Poprzedni temat «» Następny temat
Dach kamienicy
Autor Wiadomość
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2018-06-10, 12:29   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Oj no, lepiej byłoby zostać żulem niż jakimś nudziarzem, który wychodził do pracy o siódmej, wracał o piętnastej, a później siedział przed telewizorem do wieczora, nie widzac, jak życie przelatuje mu przed oczami. Picie na ulicy, zaczepianie młodych ludzi i opowiadanie im historii swojego alkoholizmu wydawało mu się zdecydowanie bardziej fascynujace. No bo mimo tego, że byłby już stary i pomarszczony, nadal poznawałby fajne osoby i może nawet wkręcałby się za ich sprawa na jakieś zajebiste imprezy.
- No, byłbym tym, który mówi, że chce na chlańsko, a nie udaje brak nogi czy tam chuj wie co - powiedział z przekonaniem. Sam, kiedy już zostawał zaczepiany przez podobnych delikwentów, chętniej wyciagał jakieś drobne, gdy prosto z mostu mówili, że chcieli sobie kupić piwo. Brak picia chwytał go za serce bardziej niż jakieś tam kalectwo czy głód rodziny.
Złapał się za serce, rzucajac mu dramatyczne spojrzenie. Even chyba spadł mu z nieba, takiego wspaniałomyślnego kumpla to tylko ze świeca szukać. Serio, już wyobrażał sobie starego, zapijaczonego siebie, mieszkajacego w jakiejś wyjebanej w kosmos willi Landsverka i dokarmiajacego jego rybki czy inne zwierzatka w zamian za dach nad głowa.
Co on by bez niego zrobił? No na pewno chlałby mniej, bo, próbujac wprowadzić go w imprezowy nastrój, nie musiałby dorównywać mu w ilości spożywanego alkoholu. A poza tym to hmm... chyba nic innego by się nie zmieniło. Co prawda straciłby jednego fajnego kumpla, ale watpił, aby z tego powodu jego życie nagle się zawaliło.
Znowu się odwrócił, tym razem czujac, jak coś niewielkiego odbija się od jego pleców. Spojrzał na Evena spod uniesionych brwi i uderzył się z otwartej dłoni w czoło, widzac, że ten, jak jakiś dzieciak, próbował rzucać w niego małymi, znalezionymi na dachu kamyczkami. Jak dziecko.
- Pojebało cię? - zapytał i pokręcił głowa. Co za debil. A ludzie jeszcze uważali go za inteligentnego i dziwili się, ilekroć słyszeli, że zadawał się z kimś takim jak Chester. Ech, gdyby tylko zobaczyli, co ten idiota właśnie odpierdalał, od razu zmieniliby o nim zdanie. Uznaliby go za niepoczytalnego czy coś.
E tam, tu wcale nie było tak wysoko. Może gdyby znajdowali się na dachu jakiegoś wieżowca, odległość od ziemi byłaby bardziej przerażajaca i nawet Chester miałby opory przed podejściem do krawędzi dachu. Ale tutaj... no, było tak sobie. Pewnie, gdyby spadli, faktycznie by umarli albo chociaż staliby się dożywotnimi kalekami, jednak taka perspektywa wcale Aldridge'a nie przerażała. Przecież nie był na tyle durny, aby rzucić się w przepaść, a i nie podejrzewał, aby Even miał ukryty zamiar go stad zepchnać. Byli bezpieczni.
- No coś ty? - Spojrzał na niego z rozbawieniem i uniósł brwi. Nie trzeba było być Einsteinem, aby zauważyć, że Landsverk miał poważne opory przed podejściem do krawędzi i zerknięciem w dół, a to nasuwało na myśl tylko jeden wniosek. - Cykasz się? - Dobra, on rozumiał, że faktycznie gdyby zlecieli na dół, nie byłoby im zbyt wesoło, ale, kurwa, czy którykolwiek z nich miał jakieś samobójcze zapędy? Albo pragnał śmierci drugiego? Albo po prostu był niestabilny psychicznie? Otóż nie, więc czego się tutaj bać? - Weź nie odpierdalaj i chodź tu. - Zero wrażliwości, zero. No co mógł na to poradzić, skoro koszulka z piesełem tak dramatycznie go wołała? - Przecież, kurwa, nie spadniemy. - Pokręcił głowa i odwrócił się z powrotem w stronę swojej nowej zdobyczy. Parsknał cichym śmiechem, kiedy Even, ostatecznie postanowiwszy przełamać swój lęk, uczepił się jego pleców i schował twarz za jego ramieniem. Dureń, po prostu dureń.
Ale przynajmniej Chester miał już coś, czym mógłby go szantażować. Oczywiście tylko w podbramkowych sytuacjach. Nie był na tyle bez serca, aby nabijać się z czyichś fobii. Sam, chociaż nie był typem specjalnie wybiegajacym myślami w przyszłość, srał w gacie na myśl o śmierci (takiej prawdziwej, a nie potencjalnej, kiedy rozważał, jak by to było, gdyby jednak spadł na ziemię z wysokości kilkunastu metrów).
Jasne, że nie żartował. Potrzebował tej koszulki z piesełem, pragnał jej. Już wyobrażał sobie przyszłość u jej boku, cały ten szpan na dzielni i na uczelni (nawet nie czuję kiedy rymuję). Postanowił sobie, że ja zdobędzie i tego zamierzał się trzymać. Koszulka musiała być jego.
Pokiwał kilkakrotnie głowa, za bardzo skupiony na myśli o swoim nowym łupie, by odpowiedzieć. Z Żółwi Ninja mógł być jak Michelangelo, ten z pomarańczowa bandana, który zawsze śmieszkował i odwalał głupie rzeczy. Ale mógł też nie być żadnym żółwiem tylko soba, Adonisem Aldridge, jemu to nie robiło różnicy. Jedyne, co go obchodziło, to ta cholerna koszulka. I nie zamierzał zwlekać ani chwili dłużej. Należało działać.
Odsunał się od Evena i powoli przykucnał przy krawędzi, próbujac wydedukować, gdzie spadnie, jeśli postanowi skoczyć dokładnie z tego miejsca. Odległość nie wydawała się duża, jasne, ale balkon miał stosunkowo niewielka powierzchnię i wystarczył jeden krok w lewo albo w prawo, żeby Chester przeleciał obok i, w najgorszym przypadku, żałośnie rozpaćkał się na chodniku. Mimo to, jego pijany umysł szybko stwierdził, że miejsce, w którym stał, było idealne pod względem strategicznym. Nieporadnie chwycił się więc brzegu dachu i, próbujac ignorować strach, który nagle go obleciał, przełożył nogi przez krawędź.
- Ja pierdolę - mruknał, czujac, jak poca mu się dłonie. - Jak mi nie wyjdzie to weź nie mów, że chciałem podjebać coś komuś z balkonu. Wymyśl jakaś poważna historię. - Nie chciał powiedzieć "jak umrę", bo nie, to zdecydowanie nie miało się zdarzyć. Pragnał zachować swoje życie, miał przed soba jeszcze parę lat chlania iiiii...
O cholera, przeszło mu przez myśl, gdy powoli zsunał się w dół. Na parę sekund zawisnał jak ostatni idiota, momentalnie nie majac pojęcia, co zrobić. Ręce, którymi trzymał się krawędzi, wygięły się w tak nienaturalny sposób, że zaczęły boleć, więc Chester puścił je i... zleciał w dół.
- O kurwa - powiedział głośno, gdy na powrót poczuł grunt pod nogami. Otworzył oczy, które nieświadomie zamknał i z uśmiechem pojał, że znajdował się dokładnie u celu, naprzeciwko lekko wilgotnej koszulki z piesełem. Chyba jednak Zeus miał go w opiece. - Mam ja! - To nie było bardzo dyskretne z jego strony, ale już chuj z tym. Szybkim ruchem, trzęsac się od adrenaliny, odczepił spinacze i chwycił swój wymarzony łup. O M G. Koszulka z piesełem naprawdę była jego. - Dobra, rzucam - zawołał, a potem zwinał materiał w kulkę, żeby przypadkiem nie postanowił odlecieć, wział rozmach i rzucił swój skarb w stronę Evena. Na szczęście trafił na dach za pierwszym razem.
No dobrze... ale jak on teraz miał zamiar wejść z powrotem na górę?
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
Even Landsverk








21

Praktykant w kancelarii prawnej

Downtown Brentwood





Wysłany: 2018-06-10, 17:09   
  

  
Even Isak Landsverk

  
Guns don't kill people, blood loss and organ damage do.


No, no. Nawet bym ci dał — kiwnał nieznacznie głowa, choć miał jednak szczera nadzieję, że koniec końców Aldridge znajdzie sobie jakiś życiowy cel, z którego postanowi się utrzymywać. Choćby miał do końca życia sprzedawać bilety w kinie czy faktycznie rozwinać własne biuro matrymonialne. Praca jak praca.
Gdyby ktoś poobserwował ich przez chwilę z boku (i nakręcił serial przyrodniczy o Chesterze i Evenie w środowisku naturalnym), mógłby wyłapać kilka standardowych tekstów, które zdarzały się padać w ich rozmowach dużo częściej niż inne. Jak jakiś zaszyfrowany kod. "Pojebało cię?", "Jaki ty jesteś zjebany.", "Co ty odpierdalasz?". Pewnie gdyby nie umawiali się na spotkania tylko mieszkali jakoś blisko siebie, na swój widok rzucaliby wesoło "Kurwa, znowu on".
A to coś nowego? Nie-pojebani ludzie się z toba nie zadaja — odparował rozkładajac bezradnie ręce na boki. I dla Chestera może nie było aż tak wysoko, ale Even już po znalezieniu się trzy metry nad ziemia czuł wyraźny dyskomfort. Przy pięciu robiło się nieciekawie. A co dopiero wyżej? Do tej pory pamiętał jak zabrali go w wieku trzynastu lat do parku linowego. Wszystko super i w ogóle. Tyle że jego kuzyn uparł się, by pójść na najwyższa trasę. Rzecz jasna protesty Evena zostały jawnie zignorowane i już piętnaście minut później w pełnej uprzęży z mina mówiaca 'Grażyna trzymoj mnie bynde rzygoł' musiał się wspinać po 10-metrowej linie. No i nawet się wspiał. Patrzac do góry. Ręce trzęsły mu się jak popierdolone, ale jakoś dał radę. To czy dał radę potem iść dalej czy w ogóle zejść z toru to już inna historia. Dosłownie skamieniał. Nawet nie słyszał jak wykrzykuja jego imię - najpierw kuzyn, potem rodzice, aż w końcu jacyś pracownicy, którzy wyraźnie chcieli żeby zszedł stamtad sam, spuszczajac się z powrotem po linie. Rzecz jasna Landsverk ani myślał schodzić gdziekolwiek. Zamiast tego zablokował cały tor na blisko godzinę, bo jak się okazało - platforma na której stał była jednoosobowa i nikt kompletnie nie miał do niego podejścia. Ostatecznie pomogła mu jakaś śmigajaca po przeszkodach jak błyskawica siedmiolatka. Była o połowę niższa od niego, ale dzielnie złapała go za rękę i sprowadziła na dół. To był totalnie najbardziej żenujacy dzień jego życia. Nic dziwnego, że nikomu nie chwalił się ta historia, chociaż zdjęcia z niej miał po dziś dzień.
Dobra, zamknij się bo zaraz sam się spierdolisz z tego dachu — warknał urażony w odpowiedzi na jego zaczepki. Wszyscy zawsze reagowali w dokładnie taki sam sposób. Niech no tylko znajdzie coś czego bał się sam Aldridge, będzie go dręczył dniami i nocami, aż nie uzna że jego zemsta została ostatecznie dopełniona.
Gdy tylko Chester się od niego odsunał, Even usiadł na ziemi całkiem niedaleko krawędzi. Uparcie starał się jednak nie patrzeć w jej stronę. Co było zwyczajnie niemożliwe, gdy właśnie rozgrywały się losy jego byłego chłopaka. Podniósł więc na niego wzrok, by na wszelki wypadek zapamiętać go takim jakim był w szczęśliwych czasach. Spierdolonym umysłowo, najebanym kretynem skaczacym na balkon za koszulka z piesełem.
Spoko, powiem że wykupili ci wszystkie płyty Justina Biebera i nie mogłeś już dłużej z tym żyć, zrozumieja — obiecał, hamujac w sobie chęć powstrzymania Chestera przed tym idiotycznym pomysłem. Może nawet trochę się martwił. Ale tylko odrobinę. Wiedział jednak, że jak już się na coś uprze to ni chuja nie miał szans, by wybić mu podobny pomysł z głowy.
Shh — uciszył go, gdy ten nagle zniknał mu z oczu. Chyba jednak przeżył. I trafił. Even przesunał się bardzo, ale to bardzo powoli w kierunku krawędzi. Nie no, nie ma chuja we wsi. Ostatecznie rozpiał koszulę, zdjał ja i rzucił na bok, by zaraz faktycznie położyć się na ziemi i podczołgać jak rasowa dżdżownica w okopach. Gdy tak leżał całym ciałem na betonie, czuł się nieco bezpieczniejszy. No i koszuli nie pobrudzi. Aż tak. Podkoszulek i tak miał czarny, więc cokolwiek.
Na hasło rzucam spojrzał w dół, momentalnie czujac jak kręci mu się w głowie.
Jezu zaraz się zrzygam — mimo to udało mu się wyciagnać rękę i przechwycić koszulkę, która zaraz wyladowała za nim, tuż obok białej koszuli. I w tym momencie spojrzał na dzielaca ich odległość, ściagajac nieznacznie brwi. Zwatpienie i uświadomienie sobie jak chujowy był to pomysł, zdawało się nawet chwilowo przysłonić jego fobię.
... e. Ten. Tego — wyciagnał rękę w dół, wychylajac się za krawędzia dużo bardziej niż tego chciał. Skup się na balkonie. Balkonie i Chesterze. Nie patrz poza jego obręb.
Sięgniesz do mojej ręki? — zapytał w końcu majac cholerna nadzieję, że właściciel nie kapnie się, że ktoś właśnie stoi na jego balkonie, ani że jedna z jego koszulek zwyczajnie zaginęła w akcji.
Może podskocz czy coś — nie umiał do końca ocenić z góry odległości, choć zaraz musiał zacisnać oczy, gdy przez przypadek zerknał w bok.
Fuck this shit, I'm out.
Zaczał właśnie poważnie rozważać czy jego znajomość z Aldridgem była warta leżenia na krawędzi dachu i próby uratowania go z opresji. Może powinien po prostu zgarnać koszulkę, alkohol i pójść w chuj? Miałby wszystko dla siebie.
Ech szkoda, że nie potrafił być aż takim skurwysynem, gdy chodziło o Chestera. Wszystko byłoby dużo łatwiejsze, a tak? Udawał jakiegoś pseudo-żołnierza. Do dupy z tym wszystkim.
_________________

<div style="font-family: 'Raleway'; font-size: 17px; color: #dad8d6; text-transform: uppercase; margin-bottom: -15px; margin-left: 5px;">Jeg kan bare Ødelegge alt
<div style="text-transform:uppercase; width: 390px; margin-top: 2px; border-top:7px #dad8d6 solid; padding: 4px;"><img src="https://imgur.com/JG94CLC.gif" style="opacity: 0.8; height:100px; width:190px;"> <img src="https://imgur.com/0UZygYu.gif" style="opacity: 0.8; height:100px; width:190px;"><div style="font-family: 'Raleway'; font-size: 17px; color: #dad8d6;"> <div style="text-transform: uppercase; width: 390px; border-top: 7px #dad8d6 solid; padding: 4px; margin-left: -3px; margin-top: 2px;">Uansett hvor mye jeg elsker det.

[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2018-06-10, 22:42   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Oj no, takie teksty właśnie świadczyły o tym, że bardzo się lubili i w ogóle. Przecież w ten sposób mówiło się tylko do wybrańców, najlepszych z najlepszych, prawdziwych przyjaciół i ludzi, do których miało się zaufanie. No, przynajmniej Chester nie powiedziałby nic podobnego do kogoś, kogo znał tylko jeden dzień. Na pewno rzuciłby jakaś "kurwa" czy innym "ja pierdolę", ale na tym by się skończyło. Niestety nie każdy był na tyle zajebisty, aby stać się adresatem jego bardziej ekspresywnych przekleństw.
Prychnał prześmiewczo. Oczywiście, że, dobierajac sobie znajomych, prowadził poważna selekcję i ostatecznie nawiazywał bliższy kontakt tylko z tymi, którzy byli zdrowo powaleni, ale... no... żeby stary chłop, pracownik jakiejś ważnej gazetki, której nazwy Chester nigdy nie pamiętał oraz przyszły prawnik, bał się podejść do krawędzi dachu i spojrzeć w dół? No nie rozumiał. Może to i lepiej - zapewne gdyby usłyszał historię o parku linowym, umarłby ze śmiechu. Jakoś nie potrafił sobie wyobrazić trzynastoletniego Evena, ściaganego z wysokości dziesięciu metrów przez dwa razy młodsza dziewczynkę, chociaż sam miał na koncie dużo, dużo podobnych przypałów. Miał na nazwisko Aldridge - logiczne, że zbłaźnił się w życiu niezliczona ilość razy.
- Nie spadniemy, zjebie - powiedział z irytacja w ramach pocieszenia. Nie no, poważnie, ile trzeba było mu powtarzać, żeby wreszcie zrozumiał? Przecież zachowywali się grzecznie, nie odwalali jakichś dzikich densów na dachu ani nie robili nic ryzykownego. Nie mieli prawa spaść.
Chciał warknać na niego, żeby się nie wygłupiał i wymyślił coś doniosłego, a nie jakaś historyjkę o Justinie Bieberze, ale zanim zdażył się odezwać, poleciał w dół i wyladował na tym nieszczęsnym balkonie. A kiedy to już się stało i Chester osiagnał swój niedorzeczny cel, zrobił się tak radosny, że kompletnie zapomniał o tym, aby nawrzeszczeć na Evena za mówienie takich głupich rzeczy w momencie, kiedy on znajdywał się na skraju śmierci. Nieważne. Znajac jego głupie pomysły, jeszcze wiele razy miała nadarzyć się podobna okazja.
- Nie rzygaj, bo poleci na mnie - powiedział i skrzywił się na sama myśl o tym, jak by to było - stojac na wysokości piatego piętra, oberwać fala wymiotów swojego chłopaka, który znajdował się na dachu. Szybko jednak zakrył usta ręka, rozumiejac, że wizualizacja czegoś podobnego nie była jego najbardziej błyskotliwym pomysłem. Fuj.
Radość z powodu zyskania upragnionej koszulki z piesełem już ostygła i Chester wreszcie zaczynał dostrzegać wszystkie wady swojego widzimisię. Spojrzał w górę z dość nietęga mina. Nawet gdyby podskoczył, nie dałby rady sięgnać ręki Evena. Zreszta chyba nie chciał tego robić. Skoro Landsverk miał lęk wysokości, na pewno pociły mu się dłonie. A skoro pociły mu się dłonie, Chester nie mógł na nich polegać. No, chyba że chciał umrzeć, ale nie, cenił swoje życie i nie zamierzał tracić go w takich okolicznościach. Przecież czekała go świetlana przyszłość! Miał zamiar wyrwać hetero Edwina, zostać alfonsem, a potem stać się sławnym jako pierwszy człowiek, który osiedli się na Marsie. Nagła, żałosna śmierć nie pasowała do jego planów.
- No tak nie bardzo - mruknał i zmarszczył brwi. Na szczęście jego bystry umysł szybko został rozświetlony przez niesamowity pomysł. - Czekaj. - I powoli, przytrzymujac się jakiegoś kabla, który biegł wzdłuż ściany, spróbował wejść na balkonowa barierkę. Za pierwszym razem poniósł klęskę, bo ześlizgnęła mu się noga, ale drugie podejście było o wiele bardziej owocne. - Ja pierdolę - jęknał, próbujac nie myśleć o tym, że jego dwie wielkie stopy właśnie stały na cholernie waskiej, śliskiej powierzchni. Pewnie gdyby tylko nimi poruszył, wywinałby orła i zleciał na dół, w ten sposób kończac swoje jakże marne życie. Ale istniała także możliwość, że barierka puści sama, w końcu jak wytrzymały mógł być tak stary kawałek metalu? Nieważne, nieważne. Chester przełknał ślinę i zerknał do góry, mocniej zaciskajac palce na tym nieszczęsnym kablu. Może przynajmniej to byłoby w stanie go uratować.
- Dobra, to ja teraz złapię cię za rękę, okej? - To, że Landsverk miał lęk wysokości, wcale nie pomagało. Cholerne pieseły. Gdyby nie one, nie byłoby problemu, pomyślał Chester, próbujac ocenić evenowa zdolność do pomocy. - A jak cię chwycę to mnie trochę podciagnij, dobra? Potem złapię się krawędzi druga ręka i już sobie dam radę. - Taka przynajmniej miał nadzieję. Zeusie... naprawdę nie chciał umierać. Był na to zbyt młody. I zbyt piękny. - Jak mnie puścisz to wrócę do ciebie jako duch i powiem wszystkim w twojej pracy, że pieprzysz się z plebsem. Zniszczę twoje życie - cóż, zazwyczaj Chester był człowiekiem o niegroźnych zamiarach, ale w tym momencie jego ton zdecydowanie nie był żartobliwy. Rozchodziło się w końcu o poważne rzeczy.
Stojac na tej cholernej, lekko trzęsacej się barierce, dopadała go coraz większa niepewność, więc powoli oderwał jedna rękę od kabla, który utrzymywał go w jako takim bezpieczeństwie, i uniósł ja do góry. Mocno chwycił Evena za nadgarstek, bo cholera, nie ufał temu debilowi aż na tyle, aby powierzyć mu swoje życie w tak kryzysowej sytuacji, a potem uniósł się na palcach i oderwał od barierki z nadzieja, że cholerny Landsverk nie zamierzał go teraz puścić.
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
Even Landsverk








21

Praktykant w kancelarii prawnej

Downtown Brentwood





Wysłany: 2018-06-11, 10:45   
  

  
Even Isak Landsverk

  
Guns don't kill people, blood loss and organ damage do.


Jeszcze będzie go wyzywał, no trzymajcie go zanim zrobi mu krzywdę.
Sam jesteś zjebem, kretynie — odparował tekstem rodem z gimnazjum, choć przez sekundę zastanawiał się jeszcze czy nie dorzucić jakimś tekstem o jego starej. Nie chciał jednak, by po pijaku wział to jako przytyk do pani Aldridge i potem rzucił w jej stronę jakimś debilizmem. Kogo jak kogo, ale matkę Chestera to on lubił. Czasem nawet bardziej niż jej debilnego syna.
Dobra, dobra. Wierz mi, rzyganie to ostatnia rzecz jaka chcę teraz zrobić — odburknał, niezwykle się w tym momencie cieszac że ziemia była tak przyjemnie chłodna.
Słowa Aldridge'a zmusiły go do nieznacznego rozwarcia powiek i przesunięcia się jeszcze bliżej krawędzi. Przecież za takie poświęcenie powinni wybudować mu pomnik w centrum Brentwood za największe oddanie w historii wszechczasów. Mogliby tam nawet wcisnać obok Chestera jako jakiegoś męczennika wojennego gotowego oddać własne życie dla sprawy.
Bardziej się nie wyciagnę, bo jak mnie złapiesz za rękę to zjebiemy się obaj — zaraz zaczał jednak obserwować co takiego wyczyniał chłopak. Co było zwyczajnie pojebane. Jego oczy momentalnie się rozszerzyły, gdy zobaczył jak opiera się na kablu, który równie dobrze mógł się zaraz zerwać i sprawić, że ciemnowłosy runie w dół. Chyba właśnie ta myśl sprawiła, że zapomniał o wcześniejszym lęku wysokości, potrzasajac na boki głowa.
Dawaj Chesbłagam, nie ześlizgnij się. Mimo faktu, że alkohol uderzał mu do głowy, adrenalina zdecydowanie robiła swoje, choć to przecież nie on stał właśnie nogami na cienkiej balkonowej barierce. Miał wrażenie, że serce bije mu tak szybko, że zaraz dostanie zawału. Gdzie był jego rozsadek, gdy w ogóle padał ten pomysł? Pewnie trzymany w jakichś żelaznych łańcuchach przez wódkę i whiskey. Jak zawsze, gdy nieco więcej wypił.
Machnał nieznacznie ręka wyraźnie zniecierpliwiony.
Błagam cię, po prostu już tu chodź, bo jak się zjebiesz w dół to nawet nie będę miał z kim się pieprzyć — rzucił w odpowiedzi na jego groźby skupiajac wzrok na jego twarzy. No może nie była to do końca prawda, ale perspektywa zniszczenia sobie życia nadal była dużo lepsza niż martwy Aldridge. Gdy tylko poczuł jak jego palce zaciskaja się na jego nadgarstku, sam złapał go za rękę, ściskajac tak mocno, jakby chciał się upewnić że na pewno zaraz mu nie ucieknie. Może nawet odrobinę zbyt mocno. Bał się jednak, że jeśli nieumiejętnie wyważy własny nacisk siły, wszystko skończy się w dużo gorszy i bardziej tragiczny sposób.
Zaparł się druga ręka o krawędź dachu i pociagnał go powoli do góry. Nie było to proste zadanie. Jego mięśnie momentalnie napięły się w wyraźnym proteście, stopniowo przesuwajac go jednak w swoja stronę. Miał swoja siłę, był wysportowany, ale do Hulka czy Thora przerzucajacego ludzi jednym chuchnięciem zdecydowanie było mu daleko. A szkoda. Gdyby mógł tak po prostu złapać go za dłoń i wypierdolić trzy metry za siebie, byłoby dużo łatwiej. Mimo to chciał nawet rzucić jakimś żarcikiem o tym, że ma szczęście iż Even wiernie i regularnie chodzi na siłownię, ale ostatecznie z jego ust wydarło się zupełnie co innego.
Kurwa Chester, w dupie mam twoje zamiłowanie do picia, jeśli nadal chcesz kraść koszulki z balkonów to przechodzisz na dietę — sapnał starajac się wycofać nieznacznie w tył, byle jakkolwiek podciagnać go do krawędzi i umożliwić złapanie się. Nie przejmował się nawet tym, że szoruje właśnie ręka po betonie, mocno zdzierajac sobie skórę. Nawet jeśli faktycznie udało mu się jakoś chwycić, nie zamierzał go zostawiać. Złapie go wtedy jakoś wygodniej i dalej będzie wciagał do góry, tak długo aż legnie w końcu na ziemi obok niego i będzie miał stuprocentowa pewność, że jednak nie wróci jako duch, by go nawiedzać.
I warto zaznaczyć, że tym razem naprawdę nie robił tego z troski o własna karierę!
_________________

<div style="font-family: 'Raleway'; font-size: 17px; color: #dad8d6; text-transform: uppercase; margin-bottom: -15px; margin-left: 5px;">Jeg kan bare Ødelegge alt
<div style="text-transform:uppercase; width: 390px; margin-top: 2px; border-top:7px #dad8d6 solid; padding: 4px;"><img src="https://imgur.com/JG94CLC.gif" style="opacity: 0.8; height:100px; width:190px;"> <img src="https://imgur.com/0UZygYu.gif" style="opacity: 0.8; height:100px; width:190px;"><div style="font-family: 'Raleway'; font-size: 17px; color: #dad8d6;"> <div style="text-transform: uppercase; width: 390px; border-top: 7px #dad8d6 solid; padding: 4px; margin-left: -3px; margin-top: 2px;">Uansett hvor mye jeg elsker det.

[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2018-06-11, 13:38   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Pominał milczeniem gimbusiarski tekst Evena o byciu zjebem. I ten o rzyganiu też. Cholera, stał nad przepaścia jak ostatni debil - logiczne, że nie chciał zmarnować ostatnich sekund swojego życia na uświadamianiu Landsverka w tym, jakim był kretynem. Chociaż założę się, że gdyby jednak podwinęła mu się noga i zleciałby w dół, zdażyłby jeszcze krzyknać "kurwa, Landsverk, ty pierdoło" i rozpaćkałby się o chodnik z tymi słowami na ustach. No, chyba że Asclepius wcale go nie okłamał i naprawdę tylko połamałby sobie kości i czaszkę... Ciekawe, czy jakby skleili mu łeb taśma klejaca, żeby nie wypłynęły mu te resztki mózgu, to mógłby przeżyć?
Poświęcenie Evena było naprawdę wzruszajace. Chester zamierzał go jakoś wynagrodzić, zakładajac oczywiście, że nie miał umrzeć w połowie tej jakże ważnej misji zdobycia koszulki z piesełem. Zeusie, jak to by w ogóle wygladało na nagrobku? Adonis Aldridge - umarł podczas próby kradzieży koszulki ze słynnym, internetowym psem, niech spoczywa w pokoju. No cóż, Chester miał przynajmniej nadzieję, że jeśli naprawdę wyzionie ducha to pochowaja go w jego zdobytym w pocie czoła łupie.
Pokiwał głowa. Dotychczas odciagał ten moment jak tylko mógł, obawiajac się, że jeśli oderwie nogi od balkonowej barierki i zaufa wyłacznie wyciagniętej ręce Evena, szybko pożegna się z życiem. Wygladało jednak na to, iż ostatecznie musiał zaryzykować. No, chyba że pragnał zgnić na tym balkonie, czekajac aż ktoś wreszcie przyjdzie ściagnać to nieszczęsne pranie i odkryje jego próbę kradzieży. Wtedy pewnie by przeżył, ale raczej nie odpowiadałoby mu życie za kratami. Zwłaszcza, że zostałby tam wsadzony przez takie coś. Jakby to w ogóle wygladało? "Zamordowałem cała swoja rodzinę na pięć różnych sposobów. He, he, mówia, że to morderstwo ze szczególnym okrucieństwem. Jebać. A ty za co siedzisz, młody?" "A ukradłem komuś koszulkę z balkonu." Słabe.
Był tak przestraszony wizja rychłej śmierci, że nawet zapomniał ucieszyć się na kłamstwo Evena, które tak pięknie łechtało jego ego. Jedyne, na czym aktualnie się skupiał, to zachowanie swojego żałosnego życia. Durne komentarze Landsverka wcale nie pomagały.
- Kurwa - jęknał, gdy, zapierajac się nogami o ścianę, podciagnał się trochę wyżej. Nadgarstek bolał go od mocnego uścisku Evena, ale w tamtym momencie w ogóle nie zwracał na to uwagi. Skupiał się jedynie na dachu, którego krawędź była już tak niedaleko od jego wyciagniętej ręki.
- O cholera - wymamrotał, gdy wreszcie znalazł się na tyle wysoko, aby móc złapać się brzegu dachu wolna dłonia. Teraz mogło już być tylko łatwiej. Powoli, nie rozluźniajac uścisku na ręce Evena, podciagnał się do góry, a potem, kiedy już przerzucił cała rękę przez krawędź, pomógł sobie nogami. Już po chwili znajdował się z powrotem na dachu, leżac jak kłoda i ciężko oddychajac.
Nie umarłem.
Serce waliło mu tak mocno, jakby przebiegł maraton. Mijały sekundy, a on nadal się nie podnosił, bo choć bardzo chciał wstać i sprawdzić, jak tam jego koszulka z piesełem, która kochał i za która cierpiał katusze, trzęsły mu się ręce, a nogi miał jak z waty.
- Ej - powiedział słabo, rozgladajac się powoli w próbie zlokalizowania Evena. Wreszcie go zobaczył - równie zmęczonego i bladego jak ściana. - To prawie była scena jak z Titanica. Wiesz, takiej innej wersji, gdzie Rose udałoby się wciagnać Jacka na szafę, żeby nie wykitował. - Patrzcie go - jaki, kuźwa, romantiko.
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
Even Landsverk








21

Praktykant w kancelarii prawnej

Downtown Brentwood





Wysłany: 2018-06-11, 14:28   
  

  
Even Isak Landsverk

  
Guns don't kill people, blood loss and organ damage do.


Całe szczęście, że Chester przynajmniej starał się równie mocno, by utrzymać się na jego cholernej ręce i podciagać do góry. Z każda sekunda bark bolał go coraz bardziej, zwłaszcza że widział jak powoli to wszystko szło. Nie był to jednak jeden z tych momentów, gdzie można było pierdolnać to wszystko w diabły i stwierdzić, że 'cokolwiek, nie miał na to siły'. W sensie jasne, mógłby to zrobić, ale wiadomo jakby się to skończyło. Odetchnał cicho, gdy w końcu zobaczył jak Aldridge przerzuca rękę przez krawędź.
Jeszcze trochę, dawaj Chessie.
Napór na jego ręce w końcu zelżał, odciażajac cały bark, choć znajac życie jeszcze jutro będzie cierpiał skutki ich dzisiejszej przygody. Nawet na chwilę nie puszczał jego ręki, mimo że obaj byli już na dachu w miarę bezpiecznej odległości od krawędzi. Rozluźnił jedynie mocno zaciśnięte palce, choć wyraźnie trzasł się w podobie do samego Aldridge'a.
W pierwszym momencie po powrocie rozsadku, w jego głowie pojawiały się przeróżne scenariusze jak to wszystko mogło się skończyć. Szczerze mówiac miał nawet ochotę szarpnać tym idiota i pizgnać go w łeb za aż tak durne narażanie swojego życia. Wystarczyło jednak, by utkwił wzrok w jego twarzy, aby wszystkie te uczucia zwyczajnie zniknęły.
"Ej. To prawie była scena jak z Titanica."
Kurwa. Poważnie?
Wyjebał się na balkon z dachu, by zajebać koszulkę. Utknał na nim, bo nawet nie wyliczył odległości jakiej będa potrzebowali by wrócił. Właził jak orangutan po chuj wie jakiego pochodzenia kablu, który mógł się zerwać w każdej sekundzie. A teraz rzucał, że to wszystko wygladało jak scena Titanica?
Even patrzył na niego z wyraźnym niedowierzaniem wskazujacym na wyraźne zwatpienie. Ciężko było ocenić czy zaraz go zjedzie, czy po prostu faktycznie jebnie mu w ryj.
Cóż, Jack na pewno nie miał takiej zajebistej koszulki — powiedział w końcu powoli z niesamowicie poważna mina, nim kaciki jego ust drgnęły niebezpiecznie tuż przed tym jak krótko parsknał z wyraźnym rozbawieniem. A następnie zaczał się śmiać. Chuj wie, może zwyczajnie właśnie dopadła go histeria zwiazana z całym wydarzeniem i faktem, że przez niego musiał sterczeć nad istna przepaścia, by wciagać go do góry.
Grunt, że było już po wszystkim.
Żadnego więcej skakania po koszulki, okej? Przynajmniej dziś. Starczy mi już wrażeń nad krawędzia — powiedział zerkajac ukradkiem w tamta stronę.
Puścił go powoli, biorac kilka głębszych wdechów wypuszczajac powietrze przez nos, by wyrównać zmęczony oddech.
Wyciagnał nieznacznie rękę w kierunku jego pustego łba twarzy, cokolwiek jednak zamierzał, ostatecznie zrezygnował z podobnego gestu, zatrzymujac ja w połowie trasy i kładac płasko na ziemi.
Nic ci nie jest? — zapytał przesuwajac po nim kontrolnie wzrokiem. Jakby nie patrzeć, dopiero teraz powinien być w stanie jakkolwiek to określić. Gdy już leżał bezpiecznie na dachu.
_________________

<div style="font-family: 'Raleway'; font-size: 17px; color: #dad8d6; text-transform: uppercase; margin-bottom: -15px; margin-left: 5px;">Jeg kan bare Ødelegge alt
<div style="text-transform:uppercase; width: 390px; margin-top: 2px; border-top:7px #dad8d6 solid; padding: 4px;"><img src="https://imgur.com/JG94CLC.gif" style="opacity: 0.8; height:100px; width:190px;"> <img src="https://imgur.com/0UZygYu.gif" style="opacity: 0.8; height:100px; width:190px;"><div style="font-family: 'Raleway'; font-size: 17px; color: #dad8d6;"> <div style="text-transform: uppercase; width: 390px; border-top: 7px #dad8d6 solid; padding: 4px; margin-left: -3px; margin-top: 2px;">Uansett hvor mye jeg elsker det.

[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2018-06-11, 15:18   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


W tej sytuacji Chester prawdopodobnie nawet byłby wdzięczny za porzadne pizgnięcie w ryj. Być może to dałoby mu do zrozumienia, że był kompletnym debilem i stanowiłoby jakaś przestrogę przed pakowaniem się w tego typu akcje w przyszłości. Chociaż... robienie podobnych rzeczy występowało u niego na tyle często, że watpię, aby pomogło mu cokolwiek. Odwalanie szajsu było dla niego na porzadku dziennym.
No dobra, wzmianka o Tytanicu była poważnie powalona, ale co innego miał powiedzieć? Że przez chwilę naprawdę myślał, że zdechnie i przeraziło go to nie na żarty? Przecież Even by go wyśmiał. Zreszta podobne słowa gryzłyby się z wizerunkiem nieustraszonego Chestera Aldridge, który codziennie robił coś, co mogłoby przysporzyć mu wiele kłopotów. Strach do niego nie pasował.
Parsknał nerwowo na komentarz Evena. Co prawda, to prawda. Biedny Jack mógł tylko pomarzyć o takiej fajnej koszulce. Nie dość, że dziewczyna nie kochała go na tyle, aby zawalczyć o jego życie to umarł w jakichś kompletnych łachach. Przesrane.
Pokiwał głowa. Chociaż w normalnych okolicznościach wdałby się z nim w przekomarzanki albo zarzuciłby jakimś tekstem, że w sumie, kiedy tak stał na tej barierce, katem oka dostrzegł skarpetki z Batmanem na balkonie obok, obecnie czuł się to zbyt zmęczony. No i wiedział, że skoro Even miał lęk wysokości, cała ta sytuacja musiała być dla niego naprawdę czymś, więc nawet nie próbował znowu go przestraszyć. Przecież miał jakieś tam serce.
Zmarszczył brwi, gdy puścił jego rękę. Co on sobie wyobrażał? Chester potrzebował wsparcia, nadal był w szoku, trzymanie za rękę było jak najbardziej wskazane. I nieważne, że jeszcze dziesięć minut nabijał się z myśli o tym, że mogliby to robić. Teraz sytuacja była całkiem inna, niemalże kryzysowa, Even nie miał prawa go puszczać. Przecież prawie umarł!
- Jasne, że nie. - Wzruszył delikatnie ramionami. Taki był z niego chojrak. A jeszcze trzydzieści sekund temu niemalże srał w gacie na myśl o tym, że coś mogłoby pójść nie tak. - A tobie? Już nie bierze cię na rzyganie? - Wbrew pozorom to było bardzo ważne pytanie. Gdyby Even jednak czuł się niewyraźnie, Chester musiałby szybko wstać i zadbać o to, aby jego koszulka nie została w żaden sposób uszkodzona. Zwłaszcza, że była czyściutka i pewnie pachnaca jakimś zajebistym płynem do prania.
Nadal nie czujac się wystarczajaco pewnie, aby się podnieść, zaczał sunać ręka po powierzchni dachu z nadzieja, że jego łup gdzieś tu był. W końcu, kiedy nieznacznie przekręcił się w lewo, dotknał wilgotnego materiału i przysunał go sobie do oczu.
- Ha, kurna - wychrypiał, nareszcie podziwiajac swoja nowa koszulkę z bliska. - Mamy ja. - Co prawda wydawała się trochę przymała, ale to już nieważne, Chester i tak zamierzał w niej chodzić. W końcu nie po to tyle się namęczył, by teraz stwierdzić, że w sumie cały ten wysiłek był zbyteczny.
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
Even Landsverk








21

Praktykant w kancelarii prawnej

Downtown Brentwood





Wysłany: 2018-06-11, 16:16   
  

  
Even Isak Landsverk

  
Guns don't kill people, blood loss and organ damage do.


Chyba nie do końca mu wierzył.
Nawet gdy ten stwierdził, że nic mu nie jest, Even patrzył na niego wyjatkowo sceptycznie choć niestety natura nie wyposażyła go w żaden rentgen w oczach. Mógł się jedynie skupić na ewentualnych ranach powierzchownych, które było widać gołym okiem.
Co? Nie — właściwie dopiero teraz, gdy Aldridge zwrócił na to uwagę, Landsverk faktycznie zdał sobie sprawę z tego że nie czuje już żadnych mdłości. Choć na pewno byłby na tyle kulturalny, że gdyby miał zaczać wymiotować to sam odsunałby się na bok. Może nawet zwymiotowałby na balkon, na którym stał jeszcze chwilę temu ciemnowłosy. Ułożył na chwilę kontrolnie rękę na swoim brzuchu, by upewnić się że nie kłamie, dopiero po chwili zauważajac ściekajaca po niej krew. Zaklał cicho momentalnie odsuwajac ja w bok. Jeszcze tego mu brakowało, żeby pobrudził sobie spodnie.
... w sumie i tak był cały ujebany to co za różnica?
Obrócił przedramię, otrzepujac je palcami z drobnych kamyczków. Płytkie zadrapania zawsze były najgorsze. Już wolałby jakieś wyjebane w kosmos rozcięcie i strumień krwi sikajacy z rozerwanej tętnicy. No dobra, może bez przesady, ale żyła byłaby okej. A nie jakaś cała starta skóra, no co to w ogóle było. Przy odrobinie szczęścia powinien mieć gdzieś w torbie chusteczki. Bo przecież nie wytrze się biała koszula. W życiu by tego nie odprał i wszystko do wyjebania. Całe szczęście, że był wcześniej na tyle inteligentny, by faktycznie ja z siebie ściagnać i rzucić na bok.
Nie, jest okej — potwierdził ostatecznie, kiwajac nawet głowa. Przygladał się w milczeniu jak Chester wodzi ręka na boki wyraźnie szukajac swojej zdobyczy, nie zrobił jednak niczego by mu pomóc. Mimo że widok miał przedni. Niech się kurwa pomęczy po tym co odjebał. Należało mu się, głupiemu chujowi. Even nadal czuł przyspieszone bicie swojego serca.
Gdy jednak znalazła się już ona w jego rękach, uniósł kacik ust w uśmiechu, kręcac na boki głowa. Poważnie, nie miał czasem do niego siły.
Podparł się ostrożnie rękami, nim podniósł się do góry nieco chwiejnie, powoli łapiac pion. Chyba tylko kręciło mu się nieznacznie w głowie, ale biorac pod uwagę ile wypili, raczej nie było w tym niczego dziwnego. Wział swoja koszulę z ziemi, przerzucił ja przez ramię, przeszedł do torby i pogrzebał w niej chwilę druga ręka będaca w stanie idealnym, faktycznie wygrzebujac z niej paczkę chusteczek. Przezorny zawsze ubezpieczony i gotowy na wszystko bla bla. Wyciagnał sobie jedna ze środka i tym razem nieco porzadniej strzepał kamyki, jednocześnie przyciskajac ja mocniej do zadrapań, by osuszyć krew.
Zbieramy się, Chessie. Znudziło mi się siedzenie na dachu — zakomunikował obracajac się zaraz w jego stronę, jednocześnie pakujac butelki i nachosy do torby.
Wracamy samochodem. Nie będę zapierdalał na piechotę. Chyba że chcesz jeszcze gdzieś jechać — w obecnym momencie było mu właściwie wszystko jedno, wiedział tylko że miał już w dupie czy jest pijany, tak czy siak zamierzał prowadzić. Choć możliwe że właśnie przemawiała przez niego wódka — ... albo z miejsca ubrać swoja zajebista zdobycz.
Wcale się z niego nie śmiał, okej. No może to ciche parsknięcie świadczyło o czymś innym, ale poważnie. Po tym co przeszli by zdobyć ten t-shirt, powinni go opchnać na ebayu za tysiace dolarów z odpowiednia adnotacja. Gdyby nie fakt, że watpił by Aldridge się z nim teraz pożegnał. No i potencjalny właściciel mógłby ich w ten sposób znaleźć, a raczej nie byłby szczególnie zadowolony.
Chociaż gdyby to Evenowi jakiś typ wpierdolił się na balkon, a drugi go z niego wyciagnał wraz z jego koszulka... chyba nawet nie byłby zły.
_________________

<div style="font-family: 'Raleway'; font-size: 17px; color: #dad8d6; text-transform: uppercase; margin-bottom: -15px; margin-left: 5px;">Jeg kan bare Ødelegge alt
<div style="text-transform:uppercase; width: 390px; margin-top: 2px; border-top:7px #dad8d6 solid; padding: 4px;"><img src="https://imgur.com/JG94CLC.gif" style="opacity: 0.8; height:100px; width:190px;"> <img src="https://imgur.com/0UZygYu.gif" style="opacity: 0.8; height:100px; width:190px;"><div style="font-family: 'Raleway'; font-size: 17px; color: #dad8d6;"> <div style="text-transform: uppercase; width: 390px; border-top: 7px #dad8d6 solid; padding: 4px; margin-left: -3px; margin-top: 2px;">Uansett hvor mye jeg elsker det.

[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2018-06-11, 17:07   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Z ulga przyjał wiadomość, że evenowa ochota na wymioty zdażyła już przejść. Byłoby głupio, gdyby mdłości go nie opuściły, i gdyby z ich powodu musieli zrezygnować z reszty planów na ten dzień. Bo jakby nie patrzeć to czekał ich jeszcze cały wieczór.
Syknał, gdy wreszcie odsunał materiał koszulki od swojej twarzy i dostrzegł czerwona, krwawiaca skórę na ręce Evena. Takie coś było sto razy gorsze niż porzadne rozcięcie, bo zajmowało więcej powierzchni i, z tego co Chester pamiętał, znacznie bardziej bolało. Zanim jednak Aldridge zdołał przejawić jakikolwiek objaw troski (przeszło mu przez myśl, że znowu mógłby napisać do brata, ale nie sadził, aby ten był chętny do pomocy po tym, jak dwadzieścia razy pod rzad nazwał go Piusem), Landsverk wstał i odszedł w kierunku, gdzie leżały ich rzeczy. Przejęcie Chestera nie było wystarczajaco duże, aby mógł dramatycznie się za nim rzucić, ignorujac to, co odpierdalało jego własne ciało. W gruncie rzeczy pewnie długo jeszcze leżałby tak jak nadobna dziewica, podziwiajac piękna koszulkę z piesełem, leżaca tuż obok jego twarzy, gdyby Even nagle nie zakomunikował, że nadszedł czas się zbierać. Ta jedna wiadomość wystarczyła, aby Chester natychmiastowo poderwał głowę i obdarował go zdziwionym spojrzeniem.
- Jeszcze nie widzieliśmy zachodu słońca - zauważył marudnym tonem, powoli podnoszac się do pozycji siedzacej. Boże, z tej perspektywy (to znaczy kiedy nie stał na czymś niewielkim, słabym i wiszacym na piętnaście metrów nad ziemia) świat wygladał tak dziwnie. Normalnie, bezpiecznie i...
- Będziesz prowadzić? - powtórzył ze zdziwieniem, po czym roześmiał się i pokręcił głowa. - Ja pierdolę, posrało cię. - No bo czy istniało jakieś logiczne wytłumaczenie tej decyzji? Co, Evenowi nagle przestało zależeć na swoim ukochanym samochodzie, do którego zajebistości zapewne masturbował się każdego wieczoru? A może, mimo chujowej sytuacji, z której Chester cudem uszedł z życiem, nadal brakowało mu adrenaliny?
Ociężale podniósł się do pionu, patrzac na swoje nogi tak, jakby były jakimiś przybyszami z obcej planety. W tamtym momencie naprawdę im nie ufał. Mimo tego, starajac się nie wygladać idiotycznie, postapił kilka kroków naprzód (oczywiście nie zapomniał o swojej koszulce) i dołaczył do Evena, który aktualnie zajmował się wycieraniem krwi ze swojej dłoni. Przypatrzył się jego bojowej ranie i odchrzaknał krytycznie. Niby nie wygladała jakoś najgorzej, ale, biorac pod uwagę to, że skóra Evena prawie nigdy nie nosiła śladów jakichkolwiek rozcięć czy otarć, mogła uchodzić za coś poważnego.
- Przeżyjesz? - zapytał więc, ustawiajac się naprzeciwko i zerkajac na niego z powatpiewaniem. Było mu trochę głupio, że w całej tej sytuacji, która wynikała z jego zjebanego pomysłu, to Even odniósł poważniejsze obrażenia. - Ej? - mruknał i zanim zdażył pomyśleć, wyciagnał rękę, która następnie przeczesał jego jasne, zawsze cholernie idealnie ułożone włosy. - Dzięki, Even. - A potem odchrzaknał i zabrał dłoń, bo przeszło mu przez myśl, że w obecnej sytuacji byłoby mniej podejrzanie, gdyby po prostu klepnał go mocno w plecy jak typowy Seba i zrobił jakieś huehue. - Jak chcesz to ubiorę teraz koszulkę z piesełem, a z mojej zrobimy ci prowizoryczny bandaż, żeby rana cię nie wkurwiała - zaproponował luźno, próbujac posłać mu nonszalancki uśmiech. Niech wie, że Chester był skory do poświęceń!
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
Even Landsverk








21

Praktykant w kancelarii prawnej

Downtown Brentwood





Wysłany: 2018-06-11, 21:41   
  

  
Even Isak Landsverk

  
Guns don't kill people, blood loss and organ damage do.


Poważnie chciał tutaj siedzieć aż zobacza zachód słońca? Obrócił nieznacznie głowę w jego stronę unoszac brew ku górze. Czasem naprawdę miał poważne problemy ze stwierdzeniem kiedy mówił prawdę, a kiedy zwyczajnie sobie żartował. Może powinien wziać jakieś dodatkowe lekcje z interpretacji Aldridge'ów.
A nie możemy zobaczyć z samochodu? Zreszta za jakieś piętnaście minut powinniśmy być na miejscu, może do tej pory nie zajdzie — wzruszył ramionami patrzac na rozciagajace się ponad nimi niebo. Ni cholery nie potrafił stwierdzić kiedy właściwie miało się to zadziać. Mógł co najwyżej wpisać w google 'zachód słońca' i liczyć, że coś się zadzieje. W końcu były te wszystkie przedziwne strony, które podobno całkiem trafnie przewidywały pojawienie się na niebie określonych ciał niebieskich czy spadajacego deszczu. Nie żeby wiedział jak bardzo były zgodne z rzeczywistościa. Aczkolwiek podejrzewał że mieli jeszcze nieco więcej czasu niż piętnaście minut. Jakby nie patrzeć, słońce zachodziło teraz dużo później.
Zreszta hej to ty studiujesz astronomię. Nie ucza was tam niczego przydatnego? — zapytał bezczelnie, szczerzac się jak kretyn, nim zaraz ponownie się od niego odwrócił, by mruknać coś pod nosem na swoje ramię.
A co, myślałeś że ci się uda i oddam ci kluczyki? Nie ma takiej opcji — parsknał z rozbawieniem w odpowiedzi, choć szczerze watpił by faktycznie Aldridge'owi przeszło coś podobnego przez myśl. Nikt nie dotykał miłości jego życia. I zdecydowanie miał tu na myśli samochód, just saying. Nawet nie zauważył kiedy chłopak podniósł się z miejsca i znalazł się tuż przed nim. Z poczatku w ogóle nie spojrzał nawet w jego kierunku spodziewajac się kolejnych głupich śmieszków z jego strony. Przewrócił tylko oczami, przyciskajac kilka razy mocniej chusteczkę do skóry.
Nie wiem, chyba przeciałem sobie tętnicę, podejrzewam że mogę wykrwawić się w przeciagu pięciu minut. Mam nadzieję, że zdażę jeszcze wsiaść do samochodu, by umrzeć z klasa — mruknał pod nosem, nieruchomiejac dopiero gdy poczuł jego rękę w swoich włosach. Przez chwilę właściwie nie wiedział co dokładnie się właśnie wydarzyło. No bo serio, Chester po prostu nie robił takich rzeczy zbyt często, co nie. A przynajmniej w jego obecności, skad miał wiedzieć jak zachowywał się z innymi. Dzięki jego ruchowi jeszcze kilka dodatkowych kosmyków oparło mu na czoło - choć większość z nich znalazła się tam dzięki ich niezapomnianej przygodzie - oddzielajac się od reszty.
Podniósł powoli rękę do swojej głowy i sam je przeczesał z wypisanym na twarzy kompletnym nieogarnięciem życiowym, nim spojrzał gdzieś w bok z cichym chrzaknięciem. Udało mu się je nawet jakoś w miarę sensownie ułozyć, choć jeden z nich uparcie nie chciał się trzymać z tyłu. Pieprzony indywidualista. A zreszta cokolwiek i tak wygladał jakby był to zabieg celowy.
Spoko, Chessie. Wszystko dla ciebie i koszulek z piesełami. Nie myśl sobie, że to ostatnia taka akcja. W końcu tę zagarniasz ty, ja swojej nadal nie mam. Lepiej bacznie się rozgladaj po balkonach w sasiedztwie, co to dla nas. Zwyczajny level up.
Propozycja zrobienia prowizorycznego bandaża kompletnie go jednak rozjebała. No bo serio czy to wygladało jak jakaś wybitna rana potrzebujaca opatrzenia? No, może będzie musiał ja w domu oczyścić i tak dalej, ale bez przesady. Wstyd nawet zakładać na nia bandaż. A z koszulka owinięta wokół przedramienia to już w ogóle wygladałby jak kretyn. Zaraz spojrzał jednak na niego z cwanym, naprawdę kurewsko bezczelnym uśmiechem, wyginajac kacik ust do góry.
Jasne, przebieraj się.
Wpakował swoja biała koszulę do torby, nim przerzucił ja sobie przez ramię i wstał do pionu. Normalnie założyłby pewnie ręce na klatce piersiowej, ale niestety tym razem musiał darować sobie podobne luksusy. Oparł więc jedynie luźno kciuki na tylnych kieszeniach spodni, patrzac na niego wyczekujaco.
_________________

<div style="font-family: 'Raleway'; font-size: 17px; color: #dad8d6; text-transform: uppercase; margin-bottom: -15px; margin-left: 5px;">Jeg kan bare Ødelegge alt
<div style="text-transform:uppercase; width: 390px; margin-top: 2px; border-top:7px #dad8d6 solid; padding: 4px;"><img src="https://imgur.com/JG94CLC.gif" style="opacity: 0.8; height:100px; width:190px;"> <img src="https://imgur.com/0UZygYu.gif" style="opacity: 0.8; height:100px; width:190px;"><div style="font-family: 'Raleway'; font-size: 17px; color: #dad8d6;"> <div style="text-transform: uppercase; width: 390px; border-top: 7px #dad8d6 solid; padding: 4px; margin-left: -3px; margin-top: 2px;">Uansett hvor mye jeg elsker det.

[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2018-06-11, 23:03   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Spojrzał na niego ze zniecierpliwieniem. Ogladanie zachodu słońca z samochodu nie wydawało mu się tak samo ekscytujace, jak z dachu. Zwłaszcza, że koleżanka, która poleciła mu to miejsce, wspomniała o tym chyba z pięć razy i ostatecznie uznała to za najfajniejsze. Ale skoro Evenowi aż tak się spieszyło, Chester nie zamierzał nalegać.
- Dobra, jebać. - Machnał ręka. Ostatecznie mógł przyjść tutaj jeszcze raz, tym razem w innym towarzystwie, bo nie sadził, aby Landsverk chciał powtórzyć tę przygodę. - Zobaczę kiedy indziej. - I tym akcentem uciał gadkę, ignorujac jego przytyk odnośnie astronomii. Sam nie pamiętał, co ćpał, kiedy wybierał akurat tę ścieżkę swojej życiowej kariery.
Prychnał i pokręcił głowa. Kiedy przebywał w jego samochodzie, czuł się niekomfortowo po prostu siedzac, bo obawiał się, że jakieś niekorzystne ułożenie jego pośladków sprawi, że nagle auto rozpadnie się na kawałki; co tu dopiero mówić o prowadzeniu tego cacka.
- Myślałem, że jesteś z tych, którzy nie jeżdża po alkoholu - skomentował tylko, ale ostatecznie nie drażył tematu. Jemu nie robiło różnicy, czy zamierzali iść na piechotę, czy jednak jechać.
Przewrócił oczami. No jasne, twardziel. A potem, w nocy, pewnie będzie płakał, że "Chessie, boli, Chessie, pochuchaj, Chessie, pocałuj". Chociaż co do tego ostatniego to nawet by nie marudził.
- Dobra, zamknij się. - I tyle z troski. No cóż, skoro Even nadal potrafił całkiem dobrze operować ironia i pyskować to na pewno nie było z nim szczególnie źle. - Jasne, jasne. - Spojrzał na niego z rozbawieniem. - Chuj z tego, że możesz sobie kupić. Lepiej narażać moje życie. - Pewnie cała ta akcja w ogóle była ukartowana i Landsverk sam wywiesił koszulkę na balkonie, żeby pozbyć się Chestera raz na zawsze. Ha, nie tak szybko!
NO DOBRZE, to nie była jakaś rozległa rana, która potrzebowała szycia i jak najszybszego telefonu do zakładu pogrzebowego tak w razie czego, ale Chester był kochany i trochę się o tego debila martwił, okej? Zwłaszcza, że to tak jakby jego wina i pewnie Even miał zamiar przez kolejny miesiac wypominać mu to jakże straszliwe obrażenie przy każdej możliwej okazji. Kiedy jednak Landsverk zdecydował się na przyjęcie prowizorycznego bandaża utworzonego z koszulki Chestera, jego wyrzuty sumienia zmniejszyły się przynajmniej o pięćdziesiat procent. Skoro od razu mógł mu to jakoś zrekompensować, nie czuł się jak potwór. I nawet się nie wykłócał, po prostu ściagnał koszulkę i podał mu ja bez słowa, uznajac, że z reszta już sobie poradzi. Dobrze, że to była jakiś zwykły, czarny t-shirt, a nie coś wyjebanego w kosmos, z czym trudno byłoby mu się rozstać. Chyba by się popłakał, gdyby musiał oddać Evenowi swoja fanowska koszulkę ze Strażnikami Galaktyki.
Gdy już wręczył Landsverkowi jego nowy opatrunek, rozłożył kradziona camisetę z piesełem, aby jeszcze raz spojrzeć na nia krytycznym okiem. Niezależnie od tego, ile czasu powiewała na tym cholernym balkonie, nadal była trochę mokra. No i nadal wydawała się Chesterowi lekko za mała, ale to pewnie przez to, że nigdy nie nosił ubrań jak członkowie Backstreet Boys z lat swojej świetności.
No cóż, teraz nie miał wyboru. Włożył więc w koszulkę swój durny łeb i przecisnał ręce przez rękawy, czujac niemała ekscytację na myśl, że właśnie ubierał się w coś kradzionego. Zeusie, najpierw podpalenie parku, potem zakopywanie pieniędzy z Hecate, a teraz kradzież ubrań z czyjegoś balkonu. Jeszcze trochę a Chester Aldridge stanie się prawdziwym gangsterem. Jak z GTA!
- To chodźmy - rzucił, gdy już uporał się ze swoja kompletnie nowa garderoba. To wygladało prawie jak z tego programu, który kiedyś non stop leciał w telewizji, w którym jakieś panie przychodziły do takich dwóch blondynek, aby zmienić swój stajl, i którego nazwy teraz nie mogę sobie przypomnieć.
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
Even Landsverk








21

Praktykant w kancelarii prawnej

Downtown Brentwood





Wysłany: 2018-06-11, 23:51   
  

  
Even Isak Landsverk

  
Guns don't kill people, blood loss and organ damage do.


Czyli chyba jednak nie żartował. Zawahał się przez chwilę, patrzac na niego uważnie, gdy ten machnał na wszystko ręka wyraźnie rezygnujac. Landsverkowi poważnie niezbyt chciało się tu siedzieć, ale chyba zaczynał mieć nieznaczne wyrzuty sumienia. Nie odzywał się przez chwilę, ściagajac jedynie brwi w wyraźnej wewnętrznej rozkminie życia. Która bardzo możliwe, że whiskey postanowiła mu nieco utrudnić.
Dobra ej, przyjedziemy tu jeszcze, okej? W któryś weekend. Albo piatek jak będę po pracy — powiedział w końcu, gdy odpowiedni wzór najwyraźniej pojawił się w końcu przed jego oczami. No bo ej, jeśli Aldridge był poważny to faktycznie nawet Even czuł nieznaczne zaciekawienie tematem.
Bo nie jeżdżę. Ale jestem też jednym z tych, którzy nie zapierdalaja do domu na piechotę. A jeśli dziś nie pojadę samochodem to będę to musiał robić aż dwa razy. Albo użyć komunikacji miejskiej jak jakiś... jakiś... zwykły człowiek — słyszycie to przerażenie i konsternację w jego głosie? Zaraz jednak parsknał śmiechem, wskazujac tym samym na to, że cała jego wypowiedź była zwyczajnym żartem. Choć tak naprawdę, nie do końca faktycznie nim była. Kilka razy musiał się bujnać busem. Za każdym razem trafiał na jakiegoś dzieciaka wpierdalajacego McDonald'sa, menela czy grajacego na akordeonie cygana. Od tamtej pory definitywnie przerzucił się na auto.
Jak uroczo. Oczywiście że lepiej, narażanie twojego życia by dorwać koszulkę to przednia zabawa. Dużo ciekawsza niż zwyczajne pójście do sklepu. Nudy — cmoknał z wyraźnym rozczarowaniem, że chłopakowi w ogóle podobna opcja przeszła przez myśl.
Patrzcie go tylko jak szybko zrzucił z siebie koszulkę! Wział ja od niego bez słowa, nawet nie patrzac w jej stronę. Przerzucił ja sobie jedynie bez słowa przez ramię cały czas wpatrujac się z uwaga w Chestera. Dobrze, że przynajmniej nie przestawał mrugać. I choć wygladał podczas całej jego czynności w chuj nonszalancko jak jakiś rasowy Alvaro z dzielnicy czerwonych latarni, nie dało się ukryć że nawet na chwilę nie odwrócił wzroku rozproszony czymkolwiek innym. Parsknał śmiechem dopiero, gdy ten zdołał się uporać ze swoim nowym t-shirtem. Klepnał go dłonia w brzuch tuż przed zmierzwieniem mu włosów, śmiejac się przy tym jak kretyn.
Dzięki Chessie, od razu mi lepiej — i odwrócił się upychajac jego koszulkę na wierzch swojej torby. No bo chyba nie myślał że poważnie owinie ja wokół ręki? Zaraz wyciagnał telefon z kieszeni spodni i wycelował w niego obiektywem.
Dawaj Aldridge, zapozuj jakoś w swoim, w chuj seksownym stylu. To po prostu trzeba uwiecznić — parsknał śmiechem rzecz jasna nie zamierzajac go informować że w istocie i tak nie robił zdjęcia, a nagrywał filmik. Była to dużo bezpieczniejsza opcja przy jego stanie. Nawet jeśli czuł się całkiem w porzadku i nie kręciło mu się już aż tak bardzo we łbie co trzy minuty temu - zbawienne działanie świeżego powietrza? - wolał mieć coś w dobrej jakości. A nie ogarnać rano, że zdjęcie które wydawało mu się wyraźne w istocie było jednym wielkim zlepkiem rozmazanych punktów.
Jednocześnie zaczał stopniowo wycofywać się w stronę schodów, bo ile mieli tu siedzieć, skoro już jakiś czas temu zakomunikował powrót do domu.
Boże, dlaczego to tak bardzo ci pasuje.
Pokręcił na boki głowa z wyraźnym niedowierzaniem.
_________________

<div style="font-family: 'Raleway'; font-size: 17px; color: #dad8d6; text-transform: uppercase; margin-bottom: -15px; margin-left: 5px;">Jeg kan bare Ødelegge alt
<div style="text-transform:uppercase; width: 390px; margin-top: 2px; border-top:7px #dad8d6 solid; padding: 4px;"><img src="https://imgur.com/JG94CLC.gif" style="opacity: 0.8; height:100px; width:190px;"> <img src="https://imgur.com/0UZygYu.gif" style="opacity: 0.8; height:100px; width:190px;"><div style="font-family: 'Raleway'; font-size: 17px; color: #dad8d6;"> <div style="text-transform: uppercase; width: 390px; border-top: 7px #dad8d6 solid; padding: 4px; margin-left: -3px; margin-top: 2px;">Uansett hvor mye jeg elsker det.

[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2018-06-12, 00:41   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Mruknał coś niewyraźnego i pokiwał głowa.
- Spoko - powiedział w końcu, chociaż nie sadził, aby Even dotrzymał tej rzuconej nie na trzeźwo obietnicy. Praca pochłaniała go do takiego stopnia, że i tak widywali się stosunkowo rzadko, toteż tym bardziej Chester watpił, żeby któregoś wieczoru znowu udało im się spotkać w tym samym miejscu i o podobnej porze. No ale ciul z tym, przecież nie potrzebował Evena, żeby ogladać z jakiegoś dachu, jak ogromny, świecacy się grejpfrut niknał za horyzontem.
Chociaż jego towarzystwo pewnie byłoby fajne.
- O ja pierdolę, uwaga, jego wysokość Landsverk. - Przewrócił oczami, kompletnie nieporuszony jego przerażeniem na myśl o transporcie miejskim. A jak podróżował do innego kraju to co, kupował sobie prywatny odrzutowiec, żeby nie siedzieć w tym samym miejscu, co plebs? Czy jednak miejsca w pierwszej klasy były wystarczajaca bariera? Aż strach zapytać.
- No dobra - powiedział ostatecznie, mrużac oczy. - Ale tym razem to ty zejdziesz na balkon, a ja będę cię wciagał na górę. - Uśmiechnał się, przekonany, że taka perspektywa na pewno nie uzyska aprobaty Evena. - Żeby było fair. - Pff, mógł go lubić, ale zdecydowanie nie zamierzał narażać swojego życia ku jego uciesze. Mógł to robić tylko dla swojego widzimisię.
Aldridge zapewne kłóciłby się z tym, że Even prezentował się niczym rasowy Alvaro z dzielnicy czerwonych latarni. Jego zdaniem wygladał trochę jak osiemnastolatek z anemia, a jak tak się w niego wpatrywał to w ogóle +50 do niedojebania mózgowego.
- Nie patrz się tak, bo oślepniesz - mruknał, przeciskajac łeb przez... no, przez ten otwór na łeb. To ma jakaś profesjonalna nazwę? Chyba nie, a powinno, bo znacznie utrudnia normalne pisanie posta.
Jego oczy otworzyły się szeroko, gdy Even, tuż po tym jak zmaltretował mu włosy, schował jego podarowana z dobroci serca koszulkę do torby, a potem wyciagnał telefon, najwyraźniej przymierzajac się do uwiecznienia tej chwili. Serio?... Co. Za. Kretyn.
- Nosz kurwa, i po to to było? - zapytał, niedowierzajac. - Żebyś mógł sobie mnie obejrzeć półnagiego i zrobić zdjęcie? - Zeusie, ktokolwiek myślał, że Even był inteligentnym, przyszłym prawnikiem, powinien zobaczyć go w tamtym momencie. Przecież on miał w mózgu mniej działajacych, szarych komórek niż wszyscy Aldridge razem wzięci. - Jesteś popaprany, Landsverk - stwierdził i pokręcił głowa. Zaraz jednak, ponieważ nie był tym typem, który lubił psuć komuś zabawę (nawet tę swoim kosztem), podparł ręka biodro, wypiał tyłek i zrobił seksowny dziubek, prezentujac się niczym najlepsza cizia w mieście. - Już? Masz to? - zapytał po kilku sekundach, gdy już przestał robić z siebie idiotę. Wygładził koszulkę, jakby przez tę chwilowa fazę miała w jakiś sposób stracić na znaczeniu, a potem, widzac, że Even zaczał iść w kierunku schodów, ruszył za nim. - Wyślij mi to potem. - Musiał to pokazać wszystkim swoim znajomym. I Electrze, i Asclepiusowi, i Rhei, i Percy'emu, i Max, i Astrid, i Dale, i Joe... nie, Joeyowi niekoniecznie.
Rozłożył ręce w geście bezradności. Dlaczego było mu w tym do twarzy? Co to w ogóle za głupie pytanie? Przecież z jego aparycja trudno byłoby nie wygladać dobrze w każdym momencie życia.
- Kurwa, mam na imię Adonis - powiedział, jakby to miało rozwiać wszystkie watpliwości. Przynajmniej to jedno się jego matce udało. - Wygladam zajebiście we wszystkim - i z tymi skromnymi słowami na ustach dogonił Evena, aby trzepnać go w łeb za tę cała farsę, która odwalił (ale nie na tyle mocno, by dołożyć mu cierpienia), a potem jeszcze bezczelnie go popchnać. A co, należało mu się.

/zt x2
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 6