Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Nina Reyes
2017-12-23, 19:58
Lodowisko
Autor Wiadomość
Brentwood


Wysłany: 2017-11-19, 19:47   Lodowisko
  

  
Brentwood

  
your favourite place on earth






[Profil]
 
 
Isidore Litchfield








38

sprzedawca w audio t

żona mu umarła, ale stara się ogarnąć

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam





Wysłany: 2018-12-23, 22:51   
  

  
Isidore Litchfield

  
we've been dancing with mister brownstone


Isidore nie był typem człowieka, który dwudziestego trzeciego grudnia siedziałby w garach, próbując przyrządzić jakieś świąteczne ciasteczka czy inne pyszności, a to z jednego, prostego powodu - nie potrafił ani gotować, ani piec. Na szczęście w tym stresującym czasie miał o tyle prościej, że nie musiał martwić się o jedzenie, bo dwudziestego czwartego grudnia, tuż po pracy, miał w planach udać się wraz z Blue do Londynu, gdzie zamierzali spędzić trzy piękne dni. Odwiedziny u dziadków były dla dziewczynki czasem szczególnym i to nie tylko dlatego, że nareszcie mogła zjeść coś porządnego i jednocześnie smacznego. Państwo Litchfield po prostu ogromnie ją rozpieszczali, prawdopodobnie z racji tego, iż nie mieli żadnych innych wnucząt. Bycie w centrum uwagi oczywiście niezmiernie się Blue podobało, toteż nic dziwnego, że kiedy Isidore powiedział jej o swoich planach, dziewczynka nie posiadała się z radości. Sam Izzy również odetchnął z ulgą, bo aprobata córki oznaczała, że Chaunceyowie nie mieli w kwestii ich Świąt nic do powiedzenia i nie mogli przymusić ich do tego, aby złożyli im wizytę. A brak ich towarzystwa był dla Litchfielda najlepszym bożonarodzeniowym prezentem, jaki mógłby sobie wymarzyć.
Na szczęście w porę uświadomił sobie, że nie wypadało pojawić się w rodzinnym domu z pustymi rękami i jeszcze przed wyjazdem zaproponował Blue, aby wybrali się do Winter Wonderland. Oczywiście chodziło głównie o to, aby kupić rodzicom, Odilonowi oraz jego narzeczonej jakieś prezenty, ale dziewczynka i tak przekształciła ten wypad w wycieczkę swoich marzeń. Zrobiła nawet listę, uwzględniającą wszystkie punkty, jakie musieli zaliczyć. Chciała koniecznie zobaczyć stajnię z reniferami, wejść do chatki Świętego Mikołaja i pojeździć na łyżwach. To ostatnie było dla Izzy'ego bodźcem do zwerbowania do ich planu jakiejś osoby trzeciej, bo przecież nie był aż tak nieodpowiedzialny, aby pozwolić pięcioletniemu dziecku na to, aby weszło na lodowisko bez opieki. A ponieważ Asclepius był najbliżej (wszak mieszkał tylko dwa bloki dalej), padło na niego.
Oczywiście jak tylko Blue dowiedziała się, że jej nowy ulubiony wujek miał towarzyszyć im w wyjściu do Winter Wonderland, podkradła z przedszkola (!) świąteczną czapkę, bo w domu mieli tylko dwie, a przecież nie mogli dopuścić do tego, aby Ascel paradował w takim miejscu bez jakiegoś świątecznego artefaktu. Początkowo Isidore obawiał się, że jako iż Aldridge nie obchodził Bożego Narodzenia, nie będzie chciał przystać na propozycję Blue i dziewczynka zacznie okropnie marudzić, ale ostatecznie nic takiego się nie stało. Asclepius ze śmiechem włożył na głowę skradzioną, czerwoną czapkę z białym, puchatym pomponem i tak wystrojony udał się wraz z nimi w drogę do Zimowej Krainy.
Kiedy już zaopatrzyli się w jakieś prezenty, zwiedzili chatkę Świętego Mikołaja i zobaczyli renifery (Blue przez pięć minut upierała się, że musiała odbyć na jednym z nich wielką przejażdżkę, aż wreszcie Izzy'emu udało się ją przekonać, że jeżeli któryś z tych fikuśnych zwierzaków ją przewiezie, nie będzie miał siły na pracę u Mikołaja, co z kolei poskutkuje brakiem prezentów), nadszedł czas na lodowisko. Już w drodze Litchfield uraczył Asclepiusa tysiącem porad odnośnie tego, jak opiekować się Blue. Zabawne, biorąc pod uwagę fakt, iż sam nie do końca wiedział, jak to się robi.
- Ona jeszcze nigdy nie jeździła na łyżwach, musisz ją tego nauczyć - powiedział gorączkowo, z niepokojem wpatrując się w podskakującą córkę. - Może na początku niech trzyma się barierek, nie? Tak będzie najbezpieczniej. Potem może spróbować. Ale żeby za bardzo się nie rozpędzała, bo jak w kogoś przywali to... - Skrzywił się na samo wyobrażenie takiej sytuacji. Ech, skąd w nim tyle posępnych myśli w ten piękny, świąteczny czas?
_________________
ISIDORE LITCHFIELD
No remorse and no regrets for what I've done and what I've said. isn't life lived right at the edge? and when it's not, that's when you're dead. © by anaëlle.
[Profil]
 
 
Asclepius Aldridge








33

pracuje na oddziale ratunkowym

i próbuje rozkochać w sobie Sherriego

North Brentwood





Wysłany: 2018-12-25, 20:22   
  

  
Asclepius Aldridge

  
You can fight every day but you cannot win every day.


Asclepiusowi zima z oczywistych względów nie kojarzyła się z rodzinnym czasem świąt, domem ozdobionym choinką i prezentami. Nie stanowiło to dla niego wielkiego wydarzenia, niemniej szybko zdążył się nauczyć, że dla prawie całego społeczeństwa to jedne z najważniejszych dni w roku. Czekano na nie cierpliwie, w tym samym czasie przygotowując całą masę przedmiotów, mających rzekomo wesprzeć te święta. Kubki z świętym Mikołajem, figurki reniferów, świeczki o zapachu cynamonu, aniołki, sztuczny śnieg... można byłoby wymieniać w nieskończoność, tak daleko jak sięgała wyobraźnia ludzka. Niemniej nawet Aldridgów musiała w jakiś sposób dopaść magia świąt, której celebrowanie pod koniec grudnia na tyle nabierało na sile, że nie dało się jej ominąć. Stąd też dla Ascela terminy bożonarodzeniowe wcale nie były tak obce jak początkowo można by to zakładać. Nawet jeśli nie ekscytował się całymi tymi świątecznymi gadżetami, to śnieg zdecydowanie uważał za genialną rzecz, a na zimno wcale nie narzekał. Pewne dlatego, że sporą część czasu spędzał w ciepłym mieszkaniu lub szpitalu, nie stojąc na mrozie.
Gdy Izzy zdradził mu cały plan zimowego wypadu wraz z Blue, przyjął to początkowo z nieszczególnie pewnym "w porządku" na ustach, w końcu wypełnianie wszystkich punktów Winter Wonderland stanowiło pewne wyzwanie. Dzieci go wprawdzie nie przerażały i nie wywoływały na ustach nerwowego uśmiechu, aczkolwiek zawsze to dodatkowy obowiązek. Nawet jeśli teoretycznie to Litchfield odpowiadał za wszystkie niedociągnięcia rodzicielskie.
Cholera, jak on dał się w to wciągnąć?
Cały wypad jednak jak dotąd przebiegał całkiem w porządku, mimo że Blue jak typowe dziecko miała mnóstwo energii. Isidore i Asclepius już trochę mniej, ale przynajmniej nie musieli męczyć się z tłumami, gdyż ludzie odruchowo się odsuwali na widok wózka inwalidzkiego. To Aldridge uznał za najlepszą i najbardziej korzystną część ich znajomości, nawet jeśli prawdopodobnie druga połowa z tych osób stwierdziła w myślach „biedne dziecko”. W końcu dwoje dorosłych facetów wychowujących dziewczynkę? Całkowicie nieszczęście.
- Wyluzuj, damy sobie radę – odparł na całą tę paplaninę Izzy’ego i puścił oczko w stronę Blue. W końcu co to za odstawianie jakichś ojcowskich instrukcji? Asclepius już uczył młodsze rodzeństwo podobnych czynności, więc nie powinno być tak źle, miał już jakieś doświadczenie! To jak wyglądało to w praktyce, lepiej pominąć, bo Litchfield już w ogóle nie puściłby go z dziewczynką na lód, stwierdzając, że aż tak bardzo nie będzie ryzykował. Chociaż same nazwisko powinno stanowić sygnał ostrzegawczy, Aldridgów omija się szerokim łukiem, a nie zabiera do Winter Wonderland. - Ja coś czuję, że Blue ma naturalny talent. Poza tym… najwyżej będzie małe bum na ludzie i tyle – stwierdził, podchodząc do tego tak ze spokojem nie dlatego, że faktycznie tak się czuł, tylko wtedy nabierał większej pewności siebie. Zabawne. Potrafił działać w najbardziej ekstremalnych sytuacjach, a jednak dziecko na lodzie stanowiło dla niego duże wyzwanie. Pewnie dlatego, że pacjenci w ciężkim stanie nie mogli się ruszać i narzekać, a Blue była zdolna do wszystkiego, zwłaszcza jeśli jej ojciec to Izzy. Powodzenia, Aldridge.
Jednak nie zwlekając dłużej, po uzbrojeniu się w odpowiedni sprzęt, wszedł na lód i… o mało nie zaliczył porządnej gleby. Choć przecież to nie jego wina, że dawno nie jeździł na łyżwach! Tak czy siak, po złapaniu równowagi wprowadził na lód również Blue, której energiczność Ascel musiał na razie grzecznie poskramiać, by nie poszła w jego ślady. Izzy już w ogóle by był przerażony losem jego córki.
- Mam nadzieję, że będziesz udzielać jakichś dobrych rad, a nie tylko z nas się śmiał. Prawda, Blue? – spojrzał w jej stronę z uśmiechem, zadowolony z poczynionych układów. Isidore zdecydowanie miał już prawo do podważanie słuszności własnej decyzji.
_________________
<div style="font-family: 'Source Sans Pro', sans-serif;; color: #00001a; font-size: 17px; line-height: 0.7; font-style: italic; width: 230px; text-align: right; ">Asclepius Aldridge<img src="https://imgur.com/Kjswq8a.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><img src="https://imgur.com/5zZ1Ks7.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><div style="width: 202px; border-left: #00001a 23px solid; padding: 2px; font-size: 9px; font-family: 'Tahoma'; color: #00001a; text-align: justify; line-height: 1;">What we have once enjoyed deeply we can never lose. All that we love deeply becomes a part of us.
[Profil]
 
 
Isidore Litchfield








38

sprzedawca w audio t

żona mu umarła, ale stara się ogarnąć

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam





Wysłany: 2018-12-28, 01:53   
  

  
Isidore Litchfield

  
we've been dancing with mister brownstone


Szczerze mówiąc, Izzy też niespecjalnie obchodził Święta. Kupił choinkę i świąteczne ozdoby, bo ubieranie drzewka sprawiało radość Blue, jechał do rodziców, bo to był jedyny czas, kiedy wszyscy mogli się spotkać, ale nie miał nad tym żadnej refleksji. Nie mógł zaprzeczyć - świąteczne dekoracje, otoczone jasnymi, kolorowymi światełkami drzewka, a nawet idea grubego gościa, który z dobrego serca rozdawał dzieciom prezenty - wszystko to było piękne i klimatyczne, lecz nic poza tym. Święta Bożego Narodzenia nie były dla Izzy'ego pretekstem do zadumy, a najzwyczajniejszą komercją, na którą łapali się wszyscy. I jakoś... nie czuł się z tego powodu źle. Fakt, iż nie wierzył w żadnego boga (kto wierzyłby po tym wszystkim, co zgotował mu los?) nie oznaczał przecież, że nie mógł czerpać przyjemności z patrzenia na zachwycające dekoracje czy z jedzenia piernikowych ciastek, prawda? Cały ten klimat, który opanowywał ludzi podczas Świąt, był zwyczajnie miły i Isidore nie czuł się źle, gdy ktoś wypominał mu, że przecież chodziło o narodzenie jakiegoś tam Jezusa, którego boskości nie uznawał. Jedno nie wykluczało drugiego, a przynajmniej on wychodził z takiego założenia. Nie miał więc skrupułów przed zaproszeniem Asclepiusa na magiczną wycieczkę do Winter Wonderland. Mimo iż nigdy nie zagłębił się w religię jego rodziny, sam Aldridge nie wyglądał mu na kogoś, kto wierzyłby w wyższość Zeusa, a to było dla Litchfielda wystarczającym bodźcem do działania.
W ogóle nie rozumiał jego początkowego sceptycyzmu. W porządku, istniały spore szanse na to, że Blue albo im się zgubi, albo zabije się podczas jazdy na łyżwach, albo zostanie porwana i sprzedana na czarnym rynku, ale czym byłoby życie bez ryzyka? Tym bardziej, że ostatnimi czasy Ascel coraz lepiej sprawdzał się w roli dodatkowego opiekuna dla tego nazbyt energicznego dziecka. Ilekroć wypadało mu coś ważnego i musiał szybko znaleźć tymczasową niańkę dla córki, szedł z prośbą do Asclepiusa. Fakt, iż jeszcze nigdy nie odmówił mu pomocy, był jednym argumentem, stojącym za tym, że Aldridge miał zadatki na przedszkolankę. Drugim zaś było to, że kiedy Izzy wreszcie wracał z Blue do domu, ona za każdym razem trajkotała jak katarynka, opowiadając mu, jak świetnie się bawiła i wdając się w szczegóły mnóstwa fajnych rzeczy, które robili.
Skoro więc Ascel radził sobie z nią lepiej, niż Isidore, nie było czego się obawiać. Chyba.
Obrzucił krytycznym spojrzeniem najpierw Asclepiusa, a później Blue, która uśmiechnęła się do swojego nowego, ulubionego wujka, prezentując całemu światu braki w swoim uzębieniu. Kilka dni temu Izzy znowu stracił parę funtów na rzecz pełnienia roli wróżki zębuszki. Od czarnej rozpaczy ratowała go wyłącznie myśl, że przecież Blue nie mogła tracić zębów w nieskończoność, bo miała ograniczoną ilość mleczaków. Chociaż widząc zadowolenie swojej córki za każdym razem, kiedy znajdowała pod poduszką parę banknotów, wcale by się nie zdziwił, gdyby pewnego dnia okazało się, że celem wzbogacenia się próbowała wyrwać sobie również te stałe zęby. Czasami dziecięca wyobraźnia nie znała granic.
- Nie obchodzi mnie to, czy się wywali - powiedział z rozbrajającą, ojcowską szczerością. - Boję się tylko, że jak już się przewróci i polegnie na tym lodzie, a ty będziesz robił piruety gdzieś w tle, ktoś nie wyhamuje i przejedzie jej łyżwami po palcach. - Sam nie wiedział, skąd wzięły mu się podobne obawy. Wydawało mu się, że kiedyś słyszał podobną historię od jakiejś ciotki czy wujka, ale ręki nie dałby sobie uciąć. Już wystarczającą katorgą był brak czucia w nogach.
- Będzie super! - krzyknęła Blue, kiedy już udało jej się zapiąć łyżwy. Isidore pewnie powinien sprawdzić, czy zrobiła to właściwie albo przynajmniej poprosić o to Ascela, ale obserwacja poczynań drugiego mężczyzny pochłonęła go tak bardzo, że kompletnie o tym zapomniał.
Gdy Asclepius wlazł na lód i niemalże od razu zaliczył porządną glebę, Izzy przymknął powieki z westchnięciem. Chyba właśnie posyłał własne dziecko na śmierć.
- Aldridge, na pewno umiesz jeździć na łyżwach? - zapytał, ale od razu machnął ręką. - Nie, wiesz co? Nie odpowiadaj. Jedźcie - polecił, bo obawiał się, że jeszcze chwila i kompletnie zmieni zdanie. - Nie zabij mi córki - poprosił jeszcze słabym głosem. Gdyby tylko wiedział, jaką opinię na temat zdolności wychowawczych Asclepiusa miał chociażby taki Adonis, pewnie od razu wziąłby dziewczynkę pod pachę i odjechał z nią w siną dal, a potem zmienił miejsce zamieszkania, żeby całkowicie zminimalizować szanse na spotkanie z tym durniem. Niestety tkwił w słodkiej nieświadomości.
_________________
ISIDORE LITCHFIELD
No remorse and no regrets for what I've done and what I've said. isn't life lived right at the edge? and when it's not, that's when you're dead. © by anaëlle.
[Profil]
 
 
Asclepius Aldridge








33

pracuje na oddziale ratunkowym

i próbuje rozkochać w sobie Sherriego

North Brentwood





Wysłany: 2019-02-19, 19:29   
  

  
Asclepius Aldridge

  
You can fight every day but you cannot win every day.


Nawet jeśli Ascel wierzyłby w wielkiego, groźnego Zeusa, uważanie patrzącego na nich wszystkich z Olimpu, to obchodzenie bożonarodzeniowych świąt chyba i tak nie byłoby niczym złym. Po prostu taki dodatek do normalnego życia, żeby nie było zbyt nudne. Poza tym w przypadku Aldridge nawet nie było mowy o jakimś większym celebrowaniu! On tylko uwielbiał śnieg, grubego pana w czerwonym stroju potocznie nazywanego Mikołajem oraz to ścinanie żywych drzewek, by coś na nich pozawieszać. Już nie mówiąc o tym, że ludzie zdawali się być wtedy trochę milsi niż zazwyczaj. Oczywiście należało wykluczyć stąd zdenerwowane gospodynie, próbujące należycie przygotować wigilię i musząc męczyć się z dzieciakami. One pewnie niekoniecznie wspominały okres świąt jako najlepszy na świecie, ale nigdy nie da się nikogo uszczęśliwić w stu procentach. Niestety tak to działało i należało się z tym pogodzić.
Asclepius niby radził sobie z dziewczynką lepiej niż Izzy? Jakie piękne złudzenie! W końcu nic dziwnego, że Blue preferowała przerwy od obecności swojego taty. Ileż można znosić ciągły nadzór własnego rodzica, dziecięcy umysł potrzebował jakiejś rozrywki! Ascel był do tego świetną okazją, zwłaszcza że… niekoniecznie dobrze znał się na opiece nad kimś, kto potrafił już mówić, a niekoniecznie był wystarczająco odpowiedzialny, by zająć się samym sobą. To z kolei sprawiało, że na wiele rzeczy mógł przymknąć oko, a jeszcze jego wrodzone aldridgowskie szaleństwo już na starcie pozwalało mu na dogadanie się z Blue. Ascel oczywiście nie był dzieckiem, ale umysłowo czasami właśnie w takie ciemności się staczał i potrafił zrobić straszne głupoty, zupełnie jakby nie włączyła mu się gdzieś po drodze lampka „halo, Aldridge, ty idioto, to jest głupie, ogarnij swoje dorosłe życie”. W końcu bawienie się w takie szczegóły nie było dla niego, a jeśli to Litchfield ma dziecko, to… on powinien martwić się podwójnie. Asclepius może pozostać na próbie ogarnięcia własnego życia.
- Wiesz, że to się nazywają wypadki losowe? Nie mogę mieć na to wpływu – uznał, chcąc jakąś uspokoić Izzy’ego, chociaż chyba średnio mu to wychodziło. Prędzej oczyszczał własne sumienie, bo najważniejsze to mieć spokojny umysł i pełnię uwagi! - Poza tym… skoro nigdy nie jeździła na łyżwach, to nie opuści tak szybko swojego nauczyciela. Uspokój się, Litchfiled – dodał jeszcze, już nawet powstrzymując się od powiedzenia czegoś w stylu „to nie moja wina, że twój wózek nie jest stworzony do poruszania się po lodzie. Choć tak właściwie… - Ej w sumie... Izzy, weź zapytaj, czy nie mają czasem jakichś łyżew dla ciebie. Nie powinni cię dyskryminować. – W środku Ascel oczywiście prawie dusił się ze śmiechu, ale dla efektu zachował poważną minę, zupełnie jakby proponował mu sprawdzenie jakiejś oczywistości. Jak widać, Asclepius miał świetny humor i zupełnie o nic się nie martwił! Może tylko o to, czy ma wystarczająco dużo zdolności, by nauczyć Blue poruszania się na lodzie. Aż taki bezduszny nie był, by patrzeć na jej ciągle lądowanie na zimnej powierzchni.
- Nie dramatyzuj, idioto – odparł z westchnięciem, gdy Izzy zwątpił w jego łyżwiarskie umiejętności. Przecież każdemu może przytrafić się błąd, a potem przecież szło mu całkiem dobrze. Blue znalazła się na lodzie i jeszcze nic się jej nie stało! To już na pewno spory sukces. - Widzisz, jak ładnie stoi? – pochwalił dziewczynkę, mimo że w pozycji pionowej utrzymywała się jedynie dzięki wsparciu Ascela. W końcu do trudniejszych rzeczy przejdą później. - Okej, Blue, to teraz łap się barierki jedną ręką, a drugą mnie. Twój tata pewnie zrobi z nami wycieczkę wokół – polecił, wciąż nie wierząc w to, co właśnie robił. Uczył czyjeś dziecko jeżdżenia na łyżwach. Czyjeś, a nie na przykład Adonisa, którego spokojnie można było olać i nic by się złego nie stało. Znaczy… nawet jeśli by się stało, to jakoś by nad tym przeszli do porządku dziennego. Tu mogło być gorzej. - Tylko nie szalej, bo twój tata nigdy nie pozwoli nam oderwać się od tych barierek – szepnął dziewczynce, samemu już bez większych kłopotów zachowując równowagę na lodzie. Cały czas spoglądał to na zdeterminowaną Blue, to na Izzy’ego, licząc na swoje szczęście i przeprowadzenie wszystkiego bez większych problemów. Chociaż właśnie z tym mogło być różnie. Powoli przesuwali się wzdłuż barierek i szło im na początku wprawdzie dosyć słabo, ale z każdym ruchem wydawało się, że Blue zaczyna coraz mocniej rozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. Jednak gdy tylko Ascel został w duszy uspokojony, następny ruch dziewczynki okazał się tym niewłaściwym, bo straciła równowagę, a Aldridge o mało nie zrobił tego samego, próbując ją ratować. Litchfield wcale nie powinien być zdziwiony, jak niedługo zarówno Ascel, jak i Blue wylądują na lodzie. Chociaż przynajmniej mieliby z tego trochę zabawy. - I jak oceniasz nasze postępy, co? – dopytał Izzy’ego po jakimś czasie, czując potrzebę pochwały. Może niekoniecznie dla jego zdolności nauczycielskich (podpowiedź: one nie istniały), ale dla Blue już prędzej.
_________________
<div style="font-family: 'Source Sans Pro', sans-serif;; color: #00001a; font-size: 17px; line-height: 0.7; font-style: italic; width: 230px; text-align: right; ">Asclepius Aldridge<img src="https://imgur.com/Kjswq8a.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><img src="https://imgur.com/5zZ1Ks7.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><div style="width: 202px; border-left: #00001a 23px solid; padding: 2px; font-size: 9px; font-family: 'Tahoma'; color: #00001a; text-align: justify; line-height: 1;">What we have once enjoyed deeply we can never lose. All that we love deeply becomes a part of us.
[Profil]
 
 
Isidore Litchfield








38

sprzedawca w audio t

żona mu umarła, ale stara się ogarnąć

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam





Wysłany: 2019-04-03, 23:36   
  

  
Isidore Litchfield

  
we've been dancing with mister brownstone


No ja na miejscu Ascela nie byłabym tego wszystkiego taka pewna. Pani Aldridge na pewno przechowywała gdzieś w swoim domostwie jakiś wielki spis zasad, jakimi kierowali się wyznawcy greckich bogów i nawet taki Izzy, choć nie miał pojęcia o tym, na czym taka religia w ogóle polegała, podejrzewał, że czczenie jakiegoś obcego boga mogło tylko Aldridge’owi zaszkodzić. No ale trudno, najwyżej po śmierci Zeus postanowi utopić go w Styksie czy coś takiego. Grunt, żeby za życia miał radochę. A skoro cieszył go widok Świętego Mikołaja i obwieszonych lampkami miast, to było najważniejsze. Tak długo jak Izzy miał kompana do opieki nad Blue, nie zamierzał narzekać.
Zdaniem Litchfielda to każdy, kto miał sprawne dwie dolne kończyny, radził sobie w opiece nad jego dzieckiem lepiej niż on. No bo mało było takich sytuacji w życiu, gdzie posiadanie działających nóg było kluczowe? Kiedy Blue radośnie popierdzielała po parku, on musiał zasuwać za nią na tym swoim dwukołowym, żałosnym pojeździe, uważając nie tylko na jej bezpieczeństwo, ale również na to, aby samemu się nie wywalić o jakiś większy kamień czy wystający konar. Naprawdę, czasami poważnie zastanawiał się nad tym, jak to było możliwe, że jeszcze żadne z nich nie wyzionęło ducha.
W każdym razie Blue była niezmiernie zadowolona z tego, że mogła wygłupiać się w towarzystwie kolejnego niezbyt odpowiedzialnego wujka. Przynajmniej ona jedna korzystała na tym wszystkim.
- Lepiej żebyś jednak miał – powiedział poważnie, tym razem uważnie obserwując Blue, która zajmowała się porządnym zamocowaniem rzep swoich łyżew. – Oddaję ci dziecko – dodał, nadal nie tracąc grobowego tonu głosu. Chociaż w sumie… czy powinien był aż tak się przejmować? Jakby nie patrzeć, Ascel był ratownikiem medycznym. Powinien więc wiedzieć, jak bezpiecznie uprawiać sporty zimowe.
No właśnie. Powinien.
- Zapytałbym, gdybym był chociaż po dwóch piwach – przytaknął niemrawo, bo kto to widział, żeby ludzie pozbawieni czucia w nogach nie mogli jeździć na łyżwach, a ludzie pozbawieni komórek mózgowych już tak? – Chociaż może?... – zastanowił się na głos. To nie był przecież taki głupi pomysł. Mógł spróbować wbić na lodowisko, a w razie jakichkolwiek pretensji rozpocząć kłótnię odnośnie dyskryminacji. Plan wydawał się idealny. Musiał jeszcze tylko przemyśleć parę szczegółów.
Uniósł lekko brwi na komentarz o tym, jak to niby Blue dobrze stała.
- No, ładnie – przytaknął, żeby córce nie zrobiło się przykro. – Ale to chyba nie na tym polega – dodał niepewnie. Bo w końcu co on mógł wiedzieć? Był kaleką!
Dziewczynka nie sprawiała wrażenia przejętej niepewnością swojego ojca. Zachęcona słowami Ascela, raźnie chwyciła go za rękę, a drugą posłusznie złapała się barierki.
- Ascel? – zagadnęła po chwili. – A umies robić pilruety? – zapytała na moment przed tym, jak prawie wywinęła orła. Być może wizja zasuwania na lodowisku i robienia piruetów pochłonęła ją do takiego stopnia, że chwilowo straciła kontakt z rzeczywistością? Kto wie! Ważne jednak, że nic złego się nie stało, i że mimo chwili niepewności, oboje utrzymali się na nogach. Ku uldze Izzy’ego.
- Wiecie co? - zaczął, gdy Asclepius z wielką dumą spróbował wymusić na nim pochwałę. - Idźcie już od tych barierek. Jeszcze chwila, a zmienię zdanie i wrócimy do domu. - Chociaż nie było tego po nim widać, na serio się stresował! Najlepszym wyjście byłoby więc, gdyby Ascel i Blue zniknęli mu z oczu i ewentualnie spróbowali umrzeć gdzieś indziej. Z dala od barierek.
_________________
ISIDORE LITCHFIELD
No remorse and no regrets for what I've done and what I've said. isn't life lived right at the edge? and when it's not, that's when you're dead. © by anaëlle.
[Profil]
 
 
Asclepius Aldridge








33

pracuje na oddziale ratunkowym

i próbuje rozkochać w sobie Sherriego

North Brentwood





Wysłany: 2019-07-23, 14:56   
  

  
Asclepius Aldridge

  
You can fight every day but you cannot win every day.


Zima, zima i po zimie! Jednak to nie szkodzi, w końcu na łyżwy jest zawsze dobry moment. Pominąć taką zabawę byłaby wielka szkoda, stąd też Ascel z zapałem dokładał starań, by wszystko było w jak najlepszym porządku. Nawet jeśli Izzy niekoniecznie w to wierzył, ale w sumie… co on tu miał wiele do gadania? Nie wywijał swoim wózkiem na lodzie i nie musiał stanowić autorytetu w kwestii jeżdżenia na łyżwach przed taką młodą damą. Na Zeusa, przecież to było stresujące! On tylko kłapał swoim dziobem i dawał im uwagi, w dodatku tym swoim poważnym głosem, co najmniej jakby Asclepius zamierzał zabić jego córkę. Był przecież lekarzem! Podobno zawód ten klasyfikował się jako zawód zaufania publicznego, ale aktualnie nie bardzo mu się to zgadzało. Poza tym nawet jeśli coś się stanie, to… pomoże! Pierwsza pomoc w najlepszym wydaniu znajdowała się tuż obok Blue.
- Już uspokój tę swoją rodzicielską miłość, Izzy, będzie okej – zapewnił ostatecznie Ascel, nie zamierzając w tej kwestii dodawać ani słowa. Weszli na lód, łyżwy jeszcze mieli na nogach i uśmiechy również, a to najważniejsze. - Powinieneś się bardziej rozpromienić z powodu naszego szczęścia – dodał jeszcze, co według niego miało dodać Izzy’emu trochę otuchy, ale chyba nie bardzo to wyszło w praktyce. Nieważne. Zwłaszcza, że teraz Asclepius został wręcz zmiażdżony pytaniem Blue o pilurety i inne bardziej profesjonalne sprawę. Szybko dziewczyna przechodziła do rzeczy, nie ma co! Pewnością siebie zdecydowanie dorównywała Aldridgowi, może to ich jakiś potomek? Chociaż za takie pytania Litchfield już chyba całkowicie straciłby humor.
- Dobra, to daj nam kilkanaście minut i wrócimy pokazać ci nasze wyczyny. Tak z bliska i kompletnie bezbłędnie – zadeklarował dumnie Ascel, pewny że coś im się uda nauczyć. Oboje byli zdolni, więc nie było się czym martwić. - I się rozluźnij się na tym swoim wózku – dodał na koniec, o mało co nie przypłacając tego kolejną wywrotką, bo Blue zaczęła go ciągnąć w głąb lodowiska, cała podekscytowana, a on nadal stał w miejscu. Na szczęście miał na tyle dobry refleks, że zdążył złapać się barierki i utrzymał ich dwoje w górze. W końcu gdyby Ascel się przewrócił, Blue z dużym prawdopodobieństwem również. Aldridge tę kolejną małą wpadkę przy pracy skomentował niewinnym uśmiechem i już na poważnie zajął się byciem profesjonalnym łyżwiarzem. Odjechali trochę dalej od Izzy’ego, tak że ten z pewnością ich widział, niemniej inni jeżdżący ludzie trochę utrudniali mu widok. Ascel na początku postanowił, że jakieś delikatne obroty wokół własnej osi będą całkiem proste, ale trochę się im nie udawało. Na szczęście Asclepius z wyczuciem łapał Blue, gdy ta traciła równowagę, więc maruda Izzy mógł dać sobie spokój. W pewnym momencie jednak dziewczynka wpadła na inne dziecko i jakaś matka zaczęła się na nich drzeć, ale Aldridge szybko jej odpowiedział coś o „odpowiedzialności zbiorowej”, „braku możliwości rozwoju dziecka i jego krzwydzie” oraz coś o „kupowaniu lodowisk”, dzięki czemu nieco skwaszona, ale bez żadnych rozszczeń oddaliła się dalej. Aldridge już się zmęczył całym tym niańczeniem, ale co miał zrobić? Łyżwiarstwo wózkowe nie było dostępne. Ostatecznie też Asclepius uznał, że najbezpieczniej będzie jak zrobią z Blue jakiś zaskakujący, najpiękniejszy na świecie i najcudowniejszy duet, bo wtedy przynajmniej będzie istniała najmniejsza szansa, że Blue się wywali i straci swoje mleczaki na zimnym lodzie. Dziewczynka na szczęście przyjęła tę propozycję zachwycona, po uprzednim ukoloryzowaniu to przez Aldridga. Jakim cudem on miał takie podejście do dzieci? Magia po prostu.
- Przedstawiam ci zdolną łyżwiarkę Blue – odezwał się Ascel, gdy po wielu ciężkich próbach złożenia kilku ruchów na lodzie do siebie, w końcu podjechali w stronę Izzy’ego na przedstawienie. Może to nie będzie taka tragedia pomyślał Aldridge, gdy zaczęli ten swój dziecięcy układzik, bo oczywiście nie trzeba wspominać, że nadal sporo rzeczy im nie wychodziło. Ale mieli mało czasu na przygotowania i należało to uwzględnić!
- I jaaaak? – spytała zadowolona z siebie Blue, nawet jeśli zarówno ona, jak i Ascel kilka razy prawie się przewrócili podczas tych swoich dokonań. Przynajmniej dziewczynka nie wylądowała ani razu na lodzie, jak to im zdarzało się podczas prób. - Pójciemy jak skońcymy na wate cukrową w nagrodę?
- Popieram – stwierdził ze swojej strony Ascel, naprawdę wyglądając na zmęczonego tym wszystkim. - Też chcę watę cukrową od ciebie – sprecyzował i uśmiechnął się szerzej, zastanawiając się, jak szybko Blue się zmęczy. Może jak zrobią wielką jazdę po całym lodowisku to będzie miała już dość?
_________________
<div style="font-family: 'Source Sans Pro', sans-serif;; color: #00001a; font-size: 17px; line-height: 0.7; font-style: italic; width: 230px; text-align: right; ">Asclepius Aldridge<img src="https://imgur.com/Kjswq8a.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><img src="https://imgur.com/5zZ1Ks7.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><div style="width: 202px; border-left: #00001a 23px solid; padding: 2px; font-size: 9px; font-family: 'Tahoma'; color: #00001a; text-align: justify; line-height: 1;">What we have once enjoyed deeply we can never lose. All that we love deeply becomes a part of us.
[Profil]
 
 
Isidore Litchfield








38

sprzedawca w audio t

żona mu umarła, ale stara się ogarnąć

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam





Wysłany: 2019-08-09, 23:10   
  

  
Isidore Litchfield

  
we've been dancing with mister brownstone


Oj tam, u nich cały czas była zima. Ale jako że u nas już prawie jesień (XDDD mogłybyśmy ciągnąć tę grę przez rok, tak żeby znowu dojść do zimy) to ja nam ją teraz skończę. W sumie i tak nie chcemy, żeby Blue, prowadzona przez Asclepiusa, który był łyżwiarzem bez doświadczenia, wzięła i umarła. Była na to zbyt młoda. Zresztą i tak wystarczy, że Lillian mu umarła. Nie musiał jeszcze tracić dziecka.
Gdyby tylko na koła wózka można było założyć łyżwy, Isidore popierdzielałby na lodowisku od rana. Niestety jeszcze niczego takiego nie wynaleziono (co było zupełnie bez sensu, bo istniały już samochody na wodę czy inne cuda, a nikt nie pomyślał o biednych niepełnosprawnych, którzy też chcieli pobawić się w gwiazdy łyżwiarstwa), więc musiał siedzieć za tą nieszczęsną barierką i mieć nadzieję, że Aldridge nie zabije mu dziecka. To już naprawdę byłby jego gwóźdź do trumny. I fakt, iż w gruncie rzeczy Ascel był ratownikiem, niczego nie zmieniał, bo był też lekkomyślny i trochę przygłupi. (Chester, co ty robisz w tym poście?)
Spojrzał na nieco sceptycznie, ostatnimi siłami powstrzymując się od jakiegokolwiek komentarza. Nie chciał brzmieć jak gderliwy starzec, naprawdę nie chciał, ale równocześnie nie chciał stracić jedynej osoby, która trzymała go przy życiu. A powierzanie jej pod opiekę kogoś takiego jak Aldridge mogło być jedynie tragiczne w skutkach.
- Okej - westchnął w końcu, marząc tylko o tym, żeby Asclepius już wziął to jego dziecko i odjechał. Im dłużej mówił, tym większe Izzy czuł powątpiewanie. - Blue, gdyby proponował ci coś niebezpiecznego, kopnij go łyżwą w łydkę. Ale tą ostrą częścią, jasne? - przestrzegł jeszcze córkę, a potem tylko przewrócił oczami i patrzył na to, jak się oddalili. Postanowił nawet nie skomentować prawie-upadku Ascela. Gdyby zaczął snuć nad tym przesadne rozważania, z pewnością by się rozmyślił i spróbowałby ściągnąć Blue z lodowiska, a to byłoby dla niej niezwykle smutnym przeżyciem.
Mimo kręcących się dookoła ludzi, udało mu się dostrzec nieudolne obroty Asclepiusa. Gdyby nie miał rękawiczek, facepalm, którego strzelił na ich widok, pewnie zostawiłby na jego czole wyraźny ślad. Na szczęście jednak obyło się bez ubytku na pięknie.
Na szczęście nie usłyszał wrzasków madki, z którą musiał skonfrontować się jego przyjaciel (albo je usłyszał, ale nie powiązał ich z duetem Aldridge-Litchfield, który szalał na lodzie niczym Olga Borys i Sławomir Borowiecki). Skupił się na nich dopiero wtedy, kiedy podjechali bliżej niego i zaprezentowali mu swój niesamowity układ, na widok którego Isidore musiał powstrzymać śmiech. Chyba był okropnym ojcem, skoro zamiast kompletnie skupić się na Blue, patrzył też trochę na Ascela i myślał o tym, jak śmiesznie wyglądał podczas wszystkich tych dziwnych ruchów?
Mimo wszystko, kiedy już skończyli i kiedy Blue zapytała go o jego opinię, przyjął poważny wyraz twarzy, kiwając głową z uznaniem.
- Jestem pod wrażeniem - stwierdził, a kącik ust drgnął mu zaledwie o milimetr. Dobrze się trzymał. - Zdecydowanie zasługujecie na watę cukrową. Oboje - to powiedziawszy, spojrzał na Asclepiusa z niepewną miną. Nie wiedział, czy mógł już się roześmiać, czy jednak powinien poczekać chwilę, aby Blue nie pomyślała, że to ona była powodem jego rozbawienia. Ostatecznie postawił na tę drugą opcję. - Idziemy od razu? - zapytał z nadzieją, że jego córka już się wyjeździła i da im święty spokój. Blue jednak zrobiła niezadowoloną minę.
- Ale jesce nie skońcyliśmy - zaprotestowała, najwyraźniej mając w głowie więcej planów odnośnie przyszłych wyczynów na lodzie.
- Jak chcesz. - Wzruszył ramionami, niby niewzruszony. - Ale wata może się skończyć w każdym momencie. Jakaś pani kupiła swoim dzieciom aż pięć, wiesz? - Oto Isidore Litchfield - ojciec roku, okłamujący swoje dziecko i stosujący na nim szantaż emocjonalny. Prosimy o gromkie brawa.
- Noooo... - Blue zmrużyła oczy, nie wyglądając na przekonaną. Spojrzała na Ascela, a potem znowu na Izzy'ego i westchnęła cicho. - No dobla, to chodźmy - zdecydowała wreszcie, a Isidore w myślach przybił sobie samemu piątkę. - Ale chcę lózową watę! I dużą! - zarządziła, zerkając na niego z miną wyrażającą gotowość do walki o to, co jej się należało. On jednak nie zamierzał się wykłócać.
- Oczywiście. Różowa i duża - przytaknął, a dziewczynka momentalnie się rozpromieniła. - Ascel, ty też taką chcesz? - zapytał niewinnie, zupełnie tak, jakby Aldridge był jego drugim dzieckiem. - Nieważne, kupię ci taką samą. Żebyś się nie czuł poszkodowany - zaproponował wspaniałomyślnie, a potem skierował się w stronę wyjścia z lodowiska, żeby tam się z nimi spotkać i kupić im tę obiecaną watę cukrową. Przynajmniej do tego nie była mu potrzebna para sprawnych nóg.

/zt x2
_________________
ISIDORE LITCHFIELD
No remorse and no regrets for what I've done and what I've said. isn't life lived right at the edge? and when it's not, that's when you're dead. © by anaëlle.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 7