wchodzić z toba w szkolne zmowy, a doskonale wiesz, że to musi działać idealnie, byśmy nie wpadli - skończyła swój krótki wywód z błyszczacymi oczami, wygladajac przy tym na całkowicie dumna z siebie. W końcu to, co powiedziała było madre, tak? Nie leciała z jakimiś tam oczywistościami, ładnie to wydedukowała i zaprezentowała, prawie jak jakiś naukowiec. Z mocnym naciskiem "na prawie". - I koniecznie będziesz musiał mi zdradzić kilka rad, jak przeżyć w tej placówce. Na pewno je znasz, a wiesz jak to jest z nowymi... nikt nic nie chce doradzić, póki cię nie prześwietla - stwierdziła z cichym westchnięciem. Kaylee zaczynała się coraz bardziej rozgadywać, czyli jak widać w tej kwestii nic się nie zmieniło od Leeds. Nadal będzie paplać swoje, nie kwapiac się do zatrzymywania potoku myśli w sobie, bo w sumie po co? Takie tematy kwalifikowały się jako wystarczajaco błahe, by o nich swobodnie mówić i jednocześnie na tyle istotne, by musieć o nich mówić. Prosta matematyka. Albo nie, nie kończmy matematyka - proste rozumowanie. To brzmiał zdecydowanie lepiej.
- Nie wiem, a co byś chciał? - spytała i spojrzała na niego pytajaco. Choć zanim w ogóle Keith miał szansę udzielenia odpowiedzi, dziewczyna kontynuowała. - Muszę zobaczyć, czym dysponujemy w domu i w razie sytuacji kryzysowej zrobię jakieś smaczne miszmas. Powinno być dobre - zapewniła z rozbrajajaca szczerościa. Niemniej gotowała całkiem nieźle, a co już w ogóle powinno było przekonywać - nikogo dotad nie struła i nikt ja nie przeklinał za kulinarne wybryki! To powinno stanowić wystarczajaca reklamę. Szczególnie, że większość potraw wykonywała z pamięci, niczego uprzednio nie zaplanowawszy, a to oczywiście podnosiło poziom trudności. - Najwyżej możesz dramatycznie odmówić i coś zamówimy, też mi pasuje - podsunęła pomysł, jak zwykle podchodzac do tych spraw całkiem luźno. Ważniejsze rzeczy stanowiły dla niej doprowadzenie Keitha do lepszego stanu, zdobycie kontaktu do niego i generalna rozmowa, która rozjaśniłaby Kaylee niektóre watpliwości. Także szykowało się całkiem swobodne spotkanie, bez żadnych poważniejszych tematów, a raczej skupione na przypomnieniu sobie, jak to było razem. Choć blondynka umierała z ciekawości, to doskonale zdawała sobie sprawę, że nie dowie się wszystkiego i to w dodatku na raz, toteż postanowiła zaczać powoli. Znała przecież trochę O'Shaughnessy'ego.
[Profil]
 
 
Keith O'Shaughnessy








17

South - West Brentwood



Wysłany: 2018-07-11, 19:49   
  

  
Keith O'Shaughnessy

  
I'm not going to be your little bitch.


Cóż, jakby nie patrzeć sam się w to wpakował. Nic dziwnego, że nawet nie zaprotestował na słowa o zaklepywaniu. Zreszta niezależnie od tego jak by tego nie sformułowała i tak watpliwe, by Keith faktycznie uznał samego siebie za czyjaś własność. W końcu nie miał tendencji do skakania wokół innych jak pies. Co nie znaczyło jednak, że faktycznie w przeszłości uchodzili za swego rodzaju pakiet. Mimo to spotkanie z Codym utwierdziło go w przekonaniu, że nie wszystko z przeszłości musiało być takie samo w teraźniejszości. Jego relacja z Kaylee stała obecnie pod jednym wielkim, neonowym znakiem zapytania.
Na jej następne słowa wzruszył jedynie ramionami. Tak jak stwierdził wcześniej, była to tylko i wyłacznie jej decyzja. Nie zamierzał wypowiadać się na ten temat w żaden konkretny sposób. Czas i tak miał pokazać czy pożałuje swojej decyzji czy nie.
Spojrzał na nia katem oka, nim powrócił cała uwaga do drogi przed nimi.
Nie potrzebujesz moich porad, Kaylee. Ludzie pokochaja cię od pierwszego dnia — powiedział beznamiętnym głosem, który wyraźnie wskazywał że chłopak nie zamierzał wchodzić z nia w dyskusję na ten temat. Zastanowił się przez krótka chwilę, nim rzucił w końcu niby od niechcenia:
No dobra, może nauczyciele sa warci uwagi. Haggins to stara prukwa, która najchętniej ujebałaby cały rok dla własnego widzimisię. Jest jeszcze Callahan, która jest zdecydowanie zbyt dobra na tę szkołę i chodzacych do niej uczniów. Momentami aż denerwuje swoja chęcia niesienia pomocy, ale pewnie ja pokochasz. No i Collins, który ma tendencje do zasypiania w trakcie prowadzonej przez siebie lekcji. Jeśli go nie obudzisz i zachowasz odpowiednia ciszę, jest w stanie wstać sam z siebie po piętnastu minutach nawet nie zauważajac, że zasnał. Spojrzy jedynie na zegarek i zdziwi się że zostało wam tak mało czasu — rozgadał się nieco, przypominajac sobie o coraz to kolejnych osobach z ich wspólnej szkoły. Nawet jeśli nie do końca jeszcze to do niego docierało. Ciężko było mu umieścić Kaylee na tym specyficznym obrazku, tak długo jak faktycznie nie będzie mu dane stanięcie z nia w wejściu ramię w ramię.
Ponownie wzruszył ramionami.
Keith był wszystkożercy, nie zależnie od tego co zrobi mu dziewczyna pewnie i tak to zje. Choćby miało okazać się wyjatkowo niezjadliwa breja, która każdy normalny człowiek już dawno wyrzuciłby do śmieci. Ciężko było stwierdzić czy była to kwestia jego wyjatkowo odpornego żoładka czy jakiegoś dziwnego rodzaju uprzejmości.
Nie — zaprotestował pojedynczym słowem na wieść o zamawianiu. Skoro mogli zrobić coś na miejscu, nie widział powodu dla którego mieliby marnować pieniadze. Pomijajac, że składniki z jej lodówki i tak ktoś musiał wcześniej kupić. Nie odczuwało się tego jednak w aż tak wielki sposób.
Zaraz czy to znaczyło...
Idziemy do twojego domu? — upewnił się przekrzywiajac nieznacznie głowę w bok. Nie mógł być pewien czy to miała na myśli, czy też chciała udać się do niego do Nickolsonów. W tym drugim przypadku nie był pewien czy to taki dobry pomysł. Jeszcze nigdy nikogo nie przyprowadzał. Nigdy wcześniej nie wspominał im też o Kaylee, nie widzac takiej potrzeby. Jeśli nagle zjawi się znikad u progu z obca im dziewczyna, prędzej czy później padnie jakiś głupi komentarz, którego zdecydowanie nie chciał słyszeć.
Wcisnał mocniej dłonie do kieszeni. Chujowa wizja.
_________________








my level of sarcasm?


it got to the point where i don't even know if i'm kidding or not.

[Profil]
 
 
Kaylee Hewitt


Wysłany: 2018-07-12, 09:32   

Wywróciła oczami i westchnęła przeciagle. Ten już od razu wiedział, co się stanie - wróżbita czy co? Przecież nigdy nie było wiadomo, jak zareaguje społeczność szkolna na jej obecność. Szczególnie, że Brentwood liczyło prawie 6 razy mieszkańców mniej niż Leeds, więc wszelkie instytucje publiczne, w tym szkoła, mogły działać na trochę innych zasadach. Sporo ludzi znało się i kojarzyło, co tym samym niosło ze soba dużo mniejsza anonimowościa. Trzeba było tutaj działać ostrożnie i tyle! Choć nie dało się ukryć, że Kaylee zakładała w dużej mierze tę optymistyczna wersję. Nic dziwnego, skoro zagadywanie innych wcale nie przyprawiało ja o mdłości, swoje zainteresowania pokładała w przeróżnych dziedzinach, a także zawsze potrafiła rozweselić towarzystwo. Problemów nie powinno być. Niemniej Hewitt to zwyczajna nastolatka, która też dopadały momentami watpliwości, toteż nie chciała nic stwierdzać na pewno i wolała przekonać się na własnej skórze, jak to wszystko będzie.
- Nie prezentuje się to najgorzej - oceniła po wysłuchaniu Keitha. - Nawet całkiem korzystnie, tylko powiedz mi, kto uczy tutaj matematyki. Jeśli ten Hoggins, to chyba utopię się w jakimś pobliskim jeziorze - uznała dramatycznym głosem, zupełnie się przy tym nie przejmujac, że przekręciła nazwisko nauczyciela. W końcu to były jedynie drobne detale, a ona nie posiadała pamięci absolutnej, by móc zapamiętywać wszystko od razu i jednocześnie. Jeszcze będzie miała czas, by wkuć do pamięci te przeklęte nazwiska, bo choć Kaylee dobrze odnajdywała się w środowisku szkolnym, to z nauka nie zawsze bywało jej po drodze. Po prostu miała wrażenie, że im sa starsi, tym więcej głupich rzeczy ich ucza na niektórych przedmiotach. Niemniej część zajęć całkiem lubiła, na przykład historię, mimo że zazwyczaj bywała na nia nieprzygotowana i raczej polegała na swojej wiedzy z lekcji. - Choć nie, chyba nie da się utopić, jeśli umiem pływać, prawda, Keith? Problematyczne - dodała po chwili zastanowienia, kręcac głowa ze smutkiem. Naturalnie Kaylee musiała nadać całej jej matematycznej sytuacji rozpaczliwa otoczkę wizji niezdania przedmiotu, inaczej nie byłaby soba. Nielogiczne i głupie pytania stanowiły swoisty dodatek, tak charakterystyczny dla jej postaci. Poza tym wychodziła z założenia, że lepiej pytać nieskończona ilość razy niż samemu się nad czymś głowić milion razy dłużej, w końcu... istniała duża szansa, że ktoś wokół niej posiada dana informację, a przynajmniej blondynka tak sobie wszystko upraszczała.
- Okej, to musisz liczyć na moje kulinarne zdolności - potwierdziła i posłała mu promienny uśmiech. Gotowanie dla kogoś innego brzmiało bardziej ekscytujaco niż dla samej siebie, choć nie wiedziała dlaczego. Może z powodu perspektywy uraczenia kogoś dobrym jedzeniem i wywołania u niego zadowolenia pozornie tak prozaiczna czynnościa? Zapewne. Lee nie rozmyślała nad takimi błahymi rzeczami - zwyczajnie z braku wolnego czasu. Jedynym wyjatek stanowiły nudne lekcje, gdzie opcja cichych szeptów odpadała, albo gdy musiała na coś wyjatkowo długo czekać, a miała zerowy dostęp do sieci. Wtedy wszystko wydawało się ciekawsze niż bezczynne tkwienie w miejscu.
- Tak, do mojego. Taty na pewno jeszcze nie ma, więc będziemy mieli całkowity luz i spokój - odparła, gestykulujac podczas własnych słów. Jak dobrze się składało! Ona nie musiała nigdzie się spieszyć, podobnie brunet, więc widocznie los ponownie postanowił jej trochę potowarzyszyć. Chociaż w razie innego obrotu sprawy, Hewitt także potrafiłaby poprowadzić odpowiednio cała sytuację. Na przykład wyciagnęłaby od Keitha jego numer telefonu, by koniecznie móc się z nim skontaktować i w razie czego wiedzieć, jak go złapać w Brentwood. W końcu chyba nie myślał, że po tym ponownym spotkaniu, Lee da mu spokój aż do września! Absolutnie nie wchodziło to w grę. Zwłaszcza, że dziewczyna od pierwszych chwil wierzyła w powodzenie w ich misji pod tytułem K&K reunite. - Mieszkam na Rose Valley w East Brentwood - poinformowała jeszcze, by wiedział dokad zmierzaja. Nie zamierzała prowadzić go w ciemno.
[Profil]
 
 
Keith O'Shaughnessy








17

South - West Brentwood



Wysłany: 2018-07-12, 14:53   
  

  
Keith O'Shaughnessy

  
I'm not going to be your little bitch.


Otóż to. Co jak co, ale szósty zmysł Keitha działał wręcz doskonale. Mógłby się z nia nawet założyć o wynik podobnej sytuacji. Może przynajmniej zarobiłby jakieś dodatkowe funty. Chyba, że dziewczyna zamierzała jak na złość zaczać odwalać jakieś dziwne akcje. Wstawiać stoliki do windy, by witać wszystkich uczniów ze słowami "Witajcie w moim biurze" albo trzymać drzwi gdy nikogo obok niej nie było i mówić na głos "Przechodź przodem Tom".
Haggins wyglada jak wielki otyły facet z wasem po sześćdziesiatce, ale niestety jest kobieta i uczy geografii — nie żeby miał coś do kob-... no w sumie miał do nich dość sporo. Niemniej Kaylee skutecznie wychodziła z grupy której nie tolerował i jakimś cudem wpisywała się w jego życie bez większych problemów. Czego kompletnie nie był w stanie zrozumieć. Nie widział jej przez dłuższy okres czasu, a mimo to miał wrażenie że absolutnie nic się nie zmieniło. Zupełnie jakby od samego poczatku przeprowadziła się do Brentwood razem z nim i wszystko było na swoim miejscu. Wciagnał gwałtowniej powietrze nosem na własne rozmyślania i odwrócił głowę w bok. Normalnie uznałby, że było to absolutnie niebezpieczne myślenie, od którego zdecydowanie powinien się natychmiast odciać. Ale tutaj sprawa miała się zupełnie inaczej. Zdawał się funkcjonować przy niej w ten specyficzny sposób, który sprawiał, że gdy była obok zwyczajnie ja akceptował. Gdy jej nie było, radził sobie bez niej.
Oczywiście, że się da. Umiejętność pływania to nie wszystko. Możesz mieć nagły skurcz który pociagnie cię na dno. Albo szczupak postanowi upierdolić ci nogę w kolanie. Zaatakuja cię dzikie pijawki, oblepia od góry do dołu i wyssa z ciebie cała krew jak rasowe wampiry. Zbiorniki wodne sa niebezpieczne, ja bym się do nich nie zbliżał — i rzecz jasna nigdy tego nie robił. Czuł jednak wewnętrzna potrzebę podzielenia się z nia swoimi przemyśleniami na ten temat. Były to jedne z ostatnich słów jakie wypowiedział podczas ich trasy, w pozostałych przypadkach skupiajac się tylko i wyłacznie na jej słowach. Pokiwał krótko głowa raz, drugi i trzeci na wszystkie wypowiedzi akceptujac zarówno jej kulinarne zdolności, brak ojca w domu, jak i fakt że mieszkała w Rose Valley.
Sięgnał ręka do wnętrza kurtki, tym razem wyławiajac z niej gumę do żucia, która momentalnie wsunał do ust, bez słowa podajac dziewczynie opakowanie. I tak będa musieli trochę poczekać na jedzenie, a gdy tylko ich plany zostały odpowiednio uformowane, czuł jak żoładek mruczy coś cicho w proteście. Musiał go jakoś tymczasowo oszukać.
Rose Valley było stosunkowo niedaleko, w końcu Brentwood nie należało do największych miast.
Przymknał nieznacznie powieki i poprawił torbę na ramieniu, cały czas idac przed siebie. Policzek rwał go jakby trochę mniej, choć nadal kontrolnie przesuwał palcami po zakrwawionym czole, by upewnić się że nic zaraz nie zaleje mu oczu. Chyba był jednak bezpieczny, a ten dzień mimo wszystko nie zapowiadał się aż tak źle.

zt. x2
_________________








my level of sarcasm?


it got to the point where i don't even know if i'm kidding or not.

[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5