Poprzedni temat «» Następny temat
Skatepark
Autor Wiadomość
Keith O'Shaughnessy








17

South - West Brentwood



Wysłany: 2018-07-02, 21:59   
  

  
Keith O'Shaughnessy

  
I'm not going to be your little bitch.


Wtorek? Zastanowił się przez chwilę. Cóż skoro i tak mieli robić to raczej z rana to powinno mu pasować.
Jasne — powiedział krótko układajac sobie powoli cały plan w głowie. Wyliczał plus minus potrzebne im godziny na zebranie się, przygotowanie wszystkiego, oklejenie samochodu, zjedzenie pizzy i powrót do domu. Powinni zdażyć.
Zerwanie się z lekcji to nie problem — wzruszył rękami akurat ta częścia nie przejmujac się aż tak bardzo. Zwolnienia naprawdę robiły swoje — Ale nie będę mógł zostać dłużej niż do szesnastej trzydzieści. We wtorki o siedemnastej pomagam mojemu... ojcu zastępczemu, Markowi w klinice weterynaryjnej. Z tego już nie mogę się wymigać.
Zawahał się przez chwilę nadal nie mogac się przyzwyczaić do nazywania go w taki, a nie inny sposób. Okej jasne, Nickolsonowie byli jego rodzina zastępcza i w ogóle, ale wzięli go w takim wieku, w którym nawet nie było co się łudzić że faktycznie uzna ich za rodziców. Zwłaszcza, że jego matka nadal żyła. Kate pozostawała Kate, a Mark Markiem. Gdy jednak używał tylko i wyłacznie ich imion, ludzie byli zwyczajnie skonfundowani. Nie zamierzał też rzeczywiście zarzucać Zacka swoja historia życiowa. Zdecydowanie nie był osoba, która miał zamiar przytłaczać własnymi problemami. Nie żeby planował otwierać się przed kimkolwiek w Brentwood.
Dasz radę wyrwać się z domu koło dziewiatej? Będziemy mieli wystarczajaco czasu na wszystko, łacznie ze zjedzeniem pizzy. Jak uwiniemy się wystarczajaco szybko, będziemy mogli odwalić jeszcze coś śmiesznego z jej śmierdzacymi pelargoniami — puścił mu oko ściszajac konspiracyjnie głos. Biedna sasiadka.
_________________








my level of sarcasm?


it got to the point where i don't even know if i'm kidding or not.

[Profil]
 
 
Zack Caldwell


Wysłany: 2018-07-10, 17:31   

- Jasne, że się wyrwę - machnał ręka, bo urywanie się z lekcji było jego konikiem. Nieważne o której godzinie Zack miałby to zrobić, ale obiecał sobie w duchu, że będzie na czas. Przed dziewiata zaczynał pierwsza lekcję, więc świetnie się złożyło, że po prostu w ogóle nie pójdzie do szkoły. Chciał coś jeszcze dodać, ale wtedy dotarły do niego inne słowa starszego kolegi. Właściwie chodziło o te pierwsze,, ale dopiero teraz Caldwell zdażył je przyswoić. - Twój ojczym jest weterynarzem? - zdziwił się co niemiara, bo tak się składało, że chłopiec był częstym gościem kliniki dla zwierzat. Nie dlatego, że chodził tam ze swoim futrzakiem, ponieważ sam takowego nie posiadał. I nie dlatego, że sam potrzebował tego typu pomocy, mimo swojej nieokiełznanej natury. - Mój ojciec też tam pracuje - poinformował, mimo swojej niechęci do Gabriela, którego nie uznawał za rodzica. Ale matka kazała spędzać z nim czas uważajac, że Torres starał się o zbudowanie jakiejś relacji z synem. - To znaczy, mój biologiczny ojciec. Zostawił moja mamę w ciaży, chociaż ona uważa, że było inaczej - Caldwell naburmuszył się lekko wciaż patrzac na Keitha. Ale jego mama miała rację, Gabriel Torres wcale ich nie zostawił, to kobieta odeszła, bo nie chciała niszczyć mu kariery weterynaryjnej. Mimo to, trzynastolatek nie chciał dać mężczyźnie najmniejszej szansy, a tym bardziej nie uznawał go za ojca. Jego prawdziwym ojcem był Roy, chociaż chłopiec nie zwracał się do niego w ten sposób. Nigdy nie nazwał go tata, ale w taki sposób go traktował i starał się okazywać szacunek, chociaż Zachary'ego nie zawsze można było uznać za przykładnego syna. Właściwie to sprawiał dużo problemów, a jeszcze tak naprawdę nie wszedł w ten prawdziwy, buntowniczy wiek. Aż strach pomyśleć, co będzie za kilka lat.
_________________
While we're young dumb
Young, young dumb and broke
[Profil]
 
 
Keith O'Shaughnessy








17

South - West Brentwood



Wysłany: 2018-07-11, 12:01   
  

  
Keith O'Shaughnessy

  
I'm not going to be your little bitch.


Uwierzył mu na słowo.
Sam nie wiedział czemu z taka łatwościa przychodziła mu wiara w jego umiejętności. Cóż, teraz i tak nie miało to większego znaczenia. Najwyżej przejedzie się na własnej łatwowierności względem Caldwella, która zdecydowanie nie zdarzała mu się zbyt często.
Drgnał nieznacznie na słowo 'ojczym'. Nie było to do końca to, jakby go określił. Zdecydowanie nie pasowało z definicji, ale darował sobie tłumaczenie całej ich sytuacji rodzinnej.
Mhm. Mark Nickolson — powiedział przygladajac mu się z zaciekawieniem, gdy wspomniał o swoim biologicznym ojcu. Pracował tam?
Jak się nazywa? — zapytał nieznacznie zaciekawiony. Kto wie, może nawet się znali? Pod warunkiem, że nie pracowali w dwóch zupełnie różnych klinikach weterynaryjnych. W końcu nawet taka mieścina jak Brentwood miała kilka swoich miejscówek. Była jednak szansa, że rzeczywiście na niego trafił.
Nie był w stanie ocenić czy mama Caldwella mówiła prawdę czy po prostu próbowała go uchronić przed bardziej okrutna prawda, przez co zwyczajnie nie wiedział jak to skomentować. Skoro już jednak podzielił się z nim podobna informacja, O'Shaughnessy oparł się wygodniej plecami o ławkę.
Mój biologiczny ojciec też porzucił mnie i moja matkę — nie było w tej informacji żadnego żalu czy wściekłości. Jedynie czyste stwierdzenie faktu. Figura ojca nie miała dla niego najmniejszego znaczenia, przez co nie odczuwał nawet w szczególny sposób jego braku. Wręcz przeciwnie, teraz gdy znalazł się u Nickolsonów, przyłapywał się na tym jak dziwnie się czuł, widzac szczęśliwe małżeństwo przy jednym stole. W jego domu, nawet po tym jak matka znajdowała sobie kolejnych partnerów, nigdy nie panowało podobne szczęście i ugoda. A już na pewno nie w stosunku do samego Keitha.
Zamknał na chwilę oczy, odcinajac się tym samym od wszelkich wspomnień. Nie chciał do nich wracać.
To co młody, jesteśmy ustawieni. Pisz do tych swoich kumpli gdzie sa, chyba macie telefony? — zapytał nadal nie rozchylajac powiek. Sam miał w planach pojeździć jeszcze trochę na rowerze.
_________________








my level of sarcasm?


it got to the point where i don't even know if i'm kidding or not.

[Profil]
 
 
Zack Caldwell


Wysłany: 2018-07-22, 15:31   

Zachary dopiero niedawno dowiedział się, że jego biologiczny ojciec pracował w klinice weterynaryjnej. W zasadzie niedawno dowiedział się, że mieszka w tym samym mieście, do którego jakiś czas temu przeprowadziła się rodzina Caldwellów. Matka suszyła mu głowę o to spotkanie, a z racji tego, że Zack chciał sprawić jej przyjemność i mieć to z bani, spotkał się z tym gościem.
- Gabriel Torres - odparł w odpowiedzi i zeskoczył z ławki. - Ale serio, nie jestem w ogóle do niego podobny, więc śmierdzi mi to jakaś kiepska ściema. No i w ogóle nie jest fajny - pokręcił z niedowierzaniem głowa, jakby nie docierało do niego, jak to mogło się stać. No bo jak? Sam Zack był taki superkowy, a jego ojciec to zwykły nudziarz? Beznadzieja. Kolejna słowa Keitha sprawiły, że Młody westchnał pod nosem i zaszurał butem o beton. - No to nasi ojcowie to niezłe dupki - skwitował i już miał wyciagnać telefon, do czego namówił go starszy kolega, bo oczywiście, że on i jego ziomki posiadali komórki. Jaki dzieciak w tych czasach ich nie miał? Zack wychował się na tablecie, a swój pierwszy telefon dostał na piate urodziny, kiedy szedł do przedszkola. A teraz komórę to miał na wypasie, ze wszystkimi bajerami, ekstra aparatem, najlepszym internetem i ze wszystkimi popularnymi apkami. Już chciał napisać na messendżerze do jednego z kumpli, ale wtedy ujrzał w oddali jednego z nich. - Hej, Danny! - pomachał łapka jak szalony i wystawił w kierunku grupki chłopców środkowy palec. - Mam nadzieję, że nie żarliście pizzy beze mnie, ćwoki! - wydarł się na całe gardło, a potem wyszczerzył zęby do Keitha. - To ja spadam, jesteśmy w kontakcie - jeszcze na chwilę podbiegł do ławki, zbił z kolega żółwia i popędził do swoich ziomeczków, żeby pośmigać z nimi na desce. I wcale nie jedli bez niego pizzy, ha!

/zt x2
_________________
While we're young dumb
Young, young dumb and broke
[Profil]
 
 
Dale Underhill









24

kelnerka

North Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Ivy, Dicki

Wysłany: 2018-08-07, 02:44   
  

  
Dale Underhill

  
'Bout those bitches, I don't wanna know


-> stad

Kumpelstwo z okazjonalnym seksem brzmi super, i tak bardzo w stylu Dale, że… chyba wracamy do punktu wyjścia? Tego, w którym mieli się hajtnać, jeśli w okolicach czterdziestki wciaż będa sami. Ciężko powiedzieć, czy znajdzie się taki, co to wytrzymałby z ruda tak całkiem na poważnie. Albo ona z nim! To na pewno byłby jakiś nudziarz.
- Niech ci będzie – wzruszyła ramionami. Była w stanie uwierzyć na słowo, i tak za każdym razem używała gumek, nie była aż tak głupia, żeby dać się wmanewrować w jakiegoś bachora (czy innego syfa). – Nie mam pojęcia, co przenosza trupy. Ale coś musza, no nie? Nie bez powodu śmierdza. I nie żyja – na coś trzeba umrzeć, HIV był dobra opcja jak każda inna.
Jej samej piwo z szejkiem też się przez chwilę wydało popierdolonym pomysłem, ale z doświadczenia wiedziała, że takie pomysły to bardzo dobre pomysły. No więc, jeśli tylko nadarzy się okazja, to chętnie z niej skorzysta. Nieważne, czy miałby być pyszny, czy miałaby odruch wymiotny przy pierwszym łyku, czy po prostu wypiłaby za dużo i dlatego się porzygała. Najważniejsze, że Chester zaoferował się do trzymania włosów. Anioł, nie człowiek. Dale wsunęła swoja dłoń w tę jego, by spojrzeć na niego z rozczuleniem, choć musiała przy tym całkiem nieźle zadrzeć głowę.
- Ty to mnie chyba jednak trochę kochasz – przecież nawet wobec własnego brata nie mogła być pewna, czy potrzymałby jej włosy, a ten tu się tak otwarcie deklarował. Aż jej się cieplej na serduszku zrobiło! Zaraz jednak w swoich łapkach trzymała kebaba, skończył się więc czas czułości, były sprawy ważniejsze. Kebsy. Wiadomo. – Po piwo idziemy po drodze, czy jak już zjemy? – pewnie mogli zajść do jakieś angielskiej żabki i obalić sobie coś na skateparku też, bo jak wiadomo, tak będzie śmieszniej. Decyzja należała do Chestera, ona była w stanie się dostosować, ale niezależnie od tego, co zrobili, w końcu wyladowali na tych betonowych wywijasach, gdzie mogli usiaść na krawędzi jakiejś starej rampy, w której dziury uniemożliwiały jeżdżenie, więc teraz służyła jako trybuna. –Ej, z tym gościem z kina, to wiesz, to i tak całkiem miłe, że wrzucił gumkę do pudełka, a nie na przykład gdzieś na siedzenie. Tak nie musiałeś jej nawet dotykać. I w ogóle to najśmieszniej byłoby, jakby się zakleszczyli, słyszałeś kiedyś o tym? Nie wiem, jak tak się da, żeby włożyć i już nie móc wyjać, to trochę przerażajace – i dla niej w ogóle nierealne, bo to przecież penis, pracie, pała, prosta kolba, a nie jakieś fikuśne kulki analne – chciałabym to kiedyś zobaczyć. Ale jeszcze nikogo nie przyłapałam – zmarszczyła nosek. NO SŁABO. – Wszyscy moi bracia to prawiczki, czaisz? Żaden się nie rucha, zero ekscytujacych jęków w tym domu – nie żeby miała zamiar podsłuchiwać… no, ale wparować w kulminacyjnym momencie, to byłoby bardzo w jej stylu! Tak samo jak nabijanie się z dzieciaków, tyle że, no, żadne z nich nie chciało się jeszcze wyjebać. Chciała się wykazać i zapewnić Chesterowi rozrywkę, lepiej, żeby jej gówniaki nie zawiodły!
_________________

a little party never killed nobody

[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2018-08-08, 00:31   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


No, ślub po czterdziestce wydawał się spoko pomysłem. Na razie jednak oboje byli hot dwudziestkami i nie musieli się ograniczać, a to było piękne, przynajmniej dla Chestera. Teraz przynajmniej mógł przebierać w swoich potencjalnych partnerach łóżkowych, bo miał jako takie branie. Ale z dnia na dzień jego twarz stawała się coraz mniej atrakcyjna, a mózg coraz bardziej zapijaczony, więc pewnie za dziesięć, może piętnaście lat era jego świetności miała się skończyć. Brr, ilekroć Chester myślał o starości, robiło mu się zimno.
- Robaki przenosza - stwierdził z przekonaniem i nawet pokiwał głowa. To wydawało się logiczne, zwłaszcza że trupy gniły i w ogóle. Chociaż z drugiej strony nie dałby uciać sobie ręki, nigdy nie był grabarzem.
Uśmiechnał się, gdy poczuł palce Dale zaciskajace się na jego dłoni. No i proszę, jednak było romantiko! Kebab, piwko, trzymanie za ręce. W Simsach już mogliby się pobrać!
- No coś ty, tylko twoje cycki - parsknał i lekko pstryknał ja palcem w nos, żeby sobie przypadkiem nie pomyślała, że mówił na serio! Bo jasne, że trochę ja kochał, ale nie miał zamiaru mówić o tym głośno. Tutaj liczyły się gesty, takie jak trzymanie włosów podczas rzygania czy wspólne jedzenie kebaba. - Chodźmy teraz - zadecydował, bo podejrzewał, że bez piwa jednak nie da rady. Zjedzenie kebaba z sosem mieszanym bez picia było wyczynem, któremu nie podołałby nawet Bear Grylls. Wstapili więc do jakiegoś sklepu, gdzie zaopatrzyli się w kilka butelek piweczka, które postukiwały wesoło w jakiejś januszowej reklamówce, kiedy wrócili na trasę prowadzaca do skateparku.
Jak tylko zajęli wybrane przez Dale miejsca, Chester odpakował swojego kebaba i wział ogromnego, pełnego miłości gryza. Głód był chyba najgorsza rzecza na świecie. Dzieci z Afryki miały przejebane.
- No - przytaknał ze wzruszeniem ramion. Niby Dale miała rację, dotykanie prezerwatywy ze sperma, która nie była jego własna, średnio by mu się uśmiechało. - No, słyszałem - ożywił się, jak zawsze na wieść o czymś durnym. - Pius miał mi powiedzieć, jakby taki przypadek trafił do szpitala, ale nic nie mówi, więc pewnie nic takiego nie było - powiedział z kwaśna mina. Gdyby tylko Ascel dał mu cynk (w co watpił, chociaż może powinien był mieć więcej wiary w swojego brata), na pewno dałby znać również Dale i razem pojechaliby do szpitala, żeby ogladać zakleszczona parkę. Co to by było za przeżycie! Pewnie sto razy bardziej emocjonujace niż ich własne igraszki. Nie, żeby Chester narzekał, oczywiście, że nie, po prostu ogladanie czegoś głupiego i żenujacego jednocześnie jednak dawało większa satysfakcję.
- O rany, serio? - Aż wybałuszył oczy na nowinkę odnośnie jej braci. Żaden nie uprawiał seksu? Żaden? Przecież to straszne, Dale powinna zadzwonić po jakieś specjalne organy ścigania, które sprawdziłyby, czy wszystko było z tymi ludźmi w porzadku. - Daj któremuś mój numer, pomogę - zaoferował, pół żartem, pół serio. Tak naprawdę, póki miał Dale, nie spieszyło mu się do wyrywania jakiegokolwiek Underhilla, ale był ciekawy, czy dziewczyna przystałaby na podobna propozycję. - Twój dom to jakaś jebana światynia? U mnie każdy rucha się na potęgę. - No, prócz Wintera, ale on pewnie był adoptowany (i w ogóle wyprowadził się do Joeya, zdrajca), więc Chester nie zamierzał zaznajamiać Dale z tym szczególikiem. Na szczęście rodzice, którzy mimo upływu lat nie tracili werwy, nadrabiali za wszystkich. Nie, żeby Chester czerpał jakaś chora przyjemność z natykania się na nich w dwuznacznych sytuacjach, ale przynajmniej staruszkowie ratowali honor rodziny, to się ceniło.
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
Dale Underhill









24

kelnerka

North Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Ivy, Dicki

Wysłany: 2018-08-13, 23:26   
  

  
Dale Underhill

  
'Bout those bitches, I don't wanna know


O ile Chester rzeczywiście był hot dwudziestka, o tyle Dale siebie samej za taka wcale nie uważała. Miała wielkie zęby, rude włosy, piegi, krzywa twarz, która przy odpowiedniej minie wygladała jak troll face (wizualizacja), a do tego wszystkiego, jakby mało jej było pucatych policzków, to ostatnimi czasy trochę się jej przytyło, przy czym wcale nie poszło jej w cycki. Nie było się zatem co oszukiwać, nie była pięknościa, ale w żaden sposób jej to nie powstrzymywało. Może tylko na jakieś komplementy parskała śmiechem, ale przynajmniej nie musiała spełniać niczyich oczekiwań względem ładnych dziewczat, ani opędzać się od irytujacych i nic nie wartych adoratorów. Zamiast tego miała takiego Chestera, który poleciał na jej osobowość, a kiedy tylko miała ochotę zaruchać, wystarczyło podesłać mu jakiegoś zachęcajacego sms'a, na pewno pojawiał się w mgnieniu oka. Bez żadnych nudnych randek. Właściwie to czasami jednak lepiej być brzydkim. W klubach i tak jest ciemno, a wszyscy potencjalni ruchacze sa tak pijani, że jest dla nich ósmym cudem świata.
- No, to żadnych robaków też nie chciałam złapać - dzieci na pewno łapia owsiki od grzebania w ziemi, w której kiedyś leżały trupy. Gdyby jeszcze trochę podumali, to mogliby zrewolucjonizować współczesna medycynę. Asclepius na pewno byłby dumny z brata! - Moje co? - spytała jeszcze, robiac głupia minę i parskajac śmiechem, bo przecież Chester ewidentnie kłamał, Dale wcale nie miała cycków. Chociaż to może właśnie o to chodziło? Był zdolny tylko do tak niewielkiej ilości miłości, że potrafił nia obdarzyć jedynie dwa pryszcze na klatce Dale, które w zamierzeniu, kiedyś, miały czymś być. (Żartuję, nikt nie ma mniejszych cycków od Phoenix).
Dale też sięgnęła po swojego kebaba, i po puszkę z piwem oczywiście też, choć pewnie wcale nie mogli pić w takim miejscu, jak skatepark, ale dopóki nie kręciły się tu w okolicy jakieś Smerfy, to przecież nic im nie stało na przeszkodzie. Musieli tylko zachować czujność, co pewnie będzie trochę trudne, skoro Dale już odleciała do innego świata, próbujac sobie wyobrazić, jak to jest, kiedy pracie utknie w waginie, banan w brzoskwince, kiełbaska w pierożku, albo Rajski Ptak w Komnacie Tajemnic, co było dla niej trochę ciężkie, bo na szczęście jej pochwa nie robiła jej takich przykrych psikusów, a ogladania innych nie uskuteczniała. Ale to nic! To znaczy, nic, że nie zachowała czujności, bo przecież nie raz i nie dwa w swym krótkim życiu przyszło jej uciekać przed policja badź innymi stróżami prawa i porzadku pokroju jakichś cieciów. Nie takie rzeczy się z Chipem robiło.
- Szkoda. Zabrałbyś mnie ze soba, co niee? - szturchnęła go łokciem, bardzo leciutko, żeby przypadkiem nie wytracił nic z ręki, i przeciagnęła błagalnie ostatnia sylabę, a całość podsumowała oczami szczeniaka, jakimi spojrzała teraz na Chestera błagalnie. Niektóre rzeczy sa naprawdę warte tego, by o nie prosić. To musiałoby być super. - No, chyba - wzruszyła ramionami. W sumie to nie wiedziała, nie sprawdzała osobiście ich dziewiczych błonek, ale była o tym święcie przekonana, widziała to w ich oczach. - Nie? Fuj? Nie będziesz wkładał tego samego siusiaka w moich braci, co we mnie. To znaczy, fuj, to trochę tak, jakbym się z nimi, nie fuj, fuj fuj - zacisnęła mocno powieki i gwałtownie pokręciła głowa, jej wyobraźnia poszła o krok za daleko. Mogła podsłuchiwać tych wypierdków, ale nie wtedy, gdyby ruchali kogoś, kto ruchał ja. Ugh, paskudztwo. Potrzebowała jeszcze chwili, by dojść do siebie, i zdecydowanie potrzebowała zapić to piwem (chociaż przydałoby się coś mocniejszego na takie okoliczności), więc pociagnęła kilka głębokich łyków, i potem jeszcze kilka, nim znów spojrzała na Chestera. - A co, gdybyś polubiłbyś ich bardziej ode mnie? Złamałbyś mi serce - jeśli poprzednie argumenty go nie przekonały, to ten musiał, prawda? Aby zaakcentować ten moment pełen smutku i przywiazania, Dale zebrało się na porzadne beknięcie, którego nie zamierzała sobie oszczędzić. Przynajmniej miała tyle gracji w sobie, by odwrócić głowę i nie bekać Chesterowi w twarz. - Wasz popęd seksualny na pewno macie po rodzicach. Ile masz już dzieci? - przybrała poważny ton, ponieważ użyła bardzo poważnych słów, które miały brzmieć madrze, choć wystarczyło tylko na nia spojrzeć, by wiedzieć, że wcale madre nie były. Po prostu to jedna z niewielu rzeczy, jakie zapamiętała ze szkolnych zajęć typu wdr, gdzie wszyscy z największym zafascynowaniem przerysowywali do zeszytów genitalia. Oczywiście tekst o dzieciach był żartem, nie spodziewała się Aldridge'ów Juniorków (choć chyba by się też nie zdziwiła specjalnie, gdyby jednak jakieś były - prócz Tito, rzecz jasna), ale z Chesterem to nigdy nie wiadomo. - Oczywiście, że mieszkam w światyni, jestem Święta June Niepokalana Dziewica i Święta Moja Macica, gdzie indziej miałabym mieszkać? - tyle byłoby z poważnych tematów. Przynajmniej Chester trafił na odpowiedniego boga, by go czcić, jako ofiarę składajac dziś powiększone kebsy.
_________________

a little party never killed nobody

[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2018-08-15, 00:52   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Nie no, ej, Dale wcale nie była ruda. A przynajmniej nie dla Chestera, który wszystkich rudych omijał szerokim łukiem, i który chyba by się załamał, gdyby Underhill określiła kolor swoich włosów właśnie w taki sposób. Aldridge żył w przekonaniu, że wszyscy rudzi byli złem wcielonym i miał na poparcie swojej teorii całe mnóstwo dowodów. O ile więc z krzywymi zębami (na które nikt tak naprawdę nie zwracał uwagi) i piegowata twarza (która tylko czyniła ja bardziej interesujaca, bo nawet gdyby ktoś znudził się jej towarzystwem [co raczej było niemożliwe], mógłby usiaść i, wczuwajac się w prawdziwego matematyka, spróbować policzyć wszystkie piegi na jej twarzy) był w stanie się zgodzić, tak za nic nie przyjałby do wiadomości, że June była ruda. Jej włosy mogły być brazowe, trochę kasztanowe czy jakieś tam w kolorze ciemnego piwa z miedzianymi refleksami, ale nie rude. No nie i koniec kropka. I na pewno nie była brzydka, bo Chester, mimo braku określonych wymagań co do swojego potencjalnego, seksualnego partnera, nie leciał na brzydkich ludzi.
- Dobrze, potem jeszcze przeszłyby na mnie - mruknał z mina, która była dość zabawna zważywszy na gromady robactwa, które zamieszkiwały jego dom. Aldridge'owie może i nie dosięgnęli takiego poziomu patologii, aby śmierdzieć na pół kilometra i hodować we włosach insekty, ale najczystszego domu również nie mieli. Na pewno były tam jakieś karaluchy, pluskwy, mrówki, pajaki i pies jeden wie co jeszcze. Chociaż nie, bo psa akurat nie posiadali. A szkoda, Chester byłby wniebowzięty, mogac opiekować się takim zwierzakiem na co dzień! Kto wie, może taki Reksio czy inny Azor okazałby się nawet pomocny i wyżarłby z ich domu robaki, biorac je za konkurencję? - Cyckiii - powtórzył głośniej, co wywołało śmiech kilku siedzacych nieopodal dzieciaków. Chester przewrócił oczami. Uch, ten paskudny wiek, gdy człowiek czuł się władca wszechświata, bo używał takich sformułowań jak właśnie cycki czy siusiak. Co prawda kiedyś, majac te dziesięć lat, sam przerabiał ten etap, ale na szczęście szybko przeskoczył z fazy mówienia o cyckach do fazy dotykania cycków, co ratowało go od popadnięcia w rozpacz. W każdym razie, wracajac do piersi Dale, Chester naprawdę bardzo je lubił i wcale nie uważał, aby były za małe. Właściwie były w sam raz, jemu się podobały. Może nawet to i lepiej, że nie osiagnęły kolosalnych rozmiarów, bo pewnie byłoby mu smutno, gdyby nie mieściły mu się w rękach. Poważnie, coś takiego byłoby jego osobista tragedia.
- No jasne - przytaknał poważnie. Dale nawet nie musiała robić tych szczenięcych oczu - i tak była pierwsza na liście potencjalnego towarzystwa, które Chester zabrałby do szpitala na ogladanie zakleszczonej podczas seksu pary. W dużej mierze dlatego, że tylko Underhill ze wszystkich jego znajomych byłaby w stanie się tym ekscytować. Gdyby powiedział o tym komuś innemu, pewnie zostałby obdarzony pogardliwym albo niedowierzajacym spojrzeniem i od razu by się zniechęcił. A przecież ogladanie takiego niezwykłego przypadku było świetna rozrywka!
Parsknał śmiechem na widok jej obrzydzonej miny. Zdecydowanie nie zamierzał podbijać do któregokolwiek z jej braci, nawet nie tyle ze względu na lojalność do Dale, co przez fakt, iż żaden z nich specjalnie mu się nie podobał. Mimo wszystko wywoływanie w ludziach wstrętu satysfakcjonowało go tak bardzo, że nie mógł odpuścić.
- Dlaczego nie? - kontynuował więc, chcac nacieszyć się zniesmaczona mina Dale nieco dłużej. Kto by pomyślał, że stanowienie źródła takich uczuć mogło być dla niego naprawdę niezła zabawa? Underhill powinna uważać, jeszcze chwila i Chester wyciagnie swoje bambusowe baty, a potem każe jej stanać przy kominku. - No weź. - Przewrócił oczami i tracił ja ramieniem. Niestety jeszcze nie był na tyle pijany, aby na poważnie przejać się argumentem, który nawiazywałby do emocji. - Nie da się lubić kogoś bardziej niż ciebie - zapewnił i pokiwał głowa z uznaniem, gdy Dale wydała z siebie głośny, inspirujacy bek. - Fajny - pochwalił ja szczerze, a potem też sobie beknał, tak żeby gazy Underhill nie błakały się po świecie w samotności. We dwójkę zawsze raźniej, nawet beki coś o tym wiedziały. - Ponoć na Olimpie wszyscy się ruchali - powiedział, jak gdyby to miało być jakimś usprawiedliwieniem. Jego tam mitologia nie obchodziła, ale z tego, co pamiętał ze szkoły, wychodziło, że Zeus miał dzieci ze wszystkimi. Może płodność rodziców i wysoki popęd seksualny większości rodzeństwa był jakimś darem od tego strzelajacego piorunami dziada? Zakładajac, że istniał oczywiście. - Kurwa, mam nadzieję, że żadnego - mruknał z przerażeniem. Jego strach był tak autentyczny, że nawet na chwilę przestał wżerać kebaba, aby spróbować przypomnieć sobie, czy kiedykolwiek zdarzyło mu się zapomnieć prezerwatywy. Nie no, nie przypominał sobie, aby kiedykolwiek wykazał się aż taka nieodpowiedzialnościa. Dzieci więc nie było. Chyba że jakiś kondom okazał się dziurawy, ale tym już postanowił się nie martwić. Gdyby zaczał rozważać każda taka możliwość, pewnie już musiałby zaczać odkładać pieniadze z chlania do specjalnej skarbonki opatrzonej karteczka z napisem "na alimenty". - Niepokalana Dziewica - powtórzył z powatpiewaniem i parsknał śmiechem, co poskutkowało tym, że niemalże zakrztusił się kawałkiem mięcha z kebaba. Gdyby June tylko chciała, mogłaby zrobić karierę w kabarecie. Serio-serio. - Już z Wintera większa dziewica. - Pokręcił głowa, gdy kaszel już mu przeszedł. Co do tego, że macica Dale była niepokalana nie miał watpliwości, w końcu nie miał okazji widzieć jej w ciaży (jeszcze!), ale z tym pierwszym to pojechała po bandzie.
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
Dale Underhill









24

kelnerka

North Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Ivy, Dicki

Wysłany: 2018-08-22, 23:16   
  

  
Dale Underhill

  
'Bout those bitches, I don't wanna know


Gdyby z kolei Chester powiedział Dale, że ta jest złem wcielonym, to chyba byłaby z siebie dumna, jak nikt inny. Oczywiście cała duma uleciałaby, gdyby okazało się, ze to tylko przez kolor włosów, bo wolała być złem wcielonym przez swoja diabelska osobowość, czarna duszę, brudne sumienie, no ale z drugiej strony, wypadałoby chyba brać bez szemrania, co się dostaje, bo potem można nie dostać nic, albo jeszcze gorzej, jakaś kosę w żebra na przykład. Ostatecznie moga pójść na kompromis, i określić kolor jej włosów jako wiewiórkowy, bo przecież o to w tym wszystkim chodziło, dlatego była Dale, a jej brat był Chipem, i przez lata wszyscy się tak do tego przyzwyczaili, że nikt już nawet nie pamiętał, jakie naprawdę mieli imiona, nawet rodzice Underhill. No, chyba że Chester, jako największy romantyk Brentwood, zwracał się do niej po imieniu, ale wtedy to by jednak brechła mu w twarz.
Robaki na Chesterze byłyby straszne, zwłaszcza, że już wiemy, iż mimo miejsce, w jakim mieszka, bardzo higieniczny z niego człowiek i absolutnie żadnego twarogu w wiadomych miejscach nie hoduje. Owsiki w odbycie to pewnie też nie jego bajka, chociaż akurat sprawdzanie tej części aldridżowego ciała nie przypadło Dale, i tak szczerze to żadnych robaków nie chciała u niego szukać, bo zamiast tego wolała wierzyć mu na słowo. Niby i tak używali gumek, to było oczywiście obowiazkowe, ale trochę wtopa, gdyby Chester miał ja zarazić jakaś opryszczka, i w sumie nie do wszystkiego się tych przykrych prezerwatyw używa, a co, jakby jakaś rzeżaczka usiadła jej w gardle? Nawet, jeżeli Tyler na tej swojej farmie miał rzeżaczkę, to Underhill i tak nie miała z nia żadnej styczności, i chyba za bardzo odbiegłam od tematu, więc dodam tylko, że Dale też zaśmiała się razem z dzieciakami, kiedy Chester użył Słowa Mocy, , ale wcale nie zgadzała się z nim w tym temacie. Może nie oczekiwała cycków jak Pamela Anderson, ale czasami fajnie byłoby... meh, jednak nie, wcale nie byłoby fajnie, cycki nie sa jej do niczego potrzebne w życiu, a już na pewno nie takie, które rozmiarem przebijałyby rozmiar jej głowy.
Wolałaby chyba stanać przy kominku i dać się okładać bambusowa rózga, ba, mogła nawet klęknać i się wypiać, i co tam by jeszcze trzeba było, jeśli tego wymagałby od niej Chester, szantażujac ja, że jak się nie da, to pójdzie ruchać jej braci. Im może i wyszłoby to na dobre, ale ona potem nie mogłaby na niego patrzeć, a już na pewno nie miałaby ochoty na zabawy z jego siusiakiem. Wszyscy maja jakieś granice, i choć Dale ma ich znacznie mniej, niż przeciętny człowiek, to to była właśnie jedna z nich. Chesterowi Aldridge'owi udało się dotrzeć do tego punktu, do którego udało się dotrzeć wcześniej pewnie tylko Grace i jakiemuś choremu typkowi na jakiejś chorej imprezie, który zaczać się taplać we własnym pawiu, przez co Dale sama musiała udać się na stronę. Było jej smutno, bo chwilę wcześniej zjadła coś smacznego, co musiała pożegnać z bólem serca, a ten widok towarzyszył jej jeszcze przez jakiś czas, gdy zamykała oczy (czyli mniej więcej do momentu, aż nie wypiła kolejnego kieliszka, nie zagryzła go kiełbaska i nie poszła w tango z dala od jakichkolwiek rzygów).
- Dzięki. Twój też - odwzajemniła się komplementem i też szturchnęła go ramieniem. Spoko, emocjonalne tematy też jej wcale nie obchodziły. - Dobrze, że jesteś Adonisem, a nie Narcyzem, bo wtedy byś sobie tylko konia walił - a to byłby oczywiście wielki smutek. Sama też niewiele z mitologii pamiętała, ale coś jej jednak zostało z tej szkoły. Same najważniejsze fakty. - Nie obchodzi mnie, jaka dziewica jest z twojego brata - przewróciła oczami i ciężko westchnęła, wgryzajac się w kebsa z udawanym zniecierpliwieniem, jakby musiała coś tłumaczyć nierozumnemu pięciolatkowi. Winter oczywiście bardzo by się w tym momencie oburzył, bo wcale już nie był dziewica, choć gdyby to do niego dotarło, to pewnie by i się popłakał, na szczęście nie słyszał takich zarzutów kierowanych w jego stronę. - Czy życie seksualne twojego rodzeństwa jest ciekawsze od twojego? - spytała jeszcze, patrzac na Chestera z zaciekawieniem, bo z jakiegoś powodu musiało go to interesować, prawda? No, a ona była po prostu ciekawa, z jakiego. Jak dobrze, że jej życiem seksualnym żaden Underhill się nie interesował. To znaczy, chwilowo i tak ograniczało się tylko do Chestera, co było jednak trochę przykre, no ale na pewne rzeczy nic się już nie poradzi.
_________________

a little party never killed nobody

[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2018-09-06, 01:12   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Chester raczej był daleki od stwierdzenia, że Dale stanowiła zło wcielone. Była przecież jego najlepsza kumpela - taka, z która mogło się nie tylko wypić piwo i pogadać o durnych rzeczach, ale też uprawiać seks, a takiego układu to przecież ze świeca szukać. Może więc Amanda czy inna Nancy z jakichś tam dziwnych, dziewczyńskich powodów, których faceci nie rozumieli, byłyby w stanie zarzucić Dale podobnymi oskarżeniami, ale Aldridge zdecydowanie nie. Nawet mimo tego, iż nie doceniała romantyzmu Chestera, i że niekiedy jej żarty bywały bardziej suche niż pustynia Atakama (albo pierożek Claire Fisher, nienawidzę siebie za tę myśl). W każdym razie ostatecznie kolor wiewiórkowy mógłby przejść. Wiewiórki w końcu wcale nie były rude, bardziej brazowe z nielicznymi, miedzianymi refleksami, na które można by przymknać oko. Chester na pewno czułby się na siłach, aby niestrudzenie wykłócać się z każdym, kto śmiałby twierdzić, iż wiewiórki były po prostu rude, o ile to miałoby obronić jego teorię odnośnie koloru włosów Dale.
Może i był flejtuchem, ale lubił seks za bardzo, aby pozwolić sobie na jakieś choroby weneryczne czy jakieś tam robaki, które odstraszałyby od niego wszystkich potencjalnie zainteresowanych jego osoba ludzi. Dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że z nieprzyjemnymi niespodziankami na jakichkolwiek częściach swojego ciała miałby co najwyżej szansę u bardzo tanich i bardzo zapuszczonych prostytutek, w dodatku odpłatnie, a to skutecznie przekonywało go do dbania o swojego siusiaka. I tyłek pewnie też, skoro już dawał szansę obu płciom.
Generalnie Chester bardzo podziwiał Dale i wszystkie inne dziewczyny oraz kobiety za to, że codziennie, niestrudzenie mierzyły się z ciężarem swojego biustu. O ile bowiem z ważaca osiem kilogramów siatka z zakupami można było rozstać się po powrocie do domu, a napakowane plecaki nosiło się tylko na wycieczki albo poważniejsze popijawy, które zakładały obecność większej ilości osób, tak ciężar cycków był dla przedstawicielek płci pięknej (i grubych facetów) wieczny. I Chester naprawdę podziwiał osoby z piersiami za to, że codziennie zmagały się z takim obciażeniem. Jednocześnie jednak, zachęcony popularnościa Kurnika Miłości, zastanawiał się nad tym, czy nie byłoby świetnym przedsięwzięciem, gdyby otworzył firmę świadczaca gratisowe usługi noszenia kobiecych piersi. No bo w sumie skorzystałyby na tym zarówno jedni, jak i drudzy. Cycate niewiasty wreszcie poczułyby się trochę lżej, a lecacy im na ratunek panowie albo panie czerpaliby przyjemność z możliwości macania biustów. Układ doskonały!
Trochę szkoda, że Dale nie chciała, aby Chester zajał się jej braćmi. Aldridge na pewno jak nikt inny zadbałby o to, aby Underhillowie dobrze spędzili z nim czas, zreszta był sprawdzonym partnerem seksualnym, na pewno wiele osób mogłoby mu wystawić jakiś certyfikat dobrej jakości. Nie zamierzał jednak nalegać, nawet dla żartów, ponieważ sam nie był pewien, czy byłby szczęśliwy, gdyby Dale poszła w tango z którymkolwiek z jego braci. Wystarczyło, aby wyobraził ja sobie naprzeciwko Percy'ego czy Asclepiusa, aby głupkowaty uśmiech od razu zszedł mu z twarzy. Brr, co za masakryczne wizje.
- Dzięki - powiedział z radościa, ponieważ prawda była taka, że włożył w tamto beknięcie naprawdę dużo energii i serca. - Narcyzem? - powtórzył ze zniesmaczeniem. Czasami, słyszac jakieś takie kwiatki wyciagnięte z mitologii, niemalże był wdzięczny matce i ojcu za to, że postanowili nazwać go Adonisem. - Co robił ten Narcyz? Walił sobie konia? - zapytał i zmarszczył brwi. Jak widać, w jego umyśle nie było już żadnych pozostałości po wiedzy, która miał rzekomo pozyskać w szkole, ale jeżeli w mitologii znajdywały się takie watki, Chester jak najbardziej wykazywał ochotę, aby ja przeczytać. To brzmiało jak fajna lekturka. - Yyy... - Pytanie Dale wymagało głębszego zastanowienia, dlatego przez chwilę przeżuwał kolejne kęsy kebaba, intensywnie rozmyślajac. Echo był stary i żona mu umarła, Winter nadal (w jego mniemaniu) był dziewica, Hecate i jej sprawy łóżkowe go nie interesowały... - Percy! Percy ma laskę, ale jednak rucha się z kim chce. - Wzruszył ramionami, jakby to wcale nie wywoływało w nim zazdrości. - I Electra też może być ciekawa - dodał, tym razem z większym zawahaniem. W sumie nie wiedział, czy ten HIV to przez dzikie seksy czy coś innego, więc wolał nie zapeszać. - Ale i tak ja jestem najfajniejszy - dodał skromnie, po czym upił kilka łyków piwa i uśmiechnał się do Dale szeroko. - Jak masz jakieś pytania o moje seksowe przygody to wal śmiało. - A co, jeszcze nigdy nie robił Q&A!
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
Dale Underhill









24

kelnerka

North Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Ivy, Dicki

Wysłany: 2018-09-27, 02:05   
  

  
Dale Underhill

  
'Bout those bitches, I don't wanna know


Amanda i Nancy tak naprawdę pewnie zazdrościli Dale, że mogła być taka fajna kumpela, i kiedy one były wypraszane po seksie, z nia można jeszcze było wypić piwo albo pójść na jakaś szalona przygodę, bo takie przeżywać można było także w ubraniach i bez orgazmów. Chyba że ktoś miał orgazm w sensie metaforycznym. Proszę bardzo, Dale nie ma nic przeciwko żadnym orgazmom. Czy skoro Chester dbał o swój tyłek, to oznacza, że go depilował? Czy nie byłby zadowolony z owłosionego tyłka Jaydena? Czy mogliby depilować swoje tyłki sobie nawzajem w ramach troski o swoja wzajemna higiena i przyjemne pożycie erotyczne? Zbyt późna pora, zbyt wiele pytań. Na szczęście Dale nie miała problemu z tyłkiem Chestera, nie ważne, czy był owłosiony czy różowy jak u pawiana. Znacznie ważniejsze były serki, opryszczki i inne wysypki na jego siusiaku.
Dale nie ubolewała jakoś znacznie nad tym, że codziennie musi nosić swój biust i blablabla. Był niewielki, pewnie wcale nie ważył więcej, niż siusiak Chestera, z którym on sam przecież też się nie rozstawał, a po domu (i czasem nie tylko) zdarzało jej się nawet hasać bez stanika, przy czym wcale nie czuła, aby robiło jej to jakaś wielka różnicę. Nie ciażyło jej. Mały biust ma jednak spore zalety, Patka wie, co mówi. Gdyby June zaczęła zastanawiać się nad paniami, które natura obdarzyła aż zanadto, to pewnie też by się jej zrobiło smutno, w końcu zbyt duże piersi moga nie tylko sprawić trudności w wiazaniu butów, ale nawet bóle kręgosłupa, i wówczas nawet zawijanie ich jako szalik niewiele pomaga. Nie miała jednak w sobie aż tyle empatii, by o tym myśleć. To nie było jej zmartwienie, a swoich miała wystarczajaco, choć i chyba nimi też się nie przejmowała zanadto.
Dale miała dość Aldridge'ów w swoim życiu i nie zamierzała puszczać się z żadnym więcej, zwłaszcza, że chyba i tak tylko Chester był w jej typie. Asclepius był lekarzem, fuj, zabawy w doktorka jej nie kręciły, Percy miał przepaskudne stopy, Winter był cipka i prawiczkiem, a Echo był stary i miał dziecko, też fuj. Reszta była chyba homo, co nie? Niby Winter też jest, ale jakby tak na to szczerze spojrzeć, to skoro jest prawiczkiem, to nigdy tak naprawdę nie wiadomo. Nie, absolutnie nie chciała mieć intymnej styczności z żadnym innym Aldridge'm, tak samo Chester nie powinien się czepiać innych Underhillów. Czy to już zaborczość? Mieli być przecież ponad to.
- Walił konia aż mu kutas usechł i odpadł - pokiwała zawzięcie głowa, bo taka wersja tego mitu zdecydowanie bardziej jej się podobała, niż marne odbicie w rzece czy gdzieś tam. Kogo by to miało zainteresować? Dlaczego w tej mitologii tak mało mówili i rzeczach ciekawych, udajac, że Atena wychodzi z czyjejś głowy? To gorsze, niż dzieciaki przynoszone przez bociany czy wyskakujace z kapusty. No ale w szkole nie będa mówić o takich rzeczach. Raz nam pani na polskim puściła film, w którym profesor Lupin posuwał Jacka z Titanica i oczywiście musiała przewijać sceny seksu, a byliśmy już pełnoletni, pff (za to podpalenie lasce włosów było bardzo spoko). - O rany, oczywiście, że mam pytania, opowiedz mi wszystko - rzuciła ochoczo, no i już miała obrócić się w jego stronę, by wygodnie się rozsiaść i przygotować na te opowieść, i pewnie przy okazji upierdolić sukienkę sosem z kebaba, ale zanim zdażyła zapytać o cokolwiek, katem oka dostrzegła dzieciaka, który zrabał się z deski na jednej z sasiednich ramp. Wybuchnęła głośnym rechotem, pokazujac tylko ręka, w która stronę Chester powinien patrzeć, ale jej śmiech zaraz został zagłuszony przez płacz gówniaka, który chyba zrobił sobie krzywdę. Dale oczywiście nic sobie z tego nie robiła, nie jej gówniak przecież. Młodym i tak się już chyba ktoś zajał, a ona mogła zaśmiewać się do rozpuku, na czym jej kręgosłup moralny wcale nie ucierpiał. Całkiem prawdopodobne, że niczego takiego nawet nie posiadała.
_________________

a little party never killed nobody

[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2018-10-12, 22:28   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Chester zupełnie nie kumał tego, jak Nancy i Amanda mogły egzystować bez mózgów nie lubić Dale. Jak ktokolwiek mógł nie lubić Dale! Przecież gdyby nagle z nieba zstąpił Zeus i dał mu przepustkę do Olimpu, mówiąc, że świat właśnie się kończył, oraz pozwalając mu zabrać ze sobą tylko jedną osobę, od razu wziąłby Dale. Bo z kim, jak nie z nią, w nieskończoność cisnąłby bekę ze wszystkich tych bogów i reszty nienormalnego społeczeństwa żyjącego na Olimpie? Bez niej byłoby nudno i nawet wino Dionizosa w niczym by tutaj nie pomogło. Underhill była po prostu jego najfajniejszą kumpelą, bratnią duszą, chociaż gdyby składanie takich deklaracji przyszło Chesterowi, pewnie palnąłby coś w stylu: jesteś jak alko na kacu, ponieważ, jak już wiemy, wielce romantyczna z niego dusza. No ale grunt, że sens byłby ten sam.
Nigdy nie zastanawiałam się, co Chester robił ze swoim tyłkiem i jednak wolałabym tego uniknąć, także zostawię temat. Chociaż wydaje mi się, że gdyby Jayden wykazał ochotę do wspólnej depilacji tyłków, Aldridge byłby jak najbardziej za. W końcu życie było zbyt krótkie, żeby się ograniczać. No i przy okazji takiej aktywności mógłby sobie pooglądać reyesowe pośladki, co stanowiło dodatkowy atut całej zabawy.
Może i Dale nie odczuwała za bardzo ciężaru swojego biustu, ale Chester i tak żył w przekonaniu, że codzienne noszenie tych dodatkowych kilogramów ogromnie ją męczyło. Zresztą nie tylko ją, a każdą dziewczynę! Dlatego też był w stanie (jako męski odpowiednik Matki Teresy z Kalkuty, to znaczy - Ojciec Adonis z Brentwood) chodzić za każdą taką poszkodowaną delikwentką i trzymać jej cycki. I nawet nie pobierałby za to żadnej opłaty - ot, taki wolontariat, jak na człowieka o dobrym sercu przystało. Jednak przed wprowadzeniem tego niezwykłego planu w życie, zamierzał trochę rozeznać się w temacie, może urządzić jakąś kampanię "STANOWCZE NIE DLA DŹWIGANIA CYCKÓW", żeby poznać opinie oraz życzenia swoich potencjalnych odbiorczyń. Albo nawet odbiorców, bo grubym mężczyznom też by nie odmówił. Chociaż noszenie ich piersi zdecydowanie nie cieszyłoby go tak bardzo, jak sprawowanie opieki nad tymi kobiecymi.
No dobrze, inni Aldridge'owie odrzucali Dale, ale Chester wcale nie podzielał jej obrzydzenia, kiedy myślał o Underhillach. Chip i Kenai byli niczego sobie, chociaż tego pierwszego nie tknąłby ze względu na to, że dzielił z Dale specyficzną więź, w którą Aldridge szczerze wolałby się nie wpychać. Z tym drugim pewnie też by było ciężko, skoro nawet nie mógłby zobaczyć czesterowego siusiaka, więc jak na razie jego kontakty z Underhillami ograniczały się tylko do Dale.
- O kurwa, muszę o tym poczytać - powiedział z entuzjazmem. Dlaczego matka nigdy mu nie powiedziała, że w mitologii były takie śmieszne rzeczy? Przecież gdyby od początku wiedział o jakimś typie, któremu odpadło prącie, byłby o wiele bardziej zainteresowany tymi wszystkimi mitami. - No ale co chcesz wiedzieć? - zapytał z gębą pełną kebaba, którego już po chwili popił solidnym łykiem piwa. Całe szczęście, że przełknął to wszystko na kilka sekund przed tym, jak jeżdżący na deskorolce dzieciak się przewrócił, bo w przeciwnym razie na pewno by się opluł. I to nie tyle z powodu tej epickiej gleby, co przez śmiech Underhill, który był niesamowicie głośny i zaraźliwy. - Biedny gówniak - stwierdził z niezbyt wyszukanym współczuciem. Wystarczyła jednak chwila, aby los poobijanego dziecka przestał go obchodzić. - Kurwa, mój kebab! - Najwyraźniej kiedy próbował w półmroku dostrzec leżącego amatora jazdy na deskorolce, nieumyślnie opuścił rękę, w której trzymał swoją kolację i teraz połowa zawartości kebaba leżała na ziemi, tuż przed jego butami. Co za dramat! Shakespeare by takiego nie wymyślił.
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
Dale Underhill









24

kelnerka

North Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Ivy, Dicki

Wysłany: 2018-10-31, 10:57   
  

  
Dale Underhill

  
'Bout those bitches, I don't wanna know


Z Dale też nie jest żadna romantyczna dusza, więc całkiem prawdopodobne, że taki komplement wprowadziłby ją w najwyższe uniesienie. W takich momentach przemawiała przez nią ta część osobowości, którą wykształciło jej męskie rodzeństwo, współdzielenie macicy z Chipem, gdzie zaczynała się jej walka o przetrwanie, i oczywiście jej wrodzona głupota (pewnie nie raz dostała w tej macicy jakiegoś kopniaka w głowę, no i tak to się skończyło - rozumiała komplementy Chestera i kodowała je głęboko w swoim serduszku, czasami czując się naprawdę wyróżnioną, choć wciąż miała z niego bekę. I na Olimpie też by miała, o ile tylko nie kazaliby od nowa budować populacji ludzkiej. To znaczy, to miało swoje dobre strony, ale niestety więcej miało tych złych (jeden orgazm (w porywach do trzech) -> dziewięć miesięcy ciąży -> dwadzieścia (trzydzieści?) lat użerania się z bachorem ~to nie jest tego warte). Nie zamierzała niczego rodzić, jej ciąża ograniczała się tylko do tej spożywczej. Zresztą, jak miałyby te dzieci potem wyglądać? Nie dość, że jedno byłoby głupsze od drugiego, to jeszcze przez Chestera przemówiłyby pewnie geny Pennywise'a i byłyby najbardziej rude na świecie.
Chociaż dla samej siebie nie widziałaby w tym korzyści, to pewnie poparłaby pomysł Chestera dotyczący noszenia cycków. Widziała przecież, jak niektóre kobiety się męczyły - aż im mózg wypłynął i już go nie było, jak takiej Amandzie na przykład. Samej Dale też mógł nosić, przecież by mu nie zabroniła, ale chyba sama nie chciałaby się znaleźć po drugiej stronie. Dla niej dotykanie damskich było piersi było raczej niekomfortowe, chociaż raczej doceniała ładny biust. Za to męskie cycki były zwyczajnie obrzydliwe. No ale mogła rozdawać chesterowe ulotki albo pomagać mu przeprowadzać jakieś wywiady w ramach badania opinii klientów. Zabawne, że z Chestera taka życiowa ciota, a ma tyle pomysłów na biznes.
Pewnie Narcyzowi wcale nie odpadł siusiak, Dale nazmyślała to na poczekaniu, bo taka wersja wydarzeń wydała się jej znacznie ciekawsza, ale ciężko tu nawet było mówić o mieszaniu fikcji z prawdą, bo przecież żadnej prawdy tam nie było. Mieszała fikcję z własnymi wymysłami? Mogło tak być. Niewiele ją to obchodziło. Chesterowi na pewno nie zaszkodzi, jak coś przeczyta - cokolwiek. Gorzej, jeśli posądzi ją o kłamstwo... ale do tej pory i tak pewnie zapomni.
Niezależnie od tego, co Dale chciała wiedzieć o chesterowym pożyciu seksualnym, teraz ona sama o tym zapomniała, bo przewrócony dzieciak był ciekawszy (biedny Chester), a potem, kiedy Aldridge znów zwrócił jej uwagę, obczaiła co się stało i... zaczęła rechotać jeszcze głośniej. Co miała poradzić, że z niego taki zabawny człowiek? Zwłaszcza, jak już się znalazł w rozpaczy, jaką niewątpliwie było utracenie zawartości kebaba.
- Ale przegryw - wyrzuciła z siebie gdzieś pomiędzy jednym rechotem a drugim, a potem zostało jej tylko ocierane oczu, bo z całego tego śmiechu aż się popłakała. - Żryj to teraz - wskazała na kawałki mięsa porozrzucane na ziemi, ale nawet nie była w stanie przybrać przy tym poważnej miny, jaka byłaby odpowiednia dla tej sytuacji. No zwyczajnie nie mogła. Chester nie dostał jednak na szansy na odkupienie swoich win, bo śmiech Dale został najwyraźniej usłyszany przez innych ludzi, którzy znajdowali się na skateparku, a którzy byli zbyt... dorośli, by także się tu bawić. Gówniak, który zaliczył glebę, chyba był tu z tatusiem (frajer), bo w stronę Chestera i Dale zaczął zbliżać się rosły i jakby trochę wkurwiony typ. - Chester, spierdalamy - rzuciła wiewiórka, od razu podnosząc się z murku, łapiąc kebaba tak, by w trakcie biegu jak najmniej z niego stracić, a drugą ręką chwytając piwo, zakrywając jednocześnie otwór, by nie uronić ani kropli. Wpatrywała się w mężczyznę, który nadchodził od strony, do której Chester chodził teraz plecami, ale nie chciała już dłużej czekać. Zbyt długo żyła na tym marnym padole, by wiedzieć, że słuchanie takiego opieprzu wcale nie jest fajne (a czasami ktoś nasyła na ciebie za to policję), wolała więc uciec, nawet, jeśli w gruncie rzeczy nie zrobiła nic złego. I nie zamierzała też czekać na ślimaczącego się Chestera. Zwyczajnie wzięła nogi za pas.
_________________

a little party never killed nobody

[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2018-11-04, 13:15   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Chester wcale się nie dziwił, że Dale nie chciała niczego rodzić. Jemu też nie uśmiechałoby się wydawać na świat jakiegoś małego, obrzydliwego, pomarszczonego i zielono-różowego potwora. Tym bardziej, że bardzo cenił waginy i naprawdę nie rozumiał, dlaczego niektóre kobiety poświęcały je dla rodzenia jakichś trzykilogramowych ufoludków. A jego matka, która wydała na świat aż dwunastkę dzieci, w ogóle była jakimś osobnym, chorym przypadkiem masochizmu.
Może Chester powinien był rozważyć cyckowy biznes? Tak w razie czego, gdyby Kurnik Miłości jednak nie wypalił i musiał znaleźć sobie jakieś inne życiowe zajęcie. To byłoby fajne, no i w dodatku zadbałby o swoją reputację, bo po odprawieniu takiego wolontariatu na pewno każdy patrzyłby na niego jak na nowe wcielenie Teresy z Kalkuty. To się dopiero nazywa łączenie przyjemnego z pożytecznym!
- Spierdalaj - burknął, gdy Dale kazała mu żreć kebsa, który dopełnił swojego żywota na ziemi. Jeszcze jakby upadła mu końcówka kebaba to jakoś by to przeżył, ale cholera, właśnie połowa jego jedzonka wylądowała na brudnej glebie. I co on miał teraz jeść?
Ech, przynajmniej miał piwo. I Dale, która również została zaopatrzona w kebaba, i która na pewno nie miałaby nic przeciwko, żeby trochę się nim podzielić... prawda?
Zanim zdążył o to zapytać (ewentualnie chamsko wyrwać jej kebaba z ręki, żeby odgryźć spory kawałek, tym samym dając jej do zrozumienia, że, czy tego chciała czy nie, dzieliła tę niedolę razem z nim), Underhill poderwała się z miejsca razem z żarciem i butelką piwa. Chester spojrzał na nią, kompletnie zdezorientowany.
- Co ty odwalasz? - zapytał, bo oczywiście nie był na tyle pojętny, aby od razu obczaić to, na co Dale patrzyła tak, jakby była w transie. Początkowo przeszło mu przez myśl, że po prostu próbowała go nastraszyć i dopiero kiedy już zaczęła zwiewać, pofatygował się na tyle, aby odwrócić łeb i spojrzeć w tamtym kierunku. Widok rosłego, łysego typa, który zmierzał w ich stronę, podziałał na niego jak kubeł zimnej wody. - Kurwa, Underhill! Czekaj! - krzyknął do oddalającej się przyjaciółki. Może jednak faktycznie można by opisać ją jako rudą. W końcu rude było fałszywe, a jej zachowanie w tamtym momencie idealnie pasowało do tego określenia.
Kiedy łysol zauważył, że jedno z ich towarzystwa zdało sobie sprawę z zagrożenia i zaczęło uciekać, przyspieszył kroku, co by dorwać chociaż tego drugiego. Chester schylił się, aby podnieść z ziemi swoją butelkę z piwkiem, lecz zanim to zrobił, dostrzegł na piachu coś okrągłego i błyszczącego. Pieniądze!
- O, pisiont pensów - zachwycił się, kiedy już stał się szczęśliwym posiadaczem tej niebywałej kwoty pieniędzy. Przez ułamek sekundy czuł się niczym milioner, lecz już po chwili przypomniał sobie, że czyhało na niego ogromne zagrożenie, więc wyprostował się automatycznie, w jednej dłoni dzierżąc brudną monetę, a w drugiej butelkę z piwem. Wkurwiony Sebix w wersji angielskiej był już tuż-tuż. Pewnie nawet gdyby Aldridge zaczął teraz uciekać, facet szybko by go dogonił, a potem sprał go na kwaśne jabłko. Należało więc podjąć poważniejsze kroki. Chester podniósł z murka papier z resztkami swojego nieszczęsnego kebaba, a potem, gdy łysol był już na wyciągnięcie dłoni, rzucił mu go prosto w twarz. I trafił. Facet przeklął głośno, gdy mieszany sos, w który opływał papier, dostał mu się do oczu.
- Jak cię, kurwa, dorwę to ci nogi z dupy powyrywam! - wrzasnął, wściekle pocierając powieki. Ale Adonis już go nie słuchał. Potykając się o własne nogi, biegł w stronę Dale, o ile w ciągu całej tej akcji Underhill przypadkiem nie zdążyła już dobiec do domu. W końcu chesterowa radość z powodu odnalezienia pięćdziesięciu pensów znacznie opóźniła całą akcję ratunkową.
Ostatecznie jednak się odnaleźli, bo Dale czekała na niego za jakimś drzewem, które wydało się jej świetną kryjówką. Jak tylko zmachanemu Chesterowi udało się ją odnaleźć, wyrwał jej kebaba i nagrodził swoją pomysłowość solidnym gryzem, wkładając w niego całą swoją miłość do kebsa. W końcu tak jakby uratował mu życie!

/zt x2
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 5