nawigacja


Poprzedni temat «» Następny temat
Just gals being pals
Autor Wiadomość
Marisol Ramos


Wysłany: 2018-08-14, 14:28   

Akurat angielski był dosyć znanym językiem, a w takiej miejscowości turystycznej znacznie łatwiej natrafić na ludzi, którzy chociaż w stopniu podstawowym opanowali ten język. I może faktycznie mała miejscowość byłaby łatwiejsza do ogarnięcia pod względem atrakcji i rozmieszczenia poszczególnych miejsc, ale akurat z komunikacja mogłoby mieć problemy.
Faktycznie może następnym razem postaraja się o wycieczkę gdzieś, gdzie będa mogły poczuć prawdziwego ducha starożytnego Egiptu. Chwilowo Marisol wystarczyło przechadzanie się po zatłoczonych ulicach nieznanego miasta, trzymajac dłoń towarzyszacej jej dziewczyny. Brzmi całkiem dobrze, prawda? I chociaż wizja grobowców i szczatków dawnej cywilizacji brzmiała kuszaco to studentka była w stanie zadowolić się tym, co miała.
- Korzystamy z instynktu stadnego i idziemy za tamtym tłumem turystów? - zapytała, bo w sumie mogły i skorzystać z takiej nawigacji. Mogły nawet się podłaczyć pod jakaś wycieczkę i posłuchać przewodnika, który opowiadał o zabytkach, bo w sumie czemu nie?
Uśmiechnęła się, kiedy poczuła jak Dani wsuwa swoja dłoń w uchwyt jej dłoni i nie marnujac czasu zacisnęła wokół niej palce, przyciagajac do siebie dziewczynę jeszcze bliżej.
- Jasne. Tak przynajmniej mi się nie zgubisz - powiedziała, spogladajac ukradkiem na przyszła pania chirurg. W sumie mogłaby jej pozwolić trzymać się za rękę nawet bez powodu...

Cóż niektórych atrakcji można skosztować w każdym rejonie świata. I tak. Mowa była teraz o winie, które kupiła od jakiegoś Araba na ulicy. Ale nie byle jakiego Araba tylko jakiegoś ze straganiku, który zapewniał, że polubia jego trunek. Miał rację sadzac po tym w jakim tempie opróżniały butelkę rozmawiajac przy tym na różne tematy i przywołujac liczne anegdotki. Oczywiście wszystko siedzac na podłodze przy łóżku bo jakżeby inaczej. Tak było wygodnie i miały sporo miejsca. Marisol uważnie wsłuchiwała się w opowieść Dani, skupiajac się na jej słowach i obserwujac ja przez cały czas. Na koniec jej monologu jak zwykle zaśmiała się krótko chociaż bardziej było to spowodowane winem krażacym po organizmie niż faktycznymi walorami komediowymi wypowiedzi studentki.
- Przypomniałaś mi o tym jak tata zabrał nas na wakacje do Argentyny... - zaczęła, bo wydawało jej się, że akurat historyjka zwiazana z tym wyjazdem pasuje niejako do tego, co niedawno usłyszała od Woodill. Niestety nie udało jej się opowiedzieć zbyt wiele, gdyż przerwał im jakiś niepokojacy dźwięk rozlegajacy się w hotelu. Mari rozejrzała się wokół nieco uważniejszym wzrokiem zupełnie jakby udało jej się nagle chociaż minimalnie wytrzeźwieć. Zerknęła jeszcze na zaniepokojona Dani i skinęła głowa na jej pytanie.
- Tak. Pójdę to sprawdzić - powiedziała niemal od razu. Zawsze jest dobra okazja do tego, by pokazać się jako odważny wybawiciel niespokojnych dam czy coś w tym stylu. Chociaż z drugiej strony coś jej mówiło, że gdyby teraz znajdowały się w jakimś horrorze to byłaby ta idiotka, która ginie jako pierwsza bo bezmyślnie idzie na seryjnego mordercę czy nadnaturalne niebezpieczeństwo. No cóż... Bywa. Przynajmniej przed śmiercia zdażyła naprawić swoja relację z Woodill.
Ramos podeszła do drzwi pokoju i otworzyła je by wyjrzeć na korytarz, z którego zdawał się dochodzić cały hałas. Znajdujac się w środku nie była w stanie stwierdzić, co to były dokładnie za dźwięki, ale teraz wysunawszy się do połowy na zewnatrz mogła bez trudu zrozumieć o co chodzi. Przynajmniej połowicznie, bo dźwięki wydawane przez istotę koczujaca na korytarzu raczej należały do warkotliwego bełkotu.
Wygladało na to, że ich sasiad nieco zabalował. Najwyraźniej nie były jedynymi, które postanowiły skosztować egipskiego alkoholu chociaż ten facet ewidentnie przesadził, bo znajdował się pod drzwiami swojego pokoju na klęczkach, próbujac je otworzyć jakimś magicznym sposobem. Wydawał przy tym z siebie pełne niezadowolenia dźwięki, które trudno było rozróżnić choć już po chwili Mari rozpoznała kilka ledwo zrozumiałych angielskich przekleństw.
- Otwórz się kieeerwa! - wykrzyknał facet, przeciagajac karta po czytniku przy hotelowych drzwiach. Szarpał przy tym za klamkę i uderzał w ich powierzchnię jakby rytm jego ciosów miał być dodatkowym zabezpieczeniem antywłamaniowym. Coś w stylu cegiełek, w które Hagrid uderzał parasolem przed Pokatna. Chociaż mężczyzna wyraźnie uderzał w drzwi bez ładu i składu.
- Kurghwa! Otwórz się sezamie jebany! - nawet z tej odległości Mari była w stanie zobaczyć, że odrzucona przez niego karta, która nie udało mu się otworzyć pokoju tak naprawdę nie była kluczem do elektronicznego zamka tylko karta kredytowa, która musiał wygrzebać z portfela. Niestety z tego, co wiedziała pokoje nie były jakimś podrzędnym DLC do gier "Hotel Egipski" wydanej przez EA więc wsadzanie w pewne szczelinki kart płatniczych nie było dobrym sposobem, żeby się do nich dostać.
Ledwo duszac śmiech wróciła do własnego lokum i spojrzała Dani, która zapewne chciała dowiedzieć się o co w tym wszystkim biega.
- Spokojnie. Jakiś typ z pokoju obok się nawalił i nie może wejść do środka - wytłumaczyła jej chociaż najlepiej śmiałaby się dalej z całej sytuacji. Nie jej wina, że ten facet wygladał tak zabawnie. Może powinna mu pomóc czy coś? Chociaż nie... Niech się męczy. Przy okazji może im zapewni nieco więcej rozrywki.
[Profil]
 
 
Danielle Woodill



24

stażystka w szpitalu/przyszły neurochirurg

litry kawy i trójka chomików

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Kenai, Terry

Wysłany: 2018-09-01, 11:07   
  

  
Danielle Woodill

  
Who are you when it's 3 AM and you're all alone?

  

  
  
  
  


Argentyna z pewnościa była miejscem, odnośnie którego warto byłoby rozwinać rozmowę. Chociażby ze względu info o południowo-amerykańskich korzeniach Woodill, o których wspominała przy bardziej sprzyjajacych okolicznościach. Była w dużej mierze Walijka, chociaż wygladała dosyć egzotycznie. Nie żeby prawie połowa mieszkańców Wielkiej Brytanii wygladała egzotycznie…
- Czekaj - uniosła się z podłogi krótko po Marisol, poprawiajac splecione z tyłu włosy. To jasne, że nie pozwoliłaby jej umrzeć w pojedynkę, już na poczatku tego całego horroru. Nie dość, że straciłaby najlepsza towarzyszkę wyprawy do Egiptu, to jeszcze zostałaby sama, narażona na cokolwiek czaiło się na korytarzu.
Wino musiało chwilę poczekać. Skinęła powoli głowa, kiedy dziewczyna spojrzała na nia kontrolnie, przed przemieszczeniem się w stronę drzwi wejściowych. Niestety, Danielle nie potrafiła odnaleźć wzrokiem czegokolwiek, co nadałoby się na broń, mogaca służyć jako ewentualny ogłuszacz, w razie niebezpieczeństwa. Z reszta, spójrzmy prawdzie w oczy – Woodill najpewniej nie trafiłaby za pierwszym razem, walczac jednocześnie z wyrzutami sumienia, dla których powinna zostawić ewentualnego nieznajomego w spokoju. O ile rzecz jasna nie rzuci się na nie, zagrażajac bezpośrednio ich życiu.
Zatrzymała się gdzieś niedaleko drzwi, robiac za tak zwane wsparcie, kiedy Mari wyszła pierwsza. Właściwie, to było całkiem cicho o tej godzinie. Nic dziwnego, w końcu cisza nocna obowiazywała od pewnego czasu. Dobiegł do niej jednak głos biedaka, klęczacego niedaleko drzwi, prowadzacych do innego pokoju hotelowego, czego póki co nie mogła dojrzeć. Nim zdażyła zapytać studentki o sytuację, ta wycofała się do pomieszczenia, przez co Dani ściagnęła nieznacznie brwi w pytajacym geście.
- Jak to nie może wejść? - zdawało jej się, że nawet pijani nie powinni mieć większych problemów ze zwyczajnym wydobyciem karty, celem wsunięcia jej do specjalnej szczeliny. Nie mógł trafić? Cóż… to był poważny problem niektórych ludzi po alkoholu, czego akurat Woodill nie była póki co świadoma.
Powoli sięgnęła do ramienia Marisol, jakby przesuwała ja na bok, aby mogła swobodniej zerknać na wspomnianego poszkodowanego. Rzeczywiście. Nie dość, że nie mógł wejść, to na dodatek wygladał trochę, jakby się modlił.
- Powinnyśmy mu pomóc - szepnęła do swojej towarzyszki, szybko przykładajac wierzch dłoni do ust, kiedy czknęła niespodziewanie. - Albo przynajmniej sprowadzić kogoś bardziej obeznanego w temacie, ale nie mam pojęcia czy w recepcji ktokolwiek siedzi o tej godzinie.
Zerknęła jeszcze spod lekko zmrużonych oczu na monitoring, oznaczony czerwona kropka, w rogu korytarza. Nie miały pewności, że ktoś inny ruszy na pomoc nieszczęśnikowi, a po alkoholu wiele ludzi chciało poczuć się bohaterami z prawdziwego zdarzenia. Pomijajac ta cała Dankowa empatię, względem ludzkich tragedii. Nawet takich zwyczajnych, jak niemożność dostania się do hotelowej ziemi obiecanej. Ktoś musiał mieć wcześniej przeprawę przez Morze Czerwone… albo białe. Albo inne, cokolwiek z egipskich specjałów miał okazję próbować.
- Przepraszam, proszę pana… - wyminęła powoli Mari, wychodzac tym samym na korytarz, pochylajac się w stronę nieznajomego, przy jednoczesnym zachowaniu odległości. Dojrzała kartę płatnicza, stanowiaca samozwańczy klucz do hotelowych włości, niestety wadliwy. Facet jakby w zwolnionym tempie obrócił się w jej stronę, poprawiajac zsuwajace się z nosa okulary. W pewnym momencie oniemiał niespodziewanie, zupełnie, jakby zobaczył jedno z egipskich bóstw we własnej osobie, których wizerunkom przygladał się jeszcze dobrze kilka godzin temu.
- Wydaje mi się, że używa pan złej karty.
Mówiła do niego?
_________________



[Profil]
 
 
Marisol Ramos


Wysłany: 2018-12-05, 23:42   

Oczywiście opowieść o wakacjach w Argentynie była ciekawa z wielu powodów i Mari chciała ją opowiedzieć nie tylko ze względu na latynoskie korzenie Dani. Po prostu naprawdę dobrze wspominała spędzony tam czas i chciała się podzielić tymi wspomnieniami z dziewczyną. Zwłaszcza tą zabawną częścią, która akurat jakoś przypasowała do poprzedniego tematu rozmowy. Zresztą po alkoholu zwykle rozmowy wędrowały po krętych ścieżkach i tak w jednej chwili rozmawiać można było o rybołówstwie u wybrzeży Tasmanii, a następnie przejść na temat rozwoju kolarstwa w Kenii przy czym to wszystko miałoby sens.
Ramos spojrzała na swoją towarzyszkę, gdy ta wstała i postanowiła do niej dołączyć. Nie bardzo jej się to podobało, ale jedynie spojrzała na nią spod ściągniętych brwi, nie ważąc się odezwać ani słowem. Cóż gdyby naprawdę były w horrorze to zwykle umiera ten, który pierwszy poszedł sprawdzić dziwne dźwięki czyli w tym przypadku właśnie Marisol. Dlatego nie widziała sensu w tym, żeby Woodill do niej dołączała. Niby im więcej tym raźniej, ale akurat w przypadku umierania to wolałaby jednak ze sobą jej do grobu nie brać. Najlepiej jakby nikt nie umierał, ale jeśli już ktoś musi to najlepiej po prostu zminimalizować straty.
Mari nie potrafiła jej wytłumaczyć komizmu całej sytuacji, której świadkiem była na korytarzu, gdy tylko wychyliła się z pokoju. Gdyby tylko próbowała to najprawdopodobniej skończyłaby śmiejąc się z tego tak głośno, że żadne konkretne słowo nie byłoby w stanie opuścić jej gardła. Zwłaszcza, że po alkoholu niektóre rzeczy zdawały się o wiele śmieszniejsze niż w rzeczywistości. No cóż... bywa. No, ale wykrztusiła krótkie wytłumaczenie i już chciała wrócić do przerwanej libacji dwuosobowej, ale najwyraźniej Dani miała zupełnie inny plan.
Marisol przez chwilę przyglądała jej się ze zdziwieniem. Niestety Woodill miała zbyt miękkie serce, by zostawić pijaka na pastwę losu, a Latynoska nie zamierzała pozwalać, by ta mierzyła się z facetem jeden na jeden. Jeszcze by jej degenerat coś zrobił. Dlatego bez większego protestu , na który nie miała czasu, podążyła za swoją niezjednaną towarzyszką. Na miejscu... cóż Danielle próbowała przemówić do jegomościa, ale ten tylko patrzył na nią wytrzeszczonymi gałami niczym żaba na grzmoty i zdawał się nie pojmować w ogóle, co ta artykułuje.
- Szto? - spytał z naprawdę dziwnym akcentem, który mógł być spowodowany albo przemożnym piciem alkoholu lub rosyjskim pochodzeniem. - Ło so ci chozi?
Co prawda osobnik wydawał się nieszkodliwy, ale mimo wszystko Mari przysunęła się do dziewczyny, by w razie czego móc stanąć między nią, a zagrożeniem. Iście rycerski gest z jej strony. No, ale poza bawieniem się w obrończynię swej damy serca postanowiła także pobawić się w angielsko-angielskiego tłumacza.
- To nie bankomat, pacanie. Kredytówką sezamu nie otworzysz - powiedziała wprost, a facet aż poczerwieniał ze złości, gdy tylko usłyszał skierowane w jego kierunku jakby nie patrzeć obelgi ubrane w dosyć barwne słówka.
- Szto? - powtórzył, próbując się podnieść z podłogi. Efekt był taki, że podciągnął się na ramionach do prostego siadu i nawet udało mu się oderwać dupsko od ziemi, ale gdy tylko to nastąpiło nogi się pod nim ugięły i wylądował tam skąd wstał z efektem wizualnym podobnym do tego jakby ktoś próbował chodzić po tafli lodu i niechcący wykonał szpagat. Tak między nami to przekomicznie to wyglądało, ale krocze po tragicznym kontakcie z podłożem pewnie będzie z pachwinami boleć przez trzy dni.
- So ty muuwisz? Sze ja ni dam rady?! - wybełkotał choć nie miało to żadnego sensu. Wyglądało na to, że pijaczek kumulował alkoholowe siły i może po chwili jakoś zbierze chakrę i przy wyjątkowym skupieniu jakoś zacznie przybierać pozycję stojącą wyprostowaną człowieka rozumnego. Chwilowo jednak szanse na to były raczej marne.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 6