Poprzedni temat «» Następny temat
Just gals being pals
Autor Wiadomość
Danielle Woodill








24

stażystka w szpitalu/przyszły neurochirurg

litry kawy i trójka chomików

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Kenai, Terry

Wysłany: 2018-01-13, 13:22   Just gals being pals
  

  
Danielle Woodill

  
I got a habit of seeing what isn't there


Ukryj: 

#outfit na pokładzie samolotu


Kompletnie nie spodziewała się wygranej w loterii, do której kupon wypełniła właściwie od tak, bez większego zastanowienia. Skoro już go podrzucili po marnym zakupie myszki do laptopa (poprzednia została brutalnie zepchnięta na podłogę, kiedy Danka w iście dramatycznym geście poderwała się z łóżka, podczas ogladania horroru w towarzystwie dwóch koleżanek), postanowiła skorzystać. Co jej szkodziło? Zaczęła podświadomie wyobrażać sobie co by było, gdyby wygrała, ale nie brała tego za pewnik. Kiedy szok i niedowierzanie już przeminęły, zaczęła się zastanawiać kogo powinna zabrać jako osobę towarzyszaca. Pomyślała o siostrach, jednak miała na uwadze to, że nie chciała faworyzować żadnej z nich (nawet jeśli lepszy kontakt miała od zawsze z Ricky). Ostatecznie postawiła na Marisol. Dziewczyna wielokrotnie jej pomagała, zasługiwała na odpowiednie odwdzięczenie się za wszystkie zasługi. Darmowa, goraca czekolada to zwykły drobiazg, koniec końców Danielle uznała, że wyjazd we dwójkę jest świetnym pomysłem. Uśmiech sam pojawił się na jej twarzy, kiedy Ramos postanowiła przystać na jej propozycję. Po prawdzie trochę się stresowała, bo nie wyjeżdżała nigdy dalej niż po za Walię, do Brentwood. Musiała się odpowiednio przygotować na spotkanie z inna kultura, dlatego trzy dni wcześniej zaciekle sprawdzała kolejne artykuły internetowe, zasypiajac dopiero koło czwartej nad ranem. Odrobinę wystraszyły ja te wszelkie sugestie odnośnie szczepień, jednak zamierzała zaryzykować. Czuła się na siłach, po za tym, odkad przepisano jej odpowiednie leki na serce, zdecydowanie mniej się denerwowała.
Zerknęła przelotnie na górę notatek, leżacych na biurku. Rozważała zabranie ich ze soba, ale skoro mogła sobie pozwolić na trochę wolnego, wolała zostawić je w spokoju. Znajac życie, pewnie i tak by do nich nie zerknęła. Poszczęściło jej się o tyle, że na uczelni przegapi jedynie dwa dni, podczas których miała zajęcia. Zdażyła już wcześniej ustalić szczegóły z wykładowcami, nawiazujac niechętnie do swojej sytuacji, zwiazanej ze zdrowiem. Najważniejsze, że udało się wszystko ogarnać. Zasługiwała przecież na kilka dni odpoczynku.
Na lotnisku w Londynie trochę siłowała się ze swoja walizka, prawdopodobnie cięższa od niej samej. Poprzedniego dnia przekopała niemalże cała szafę (ta nowa, z Ikei), chcac zabrać tak wiele ubrań. Dodatkowo musiała się zaopatrzyć w cała resztę różnej maści szpargałów, także bagaż rejestrowany trochę ważył.
Kiedy już zajęła odpowiednie miejsce w samolocie, obok towarzyszki podróży, przykryła się kocem. Dodatkowo miała na sobie bluzę, bo uznała, że tak będzie jeszcze cieplej. Zdecydowanie bardziej przepadała za wyższymi temperaturami, chociaż wychowała się na terenach, gdzie częściej było zimno. Zauważała pewien urok w walijskim klimacie, ale zdecydowanie bardziej ceniła sobie przyjemne ciepło.
W trakcie czterogodzinnego lotu, zdażyła obejrzeć widoki za samolotowym oknem, zamówić kubek zielonej herbaty, żeby koniec końców przysnać, zwijajac się w kłębek, opierajac nieświadomie głowę na ramieniu Marisol. Nawet nie odczuwała upływajacego czasu.
Do ladowania zostało niespełna pięć minut, czego młoda Woodill ogóle nie słyszała, kiedy komunikat pojawił się w głośnikach. Miała założone słuchawki, zamknięte oczy. Mogłaby tak jeszcze spędzić kolejne cztery godziny.
_________________



[Profil]
 
 
Marisol Ramos








26

sprzedawca w Game/studentka literatury

South - West Brentwood

mów mi: Ari

multikonta: Althea, Eleonore

nieobecność: studia i praca nie pomagają w pisaniu

Wysłany: 2018-01-14, 17:51   
  

  
Marisol Ramos

  
A beber y a tragar, que el mundo se va a acabar


Ukryj: 
chyba też wypada wstawić outfit (wcale nie pierwsze lepsze z google grafika!)


Marisol kompletnie nie spodziewała się tego, że zostanie zaproszona przez dziewczynę na coś takiego jak wycieczka do Egiptu. Z poczatku oczywiście odmówiła. W końcu to było nie byle co i Ramos była zdania, że Danielle powinna wybrać kogoś jej znacznie bliższego. Dopiero po dłuższych namowach zdecydowała się na to, żeby jednak wybrać się z dziewczyna za granicę. Oczywiście wymagało to od niej wcześniejszych przygotowań, ale jakoś dała z nimi radę. Przede wszystkim musiała załatwić wszystkie sprawy na uczelni oraz zadbać o urlop w Game. Poza tym były jeszcze zalecane szczepienia przeciw chorobom obecnym w tamtejszym rejonie i inne takie pomniejsze rzeczy.
W przeciwieństwie do Woodill jej bagaż nie był, aż tak okazały. Zawsze mieściła się jakoś w jeden walizce nieważne gdzie i na jak długo jechała. Podobnie było i tym razem. W sumie żal jej było jakoś Dani, która naprawdę męczyła się ze swoimi rzeczami i postanowiła jej jakoś pomóc. Przede wszystkim należało zadbać o to, by dziewczyna nie musiała płacić za nadwyżkę bagażu i stad kilka rzeczy z walizki studentki medycyny znalazło się w tej należacej do Ramos, która miała jeszcze trochę miejsca. A potem mogły śmiało ruszać na pokład.
Mari przygotowała sobie już wcześniej ksiażkę, która miała w swojej torbie, by jakoś spędzić czas w podróży. Oczywiście najpierw rozmawiała ze swoja towarzyszka i obserwowała widoki za oknem, patrzac na nie z podobnym zainteresowaniem co kiedyś mieszkańcy Brentwood, gdy Latynoska wpadła na babcię niosaca ozdoby choinkowe przez co wygladała przez resztę dnia jakby wyszła z krainy błyszczacych jednorożców. Nic dziwnego, że ludzie się potem tak na nia gapili, a tego całego brokatu naprawdę cholernie ciężko było się pozbyć. Jeszcze przez kilka dni przyłapywała się na tym, że jej skóra czy włosy jednak świeca.
Uśmiechnęła się tylko, gdy siedzaca obok dziewczyna zasnęła w końcu na jej ramieniu. Mari poświęciła się zatem lekturze, leniwie przewracajac strony za każdym razem, gdy jej wzrok dotarł do końca ostatniej linii tekstu na kartce. Te cztery godziny minęły naprawdę szybko i kiedy tylko dotarł do niej komunikat o zbliżajacym się ladowaniu, odłożyła ksiażkę i spojrzała na wciaż śpiaca Woodill. Nie miała serca jej budzić, ale trzeba było to zrobić. Ostrożnie sięgnęła dłonia do twarzy Dani i delikatnie pogładziła jej policzek dopóki nie dotarła do kabla od jednej ze słuchawek, która wyjęła z ucha studentki.
- Dani, obudź się. Niedługo ladujemy - powiedziała w miarę cicho, ale miała nadzieję, że na tyle głośno, by wyrwać ja z krainy snów.
[Profil]
   
 
Danielle Woodill








24

stażystka w szpitalu/przyszły neurochirurg

litry kawy i trójka chomików

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Kenai, Terry

Wysłany: 2018-01-15, 23:21   
  

  
Danielle Woodill

  
I got a habit of seeing what isn't there


Poczuła wyraźna ulgę, kiedy okazało się, że Marisol ma w swojej walizce trochę wolnego miejsca.Z tego całego roztargnienia, zwiazanego z pakowaniem ledwo udało jej się skolekcjonować wszystkie, potrzebne rzeczy, które skrupulatnie zapisała w notatniku. Wolała uniknać sytuacji, gdzie zapomniałaby o swoim ulubionym, puchatym kocu (żadnych pluszaków nie wypadało zabierać, bo trochę siara przed towarzyszem podróży), a później musiałaby kombinować maile (w najgorszym razie po arabsku, próbujac ogarnać o co chodzi w tych śmiesznych szlaczkach).
Poruszyła się na ramieniu studentki, tracajac nosem jej szyję wydajac z siebie ciche mruknięcie, pod wpływem przyjemnego dotyku. Poczatkowo nie zwróciła większej uwagi na głos Marisol. W końcu otworzyła prawe oko, te, które nie było zakryte przez długie włosy, rozsypane na kocu i ramieniu Ramos.
- Już? - wychrypiała z przyciszonym głosem, odkasłujac w następnym momencie, przykładajac dłoń do ust. Uniosła delikatnie głowę i zorientowała się w jak jednoznacznej pozycji się znajduje. Co prawda nie trzymała dłoni gdzieś na udzie koleżanki (to by było jeszcze bardziej niezręczne), mimo to poczuła nagły napływ goraca.
- Szybko - dodała jeszcze, wyprostowawszy się na miejscu i zerknęła przez okno, akurat kiedy samolot zaczał znacznie obniżać lot, okrażajac lotnisko.
Dni były krótkie, a noce długie, więc słońce zachodziło już za horyzontem. Dzisiejszego dnia i tak nie miały robić niczego szalonego. Znaleźć hotel, zameldować się, coś zjeść, później zorientować się co będa mogły zwiedzić w Aleksandrii następnego dnia. Najchętniej wyszłaby na zewnatrz i przemierzyła ulice z odpalona pochodnia, wczuwajac się w ten arabski klimat, ale zapewne wpadłaby wtedy w kłopoty. Tego wolała się wystrzegać.
Gdy koła samolotu dosięgnęły powierzchni, wydajac przy tym głośny dźwięk, przypominajacy tarcie, zwinęła koc, starajac się nie wykonywać gwałtowniejszych ruchów.
Już po chwili z głośników wydobył się kolejny komunikat, tym razem przedstawiajacy warunki atmosferyczne i resztę rzeczy, które się mówi po wyladowaniu, bo tak, a nie inaczej.
Na zewnatrz, przed terminalem, miał na nie czekać transport do hotelu, załatwiony przez firmę, dzięki której Danielle mogła sięgnać po wygrana.
- Nadal nie wierzę, że to robimy - spojrzała przelotnie na Marisol, chowajac koc do plecaka, robiacego za bagaż podręczny - Że jesteśmy w Egipcie.
Posłała dziewczynie szeroki uśmiech kiedy już uporała się ze schowaniem miękkiego materiału. Przewiesiła sobie kurtkę przez przedramię, poprawiajac przy okazji rękawy od bluzy. Temperatura wskazywała na prawie dwadzieścia stopni, nie musiała więc narzucać na siebie dodatkowej warstwy odzieży. Słuchawki postanowiła owinać sobie wokół szyi, nie na tyle pokrętnie żeby przypadkowo się udusić. Not today, satan.
Kolejka, prowadzaca na zewnatrz ruszyła całkiem sprawnie. Nie musiały stać w miejscu zbyt długo. W ciagu kilku kolejnych chwil weszły do głównego budynku lotniska El Nouza, któremu Woodill zaczęła żywo się przygladać.
- Jak tu inaczej - wyrzucała z siebie kolejne słowa, niemalże wpadajac na młodego mężczyznę, prowadzacego walizkę z bagażem podręcznym. Spojrzał w jej kierunku posyłajac Walijce ujmujacy uśmiech.
- لديك شعر جميل!
Zmarszczyła brwi, przywołujac niepewnie uśmiech. Facet wykonał jeszcze okrężny ruch dłonia, wokół swojej głowy i szeroko się uśmiechajac, poszedł dalej, w stronę wyjścia z budynku.
- Ciekawe co powiedział - odwróciła się w stronę Mari, podażajac razem z dziewczyna nieco dalej, celem odebrania bagażu rejestrowanego. Gdyby tylko pomyślała o tym, aby zapamiętać tę frazę! Mogłaby później jakoś fonetycznie ja przytoczyć, zerkajac do słownika w telefonie, ale cóż. Zmarnowana okazja.
_________________



[Profil]
 
 
Marisol Ramos








26

sprzedawca w Game/studentka literatury

South - West Brentwood

mów mi: Ari

multikonta: Althea, Eleonore

nieobecność: studia i praca nie pomagają w pisaniu

Wysłany: 2018-01-26, 21:36   
  

  
Marisol Ramos

  
A beber y a tragar, que el mundo se va a acabar


To była w końcu Mari, a jej dużo do życia nie było trzeba to i miejsce w walizce się znalazło. W końcu nie wynosiła się na aż tak długo z domu także niektóre rzeczy w ogóle mogły jej się nie przydać więc lepiej od razu je zostawić w mieszkaniu. Chociaż istniało ryzyko, że przez to mogła czegoś zapomnieć. No, ale zawsze się coś potem wymyśli!
Uśmiechnęła się delikatnie widzac jak dziewczyna powoli wraca do rzeczywistości. Chociaż jak dla niej lot mógłby jeszcze potrwać. Nie miałaby nic przeciwko dalszemu użyczaniu ramienia dziewczynie. W końcu nie było jej jakoś niewygodnie i w ogóle... No, ale jak trzeba to trzeba.
- Już - potwierdziła, pakujac wcześniej czytana ksiażkę do torby stanowiacej jej bagaż podręczny. - Tak spałaś, że dodatkowe kilka godzin nie zrobiłoby ci różnicy.
Przynajmniej tak to wygladało i gdyby Ramos miała zdecydować to faktycznie przedłużyłaby trochę ten lot, żeby nie budzić dziewczyny oraz nie przerywać sobie czytania lektury. Tylko kto wie czy wtedy nie obleciałyby całego równika. Mogłoby i tak się zdarzyć. Dlatego może jednak lepiej wysiaść tam gdzie trzeba.
Aleksandria na nie czekała i Marisol liczyła na to, że zobacza najwspanialsze cuda tego legendarnego miasta, które z pewnościa chciała kiedyś odwiedzić. Zreszta takich miejsc było na całym globie bardzo wiele także już jedno mogła sobie odhaczyć z listy do zwiedzenia. Choć zapewne nie sposób je dobrze poznać w czasie jednej takiej wycieczki.
- Nadal nie wierzę, że zabrałaś mnie ze soba - dodała jeszcze Latynoska skoro już mówiły o tych niespodziewanych sprawach. No bo niby kim ona była dla Dani, żeby ta ja zabierała na podobne wyprawy? Była w końcu tylko koleżanka i nikim więcej. Wciaż czuła, że lepiej by było gdyby Woodill zabrała z soba kogo innego, ale... no nie mogła jej odmówić!
Odwzajemniła uśmiech dziewczyny i ruszyła razem z nia, by przejść wszelkie procedury, które miały miejsce po każdym ladowaniu i odebrawszy bagaże mogły już przemierzyć główna halę lotniska, kierujac się do wyjścia, gdzie miał na nie czekać podstawiony transport. Mari chłonęła otaczajaca ja scenerię, starajac się już wyłapać różnice między obecnym otoczeniem, a rodzimym krajem. Wydawało jej się, że tyle rzeczy było tu zupełnie innych, a mimo wszystko w pewien sposób były one podobne do tego, co znała.
Spojrzała ze zdziwieniem na mówiacego coś po arabsku faceta, w którego wlazła Danka i mimo, że za cholerę nie ogarniała języka to jednak domyśliła się, że coś pozytywnego to z pewnościa nie było. Nie miała jednak zamiaru łamać danusiowego serduszka, które przepełnione było niewinnościa i wiara w ludzkość.
- Nie mam pojęcia. Pewnie jakieś witamy w Egipcie - odpowiedziała, ale miała wrażenie, że nie zabrzmiało to jakoś szczególnie przekonujaco. - Nasz transport powinien być gdzieś tam, nie?
Nie ma to jak szybka zmiana tematu, ale Mari chciała ogarnać jakoś ten cały przyjazd do hotelu, żeby już móc rozpoczać odpowiednio wszystkie egipskie przygody.
[Profil]
   
 
Danielle Woodill








24

stażystka w szpitalu/przyszły neurochirurg

litry kawy i trójka chomików

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Kenai, Terry

Wysłany: 2018-02-02, 23:54   
  

  
Danielle Woodill

  
I got a habit of seeing what isn't there


Na fotelu w samolocie było jej całkiem wygodnie, jednak w którymś momencie musiały przecież dotrzeć na miejsce. Wreszcie będzie mogła pozwolić sobie na odpoczynek od codziennych obowiazków. To zapewne ze względu na wyczerpanie byłaby w stanie przespać więcej czasu. Nie powinna z tym przeginać w druga stronę, bo większość wyprawy prześpi, a nie o to w tym wszystkim chodziło. Chciała zobaczyć jak najwięcej zapierajacych dech w piersiach widoków.
Posłała Marisol nieznaczny uśmiech, zgadzajac się niemo z jej słowami. Znacznie częściej towarzyszyło jej połaczenie typu łóżko i ciepły koc, niż klub i drinki. Od tego drugiego miała już większa przerwę, bo ostatnim razem w podobnym przybytku miała okazję przebywać podczas pierwszego spotkania ciemnowłosej studentki literatury. Nie, nie będzie teraz o tym myśleć. Miały inne rzeczy do ogarnięcia.
- Bardzo mi pomogłaś w ostatnim czasie, po za tym… lubię kiedy jesteś blisko - końcówkę zdania powiedziała już nieco ciszej, odwracajac wzrok ze względu na zawstydzenie zwiazane z nieprzemyślanym zdaniem. Sięgnęła odruchowo po telefon, pod pretekstem sprawdzenia godziny, a przy okazji przestawienia czasu na ten Egipski. Oby tak dalej, a Woodill zapadnie się pod ziemię już pierwszego dnia ich wspólnej przygody.
- Hm, pewnie tak - mruknęła jeszcze w kontekście miejscowego jegomościa, mówiacego po arabsku. Nie zrobiła dodatkowego researchu celem przyswojenia przynajmniej podstawowych zwrotów. Dla niej brzmiały tak, jakby ktoś próbował mówić, płuczac równocześnie gardło. Przedziwny język, ale interesujacy!
Podniosła w końcu wzrok, aby rozejrzeć się po otoczeniu, na zewnatrz lotniska. Zmrużyła oczy, szukajac odpowiedniej taksówki. Miała być biała, podobnie jak kartka trzymana przez kierowcę…
- Widzę go - oznajmiła, posyłajac uśmiech facetowi od taksówki. Spojrzała przelotnie na Mari i złapała za uchwyt od wyładowanej po brzegi walizki celem podejścia do ich szofera. Przywitała się z nim po angielsku, po czym taksówkarz przystapił do pakowania bagażu na tył samochodu. Wydawał się bardzo pozytywnym człowiekiem, z czego Dani była niezwykle zadowolona. Lubiła się otaczać optymistami, choćby miała z nimi rozmawiać jedynie o pogodzie.
Zajęła miejsce na tylnej kanapie i sięgnęła po telefon, celem wyszukania nazwy hotelu w przegladarce. Wcześniej miała tyle rzeczy na głowie, że nawet nie pomyślała o tym, aby zorientować się co im przysługuje i czy na śniadanie jest serwowana goraca czekolada, za która przepadała.
- Jesteście z Anglii, prawda? Jak się wam leciało?
Głos sympatycznego mężczyzny przełamał ciszę, kiedy silnik samochodu został odpalony.
- Całkiem przyjemnie, prawda? - Woodill zerknęła na Marisol, czujac znajome ciepło, kiedy zatrzymała wzrok na jej tęczówkach. - Tutaj jest pięknie i o wiele cieplej niż w Anglii.
Taka odpowiedź najwyraźniej usatysfakcjonowała kierowcę, o czym świadczył szeroki uśmiech.
- Och… - wyrzuciła z siebie chwilę później i pokazała wyświetlacz telefonu swojej towarzyszce. - W tym hotelu ktoś kiedyś umarł… i to nie raz.
Poczuła dreszcz pełznacy po karku. Jej myśli automatycznie podażyły w kierunku mieszkania wynajmowanego w Brentwood i ducha, którego próbowała się pozbyć razem z Fiji. Z deszczu pod rynnę. Od jednego ducha, do drugiego. Nie powinna być takim czarnowidzem, jednak od wszelkich nawiedzeń wolała się trzymać z daleka.
Pociagnęła za sznurek od bluzy, czujac, jak zaczyna jej się robić goraco. Powinna ja zdjać, ale to już później, kiedy załatwia wszelkie formalności zwiazane z zakwaterowaniem.
_________________



[Profil]
 
 
Marisol Ramos








26

sprzedawca w Game/studentka literatury

South - West Brentwood

mów mi: Ari

multikonta: Althea, Eleonore

nieobecność: studia i praca nie pomagają w pisaniu

Wysłany: 2018-03-03, 23:20   
  

  
Marisol Ramos

  
A beber y a tragar, que el mundo se va a acabar


Na odpoczynek jeszcze przyjdzie pora. Chociaż Mari bardziej niż na relaks liczyła na jakieś intensywne zwiedzanie połaczone z poznawaniem kultury tego kraju. W końcu trzeba coś więcej wiedzieć o ojczyźnie kilku lubianych postaci z gier komputerowych, prawda? Zreszta akurat Egipt nie tylko dlatego był dla niej niezwykle interesujacy.
Łóżko i koc to też dobre połaczenie. Jednak daje ono nieraz zbyt dużo do myślenia o rzeczach niezbyt przyjemnych i powracaja depresyjne stany, a tak w czasie imprezy i po wielu drinkach nie miała kiedy myśleć o tych dołujacych rzeczach. Przynajmniej jeśli nie miała obok Yev, której brało się na jakieś teorie dotyczace końca świata. Czasem zdawało się, że Reyes może mieć zły wpływ na jej psychikę, ale i tak za bardzo lubiła tę Hiszpankę, by się od niej odkleić. Zreszta tak jak resztę jej rodzinki.
Ramos dosłyszała dokładnie końcówkę zdania wypowiedzianego przez Dani i nie wiedziała jak na to odpowiedzieć. Po prostu lekko ja to zaskoczyło choć oczywiście cieszyła się gdzieś w środku, że dziewczyna lubi spędzać z nia czas, bo Marisol również to lubiła. Nie powiedziała tego jednak na głos. Nie należała do osób, które mówia o czymś takim głośno. Danielle chyba też nie, ale co już jej się wymsknęło to się nie odemsknie.
Taka studentka literatury jaka była Mari z samej ciekawości zapoznała się z najprostszymi zwrotami po arabsku, które dla niej brzmiały dziwnie i zapewne gdyby próbowała je na głos wypowiedzieć to brzmiałaby po prostu śmiesznie. Lepiej liczyć na to, że będa mogły się tutaj z ludźmi swobodnie komunikować po angielsku, bo to jednak jak nie patrzeć jest jeden z języków światowych. Arabski niby też, ale ciii!
Kiedy tylko jej towarzyszce udało się wypatrzyć ich transport ruszyła w kierunku odpowiedniego samochodu, proponujac jeszcze raz studentce medycyny, że może się zajać jej nieporęcznym bagażem. Nie mogła patrzeć na to jak dziewczyna się z tym zbytnio męczy. Przywitała się jeszcze z szoferem i podała mu swoje bagaże po czym zajęła miejsce z tyłu samochodu obok Woodill, która wyraźnie była podekscytowana nowym miejscem.
- Tak. Mieszkamy niedaleko Londynu - odpowiedziała mężczyźnie, a następnie przytaknęła na uwagę Dani o tym, że lot miały całkiem przyjemny. Na to akurat nie mogły narzekać. Mari zerknęła jeszcze na Danielle lekko zaskoczona tym, że ta nagle straciła cały swój optymizm. Cóż miała do tego całkiem poważny powód.
- Pokaż - powiedziała, pochylajac się nad jej telefonem. - Pewnie się zgrywaja. Nie może być tak źle.
Sama nie była pewna swoich słów, ale chciała jakoś pocieszyć Woodill. Akurat to, że w okolicy kraża podobne plotki, które maja zachęcić do pobytu w hotelu jakiś poszukiwaczy przygód i duchów chyba można było uwierzyć. W końcu sporo z tych zgonów było niewyjaśnionych lub uznanych za samobójstwo.
[Profil]
   
 
Danielle Woodill








24

stażystka w szpitalu/przyszły neurochirurg

litry kawy i trójka chomików

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Kenai, Terry

Wysłany: 2018-03-13, 02:12   
  

  
Danielle Woodill

  
I got a habit of seeing what isn't there


Czasami słowa wyprzedzały myśli… a może tak naprawdę wcale nie musiała się zastanawiać nad prawdziwa odpowiedzia co do obecności Marisol u jej boku, w Egipcie? Potrafiłaby odpowiedzieć na to w myślach, oszczędzajac sobie ewentualnej, niezręcznej sytuacji, niestety i tam razem rozregulowany organizm musiał ja wpuścić w maliny. Jednak drzemka, na która pozwoliła sobie w samolocie wcale nie oczyściła w odpowiedni sposób umysłu przyszłej pani neurochirurg.
- Czasami nawiedzenia ściagaja turystów - zgodziła się z rozumowaniem Hiszpanki, majac na uwadze te całe chwyty marketingowe. Z drugiej strony, znajac jej bojaźliwa stronę osobowości, nie będzie mogła pozbyć się wrażenia, że ktoś ja obserwuje. Będzie dobrze. W razie czego będzie przecież miała Marisol obok. Pora na stawienie czoła własnym lękom.
- Nic takiego.
Droga do hotelu minęła w przyjemnej atmosferze. Woodill z zapartym tchem przygladała się mijanym budynkom, drzewom, chodnikom, psom, kotom, wszystkim, co znalazło się w zasięgu wzroku.
Jeszcze przed wyjściem z samochodu, ściagnęła przez głowę bluzę, odczuwajac coraz dotkliwiej wysoka temperaturę, nieporównywalnie goraca w odniesieniu do angielskiego klimatu.
Miły pan od taksówki pomógł z wniesieniem bagaży do holu. Danielle prawie wpadła na przezroczyste drzwi, kiedy odwracała wzrok od pokaźnej wielkości palmy, niedaleko wejścia. W porę się zatrzymała, kręcac nieznacznie głowa z politowaniem. Dobre, pierwsze wrażenie? Chyba nie tym razem.
Przewiesiwszy bluzę przez ramiona, chwyciła za swoja walizkę, nie obawiajac się targania jej po schodach. Z pewnościa w środku była winda, mało oblegana, bo w lobby minęła ledwo trzy osoby. Podstarzałego pana, blondwłosa dziewczynę, mniej więcej w tym samym wieku i poważna kobietę koło trzydziestki, w ciemnych okularach. Odebranie karty do odpowiednich drzwi przeszło bez większych przeszkód. Dani zastanawiała się jeszcze nad propozycja chłopaka z obsługi, dotyczaca wniesienia bagaży na górę, do wskazanego pokoju. Ostatecznie podziękowała mu i razem z Mari udały się w stronę windy.
Pod drzwiami pojawiły się kilka minut później, po przejściu korytarza z białym ścianami, wyłożonego czerwonym dywanem. Widok po drugiej stronie był całkiem przyjemny. Szczególnie mini lodówka z zimnymi napojami, stojaca obok…
- Och, powinnam się domyślić, że to… - wycieczka typowo pod dwójkę osób, stanowiaca parę? Podwójne łóżko nie było jedyne, obok stała jeszcze rozkładana kanapa, wcale nie wygladajaca gorzej.
- W porzadku, nie przeszkadza mi to - wzruszyła lekko ramionami, chociaż mogła się założyć, że serce zabiło jakby mocniej. - O ile tobie… również nie.
Zerknęła na Marisol, zwilżajac językiem dolna wargę,
- Czasami mam… czasami mogę się trochę wiercić przez sen - żadna antyreklama, a sama szczerość! Porzuciła walizkę pod ściana, doskakujac następnie do mini lodówki, celem uzupełnienia płynów. Miała ochotę na zimny sok, a po za tym… chyba chciała tym samym powstrzymać się od wyrzucenia kolejnego potoku słów przy jednoczesnym zacinaniu się. Nie tym razem, Woodill, ogarnij się.
- Zapomniałam się zapytać czy w tym pokoju nikt nie zginał - odwróciła się w stronę Hiszpanki, ściskajac w dłoniach szklana butelkę. Jakby nie patrzeć, to była poważna sprawa.
_________________



[Profil]
 
 
Marisol Ramos








26

sprzedawca w Game/studentka literatury

South - West Brentwood

mów mi: Ari

multikonta: Althea, Eleonore

nieobecność: studia i praca nie pomagają w pisaniu

Wysłany: 2018-03-16, 17:42   
  

  
Marisol Ramos

  
A beber y a tragar, que el mundo se va a acabar


Całe szczęście chwilowo potrafiły sobie radzić ze skutkami tych słów, które miały nigdy nie zostać wypowiedziane, a jednak się wymsknęły dzięki czemu na dłuższa metę nie było między nimi niezręczności. Inaczej pewnie w ogóle by się do siebie nie odezwały po akcji w klubie czy po innych mniej lub bardziej znaczacych wydarzeniach.
- Pewnie sa jednym z takich miejsc.
Tak to czasem bywało, że akurat nawiedzanie stawało się atrakcja turystyczna. Mari pamiętała jak w jakimś programie widziała nawiedzony hotel, do którego ściagali ciekawscy złaknieni paranormalnych przygód. Niektórzy się z tego utrzymuja, ale może w Egipcie zwykłe hotele z duchami i morderstwami sa mniej popularne przez te wszystkie grobowce i musza sobie dorabiać takimi wycieczkami? Wszystko było możliwe. Przynajmniej Mari nie chciała dawać Danielle powodów do niepokoju.
Ramos nie należała do fanek wysokich temperatur. Może i jej rodzina pochodziła z cieplejszych krajów, ale ona sama zbytnio przywykła do klimatu Anglii i Egipt wydawał jej się być jakimś miejscem bliższym piekłu choć zdecydowanie pięknym. Zastanawiała się przy okazji jak to możliwe, że Dani tak długo wytrzymała w swojej bluzie. Ta dziewczyna była po prostu niemożliwa.
Przejażdżka do hotelu przebiegła bez większych trudności. Podobnie zreszta jak zameldowanie się i dostanie do odpowiedniego pokoju. Co prawda przy okazji Marisol zmierzyła niezbyt przyjemnym spojrzeniem chłopaczka hotelowego, który proponował Woodill pomoc przy bagażach. Może właśnie dzięki temu nie był zbyt natarczywy i pozwolił im samodzielnie zajać się ulokowaniem w pokoju razem z walizkami.
We wnętrzu budynku było o wiele chłodniej niż Ramos sadziła. Ta temperatura naprawdę przypadła jej do gustu. Może jednak nie będzie aż tak źle? Szczerze powiedziawszy to warunki mieszkalne nie były tym, co szczególnie ja interesowało i dopiero po komentarzu Dani rozejrzała się uważniej po otoczeniu, żeby zobaczyć o co dziewczynie chodzi. Oho... Akurat tego podwójnego łóżka się nie spodziewała. Przez chwilę przygladała mu się tylko nie wiedzac co też powinna powiedzieć czy też choćby pomyśleć.
- Nie żeby coś, ale to dla mnie nie problem, żeby spać na kanapie... - powiedziała w końcu. Nie chciała, żeby zrobiło się dziwnie. Z jednej strony niby fajnie byłoby dzielić łóżko, ale z drugiej... Stój Ramos! O czym ty w ogóle myślisz? Mari czuła się jakby właśnie gdzieś na jej ramionach mały diabełek urzadził sobie walkę z aniołkiem, próbujac nakłonić ja do jednego lub drugiego. Czemu to wszystko musiało być tak pokomplikowane?
[Profil]
   
 
Danielle Woodill








24

stażystka w szpitalu/przyszły neurochirurg

litry kawy i trójka chomików

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Kenai, Terry

Wysłany: 2018-03-30, 00:05   
  

  
Danielle Woodill

  
I got a habit of seeing what isn't there


Nic nowego - Woodill uchodziła za stworzenie ciepłolubne, co można było zaobserwować również na pokładzie samolotu, bo nie dość, że miała na sobie bluzę, to musiała się dodatkowo opatulić kocem. Jednak ta brazylijska część genów czasami się odzywała. Nawet częściej, niż rzadziej. Dopiero, kiedy goracy klimat rzeczywiście dał o sobie znać, Danielle uznała bluzę za zbędna część garderoby. Póki co… bo jednak noce do najcieplejszych nie należały, o ile w ogóle zdecyduja się wyjść na wieczorny spacer. Nie znały okolicy zbyt dobrze, mogły polegać jedynie na mapach w smartfonach. Pominęła kompletnie swój gaz pieprzowy, robiacy za broń w razie niespodziewanego ataku. Szkoda, że nie miała go ze soba, wtedy czułaby się jeszcze bezpiecznej. Nie ważne czy w starciu z duchami czy zwykłymi przestępcami, czyhajacymi na turystów. Z drugiej strony, czuła się bezpiecznie w towarzystwie Ramos. Zupełnie jak wtedy, gdy dziewczyna odstawiła ja do domu, po tym jak Woodill zrobiła z siebie kompletna idiotkę. Nadal pamiętała o kocie Geralcie.
Zamrugała ciemnymi oczami, gdy latynoska znowu nawiazała do kwestii, zwiazanych z kanapa i łóżkiem.
- Nie wygłupiaj się… - spojrzała na Mari, kręcac nieznacznie głowa, jakby to jedynie taka zgrywa. - Chyba, że bardzo chcesz, to wtedy nie będę cię zatrzymywać.
Zatrzymywać? W jakim sensie zatrzymywać? Poczuła rumieniec, wspinajacy się po szyi, przez co przechyliła w końcu zawartość butelki do ust. Bynajmniej nie alkoholu. Na to przyjdzie czas później.
Nie powinna myśleć nie wiadomo o czym, przebywajac w towarzystwie dziewczyny, która pocałowała już przy pierwszym spotkaniu. Nie, wróć, to Mari wykonała pierwszy krok. Niemniej jednak, Dani od poczatku nie miała nic przeciwko, a wręcz przeciwnie, co poniekad powodowało w środku panikę. Czym ona się tak stresowała? Jeszcze w samolocie wydawała się zupełnie wyluzowana, podobnie jak w taksówce. No tak, ale wtedy nie była świadoma podwójnego łóżka, czyhajacego w pokoju hotelowym.
- Na poczatek może się wypakujemy, co? - zaproponowała, kiedy już odstawiła w połowie pełna butelkę z napojem na szafkę nocna. Nie była zmęczona, w końcu część podróży zwyczajnie przespała, oparta o wygodne ramie Marisol. Już wszystko jedno czy w tym pokoju rzeczywiście coś straszyło… nie, jednak nie wszystko jedno. Uchodziła za dosyć bojaźliwe dziewczę, wiec jeśli hotel rzeczywiście był nawiedzony, automatycznie sadziła, że duch zechce odwiedzić właśnie ja. Bynajmniej nie dlatego, że jest wyjatkowa, a że ma pewne tendencje do przyciagania kłopotliwych sytuacji.
- Mamy tylko jedna szafę, chyba się zmieścimy…? - rzuciła spojrzenie w kierunku Mari, gdy otworzyła walizkę. - Znaczy się... nasze rzeczy się zmieszcza.
Parsknęła z rozbawieniem, przypominajac sobie ta nieszczęsna sytuację z Nina w Ikei.
- Moich jest aż zbyt dużo - podsumowała, unoszac wymownie brwi, kiedy w dłonie wpadło jej kilka podkoszulek oraz lekkich ubrań. Czasami lepiej mieć za dużo niż za mało? Właściwie, to Dani nigdy nie znajdowała się w sytuacji, podchodzacej pod warunki rodem z obozu przetrwania. Kiedy nie ma się czystej bielizny na zmianę i trzeba zasuwać do rzeki, aby wymyć ja w strumieniu, nie majac nawet prymitywnej tarki, używanej przez pra pra babcie w średniowieczu. Nie należy jednak od razu skreślać panny Woodill. Kto wie, może poradziłaby sobie lepiej, niż z góry zakładano?
_________________



[Profil]
 
 
Marisol Ramos








26

sprzedawca w Game/studentka literatury

South - West Brentwood

mów mi: Ari

multikonta: Althea, Eleonore

nieobecność: studia i praca nie pomagają w pisaniu

Wysłany: 2018-04-07, 23:20   
  

  
Marisol Ramos

  
A beber y a tragar, que el mundo se va a acabar


Można być ciepłolubnym, ale bez przesady. Mari niby też wolała te cieplejsze klimaty i często chodziła w bluzach, ale tak tutaj to raczej by nie wytrzymała i po prostu umarła z przegrzania. Już jej było za ciepło i najchętniej brałaby co chwila orzeźwiajacy zimny prysznic, po którym nie wytarłaby się ręcznikiem dla przedłużenia chłodzenia. Niby miała latynoskie korzenie, ale za dużo ciepła sprawiało, że jej życie przybierało naprawdę marne barwy. Już lepiej znosiła zimne temperatury choć z nimi mogła zapaść w stan hibernacji. Chyba żadne rozwiazanie nie było idealne.
Co do wieczornych spacerków to to miasto było chyba dosyć spora atrakcja turystyczna i raczej nie powinny mieć większych problemów. O ile oczywiście nie wpadnie im do głów by iść w jakieś puste boczne uliczki, które chyba w każdym kraju za dobrze się ludziom nie kojarzyły. No, ale jeśli będa trzymać się głównych ulic to nie powinno być źle.
- Nie, nie, nie - zaprzeczyła szybko, czujac jak została postawiona w naprawdę niezręcznej sytuacji, z której nie widziała idealnego wyjścia. - Dla mnie wszystko w porzadku jeśli tobie to nie przeszkadza.
No bo nie może tak od razu powiedzieć, że chętnie będzie z nia spała. To brzmi dziwnie i ma cholerny podtekst, a z drugiej strony takie oświadczenie o niespaniu też nie brzmi zbyt miło. Czemu życie musi być aż tak skomplikowane? Ramos była zniesmaczona trudnościami, które posiadała w tej chwili i tym, że nie wiedziała jak się nimi zajać przez co momentami mogła wyjść na najzwyklejsza idiotkę. A wszystko przez to, że zależało jej na dziewczynie i nie chciała jej w żaden sposób zrazić względem siebie. O ile prościej by było, gdyby Dani była bardziej śmiała.
- Jasne - przytaknęła na pomysł rozpakowania się, bo w sumie od czegoś trzeba zaczać, a takie rozgoszczenie się w pokoju nie jest najgorszym pomysłem. Chociaż Mari mogłaby opuścić tę część i po prostu każdego dnia wyjmować po jednym outficie ze swojej walizki, bo po co to wszystko rozpakowywać, żeby potem upchnać znowu do bagażu?
Usłyszawszy komentarz o szafie spojrzała dziwnie na Dani. Nie żeby coś, ale Ramos była zbyt dumna biseksualistka, by jakaś szafa ja mogła pomieścić. Poziom lesbomancji za bardzo stężony i rozwali to dębowe pudełko, a nie zamierzała za nie płacić. Dopiero po chwili, gdy Woodill dopowiedziała, że chodzi jej o składowanie ubrań. No tak. To chyba nawet logiczne.
- Możesz się tam urzadzić pierwsza jak chcesz. Ja się gdzieś tam wcisnę - powiedziała, bo jednak nie powinna zajmować ubraniami za dużo miejsca. Zreszta Mari zaradna dziewczyna była i potrafiła sobie poradzić z czymś takim jak rozmieszczenie swoich rzeczy. Chociaż patrzac na to jak nieraz potrafił wygladać jej pokój to można było mieć pewne watpliwości co do tego.
[Profil]
   
 
Danielle Woodill








24

stażystka w szpitalu/przyszły neurochirurg

litry kawy i trójka chomików

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Kenai, Terry

Wysłany: 2018-04-12, 15:43   
  

  
Danielle Woodill

  
I got a habit of seeing what isn't there


Być może, gdyby wybrały się w te rejony w sezonie letnim, byłoby jeszcze bardziej upalnie. W każdym razie, to miła odmiana, w porównaniu do chłodnego klimatu, panujacego na Wyspach. W jej rodzinnej Walii wcale nie było cieplej, więc zamierzała korzystać z przywileju.
- Jeśli wyladujesz na podłodze, kategorycznie któraś z nas będzie musiała iść na kanapę, tak dla względów bezpieczeństwa - zaśmiała się krótko, żartujac ze swojego rzucania się z boku na bok. Oby tylko nie usłyszała później od Marisol, że przez sen była tak agresywna, że sprzedała jej nieprzytomnie liścia. Chyba zapadłaby się pod ziemię, przytłoczona dodatkowo wyrzutami sumienia.
- Dobrze, dzięki - uśmiechnęła się ujmujaco do towarzyszki podróży, wyciagajac przy okazji z pokaźnej walizki złożone w kostkę ubrania. Rzeczywiście mogłaby wszystko zostawić tak jak było, sięgać po kolejne rzeczy, jednak wolała sobie oszczędzić przekopywania przez kolejne warstwy bagażu za każdym razem, rozrzucajac dookoła swój personalny stuff. Chociaż, niewykluczone, że po którymś z kolei, egpiskim winie ich pokój będzie wygladał jak po przejściu huraganu. Pod wpływem procentów Woodill wpadała na najbardziej abstrakcyjne pomysły, czego Marisol miała okazję w pewnym stopniu doświadczyć. Próba wykonania triku na randomowej deskorolce randomowego typa to nic.
- Nawet nie wiem od czego mogłybyśmy zaczać… - mruknęła pod nosem, ustawiajac lekkie, sportowe buty na dnie szafy. - Nie jesteś zmęczona, prawda?
Zerknęła kontrolnie na Ramos, chociaż biorac pod uwagę sytuację z samolotu, to nie ona powinna zadawać to pytanie.
- Mogłybyśmy się przejść do portu, pod zamek Qaitbay, z tego, co pamiętam, nie mamy tam daleko… - zdażyła się uwinać z rozpakowaniem części ubrań, rozsiadajac się następnie wygodnie na podłodze, wyjmujac przy okazji telefon. - Ale najpierw jeszcze coś zjemy, ok? Mamy trzy posiłki wliczone w cenę, możemy sobie przebierać.
Rzuciła Marisol przelotny uśmiech, przenoszac następnie wzrok na wyświetlacz telefonu. Trzeba było w odpowiedni sposób wyznaczyć trasę, z uwzględnieniem drogi, prowadzacej tuż przy wybrzeżu (całe szczęście, zdażyła zapytać przy recepcji o hasło do WiFi)
Ukryj: 


Musiała się wkrótce napatrzeć na bezkres morskiej wody, ulokowany tym razem na innym kontynencie. Tak wiele było do zobaczenia, że aż nie wiedziała, czego powinna się na poczatku złapać, pozostajac cały czas otwarta na sugestie Ramos, co powiedziała jeszcze przed ich wylotem z Londynu.
Przygryzła w zamyśleniu dolna wargę, dotykajac lewa dłonia ust.
- Pół godziny drogi stad… lepiej będzie się przejść czy zamówić taksówkę? - spojrzała z dołu na dziewczynę, odrywajac tym samym wzrok od aplikacji z mapa. Tak naprawdę mogły oszczędzać podczas całego wyjazdu, decydujac się jedynie na spontaniczne wydatki na pamiatki, albo bilety na poszczególne atrakcje. Nie musiały się martwic, że będa głodować. To jednak bardzo wygodne, szczególnie dla studentów, mieć opłacone praktycznie wszystko w hotelu. Ta rzeczywistość nadal brzmiała dla niej jak sen.
_________________



[Profil]
 
 
Marisol Ramos








26

sprzedawca w Game/studentka literatury

South - West Brentwood

mów mi: Ari

multikonta: Althea, Eleonore

nieobecność: studia i praca nie pomagają w pisaniu

Wysłany: 2018-05-16, 17:32   
  

  
Marisol Ramos

  
A beber y a tragar, que el mundo se va a acabar


Bogu dzięki, że to jednak lato nie było, bo tego chyba by dziewczyna nie przeżyła. Choć może jakoś się przyzwyczai z czasem. Zapewne pierwszy dzień będzie najgorszy. Z drugiej strony może być też tak, że im później tym gorzej będzie. Miejmy nadzieję, że jednak nie...
- Powodzenia. Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz - powiedziała nim zdażyła ugryźć się w język. Niby nie było to nic takiego, ale mimo wszystko miała wrażenie, że mimo wszystko nie powinna rzucać podobnych komentarzy. Chociaż może to przez to, że ostatnio zbytnio analizowała każde swoje słowo i gest na jaki się zdobyła w obecności młodszej.
Fajnie byłoby jakby jakoś udało im się utrzymać względny porzadek w pokoju przez cały pobyt, ale czy było to możliwe? Znajac Mari to akurat mało prawdopodobne. Niedługo jej część szafy będzie wygladała jak jeden wielki barłóg, ale kto by się tym przejmował, nie? Ważne, że znajdzie to co powinno zostać z szafy wyjęte. I kiedy Woodill rozporzadzała drewnianym pudełkiem Marisol porozgladała się jeszcze nieco po całym pokoju, chcac się z nim jakoś zaznajomić.
- Nie jestem. Ty chyba też nie, bo troszkę się wyspałaś - odpowiedziała, obserwujac uważnie poczynania Dani starajacej się jakoś urzadzić i poukładać swoje rzeczy w pokoju. Ramos zadowoliła się jedynie wyciagnięciem swojej lektury i ładowarki do telefonu, które oczywiście musiały spoczać na jakiś stoliku nocnym blisko łóżka, by mogła swobodnie korzystać z tych dóbr. Choć zdawało jej się, że raczej zbyt wiele czasu na czytanie lub wiszenie na telefonie mieć nie będzie.
- Jasne. Z chęcia się przejdę po tym całym locie. Nawet nieważne gdzie. Mamy sporo czasu - odparła, bo siedzenie w samolocie nie należało mimo wszystko jej się troszkę uprzykrzyło i nie miała ochoty spędzić reszty dnia na tyłku. No i trzeba korzystać z uroków Egiptu póki tylko moga! - Ale faktycznie najlepiej będzie coś tutaj zjeść. Wykorzystajmy ten jeden darmowy posiłek.
Odwzajemniła uśmiech Danielle, spogladajac na to jak dziewczyna sprawdza coś w swoim telefonie. Fascynujacym był fakt, że zdarzały się momenty, gdy wprost nie mogła oderwać od niej swojego wzroku. To chyba znaczyło, że coś było na rzeczy, prawda? Tylko, że wpierw należałoby o tym poinformować Marisol, bo była po prostu useless bisexual mess, który nie zdaje sobie z niczego sprawy, a raczej powinna coś poogarniać, bo nikt za nia tego nie zrobi. No, ale podziwianie Woodill było dużo ważniejsze niż kontemplacje nad własnymi uczuciami żywionymi wobec obiektu obserwacji.
Niezbyt czyste myśli uderzyły nagle w blokadę filtrujaca niedozwolone treści w mózgu Ramos, gdy zobaczyła jak dziewczyna przygryza swoja dolna wargę. Dobrze, że nie robiła tego z dużo większa częstotliwościa, bo neurony Mari uległyby przegrzaniu. I tak to dopiero po chwili dotarło do niej pytanie towarzyszki.
- Możemy się przejść. Zobaczyć okolicę, pooddychać świeżym powietrzem. Co ty na to? - zaproponowała, bo półgodzinny spacer nie sprawiał jej żadnego problemu. Zreszta wypadałoby też nieco poznać otoczenie, żeby potem w razie krótkich wypadów wiedziały, gdzie znajduje się hotel i jak do niego trafić bez mapki. Chyba brzmi dobrze.
Ukryj: 
Wiem, że bez zwiazku, ale po tych dwóch twoich gifach przypomniałam sobie to:
[Profil]
   
 
Danielle Woodill








24

stażystka w szpitalu/przyszły neurochirurg

litry kawy i trójka chomików

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Kenai, Terry

Wysłany: 2018-05-27, 10:47   
  

  
Danielle Woodill

  
I got a habit of seeing what isn't there


Zaczepny ton wypowiedzi Marisol sprawił jedynie, że pokręciła z wolna głowa, przy jednoczesnym, szerokim uśmiechu. Nadal nie wiedziały wielu rzeczy na swój temat, a z drugiej strony Danielle przepadała za towarzystwem studentki literatury, chociaż nadal pilnowała się po części, aby nie strzelić żadnej gafy. Znajac ja i tendencje do wypowiadania słów szybciej, niż myśli (w niektórych przypadkach) jeszcze nie raz i nie dwa zbłaźni się przed ta dziewczyna. Teraz lepiej o tym nie myśleć, bo jeszcze wpadnie w paranoję.
- Czasami mam wrażenie, że mogłabym przespać cały dzień… - wzniosła oczy ku sufitowi, posługujac się tym samym lekko żartobliwym tonem. Taka informacja mogła brzmieć dwojako, bo przecież przesypianie całego dnia mogło wskazywać na chorobę, z która i tak po części walczyła. Jasne, że nie to miała na myśli! Stopniowo wracała do poprzedniego stanu, kiedy po sytuacji zasłabnięcia w Starbucksie, dostała przepisane odpowiednie leki. Nie chciała pozwalać nerwom na przejęcie kontroli, szczególnie gdy miała korzystać z atrakcji w tym miejscu, po niespodziewanej wygranej w loterii.
- Okej! Daj mi tylko chwilę, przebiorę się.
Być może i zdjęła bluzę, w której siedziała jeszcze na pokładzie samolotu, jednak temperatura coraz bardziej dawała się we znaki, co prowokowało do wyjęcia koszulki na ramiaczka, krótkich spodenek i jasnego kardiganu, który mogłaby w razie potrzeby narzucić na ramiona.

Nie spodziewała się tłumów o tej porze roku, chociaż tak naprawdę słyszała o tym, jak Egipt staniał po wieściach na temat działań terrorystycznych. Nie próbowała na zapas się zamartwiać, albo usilnie wypatrywać podejrzanych w tłumie, mogacych nosić pod ubraniami pas szahida. Nic złego nie miało prawa się wydarzyć. Chociażby dlatego, że tak sobie życzyła w tym momencie, a naprawdę, rzadko kiedy wymagała cokolwiek od losu, argumentujac pragnienia stylem należy mi się. Chociaż teraz naprawdę jej się należało.
Dwa razy została poproszona o zrobienie zdjęcia – raz w przypadku przeuroczej pary Hiszpanów, drugi wliczajacy ekipę Japończyków, nalegajacych również na zdjęcie z nia sama. Uśmiech praktycznie nie schodził jej z ust przez większość czasu, również wtedy gdy poprawiła paski regulacyjne przy niewielkim plecaku, idac tuż obok Marisol, zerkajac na nia zza okularów przeciwsłonecznych.
Udało jej się dorwać po drodze mapę turystyczna z zaznaczonymi atrakcjami i miejscami turystycznymi. Spoczywała w przedniej kieszeni krótkich spodenek dżinsowych, gdy tak we dwójkę przemierzały wybrzeże, czemu towarzyszył przyjemny powiew morskiego wiatru.
- Szkoda, że Latarnia Morska na Faros nie zachowała się do naszych czasów - zmarszczyła lekko brwi, wpatrujac się w stronę morza, chwilę później przenoszac wzrok na muzeum, które została wybudowane na fundamentach wspomnianej budowli.
Sięgnęła do mapy, schowanej w przedniej kieszeni, bo skoro odhaczyły już dwie atrakcje…
- Za trzysta metrów możemy skręcić w lewo, maja tam uliczkę ze straganami - oznajmiła chwilę później, bo właśnie udzielało się typowe gadulstwo panny Woodill. - Boże, brzmię jak nawigacja.
Parsknęła cicho, poprawiajac wolna dłonia okulary. Skoro wcześniej ustaliły razem z Ramos porzadek zwiedzania - ja wybieram dwa miejsca, później ty dwa, zamierzała skorzystać, tym razem zabierajac mapę w swoje posiadanie.
Chciała zobaczyć jak najwięcej, żeby później paść z zadowoleniem na hotelowe łóżko, będac tym samym dumna z wykonanych na ten dzień zdań.
_________________



[Profil]
 
 
Marisol Ramos








26

sprzedawca w Game/studentka literatury

South - West Brentwood

mów mi: Ari

multikonta: Althea, Eleonore

nieobecność: studia i praca nie pomagają w pisaniu

Wysłany: 2018-07-18, 23:43   
  

  
Marisol Ramos

  
A beber y a tragar, que el mundo se va a acabar


Gdyby Danielle chociaż trochę nie lubiła studentki literatury i nie chciała jej bliżej poznać to przede wszystkim nie byłyby teraz na tym wspólnym wyjeździe, a jednak siedziały w jednym pokoju hotelowym skazane na swoje towarzystwo przez najbliższe kilka dni. I wcale nie zapowiadało się na to, że będa to dni źle spędzone. Nawet jeśli zdarzy im się kilka mniejszych lub większych wpadek.
- Znam to. A innego dnia wystarcza ci ledwo dwie godziny snu - przyznała, bo czasem obowiazki i bezsenność uderzały zbyt mocno i Ramos odechciewało się zbawczego snu, którego w innych sytuacjach pragnęła nawet w nadmiarze. W zasadzie wszystko zależało od tego jak układał się jej harmonogram i stanu psychicznego, w którym się aktualnie znajdowała.
Mari przytaknęła jedynie i usiadła na łóżku, sięgajac po niedawno zaczęta ksiażkę. Chciała dać Dani wystarczajaco dużo czasu, by mogła wybrać dla siebie odpowiedni strój i przebrać się w niego. Sama nie miała większych zastrzeżeń do swojego ubioru i mogła po prostu wyjść z hotelu w tym, co miała aktualnie na sobie.

W sumie to ile ludzi znajdowało się w mieście na ulicach było naprawdę zaskakujace biorac pod uwagę zarówno porę dnia i roku jak także fakt, że Egipt stał się nieco mniej uczęszczanym kierunkiem podróży ze względu na niektóre incydenty, które miały miejsce w tym kraju. Choć Mari dziwiła się nieco jaka siła mogłaby odciagnać niektórych od takich pięknych miejsc, które miały nadzieję jeszcze zobaczyć. Zreszta jeszcze nic takiego nie widziała, a już jej się niezwykle podobało.
Przez obecność tłumu obcych ludzi Ramos nawet nie zauważyła kiedy ścisnęła dłoń swojej towarzyszki, nie chcac po prostu jej zgubić. Jak na razie oprócz jegomościa na lotnisku spotykały jedynie życzliwych ludzi i to w większości turystów, którzy prosili o zrobienie im zdjęcia lub wskazanie kierunku. Nawet nie sadziła, że raz zdarzy jej się zagadać do kogoś po hiszpańsku, co było dla niej niezwykle pozytywnym zaskoczeniem. Oczywiście za główna przewodniczkę robiła Woodill, a studentka literatury jedynie rozgladała się wokół i pilnowała od czasu do czasu czy na pewno ida w dobrym kierunku.
- Szkoda, że wiele rzeczy się nie zachowało. Na przykład taka biblioteka aleksandryjska - westchnęła na sama myśl tym ile bezcennych materiałów spłonęło w czasie wielkiego pożaru. Tyle wiedzy przepadło na zawsze.
Widok zurbanizowanych miast, które w latach swojej historycznej świetności wygladały zupełnie inaczej w pewnym sensie raził i przypominał o tym, że to wszystko minęło. Niestety. Życie wtedy musiało być o wiele prostsze. Bez tych wszystkich problemów ludzi pierwszego świata, które wydaja się po prostu kuriozalne.
- Nie taka zła nawigacja - zaśmiała się, spogladajac na Woodill, która całkiem dobrze sprawdzała się w swojej roli. - Przejdźmy się tam. Może coś nam wpadnie w oko przy okazji.
I wtedy dopiero zastanowi się nad kolejnym punktem podróży, który zapewne był gdzieś zaznaczony na kupionej wcześniej mapie. Takie papierowe wydania nieraz się przydawały, bo ciekawe rzeczy zostały na nie już naniesione przez ludzi znajacych się na danym mieście.
[Profil]
   
 
Danielle Woodill








24

stażystka w szpitalu/przyszły neurochirurg

litry kawy i trójka chomików

Downtown Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Kenai, Terry

Wysłany: 2018-07-25, 12:55   
  

  
Danielle Woodill

  
I got a habit of seeing what isn't there


Również wolała się nie zgubić gdzieś między ludźmi, jako, że te tereny nadal były dla niej zupełnie obce. Znajdowały się w przecież w całkiem sporym mieście, a dookoła biegali ludzie, co umieli po angielsku tylko yes, no i money. Być może niewielka miejscowość, robiaca za kurort, ogarnęłaby szybciej, ale skoro wygrała bilety do tego właśnie miejsca, zdecydowanie nie zamierzała narzekać. Tak więc chwytanie co i raz dłoni Marisol wydawało się logiczne, a na swój sposób nawet przyjemne, co zamierzała zachować dla siebie.
Teraz miały dookoła pełno nowoczesności. Aby zetknać się z prawdziwie starożytnym obliczem Egiptu, musiałby się udać nieco dalej, w kierunku pustyni, gdzie budowano grobowce. Jednak, aby tam dotrzeć, należało poświęcić cały praktycznie dzień, a zdaje się, że podobna wycieczka nie była przewidziana przez biuro podróży, poprzez które doszło do tej wyprawy. Innym razem. Ten kraj zauroczył ja do tego stopnia, że na pewno kiedyś do niego wróci. Choćby miała to zrobić dopiero pod koniec swojego życia.
- Przy tym tłumie nawigacja na niewiele się zda - mruknęła pod nosem, kiedy już dotarły do uliczki, przemierzanej przez tabuny zarówno turystów jak i miejscowych. Przygryzła wargę od wewnętrznej strony, kierujac wzrok na dłoń Marisol. Przez chwilę analizowała wszystkie za i przeciw, jakby miała do czynienia z poważna sytuacja. Poniekad, taka była w mniemaniu Danielle. W końcu, powoli przesunęła rękę, aby wsunać ja w dłoń studentki.
- Tak na wszelki wypadek - skomentowała, rzucajac dziewczynie krótki, niepewny uśmiech. Nie chciały się przecież zgubić, prawda?

- I wtedy on powiedział, żebym nie wyjeżdżała, bo mnie kocha - zamrugała oczami, podnoszac wzrok znad swojego kieliszka z winem. - Nawet nie wiedziałam, co mu odpowiedzieć.
Straciła poczucie czasu, gdy po powrocie do hotelowego pokoju razem z Marisol zdecydowały się na skonsumowanie jednej z butelek miejscowego, arabskiego wina. Ile to w ogóle miało procent? Nie potrafiła rozszyfrować tych miejscowych zawijasów, za to pan ze straganu zapewniał je, że jest very good i w ogóle the best. Oprócz tych butelek z trunkiem, Woodill zdecydowała się kupić coś dla swoich sióstr oraz Niny. Nawet jeśli nie zabrała Reyes ze soba ze względu na obowiazki Hiszpanki, nadal pamiętała, aby coś jej przywieść.
Zdażyła już opowiedzieć historię swojego życia, a przynajmniej jej ułamek, znajdujacy się niebezpiecznie blisko wydarzeń z kopalni, w Walii. Rzadko poruszała ten temat, ale czuła, że wino wysyłało odpowiednie do zwierzeń bodźce, a w obecności Marisol czuła się spokojna. Pewnie i tak będzie musiała później wspomnieć, że woli zasypiać przy świetle choćby i takiej niewielkiej lampki, przyłaczanej do kontaktu. Miała ja schowana w swoich rzeczach i nawet planowała ja wydobyć przed zaśnięciem. O ile rzeczywiście zasna wcześniej, a nie będa rozmawiać do bladego świtu jak teraz – siedzac na podłodze, oparte o krawędź łóżka, z poczęstunkiem, rozłożonym przed nimi, z świecaca się lampka nocna w tle.
- Okazało się, że później dał nogę i musieliśmy go szukać po za obozowiskiem. Koniec końców i tak wyjechałam.
Zaśmiała się cicho, chociaż wtedy ani trochę jej to nie bawiło. Co innego miała zrobić, skoro ten chłopak wcale nie interesował ja w taki sposób, a dodatkowo okazał się zdrajca, pozostawiajacym swoich kompanów, uwięzionych później w kopalnianym szybie, w którym o zgrozo, odkryto zwłoki. Nic dziwnego, że po tych wydarzeniach, Woodill nadal w znacznym stopniu obawiała się ciemności, chociaż niektórzy uznaliby to za wyolbrzymione i niepotrzebne. Jasne, że strach nie był ludziom potrzebny do szczęścia, ale właśnie wtedy wyzwalał wiele emocji, również tych, leżacych u podstawy zachowań nakierowanych przede wszystkim na przetrwanie.
Powoli przeniosła wzrok na Marisol, kiedy ta zaczęła się wypowiadać, nieco dłużej zatrzymujac przy tym wzrok na jej ustach. W normalnych warunkach uznałaby takie wpatrywanie za nie na miejscu i w ogóle, od razu spojrzałaby gdzie indziej, ale teraz…
Gwałtowny, niespodziewany huk sprawił, że Dani podskoczyła w miejscu, aż coś ścisnęło ja we wnętrznościach. Łypnęła w kierunku drzwi wejściowych do pokoju, skad rozległ się hałas, a dłoń powędrowała do mostka. Palce zaczepiły o kołnierzyk, kiedy przełknęła nerwowo ślinę. Spojrzała z zaniepokojeniem na swoja towarzyszkę.
- Słyszałaś? - bo może to ona się przesłyszała przez ta dawkę wina? Dużo nie wypiła, ale nigdy nie należała do ligi ludzi z mocna głowa. Już w tym momencie charakterystyczny stan upojenia obejmował jej ciało, ale równocześnie nie aż w takim stopniu.
_________________



[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 6