Poprzedni temat «» Następny temat
Mr Simms Sweet Shop
Autor Wiadomość
Brentwood


Wysłany: 2017-06-25, 00:51   Mr Simms Sweet Shop
  

  
Brentwood

  
your favourite place on earth


[Profil]
 
 
Edward Lee
[Usunięty]

Wysłany: 2017-06-28, 20:35   

#1 + ubranie

Był nawet wdzięczny rodzicom, że ci zmusili go do usamodzielnienia się. Co prawda ten dopiero weźmie się za swoje życie w wieku dwudziestu pięciu lat, ale… lepiej późno niż wcale. Musiał także przyznać, że ta jego dziecięca, kapryśna strona nadal czasem się odzywała i miał ochotę wykrzyczeć na całe miasteczko, jak bardzo skrzywdzili go rodzice, zmuszajac do wyprowadzki i grożac ograniczeniem funduszy. To było… niesprawiedliwe. Jest ich synem, prawda? Kogo obchodzi jakaś tam reputacja wśród sasiadów? Sasiedzi zawsze gadaja o wszystkim, bo nie maja nic lepszego do roboty.
Przez takie przemyślenia szedł sobie ulica delikatnie poddenerwowany. Dłonie miał schowane w kieszeniach, a w głowie nadal odtwarzał przebyta rozmowę z rodzicielami. Przy okazji jeszcze zastanawiał się, jak mogłaby wygladać ich następna rozmowa, dzięki której przekonałby ich do zmiany zdania.
Kopnał jakiś kamyczek na drodze, uświadamiajac sobie, że jest w mieście dwa tygodnie, a on nawet nie zaczał szukać jakiejkolwiek pracy. Doskonale wiedział, że to rozzłości rodziców. Ach, ile on ma lat, żeby przejmować się ich zdaniem?
Właściwie to wyszedł z domu, żeby się przejść i w końcu pozwiedzać miasto, a przy okazji zastanowić się nad tym, co powinien zrobić dalej w zwiazku z tym całym „samodzielnym” życiem. Jednakże, kiedy tylko spojrzał na szyld pewnej cukierni, coś go tknęło i postanowił w końcu czegoś spróbować. Szanse na powodzenie były nikłe, ale to w pewien sposób go pocieszało. Jeżeli nie dostanie żadnej pracy, to może rodzice w końcu mu odpuszcza? On naprawdę do niczego się nie nadaje!
Wyprostował koszulkę na swoim ciele, odchrzaknał i pewnym krokiem wszedł do środka cukierni, gdzie okulary przeciwsłoneczne zdjał i włożył do kieszeni koszuli. Rozejrzał się po pomieszczeniu, nie zawieszajac wzroku na niczym konkretnym. Nie żeby się stresował, ale… miał ochotę po prostu jak najszybciej stad wyjść. Myślac o tym, że miałby prosić się o prace w takim miejscu, czuje, że traci swoja dumę w pewnym znaczacym stopniu.
W końcu zdobył się na to, że podszedł do lady. Zacisnał zęby i zaczał stukać paznokciami o blat, wyczekujac aż ktoś do niego podejdzie i będzie mógł nareszcie zadać to frustrujace go pytanie, dostać negatywna odpowiedź i wtedy dumnie wróci do mieszkania, będac zadowolonym z tego, że chociaż spróbował.
 
 
Declan Lanberry
[Usunięty]

Wysłany: 2017-06-28, 21:27   



Szef musiał go naprawdę nienawidzić. To wcale nie tak, że od paru dni leżał na podłodze we własnym pokoju, a dookoła otaczały go same papierki i puste butelki po alkoholu, których nadal nie posprzatał po spotkaniu z Heaven, oraz kubek po kawie ze Starbucksa, który uderzał w jego aesthetic, więc i tak nie mógł go wyrzucić. Gdy tylko mama na niego krzyczała, usprawiedliwiał się, że przecież jest dorosły, a to nie bałagan, a jedynie artystyczny nieład. Tyle w temacie. Kontynuujac, miał zamiar spędzić resztę tygodnia na słodkim lenistwie, gdyż miał mieć wolne. Nie spodziewał się, że dziś o ósmej rano obudzi go telefon z wiadomościa, że na dwunasta ma być w pracy. Bez jakiekolwiek wytłumaczenia, wcześniejszej wiadomości, po prostu ma być i tyle. Mama mu wiele razy powtarzała, że wcale pracować nie musi, ona go nie zmusza, z ojcem maja wystarczajaco dużo pieniędzy na utrzymanie nastolatka, ale... Taki był Declan. Chciał się usamodzielnić i mieć swoje pieniadze, zreszta zbyt polubił mała cukiernię i staruszkę, która odwiedzała go we wtorki, aby nagle z tego zrezygnować.
Nawet, jeżeli mu się bardzo nie chciało i najchętniej, to dopiero o tej godzinie by się obudził, to i tak kilka minut przed dwunasta ubierał na siebie fartuszek z logo cukierni. Mimo porannej pobudki, miał dziś wyjatkowo dobry humor, choć szczerze, to miał go chyba zawsze. Rzadko kiedy można było spotkać Lanberry'ego smutnego, czy zdenerwowanego. W pewnym sensie była z niego zwykła kulka szczęścia, której trzeba dawać w zamian dużo miłości.
Latał między stolikami, rozdajac zamówienia, aż w końcu zamienił się ze swoja koleżanka na zmianie, aby stanać tym razem na kasie, aby je zbierać. Słyszac stukanie paznokci, od razu odwrócił się przodem, zamierzajac wypowiedzieć znana mu formułkę z niezwykle szerokim uśmiechem na twarzy. — Dzień dobry! Dziś polecamy zielona herbatę i... — zaczał, unoszac wzrok prosto na klienta i dziwnym trafem, się zaciał. Przez moment wstrzymał oddech, robiac się prawdopodobnie czerwony na policzkach i sam nie wiedział dlaczego; może to przez intensywny wzrok Edwarda, albo przez słabość to ładnych mężczyzn? Kto go tam wiedział. Był tylko głupim nastolatkiem. — I muffinki z czekolada — wydukał, zagryzajac zębami swoja dolna wargę i, nieprofesjonalnie, uciekał wzrok od Lee, za co pewnie dostałby niemały ochrzan, gdyby tylko jego szef był aktualnie w cukierni.
 
 
Edward Lee
[Usunięty]

Wysłany: 2017-06-28, 23:12   

W pewnym momencie westchnał. Przez te zapachy nawet zaczał się robić minimalnie głodny. Co jak co, ale kawy to by się napił. Na kawę zawsze jest odpowiednia pora, tym bardziej z jakimiś słodkimi dodatkami. Może rozmyśli się z pytania o pracę i tak po prostu zostanie tutaj, jak gdyby nigdy nic złoży zamówienie i sobie usiadzie pod jednym z okien? W San Diego dosyć często bywał w takich miejscach, więc może w Brentwood też powinien poszukać sobie jakiejś spokojnej miejscówki do saczenia goracych napojów? Kto wie, może to miejsce się do tego nada?
Wtedy właśnie odezwał się do niego dosyć młody chłopak. Przyjrzał mu się dokładniej, akurat wtedy, kiedy ten z jakiegoś powodu zaciał się w połowie zdania. Pierwsza jego myśla było to, że niesamowicie pasuje do tych wszystkich otaczajacych go słodkości. No ale… to pewnie dlatego, że był młody. Edward też w tym wieku był słodki!
Trochę zawiódł się na nim, że nie patrzył mu w oczy. Westchnał przez to ponownie, ale nie chciał pokazywać mu swojego niezadowolenia. Kiedy skończył mówić, rozejrzał się jeszcze raz po pomieszczeniu. Może praca tutaj nie będzie wcale taka zła?
Właściwie to… — zaczał, robiac jeszcze mała przerwę na to, aby jeszcze raz postukać paznokciami. Nagle dopadły go chwilowe przemyślenia na temat tego, czy aby na pewno potrzebuje jakiejkolwiek pracy. Ale tak – doskonale wiedział, że potrzebuje. I to cholernie. — Bardziej interesowałoby mnie, czy nie szukacie może kogoś do pomocy w cukierni. Co prawda nie mam kompletnie żadnego doświadczenia, ale szybko się uczę. — Na koniec posłał mu szczery uśmiech, żeby jakoś przekonać tego chłopaka do siebie i zwiększyć swoje szanse na dostanie tej durnej roboty. Po tym spojrzał jeszcze na jego etykietkę, znajdujaca się na fartuszku, aby dowiedzieć się jak ma na imię.
Ach, i jeszcze coś — odezwał się po chwili, majac nadzieję, że chociaż teraz zwróci na siebie jego większa uwagę. — Jak już ze mna rozmawiasz, to patrz mi w oczy, Declan. Tym bardziej, że jestem twoim klientem. W porzadku? — spytał nieco zgryźliwie, jak to miał w zwyczaju, kiedy coś go irytowało, ale żeby jakoś ukryć ten fakt, ponownie się uśmiechnał. Jak już zostało wspomniane – Edward jest niezwykle dumnym człowiekiem, a unikanie kontaktu wzrokowego uważał jako obrazę i niebranie swojego rozmówcy na poważnie, nieważne jaki powód miał do tego chłopak. Nie chciał jednak za bardzo go soba przytłoczyć, bo widział, że nieco się stresował. Może i mężczyzna bywał często wredny i bezpośredni, ale aż takim brutalem to nie był, żeby znęcać się nad biednymi nastolatkami w miejscu pracy.
 
 
Declan Lanberry
[Usunięty]

Wysłany: 2017-06-28, 23:51   

Słodkie, małe kawiarnie, czy w tym przypadku cukiernie, wraz z cudownymi zapachami były jedna z ulubionych rzeczy nastolatka. Zreszta, sama świadomość, że cudowne zapachy dochodza z ich kuchni, w której on sam nieraz piekł różne przysmaki, była jeszcze bardziej satysfakcjonujaca, a gdy tylko słyszał charakterystyczny dzwoneczek przy drzwiach i wyrazy twarzy klientów, jego humor poprawiał się od razu. Uważał, że każdy powinien mieć takie miejsce, gdzie mógłby się wyciszyć i zwyczajnie posiedzieć, a Mr Simms Sweet Shop było do tego idealne, również przez przytulne wnętrze. I, zdecydowanie, na kawę zawsze jest odpowiedni czas, powiedzmy sobie prawdę w oczy. Może Lanberry nie pił jej zbyt często, bo sama czarna była niedobra i gorzka, ale z mlekiem, cukrem i cynamonem była już w porzadku! On kochał wszelkie słodkie dodatki, wiec dziwić się, że dalej jego cukier jest w normie, a serce mu nie padło z ilości cukru, jaka w siebie codziennie wpaja. No i, że dalej jest kościsty jak szkielet.
Brunet zdawał sobie sprawę z tego, że w pewnym sensie pasuje do tego miejsca, nawet usłyszał to od kilku osób i prawdopodobnie to było jednym z powodów, dla których nosił na sobie pastelowe swetry. Aby wpasować się w miejsce jeszcze bardziej i sprawiać radość innym klientom, gdyż uśmiech zazwyczaj mu nie schodził z twarzy. Lubił sprawiać radość innym, dlatego nie wiedział, co się stało tym razem, nie wiedział dlaczego nagle przy Edwardzie musiał wstrzymać oddech i przekalkulować na szybko w myślach jaki właśnie mamy rok, jak się nazywa i co on tutaj w ogóle robi.
Oh — odparł tylko, słyszac słowa klienta i jedynie skinał lekko głowa. Co prawda, właściciel cukierni nie wspominał nic o potrzebnej załodze, ale tak właściwie... Nie mógł mówić od razu nie, tym bardziej, że nie ingerował zbytnio w techniczne sprawy miejsca pracy, bo był teoretycznie jeszcze nastolatkiem. — Wiesz... To znaczy, wie Pan, właściciel powinien niedługo przyjechać i może Pan poczekać, aby z nim porozmawiać — odpowiedział, trochę się jakajac, choć zazwyczaj nie miał z tym żadnego problemu. W sumie, nigdy nie miał z tym problemu. To był pierwszy raz, kiedykolwiek. — Ja nie jestem pewien, nie chcę wprowadzić w bład — wymamrotał jeszcze pod nosem, wycierajac dłonie w swój fartuszek i starał się pominać szczegół tego, że starszy mężczyzna właśnie spojrzał na jego plakietkę. Obawiał się najgorszego, a to właśnie nadchodziło! Uniósł głowę, patrzac prosto na twarz Lee i nie można powiedzieć, że jego buzi nie oblał jeszcze większy rumieniec. Poczuł wstyd i najchętniej to zapadłby się właśnie pod ziemię, albo upadł, aby tylko poprosić o wybaczenie i nie robić z siebie większego idioty, niż w tym momencie. — Oczywiście, oczywiście. Bardzo przepraszam, naprawdę, nie chciałem... — powiedział pospiesznie, tym razem patrzac prosto na twarz Edwarda i choć niesamowicie go to dekoncentrowało, to wiedział, że musi. Zazwyczaj nie lubił patrzeć ludziom w oczy, ale musiał spełniać zachcianki klientów w pracy i wiedział, że mężczyzna ma zreszta rację. Wymusił z siebie uśmiech, odwzajemniajac go mężczyźnie i westchnał cicho. — Może się Pan jednak skusi na muffinkę? — zapytał słodkim głosem, od razu żałujac, że nie ugryzł się w ten swój cholerny język.
 
 
Edward Lee
[Usunięty]

Wysłany: 2017-06-29, 02:52   

Jak nad tym głębiej się zastanawia, to wizja pracy w jakiejś niewymagajacej cukierni nie była aż taka zła… Co prawda nie będzie zarabiał kokosów, ale to wystarczy, aby pokazać się rodzicom od dobrej strony. Najpierw ogarnie poczatkowy zarobek, potem studia i wszystko jakoś się ułoży. Może nawet wróci do San Diego i znowu będzie miał dostęp do rodzinnych funduszy? Chociaż nie wykluczał także możliwości, że przywiaże się do tego małego miasteczka, do ich mieszkańców i coś sprawi, że to będzie miejsce, w którym będzie czuł się jak w domu. Na razie jednak nie chciał o tym myśleć. Jakoś… przerażała go ta wizja, że nie miałby wrócić do rodzinnego zgiełku. Nawet jeżeli wyglada, jakby niezbyt ruszała go rozłaka z rodzicami, to… w duszy nadal jest takim durnym nastolatkiem, który najchętniej chodziłby wszędzie z nimi za raczkę. Wiedział jednak, że to już jest ten wiek, kiedy nie wypada i trzeba wziać się za siebie, bo naprawdę skończy jako nieudacznik, co nieraz powtarzali mu rodzice. Powoli docierało do niego, że mieli rację. Ma dwadzieścia pięć lat i nigdy nie pracował, a ten chłopak na oko mógłby mieć jakieś osiemnaście lub dziewiętnaście i już dorabia sobie w cukierni. Dlaczego do tej pory nie zauważał swojej nieudolności?
Znaczy… jaka tam nieudolność! Po prostu nie wszyscy urodzili się w bogatej rodzinie. Co miał na to poradzić? Tak samo nie poradzi nic na to, że niektórzy mieszkaja w gorszych warunkach, jak pewnie Declan, którego życie zmusiło do pracy w takim wieku! No, i znów wracamy na ziemię.
Uśmiechnał się delikatnie na pomyłkę chłopaka, który chciał zwracać się do niego bez zwrotu „Pan”. Ten chłopak naprawdę w uroczy sposób popełnia błędy.
W porzadku, poczekam — odpowiedział życzliwie, chociaż w duszy niezbyt mu to pasowało. Jeszcze będzie musiał czekać na jakiegoś tam szefa, żeby ostatecznie porozmawiać z nim o przyjęciu do pracy? No i tak właściwie nic nie jest pewne… Co jeżeli straci tutaj tylko czas i wyjdzie z niczym?
Spokojnie, to nic takiego — spróbował uspokoić go słowami, bo zauważył, że chłopak naprawdę bardzo mocno się stresuje. Nie rozumiał tylko dlaczego… Declan wyczuł jego delikatne poddenerwowanie brakiem pracy i odbiera to w ten sposób, że to na niego jest zły? Przecież on wcale nie jest takim złym facetem, tym bardziej dla biednych, słodkich nastolatków, którzy kojarza mu się z zagubionymi owieczkami!
Chyba nie potrafię ci odmówić, tym bardziej, że jeszcze tu trochę posiedzę — rzucił, rozgladajac się dookoła za jakimś wolnym miejscem. Na szczęście jakieś tam wypatrzył, więc chociaż tyle dobrego. Po tym z powrotem spojrzał na chłopaka. — Do tego jeszcze czarna kawa. — Znowu na jego twarzy pojawił się niezmywalny uśmiech, którym tak lubił czasem poczarować specjalnie. Cóż, nie można było ukryć, że Eddie to cholerny narcyz i osobiście uważał swój uśmiech za piękny. Zreszta, w swoich oczach cały był piękny i mógłby przedstawić na to niezbite dowody!
A, no i możesz mówić mi na „ty” albo po imieniu, jak wolisz. Edward, Eddie, cokolwiek. Może dzięki temu przestaniesz się tak stresować? — Podłożył sobie dłoń pod głowę, uważnie wpatrujac się w Declana. Jeżeli znowu wystapi na jego twarzy zawstydzenie, to naprawdę chciałby to zobaczyć. To była zadziwiajaco słodka owieczka.
Zawsze wydawało mi się, że raczej pozytywnie wpływam na ludzi. Aż taki straszny jestem? — Przekrzywił głowę delikatnie w bok, robiac zawiedziona minę. Po chwili jednak cicho się zaśmiał i poszedł do wolnego stolika, który na szczęście był wystarczajaco blisko lady, aby móc dalej obserwować sobie chłopaka i prowadzić z nim ewentualna rozmowę.
 
 
Declan Lanberry
[Usunięty]

Wysłany: 2017-06-29, 13:11   

Declan uwielbiał pracę w cukierni, choć była, tak jak to określił Edddie, niewymagajaca. Z boku wszystko się tak wydawało, jednakże same bieganie pomiędzy tymi stolikami, użeranie się z niezadowolonymi wiecznie klientami i pieczenie ciasteczek czasami wchodziło już tak w skórę, że najchętniej dodałby do nich jakiejś trutki na szczury. On był nadal nastolatkiem, wiec miał wieczne pokłady energii i nie przeszkadzała mu ta praca ani trochę, a wręcz przeciwnie; czuł dziwne przywiazanie do tego miejsca. Owszem, nie było kokosów, ale zawsze były pieniadze i gdyby nie miał wsparcia od rodziców, to jakoś i tak dałby sobie radę z tych pieniędzy, które dostawał w cukierni. Momentami się natrafiało na różne napiwki, więc to jeszcze lepsze, a Declan nie mógł narzekać, gdyż przez jego ciagle szeroki uśmiech i uprzejmość ludzie lubili zostawiać mu trochę grosza do kieszeni.
Widać było, że ta dwójka tutaj jest całkowita inna. Nie znali się, ale młodszy raczej by nie myślał, że Edward jeszcze nigdy w życiu nie pracował. Obstawiał, że jest od niego starszy przynajmniej cztery lata, a co dopiero siedem, ale cóż... Po Azjatach nigdy nie dało się poznać wieku, zawsze byli przystojni i wiecznie młodzi. Lanberry momentami wydawał majatek (czyli trzy czwarte wypłaty) na ta koreańska pielęgnację i w sumie nie żałował, bo teraz jego skóra była przecudowna, wiec starał się nie myśleć, ile pieniędzy na to wszystko idzie. Chcesz być pięknym? To cierp.
On sam nie lubił swojej nieśmiałości i niezdarności. Może rzeczywiście niektórzy uważali to za coś uroczego, ale swoja droga dla Declana w pewnych momentach było to nieco męczace. Ludzie często powtarzali, że zachowuje się jak siedmiolatek, w uroczym znaczeniu tego słowa, ale on sam miał wahania, czy może nie powinien czegoś w końcu ze soba zrobić? Na pewno istniały jakieś grupy czy terapie dla takich ludzi, jak on. Być może miał jakieś schorzenie umysłowe, a nie taki sposób bycia, wszystko jest możliwe.
Słyszac słowa, że nic się nie stało, jedynie cicho odetchnał, a na jego ustach pojawił się lekki uśmiech. Nie chciał urazić klienta, a przede wszystkim sprawić, że ten poczułby obrazę, broń Boże! On po prostu... Się zawstydził. Nie mógł rozgryźć jeszcze dlaczego, ale zapewne spędzi nad tym cała noc, bo teraz to, co zdarzyło się w obecności Lee, nigdy wcześniej mu się nie zdarzyło w obecności innego mężczyzny, ani kobiety, al w obecności kobiet to głównie i tak czuł tylko przyjaźń, nic poza tym.
Już się robi — odparł cicho, kiwajac głowa i jedynie zapisał sobie zamówienie, aby się następnie odwrócić i zaczać parzyć kawę dla Edwarda, plus musiał chwilę poczekać, aż kolejna porcja muffinek pojawi się na ladzie, bo póki co wszystkie zeszły. A to, niestety oznaczało, że musiał się z powrotem odwrócić do starszego mężczyzny, napotykajac się na jego wzrok i... czarujacy uśmiech. Naprawdę, Declan prawdopodobnie w myślach już wzdychał do mężczyzny, a nawet jeżeli on był narcyzem, to miał absolutna rację.
W porzadku, Edward — zajaknał się lekko, powtarzajac jego imię i jedynie lekko się uśmiechnał, aż nie doszło do kwestii jego stresu, bo wtedy rzeczywiście, znów się zarumienił. Nie wiedział czemu, ale stresował się jak przed jakimś egzaminem, czy kiedy szykował się, aby rodzicom wyznać swoja orientację. — Nie, nie. Nie stresuję się, tylko... ugh — odparł nieco markotnie, bo jednak nie wiedział, jak mógłby się wytłumaczyć mężczyźnie. Nie stresuję się, po prostu twój urok mnie dekoncentruje? Błagam! Uratowała go jedynie Pani z zaplecza, wołajaca o babeczki, więc pospiesznie zabrał cała blachę, aby ja ustawić po swojej stronie lady i cicho syknał, gdy się oparzył od goraca; podmuchał na swój palec, unoszac wzrok na bruneta. — Nie jesteś, oczywiście, że nie. Mam tylko... Tak, mam zły dzień — uśmiechnał się krzywo, nakładajac babeczkę na wzorzysty talerzyk i również nalał kawy do filiżanki, zamierzajac się właśnie do wyjścia zza lady, aby podać zamówienie. Nie przewidział tylko, że podchodzac do stolika potknie się o nóżkę nie dostawionego krzesła, a muffinka mu wyleci z rak, podczas gdy kawa ożyje i wyleje się zarówno na stolik, jak i parę kropelek spadnie na spodnie Edwarda. — O Boże. Przepraszam — zaczał od razu, pospiesznie biorac serwetki, aby zaczać po sobie sprzatać. O mało nie wybil sobie zębów, ale... Życie musiało go naprawdę nienawidzić.
 
 
Edward Lee
[Usunięty]

Wysłany: 2017-06-29, 19:25   

Pewnie tylko z jego perspektywy wizja pracy w cukierni wydawała się Edwardowi przyjemna i niewymagajaca, ale po czasie i tak zaczałby narzekać, znajac jego lenistwo. Już samo to, jak teraz obserwuje biednego Declana, który niezwykle się stresuje i musi latać z jednego kata w kat… Cóż, jeżeli będzie chciał tu pracować, to z pewnościa będzie musiał zmienić swoje stare nawyki. Przeraża go sama wizja wczesnego wstawania, a co tu dopiero mówić o dobrym humorze, gdy będzie od rana miało się do czynienia z wybrzydzajacymi klientami!
W pewnym stopniu zaczał podziwiać tego chłopaka. Jeżeli dostanie pracę w tym miejscu, to z pewnościa będzie mógł się wiele od niego nauczyć i na pewno ten fakt wykorzysta. Miał także nadzieję, że jego dobry nastrój w pewnej mierze przeleje się na kapryśnego Edwarda, leczac przy tym jego nieopanowane humorki. Ach, wybiega za bardzo w przyszłość? Nie dostał jeszcze tej pracy, a on już wyobraża sobie siebie w fartuszku, zaciskajacego zęby lub zagryzajacego wewnętrzna stronę policzków, aby tylko utrzymać czarujacy uśmiech i nie odstraszyć klientów napadem złości. Ale no, cóż… Może był zbyt dużym optymista w tym momencie, ale naprawdę nie widział innej możliwości, jak dostanie tej pracy. Poza tym, to równałoby się z lepszym poznaniem Declana. Nie znał w tym mieście jeszcze nikogo konkretnego, więc każda znajomość może okazać mu się pomocna.
Co prawda Declan nie zawrócił Eddiemu w głowie tak bardzo, jak on temu chłopakowi, ale i tak w pewnym stopniu go zaintrygował. Był ładny, delikatny i nieśmiały. Bycie ładnym było wystarczajacym kryterium, aby wzbudzić zainteresowanie u Edwarda, nawet jeżeli przez to brzmi, jakby był płytki jak kałuża. W pewnym momencie jednak zaczał zastanawiać się, ile chłopak ma lat. Naprawdę nie wygladał na jakiegoś studenta, z całym szacunkiem, oczywiście. Edward nie może też zapominać tego, ile on sam już ma na karku. Nie wypada chyba próbować podrywać małolatów? Nawet jeżeli jego chęć powiedzenia „może w takim razie mógłbym jakoś polepszyć twój dzień?” była ogromna, to wolał trzymać język za zębami. Zreszta, miałby wrażenie, że przez to Declan rozpadłby mu się na kawałki i co by wtedy zrobił?
Skrzywił się delikatnie, kiedy zauważył, że chłopak oparzył się od goracej blachy. Był naprawdę rozkojarzony… Powiedział, że ma zły dzień, ale zaczynał mieć nieodparte wrażenie, że to właśnie Edward jest przyczyna takiego zachowania. W tym momencie jego skala pewności siebie i narcyzmu powinna wybuchnać jak za bardzo nadmuchany balonik. Nie mógł jednak powiedzieć, że mu się to nie podobało. Jeżeli faktycznie jest tak, jak wyobraża to sobie Eddie, to ogromnie się z tego faktu cieszył. Ciekawie będzie szwendać się u jego boku po tej cukierni i obserwować jego reakcje. Ciekawe jak się wytłumaczy, kiedy zły dzień zamieni się w złe tygodnie? Parsknał cicho śmiechem na swoje myśli.
Cały czas intensywnie wpatrywał się w chłopaka aż do momentu, w którym ten przygotował jego zamówienie i miał zamiar mu je dostarczyć. Posłał mu delikatny uśmiech, ale nie spodziewał się, że ten nagle się wywróci, wraz z jego zamówieniem. Otworzył nieco szerzej oczy, ale zamiast martwić się swoimi spodniami czy rozlana kawa, spojrzał na Declana.
Nic ci się nie stało? — spytał od razu, po czym wstał z krzesła. Zmierzył go wzrokiem, chcac wypatrzeć jakieś poszkodowane miejsca, ale nic nie udało mu się wyłapać. Nie był jednak pewien, czy sobie czegoś nie stłukł albo czy się nie poparzył. Cóż… nie lubił, kiedy innym ludziom dzieje się krzywda. Poza tym, niezbyt chciało mu się jeszcze jeździć z nim do szpitala. — Rany, naprawdę musisz się wyluzować, bo jeszcze trochę i się wykończysz, a będziesz mi potrzebny. — Zaśmiał się, rozgladajac się dookoła. No, uwagę innych to na pewno na siebie zwrócili. Nie przejał się tym jednak za bardzo i wział parę serwetek, aby pomóc wycierać mu stół. Po tym wział jeszcze kilka czystych i wytarł z wierzchu swoje spodnie. To nic, da je tylko do pral… Znaczy, wypierze i będa jak nowe. Taka miał przynajmniej nadzieję.
Spojrzał na chłopaka, opierajac dłonie o biodra, a uśmiech od razu pojawił mu się na twarzy.
Może jednak będę strasznym Edwardem i będę teraz wymagał za to rekompensaty? — Podniósł jedna brew do góry. Oczywiście miał przez to na myśli nic złego! Zabawnie jednak by było, gdyby o czymś złym pomyślał Declan. Ach, chyba musi przestać się tak nim bawić. — Mógłbyś szepnać o mnie parę dobrych słów szefowi i przekonać go, żebym dostał tę pracę. Nie wiem, co mógłbyś mu powiedzieć, ale liczę na twoja kreatywność — powiedział, rozwiewajac wszelkie watpliwości. Tak właściwie nie wiedział, czy cokolwiek, co powie Declan miałoby jakieś znaczenie w zwiazku z praca Edwarda w tym miejscu. Jeżeli ma z nim dobre stosunki, to kto wie? Może to nie jest wcale taki zły pomysł!
W porzadku? — spytał jeszcze, pozwalajac sobie na wyciagnięcie ręki i poczochranie chłopaka po włosach. Wiedział, że przez to ten zapewne poczuje się jeszcze bardziej niezręcznie, ale… czy Edward wygladał na takiego, który by się tym przejmował? Poza tym, polubił chyba takie zachowanie u Declana, po prostu.
 
 
Declan Lanberry
[Usunięty]

Wysłany: 2017-06-29, 22:16   

Dla ludzi z boku praca w cukierni/kawiarni/restauracji zawsze była czymś łatwym, dopóki tego nie doświadczyli na własnej skórze, samo zmienianie swoich nawyków było wyjatkowo trudne, aby tylko się przystosować do wnętrza. Declan po sobie wiedział, że wstawanie wcześnie rano jest katorga, kiedy zazwyczaj sypiasz smacznie do jedenastej i teraz dopiero się przyzwyczaił, głównie też dlatego, że w ciagu tygodnia również musiał się budzić w okolicach siódmej. Teraz może nie, bo w końcu doczekał się upragnionych wakacji, które w połowie mógł poświęcić na pracę, a w połowie na lenistwo, to watpił, że Edwardowi będzie łatwo przyzwyczaić się do tego życia. Ba, nikomu nie było łatwo, tym bardziej, jeśli swoja pierwsza pracę zaczyna się w wieku dwudziestu pięciu lat. Nie chciał go hejtować, czy oczerniać, broń Boże, nie był nawet pewien, ile mężczyzna ma lat, bo... cóż, nie interesowało go to, dopóki mu się nie spodobał. A z każda chwila uśmiech mężczyzny go rozbrajał i bardzo możliwe, że był w etapie powolnego palenia się od środka. Nie tylko ze wstydu.
Nastolatek bardzo chętnie pomógłby nowym osobom i je przeszkolił, ale jeśli chodziło o tego tutaj... Zapewne będzie robić wszystko, żeby tylko tego uniknać. Do tej pory zrobił już z siebie idiotę, a co dopiero później, gdy tylko ręce zaczna mu się trzaść w towarzystwie Lee. Nie raz słyszał, że jest dobrym, a nawet i wzorowym pracownikiem, więc mógł udzielić kilka rad mężczyźnie, ale to tylko i wyłacznie droga esemesowa, bo patrzac mu w oczy prędzej się zabije ze wstydu i zażenowania, naprawdę! A znajac siebie i własnego pecha, nowo poznany mężczyzna na pewno dostanie tutaj pracę, chociażby dzięki swojemu uśmiechowi. Szef cukierni nie wygladał na żadnego geja, ale jednak sam urok sprawiał, że pewnie Edward go nieźle oczaruje i mimo wcześniejszego braku doświadczenia, od razu dostanie tę pracę. Sam wiedział, jakie tiki testował na własnym szefie, te, które na pewno zadziałaja.
Całe szczęście, że Eddie jednak tego nie powiedział. Declan, choć wydawał się teraz zachowywać jak kompletny debil, który nigdy nie widział na oczy przystojnego mężczyzny, tak naprawdę był inny w towarzystwie swoich znajomych. Jeżeli usłyszałby takie słowa od mężczyzny, to z pewnościa by się zarumienił, albo cały spłonał, czy jak sam stwierdził, mógłby się zwyczajnie rozpaść. Nie miał pojęcia, czemu tak na niego działał, z pewnościa to wygoogluje tylko w wolnej chwili. Może da się na to leczyć? A może... moze to jakaś nerwica natręctw, albo było to całkowicie normalne, a on rzeczywiście był po prostu so much gay? Nie chciał sobie wyobrażać za dużo. Nie chciał robić sobie złudnej nadziei, co kiedyś już na swojej skórze poczuł; nie miał pojęcia, jakiej orientacji jest w ogóle Edward, ani czy w ogóle on sam mu się spodobał chociażby z wygladu, bo przez swoja prezentację nie liczył na żaden cud. A był słaby w odczytywaniu znaków, choć sam je wiecznie posyłał, często o tym nie wiedzac. Ha, i tak dodatkowo, w końcu siedem lat to nie tak dużo, tylko się tak zdaje!
Jak wyżej zostało wspomniane, zachowywał się jak totalny idiota, albo jak mały chłopczyk, który dopiero co nauczył się chodzić i trzymać rzeczy w raczkach, naprawdę. Jeżeli brunet miał plany, aby tylko się kręcić wokół nastolatka w cukierni i tym samym testować jego wytrzymałość i reakcję, to wolał się już zwolnić, albo zostać zwolniony, aby nie narażać się na kolejne wpadki. Najchętniej to by go zapewnił, że to wszystko jego wina i mógłby pójść być ładnym gdzieś indziej, ale nie chciał się aż tak przed nim upokarzać. Już teoretycznie go zignorował, obraził, oparzył się, a teraz oparzył jego i dosłownie padł na twarz przed nim. Boże, czy mogło być gorzej?
Tak mi głupio, jejku, przepraszam, naprawdę. Zrobię od nowa zamówienie, na koszt firmy, przysięgam... — zaczał pospiesznie, ignorujac to, czy cokolwiek mu się stało. Bardziej się interesował swoim klientem i przede wszystkim tym, czy właśnie połowa kawiarni się z niego nie śmieje, a filmik z jego niefortunnego upadku już kraży gdzieś na snapchacie. — Ah, nie, nic mi nie jest. Potrzebny? Do czego? — zmarszczył zabawnie swój nos, bo oho, na pewno nie miał zamiaru z nim gdzieś iść, albo robić czegokolwiek innego. Nie wiedział o co chodzi, ale... Troszeczkę się obawiał. Wytarł do konca stół, posyłajac porozumiewawcze spojrzenie swojej przyjaciółce i wrzucić papier do kosza, a potem odebrał od niej mopa, aby wytrzeć podłogę pod stolikiem i co najważniejsze, zebrać resztki muffinki. Szkoda mu się zrobiło tego ciasta. Przełknał cicho ślinę, noszac również nieco swoje brwi, ale w nieco inny sposób, niż sam Edward. Zdecydowanie mężczyzna powinien przestać się bawić biednym nastolatkiem, bo się jeszcze zamknie w sobie. Czy mógł już oficjalnie nosić tytuł królowej katastrofy, a jego theme song stanie się queen of disaster lany del rey?
Oh, w ten sposób. Uh, myślę, że mogę, tak, mogę to zrobić. Nie musisz się martwić, jak tylko przyjdzie, to mu powiem... Przepraszam jeszcze raz, zaraz znów dostaniesz swoje zamówienie — wydukał, oczywiście się na to godzac i jedynie kiwnał głowa. Czujac, jak ten czochra jego włosy, automatycznie się zrobił cały czerwony i zabrał wszelkie śmieci, aby potem w tempie tysiaca kremówek uciec na zaplecze i schować się w szafie, a sam poprosił swoja znajoma, aby wykonała i podała zamówienie.
Gdy tylko w cukierni pojawił się właściciel, Declan od razu go poinformował o mężczyźnie, który czeka od jakiegoś czasu na niego w sprawie pracy. Rzecz jasna, jak obiecał, tak zrobił; powiedział mu, że się znaja i że jest naprawdę wart y zaufania, no i z pewnościa dorzucił parę miłych słówek, aby tylko Edward wiedział, że nie kłamał. A gdy obydwoje się zajęli rozmowa przy stoliku, nastolatek wrócił do pracy na kasie, ślac tylko malutki uśmiech Lee, aby chociaż troszkę mu odpuścił te wszystkie sytuacje.
 
 
Edward Lee
[Usunięty]

Wysłany: 2017-06-30, 17:33   

Miał mała nadzieję, że Declan w końcu się do niego przekona i przestanie tak nieustannie zawstydzać. Oczywiście, było to słodkie, ale nie obraziłby się, gdyby byli w stanie przeprowadzić jakaś mniej czy bardziej poważna rozmowę. Tym bardziej, że miał zamiar tu pracować. I jeszcze pozostawało pytanie, czy chłopak naprawdę będzie miał zamiar go unikać. Cóż… nie żeby Eddie nie szanował czyjegoś zdania i prywatności, ale po głębszym przemyśleniu raczej nie da mu tak łatwo od siebie uciec. Słodkościa ujał jego serce do tego stopnia, że byłby w stanie chodzić za nim krok w krok, zupełnie jak cień. No i poza tym… wspomniane już chyba zostało, że chciałby się od niego czegoś nauczyć, prawda? Dodatkowo jego charakter byłby jak lek na złe zachowanie Edwarda, którego raczej klienci doświadczyć by nie chcieli. No, jednogłośnie można stwierdzić, że mężczyzna w pracy będzie tego chłopaka po prostu potrzebował, czy ten tego chce czy nie.
Poza tym, chłopak powinien w końcu zrozumieć, że swoim zachowaniem i słodkim niezdarstwem wcale nie zraża do siebie Lee. Wprost przeciwnie. Dzięki temu mężczyzna chce ten fakt wykorzystywać ciagle i nieustannie patrzeć na tę zawstydzona posturę Declana, która aż roztapia jego serce i wprowadza w jakaś dziwna satysfakcję. Już chyba wiadomo, dlaczego nie poprosił o dodatkowo posłodzona kawę?
Wizja Declana, który staje się małym chłopczykiem w towarzystwie Edwarda, nie powinna nigdy zaistnieć. Trzeba gdzieś to zakopać w najczarniejsze zakamarki, żeby tylko nie pojawiło się w wyobraźni już i tak dziwnego Eddiego. Nie chciał dodatkowo robić z siebie jakiegoś fetyszystę, ale trzeba było przyznać… że faktycznie tak się zachowywał. Swoim słodkim niezdarstwem i wręcz niewinnym zachowaniem sprawiał takie wrażenie. Jeszcze trochę brakowało, a Edward zacznie traktować go w taki sposób, co byłoby chyba dla chłopaka jeszcze bardziej niezręczne.
Każdemu mogło się zdarzyć. Tym bardziej, że ty dzisiaj masz zły dzień, prawda? — spytał, specjalnie podkreślajac „zły dzień” z wiadomego powodu. Znowu się z nim droczył, ale miał nadzieję, że chłopak za bardzo tego nie wyczuje. Na jego twarz znów wtargnał uśmiech, chociaż pewnie przy nim i tak już szczerzy się bez przerwy. Może to on powinien zaczać się leczyć, a nie sam Lanberry?
Nieco odetchnał, słyszac, że Declanowi nic się nie stało. Nie zdziwiłby się, gdyby teraz poszedł na zaplecze i wrócił z krwawiacym palcem, znajac jego dzisiejsze roztrzepanie. Może to był dobry powód, aby w przyszłości tym bardziej nie opuszczać go nawet na krok? Edward już się nim zaopiekuje i nie dopuści do tego, żeby stała się jakakolwiek krzywda tej niewinnej owieczce!
Rzucił jeszcze tylko krótkie „świetnie”, kiedy chłopak zgodził się na jego propozycję rekompensaty. W tym momencie jego szansa na dostanie pracy z pewnościa wzrosła, przez co może być mu jedynie wdzięczny. Oczywiście, nie musiał tego robić, ale Edward chyba już podświadomie zaczał sobie wmawiać, że Declan jednak w jakimś stopniu by chciał, aby mu tutaj towarzyszył. No bo, naprawdę… nie odczuwałby chociaż minimalnej ekscytacji przez częstsza możliwość rozmowy z nim? Chociażby minimalna? Już Eddie sam się o tym przekona i przy okazji przekona też Declana, że jego towarzystwo nie będzie wcale takie przytłaczajace, jak mu się teraz wydaje.
Miał jeszcze chwilę na mentalne przygotowanie się do rozmowy z szefem i z ułożeniem sobie paru regułek w głowie, aby wypaść jak najlepiej. Na pewno poszłoby mu lepiej, gdyby nie musiał stawiać na improwizację. No, ale najwidoczniej nie było wszystko stracone, bo szef nie okazał się wyjatkowo wymagajacy i najwidoczniej te dobre słowa ze strony Declana o Edwardzie też pomogły ze względu na to, że chłopak jest uważany za wzorowego i zaufanego pracownika. Lee nie oszczędził także mężczyźnie swojej jakże poruszajacej historii o tym, że zaczyna dopiero życie w nowym mieście i dlatego jakieś zajęcie by mu się przydało. Oczywiście nie wspominał o tym, że będzie pracował pierwszy raz w życiu, bo wtedy z pewnościa byłoby pozamiatane.
Ostatecznie mężczyzna uległ i zaproponował tydzień na dostarczenie wymaganych dokumentów i przez ten tydzień będzie także na okresie próbnym. Więc no… jeszcze wiwatować nie mógł, ale to już jest jakiś postęp!
Po skończonej rozmowie od razu odnalazł wzrokiem Declana i oczywiście posłał mu promienny uśmiech. Ustawił grzecznie pusta filiżankę na talerzu od ciasta, po czym podszedł do niego z naczyniami, aby już nie musiał się gimnastykować, żeby bezpiecznie dotrzeć do stołu. Jeszcze by się połamał i co wtedy?
Dziękuję, że się dla mnie tak postarałeś — zaczał, odkładajac naczynia na ladę. Po tym przeniósł na niego wzrok i postukał parę razy paznokciami o blat, zastanawiajac się, jak powinien dobrać do siebie słowa. — Mam nadzieję, że będzie nam się razem dobrze pracowało — odezwał się w końcu, chcac tymi słowami specjalnie wytracić go z równowagi. Na dodatek posłał mu swój uśmiech, którego nie mógł mu oszczędzić. Rzucił tylko krótkim „do zobaczenia”, żeby już przestać przytłaczać swoja obecnościa biednego Declana, po czym poszedł w stronę wyjścia z cukierni. Teraz kompletnie nie żałował, że wcześniej dziwnym trafem rzucił mu się w oczy akurat ten szyld i że jednak postanowił spróbować swoich sił w tym miejscu.

[z/t]
 
 
Declan Lanberry
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-02, 01:30   



Oficjalnie, niezaprzeczalnie mógł powiedzieć, że życie sobie z niego drwiło. Drwiło tak bardzo, że to było zwyczajnie przykre i sam nie wiedział, co powinien z tym zrobić. Mógł tylko wzruszyć ramionami i rzucić się pod pociag, albo z mostu, ewentualnie stawić czoła wszystkiemu, co musiał, ale każdy wie, że był na to za duża kluska. Był zbyt nieśmiały i mało odważny, aby to zrobić, więc przyszło mu już tak żyć. Jedyny plus był w tym, że może dostanie więcej wolnego i mógł się przynajmniej wyżalić do Theo, ale dalej bił się z myślami. W końcu, zachował się jak kompletny debil, a teraz przyszło Edwardowi tutaj pracować. Może trochę przesada jest to, jak mówił, że ma ogromnego pecha przez ta sytuację, ale cały zbiór porażek z jego życia wołał o pomstę do nieba, czasami tak bywało. Dzień, kiedy wrócił po pracy do domu, spędził głównie leżac w łóżku i zastanawiajac się, co powinien powiedzieć, kiedy spotka znów Azjatę. Może udawać, że go nie zna, albo go przytulić, albo napisać mowę przeprosinowa, albo... Bullshit, prawdopodobnie zapadnie się znów pod ziemię i nie wydusi z siebie słowa, lub będzie się jakał jak ostatnia jakała, której potrzebny jest logopeda w trybie natychmiastowym. Z kolei dostał pochwałę od szefa i mała podwyżkę, za polecenie mu tego pracownika, bo podobno po samej rozmowie wywnioskował, że Lee jest godny zaufania. Biedny Declan zaczał mieć przez to lekkie wyrzuty sumienia, że tak szefowi nakłamał, więc miał tylko nadzieję, iż jego nowy obiekt westchnień naprawdę będzie się nadawał do pracy, bo w przeciwnym razie oboje wyleca. A tego nie chciał żaden z nich.
Miał nadzieję, że teraz nie wyladuje na zmianie z nowym pracownikiem. Rano mógł się wyspać, zjeść porzadne śniadanie (przygotowane przez mamę, ale co z tego?) i jeszcze się nad soba chwilę poużalać, a potem wybrać do cukierni, gdyż miał na popołudniowa zmianę. Ostatnimi dniami jego nastroje się nieźle wahały, zupełnie, jak kobiecie w ciaży, albo jakby miał okres. Swoja droga, bardzo się cieszył, że mężczyzn nie dotyczyła ta comiesięczna katorga, bo doskonale siebie znał i wiedział, że jest na to za delikatny. Zreszta, Lanberry był prawdopodobnie za delikatny na wszelki ból, jaki tylko go dotykał. Pamiętał, jak bardzo się cieszył, gdy był po raz ostatni na szczepionce chwilę po osiemnastych urodzinach. Bał się straszliwie igieł i cóż, na pobieranie krwi też nie miał zamiaru prędko się wybrać. Przyjaciele się momentami z niego naśmiewali, że naprawdę się zachowuje jak typowy gej, ale on po prostu miał taki sposób bycia. Był uroczy, niezdarny, nieśmiały i momentami tak słodki, że aż chciało się wymiotować, ale gdyby tylko mógł, od razu by to zmienił. Nienawidził swoich rumieńców.
Po przekroczeniu progu cukierni uśmiechnał się szeroko do klientów oraz do przyjaciółki, która właśnie miał zmienić i przeprowadził krótka rozmowę z znanym klientem, aby następnie pójść się przebrać. Miał dziś naprawdę dobry humor; tak dobry, jak zawsze, albo i lepszy. Na jego ustach ciagle widniał uśmiech i chyba nie przewidywał, aby to miało się zmienić, a przynajmniej nie wział pod uwagę pewnych okoliczności. Na przykład tego, że szef do niego zadzwoni, powiadomi go, że to mu przydziela przeszkolenie Edwarda i, że ma się zachować wzorowo, oraz, że liczy na niego i ma nadzieję, że go nie zawiedzie. Co miał teraz zrobić biedny nastolatek? Miał ochotę zaczać walić głowa w ścianę. Dlatego, gdy tylko wrzucił telefon do kieszeni spodni i zawiazał swój fartuszek, oparł czoło o ścianę na zapleczu. Miał jeszcze parę minut do pełnej godziny, w której powinien zaczać swoja zmianę i ciężko westchnał, czujac zimna ścianę na skórze twarzy.
Życie mnie nienawidzi — mruknał pod nosem, trochę zbyt głośno i lekko przybił czoło ścianie.
 
 
Edward Lee
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-02, 16:21   

#2 + ubranie

Odwiedzenie cukierni Mr Simms Sweet Shop mógł uznać za swój pierwszy sukces, jaki odniósł w tym mieście. Miał także nadzieję, że tych sukcesów z czasem będzie więcej. Co prawda nie jest jeszcze pewne to, czy aby na pewno dostanie tę pracę, ale nie mógł się powstrzymać i już poinformował rodziców. Chciał po prostu pochwalić się, że jednak potrafi wziać życie w swoje ręce i nie musi mu w tym kompletnie nikt pomagać! Co prawda pomógł mu Declan, którego właściwie o to poprosił, ale… to się nie liczyło. Bardziej chodzi tu o to, że nie załatwił tego pieniędzmi, tak jak miał w zwyczaju załatwiać wszystko, kiedy był jeszcze w San Diego.
Rodzice oczywiście ucieszyli się z wiadomości, bo chyba już naprawdę tracili wiarę w swojego syna i mieli wrażenie, że po jakimś czasie ten i tak zadzwoni z podkulonym ogonem, proszac o pieniadze na powrót. Cóż… nikogo by to raczej nie zdziwiło, w tym samego Edwarda, ale naprawdę można by było uwierzyć w niego chociaż troszeczkę! Lee uwierzył w swoje umiejętności i odważył się ubiegać o pracę, więc wszystko jest możliwe, prawda?
No i jeszcze pozostawała sprawa z Declanem. Nie wiedział, czy brał tego chłopaka na poważnie czy raczej zależało mu jedynie na uprzykrzaniu mu życia, aby podziwiać jego urocze reakcje. Nie ukrywał faktu, że… delikatnie się nim bawił. Trudno jednak stwierdzić, czy oczekiwał czegoś od niego, nawet jeżeli jego zachowanie mogłoby na to wskazywać. Póki co nie porozmawiali zbyt wiele, więc wszystko jeszcze przed nimi. Po jednym spotkaniu raczej trudno wyciagnać jakiekolwiek wnioski, więc nad ich relacja Eddie zastanowi się dopiero za jakiś czas. Miał jednak nadzieję, że Declan póki co nie wyobrażał sobie zbyt wiele od strony mężczyzny.
Do pracy udało mu się wstać stosunkowo wcześnie, jak na standardy Edwarda. Co prawda był delikatnie wykończony, bo jednak nie jest przyzwyczajany do wstawiania przed jedenasta, dlatego nie mogło obyć się to bez odpowiednio mocnej kawy, która od razu postawiła go na nogi. Potem przyszło mu się ubrać, a on tak przejał się ta praca, że aż nie wiedział, w co powinien się ubrać. Z jednej strony chciał zarzucić coś eleganckiego, ale potem, gdy przejrzał się w lustrze… Nie, to był zły pomysł. Cukiernia kojarzyła mu się z przyjazna, delikatna atmosfera, a nie ze spotkaniem biznesowym, a on właśnie w ten sposób do tego podchodził. Postawił zatem na coś luźnego, żeby ciuchy dodatkowo nie krępowały jego ruchów. Odetchnał, kiedy okazało się, że już wszystko jest gotowe i może w spokoju wyjść do pracy. Wział jeszcze ze soba potrzebne dokumenty, których część udało mu się załatwić już teraz. Cóż, naprawdę się starał.
Do cukierni wszedł w dobrym nastroju. Nawet przez chwilę pogwizdywał, wchodzac do środka. Nie rozgladał się jednak po klientach, bo wolał nie przypominać sobie, że jego praca będzie polegać także na komunikacji z nimi. Od razu udał się na zaplecze, próbujac przy okazji odnaleźć Declana. Uśmiechnał się, kiedy w końcu go zauważył.
Jak się dzisiaj czuje mój ulubiony sprzedawca? — spytał, przechodzac obok niego. Oczywiście doskonale pamiętał, kto będzie musiał go uczyć i przebywać z nim przez cały ten czas, a to tylko jeszcze bardziej go cieszyło.
Założył na siebie fartuszek i umył dłonie, a uśmiech cały czas nie schodził mu z twarzy. To na pewno będzie niezmiernie interesujacy dzień. Miał tylko nadzieję, że dzięki temu polepszy się jego relacja z Declanem, a nie pogorszy.
Nie muszę ci chyba przypominać, że nie umiem kompletnie nic, więc będziesz musiał uczyć mnie wszystkiego od podstaw? — spytał, specjalnie go uświadamiajac na wypadek, gdyby przyszło mu już o tym zapomnieć. Trochę bawił go fakt, że będzie pouczał go chłopak młodszy od niego, ale… no, od czegoś trzeba zaczać i nic na to nie poradzi. Lekko drażniło to jego dumę, ale słodkiej owieczce chyba nie mógł mieć tego za złe, tym bardziej, że to nie jego wina.
Od czego zaczynamy, panie nauczycielu? — zwrócił się do niego, odwracajac się w jego stronę i oczywiście posyłajac mu uśmiech.
 
 
Declan Lanberry
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-03, 12:30   

Sam nastolatek niesamowicie się cieszył, że teraz do cukierni został przyjęty nowy pracownik, bo to oznaczało, że na okres wakacyjny może dostanie troszkę więcej wolnego, a to jak najbardziej mu pasowało. Może nie planował jakichś wyjazdów, ale za to chciał po prostu poleżeć do góry brzuchem. Sam nie wiedział, dlaczego tak reagował na Edwarda; może to przez ta azjatycka urodę, a może to ten mężczyzna miał coś takiego specyficznego w sobie, co zarazem przyciagało i odciagało od niego Declana? Gdyby tylko potrafił to wytłumaczyć, albo w jakikolwiek sposób zahamować całe to swoje zachowanie w towarzystwie Lee, to by to zrobił. Teoretycznie, sam sobie zaszkodził polecajac mężczyznę szefowi, bo pewnie dlatego właśnie mu przydzielił szkolenie. Skoro się znali, to na pewno go posłucha i tak dalej, więc Lanberry sobie sam robił pod górkę, niestety. Pocieszał się tylko tym, że powie mu co i jak, pokaże, a potem się zwolni, bo umarł mu szczur i zakopie się pod kołdra, żrac pizzę. Może też obejrzy coś na netflixie, bo skoro już rodzice co miesiac wydawali na portal ta dychę, to przynajmniej mógłby w końcu tego używać regularnie, a nie tylko żeby fejmić, że ma, co nie?
Młodszy chłopak jeszcze nie zauważył tego, w jak zabawny sposób Edward mógł się nim bawić. Skrycie liczył na to, że mężczyzna nie do końca zauważył jego reakcje, ale był głupi, bo go wszystko z daleka było już widoczne. Sam nie wiedział, na co do końca liczył; jednakże, nie był głupi. Miał świadomość tego, że Lee jest starszy, więc z pewnościa nie zainteresowałby się głupim nastolatkiem, a moze ma już w ogóle dziewczynę, czy tam żonę. Nie wyobrażał sobie tak naprawdę nic; pomimo jego wiecznego zadowolenia i uśmiechu na twarzy, watpił w siebie i dalej się obwiniał za to, co w ogóle zrobił zeszłym razem. Choć zapewnił go i Edward, i nawet Theo, że najwyraźniej nic takiego się nie stało, to on dalej sam nie wiedział, co zrobić. Dlatego chyba nie chciał do tego wracać i jedynie mógł pokładać nadzieję w mężczyźnie, że ten nie będzie chciał tego przywoływać i tym samym znów go zawstydzać.
Słyszać kroki na zapleczu, a następnie głos Edwarda, miał ochotę stamtad zwyczajnie wyjść, albo złożyć wypowiedzenie, no ale hej, musiał jakoś dać radę, prawda? Odwrócił się do mężczyżny, silac się na lekki uśmiech i zilustrował go wzrokiem, choć ba, nie powinien tego robić! Podciagnał jeszcze rękawy swojej dżinsowej koszuli, zanim zauważył, że Lee jest ubrany podobnie. Z tym, że nastolatek wolał zdecydowanie ciemne kolory i długie dżinsy, które zakrywały jego ciało w zupełności.
Ulubiony? — uniósł brew, chcac dopowiedzieć, że pewnie żadnych innych nie ma do wyboru, ale wolał tego nie robić, bo znajac jego nawet by się na to nie wysilił. Był zbyt nieśmiały, choć momentami zdecydowanie miał gadane i nie mo żna było mu tego zaprzeczyć. — Dobrze się czuję. A Ty, mój ulubiony... nie wiem, nieważne. Jak się czujesz? — spytał, spuszczajac nieco głowę, gdy zrozumiał, że znowu się zachował jak idiota. Najświętsza Maryjo i wszyscy święci, do cholery jasnej, za co? Co takiego zrobił? Miesiac temu nawet był w kościele, nie zasłużył na coś takiego! Sam poprawił swój fartuszek, aby następnie spojrzeć na Lee.
Tak myślałem. Kawę zaparzyć chyba potrafisz, co nie? Na poczatku nie będziesz piekł ciastek, jeśli w ogóle — odparł, uśmiechajac się nieco, aby w pewnym sensie go pocieszyć. Skoro Edward nie miał żadnej styczności wcześniej z praca, albo chociażby pieczeniem, to Lanberry miał naprawdę trudne zadanie do wykonania i czuł się, jakby w pewnym sensie za niego po prostu odpowiadał. Ha, zabawne! Osiemnastolatek za dwudziestopięciolatka? Plus, zdecydowanie nie mógł mieć mu tego za złe. On sam sobie takiego losu nie zgotował, choć bardzo możliwe, że tak. Edward akurat nie powinien się przejmować tym, że to Declan go wyzwie, bo akurat on nie miał zamiaru na niego krzyczeć, ani pouczać, nie tym razem. Ewentualnie załamie ręce.
Od... od kasy. Musisz się nauczyć podliczać zamówienia — wymamrotał, wychodzac pierwszy na zaplecze i jak powiedział, tak zrobił. Poprosił jeszcze Aaliyah, aby zajęła się klientami, a on sam stanał obok kasy, gestem ręki zapraszajac też Edwarda. — Zanim się nauczysz kodów na pamięć, to tutaj masz ściagę do zamówień. Musisz wklepać kod, jeśli chodzi o ciastka czy muffinki, to potem razy ilość — mruknał, powoli pokazujac mężczyźnie kroki na tej kasie i sam na przykładzie zrobił zamówienie, aby tamten miał świadomość. — I gotowe — skinał głowa, odrywajac paragon i zerknał na Edwarda, a widzac jego intensywny wzrok, jedynie zagryzł wargę, wracajac głowa do kasy. — Rozumiesz? — spytał trochę ciszej.
 
 
Edward Lee
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-05, 02:03   

W sumie, jakby tak dłużej się nad tym zastanowić, to Edward mógł szczerze stwierdzić, że Declan jest w jego typie. Zreszta… komu nie podobałoby się takie młode ciało? Jest szczupły, przesłodki, uroczy i delikatny, a jego charakter jeszcze bardziej to uwydatnia. Gdyby tylko nie był taki nieśmiały, to Lee z pewnościa by się nie krępował i nie byłby taki delikatny w rozmowie, a już na pewno nie traciliby na nia dłużej czasu. Cóż, Edward taki właśnie był. Jednakże w towarzystwie Declana chciał przystopować z takim zachowaniem, żeby nie wystraszyć go jeszcze bardziej. Już wystarczy mu samo wrażenie, że gdyby tylko go dotknał, chociażby palcem w ramię, to ten dosłownie by pękł jak bańka mydlana. Tego jednak… wolał uniknać. Znacznie lepszym rozwiazaniem wydaje się pozwolenie na rozwój tej relacji swoim tempem i – kto wie – może dzięki temu przerodzi się to kiedyś w coś głębszego? Nikt chyba narzekać w takiej sytuacji nie będzie!
Sam Edward poczatkowo niezbyt zwrócił uwagę na to, że Declan także jest ubrany w dżinsowa kurtkę, ale musiał przyznać, że to ciekawy zbieg okoliczności. Oczywiście już w głowie ułożył sobie kolejne zawstydzajace słowa, przez które zapewne ponownie speszy się chłopak, ale o to właśnie chodziło Eddiemu. Naprawdę… stajesz się bardzo złym człowiekiem, Edwardzie.
Uśmiechnał się, jednocześnie nie mogac wyjść z podziwu, że Lanberry zdobył się na to, aby odpowiedzieć na jego zaczepkę i to w dodatku w taki sposób. Czyżby nabrał minimalnej pewności siebie? Miał nadzieję, że takich sytuacji będzie znacznie więcej, bo naprawdę mu się to spodobało. Nie miał jednak zamiaru zahaczać o ten fragment jego wypowiedzi, aby jednak aż tak bardzo go za każdym razem nie peszyć. Zostawi ten moment jedynie dla własnej wyobraźni.
Wiesz, praca w nowym miejscu i może tego po mnie nie widać, ale się stresowałem. Jakoś jednak stres mnie opuścił, kiedy cię zobaczy… — Odchrzaknał, ucinajac zdanie. Miał go już nie peszyć swoimi słowami i zachowaniem. Najwidoczniej już o tym zapomniał. — …kiedy się tutaj pojawiłem — poprawił się, chociaż chłopak na pewno wiedział, co chciał wcześniej powiedzieć. Nie uważał go za głupiutkiego nastolatka, więc z tym raczej nie miał problemu. Zakładał jednak, że Lanberry puści to mimo uszu i nie będzie się na ten temat za długo rozwodzić, a szkoda. Nie żeby nudził się rozmowami z nim – broń Boże! – uważał jednak, że niewinny flirt nikomu jeszcze nie zaszkodził, a może i by nawet chłopak nieco się przy tym rozluźnił. Nie będzie na to jednakże naciskał, oczywiście.
Z kawa powinienem sobie poradzić, ale z pieczeniem lepiej mnie nie łaczyć, bo to mieszanka wybuchowa. — Zaśmiał się cicho, chociaż mówił całkiem poważnie. Po prostu rozbawił go nieco dobór słów, bo przecież, hehe, taki zabawny jest, że aż śmiesza go własne żarciki! No, ale wizja jego samego przy okopconej kuchence z tym durnym uśmieszkiem wydawała się naprawdę komiczna. Ciekawe jak wtedy by się z tego wykręcił? Wolał jednak tego nie próbować, a przynajmniej nie pierwszego dnia w pracy, która i tak nadal była pod znakiem zapytania.
Kiwnał głowa Declanowi na znak, że dokładnie go słucha, po czym również wyszedł z zaplecza. Stanał przy nim, przez dłuższa chwilę wpatrujac się w niego, zamiast kasę, która przecież musiał jakoś ogarnać. Bardziej jednak interesowała go ekspresja chłopaka i ruch jego ust, kiedy tłumaczył mu to wszystko. W końcu oderwał od niego swój wzrok, aby leniwie i niechętnie przenieść go na jakieś mało interesujace cyferki. Specjalnie przysunał się do niego bardziej, udajac, że chce im się lepiej przyjrzeć, ale prawda była zupełnie inna… Chciał po prostu sprawdzić, jak pachnie Declan, nieważne jak dziwnie i strasznie to brzmi. Kto by tego nie zrobił albo nie zastanowiłby się nad tym przez chociażby chwilkę? Wiedział, że przyszedł tutaj czegoś się nauczyć, ale… chyba nawet obecność Lanberry’ego za bardzo go rozpraszała. A on się śmiał, że to chłopak będzie miał z tym problem.
Uch… — rzucił na wstępie, kiedy zapytał się go, czy wszystko zrozumiał. Podrapał się po głowie, chwilę się jeszcze namyślajac. — Nie wydaje się skomplikowane. Postaram się ciebie nie zawieźć — powiedział, uśmiechajac się i znowu czochrajac chłopaka po włosach. Miał takie urocze te włoski, że nie mógł się przed tym powstrzymać! Jednakże po tym odsunał się od niego delikatnie, aby nie osaczać go swoja obecnościa za bardzo. Naprawdę… czuł się, jakby oswajał jakieś dzikie zwierzatko, dlatego boi się każdego swojego ruchu, bo ten może okazać się być bolesnym w skutkach.
Wiesz, że w Korei panuje dziwna moda na to, że zakochane pary specjalnie ubieraja się w podobny do siebie sposób? Taka ciekawostka — rzucił niby to niespecjalnie, niby oderwanie z kontekstu, w dodatku wzruszył ramionami, ale oczywiście miał na myśli to, w co oni sa dzisiaj ubrani. Edward siedzi trochę w kulturze swojej rodziny, no bo jakby nie patrzeć, to właśnie stamtad pochodza jego rodzice, dziadkowie i tak dalej, więc wypadałoby co nieco wiedzieć. Ten fakt akurat wydał mu się niemożliwie intrygujacy, więc nie mógł się powstrzymać przed podzieleniem się tym z chłopakiem. Co zrobi z tym faktem, to już jego sprawa. Miał jednak nadzieję, że zrozumie tę delikatna aluzję.
Ile masz lat? — spytał, jakby specjalnie chcac podtrzymać „rozmowę” z nim. Nie chciało mu się pracować, poza tym o pracy w jego towarzystwie zapominał. Watpił, że dzisiaj się na niej skupi, no chyba, że sam Declan go do niej zagoni, ale na razie mu się do niej nie śpieszyło. Poza tym, to jego pierwszy dzień – trzeba wybaczyć mu to roztargnienie!
 
 
Declan Lanberry
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-05, 23:25   

Declan w życiu by nie pomyślał, że ktoś tak twierdzi o jego ciele. Raczej mu się wydawało, że nikt na niego nie spojrzy w inny sposób, niż na przyjaciela. Ba, on nawet tego był pewien. Wydawało mu się, że jest za chudy, jego twarz mimo wielu starań wcale nie jest tak gładka, jakby tego chciał, a lekkie pryszcze odrażaja każdego, kto tylko na niego spojrzy. Najbardziej lubił swoje włosy, które chyba były jedynym atutem, nie mógł sobie sam zaprzeczyć, ze coś z nimi jest nie tak, zwyczajnie je uwielbiał. Jego przyjaciele mu momentami powtarzali, że nie ma się czym przejmować, bo jest uroczy i z pewnościa w końcu znajdzie sobie druga połówkę, ale Lanberry sam nie wiedział, co powinien myśleć; jadł, ale schudł, stosował maseczki, ale jego skóra się nie poprawiła i nawet na chwilę przestał się uśmiechać, ale jego dołeczki też nie zniknęły. Nie wiedział, od czego zależy to wszystko; może powinien iść do fryzjera, zafarbować się na czarno, pomalować oczy eyelinerem, nałożyć podkład i wtedy coś by się zmieniło? Ktoś by na niego spojrzał, bo w końcu zakryłby swoja delikatna urodę? Podobno metamorfoza się przyda każdemu. A co do ich relacji - Declan może i był jedynie niezdarnym nastolatkiem, ale jednak flirtowanie i zadziorne teksty nie były mu obce. Co prawda, na żywo raczej nie miał jeszcze takiej sytuacji, a jedynie przez Internet, gdy wypił o dwie lampki wina za dużo i zbładził na stronach, no ale! Niestety, gdyby pewnie usłyszał cokolwiek w tym stylu od Edwarda, jego serce by się na moment zatrzymało, a on byłby cały czerwony. Nie spieszyło mu się, zreszta nie liczył wcale na wiele, dlatego... Chyba raczej pozostało się rozwijać temu, co było między nimi, albo co będzie.
Cóż, nastolatek z dnia na dzień nie odzyskał pewności siebie, ale przez rozmowę z Theo i wymienione smsy ze swoja siostra, która jedynie znów go nieco zdenerwowała wiedział, ze powinien nieco wyluzować. Nadal nie potrafił zastopować swoich rekacji przed Lee, ale przynajmniej powoli wychodziły mu jakieś odzywki, a to chyba dobrze? Skoro mieli ze soba pracować, to jasnowłosy musiał się nauczyć funkcjonować w obecności starszego mężczyźny, bo nic by z tego nie wynikło, a on i tak miał już wystarczajace problemy z koncentracja.
Nie, nie. To zrozumiałe, że się stresowałeś, przed rozpoczęciem nowej pracy zawsze tak jest, zreszta nawet jak nie nowej to czasami też tak bywa...— zaczał szybko, jednakże zaciał się gdzieś w połowie zdania, słyszac słowa mężczyzny. Oczywiście, tamten się zaraz poprawił, ale Lanberry wiedział, co chciał powiedzieć, a może to jego wyobraźnia już płatała mu takie figle i zwyczajnie sie mu przesłyszało? Tak czy siak, niekontrolowanie wbił zęby w swoja dolna wargę, a na jego policzkach pojawił się delikatny róż. Dopiero co rozmawiał z Reynoldsem, że musi się tego pozbyć jak najszybciej, ale chyba nowym, ulubionym zajęciem Lee stało się zawstydzanie osiemnastolatka. — Dasz radę — rzucił jeszcze pospiesznie, nie chcac zaczynać rozmowy, bo skończyłoby się tak, że zaraz przybrałby kolor dojrzałej wiśni. Na potwierdzenie jeszcze swoich słów, lekko się uśmiechnał, żeby też go zapewnić, że w niego wierzy, choć z ich dwojga, to na pewno Declan był tym, który się bardziej stresował.
Więc pieczenie zostanie pewnie dla mnie. Przekażę szefowi — wymamrotał, a słyszac śmiech ciemnowłosego sam się lekko uśmiechnał. Rzecz jasna, nie chciał, aby nowy pracownik puścił cukiernię z dymem. Co prawda, mógł on zawsze się nauczyć tej umiejętności, ale... Może to nie tutaj i nie teraz. Zreszta, ba! Declan też najczęściej się śmiał z własnych żartów i w sumie to był jedyna osoba, któa to robiła. Smutna prawda. — Będę musiał Ci powiedzieć też proporcję, ale to potem — dodał, zwilżajac wargi, aby potem przejść do tłumaczenia mu korzystania z kasy.
Czuł na sobie wzrok chłopaka i nieco go to dekoncetrowało. Wiedział, że może by sie zwyczajnie wydaje, albo po prostu ten zerka przez jego ramie, ale... Specjalnie starał się mniej poruszać ustami przy mówieniu, czujac zimny pot na plecach w obecności Lee. Nie wiedział, czy rzeczywiście się mężczyźnie podobał, czy może ten robił to specjalnie, aby się zabawić nastolatkiem, ale jedno było pewne; czujac, jak ich ramiona nieco o siebie ocieraja, wział wdech, wbijajac swój wzrok prosto w kasę. Nie domyślił się, że Eddie go chce powachać; nigdy nie myśłał nad tym. Co prawda, czasem, gdy się z kim przytulał ludzie mu mówili, że ładnie pachnie i to lawenda, ale nie interesowało go to zbytnio. Zapewne, aż do teraz, bo moze nie byłby w stanie zmienić wszystkiego dla tego mężczyzny, ale na pewno by się postarał o parę rzeczy.
Nie zawiedziesz — skomentował tylko, kręcac głowa. Czujac znów dłoń Edwarda w swoich włosach zmarszczył nos, odsuwajac się o krok i odruchowo je przeczesujac własnymi palcami. Nie przepadał, gdy ktoś ich dotykał, chyba, że to była zabawa kosmykami i sam na to pozwolił, ale teraz jakoś nie potrafił go za to ochrzanić. Tym bardziej, że wydawało się to wyjatkowo przyjemne, i chyba jego siostra miała rację z jakimś tam zauroczeniem. Z czym to się je?
Huh? — mruknał, na poczatku nie rozumiejac, o czym on mówi, aż spojrzał na kurtkę mężczyzny, a potem na swoja. — Ah, sugerujesz, że... Och, nie, nic. W sumie... fajny zwyczaj, chyba, tak myślę? — mruknał, gubiac się nieco w słowach i przeklnał siebie w myślach za to, czujac ponowne rumieńce na buzi. Oczywiście, że Eddiego to wszystko bawiło, a on biedny palił się ze wstydu! — Osiemnaście — dodał, słyszac pytanie i uniósł na niego wzrok. — A Ty? Ile masz lat? — uniósł lekko brew. sam będac ciekawy, ile jego nowy obiekt westchień liczy wiosen. Niby nie powinno się pytać o wiek, no ale... Edward sam zaczał, tak?
Musisz także zbierać zamówienia, no ale to wiesz, i... proporcje — przypomniał sobie, wymijajac mężczyznę i tracił niekontrolowanie jego dłoń swoja, aby podejść do miejsca, w którym zaparzało się kawy i herbaty. Jednakże, kolejny nieznaczny dotyk wpłynał na niego, przez co na poczatku nie potrafił z siebie wydusić słowa.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 5