Poprzedni temat «» Następny temat
The Spread Eagle
Autor Wiadomość
Quentin Sharewood
[Usunięty]

Wysłany: 2017-09-29, 11:17   

Według Quenta, gdyby chłopak nie chciał zostać ponownie wykorzystany przez Sharewooda, to w ogóle nie zaczynałby tematu tego, co pomiędzy nimi było. Jednorazowa przygoda, w kiblu, w jakimś barze... nie trzeba było o tym wspominać, zwłaszcza na rozmowie, która dotyczyła pracy. Zachowanie Rose'a można by było uznać wręcz za nieprofesjonalne, ale Quentin nie zamierzał przekreślać jego kariery barmańskiej z tego powodu - jakby nie było, barmanem był dobrym.
Uniósł brwi z pobłażliwym uśmiechem, słyszac, jak to Rose kocha kogoś i "w ogóle", ale postanowił tego nie komentować. Quentin nie wierzył w miłość i inne takie bajery, ale spoko, jeśli blondas kogoś pokochał, to niech sobie kocha. Tylko w takim razie po cholerę zaczynał temat - zamknięty temat - tego, co robili kiedyś tam w kiblu? No, cóż, młodzieży nie sposób zrozumieć najwyraźniej, więc Sharewood nawet nie będzie próbował.
- Nie, nie wiem jak jest, ale niech Ci będzie - parsknał śmiechem i machnał lekko ręka. Szczerze? Zwykle było mu wszystko jedno, czy ktoś ma chłopaka, narzeczonego, męża, żonę... serio, co go to obchodziło? Liczył się seks i obustronna przyjemność, a nie stan cywilny partnera. Najwyraźniej jednak nie każdy miał do tego takie podejście, jak on. Szkoda, wtedy życie byłoby łatwiejsze. I pełne seksu. - Chcę Cię wziać - no, nie jego wina, że użył takiego a nie innego sformułowania, aż się prosiło o powtórzenie. - od soboty. Nie, nie będziesz sam - nie wpuściłbym ani na bar, ani na salę, ani na scenę nowego, bez przygotowania, nawet jeśli wcześniej gdzieś tam pracował. Nie jestem samobójca, nie chcę strzelać sobie w kolano, za bardzo kocham mój klub. - wywrócił oczami. - W sobotę spotkasz się z innym barmanem, on Cię poprowadzi. Ale to, że już pracowałeś na barze, będzie pewnym ułatwieniem, chociaż część drinków powinieneś znać, hm?
 
 
Rose Abbott


Wysłany: 2017-09-29, 12:20   

Odpowiedź Quentina trochę go rozbawiła. Czy to możliwe, mieć 40 lat i nie wiedzieć jak to jest, kiedy się kogoś kocha i w ogóle? Blondyn momentalnie poczuł się starszy, tak o dychę conajmniej, bo on tonał w uczuciach już tyle razy, że nie byłby w stanie tego zliczyć. Jasne, seks też był spoko, ale w przypadku Abbotta stanowił tylko taki przerywnik w miłości, ucieczkę od niewygodnego nieowzajemnienia (najczęściej, niestety). Rozładowywał się tak, tyle. I, prawdę mówiac, często głupio się przywiazywał, nawet przez sama bliskość, co było jednym z powodów dla których wolał nie kontynować romansu z Sharewoodem. Uznał, że więcej kłopotów niż pożytku. W ostatnich miesiacach i tak wystarczajaco pokomplikował sobie życie.
Prychnał zaraz, biorac kilka łyków piwa. Trochę pożałował, że też nie wział słomki. Jasne, że znał część drinków. Wszystkie podstawowe, miał też kilka autorskich, no i z łatwościa powtarzał receptury – wystarczyło mu je tylko gdzieś zapisać. Nie stresował się za bardzo, jeśli chodziło o nowa pracę. Najważniejsze było to, żeby dogadał się z drugim barmanem, reszta miała znaczenie raczej drugorzędne. - Za barem zrobię Ci co będziesz chciał, luźno – rzucił, już się specjalnie nie chwalac, a potem odłożył pusty kufel na stół. Pokaże mu co potrafi, żaden problem. Może nawet żonglowanie szklankami powtórzy? Uśmiechnał się mimowolnie. - To co, wszystko i widzimy się w sobotę?
[Profil]
   
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Amanda, Ally



Wysłany: 2017-11-05, 13:04   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


[pozwolę sobie przejać temat ^^]


Niezależnie od tego jak bardzo Bennett sprawił, że Joseph stracił smak życia, to nie mógł mu odebrać wszystkiego. Joey widywał swojego byłego na wykładach, ćwiczeniach, warsztatach oraz wszelkich innych zaliczeniach – a także zajęciach dodatkowych. Grupa była jednak na tyle duża, że jednak póki co udawało im się po prostu unikać. No i wiecie - jeśli Joey szedł na piwo z kilkoma studentami, to Bennett wybierał inna grupę i tak krażyli wokół siebie, nigdy się nie spotykajac. Taki układ prawdę mówiac działał dla Harrisona po prostu idealnie. Co prawda spodziewał się, ze prędzej czy później będzie musiał o tym wszystkim z nim porozmawiać, ale póki co nie miał najmniejszej ochoty nawet patrzeć na jego twarz. Tego dnia, a właściwie wczesnego wieczoru, ponieważ zmrok zapadł dosyć szybko Joey znów poszedł na piwo z kilkoma studentami i już po drodze goraczkowo rozmawiali o tym, że Moulin Rouge właśnie zaczał być przerabiany na musical sceniczny. Zamówili kilka piwek, po czym Harrison rozejrzał się po okolicy i dostrzegł znajomego. Powiedział swoim kumplom, że zaraz wraca po czym podszedł do Jimmy'ego.
-Siema! – przywitał się, a na jego ustach pojawił się szeroki, śnieżnobiały uśmiech-Pamiętasz mnie, Joey? – zapytał radośnie wskazujac na siebie jednym palcem i mimowolnie marszczac brwi-Więzien numer 6345?? – dopowiedział rozbawiony i mimowolnie spojrzał na krzesło które stało przed nim, posyłajac tym samym pytajace spojrzenie chłopakowi-Wolne?
[Profil]
 
 
Jimmy Fox


Wysłany: 2017-11-05, 19:43   

[2]

Biedny Foxy. Siedział tu sobie sam jak palec i leniwie saczył piwko. Wszyscy byli zajęci. WSZYSCY! Ten się uczył, ta pracowała, tamci jeszcze coś... A on już naprawdę miał dość siedzenia w domu. Jeszcze trochę i zwariuje z nieróbstwa. Może faktycznie powinien wziać sobie słowa ojca do serca i powinien zaczać szukać sobie jakiejś roboty? No ale po co? Tylko dla zabicia nudy? Z nudów to może robić inne rzeczy. Na przykład pić piwko, tak jak teraz. A że musiał pić sam? No cóż, nie można mieć wszystkiego. Przegladał coś tam sobie na telefonie, gdy z rozmyśleń o dupie Maryni wyrwał go czyjś głos, ewidentnie skierowany do niego. Spojrzał na chłopaka wyraźnie zdziwiony.
- Emmmm.... A powinienem? - zapytał z głupia mina robiac sobie szybko w głowie rachunek sumienia. Dopiero kolejne słowa chłopaka rozjaśniły mu nieco pamięć.
- Aah... Tak, jasne... Joey. Posterunek. - uśmiechnał się blado. Szczerze mówiac to i tak za wiele nie pamiętał z tamtego wieczora. Jak zwykle wypił wtedy za dużo, a potem odstawił swój popisowy numer w postaci striptizu na ulicy. Nie pamiętał, czy udało mu się wtedy zakończyć pokaz kapiela w fontannie, czy zgarnęli go zanim wskoczył do wody. W każdym razie Joeya pamiętał jak przez mgłę i pewnie sam nawet nie zwróciłby na niego uwagi, gdyby stał tuż obok, a skoro on go pamiętał i rozpoznał to pewnie miał dobry powód, by zapamiętać lisowa facjatę.
- Jasne, siadaj. Co tam?
[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Amanda, Ally



Wysłany: 2017-11-07, 19:54   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Kiedy Jimmy zapytał go czy powiem go kojarzyć, ten cofnał lekko głowę zaskoczony. Ktoś go nie zapamiętał? Naprawdę? Ale słodki precedens! Naprawdę! W życiu Josepha zdarzały się chwile, kiedy ktoś na ulicy oświadczał, że ostatnio chyba go widział w jakimś punkcie. Dlaczego ludzie zwracali na niego uwagę? No cóż, trudno nie zwrócić uwagi jeśli ktoś zachowuje się jakby grał w musicalu- udaje, że tańczy balet w barze, na ulicy albo jest pod ostrzałem wyimaginowanych morderców. Kiedy jednak Jimmy pozwolił mu usiasć do stołu, ten kiwnał głowa zadowolony.
-A przyszedłem z kilkoma kolesiami na piwko, skończyliśmy warsztaty i wiesz, nie ma to jak nadrabiać elektrolity pijac piwo- machnał niedbale ręka w stronę baru -No i uznałem, że się przywitam z kumplem z celi, wiesz. Podobno znajomości z kicia sa na całe życie i tak dalej – wywrócił oczami, po czym parsknał śmiechem poprawiajac sobie fryzurę. Chłopak rozejrzał się mimowolnie-A Twoi kompani gdzie, na fajce? – mimowolnie zerknał w stronę wyjścia z baru.. No wiecie, takie przyzwyczajenie – zwykle gdy ktoś siedział sam to jego palacy towarzysze palili przed wejściem do lokalu. No bo kto by pomyślał, że Jimmy jest tutaj sam? To Joeyowi nawet przez myśl nie przeszło, ale gdy tylko dowie się, że faktycznie tak jest to nie ruszy się już z miejsca i do końca wieczoru Jim będzie miał towarzystwo. Taki fajny ten Harrisonek!
[Profil]
 
 
Jimmy Fox


Wysłany: 2017-11-07, 22:01   

No cóż, gdyby wtedy był trzeźwy, to na sto procent zapamiętałby plasajacego w podskokach faceta. Był raczej wyczulony na takie rzeczy, no chyba, że był pijany i sam odstawiał "Jezioro łabędzie" na ulicy. A wtedy był właśnie jeden z tych dni, z którego niewiele pamiętał. Jak zawsze zreszta, gdy ladował na dołku. Nie działo się to często, ale gdy już zgarniała go policja, to alkohol był główna przyczyna jego kłopotów. Albo z kimś się tłukł, albo się obnażał i siał zgorszenie, albo szczał gdzieś pod sklepem.
- Studenci? - zmarszczył nos reagujac niemal alergicznie na ten fakt. To przez studia Bambi nie miał dla niego czasu i musiał tu teraz siedzieć sam, bo tamten dupek się uczył. Albo znowu nagrywał. Albo jedno i drugie. W każdym razie przez to, że wszyscy dookoła studiowali czuł się osamotniony i porzucony jak jeszcze nigdy dotad. A nie, gorzej czuł się tylko w chwili, gdy dowiedział się, że jego matka zginęła w wypadku.
- Bez przesady, to była tylko jedna noc w areszcie. - zaśmiał się cicho u upił łyk piwa, a potem oblizał usta z piany. Nie no, pochlebiało mu to, że gościu go zapamiętał i w ogóle, ale żeby od razu przyjaźń na całe życie? Czyżby aż tak zżyli się podczas tej jednej nocy? Oby nie...
- Wypieli się na mnie i maja mnie głęboko w dupie. Ucza się - dodał krzywiac się znowu. Był zazdrosny o cholerne studia!
[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Amanda, Ally



Wysłany: 2017-11-10, 16:34   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Joey uniósł brwi, jednocześnie zaskoczony co i rozbawiony reakcja chłopaka. Czyżby Jimmy nie lubił studentów? A jeśli tak było, to z jakiego powodu? No dobra, zdarzało się, że ktoś nie przepadał za ta grupa wiekowa ponieważ był najzwyczajniej w świecie stary i nie lubił hałaśliwej grupki społecznej. No ale halo, przeciez Jimmy nie był stary! Może po prostu niedawno wyleciał ze studiów i to sprawiało, ze na dźwięk tego słowa dostawał czkawki?
Joey kiwnał w końcu głowa, mimowolnie zerkajac za siebie gdzie studenci aktorstwa już podrywali jakieś dziewczyny-Tak, banda patałachów – przyznał patrzac na nich, po czym znów zerknał na rozmówcę i dopowiedział-Uwielbiam ich – parsknał śmiechem i wywrócił oczami. No to chyba nie było nic złego, prawda? Nikt nie zrozumie artysty tak jak drugi artysta – a przynajmniej za takich uważali się studenci aktorstwa.
Mimowolnie przechylił głowę słyszac, że zaledwie to była jedna noc. No tak, Jimmy miał rację. Oczywiście, że to był jedynie jedna noc. Joey nie lubił kiedy ktoś nie łapał jego dowcipu, tak jak w tej chwili.
-Ou – mruknał drapiac się po policzku--Dałbym Ci Maoama na poprawę humoru, ale niestety już ich nie mam. Wiesz, że maja żelatynę? – spytał po czym mimowolnie otrzasł z obrzydzenia.
[Profil]
 
 
Jimmy Fox


Wysłany: 2017-11-14, 22:42   

Nie lubił? To mało powiedziane. Przez ostatnie dni wręcz znienawidził swoich kumpli. Z jednej strony miał do nich żal, że się wypieli, ale z drugiej żałował, że sam nie wział się do roboty i nie wybrał sobie jakiegoś kierunku. No zazdrościł, i tyle. W sumie to jednak nie. Nie zazdrościł. Nie lubił ślęczeć nad ksiażkami i zakuwać, a jego kumple tak własnie teraz spędzali czas. W kazdym razie Lisu był zły, że zamiast marnować swój czas w jego towarzystwie, wola się uczyć.
- Ta... też uwielbiam swoich patałachów, do póki mnie nie wystawiaja - mruknał upijajac łyk piwa. To było tak strasznie frustrujace. Dawniej byli na każde zawołanie, a teraz nie, bo egzaminy, testy, bla bla bla...
Cóż, dowcip Joey'a był specyficzny, a Foxy wypił jeszcze chyba za mało, by go wyłapać. A może był teraz za bardzo zdołowany i nie miał do tego głowy? No bo na pewno sztywniakiem i smutasem nie był. Wręcz przeciwnie. Czasem wpadał na tak głupie pomysły, że lepiej było nie padać ofiara jego pranków. No ale wypił jeszcze za mało, by stwarzać zagrożenie dla otoczenia.
Parsknał śmiechem w szklankę słyszac kolejne słowa chłopaka. No ten to musiał już sporo w siebie wlać albo się naćpać, bo gadał od rzeczy.
- Ta... Misie Haribo też. I piwo. Dałbym Ci, ale wiesz... już naplute - parsknał znowu. Nie ściemniał! Gdzieś kiedyś czytał, że używa się żelatyny do klarowania piwa.
[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Amanda, Ally



Wysłany: 2017-11-18, 18:23   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Słyszac słowa Jima na temat tego, jak bardzo został wystawiony Joey wykrzywił usta w wyraźnie przerysowanym grymasie smutku. Czy nabijał się z znajomego? Broń Boże! On po prostu już taki był, dlatego nic dziwnego, że po chwili parsknał śmiechem i mimowolnie rozejrzał po barze. Ojacie, on to uwielbiał takie bary – klimatyczne, pełne ludzi, muzyki, śmiechu. Po prostu wiedział, że żyje! Jeden z studentów do niego podszedł, podał mu otwarta butelkę piwa i druga podsunał w celu stuknięcia się. Harrison kiwnał głowa z podziękowaniem przyjmujac piwo, po czym stuknał się piwem i wział głębszy łyk.
-Zdrowie – oświadczył po chwili do Jima, uśmiechajac się przy tym. No cóż – jakoś podświadomie chciał mu poprawić humor, dlatego uznał, że jednak posiedzi z nim, a nie z kumplami. Joseph wywrócił oczami słyszac komentarz na temat miśków-Na szczęście nie każde żelki i nie każdy browar – mruknał mimowolnie, po czym znów wział łyk piwa. Troszeczkę dziwnie było rozmawiać zk imś, kogo się w sumie nie znało – a jedynie przypadkowe spotkanie sprawiło, że w ogóle się kojarzyli. No ale czy mógł opuścić tak smutnego człowieka? Nie! Serce mu na to nie pozwalało, po prostu. Joey lubił kiedy ludzie się uśmiechali, bawili, tańczyli. Czy Jim się bawił? Tańczył? Śpiewał umpa-lumpa? No nie! Dlatego to trzeba było zmienić czym prędzej -Więc co robiłeś odkad ostatni raz się widzieliśmy, hm? Jakieś wielkie podróże? Spełnione marzenia? Przeczytałeś jakaś ksiażkę, obejrzałeś od deski do deski Przyjaciół? – wzruszył ramionami na znak, że możliwości było przecież setki, dziesiaki, tysiace.
[Profil]
 
 
Jimmy Fox


Wysłany: 2018-02-25, 19:43   

Jimmy też uwielbiał takie bary i zdecydowanie był w nich zbyt częstym gościem, co w jego wieku nie najlepiej mogło o nim świadczyć, prawda? No ale co miał robić? Nie pracował, nie studiował, miał masę wolnego czasu, to co niby miał robić? Chodził sobie od baru do baru i tak mu jakoś mijał dzień za dniem.
Z uwaga obserwował gościa, który przyniósł Joey'emu piwo, a potem jak gdyby nigdy nic sobie poszedł. Skinał głowa w odpowiedzi "na zdrowie" i upił łyk piwa ze swojej szklanki.
- Nie żebym Cię wyganiał, ale nie powinieneś do nich wrócić? Nie będa mieć Ci za złe, że ich zostawiłeś? - zapytał unoszac lekko brew. Naprawdę nie chciał, żeby źle to zabrzmiało, ale nie chciał też, żeby chłopak miał później jakieś problemy z kumplami. No bo on by się wkurzył, gdyby przyszedł tu z kimś, i ten ktoś zostawiłby go, bo zobaczył innego znajomego. Bo co innego zaprosić go do stolika, a co innego wypiać się na pozostałych, nie?
- Ale większość. I to zdecydowanie tych smaczniejszych. - mruknał. Wiedział coś o tym, bo Bambi nie raz katował go tymi swoimi vege-wynalazkami. On był wierny kotletom schabowym i nie miał zamiaru z nich rezygnować, jednak szanował preferencje innych i nie próbował ich nawracać na jedyna słuszna dietę. O ile oczywiście inni szanowali jego poglady, bo gdyby tylko nagle ktoś zaczał wciskać mu paskudne tofu, odwdzięczyłby się pewnie kubełkiem z KFC.
- Emm.... Nie. Chyba jednak mam nudniejsze życie niż przypuszczałem. - zmarkotniał jeszcze bardziej. Bo faktycznie ostatnio nic się nie działo w jego nudnym życiu. To takie frustrujace...
[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Amanda, Ally



Wysłany: 2018-03-19, 00:41   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Joey spojrzał na Jimmy'ego zupełnie jakby ten zerwał się z jakiejś choinki. Chwila, czy jego słowa miały sugerować, że tylko aktorzy i wszelkiego innego rodzaju inni artyści tak naprawdę nie dbali o takie sprawy? Czy gdyby sytuacja się odwróciła i Joey podszedłby do znajomych, to czy Jimmy by się śmiertelnie obraził? Ale dlaczego? -Nie no, co Ty. Oni i tak na pewno sa tak pochłonięci w rozmowie na temat uczelni, czy jakiegoś musicalu, że ledwo zauważa brak mojej osoby Harrison wzruszył ramionami niedbale, po czym przechylił szklankę z piwem po raz drugi. Joey nie uważał że w tym momencie na kogokolwiek się wypiał, ponieważ wystarczy, że później skróci reszcie cała sytuację i każdy na to dosłownie machnie ręka. A może się mylił? Może faktycznie to zachowanie było nie do końca fajne, ale oni po prostu się tym nie przejmowali? No tak czy siak, najważnejsze było to, że faktycznie mógł swobodnie porozmawiać z swoim znajomym i nie musiał nawet na chwilę obawiać się o to, że reszta się zdenerwuje.
-Dlaczego masz niby nudne życie? Co jak co, ale Friendsów możesz zawsze obejrzeć – oświadczył rozbawiony. Zapewne Jimmy nie takiej odpowiedzi się spodziewał, ale Joey był za wielkim lekko duchem by bawić się w depresje.
[Profil]
 
 
Isidore Litchfield








38

sprzedawca w audio t

żona mu umarła, ale stara się ogarnąć

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam





Wysłany: 2019-07-20, 03:03   
  

  
Isidore Litchfield

  
we've been dancing with mister brownstone


Chociaż Izzy miał całkiem sporo znajomych, Mordechai znacznie różnił się od większości z nich, jednak z jakiegoś powodu ani trochę mu to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie - ze względu na ten zabawny kontrast, całkiem lubił się z nim widywać. Nie, żeby mieli do tego wiele okazji - zazwyczaj po prostu wpadali na siebie przypadkiem, gdy Izzy wychodził do pracy albo odprowadzał Blue do przedszkola i akurat zmierzali w określonym kierunku tą samą ulicą - ale nawet te krótkie spotkania wystarczały, aby Isidore doszedł do wniosku, że Morty był nawet interesujący. Dziwny, ale interesujący. Dlatego też kiedy pewnego razu okazało się, iż jego dzień wolny zgrywał się z grafikiem Mordechaia i dodatkowo z ustalonym wcześniej podrzuceniem Blue do Chaunceyów, nie myślał wiele tylko od razu zaprosił go na piweczko. W końcu drugiej takiej okazji mogło nie być, a jemu z jakiegoś powodu zależało na tym, aby przed śmiercią dowiedzieć się czegoś o swoim nowym, brentwoodzkim znajomym. Chociaż sam kompletnie nie rozumiał swych motywów.
W każdym razie Mort, mimo bycia aspołecznym czubkiem (to znaczy to moje określenie, Izzy pewnie nie myślał o nim w takich kategoriach), dał wyciągnąć się na schłodzonego browarka, co niezwykle Litchfielda ucieszyło, bo nie dość, że było całkiem ciepło i miał ochotę na piweczko to jeszcze nie musiał specjalnie się gimnastykować, aby Potter ostatecznie się zgodził. Ciekawe czy to za sprawą uroku osobistego czy wdzięczności oraz miłości Blue, która tak pokochała robione przez Morty'ego kakao bez kożucha, że wspominała o nim przy każdej okazji, kiedy przypadkowo spotykali się na ulicy? Hm, w sumie trudno powiedzieć.
Kiedy tylko dotarł do budynku, w którym się umówili, kupił sobie piwo, a potem podjechał do jakiegokolwiek wolnego stolika z widokiem na drzwi, co by widzieć wchodzącego Pottera. W sumie mogli umówić się trochę wcześniej i dotrzeć do pubu razem, ale obaj mieli jakieś sprawy do załatwienia i ostatecznie postanowili spotkać się na miejscu. Izzy chyba jednak pojawił się nieco za wcześnie, więc teraz pozostało mu tylko cierpliwie czekać i wypatrywać Mordechaia. Dobrze chociaż, że miał piwo.
_________________
ISIDORE LITCHFIELD
No remorse and no regrets for what I've done and what I've said. isn't life lived right at the edge? and when it's not, that's when you're dead. © by anaëlle.
[Profil]
 
 
Mordechai Potter







37

chwilowo bezrobotny

forever alone

North Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Philippa, Dale, Ivy, Dayami, Tinsley

Wysłany: 2019-08-07, 23:55   
  

  
Mordechai Potter

  
i'm alone and i feel empty


Mordechai wcale nie uważał siebie za interesującą osobę. Może gdyby był nadzwyczaj otwarty z mówieniem o swojej przeszłości, to jakaś zafiksowana na punkcie psychoanalizy osoba faktycznie uznałaby go za ciekawy przypadek, ale wydawało mu się, że Isidore raczej nie należał do takich. Prędzej by się do niego zraził, nie mówiąc o tym, że trzymałby Blue z daleka od Morta, chociaż oczywiście ten nie miał wobec niej złych zamiarów. Wobec nikogo nie miał już złych zamiarów, co nie zmieniało faktu, że tak jego ofiara, jak i on sam, do dziś zmagali się z traumą. Nie chciał się tym dzielić ani z Izzy'm, ani z nikim innym. No a tak poza tym, to niby co miał do zaoferowania? Był totalnym nudziarzem, a aktualnie największym zwrotem akcji w jego życiu było kupno rybek akwariowych.
Mimo to, nie odmówił Litchfieldowi i jego piweczku. Miał drobne opory i wątpliwości, które zresztą przyszły do niego już po tym, jak wyraził zgodę na to niespodziewane zaproszenie (pewnie tak bardzo go zaskoczyło, że zgodził się tylko i wyłącznie dlatego, bo spanikował i nie wiedział, co innego mógłby zrobić), ale ostatecznie nie uznał żadnej wymówki za stosowną i postanowił pojawić się na miejscu. I nawet chciał spróbować umilić Isidore'owi czas swoją obecnością. Chociaż no, nie oszukujmy się, naprawdę nietrudno byłoby znaleźć ciekawsze towarzystwo.
Na szczęście dla Izzy'ego, Mort był człowiekiem, który bardzo nie lubił się spóźniać. Nie przybył na miejsce pierwszy, ale nie minęło wiele czasu od przybycia tego pierwszego, a Potter już pojawił się w drzwiach. Wszedł i rozejrzał się nieco nerwowo, nie bardzo wiedząc, co ze sobą począć, bo przecież nie spodziewał się, że Izzy będzie już na miejscu, a jednak dostrzegł go niemal od razu i od razu jakoś spokojniej mu się zrobiło na duszy. Nie przepadał za tłocznymi miejscami, no i bał się, że nie podoła temu spotkaniu, ale przynajmniej pierwszy zły scenariusz się nie ziścił. To znaczy, Izzy go nie wystawił. Och, a może gdyby go wystawił, to byłoby lepiej, bo Mort mógłby wrócić do domu z niczym i już nigdy się do Isidore'a nie odezwać... No cóż, na tę chwilę Patka jeszcze nie znalazła żadnego sprayu, który miałby odpędzać potencjalnych adoratorów tak, jak na przykład komary, więc Mordechai musiał się zmierzyć z Litchfieldem, i tyle.
Przez chwilę zawahał się, czy najpierw podejść do stolika, czy może zacząć od zamówienia piwa, ale ponieważ nie jest zbytnim amatorem alkoholu, postanowił zacząć od przywitania się. Podszedł zatem do Isidore'a i wyciągnął w jego kierunku rękę w geście powitania.
- Dzień dobry - uśmiechnął się słabo. - Przepraszam, że na musiałeś na mnie czekać - co z tego, że umówiona godzina ich spotkania jeszcze nawet nie wybiła? Mordechai zwyczajnie nie chciał sprawiać nikomu zawodu. Tego ma już dość, zbyt często mu się to zdarzało w życiu. No i po prostu lubił przepraszać za to, że żyje.
_________________

I've lost myself again and I feel unsafe
[Profil]
 
 
Isidore Litchfield








38

sprzedawca w audio t

żona mu umarła, ale stara się ogarnąć

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam





Wysłany: 2019-08-11, 04:15   
  

  
Isidore Litchfield

  
we've been dancing with mister brownstone


Ciężko powiedzieć, jak zareagowałby na wieść o jego przeszłości, ale i tak był ostatnią osobą, która mogła go oceniać. Sam też nie miał zbyt ciekawych wątków w swojej historii. Różnica polegała jedynie na tym, że o niektórych z nich Morty już wiedział, podczas gdy dla Izzy'ego jego przeszłość nadal pozostawała zupełną tajemnicą. Nie przeszkadzało mu to jednak. Dopiero się poznawali - trudno żeby ot tak zaczęli się przed sobą spowiadać ze wszystkich swoich życiowych dramatów. Zresztą ich znajomość była zaledwie koleżeństwem, które miało szansę na przekształcenie się w przyjaźń, ale to równocześnie wcale nie musiało się stać. Było jeszcze dużo czasu, aby stwierdzić, w jaką właściwie stronę podążała ich relacja.
Gdyby tylko Izzy wiedział, jakie dramaty rozgrywały się w głowie Morty'ego przed tym spotkaniem, chyba aż przeszedłby się do psychiatry, udał wariata i poprosił o jakiś silny lek uspokajający, który następnie podarowałby mu jako gratis do piweczka. Niby zdawał sobie sprawę z tego, iż Potter był trochę inny niż wszyscy - mniej przewidywalny i towarzyski, a bardziej skomplikowany i tajemniczy - ale nie podejrzewał, że przeżywał coś zupełnie naturalnego aż w takim stopniu.
Zerkał w stronę drzwi wejściowych za każdym razem, kiedy w środku rozlegał się charakterystyczny dźwięk wiszącego przy nich dzwoneczka. Gdy za którymś razem z kolei odwrócił głowę i w końcu dostrzegł sylwetkę Mordechaia, zupełnie niezamierzenie uśmiechnął się lekko, po czym podniósł rękę, aby ten mógł bez trudu go zlokalizować. Nie żeby dostrzeżenie faceta na wózku w średnio zatłoczonym pubie było jakimś specjalnie trudnym zadaniem.
- Cześć - odpowiedział, uścisnąwszy jego rękę. Jak na jego gust, Morty był trochę zbyt oficjalny i sztywny, ale w gruncie rzeczy nawet nie chciałby, żeby cokolwiek w jego zachowaniu uległo zbyt diametralnej zmianie. To było częścią jakiegoś jego uroku. - Właściwie to... - zerknął szybko na wyświetlacz telefony, po czym uniósł głowę i uśmiechnął się lekko. - Jesteś przed czasem - oświadczył tonem, który mówił, że Potter nie miał się o co martwić. Zresztą nawet gdyby trochę się spóźnił, Izzy'emu nie zrobiłoby to większej różnicy. Nigdzie się przecież nie spieszył. - Nie wiedziałem jakie piwo lubisz, więc zamówiłem tylko sobie, wybacz - wytłumaczył się, nie chcąc, żeby jego już nie tak nowy znajomy pomyślał o nim jak o jakimś kompletnym gburze. Chociaż sam nie był wybredny, zdawał sobie sprawę z tego, iż istniały osoby, którym smakował tylko jakiś konkretny rodzaj piwa - wolał więc nie ryzykować kupieniem czegoś, czego Mort ostatecznie nawet by nie wypił. Szkoda piwa.
_________________
ISIDORE LITCHFIELD
No remorse and no regrets for what I've done and what I've said. isn't life lived right at the edge? and when it's not, that's when you're dead. © by anaëlle.
[Profil]
 
 
Mordechai Potter







37

chwilowo bezrobotny

forever alone

North Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Philippa, Dale, Ivy, Dayami, Tinsley

Wysłany: 2019-09-10, 22:30   
  

  
Mordechai Potter

  
i'm alone and i feel empty


Różnica była taka, że przeszłość Isidore'a, choć może wstydliwa i niezbyt atrakcyjna do opowiadania, krzywdziła głównie jego samego. Oczywiście, nie jest miłym dla rodziców mieć syna ćpuna i prostytutka, ale to Mordechai własną ręką, względnie świadomie i celowo, skrzywdził swoją siostrę. No jednak nie chciał, by to się rozeszło. W ogóle to nawet nie lubił o tym myśleć, chociaż to wcale nie tak, że zapomniał.
Mort bardzo nieznacznie odwzajemnił uśmiech Isidore'a i od razu skierował swoje kroki w jego kierunku. Dzień dobry wcale nie musi być bardzo oficjalne, nawet u Morta, który zazwyczaj witał się właśnie w taki sposób, ale tym razem ta wyszło. Był nieco spięty i nie do końca wiedział, czego spodziewać się po tym spotkaniu, ale to pewnie tylko kwestia czasu (i alkoholu), aż się trochę rozluźni. Odrobinę, bo jednak nie spodziewajmy się po Potterze cudów.
- Nic się nie stało - pokręcił głową. Mort w ogóle nie pił zbyt wiele alkoholu, ale tym lepiej było mu kupić sobie takie piwo, jakie faktycznie będzie smakować. Tak też zrobił. To znaczy, przeprosił na chwilę Izzy'ego, by zakupić dla siebie kufel wypełniony ciemnym trunkiem, a potem usiadł przy stoliku zajmowanym przez Litchfielda.
Z początku rozmowa zapewne nie kleiła im się najlepiej, ale jeśli Izzy był łaskaw nad nią panować, to z czasem szło im pewnie coraz lepiej. Mort mógł opowiedzieć o tym, że znalazł nową pracę i będzie teraz bibliotekarzem, że kupił rybki, a jedna z nich dostała imię po kobiecie, która uratowała im życie, kiedy to Mort nieopatrznie potknął się i upadł, wypuszczając je z rąk i niemal je zabijając. Było mu wstyd, kiedy o tym mówił, bo oznaczało to, że nie jest dobrym papą dla rybek, ale ostatecznie wszystkie przeżyły i miały się całkiem dobrze, a jedynie najadły się nieco stresu, choć i to nie było dla nich wskazane. Mort pewnie też pytał o Blue, którą polubił, chociaż nie był zbytnio into dzieci. Ona jednak za każdym razem chwaliła jego kakao, a to mu wystarczało, by za każdym kolejnym razem z maksimum entuzjazmu przygotowywać jej nowy kubek napoju. Pewnie kupił nawet specjalnie dla niej jakiś ładny kubeczek.

Myślę, że zostanie przyjacielem Morta wcale nie jest łatwe, bo nie był skłonny do tego, by świadomie zajmować dużą przestrzeń w czyimś życiu. Zamiast tego wolał się wycofać, zostać na uboczu i pojawiać się dopiero na czyjeś wyraźne wezwanie. Typowy syndrom piątego koła u wozu. Czy Izzy często wzywał Mordechaia, by ten pojawił się u jego boku? Czy nudny Potter w jakiś sposób zafascynował go na tyle, by faktycznie chciał kolejnych spotkań? By nie zniechęcił go ten pozorny brak zaangażowania Morta? Czy Isidore wykonał pierwszy krok, by faktycznie wpieprzyć się z butami do Potterowego świata i wywrócić go do góry nogami? Czy opowiedzieli sobie w końcu o swojej przeszłości? Czy całowali się, przytulali i uprawiali seks; czy dzielili się najskrytszymi myślami, czy chodzili na nocne spacery, czy patrząc sobie w oczy trzymali się za ręce? I najważniejsze: czy Izzy pozwolił kiedyś Mortowi przejechać się na swoim wózku?
Tak wiele pytań na które już nigdy nie poznamy odpowiedzi. Równie dobrze ich drogi mogły się rozejść, mogli o sobie zapomnieć, albo pozostać w sferze platonicznej przyjaźni, co oczywiście złamałoby mi serduszko (na pewno bardziej, niż moja własna porażka w sferze miłości XD), dlatego chcę szczerze wierzyć, że mimo całej specyficzności obu panów, byli oni w stanie rozwinąć swoją relację, uczyć się siebie nawzajem, akceptować, doceniać, jednocześnie samemu stając się lepszym człowiekiem. No i że wychowali razem Blue, która wyrosła na grzeczną i miłą dziewczynkę, a potem piękną i inteligentną, świadomą swojej wartości kobietę, otwartą na świat i na przyjaźń z Mordechaiem, który z kolei nigdy jej nie molestował, i nie molestował już nikogo nigdy więcej, i w ogóle wszyscy żyli długo i szczęśliwie, dziękuję. *roni łezkę*

/zt
_________________

I've lost myself again and I feel unsafe
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5