Poprzedni temat «» Następny temat
Ulica #1
Autor Wiadomość
Brentwood


Wysłany: 2017-06-25, 00:57   Ulica #1
  

  
Brentwood

  
your favourite place on earth


[Profil]
 
 
Flynn Winchester
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-09, 19:49   

#2

Flynn dopiero niedawno dowiedział się, że tak w sumie to jest zamężny, choć z drugiej strony może to tylko jemu tak się wydawało, bo jego droga z Las Vegas do Brentwood odbyła się bardzo szybko, a że był jeszcze pod wpływem emocji z poprzedniej nocy, to nie zdażył zarejestrować dokładnie upływu czasu. Gdy dotarł do swojego rodzinnego miasta, dochodziła oczywiście sprawa ogarnięcia wszystkich rzeczy na miejscu, więc dopiero gdy to się stało, zaczał myśleć o tym, że nie jest już kawalerem. Właśnie dlatego prędzej można było tutaj mówić o uświadomieniu sobie tego faktu niż dowiedzeniu się o nim. Nie oznaczało to jednak, że skupiał się jedynie na tym. Co prawda zdażył już poznać swojego męża i nadal musieli wiele przedyskutować, ale to jednak praca była dla niego rzecza najważniejsza. Oczywiście nie do tego stopnia, by kompletnie ignorować swoje małżeństwo, ale póki co chciał się odnaleźć w policji, zaaklimatyzować tam i udowodnić, że jest policjantem, który wniesie coś do ich jednostki. Właściwie nie nałożno na niego żadnej presji, a wszyscy jego współpracownicy okazali się być bardzo przyjaźni, ale to nie znaczyło, że niczego od siebie nie wymagał. Należał do tych ludzi, którzy nawet jakby im kazano siedzieć na kanapie przez cały dzień, w pewnym momencie by z niej wstali, nie mogac usiedzieć na jednym miejscu. Nie zamierzał się nikomu podlizywać oczywiście, ale rzetelnie wykonywał swoja pracę, nawet jeżeli były to rzeczy niewielkie, a póki co głównie takie mu się przytrafiały, jako że dopiero zaczynał swoja karierię.
Dzisiejszego dnia mógł spokojnie odetchnać, choć oczywiście w jego naturze nie leżało bycie spokojnym i wyluzowanym, kiedy znajdował się na służbie. Chodziło po prostu o to, że dzisiejszy patrol przypadł mu z osoba, która znał, a to oznaczało, że mniej-więcej wiedział, czego się spodziewać i zawsze znajdzie się jakiś temat do rozmowy, choć niekoniecznie powinien skupiać się właśnie na tym. No, ale czego pan komendant nie usłyszy, tego mu nie będzie żal, prawda? Poza tym to nie było tak, że musieli trzymać się jakiś surowych zasad i zachowywac się, jakby byli robotami czy cokolwiek, choć z drugiej strony Flynn jeszcze nie do końca wiedział, jak to tutaj wyglada. W różnych miejscach było zupełnie inaczej, choć Winchester oczywiście był przyzwyczajony do twardej szkoły i musztry.
Gdy tutaj leciałem, zastanawiałem jak bardzo miasteczko się zmieniło — powiedział w pewnym momencie, rozgladajac się po ulicy. — Ale teraz, kiedy już tutaj jestem, nie umiem do końca stwierdzić. Na pewno nie jakoś drastycznie, w dodatku nadal czuję się tutaj, jak w domu. To miłe uczucie — stwierdził z lekkim uśmiechem na twarzy.
 
 
Jo Moore

Wysłany: 2017-07-10, 08:19   
  

  
Jo Moore

  
x


Pierwszy raz od prawie dwóch miesięcy mogła w końcu wyjść zza biurka i udać się na patrol. Trzeba przyznać, że Moore czuła się znacznie lepiej, od zamachu w brentwoodzkiej hali koncertowej minęło trochę czasu. Oczywiście, czuła się lepiej fizycznie, chociaż właśnie w tym momencie patrolowała ulice z połowa śledziony. Gorzej było z jej psychika, jednak radziła sobie, a fakt, że przełożony wreszcie pozwolił jej ruszyć się z biura, wiele dla niej znaczył. Tego dnia towarzyszył jej młody policjant, który tak naprawdę był niewiele młodszy od Jo. Może i był młodszy stażem, ale pięć lat różnicy wieku, to żadna różnica. Poza tym Moore wcale nie wygladała na swoje lata, choć dawno stuknęła jej trzydziestka. Pewnie dlatego, że prowadziła aktywny tryb życia, pomijajac już fajki i alkohol. A jeśli już o papierosach wzmianka - policjantka wyciagnęła z kieszeni munduru pudełeczko czerwonych Marlboro i odpaliła jednego przy pomocy ulubionej zapalniczki. Była zastępca komendanta, mogła pozwolić sobie na takie ekscesy na służbie.
Winchester wydawała się spokojnym, młodym człowiekiem i Moore nie miała mu nic do zarzucenia, bo dobrze wykonywał swoje obowiazki. Zreszta, ona z kolei nie należała do tych, którzy czepiaja się notorycznie i starała się żyć ze wszystkimi współpracownikami po partnersku. Nieważne, czy był to sierżant czy komendant, w pracy nie warto było robić sobie wrogów i lepiej było szukać sobie sprzymierzeńców, ażeby nikt nie rzucał ci kłód pod nogi. Jasne, Jo nie pozwoliłaby sobie na coś takiego, kiedy nachodziła taka potrzeba, była stanowcza i stawiała na swoim, jednak nie miała również problemu z wykonywaniem próśb i pójściem na kompromis.
- Niewiele się zmieniło, co? - zerknęła na niego i wypuściła dym kacikiem ust. Dla niej, po trzyletniej służbie w Grays, wszystkie brentwoodzkie ulice wciaż wygladały tak samo. Czasem dało się zauważyć nowe knajpki czy sklepy, ale nie były do specjalnie drastyczne zmiany. - Nie przypuszczałam, że jeszcze kiedykolwiek tutaj wrócę - Moore ponownie przycisnęła papierosa do ust i odsunęła się nieznacznie w bok, tym samym robiac przejście jakiemuś starszemu mężczyźnie. Po rozwodzie wyjechała z Brentwood do rodzinnej miejscowości, gdzie dostała posadę zastępcy komendanta, ale tutaj zaproponowali jej lepsze pieniadze, więc nie zastanawiała się długo i wróciła na stare śmieci. Uśmiechnęła się pod nosem, kiedy chłopak oznajmił, że w Brentwood czuje się jak w domu. Jo miała podobnie, chociaż wielokrotnie chciała stad uciec i nigdy nie wrócić. Wprawdzie uciekła, ale znów tutaj była, o ironio. - Myślisz, że zakorzenisz się już stałe? - zapytała Winchestera, choć oboje zdawali sobie sprawę z tego, że niezbadane sa wyroki losu i nie wiadomo, gdzie w przyszłości poniesie ich życie.
[Profil] [WWW]
 
 
Flynn Winchester
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-10, 20:58   

Prawda było, że nie dało się przewidzieć, w która stronę zaprowadzi ich życie. Doskonałym przykładem było chociażby małżeństwo Flynna, którego nie planował. Nie było to coś błahego, tylko poważna sprawa i być może ktoś na jego miejscu stwierdziłby, że znalazł się w beznadziejnej sytuacji, ale nie on. Od samego poczatku nie myślał o tym w ten sposób, a tym bardziej nie w momencie, w którym poznał swojego męża. Istniała szansa, że zwiazał się z dupkiem, który będzie próbował wykorzystać sytuację, ale nic takiego nie miało miejsca. Dominique okazał się być osoba, z która dało się porozmawiać. Flynn był nim zainteresowany, więc nawet gdyby zdecydowali się na rozwód, nie chciałby tak po prostu zakończyć tej znajomości i miał nadzieję, że w takim wypadku jego partner podzieliłby jego zdanie.
Ja chciałem wrócić. Może zamiast tego powinienem robić karierę w Bostonie lub jakimkolwiek innym miejscu, ale nie chciałem. Zawsze czułem, że tutaj jest moje miejsce, mimo że… cóż, może to brzmieć trochę zbyt sentymentalnie. — zaśmiał się, bo rzeczywiście czuł, jakby trochę za bardzo popłynał w tych swoich rozważaniach. Jednakże rozmawianie o domu zawsze wprawiało go w taki nastrój, niezależnie od miejsca, w którym się znajdował, pory dnia czy osoby, z która prowadził akurat taka konwersację. Trzeba było mu to wybaczyć! — Wydaje mi się, że tak. W każdym razie tego właśnie bym chciał, ale wiadomo, nie mogę być pewien tego, co wydarzy się jutro, a co dopiero za rok czy nawet kilkanaście lat — odparł, wzdychajac. Brentwood było jego domem i wydawało mu się, że zawsze będzie tutaj wracał, ale równie dobrze mógł za tydzień pomyśleć, że marzy mu się domek w górach, otoczony lasem i z jeziorem tuż obok, dlatego nie mógł być niczego pewien w stu procentach. Tutaj mieszkała jego rodzina, a rodzinę pragnał widywać jak najczęściej, więc pewnie nie opuściłby miasteczka na dobre, ale jednak zmieniłyby się wtedy jego plany, prawda? Jednak póki co dopiero niedawno tu przyjechał, więc zdecydowanie nie zamierzał wyjechać tak po prostu, z dnia na dzień. — A ty? Ciebie trzyma tutaj chyba trochę więcej niż mnie, mam rację? — zapytał, majac na myśli oczywiście pracę. Nie miał pojęcia, jak wyglada życie prywatne Jo i nie zamierzał się niczego o nim dowiadywać, jeżeli Moore wolała o nim nie rozmawiać. Nie był człowiekiem, który chce wiedzieć wszystko o wszystkich, nie było mu to potrzebne do szczęścia, choć gdyby ktoś potrzebował porady, na pewno by nie odmówił, nawet jeżeli nie znał kogoś zbyt dobrze.
 
 
Jo Moore

Wysłany: 2017-07-10, 21:35   
  

  
Jo Moore

  
x


Przycisnęła papierosa do ust. To wszystkim, o czym mówił chłopak - dom, powroty, sentyment - Jo doskonale skadś znała. Te kilka lat temu była zupełnie jak on, miała w sobie mnóstwo pogody, energii, wiary w lepsze jutro. Z czasem trochę ucichła, zbyt dużo wydarzyło się w jej życiu, aby mogła cieszyć się jakimkolwiek miejscem. Wmawiała sobie, że wróciła do Brentwood, bo tutaj zaoferowano jej większe zarobki. I było to najszczersza prawda, za stołek zastępcy komendanta policji płacono jej prawie dwa razy więcej niż za tę sama posadę w Grays. Tyle, że tam próbowano ja usidlić, zatrzymać za biurkiem i nie rozumieli jej potrzeb. Moore była typowym gliniarzem w plenerze. Uwielbiała wszystkie patrole i akcje w terenie, bez tego zwyczajnie usychała. Nie potrafiła inaczej, a tam skutecznie uniemożliwiali jej rozwój. Bo co z tego, że miała odznakę i wyższy stopień, skoro nie mogła się wykazać? Natomiast w Brentwood było trochę inaczej. Wprawdzie z poczatku zaproponowano jej wygodne siedzenie w dokumentacji, ale po spokojnej rozmowie i wyjaśnieniach, dlaczego policjantka nie chce ślęczeć nad światkami papierów, komendant zgodził się, aby mogła zatrzymać funkcje, które należały do takich podlotków jak Winchester. Nie obrażajac nikogo, oczywiście. Zreszta, to właśnie w tym mieście Moore stała się starszym sierżantem, a później mianowano ja aspirantem. Przeszła długa drogę, żeby być w tym miejscu, co teraz.
- Powiem ci szczerze - zaczęła, zatrzymujac się na moment przy jednym śmietniku, żeby dogasić papierosa. Gdyby nie była na służbie, pewnie rzuciłaby peta pod nogi, ale mundur o czymś jednak świadczył. - Nie trzyma mnie tutaj nic, poza praca - odparła zgodnie z prawda, a skoro oskarżano ja o pracoholizm, nikogo nie powinno to dziwić. - No i może jest jedna osoba, która nie pozwala mi jednak stad zniknać - dodała i żeby umocnić wypowiedziane słowa, skinęła lekko głowa. Miała, naturalnie, na myśli swoja najlepsza kumpelę, bez której Jo nie potrafiła funkcjonować. Przeszły razem naprawdę wiele, zawdzięczały sobie równie dużo, a w dodatku pani komendant była matka chrzestna jej syna, więc to do czego zobowiazywało. Nie mogła tak po prostu sobie zniknać. - To również zabrzmi dosyć sentymentalnie, ale zakochałam się tutaj - przyznała i machnęła ręka tak, jakby chciała pokazać czym jest to tutaj . Nigdy nie miała problemów z mówieniem o miłości do byłej małżonki. Może ta już dawno wygasła, ale Moore nie potrafiła udawać, że nigdy jej nie było. Ale potem wszystko się posypało - małżeństwo, miłość, zaufanie. Nawet przywiazanie, bo o ile nigdy nie wyobrażała sobie życia bez April i długo nie pamiętała tego życia przed nia, to jednak nie umarła. Czas leczy rany. - Stare dzieje. Dobrze, że zdecydowałeś się wrócić, Winchester - policjantka posłała Flynnowi szczery uśmiech i puściła do niego oczko. - Będzie z ciebie przyzwoity glina - pochwaliła go, bo tak naprawdę podczas rekrutacji już wiedziała, że z ten chłopak wyjdzie na ludzi. Miał ten błysk oku, taki sam, jak Jo w wieku dwudziestu sześciu lat. Drzemał w niem ogromny potencjał, który wykazywał zapałem i chęcia do pracy. Poza tym nie wpierdalał się w nieswoje sprawy i wykonywał powieżone mu zadania bez mrugnięcia i zbędnej pyskówki. Tak, będa z niego ludzie.
[Profil] [WWW]
 
 
Flynn Winchester
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-11, 22:33   

Czyli nie pomylił się aż tak bardzo. Rzeczywiście wydawało mu się, że to głównie praca trzyma Jo w Brentwood, ale czy tylko ja? Praca oznaczała stabilizację, a było to coś, czego ludzie poszukiwali zapalczywie w dzisiejszych czasach, wszystko dlatego, że w niektórych miejscach na świecie trudno o nia było. Gdyby pojawiła się przed nim idealna okazja, dotyczaca czegokolwiek, która wiazałaby się z opuszczeniem miasteczka na dłużej, długo by się zastanawiał zanim podjałby decyzję, nawet jeżeli dopiero co zaczał pracować na tutejszym komisarjacie. Za to jego towarzyszka zdobyła już wysoka pozycję, na pewno zarabiała więcej i w większym stopniu poświęciła się temu miejscu, więc możliwe, że jej zajęłoby to jeszcze dłużej. Jednakże ostatecznie najważniejsze w życiu było to, by zamiast gdzieś się męczyć, odczuwać w tym miejscu szczęście. Możliwe, że właśnie dlatego Winchester zdecydował się na powrót tutaj. Boston był pięknym miastem i Flynn je lubił, ale to Brentwood było tym, które kochał. Nie był w stanie zignorować tych uczuć i nie uważał też, że powinien to zrobić dla jakiegoś wyższego dobra. Pewnie wiele osób stwierdziłoby, że niepotrzebnie tutaj wracał, skoro gdzieś indziej miałby więcej możliwości, ale on nie czuł, jakby się marnował.
Och, rozumiem — odparł jedynie, bo szczerze mówiac, nie był człowiekiem, który wiele wiedział o miłości. Niekoniecznie znał to uczucie, w każdym razie nie na tyle silne, by chciał z dana osoba wiazać przyszłość. I to nie chodziło o to, że lubił skakać z kwiatka na kwiatek, tylko o to, że jeszcze nie znalazł właściwiej osoby. Będac w Bostonie, poświęcił się głównie swojemu szkoleniu. — Wydaje mi się, że sentymenty nie sa aż takie złe, jak niektórzy uważaja. Czasami się ich wstydzę, ale jakby się zastanowić, to chyba nie ma czego się wstydzić — stwierdził, nie majac pojęcia, skad wział się u niego nastrój na mówienie tego typu madrości. No cóż, zdarzało się, nawet on do czasu do czasu musiał poudawać, że nie jest jedynie kupa mięśni. — Czyli myślisz o wyjechaniu stad na poważnie? — zapytał, głównie z ciekawości. Nie do końca wiedział, jakby czuł się z tym, że Moore opuściła miasto. Nie znał jej dobrze, ale była jedna z pierwszych osób, które poznał na komisariacie i polubił, więc pewnie nie byłby w stanie być na to obojętny. Jednakże z zamyśleń wyrwało go jego własne nazwisko wypowiedziane przez jego towarzyszkę. Odwzajemnił jej uśmiech, który stał się jeszcze szerszy, kiedy usłyszał od niej pochwałę. To wiele dla niego znaczyło. — Bardzo dziękuję. Mam nadzieję, że rzeczywiście uda mi się takim być — odpowiedział, kiwajac lekko głowa. Niby nie powinien aż tak bardzo cieszyć się z tego komplementu, ale pozwolił sobie na przedłużenie tej chwili. — Jeszcze wiele przede mna, ale jestem dobrej myśli — dodał, odwracajac na moment wzrok, by móc przyjrzeć się jednemu z budynków.
 
 
Jo Moore

Wysłany: 2017-07-14, 11:09   
  

  
Jo Moore

  
x


Oczywiście, że trzymała ja tutaj głównie praca. Była pracoholiczka, więc kiedy pojawiały się na horyzoncie jakieś problemy i dylematy, Moore uciekała na komisariat i tam zakopywała się nawet w przegladaniu dokumentacji, czego na ogół nienawidziła. Ale to pozwalało jej na niemyślenie i przejmowanie się czymkolwiek. Zawsze rzucała się w wir pracy, gdy coś szło nie tak. To głupie, że w taki sposób radziła sobie z niepowodzeniami, ale ta było łatwiej. Brentwood, niezaprzeczalnie, miało swój urok i Jo, która nie przywiazywała się z reguły do miejsc, czuła się tutaj po prostu dobrze. Znała każda ulicę, wszystkie lokale, parkowe alejki. Wyjechała, wróciła i nic się tutaj nie zmieniło. Czasami miała wrażenie, że czas zatrzymał się w miejscu.
- Nie ma się czego wstydzić - Moore po raz kolejny w trakcie tej przechadzki zaciagnęła się papierosem. Kolejnym już, bo poprzedniego grzecznie wrzuciła do pobliskiego kosza. Był to nałóg, bez którego nie potrafiła się obejść. O ile po inne używki sięgała okazjonalnie i absolutnie poza praca, to fajki towarzyszyły jej o każdej porze. Nie było co się oszukiwać, przecież ich zawód był bardzo stresujacy i niekiedy wymagał stalowych nerwów. - Sentymenty czynia nas ludźmi. Człowiek jest dziwna istota, pełna przywiazań - wzruszyła lekko ramionami. I co z tego, że ona starała się nie przywiazywać i nie być od niczego ani nikogo zależna, jak i tak na ogół wychodziło inaczej. Zawsze znalazło się coś, co na zawsze tkwiło w ludzkiej pamięci. Przedmiot, miejsce, człowiek. Zamyśliła się na moment, gdy Winchester wspomniał o wyjeździe. Wiele razy Jo chciała stad uciec, zdajac sobie sprawę, że nie ma dla niej miejsca na świecie. Nie zakorzeniała się nigdzie, nie miała najmniejszych oporów, żeby ruszyć w świat tak, jak robiła to dziesięć lat temu, gdy łapiac stopa, zwiedziła prawie cała Europę. Była wolnym duchem, bardzo narwanym zreszta, nie lubiła stać w miejscu. - Na razie nigdzie się nie wybieram, nie musisz polować na moje stanowisko - zażartowała i mrugnęła porozumiewawczo do Flynna. Przed chłopakiem była jeszcze długa droga, aby dotrzeć do tego miejsca, w którym teraz była ona. Ale miała pewność, że chłopak jest w stanie osiagnać wszystko. Jeśli tylko nie zabraknie mu zapału i determinacji, oczywiście. W pewnym momencie Moore zatrzymała się w miejscu. Przy sklepie z alkoholem dwóch młodych mężczyzn przepychało się między soba i policjantka nie do końca była przekonana, czy to żarty, czy może któryś z nich potrzebuje pomocy. Spojrzała znaczaco na Winchestera i skinęła głowa, dajac mu do zrozumienia, że powinni podejść bliżej.
[Profil] [WWW]
 
 
Tyler Holgate
[Usunięty]

Wysłany: 2017-08-28, 12:17   

Wczorajszy dzień spędził tak produktywnie, że odsypiał dzisiaj do południa. A kiedy słońce świeciło w najlepsze, bez otwierania oczu przekręcił się na drugi bok i zaliczył kolejne kilka godzin snu. Dopiero pod wieczór się wyczołgał z łóżka i jak ogarnał, że nie ma w domu ani kropli soku, ani innego piwa, nie pozostało nic innego jak ruszenie tyłka do sklepu.
Mógł nawet poświęcić chwilę na to, żeby wygladać jak człowiek. Prysznic, mycie zębów i inne takie życiowe sprawy. Ubrał też świeżo wyprana koszulkę. Wczoraj nastawił pranie i jeszcze nikt nie zdażył go uświadomić, że do jasnych rzeczy zaplatały się dwie koszulki. Czerwona i ciemnoniebieska. Przez co reszta jasnych ubrań przestała taka być i obecnie prezentowała się dość… ciekawie. Nie, żeby to miało dla niego jakiekolwiek znaczenie i tak był ślepy. Dlatego powinien być bardziej ostrożny kiedy przechodził szedł ulica. Albo kupić sobie w końcu psa, który w takiej sytuacji nie pozwoliłby na to, aby wpadł na kogoś. Gdyby ktoś go zapytał jak to się stało to nie umiałby odpowiedzieć. To zadziało się tak szybko, że dopiero jak poczuł ból w łokciu doszło do niego, że coś jest nie tak.
Stawiał krok, umiał to robić już od dawna, więc ze zdziwieniem przyjał fakt, że leżał na chodniku. Laska, która przez cała drogę ściskał w dłoni gdzieś się potoczyła. Przynajmniej ciemne okulary zostały na swoim miejscu i ogólnie nie było najgorzej.
- Co do…? - próbował jakoś zobrazować co się właśnie stało, ale było to zbyt trudne. Był pewny, że na nikogo nie wpadł. Laska pod tym względem była pomocna i z każdym dniem posługiwał się nia coraz lepiej. Do głowy mu przyszło, że tym razem nie było to z jego winy, ale to również uznał za mało prawdopodobne. Znajac życie wlazł komuś pod nogi, ale wtedy rzadko kiedy kończył na chodniku. Bo ludzie nie wpadali na niego z taka siła, nawet jeżeli żadna ze stron nie była na to przygotowana. Jak się tam znalazł pozostawało dla Tylera dalej zagadka - Jak? - chciał wiedzieć co się wydarzyło i liczył na to, że zaraz się dowie. Na razie pozostawał na chodniku, masujac łokieć i myślac o tym, gdzie mogła się potoczyć ta cholerna laska - Uważaj jak łazisz, nie cały chodnik jest dla ciebie! - podniósł głos, bo z każda chwila czuł się coraz mocniej zirytowany, że nie wie co się dokładnie stało. Z tego wszystkiego nie był pewny czy nie mówi do powietrza, a sprawca zamieszania, nie zniknał dawno za rogiem.
 
 
Isidore Litchfield








38

sprzedawca w audio t

żona mu umarła, ale stara się ogarnąć

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam



Wysłany: 2017-08-29, 18:54   
  

  
Isidore Litchfield

  
we've been dancing with mister brownstone


Jeździł na cholernym wózku inwalidzkim już od dłuższego czasu, ale wciaż nie radził sobie z wieloma sprawami. Skręcanie było katorga, nakręcanie nadal nie leżało w kręgu jego umiejętności, a przepychanie się przez tłumy ludzi na ulicy to w ogóle tragedia (być może z tego powodu rzadko kiedy wychodził na zewnatrz, a gdy już się na to decydował - żałował). Tego dnia, gdy Isidore kierował się w dół ulicy, wracajac z banku, gdzie nareszcie miał okazję zapoznać się ze stanem swoich funduszy, do listy zatytułowanej "co jest najgorsze w jeżdżeniu na wózku dla inwalidów" zdecydował się dodać pozycję "zjeżdżanie z pochyłego terenu". Zwłaszcza, że nie należac do grona niepełnosprawnych, których status materialny sprawiał, że mogły pozwolić sobie na wypasiony wózek, musiał hamować ta przebrzydła kupa złomu, która w ogóle nie chciała współpracować.
Dotarłszy niemalże do końca przecznicy odchodzacej od głównej ulicy, z ulga puścił hamulec, poświęcajac uwagę oraz energię na to, aby płynnie skręcić w prawo. Zdał sobie sprawę z tego, że popełnił bład dopiero w momencie, gdy wózek natrafił na jakiś opór (który wydał z siebie słowa, czyli był człowiekiem), przez co odbił do tyłu, zjeżdżajac niemalże na ulicę. Jedynym, co powstrzymywało go od całkowitego zjazdu na asfaltowa powierzchnię, był wysoki krawężnik, o który zaczepiły się prawe koła pojazdu.
- O cholera, o cholera, o kurwa mać. - Jego elokwencja pozostawiała wiele do życzenia, wiedział o tym, ale obecna sytuacja nie pozwalała mu na zebranie myśli. Zreszta w tamtym momencie, wiszac na skraju krawężnika i zdajac sobie sprawę z tego, że nie tak daleko, na chodniku, leżał poturbowany przez niego człowiek, wypowiadanie się w sposób kulturalny oraz zróżnicowany było ostatnia rzecza, o której myślał. - Ja pierdolę, okropnie cię przepraszam - powiedział, odwracajac się na tyle, na ile pozwalało mu obecne położenie, aby spojrzeć na poszkodowanego oraz ocenić straty. Wciagnał powietrze, kiedy popatrzył na twarz nieznajomego, którego oczy były ukryte za ciemnymi okularami, i kiedy dostrzegł biała laskę, leżaca na parę kroków od niego. No pięknie. A myślał, że już gorzej być nie mogło. - Stary, ale mamy przejebane - stwierdził zanim zdażył ugryźć się w język, nie znajdujac jakichkolwiek innych słów, którymi mógłby określić beznadziejność owej sytuacji. Wózek niebezpiecznie przechylił się w stronę ulicy i Isidore musiał przechylić tę ruchoma część swojego ciała na prawo, aby uzyskać jako taka równowagę. No normalnie prze-wa-lo-ne.
_________________
<div style="width:250px;color:#7c7c7c;font-family:times;font-size:12px;text-transform:uppercase;letter-spacing:4px;text-align:center;">ISIDORE LITCHFIELD<img src="https://66.media.tumblr.com/c42343a2081c09693bbf6bb6eaea599f/tumblr_inline_ndlq9gcg5w1qlt39u.gif" style="opacity:0.8;padding:10px;margin-top:4px;background:#fff;border:1px solid #d9b8a8;width:100px;"><img src="https://66.media.tumblr.com/b475d4bfea700f3be77ae50a6ecb0914/tumblr_inline_ndlq9fxFVy1qlt39u.gif" style="opacity:0.8;padding:10px;margin-left:4px;margin-top:4px;background:#fff;border:1px solid #d9b8a8;width:100px;"><div style="margin-top:5px;text-align:justify;width:249px;color:#666;font-family:arial;font-size:10px;font-style:none;line-height:90%;text-transform:lowercase;letter-spacing:1px;">No remorse and no regrets for what I've done and what I've said. isn't life lived right at the edge? and when it's not, that's when you're dead. © by anaëlle.
[Profil]
 
 
Tyler Holgate
[Usunięty]

Wysłany: 2017-08-29, 22:59   

Siedział na brudnym chodniku i nawet nie próbował znaleźć swojej ukochanej laski. Nie raz znajdował się w takiej sytuacji i wiedział, że na nic to się zda. Wolał sobie nie wyobrażać jak wiele razy wygladał jak debil, który na czworakach przemieszczał się w poszukiwaniach. Większość ludzi nie wiedziało jak się zachować i wyciagało w jego kierunku laskę. Po co i dlaczego, tego do tej pory nie ogarniał, bo jasne było, że skoro nie widzi to po nia nie sięgnie. Dlatego wyciagnał rękę i czekał, aż sprawca zamieszkania mu ja poda. Skoro już raczył wyrzucić z siebie przekleństwa to będzie w stanie znaleźć przedmiot dzięki któremu Tyler mógł w stanie w miarę normalnie przemierzać ulice.
- Weź mi ja podaj i po sprawie - powiedział zirytowany - Laskę. Biała, długa, bez żadnych bajerów - doprecyzował na wszelki wypadek. Choć nie wiedział czy to miało jakikolwiek sens. Bardziej chodziło o to, żeby pogadać, zajać głowę słowami, a nie skupiać się nad tym, że wyjście do sklepu musi skończyć się porażka. Naprawdę zaczynał się cieszyć z tego, że poruszanie się w świecie ciemności szło mu coraz lepiej. Jak widać zupełnie niepotrzebnie. Chociaż i tak powinien się cieszyć, że nie wszedł z rozpędu na ulicę, prosto pod koła jakiegoś samochodu - Spoko, wszyscy żyja. Po sprawie - nie chciał słuchać żadnych przeprosin. Chciał dostać laskę i móc się udać do sklepu - Mamy? - spytał zupełnie nie ogarniajac o co mogło chodzić. Upadł, to wiedział. Ktoś na niego wpadł, to było jasne. Ale dlaczego niby maja mieć obaj przejebane, to było dla Tylera zagadka. Nie mniejsza niż to jak to się w ogóle stało, że kolejne wyjście z mieszkania kończyło w taki sposób. Naprawdę zaczynał czuć się pewniej, szczególnie w okolicy kilku ulic od swojego mieszkania. Niewkluczone, że go właśnie zgubiło.
Potrzebował psa przewodnika, od czasu kiedy wpadł na Luckyego myślał o tym intensywnie. Już kilka razy prawie zadzwonił do niego, ale zawsze znalazł powód, aby to przełożyć na później. Dzisiaj po raz kolejny się przekonał, jak głupie to było. Powinien od razu posłuchać sióstr, a nie iść w zaparte, że to głupi pomysł.
 
 
Isidore Litchfield








38

sprzedawca w audio t

żona mu umarła, ale stara się ogarnąć

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam



Wysłany: 2017-08-30, 10:52   
  

  
Isidore Litchfield

  
we've been dancing with mister brownstone


Aż głupio mu się zrobiło, gdy chłopak wyciagnał dłoń przed siebie, najwyraźniej oczekujac, że Isidore zaraz poda mu zgubę, która potoczyła się trochę dalej. Cholera, gdyby tylko mógł wstać albo zrobić cokolwiek, aby wrócić na chodnik, nie byłoby problemu. Ale ta kupa złomu, za pomoca której był zmuszony się poruszać, w ogóle nie chciała ruszyć się w odpowiednia stronę. Ilekroć Izzy próbował dłońmi jakoś unieść prawe koło, aby wciagnać je z powrotem na chodnik, okazywało się, iż siła jego rak pozostawiała wiele do życzenia, w efekcie czego mężczyzna po prostu siedział bezradnie w miejscu i rozgladał się dookoła, aby znaleźć ochotnika, który mógłby im pomóc. Jak na razie jednak ulica była pusta.
Gdyby przy drodze stał jakiś znak albo cokolwiek, czego Isidore mógłby się chwycić, aby podciagnać się i wrócić na chodnik albo przynajmniej aby się go przytrzymać dla złapania równowagi, świat nagle stałby się o stokroć prostszy. Ale nic takiego nie znajdowało się w pobliżu, więc Izzy'emu pozostała wyłacznie niepewność co do tego, czy zaraz przypadkiem nie wyladuje twarza na ulicy.
- Cholera - powtórzył i z braku innych możliwości zaczał się śmiać. Dwóch ułomnych wpadło na siebie w środku miasta i wpakowało się w kompletnie beznadziejna sytuację - jak popieprzone oraz niemożliwe było całe to zajście? - Bardzo chciałbym ci pomóc, naprawdę. Ale siedzę na wózku i wiszę na krawężniku, jeśli los mnie nienawidzi to zaraz wyladuję na ulicy - stwierdził, nadal nie mogac powstrzymać się od śmiechu. Co innego mu pozostało? W pobliżu nie znajdowała się żadna inna osoba, która mogłaby pomóc im w potrzebie, więc improwizacja była jedynym wyjściem. Gdyby jego nogi były sprawne, po prostu wstałby, poprawiłby wózek i wszystko sprawnie potoczyłoby się dalej. Ale aktualnie dolne kończyny Izzy'ego nie współpracowały, zreszta jeśli ufać słowom lekarzy - nie miały współpracować już nigdy, więc nieważne jak bardzo dwoił się i troił, próbujac podciagnać się na siedzeniu i zmienić jakoś swoje położenie, wszelkie wysiłki spełzały na niczym.
- Może... no nie wiem. Pokieruję cię jakoś, żebyś ja odzyskał? - Plan był durny, ale chyba miał szansę się powieść.
_________________
<div style="width:250px;color:#7c7c7c;font-family:times;font-size:12px;text-transform:uppercase;letter-spacing:4px;text-align:center;">ISIDORE LITCHFIELD<img src="https://66.media.tumblr.com/c42343a2081c09693bbf6bb6eaea599f/tumblr_inline_ndlq9gcg5w1qlt39u.gif" style="opacity:0.8;padding:10px;margin-top:4px;background:#fff;border:1px solid #d9b8a8;width:100px;"><img src="https://66.media.tumblr.com/b475d4bfea700f3be77ae50a6ecb0914/tumblr_inline_ndlq9fxFVy1qlt39u.gif" style="opacity:0.8;padding:10px;margin-left:4px;margin-top:4px;background:#fff;border:1px solid #d9b8a8;width:100px;"><div style="margin-top:5px;text-align:justify;width:249px;color:#666;font-family:arial;font-size:10px;font-style:none;line-height:90%;text-transform:lowercase;letter-spacing:1px;">No remorse and no regrets for what I've done and what I've said. isn't life lived right at the edge? and when it's not, that's when you're dead. © by anaëlle.
[Profil]
 
 
Tyler Holgate
[Usunięty]

Wysłany: 2017-08-30, 11:46   

Nie widział co się dzieje, co tylko dodatkowo go irytowało. Cała ta sytuacja i tak już wydawała mu się absurdalna i trwajaca o wiele za długo. Powinien być już na nogach i odchodzić w swoim kierunku, ale na przekór wszystkiemu nadal tkwił na chodniku. Na kolejne słowa chłopaka jęknał głośno, bo los chyba nienawidził ich obu. Powoli zaczynało do niego dochodzić w jak beznadziejnej sytuacji obaj się znajduja. Kaleka zdany na kalekę. To nigdy nie mogło się skończyć dobrze.
- Na wózku? - spytał głupio, ale chciał się upewnić, że naprawdę znajduja się w beznadziejnej sytuacji. A pomyśleć, że wyszedł tylko po sok - Kurwa, to chyba jakiś jebany żart - jeszcze brakowało tego, aby wzniósł oczu ku niebu, ale tego nie zrobił. Próbował przyswoić sobie informacje jakie dostał i wymyślić sposób w jaki sobie z tym poradza. Podejrzewał, że nikogo nie ma w pobliżu, bo inaczej ktoś na pewno by im pomógł. Jak nienawidził przyjmować pomocy tak teraz był blisko tego, aby o nia prosić. Tylko, że jak na złość nie było kogo. Chłopak na wózku, z tego co mówił, też nie był w najlepszej sytuacji i w pierwszej kolejności chciał mu pomóc, ale nie miał pojęcia jakby mógł to zrobić. Pracował w różnych warunkach, radził sobie z gorszymi sytuacjami, a teraz był bezradny. Nie zamierzał się teraz nad soba użalać tylko wział głęboki oddech, aby się uspokoić. Na niewiele to się zdało, ale przynajmniej próbował.
- Nie mamy wyjścia. Będziesz moimi oczami, jakkolwiek to nie brzmi. Tylko proste przekazy, dobra? - dał się prowadzić nieznajomemu, bo i tak nie miał zbyt wielkiego wyboru. Nie uśmiechało mu się spędził na chodniku więcej czasu, więc podażał za jego wskazówkami. Liczył na to, że to nie jest jakiś głupi żart, bo zdażył się przekonać też o tym, że ludzie bywali okrutni. Kiedy trafił ręka na laskę odetchnał z lekka ulga, bo choć trudno mu było to przyznać, poczuł się z nia pewniej. Wyprostował się i potarł jeszcze bolacy łokieć. Pozostawała jeszcze jedna kwestia z która będzie ciężej sobie poradzić. Szukanie laski przy wskazówkach nie było trudnym zadaniem - Dzięki - powiedział w końcu i powstrzymywał się od zadania głupiego pytania czy chłopak poradzi sobie sam albo czy nie może zrobić czegoś, aby ponownie znaleźć się bezpiecznie na chodniku. Tyler nienawidził kiedy ktoś do niego się tak zwracał i podejrzewał, że nie jest w tym odosobniony. Gdyby był jakiś sposób, aby poradził sobie sam na pewno by to wykorzystał - Jeżeli się nie boisz o siebie, ani o to, że wiele rzeczy może pójść nie tak, to mów jak mam ci pomóc - złość która poczatkowo odczuwał zniknęła, zastapiła ja chęć pomocy. Zrozumiałby gdyby chłopak nie chciał jej od niego, na pewno sam nie czułby się pewnie powierzajac swój los w ręce niewidomego. Był jednak gotowy w każdej chwili, aby przyjać wskazówki co do tego czy może się na coś przydać.
 
 
Isidore Litchfield








38

sprzedawca w audio t

żona mu umarła, ale stara się ogarnąć

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam



Wysłany: 2017-08-30, 13:19   
  

  
Isidore Litchfield

  
we've been dancing with mister brownstone


Mimo całej beznadziejności sytuacji, uśmiechnał się na reakcję nieznajomego chłopaka. Przynajmniej nie trafił na panikarza, który w takiej sytuacji już dawno narobiłby w majtki albo wykręcał numer po pogotowie czy inna pomoc. Co prawda duet z nich był skrajnie żałosny, bo mieli tylko jedna parę widzacych oczu oraz sprawnych nóg, ale cóż, to zawsze coś.
Instruował chłopaka niezbyt poradnie ("eee, no to teraz chyba ze dwa kroki w lewo, nie, nie, jednak nie, jeden i pół, przepraszam" czy "ble, uważaj, rozpaćkana guma"), ale ostatecznie wszystko się udało i Tyler odzyskał swoja laskę. Isidore prawie poczuł się jak bohater. Prawie, bo jego obecne położenie wykluczało możliwość odczucia jakichkolwiek pozytywnych emocji.
- O jezu, zaczałem się bać, że po prostu sobie pójdziesz. - Odetchnał, gdy chłopak zaproponował mu pomoc. Co prawda to mogło okazać się trochę problematyczne, ale lepszy rydz niż nic. Zwłaszcza że naprawdę zaczynał bać się o to, iż w pewnym momencie przechylanie tułowia na jedna stronę stanie się dla niego męczace i będzie musiał powrócić do swojej zwyczajnej pozycji, co niechybnie zaowocowałoby upadkiem. - To będzie jakieś... no, na oko pięć kroków do przodu i jeden... nie, może dwa w lewo. - Instruowanie drugiej osoby w taki sposób było dla Izzy'ego wyjatkowo niewygodne, zwłaszcza że wspomnienie chodzenia było dla niego tak odległe (nie mógł w to uwierzyć, przecież minęło zaledwie sześć miesięcy), że pojęcie krok straciło konkretne znaczenie. - Jeszcze trochę do przodu - mówił, patrzac na nieznajomego niepewnie. Czy to w ogóle mogło się udać? - Okej, teraz wyciagnij jedna nogę przed siebie, ale uważaj, jesteś na krawężniku, a ulica jest sporo niższa. - Przygryzł wargę. Jeden nieostrożny ruch i Tyler mógł znów się przewrócić, a to było ostatnia rzecza, jakiej Izzy pragnał. - Wyciagnij ręce przed siebie, tam będa uchwyty, jeden trochę niżej od drugiego. - Logiczne, w końcu cały wózek znajdował się w pochyłej pozycji, ale wolał uprzedzić. - No i teraz... nie wiem. Jakby udało ci się to jakoś podnieść i wprowadzić na chodnik... - Dopiero teraz, oczekujac na to, czy cały proces przebiegnie pomyślnie, czy też nie, poczuł się jak skończony kaleka, który nie potrafił poradzić sobie z tak prozaiczna czynnościa. Zmrużył oczy. No, tylko się nad soba nie rozczulaj, łajzo, pomyślał, potrzasajac głowa.
_________________
<div style="width:250px;color:#7c7c7c;font-family:times;font-size:12px;text-transform:uppercase;letter-spacing:4px;text-align:center;">ISIDORE LITCHFIELD<img src="https://66.media.tumblr.com/c42343a2081c09693bbf6bb6eaea599f/tumblr_inline_ndlq9gcg5w1qlt39u.gif" style="opacity:0.8;padding:10px;margin-top:4px;background:#fff;border:1px solid #d9b8a8;width:100px;"><img src="https://66.media.tumblr.com/b475d4bfea700f3be77ae50a6ecb0914/tumblr_inline_ndlq9fxFVy1qlt39u.gif" style="opacity:0.8;padding:10px;margin-left:4px;margin-top:4px;background:#fff;border:1px solid #d9b8a8;width:100px;"><div style="margin-top:5px;text-align:justify;width:249px;color:#666;font-family:arial;font-size:10px;font-style:none;line-height:90%;text-transform:lowercase;letter-spacing:1px;">No remorse and no regrets for what I've done and what I've said. isn't life lived right at the edge? and when it's not, that's when you're dead. © by anaëlle.
[Profil]
 
 
Tyler Holgate
[Usunięty]

Wysłany: 2017-08-30, 22:32   

Faktycznie wskazówki chłopaka nie były idealne, ale zdarzało się, że dostawał dużo gorsze. Przynajmniej ani razu nie usłyszał ‘no tam, tam’ albo czegoś podobnego. Informacja o gumie była chyba jedna z najważniejszych, bo gdyby wsadził w nia rękę nie byłoby przyjemnie. Na sama myśl skrzywił się i zrobił żałosna minę, uważniej słuchajac czy oby na pewno znalazła się już po za zasięgiem jego dłoni.
- Uciekłbym w podskokach - zaśmiał się na sama myśl o tym. Daleko by nie zbiegł, bo znajac życie ponownie wyladowałby na ziemi, tym razem kończac znacznie gorzej. Po raz pierwszy od dawna poczuł się potrzebny. Może to za duże słowo, ale tak czy inaczej była to przyjemna odmiana. Nie ważne, że sami władowali się w taka sytuację. Najważniejsze, że próbowali poradzić sobie bez pomocy innych, ani nie zaczęli się przekrzykiwać czyja to wina. To mogło dopiero się skończyć ciekawie, szczególnie jakby na koniec w ramach pokazania, który bardziej zawinił przestaliby się do siebie odzywać . Poczatkowo chciał szybko wszystko zrobić, ale doszedł do wniosku, że lepiej będzie się z niczym nie śpieszyć - Krawężniki potrafia uprzykrzyć życie - zupełnie nie podobało mu się gdzie się teraz znajdował, bo wiedział z doświadczenia, że wystarczyła sekunda nieuwagi, aby marnie skończyć - Dobra, ale przytrzymaj laskę, bo z nia niewiele zdziałam - wyciagnał ja przed siebie i poczekał, aż chłopak ja weźmie. Nie chciał go uszkodzić, ani jakimś swoim niezdarnym ruchem spowodować, że poleci razem z wózkiem. To dopiero byłoby przykre - Jak to nam się uda… - zacisnał palce na uchwytach i wolał się więcej nie zastanawiać nad tym co będzie, bo do niczego dobrego to nie prowadziło - Podnieść i na chodnik - powiedział do siebie i włożył dużo w siły wykonanie tych czynności. Nie było łatwo, bo nie czuł się ani przez chwilę pewnie w tym co właśnie robił, ale dopóki chłopak nie krzyczał, że coś idzie nie tak to nie mogło być źle. Zaparł się i uniósł wózek, aby zaraz go pchnać na ten nieszczęsny chodnik. Nie było lekko, ale udało się to zrobić i to nawet bez straty w ludziach. Odetchnał z ulga kiedy już znaleźli się w bezpiecznej pozycji. Tak myślał i czekał teraz na potwierdzenie swoich przypuszczeń - Nigdy więcej nie wpadajmy na siebie - powiedział po wszystkim, nadal trzymajac dłonie na uchwytach wózka. Cała ta sytuacja zmęczyła go nie tyle fizycznie, co psychicznie. Może nie trwało to nie wiadomo ile czasu, ale na pewno wywoływała skrajne emocje, które wolał zostawić za soba. Z jednej strony był zadowolony z tego, że poradzili sobie sami, ale z drugiej myślał cały czas o tym, że najprostsze czynności były po za jego zasięgiem.
 
 
Isidore Litchfield








38

sprzedawca w audio t

żona mu umarła, ale stara się ogarnąć

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam



Wysłany: 2017-08-31, 13:47   
  

  
Isidore Litchfield

  
we've been dancing with mister brownstone


Obserwował jego poczynania z niepokojem oraz bolacym karkiem, ponieważ badź co badź, ciagłe odwracanie się do tyłu w celu nadzorowania całego procesu na dłuższa metę było niewygodne. Nie tyle obawiał się o siebie (co strasznego mogło się stać? najwyżej wózek w końcu przechyliłby się na stronę ulicy, a Isidore wyladowałby na asfalcie jak kłoda i dorobiłby się szramy na twarzy - nic, czego już nie przeżył), co o drugiego mężczyznę. Nie chciał sprawiać problemu, stawiajac go w niewygodnej sytuacji (nie był najlżejszy, zreszta metalowy wózek również), zwłaszcza że brak zmysłu wzroku mógł stanowić istotna przeszkodę w ratowaniu nieszczęsnego kaleki. Zacisnał więc usta, gdy nieznajomy przeszedł do sedna całej sprawy i zaparł się, unoszac wózek do bezpiecznej pozycji. Bał się, że jeszcze chwila, a obaj wyladuja na ulicy i nie pomoże im już nic, no chyba żeby mieć nadzieję na ogarnięcie jakiegoś kierowcy, który miałby znaleźć się na tej samej drodze po jakimś czasie. Chociaż Isidore z autopsji wiedział, że liczenie na coś takiego było równoznaczne ze spisaniem samego siebie na straty.
Ze świstem wypuścił powietrze z płuc, gdy po paru sekundach jego wózek znajdował się na płaskiej powierzchni w bezpiecznej pozycji. A więc jednak się udało, przeszło mu przez myśl z ulga zanim położył dłonie na kołach, aby odwrócić się do swojego wybawcy przodem. Co prawda jemu raczej różnicy to nie robiło, ale Isidore czułby się o niebo lepiej, gdyby mógł rozmawiać z nim, nie nadwyrężajac swoich pleców oraz karku.
- O matko - to jedyny komentarz, na jaki w tamtej chwili potrafił się zdobyć. Żył i miał się dobrze, i o ile w normalnej sytuacji wykazywałby w stosunku do tej wiadomości większa rezerwę, być może nawet lekka niechęć, tak teraz nawet pozwolił sobie na uśmiech. - Wielkie dzięki, naprawdę. - Wolał nie myśleć o tym, co by się stało, gdyby chłopak stwierdził, że żałosne położenie Izzy'ego nie było jego sprawa, i gdyby po prostu odszedł z miejsca zdarzenia, wzruszywszy ramionami. A przecież mogło tak być. Różni ludzie chodzili po tym świecie. - Jestem za. Poczułem się niemal jak w parku rozrywki. - Raz w życiu był na rollercoasterze i towarzyszyły mu wtedy emocje bardzo podobne do tych, które odczuwał jeszcze chwilę temu. W obu przypadkach był takiego samego zdania: nigdy więcej.
_________________
<div style="width:250px;color:#7c7c7c;font-family:times;font-size:12px;text-transform:uppercase;letter-spacing:4px;text-align:center;">ISIDORE LITCHFIELD<img src="https://66.media.tumblr.com/c42343a2081c09693bbf6bb6eaea599f/tumblr_inline_ndlq9gcg5w1qlt39u.gif" style="opacity:0.8;padding:10px;margin-top:4px;background:#fff;border:1px solid #d9b8a8;width:100px;"><img src="https://66.media.tumblr.com/b475d4bfea700f3be77ae50a6ecb0914/tumblr_inline_ndlq9fxFVy1qlt39u.gif" style="opacity:0.8;padding:10px;margin-left:4px;margin-top:4px;background:#fff;border:1px solid #d9b8a8;width:100px;"><div style="margin-top:5px;text-align:justify;width:249px;color:#666;font-family:arial;font-size:10px;font-style:none;line-height:90%;text-transform:lowercase;letter-spacing:1px;">No remorse and no regrets for what I've done and what I've said. isn't life lived right at the edge? and when it's not, that's when you're dead. © by anaëlle.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 6