Poprzedni temat «» Następny temat
Skatepark
Autor Wiadomość
Zack Caldwell


Wysłany: 2018-05-22, 17:52   

Ucieszył się, kiedy Keith dostrzegł go i podszedł bliżej. Zack go lubił. Gdzieś tam w zakatku swojej głowy wyobrażał sobie, że chłopak jest jego starszym bratem. Starsi bracia musieli być super, przynajmniej tak mu się zdawało, bo Caldwell nie miał żadnego rodzeństwa. I dobrze! Wcale nie chciał, żeby mama i Roy mieli teraz dziecko, które byłoby tyle lat młodsze od niego! Co on by z nim robił? Ani nie pokopał w piłkę, ani nie ponapieprzał na konsoli. A jeśli to byłaby dziewczynka?! O nie, to byłoby najgorsze! Małe dziewczynki były wkurzajace. Wiedział, bo jego ziomek Danny miał pięcioletnia siostrzyczkę, która właziła do jego pokoju bez pukania, grzebała w jego rzeczach i Dan musiał pozwalać korzystać ze swojego tabletu i w ogóle. M a s a k r a.
- Taki jest plan - pokiwał głowa i odwdzięczył się kuksańcem w bok. Niech Keith nie myśli, że tylko on może go zaczepiać! - Czekam na Daniela i chłopaków, ale jeszcze ich nie ma - westchnał pod nosem. Oni zawsze musieli się spóźniać. Oby go nie wystawiali, bo wtedy Zachary będzie musiał sprzedać im bęcki. - A ty sam jesteś? Jak chcesz, to możesz pośmigać z nami - nie przyszło mu do głowy, że chłopak ma swoich znajomych, albo że nie chciał zadawać się z banda trzynastolatków. No bo niby dlaczego? Przecież byli mega spoko! Gest, jaki O'Shaughnessy wykonał ręka oczywiście nie umknęło uwadze Zacka; zmarszczył nieznacznie brwi i przerzucił wzrok w obręb twarzy starszego kolegi. - Co ci się stało? - zaciekawił się wyraźnie. Miał to do siebie, że bywał wścibski, ale nie można było mieć mu tego za złe, kiedyś może nauczy się nie wtryniać nosa w nieswoje sprawy. Ale na razie miał trzynaście lat i fiu bździu w głowie, więc niczego lepszego nie można było się po nim niestety spodziewać.
_________________
While we're young dumb
Young, young dumb and broke
[Profil]
 
 
Keith O'Shaughnessy








17

South - West Brentwood



Wysłany: 2018-05-22, 20:16   
  

  
Keith O'Shaughnessy

  
I'm not going to be your little bitch.


Czy Keith przypadkiem nie powtarzał wiecznie, że nie lubi gdy ktoś go dotyka? Zapomniał, że przecież istniał na tym świecie ten jeden uparty wyjatek, z którego strony tolerował większość zachować. Nawet ten zwyczajny kuksaniec, który zwykle postawiłby go do stanu gotowości spuszczenia łomotu drugiej osobie, w tym wypadku został jedynie zbyty przekręceniem oczami.
Może zatrzymała ich awaryjna pizza. Jeśli cokolwiek na tym świecie jest w stanie sprawić, byś porzucił swoich przyjaciół to z pewnościa będzie to pizza — powiedział kiwajac z przekonaniem głowa. Może powinien czasem uważać na to jakie głupoty wkłada innym do głowy, ale z drugiej strony dlaczego miałby to robić? Przecież to niesamowicie zabawne podejście. I faktyczny argument, który zatrzymałby O'Shaughnessy'ego w miejscu, niezależnie od sytuacji. Ważny test z matmy? Wybacz, zamówiłem pizzę. Rodzi ci żona? Niestety, czekam na pizzę. Trwa koniec świata? W takim razie czas na ostatnia pizzę.
Pizza była życiem.
Ćwiczyłem na rampie po dłuższej przerwie. Rowery i deskorolki w podobnym wypadku nie powinny jeździć obok siebie, jeśli nie chcesz by ktoś w końcu skończył pod kołami — powiedział pstrykajac go lekko palcem w czoło. Zaraz spojrzał na swój nadgarstek wzruszajac ramionami.
Zaliczyłem drobna bójkę z kimś kogo znam — nie zdradzał żadnych szczegółów, bo zwyczajnie nie widział w tym większego sensu. Skoro sam Reyes nie wiedział co dokładnie doprowadziło do takiej, a nie innej sytuacji, dlaczego miałby się tym dzielić z kimkolwiek innym? Nie chodziło mu nawet o żadna skrytość. Zwyczajnie nie przeszło mu to przez myśl.
Ale dość o mnie. Przyznaj się, co ostatnio przeskrobałeś? — chyba nie powinien go zachęcać do chwalenia się swoimi wyskokami, co nie? A zreszta, kogo to obchodzi. Przecież nie był jego ojcem.
_________________








my level of sarcasm?


it got to the point where i don't even know if i'm kidding or not.

[Profil]
 
 
Zack Caldwell


Wysłany: 2018-06-05, 20:16   

- Awaryjna pizza beze mnie? To byłoby mega słabe - stwierdził niepocieszony, bo też chętnie zjadłby pizzę. Kto by nie zjadł? Czy w ogóle istnieli na świecie ludzie, którzy nie lubili pizzy? Albo, no wyobraźmy tylko to sobie, czy istnieli ludzie, którzy mieli na pizzę uczulenie? To musiały być bardzo smutne osoby i stawały na podium tuż obok tych, którzy byli uczuleni na czekoladę i truskawki. Żal, smutek i rozczarowanie. Zmarszczył nos, kiedy Keith pstryknał go w czoło. Ciekawe, czy w ten sposób tak zachowywało się rodzeństwo. Trudno stwierdzić, Zachary nie miał żadnego, ani starszego, ani młodszego, więc nie miał porównania. Ale uważał, że Keith byłby super bratem, naprawdę. Milena i Roy mogliby go zaadoptować, a Zack dzieliłby z nim pokój i nawet pozwoliłby mu popykać na konsoli. Ale nie za długo, bo to była jego konsola. W sumie mogliby grać we dwóch, ale wtedy chłopak musiałby dawać mu wygrać, Caldwell ciężko znosił porażki w rywalizacji. Tak serio, to w ogóle nie umiał przegrywać, ponieważ był jedynakiem i uważał, że wszystko należy się właśnie jemu, również każde zwycięstwo. - Bójkę? - podekscytował się i poprawił na ławeczce, a jego twarz wskazywała na to, że chłopak natychmiast powinien zdradzić więcej szczegółów. Czy to była prawdziwa bójka? Zachary nigdy nie wdał się w żadna poważna, czasami poszarpał się z chłopakami, nawet z takimi ze starszych klas, ale to były zwykłe przepychanki, nic wielkiego. - Och, nic nie przeskrobałem - zaręczył, uciekajac wzrokiem w bok. Kłamał jak z nut, ale w tym momencie udawał, że obserwuje dwie dziewczyny, które śmigały na rolkach. Dopiero po chwili wrócił wzrokiem w obręb twarzy O'Shaughnessy'ego. Dlaczego wszyscy zawsze podejrzewali go o najgorsze, nawet on? Bez sensu!
_________________
While we're young dumb
Young, young dumb and broke
[Profil]
 
 
Keith O'Shaughnessy








17

South - West Brentwood



Wysłany: 2018-06-06, 11:07   
  

  
Keith O'Shaughnessy

  
I'm not going to be your little bitch.


Rozważał przez chwilę jego słowa w wyraźnym zamyśleniu. Coś w tym było.
Fakt, wtedy totalnie musiałbyś im nakopać. Chodzenie bez przyjaciół na awaryjna pizzę jest mega słabe. Chyba, że postanowia ci ja przynieść — wtedy będzie wiedział, że ma do czynienia z prawdziwymi przyjaciółmi. Chociaż na etapie wieku O'Shaughnessy'ego, prawdopodobnie sam odwaliłby coś w stylu: "Hej kupiłem ci pizzę, ale zjadłem ja po drodze". Lepiej nie będzie się tym chwalił na głos.
Niestety muszę cię rozczarować, że tym razem nie było to nic poważnego — bo faktycznie nie było. Jakby nie patrzeć Reyes najzwyczajniej w świecie przekroczył granicę, której nie powinien co skończyło się drobna szarpanina i szybkimi przeprosinami. Nijak miało się do prawdziwych burd, które odbywały się w szkole.
Ale coś ci pokażę — rozejrzał się dookoła, zupełnie jakby sprawdzał czy aby na pewno nikt nie patrzył w ich kierunku. Teren wygladał jednak na względnie czysty. To że dzielił się czymś z młodym Zackiem, nie znaczyło że zaraz miał zamiar pokazywać to wszystkim wokół. Nie bez powodu zawsze ubierał się w raczej mocno zakrywajacy sposób. Uniósł nieznacznie bluzę wraz z koszulka, odsłaniajac całkiem spora bliznę obok lewego biodra.
Rok temu wdałem się w szarpaninę z jednym kolesiem. Nie spodziewałem się jednak, że nosi w kieszeni nóż sprężynowy. Tchórz. Na widok krwi tak się wystraszył, że zwiał i zostawił mnie na bruku. Jakaś dziewczyna mnie znalazła i zadzwoniła na pogotowie — prawdopodobnie ratujac mu tym samym życie. Ukrył zaraz swoja wojenna pamiatkę zakładajac ręce na klatce piersiowej.
No co ty, zupełnie nic? Przecież każdy szanujacy się trzynastolatek musi ładować się w kłopoty — rzucił zaczepnie, szturchajac go łokciem.
_________________








my level of sarcasm?


it got to the point where i don't even know if i'm kidding or not.

[Profil]
 
 
Zack Caldwell


Wysłany: 2018-06-06, 18:59   

Nie chciał nawet myśleć o tym, że kumple mogliby w taki sposób zrobić go w balona. Pękłoby mu wtedy serduszko na milion drobnych kawałeczków, a przecież nie znieśliby tego. Kumple nie robia sobie takich rzeczy, nie chodza na pizzę bez dawania żadnego znaku!
Zack westchnał pod nosem, ale zaraz spojrzał na Keitha z wyraźnym zainteresowaniem. Szczególnie, że ten miał zamiar mu coś pokazać. Nie, Zachary nie spodziewał się, że będzie to jego przyrodzenie, nie myślał o chłopaku w taki sposób! W ogóle nie myślał tak o chłopcach, nie podobali mu się wcale! Właściwie nie myślał też o dziewczynach, które były głupie i niczego nie rozumiały, więc lepiej było im dokuczać i ciagnać za warkocze.
Kiedy dostrzegł bliznę na lewym biodrze, otworzył ze zdumienia usta, a historia opowiedziana przez starszego kolegę sprawiła, że Caldwell zrobił ogromne oczy i zamrugał kilkakrotnie.
- O ja cię kręcę, ale super! - wydusił w końcu i pochylił nieznacznie, żeby lepiej przyjrzeć się pozostałości po ranie zadanej nożem. - Możesz wszystkim opowiadać, że walczyłeś w Iraku czy coś! - w jego głosie dało się wyczuć niemały zachwyt. I szacunek, w końcu nie znał nikogo, kto został kiedykolwiek ranny. Oczywiście nie pomyślał o tym, że O'Shaughnessy mógł wtedy zginać, jakoś nie przyszło mu to do głowy. Ta blizna była naprawdę ekstra, a w dodatku laski lubiły takie znamiona, o czym Zack nie miał najmniejszego pojęcia. - Ej, no przestań, moje kłopoty sa niczym w porównaniu do twoich przygód! Ja tylko oskarżyłem męża sasiadki, że chciał mnie dotykać i w ogóle, bo ona nagadała mojemu ojczymowi jakichś głupot. Że coś tam zrobiłem. No i to była prawda, co nie? Bo może widziała jak skakaliśmy z chłopakami z dachu prosto do jej ogródka i zdeptaliśmy trochę chwastów, chociaż ona twierdziła, że to sa peral... - urwał na moment, chcac przypomnieć sobie właściwe słowa. - Perla... Pelargonie. Kwiatki takie. Rozumiesz, no nie? - pokręcił głowa, bo w taki sposób pragnał okazać swoje niezadowolenie. Durna pani Thrap. Ale ma za swoje! Ona i ten jej mężulek, co też wisi ciagle w oknie i tylko patrzy, czy jakieś dzieciaki nie bawia się za dobrze. Najlepiej tak zniszczyć komuś życie. Bo co? Bo zazdrościli im, że sa tacy fajni i młodzi, a oni starzy i beznadziejni? Ma za swoje, głupia rura.
_________________
While we're young dumb
Young, young dumb and broke
[Profil]
 
 
Keith O'Shaughnessy








17

South - West Brentwood



Wysłany: 2018-06-07, 13:20   
  

  
Keith O'Shaughnessy

  
I'm not going to be your little bitch.


Zack był chyba jedyna osoba, która mogła zareagować w tak pozytywny sposób na jego paskudna bliznę. Być może właśnie dlatego Keith tak bardzo lubił tego dzieciaka. Jego towarzystwo nie było ani odrobinę męczace mimo kilku dzielacych ich lat. Gdyby jego matka zdecydowała się wcześniej na rodzeństwo, bez watpienia chciałby mieć młodszego brata, który zachowywałby się tak jak Caldwell.
Z drugiej strony cieszył się, że nigdy nie zdecydowała się na podobny krok. Fundowanie komuś takiej przeszłości było ostatnim czego im życzył.
Parsknał krótko rozbawiony na jego wspomnienie o Iraku.
Nie wiem czy ktokolwiek by mi uwierzył. Szesnastolatkowie raczej nie walcza w Iraku. Ale nadrabiam na miejscu — puścił mu oko, nawiazujac tym samym do swoich regularnych bójek. Nie żeby było czym się jakoś szczególnie chwalić.
Oskarżyłeś męża sasiadki? Oj Zack — pstryknał go palcem w nos, przewracajac oczami. Dzieciak pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy z tego w jak olbrzymie kłopoty mógł władować swojego sasiada, gdyby sprawa została odpowiednio nagłośniona.
Następnym razem po prostu kup jakieś ziarno i rozsyp im w ogródku. Ewentualnie chleb, jeśli chcesz ich wkurzyć gołębiami. Mówię ci, ptaki odwala za ciebie cała brudna robotę. Ale masz rację, kogo obchodza jakieś głupie pelargonie. Jak to w ogóle wyglada? — zmarszczył nos próbujac przywołać obraz kwiatów w swojej głowie, ale prawda była taka że totalnie nie znał się na chwastach i im podobnych.
Ale skakanie z dachu brzmi jak świetna zabawa. Sam przez większość czasu używam okna zamiast drzwi. Aczkolwiek wiesz, jako osoba starsza upominam cię byście na siebie uważali. Złamana noga to nic fajnego — pokiwał z powaga głowa. Dopiero po chwili pokazał mu język nadajac tym samym całej wypowiedzi żartobliwego wydźwięku.
No bo poważnie, ciężko było się spodziewać, że Keith będzie próbował kogokolwiek wychowywać. Świetnie się bawił wysłuchujac przygód młodego Zacka. Może poza tym oskarżaniem sasiada o molestowanie, nie chciał w końcu by chłopak faktycznie władował się w jakieś większe kłopoty. Dlatego miał nadzieję, że weźmie sobie jednak jego słowa do serca i faktycznie następnym razem skupi na innym sposobie zemszczenia się na przewrażliwionej na punkcie własnych chwastów sasiadce.
Jak chcesz to znam całkiem sporo sposobów na uprzykrzenie ludziom życia — oparł się wygodniej ręka o ławkę. W końcu nigdzie mu się nie spieszyło.
_________________








my level of sarcasm?


it got to the point where i don't even know if i'm kidding or not.

[Profil]
 
 
Zack Caldwell


Wysłany: 2018-06-08, 18:23   

Nie przyszło mu do głowy, że szesnastolatkowie nie walcza w Iraku, ale pamiętał, że Roy ogladał kiedyś program dokumentalny o dzieciach z karabinami. I te dzieci naprawdę strzelały z tych karabinów i zabijały!
- To za kilka lat będziesz mógł tak mówić - oczy zabłyszczały mu w słońcu. Czasami potrafił pomyśleć i wykazywać się głowa na karku! Ha! Niech Keith nie będzie już taki madry, bo Zack też był. Wzruszył ramionami, bo wcale nie przejmował się tym, że maż pani Thrap mógłby mieć problemy. Co go to obchodziło? Ten głupi babsztyl mógł na niego skarżyć, a on nie mógł jej dokuczać tak, jak chciał? Totalnie bez sensu. - No co ty, nie wiesz jak wygladaja te kwiatki? - zdziwił się. To Keith czegoś nie wiedział? Ale numer! Zachary pośpiesznie wyciagnał z kieszeni swój smartfon i wyszukał w obrazach zdjęcie przedstawiajace ohydne rośliny. - Zobacz, ludzie czasami takie maja na parapetach i balonach. Sa paskudne i strasznie śmierdza. A ta idiotka sadzi je w ogródku, no czy ona jest normalna? Ja rozumiem, mieć róże czy inne takie, ale to? No beka straszna - zaśmiał się radośnie i pokręcił z głowa nieukrywanym niedowierzaniem. Zack właśnie był w okresie przechodzenia mutacji, więc jego głos brzmiał niczym rechot rozjechanej żaby, ale mama wytłumaczyła mu, że to etap przejściowy i że za jakiś czas jego głos będzie normalny i poważny, jak głos Roy'a. Poza tym każdy z jego kumpli miał podobnie, więc nikt za bardzo nie przejmował się tym. Przekręcił oczami, do czego przyczyniły się kolejne słowa O'Shaughnessy. Czy on właśnie próbował go umoralniać? - Jezu, dobra. Będę uważał, mamo - wystawił w jego kierunku język i poprawił się na ławce w taki sposób, że teraz mógł swobodnie majtać nogami. Spojrzał z zaciekawieniem na starszego kolegę i mrużac oczy, przyjrzał mu się dokładnie. - Jakie to sposoby? - oho, ktoś tutaj złapał bakcyla i pragnał pogłębić swoja wiedzę dotyczaca uprzykrzania ludzkiego życia. A trzeba przyznać, że młody Caldwell chłonał takie informacje po całości.
_________________
While we're young dumb
Young, young dumb and broke
[Profil]
 
 
Keith O'Shaughnessy








17

South - West Brentwood



Wysłany: 2018-06-11, 15:33   
  

  
Keith O'Shaughnessy

  
I'm not going to be your little bitch.


No pewnie. I na pewno będę. Zacznę wtedy paradować w takich specjalnie podziurawionych koszulkach, żeby od razu wszyscy widzieli, że jestem weteranem wojennym — wyprostował się wyraźnie zadowolony z takiej wizji wydarzeń. Nie żeby poważnie coś takiego planował. Ale pogadać sobie można.
Nie znam się na kwiatkach. Ledwo odróżniam róże od tulipanów — przewrócił oczami zaraz przechylajac się jednak w bok, gdy chłopak wyciagnał smartfona pokazujac mu sławne pelargonie. Faktycznie dość często widywał je u innych na parapetach, ale jakoś nigdy nie odczuwał potrzeby by samemu wejść w ich posiadanie.
Nie żeby kiedykolwiek chciał wejść w posiadanie jakichkolwiek kwiatów.
Może jej maż też śmierdzi i to taki sposób na rozwiazanie jej tęsknoty, gdy nie ma go w domu? — uniósł brew ku górze, zerkajac chwilowo w stronę wyskakujacych na rampie rowerzystów, a następnie grupy na deskorolkach, gdzie jeden z dzieciaków właśnie dość efektownie wyrabał się na beton zdzierajac sobie całe kolana.
Wrócił uwaga do Zacka.
No ja myślę, synu — odparował przewracajac oczami. Gdy zadał mu pytanie, zamyślił się na chwilę by odpowiednio oddzielić znane sobie pomysły. Nie wszystkie w końcu nadawały się do użytku przez Caldwella.
Możesz pozabierać jej spinacze z ubrań, gdy wywiesi pranie. Albo wydrukować zdjęcie czyjejś twarzy, wrzucić do słoika i zalać je jakimś miodem. A potem podrzucić jej pod drzwi. Będzie wygladało jakby była w nim czyjaś głowa. Jeśli ma samochód, możecie też obkleić go całego z kolegami kolorowymi kartkami samoprzylepnymi. Łacznie z szybami oczywiście. Tak by do siebie nie przylegały, będzie musiała zdejmować je wszystkie osobno. Oczywiście to samo możecie zrobić z jej domem, ale to już więcej zachodu.
Miał w głowie dużo pranków z jedzeniem, ale watpił by kobieta cokolwiek od nich wzięła po całej tej akcji.
_________________








my level of sarcasm?


it got to the point where i don't even know if i'm kidding or not.

[Profil]
 
 
Zack Caldwell


Wysłany: 2018-06-11, 18:39   

Zaśmiał się głośno, patrzac beztrosko na Keitha, który zawsze go rozśmieszał. Teraz też mu się udało, a to dzięki wizji śmierdzacego pana Thrapa. Może naprawdę cuchnał jak pelargonie? Albo jeszcze gorzej? Jak brudne skarpetki Zacka, które ten rozrzucał po pokoju, a mama musiała je zbierać. Wściekała się wtedy bardzo i krzyczała, jednak trzynastolatek niewiele sobie z tego robił, a kolejnego dnia fundował mamie nowa parę skarpet do zbierania. To nawet do końca nie było celowe, on po prostu zapominał!
Słuchał Keitha z niemałym przejęciem, a z każdym słowem pomysły starszego kolegi podobały mu się coraz bardziej i bardziej. Szczególnie ten z oklejaniem samochodu, a Zachary wiedział, że państwo Thrap mieli samochód. Równie brzydki co morda pani Thrap i kwiecista koszula jej męża. Ohyda!
- Ej, spoko opcja z tymi karteczkami! - pochwalił O'Shaughnessy'ego i pokiwał głowa z nieukrywanym podziwem. W oczach chłopca Keith był naprawdę kimś, kto znał się na wszystkim. Był przekonany, że zna się na wszystkim prawie tak dobrze jak mama i Roy. Prawie, bo był od nich trochę młodszy i oni na pewno wiedzieli trochę więcej, ale z drugiej strony żadne z nich nie podsuwało mu takich super pomysłów, a Keith tak! Mama potrafiła tylko narzekać, jaki to Zack jest niegrzeczny i ileż to z nim problemów. Już nawet Roy próbował przemówić jej do rozsadku, żeby nie suszyła tak dzieciakowi głowy, ale bezskutecznie, cały czas musiała się o coś czepiać! - A może chciałbyś mi z tym pomóc? - w tym miejscu Caldwell przyklasnał w dłonie, bardzo zadowolony ze swojej propozycji. Jasne, że zawsze mógł poprosić o pomoc chłopaków, ale zawsze jak przychodziło co do czego, to kumpel okazywali się być strasznymi cipeuszami i uciekali w popłochu. No dobra, Zack też czasem watpił i rezygnował, bo bał się, że ktoś może go przyłapać na odwalaniu, ale i tak był najodważniejszy z nich wszystkich, zdecydowanie!
_________________
While we're young dumb
Young, young dumb and broke
[Profil]
 
 
Keith O'Shaughnessy








17

South - West Brentwood



Wysłany: 2018-06-13, 21:48   
  

  
Keith O'Shaughnessy

  
I'm not going to be your little bitch.


Wyprostował się nieznacznie słyszac, że jego pomysł wyraźnie przypadł młodemu do gustu. Nie takie rzeczy się odwalało, gdy sasiedzi dawali ci w kość. Co prawda nie wszystkie pranki wykonał sam, ale swego czasu naogladał się ich w internecie całkiem sporo. Tak na wszelki wypadek, gdyby miały mu się przydać po wypiciu na imprezie zdecydowanie zbyt dużo, by zachować się normalnie i zdecydowanie zbyt mało, by odwalać coś na większa skalę.
Pomóc? — zastanowił się przez chwilę. Strasznie dużo zachodu, by zajść za skórę komuś, kogo nawet nie znał. Ale z drugiej strony nadal było to całe mnóstwo zabawy. Hej w końcu Keith miał tylko szesnaście lat, też lubił czasem odwalić coś jak totalny dzieciak. Nic dziwnego, że gdy tylko wyobraził sobie samochód oblepiony kolorowymi, tęczowymi skrawkami papieru, jego oczy wyraźnie rozbłysły. Cóż, będzie mógł robić za żywa reklamę Brentwood. W końcu tęcza i homoseksualizm szły ze soba w parze, może nawet cała ta sasiadka zyska nieco w oczach innych szerzac tolerancyjne podejście do sprawy. Podczas gdy sama będzie się wkurzać na wszelkie sposoby, ściagajac je jedna po drugiej i zdrapujac klej z szyb.
Jasna sprawa. Tylko pamiętaj, musisz nauczyć się planu jej dnia. Potrzebujemy na obklejenie jej samochodu co najmniej godziny i nikogo nie może być u niej w mieszkaniu. Inaczej przegonia nas zanim skończymy.
Pokiwał głowa ze swoja naturalnie super poważna mina wcielajac się w tym momencie w rolę rasowego stratega. Bo przecież nim właśnie był. Jeśli chodziło o planowanie różnych rzeczy, Keith nie miał sobie równych.
Zaczał się właśnie przez chwilę zastanawiać co na podobna akcję powiedziałby jego psycholog.
Ja załatwię karteczki. Dużo karteczek.
_________________








my level of sarcasm?


it got to the point where i don't even know if i'm kidding or not.

[Profil]
 
 
Zack Caldwell


Wysłany: 2018-06-17, 14:07   

Zamajtał w powietrzu nogami i wyszczerzył do starszego kumpla rzad wcale niekoniecznie prostych zębów. Ciagle miał jeszcze jakieś mleczaki, które rosły sobie jak chciały, więc pani Caldwell liczyła na to, że jeżeli zastapia je zęby stałe, to będa one wygladać lepiej. Jeśli nie, to Zack będzie musiał pogodzić się z noszeniem aparatu, co wcale w ogóle nie przypadło mu do gustu. Podłożył sobie pod nogi fiszkę i zaczał jeździć nia w tę i z powrotem, cały czas siedzac na ławce i słuchajac Keitha.
- Ej, spoko - machnał niedbale ręka, jakby chciał dać koledze do zrozumienia, że nauka dnia tego starego próchna nie będzie większym problemem. - Pani Thrap zawsze wczesnym popołudniem łazi do swoich ziomeczek na brydża. Wiem, bo okno mojego pokoju wychodzi wprost na przód jej domu i czasem widzę ja jak toczy się chodnikiem. A pan Thrap pracuje do późna - wyjaśnił pokrótce Zachary, bo chciał pokazać, że dobry z niego obserwator, więc Keithowi nie pozostało nic innego, jak skołować multum samoprzylepnych karteczek. Caldwell zmarszczył brwi i wygladał dokładnie tak, jakby myślał o czymś bardzo intensywnie. - Skad weźmiesz kasę? Na te karteczki - zdjał nogi z fiszki i skrzyżował je na ławce. Teraz siedział po turecku, obrócony w kierunku O'Shaughnessy'ego. Potrzebowali naprawdę duża ilość samoprzylepnych świstków, skad chłopak weźmie na to tyle hajsu? - Powinienem się dołożyć, bo ta stara jędza chce zniszczyć moje życie, nie twoje. Mam trochę oszczędności, bo mama i Roy daja mi kieszonkowe. Mam trochę przy sobie, mogę dać ci je na zaś, co? A resztę dołożę potem. Mam przy sobie... - wsadził ręce do kielni tylnych spodni łapkę, wyginajac się przy tym nienaturalnie i wyciagnał z nich kilka zwiniętych papierków w towarzystwie monet i spinnera, ale ten ostatni szybko został umieszczony z powrotem w portkach. - Jedenaście funtów. Niecałe. Prawie jedenaście. Może być? - zerknał na towarzysza i wyciagnał w jego stronę rękę, żeby podać mu pieniadze. Pewnie paczka karteczek kosztowała funta, albo nawet ponad, ale Zack zagwarantował, że ma w domu więcej kasy, która chciał później oddać Keithowi.
_________________
While we're young dumb
Young, young dumb and broke
[Profil]
 
 
Keith O'Shaughnessy








17

South - West Brentwood



Wysłany: 2018-06-25, 16:17   
  

  
Keith O'Shaughnessy

  
I'm not going to be your little bitch.


Jak widać Zack był całkiem nieźle przygotowany. To zdecydowanie wszystko ułatwiało, inaczej ich plan odwlekałby się w czasie. Pokiwał głowa wyraźnie usatysfakcjonowany jego odpowiedzia.
Świetnie. W takim razie nie będziemy mieli większych problemów z dorwaniem samochodu. Mam tylko nadzieję, że inni twoi sasiedzi nie lubia jej w równie dużej mierze. Albo przynajmniej daruja sobie wzywanie policji — tego zdecydowanie wolałby uniknać. Załatwienie karteczek nie miało być dla niego większym problemem. Wystarczyło podskoczyć do jednego z pobliskich sklepów.
Mam dużo oszczędności, nie przejmuj się tym — jakby nie patrzeć ojciec dawał mu tak wysokie alimenty, że nie musiał się niczym przejmować. Zwłaszcza, że Nickolsonowie nie chcieli od niego żadnych pieniędzy. Wręcz sami z siebie dawali mu kieszonkowe, którego dobitnie próbował odmawiać przez pierwsze dwa tygodnie. Gdy jednak po raz enty widział ich zawiedzione miny, zwyczajnie sobie odpuścił. Najwidoczniej w jakiś sposób dawało im to poczucie jakiejś dziwnej zażyłości, która nie do końca potrafił zrozumieć.
Nic dziwnego, że gdy chłopak zaproponował mu dołożenie się do wszystkiego, ściagnał brwi nie do końca przychylnie patrzac na podobna sytuację.
Nie musisz dawać mi pieniędzy, Zack. Poważnie. Gdybym nie miał gotówki, nie proponowałbym w ogóle niczego podobnego, a karteczki nie sa aż takie drogie. Daj spokój, odwdzięczysz mi się w inny sposób — rzucił biorac jego rękę tak, by zamknać z powrotem jego palce na pieniadzach.
Zamiast tego, kupimy sobie po wszystkim jakaś zajebista pizzę, by uczcić nasz sukces. Co ty na to? — no chyba nie odmówi jedzenia! Dużo lepiej będzie się czuł ze soba, jeśli złoża się na jakieś żarcie. Zwłaszcza, że znajac Keitha i tak koniec końców zamierzał wsunać mu potajemnie pieniadze do kieszeni.
W takim razie pozostaje nam jedynie ustalić konkretny dzień i godzinę. Nie muszę chyba mówić, że lepiej nie odwlekać tego zbyt długo.
_________________








my level of sarcasm?


it got to the point where i don't even know if i'm kidding or not.

[Profil]
 
 
Zack Caldwell


Wysłany: 2018-07-01, 21:45   

- No dobra - nie trzeba było mu dwa razy powtarzać, żeby ukrył miedziaki z powrotem w kieszeni. Sam nie miał dużo kasy, no bo skad? Nie pracował, mama i Roy dawali mu tylko kieszonkowe, a on i tak rozpieprzał większość na głupoty. Ale pomysł z pizza wydał mu się mega spoko, więc Zack pokiwał zgodnie głowa i nawet przyklasnał w dłonie, aprobujac cały zamysł. - To ja potem stawiam pizzę! - zawołał radośnie, bo właśnie w taki sposób mógł potem odwdzięczyć się Keithowi. Szybko jednak ucichł, tym samym zastanawiajac się, który dzień byłby odpowiedni do zrobienia tego wszystkiego. Faktycznie nie mogli czekać długo i trzeba było działać. Kuć żelazo póki gorace. - Najlepiej w tygodniu, bo wtedy nie ma ich obu. Obuch - skrzywił się, bo coś nie brzmiało mu to za dobrze. - Obojga. No wiesz. I najlepiej tak właśnie w południe, to pójdę na wajsy - wyszczerzył się do starszego kolegi, bo własny plan bardzo się Caldwellowi podobał. Nie dość, że utrze pani Thrap nosa, to jeszcze zerwie się z lekcji, albo w ogóle nie pójdzie do budy. Czy to nie był plan idealny? Był i to jeszcze jak! - No bo wiesz - zaczał ponownie, bo stwierdził w myślach, że Keithowi należa się szybkie wyjaśnienia. - W weekendy sa w domu, pan Thrap wtedy nie pracuje, więc dupa - rozłożył ręce w udawanej bezradności, ale tak naprawdę już myślał o tym, jak zerwać się ze szkoły, albo wmówić mamie, że źle się czuje, żeby móc zostać w łóżku, a kiedy ona wyjdzie z domu, on wymknie się przez okna, żeby wprowadzić w życie to, co ustalili wraz z O'Shaughnessym. Superkowo! Inaczej wszystko trafiłby szlag, przecież Zachary kończył lekcje dopiero po szesnastej, tym sposobem pani Thrap już dawno wróciłaby z brydża do domu, a oni nic nie zdołaliby zrobić. No bez sensu!
_________________
While we're young dumb
Young, young dumb and broke
[Profil]
 
 
Keith O'Shaughnessy








17

South - West Brentwood



Wysłany: 2018-07-01, 22:48   
  

  
Keith O'Shaughnessy

  
I'm not going to be your little bitch.


Dobra — pozornie zgodził się na postawienie pizzy, widzac że Caldwell zwyczajnie potrzebuje czegokolwiek, by nie czuć się dłużnym w stosunku do Keitha. Całe szczęście chłopak od zawsze zachowywał tę swoja kamienna twarz, więc nawet nie parsknał rozbawiony, gdy usłyszał dzikie odmiany słów. Szczególnie trafiał do niego obuch, który rzecz jasna rozbudził inne skojarzenia, zaszczepiajac w jego głowie całkiem zabawna wizję znokautowania sasiadów, przez co bez watpienia nie byłoby w domu żadnego z nich. Już nigdy.
To zdecydowanie brzmi jak dobry plan. To jak przyszły tydzień? Wybierz sobie dzień. Pewnie trochę nam to zajmie, więc przyda nam się odpowiedni zapas czasu, a zerwanie się z lekcji jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Zreszta w ciagu dnia większość jest w pracy, mniejsze prawdopodobieństwo że jakikolwiek inny sasiad przyczepi się "co robimy z samochodem państwa Thrap" — pokiwał nieznacznie głowa. Mógłby rzecz jasna podrzucić mu nawet kilka sposobów na symulowanie choroby, jak standardowy myk z ciepła woda i termometrem, ale był pewien że chłopak był już zwyczajnie zaprawiony w boju i nie potrzebował jakichś szczególnych porad na ten temat. Jeśli miałby obstawiać który z Brentwoodowskich dzieciaków najlepiej poradzi sobie w życiu, bez watpienia stawiałby właśnie na Zacka.
Keithowi też nic się nie stanie jeśli zerwie się raz z lekcji. Nawet jeśli stety niestety w jego przypadku sprawa była nieco bardziej skomplikowana, bo każda nieobecność w szkole była momentalnie zgłaszała jego rodzicom zastępczym, którzy mieli obowiazek przekazać podobna informację kuratorowi. Mark i Kate byli jednak na tyle w porzadku - a szczególnie ten pierwszy - by po wcześniejszym ich poinformowaniu zwyczajnie sami dzwonili do dyrektora i mówili, że nie będzie go danego dnia w szkole "z przyczyn zdrowotnych". Nie wykorzystywał podobnej opcji zbyt często. Pewnie dlatego nadal szli mu pod tym względem na rękę. Czasem naprawdę się zastanawiał jak długo będa dawali mu podobna taryfę ulgowa. Podejrzewał jednak, że tak długo jak przynosił do domu dziennik z bardzo dobrymi ocenami i raczej przeciętnym zachowaniem, wszystko było w porzadku.
_________________








my level of sarcasm?


it got to the point where i don't even know if i'm kidding or not.

[Profil]
 
 
Zack Caldwell


Wysłany: 2018-07-02, 20:03   

Zack trochę obawiał się, że Keith zacznie prawić mu morały o urywaniu się z lekcji, co chłopak robił notorycznie, ale na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Dlatego Caldwell mógł odetchnać w duchu, że przynajmniej on nie suszył głowy o te wajsy. Właściwie starszy kolega nie miał pojęcia o tym, jak często Zachary zawijał się ze szkoły, no bo skad mógł wiedzieć? Nie chwalił się tym wszystkim wokół, bo byłby niezły przyps.
- To może wtorek? - zaproponował prędko. W wtorek miał dwie matmy i idiotyczna historię, której szczerze nie cierpiał. - Ej, zaraz - przyjrzał się uważnie Keithowi i wymierzy w niego palcem. - Przecież ty też będziesz musiał zerwać się z lekcji. Możesz? - w oczach Caldwell dało się dostrzec podejrzliwość. A jeśli Keith będzie miał przez to przerabane? Jemu bliżej zostało do skończenia szkoły średniej, więc powinien skupić się na nauce przed wakacjami, czy coś. Mama zawsze kazała Zackowi skupić się na poprawianiu ocen przed samymi wakacjami, a to było najgorsze, bo wtedy robiło się już ciepło i wcale nie miał ochoty na siedzenie w ksiażkach. Nuuuda! Lepiej było coś zmajstrować i połazić po drzewach. Albo podkradać ziemniaki z targu i rzucać nimi w przechodniów! To była dopiero frajda, a nie jakieś tam lektury i głupie obliczenia. W sumie Caldwell nie miał pojęcia o sytuacji życiowej O'Shaughnessy'ego. Nie rozmawiali na takie poważne tematy. Keith nie wygladał na skorego zwierzeń, a nawet jakby, to Zack z pewnościa nie był odpowiednia do tego osoba. Nie potrafił doradzać, nie rozumiał ludzkich problemów. Był dzieciakiem, dla niego wszystko było takie proste i uważał, że można jakoś wyjść z każdej sytuacji.
_________________
While we're young dumb
Young, young dumb and broke
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 5