Poprzedni temat «» Następny temat
Kala <-> Rhea
Autor Wiadomość
Kala Dandekar


Wysłany: 2018-01-29, 21:03   Kala <-> Rhea

Dopadł ja strach. Czuła się dokładnie tak samo, jak w pierwszych dniach powrotu do domu, gdy próbowała wyjść na zewnatrz z nadzieja, że coś więcej sobie przypomni. Nie potrafiła tego zrobić od razu czujac paraliżujacy strach, nieznośny ból głowy i szum w uszach, który ujawnił się w postaci zepsutego telewizora. Robiły tak tylko stare odbiorniki i choć była tego świadoma w tamtym konkretnym momencie uważała to za normalne. Szum nowej dużej plazmy był tak samo nieznośny jak to, co na co dzień słyszała w głowie dopóki nie wzięła odpowiednich leków, zaś poświata oświetlała spora część salonu nijak przypominajacy ten z domu Dandekarów. Nie była u siebie.
Usłyszała coś w głębi domu. Podświadomie wiedziała, że nie powinna tam iść i sprawdzać, ale coś pchało ja w tamtym kierunku. Coś kazało jej iść do miejsca, gdzie strach stawał się coraz większy, wręcz dusił ja od środka niczym niewidzialna ręka zaciskajaca się na krtani.
- Ashish? – zapytała chociaż nie miała pojęcia, że to jego apartament. Tak, musiała być u niego, ale tak naprawdę nie chciała go tu spotkać. Ponownie spojrzała na ekran telewizora zbliżajac się do korytarza prowadzacego do kuchni. Huk. Zrobiła krok w tył ręka stracajac kryształowa nagrodę dla najlepszego przedsiębiorcy roku 2016. Wiedziała, że to zły znak. Wywołała wilka z lasu.
Drzwi się otworzyły.
Przebudziła się cała przepocona. Włosy kleiły się do szyi a koszulka przypominała teraz ugnieciona mokra ścierę, z której można było wyciskać pot, ale nie to było najważniejsze. W odruchu rozejrzała się po pokoju automatycznie odpalajac lampkę obok łóżka. Była szczerze przerażona i nawet szybkie oględziny w pokoju nie sprawiły, że myśl o koszmarze zniknęła. Cokolwiek to było wystraszyło ja nie na żarty, dlatego odruchowo złapała telefon i wybrała numer do Aldridge.
- Przepraszam, że dzwonie, ale.. – głos miała nerwowy a oddech głęboki i urywany. – ..śniło mi się coś. Nie wiem, to głupie a ja jestem dorosła, ale to było złe. To było coś.. nie wiem.. prze..przeraziło mnie. – nie potrafiła tego wyjaśnić. Niewiele tam widziała, ale od samego poczatku, odkad się tam pojawiła, czuła ogromny strach nieopuszczajacy jej teraz ani na chwilę. – Przepraszam, że.. – zmarszczyła brwi słyszac jakiś odgłos po drugiej stronie słuchawki. Znów się przestraszyła, ale szybko zrozumiała, że to głupie. – Nie śpisz? Masz dziwny głos. Nie jesteś sama? – chyba właśnie zrozumiała, że mogła przeszkodzić Rhei w nie wiadomo czym, bo co można robić o drugiej w nocy? Różne rzeczy.
_________________

    Bo tak.. tak po prostu.
[Profil]
 
 
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2018-01-31, 18:32   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


Dawno nie czuła się tak wyczerpana. Nie miała pewności czy chodziło o alkohol czy zbyt częste przesiadywanie w miejscu pracy na trzeźwo. Mięśnie ramion i karku wydawały się zesztywniałe. Nie miała zamiaru spać o północy jednak zdecydowała się położyć na kanapie, wędrujac wzrokiem po meblach, ozdobionych zasłona cieni.
Czuła wiatr na twarzy, przypominajacy chłodna bryzę znad morza. Zdażyła zauważyć niknace za horyzontem słońce, ale było w nim coś niepokojacego. Czerwień, bijaca po oczach, przechodzaca z delikatnego różu w krwista czerwień. Spojrzała w dół, wlepiajac wzrok w piasek, zamieniajacy się w czarny pył. Nagle zapadła ciemność.
Zmarszczyła mocno brwi, słyszac telefon, drżacy tuż przy głowie, pod poduszka. Sięgnęła po niego na oślep, z nadal zamkniętymi oczami, oddychajac przy tym ciężko. Miała ochotę od razu nacisnać na czerwona słuchawkę. Kto normalny dzwonił o takiej godzinie? Dziwne przeczucie, skumulowane w podświadomości nakazało odebranie połaczenia. Właściwie to chciała je odrzucić jednak nie osiagnęła zamierzonego celu. Mogłaby wreszcie otworzyć te oczy. Stęknęła głucho i przyłożyła telefon do ucha.
- Hm? - odezwała się niewyraźnie, lekko zachrypniętym głosem. Wystarczyła sekunda, w której usłyszała znajomy głos, aby coś niewidzialnego przeszyło jej ciało. Zadziałał kojaco, ale równocześnie wyczuła nerwowy ton. Słyszała go. Nabrała gwałtownie powietrza w usta. To było złe. Przeraziło mnie. Te słowa wystarczyły, aby przekręciła się na drugi bok, unoszac wciaż ciężkie powieki.
- Miałaś koszmar? - wychrypiała przyciszonym głosem, odkasłujac chwilę później. Chyba nic jej nie brało? Cholerna, angielska zima.
Ledwo otworzyła oczy, zauważyła świecace ślepia, wpatrujace się centralnie w nia. Nagle dopadł ja strach. Drgnęła nerwowo, jednak w porę przypomniała sobie o obecności zwierzęcego lokatora, który podszedł bliżej z zamiarem władowania się na łóżko. Skoro już się obudził… Odsunęła na moment telefon od twarzy.
- Lexa, uspokój się - warknęła na sierściucha, wspinajacego się po pościeli. - Jazda na podłogę.
Zdaje się nie miała wcześniej okazji podzielić się z Kala informacja o tym, że mieszkała u niej siostra razem ze zwierzakiem, a także dziewczyna i cholera jasna wiedziała kiedy się przeniosa. Nie żeby jakoś bardzo na to narzekała, w końcu miała trochę towarzystwa, chociaż od szopa wolała zachowywać stosowny dystans. Ten zwierzak bywał kompletnie nieprzewidywalny. Szczególnie teraz, o drugiej w nocy. Jak on w ogóle wymknał się z drugiego pokoju? Zepchnęła zwierzaka zdecydowanym ruchem, zgarniajac cała kołdrę dla siebie.
- Nie, wszystko w porzadku - przemówiła już nieco spokojniejszym głosem, przecierajac powieki wierzchem dłoni. Kiedyś dopiero wracała o takiej godzinie do domu, ledwo żywa i to w najlepszym wypadku. W najgorszym ladowała w obskurnym barze, gdzieś w kacie, popalajac sobie papierosa-samoróbkę, podprowadzonego od jakiegoś kolegi albo koleżanki, najczęściej w towarzystwie kubka, wypełnionego drażniaca wonia alkoholu.
- Co to konkretnie było? - zapytała w następnej kolejności, przewracajac się na plecy, przenoszac ciężar ciała na materacu. Odsunęła dłoń od oczu i zamrugała kilka razy, wlepiajac wzrok w ciemny sufit, sięgajac ręka do lewego ramienia, schowanego pod ciemna, szara koszulka.
_________________



[Profil]
 
 
Kala Dandekar


Wysłany: 2018-02-01, 19:45   

- Lexa? Na podłogę? – powtórzyła zaskoczona nie spodziewajac się usłyszeć żadnego imienia z perfidnym pozbyciem się kogoś na ziemię, co było dziwne i na pewno gdyby nie obudziła się teraz przez koszmar to szybciej kojarzyłaby fakty albo chociaż wymyśliłaby lepszy scenariusz (jak ten prawdziwy z psem).
- Na pewno? – zapytała zaniepokojona tonem przyjaciółki. Nie wiedziała skad to się wzięło, ale czuła w środku, że coś było nie tak. Kiedyś na pewno bez problemu rozpoznawała humorki Rhei jedynie słyszac jej głos, więc i teraz podświadomie wyczuwała ‘to coś’ po drugiej stronie słuchawki. Od wypadku minęło sporo czasu, ale dopiero niedawno doszła do wniosku, że powinna poddawać się spontanicznym myślom oraz decyzjom. Kiedyś bezproblemowo je tłumiła, bo panowanie nad emocjami i analizowanie wypowiedzianych słów było podstawa w świecie Dandekarów, lecz to nie sprawdzało się w nowym życiu Kali, która ciagle uczyła się samej siebie i tylko nie tłumione reakcje pozwalały jej cokolwiek zrozumieć; być trochę taka jak dawniej.
- Nie jestem pewna. – odpowiedziała nieco zagubiona i poprawiła lepiaca się koszulkę. Zmieni ja, ale na razie musiała się uspokoić i przestać co chwilę zerkać w stronę drzwi tak jakby ktoś się za nimi czaił. – Mie..wałam kiedyś koszmary? Bałam się? Budziłam przerażona i nie wiem.. dzwoniłam do ciebie? – musiała o to wszystko zapytać by mieć szerszy obraz całej sytuacji. Ponadto, czego nie zauważyła od razu, od jakiegoś czasu znacznie mniej się jakała i ‘zacinała’ w wypowiedziach. Miewała momenty, ale już nie tak częste jak dawniej. – Ten był prawie realistyczny. Teraz, jak o tym myślę to głupie, bo wiele rzeczy nie miało sensu, ale.. – przetarła dłonia zmęczone oczy starajac się ułożyć w myślach wszystko o czym śniła. – Ten szum, który czasami słyszę w głowie, był też we śnie. To telewizor, ale sama mówiłaś, że nowe odbiorniki tak nie robia, więc to może tylko moja podświadomość podrzuciła ten obraz, bo do niczego innego nie umiem tego przypisać? – zaczęła watpić we wszystko, co zobaczyła w krainie Morfeusza, chociaż strach był prawdziwy i tylko on zmusił Kalę do przeanalizowania sytuacji. Koszmary przecież były po to by się bać, ale po jednych człowiek się po prostu budził i stwierdzał sam przed soba, że to tylko sen i pora wstawać do pracy a po drugich budził zalany potem z sercem bijacym jak szalone. Dandekar na pewno miała do czynienia z tym drugim, ale nie rozumiała, dlaczego tak bardzo się bała. – Byłam u Ashisha. Tak mi się wydaje, bo przecież nie pamiętam, ale zawołałam jego imię, więc to coś musiało oznaczać. –to nie miało większego sensu, ale naprawdę się starała. – Strasznie się bałam. Nie wiem czego, ale.. to głupie. To tylko sen a mój mózg jak zwykle płata figle. – ‘jak zwykle’ od czasu wypadku, ale biorac pod uwagę fakt, że nie pamiętała niektórych momentów z przeszłości, czas po wypadku był tym właściwym (jakby poprzednia Kala nie istniała). – Przepraszam, spanikowałam. – i niepotrzebnie zawracała głowę Rhei, ale chciała ja teraz usłyszeć, mieć świadomość, że była po drugiej stronie, bo dzięki temu mniej się bała i tylko dlatego zdecydowała się w końcu wstać z łóżka by poszukać czystej piżamy.
_________________

    Bo tak.. tak po prostu.
[Profil]
 
 
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2018-02-02, 18:32   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


Zamrugała oczami i ponownie spojrzała na drugi koniec pomieszczenia, gdzie podażyła szara, puchata kulka. Przynajmniej na ten moment postanowiła odpuścić, stosujac się do poleceń.
- Mam wrażenie, że zaraz mnie podrapie - dodała w kwestii Lexy, nadal będac w połowie zaspana, sunac palcami po lekko zesztywniałym, lewym ramieniu.
- To szop, wiesz… - w sumie to skad miała wiedzieć? Aldridge pokręciła głowa i stęknęła głucho strzelajac sobie w czoło wnętrzem dłoni, mruczac pod nosem przekleństwo.
-To znaczy, teraz już wiesz. To zwierzak Hecate.
Kala mogła w tym momencie podjać spekulacje co robi szop drugiej Aldridge w mieszkaniu Rhei, pomijaja oczywisty fakt, że ten futrzasty szkodnik żył z reguły na wolności i to przeważnie na terenach Stanów Zjednoczonych. Dlaczego ten gamoń był taki aktywny w nocy?
- Nie martw się, żyję, przed chwila się obudziłam. Nic nie szkodzi, naprawdę.
Tak na wszelki wypadek gdyby jej przyjaciółka przejmowała się drobnostka w stylu „Obudziłam cię? Nie chciałam!” Nie miała jej niczego za złe, w końcu zamierzała pomagać i nie ważne czy chodziło o wstawanie w środku nocy czy bladym świtem. I tak nie miała nic ważnego do zrobienia. Rankiem może się zwlec ledwo żywa, w razie potrzeby napoi się odpowiednim wspomagaczem (tym razem niekoniecznie alkoholem) i tyle w tym temacie.
- Każdy ma jakieś koszmary, nie da się od nich uciec, a kiedy powtarzasz prawo karne któraś noc z rzędu… pamiętam jak mówiłaś, że śnił ci się facet z zakrwawionym nożem na sali sadowej. Nie zdażył cię dźgnać, bo się obudziłaś.
Szczegóły, drobnostki. Nic, o czym koniecznie musiałaby pamięć. Mimo to, takie niepozorne historyjki szczególnie zwiazane z jej najlepsza przyjaciółka, zdawały się automatycznie nadpisywać gdzieś w odmętach podświadomości, niespodziewanie wypływajac później na wierzch.
Oddychała miarowo, próbujac częściej mrugać ociężałymi powiekami, nie chcac na nowo zapaść w sen. Jeśli szykowałaby się dłuższa rozmowa, rozważyłaby zrobienie kawy. W miarę cicho oczywiście, co by nie budzić dziewczyn w drugim pokoju. Hecate od razu by się na nia rzuciła z zamiarem uduszenia. Bardziej w komicznym tego słowa znaczeniu, ale nadal.
- Mogłaś się z nim kiedyś pokłócić i teraz przeżywasz tę sytuację na nowo i to nie do końca sen… - przekręciła się na druga stronę, zerkajac w głab ciemnego pomieszczenia, wypatrujac pary świecacych oczu. - Ashish to dupek. Nigdy go nie lubiłam, a przecież mogłam. O ile nie byłby taki pierdolnięty.
Czasami trudno jej było jednoznacznie określić denerwujace cechy charakteru. Pierdolnięty powinno załatwić sprawę.
Podciagnęła się na łokciach i przemieściła do pozycji siedzacej, poprawiajac poduszkę, opierajac ja o zimna ścianę. Zmarszczyła brwi i prychnęła cicho.
- Przestań. Mówiłam, żebyś do mnie dzwoniła kiedy tylko będziesz chciała. Nawet jeśli chodzi o zwykły koszmar. Wszystko w porzadku, nie ma go w Brentwood, nie musisz się go obawiać.
Cholera wie gdzie ten cwaniaczek się podziewał. Zapewne siedział w Arabii, o ile nie wybył na żadne spotkanie biznesowe, żeby popisać się swoja totalna ignorancja i przerośniętym ego. Godny zastępca swojego ojca.
- Poradzisz sobie? Przyjść do ciebie?
Oczyma wyobraźni widziała jak próbuje przejść przez wysokie ogrodzenie i wpada w sam środek kłujacych krzaków dzikiej róży. Nie miałaby większych oporów przed opuszczeniem mieszkania o tej godzinie. Wielokrotnie wędrowała ulicami Brentwood o późnych porach, uczac się tym samym, które uliczki lepiej omijać. Nie byłaby to żadna nowość w jej wydaniu.
- Dobrze jest cię słyszeć - mruknęła, przymykajac automatycznie oczy, nawiazujac do faktu, że słowa wypowiadane przez Kalę bardziej przypominały ton, którym posługiwała się dawniej, przed wypadkiem.
_________________



[Profil]
 
 
Kala Dandekar


Wysłany: 2018-02-02, 20:31   

- Byłam głupia. – prychnęła z rozbawieniem. – To znaczy, ten sen wydaje się niedorzeczny.tamta Kala powiedziała dokładnie to samo na temat mężczyzny pragnacego ja dźgnać. Umysł już wtedy płatał jej figla, ale tylko głównie przed egzaminami. Potem umysł nie miał już siły na sny. Przepełniony informacjami i skierowany na konkretny cel był zbyt zmęczony by kreować obrazy zazwyczaj nijak pokrywajace się z rzeczywistościa. Tak samo powinna podejść i do tego co przed chwila zobaczyła, lecz strach, który wtedy czuła, dokładnie taki sam jaki czuła jeszcze jakiś czas temu gdy próbowała wyjść chociażby za granice Dandekarowego ogródka, zmusił ja do głębszej refleksji. Powinna pomyśleć o tym rano, jak się wyśpi i o ile nie zapomni o czym w ogóle śniła.
- Słownictwo. – mówiła to automatycznie, ale nie potrafiła zaprzeczyć słowom Rhei. Podświadomie czuła, że to prawda i nawet nie raniły ja słowa o własnym bracie. Podobnie było z ojcem. Każde złe zdanie Rhei na jego temat po prostu przyjmowała tak jakby ktoś w końcu wypowiedział na głos to, co sama myślała. Niestety ona nie mogła o tym otwarcie mówić. Nie w sposób tak bezpośredni i dosadny jak przyjaciółka. – Nigdy go nie było. – zauważyła marszczac brwi w połowie drogi do szafy. – Nie widziałam go odkad obudziłam się w szpitalu. Nie przyjechał mnie odwiedzić ani.. był kiedy spałam? – przecież leżała w śpiaczce, więc mogła coś przegapić głupio pozwalajac sobie na nutkę nadziei w głosie jakby mimo wszystko doszukiwała się dobrych cech u kogoś, kto na to nie zasługiwał. Zawiedzie się na wieść, że ani razu nie pojawił się w kraju.
- Tak, poradzę sobie. Nie będę cię wyciagać z łóżka. Wystarczy, że ze mna rozmawiasz. – przetrzymała telefon przyciskajac go do ucha ramieniem i wybrała jedna z paru piżam. Miała ich z tuzin. – Ciebie też. – nie wyłapała kontekstu wypowiedzi. Nie była świadoma tego, że wypowiadała się lepiej, bardziej jak ona a nie powypadkowa jakała. Tamta Kala nadal wydawała się obca, ale im mniej myślała o tym by być taka jak dawniej, tym lepiej jej to szło. Nie była tylko pewna, czy na pewno tego chciała. – Eh, mogłam śnić o lepszych rzeczach. – stwierdziła kładac czyste ubranie na krawędzi łóżka. – Na przykład o tobie. – rzuciła ni z gruchy ni z pietruchy zaraz dodajac. – Poczekasz chwilę? Muszę się przebrać, więc odłożę telefon. – zdjęła przepocone ubranie jakby nigdy nic rzucajac je na podłogę. Strach nadal ja prowadził. Podeszła do szafy tylko dlatego, bo rozmawiała z Rhea, ale teraz nie zamierzała oddalać się od łóżka. Zarzuciła na siebie świeża i pachnaca piżamę od razu czujac się lepiej z sama soba, co nie zmieniało faktu, że pełna podejrzeć ciagle zerkała w stronę drzwi. Głupia, nic tam nie ma.
- Już jestem. – powiedziała, gdy złapała za telefon i z powrotem wsunęła się pod kołdrę. – Czyli mówisz, że masz w domu szopa. – nadal to ja dziwiło. – I Hecate. To twoja siostra tak? – miała nadzieję, że nic nie pomyliła. Położyła się na boku okrywajac aż po sama szyję i zamknęła oczy by nie patrzeć ciagle na nieszczęsne drzwi. Nic tam nie było. – Co u ciebie robia? – samolubnie chciała słyszeć ja po drugiej stronie, dlatego dopytała o szczegóły na temat drugiej Aldridge i jej zwierzaka.
_________________

    Bo tak.. tak po prostu.
[Profil]
 
 
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2018-02-03, 14:31   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


- Byłaś po prostu zmęczona - być może tak samo jak teraz? Najbardziej abstrakcyjne scenariusze przychodziły wtedy na myśl, podczas snu. Sama coś o tym wiedziała.
Westchnęła i pokręciła głowa, słyszac typowa uwagę ze strony przyjaciółki. I kogo ona chciała oszukać? Przecież nadal była soba. Miała nawet wrażenie, że te całe sztywniactwo wyuczone przez lata odrobinę ja opuściło. Wcześniej nie zwracała większej uwagi na tę zmianę, jednak przy niektórych sytuacjach była bardziej dostrzegalna. Chociażby wtedy, gdy wybrały się do Southend.
Zmarszczyła brwi, kiedy Kala zaczęła drażyć temat swojego brata.
- Nie kojarzę - zdziwiłaby się mocno, gdyby facet rzucił wszystko, nad czym pracował, aby przyjechać na Wyspy, do swojej siostry. Kompletnie nie potrafiła go zrozumieć. Posiadała jedenaście razy liczniejsze rodzeństwo, a mimo to starała się utrzymywać kontakty z większościa braci i sióstr. Czasami fizycznie nie było to możliwe, ale starała się. To działało ze wzajemnościa, chociażby w przypadku Aphrodite, wracajacej do Brentwood ze względu na swoja starsza siostrę i jej niezbyt ciekawy stan. Nie wyobrażała sobie wychowywania się w domu Aldridge’ów bez całej tej wesołej gromadki, chociaż niejednokrotnie miała chęć zwinać te małe, biegajace wszędzie dzieciaki i sprzedać na pierwszym lepszym targu. Niewykluczone, że któreś z rodzeństwa już tego próbowało. Byli bardzo osobliwa rodzina.
Uśmiechnęła się odruchowo.
- Wystarczy, że widujesz mnie w realnym świecie.
Na pewno częściej niż wtedy, kiedy wyjechałaś na Bliski Wschód.
Cała masa poprzednich wspomnień wydawała się odległa w porównaniu z tym, co teraz przeżywały w swoim towarzystwie. Bynajmniej nie w ten negatywny sposób. Tak po prawdzie nie zdarzały się między nimi poważniejsze kłótnie, chociaż nie tak dawno temu bywały chwile podczas których trudno szło im się porozumieć. Kala prowadziła swoje sprawy na wschodzie, spełniajac swoje marzenia (jak to odbierała Rhea), tymczasem ona kursowała między jednym miejscem, a drugim, często oddalonym o kilkaset kilometrów. To wszystko było ekscytujace i ciekawe, nie mogła na nic narzekać, ale jednak… czegoś jej brakowało.
- Nigdzie się nie wybieram… raczej - dodała jeszcze nim Kala odłożyła telefon, celem przebrania się. W międzyczasie sięgnęła pod poduszkę, spod której wydobyła galaretkowy cukierek, zawinięty w folię. Zmarszczyła brwi po raz kolejny i cisnęła go gdzieś na bok, co przykuło uwagę kręcacego się po mieszkaniu szopa. Zdażyła o nim zapomnieć na te kilka chwil, pochłonięta rozmowa z przyjaciółka. Przewróciła oczami, słyszac wymowny szelest. Już się do niego dobrał.
- Hecate, szop, Miranda. To jej narzeczona. Znaczy, chyba dziewczyna, nie wiem. Za każdym razem jak dopytuję, jest dziwnie niezręcznie.
Przejechała dłonia po twarzy. W końcu postanowiła odpuścić, bo ile można. Co nie znaczyło, że czasami nie miała ochoty na wprawienie biednej Mirandy w zakłopotanie. Była przecież idealnym materiałem na szwagierkę. Przeżyły razem pijanego szopa z pistoletem.
- Słyszałaś o tym huraganie co przeszedł przez Brentwood, prawda? - niedawno po nim próbowały odblokować telefon, skonfiskowany przez pana Dandekara. - Zniszczył im mieszkanie i zdaje się do tej pory nie uporały się ze wszystkimi formalnościami. Chyba będa się przeprowadzać, ale nie mam pojęcia gdzie... i kiedy.
Mogły się zatrzymać w różowej rezydencji Aldridge’ów, ale kto o normalnych zmysłach pisałby się na całe miesiace mieszkania ze stukniętymi rodzicami i potencjalnymi szkodnikami, nawiedzajacymi ten budynek? A tak, Rhea trochę zaoszczędzi sobie na rachunkach. Oby tylko nie wydała reszty pieniędzy na wiadome rzeczy.
_________________



[Profil]
 
 
Kala Dandekar


Wysłany: 2018-02-03, 15:52   

Oto twoja rodzina.
Westchnęła ciężko pamiętajac jak przez pierwsze tygodnie (może nawet miesiace) uważała inaczej. Ojciec dużo pracował, ale nie wydawał się aż taki zły, zaś matka była mniej przez niego kontrolowana. Kala chciała w to wierzyć, widziała to co chciała widzieć albo po prostu nie dostrzegała szczegółów zbyt pochłonięta własnym stanem zdrowia, strachem i koniecznościa przypomnienia sobie czegokolwiek z lat późniejszych niż liceum. Już wtedy rodzice nie byli wzorem, ale przez te lata mogli choć trochę się zmienić, co niestety nie miało miejsca. Tyczyło się to również brata, którego pamiętała najmniej, nawet wcześniejsze wspomnienia zacierały się jakby pokryte tymi lepszymi (chociażby z Rhea). A jednak to nadal była jej rodzina, krew z krwi, pełna obcych sobie ludzi, bo tak na dobra sprawę nie przepadali za soba nawzajem. Łaczyła ich tylko wspomniana krew, lecz i tak Kala czuła się zobowiazania do bycia Dandekarem, do pracy u ojca, robienia matce herbatek gdy była smutna albo do krycia brata, który bez zajaknięcia potrafił zrzucić winę na młodsza siostrę. Robiła to niczym w instytucji, gdzie każde ogniwo miało znaczenie a ci najważniejsi, mimo iż nie lubili siebie nawzajem, powinni się wspierać, bo inaczej wszystko legnie w gruzach. Dandekarowie nie mogli ‘upaść’. Ród musiał zostać niezniszczalny.. nawet jeśli brat ma cię w dupie i ani razu nie odwiedził po śmiertelnym wypadku (prawie śmiertelnym).
- Boja się przyznać, że sa zaręczone? – ludzie zazwyczaj cieszyli się z takich rzeczy i mówili o nich otwarcie, bo to powód do zadowolenia a nie rzecz, która ukrywało się przed światem. Oczywiście w grę mogło wchodzić wiele tajemnic, były narzeczony wariat lub tradycyjna rodzina z wieloma sprzeciwami wobec społecznych odmienności. Powodów mogło być wiele, ale na Allaha, Rhei chyba mogły powiedzieć i jak już chodziło o jakaś rodzinę (nietolerancyjna) to strzelałaby w tę wspomnianej Mirandy niż Aldridge’ów. Byli szurnięci, ale otwarci i mimo wszystko kochani. – Dallas opowiadał, że o swoich zaręczynach powiedzieliśmy od razu. – była ciekawa, czy zadzwoniła wtedy do Rhei. Nie pamiętała, ale czuła, że tak postapiłaby tamta Kala i wcale się nie myliła. Praktycznie pięć minut po włożeniu pierścionka złapała za telefon by powiedzieć o wszystkim przyjaciółce, co jednak nie miało miejsca w przypadku planowanego zerwania przed wypadkiem. Tę kwestię najwyraźniej wolała przemilczeć, ale nie pamiętała. Jeszcze nie, bo poszczególne wydarzenia już do niej wracały, lecz te były zwiazane głównie z praca na Bliskim Wschodzie.
- Tragedia. Ojciec się wściekał, bo zniszczyło fabrykę za miastem. – co usłyszała tylko fragmentami, bo wolała to wszystko przespać. Nie była wtedy zbyt społeczna ani zdolna do przejmowania innymi. Za bardzo pochłonięta soba nawet nie wiedziała, że Rhea miała współlokatorki i szopa. – Ubezpieczenie pokryło straty? – oto dawna Kala szukajaca rozwiazań i dopytujaca się o najmniejsze detale. – Mogłyby zamieszkać w domku gościnnym. – chociaż w taki sposób mogła pomóc a Dandekarowie na drugim końcu ogrodu na pewno mieli takowa chatkę. – Chociaż może ja powinnam to zrobić. – westchnęła przewracajac się na drugi bok. – Wiem, że mieszkanie z rodzicami to słuszna decyzja po wypadku i zapewne nadal nie jestem gotowa, ale przed wszystkim miałam swoje mieszkanie, prawda? – musiała jakieś mieć, chociaż nigdy go nie widziała, bo gdy tylko wróciła ze szpitala jej wszystkie rzeczy trafiły tutaj i do magazynu. Poza tym po zaręczynach zamieszkała z Dallasem, więc ciężko powiedzieć, czy gdziekolwiek miała swoje miejsce. – Chyba, że ty chcesz w nim zamieszkać. – to też jakieś rozwiazanie, ale głupio żeby Rhea musiała opuszczać własne mieszkanie. – Chociaż nie wiem jakbyś zniosła świadomość, że niedaleko jest mój ojciec. – zaśmiała się krótko zwilżajac wargi koniuszkiem języka. To, że Aldridge nie przepadała za panem Dandekarem nie było już żadna tajemnica. Wcześniej Kala nieco dziwnie na to reagowała, ale teraz czuła się z tym dobrze, o czym zreszta wspominałam we wcześniejszym poście. Ktoś musiał mówić na głos o niedoskonałościach tej rodziny. – Rhea, wiem, że rzadko rozmawiamy o twoim wypadku i zapewne nie chcesz teraz poruszać tego tematu. – zaczęła niespodziewanie, lecz na myśl o swoim strachu przed światem zewnętrznym i ukrytymi w głowie wspomnieniami pomyślała o tym, co mogła czuć przyjaciółka. - Boisz się latać? Miewasz koszmary? – zapytała cicho pozwalajac by do słuchawki wkradła się cisza. Nie naciskała, chociaż chciałaby wiedzieć.
_________________

    Bo tak.. tak po prostu.
[Profil]
 
 
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2018-02-04, 02:13   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


- Stawiałabym na to, że Hecate nie jest tego wszystkiego pewna. Kiedy odwiedziłam ja w szpitalu, wypowiedziała imię zupełnie innej osoby.
Miała to na względzie, chociaż od huraganu minęło sporo czasu. Mimo to, postanowiła nie węszyć, nawet jeśli chodziło o jej młodsza siostrę. Była dorosła, miała swoje życie. Podobnie jak Kala, zaręczajaca się z Dallasem. Poczuła automatyczny niesmak, chociaż Kala zerwała ze swoim narzeczonym. Czy naprawdę go kochała, czuła się u jego boku szczęśliwa? Wolała, aby był to sen, niestety słowa przyjaciółki zabrzmiały wtedy aż nazbyt realnie. Musiała dołożyć wszelkich starań aby brzmieć przynajmniej trochę przekonujaco nawet jeśli to wszystko rozdrapywało kolejne rany. Nie mogła powiedzieć na głos tego co czuła do wieloletniej przyjaciółki. Nie chciała przewrócić jej życia do góry nogami, sprawiać, że ich relacje byłyby bardziej napięte. Była jedynie jej przyjaciółka, dziewczyna ze środowiska gorszego niż przeciętne. Musiałaby liczyć na istny cud, żeby pojawił się jakikolwiek cień szansy na cokolwiek więcej. Może Dallas nie był taki zły? Nie prezentował typa z wyższej sfery i chyba to najbardziej ja w nim denerwowało. Był zwyczajny, przeciętny, ale nadal miał przewagę, bo był mężczyzna. To było naturalne, że jej przyjaciółka będzie zainteresowana jedynie płcia przeciwna. Ta cała sprawa od poczatku była dla niej przegrana. Ilekroć o niej myślała, łzy cisnęły się jej do oczu, jednak nie pozwalała sobie na przeżywanie tego. To było bezcelowe. Niczego nie zmieniało.
- Być może, po części… - mruknęła, odgarniajac na bok ciemne włosy, przekręcajac głowę na chłodnej poduszce.
- Nie wydaje mi się, żeby czuły się tak zupełnie luźnie mieszkajac na twoim terenie - miała na myśli przeze wszystkim tę otoczkę wyższej sfery. Całkiem możliwe, że Kala miała akurat okazję wpaść na Hecate, kiedy raz albo dwa odwiedziła dom Aldridge’ów, zapewne dostajac się do środka przez podstawiona drabinę, dotykajaca okna co by nie przechodzić przez kompletnie zaniedbany przód rezydencji. Poczatkowo Rhea obchodziła temat naokoło, bo zwyczajnie wstydziła się warunków, w których mieszkała cała rodzina. Cholera, gdyby mogła, odłożyłaby odpowiednia sumę, aby móc pomóc rodzicom w odbudowie tej walajacej się rudery. Niestety później miała miejsce katastrofa, część odłożonych pieniędzy musiała trafić na konto szpitala, opiekujacego się poszkodowanym pilotem, jednym z trójki ocalałych. Starała się, ale to nic nie dało, bo los po raz kolejny rzucił pod jej nogi kłody.
- Nie musisz się z niczym spieszyć - wypowiadała to nie raz, prawdopodobnie było to jedno z pierwszych zdań, którymi uraczyła Kalę, leżaca na szpitalnym łóżku. Choćby wypowiedzenie jednego słowa miało trwać godzinę, nadal by przy niej siedziała. Tak bardzo cieszył ja widok przyjaciółki – strasznie poszkodowanej i ledwo żywej, ale jednak. Nie straciła jej i to trzymało ja dalej w ryzach, chociaż cały czas nawiedzały ja nieprzyjemne koszmary, zapijane później alkoholem. Wolała nie myśleć o tym, co by było, gdyby Kali nie udało się przeżyć wypadku.
- Wiem, że przez jakiś czas mieszkałaś z Dallasem - jakimś cudem imię byłego lubego Kali przeszło jej przez gardło. - Wcześniej mieszkałaś w Londynie, kiedy tam studiowałaś.
W końcu kierunek prawniczy nie należał do najłatwiejszych. Najpierw trzeba było przebrnać przez teorię, później przez aplikację. Mnóstwo dokumentów i jeszcze więcej latania po różnych wydziałach.
- Byłabym w stanie to przeżyć o ile ty również byłabyś blisko - pozwoliła sobie na delikatny uśmiech, którego przyjaciółka nie mogła dostrzec. Może go wyczuła? Kiedyś to potrafiła…
Przy kolejnym pytaniu zapanowała krótka cisza z jej strony. Na nowo wlepiła wzrok w sufit, przekręcajac się na plecy. Od czego powinna zaczać?
- Tak… - odpowiedziała w końcu, sunac wzrokiem od jednego końca pokoju na drugi. - Sa sny, koszmary, ale… to nie jest prawdziwe. Musi kiedyś minać, nie może tak trwać bez końca.
Podjęła się pewnej próby pokonania własnego lęku przy wykorzystaniu jednego ze znajomych, ale póki co nie mówiła o tym Kali, bo mogłyby paść ostre słowa. Może kiedyś napomknie jej o szczegółach?
- U ciebie już lepiej? - odbiła pytanie, majac na myśli sny, naciagajac na ramiona kołdrę. - Pomijajac ten incydent z Ashishem.
Nagle przypomniały jej się wieczory, które obie spędzały na długich rozmowach. Godzina zdawała się być zaledwie kilkoma minutami. Zupełnie, jakby czas płynał w spowolnionym tempie, a jednak upływał dwa razy szybciej.
_________________



[Profil]
 
 
Kala Dandekar


Wysłany: 2018-02-04, 11:43   

- Racja. Jest tam prawie wszystko. – z pewnościa niczego nie brakowało w domku gościnnym. – Ale brakuje najważniejszego. – swobody, która czułby każdy a nie tylko ci najbogatsi, którym komfort na poziomie burżuazji był jedynym możliwym do przyjęcia. Nie wszystkim to pasowało, co również tyczyło się zachowania Dandekarów. Przy nich każdy czułby się jak wieśniak bez obycia. Tylko Kala zdołała się wybić, co bez watpienia było zasługa Rhei. Gdyby nie przyjaciółka, wchodzac w dorosłość, mogłaby stać się równie zadziorna i dumna. Była taka, ale potrafiła wyjść z tej roli na tyle by w miarę możliwości nie krępować innych. Oczywiście nadal się wyróżniała, ale nie było to tak drastyczne jak zetknięcie się królowej ze stajennym. W końcu Kala nie mogła sobie na to pozwolić pracujac z kobietami na Bliskim Wschodzie. Miała być ich opoka i pomoca dopiero w sadzie pokazujac się od Dandekarowej strony. Bez watpienia niektóre nauki ojca nie szły w las.
- Chwilami nie czuje się tu zbyt dobrze. – przyznała niespodziewanie, bo nigdy do tej pory nie powiedziała o tym na głos. Przed wypadkiem niechętnie chadzała do rodzinnego domu na obiad, ale to było jedyne miejsce, które pamiętała i dzięki temu czuła się w nim bezpiecznie. – Jestem praktycznie sama. Diane stara się jak może, ale to nie ona powinna o mnie dbać. Płaca jej za to i.. ojciec wydaje się dziwny. – pan Dandekar od zawsze był nietypowym człowiekiem, ale teraz zachowywał się inaczej niż zwykle. Oczywiście rzadko bywał w domu, ale kiedy w nim przebywał wydawał się niespokojny i jak tylko miał okazję wypytywał Kalę, jak się czuje i czy coś sobie przypomniała. Był szczerze zainteresowany przynajmniej przez parę minut aż do końca wypowiedzi córki. Potem zamykał się w gabinecie i pracował albo relaksował się przy whisky.
- Mam wrażenie, że przeceniasz moje towarzystwo. – stwierdziła i nawet cicho oraz krótko się zaśmiała, bo o dziwo czuła się skrępowana. Tego typu słowa od przyjaciółki nie były niczym zaskakujacym. Odkad pamiętała (hue hue) Rhea ja wspierała i czasami poprzez słowa zapewniała, że była dla niej ważna. Ostatnio jednak coś się zmieniło, czego Kala nie spodziewała się tak samo jak wspomnień, które uświadomiły ja, czemu płakała we wspomnieniu pojawiajacych się za każdym razem, gdy widziała przyjaciółkę. Nie myślała o tym non stop, ale tamten smutek nieustannie o sobie przypominał aż w końcu zrozumiała skad on się wział i jak bardzo niestosowne było przyjmowanie komplementów od Rhei; jak bardzo to ja krępowało i momentami nie wiedziała, co powinna myśleć. To przyjaźń. Ona o tym wie.
- Przykro mi. – chyba nigdy tego nie powiedziała. – Kochałaś latać. Kochałaś, prawda? – skad to stwierdzenie w jej głowie? Nie była pewna, dlatego szybko dodała pytanie, chociaż czuła, że dla Rhei to była ogromna strata. W końcu podjęła się tej próby, uczyła pilnie i zgodziła by Kala poprosiła ojca o pomoc w sprawie pracy (co na pewno było trudne do przetrawienia). Człowiek nie godził się na coś tak po prostu.. jeżeli mu nie zależało.
- Tak, czuję się lepiej. – zdecydowała się odpowiedzieć ogólnikowo, bo nie tylko w kwestii koszmarów dało się dostrzec pewne zmiany. Cieszyła się z faktu, że przez ostatnich parę dni nie śniła o wypadku, chociaż te obrazy nigdy nie miały sensu, bo za każdym razem samochód był inny, ulica nie ta, jej podejście do sprawy, kroki, to co trzymała w dłoniach.. za każdym razem było inaczej, bo mózg ciagle próbował zapełnić czymś pusta przestrzeń nie zmieniajac jednej rzeczy; strachu, przerażenia i bólu, który czuła zanim straciła przytomność.
- Wiesz, że zawsze możesz do mnie zadzwonić? – tak jak ona teraz. – Przez pewien czas byłam niedostępna, ale już jestem. – musiała wrócić do życia nawet jeśli nadal była niekompletna. – Przeżywamy coś trudnego Rhea. – stwierdziła cicho acz z pewnościa w głosie, który na chwilę zamilkł, bo musiała dać sobie czas do namysłu. – Ostatnio znalazłam coś w notatkach na swoim komputerze i myślę, że byłam naprawdę dobra w tym co robiłam. – skromność przede wszystkim, ale nie o to jej chodziło. - Mam dobra i zła wiadomość. – zaczęła cytować kulac się pod kołdra, bo te słowa mogłaby skierować również do siebie na co ostatecznie się zdecydowała. – Zła jest taka, że już nigdy nie będziemy takie same. Straciłyśmy coś ważnego i czujemy, że już nigdy nic nam tego nie zastapi. – każda w innym znaczeniu, ale wszystko się zgadzało. – Dobra wiadomość jest taka, że gdy pozwolimy sobie cierpieć, czuć ból i strach to przypomni nam, jak ważne dla nas było to, co straciłyśmy. Przestaniemy to odpychać, przyjmiemy do wiadomości i co najważniejsze, coś z tym zrobimy. – musiały coś zrobić, bo tkwienie w miejscu nic nie dawało. Kala była tego idealnym przykładem, bo choć starania nie należały do najłatwiejszych, bolała ja głowa, męczyła się i miewała ataki paniki to robiła co mogła by wrócić.. by sobie przypomnieć. – Pozwól sobie cierpieć Rhea. – poprosiła, bo do tej pory przyjaciółka nie skarżyła się na swój stan i choć mogła ten etap mieć już za soba to Kala wolała spróbować zarazem upewniajac się, że z przyjaciółka było wszystko w porzadku. O ile było.
_________________

    Bo tak.. tak po prostu.
[Profil]
 
 
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2018-02-04, 14:11   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


- To znaczy, że jest jeszcze szansa na wycieczkę do Zachodniej Europy? - wywnioskowała, chociaż nie mówiła tak zupełnie poważnie. Nie miała nawet pojęcia czy pan Dandekar pozwoliłby swojej jedynej córce na taka samodzielność, biorac pod uwagę ciagłe widmo wypadku. Nadal był podejrzany.
- Chce cię kontrolować, pewnie boi się, że zrobisz coś głupiego czyli cokolwiek co nie szłoby po jego myśli - zatrzymała się na chwilę. Miała wrażenie, że nie musiała tego wszystkiego mówić - nastawiać najlepsza przyjaciółkę przeciwko jej ojcu, jak nazwałby to wielki znawca we własnej osobie. Czy tego chciał czy nie, jego córka była dorosła i nieubezwłasnowolniona, mogła więc snuć własne plan, nie uwzględniajac w tym wszystkim swojego szanownego ojca. To spotkałoby się z jego gniewem i chociaż Rhea wiedziała, że Kali zdarzało się kłócić z ojcem, nigdy nie zdenerwowała go do tego stopnia, aby ten chciał się na niej dosadnie zemścić. Chociaż… nie, wolała nawet nie brać pod uwagę tego scenariusza. Nie mógłby stać za tym całym wypadkiem, nie zrobiłby tego własnej córce. Musiałaby być potworem, kompletnie pozbawionym rodzicielskich uczuć, a nadal mówiłby bzdury w stylu to dla twojego dobra.
Nie widziała nic złego w rzuceniu kilku niezobowiazujacych komplementów. Zwyczajnie mówiła to, co myślała. Tym razem pozwoliła sobie na większa swobodę, chcac w pełni przekazać Kali, że naprawdę bardzo się kiedyś przyjaźniły nawet jeśli chodziło między nimi do kłótni.
- Byłaś moja najlepsza przyjaciółka… nadal możesz nia przecież być. O ile tego chcesz.
Po tylu latach to wcale się nie zmieniło. Miała innych znajomych, kumpli, koleżanki nawet nieco lepsze przyjaciółki, jak Joan, ale to z Kala łaczyło ja coś, czego nie potrafiła wypracować z nikim innym. Zupełnie, jakby w niektórych momentach czytały sobie w myślach. Nie tak dosłownie, bo wtedy wszelkie sekrety szlag by trafił, ale nadal coś w tym było.
Niekoniecznie chciała poruszać temat latania, ale czy kiedykolwiek nadarzy się lepszy moment? Musiała przyzwyczajać swoje myśli do patrzenia na rzeczywistość bez potrzeby ucieczki.
- Nic innego nie chciałam robić w życiu- przytaknęła na słowa przyjaciółki. To i tak było dużo. Nikt od Aldridge’ów nie osiagnał więcej, chociaż każdy starał się na swój sposób poskładać życie, przeważnie z dala od rodzinnego domu. Bywało trudno, szczególnie z reputacja dziwaka.
- Po tym jak los próbuje jednocześnie odebrać ci dwie najważniejsze rzeczy w życiu… - była o krok od powiedzenia czegoś za dużo. Musiała to poprawić.
- Tę rzecz…
Tchórz. Pod tym względem zachowywała się podobnie, jak kiedyś. Kiedy tylko niebezpiecznie zbliżała się do tematu, kwestionujacego ich przyjaźń, próbie zdefiniowania jej w zupełnie inny sposób, sprawnie przeskakiwała do czegoś innego. Pierdolić to. Teraz były w innych miejscach w swoim życiu, zupełnie jakby los w pewnym momencie przekręcił ich codzienność dodajac mnóstwo nieprzyjemnych skutków ubocznych. Nie były już takie, jak kiedyś. Nie musiała ukrywać pewnych faktów.
- Najpierw twój wypadek, później ta katastrofa. Prawie nikt nie przeżył, na pokładzie były dzieci, ludzie lecieli na wakacje całymi rodzinami…
Musiała mocno zacisnać brwi, żeby powstrzymać przypływ negatywnych emocji, towarzyszacych jej kiedy była jedynie w swoim towarzystwie gdzieś w ciemnej uliczce, na opuszczonej ławce. Wolała nie budzić w przyjaciółce podobnych odczuć, dlatego zatrzymała się w którymś momencie, żeby nabrać powietrza w płuca. Słuchała kolejnych słów Kali, czujac się jak na sesji u psychologa czy tam psychiatry (w zależność od zaawansowania), jednak ani trochę jej to nie przeszkadzało. Czuła przyjemne ciepło, kiedy słyszała spokojny głos po drugiej stronie, oferujacy pomoc, która wcześniej odtracała, gdy ludzie wyciagali w jej stronę dłoń.
Pokręciła nieznacznie głowa, unoszac dłoń do skroni.
- Nie chodzi o ten pieprzony ból, on jest wszędzie, nie ważne czy próbuje się go zapić czy nie, to wszystko próbuje wyjść na wierzch, a nikt tego nie rozumie w taki sam sposób - stwierdziła, czujac w środku podenerwowanie. Czyżby cierpiała niedostatecznie długo? W poczatkowych miesiacach cały czas odczuwała niepokój i złość na cały świat nie chcac zawracać sobie głowy tym, co będzie kiedy wyjdzie ze szpitala. Nie powinna nadawać swojemu cierpieniu tak bardzo indywidualnego charakteru, bo to nie tak, że nikt nie chciał jej pomóc. Było wręcz przeciwnie, ale przez te zainteresowanie ponownie czuła się jak ścigana przez dziennikarzy kobieta ocalała po katastrofie.
- Nie zawsze byłam z toba szczera i myśl, że mogłabym nigdy nie powiedzieć ci o pewnych rzeczach przez ten wypadek… - ponownie przekręciła się na bok i przymknęła oczy. Wielokrotnie układała sobie w głowie pewne zdania, ale brzmiały tragicznie. Były pełne wyrzutów, nieukierunkowanej złości. Sama nie miała pewności czy w ogóle dojrzała do tego, aby podzielić się z Kala usilnie ukrywanymi wcześniej myślami.
- Można upaść jeszcze niżej…? - słowa skierowała bardziej do siebie przez co wypowiedziała je przyciszonym głosem, stłumionym odrobinę przez poduszkę, do której jeszcze bardziej przycisnęła skroń.
_________________



[Profil]
 
 
Kala Dandekar


Wysłany: 2018-02-04, 20:43   

- Oczywiście, że chcę głuptasie. – poczuła ulgę czujac słowa o przyjaźni. To oznaczało, że wspomnienia z tamtej imprezy nie były takie ważne, bo najwyraźniej uroiła coś sobie a Rhea tego nie odwzajemniała. Były przyjaciółkami i najpewniej tamta Kala była tego świadoma decydujac się nie mówić o niczym ani ojcu ani samej zainteresowanej Aldridge. Na pewno wprowadziłaby w ich relacji sporo niezręczności i niepotrzebnie sprowokowałaby ojca do większej niechęci do Rhei. Tak miało być, tak pozostało po imprezie i powinno dziać się dalej. Nie należało rozważać czegoś, co nie miało prawa bytu ani najpewniej nie było odwzajemnione. Musiała jednak przyznać, że tamto wspomnienie, konkretniej z łazienki, było przyjemne i ciekawiło ja, jak czuła się później po paru dniach, tygodniach oraz miesiacach. Czy jej przeszło?
Mogła być po wypadku, do niedawna się jakać i posiadać problemy z szybkim myśleniem, ale z każdym kolejnym dniem czuła się coraz lepiej, więc bardziej świadomie wykorzystała zaistniała sytuację. Była przerażona dzwoniac do Rhei, jednak słyszac jej głos czuła się znacznie lepiej, ale w końcu zrozumiała, że nie tylko to nia kierowało ciagnać dalsza rozmowę. Chciała ja słyszeć, ale pragnęła też zrozumieć, porozmawiać o tym, o co nie odważyła się zapytać przy poprzednich spotkaniach. Rozmowa przez telefon dawała poczucie anonimowości, ułatwiała zwierzanie się i choć czuła, że tego nie aprobowała (dawna Kala również wolała spotkania na żywo) to momentami warto było wykorzystać coś, co już i tak miało miejsce. Cieszyła się, że zapytała o więcej niż zwykle a Rhea w końcu powiedziała coś więcej niż ‘to było straszne, ale nie rozmawiajmy o tym, bo zapewne jesteś zmęczona’.
Wina ocalałego. Pomyślała przypominajac sobie to określenie, z którym zdarzało jej się spotkać podczas paru spraw. Zdecydowanie, gdy podchodziła do czegoś rzeczowo, od swej prawniczej strony, to łatwiej szło jej ułożenie wszystkiego w logiczna całość i przypomnienie sobie najważniejsze rzeczy, nawet jeśli to były tylko definicje lub kolejne paragrafy.
Rhea musiała to czuć. Zmagała się nie tylko z wina zwiazana z odpowiedzialnościa jaka ponosiła pilotujac samolot, ale także z myśla, że to właśnie ona przeżyła. Że to nie był nikt inny a właśnie ona. Że przecież mogła przeżyć stewardessa, która osierociła trójkę dzieci, a nie ona.
Zapragnęła być teraz u Rhei i mocno ja przytulić.
- Może powinnaś pozwolić wyjść mu na wierzch? – zasugerowała nienachlanie i cicho wiedzac, że każde nieodpowiednie słowo mogło być zapalnikiem to złości, której chciała uniknać. Mimo iż bardzo chciała dowiedzieć się, co leżało Rhei na sercu to nie zamierzała jej do niczego zmuszać tak samo jak ona powtarzała Nie musisz się z niczym śpieszyć.
- Hej, skarbie. – odparła łagodnie. – Nie zrobiłaś nic złego. Na pewno sa rzeczy, o których ja tobie też nie mówiłam. – na przykład o tym, co czuła tamtego dnia na imprezie, chociaż może.. mówiła? Jeżeli tak, to nie pamiętała. Nie pamiętała także, że przed wypadkiem przemilczała kwestię zerwania z Dallasem. Gdy teraz o tym mówiła, podczas wycieczki do plaże, była pewna, że skoro omawiali to wcześniej już z ex narzeczonym to Rhea także o tym wiedziała. Przemilczała wiele spraw, zwłaszcza zwiazanych z tym, co miało miejsce od chwili, gdy po raz drugi pojechała na Bliski Wschód. Niestety Kala nie była tego świadoma. Wciaż nie pamiętała.. – Na pewno miałaś swoje powody. Ja także. – mogły robić to dla własnego dobra, chociaż dowiadujac się o kłótni przed pierwsza podróża, zastanawiała się, czy zachwiana przez to relacja mogła mieć wpływ na dalszy ciag. Czy pogodziły się na tyle by dalej mówić sobie prawie wszystko. – Jeżeli czułam do ciebie to co teraz to wierzę, że robiłyśmy wszystko by się wzajemnie ochronić. – czasami przemilczenie pewnych kwestii również miało stanowić pewnego rodzaju ochronę drugiej osoby. Dobrym przykładem były komentarze ojca na temat Aldridge, której nigdy ich nie powtórzyła, bo na pewno (niepotrzebnie) by ja zraniły. – I ja tu jestem Rhea. Żyje, więc możesz mi powiedzieć o wszystkim, o czym tylko chcesz. – niekoniecznie o tym co przemilczała do tej pory, bo coś czuła, że to nie byłoby proste, ale była gotowa wysłuchać przyjaciółki i na pewno nigdzie się nie wybierała (szczególnie w zaświaty, chociaż tego nie mogła przewidzieć). – Wiesz czemu do ciebie zadzwoniłam? – zapytała bardziej robiac wstęp niż oczekujac odpowiedzi, która wyprzedziła. – Bo teraz czuje się bezpiecznie. Pomagałaś, byłaś ogromnie wyrozumiała i nadal jesteś, więc pozwól mi.. – zrobiła pauzę słyszac coś za drzwiami, na które spojrzała, lecz napotkała tylko na ciszę. To pewnie ‘dźwięki domu’. – Pozwól mi na to samo. – dokończyła na chwilę zamykajac oczy. – Jesteś teraz bezpieczna. Twój ból.. pozwól mu wyjść, to nic złego. Cokolwiek czujesz, masz do tego prawo. – zapewniła nie zauważajac kiedy dłoń trzymajaca telefon spociła się tak jakby panikowała. Cóż, to prawda. Bała się, że powie coś nie tak, chociaż z drugiej strony nawet popełniane błędy czasami prowadziły do czegoś dobrego.
_________________

    Bo tak.. tak po prostu.
[Profil]
 
 
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2018-02-05, 00:53   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


Nie chciała się dzielić tym cały bólem, sprawiać żeby wypływał na wierzch, obierajac samej sobie resztki kolorów z codzienności. Nigdy wcześniej nawet nie rozważała tak tragicznego scenariusza. Czasami zdarzało jej się podśmiewać na szkoleniach, że pierwszego lotu na pewno nie przeżyje ze względu na pomylenie randomowych przycisków w kokpicie. Teraz zdecydowanie mniej byłoby jej do śmiechu. Można uznać, że się doigrała. Tyle razy próbowała pogrywać sobie z losem, szczególnie w czasach licealnych, że koniec końców ten ja dopadł i uderzył mocniej, niż mogła się spodziewać. Do tej pory trudno było się pozbierać, ułożyć kawałki zniszczonej całości. Nie pasowały już do siebie tak samo, jak kiedyś.
- W jaki sposób mógłby wyjść na wierzch? Powinnam coś rozwalić kijem?
Zapewne nie raz i nie dwa to robiła. Niekoniecznie w towarzystwie Kali, bo nie chciała przy niej zbyt często ukazywać swojej agresywnej strony osobowości. Liczyła się z jej zdaniem, a czuła, że w pewnych momentach cierpliwość dziewczyny mogłaby zostać wystawiona na ciężka próbę. Podobnie jak wtedy, po pierwszym wyjeździe przyjaciółki na wschód.
Pokręciła głowa i odetchnęła po raz kolejny, zerkajac na ciemny ekran telewizora, na którym odbijały się cienie. Na pewno istniały tematy, których bały się poruszyć. Teraz wydawały się mniej zakazane, o ile Kala o nich zapomniała. Mogłaby wykorzystać swoja powypadkowa wersję, aby dotrzeć do prawdy, czasami udać, że czegoś nie kojarzyła. Aldridge nawet nie podejrzewałaby ja o kłamstwo, bo… kiedyś bez problemu potrafiły wyczuć kiedy ta druga coś kręci. Mniej więcej przez to niektóre kwestie lepiej było pominać, zignorować niż kłamać w żywe oczy, udajac, że to prawda. To by nie przeszło tak łatwo.
Nadal nie wiedziała co przemawiało przez jej przyjaciółkę, kiedy zdecydowała się zerwać zaręczyny ze swoim niedoszłym mężem. Pokłóciła się z nim? Uznała, że przenosi się do Arabii na stałe, a tam nie ma dla niego miejsca? Nie powinna tego roztrzasać, nie dotyczyło to jej bezpośrednio. Dlaczego o tym myślała? Czyżby podświadomie na coś liczyła? Nie, to byłoby niedorzeczne.
Czułam do ciebie to, co teraz? Poprawiła głowę na poduszce, marszczac brwi z konsternacja. Co konkretnie czuła? Musiała to wiedzieć… Odpowiedź pojawiła się w którymś momencie, poprzedzona kolejnymi słowami, skłaniajacymi do otwarcia się.
- To nie jest takie łatwe - przejechała opuszkami palców po prawej brwi, jakby chciała przez ten gest zebrać więcej myśli. - Wszystko mi się miesza, przeskakuje między soba.
Morze pełne krwi, ozdobione zniszczonymi kawałkami kadłuba, widok przyjaciółki, podłaczonej do aparatury, skumulowana frustracja, odczuwana zimnego wieczora, kiedy po raz pierwszy odezwała się do Kali podniesionym głosem. Gubiła się w tym. Odetchnęła cicho, próbujac wyłapać jak najwięcej powiazanych ze soba fragmentów. Chciała odnieść się do jednego tematu, co okazało się trudne, bo ze względu na sytuację, w której się znajdowała, myślała przede wszystkim o swojej najlepszej przyjaciółce i o tym, co powinna jej powiedzieć zaraz po tym, jak ta obudziłaby się w szpitalnym łóżku, nie tracac tym razem pamięci. Nabrała ostrożnie powietrza w płuca.
- Nie lubiłam Dallasa, bo był dla ciebie kimś, kim ja nigdy nie mogłam zostać - wypowiedziała to szybciej, niż zdażyła się zastanowić nad sensem wypowiedzi. Musiała w którymś momencie to z siebie wyrzucić, a skoro już zaczęła, odwrót nie wchodził w grę. Już się zdemaskowała. Nie widziała Kali bezpośrednio, być może to przez to czuła mniej stresu, wyciagajac na wierzch dawno skrywana prawdę.
- Stałam się przez to straszna egoistka, bo pozwalałam, aby te negatywne emocje wpłynęły na nasze kontakty. Zachowywałam się, jakbym była jedyna osoba w twoim życiu. Nie chciałam tego, przepraszam. Zasługiwałaś na to, aby mieć przy sobie kogoś, kto by cię wspierał, z kim mogłabyś się dzielić problemami, przy kim byłabyś szczęśliwa. Nigdy ci o tym nie powiedziałam, więc… powinnaś o tym wiedzieć.
Odetchnęła nieco lżej, zupełnie, jakby ktoś zdjał z niej niewidzialny ciężar. Trzeba było o tym powiedzieć jakieś pięć lat temu, może to wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej? Nie miała pewności.
- Cholera, powinnam ci to powiedzieć bezpośrednio - westchnęła ze zrezygnowaniem, przymykajac oczy. Czy nie odgrywała w tym momencie roli postaci z typowej teen dramy? Dla lepszego efektu powinna zawrzeć to wszystko we wiadomości tekstowej. Zrzuciła na nia zbyt wiele informacji jak na jedno podejście. Chyba jednak za bardzo się z tym pospieszyła… Mimo to czekała w napięciu na jakakolwiek odpowiedź z drugiej strony, zaciskajac nieświadomie zęby.
_________________



[Profil]
 
 
Kala Dandekar


Wysłany: 2018-02-05, 14:30   

- To niezła metoda, ale nie zawsze się sprawdza. – skadś to na pewno wiedziała, ale teraz bardziej niepokoiła się tym ile razy i co takiego Rhea mogła zniszczyć kijem. – To zależy od tego, co czujesz. – nie znała się na tym, więc po prostu mówiła co myślała i jak sama doszukiwałaby się najlepszej metody na uwolnienie emocji. Najpierw trzeba było je poznać (emocje), nazwać, określić i może nawet wyznaczyć poziom nasilenia. To ostatnie jednak nie było takie ważne, jak sama wiedza i świadomość tego, co targa człowieka w środku, dlatego najpierw należało dokonać rozpoznania a potem leczyć cholerstwo określonymi środkami. Tak by zrobiła jako prawniczka, chociaż medycyna nie była jej konikiem nawet jeśli kiedyś perfekcyjnie znała się na pierwszej pomocy (#zajęcia dodatkowe).
- Nie śpiesz się. – szepnęła cierpliwie czekajac na to, co powie Rhea, która równie dobrze mogła zakończyć temat i niedługo potem też rozmowę. Kala by to zrozumiała, bo sama nieraz prosiła o więcej czasu do namysłu lub po prostu musiała odpoczać, bo głowa znów zaczynała ja boleć. Przez chwilę zastanawiała się czemu teraz było jej lepiej i uznała, że to przez leki, które zawsze brała przed snem i było ich więcej niż w ciagu dnia, bo organizm najlepiej regenerował się gdy człowiek odpoczywał/spał (tak mówia).
Na chwilę świat się zatrzymał. Chciała poprosić by Rhea powtórzyła swoje słowa jakby ich sens umknał gdzieś w przekazie telefon-telefon. Nie była pewna jak ma to rozumieć, a raczej była, ale jej umysł nie pozwalał przyjać tego do świadomości. Od razu zaczęła szukać innego wyjaśnienia rozumiejac, co mogła czuć tamtego wieczoru. Nie chodziło o to, że nie chciała, ale co to mogło oznaczać później.
Starała się słuchać dalej rozumiejac, czemu przyjaciółka z narzeczonym za soba nie przepadali. Dallas był świadom niechęci Rhei. Powodu nie musiał znać. Aldridge doskonale potrafiła okazywać swe emocje (zwłaszcza te negatywne), więc mógł czuć, że było coś nie tak, ale nie wiedział co.
- Nie wiedziałam o tym. - powiedziała bardziej do siebie, bo dopiero teraz wszystko, co usłyszała do tej pory o swojej przeszłości, miało sens. Poszczególne części miały już swoja logikę, chociaż nadał była pełna niewiadomych.
- Z tego powodu się kłóciłyśmy? - nie bezpośrednio na ten temat, bo ciężko dyskutować o czymś, o czym się nie wiedziało, ale powstałe przez ów fakt emocje mogły doprowadzać do dziwnych kłótni.
- Rhea, czy ty..? - nie dokończyła oczekujac, że kobieta zrobi to za nia. Nie chciała wyciagać niepotrzebnych wniosków. Wolała usłyszeć coś wprost wiedzac, że w swym stanie mogła przekręcić wiele rzeczy. Czekajac pomyślała, że lepiej byłoby zaproponować spotkanie i rozmowę w cztery oczy, ale może to właśnie telefon sprawiał, że Rhea zdecydowała się powiedzieć więcej niż do tej pory.
_________________

    Bo tak.. tak po prostu.
[Profil]
 
 
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2018-02-05, 18:09   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


Nie miała pewności co czuje. Czy to frustracja, lęk, niepokój, złość, żal, wyrzuty sumienia. Może wszystko na raz?
- Nie wiem - brzmi jak zbywajaca odpowiedź, ale mówiła szczerze. Czy to nie dziwne, że przez pewien czas chodziła przybita przez własne myśli, a innym razem potrafiła się zupełnie naturalnie uśmiechnać, a nawet zażartować na swój sposób? Częściej w towarzystwie alkoholu, niż na trzeźwo i chociaż wolała ograniczyć sięganie po butelki opatrzone charakterystycznymi etykietami, nie było gwarancji, że przez to nie zwariuje. Hecate i Miranda jakoś utrzymywały ja w ryzach, niestety młodsza siostra również miała skłonności do sięgania po używki. Jakby się nad tym zastanowić – większość Aldridge’ów przejawiała niezdrowe zainteresowanie tym, co powodowało później ból – ten psychiczny badź fizyczny.
- Nikomu nie mówiłam - przynajmniej na poczatku. Kumulowała to w sobie przez długi czas, nim pewnego wieczora przyznała to przed sama soba i którymś z braci w trakcie wychylania butelki wina. Nie było to najbardziej zaskakujace wyznanie.
- Chyba tak - wypowiadała wcześniej słowa brzmiac jak „przeklęty wschód”. Tak właśnie o nim myślała. Dlaczego nie potrafiła uwierzyć w to, że Kala mogła zapoczatkować coś nowego, przyczynić się do poprawy losu niewinnych kobiet? No tak, przecież sama mogła przy tym ucierpieć, narazić się konserwatystom z Arabii, a to wcale nie było takie bezpieczne. Mogła przypłacić to życiem.
- Tak mi się wydaje. Nie znosiłam myśli, że jesteś gdzieś dalej , że w którymś momencie coś może pójść nie tak, a ja nie będę w stanie odpowiednio temu zapobiec. Powinnam cię wtedy bardziej wspierać. Co z tego, że zapewniałaś mnie, że sobie poradzisz… zaczęłam brzmieć jak twój ojciec.
A tego najbardziej się wtedy bała. Nieświadomie próbowała przemówić jej do rozsadku, chociaż uzyskała efekt zupełnie inny. Nie zdecydowała się jednak sięgnać po cięższy kaliber: „Obiecałaś ojcu, że będziesz u niego pracować, w Anglii”. Przemawiał przez nia chorobliwy egoizm, dlaczego tak bardzo nie potrafiła się z tym pogodzić, po prostu sobie odpuścić?
- Tak, wiem, to… głupie - zasłoniła oczy przedramieniem, cały czas przytrzymujac telefon druga dłonia. - Minęło tyle lat, a to cały czas nie daje mi spokoju. Za każdym razem kiedy na mnie patrzysz… chciałabym cofnać czas i poprawić to, co zrobiłam źle.
Zamilkła na chwilę, próbujac ugryźć ten temat od odpowiedniej strony. Nigdy go nie poruszała zbyt wiele razy. Zdarzało jej się czasami wspomnieć o tym w rozmowach z rodzeństwem, ale nigdy nie powiedziała wszystkiego. Im mniej osób o tym wiedziało, tym obie były bezpieczniejsze, po za zasięgiem wpływów pana Dandekara.
- Twój ojciec dawno wybiłby mi to z głowy, o ile kiedykolwiek by się dowiedział... ale nie jestem pewna czy by mu się udało. Nawet nie wiedziałam, że kiedykolwiek będę w stanie się zakochać.
I to w kimś tak nieosiagalnym na pierwszy rzut oka. Przy okazji trzeba było mieć na względzie ojca Kali, o ile rozgniewałaby go na tyle, aby ten zaczał działać. Miał szeroki zakres środków, ale z drugiej strony Aldridge nie była znowu tak zupełnie bezbronna, wystraszona wizja bycia osaczona. Nie ze strony jednej osoby. Była osaczona przez własne wspomnienia i urywki tego, przez co przeszła w ciagu ostatniego roku. Nie miała pojęcia czy dotarła w którymś momencie do umownej granicy wytrzymałości czy już dawno ja przekroczyła. Pokręciła głowa, jakby odrzucała od siebie kolejne myśli, atakujace podświadomość.
- Możemy uznać, że o niczym nie mówiłam, jeśli tak będzie lepiej - nie obrała za cel rozkojarzenia przyjaciółki jeszcze bardziej niż zwykle. Zdobyła się na szczerość, zawsze tak postępowała w jej towarzystwie, szczególnie po wypadku, chociaż postronni obserwatorzy, nastawieni przeciwko Rhei mogli wspominać o jawnej manipulacji przy wykorzystaniu utraty pamięci. Takiego zarzutu nie chciałaby usłyszeć ze strony swojej byłej najlepszej przyjaciółki.
_________________



[Profil]
 
 
Kala Dandekar


Wysłany: 2018-02-05, 21:19   

Zamknęła oczy starajac się przypomnieć sobie cokolwiek z przeszłości. Już wcześniej wróciły do niej urywki wspomnień, ale to nie wystarczyło. Często niejasne i niespójne obrazy sprawiały, że czuła się jeszcze bardziej zagubiona. Wiedziała o kłótniach z Rhea, przynajmniej o niektórych, jak tej przed wypadkiem, o jakiej wspomniał pan Dandekar. O paru innych sobie przypomniała i wydawały jej się normalne. Były czymś, co działo się w każdej relacji międzyludzkiej, ale teraz była ciekawa, czy w jakiś sposób domyślała się powodów ich zaistnienia. Czy rozumiała skad brała się troska Rhei? Że to nie tylko przez przyjaźń? Że było coś więcej? A może uważała to za przesadę i faktycznie im częściej się sprzeczały, chociażby o wyjazd, tym bardziej miała wrażenie, że nie walczy z przyjaciółka a własnym ojcem? To mogło być sens. Wiele sensu. Rhea pchana większymi uczuciami i Kala nagle uświadamiajaca sobie, że przyjaciółka przypomina jej pana Dandekara, że zachowuje się jak on wyciagnać z rękawa podobne argumenty. Czy to było wszystko? Czy to była cała prawda z jej (Kalowej) strony? Oh, tak bardzo chciałaby pamiętać nie tylko po to by zrozumieć, ale również by móc powiedzieć Rhei prawdę. Wet za wet.
- To nie jest głupie. – odpowiedziała automatycznie nie chcac przerywać zwierzeń, ale czuła, że musiała to powiedzieć. - Jeżeli o mnie chodzi to nie musisz cofać czasu. Nie pamiętam. – marna próba. – Przepraszam, to był kiepski żart. – poprawiła się od razu nie majac pojęcia jak powinna zareagować. Zazwyczaj w takich sytuacjach milczała pozwalajac drugiej stronie dokończyć by móc skorzystać z tego czasu i wymyślić jakaś rozsadna odpowiedź. Rzadko poddawała się emocjom, bo najpierw je tłumiła, a potem szybko układała odpowiednie słowa. Umiała to robić, lecz tym razem zmieszanie i stres dało się we znaki na chwilę zamieniajac w okropny żart, którego szybko pożałowała.
Znów usłyszała coś o swoim ojcu i na nowo poczuła się tak, jakby miał kontrolę nad całym jej życiem. Był wszędzie.
Milczała tkwiac gdzieś między ogromna chęcia powiedzenia tego, co aktualnie wiedziała a potrzeba zrozumienia ‘więcej’ by nie wyszło, że w jakiś sposób okłamywała przyjaciółkę. Nawet gdyby, to nie byłaby tego świadoma, bo nie pamiętała. To naprawdę było uciażliwe.. szczególnie teraz, w chwili, gdy powinna wiedzieć. Chciała wiedzieć by powiedzieć coś więcej; coś prawdziwego.
- Nie. – odparła od razu majac ochotę schować się cała pod kołdra i zniknać. – Wcale nie będzie lepiej i nie powinnyśmy rozwijać tej rozmowy przez telefon. – to była rozsadna decyzja. – Tylko.. potrzebuje czasu, dobrze? – musiała rozgryźć sama siebie. – Powiem ci, gdy będę gotowa. – zapewniła czujac nagła suchość w ustach. Zeszłaby na dół gdyby nie obawa, która poczuła ponownie patrzac w stronę drzwi. Miniony koszmar nie dawał jej spokoju. – To nie potrwa długo. Obiecuję. – nie powinna tego mówić, bo tak naprawdę nie wiedziała kiedy to wszystko ogarnie. Nawet nie była pewna czy powinna cokolwiek ogarniać, bo może spontaniczność byłaby o wiele lepsza? – Czy będę okropna, jeśli teraz poproszę cię byś poczekała aż zasnę? – zapytała gaszac lampkę obok łóżka, lecz szybko ja zapaliła wolac jednak spać ze światłem. Czuła się teraz jak małe dziecko, które niepotrzebnie ogladało zakazany przez rodziców horror.
_________________

    Bo tak.. tak po prostu.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,16 sekundy. Zapytań do SQL: 7