Poprzedni temat «» Następny temat
Na koniec świata i jeszcze dalej
Autor Wiadomość
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2018-03-15, 00:20   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


- Zbyt dużo rzeczy na głowie - gdyby zaczęła je kolejno wymieniać, rzeczywiście ten moment nie sprzyjał dłuższym wyjazdom. Nie chodziło już o sama pracę, chociaż wolała jej nie tracić. Miała tam cicho, nikt jej nie skrzeczał nad głowa, bo pani Krystynka wolała odzywać się do niej jedynie z musu, pochłonięta rozwiazywaniem krzyżówek czy sporadycznym rzucaniem nienawistnych spojrzeń osobom, rozmawiajacym w czytelni zbyty głośno. Te jej wymowne
"shhh" działało niekiedy zbawiennie kiedy uciszało bandę studenciaków, gdy głowa buntowała się w wyniku kaca. Mimo wszystko, nie pałała do kobieciny sympatia. Ze wzajemnościa.
- Wszędzie jest tak samo szaro - dodała, marszczac lekko brwi, nieustępliwie poszerzajac swoja subiektywna opinię na temat wybrzeża. Zdecydowanie lepiej wygladało w nocy. Wtedy nie musiała patrzeć na sięgajaca horyzontu wodę, bo choć w przeszłości szum fal działał na nia uspokajajaco, teraz gryzł się z cała masa znacznie bliższych wspomnień. Zdaje się, że angielski klimat zwyczajnie pasował do jej nowej odsłony… a może nawet i do poprzedniej. Nigdy nie uchodziła za dziewczynę, tryskajaca zbyt dużym optymizmem, rozdajaca uśmiechy na lewo i prawo. Musiałaby się nieźle naćpać.
- Żałujesz, że stamtad wyjechałaś? - dla niej Walia brzmiała o wiele bardziej zachęcajaco, niż Brentwood, które było tak właściwie zwyczajna, angielska nizina, z szeregiem domków. Pagórki z owcami były zawsze jakimś urozmaiceniem. Tymczasem w okolicach Londynu nie było nic specjalnego, nie liczac ludzi, na których można było się natknać. Właściwie, to nie mieszkała przez całe życie w rodzinnych stronach. Udało jej się wyrwać, jednak jedynie kilkadziesiat kilometrów dalej, chociaż co i raz, w ramach pracy zwiedzała nawet inne kontynenty. Spróbowałaby jeszcze raz jednego z nowojorskich bajgli, nim życie totalnie się posypie. Była jasnowidzem swojego własnego, nędznego żywota.
- W nawigację też możesz sobie pacnać palcem - skontrowała, broniac tym samym aplikacji, bez której długi czas bładziłaby po nieodkrytych rewirach brentwoodzkich. W różnych miejscach się ladowało po dzikich domówkach i samotnych wieczorach w klubach, z których koniec końców nie wychodziła sama. Jako dziecko lubiła czasami wziać mapę okolicy, trochę ubabrana farbami z pracowni ojca, celem wyrwania się z domu. Tyle, że wtedy nie mogła sobie nawet pozwolić na coś lepszego, niż stary telefon z dwoma kolorami na wyświetlaczu, z przetartymi przyciskami.
- Ale rozumiem co masz na myśli… na niektórych terenach trudno jest znaleźć zasięg - zmarszczyła lekko brwi, co weszło w nawyk, szczególnie, kiedy znajdowała się w stanie trzeźwym. Kompas też bywał przydatny, o ile Philippa również ukrywała go w schowku.
- To sa właśnie nazwy, które brzmia jak dziury zabite dechami - spojrzała na blondynkę sugestywnie, odrywajac wzrok od mapy. - W porzadku, cokolwiek.
Nie zależało jej na konkretnym miejscu. Równie dobrze mogły wyladować w przydrożnej knajpie z hot dogami i plansza do rzutek. Przynajmniej mogłaby wtedy zaimponować czymś więcej, niż umiejętnościa, zwiazana z zawodowym opróżnianiem butelek z alkoholem.
Zmarszczyła brwi z konsternacja po raz kolejny zerkajac na Woodill, nadal trzymajac w palcach papierowa mapę, rozłożona na kolanach, wystawajaca dalej, zastygajaca w powietrzu.
- To twoje hobby? - jedni ludzie upijali się do nieprzytomności, drudzy mazali po płótnie swoim ciałem, ozdobionym farbami. Ciekawe czy jej ojciec wpadł kiedyś na podobny pomysł… nie, wolała o tym nie myśleć. Ten człowiek kojarzył się z istnym uosobieniem artysty, namaszczonego z góry przez samego Apollo. Srapollo.
Zerknęła na przednia szybę, akurat kiedy na jezdnię wbiegło zwierzę. Kot, pies… może przerośnięta świnka morska? Trzeźwość była przedziwnym stanem.
- Uważaj! - podniosła głos, zaciskajac odruchowo dłoń na boku fotela, szykujac się na gwałtowne hamowanie.
_________________



[Profil]
 
 
Philippa Woodill









37

meteorolog

Southend

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Dale, Ivy, Dayami

Wysłany: 2018-03-26, 11:20   
  

  
Philippa Woodill

  
the sky is no limit if you're right here


Mogła tylko przytaknać ze zrozumieniem, chociaż tak naprawdę, nie była do końca pewna, czy rozumie. Zbyt dużo rzeczy na głowie było zawsze. Zawsze się w życiu coś działo, wciaż i wciaż pojawiały się nowe elementy układanki, nowi ludzie, wciaż sobie czymś człowiek zaprzatał głowę. To go zniewalało, bo zamiast żyć swoim życiem przejmował się w gruncie rzeczy głupstwami. Dla Woodill to były właśnie momenty, w których najlepiej było gdzieś pojechać. Zostawić te wszystkie rzeczy, strzasnać je z głowy i przez kilka chwil się po prostu nimi nie przejmować. Świat się nie zawali, a człowiek może naładować baterie. Oczywiście, nie w miejscu, gdzie wszystko jest szare. Dla Fifki to wcale tak nie wygladało. Może faktycznie gdy przez kilka ostatnich zimowych miesięcy spogladała przez okno, z którego miała widok na plażę, nie było tam zbyt kolorowo, ale właśnie dlatego zawiezie Rheę w miejsce, gdzie jest, w jej opinii, trochę ładniej. Noca także. Fifa jednak wolała patrzeć powyżej horyzontem, nie poniżej. Było jej tak jakoś lżej.
- Nie, skad - potrzasnęła głowa ze śmiechem. Naprawdę, starała się nie żałować tego, co w życiu zrobiła. Takie zamartwianie się o przeszłość, na która przecież nie ma się już wpływu, nikomu nie mogło wyjść na dobre. - Lubię tam wracać, to wspaniałe miejsce, mój dom. Ale moje życie jest gdzie indziej. To znaczy, tu, ze mna, gdziekolwiek bym nie pojechała. Nie wiem, jakby się potoczyło, gdybym została w Aberystwyth, ale zaprzatanie sobie tym głowy jest bez sensu, już się przecież nie dowiem - wolała uważać swoje życie za udane. Tak było prościej i przyjemniej... a kłamstwo powtórzone odpowiednio wiele razy staje się prawda, tak?
Prychnęła, nie chciała sobie pacać palcem w nawigację. Pewnie miała problem z koordynacja dwóch palców na tyle, by przybliżyć albo oddalić widok na dotykowym ekranie. Mogła też być taka ofiara losu, jak Patka, i po prostu nie umieć wpisać prawidłowego adresu. Zreszta, żeby adres wpisać, trzeba go najpierw mieć, a najpiękniejsze było to, kiedy pacasz palcem, z zamkniętymi oczami (i masz przy tym większa możliwość manewru, niż ekran 5"), jedziesz do miejsca zupełnie przypadkowego, a po drodze zdarzy ci się zabładzić i odkryć rzezy zupełnie nowe i zupełnie piękne. Tyle że do tego trzeba było mieć zacięcie, chęć, pasję, wrażliwość na piękno przyrody. Ciagłe zrzędzenie w niczym nie pomagało. Jak człowiek ciagle zrzędził, to jego życie nie mogło być udane, sam je sobie niszczył, kawałek po kawałku - zaczynajac od własnego nastroju, przez ludzi, którzy go zostawiali, bo mieli dosyć jego toksycznego wpływu, aż po niemożność cieszenie się z czegokolwiek. Nie tylko z małych rzeczy. Nawet duże by go nie ucieszyły, bo zawsze coś będzie nie tak. Bycie sceptycznym miało wiele wad, dla Philippy zbyt wiele, by w ogóle myśleć o takim podejściu. Mogła mieć tylko nadzieję, że dziury zabite dechami z pięknym krajobrazem zrobia na Rhei jakieś wrażenie (ale czy cokolwiek robiło na niej wrażenie?). Obrała kierunek na Wybrzeże Jurajskie, które teraz mniej więcej wiedziała, w która stronę jest, a potem pewnie będa jakieś drogowskazy, co nie? Maja tam zamek, więc jak widać, każda dziura zabita dechami może mieć do zaoferowania coś ciekawego. O ile kogoś ciekawia ciekawe rzeczy, bo Rhea mogła jednak wymagać baru z tania whisky, wtedy faktycznie, bez sensu jechać tak daleko, skoro można było taki znaleźć w jakiejś gorszej dzielnicy Londynu. No ale dla Fify Londyn to nie wycieczka.
- Och, nie. Nigdy tego nie robiłam. Dlatego chciałabym spróbować - próbowanie nowych rzeczy wydawało jej się przecież czymś fascynujacym. Takie było! W trakcie jazdy bardziej zwracała uwagę na drogę, wypatrujac samochodów jadacych z naprzeciwka. Może była głupia, że nie spodziewała się wybiegajacego zwierzęcia, ale okrzyk towarzyszki podróży wystarczył, by odruchowo wcisnęła hamulec, jeszcze zanim zorientowała się, o co chodzi. Wszyscy wiemy, że kamper miał swoje lata (wiele lat), jego hamulce nie mogły podołać takiemu wyzwaniu. Zwłaszcza, że w ogóle działały, więc Fifa pozostawiła ich wymianę na później. Mimo wszystko, nie zdażyła wyhamować, rozległ się głuchy odgłos blachy pojazdu uderzajacego w zwierzę, a gdy to, połamane i zakrwawione, zostało odrzucone tuż przed ich wóz, silnik zgasł i przez chwilę wokół zapadła cisza zmacona jedynie szumem drzew. Woodill wybrała dobra drogę na wjeżdżanie w zwierzęta, bo akurat, jak na złość, żadne inne auto nie znajdowało się w zasięgu ich wzroku. - O kurwa - wymsknęło się tylko blondynce, i to dość niemrawo, bo cała się trzęsła. Zaciagnęła ręczny hamulec i powoli otworzyła drzwi od strony kierowcy, by wyjść i obejrzeć straty, tak zwierzęcia, jak i swoje. Co to w ogóle było? Chyba jednak trochę za duże na świnkę morska.
_________________
Do you mind if I take you home tonight?
[Profil]
 
 
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2018-04-07, 20:00   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


Już od jakiegoś czasu Rhea miała wrażenie, że utknęła w pętli, w której naczelny prym wiodło raczenie się alkoholem i wplatywanie w niezbyt ciekawe akcje. Zapijanie wyrzutów sumienia, odwiedzanie coraz to bardziej zapuszczonych przybytków, czasami decydujac się na wieczór w barze, bo jednak wolała, aby nikt nie zwinał jej portfela. Wcale nie chciała żyć tak, jak typowy Aldridge. Chętnie zamieniłaby się z kimś miejscami, równocześnie oddajac cały ten bagaż złych doświadczeń, aby móc zaczać z czystym kontem, bez nagłych pobudek w środku nocy, po snach pełnych koszmarów, napędzajacych autodestrukcyjne zachowania. Przestań o tym myśleć, wyrwij się z tej cholernej pętli i spróbuj o tym zapomnieć… łatwiej powiedzieć. Próbowała przy pomocy alkoholu wydostać się spod panowania przygnębiajacych myśli i rzeczywiście przez pewien czas to działało, im jednak człowiek częściej stosował tę akurat metodę, tym bardziej utwierdzał się w poczuciu złudnej iluzji, która koniec końców musiała się rozpłynać. Mogła przez pewien czas odsuwać na bok niedokończone sprawy, ale równocześnie musiała się liczyć z tym, że w którymś momencie będzie musiała wyjść im naprzeciw. Problem pojawi się wtedy, kiedy źle zmierzy siły na zamiary. Trudno było znaleźć szczęście w zwyczajnych, codziennych rzeczach, skoro wcześniej widziało się zbyt wiele ludzkiego cierpienia. Być może gdyby mogła odciać się od niego, oddać komu innemu, niech on to przeżywa, wtedy byłoby łatwiej?
Pokiwała głowa na boki, jakby rozumiała po części podejście Woodill. Mimo wszystko każde miejsce zwiazane było z pewnymi uczuciami, towarzyszacym odwiedzaniu go. Chyba nawet nie potrafiła wskazać jednego, konkretnego miejsca, w którym czułaby się zupełnie dobrze, bezpiecznie, gdzie nie nawiedzałyby ja wspomnienia zarówno te złe, przyćmiewajace odrobinę te bardziej wesołe. Nawet plaża w Southend źle jej się kojarzyła od czasów katastrofy.
Zdecydowanie pasja do przyrody nie udzieliłaby się Aldridge, gdyby samochód postanowił nawalić, a ona wyladowałaby przy jakiejś polnej drodze, oddalonej od betonowej szosy o pół godziny drogi pieszo. Już wystarczajaco zapoznawała się z natura przy okazji zarośniętego ogródka rodzinnego czy samego mieszkania, w którym pojawiały się nieproszone zwierzaki.
Zmrużyła lekko oczy, przyjmujac do wiadomości taka, a nie inna odpowiedź. Nie robiłam, więc spróbuję, co mi szkodzi. Podejście podobne do tego, które sama stosowała przy degustowaniu innych rodzajów alkoholi. Jasne, to dwie zupełnie inne sprawy, ale coś wspólnego w sobie miały.
Raczej nie posadzała ludzi w wieku Philippy (a sama była tylko 5 lat młodsza) o takie entuzjastyczne chęci, względem próbowania nowych rzeczy. Może to nawet działało na plus? Bez większego wysiłku mogłaby sobie wyobrazić tę kobietę na festiwalu Coachella, bawiaca się wśród młodzieży, a nawet dotrzymujaca im kroku w piciu i skakaniu pod scena. Kiedyś byłaby podobna kobieta wręcz oczarowana, jednak teraz, kiedy wydawała się zbyt barwna w porównaniu z kimś jej pokroju…
Nie zdażyła dokończyć myśli ze względu na zwierzę, wybiegajace na środek drogi.
Przesunęła się nieznacznie do przodu, gdy kamper gwałtownie się zatrzymał. Część ciemnych kosmyków opadło na przód twarzy, między zielone tęczówki. Nie przerywała ciszy, panujacej po krótkim przekleństwie i odgłosie uderzenia. Przyłapała się na tym, że wstrzymuje oddech. Nabrała go dopiero po tym, jak drzwi po stronie kierowcy nieznacznie się uchyliły.
- Powinnyśmy tam wyjść? Myślisz, że żyje?
Spojrzała niepewnie na blondynkę, szukajac u niej odpowiedzi na pierwsze, badź drugie pytanie. Ewentualnie na oba naraz.
Nie czekajac zbyt długo, pociagnęła za drzwi po swojej stronie, żeby wyskoczyć na zewnatrz. Ledwo zdołała podejść bliżej zwierzęcia, odwróciła wzrok od zakrwawionej góry sierści. Wygladało trochę jak pies, a może dziki kot? Zacisnęła usta i położyła dłoń na głowie, przylizujac ciemna czuprynę, odrobinę rozwiewana przez wiatr. Odetchnęła głęboko zimnym powietrzem, unoszac wzrok, aby spojrzeć na Philippę.
- Jak się czujesz? - to w końcu ona wjechała w zwierzaka, nadal mogła się odrobinę trzaść ze względu na to wydarzenie.
_________________



[Profil]
 
 
Philippa Woodill









37

meteorolog

Southend

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Dale, Ivy, Dayami

Wysłany: 2018-04-12, 16:09   
  

  
Philippa Woodill

  
the sky is no limit if you're right here


Nie pamiętanie o czymś, w przeciwieństwie do zapominania, mogło wydawać się prostym rozwiazaniem, ale nie zawsze było najlepszym. Tym, co kreowało człowieka na wartościowego nie były łatwe rozwiazania. Philippa nigdy nie życzyłaby komuś, a już na pewno nie Rhei, by musiała przeżywać to, co przeżyła - ani ten jeden raz, ani każdy kolejny, kiedy budziła się zlana potem czy po prostu widziała to wszystko, gdy tylko przymknęła powieki. Choć na co dzień mogłoby się zdawać, ze Woodill nie pamięta o przykrych wydarzeniach kryjacych się w jej przeszłości, to jednak pojawiały się one czasami w jej głowie, i nawet wtedy nie chciałby się ich pozbyć. Czyniły ja tym, kim była, po zmaganiach z tym wszystkim, były częścia jej samej. Nie mogłaby tak z dnia na dzień żyć bez nich. To trochę tak, jak utrata kończyny, albo... czegoś innego, równie istotnego i obecnego w życiu.
Dla Fify utknięcie na pustkowiu nie było problemem, dopóki miała prowiant i mogła sobie spać w kamperze, przynajmniej częściowo osłonięta od potencjalnie niebezpiecznych dzikich zwierzat, których ujrzenie było oczywiście czymś fascynujacym, jednak mogłoby kosztować ja życie. Była jednak w stanie zrozumieć podejście Rhei, która musiała wkrótce wrócić, by udać się do pracy. Sama Woodill poznała swój kamper już na tyle dobrze, że drobne usterki potrafiła naprawić sama. Nie zdarzyło jej się jeszcze nigdzie utknać. Chyba jednak nie pogardziłaby taka nuta adrenaliny, momentami miała wrażenie, że właśnie tego jej brakowało.
Na festiwalu Coachella mogłaby bawić się niczym Bridget Jones, albo nawet i lepiej, bo pewnie nie miałaby oporów by przyłaczyć się do wyzwolonych młodych ludzi, którzy inspirację czerpali z subkultury hippisowskiej, a w towarzystwie których chętnie ściagnęłaby z siebie wszystkie ciuchy (co pewnie nikomu nie wyszłoby na dobre). Jej zdaniem w próbowaniu nowych rzeczy nie było nic złego. Zreszta, robiac to, nikomu nie szkodziła, zazwyczaj sobie także. Nie odmawiała także nowych alkoholi, ale zdecydowanie inne fascynujace doświadczenie, niż ciagłe odurzanie się. Gdyby miała możliwość, chętnie spróbowałaby też nauczyć tego ciemnowłosa. Zdaje się jednak, że tamta nie zamierzała dać jej takiej szansy.
- Nie wiem, nigdy w nic nie wjechałam - może co najwyżej porysowała jakiś murek, ale nigdy żywa istotę. Nigdy nie chciała być ta, która odbiera życie, nawet przez przypadek. Przecież próbowała, tak? Dostrzegła zwierzę w ostatniej chwili i wyhamowanie na czas było po prostu niemożliwe. Wyciagnęła kluczyk ze stacyjki i wyszła z wozu, ściskajac brelok tak bardzo, że kostki prawej dłoni były niemal białe. Ostrożnie wyszła zza auta, aby obejrzeć szkody, poczęła jednak od zwierzaka, nie od pojazdu. Nie odwróciła od niego wzroku tak szybko, jak Rhea. Nie znała się na zwierzętach, nie potrafiła nawet określić, co to jest, ale dziwnie wygięty korpus, puste oczy i mnóstwo krwi, włacznie ze stróżka wyciekajaca z ust wydawały się dla niej oczywistymi dowodami na to, ze zwierzak już nie żyje. Nie poruszał się, nie oddychał, tak się jej przynajmniej wydawało. - Nie żyje, prawda? - spytała, ignorujac pytanie Aldridge. To, jak się czuła, było przecież najmniej istotne. - Trzeba gdzieś zadzwonić? - usłyszała nadjeżdżajacy z daleka samochód, cofnęła się więc do swojego, by właczyć w nim światła awaryjne i znaleźć trójkat, czy cokolwiek, czego używaja w UK, aby oznaczyć miejsce. Wszystko robiła zupełnie automatycznie, a jej ręce nie przestawały się trzaść, nie miała jednak pojęcia, jak to tak naprawdę powinno wygladać. Może powinna zadzwonić pod 101? To wydawałoby się najbardziej logiczne, chociaż w tym momencie było jej niezwykle daleko do logicznego myślenia. - Trzeba go usunać z drogi, prawda? - spytała jeszcze Rhei, gdy już wróciła przed auto po zabezpieczeniu miejsca wypadku. Nie panowała nad łzami spływajacymi po jej policzkach, o ile w ogóle była ich świadoma. Nie wydawało jej się jednak, aby pozostawienie zwierzaka na środku było w porzadku. Przecież nie mogły się nad nim roztkliwiać nie wiadomo ile, ale chyba nie zasłużyło na to, by setki kolejnych aut rozjechały go na płaska plamę, zanim ktoś się zainteresuje jego utylizacja.
_________________
Do you mind if I take you home tonight?
[Profil]
 
 
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2018-04-15, 18:10   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


Nie chciała cały czas drażyć tematu poszkodowanego zwierzaka… właściwie to już martwego, wiec jemu było wszystko jedno. Co innego w przypadku blondynki, od której nie doczekała się odpowiedzi, odnośnie samopoczucia. Zły znak.
Odetchnęła powoli, jeszcze raz zerkajac na nieruchomy kształt.
- Nie wydaje mi się, żeby przeżyło - jakby nie patrzeć, uderzenie było mocne, a zwierzę nie bardzo wyrośnięte, co z miejsca przesadziło o zakończeniu żywota. - Przynajmniej nie cierpiało.
Sytuacja, w której dotarłby do nich pisk, pełen bólu, zwierzęcia, będacego na granicy śmierci, jeszcze bardziej trafiłby Aldridge w czuły punkt. Od razu pojawiaja się wtedy dylematy czy lepiej ukrócić cierpienia czy odejść z miejsca zdarzenia, bez jakiejkolwiek ingerencji, pozostawiajacej w podświadomości pewien ślad. Niby rozchodziło się o zwykły, dziki twór, ale mimo to, nie potrafiła udawać obojętnej w takich sytuacjach. Cierpienie, nie ważne czy to człowieka czy zwierzęcia, nie było wcale przyjemne.
Nabrała ostrożnie chłodnego powietrza, pochodzac z wolna z powrotem do kampera.
- Wystarczy je przesunać z drogi - nie chciała zostawiać zwłok zwierzaka perfidnie na szosie, widzac jak wygladałoby to po którymś z kolei przejeżdżajacym samochodzie. Wyjatkowo drastyczny obraz.
Zaczęła podwijać powoli rękawy bluzy, zerkajac katem oka na towarzyszkę wyprawy.
- Masz coś co można wykorzystać? Łopatę, jakiś kij, cokolwiek - perspektywa usuwania świeżych zwłok, z których saczyła się krew nie napawała ja optymizmem, jednak ktoś musiał to zrobić, a Philippa wydawała się rozedrgana i…
- Hej - podeszła bliżej, zatrzymujac dłoń na ramieniu kobiety. - Wszystko w porzadku, najważniejsze, że nic nam się nie stało.
Mogły przecież wjechać w przydrożne drzewo, kiedy Woodill straciłaby panowanie nad pojazdem. W najlepszym wypadku doszłoby do rozbicia kampera w najgorszym… lepiej pozostawić na czarne scenariusze w spokoju. Albo one, albo pchajacy się pod koła zwierz.
Potarła pokrzepiajaco dłonia o ramię Philippy, chociaż miała wrażenie, że ten bardzo zwyczajny gest na niewiele się zda. Co innego mogłaby zrobić? Wyrzuty sumienia i tak zdawały się docierać powoli do podłamanej kobiety, a Rhea wydawała się ostatnia osoba, odpowiednia do pocieszania w takich sytuacjach. Sama nie zdażyła się pogodzić z własnymi rozterkami, budzacymi w świadomości najbardziej nieprzyjemne stany lękowe.
- Przeniesiemy go i… pojedziemy dalej. Mogę kierować za ciebie, jeśli nie będziesz się czuć na siłach - prawdziwe poświęcenie, biorac pod uwagę fakt, że Aldridge manewrowała kamperem zaledwie raz w życiu, a prawka nawet nie miała przy sobie. O ile kiedykolwiek je sobie wyrobiła. Nie zmieniało to faktu, że chciała pomóc na swój sposób, nawet jeśli po drodze zostanie zatrzymana przez gliniarzy.
_________________



[Profil]
 
 
Philippa Woodill









37

meteorolog

Southend

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Dale, Ivy, Dayami

Wysłany: 2018-04-18, 14:04   
  

  
Philippa Woodill

  
the sky is no limit if you're right here


- Tak, jasne. Nie cierpiało - powtórzyła głucho, kiwajac głowa i po raz kolejny wlepiajac wzrok w zwierzę. Może to i faktycznie dobrze, że nie musiała patrzeć na to, jak futrzak umiera, albo jeszcze gorzej, sama go dobijać. To nie byłoby najprzyjemniejsze. Na śmierć córki też nie musiała patrzeć, znaleźli ja już martwa, choć w jej przypadku stwierdzenie nie cierpiała zdecydowanie mijałoby się z prawda. Odgarnęła z twarzy kosmyki, które przykleiły się do czoła. Było jej zimno, bo, przypominam, miały jeszcze styczeń, a ona stała w samej koszulce z krótkim rękawkiem, mimo to z nerwów na jej czole pojawiły się niemal niedostrzegalne kropelki potu. - Jasne - pokiwała głowa po raz kolejny, jeszcze przez chwilę nie odwracajac się, zgadzajac się tym samym ze wszystkim, co mówiła ciemnowłosa. Oczywiście, najważniejsze, że one były całe, tyle że Philippa od prawie czterech lat wiedziała, że to nie jest do końca prawda - czyjaś śmierć zmienia tych, którzy wciaż żyja. Tak było z Rhiannon, tak było z Aaronem, choć sama próbowała wmówić Ricky co innego, a i na zwierzaka mogły gdzieś w norze czekać młode, których życie było zależne od trupa. Potrzebowała chwili, by się otrzasnać, ale zaraz jej się to udało. Jeszcze kilka minut i wszystko będzie po staremu. - Jasne - powtórzyła jeszcze raz, ciszej, odwróciła się i podeszła do wozu, nawet nie czujac, że wyśliznęła swoje ramię spod ciężaru dłoni Aldridge. Wyciagnęła łopatę i jakiś worek na śmieci, bo jak wiadomo, kamper służył jej za damska torebkę i miała tam wszystko, a nawet więcej, po czym sama zabrała się za usuwanie zwłok z drogi. Ułożyła je na poboczu, przy okazji, mimowolnie, upewniajac się, ze faktycznie zwierzak nie żyje. Worek był pod futrem, albo po prostu owinęła nim łopatę, żeby nie ubabrać jej krwia, bo to akurat nikomu nie było potrzebne. Schowała ja z powrotem, wciaż w milczeniu, ale ręce przestawały jej się trzaść, oddychała coraz spokojniej, a kiedy wsiadała na miejsce kierowcy - choć Rhea się zaoferowała, ona nie widziała najmniejszego powodu, by miały się przesiadać - na jej ustach zaczał pojawiać się uśmiech. - Wszystko w porzadku, możemy jechać dalej - zapewniła, zatrzaskujac drzwi i zapinajac pas. - Szkoda go. No ale taka kolej rzeczy. Na wybrzeże? - zerknęła na Rheę, czekajac, aż ta zajmie swoje miejsce, by mogła odpalić auto. Jej oczy przygasły tylko odrobinę, mniej, niż wtedy, gdy dostrzegła ciało siedmioletniej dziewczynki u podnóża zbocza, ale blask do nich już nie wróci. Z każdym takim wydarzeniem, nawet, jeśli chodziło tylko o kawałek dzikiego futra, które samo wpadło jej pod koła, w jej środku też coś umierało. Tyle tylko, że sama wcale nie chciała się tym przejmować. A już na pewno nikt inny nie musiał o tym wiedzieć. Usilne ignorowanie przykrych rzeczy sprawia, ze nie istnieja. Przykre wydarzenia, ignorowane, po prostu nigdy się nie wydarzyły.
_________________
Do you mind if I take you home tonight?
[Profil]
 
 
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2018-04-27, 18:21   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


Odruchowo kiwnęła z wolna głowa, jakby chciała upewnić Woodill, że rzeczywiście wszystko jest ok, nawet jeśli potracony zwierzak pożegnał się z życiem. Zawsze mógł to być jeleń albo inny łoś, którego nie dość, że ciężko byłoby usunać z jezdni, narobiłby więcej szkód.
Kiedy Philippa wyręczyła ja z czynnościa usuwania zwłok z jezdni, zatrzymała się przy karoserii kampera, wodzac niemrawym wzrokiem po otoczeniu, czujac wślizgujacy się pod bluzę, zimny powiew powietrza. Z jednej strony działał jakby kojaco na pojawiajacy się co i raz ból głowy, atakujacy miejsce tuż nad brwiami. W ciszy przygladała się, jak blondynka przesuwa łopata górę futra, przyozdobiona plamami czerwieni. Nie zamierzała się wtracać, chociaż w pewnym momencie miała ochotę przejać szpadel, co by oszczędzić kobiecie zbyt długiego wpatrywania się w uśmierconego ssaka.
Uśmiech, widniejacy na twarzy Woodill wcale jej nie przekonał co do słuszności słów, że wszystko w porzadku. To znaczy, sama je wypowiadała parę chwil temu, jednak na zewnatrz jej towarzyszka nie wygladała na zupełnie spokojna. Nie powinna się dziwić, w końcu sprzatnięcie od tak, wybiegajacej na ulicę zwierzyny pozostawia jednak nieprzyjemny ślad w pamięci.
- Podobno…- skwitowała, wdrapujac się na miejsce pasażera, wlepiajac wzrok przed siebie, sięgajac następnie do pasów bezpieczeństwa. Kiwnęła jeszcze głowa, odnośnie wzmianki o wybrzeżu, chociaż tak właściwie, wszystko jej było jedno gdzie się udadza, byle tylko mogła się napić. Bynajmniej nie ze względu na odreagowanie sytuacji z potraceniem, a ogólnego przybicia, zwiazanego ze stopniowym odstawieniem alkoholu. Miała dziwne wrażenie, że będzie to jak wyjatkowo długi, uporczywy kac. Przechodziła przez takie, wiedziała z czym to się je i… powinno to poniekad zrazić ja do procentów, jednak chęć zamazania przeszłości, nawiedzajacej myśli była znacznie silniejsza od działań anty autodestrukcyjnych. Cóż…
Powstrzymała się z pytaniem o cokolwiek płynnego, uderzajacego do głowy, jako, że perfidne opróżnianie butelki z alkoholu, na przednim siedzeniu, obok kierowcy wygladałoby co najmniej lekceważaco. Miała takie podejście do większości spraw – lekceważace, bo gdyby zgłębiała się w szczegóły, doszłaby do wniosku jak bardzo nie potrafi podołać prostym z definicji czynnościom. Przegryw po całej linii.
- To chyba już niedaleko, co? - odezwała się po trwajacej od pewnego momentu ciszy. Nie czuła się wtedy dziwnie czy niekomfortowo, czasami lepiej było trochę pomilczeć, niż wypluwać z siebie słowa z prędkościa karabinu maszynowego. Szczególnie po tym, jak kamper sprzatnał futrzastego.
_________________



[Profil]
 
 
Philippa Woodill









37

meteorolog

Southend

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Dale, Ivy, Dayami

Wysłany: 2018-05-06, 18:47   
  

  
Philippa Woodill

  
the sky is no limit if you're right here


Oczywiście, że mogło być gorzej. Zawsze mogło, właśnie dlatego Woodill nie zamierzała się zamartwiać, ubolewać całe życie, na co i tak już nie miała przecież wpływu. Nie przywróci nikomu życia - ani córce, ani zwierzakowi. Tak samo, jak Rhea nie przywróci życia ludziom poległym w katastrofie. Zamiast tego, mogłaby zadbać o swoje. W całym tym przykrym wydarzeniu można było odnaleźć przynajmniej jeden pozytywny aspekt: Philippa zapomniała już o planach, jakie po cichu poczyniła na dzisiejsza wycieczkę. Płótno wielkości prześcieradła i kilka pojemników farby wciaż znajdowało się na tyłach kampera, ale już nie w jej głowie. Przypomni sobie pewnie dopiero, jak już się na nie nadzieje, ale mimo wszystko, ten pomysł już się spalił.
Z poczatku milczała, bo musiała nad soba zapanować, a to wymagało od niej chwili skupienia. Nie tylko nie chciała znów czegoś potracić, ale także próbowała uspokoić drżace dłonie, przyspieszony puls, serce bijace jak oszalałe. Powoli jej się to udawało, ale tak bardzo oderwała się na chwilę od rzeczywistości, że głos Rhei dobiegł do niej jak zza ściany. Odwróciła głowę i patrzyła na nia przez chwilę zdezorientowana, ale wystarczyło kilka sekund, by dotarł do niej sens słów. Znów skupiła wzrok na drodze - na szczęście, tych kilka sekund nie sprawiło, że potraciły kolejne futro badź zjechały z drogi - po czym skinęła głowa.
- Może dwadzieścia minut, no. Naprawdę nigdy tam nie byłaś? Niesamowite. To znaczy, ja też byłam tu ostatnio lata temu. Zaraz po studiach pojechaliśmy w kilka miejsc, tu też, to była nasza podróż poślubna, ale byliśmy wtedy trochę biednymi myszami. Zamiast spać w hotelach, cisnęliśmy się w małym namiocie, i większość drogi przebyliśmy autostopem. Jeździłaś kiedyś autostopem? Można poznać wielu ciekawych ludzi, właściwie dziwne, że nie spotkałyśmy żadnego autostopowicza, myślisz, że o tej porze roku ludzie po prostu tak nie jeżdża, czy już się raczej odchodzi od takiego podróżowania? - cisza nie była jej już potrzebna, teraz było wręcz przeciwnie - mówiła o czymkolwiek, byle tylko znów między nimi nie zapadła. Rhea nie musiała jej odpowiadać, wszystkie pytania Fifa traktowała jako retoryczne. Brunetka nie musiała jej nawet słuchać, zwłaszcza wtedy, kiedy Philippa wskazywała jakieś pamiętne głazy, na które się wspinali, aby spróbować dojrzeć morze, bo nie mogli z Jaggerem przez dłuższy czas złapać stopa, albo zarośnięte pole, które kiedyś było dzikim wrzosowiskiem, w które jeden kierowca wyrzucił nowa świecę od auta, bo pomylił, wymieniajac je w drodze, i potem spędzili kolejne dwie godziny na szukaniu jej. Woodill miała świadomość, że to Rhei wcale nie interesowało. Nie musiało. Blondynka po prostu mówiła, śmiała się sama do siebie, ciężko nawet powiedzieć, czy mniej szczerze, niż kiedykolwiek. Nie przerwała mówienia nawet wtedy, gdy zatrzymała się gdzieś na poboczu i przejęła od brunetki mapę. Wpatrzyła się w nia na kilka chwil, odłożyła na bok i pojechała dalej. Kilkanaście minut zajęło jej przejechanie przez jakaś nadmorska miejscowość, kolejnych kilka znalezienie miejsca parkingowego. - Kawałek będziemy musiały podejść pieszo - stwierdziła w końcu, znów przejmujac mapę i próbujac zorientować się, którędy powinny iść. Ciężko powiedzieć, czy to naturalny dar czy może lata biegania z owcami po walijskich łakach sprawiły, że miała tak dobra orientację w terenie. Przeniosła wzrok na Aldridge, jakby czekajac na potwierdzenie, albo ewentualne uwagi.
_________________
Do you mind if I take you home tonight?
[Profil]
 
 
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2018-05-13, 14:58   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


Być może doświadczenia innych ludzi z jej otoczenia powinny sprowokować Aldridge do wysunięcia podobnych wniosków, jednak… stan, który jednoznacznie można było określić jako „zły”, nadal taki był, niezależnie od stopnia zaawansowania. Brak posiadania kontroli nad otoczeniem jedynie napędzał bibliotekarkę w popadanie w nałogi coraz to bardziej. Nigdy nie była osoba, która tak po prostu przystosowuje się do tego, co dostaje. Kiedyś potrafiła to zmieniać, skutecznie na to wpływać, jednak odkad stała się tym kulejacym kłębkiem nieszczęść, cała determinację szlag trafił.
Nie wiedziała na co miała odpowiedzieć w pierwszej kolejności, kiedy Philippa zaczęła przypominać nakręcona katarynkę. Zdecydowała się ostatecznie podzielić własnym zdaniem na temat, poruszony w ostatniej kolejności.
- Chyba tak… dzieciaki dostaja pierdolca, kiedy więcej mówi się w mediach o porywaczach i gwałcicielach - oparła łokieć o krawędź przy szybie ze swojej strony, lekko marszczac brwi. Kiedyś też byli, ale dla niektórych autostop był jedyna metoda, aby wyrwać się gdzieś dalej. Co za tym idzie – komunikacja była znacznie mniej rozwinięta. Zarówno ta internetowa, jak i zwiazana bezpośrednio z telefonami. Postęp cywilizacyjny idzie w parze z paranoja... na to by wychodziło.
I w hotelach zdarzało jej się nocować, szczególnie, kiedy razem z drużyna wyjeżdżała na zawody, w inna część kraju. Miło było przenieść się w nieco inny świat, odbiegajacy znacznie od rodzinnego domu, pełnego porwanych prześcieradeł, dziurawych materacy i wszechobecnego bałaganu. Nie musiała nawet sprzatać pokoju hotelowego, dzielonego z koleżankami, jednak i tak to robiła, bo… aż szkoda było zastawiać klamotami tak przyjemna przestrzeń.
Przytaknęła niemrawo głowa, kończac jeść bułkę, która udało jej się dorwać, gdy mijały niewielka miejscowość. Nie jadła śniadania, musiała cokolwiek w siebie wcisnać, nim żoładek kompletnie się zbuntuje, traktowany wyłacznie alkoholem. Na tak zaawansowany etap alkoholizmu jeszcze nie dotarła.
- Chcesz mi pokazać jakieś konkretne miejsce? - wcisnęła folię po bułce do przedniej kieszeni spodni, przeczesujac po chwili włosy palcami. Właściwie, na miejscu Woodill, również nie obawiałaby się zostawić kampera na trochę samemu sobie. Kto w ogóle zapuszczał się w podobne rejony o tej porze roku? Było zimno, dookoła roztaczały się dźwięki, typowe dla dziczy. Nie często chodziła w podobne miejsca, częściej gościła w większych, tłoczniejszych miastach czy to w Anglii czy poza jej granicami. Co nie oznaczało, że w dalszej przeszłości nie wybierała się ze znajomymi gdzieś w plener. Za czasów licealnych był to niemalże chleb powszedni. Parki, garaże, porośnięte drzewami pagórki. Później trzeba było tylko wdrożyć procedury ewakuacyjne, zwiazane z obecnościa mundurowych. Wtedy Miała na to kondycję.
_________________



[Profil]
 
 
Philippa Woodill









37

meteorolog

Southend

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Dale, Ivy, Dayami

Wysłany: 2018-06-12, 19:56   
  

  
Philippa Woodill

  
the sky is no limit if you're right here


Woodill dopasowuje się z łatwościa. Nie wszędzie jest jej dobrze, nie każdemu miejscu potrafi przylepić łatkę domu - Londyn jej domem nie był - ale potrafiła przeżyć tam wiele czasu, cieszac się z życia, a przynajmniej próbujac to robić z całych sił i nikt nie powiedziałby, że mogłoby być inaczej. Wystarczało jej, że powie sobie w głowie głodne cygańskie dzieci maja gorzej, i jej problemy już wydawały się jej mniej istotne, co oczywiście nie miało żadnego sensu, ale jej wystarczało w zupełności. Dla niej problemy najlepiej jest odstawić na bok, jeśli rozwiazanie ich jest zbyt skomplikowane, to nie ma co sobie tym zawracać głowy, szukanie go pochłania tylko niepotrzebnie życiowa energię. W jakimś sensie były pod tym względem podobne - tyle tylko, że Rhea uciekała w alkohol i użalanie się nad soba, a Philippa w zapomnienie i uparte dażenie naprzód, byle tylko nie dać sobie okazji do załamania się. Wiedziała, że to by ja zniszczyło, a na to nie mogła pozwolić.
Na pewno miała w kamperze coś do jedzenia! Wystarczyło, by Rhea pisnęła słowo (ewentualnie by odezwał się jej żoładek), a blondynka zaraz by się podzieliła. Jej zaopatrzenie nie ograniczało się tylko do butelek alkoholu, coś na zab też zawsze musiało wpaść. W przeciwieństwie do niektórych w tym towarzystwie, nie była alkoholikiem z krwi i kości. No i lubiła smaczne obiady, okej.
- No jasne, nie wywiozłabym cię gdzieś, gdzie nie ma nic ładnego. Prócz nas, oczywiście - rzuciła jak gdyby nigdy nic, wzruszajac ramionami i wyskakujac z kampera na parking. - Chcesz wziać coś na drogę? Chipsy, klopsiki, wódkę? - uniosła brwi, uśmiechnęła się zachęcajaco, ale zaraz zatrzasnęła drzwi od strony kierowcy. Jeśli Rhea tylko wyraziła chęć, Fifka wyciagnęła z przyczepy to, czego tamta tylko sobie zażyczyła. Zerknęła jeszcze raz na mapę, ale wydawało jej się, ze wie, jak iść. Zamknęła auto i ruszyła przed siebie, niezbyt szybko jednak, bo chciała, by Aldridge była tuż u jej boku. Nie szły długo, a przed ich oczami już pojawiła się woda ciagnaca się aż po horyzont. Dla Rhei wciaż mogło być szaro, mdło i nieciekawie, ale Philippie wystarczył jeden dziwny kształt, by już była zafascynowana widokiem.

Ukryj: 

- To Durdle Door - machnęła ręka w stronę skały na dole, kierujac w stronę schodków, po których mogły zejść na plażę. - Chcesz iść na dół, czy wolisz tu zostać? - mogły popatrzeć na wodę, albo usiaść na schodkach, albo rozłożyć się w trawie kilka metrów wyżej, by po prostu popatrzeć przed siebie i pokontemplować przez chwilę. Philippie to oczywiście bardzo by odpowiadało, zreszta, każda opcja. Zerknęła w bok, na Rheę, czekajac na odpowiedź, no i trochę też obserwujac reakcję, tamtej, bo w końcu Fifka tu już była i już to widziała. I w jakiś sposób chciała, by na ciemnowłosej wywarło to podobne wrażenie, jak na niej.
_________________
Do you mind if I take you home tonight?
[Profil]
 
 
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2018-06-30, 19:17   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


Z jednej strony, powinna się przyzwyczaić do tego, że w życiu wiele razy przyjdzie jej wchodzić pod górkę. Pochodziła z rodziny o mocno watpliwej reputacji, z reszta, jako dzieciak również nie stosowała się do większości zasad, chociaż miała predyspozycje do nauki, o czym świadczył ten epizod ze szkoła lotnicza. Była całkiem pojętna jednostka, ale nie potrafiła tego w pełni wykorzystać, gdy w odmętach podświadomości pojawiały się obrazy, przywodzace na myśl najgorsze scenariusze z tego niespełna tydziesto-jednoletniego życia. Zdecydowanie coś siedziało w tej głowie, zasłoniętej przez ciemne kudły, ale co dokładnie... tego nie dowie się w najbliższym czasie.
Ściagnęła brwi, rozgladajac się uważnie po otoczeniu, jako, że ewakuowała się ze swojego miejsca, obok kierowcy.
- Jeśli chcemy tam posiedzieć trochę dłużej… - kiwnęła nieznacznie głowa w odpowiedzi na zabranie czegoś ze soba. Odetchnęła powoli powietrzem, wyczuwajac w powietrzu charakterystyczny zapach morza. Lubiła je, ale to było kiedyś. Odkad wody oceaniczne ujrzała przy okazji dogorywania gdzieś na linii brzegowej, po awaryjnym ladowaniu, zdecydowanie podchodziła do nich z pewnym dystansem. Nie miała od razu napadów paniki, ale dyskomfort i niepewność pojawiały się zupełnie automatycznie. Jeśli nie przestanie się tym zadręczać – będzie jeszcze gorzej. Coś w jej podświadomości miało to na uwadze. Nikły, cichy jak na razie głosik, który nie miał siły, aby przebić się przez warstwę wyrzutów sumienia i innych żałości.
Ruszyła za Philippa w odpowiednim kierunku, ściskajac w dłoniach część rzeczy, bo trochę słabo by to wygladało, gdyby jej towarzyszka musiała wszystko sama nosić. Może i trochę kulała na jedna nogę, ale nie była takim totalnym inwalida.
W końcu mogła spojrzeć na te rzekomo szare, angielskie wybrzeże, od którego wolała te, znajdujace się na południu Europy. Musiała przyznać, zaskoczył ja widok, czego nie zamierzała na zewnatrz ukrywać. Ba, nawet nad tym nie bardzo panowała, jako, że organizm domagał się odpowiedniej dawki alkoholu. Odezwała się dopiero po krótkiej chwili.
- Możemy… - ściagnęła brwi po raz kolejny, jak miała w zwyczaju, cały czas wlepiajac oczy w horyzont. - Możemy zejść.
Wcześniej pojawiła się na plaży z Kala w Southend, przy czym czuła się wtedy znacznie pewniej, bo towarzyszyła jej najlepsza przyjaciółka, nad która również wtedy czuwała. Dbały o siebie nawzajem, na swój sposób i nie potrzebowały do tego zbyt wielu słów.
Zerknęła katem oka na kobietę, nie odwracajac tak do końca głowy w jej stronę.
- Byłaś już tutaj kiedyś?
Te miejsce miało w sobie coś, co wręcz zachęcało do odwiedzania go kilka razy. Widoki rzeczywiście były imponujace. Może zbyt pochopnie oceniła wybrzeża Zjednoczonego Królestwa?
_________________



[Profil]
 
 
Philippa Woodill









37

meteorolog

Southend

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Dale, Ivy, Dayami

Wysłany: 2018-07-18, 20:46   
  

  
Philippa Woodill

  
the sky is no limit if you're right here


Całkiem możliwe, że gdyby Philippa wiedziała, co i jak u Rhei z wybrzeżem, to wcale nie zabierałaby jej akurat tutaj. Bo owszem, może i nie uznawała "użalania się nad soba" za coś odpowiedniego, to chyba jednak była w stanie uszanować cudze lęki, choć trochę, a przynajmniej to, że się czegoś nie lubi. Jednak nie wiedziała, a Rhea w żadnym wypadku nie miała obowiazku się jej z czegokolwiek spowiadać, wyladowały więc tutaj, z kocem, kanapkami i jakimś alkoholem, który ciemnowłosa jak najbardziej mogła wypić. Woodill pewnie tylko skosztuje. Już niedługo będa musiały wracać. Rhea musiała iść następnego dnia do pracy, taka była umowa, a Philippa nie widziała najmniejszych powodów, by ja złamać.
- Byłam. Ale minęło trochę czasu - kiedyś wiele podróżowała, właściwie nawet po tym, jak już urodziła dziecko, starała się nie siedzieć w jednym miejscu. Tego czasu mogło minać nawet mniej, niż jej się wydawało. Po prostu jej życie w Londynie wydawało się być czymś bardzo odległym. Jakby minęło wiele lat, odkad tam mieszkała, choć przeprowadzka do Brentwood była zaledwie kilka miesięcy temu.
Podażyła krzywymi schodkami w dół zbocza, na plażę, skoro Rhea wyraziła taka chęć. Rozłożyła rzeczy i koc kawałek od wody, ale kiedy na nim przysiadła, zabrała się za ściaganie butów. Nieważne, że był styczeń (wtf ~Patka), nie widziała nic złego w tym, aby poczuć piasek między stopami czy też brodzić po kostki w lodowatej wodzie. Nie wzięła kurtki z kampera, wciaż miała na sobie tylko koszulkę, ale jeszcze nie czuła zimnego wiatru, zgrzała się, kiedy szły. - Wino, piwo czy kanapkę? - spytała, dopiero teraz ogladajac się na Rheę, która wcale nie musiała być obok niej, Fifie nawet nie przyszło do głowy, że mogłaby się gdzieś po drodze zgubić. Droga w dół była jedna, chyba że Aldridge skręciła na siku. Blondynka uniosła brwi, szukajac jej wzrokiem, jednocześnie sięgnęła po kromkę, która sama chętnie by wciagnęła. Miały trochę czasu dla siebie, w ciszy, która rozpraszał tylko szum wody obijajacej się delikatnie o brzeg. Właśnie takie momenty miały swój urok, przynajmniej zdaniem Philippy.
_________________
Do you mind if I take you home tonight?
[Profil]
 
 
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2018-07-22, 22:51   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


Skoro już wyladowały w tym miejscu, nie zamierzała nagle dawać nogi i to w kompletnie nieeleganckim stylu ze względu na ten cholerny uraz, wciaż zatruwajacy życie. Ucieczkę rozważała, gdy rzeczywiście czuła w głowie pustkę i nie potrafiła wymyślić niczego innego. Tym razem jedynie gdzie mogłaby umknać, to w jakieś wysokie chaszcze, a i tak nawet nie brała tej ewentualności pod uwagę.
Nie skomentowała odpowiedzi Philippy, kierujac się niestrudzenie dalej, pokonujac we własnym tempie kolejne stopnie. Zeszła więc po schodach na sam dół, spogladajac pod nogi, które w pewnym stopniu okopał piasek. W Southend miała do czynienia jedynie z plaża żwirowa i nie pozwalała sobie na zdejmowanie butów czy inne ekscesy. Kojarzyło jej się to z chodzeniem po węglach aniżeli najtańszym substytutem masażu w spa.
Powoli wsunęła dłonie do kieszeni kurtki, zabranej wcześniej z zajmowanego miejsca w kamperze. Przystanęła w miejscu gdzieś niedaleko ostatniego stopnia, nie decydujac się na podejście bliżej, w kierunku fal, wpływajacych na przybrzeżny piasek. Odetchnęła powoli charakterystycznym powietrzem. Wydawało się zupełnie inne niż w Southend. Podobnie, jak w zestawieniu z Wyspami Kanaryjskimi, u wybrzeży których przeżyła najgorszy koszmar w swoim życiu. Nic nie było takie samo, chociaż mogło się wydawać względnie podobne. Sytuacja, z która miała do czynienia w przeszłości wydawała się jedna na... milion? Wbrew pozorom, katastrofy samolotowe były rzadsze aniżeli te kolejowe czy z udziałem samochodów osobowych.
Dopiero kiedy katem oka zauważyła jak Woodill zaklepuje sobie miejsce na piasku (bez januszowych parawanów), oderwała wzrok od horyzontu, powoli przechodzac w stronę krzatajacej się kobiety. Naprawdę zamierzała tutaj siedzieć pomimo nieustępliwego, zimowego powietrza?
Nie odzywała się ani słowem, do momentu, gdy posłano w jej stronę pytanie. Poruszyła ramionami, schowanymi pod warstwa odzieży, a natrafiwszy na wzrok Philippy, ściagnęła usta, zupełnie jakby zastanawiała się poważnie nad wybraniem konkretnej z przytoczonych rzeczy. Właściwie, to było jej wszystko jedno.
- Piwo chyba pasuje do kanapki nieco bardziej - nie, żeby w ogóle kiedykolwiek się przejmowała tym, co do czego pasuje. Alkohol mogła serwować sobie nawet i na pusty prawie żoładek, co było totalna głupota. Im szybciej chwyciło, tym lepiej.
Przysiadła gdzieś obok na kocu, zaraz ściagajac brwi, kiedy dotarł do niej pewien istotny fakt.
- Masz jakieś skandynawskie korzenie czy co? - skomentowała w ten sposób odkryte ramiona swojej towarzyszki. Nawet ona musiała przyznać, że wiało dosyć srogo, chociaż była zatwardziałym Angolem, identyfikujacym się w stu procentach z panujaca na Wyspach pogoda.
- Jeśli będziemy tutaj siedziały dłużej, możesz się nieźle przeziębić. Zapalenie płuc lubi wysyłać ludzi do szpitala.
W dwóch ruchach ściagnęła z siebie kurtkę i rzuciła do blondynki. Nadal miała pod spodem ciepła bluzę, więc w takim zestawieniu - obie nie będa marznać w dotkliwy sposób.
_________________



[Profil]
 
 
Philippa Woodill









37

meteorolog

Southend

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Dale, Ivy, Dayami

Wysłany: 2018-08-02, 19:56   
  

  
Philippa Woodill

  
the sky is no limit if you're right here


Oczywiście, ze Rhea mogła gdzieś umknać. Czy to w chaszcze, czy ku najbliższej szosie, by złapać stopa czy znaleźć jakikolwiek przystanek albo dworzec, albo stację, łatewa. Mogła nawet zaszyć się w kamperze, którego tylne drzwi nie zamykały się automatycznie, o czym Philippa notorycznie zapominała. Jej szczęście, że ten złom nie zachęcał nikogo do tego, by go ukraść.
Dobrze jednak, że brunetka nie uciekła. Że dostrzegła tę nikła różnicę w powietrzu, zdecydowała się na zejście niżej i przycupnięcie obok Woodill. Blondynka bez zastanowienia wyciagnęła z góry rzuconych wcześniej rzeczy kanapkę i dwie puszki z piwem. Jedna z nich zatrzymała dla siebie, resztę podała Rhei.
- Smacznego - może nie były to rarytasy pełne warzyw, Aldridge nie powinna się nawet spodziewać żadnych wzorków z ketchupu, ale przynajmniej wrzuci coś do brzucha, przy okazji się nie zatruwajac. Takie sukcesy też należy doceniać. Fifa zachichotała w odpowiedzi na pytanie. Dopiero teraz dotarło do niej, że faktycznie, mogła coś zabrać. Kiedy szła, zrobiło jej się ciepło, ale to wrażenie zaraz minie, na końcach palców już teraz zaczynała odczuwać chłód. Zamiast się tym przejać, pokręciła jedynie głowa. - Podobno mam brazylijskie, ale nie wiem, ile w tym prawdy. U moich sióstr bardziej to widać, niż u mnie - wzruszyła ramionami. Nigdy w to nie wnikała, pewnych rzeczy lepiej nie wiedzieć. Może dostała więcej genów z europejskich strony, a może była córka listonosza czy sasiada, kto wie? Nie wydawało jej się, by miało to jakoś znaczaco zmienić jej życie. - Nie tak łatwo mnie pokonać - o tym była święcie przekonana, ale zamiast odrzucić Rhei z powrotem jej kurtkę, skinęła głowa z wdzięcznościa. - Dzięki. Ale jak będzie ci zimniej, to powiedz, oddam ci - miała nadzieję, że faktycznie tak się stanie, ale nie znała jej na tyle, by mieć pewność. Zreszta, to i tak pewnie skończyłoby się powrotem do kampera. Ostatecznie Philippa zrezygnowała z pomysłu brodzenia przy brzegu w wodzie, poszła tam tylko potem umoczyć ręce. Zatrzymała się przy jednej puszce piwa, bo sama też nie chciała wracać autem z nietrzeźwym umysłem, ale wciagnęła coś smacznego, w międzyczasie zabawiajac Rheę historiami z podróży, czy jakimikolwiek innymi. Z tym miejscem też na pewno jakaś się wiazała. Blondynka ograniczała się do przyjemniejszych szczegółów. O pewnych rzeczach przecież nie warto mówić.
Siedziały dłużej, niż Woodill z poczatku miała zamiar. Chciała Rhei pokazać jeszcze jedno miejsce, z równie ciekawa formacja skalna, ale nie starczyłoby im czasu, jeśli Aldridge miała zdażyć do pracy a taki był pierwotny plan. Kilka godzin później znów wsiadły do pojazdu, skierowały się w drogę powrotna, do Brentwood - gdzie powietrze wciaż było takie samo, a rzeczywistość potrafiła przytłoczyć.

/zt x2
_________________
Do you mind if I take you home tonight?
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 6