Poprzedni temat «» Następny temat
Ulica #2
Autor Wiadomość
Brentwood


Wysłany: 2017-06-25, 00:59   Ulica #2
  

  
Brentwood

  
your favourite place on earth


[Profil]
 
 
Ambroise Huismans
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-01, 08:41   

Dlaczego wszystko poszło źle?
Żadnego pytania nie zadawał sobie tak często. Jego ostatnie kilka lat było czymś na kształt matrioszki, której rozpracowywanie nużyło, jako że pod jedna czarna powłoka kryła się jak gdyby czarniejsza. Ledwie się w tym połapał, pozatrzaskiwał je czym prędzej, pozostawiajac tę możliwie najbardziej wybielona, ażeby móc bez zmartwienia piastować w sercu myśl, że coś poszło dobrze. Oddzielnym fragmentem jego dziejów był natomiast Kyree, jasność, biały kruk, biały jak mleko, aż bolały od tego oczy, aż Ambroise chciał i mógł w niego wierzyć, chociaż nie był najsilniejszy, a tym bardziej nie skłonny do pokładania wiary w czymkolwiek, co jednak pachniało ryzykiem.
Ale-
Ale tutaj się go nie spodziewał. Szedł waska uliczka, czy to przed siebie, czy do sklepu czy na pocztę i zobaczył go z daleka, bo kogoś takiego jak Hayes trudno było przeoczyć. Szczególnie jemu. Huismans
przystanał na chwilę, niespokojny, pytajac się o kuriozalna przyczynę, aczkolwiek nie wiedział, jak wyjaśnić sygnały komórek nerwowych. Czy powinien się tym martwić?
- Kyree... - wymamrotał ostrożnie, jakby w trakcie mówienia oceniajac, czy nie kłamie, czy nic mu się nie pomyliło, nie bardziej, niż przed chwila. Ale zaraz, jak mógł się bać? Przecież... przecież to Hayes! Dalszych wyjaśnień nie było potrzeba. Dalsze wyjaśnienia, choćby przeczyły wszystkim jak dotad postawionym tezom, nie miały nawet najmniejszego znaczenia.
Oboje stali już blisko siebie, a Ambroise pozwolił sobie na wesołe obdarowanie towarzysza ciepłym uśmiechem. Co tu robisz, Kyree? Dokad idziesz? Nie idź. Zostań. Tutaj, ze mna. Mi jesteś potrzebny.
 
 
Kyree Hayes
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-01, 09:05   

W swoim dość zapchanym kalendarzu nie miał zaplanowanego na dziś spotkania z Ambroise. Studia, praca modela oraz seks bez zbędnych pytań, który miał być jedynie zaspokojeniem ciała i niczym więcej. Jeszcze nikt nie odważył mu się powiedzieć, że najzwyczajniej wykorzystuje ludzi, bawi się ich uczuciami. Nikt chyba nie był na tyle odważny by to zrobić.
Zatem nieplanowane, nieoczekiwane spotkanie z kochankiem, którego zauważył dosłownie w ostatniej chwili kiedy do niego się zbliżał. Zwykły przypadek, poczuł lekkie zażenowanie sytuacja, chyba należałoby być miłym? Prawda? Tak mu się wydawało przynajmniej! Uroczym i miłym i chyba powinien się uśmiechnać. Uśmiech Kyree przecież umiesz. Tak często uśmiechasz się i pokazujesz różne pozy przed obiektywem. Umiesz doskonale kłamać, udawać emocje, których tak bardzo nie rozumiesz. To przecież nie jest takie trudne. Więc uśmiech, który będzie dla wszystkich wygladać na naturalny i niewymuszony, ale tak naprawdę pociagnie za soba pustkę Twojego serca i nic więcej, ani mniej.
Zatem lekki uśmiech, subtelny można rzec, pojawił się na ustach modela, kiedy ten znalazł się niebezpiecznie blisko ciała swego kochanka.Z jego ust, wydobył się szeptem lekko zachrypły przez infekcję gardła głos. Padło jedno słowo, szept był jednak lekko wymuszony, mówienie sprawiało mu ból.
-Ambroise. - po czym lekko pocałował kacik ust kochanka jednocześnie przesuwajac kciukiem po jego dłoni. Nie był to jednak żaden wyjatkowy gest czułości względem mężczyzny, ale raczej wyuczony gest. Kyree posiadał ich bardzo wiele, gestów, spojrzeń, uśmiechów... wszystkiego co stwarza grę pozorów. Uczył się ich latami, by niektóre doprowadzić w praktyce do perfekcji.
 
 
Ambroise Huismans
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-01, 09:44   

O Hayesie nie wiedział zbyt wiele. Brzmiało to w tym momencie co najwyżej irracjonalnie, ale tak faktycznie było. Na poczatku być może nawet Ambroise nie miał jakiejkolwiek potrzeby, by nawiazać z Kyree bliższy kontakt. Wystarczyło to, na co oboje się pisali, by uznać, że pochodzili z zupełnie innych światów i nie odnajda wspólnego języka. Chociaż może po prostu nie było im po drodze, by się jakoś zaprzyjaźnić – na co dzień obracali się w zupełnie różnych towarzystwach, pomimo kilku istniejacych punktów zaczepienia. A potem stało się coś dziwnego. Huismans wciaż jednak nie wiedział, co o tym wszystkim powinien myśleć; nie rozumiał swoich uczuć i tego, jak zaczynał reagować na rzeczywistość. Przyznawał się przed soba szczerze, że od pewnego czasu nie dawało mu to od spokoju, choć pewnie po prostu przesadzał. To jak bardzo dał się wciagnać w ta popieprzona relację było strasznie ciężko zrozumieć. Sam nie potrafił wytłumaczyć dlaczego zwrócił uwagę właśnie na niego. Nie potrafił? Ależ bardzo dobrze wiedział i mógł to wykrzyczeć całemu światu.
Wcale nie musieli się jednak różnić, ani na pierwszy rzut oka, ani na siłę. Nie wiedział, czy wstyd mu było, czy przykro zwyczajnie, czy dla samego podśmiewania się Kyree prychał, kiedy nie chciał, by widziano ich razem. Żal mu było tego strachu, bo to przezeń właśnie nigdy nie dorównywał oczekiwaniom.
A Ambroise wolałby więcej. Niekoniecznie coś innego, ale zawsze wolałby więcej. Prawda była taka, że nawet gdyby krok w krok za nim łaził, przestałby wystarczać. Chcieli być, to byli. Ale nie można było żadać od niego, bym chciał tylko tej jednej rzeczy.
- Nie mówiłeś, że masz dziś wolne... - wymruczał chwilę po tym, jak usta towarzysza dotknęły jego warg w ten okropny, niechętny sposób. Rzec by można, że tknał Huismana przez to jakiś palec rozczarowania. A cóż on był, trędowaty jakiś?
Kochanek był od niego dużo wyższy, a jednak Ambroise dał radę mu ten pocałunek odwzajemnić i to wcale nie szczatkowym muśnięciem warg, a gestem, na który towarzysz nie pozwalał mu w miejscach publicznych.
I co mi teraz zrobisz, Kyree?
 
 
Kyree Hayes
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-01, 10:25   

Nie miał mieć wolnego, jednak infekcja gardła posuwała się zbyt nachalnie do przodu, a on sam coraz gorzej radził sobie z bólem. Na szczęście na uczelni był już na czysto, mógłby się poświęcić tylko pracy modela, jednak choroba nie pozwalała mu na to. Bezczelne! Zatem co właśnie teraz i konkretnie tu robił? Wracał od lekarza do domu, dostał antybiotyk, który miał zbić jego goraczkę, może nie aż tak jeszcze wysoka ale jednak 38 stopni nie było przyjemnym stanem. Rozpalony ksiażę mrozu, to brzmi wręcz komicznie w tym ujęciu, co w żadnym stopniu go nie bawiło!
Chciał coś powiedzieć, wyjaśnić co robi tu i teraz, ale pocałunek sprawił, że wyjaśnienia odeszły na dalszy tor. Odsunał się krok do tyłu dotykajac instynktownie swoich warg. Chyba tylko podczas choroby, czasami, zachowywał się naturalnie, ale tak naprawdę naturalnie, nie zaś używajac swoich wyuczonych gestów. Zrobił kolejny, mały krok do tyłu i rozejrzał się wolno wokół siebie.
Kiedy się odezwał mówił odrobinę głośniej, ale nadal był to szept, chrypka była wyraźniejsza w tym momencie. Słychać było, że się męczy mówiac.
-Zapalenie gardła i zmiany na oskrzelach. Nie całuj mnie. Zarazisz się. - podniósł ręce w geście obronnym gdyby jednak mężczyzna znów chciał go pocałować, czy choćby zbliżyć się.
-W nocy miałem prawie czterdzieści stopni, tata zbił mi goraczkę lekami i wysłał do lekarza dziś. Cała tajemnica mojego wolnego dnia i nie muszę Ci się spowiadać z każdej wolnej chwili i... - nie mógł więcej mówić ponieważ atak kasztu, dość potężny odebrał mu możliwość mówienia. Po jego policzkach popłynęły łzy, może nie było ich za wiele ale jednak pojawiły się, nie panował nad tym. Nawet on przecież nie umie zapanować nad efektami kaszlu, mimo, że bardzo by chciał.
 
 
Ambroise Huismans
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-01, 17:51   

Rzecz jasna, Ambroise nie zawsze robił sobie wiele z jego sprzeciwów i nakazów, by dał spokój. No, już, miałby popuścić, jeszcze czego. Odezwało się w tym momencie w nim dziecko, które bardzo wyraźnie potrzebowało uwagi osoby drugiej, pełnej, nierozpraszanej niczym innym uwagi skoncentrowanej właśnie na nim i żywej interakcji, po której siniaki nie schodza przez tydzień. Albo coś w ten deseń. Cokolwiek, cokolwiek, doprawdy. No i Kyree może trochę chciał się nacieszyć, może, chociaż starał się nie przyznawać, nawet jeśli. Jeszcze by go ktoś posadził o jakaś słabość i naiwność, a przecież dotychczas on i sentymenty to były dwie odrębne rzeczy, no przecież, chyba że o miłostki chodziło, wtedy robił wyjatek i bywał nazbyt sentymentalny, straszac tym samym wszystkich potencjalnych znajomych.
Westchnał cicho, gdy Hayes odsunał się do tyłu. Gdyby wierzył w jakichkolwiek bogów najpewniej właśnie teraz poprosiłby o radę. Co dalej? Nawet jeśli nie chciałby dopuścić do siebie tej myśli to ciężko było ignorować fakty - Kyree wcale nie chciał go widzieć.
Chłopak skinał więc głowa, ale nie cofnał się do tyłu. Chyba go zdenerwował, towarzysz sprawiał wrażenie nieco poirytowanego. Świetne spotkanie, Hayes taki miły, nawet nie krzyczy, że jakieś męki musiał przecierpieć (musiał w końcu czy nie?) a on co? Tylko stał i marudził.
- Oczywiście, że nie, ja... - zaczał, ale mężczyzna sam przerwał rozmowę silnym atakiem kaszlu. Uwadze Anglika, nie umknęły oczywiście łzy, które popłynęły po policzkach towarzysza i choć Ambroise zdawał sobie sprawę, że nie sa one spowodowane niczym, jak choroba, to jednak pozwolił sobie nie dokańczać poprzedniej wypowiedzi, w nadziei, że coś źle zrozumiał; w nadziei, która pozwoliłaby mu wykaraskać się w bagna, jakie przyciagało go niczym siła grawitacji do swej powierzchni, precyzyjnie nad sam brzeżek.
- Odprowadzę cię. - oświadczył zaraz - nie podda się przecież tak łatwo, szczególnie, że droga jaka dzieliła ich od domu Kyree mogła okazać się wystarczajaca by porozmawiać o tym, czego Hayes zawsze tak okropnie unikał. Być może była to po części również wina Huismana, to on w końcu, zależnie od humoru, poniekad także akurat obowiazujacego do odłamu zachowań, miał dziwne sposoby wyrażania komunikatów (naturalnie najwięcej problemów było z "nie, nie chcę", do którego jego zdziecinniałe ja jeszcze nie dotarło).
 
 
Kyree Hayes
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-01, 22:44   

Kaszel po chwili uspokoił się na tyle by chłopak mógł wyciagnać z kieszeni chusteczkę i wytrzeć nia usta i resztę twarzy. Czuł się gorzej niż parę minut temu. Upokorzony w pewnym stopniu. Nie chciał by jego kochanek widział go w tym stanie. Zdecydowanie nie miał na to ochoty. Chciał jak najszybciej wrócić do domu, znaleźć się jak najdalej od niego. Był niedostępny dla wszystkich! Dosłownie wszystkich!
Miał nadzieję, że mężczyzna nie będzie go dotykał, nie zbliży się do niego. Nie miał na to zupełnie ochoty. Słyszac słowa z ust kochanka skrzywił się lekko chowajac chusteczkę do kieszeni. Nie chciał go teraz przy sobie w żadnym razie. Nie teraz! To panicz Hayes wybiera kiedy chce być dotykany i dotyka. To on łaskawie udziela pozwolenia i godzi się na pewne poufałości. Teraz nie był tak wspaniałomyślny. Ruszył wolno, majac nadzieję, że mężczyzna odpuści i zostawi go samego. Tak by było najlepiej dla Kyree oczywiście. Samymi uczuciami innych się nie przejmował, bo tak najzwyczajniej ich nie rozumiał, nie dostrzegał również tego, że kogoś może zranić. Nie był empata, nie umiał się wczuć w położenie drugiej osoby. Ułomność jego w tym zakresie była wręcz socjopatyczna, a on sam nie zdawał sobie sprawy, że potrzebuje pomocy, by nauczyć się wszystkiego.
-Do samochodu mego ojca? Przyjechałem z szoferem ojca. - przecież syneczek nie będzie chadzał na piechotę! Bez przesady już z tym! Co do szofera to senior miał go by nie musieć przejmować się prowadzeniem auta. Teraz jednak odstapił go by synek szybko wrócił do domu i nie prowadził samochodu z goraczka! To było jeszcze ważniejsze niż przyjemności i wygoda seniora!
 
 
Ambroise Huismans
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-01, 23:16   

Kyree, dlaczego jesteś taki podły? Ja nigdy nie byłem dla ciebie taki podły.
Wystarczyłoby spojrzeć na nich i pierwsze co nasuwało się na usta to dziwne. Dziwne, takie dziwne. Ambroise, który zachowuje się jak nastolatek, choć skończył dwadzieścia pięć lat, Ambroise, który - choć skończył studia - sprzedaje kolorowe kwiatki ludziom na ulicy, Ambroise, który uciekł z domu bez pieniędzy, pomysłu i godności; bo mu się podobało. I Hayes - bogaty model, Hayes, który jest właścicielem sieci kawiarni, Hayes, który może w życiu robić dosłownie wszystko.
A może się mylił? W końcu co ktokolwiek może wiedzieć o czymkolwiek?
Gdy Kyree znów się odsunał, ruszajac powoli wzdłuż ulicy, Anglik patrzył na niego przez chwilę, pozostajac w miejscu w którym stał. Nie dotknęła go nagła nieśmiałość, co to to nie! On po prostu nie wiedział jak na coś podobnego zareagować. Owszem, zdarzało mu się, że ludzie zachowywali się w ten sposób, jednak Kyree, Kyree był kimś zupełnie innym. Bo co jeśli ta mała, możliwe, że nieznaczaca sytuacja, mogła wszystko zniszczyć? Bez niego mogłoby się zrobić ciężko. Chujowo wręcz.
- Trudno. - wyrzucił z siebie w końcu, wypowiadajac słowo powoli, niemalże je literujac, jakby zwracał się do kogoś niedosłyszacego. Nie namyślajac się dłużej, podbiegł za towarzyszem, zwalniajac dopiero, gdy zaczał dotrzymywać mu kroku.
Był pewien - takie zaparcie, jakie demonstrował soba Hayes było przecież niemożliwe. Nikt nie trwa cały czas przy tym samym zdaniu. W końcu i tak następuje przełom, kiedy przyznaje się innym racje. Nawet markotne dzieci szukajace dziury w całym w końcu dostrzegaja bład. Nie wymaga się od nich przyznania do porażki, nikt tego nie lubi, ale ma się świadomość, że ja dostrzegły. Jednak kiedyś stwierdzenie; pomyliłem się wypłynie z ust każdego. Do takiej reakcji nie było potrzeba ani kija, ani marchewki, ale czasu i zyskania pewnej dojrzałości, której oni widocznie nie posiadali.
- Nie chcesz decydować, prawda? A przynajmniej nie chciałeś te wszystkie poprzednie razy. - odparł, wciaż patrzac przed siebie. Jakby bał się, że zaraz usłyszy słowa odrzucenia – to koniec – i miał ostatnia okazję, aby ujrzeć go w całości. Nie przyjmował tego do wiadomości, ale to mogło się stać. Kiedykolwiek, gdziekolwiek, jakkolwiek. Teraz. I choć Huismans nie chciał się do tego przyznać, to samotność go przerażała. Pakujesz się w okropne bagno, Ambroise. Tylko kto cię potem z niego wyciagnie? - Ale moglibyśmy mieć coś więcej. - przecież ja bym ci nieba uchylił, Ree.
 
 
Kyree Hayes
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-01, 23:35   

Byli już prawie przy samochodzie jego ojca kiedy mężczyzna znów zaczał swoje, męczace dla panicza Kyree, wywody jak to powinni porozmawiać o nich, o zwiazku, o czymś poważniejszym, o uczuciach... o wszystkim tym czego Hayes nie rozumiał, nie potrafił zrozumieć... a do tego miał to poczuć, budować, rozmawiać i rozważać wszystkie aspekty tego. To go przerażało. To sprawiało, że poczuł, znów, zimny, bardzo nieprzyjemny dreszcz. Miał ochotę uciec. Resztkami sił powstrzymywał się by nie wsiaść szybko do samochodu i nie zażadać by odjechali jak najszybciej. By znaleźć się jak najdalej od kochanka. W bezpiecznym domu, gdzie nie będzie już ani jego ani rozmów o nich, o tym co mogło by być gdyby byli razem tak naprawdę!
Resztka sił powstrzymał się by nie uciec w pierwszym ataku paniki, by zatrzymać się przy samochodzie i odwrócić nawet do swego kochanka. Popatrzył na niego i otworzył usta by coś powiedzieć, ale nie był w stanie wydusić z siebie ani jednego słowa. Układał w myślach wersje tego co chciał mu przekazać, ale żadna z nich nie padła z jego ust. Po raz kolejny miał mówić to samo co poprzednimi razy? Zatem stał tak wpatrzony w mężczyznę z lekko rozchylonymi wargami ust. Stał i wpatrywał się w niego, by usłyszeć kolejne słowa. Tym razem odpowiedział, bardzo cicho niepewnym głosem.
-Ja nie umiem... nie umiem... - powtórzył to jeszcze raz, a raczej jego usta bezgłośnie poruszały się wypowiadajac te słowa. Popatrzył na kierowce ojca, a ten otworzył mu tylne drzwi samochodu. Wsiadł do samochodu unikajac spojrzenia mężczyzny. Zanim drzwi zamknęły się za nim zdołał powiedzieć coś jeszcze.
-Jesteś kwiatem, a ja pustynia... przy mnie uschniesz... - odwrócił wzrok widzac jak kierowca zamyka drzwi, a potem... potem miał wrażenie, że czas zwalnia i widział wszystko jakby w zwolnionym tempie... kierowcę, który wsiada za kierownicę i uruchamia silnik. Moment kiedy ruszali i w tym wszystkim jego kochanka. Nie wiedział co ma zrobić. Co mógłby jeszcze powiedzieć, ale wiedział, że nie rozumie tego czego od niego oczekuje Ambroise.

zt.
 
 
Ambroise Huismans
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-02, 09:47   

Kyree, ty... nie rób tak. Nie rób tak, nie wolno. Piękno uczuć mnie przeraża; pozornie zawsze go doświadczałem, to usiłowały mi zapewnić milsze osoby w moim życiu, acz bezskutecznie, bowiem tym razem to coś nowego. Być może to ten pierwiastek, którego jesteś pierwszym nosicielem, jakiego spotykam na swojej drodze. Nie, żartowałem nigdy mnie nie zostawiaj, nie odcinaj mnie w ten sposób.
Ambroise przystanał dopiero przy aucie, przygladał się towarzyszowi, który znów dawał mu jedynie te pojedyncze mruknięcia, te anemiczne odpowiedzi, szczatki, resztki, ochłapy tego, co Huismans chciał usłyszeć. Znów uciekał, wsiadał do samochodu i był gotów odjechać, podczas gdy psychika florysty z jakichś przyzwoitych wyżyn ni z tego, ni z owego mimowolnie jęła pikować w dół, niezdolna do wyhamowania nawet ze świadomościa, iże już blisko do ziemi, o która w takim razie niechybnie przyjdzie się rozbić w drobny mak. Odetchnał gwałtownie, jakby nie brakował tchu, wprost przeciwnie, raczej sprawiajac wrażenie, że tlen zgoła do zadusi, mrużac delikatnie oczy; panika rzucała się na niego, konsumowała, bał się tego, jeszcze bardziej bał się, iż będzie to – musi być – widoczne.
Ambroise uchylił usta, ale nie odpowiedział nic. Auto zawarczało cicho, informujac o zapaleniu się silnika, a Kyree zamknał drzwi, niemal całkowicie odcinajac się od jego spojrzenia.
- TY JESTEŚ IDIOTĄ, KYREE! – wrzasnał w niebo, choć samochód znikał już wtedy za zakrętem. Uszy do góry? Żadnych, kurwa, uszu do góry.

z/t
 
 
Irina Molotov
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-13, 23:58   

#1 outfit
Przeklinajac z całego serca komunikację miejska, szłam właśnie w stronę swojej dzielnicy Brentwood. Następny bus miał być dopiero za półtorej godziny, czyli tyle samo ile mniej więcej miała zajać mi droga na piechotę. Sytuacja w relacji mojej i komunikacji miejskiej się nic a nic nie poprawiła. Ilekroć z niej korzystałam to przypominałam sobie jak raz dostałam mandat. Miałam niby całe trzy bilety przy sobie, gotowa ich użyć, ale oczywiście było za późno! I nic tego typa nie interesowało co mam ręce.
Nie chciałam jednak iść. Wszyscy moi znajomi, których w Brentwood aż tak wiele nie było, nie mieli jak mnie podwieźć. Została ostatnia, najpewniejsza opcja. Po trzech anulowanych połaczeniach, czwarte w końcu doszło do skutku. I się nie rozczarowałam, Alexis się zaoferowała mnie podwieźć do domu. Jako miejsce spotkania ustaliłyśmy przystanek bliższy o jeden do dzielnicy, w której mieszkałam.
Gdy dotarłam na miejsce, stanęłam obok kosza i zapaliłam papierosa, czekajac na Alexis. No i w końcu znów mnie wzięło na rozmyślania odnośnie naszej relacji. Cieszyłam się, że wciaż byłyśmy ze soba blisko, ale... Uwierało mnie, że nie jesteśmy już oficjalnie para. Popalajac, patrzyłam zamyślona przed siebie, pograżona w odmętach własnych myśli.
 
 
Alexis Waters
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-14, 03:42   

Alexis spędzała wieczór przed telewizorem. Praktycznie po ciężkim dniu w pracy postanowiła się po prostu kompletnie zrelaksować ogladajac jakieś gówno w telewizji. Potrzebowała kompletnego resetu, a to było dzisiaj najlepsze wyjście. Szybki prysznic i pod koc na skórzana kanapę. Telefon był rzucony gdzieś obok, a ona z kawa w dłoniach gapiła się w telewizor. Koniec końców przerzuciła na jakiś program historyczny. To było znacznie ciekawsze niż ogladanie 123484172352698217984 odcinku Mody na sukces.
Telefon zaświecił się na drugim końcu kanapy, ale Alex tak po prawdzie już praktycznie przysypiała w połowie programu. Nawet ona padała na pyszczek po wielu godzinach majstrowania przy samochodach. Wreszcie jasny wyświetlacz zwrócił jej uwagę gdy odstawiała kubek na stolik. Jeszcze ta kawa by się wylała gdyby zasnęła trzymjac kubek z logiem DC w dłoniach. Momentalnie zauważyła zdjęcie Iriny i podniosła urzadzenie by odebrać nadchodzace połaczenie. Tej dziewczynie nie potrafiła czasami odmówić. Zgodziła się. Zaraz po skończonej, krótkiej rozmowie wstała z kanapy i poszła do sypialni się szybko ogarnać co oznaczało jedynie wsunięcie na tyłek szarych spodni dresowych, które leżały na łóżku. Wychodzac z mieszkania wyłaczyła wszystko i zgarnęła klucze od samochodu. W dziwny sposób przywiazała się do tej pokręconej Rosjanki. Normalnie jak na Alexis przystało po zerwaniu nie utrzymuje z druga osoba kontaktu. W tym przypadku było inaczej. Nie zamierzała się z tego nikomu tłumaczyć. Było jak było. Dopóki nie znalazłaby kogoś na stałe (a to jest bardzo watpliwe) to nie było nawet o czym mówić. Lubiła towarzystwo Molotow i tyle. Koniec kropka zabili chłopka.
Wsiadła do swojej maszyny, zapuściła ZZ Top i odjechała w sina dal, a raczej do miejsca w którym to się umówiła z Irina. Podjechała jej praktycznie pod nos i opuściła szybę. -Irina, wiesz, że jest coś takiego jak taksówki czy Uber. NIe mam w dowodzie napisanie prywatna karoca Molotov. - przewróciła teatralnie oczami. Może z jednej strony była z tego powodu lekko zła, ale z drugiej przecież się zgodziła. Wystarczyło powiedzieć nie i wrócić do drzemania przed telewizorem. -Przypominam, że w moim aucie się nie pali - już widziała, że ta się szykowała do obejścia samochodu z zamiarem wpakowania się na miejsce pasażera. Paliła jeszcze, więc nie było mowy by wsiadła. By to przypomnieć zablokowała automatycznie drzwi. Wypali to może wsiadać. Tyle. Powinna wiedzieć lepiej.
 
 
Irina Molotov
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-14, 11:08   

Stałam tak, tkwiac wciaż w swojej pseudofilozoficznej pozie, palac wciaż papierosa. Nie chciałam jej tak nagle wyrywać z czegoś co robiła, ale nie miałam wyjścia. Chcac się wyrwać z tego uścisku myśli, zaczęłam sobie krażyć po pustym przystanki wte i we wte, nucac jedna ze swoich piosenek pod nosem. Choć z drugiej strony, może i było inne wyjście? Może moja dość silna podświadomość specjalnie to tak ukartowała, byleby ze soba się spotkać? Spędzić choć trochę czasu? Westchnęłam ciężko, znów dajac się porwać myślom nieustannie krażacym wokół Alexis. I przyłapałam się na smutku na mojej twarzy. Pokreciłam głowa jakby chcac go zrzucić z twarzy.
W końcu zobaczyłam tak dobrze znajomy mi samochód. Oczywiście musiały być najpierw pretensje. Chciałam usiaść od razu na miejscu pasażera i dopiero odpowiedzieć, ale znów nie odpuściła i nie mogłam z papierosem. Przewróciłam oczami. No i po co jeszcze specjalnie zablokowała drzwi? Niby nic takiego, ale... Ten dystans jakiego do mnie nabrała bolał.
Zrobiłam jedna z dość rzadko spotykanych u mnie rzeczy. Została mi jedna czwarta papierosa, która upuściłam na aslfalt i przydepnęłam butem. A zawsze dopalałam do końca, jakby miał być moim ostatnim w życiu. Kiedy w końcu odblokowała drzwi, usiadłam na miejscu pasażera i westchnęłam ciężko, myślac nad odpowiedzia.
- Wzięłam kasę tylko na wejście na basen i bilet na busa - wytłumaczyłam jej i spojrzałam na nia. Choć nie zerwałyśmy ze soba kontaktu, to czułam się źle. Nie była to ani przyjaźń z korzyściami, ani zwiazek. Powrociłam wzrokiem do przedniej szyby samochodu.
 
 
Alexis Waters
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-14, 16:28   

Ze strony Alex nie było prentensji. Zgodziła sie przyjechac po Irinę, więc jeżli była z tego faktu niezadowolona to mogła winić tylko sama siebie, że kolejny raz uległa. A zamykanie drzwi było przejawem złośliwości Waters. Gdyby chciała miec dystan do Iriny to pewnie po rozstaniu więcej się nie odezwała, a tak? Widuja się i to czasem nawet dość często. Ona po prostu zawsze próbowała kogoś lekko podkurwić. Uśmiechnęła się lekko pod nosem widzac, że Molotov tym razem uległa i szybko zgasiła tego cuchnacego peta. Jedna z rzeczy, których nie lubiła u blondynki. Wiecznego dymienia. Czy ona zdawała sobie sprawę z tego, że Waters nie lubiła całowac się z kimś kto akurat niedawno skończył palić? Dobra i tak to robiła w przypadku Rosjanki, ale to już szczegół. Nie wnikajmy w to zbyt mocno.
-Basen? - uniosła brew i spojrzała na swoja była dziewczynę. -A byłam przekonana, że wracasz z jakiejś próby albo imprezy - uśmiechnęła się lekko i sięgnęła w stronę radia by je przyciszyć, bo było ciut za głośno a nie lubiła sobie zdzierać głosu podczas rozmowy. -Okej księżniczko. To gdzie teraz? - spytała nadal obserwujac Rosjankę. Zawsze tak się do niej zwracała. Praktycznie odkad się poznały i chyba już tak pozostanie na zawsze czy tego Molotov chciała czy nie. To był pozotywny objaw! Nadal Waters za nia przepadała.
 
 
Irina Molotov
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-15, 01:01   

Przykro mi bardzo, ale na tyle lat ile już paliłam, nie potrafiłam tak rzucić z dnia na dzień. Nawet czasem zastanawiałam się czy nie zapytać, czy wróciłaby do mnie gdybym skończyła z nałogiem. Miałam jednak wrażenie, że mogłoby to być dla niej wręcz śmieszne i nic by mnie to nie dało. Dopóki samej się nie pali, to się tego nie zrozumie. Tak miałam też i ja, zanim sama zaczęłam się szprycować nikotyna.
Poza tym, nie zawsze, ale często brałam gumę do ust dla zniwelowania niesmaku w ustach. Cl nieraz ratowało Alexis przyjemność z pocałunku, blokowało ten dyskomfort.
- Tak, basen. Dwóm osobom wypadła jakaś sprawa rodzinna, z kolei imprezy... Jestem ostatnio zmęczona i nie chce mi się nawet o nich myśleć - to było jedynie pół prawdy. Zmęczona byłam psychicznie, przybita, depresyjna przez świadomość, że nie jestem już para z Alexis jak i ta, że mimo wszystko już sobie kogoś szuka. Nie byłabym jednak soba, gdybym nie udawała jak świetnie sobie radzę. Choć nie robiłam tego doskonale, a ktoś kto mnie znał mógł to wychwycić, nie potrafiłam otwarcie okazać swojego bólu, słabości.
- Nie wiem... Do mnie, do ciebie, coś wszamać, albo wziać dobre wino i obejrzeć film u ciebie? - odparłam z uśmiechem, patrzac dłuższa chwilę na swoja była, przygladajac się jej urodzie. W końcu jednak wróciłam wzrokiem do przedniej szyby samochodu.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 6