Poprzedni temat «» Następny temat
Tarantino
Autor Wiadomość
Lucas Carter
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-25, 18:09   

Kiszki marsza mu grał i czuł jak brat się nad nim znęca - Tak! Niech będzie, byle szybko! - Chłopak własnie uświadomił sobie że nie jadł nic od jakichś 20 godzin. W pracy nie miał czasu, podczas snu też nie jadł. W końcu zamówili i czekali na realizację zamówienia. Piwko przyszło szybko. Zaczał saczyć. - Dobre, zimne... - zagadał. Nie był zbytnim smakoszem piwa. Wolał mocniejsze trunki. Piwo działa na nerki i wzmaga bieganie do toalety, ale nie było mu to straszne.
 
 
Jamie DeHavilland
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-26, 15:02   

Jamie nie jadł od rana nic, ale szybko stawał się głodny, zwłaszcza że jego posiłki nigdy nie były zbyt obfite. W ustach robiło mu się mokro na sama myśl o pizzy, która zamówili. W międzyczasie jednak przepłukiwał swoje usta piwem, które przyniesiono. Nie był fanem tego trunku, bo jeśli już to pił je tylko z sokiem, a tego tu nie serwowali.
Z sokiem byłoby dużo lepsze – powiedział, upijajac mały łyk. Orzeźwiło go to nieco. Czuł jak robi mu się chłodniej, co było bardzo zbawienne w ten ciepły dzień. Niemniej jednak nieprzyjemna goryczka pozostała na języku. – Wolę pić wino – odparł. Wydawało mu się nawet, że wino lepiej pasowałoby do pizzy.
 
 
Richard Ablett


Wysłany: 2017-09-19, 20:06   

ubiór (bez okularów)

Stał przed wejściem do włoskiej restauracji i co jakiś czas rozgladał się asekuracyjnie po otoczeniu, po czym zerkał na swój zegarek i za każdym czasem stwierdzał, że kolejna minuta, która minęła, przybliżyła go tym samym do godziny dziewiętnastej. W dłoni trzymał niewielki bukiet z mieszanych gerber. Różowe, żółte, pomarańczowe i czerwone kwiaty całkiem nieźle komponowały się z odrobina zieleni wpleciona w tę kompozycję. Na dodatek próbował ubrać się elegancko bez wbijania się w jeden z drogich garniturów, w których pokazywał się w pracy. Każdy, kto na niego zerknałby w tej momencie, szybko domyśliłby się powodu, dla którego sterczy w takim miejscu. Gołym okiem było widać, że umówił się na randkę. A teraz czekał na swa wybrankę i zdradzał po sobie coraz większe zdenerwowanie. Sam jest sobie poniekad winny, bo przyszedł kwadrans za wcześnie, a wszystko przez to, że panicznie bał się spóźnienia ze swojej strony.
Do tej pory nie wie, co go podkusiło, aby szukać kogoś dla siebie w internecie. Z poczatku podchodził do tego pomysłu dość sceptycznie, jednak te jego nieporadne poszukiwania w końcu przyniosły jakiś efekt. Przez ostatni miesiac dość często pisał z jedna kobieta. Kiedy tylko się okazało, że również mieszka w Brentwood, od razu wyszedł z propozycja spotkania. Miał jednak coraz więcej watpliwości, bo właściwie nie znał jej aż tak dobrze. Dopiero podczas tego oczekiwania zdał sobie sprawę ze swojej pewnej naiwności, bo ani nie zapytał swojej internetowej rozmówczyni o wiek, ani nie poprosił o zdjęcie. Nie chciał wyjść na nachalnego. Sam jednak już na poczatku znajomości przyznał się, że jest gościem po czterdziestce, rozwodnikiem, nawet wysłał swoje zdjęcie. Z ich rozmów wywnioskował jednak, iż ma do czynienia z kobieta dojrzała, ale wciaż pełna życia, a takiej osoby szukał.
Trwał w oczekiwaniu póki nie przystanęła przed nim młoda kobieta. Była to osoba w wieku zdecydowanie bardziej zbliżonym do wieku jego syna niż jego. Nic dziwnego, że Richard odrobinę się zdziwił, choć nie miał pewności, że to jest osoba, na która właśnie czekał. Chyba powinien był poprosić o zdjęcie albo umówić się na jakiś znak rozpoznawczy.
Emily? – spytał niepewnie, musiał przecież się upewnić, aby czasem nie popełnić tak okropnej gafy jak zaczepianie nieodpowiedniej osoby.
_________________
Jaka jest przyszłość?
To czysta kartka papieru, na której rysujemy kreski,
ale czasami osuwa nam się ręka i kreski nie wychodza tak,
jakbyśmy chcieli.
[Profil]
 
 
Latifa Rashid








26

reporterka

miłość tylko komplikuje

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, mav, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam





Wysłany: 2017-09-20, 19:45   
  

  
Latifa Rashid

  
life is either a daring adventure or nothing at all


Odkad Emily, przyjaciółka Latify, założyła sobie konto na portalu randkowym, spędzała całe dnie, piszac z przypadkowymi mężczyznami, umawiajac się na randki, a potem wypłakujac sobie oczy, bo "żaden z nich nie był tym jedynym". I choć Rashid cierpliwie znosiła jej gwałtowne zmiany nastrojów (potrafiła ćwierkać jak ptaszek i zachwycać się jakaś nowa znajomościa, a zaledwie kilka godzin później dzwonić z płaczem, bo okazywało się, że jakiś Travis czy inny Fabio zataił przed nia fakt, że był po trzech rozwodach i miał piatkę dzieci), w pewnym momencie jej cierpliwość obróciła się przeciwko niej. Ponieważ o ile poczatkowo służyła Emily jako osoba, na ramieniu której można się wypłakać oraz wyżalić, przyjaciółka przeszła sama siebie, kiedy poprosiła Latifę o to, aby stawiła się na jednej z zaplanowanych randek w jej imieniu, bo nie dopilnowała swojego grafiku i dopiero na kilka godzin przed faktem zorientowała się, że w tym samym czasie umówiła się na spotkanie z drugim, całkowicie innym mężczyzna.
Ty chyba sobie ze mnie żartujesz w tym momencie, wymamrotała Rashid, patrzac na koleżankę z niedowierzaniem. Ale okazało się, że nie. Wcale nie żartowała. I gdyby nie to, że Latifa niemalże poczuła się źle na myśl o mężczyźnie, z którym Emily pisała prawie od miesiaca oraz który miał zostać wystawiony dla jakiegoś typa spod ciemnej gwiazdy (ponoć już w pierwszym dniu znajomości pisał do Emily zbereźne wiadomości tekstowe i Latifa bardzo żałowała, że została poczęstowana tym faktem). Zgodziła się więc tylko dla niego. No i trochę z powodu poczucia winy, bo po tym, jak przyjaciółka została brutalnie rzucona przez swojego wieloletniego chłopaka, to Latifa namówiła ja do wzięcia sprawy w swoje ręce i założenia konta na portalu randkowym. Co, jak widać, niestety nie okazało się dobrym pomysłem.
Mimo że nigdy nie przywiazywała wagi do swojego wygladu zewnętrznego, tym razem pożyczyła od Maryam jakaś ładna, nie za bardzo elegancka sukienkę i nawet się pomalowała, żeby wygladać na starsza. Z pokazanego przez Emily zdjęcia wywnioskowała, że mężczyzna, z którym się umówiła, był od niej o wiele starszy i dojrzalszy, więc Latifa zrobiła wszystko, żeby nie wygladać przy nim zbyt młodo. Co, sadzac po niepewności oraz zaskoczeniu, które malowały się na jego twarzy, kiedy Latifa już znalazła się na miejscu i stanęła naprzeciwko niego, i tak na niewiele się zdało.
- To ja - przytaknęła, po czym posłała mu szeroki uśmiech. Miała nadzieję, że to przynajmniej w jednym procencie zrekompensuje mu rozczarowanie, które musiał odczuć w momencie, gdy zobaczył przed soba jakaś młoda siksę.
_________________
      wanderlust (n.) a strong desire or urge to travel and explore the world
[Profil]
 
 
Richard Ablett


Wysłany: 2017-09-22, 23:40   

Wpatrywanie się w druga osobę z pewnościa nie należało do najkulturalniejszych zachowań, jednak trudno było Richardowi odwrócić wzrok, kiedy czuł się całkowicie oszołomiony. Nawet wydukanie kobiecego imienia stanowiło niespodziewanie ogromne wyzwanie, ale była to już jakaś próba przełamania poczatkowej niezręczności. Cichy głosik z tyłu głowy podpowiadał mu, iż ta młoda kobieta nie może być ta, z która umówił się na randkę. To właśnie przez wzglad na jej wiek czuł, że to bardzo nieprawdopodobny scenariusz. Kobiety rzeczywiście szukaja starszych partnerów, ale nie aż tak starszych.
Odpowiedź twierdzaca mocno go zakłopotała. Stał jak kołek i przygladał się swojej towarzyszce, jednocześnie z każda kolejna chwila zwłoki ze swojej strony czujac się coraz bardziej głupio. Mógł uniknać całej sytuacji, gdyby po prostu spytał rozmówczynię z portalu randkowego o jej wiek. Najwidoczniej dżentelmeńskie wychowanie, jakie otrzymał, nie wpasowywało się w realia panujace w cyberprzestrzeni. Kobiet o wiek się nie pyta. Pytanie przedstawicielek płci pięknej o rok urodzenia jakoś nie przeszkadzało mu podczas rozmów kwalifikacyjnych w firmie, więc dlaczego podczas internetowej rozmowy uznał je za nieuprzejme?
Próbował odpowiedź na ten szeroki uśmiech, jednak nie wyszło mu to zbyt zgrabnie. Jeśli przed ujrzeniem swojej randki miał pełno watpliwości, teraz było ich jeszcze więcej, na dodatek bardziej drażniace. Wolał nie wyobrażać sobie, co może pomyśleć osoba przygladajac się im z boku.
Ja… – ledwo otworzył usta i już je zamknał, rzecz jasna wychodzac przez to na niezbyt elokwentnego jegomościa. Ale może to dobrze, że nie przyznał głośno, iż oczekiwał przynajmniej o dziesięć lat starszej damy. Chcac jakoś ratować sytuację dość gwałtownie wyciagnał bukiet przed siebie. – To dla ciebie – oznajmił niby spokojnie, jednak do jego głosu wdarła się nuta niepewności. W tej sytuacji nawet wręczenie kwiatów wyszło dość niezręcznie. Udało mu się wykrzesać jakiś entuzjazm w postaci subtelnego uśmiechu, wciaż jednak bardzo niepewnego, gdy kwiaty zostały przyjęte.
Teraz naprawdę się cieszył, że wybrał na miejsce spotkania tę włoska restaurację i postawił na mniej elegancki ubiór. I bukiet też nie był wielki czy uroczysty. Wszystko miało mieć niezobowiazujacy charakter. Dziwnie było wybrać się na kolację z dziewczyna w wieku zbliżonym do jego syna, ale niegrzecznie byłoby teraz uciec.
Może wejdziemy? – zaproponował w końcu. Dalsze stanie przed wejściem nie było dobrym pomysłem, ściagaliby tym tylko większa uwagę. Przez sama różnicę wieku mogli pewnie liczyć na spojrzenia innych gości tegoż przybytku. Niby czasy się zmieniaja, mimo to Richard i tak był zakłopotany.
Podszedł do drzwi i otworzył je przed swoja towarzyszka. Zaraz jednak przypomniał sobie, że przy wchodzeniu do obcego kobiecie miejsca powinien ja wprowadzić, aby mogła czuć się bezpiecznie. Kompletnie nie wiedział, która z postaw byłaby właściwa. Trudno, najwyżej zostanie przez kogoś zbesztany za brak manier.
_________________
Jaka jest przyszłość?
To czysta kartka papieru, na której rysujemy kreski,
ale czasami osuwa nam się ręka i kreski nie wychodza tak,
jakbyśmy chcieli.
[Profil]
 
 
Isolda Burgess


Wysłany: 2017-09-24, 23:33   
  

  
Isolda Burgess

  
i know your dirty secrets better than you do!


Po nakarmieniu swoich trzech grubych kocurów sowita porcja słoniny, Isolda postanowiła przejść się na spacer. Po tym jak podczas ostatniej wizyty lekarz zalecił jej więcej ruchu, starała się przynajmniej raz dziennie wychodzić na dłuższa, półgodzinna przechadzkę, co niby miało poprawić stan jej zdrowia fizycznego. Niestety takie wyprawy często kończyły się tym, że uszkodzona zostawała psychika Isoldy, która z roku na rok stawała się coraz bardziej krucha. Ale co poradzić, gdy żyło się w takich chorych, okropnych czasach?
Akurat przechodziła jakaś boczna uliczka, kiedy natrafiła na niecodzienny widok. Oto podstarzały, siwiejacy mężczyzna wręczał kwiaty jakiejś młodej, ostro wymalowanej dziewczynie. Widzac coś tak gorszacego, pani Burgess aż przystanęła nieopodal nich, aby wyrazić swoje głębokie niezadowolenie z zaistniałej sytuacji.
- Boże, co to za czasy! - jęknęła z boleścia. - Żeby stary chłop z dzieckiem na randki chadzał. Niewiarygodne, niewiarygodne - mówiac to, patrzyła na Richarda oraz Latifę tak, jak gdyby na Ziemię zesłał ich sam Szatan z misja zniszczenia ludzkości. Chwilę jeszcze pomlaskała, chwilę pokręciła głowa, aż ostatecznie odeszła, mamroczac coś o zdemoralizowanej młodzieży oraz dziadach, którym się w zadzie poprzewracało. Jak widać - zalecane przez lekarza spacerki wcale takie dobre nie były. Przynajmniej nie dla jej zdrowia umysłowego.

Komentarz Isoldy sprawia, że wiele znajdujacych się niedaleko ludzi patrzy na Richarda oraz Latifę ze zgorszeniem.
[Profil]
 
 
Latifa Rashid








26

reporterka

miłość tylko komplikuje

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, mav, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam





Wysłany: 2017-09-25, 02:10   
  

  
Latifa Rashid

  
life is either a daring adventure or nothing at all


Spodziewała się, że mężczyzna nie wyda na jej widok okrzyku radości ani nie posunie się do innej reakcji, która zdradzałaby jakieś pozytywne zaskoczenie. Ona została przygotowana na widok starszego faceta, z którym sama z siebie nigdy by się nie umówiła (i nie, nie o wiek się rozchodziło, lecz o tę ponoć brzydsza płeć, jaka kompletnie Rashid nie pociagała). On z kolei na pewno nie domyślał się, że stanie przed nim jakaś młodziutka dziewczyna. Nietęga mina Richarda jednak niespecjalnie Latifę zniechęcała. Pocieszała się faktem, że gdyby prawdziwa Emily dostapiła tego zaszczytu i faktycznie wzięła udział w zaplanowanej przez siebie randce, Ablett wcale nie byłby rozczarowany mniej, ponieważ dziewczyna, z która pisał, była tylko o trzy lata starsza.
- Nie tego się spodziewałeś - zauważyła, patrzac na niego łagodnie. Nie czuła zbulwersowania ani zakłopotania jego wyraźnym zdziwieniem. Ba, podejrzewała, że tak będzie. Mało który przyzwoity mężczyzna, szukajacy w internecie kogoś do trwałej relacji, a nie wyłacznie pojedynczego spotkania dażacego do wiadomego celu, byłby zadowolony, widzac przed soba dziewczynę w jej wieku. Spogladała więc na niego wyczekujaco z nadzieja, że dobre maniery nie zmusza go do zaprzeczania jej słowom. Byłoby bowiem o wiele prościej, gdyby Richard po prostu przyznał, że faktycznie spodziewał się kogoś w wieku zbliżonym do własnego. Wtedy żadne z nich nie musiałoby długo udawać zadowolenia z sytuacji, w jakiej się znaleźli.
Wyciagnęła dłonie po bukiet kolorowych kwiatów i chwyciła go nieporadnie. Nigdy przedtem nie otrzymała podobnego prezentu, więc nie miała pojęcia jak się zachować. Kobiety na filmach zawsze podnosiły kwiaty do góry i sprawdzały jak pachna, ale takie zachowanie zawsze wydawało się Latifie pretensjonalne i śmieszne.
- Dziękuję - odpowiedziała więc, zerkajac na bukiet tak, jak gdyby oczekiwała, że zaraz coś z niego wyskoczy i tym samym ukróci ich męki. Nic takiego jednak się nie stało, wobec czego Rashid rozgladnęła się dookoła z lekkim podenerwowaniem. Do diabła z toba, Emily, pomyślała z przekasem.
Kiwnęła głowa, gdy Richard zaproponował, aby weszli do środka. Wolała nie mówić zbyt wiele z obawy na to, że ze stresu palnie coś nieodpowiedniego, co wprowadzi pomiędzy ich dwójka niezręczna atmosferę. Niestety wygladało na to, że wcale nie musiała otwierać ust, aby tak się stało, bo zaraz przypałętało się jakieś parszywe babsko, które oczywiście nie mogło nie wyrazić swojej opinii na temat widoku spotkania dwóch ludzi w różnym wieku. Najwyraźniej bardzo bolało ja to, że podczas gdy ona pluła jadem na wszystkie strony, ktoś śmiał spędzać czas lepiej i spokojniej. Latifa szczerze nie znosiła ludzi, którzy wtracali się w nieswoje sprawy, w dodatku nie będac o to proszeni. Nic więc dziwnego, że pojawienie się kobiety wzbudziło w niej falę irytacji.
- A może zajęłaby się pani swoimi sprawami? - zaproponowała, mrużac oczy. Gdyby nie wpojony przez rodziców szacunek do starszych osób, pewnie nie zawahałaby się i uraczyła pania Isoldę jakimiś nieprzyjemnymi słowami. Niestety w miarę dobre wychowanie wcale nie ułatwiało Rashid życia. A szkoda. Może jeśli pokusiłaby się o jakieś szczere, wulgarne słowa, ta kobieta zastanowiłaby się, gdyby kolejnym razem zechciała wtracić się w czyjeś życie.
Od razu poczuła na sobie wzrok innych ludzi, którzy, zwabieni komentarzem Isoldy, przygladali się im z zaciekawieniem, a może nawet lekka przygana. Zacisnawszy zęby, Latifa spojrzała na zaangażowane osoby ze złościa.
- Chcieliby państwo coś dodać? Nie? Świetnie, a więc pozwólcie, że wrócimy do naszej randki - wymamrotała, po czym odwróciła się na pięcie i popatrzyła na Richarda. - No, to teraz wchodzimy - zarzadziła, a potem bojowym krokiem wkroczyła do restauracji przez przytrzymywane przez Richarda drzwi. Nagłe zainteresowanie ludzi zdenerwowało ja tak bardzo, że musiała mocniej zacisnać trzęsace się dłonie na bukiecie kwiatów oraz torebce, które dotychczas swobodnie trzymała.
_________________
      wanderlust (n.) a strong desire or urge to travel and explore the world
[Profil]
 
 
Richard Ablett


Wysłany: 2017-09-25, 08:09   

Przepraszam – wyrzucił z siebie bez większego zastanowienia, nawet nie przypuszczajac, że w ten sposób przyznaje się do swojego zaskoczenia balansujacego na granicy rozczarowania. Nie udało mu się ukryć swojego zdziwienia i to właśnie przez to było mu najbardziej głupio. Zbyt wiele założył, a przecież po to było całe to spotkanie, aby mógł skonfrontować swoje wyobrażenie Emily z rzeczywistościa. I sam jest sobie winny, że te dwa obrazki nijak się ze soba pokrywały. – Trochę mnie zaskoczyłaś, bo tak ładnie wygladasz – dodał żartobliwie, starajac się rozluźnić atmosferę, choć tak naprawdę trudno mu było ocenić atrakcyjność swojej młodej towarzyszki. Miał przed soba piękna dziewczynę, co do tego nie miał żadnych watpliwości, bo wzrok miał jeszcze całkiem dobry, jednak nie potrafił spojrzeć na nia tak, jak to mężczyźni maja w zwyczaju spogladać na kobiety, które pragna adorować.
Stopniowo zaczynał sobie jakoś radzić z zaistniała sytuacja. Jak zawsze zbyt mocno się przejmował, tak po prostu już miał, jakby ta cecha wpisana była gdzieś w jego DNA. A przecież to tylko randka i to o tak niezobowiazujacym charakterze, że aż można ja potraktować jako zwyczajne spotkanie. Tylko gryzło go to, dlaczego tak młoda osoba zechciała się z nim umówić. Dziwnie było przypuszczać, że o połowę młodsza dziewczyna może nim być zainteresowana. Już podczas pierwszej rozmowy szczerze wyznał, że szuka kobiety dojrzałej.
Pierwszy dylemat coraz bardziej narastajacy w głowie Richarda. Ma do czynienia z dziewczyna czy z młoda kobieta? Niby szczegół, a dla niego tak bardzo znaczacy. Jednak zastanawianie się nad tym w towarzystwie Emily byłoby mocno niegrzeczne, w końcu to jej ten dylemat dotyczył. Co jednak sprawia, że dziewczyna staje się nagle kobieta? Wydawało mu się, że zna odpowiedź. O dojrzałość chodziło, która w jego przekonaniu przychodziła z kolejnymi doświadczeniami życiowymi, a więc i z wiekiem.
Już było lepiej, bo wręczył w końcu bukiet. Nawet udało mu się nieco rozluźnić, więc jego uśmiech stał się nieco swobodniejszy. Ale musiał spełnić się jeden z czarnych scenariuszy i ktoś zwrócił uwagę na różnicę wieku obecna pomiędzy nim i jego towarzyszka. Komentarz ze strony starszej kobiety naprawdę mocno go dotknał, przez co zrobił się aż czerwony na twarzy ze wstydu. Nie zamierzał nic odpowiedzieć, zrobiła to za niego Emily. Dopiero jej wzburzenie uświadomiło mu, że dla niej to też może być kłopotliwe położenie. Nie zasłużyli na te nieprzychylne spojrzenia, nie zrobili przecież nic złego. I co ludziom do tego, kto i z kim chadza na randki?
Spojrzał na swoja towarzyszkę z niemałym podziwem i bardzo posłusznie wmaszerował za nia do środka. W lokalu właściwie nie wzbudzili aż tak wielkiej uwagi jak przed nim, choć kilka osób zajmujacych stoliki tuż przy wejściu zerkało na nich ciekawie. Jeszcze przed chwila zawstydzony Richard nagle poczuł przypływ pewności siebie (może niewielki, ale jednak). Pozwolił wybrać sobie stolik, jeden z tych na uboczu, i poprowadzić do niego Emily. Był bliski podejścia do krzesła i odsunięcia go od stolika specjalnie dla niej, jednak powstrzymał się w ostatniej chwili i uśmiechnał nieco zakłopotany. Koniec z sileniem się na dżentelmena, kiedy czuje się tak, jakby poznawał dziewczynę swojego syna a nie potencjalna partnerkę dla siebie. Nie wyobrażał sobie zasiaść przy stoliku w takiej atmosferze.
To dość dziwna randka – wyznał szczerze, ostatnie słowo podkreślajac cudzysłowem z palców nakreślonym w powietrzu. Oczami wyobraźni widział jak Quentin krzywi się na ten widok, a potem rzuca komentarzem, że ten młodzieżowy gest nie pasuje do starców i tak właściwie to wyszedł już z mody. – Może po prostu pomyślmy o tym wszystkim jak o spotkaniu zwykłych znajomych? – zaproponował otwarcie, po czym wyciagnał dłoń do dziewczyny. Jakoś nie pomyślał, że może ja tym urazić. Zmiana podejścia dobrze zrobi im obojgu. – Richard jestem – przedstawił się krótko z przyjaznym uśmiechem, tym gestem próbujac zaczać od nowa, tak po prostu.
_________________
Jaka jest przyszłość?
To czysta kartka papieru, na której rysujemy kreski,
ale czasami osuwa nam się ręka i kreski nie wychodza tak,
jakbyśmy chcieli.
[Profil]
 
 
Latifa Rashid








26

reporterka

miłość tylko komplikuje

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, mav, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam





Wysłany: 2017-09-26, 03:14   
  

  
Latifa Rashid

  
life is either a daring adventure or nothing at all


Wzruszyła ramionami, uśmiechajac się uspokajajaco. Nic takiego się nie stało. Stwierdziła tylko fakt, za który Richard wcale nie musiał przepraszać. Nawet nie dziwiła się jego reakcji. Fakt, czuła się niezręcznie, lecz wcale nie ze względu na jego zaskoczenie. Bardziej chodziło o wstyd zwiazany z kompletna dezorganizacja oraz nieodpowiedzialnościa przyjaciółki, której mimo wszystko zgodziła się pomóc. Gdyby patrzyła na te swoje randki chociażby odrobinę poważniej, nigdy nie doszłoby do takiej sytuacji.
Nie mogła powstrzymać się od uniesienia brwi i ostatecznie krótkiego śmiechu, kiedy Richard spróbował ratować sytuację wymyślonym na poczekaniu komplementem. Niedopasowany strój (Latifa naprawdę nie sadziła, że różnice w budowie pomiędzy nia a Maryam były aż tak drastyczne), wykonany na poczekaniu makijaż. Z pewnościa nie prezentowała się niczym milion funtów.
Nie za bardzo znała się na tym, co mogły myśleć jej heteroseksualne rówieśniczki, ale słyszała, że wiele z nich szukało partnera nawet w wieku Richarda, także chyba nie powinien być tym aż tak zdziwiony. Starsi mężczyźni przeważnie byli dojrzali umysłowo i wiedzieli czego chcieli - to wystarczało, aby dziewczyny w jej wieku zwracały na nich uwagę. Zwłaszcza, iż Latifa wychodziła z założenia, że większości dwudziestoletnich chłopaków brakowało rozsadku, chociaż oczywiście jej obserwacje były mocno okrojone oraz pobieżne.
Nie znosiła jednostek wtracajacych się w nieswoje sprawy. Nic więc dziwnego, że zareagowała na starsza pania oraz jej wzrokowych popleczników z takim zirytowaniem. Mało na świecie było spraw, które wymagały czyjejś uwagi? Głód, bieda, bezdomność, patologia, przemoc - wszystko to czekało na zainteresowanie ze strony gawiedzi. A jednak jakimś cudem ludzie woleli zajmować się czymś tak nieszkodliwym, jak spotkanie dwójki dorosłych, w pełni świadomych swoich czynów osób. Co było nie tak z tym światem?
Odetchnęła, kiedy wreszcie znaleźli się w środku. Przyjemny wystrój wnętrza od razu złagodził jej nerwy. Nawet uniosła kaciki ust do góry, gdy Richard dosadnie skomentował charakter ich spotkania. Istotnie randka była dziwna, choć z pewnościa dla Abletta z innych powodów, niż dla Latifii. On patrzył na tę sytuację przez pryzmat dzielacej ich różnicy wieku, która niektórym mogła wydawać się groteskowa. Rashid z kolei nie zwracała na to aż takiej uwagi. Bardziej nurtowało ja to, że oto znajdowała się przed mężczyzna, na temat którego nie wiedziała kompletnie nic, podajac się za jego randkę. Mimo wszystko, skinęła głowa, słyszac propozycję Richarda. Jeśli chciał spędzić ten czas właśnie w taki sposób, Latifa nie zamierzała oponować.
- W porzadku - zgodziła się spokojnym głosem. Nie tak to wszystko miało wygladać, ale pewnie ściagnęłaby na siebie podejrzenia, gdyby nalegała, aby spróbowali nadal traktować to spotkanie jako randkę. Wolała nie wystawiać siebie na pośmiewisko. W przeciwieństwie do Emily, miała resztki godności.
Kiedy wyciagnał w jej kierunku dłoń, uścisnęła ja ze zdecydowaniem. Przyjazny uśmiech Richarda utwierdził ja w przekonaniu, że miała do czynienia z człowiekiem, który był naprawdę w porzadku i aż poczuła się ze soba źle na myśl, iż zaraz zniszczy jego nadzieje zwiazane z randkowaniem online.
- Emm...ily? - wymamrotała na poczekaniu, jako że nie mogła zdecydować się odnośnie tego, czy powinna kontynuować grę, czy po prostu wyznać mężczyźnie prawdę. Ostatecznie jednak postanowiła zachować się w stosunku do niego fair, więc odchrzaknęła i poprawiła nerwowo włosy. - Nie, nie Emily. Jestem Latifa - przedstawiła się prędko, byle nie zmienić zdania. - Przyjaźnię się z Emily. Ona... nie mogła przyjść - jej zakończenie było niezbyt zgrabne, ale nie chciała wtajemniczać Richarda w szczegóły całego przedsięwzięcia. Byłoby jej głupio, gdyby musiała tłumaczyć się przed nim z chaotyczności przyjaciółki, która, jakby nie patrzeć, właśnie go wystawiła. Lepiej, żeby wyjaśnili to sobie sami.
_________________
      wanderlust (n.) a strong desire or urge to travel and explore the world
[Profil]
 
 
Richard Ablett


Wysłany: 2017-09-27, 18:35   

Wcale nie zraził go śmiech jego towarzyszki, nawet jeśli był to jedyny komentarz na komplement, który jej zaserwował, być może nawet niepotrzebnie. Przynajmniej ja rozbawił, dzięki czemu poczuł się odrobinę pewniej. I wcale nie skłamał, naprawdę uważał, że obecny wyglad dziewczyny można śmiało uznać za ładny. Jakoś nie dostrzegał tego, że sukienka była w jakikolwiek sposób niedopasowana, również nie miał pojęcia, że makijaż został zrobiony na szybko i tylko w celu nadania młodej twarzy dojrzałości. Był za to świadom tego, że kobiety wiele czasu i wysiłku wkładaja w to, aby dobrze wygladać, więc zaczał doceniać ich starania. Szkoda, że całe to uznanie przyszło za późno, kiedy już nie miał szansy okazać go swojej żonie.
Świat się zmieniał, stale popędzany do zmian przez ludzkość. Pojawiały się nowe idee czy tendencje, coś traciło popularność, coś stawało się modne. Richard przygladał się temu z boku i odpowiednim dystansem, aby nie dać się pochłonać temu szaleństwu. Choć nie osadzał innych mężczyzn, którzy preferowali zwiazki ze sporo młodszymi od siebie kobietami, on sam miał do takich relacji bardzo sceptyczny stosunek. Z drugiej strony zrażanie się do kogoś z racji samego wieku wydawało mu się bardzo niesprawiedliwie. Wybuchu prawdziwego uczucia różnica wieku z pewnościa nie powstrzyma. Dlatego zamierzał cieszyć się ta randka, nawet jeśli w wiedział, że raczej nic z tego nie będzie. Miał jednak pełne prawo spędzić miło czas w towarzystwie Emily, a innym nic do tego. Próg lokalu przekroczył więc z czystym sumieniem i nawet nie myślał o tym, aby wypatrywać nieprzychylnych spojrzeń. Czy nie istnieje w społeczeństwie jakaś niepisana zasada, iż goście restauracji nie powinni sobie nawzajem przeszkadzać? Jak na razie Richard wzorowo jej przestrzegał.
Zdecydowany uścisk dłoni był przypieczętowaniem umowy o nowych zasadach tego spotkania. Już nie musza przejmować się każdym słowem i gestem, skoro nie sa już na randce. Teraz to żałował, że wyskoczył z zaproszeniem na kolację. Gdyby mógł cofnać czas, pewnie pomyślałby o wspólnym wyjściu na kawę.
Uniósł brwi w wyrazie zdziwienia, kiedy usłyszał to sprostowanie przy imieniu. I być może łudziłby się, że jego towarzyszka na portalu randkowym podała inne imię dla kaprysu, gdyby dano mu chwilę czasu na rozmyślanie, podczas której wysnułby własne wnioski. Jednak dotarły do niego kolejne słowa, przez co nie musiał już na własna rękę szukać wyjaśnień, skoro gotowa odpowiedź dostał na talerzu. Zreszta, nie wpadłby nigdy na prawidłowy trop, więc może to i dobrze, że wyręczono go w tym zawczasu.
Och – wyrzucił z siebie i to tylko po to, aby wydobyć z siebie jakikolwiek dźwięk, nawet jeśli pozbawiony treści i sensu. – Coś jej pewnie wypadło – dodał jeszcze, naiwnie szukajac dla Emily usprawiedliwienia. I to było dość absurdalne, bo w końcu to nie jego zadanie. Powinien raczej podważać jakiekolwiek dobre intencje Emily oraz jej koleżanki, skoro został wystawiony przez tę pierwsza do wiatru. Ale Latifa też nie wygladała na zbyt szczęśliwa i nie chciał jeszcze bardziej jej dobijać, kiedy i ona okazała się ofiara całej tej sytuacji.
W takim razie będzie to spotkanie dwójki nieznajomych – oznajmił nawet wesołym głosem. Mógłby się złościć, nawet płakać z tej złości, ale to nic by nie zmieniło. – Miło mi cię poznać, Latifo.
Posłał jej jeszcze lekki uśmiech, po czym zajał miejsce przy stoliku, tym razem darujac sobie bardziej kurtuazyjne gesty. Nie chciał kłopotać nimi zarówno siebie, jak i swojej towarzyszki.
Czy mogę spytać, co cię skłoniło do tego, aby zgodzić się na to szaleństwo? – spytał z lekkim rozbawieniem, którego nawet nie krył. Skoro już straszna prawda wyszła na jaw, łatwiej było się z tego śmiać niźli rozpaczać. I chyba zdaży się przyzwyczaić do tego, że wychodzi na nieporadnego głupka, ostatnio dość często mu się to zdarza.
_________________
Jaka jest przyszłość?
To czysta kartka papieru, na której rysujemy kreski,
ale czasami osuwa nam się ręka i kreski nie wychodza tak,
jakbyśmy chcieli.
[Profil]
 
 
Latifa Rashid








26

reporterka

miłość tylko komplikuje

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, mav, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam





Wysłany: 2017-09-28, 16:48   
  

  
Latifa Rashid

  
life is either a daring adventure or nothing at all


Latifa z kolei wychodziła z założenia, że dopóki ludzie będacy w zwiazku nie wyrzadzali krzywdy sobie nawzajem, nikt inny nie powinien się do tego wtracać. Każdy wybierał sobie takie życie, jakie chciał prowadzić. Analogicznie rzecz biorac, jeżeli kogoś uszczęśliwiała romantyczna badź seksualna relacja z osoba dużo młodsza lub starsza i jeżeli żadne z nich nie protestowało, wszystko było w jakim najlepszym porzadku. Zdaniem Rashid każdy powinien pilnować własnego nosa - po prostu.
Widzac zdziwienie Richarda, poczuła się tak, jak gdyby brała udział w jakimś spisku, którego celem było zniszczenie życia niewinnym ludziom. Było jej go szkoda, bo cholerka, Emily zachowała się w stosunku do niego naprawdę nie w porzadku, jednak z drugiej strony odczuwała wstyd. Zgadzajac się na przyjście w to miejsce w zamian za swoja przyjaciółkę, w pewien sposób wyraziła aprobatę dla jej planu. Szkoda, że zdała sobie z tego sprawę tak późno.
Spojrzała na niego niepewnie. Niemalże otwierała usta, aby zdradzić mu prawdziwy powód nieobecności Emily, jednak zamknęła je w ostatniej chwili i wysiliła się na uśmiech. Richard wydawał się miłym facetem i nawet Latifa, która nigdy nie owijała w bawełnę, czułaby się niezręcznie, odsłaniajac przed nim rozczarowujaca prawdę. Ostatecznie w milczeniu usiadła więc przy stoliku. Miała nadzieję, że za sprawa ciszy uda jej się oddalić kwestię Emily na tyle daleko, aby ani ona, ani Ablett nie zawracali sobie teraz nia głowy. Rashid tak czy siak zamierzała uraczyć ja spóźnionym wykładem na temat nieodpowiedzialnego zachowania. Nie zamierzała jednak rozmyślać o tym teraz, kiedy znajdowała się w czyimś towarzystwie. To byłoby lekceważace.
- Mnie też - przyznała całkiem szczerze. Badź co badź, Richard wydawał jej się interesujacym człowiekiem. Co prawda nie mógłby konkurować z Syria, której wspomnienie Latifa nieustannie przechowywała w swojej pamięci, ale jak na standardy zwyczajnego, angielskiego miasteczka - był w sam raz. - Chociaż trochę słabo, że musieliśmy się poznać w takich warunkach - dopowiedziała, nie mogac powstrzymać się od uśmiechu. Niezręczne, pierwsze spotkanie oraz krytyka ze strony złośliwej staruszki z pewnościa nie stanowiły najlepszych kryteriów do porzadnej znajomości. Z drugiej strony jednak Latifa podejrzewała, że w żadnej innej sytuacji nie zamieniliby ze soba nawet dwóch zdań. Zbyt wiele ich różniło.
Nie chciała tłumaczyć swojej obecności w tym miejscu litościa czy sympatia w stosunku do osoby, która wykazywała się potwornym nierozsadkiem, więc po pytaniu zadanym przez mężczyznę, milczała przez kilka sekund. Jak wybrnać? - zastanawiała się, patrzac na zdobiace ścianę obrazy, które widziała ponad ramieniem Richarda. Monotonny widok włoskiego wybrzeża nagle doprowadził Latifę do olśnienia.
- Poszukuję przygód - odpowiedziała w końcu, zadowolona z tego, że gładko wybrnęła z niekomfortowego pytania. I nawet nie skłamała! Brawo, Rashid, dobra robota. - A co z toba? - podchwyciła temat, po czym zmarszczyła brwi. - Hmm... czy nie powinnam zwracać się do ciebie per pan? - zapytała, patrzac na niego niepewnie. Niby nie był aż tak stary, ale może teraz, kiedy już zmienili charakter tego spotkania, wypadałoby odnosić się do niego z większym szacunkiem? Jej by to nie przeszkadzało, ale i tak wolała poczekać na decyzję Richarda, wszak chodziło tutaj o jego osobę.
_________________
      wanderlust (n.) a strong desire or urge to travel and explore the world
[Profil]
 
 
Richard Ablett


Wysłany: 2017-10-03, 00:13   

Rzeczywiście okoliczności tego spotkania nie sa zbyt sprzyjajace – zaczał odrobinę niepewnie, bardzo ostrożnie dobierajac słowa, aby nie zostać przypadkiem źle zrozumianym. Nie chciał zrażać zarówno siebie, jak i swojej towarzyszki, do spędzenia najbliższego czasu wspólnie. Jedna kolacja ich nie zabije, a jeśli źle się potoczy, to szybciej ja przerwa i każde pójdzie w swoja stronę. Brentwood nie jest aż tak wielkim miastem, więc ich drogi wcale nie musza skrzyżować się ponownie. – Ale przynajmniej nie jest nudno. Już od samego poczatku spotykaja nas same atrakcje – rzucił całkiem pogodnie, a przecież jak na razie nie spotkało go nic miłego. Niespodzianka w postaci młodego wieku jego randki, niemiły komentarz starszej pani, podstawiona koleżanka. Zapewne kolejnej takiej randki już w swoim życiu nie zaliczy. Bogatszy o te nowe doświadczenia zacznie bardziej wnikliwie zapoznawać się z kobietami piszacymi na portalach randkowych. Przede wszystkim będzie otwarcie pytał swoich rozmówczyń o wiek, nawet jeśli miałby zostać przez to uznany za chama.
Otrzymał dość intrygujaca odpowiedź na swoje pytanie, co z poczatku nieco zbiło go z tropu, potem zaś odrobinę rozbawiło. Cieszył się, że Latifa wykazuje tak lekkie podejście do tej randki, nawet jeśli ta dość szybko przestała nia być i to na wyraźne życzenie Richarda. Sam otwierał się na nowe doznania płynace z tej sytuacji, dzięki czemu uśmiechał się pogodnie, nawet jakiś taki zadowolony.
Nie będzie to przygoda życia, więc miejmy nadzieję, że chociaż jedzenie okaże się dobre.
Teraz to jemu zaserwowano pytanie i już otwierał usta aby odpowiedzieć, kiedy u Latify pojawiły się watpliwości zwiazane z odpowiednim zwracaniem się do jego osoby. Jej wahanie sprawiło, że zaśmiał się pod nosem.
Proszę, mówi mi po imieniu. Jeśli zaczniesz tytułować mnie panem, uświadomię sobie jak stary jestem i zamknę się w sobie.
Właściwie to był bardzo prawdopodobny scenariusz, którego chciał uniknać. Kierowanie ku niemu oficjalnych form na nowo rozbudzi w nim skrępowanie, przez co zacznie uważać na każdy gest i słowo.
Doradzono mi rozejrzenie się za jakaś miła pania – odpowiedział całkiem swobodnie i naprawdę nie czuł się nawet trochę skrępowanym poczynieniem podobnego wyznania. Starał się do tych swoich poszukiwań drugiej połówki podchodzić z dystansem, przy czym wcale nie brał je za zabawę, przeciwnie, traktował je całkiem poważnie. – To nie tak, że szukam kogoś na siłę, po prostu… - urwał nagle, gdy zauważył zbliżajacego się do ich stolika kelnera. Powitał ich, wręczył im dwie karty dań, następnie odszedł, pozwalajac gościom na spokojnie zdecydować, co wybrać. Richard chrzaknał cicho, gdy roztargnionym spojrzeniem sunał po pozycjach zawartych w menu. Ale jakoś nie potrafił się skupić na wyborze dania. – Chodzi o to, że trochę doskwiera mi samotność odkad mój syn zaczał studiować w innym mieście.
Chyba nie byłby soba, gdyby nie wspomniał o Quentinie. To prawie niezdrowe, że zasypuje każda napotkana osobę informacjami o swoim potomku.
_________________
Jaka jest przyszłość?
To czysta kartka papieru, na której rysujemy kreski,
ale czasami osuwa nam się ręka i kreski nie wychodza tak,
jakbyśmy chcieli.
[Profil]
 
 
Latifa Rashid








26

reporterka

miłość tylko komplikuje

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, mav, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam





Wysłany: 2017-10-09, 00:41   
  

  
Latifa Rashid

  
life is either a daring adventure or nothing at all


Uśmiechnęła się, trochę z faktycznym rozbawieniem, a trochę z powatpiewaniem. Na co dzień słowo atrakcja przybierało dla niej znaczenie kompletnie odmienne od tego, które teraz prezentował Richard. Niebezpieczeństwo, ryzyko, adrenalina - to były rzeczy, które Latifa mogłaby określić mianem atrakcji. Ostatecznie jednak nie podzieliła się z Ablettem swoimi przemyśleniami, bo po pierwsze - z pewnościa w obecnej sytuacji czuł się już zdecydowanie niepewnie, a po drugie - nie sadziła, aby to jakkolwiek go obchodziło. Badź co badź, zdecydowali się na zmianę charakteru spotkania na coś niezobowiazujacego, a podawanie własnych definicji co niektórych słów raczej nie wpasowywało się w luźny klimat.
Byłoby trochę szkoda, gdyby Richard zrezygnował z randkowania online tylko przez ten jeden incydent. Mimo że Latifa sama z siebie raczej nie zdecydowałaby się na taka formę zawierania znajomości (ciagłe pisanie wydawało jej się zbyt nudne), na pewno poczułaby się głupio, gdyby dowiedziała się, że czyjekolwiek plany zostały zniszczone przez nieodpowiedzialność jej koleżanki. Zwłaszcza że sama przyczyniła się do tego całego spisku (i nadal nie mogła zrozumieć dlaczego). Tak czy siak, pytanie kandydatek o wiek wydawało się w tej sytuacji czymś na kształt złotego środka. No i raczej nie powinno zostać odczytane za coś nieuprzejmego. Nie w dzisiejszym świecie, gdzie stare zwyczaje powoli ustępowały miejsca nowoczesnej szczerości i bezpośredniości.
Nieudana randka z pewnościa nie zaliczała się pod termin przygoda życia, ale przynajmniej oboje zyskali zabawna historia, która mogli sprzedawać swoim przyjaciołom. To też coś!
- Och, okej. - Zaśmiała się, słyszac odpowiedź Richarda. Osobiście nie uważała, aby był stary (Latifa nadal uważała ludzi młodszych od jej rodziców za całkiem młodych), ale tego nie zamierzała dodawać. To pewnie zabrzmiałoby tak, jak gdyby na siłę próbowała dodać mu trochę pewności siebie, a czegoś podobnego wolała uniknać.
Pokiwała głowa, próbujac tym samym zachęcić Abletta do rozwinięcia wypowiedzi. W gruncie rzeczy uważała za całkiem urocze to, kiedy ludzie, którzy wiek młodości mieli już dawno za soba, próbowali znaleźć sobie tak zwana druga połówkę. Zawsze odczuwała jakieś ciepło, gdy zdawała sobie sprawę z tego, że nawet osoby w średnim wieku, które według społeczeństwa powinny już dać sobie spokój z randkowaniem, nie rezygnowały ze szczęścia.
Podziękowała kelnerowi za podanie karty i otworzyła ja na byle jakiej strony. Odczuwała większe zaciekawienie tym, co miał do powiedzenia Richard, aniżeli daniami zaprezentowanymi w menu, więc z typowa dla siebie niecierpliwościa wręcz wierciła mu dziurę w głowie, oczekujac dalszej części historii.
- Ojej - było jej jedyna reakcja na wyznanie Abletta. W jednej chwili przypomniała sobie o własnych rodzicach, którzy znajdowali się w Mosulu i nagle zatęskniła za domem tak mocno, jak nie zdarzało się jej już dawno. Przełknęła ślinę. - Co studiuje? Mieszka bardzo daleko? - Różnica między państwem Rashid a Richardem polegała na tym, że oni mieli siebie, a Ablett najwyraźniej musiał borykać się z samotnościa. Na sama myśl o tym Latifie zrobiło się dziwnie przykro. Czy życie każdego rodzica wygladało w ten sposób po odchowaniu swojego dziecka?
_________________
      wanderlust (n.) a strong desire or urge to travel and explore the world
[Profil]
 
 
Richard Ablett


Wysłany: 2017-10-13, 12:16   

Ucieszyło go to wyczekujace spojrzenie ze strony Latify. Poczuł się nieco śmielej, gdy zyskał pewność, że jego rozmówczyni wykazuje chęć wysłuchania go. Właśnie w taki sposób odbierał to wyraziste spojrzenie wbite w jego twarz z najwyższym skupieniem, jako zapewnienie, że ktoś jest ciekaw tego, co powie. Czyjekolwiek zainteresowanie jego osoba było mu bardzo miłe, jednak najbardziej zachwyciły go pytania, które padły, ponieważ były jawnym przyzwoleniem na to, aby mógł powiedzieć coś więcej o swojej największej dumie. Był tym tak uradowany, że poczatkowo nie zauważył zmiany nastroju u swojej towarzyszki.
Studiuje architekturę krajobrazu – wyznał z uśmiechem, choć wciaż nie był do końca przekonany czy był to słuszny wybór jego syna. Z drugiej strony nie chciał podcinać mu skrzydeł, więc i ta decyzję Quentina wspierał, choć na samym poczatku lojalnie go uprzedził, że rynek pracy nie potrzebuje zbyt wielu architektów krajobrazu. To chyba dlatego jego syn nagle zrobił się ambitny, jakby chciał zostać najlepszy w swoim fachu. Richard nie wiedział jednak do końca, co ten widzi w tej profesji, zwłaszcza, że o ogródek za rodzinnym domem nigdy specjalnie nie dbał, co najwyżej trawę skosił. Choć na jego usprawiedliwienie należy dodać, że ich ogródek to właściwie tylko trawnik i dwa drzewa. – Studiuje w Manchesterze, więc niby nie tak daleko, to przynajmniej ten sam kraj – dodał z entuzjazmem, lecz ten nieco przygasł, kiedy zmarszczył brwi w konsternacji. – W wakacje jeździł po Europie i wpadł na pomysł, aby jeden z semestrów spędzić na jakiejś francuskiej uczelni.
Bezradnie wzruszył ramionami. Na wyjazd do Manchesteru mógł sobie w ostateczności pozwolić, jednak wyprawa do Paryża byłaby zdecydowanie bardziej wymagajaca.
Cały czas przyjaźnie spogladał na młoda kobietę znajdujaca się przed nim, jednak dopiero po wyrzuceniu z siebie ostatniego słowa dostrzegł w wyrazie jej twarzy lekki smutek pomieszany z troska i zabarwiony subtelnie współczuciem.
Tęsknię za dzieciakiem, ale przynajmniej mam wolna chatę, prawda? – rzucił żartobliwie, próbujac odejść od smętnych nut w ich rozmowie. Nawet zaśmiał się pod nosem, przy okazji pobieżnie zerkajac w kartę dań.
Czym się zajmujesz? – spytał ze szczerym zaciekawieniem, nawet jeśli przeniesienie uwagi na osobę Latify było próba ożywienia dialogu.
_________________
Jaka jest przyszłość?
To czysta kartka papieru, na której rysujemy kreski,
ale czasami osuwa nam się ręka i kreski nie wychodza tak,
jakbyśmy chcieli.
[Profil]
 
 
Latifa Rashid








26

reporterka

miłość tylko komplikuje

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, mav, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam





Wysłany: 2017-10-17, 14:46   
  

  
Latifa Rashid

  
life is either a daring adventure or nothing at all


Skoro już spędzali czas w swoim towarzystwie, Latifa wychodziła z założenia, że miło byłoby dowiedzieć się czegoś o swojej przypadkowej randce. Co prawda nie podejrzewała, iż z tego wszystkiego mogłaby wyjść jakaś większa, poważniejsza znajomość, bo wydawało jej się, że mimo wszystko za bardzo różnili się od siebie charakterami (zabawne, jak szybko wprawa w pracy reporterki zdażyła utwierdzić ja w tym przekonaniu), jednak nic nie stało na przeszkodzie, aby spędzili tę godzinę na niezobowiazujacej rozmowie. Każda okazja wydawała jej się dobra, aby poznać kogoś nowego.
- Wow - skomentowała tylko, unoszac brwi w zdziwieniu. Właściwie zareagowałaby w ten sposób na każdy wymieniony przez Richarda kierunek studiów, bo sama nigdy nie czuła się na siłach, aby przystapić do czegoś takiego. Niby skończyła ten roczny kurs pisania, którego podjęła się przed swoja pierwsza wyprawa w nieznane, jednak nie mogła pochwalić się wyższym wykształceniem. I nie, żeby jej to przeszkadzało. Całkowicie zadowalało ja to, czym się zajmowała; podróżujac, doświadczała uczucia spełnienia i ekscytacji, a to wystarczało, aby uznawała swoje życie za satysfakcjonujace. - Czyli jest artysta - podsumowała i uśmiechnęła się z uznaniem. Miała kiedyś koleżankę, która studiowała architekturę i o ile na poczatku, słyszac nazwę tego kierunku, tylko spojrzała na nia z powatpiewaniem, odzyskała szacunek do jej pracy po tym, jak została zaznajomiona z niestworzonymi projektami, jakie musiała wykonywać na zajęcia. No bo kto by pomyślał, że podczas takich studiów należało nauczyć się, jak projektować nagrobki? Przecież to brzmiało śmiesznie.
Pokiwała głowa ze skupieniem, gdy Richard opowiadał o miejscu studiów swojego syna i uśmiechnęła się na wieść o jego aktualnym położeniu.
- Tęsknisz za nim - bardziej stwierdziła niż zapytała. Przekrzywiła głowę, wpatrujac się w niego wyczekujaco. - Ale wyjechał tylko na jeden semestr, to całkiem krótko. - Wzruszyła ramionami. - Twój syn podjał naprawdę fajna decyzję. Podróże kształca. - Wiedziała o czym mówiła, w końcu sama spędziła mnóstwo czasu poza granicami swojej ojczyzny, co rusz dowiadujac się czegoś nowego na temat obcych kultur.
Nie było dnia, kiedy Latifa nie myślałaby o rodzicach, ale niekiedy ich wspomnienie oddziaływało na nia silniej niż zazwyczaj. Oczywiście dzwoniła do nich tak często jak mogła, co jakiś czas nawet wysyłała im listy czy zdjęcia. Nic jednak nie było w stanie zastapić rzeczywistego kontaktu, za którym tak bardzo tęskniła. Smętnie podparła brodę na dłoni. Powinna w końcu zebrać się w sobie i ich odwiedzić.
- Niby tak, ale... jesteś sam - zauważyła, nawet nie zdajac sobie sprawy z tego, że to mogło być nie na miejscu. - To musi być przygnębiajace. - Osobiście nigdy nie poznała uczucia osamotnienia, ponieważ gdziekolwiek przebywała, była z kimś. W Brentwood miała rodzeństwo oraz przyjaciół, a poza jego granicami - znajomych reporterów, z którymi wspólnie wyruszała na ekspedycje. Nawet nie wyobrażała sobie jak czułaby się, gdyby nagle permanentnie ich zabrakło. - Ja? Och. Jestem reporterka wojenna - odpowiedziała nieprzytomnie, wyrwana z nieoczekiwanego, głębokiego zamyślenia.
_________________
      wanderlust (n.) a strong desire or urge to travel and explore the world
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 5