Poprzedni temat «» Następny temat
Przystanek autobusowy
Autor Wiadomość
Brentwood


Wysłany: 2017-06-25, 13:23   Przystanek autobusowy
  

  
Brentwood

  
your favourite place on earth


[Profil]
 
 
Nina Reyes








27

trust me, i'm a biotechnologist

North Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Winter, Ivy, Philippa, Dale, Mordechai, Dayami, Tinsley

nieobecność: odkopię się kiedyś z tych postów, zobaczycie

Wysłany: 2017-07-03, 23:43   
  

  
Nina Reyes

  
my hair smells like chocolate


/Po Ambroise

Był zdecydowanie zbyt wczesny ranek, aby być na nogach, nawet dla niej, ale rozmazany makijaż i rozwiane włosy pokazywały chyba zbyt wyraźnie, że zwyczajnie nie zdażyła położyć się tej nocy do łóżka. Przysypiała w autobusie, w ostatniej chwili otworzyła oczy i zerwała się z siedzenia, aby wyskoczyć na zewnatrz. Zachwiała się na szpilkach, trochę się rozkraczyła, łapiac równowagę, ale udało jej się to i nie wyladowała twarza na chodniku. Przez chwilę zwatpiła, czy faktycznie wysiadła na dobrym przystanku, bo bladym świtem wszystko wyglada inaczej, niż o jakiejkolwiek innej porze. Obróciła się jeszcze wokół własnej osi, próbujac wpaść na to, w która stronę iść, aby dotrzeć do domu. Mieszkała tu już pół roku i normalnie nie sprawiało jej to żadnego problemu, może nie znała dzielny jak własna kieszeń, ale potrafiła nie zabładzić. Teraz było trochę inaczej, była zmęczona po całonocnej zabawie z koleżankami. Miały pić wino i ogladać filmy, a skończyło się na tym, że wino było tylko beforem, po którym wyruszyły w miasto. Niedobrze. Zapewne wszystkie plany, jakie miała na ten dzień, poszły w las. W tej chwili i tak nie pamiętała o żadnym z nich. Marzyła tylko o zdjęciu butów i położeniu się do łóżka.
Ruszyła przed siebie, ale zdażyła zrobić tylko kilka kroków, bo przed oczami zamigotało jej kolorowe włosie. To chyba oczywiste, że przez głowę od razy przeleciała jej Fremy, ten stan był najbardziej odpowiedni do takich wspomnień, a pewnie gdyby nie to, że jej telefon zdażył się rozładować gdzieś koło pierwszej, to grzebiac w nim drżacymi palcami cichutko by nad nim szlochała. Na w pół pijana, na w pół na kacu, zmęczona i zdecydowanie nie ogarniajaca rzeczywistości - tak właśnie prezentowała się Nina. No i otworzyła szerzej usta, bo pod kolorowymi włosami naprawdę zobaczyła twarz Fremy, ale nie była już pewna, czy gdzieś zasnęła, czy po prostu tak bardzo się napiła? Przecież to niemożliwe, żeby Woodill tu wpadła. To tylko majaki. Za dużo mieszała i tak to się skończyło. Jeszcze kilkaset metrów i dojdzie do domu. Więc dlaczego nie mogła ruszyć się z miejsca? Fremy?
_________________


I read between the lines and touched your leg again
[Profil] [WWW]
   
 
Fremy Woodill
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-04, 14:05   

#2

Kurwa, ostatni raz piłam...
Po oszukiwaniu samej siebie przyszedł czas na wyjście z pubu. Ostatnio tak właśnie spędzała większość swojego czasu. Pijac, bawiac się w najlepsze, choć kompletnie nie majac humoru do tego. Bardziej chodziło o samo chlanie i odwrócenie swoich głupich myśli od Niny. Nawet po zostawieniu jej ot tak, nie opuściła głowy Fremy. Najgorsze było to, że cokolwiek by nie robiła, ile alkoholu by w siebie nie wlała, z iloma kobietami by się nie przespała - po tym wszystkim, gdy tylko otwierała oczy na trzeźwo, zaczynała szlochać w poduszkę, czujac się tak cholernie samotna i bezradna.
Jakim cudem można jednocześnie tak bardzo kochać i nienawidzić jednej osoby? Dosyć często się nad tym zastanawiała i jeszcze nigdy na to pytanie sobie nie odpowiedziała. Nie potrafiła. Tak jak, co by nie robiła, nie potrafiła przestać kochać Niny.
Szła przed siebie, nawet całkiem prosto. Nie chwiała się. Widocznie przez noc trochę wytrzeźwiała, a rześkie powietrze rozbudziło ja na tyle, by czujnie spogladać wokół siebie. Polazła na przystanek, z zamiarem podjechania do domu autobusem, choć były to zaledwie trzy przystanki. Wolała nie ryzykować, że nagle gdzieś po drodze zachce jej się mocno spać. Już raz tak się stało i obudziła się na prowizorycznym leżaku, wykonanym z krzeseł ogrodowych przed jakaś restauracja. Ku niezadowoleniu właściciela lokalu, oczywiście. Hej, przynajmniej po sobie posprzatała, ustawiajac je tak, jak były! I niech się frajer cieszy, że mu nie zarzygała nic.
Kiwajac się lekko w tył i w przód, spogladała na busy spod półprzymkniętych powiek, czekajac na swój. To się, kuźwa, naczeka, bo ma być za co najmniej trzydzieści minut. Niby mogłaby wsiaść do innego, ale wolała poczekać na numerek, któremu ufała.
Z jednego z pojazdów wysiadła dziewczyna, niemal potykajac się i padajac na twarz. Niemal. Katem oka na to patrzyła, nie zwracajac nawet uwagi na to, kto to był. Gdyby tylko wtedy na nia spojrzała, mogłaby się ulotnić bez alarmowania Niny o swojej obecności. Tymczasem wstrzymała oddech, jakby tym miała sprawić, że zniknie, niczym popieprzony ninja. Cóż, nawet w tym okazała się być chujowa, bo Nina spostrzegła ja prędzej czy później.
Kurwa.
Przygryzła dolna wargę w nerwach, nie wiedzac co ze soba teraz zrobić. Patrzyły na siebie, a Fremy w głowie miała tylko pustkę, choć pojawiały się w niej myśli typu, jak seksowanie Nina wygladała, będac taka zmęczona. Imprezowała? Świetnie, bawiła się w najlepsze, zapewne majac nawet gdzieś Woodill. Tak jakby miała się zamknać w klasztorze, co, Wood?
- Cześć - burknęła, odwracajac wzrok w bok. Spojrzenie Niny wywoływało ogromny ból, na który zdecydowanie Fremy nie była w tym momencie gotowa. Starała się być obojętna, ale gołym okiem było widać, że sobie z tym nie radzi. A wprawione oko spostrzeże, jak przez ostatnie pół roku, zwyczajnie umarło w niej szczęście.
 
 
Nina Reyes








27

trust me, i'm a biotechnologist

North Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Winter, Ivy, Philippa, Dale, Mordechai, Dayami, Tinsley

nieobecność: odkopię się kiedyś z tych postów, zobaczycie

Wysłany: 2017-07-16, 00:39   
  

  
Nina Reyes

  
my hair smells like chocolate


Nie spodziewała się tutaj dawnej przyjaciółki, tym bardziej była zaskoczona jej widokiem. Tym bardziej nie potrafiła uwierzyć w jej obecność. Właściwie mało brakowało, żeby uznała ja za niemożliwa i po prostu ruszyła dalej przed soba, zdażajac do domu brata, w którym mieszkała od tych kilku miesięcy. To by jednak oznaczało wyminięcie Fremy, a wtedy nie miałaby już watpliwości. To jeden z tych znajomych zapachów, który rozpoznałaby nawet na końcu świata. Zapach miłości, jak śmiesznie by to nie brzmiało.
Zatoczyła się jeszcze trochę, ale w końcu udało jej się podejść do Woodill. Zwykłe cześć by jej nie wystarczyło, musiała wyciagnać rękę i dotknać jej policzka, delikatnie, musnać go tylko opuszkami palców, upewniajac się, że dziewczyna rzeczywiście przed nia stoi, że nie jest tylko jakaś dziwna, alkoholowa mara. Nie była. Oczy Niny natychmiast się zaszkliły, zamrugała szybko, ale łzy i tak pociekły po jej twarzy, choć nawet ich nie poczuła.
- Co tu robisz? - spytała głupio, a głos jej się załamał. Tak bardzo chciała wziać ja w ramiona, mimo tego, że wiedziała, że sama nawaliła i właściwie zaprzepaściła wszystko, co między nimi było. Może i powinna udawać twardego badassa, jak to jej dobrze, że wyjechała, że przecież tego kwiata jest pół świata i Fremy też sobie kogoś znajdzie. Prawdopodobnie kogoś, dla kogo będzie więcej znaczyła i kto będzie więcej znaczył dla niej, choć gdzieś tam po cichu Nina miała wrażenie, że to jednak niemożliwe. Chciała wziać ja w ramiona, poczuć jej zapach i wtulić twarz w jej włosy i w końcu przestała się przed tym powstrzymywać. Ledwo trzymajac się na nogach zarzuciła ręce na szyję kolorowowłosej i niemal nieświadomie pociagnęła nosem, bo zdecydowanie zbyt blisko było jej do płaczu. - Tęskniłam - wyszlochała chowajac twarz gdzieś pod pacha Woodill, bo wyżej pewnie nie dosięgała, ale jej to w zupełności wystarczało. Właściwie nie potrzebowałaby nic więcej, jak tylko jej obecności, gdyby nie to, że prawdopodobnie Fremy już wcale nie chciała być przy niej obecna. Nina chyba zbyt jasno wyraziła to, że wolała zniknać w innym kraju i poświęcić życie siedzeniu w labie, zamiast dzielić je z Frem. Może nie nadawała się do dzielenia życia z kimkolwiek, bo zawsze znajdzie się coś ważniejszego. Jej zawyżone ambicje kiedyś na pewno ja zgubia.
_________________


I read between the lines and touched your leg again
[Profil] [WWW]
   
 
Fremy Woodill
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-21, 12:53   

To nie tak miało wygladać. Fremy powinna zrobić pierwszy krok w stronę ukochanej już dwa miesiace temu. Nie, jeszcze wcześniej. Zanim wyjechała. Tak bardzo nienawidziła siebie za to, że pozwoliła jej ot tak na to pozwoliła. Może gdyby nie była takim przegrywem i wyjawiła jej swoje prawdziwe uczucia, wszystko potoczyłoby się inaczej? Ale jak? Nina od poczatku wygladała na ambitna i gotowa do poświęceń w imię swojej przyszłej kariery. Kim była Fremy, by stawać jej na drodze do marzenia?
No właśnie, kim?
Nie wiedziała co ma zrobić, co powiedzieć, a tym bardziej co czuć. Choć to ostatnie akurat przyszło samo z siebie, jak tylko poczuła na swoim policzku drobny dotyk jej palców. Niemal od razu poczuła w podbrzuszu trzepot skrzydeł motyli. Tęskniła za tym uczuciem, którego brakowało jej przez te ponad pół roku. Jak mogła kiedykolwiek pomyśleć, że wyleczy się z miłości do tej dziewczyny? No jak?
- Przyjechałam jakiś czas temu... - wydusiła tylko. Co miała jej powiedzieć? "Chciałam z Toba pogadać dwa miesiace temu, ale nie potrafiłam, wiec tylko patrzyłam na Ciebie z daleka i pieprzyłam się z przypadkowymi laskami, żeby o Tobie zapomnieć."? W sumie to by była prawda. Może trochę bolesna lub zabawna, ale jednak.
Zamarła i zesztywniała (bez skojarzeń!), gdy została znienacka przytulona. Teraz to już w ogóle jej serce zaczęło szybciej bić, jakby właśnie biegła kilkunastokilometrowy maraton. Dopiero po chwili była w stanie podnieść ręce i delikatnie objać Ninę w pasie. Najpierw lekko, jakby nie wierzyła w to, co się teraz dzieje, by zaraz zacisnać palce na materiale jej ubrania na plecach i przycisnęła ja do siebie mocniej. Chciała wierzyć w to, że ma szansę. Choć nie. Teraz nie chciała o niczym myśleć. Kochała Ninę i nadal ja kocha. To uczucie nie osłabło nawet trochę. - Ja za Toba też. - wyszeptała niemal bezgłośnie, ale dzięki bliskości na pewno było to słyszalne dla Niny. Delikatnie przechyliła głowę, by pocałować dziewczynę w czoło.
Chciała, żeby ta chwila trwała wiecznie. Choć cierpiała przez tyle czasu i zaczęła się nawet przez to staczać, nie widzac większego sensu w swoim życiu. Bo w niej go widziała. Nia oddychała, żyła. W pewnym momencie, tuż przed rozstaniem Fremy uświadomiła sobie, że Nina stała się dla niej wszystkim. Ale czy kiedykolwiek odważy się jej to powiedzieć słowami?
 
 
Nina Reyes








27

trust me, i'm a biotechnologist

North Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Winter, Ivy, Philippa, Dale, Mordechai, Dayami, Tinsley

nieobecność: odkopię się kiedyś z tych postów, zobaczycie

Wysłany: 2017-07-25, 01:29   
  

  
Nina Reyes

  
my hair smells like chocolate


A kim była Nina, żeby łamać fremowe serce? Może nie robiła tego na tyle perfidnie, aby rozkochać ja w sobie ze świadomościa tego, ze niedługo wyjedzie, bo na dobra sprawę to wszystko zaskoczyło także ja sama, ale fakt faktem - wszystko wyszło nie tak, jak powinno. Nie padło między nimi wiele słów, które powinny się pojawić, a który być może sprawiłyby, że sytuacja wygladałby całkiem inaczej. Skoro Fremy była gotowa przyjechać tu za Nina, to może powinny o tym pomyśleć wcześniej i po prostu spróbować zaczać tu wspólne życie, zamiast się rozstawać i skazywać na tęsknotę? Ale gdybaniem niczego się nie naprawi. Reyes obawiała się, ze w żaden sposób niczego już nie naprawi, ale jeśli Frem tu była i jeśli da jej chociaż cień szansy, to na pewno spróbuje... Na tyle, na ile doktorat jej na to pozwoli, bo to przecież taka zajmujaca sprawa.
Przełknęła ciężko ślinę, ale nie odpowiedziała. Nie wiedziała, co powinno przejść przez jej usta, bo co miało oznaczać jakiś czas temu? Tydzień, dwa, a może kilka miesięcy, może mijały się na ulicach Brentwood przez cały ten czas i ona o tym nie miała pojęcia?
- Dlaczego przyjechałaś? - bardzo chciałaby usłyszeć, że właśnie dla niej, ale przecież to tak bardzo egoistyczne. Dotyk Frem był bardzo przyjemny, nie była nawet pewna, czy odkad przyjechała do Brentwood, czuła na swoim ciele coś tak miłego. Nie chciała wypuszczać jej z objęć, nie chciała się odsuwać, co jeśli Woodill znów zniknie z jej życia i tym razem już się nie spotkaja? Za pierwszym razem w jakiś dziwny sposób udało jej się uciszyć wyrzuty sumienia, ale teraz już by jej to nie wyszło. Spotkanie jej na nowo pokazało Ninie, jak bardzo potrzebowała dziewczyny w swoim życiu. Odchyliła głowę, aby móc spojrzeć na Fremy i przesunęła dłonie z jej karku na policzki. - Chcesz pójść do mnie? - spytała cicho, nie będac pewna, jak dziewczyna zareaguje. Reyes chciała mieć ja po prostu przy sobie i móc się w nia wtulić, pytanie tylko, czy miała do tego jeszcze jakiekolwiek prawo? Może zaćmiona alkoholem postępowała całkiem irracjonalnie, a Fremy było jej po prostu żal i dlatego jej nie odpychała. Równie dobrze mogła już ułożyć sobie życie na nowo, bez niej. Komu potrzebna dziewczyna, która z taka łatwościa z ciebie rezygnuje.
_________________


I read between the lines and touched your leg again
[Profil] [WWW]
   
 
Fremy Woodill
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-31, 21:35   

No właśnie, czemu nie wyjechała z Nina już wtedy? Miała problemy. I to spore. W postaci długów wobec swoich... "pracodawców"? Tak ich można nazwać. Nigdy nie wyznała tego swojej dziewczynie, nie chcac jej martwić, dlatego też nawet nie potrafiła zaproponować jej tego, że zabierze się razem z ukochana. Sprowadziłaby kłopoty nie tylko na siebie, ale również na Ninę, a tego już w ogóle nie chciała. Jej bezpieczeństwo było wtedy najważniejsze. I owszem, próbowała namówić ja do zostania i to właśnie przez to czuła się tak skrzywdzona.
Przygryzła dolna wargę, nie wiedzac co odpowiedzieć. W chwili obecnej jej głowa świeciła totalna pustka. Bo tęskniła? Bo nadal kocha i mimo wielu prób, nie przestała? Nie potrafiła zapomnieć. Nawet czas nie polepszył jej stanu, tylko sprawił jej jedynie więcej bólu i przekonał do tego, jak trudno jest kogoś odkochać. A może nie jest to takie trudne? Wręcz przeciwne, bułka z masłem i w ogóle? Może zwyczajnie w głębi duszy nie chciała tego kończyć? Cóż, to jest bardzo możliwe.
- Tak jakoś. - burknęła niewyraźnie, definitywnie nie chcac teraz o tym mówić. Była strasznie zmęczona, zapewne tak samo jak Nina, w końcu obie zaszalały tej nocy. I dzięki bogom na górze i na dole, że Frem nie poderwała dzisiaj żadnej laski. Chyba walnęłaby się za to w twarz, krzesłem. Naprawdę pragnęła naprawić to, co było między nimi, a to by tego nie ułatwiło...
Przymknęła powieki, pomrukujac cicho przez te delikatne dłonie na swoich policzkach. Jakim cudem nawet najmniejszy dotyk tej dziewczyny działał na nia jak nic innego na tym pierdolonym świecie? Poluzowała nieco swoje ramiona, by położyć ręce na biodrach Niny, które zaraz lekko ścisnęła. Propozycja Reyes nieco ja zaskoczyła. Nie oszukujmy się, te dwa miesiace temu Frem była niemalże pewna, iż jedyne co dostanie od Niny, to rachunek za prad i machnięcie ręka na pożegnanie.
- Chodźmy - mruknęła, po raz pierwszy obdarzajac ja słabym uśmiechem. Tlił się w niej jeszcze ten mały płomyk nadziei, że jeszcze się między nimi jakoś dobrze ułoży. Ponoć nadzieja jest matka głupich... Ale Frem nie ma prawa wsadzać siebie do worka madrych po tym, jak pozwoliła odejść tej najwspanialszej w jej życiu osobie. Odsunęła się ciut, by objać ukochana ramieniem w pasie i tak, nie odsuwajac się od niej an na chwilę, dała się poprowadzić Ninie do swojego lokum.

[zt x2]
 
 
Keith O'Shaughnessy








17

South - West Brentwood



Wysłany: 2018-07-06, 16:02   
  

  
Keith O'Shaughnessy

  
I'm not going to be your little bitch.


It's summer time, fellas.
Z taka właśnie myśla w głowie, Keith przemierzał spokojnie ulice North Brentwood, starajac się nie zwracać większej uwagi na fakt, że od mocno wiejacego wiatru zaczynały mu łzawić oczy. Właściwie to sam nie był do końca pewien co zrobić z tak wielka ilościa czasu na rękach. Po wszystkich wydarzeniach ostatnich tygodni czuł się niesamowicie dziwnie. Już prawie dwa tygodnie temu miało miejsce zakończenie roku szkolnego. Wydarzenie, do którego nigdy nie przywiazywał większej uwagi poza standardowym uczniowskim zadowoleniem z faktu, że przez dwa miesiace nie będzie musiał widywać znajomych z klasy, z którymi miał jeszcze mniej wspólnego niż z kurzem na szafce. Wsunał dłonie do kieszeni spodni przenoszac wzrok na żywopłot po swojej prawej.
Musiał przyznać, że mimo wszystko to zakończenie roku było nieco inne. Nie spodziewał się, że przybędzie na nie zarówno Mark, jak i Kate. Oboje specjalnie wzięli zwolnienia z pracy, byle się u niego pojawić, tak jakby odebranie ocen było czymś specjalnym. Nie był do tego przyzwyczajony. Jego matka nigdy nie stawiała się na podobnych uroczystościach, zbyt zajęta praca, badź zgonowaniem w domu. Przyzwyczaił się do nieobecności kogokolwiek. Na samo wspomnienie podrapał się po karku, zaraz zwieszajac luźno rękę wzdłuż ciała. W sumie skoro i tak był w North Brentwood mógłby sprawdzić czy Underhill nie siedzi w domu? Nie żeby zapuścił się w te okolice z takim właśnie planem. Zwyczajnie szedł przed siebie.
Yo, O'Junknessy! — kurwa mać. Piękny wakacyjny dzień właśnie przestał być taki piękny. Wszelkie plany momentalnie zniknęły z jego głowy. Na tym świecie było wiele wkurwiajacych typów ludzi. Między innymi typ tępaka twardziela, który szczególnie mocno kojarzył w stylu swoich kumpli. Dałby wiele by właśnie na niego teraz trafić.
Niestety przed oczami miał Fabiana Price'a. Gwiazdę szkolnej drużyny sportowej, która cwaniaczyła nie tylko w towarzystwie. Chłopak zwyczajnie go nienawidził od kiedy kilka miesięcy temu, Keith przez przypadek wplatał się w wyjatkowo niewygodna sytuację z jego dziewczyna. Mimo że nawet faktycznie próbował wytłumaczyć co i jak, do Price'a nie docierało zwyczajnie nic. Z pewnościa nie pomógł fakt, że gdy raz poproszono O'Shaughnessy'ego o zrobienie zdjęć do szkolnej gazetki, zupełnie nieświadomie przez większość czasu skupiał obiektyw właśnie na wysokim blondynie o intensywnie niebieskich oczach i usypanych piegami policzkach.
Pewnie nadal byłby w jego typie, gdyby nie próbował mu najebać za każdym razem, gdy się widzieli.
Ty? W dzielnicy sportowej? Chyba mi nie powiesz, że przymierzasz się do wstapienia do drużyny.
Byłoby mu dużo łatwiej gdyby mógł po prostu go zignorować i wyminać. Wiedział jednak, że nie miało to żadnego sensu. Tak właśnie wygladała większość ich spotkać. Fabian zagradzał mu drogę rzucajac pogardliwymi komentarzami, Keith milczał, dochodziło do szarpaniny, strzelili sobie kilka razy w pysk i rozchodzili się do domów.
Gdyby nie znał całej sytuacji, pomyślałby że chłopak zwyczajnie się w nim zakochał.
A może znowu za mna łazisz?
Nigdy za toba nie łaziłem, kretynie.
Liczysz, że w końcu zgodzę się dla ciebie zapozować?
A kiedykolwiek cię o to prosiłem?
Keithy, Keithy, nie umawiam się z ćpunami. A już na pewno nie z popierdolonymi prześladowcami.
Podniósł w końcu głowę do góry przewiercajac go na wskroś beznamiętnym spojrzeniem.
Masz mi coś jeszcze do powiedzenia czy dasz mi celebrować ten wspaniały dzień i się ode mnie odpierdolisz? Zajmij się tym swoim kopaniem piłki z nadzieja, że twoje chujowe umiejętności zagwarantuja ci jakakolwiek przyszłość — ja pierdolę, dlaczego to powiedział? Otworzył usta szybciej niż o tym pomyślał, mimo że jego głos nadal brzmiał w niezwykle chłodny i opanowany sposób. Widział jednak jak błękitne oczy zwężaja się niebezpiecznie, gdy chłopak zacisnał ręce w pięści. Niestety jego dużo łatwiej było wytracić z równowagi niż Keitha. O czym O'Shaughnessy nieustannie zapominał. A może celowo go prowokował.
Nie był nim już w żaden sposób zainteresowany, choć musiał przyznać, że jego oczy nadal należały do jednych z najładniejszych w mieście.
Kurwa Keith.
Zupełnie automatycznie ściagnał torbę i odsunał ja w bok, gdy tylko zobaczył, że Price wylatuje w jego stronę, by złapać go rękami za kołnierz kurtki i przygnieść do muru.
Przynajmniej mam jakakolwiek przyszłość, śmieciu. A jak jest z toba, skoro nawet twoja własna matka cię nie chce?
Nie miał na to wszystko ani siły, ani ochoty. Znajdował się jednak w beznadziejnym momencie, w którym wiedział że i tak nie uniknie starcia. Nie z Fabianem.
Zablokował cios z boku, starajac się jakkolwiek go od siebie odepchnać. Nie żeby liczył na większe cuda. Nawet jeśli nie odstawał od niego jakoś szczególnie i zawsze udawało mu się oddać mu na tyle, by zostawić jakiś efektowny ślad podbicia pod okiem, nie zmieniało faktu że Price był od niego wyższy i bardziej wysportowany. Nic dziwnego że po niecałych trzech minutach szarpaniny Keith ocierał krew z rozciętego czoła, nawet nie próbujac dotykać rozoranego o mur policzka.
Kurwa mać! — Fabian chyba nie był zbyt szczęśliwy, gdy zataczał się w tył przyciskajac dłoń do szybko puchnacego oka. A raczej kości policzkowej pod okiem.
Naprawdę, mógłby mu odpuścić chociaż w wakacje.
_________________








my level of sarcasm?


it got to the point where i don't even know if i'm kidding or not.

[Profil]
 
 
Kaylee Hewitt


Wysłany: 2018-07-06, 20:29   

Jak panowało takie cudowne lato, to Kaylee nie mogła go marnować! To byłoby wbrew jej zasadom (choć miała ich nieskończenie wiele, w zależności od potrzeb), które jasno i wyraźnie głosiły, że wtedy należało ganiać po ulicach Brentwood, jeździć na rowerze czy organizować bitwy na pistolety z wody. Wszystko w zależności od własnych upodobań i preferencji, a możliwości istniało tak sporo, że nawet nie chciała słyszeć żadnych wymówek. Ich w sumie nawet nie było wiele, bo zarówno dzieciaki ze szkoły, jak i studenci w większości już celebrowali wolne i mogli napawać się wolnościa. Ewentualnie ci pracujacy nie opływali w nadmiar czasu, ale... to i tak lepsze niż ślęczenie nad własnymi notatkami i kucie dziwnych rzeczy. Na przykład matematyki. Matko, aż jej ciarki przeszły po plecach na sama myśl o tym przedmiocie, a co dopiero jego nauka... Oczywiście w tym roku ponownie historia zatoczyła koło. W zasadzie zataczało regularnie okragłe zera na jej klasówkach, czasami tylko pocieszajac kilkoma punktami za prostsze zadania. Co oczywiście nie pozwalało jej na spokojne uzyskanie pozytywnej oceny z tego przedmiotu. Kaylee kiedyś nabawi się jakiejś nerwicy przez matematykę i to wcale nie było takie śmieszne. Przecież szkoła miała dokształcać, przygotowywać do dorosłego życia, a nie marnować jej potencjał na jakichś absurdalnych liczbach. Po co jej było liczenie tych wszystkich sinusów i cosinusów? Ceny za ubrania sa przecież podane w funtach, bez żadnych dziwnych przeliczników. A 20% zniżki od wartości towaru potrafiła obliczyć bez problemu, nie była przecież skończonym debilem matematycznym. Miała tylko minimalne problemy, ot co!
Gdy tak beztrosko kroczyła w swoich białych trampkach po ulicy, rozmyślajac o najbliższym spotkaniu z Yevtsye, to nagle jej uwagę, siła rzeczy, przykuł widok dwóch chłopaków bijacych się w najlepsze. Znaczy na poczatku nie wiedziała, co się dzieje, ale szybko przeanalizowała sytuację i doszła do wniosków, które trochę ja przestraszyły. W końcu co ona miała teraz zrobić? Jak tu pomóc, gdy jako kobieta wielka krzepa nie mogła się pochwalić, w dodatku nie znała żadnych podstaw ani z sztuk walki ani z samoobrony. Cholerka, mogła jednak zapisać się na ten kurs, jak ja koleżanka namawiała, to przynajmniej teraz nie stałaby tak bezradnie. Z drugiej strony miała tyle rzeczy na głowie, że kompletnie nie potrafiła nadażyć, a jeszcze trzeba było spać i jeść! Aczkolwiek Kaylee to dziewczyna odważna i postanowiła wziać sprawę w swoje ręce. Coś wymyśli, kluczem do wszystkiego była odrobina kreatywności i samozaparcia, więc jakiś pomysł powinien wkrótce wpaść, choć aktualnie czas działał na jej niekorzyść. Pogrzebała trochę w torebce, szukajac jakiekolwiek rzeczy, która mogłaby się obronić. Tak w razie czego, oczywiście! Koniec końców zdecydowała się na stosunkowo niepozorny... selfie stick. Właśnie tak! Przecież było tu trochę metalu, halo! To złamie się przy pierwszym większym ciosie, Kay mimowolnie pomyślała, lecz cóż innego jej pozostawało? Trzeba było działać.
- Przestańcie się bić! Słyszycie, dwa metry od siebie... natychmiast! - zaczęła krzyczeć i gdy tylko zwróciła ich uwagę na siebie - wielkomyślnie wsadziła kijek między nimi, jakby to miało być nieprzepuszczalna bariera, zdolna zdziałać cuda. Genialne, Hewitt, może powinnaś poprowadzić kurs WenDo czy coś! Taki potencjał, a liczyła zaledwie 17 wiosen, w dodatku skończone niewiele ponad miesiac temu, więc to nie mógł być przypadek. Zdecydowanie talent.
[Profil]
 
 
Keith O'Shaughnessy








17

South - West Brentwood



Wysłany: 2018-07-08, 16:35   
  

  
Keith O'Shaughnessy

  
I'm not going to be your little bitch.


Szczerze mówiac, raczej niewiele osób zwykło reagować w podobnych sytuacjach. Zazwyczaj spuszczali głowy udajac, że niczego nie widza i czym prędzej odchodzili w swoim kierunku. Odwracali wzrok. To nie była ich sprawa i ich problem. Mieszajac się do wszystkiego, ryzykowali że sami oberwa zwyczajnym rykoszetem. A jednak ktoś wyraźnie postanowił zareagować. Głos wydawał mu się aż nazbyt znajomy. Być może powinien się rozproszyć i skupić wzrok na dodatkowej osobie. Faktycznie się wycofać i skorzystać z podobnej przerwy. Lecz gdy Keith skupiał się na jednym konkretnym punkcie, praktycznie nie rejestrował reszty otoczenia.
Nie wtracaj się! — Price momentalnie odepchnał dzieczynę w bok ręka, wraz z jej selfie stickiem. Odstęp pomiędzy chłopakami wywołany pojawieniem się trzeciej osoby potrwał może z dziesięć sekund. O'Shaughnessy wyraźnie dostrzegł jednak szansę w momencie, w którym jego przeciwnik skupił swoja uwagę na dziewczynie. Choć jego ruch trwał zaledwie dwa uderzenia serca, pomiędzy pierwszym a drugim, Keith momentalnie wystrzelił w przód. Głuchy jęk wydobył się z ust Fabiana, gdy ciemnowłosemu udało się w końcu trafić go w splot słoneczny pozbawiajac tchu. Nie żeby zamierzał na tym poprzestać. Kolano momentalnie zderzyło się z jego brzuchem, a łokieć z karkiem, korzystajac z chwilowej przewagi, która odbierała mu wcześniejsza różnica wzrostu. Price zacharczał wyraźnie zaskoczony.
Jebany gnój — Keith dostrzegł jego ruch o dwie sekundy za późno, gdy Fabian zacisnał palce na jego kostce. Momentalnie poczuł jak szarpie jego noga w bok, wyraźnie próbujac pozbawić go równowagi. Zachwiał się niebezpiecznie i nastapił gwałtownie trzymana stopa na ziemię, by kopnać go w głowę z pomoca drugiej. Uścisk Price'a na jego kostce momentalnie zelżał, aż w końcu jego ręka opadła bezwładnie na ziemię. Keith stał jeszcze przez dłuższa chwilę w miejscu, dyszac ciężko i rozmasował obolały nadgarstek, wycofujac się o krok. Nadal czuł żelazny uścisk Fabiana na swojej kostce. Tym razem wygrał. Nie łudził się, że ich spór jakkolwiek się zakończy. Za każdym razem, gdy rzucali się sobie do gardeł albo ktoś postanowił siła ich rozdzielić, albo zwyczajnie tłukli się tak długo, aż jeden kończył nieprzytomny. Wbrew pozorom ich walki zawsze były całkiem wyrównane. Price miał w sobie na tyle przyzwoitości, by traktować wzajemna nienawiść na tyle osobiście i nie dopuszczać żadnych swoich znajomych zmniejszajac tym samym szanse Keitha. Nie żeby szczególnie je zwiększał. O'Shaughnessy nadal pamiętał jak kilka tygodni wcześniej popełnił jeden kardynalny bład, przez który skończył w stanie, w którym ledwo widział na oczy.
Wział głębszy wdech i wsunał palce we włosy, odsuwajac ciemne kosmyki z krwawiacego czoła. Kilka z nich zdażyło się już pozlepiać w brunatne straki.
Dopiero po chwili przypomniał sobie o interweniujacej dziewczynie i odwrócił się w jej stronę z pierwotnym pytaniem "Nic ci nie jest?", które nigdy nie opuściło jednak jego ust. Przygladał jej się przez chwilę w milczeniu, gdy dopasowywał do siebie odpowiednie wspomnienia próbujac połaczyć je z rzeczywistościa.
Lee? — upewnił się, nie do końca przekonany czy aby na pewno trafił na odpowiednia osobę. Nie widzieli się w końcu, odkad przeprowadził się do Brentwood. A jednak stała teraz przed nim w sposób tak całkowicie naturalny, a jednocześnie tak absurdalny, że Keith po prostu nie potrafił jej przypisać do panujacego wokół obrazka.
Nie pozwolił sobie na dalsze otępienie. Spojrzał na Fabiana i tracił go butem nie doczekujac się żadnej odpowiedzi. Cóż, wygladało na to, że dostał nieco mocniej niż poczatkowo zakładał. Nie mógł jednak pozwolić by leżał tak na środku chodnika. Podszedł do niego i podniósł go nieznacznie do góry, przerzucajac sobie jego ramię przez własne barki, z trudem dźwigajac go do góry. Nie było to najłatwiejsze zadanie. Był od niego wyższy, cięższy i przede wszystkim - nieprzytomny. Mimo to Keithwoi udało się przeciagnać go bliżej przystanku i usadzić na ziemi tak, by opierał się plecami o szklana szybę. Wział jego torbę i rzucił mu na kolana. Lepiej żeby wygladał jak śpiacy imprezowicz niż-...
Odwrócił się sigajac po własna torbę i przerzucił ja sobie przez ramię, grzebiac przez chwilę w środku, by w końcu wyłowić paczkę papierosów. Jeden z nich wyladował w jego ustach, a drobny płomień zapalniczki skutecznie pozwolił mu na jego zapalenie. Starał się nie zwracać uwagi na pulsujacy ból lewej części twarzy, lecz ostatecznie ułożył palce na swojej szczęce i poruszył nia kilka razy, wyraźnie upewniajac się że wszystko było w porzadku.
Zaciagnał się trzykrotnie i strzepał popiół tuż obok buta Price'a, nim w końcu podniósł ponownie spojrzenie na Kaylee, wyraźnie oczekujac odpowiedzi czy wytłumaczenia co tu robiła. Nawet jeśli wolałby zmienić miejsce i przejść gdzieś dalej. Nic tu po nim. Miał nadzieję nie zobaczyć tego idioty ponownie do końca wakacji.
_________________








my level of sarcasm?


it got to the point where i don't even know if i'm kidding or not.

[Profil]
 
 
Kaylee Hewitt


Wysłany: 2018-07-08, 23:12   

Postanowienie Kaylee, by zareagować wynikało z kilku czynników, które połaczone razem zaowocowały ta brawurowa i jakże oryginalna pomoca. Na poczatku działała niepozorna, ignorowana przez wielu empatia, która dosłownie nie pozwalała jej przejść dalej i udawać, że absolutnie nic się nie stało, a przed chwila widziała jedynie dwóch sprzeczajacych się licealistów. Chyba zjadłoby ja poczucie winy, którym niczym nie potrafiłaby wyleczyć. Jedynym wyjściem byłoby dotarcie do danych osób i upewnienie się, że absolutnie nic im się nie stało oraz gorace przeprosiny Lee. Chociaż tak nie było pewności czy zadziała. Pomimo tego, że strach płynał w jej żyłach, to postanowiła opanować go, nie dajac mu się całkowicie zawładnać. Czy czasem właśnie nie na tym polegała słynna, chwalona przez wszystkich odwaga? Courage is to resist fear, mastery of fear - not absence of fear. Dlatego lekko drżacymi dłońmi sięgnęła po torebkę, w niej szukajac wszelkich pomysłów, bo jak wiadomo - kobieta ma tam wszystko, co może się przydać. I wbrew pozorom tu pomagała lekkomyślność Kaylee, która większość wytykała jej jako największa wadę. Odpowiedzialność nie hamowała jej aż tak bardzo jak innych ludzi. Nie mieszaj się, bo coś ci się stanie. Nie wiesz, co zrobić. Nie masz jak się obronić, co powiedzieć. Standardowe myśli, które oczywiście przeleciały przez głowę Kaylee, jednak nie miała wyboru. Musiała działać tu i teraz, tak jak mogła. Nawet jeśli okazywało się to tak nieudolne, jak w tym przypadku. Choć... czy w zasadzie na pewno? Udało się jej zgubić uwagę przeciwnika Keitha na tyle, że ten zyskał przewagę, a to już coś! Jednak głupi kijek do zdjęć pomógł.
Gwałtownie odepchnięta przez drugiego mężczyznę straciła równowagę, jednak zdażyła zamortyzować upadek, uprzednio podparłszy się dłońmi na ziemi. W ten sposób cofnęła się lekko w tył i szybko analizowała rozgrywajaca się przed nia scenę. Manewry mężczyzn były teraz na tyle dynamiczne, że ledwo rejestrowała, co oni robia, niemniej wkrótce pierwszy szok minał. Podniosła się żwawo, gotowa jakoś zareagować i w razie czego udzielić pomocy. Oczywiście jeszcze nie wiedziała, jak to zrobi, ale liczyła na olśnienie, zawsze też mogła zaczać krzyczeć na cały regulator. Może okładanie torebka? Ale którego! Przecież, jeśli okaże się, że bije ofiarę, to w ten sposób na pewno jej nie pomoże, a wręcz przyczyni się do jeszcze gorszych obrażeń. Niemniej te chwile, gdy wpatrywała się w bijacych się mężczyzn, pozwoliły mu na przyjrzenie się im bliżej i dostrzeżenie jego. Keith O'Shaughnessy aka jej najlepszy przyjaciel aka idiota. Nie miała absolutnie żadnych watpliwości, że to on - nie mogła go nie rozpoznać! W sumie i tak wkrótce dostała potwierdzenie, słyszac własne imię wypowiadane przez niego. Z niepewnościa w głosie, ale jednak tak. W lekkim zaskoczeniu i ogromnym szczęściu obserwowała jego ruchy. Gdy przenosił Price, już po wygranej walce, nie pozwalajac mu na leżenie na środku chodnika w tym stanie, a następnie zapalał papierosa. Nie wierzyła w tę wręcz absurdalne zejście się ich dróg. Znowu, jak gdyby przyjazd do Brentwood faktycznie dawał szansę odzyskania przyjaźni, bez większych przeszkód. Powoli zaczynała czuć falę ekscytacji napływajaca jej do płuc.
- Lee - powtórzyła z uśmiechem, podchodzac do niego bliżej. - Albo Kay. Albo po prostu Kaylee - dodała dalej rozpromieniona, ale gdy tylko przyjrzała się dokładniej Keithowi, jej mina momentalnie spoważniała. Jak widać O'Shaughnessy zdażył trochę oberwać, więc Kaylee koniecznie musiała coś na to zaradzić. Przyjaciół nie zostawia się w potrzebie, halo! - Keith, jak się czujesz? Znaczy, wiem, że nie jakoś fantastycznie, ale wiesz... czy nie kręci ci się w głowie i w ogóle - wyrzuciła z siebie, dotykajac jego skroni, jakby jej dotyk miał moc sprawcza i mógł leczyć rany. Zmarszczyła brwi w zmartwieniu, niezadowolona, że Keith znowu się w coś wpakował i ponownie stała mu się krzywda. - Trzeba będzie to opatrzyć. I obłożyć cię lodem, chyba całego - oceniła jeszcze, w tym momencie całkowicie skupiajac się na jego obrażeniach. Brzmiac przy tym zupełnie naturalnie, jakby widzieli się zaledwie kilka godzin temu.
[Profil]
 
 
Keith O'Shaughnessy








17

South - West Brentwood



Wysłany: 2018-07-09, 20:50   
  

  
Keith O'Shaughnessy

  
I'm not going to be your little bitch.


Im dłużej jej się przygladał, tym bardziej nie mógł uwierzyć w jej obecność. Niewiele się zmieniła, mimo że nie widzieli się przez ponad... rok? Półtora? Sam nie wiedział. Czas mijał nieubłagalnie, zamazujac wiele jego wspomnień. Lecz nie te dotyczace tak nachalnej i upierdliwej osoby jak Kaylee Hewitt. Obrócił kilkakrotnie papierosa w dłoniach, cały czas nieznacznie go popalajac i oczekujac jakiejkolwiek odpowiedzi. Zamiast tego otrzymał coś zupełnie innego. Przewrócił oczami na jej sposób przedstawienia się - tak jakby nie wiedział jak się nazywa - zaraz unoszac rękę by przetrzeć ponownie spływajaca krew.
Szlag by to.
Rozcięty łuk brwiowy i czoło zawsze drażniły go najbardziej. Były to bowiem jedne z tych miesc, które mimo kompletnie niegroźnej razy, krwawiły wyjatkowo uparcie. Czasem do tego stopnia, że O'Shaughnessy zastanawiał się jak żałosna opcja byłaby śmierć z powodu wykrwawienia się z brwi. Na tyle żałosna, że chciałby by ktoś podkreślił ten sposób na jego grobie, zapewniajac innym multum rozrywki.
Mimo to nawet na chwilę nie odrywał od niej wzroku, spodziewajac się że dziewczyna zaraz się rozmyje i zniknie mu z oczu. Stanie się kimś innym. Bo co niby miałaby tu robić? Przecież była z rodzicami w Leeds. Nie miała powodu, by przeprowadzać się na takie zadupie jak Brentwood.
Widzac jak podnosi rękę, by dotknać jego skroni - jednego z niewielu miejsc, które nie były pokryte ani krwia, ani żadnymi zadrapaniami - jego wolna ręka nie trzymajaca papierosa zupełnie automatycznie wystrzeliła w górę, zaciskajac palce na jej nadgarstku. Odsunał powoli od siebie jej dłoń, zmuszajac ja do opuszczenia jej w dół. Dopiero wtedy zabrał własna i wsunał ja do kieszeni spodni, wydmuchujac dym gdzieś w bok. Ciężko było mu całkowicie go jednak kontrolować biorac pod uwagę fakt jak blisko stała.
Co tu robisz? — zapytał kompletnie ignorujac jej pytanie. Mimo pulsujacego bólu zdartego policzka i rozciętego czoła, ból nie był aż tak wszechogarniajacy, by zrobiło mu się słabo. Miał w życiu dużo gorsze obrażenia. Tym razem to Price miał być osoba, która wyda z siebie porzadny jęk po wybudzeniu się z przymusowego snu.
Nic mi nie jest — odpowiedział spokojnie na wspomnienie o lodzie, choć jego twarz była daleka od bycia 'w porzadku'. Nie wygladało jednak na to, by zamierzał z tym cokolwiek zrobić w najbliższym czasie. Spojrzał mimowolnie w kierunku prowadzacym do domu Kenaia, zaraz odpuszczajac. Nie zamierzał ryzykować, że ktoś z jego rodziny zobaczy go w takim stanie. Nawet jeśli nie dotykał rany na policzku palcami, wiedział że ma w niej kilkadziesiat drobnych kamyczków po tym jakże bliskim spotkaniu z murem.
Fabian jęknał cicho na ziemi, nadal jednak nie mrugał. Ciemnowłosy ledwo powstrzymał w sobie chęć kopnięcia go po raz drugi, by przedłużyć jego nieprzytomne milczenie. Spojrzał więc na Kaylee i machnał głowa w bok.
Chodźmy stad — wystarczyło mu wrażeń jak na jeden dzień. Przeszedł nad nogami sportowca, by ruszyć spokojnie wzdłuż chodnika, dajac dziewczynie czas na pozbieranie się i dogonienie go. Dopiero po dłuższej chwili obrócił głowę w jej stronę.
Wszystko w porzadku? — zapytał, kierujac powoli wzrok na jej dłonie. Nawet jeśli był skupiony na Fabianie, widział katem oka jak odpycha od siebie dziewczynę. Miał nadzieję, że nic jej nie zrobił. Inaczej prawdopodobnie musiałby tam wrócić i przyjebać mu jeszcze raz, tym razem na tyle mocno, by przestawić mu szczękę, korzystajac z chwilowej przewagi. Nawet jeśli był pewien, że i tak Price dostanie go w swoje ręce w przyszłości i odpowiednio się odegra.
Byle po wakacjach.
Może powinien zapisać się na jakiś kurs samoobrony czy boks.
_________________








my level of sarcasm?


it got to the point where i don't even know if i'm kidding or not.

[Profil]
 
 
Kaylee Hewitt


Wysłany: 2018-07-10, 16:54   

Na ruch Keitha nie zareagowała złościa ani poirytowaniem, jedynie wzruszyła beztrosko ramionami. Może właśnie dlatego szesnastolatek nie mógł się jej pozbyć i pomimo działań, które odstraszyłoby większość ludzi, to... Kaylee po prostu była. Chyba zwyczajnie nie przejmowała się za bardzo podobnymi rzeczami, szczególnie jeśli kogoś polubiła. A tak się składało, że brunet znalazł się w nieszczęsnym położeniu, w którym dziewczyna nie potrafiła znaleźć absolutnie żadnego powodu, żeby dać mu spokój. Pozwalała mu być, jaki był i tyle.
Gdy tylko Co tu robisz? padło z keithowym ust, Kaylee momentalnie poczuła jakby coś boleśnie ścisnęło jej pierś, dosłownie miażdżac wszystkie struktury w niej się znajdujace, a pojemność płuc została drastycznie obniżona. Spuściła wzrok z Keitha i zacisnęła mocniej palce na ramieniu własnej torebki, by chwilę później wziać głębszy wdech. Jasne, mogła udawać, że wcale nie wie, o jakie co tu robisz mu chodzi. To było łatwe, przecież istniało mnóstwo interpretacji tego pytania. Czemu mnie zaczepiłaś? Czemu właśnie nie jesteś na kolejnych zakupach? Czemu spacerujesz North Brentwood, a nie gdzie indziej? Kaylee prawdopodobnie bez problemu byłaby w stanie wymyślić kolejne kilka przykładów, lecz wiedziała, że O'Shaughnessy pyta o jej obecność tutaj. W Brentwood. W tym niewielkim mieście, które choć wygladało przyjaźnie i spokojnie, nie mogło konkurować z Londynem czy chociażby jej rodzimym Leeds. Każdy, kto ja znał nie znalazłby żadnych powodów, by miała się przeprowadzać - jej rodzice nie mogli narzekać na problemy finansowe, a sama Lee szalała po ulicach Leeds, w międzyczasie uparcie próbujac zostać gwiazda mody. Tyle, że coś się zmieniło, i z tym także cała reszta jej życia.
- Niedawno przeprowadziłam się tutaj na stałe - odpowiedziała po chwili, ważac każde słowo. - Z tata - dodała jeszcze, a jej głos przez moment słyszalnie zadrżał. To był nadal całkiem świeży temat, którego unikała i wolała okryć płaszczem milczenia. W ten sposób mogła uniknać nieprzyjemnych, obcych jej duszy uczuć, które w takich momentach bezlitośnie ja dopadały. Bała się, że znowu mogłyby zostać z nia na dłużej, a to ostatnie czego pragnęła po przyjeździe tutaj. Brentwood miało być startem na nowo, niejakim ruszeniem dalej w rajdzie życia z całym optymizmem, który wydawał się tak oczywisty dla postaci Hewitt. I choć poczatkowo z sporym wysiłkiem, to udawało jej się sypać skry szczęścia na nowo, a ostatnio uśmiech wręcz nie schodził jej z twarzy. Zdobywała nowe znajomości, panowało lato, w dodatku ostatnio znalazła tak cudowne miejsce z jedzeniem, że koniecznie będzie musiała zabrać tam Keitha. Oczywiście po tym, jak sobie wyjaśnia kilka spraw.
- Oczywiście, że nic ci nie jest - sparafrazowała go z cichym westchnięciem. Typowo, jakiej innej odpowiedzi mogła się spodziewać? Byłaby w szoku, gdyby udzieliłby innej. - Jednak czy za jakiś czas możemy coś z tym nic zrobić? Proszę. - No tak, Lee dalej uparcie swoje. Jednak w tym przypadku jej słowa nie były bezpodstawne, poza tym każda inna osoba zachowałaby się jak ona. Szczególnie, jeśli w tak nietypowy odzyskiwała dawna przyjaźń. Dobra, może to na razie za dużo powiedziane, ale dla niej reszta było już mniej istota - liczyło się, że znowu go spotkała. Po tym całym rozgardiaszu w jej życiu wydawał się być całkiem stabilna opcja w Brentwood.
Spojrzała ostatni raz na przeciwnika Keitha, jakby chcac go pożegnać wzrokiem (może zapamiętać?), i zaraz podbiegła do bruneta, by nie pozostać w tyle. W głowie Kaylee zaczynało się kłębić tyle myśli, że O'Shaughnessy powinien być wdzięczny, że jeszcze nie zdażyła ich wypowiedzieć na głos. Chyba umarłby od tego gradu pytań, lecz jak na ten moment dziewczyna pozostawała w zbyt dużym zaskoczeniu, by być aż tak bezpośrednia i bezkompromisowa.
- Jasne, nawet mój selfie stick żyje - odparła zgodnie z prawda i posłała mu delikatny uśmiech. Szczęśliwie jej dłonie były jedynie lekko czerwone od gwałtownego spotkania z podłożem, nic więcej. Jak widać Price nie przejał się zbytnio wtargnięciem blondynki i nie użył dużej siły w jej kierunku, sadzac, że tyle wystarczy. W zasadzie miał rację. - A tak w ogóle... gdzie szedłeś, zanim ten debil postanowił ci urozmaicić życie własnym pokazem umiejętności? - spytała bezpośrednio, nie majac zupełnie oporów w nazwaniu nieznanego przez siebie faceta podobnym określeniem. W końcu nie rozumiała tej całej bijatyki panujacej w środowisku mężczyzn. Boksu tym bardziej nie potrafiła pojać, bo to w dodatku było zupełnie dobrowolne i nieprzymuszone. Jeszcze mogło przynieść całkiem niezły profit. Takie bicie się po mordach za pieniadze.
[Profil]
 
 
Keith O'Shaughnessy








17

South - West Brentwood



Wysłany: 2018-07-10, 19:41   
  

  
Keith O'Shaughnessy

  
I'm not going to be your little bitch.


Zmiana w zachowaniu dziewczyny była diametralna. Zupełnie jakby nagle coś ja rozbolało. Znał tę reakcję. Przygladał jej się, chwilowo nie zaciagajac się nawet dymem. Przytrzymywał jedynie papierosa wargami wyraźnie ja analizujac. Niejednokrotnie spotkał się z tym, że ludzie w takich momentach potrzebowali pocieszenia. Może jakiegokolwiek rodzaju wsparcia, które zapewni ich, że niezależnie od sytuacji nie byli w tym sami.
Ale prawda była taka, że byli sami.
Mogli przed tym uciekać, zapierać się rękami i nogami, ale ktoś niepowiazany z tragedia nigdy nie będzie w stanie zrozumieć w pełni ich bólu.
"Z tata."
Dał jej chwilę na pozbieranie myśli i względne uspokojenie się, nadal po prostu ja obserwujac, nim rzucił w końcu krótkie:
Okej — i tyle mu wystarczyło. Jej informacja przekazała mu, że będzie tu na dłużej. Nie trafiali na siebie przypadkiem, gdy postanowiła wybrać się w wesoła wycieczkę dookoła Wielkiej Brytanii. Tym razem dym powędrował w górę, gdy odchylił głowę w tył wpatrujac się przez chwilę w płynace leniwie po niebie chmury. Zdecydowanie nie miał zamiaru niczego drażyć.
Znowu będę na ciebie skazany w Brentwood High School? — zapytał raczej mało delikatnie. Z drugiej strony fakt, że Keith sam z siebie zmieniał temat chyba też o czymś świadczył? Nawet jeśli jego twarz pozostawała niezmienna, chyba nie wszystko było mu tak całkowicie obojętne jak mogłoby się wydawać. Nawet jeśli ktoś kto kompletnie go nie znał, nie potrafiłby doszukać się w jego zachowaniu ani krzty troski czy wyrozumiałości. A nawet wręcz przeciwnie.
Ściagnał brwi słyszac jej odpowiedź i przestapił z nogi na nogę. Zdażył już niejako zapomnieć, że Hewitt nie dało się zbyć z taka łatwościa jak innych. Miał zatem dwie opcje. Albo mógł żreć się z nia przez kilka minut próbujac przekonać, że absolutnie nic mu nie jest i tylko się przy tym irytować... albo mógł po prostu odpuścić i przystać na jej propozycję. Być może pomoc kogoś z zewnatrz byłaby w tym momencie całkiem na miejscu. Częściowa. Nie zamierzał w końcu pozwolić, by oczyszczała jego ranę na policzku. Tak długo jak sam się 'zszywał', wiedział że nie grozi mu żadne niebezpieczeństwo. Gdy jednak ktoś inny próbował go opatrzeć, nie do końca panował nad własnymi odruchami. Widmo skrzywdzenia kogoś, kto chce ci pomóc było na tyle realne, by zwyczajnie nie ryzykował.
Okej — po raz drugi wypowiedział dokładnie to samo słowo. Lecz nawet ono sprawiało, że czuł charakterystyczny rwacy ból twarzy i nieustajace ciepło poprzedzone mrowieniem. Podejrzewał, że gdy już jego rana się zasklepi, będzie musiał się zmagać z nieustannie rozrywajacymi strupami po tym jak tylko otworzy usta.
Przynajmniej będzie miał idealna wymówkę na zachowywanie absolutnej ciszy.
Spojrzał krótko na selfie stick, a potem na dziewczynę, przekręcajac oczami by pokazać jej co sadzi o całej tej 'trosce'. Zsunał wzrok na jej dłonie, nie odezwał się jednak ani słowem.
Price bez watpienia był debilem, ale nawet teraz O'Shaughnessy mimowolnie wspominał jego błyszczace oczy. Bez większego problemu mógł sobie wyobrazić zdjęcia, które by mu zrobił. W ciemnym tunelu, do którego docierały jedynie pojedyncze promienie słoneczne oświetlajace jego jasne blond włosy. Padajace idealnie na twarz, by wydobić z tęczówek pełna głębię koloru. Butne spojrzenie, zupełnie jakby w każdej chwili mógł rzucić ci się do gardła.
I pewnie to właśnie by zrobił, gdyby Keith próbował uskutecznić podobny scenariusz. Co za szkoda. Sam nie wiedział kto był w tym momencie większym debilem. Sportowiec czy może on sam?
Nigdzie — przed siebie — ... do znajomego? — nigdy nie zdecydował czy do niego pójdzie — Albo jednak nigdzie.
Wyraźnie nie mógł się zdecydować która wersja była bardziej prawdziwa. Przygryzł filtr papierosa zębami, ruszajac nim nieznacznie na boki. Cóż, teraz i tak już na pewno nie odwiedzi Underhilla, więc jego odpowiedź nie miała większego znaczenia. Dopalił papierosa do końca i rzucił go na chodnik, przydeptujac butem.
Nie miał nawet zielonego pojęcia gdzie szli.
_________________








my level of sarcasm?


it got to the point where i don't even know if i'm kidding or not.

[Profil]
 
 
Kaylee Hewitt


Wysłany: 2018-07-10, 22:14   

Z ulga przyjęła jego zgodę. Bez żadnych dodatkowych pytań, dociekań o przyczyny czy resztę szczegółów, o których naprawdę nie miała siły teraz rozmawiać. Idealnie. W końcu milczenie chłopaka okazywało się być całkiem przydatne, mimo że Kaylee musiała dopiero przyzwyczaić się do uczucia przebywania z Keithem. Było inaczej, ale tęskniła za tym. Nie zrażała się pozornym chłodem bruneta, który wydawał się jak kompletne przeciwieństwo Hewitt, jednak może w tym także tkwiła istota ich znajomości. Znajomości, utrzymywanej w sporej mierze dzięki upartości Lee - pomimo trwajacej rozłaki nadal się w tej kwestii nic nie zmieniło - a także jej wewnętrznej potrzeby posiadania blisko kogoś, kto dosłownie gasiłby jej entuzjazm. Poza tym... jakoś się tak do niego przyzwyczaiła. Tak po ludzku przyzwyczaiła i po co miałaby cokolwiek zmieniać?
- Można tak powiedzieć - przytaknęła na jego wspomnienie o szkole, a uśmiech ponownie zawitał na jej twarzy. - Choć raczej nazwałabym się wierna towarzyszka szkolnej niedoli, która gotowa jest symulować wymioty, by uciec przed odpytywaniem z matmy - doprecyzowała, krzywiac się lekko i jak zwykle wplatajac w wypowiedź elementy własnego życia. Prawdopodobnie dlatego większość lubiła Kaylee od pierwszej rozmowy, bo dzięki temu wkrótce okazywało się, że tematy w zasadzie się nie kończyły. Nawet jeśli nastapiłoby takie nieszczęście, to Hewitt miała w zanadrzu jeszcze tysiac innych pomysłów w internecie, a to już było jak ostatni gwóźdź do trumny. Toteż nie zdziwi nikogo, że dziewczyna wysławiała twórców sieci i gdyby tylko jej oczom ukazałaby się jakaś petycja w sprawie budowy im pomnika, to na pewno podpisałaby. Nieustannie przy tym zachęcałaby do tego innych.
- Świetnie, w końcu powiedziałeś coś odpowiedzialnego - uznała, jakby kompletnie zapomniała, że z ich dwójki to jej brakowało powyższej cechy. Jednak to nieważne, kto by się zatrzymywał nad podobnymi bzdurami! Liczył się fakt uzyskania zgody Keitha i z niej nie mógł się wykręcić pod groźba poważniejszych następstw, które Kaylee była w stanie bez wahania podjać. Mogłaby na przykład klepnać mu jakiś długi wykład czy coś podobnego (wszystko oczywiście wymyśliłaby na poczekaniu), ale szczęśliwie nie miała nawet ochoty i chęci. Co może dziwić, bo Kaylee gadała jak najęta. Prawie zawsze, chyba że miała wyraźny powód do milczenia. - Trzymam cię za słowo - dodała asekuracyjnie, tak dla wewnętrznej pewności. Wypowiedziane na głos nabierało mocy sprawczej i wikłało Keitha w pamięć o swoim zapewnieniu.
- Nigdzie? To właściwie... - Rozłożyła ręce w zastanowieniu, w tym samym czasie analizujac, jak aktualnie prezentuje się plan jej jeszcze niezabieganego życia. Choć to jeszcze zmieniało się bardzo dynamicznie, bo z każdym dniem czuła się swobodniej w Brentwood i kojarzyła już coraz więcej miejsc. To ostatnio bywało jej zmora, bo mieszańcy doskonale orientowali się, jakie lokale położone sa w której dzielnicy. A Lee? Mogła jedynie zgadywać i to najczęściej z marnym skutkiem. Niemniej im więcej chodziła pieszo bo mieście, tym więcej zapamiętywała i mogła już określić, ile zajmuje dojście w konkretne miejsce. - Co powiesz na jedzenie w moim cudownym wykonaniu? I zanim odmówisz, to pamiętaj, że po pierwsze musisz przestać straszyć okolicę swoimi ranami, po drugie potrzebuję cię o coś wypytać, a po trzecie jesteś głodny. - Potok słów opuścił usta Kaylee tak szybko, że Keith nawet nie miał szans się wtracić. Niemniej wynikło to z uporczywej potrzeby, by należycie zaprezentować swoje stanowisko i odpowiednie je poprzeć tak, by rzeczywiście nie chciał udzielić odpowiedzi przeczacej. A nawet jeśli... już chodził jej po głowie inny plan. Tak to właśnie bywało z Hewitt - uprzykrza ci życie, a jednak nie powiesz, że te płatki optymizmu nie kapia na twoja głowę i nie sa przyjemne. Poza tym prawdopodobnie w zdolnościach O'Shaughnessy'ego leżało zniechęcenie do siebie blondynki na tyle, że ta zupełnie nie chciałaby się z nim zadawać. Niemniej nadal tego nie zrobił, a to już wiele znaczyło. Przynajmniej dla niej. Może nawet ta słynna kobieca intuicja podpowiadała Kaylee co może zaakceptować, a czego zupełnie nie? W końcu także miała swoje granice, których ściśle pilnowała i gdy ktoś je przekroczył - uśmiech znikał z jej ust, a słowa przestawały być ciepłe.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 5