Poprzedni temat «» Następny temat
Starbucks
Autor Wiadomość
Frankie Shah




Wysłany: 2018-04-29, 14:57   

Przełożyła ostrożnie połamany kubek z prawej ręki do lewej i strzepała z palców ociekajaca, brazowa ciecz, warczac za każdym razem, gdy efekt „doczyszczenia” dłoni nie przynosił zamierzonych efektów. Nadal była tak samo brudna, jakby kawa parzona w Starbucksie w rzeczywistości miała więcej z ektoplazmy, przyklejajacej się na stałe do skóry. Tyle dobrego, że w tym wszystkim nie doszło do poparzenia.
- Dżizas, kurwa, ja pierdolę… - fuknęła pod nosem, przestępujac o krok w bok, gdy spostrzegła, jak wielka plama gości na prawej klapie dżinsowej kurtki. Cholera, wyprała ja wczoraj i znowu będzie musiała to zrobić. Zaraz po tym, jak zrówna z ziemia osobę, która już mentalnie gromiła na wszelkie możliwe sposoby, dopóki nie usłyszała zwrotu ku niej. Z niezadowolona mina spojrzała na dziewczynę przed soba, jeszcze bardziej marszczac brwi, gdy dotarło do niej, że tak naprawdę jej nie zna. – Kimkolwiek jesteś - nie kojarzę cię i nie mam czasu na nadrabianie starych znajomości. – burknęła pretensjonalnie, próbujac szczęścia jeszcze raz ze strzepaniem pozostałości cappuccino, gdy zmierzyła nieznajoma od góry do dołu. Nie wpadła na pomysł, że to może być Wilson – zdjęcie donatów na Twitterze mówiło samo za siebie – i szczerze miała ochotę jak najszybciej spławić ja, aby móc eksmitować się do łazienki, aby uratować nikomu winna kurtkę, zanim będzie za późno. Plamy od kawy kiepsko schodziły z dżinsu, a ten akurat wyjatkowo lubiła.
[Profil]
 
 
Waverly Eyston








28

instagirl

Downtown Brentwood

mów mi: evie

multikonta: aldridge, bishop, davis, holgate, woodill

Wysłany: 2018-12-30, 19:29   
  

  
Waverly Eyston

  
people will stare, make it worth their while


W dni takie jak ten uwielbiała studia. Przerwa świąteczna trwała w najlepsze, więc Eyston miała masę czasu zarówno dla siebie jak i swoich fanów, którzy jej zdaniem ze zniecierpliwieniem wyczekiwali, aż znów pojawi się w sieci. Nie było to całkowicie zgodne z prawdą, czego jasnowłosa nie chciała przyjąć do wiadomości.
Odrzucając na bok wszystkie zmartwienia (bo kto to widział, by smucić się i załamywać tuż przed końcem roku?), wybrała się do swojej ulubionej kawiarenki, by tam nakręcić filmik z podziękowaniami za świąteczne prezenty. Zdawało jej się, że poświęcenie temu całego odcinka, przyniesie jej jeszcze więcej mięciutkich pluszaków i innych niespodzianek. Kochała otrzymywać podarunki i nie liczyła się z tym, że ktoś inny wydawał na nią pieniądze.
Zamówiła swoją ulubioną latte z mlekiem kokosowym (będąc paleo miała nieco ograniczone wybory) i gdy już ją otrzymała, zajęła miejsce przy jednym ze stolików. Zanim zabrała się do pracy, przejrzała wszystkie portale społecznościowe, na których miała konta. Napisała kilka komentarzy, polubiła posty znajomych, a na koniec napstrykała masę takich samych selfie z dzióbkiem, by po powrocie do domu, zmarnować godzinę próbując wybrać najlepsze. Było to dla niej zupełnie naturalne i nie uważała, by ten czas mogła wykorzystać lepiej. W końcu jednak zajęła się nagrywaniem. Pełna ekscytacji, nie zwracając uwagi na pozostałych klientów kawiarenki pozwoliła sobie na głośny śmiech, oklaski i bliżej nieokreślone dźwięki. Chciała wypaść jak najbardziej realistycznie, dlatego nie mogła się hamować.
Po kilku minutach, gdy wymieniła z imienia i nazwiska każdego ofiarodawcę, w końcu zdecydowała się sięgnąć po chłodną już kawę. Skrzywiła się z niezadowoleniem, rozglądając za jedną z kelnerek. Nie dało się tego pić!
- To tyle na dzisiaj. Jeszcze raz dziękuję za te wszystkie wspaniałe prezenty i przypominam, że możecie już rozglądać się za prezentami urodzinowymi, bo zostały TYLKO TRZY MIESIĄCE! - zapiszczała radośnie, szczerząc zęby do kamery telefonu. - No to ten... buziaki kochani... paaaaa - uśmiechnęła się po raz kolejny, pomachała i zakończyła nagrywanie. W następnej chwili dostrzegła pracownicę lokalu, która z pasją czyściła jeden ze stolików. - Przepraszam, ale ta kawa jest zimna. To bardzo niegrzeczne, traktować tak stałych klientów - pokręciła z niezadowoleniem głową, wskazując na stojącą przed nią filiżankę.
Wprawdzie nie spodziewała się, że dziewczyna bez problemu wymieni jej trunek na gorący. Ku zaskoczeniu Eyston ta przeprosiła, zabrała naczynie z zimną kawą i po niedługiej chwili pojawiła się z nową, parującą. Magia świąt wciąż musiała działać. Niemal w tym samym momencie Waves dostrzegła znajomą twarz.
- Hej! Tutaj! - wskazała na wolne miejsce na przeciwko siebie. Nie znała dziewczyny zbyt dobrze, właściwie to nie wiedziała o niej nic poza tym, że potrafiła się zabawić (tyle przynajmniej pamiętała z ich jedynego spotkania). Możliwe nawet, że nie powinna reagować z tak wielkim entuzjazmem na jej widok, ale zrobiła już wszystko co sobie postanowiła i teraz musiała jakoś zabić nudę. Samotne picie kawy nie należało do jej ulubionych zajęć.
_________________



Tell me somethin', girl


Are you happy in this modern world?
Or do you need more?

[Profil]
 
 
Latifa Rashid








26

reporterka

miłość tylko komplikuje

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, mav, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam





Wysłany: 2018-12-31, 03:15   
  

  
Latifa Rashid

  
life is either a daring adventure or nothing at all


Wbrew pozorom, praca w Winter Wonderland wcale nie była mniej wymagająca niż fucha reportera. Oczywiście w przypadku tego drugiego niebezpieczeństwo i ryzyko było nieporównywalne, ale cała reszta mogłaby spokojnie się równoważyć. Nie dość, że była wciśnięta w okropny, gryzący strój elfa to w dodatku musiała użerać się z niemożliwymi ludźmi, których zachowanie momentalnie naprawdę przekraczało wszelkie granice. Przed samymi Świętami zaliczyła starcie ze starszą panią, która najpierw zapytała, czy Latifa nie znalazła żadnego zagubionego portfela, a kiedy dostała negatywną odpowiedź, rzuciła się na nią z parasolką, oskarżając ją o kradzież. Gdyby nie jakiś stojący obok, rosły mężczyzna, który odciągnął od niej tę niezwykle silną starowinkę, prawdopodobnie nie wyszłaby z tego starcia w całości. W dzień wigilii z kolei obsługiwała małżeństwo, które w ogóle nie zwracało uwagi na swoje szalejące dookoła dzieci. Po tym, jak odeszli (oczywiście ostatecznie niczego nie kupując), Latifa spędziła dobry kwadrans na sprzątaniu potłuczonych bombek choinkowych, za które musiała zapłacić z własnej kieszeni, bo oczywiście nie zarejestrowała faktu zniszczenia asortymentu sklepiku na czas. Tuż po Świętach przyszła do niej niezadowolona klientka, która chciała zwrócić zakupioną tydzień wcześniej, bożonarodzeniową skarpetę, bo ta nie pasowała na jej nogę. To już kompletnie Rashid załamało, uświadamiając jej, iż praca w handlu była ostatnim, czego pragnęła, i do czego się nadawała. Chociaż właściwie znosiła to wszystko z względnym spokojem. Być może świadomość tego, jak bardzo potrzebowała pieniędzy, pozwalała jej normalnie przetrwać wszystkie kryzysowe chwile.
Tego dnia, wymęczona po całym dniu pracy, wstąpiła w drodze do domu do Starbucksa, chcąc umilić sobie popołudnie jakąś wymyślną kawą. Na ogół było jej szkoda wydawać pieniądze na podobne głupoty, ale ostatecznie uznała, że ten jeden raz mogła sobie na to pozwolić. W końcu jej też coś się od życia należało.
Odebrała swoje karmelowe Macchiato (w lokalu albo naprawdę był straszny hałas, albo miła baristka czuła się tamtego dnia za bardzo kreatywnie, bo imię, zdobiące jej kubek, brzmiało "Latteefah"), a potem skierowała się w stronę najbliższego wolnego stolika. Nie spodziewała się, że spotka kogokolwiek znajomego, w końcu większość jej znajomych zdecydowanie omijała podobne miejsca, więc gdy ujrzała czyjąś wyciągniętą do góry rękę, energicznie machającą w jej stronę, aż przystanęła. Musiała zmrużyć oczy i naprawdę się zastanowić, próbując wywnioskować, czy jasnowłosa dziewczyna, która patrzyła w jej kierunku, po prostu się pomyliła, czy naprawdę uważała ją za kogoś znajomego. Ostatecznie podeszła bliżej, pełna niepewności, ale dopiero kiedy ujrzała jej twarz z bliska, przypomniała sobie, że faktycznie nie były sobie obce.
- Och, cześć - powiedziała, znacznie się wahając. Bo czy znały się na tyle, aby pogrążyć się w jakiejś dłuższej rozmowie? Z tego co Latifa pamiętała (a pamiętała naprawdę niewiele, co oznaczało, iż impreza musiała być przednia), rozmawiały tylko przez chwilę, zanim postanowiły spożytkować resztę czasu w jakimś bardziej ustronnym miejscu. Rashid nie wiedziała więc nawet o co mogłaby ją spytać. - Co słychać? - rzuciła w końcu. Na szczęście nie była aż tak zmęczona, aby zapytać "co tutaj robisz?", przynajmniej tyle. Chociaż gdyby tylko zdawała sobie sprawę z tego, że dziewczyna, z którą spędziła jedną noc, i tak była średnio inteligentna, pewnie wcale nie przejęłaby się taką gafą.
_________________
      wanderlust (n.) a strong desire or urge to travel and explore the world
[Profil]
 
 
Waverly Eyston








28

instagirl

Downtown Brentwood

mów mi: evie

multikonta: aldridge, bishop, davis, holgate, woodill

Wysłany: 2018-12-31, 12:34   
  

  
Waverly Eyston

  
people will stare, make it worth their while


Nie miała żadnych oporów przed zagadywaniem do nieznajomych, czy osób, z którymi niezobowiązująco przeżyła chwilę bądź dwie. Uwielbiała być w centrum uwagi i kierowała się w życiu mottem, które gdy była nastolatką usłyszała z ust Paris Hilton (oczywiście nie osobiście, co trochę ją zasmucało) - nieważne jak o nas mówią, ważne żeby mówili. Te niby całkiem zwyczajne powiedzonko, pozwoliło jej przetrwać wiele trudnych chwil, chociaż nie sprawdzało się w momentach, w których najbardziej tego potrzebowała. To nic, bo nawet kiedy los podrzucał jej kłody pod nogi, zgrabnie potrafiła je ominąć i z podniesioną głową iść do przodu. Przynajmniej w teorii, bo całkiem dobrze szło jej wylewanie łez hektolitrami, ale nie, nie zamierzała robić tego w tym momencie, bo przecież była w świetnym nastroju. Święta spędziła z rodzinką, obdarowana masą prezentów nie tylko przez fanów i ze zniecierpliwieniem odliczała minuty do końca starego, a rozpoczęcia nowego roku (może nie tak dosłownie, bo ciężko byłoby jej poradzić sobie z liczeniem pozostałego czasu, bo ten dzielił się na tak wiele części). Skończyła nagrywać podziękowania, które potem będzie trzeba tylko zmontować, z czym zazwyczaj pomagał jej jeden z braci i teraz mogła już cieszyć się wolnym czasem w towarzystwie znajomej. Tak, Eyston należała do grona tych osób, które zdecydowanie nadużywały słowa przyjaciel, więc towarzysze jednorazowych przygód, w jej oczach zdecydowanie zaliczali się do grona znajomych.
- No cześć - powiedziała radośnie, gdy ciemnowłosa zajęła miejsce przy stoliku. Nie dostrzegła na jej twarzy niczego, co wzbudziłoby w niej jakiekolwiek podejrzenia, ale prawdopodobnie gdyby teraz pojawił się przed nią zabrudzony krwią osobnik, znalazłaby świetne wytłumaczenie tylko po to, by nie zainteresować się jego historyjką. Miała wiele do powiedzenia, dlatego nie chciała niepotrzebnie marnować czasu. - Dobrze, że pytasz... tak wiele teraz dzieje się w moim życiu. Święta były po prostu cudowne, dostałam masę prezentów... - zapiszczała radośnie, odblokowując telefon, który cały czas ściskała w dłoni i między tuzinami własnych zdjęć znalazła te, na którym widniało jej wielkie łóżko, pokryte masą pluszaków i innych kolorowych rzeczy. - Sama zobacz! - podstawiła dziewczynie urządzenie pod nos, zmuszając do zerknięcia na jego wyświetlacz, czy jej się to podobało, czy też nie. - A teraz właśnie skończyłam nagrywać podziękowania dla fanów... yeeey - nieudolnie zaklaskała w dłonie, w których w dalszym ciągu znajdowała się komórka (nie lubiła się z nią rozstawać nawet na moment). - I teraz wszyscy będą kochać mnie jeszcze bardziej, więc na urodziny dostanę o wiele więcej prezentów. To już wkrótce, dwudziesty czwarty marca...zapisz sobie lepiej, żeby nie zapomnieć - odparła z ogromną ekscytacją, po raz kolejny zapominając o kawie, która stygła w białej, porcelanowej filiżance.
Po dłuższej chwili ekscytowania się niczym małe dziecko, na jej twarzy pojawił się grymas niezadowolenia. Dostrzegła coś, na co wcześniej nie zwróciła uwagi, no ale przecież poprzednie spotkanie ledwo co pamiętała, a w szczegółach i tak nie była dobra.
- Jesteś ciapata? - odrobinę zniżyła głos, doskonale wiedząc, jak w tym kraju ludzie reagują na niektóre słowa. Trochę było jej głupio, ale nie dlatego, że mogła urazić dziewczynę. Czuła się źle z myślą, że przez alkohol nie zwróciła na to uwagi wcześniej, a powinna. W końcu miała swoje zasady! - To znaczy wiesz... nie mam z tym większego problemu, mam kilka ciapatych koleżanek, ale... - pokręciła z niezadowoleniem głową. - Mogłaś coś powiedzieć zanim, no wiesz...doszło do tego - wyjaśniła, nie ukrywając swojego rozczarowania. Trochę było jej przykro, bo planowała przeżyć ten dzień bez jakichkolwiek zmartwień, a tu proszę, taka niemiła niespodzianka.
_________________



Tell me somethin', girl


Are you happy in this modern world?
Or do you need more?

[Profil]
 
 
Latifa Rashid








26

reporterka

miłość tylko komplikuje

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, mav, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam





Wysłany: 2019-01-02, 00:19   
  

  
Latifa Rashid

  
life is either a daring adventure or nothing at all


Latifa nie miała swojego motta, ale gdyby musiała jakieś wybrać, chociażby na potrzeby tego spotkania, pewnie postawiłaby na słynne słowa Einsteina: "Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej". Dobrze, że jednak dziewczyny nie postanowiły wymieniać się swoimi ulubionymi, złotymi myślami, bo pewnie obie czułyby się nieźle zażenowane tym, co miała do powiedzenia ta druga.
Uniosła lekko brwi, słuchając wszystkiego, co miała jej do powiedzenia, i dziwiąc się nad energią, z jaką wyrzucała z siebie kolejne słowa. Naprawdę miała taki głos czy specjalnie go modulowała, próbując wzbudzić w rozmówcy większe zainteresowanie? Latifa nie potrafiła tego stwierdzić, chociażby dlatego, że wspomnienie nocy, w trakcie której się poznały, było trochę niewyraźne. Nie była nawet pewna, czy w ogóle rozmawiały zanim postanowiły przejść do sypialni, czy wpadły na siebie zupełnie spontanicznie i po prostu postanowiły to wykorzystać. W jej głowie lśniła pustka.
- O - powiedziała tylko na widok zdjęcia na wyświetlaczu telefonu, który Waverly podsunęła jej pod nos. Zerknęła na nie przelotnie, jako że fotografia jej prezentów nieszczególnie ją obchodziła. Zdecydowanie wolałaby, żeby dziewczyna jej to opisała. - Dostałaś to, o czym marzyłaś? - zapytała, lecz już po chwili zmarszczyła brwi. - Masz fanów? - powtórzyła z niedowierzaniem, mierząc ją uważnym spojrzeniem. Wstyd się przyznać, ale... nawet nie pamiętała, jak się nazywała. Początkowo miała nadzieję, że zobaczy przy niej opatrzony imieniem kubek, jednak dziewczyna miała przed sobą wyłącznie filiżankę z logiem Starbucksa. Latifa nie miała więc jak się poratować.
Uśmiechnęła się lekko, z niedowierzaniem, słysząc o tych wszystkich prezentach, wielkiej miłości fanów i urodzinach, których nie mogła przegapić nawet ona. Odnosiła wrażenie, że właśnie została wciągnięta w jakiś żart - musiała tylko rozgryźć w jaki. Jednak po całym dniu paradowania w stroju elfa, jej umysł nie zadziwiał jasnością, więc Rashid sięgnęła po swój kubek i upiła z niego porządnego łyka ciepłego płynu. Być może gdyby w tamtym momencie nie postanowiła zainteresować się kawą, dostrzegłaby niebezpieczny cień, przebiegający przez twarz dziewczyny, i wyciągnęłaby z niego odpowiednie wnioski. Niestety uniosła na nią wzrok dopiero wtedy, kiedy znowu się odezwała.
Gdyby znajdowały się na cichej polanie, a nie w zatłoczonej kawiarni, z pewnością w tle zabrzęczałby taktyczny świerszcz.
- Co? - zapytała po prostu, bo początkowo nie dotarło do niej to, o co pytała. To znaczy oczywiście, zrozumiała sam sens zdania, które było dość krótkie i konkretne. Nie mogła jednak pojąć samych słów, w jakie najwyraźniej zostało ubrane pytanie o jej narodowość i tego, dlaczego używała ich dziewczyna, z którą Rashid nie tak dawno spędziła całkiem miłą chwilę. Coś ją ominęło?
Przez moment po prostu marszczyła brwi, zaciskając pod stołem jedną z pięści, nakazując sobie spokój. Płynne przejście do defensywy mogło okazać się błędem, zwłaszcza że blondynka sama zaznaczyła, że "nie miała z tym większego problemu". Ale czy gdyby naprawdę tak było, pokusiłaby się w ogóle o zadanie takiego pytania?
- W sensie... ze Wschodu? - podpowiedziała, powoli się rozluźniając. Bardzo chciała wierzyć w to, że została nazwana ciapatą przez jakiś dziwny, wytłumaczalny przypadek, i że dziewczyna, chcąc zapytać o jej pochodzenie, niechcący wybrała dość... nieprzyjemny sposób. - Tak, z Iraku - potwierdziła ostatecznie, co chyba jednak było kompletnie bez sensu, bo nawet ona nie potrafiła wytłumaczyć sobie następnych słów blondynki. Zanim doszło do tego? - Czekaj, nie wiem czy dobrze zrozumiałam - mruknęła z lekkim rozbawieniem, wyraźnie podszytym irytacją. Bo chociaż cała ta sytuacja była wręcz karykaturalna, Latifie nie wydawało się, aby dziewczyna zwyczajnie prankowała ją na potrzeby tych swoich filmików czy robiła coś równie niedorzecznego. - Miałam powiedzieć ci skąd jestem, zanim poszłyśmy do łóżka? - powtórzyła, nie spuszczając z niej wzroku. Miała nadzieję, iż dostrzeże na jej twarzy coś, co da jej do zrozumienia, że to faktycznie był tylko durny żart, ale... nic takiego się nie działo.
_________________
      wanderlust (n.) a strong desire or urge to travel and explore the world
[Profil]
 
 
Waverly Eyston








28

instagirl

Downtown Brentwood

mów mi: evie

multikonta: aldridge, bishop, davis, holgate, woodill

Wysłany: 2019-01-02, 18:39   
  

  
Waverly Eyston

  
people will stare, make it worth their while


Może i faktycznie barwa jej głosu nie była całkiem naturalna, ale czy to miało jakieś większe znaczenie? Odnosiła wrażenie, że w jaki sposób nie wypowiadała słów, każdy słuchał jej z zainteresowaniem (a że pomimo tego chciała sobie trochę pomóc, chyba nie było grzechem). Świadczyła o tym wszystkim chociażby liczba osób śledzących jej kanał na youtube. Ludzie ją uwielbiali, wiedziała o tym.
- No pewnie, dostałam masę wymarzonych rzeczy - zachichotała na samo wspomnienie odpakowywania świątecznych prezentów. W tym roku wykazała się mniejszym egoizmem niż zazwyczaj i przygotowała niespodzianki dla swojej rodzinki. Rodzicom nagrała własne wykonanie ich ulubionej kolędy (śpiewała na poziomie sióstr Godlewskich), braciom podarowała po zdjęciu z autografem. Znów najmłodsza z nich, Nancy odziedziczyła bluzkę, która zdążyła już jej się znudzić i wiedziała, że więcej jej nie założy. Kiedy już chciała wymieniać wszystko to co znalazła pod choinką, dziewczyna zainteresowała się jej fanami, więc tamta kwestia mogła poczekać. - Mam, jestem bardzo popularna, choć jeszcze nie tak jak siostry Kardashian, czy Ariana... - westchnęła zasmucona ubolewając nad swoim losem. Szybko jednak się rozchmurzyła, bo wciąż miała wiele do powiedzenia. - Prowadzę videobloga i dodaję masę zdjęć na Instagramie, nigdy o mnie nie słyszałaś? Sweetewav.ey nic ci nie mówi? - zapytała z rozczarowaniem, odczytując z twarzy dziewczyny, że ta nie miała pojęcia o czym mówiła. - Będziesz musiała mnie poszukać i sama się przekonać, a najlepiej... podaj mi swój telefon, sama się znajdę i dodam - zaproponowała, wyciągając w jej kierunku dłoń, niemal zahaczając o filiżankę z kawą. - No dalej, tak będzie szybciej i łatwiej - ponagliła ją. Każdy obserwator był dla niej ważny, dlatego zmuszona była o nich zabiegać i pokazywać, że jej zależy.
Mogła zainteresować się tym jak wyglądały jej święta, ale to przecież nie było ważne. Wolała opowiadać o sobie, sącząc przy tym latte, po którą w końcu zdecydowała się sięgnąć. Znów była zimna, dlatego skrzywiła się ostentacyjnie i odstawiła naczynie z powrotem na blat stołu. Tym razem jednak nie zamierzała zawracać sobie głowy upominaniem kelnerki. Niech znają ją z dobrej strony.
- Co, co? - zgubiła się na moment. Pytanie, które zadała było proste, dlatego od razu pomyślała, że widocznie przebywa w towarzystwie osoby niezbyt inteligentnej. Niestety tacy też znajdowali się na świecie i nic nie można było na to poradzić. Musiała zostać zachowana równowaga i inne takie, czytała kiedyś o tym w jednym artykule, który jej znajomy udostępnił na Facebooku. - A nie wiem czy ze wschodu, czy z południa...wy to chyba już wszędzie jesteście - odparła, choć jak jej się zdawało, było to całkiem logiczne. Czasami zdarzało jej się oglądać z tatą wiadomości (dokładniej to przebywać w tym samym pomieszczeniu wgapiona w wyświetlacz komórki) i doskonale wiedziała jak tacy jak ta tutaj próbowali zawładnąć światem. Nie lubiła ich i wychodziła z założenia, że Europa powinna być dla ludzi białych. - Irak to to samo co Iran, tak? - zapytała bez większego powodu. I tak nie wiedziała gdzie ten kraj się znajduje i nie uważała, aby ta wiedza była jej do czegoś potrzeba, ale skoro już sobie tutaj rozmawiały, mogła udać zainteresowanie. - No rejczel - odpowiedziała na pytanie dziewczyny. - Było ciemno i w ogóle za dużo wtedy wypiłam, nie powinnaś tego wykorzystywać - odparła lekko oburzona, no bo jej zdaniem o takich rzeczach powinno się mówić, by wtedy druga osoba mogła zadecydować, czy chce z kimś takim czegoś próbować, czy też nie. Rozzłościło ją to trochę i nawet nie było jej przykro, że istniało ryzyko (jej zdaniem tak właśnie było), że dziewczyna mogła zarazić się od niej HIV'em, należało jej się. - Więc posłuchaj mnie tu... Latteefah - przechyliła głowę w bok, by móc rozczytać imię ze stojącego przed nią kubka (zazwyczaj nie miała problemów z zapamiętywaniem ich, pod warunkiem, że nie była pijana). - Zapamiętaj sobie, że tak nie można robić, inaczej jest z białymi, a inaczej z ciepakami i czarnuchami... chociaż tych drugich to chyba trudno pomylić, nie? - mówiąc to gestykulowała dłonią, jakby tłumaczyła jej coś naprawdę ważnego. - Nie i już - pokręciła głową z niezadowoleniem. Właściwie nie wytłumaczyła dlaczego ta kwestia była tak istotna, ale chyba nie trudno było domyślić się jakie Eyston zajmowała w niej stanowisko.
_________________



Tell me somethin', girl


Are you happy in this modern world?
Or do you need more?

[Profil]
 
 
Latifa Rashid








26

reporterka

miłość tylko komplikuje

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, mav, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam





Wysłany: 2019-01-04, 11:02   
  

  
Latifa Rashid

  
life is either a daring adventure or nothing at all


Latifa pewnie wolałaby, żeby Waverly mówiła normalnie, bo tak to nie wiedziała, czy dziewczyna robiła sobie z niej żarty, czy co, ale właściwie barwa jej głosu była ostatnią rzeczą, którą mogłaby się w tamtym momencie martwić. Dużo bardziej przerażał ją fakt, iż właśnie siedziała przed jakąś poważną gwiazdą Instagrama, z którą spędziła jedną, miłą noc za sprawą pijackiego przypadku, i która wydawała jej się trochę... sztuczna? Być może Rashid nie powinna oceniać po pozorach, w końcu każdy, kto chciałby postąpić podobnie z nią samą, doszedłby do wniosku, że była nieco zbyt chłodną jak na swój wiek, zeuropeizowaną muzułmanką. I chociaż to pierwsze właściwie by się zgadzało, tak na myśl o tym drugim automatycznie odsunęła się od uprzedzeń na temat blondynki, próbując spojrzeć na nią nieco przychylniej. Niestety udało jej się wytrzymać w tym stanie zaledwie kilka sekund.
Siostry Kardashian? Ariana? O rany. Rashid zacisnęła usta i pokiwała głową, ani trochę nie wątpiąc w prawdziwość jej słów odnośnie rzekomej sławy. Waverly zdecydowanie wpasowywała się w typ typowej, białej, bogatej dziewczyny, które mogły pochwalić się ogromną oglądalnością na YouTubie i tysiącami, jeśli nie milionami obserwujących na Instagramie. Latifa nawet nie chciała pytać o jej kontent.
- To chyba nie moje klimaty - przyznała wreszcie w odpowiedzi na jej zaskoczone pytanie. Nie interesowały jej ani tutoriale makijażowe, ani filmiki w stylu "co znajduje się w mojej torebce", ani recenzje nowych smaków Bubble tea, a wydawało jej się, że filmiki Waverly mogły kręcić się właśnie wokół podobnych tematów. I powoli traciła siły na to, aby nie generalizować.
Uśmiechnęła się lekko i pokręciła głową, nawet nie patrząc na jej wyciągniętą dłoń.
- Dzięki, ale nie możesz mnie dodać - powiedziała po prostu. - Nie mam konta na Instagramie. - Bo właściwie po co jej ono? To, czym chciała dzielić się ze światem, zapisywała w swoich reportażach. Zresztą nie potrzebowała tracić czasu na robienie zdjęć jedzenia z restauracji, w których pojawiała się od święta, czy widoków, jakie chciała zapamiętać. Wystarczało, że miała to wszystko w głowie.
Niestety w kolejnych sekundach straciła wszelkie nadzieje na to, że zachowanie dziewczyny było jednym, wielkim żartem. Słuchała jej, nagle wstrząśnięta świadomością, że naprawdę otaczali ją tacy ludzie. Że to nie były tylko anonimowe konta, piszące durne komentarze na Internecie, lecz realne osoby, oddychające tym samym powietrzem i znajdujące się tuż-tuż, na wyciągnięcie ręki.
- My? - powtórzyła ze zmęczeniem. Jeszcze nie walczyła, nie miała siły. Najpierw musiała przełknąć świadomość, że najwyraźniej postanowiła przespać się po pijanemu z kimś, z kim na co dzień nie chciałaby mieć do czynienia. - A myślisz, że gdyby to było to samo to ktoś fatygowałby się z wymyślaniem dwóch różnych nazw? - zapytała, próbując jakoś zmusić ją do myślenia. Może blondynka przechodziła przez chwilowe zaćmienie umysłu? To przecież zdarzało się nawet najlepszym.
Kolejne słowa Waverly nie tyle wylały na nią kubeł zimnej wody, co zwyczajnie popchnęły ją do działania. Dotychczas po prostu patrzyła na nią z niedowierzaniem, zastanawiając się nad najłatwiejszym sposobem opuszczenia kawiarni, ale jeden mocniejszy, rasistowski komentarz sprawił, że szala goryczy się przelała
- Latifa - wycedziła przez zęby, bo chociaż różnica w wymowie była niewielka, nie mogła jej nie zauważyć. - Zabawne, tamtej nocy nie miałaś problemów z wypowiedzeniem mojego imienia. - Zmrużyła oczy, zaciskając dłonie na plastikowym kubku. Zdenerwowała się. Niepotrzebnie, wiedziała o tym, ale... cholera. Już nie mogła nic na to poradzić. - Też musiałam być nieźle pijana, skoro w ogóle na ciebie spojrzałam - stwierdziła po prostu, powoli rozluźniając ręce. No już, uspokój się. - Inaczej? - powtórzyła chłodno. - Co, twoim zdaniem predyspozycje ludzi do zwykłego pieprzenia się są różne w zależności od tego, skąd pochodzą? - zapytała prześmiewczo, ale głos nieco drżał jej od wstrzymywanej złości. - Myślisz, że się zeszmaciłaś, bo przespałaś się z ciapatą? - Nie chciała tak wybuchnąć, oczywiście, że nie chciała, jednak jej impulsywność zadecydowała sama. - Bo ja sądzę, że to wcale nie dlatego. - Przekrzywiła lekko głowę, patrząc w jej oczy. Czy była zbyt ostra? Prawdopodobnie. Czy tego żałowała? Absolutnie nie.
_________________
      wanderlust (n.) a strong desire or urge to travel and explore the world
[Profil]
 
 
Waverly Eyston








28

instagirl

Downtown Brentwood

mów mi: evie

multikonta: aldridge, bishop, davis, holgate, woodill

Wysłany: 2019-01-04, 15:26   
  

  
Waverly Eyston

  
people will stare, make it worth their while


Mówiła tak jak było jej wygodnie, a jeśli Latifie to nie odpowiadało, równie dobrze mogła dosiąść się do kogoś innego. Waves chyba już zdążyła zapomnieć, że sama z wielkim entuzjazmem zaprosiła ją do swojego stolika. Znaczy się do tego, przy którym obie siedziały, bo może i nie była najmądrzejsza, ale wiedziała, że ten nie był jej własnością. Jeszcze nie. Uwielbiała Starbucksa na tyle, by móc rozważać jego kupno. Nie pomyślała niestety o tym, że zakup jednej kawiarenki nie wchodził w grę, ale póki co i tak nie miała wystarczająco pieniędzy, bo wszystko wydawała na ubrania i kosmetyki.
Nie przyszło jej do głowy, że ktoś w ich wieku (jak zakładała były w podobnym) może nie posiadać konta na Instagramie. Rozumiała tych wszystkich starych, pomarszczonych i brzydkich ludzi, bo z takim wyglądem lepiej było chować się przed światem. Wystarczyła już powiększająca się dziura ozonowa, trzęsienia ziemi i trąby powietrzne, ludzkość nie powinna musieć znosić większych tragedii. Dlatego uważała, że w Internecie należało umieszczać tylko zdjęcia ładnych ludzi, jak ona sama, czy chociażby siedząca na przeciwko dziewczyna.
- Nie masz konta na Instagramie?! - z wrażenia niemal wypuściła telefon z rąk. Na szczęście miała dobry refleks i złapała go, nim ten uderzył w blat stolika. - Jaja sobie ze mnie robisz, czy co? Gdzieś tu jest ukryta kamera, a ty... - zaśmiała się niepewnie i rozejrzała dookoła, z nadzieją na dostrzeżenie kogoś podejrzanego. - Chcesz mnie nagrać i dzięki temu zyskać kilku obserwatorów - powiedziała po dłuższej chwili, bo trochę zajęło jej dojście do takich wniosków. Idąc tym tokiem myślenia, zrozumiała jeszcze jedną rzecz, co wywołało szeroki uśmiech na jej twarzy. - A może jesteś moją fanką... i robisz to wszystko tylko po to, by spędzić ze mną kilka chwil? Jak słodko - podekscytowała się i niewiele brakowało, aby zerwała się z miejsca i wzięła dziewczynę w ramiona.
Trochę męczące było dla niej, że musiała wszystko tłumaczyć. Naprawdę odnosiła wrażenie, że posługiwała się łatwymi słowami.
- No wy terroryści - wypaliła, nie zastanawiając się nad tym zbyt długo, ale pewnie nawet gdyby się na to zdecydowała, jej odpowiedź byłaby taka sama. Jej móżdżek był małych rozmiarów i trudno było jej pojąć niektóre sprawy, a nadmiar informacji sprawiał, że wszystko jej się mieszało. Dlatego za każdym razem gdy słyszała słowo muzłumanin w jej głowie automatycznie pojawiały się dwa kolejne, ciapaty i terrorysta. - A skąd ja mam to niby wiedzieć? Poza tym nie uczyłam się tego w szkole, więc to nie może być ważne państwo - wytłumaczyła, zapominając dodać, że nigdy nie uważała na lekcjach i jej wiedza była mocno ograniczona. Dlatego pomimo słów ciemnowłosej, w dalszym ciągu uważała, że te dwa całkiem różne od siebie państwa łączyły się w jedno.
Towarzystwo Latify coraz mniej jej się podobało, ale zanim zdążyła o tym głośno powiedzieć, wywiązał się między nimi dialog, w którym tamta nie uważała na słowa. Waves nie do końca wiedziała, czym zasłużyła sobie na takie traktowanie, ale z pewnością nie zamierzała tego tak zostawiać.
- Skoro już przyjeżdżacie do naszego kraju, moglibyście chociaż zmieniać imiona na angielskie, wtedy nikt nie miałby z nimi problemu - powiedziała, wskazując napis na kubku. Było to całkiem dobrym wyjściem z sytuacji, ale najlepiej i tak, gdyby wszyscy obcokrajowcy wyjechali tam skąd ich przywiało. Ewentualnie była w stanie oszczędzić swoich fanów, nawet jeśli kolor ich skóry mocno różnił się od tego jej. - Próbujesz powiedzieć, że TY żałujesz seksu ze mną?! - zaszokowało ją to, bo nie przypominała sobie, aby wspomniała o chorobie, jaką wykryto u niej przed kilkoma tygodniami. Od razu pomyślała o tym, bo nie znała innego powodu, dla którego ktoś mógłby żałować spędzenia kilku przyjemnych chwil u jej boku. I prawdopodobnie gdyby tamta nie kontynuowała, w tym momencie Eyston przyznałaby się do wszystkiego. - Predoyco...? Mów do mnie po angielsku - zainteresowała się, bo nie znała języków innych niż ojczysty, ale postanowiła nie czekać na odpowiedź, bo dziewczyna nie wyglądała na chętną do tłumaczenia czegokolwiek. Ostatecznie pozostawiła pytanie bez odpowiedzi, choć długo zastanawiała się nad tym o co mogło jej chodzić. Wprawdzie zrozumiała pozostałe słowa, no ale z tym jednym brakującym, nic nie miało większego sensu.
W przeciwieństwie do Latify, Waves nie była zdenerwowana. Nie lubiła jej z wiadomych powodów, ale nie wyłapała nawet, że ta celowo próbuje być nieprzyjemna.
- A dlaczego?- uniosła brwi w zdziwieniu, przyglądając jej się uważnie. Naprawdę skóra jej twarzy była mocno ciemniejsza, że też wcześniej tego nie zauważyła. - Chyba wszystko ci się pomieszało, ale nic nie szkodzi, też tak czasem mam - machnęła niedbale ręką. - Trochę mi się spieszy, muszę dorwać brata, bo musi pomóc mi z montowaniem tego co nagrałam, ale jak chcesz to chwilę zostanę i będziesz mogła spróbować jeszcze raz, tylko wiesz no... po angielsku - odparła, z jakiegoś dziwnego powodu się nad nią litując, bo nawet oglądanie videoblogów innych niż jej własny było ciekawsze od towarzystwa ciapaka. No ale dalej tutaj była, zapominając, że jest w trakcie kłótni, taka była głupiutka.
_________________



Tell me somethin', girl


Are you happy in this modern world?
Or do you need more?

[Profil]
 
 
Latifa Rashid








26

reporterka

miłość tylko komplikuje

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, mav, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam





Wysłany: 2019-02-20, 22:30   
  

  
Latifa Rashid

  
life is either a daring adventure or nothing at all


Ostatecznie ton jej głosu nie przeszkadzał w odbiorze, więc Latifa nie ośmieliła się zwrócić na to głośno uwagę. Mimo postępującej technologii, niektórych rzeczy po prostu nie szło zmienić, a ona jak najbardziej to rozumiała. Zresztą głos zdecydowanie nie był czymś, po czym można by ocenić drugiego człowieka.
Jakoś nie czuła potrzeby pokazywania swojej twarzy w Internecie, zresztą pewnie nawet jakby już miała to konto na Instagramie to ewentualnie wstawiałaby tam jakieś zdjęcia ze swoich podróży, chcąc dać ludziom do myślenia. Wrzucanie do sieci selfików bądź fotografii uwieczniających jakieś codzienne outfity było zupełnie nie w jej stylu i nie sprzyjało niczemu pożytecznemu, a jedynie popychało ludzi w kierunku coraz większego samozachwytu.
Wzięła kubek z kawą i upiła z niego porządnego łyka, kątem oka rozglądając się dookoła w poszukiwaniu jakiegoś najbliższego wyjścia ewakuacyjnego. Aktualnie dziewczyna wydawała się nieszkodliwa, ale Latifa chciała wiedzieć w jaką stronę powinna umknąć w razie gdyby sytuacja stała się nieco poważniejsza. Tak zupełnie profilaktycznie.
- No… nie? – powtórzyła, patrząc na nią spod zmarszczonych brwi. Nie zarejestrowała nawet dramatycznego losu telefonu blondynki, który ledwo uratował się przed zderzeniem z twardą powierzchnią stolika – taka była skupiona na zastanawianiu się nad tym, jakie było źródło tego wielkiego zdziwienia. No bo od kiedy Instagram pełnił rolę spisu ludności i od kiedy posiadanie tam konta było tak nadzwyczajnie ważne? – Co? – mruknęła z rosnącą konsternacją. Ukryta kamera? Skąd w ogóle taka myśl wzięła się w jej głowie? – Przecież cię nie nagrywam – zauważyła, gdy po krótkim czasie dziewczyna przedstawiła jej swoją wersję tego, co tutaj się działo. Cała ta sytuacja zaczynała robić się coraz bardziej absurdalna, ale było jeszcze za wcześnie, aby przez głowę Latify przewinęła się myśl o ucieczce. Na razie wszystko, co ją martwiło, obracało się wokół psychiki siedzącej naprzeciwko, jasnowłosej dziewczyny, która na pewno nie była stuprocentowo normalna. W gruncie rzeczy jej postawa była całkiem żałosna, bo przecież nawet jej nie znała – spędziły ze sobą zaledwie jedną, przyjemną noc – jednak chwilowo się nad tym nie zastanawiała. Była zbyt zaabsorbowana tym, o działo się dookoła. – Fanką? – powtórzyła znowu, a potem odstawiła kawę na stolik, przyglądając się Waverly uważnie. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, że dziewczyna mogła być pod wpływem jakichś leków psychotropowych i mieć urojenia. – Nie mam pojęcia, kim jesteś – to powiedziawszy, przetarła dłonią zmęczone powieki. Zaczynała coraz bardziej żałować, że jednak postanowiła się do niej dosiąść. – To znaczy jasne, znamy się… powiedzmy… ale jeśli jesteś z jakiegoś powodu sławna to wybacz, ale zupełnie się na tym nie znam – tłumaczyła cierpliwie. No chyba że konikiem Waverly było rozpoczynanie znajomości w sypialni, być może wtedy Latifa zrozumiałaby jej ekscytację. Chociaż z drugiej strony… czy świat naprawdę doszedł do takiego punktu, w którym ludzie robili karierę na Instagramie przez to, że spali z różnymi osobami? O rany, miała nadzieję, że w razie gdyby to okazało się prawdą, na koncie Waverly nie widniało żadne jej zdjęcie…
W kolejnym momencie jej szczere zmartwienie szybko przeobraziło się w rozdrażnienie, które, osiągnąwszy swój punkt kulminacyjny na wzmiankę o terrorystach, zaczęło powoli niknąć. Nie, ta dyskusja była poniżej jej poziomu.
- Ty tak na poważnie? – musiała się upewnić. A nuż Eyston przeprowadzała jakiś eksperyment społeczny w słusznej sprawie, po prostu prowokując przypadkowych ludzi udawaną głupotą? To było prawdopodobne. – No nie wiem, to tak, jakby stwierdzić że Holandia i Hiszpania to ten sam kraj, bo znajdują się na jednym kontynencie – podsunęła z nadzieją, że Waverly jednak się zreflektuje. No, jak to mówią – nadzieja umiera ostatnia.
Uniósłszy brwi, odsunęła się lekko, najwyraźniej nadal nie dowierzając wypowiadanym przez nią słowom.
- Nie wiem jak ci to powiedzieć… – zaczęła, już dużo spokojniej. Krew nadal nieco w niej wrzała, ale ponieważ Waverly wyglądała na osobę raczej nieszkodliwą i rzadko używającą swoich szarych komórek, postanowiła oszczędzić sobie nerwów. Już i tak dała się żałośnie sprowokować. – Świat ma większe problemy niż trudne do zapisania imiona – zauważyła, cały czas próbując znaleźć w jej oczach jakiś znak, który świadczyłby o tym, iż to wszystko było wyłącznie jakimś nagrywanym z boku, nieśmiesznym kawałem. Co właściwie mogłoby uchodzić za zabawne, biorąc pod uwagę to, że jeszcze kilka minut temu to Eyston była tą, która podejrzewała ją o robienie sobie z niej żartów.
- Szybko łapiesz – stwierdziła ironicznie, z braku innego zajęcia ponownie sięgając po kubek z kawą. Musiała w pełni się uspokoić, a kofeina wydawała się dobrą opcją. – Predys… – zaczęła, lecz w ostatnim momencie zdała sobie sprawę z tego, że powtórzenie niezrozumianego przez Waverly słowa w niczym nie pomoże. Przymknęła lekko oczy. – Nieważne – zadecydowała w końcu, po czym upiła kilka łyków kawy. Najchętniej wstałaby i wyszła, ale przez całą tę wymianę zdań jej nogi były jak z waty i obawiała się, że nawet jeśli spróbowałaby się podnieść, nie zaszłaby daleko. – Twoja edukacja rzeczywiście nie jest na najwyższym poziomie, co? – zapytała, puszczając jej ostatnie pytanie mimo uszu. Nie zamierzała po raz kolejny zniżać się do jej poziomu. – Tak, wydaje mi się, że u ciebie to dość częste – przytaknęła, jednak bez szczerej zjadliwości. – Nie, wiesz co, idź. Poszukaj brata. Przekaż wyrazu współczucia rodzicom. Chociaż może lepiej nie, bo wydaje mi się, że to kwestia wychowania - musiała mówić cokolwiek, byleby uspokoić drżenie rąk i ogarnąć tę pustkę w głowie.
_________________
      wanderlust (n.) a strong desire or urge to travel and explore the world
[Profil]
 
 
Waverly Eyston








28

instagirl

Downtown Brentwood

mów mi: evie

multikonta: aldridge, bishop, davis, holgate, woodill

Wysłany: 2019-03-31, 23:33   
  

  
Waverly Eyston

  
people will stare, make it worth their while


Nigdy nie zastanawiała się nad tym jak wyglądałoby jej życie, gdyby urodziła się w innych czasach. Czym zajmowałaby się na co dzień, jeśli nie miałaby dostępu do Internetu, a co gorsza co gdyby jej rodzina byłaby biedna. Może i lepiej, że nic podobnego nigdy nie przyszło jej myśl, w przeciwnym razie z pewnością odcinek o tym znalazłby się na jej YouTube. Nagrywała dosłownie wszystko co tylko wpadło jej do głowy, chociaż i tak najczęściej były to filmiki z poradami o modzie i technikach makijażu.
- Ty nie, ale może jesteś z kimś w zmowie - zauważyła, rozglądając się dookoła. Przy okazji poprawiła ułożenie włosów i mocniej naciągnęła bluzkę, żeby uwydatnić niezbyt wielkich rozmiarów biust. Może faktycznie znajdzie się w jakimś filmiku, a może nawet w wieczornych wiadomościach. Miała zamiar dodać coś jeszcze, zadać kilka pytań, by odkryć czy w pobliżu faktycznie nie znajduje się jakaś kamera, czy chociażby telefon komórkowy, ale wtedy dotarły do niej kolejne słowa dziewczyny, które nawet nie tyle ją zszokowały, co raczej zasmuciły. - Nie wiesz kim jestem? - zapytała dla pewności, chociaż dziewczyna wyraźnie powiedziała, że tak właśnie było. - Ale w sumie jak na ciebie patrzę to jakoś mnie to nie dziwi - skwitowała, oceniając jej wygląd. Może i nie wyglądała jak ci bezdomni, którzy co chwilę zaczepiali ją na ulicy i pytali o drobne, ale nie można też było powiedzieć, aby w jakikolwiek sposób znała się na modzie. Tego jednak nie zamierzała jej tłumaczyć, gdyż uważała, że już nic nie jest w stanie pomóc dziewczynie. No może tak nie do końca, bo sama zdecydowała się z nią na coś więcej, a alkohol i ograniczone widzenie nie mogły być jedynym tego powodem. Miała coś w sobie, przynajmniej podczas ich poprzedniego spotkania i chociaż Eyston w tej chwili nie potrafiła tego pojąć, nie mogła się tego wyprzeć.
Może i była głupia (chociaż wcale za taką się nie miała), ale potrafiła odróżnić terrorystów od zwykłych, porządnych obywateli. Odróżniał ich kolor skóry, a u mężczyzn dochodziła do tego długa broda. Nikt nie był w stanie powiedzieć jej, że było inaczej, nawet jeśli siedząca na przeciw niej dziewczyna nie wyglądała na groźną. W każdej chwili mogła wyjąć z torebki bombę, dlatego bezpieczniej byłoby, gdyby Waverly oddaliła się od niej na bezpieczną odległość. Na szczęście aż tak daleko nie posunęła się w myślach. Poza tym Starbucks był jej ulubionym miejscem, zaraz po własnej sypialni i nie mogłaby pozwolić, aby został zniszczony przez terrorystkę.
- Przecież każdy wie, że to nie to samo, w Hiszpanii jest o wiele cieplej - pokręciła głową, bo to chyba było oczywiste. Poza tym chyba nie znała żadnej różnicy oddzielającej od siebie te dwa kraje, ale przynajmniej wiedziała, że nie były tym samym, jak w przypadku Iranu i Iraku.
Powoli zaczynała gubić się w tym co mówiła ta cała Latteefah, jej mały móżdżek nie był w stanie przyswoić tak wielu informacji w jednej chwili. I chociaż najbardziej chciała skupić się na kwestii, która nie mogła być prawdziwa, szybko zapomniała o rzekomym niezadowoleniu dziewczyny z ich stosunku.
- Studiuję na uczelni w Southend i całkiem nieźle sobie radzę - skłamała, tylko po to, aby lepiej wypaść w jej oczach. Dlaczego? Na to już nie potrafiłaby odpowiedzieć. Wcale nie radziła sobie z nauką, dlatego planowała zmienić kierunek, bądź ostatecznie zrezygnować z nauki, której podjęła się wyłącznie po to, by udowodnić hejterom, że nie jest głupia. - Wyrazy współczucia? Ktoś umarł? Coś się stało? - przeraziła się, nie wyłapując ironii. Zanim jednak dziewczyna zdążyła odpowiedzieć, zadzwoniła do jednego z braci i szybko upewniła się, że wszystko było w jak najlepszym porządku. - Nie żartuje się o takich sprawach - pouczyła ją, gdy tylko zakończyła rozmowę z bratem. Co ona sobie w ogóle myślała?
_________________



Tell me somethin', girl


Are you happy in this modern world?
Or do you need more?

[Profil]
 
 
Andrea Rossi









18

Jak na razie się uczy i ukrywa... piroman.

Motory i ogień!

North Brentwood

mów mi: Bianka/White Rabbit

multikonta: Anthony Farrar

Wysłany: 2019-07-06, 00:33   
  

  
Andrea Rossi

  
I'm gonna get the fire started!


#5
Sexy look!

Kolejny, niczym niewyróżniający się dzień. A tak przynajmniej się zaczął. Andrea obudził się jakoś po południu, jakiś dziwnie przymulony. Stwierdził, że definitywnie potrzebuje czegoś co ma w sobie kofeinę. Ledwo co zlazł z łóżka i powłócząc nogami poczłapał do kuchni leniwym krokiem. Niestety pech chciał, że wszelkie zapasy kawy mu się skończyły. Miał dwa wyjścia: albo pójść do sklepu i uzupełnić braki, albo ułatwić sobie życie i postawić na wypicie jej na mieście. Naturalnie wybrał to drugie. Wykonał wszelkie codzienne czynności, narzucił na siebie ulubioną skórzaną kurtkę nie zapinając jej po to, aby uwydatniać swe atuty, a miał się czym pochwalić! Następnie uzupełnił puste miski z jedzeniem i piciem dla swych zwierzaków, plus poprosił jak zwykle siostrę by ich popilnowała, aby nie musiały zostać na tak długo same. Po wszelkich przygotowaniach i ogarnięciu wszystkiego, co trzeba, w pośpiechu opuścił posiadłość.
Po kawiarni planował wybrać się jeszcze do jakiegoś klubu, co mogło w jego przypadku zakończyć się nawaleniem w trupa, zwłaszcza że zdecydowanie za dużo myśli męczyło jego umysł, nie wspominając o rozterkach sercowych! W związku z tym nie wsiadał bez sensu ani na ukochany motocykl, ani też do swej bryki - lepiej dmuchać na zimne! Ot, spacerkiem przybył do Starbucksa, którego najbardziej lubił. Nie spieszył się. Powolutku brnął do celu, po drodze standardowo jarając kilka papierosów. Takie tam silne uzależnienie, cóż poradzić... Tak czy inaczej dość prędko znalazł się na miejscu, bo dla niego pokonanie jakiejś drogi w Brentwood do danego celu nie było już żadnym wyzwaniem. Tym bardziej że mieszka w tym mieście już dostatecznie długo, aby ogarniać bez problemu co gdzie jest. Zdążył oswoić się na tyle z okolicą, że już nic nie było dlań obce, ani nie miał prawa się nigdzie zgubić.
Cóż, poznawanie nowego miejsca zawsze było dobrym sposobem na nudę, niezależnie od tego, z jakiego powodu się do niego trafiło, tak jak Andrea, który zmuszony został przeprowadzić się ze swych rodzinnych stron tutaj. I choć to angielskie miasto nie było jakieś szczególnie duże, w dalszym ciągu roiło się w nim od ciekawych miejscówek i na pewno nie dało zwiedzić się ich wszystkich za jednym zamachem. To właśnie można było postrzegać jako jeden z pozytywów, bo szczerze mówiąc, szybkie rozeznanie się we wszystkich miejscach, a potem odwiedzanie nielicznych, stałych miejsc, z czasem robiło się nudne. Będąc jednak tutaj, zwiedzanie zajmowało nieco więcej czasu i mogło poratować właśnie w momentach, kiedy nie miało się co robić. No a właśnie, czasem trzeba wyjść chociaż na chwilę. Żaden człowiek nie może się chować w czterech ścianach przez całe życie. Zamykanie się na świat i ludzi przed dłuższy czas też mogło negatywnie na człowieka wpływać, więc dobrze było wyjść, chociaż raz na jakiś czas, nawet jeśli jest się typem samotnika takim jak Rossi.
Po dotarciu do celu, bezpośrednio skierował swe cztery litery w kierunku wejścia do budynku. Pchnął drzwiczki, wtryniając się do środka. Przekroczył dumnie próg i podbił prosto do lady z zamiarem zamówienia sobie jakiejś kawki. Po dokonaniu wyboru zajął jeden z wolnych i najbardziej oddalonych od wejścia stolików. W międzyczasie skrobnął do swego kumpla Errola, by ten do niego wpadał jeśli chce, a on będzie czekał na niego w tej konkretnej kawiarni. Zajął się swym telefonem dla zabicia czasu i popijał ukochany napój. Na szczęście ten mu radośnie oznajmił, że z chęcią się z nim spotka, więc nie pozostawało mu nic innego, jak na niego poczekać! Andrea należał do całkiem cierpliwych osób, niemniej i on miał swoje granice... Zaczynał mieć powoli wątpliwości, że w ogóle przywlecze tutaj swój tyłek. Z minuty na minutę denerwował się i niecierpliwił coraz bardziej, gdyż znajomego wciąż nie było widać. Na wszelki wypadek sprawdził wiadomości, czy czasem nie przeoczył jakiegoś sms’a odwołującego spotkanie, jednak żadne powiadomienie mu się nie wyświetliło, a gdyby ten doń zadzwonił, mając oczy wlepione w ekran nie sposób byłoby przeoczyć ewentualnego połączenia! Kto wie, może jednak coś się stało, ale w takim wypadku chyba by go poinformował, prawda? Mimo wszystko dał mu ostatnią szansę i postanowił poczekać trochę dłużej. Kilka minut wte czy wewte nie zrobi mu większej różnicy! Miał szczerą nadzieję, że przyjdzie, bo naprawdę się nakręcił i chciał z nim zobaczyć!
_________________

Andrea Rossi
I feel alive inside I won't be terrorized, I’ll stand up to the pain.
[Profil]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 5