Poprzedni temat «» Następny temat
Grupa Wsparcia
Autor Wiadomość
Brentwood


Wysłany: 2017-10-23, 13:42   Grupa Wsparcia
  

  
Brentwood

  
your favourite place on earth


[Profil]
 
 
Charles Webber


Wysłany: 2017-10-23, 15:55   

Spotkania te ewidentnie dobrze wpływały na Charlesa. Co prawda długo nie potrafił się do nich przekonać; sadził, że musi sobie z tym poradzić zupełnie sam. Wiadomo - poddawać się nie miał zamiaru nigdy, przecież nawet nie mógł. Miał przy sobie mała Ofelkę i nawet jeżeli musiał walczyć tylko dla niej, robił to bez żadnej sprzecznej myśli. Teraz, z biegiem czasu doszedł do wniosku, że grupa wsparcia pomogła mu w znacznym stopniu. Oczywiście w bitwie z problemem on sam był najważniejszy i bez własnej siły nic by nie zdziałał, jednak miło było otrzymywać tak wielkie wsparcie. Nawet Ofelka rozumiała, że jest to dla niego cholernie istotne i zazwyczaj nie utrudniała tacie, ani całej reszcie zgromadzonych spotkania będac zaskakujaco grzeczna, cicha i rozpromieniona księżniczka. To, że ciagnał za soba córeczkę dodatkowo budowało i motywowało innych uczestników. Z drugiej strony może troszkę dołowało? To jednak powinno być przejściowe, do czasu, gdy zrozumieja, że wszystko maja przed soba i też moga jeszcze być tak szczęśliwym i wpatrzonym w swoje dziecko, pomimo wielkich strat w przeszłości.
Przychodził tu od znacznie długiego czasu, znał praktycznie wszystkich; ich problemy, straty i aktualny stan psychiczny. Starał się pomagać, a jego historia była bardzo budujaca. Bo nie było łatwo. Utrata męża, został rzucony na głęboka wodę jako ojciec, pracownik, pan domu. Miał wszystko na swojej głowie, dużo rzeczy musiał przyswoić sobie ot tak, w jednej chwili, a przecież w środku był rozbity całkowicie. Dziś odbywało się kolejne spotkanie, na które z zadowoleniem jechał wraz ze swoja córeczka. Właśnie zaparkowali na parkingu przed szpitalem, wyciagnał wózek i we dwójkę udali się do odpowiedniej sali, gdzie zreszta zebrało się już kilka osób. - Dzień dobry, dzień dobry - rzucił z uśmiechem i podszedł bliżej, witajac się z każdym z osobna. Ofelia też nie odstawała od tego i cieszyła się serdecznym, rozbawionym uśmiechem dziecka. Usiadł na jednym z krzeseł, a wózeczek postawił tuż obok siebie. Do rozpoczęcia było jeszcze trochę czasu, jednak dzisiejsza frekwencja nie zaskakiwała. Nie lubił tego, zawsze myślał, że ludzie zaczynali watpić i poddawać się, kiedy nie przychodzili na spotkania, cóż..
[Profil]
   
 
Nathan Shepherd


Wysłany: 2017-10-23, 16:13   

Szczerze mówiac? Nathan na razie pofatygował się na jedno, jedyne spotkanie. Tylko to, zaraz po wypadku. Nie wiedział, dlaczego tu trafił. Może dlatego, że zawsze namawiał, aby na jakiejkowiek grupie wsparcia pojawił się Kelly. Tylko tamte grupy wsparcia zmagały się ze stresem pourazowym, a nie... Chociaż tu też można było nabawić się stresu pourazowego, jak nic. No, ale trafił tu tylko raz. Pare tygodni temu. I wyjechał. Teraz, skoro uznał, że jednak chce tu kontynuować swoje dalsze życie, czego do tej pory nie potrafił zrozumieć, jego rozum non stop powtarzał, ze to mocno pokopany pomysł. Jednak serce twierdziło coś innego. Jakaś dziwna siła ciagnęła Shepherda do Brentwood. Przecież nawet nie przepadał za tym miastem! A jednak został... Skoro już został, to może faktycznie musiał uporać się z szara rzeczywistościa.
Nie był fanem grup wsparcia. Nie chciał nic opowiadać, nie chciał słuchać. Ale... postanowił dać sobie jeszcze jedna szansę. W końcu tyle osób wychodziło z rozpaczy, żałoby, depresji. Cóś musiało w tym być.
Tylko może kwestia miejsca. Szpital... Budynek, w którym jego zmarły maż spędził godziny. Pewnie jakby to wszystko połaczyć to można byłoby śmiało powiedzieć, że Kelly spędził tu miesiace, ratujac życia. A jego własne nie zostało uratowane... Nathan zatrzymał się w drzwiach. Wiedział, że jest już spóźniony. Ale potrzebował trochę czasu, żeby sobie z tym poradzić. Po jakiejś chwili, po tym jak milion razy powtórzył sobie, ze da radę, niepewnie przekroczył próg sali i przeprosił za spóźnienie. Usiadł gdzieś z boku. Nie miał ochoty dzielić się swoim bólem. Na razie chciał tu po prostu wegetować. Może samo to przyniesie mu ukojenie, a z czasem da radę sam mówić. Dziś nie czuł się na to na siłach. I pewnie by tak siedział, lekko nieobecny, gdyby jego wzroku nie przyciagnęło dziecko... Dokładniej wózek, a w nim dziewczynka, która wywołała na jego twarzy cień uśmiechu. Szczerego uśmiechu, bez krzty bólu, co... nie zdarzyło się dotychczas. Oczywiście, że kojarzył Ofelię. Nie rozumiał za bardzo co ona tu robi, kiedy nie zlokalizował Charlesa. Trochę nim to wstrzasnęło. Niby spotkali sie tylko raz, ale to było jednym z tych spotkań w życiu, które mocno wkręcały się w pamięć. Co prawda to było jedno z tych wspomnień, które należało do tamtego życia, ale... zawsze. Kiwnał uprzejmie, smutno i z lekkim zrozumieniem do mężczyzny. Z jednej strony miło było znaleźć tu przynajmniej jedna znana sobie twarz. Ale z drugiej strony... było to przykre.
_________________



Nate "Kompromitacja" Shepherd


[Profil] [WWW]
   
 
Charles Webber


Wysłany: 2017-10-24, 12:04   

Charliemu długo zajęło aby otrzasnać się po śmierci męża. Żeby wziać to wszystko w garść, w swoje ręce i nauczyć się zapanować nad harmonia dnia codziennego. Niejeden mężczyzna na jego miejscu by poległ. Niejeden upadłby i już nigdy nie podniósł, ale nie on. Jest cholernie upartym człowiekiem, który teraz zrozumiał, że musi być ostoja dla swojej córeczki. Superbohaterem, który zawsze jej pomoże i znajdzie rozwiazanie każdego kłopotu. Dał sobie radę, jednak wciaż o nim nie zapomniał. Nie zrobił tego i nigdy nie zrobi. Kochał męża nad życie i to z nim widział siebie na starość, kiedy to oboje spędzali długie dnie w ogródku, leżac i rozmawiajac ze soba. Dlatego też nie zamierzał chować żadnych wspólnych zdjęć, ulubionych rzeczy Dereka, a nawet zmieniać jego przyzwyczajenia co do niezaścielania łóżka - o co zreszta wiecznie się denerwował. Te właśnie rzeczy przypominały o nim na każdym kroku, każdego dnia, teraz sprowadzajac szeroki uśmiech na twarz Charliego. Do tego właśnie też musiał dojrzeć, trudno było mu się uporać ze wspomnieniami o ukochanym mężu, które atakowały go w każdym pomieszczeniu.
Szpital też był pewnym punktem, który musiał pokonać. To właśnie tutaj widział jak lekarze próbowali ratować życie Dereka, później ten bezradny, przepraszajacy wzrok chirurga. Tragiczne wspomnienie, jednak to tylko wspomnienie, o tym akurat należało zapomnieć i to jak najszybciej. Toksyczne wspomnienie, które w niczym mu nie pomagało, a wręcz przeciwnie, skrupulatnie niszczyło psychikę.
Może i już mógł sobie odpuścić te spotkania? Naprawdę pomogły mu kolosalnie i zaczynał przychodzić tu po prostu z przyzwyczajenia. Z drugiej strony każde kolejne spotkanie coś dawało, coś nowego rozumiał, dowiadywał się, a najważniejsze otwierał na spotkanie z ludźmi; choć dziś wyjatkowo frekwencja nie była zaskakujaca. Znaczna ilość krzeseł została wolna, a spotkanie właśnie się zaczęło. Jak zwykle prowadzaca zadała pytanie zachęcajace do nieprzymusowej możliwości powiedzenia czegokolwiek. Charles pamiętał jak ciężko było mu po raz pierwszy zabrać głos, dlatego nie dziwił się, że inni maja z tym tak ogromny problem. Później uwagę wszystkich zwrócił odgłos dobiegajacy od drzwi. Wszedł ktoś nowy, spóźniony - klasyczne zagranie. Charlie pamiętał ów mężczyznę. Ze skupieniem wpatrywał na niego, jego postawę i mimikę twarzy. Chwilę później spotkali się wzrokiem, a Charles starał się uśmiechnać najcieplej, a jednocześnie najbardziej stonowanie jak tylko potrafił.
Osoba, która zabrała głos przed wejściem Nathana właśnie skończyła, a Charles złapał kontakt wzrokowy z przewodniczaca i jasno dał jej znać, by zainteresowała się najpierw mężczyzna, który przed momentem zasiadł na jednym z krzeseł. Na reakcję długo nie czekał, a w kierunku Nathana odezwała się kobieta bardzo ciepłym i godnym zaufania głosem. - Cześć, przedstawisz się nam? Chcesz opowiedzieć o swoim problemie? - Charlie uważnie przygladał się Nathanowi chcac wychwycić każda jego reakcję, można się śmiać ale powoli zaczynał czytać ludziom z twarzy.
[Profil]
   
 
Nathan Shepherd


Wysłany: 2017-10-24, 12:21   

Charlie miał przewagę nad innymi, którzy bywali w podobnej sytuacji. Miał dziecko. Nate nie doczekał się już tego. Mimo, że zrobili z Kelly'm w tę stronę krok. Podjęli decyzje, że chca surogatki. I że chca, aby to było dziecko Kelly'ego, z powodu zdrowia Nathana. Niby małe prawdopodobnieństwo, żeby przekazał swoja wadę serca, ale skoro był tego jakiś procent to po co ryzykować. Nate też nie miał jakiegoś parcia na własne geny. Po prostu chciał mieć rodzinę. I jej nie doczekał... Przykre. Życie po raz kolejny mu udowodniło, że nie można mieć wszystkiego, a o marzeniach nie mówi się głośno.
W domu Shepherdów wygladało tak, jakby nic się nie stało. Nierozpakowane pudła jeszcze z przeprowadzki tkwiły na swoim miejscu, nieuprasowane fartuchy nadal gniotły się z powodzeniem na fotelu czekajac na swoja kolej. Zawsze ten dom był bardziej jak grota niż dom rodzinny. Było ciemno, ponuro, jedynymi kolorami mienił się strych, na którym Nathan wyżywał się artystycznie. I do dziś nic się nie zmieniło. Może to kwestia braku czasu, a może najzwyczajnej niechęci do przestawiania czegokolwiek. Nathan nadal nosił nieśmiertelnik męża na szyi, który dostał od pracowników szpitala zaraz po stwierdzeniu zgonu. Tęsknił? Nawet nie wyobrażacie sobie jak bardzo.
Nate nadal nie był przekonany do swojej obecności tutaj. Nie czuł się z tym dobrze. Pamiętał jak było najpierw na spotkaniach aa, niby co innego, a jednak podobnie. Organizacja tych spotkań była identyczna, co zdażył zauważyć. I dzięki tym spotkaniom przestał pić, przynajmniej dotychczas, bo jak ostatnio wrócił do Brentwood, już po urlopie, to wypił cała butelkę whisky. Mimo, ze wiedział czym to grozi. Czy przejmował się? W tamtym omencie nie, teraz? Miał lekkiego moralniaka. Czasu nie cofnie. Jakby mógł, to cofnałby go o wiele wcześniej...
Skoro spotkania AA mu pomogły, to może ten rodzaj terapii faktycznie na niego działał. Nic nie tracił próbujac.
Nate przeniósł wzrok powoli z Ofelii i Charlesa na prowadzaca. Przez moment patrzył na nia w milczeniu, próbujac zwalczyć ochotę ucieczki z tego miejsca. Nie był gotowy na rozmowy. Nie chciał się w ogóle odzywać. Ale odchrzaknał. Dawaj, już coś podobnego robiłeś.
- Cześć. Jestem Nathan i właśnie straciłem miłość swojego życia.- Nie chciał wnikać w szczególy. Po prostu uznał, że w dobrym guście leży zwykłe przedstawienie się.
_________________



Nate "Kompromitacja" Shepherd


[Profil] [WWW]
   
 
Charles Webber


Wysłany: 2017-10-30, 17:05   

Strata bliskiej osoby jest niesamowicie ciężka, często pozostawia dana osobę całkowicie osamotniona. Dokładnie w tym tkwiła siła Webbera, który nie tyle, że miał kogoś równie ważnego u boku, to jeszcze był jedyna osoba, która może wziać za nia odpowiedzialność. Szczęście w ogromnym nieszczęściu...
Z dnia na dzień coraz rzadziej w jego głowie wracały wspomnienia o Dereku; te nieoczekiwane, sentymentalne i smutne. Myślał o nim każdego dnia i będzie robił to do końca życia, jednak w momentach, w których sam tego zapragnie, gdy będa to ciepłe dla niego wspomnienia. Można rzec, że sama śmierć męża powoli odchodziła w spokojne zakatki umysłu, życie codziennie uporzadkowało się w nowy, całkowicie inny sposób, jednak on... Zatracił gdzieś w tym wszystkim jakaś część siebie. Znacznie częściej zamykał w czterech ścianach wraz z Ofelka, nie odbierał telefonów od znajomych, nie chciał się z nikim spotykać. Jednym z niewielu takich właśnie chwil były właśnie ów spotkania. Spotykał tu ludzi równie załamanych jak on, jeszcze parę miesięcy temu, a może i nawet bardziej. Sam przez to przeszedł i teraz... chciał pomóc? Jakkolwiek? Głupia rozmowa w trakcie przerwy? Swoim ciepłym uśmiechem? W pewnym stopniu Ci wszyscy ludzie pomagali jemu, uświadamiajac, że nie był on pierwsza i ostatnia osoba, która przeżyła tragedię, ale za to jedna z niewielu, która tak dobrze sobie poradziła. Nie miał powodów, aby odizolowywać się od otoczenia. Może bał się, że teraz wszyscy będa obchodzić się z nim jak z jajkiem? Niepotrzebnie dołujac tym samym? Cholera wie...
Włożył swoja dłoń wgłab wózeczka, a Ofelka z zaangażowaniem ciagnęła i zginała jego palce u rak. Sam Charles wciaż z uwaga przygladał się mężczyźnie, który miał niemałe problemy z wypowiedzeniem jakiegokolwiek słowa. Widać było po nim, że musiał zebrać w sobie wielka siłę. Twarz Nathana od samego poczatku nie wskazywała na to, że był przekonany co do przyjścia tutaj. Webber chciał zabrać głos, jednak uprzedziła go przewodniczaca. - Chcesz powiedzieć nam coś więcej? Czy był to nieszczęśliwy wypadek? Ile byliście para? Jak sobie z tym radzisz? Czy... czy popadasz w problemy? - te pytania były zdecydowanie zbyt pochopne. Charles zdziwił się, że w ogóle padły. Twarz Nathana musiała mimowolnie jeszcze bardziej zmarnieć. - Uhm, może zrobimy krótka przerwę? Nakarmię córeczkę. - rzucił bardzo szybko, przerywajac tym samym przebieg zajęć, by dać Nathanowi więcej czasu. Po otrzymaniu poparcia wstał i wraz z wózkiem odszedł kilka kroków dalej, nieopodal stolika, gdzie można było poczęstować się kawa, herbata czy ciastkami. Wyciagnał butelkę z mlekiem dla Ofelii, potrzasnał i chwilę później uśmiechnał widzac, jak łapczywie dorwała się do zajadania. Katem oka szukał Nathana, majac nadzieję, że ten najzwyczajniej nie opuści sali. Przecież to było takie proste...
[Profil]
   
 
Nathan Shepherd


Wysłany: 2017-11-02, 17:16   

Nathan niby był wśród ludzi, a wydawało mu się, że wcale nie jest. Zreszta, co się dziwić. Mocno kochał swojego męża. Samo to, że z dnia na dzień rzucił dosłownie wszystko w Paryżu i przeprowadził się do Brentwood. Jeszcze bez wiedzy Kelly'ego. Zostawił pracę, przyjaciół, dom w stolicy Francji. Zostawił tam też czastkę swojego serca. I trafił do ponurego i deszczowego Brentwood, które niczym go nie zachęcało. Ale był tam jego maż. Wystarczyło. Także, resztę można sobie samemu dopowiedzieć jak aktualnie i ostatnio czuł sie Nathan. Okropnie to nawet za lekkie słowo. Miał nadzieję, ze kiedyś się ogarnie. Ale to kiedyś, jeszcze nie teraz. Jeszcze nie był w stanie przejrzeć rzeczy zmarłego męża, aby przynajmniej z tym zrobić porzadek. Sprawa była za świeża po prostu. Dodatkowo rozmyślał nad tym, ze jeśli zacznie ruszać rzeczy Kelly'ego i jak coś z nimi zrobi to tak, jakby pozbywał się męża z życia. Musi się z tym oswoić i ruszyć naprzód, bo inaczej będzie stał w miejscu.
Shepherd spiał się, kiedy został zasypany gradem pytań. Pytań, któych tak bardzo chciał uniknać. Tych, których się obawiał. I już nawet wewnętrznie zaczał panikować, obwiniać się za pokopany pomysł przyjscia tutaj i obiecywać sobie, ze nigdy więcej, kiedy Charles wybawił go z opresji. Spojrzał na mężczyznę i kwinał mu głowa na znak wdzięczności. W przerwie bardziej ogladał ściany niż miał ochotę na nawiazywanie relacji, ale jakaś wewnętrzna siła ciagnaca go, albo do Charlie'go, albo do Ofelii, wygrała.
Podszedł do tej dwójki i spojrzał na mężczyznę.
- Dzięki. Jeszcze chwila, a bym wyszedł.- Nie jest powiedziane, że przyjdzie tu po raz kolejny, ale przynajmniej nie musiał robić siary na wstępie.
_________________



Nate "Kompromitacja" Shepherd


[Profil] [WWW]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 10