Poprzedni temat «» Następny temat
Dach kamienicy
Autor Wiadomość
Even Landsverk








21

Praktykant w kancelarii prawnej

Downtown Brentwood





Wysłany: 2018-06-06, 15:55   
  

  
Even Isak Landsverk

  
Guns don't kill people, blood loss and organ damage do.


Jakże miło z twojej strony.
Wymruczał pod nosem, choć rzeczywiście picie w samotności byłoby zwyczajnie żałosne. Zwłaszcza gdyby dodać do tego cała wykreowana przez nich wcześniej otoczkę. Even na dachu z butelka whiskey w dłoni, upijajacy się na umór zarówno z jej pomoca, jak i leżacej obok taniej wódki. A na dole budynku zwłoki Chestera z roztrzaskana czaszka i połamanymi kończynami. Wystarczyło dopisać do tego jakaś tragiczna historię i mieliby wyjatkowo profesjonalny romans dwudziestego pierwszego wieku.
No nie wiem. Najpierw rzuciłbym się w wir pracy, ostatecznie zdał sobie sprawę z tego, że to wszystko nie ma już większego sensu, popłakałbym się przy piosence Britney, a potem z żalu popełnił samobójstwo, nie mogac znieść życia bez mojego ulubionego, najlepszego na świecie Chestera Aldridge'a — powiedział poważnym, ciężkim tonem, pociagajac nawet teatralnie nosem.
To właśnie chciałbyś usłyszeć? — zapytał sarkastycznie, unoszac brew ku górze z wyraźnym rozbawieniem.
Oj, chyba się obraził.
Ouch. No już, już, nie obrażaj się. Złość piękności szkodziwięc w gruncie rzeczy nic ci nie grozi. Właśnie to zdawało się mówić jego bezczelne spojrzenie, gdy rozprostował palce, pozwalajac mu na odebranie butelki.
W tym momencie pozostawało mu chyba tylko i wyłacznie cieszenie się z faktu, że rodzice obdarowali go całkowicie normalnym imieniem, które nie mogło zostać nijak wykorzystane przeciwko niemu. Choć szczerze mówiac, jego zdaniem imię Adonis wcale nie było tak tragiczne, jak przedstawiał je Aldridge. Z tym wyjatkiem, że jego ulubiony skrót Chessie brzmiał dużo bardziej uroczo niż Addie kojarzace mu się z Adelaide.
Jasne, w twoim blasku. Dawno na mnie nie spłynał i zobacz jak zbladłem — przekręcił się na bok, wtulajac policzkiem w jego biodro i przenoszac rękę z jego łydki na jego klatkę piersiowa, poklepujac go kilka razy w mostek, nim cofnał rękę na jego bok.
I miałbym potem pokazać twoje zdjęcia całemu światu? Nie zrobiłbym ludziom takiej krzywdy, Aldridge — uraczył go jakże urocza odpowiedzia nawet nie patrzac w jego stronę, gdy bawił się materiałem jego koszulki. Zaraz musiał jednak zaprzestać tej czynności, by zmusić go do zdjęcia tej pieprzonej butelki z jego głowy.
Człowiek nawet nie może w spokoju dobierać się do swojego byłego.
Mhm. Widziałeś tego słonia, który maluje własne obrazy? Autoportrety i pierdoły. Maluje lepiej ode mnie. To jest dopiero coś — nie żeby był jakimś wybitnym artysta. Filmik z wcześniej wspomnianym zwierzakiem przewinał mu się któregoś dnia na facebooku i zapadł w pamięć na tyle, by nawet teraz miał go przed oczami.
Nigdy nie wiem czy powinienem czuć się urażony przez ten twój absolutny brak wybredności — wymamrotał pod nosem wracajac do swojej wcześniejszej czynności molestowania jego boku, choć tym razem po prostu bezpośrednio wsunał zimne palce pod materiał jego ubrań. W końcu rasowy chłop z Norwegii i te sprawy. Niższa temperaturę ciała mieli we krwi, a ich największym hobby było ujeżdżanie niedźwiedzi polarnych.
Gdy jednak usłyszał jego plany przyjazdu, momentalnie znieruchomiał.
Nawet o tym nie myśl, Aldridge. Nie pojawiaj się w promieniu dwudziestu... nie, pięćdziesięciu kilometrów od mojego miejsca pracy. Nigdy — jego głos całkowicie stracił wcześniejszy luźny wydźwięk. Wypowiadajac te słowa był na tyle spięty, że ledwo był w stanie przepuścić je przez gardło. Na sama myśl o tym, co by się stało, gdyby Fisher zobaczyła Chestera czuł jak przez jego ciało przebiegaja wyjatkowo nieprzyjemne ciarki.
_________________

<div style="font-family: 'Raleway'; font-size: 17px; color: #dad8d6; text-transform: uppercase; margin-bottom: -15px; margin-left: 5px;">Jeg kan bare Ødelegge alt
<div style="text-transform:uppercase; width: 390px; margin-top: 2px; border-top:7px #dad8d6 solid; padding: 4px;"><img src="https://imgur.com/JG94CLC.gif" style="opacity: 0.8; height:100px; width:190px;"> <img src="https://imgur.com/0UZygYu.gif" style="opacity: 0.8; height:100px; width:190px;"><div style="font-family: 'Raleway'; font-size: 17px; color: #dad8d6;"> <div style="text-transform: uppercase; width: 390px; border-top: 7px #dad8d6 solid; padding: 4px; margin-left: -3px; margin-top: 2px;">Uansett hvor mye jeg elsker det.

[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2018-06-06, 16:46   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Skromnie wzruszył ramieniem. Zawsze powtarzał, że był kochanym, uroczym człowiekiem. A to, że czasami napierdalał się po mordach z pijanymi typami z barów czy łamał serca swoim przygodnym znajomościom... no cóż, jakieś wady też musiał mieć. W końcu gdyby był idealny, ludzie prędzej czy później zaczęliby się smucić nad własna ułomnościa i, zamiast go uwielbiać, obdarzyliby go nienawiścia. A tak było w porzadku. Nieźle to wymyślił, nie?
Słuchajac historii o hipotetycznej, tragicznej historii Evena, nie dał rady utrzymać poważnego wyrazu twarzy. Wyobrażenie tego chama, płaczacego za nim przy piosence Britney, od razu wywołało parsknięcie cichego śmiechu. Trudno powiedzieć, czy powodem tego wybuchu wesołości był brak wiary w to, że ktokolwiek tęskniłby za nim po śmierci, czy nieporadnie wpleciona w cała opowieść królowa Britney.
- Mógłbyś dodać więcej dramaturgii - zadecydował w końcu. Nie poszło mu źle, ale... - I więcej tych... przysłó... przyim... - machnał ręka z irytacja - więcej określeń co do mojej wspaniałej osoby, bo coś słabo ci to wyszło. - Ulubiony i najlepszy na świecie brzmiało trochę... słabo. Chester zdecydowanie zasługiwał na bycie obdarzonym większa ilościa wymyślnych epitetów. Zwłaszcza po swojej potencjalnej śmierci.
Słyszac jego durna uwagę, od razu się uśmiechnał. Komentarze Evena, mimo swojej złośliwości (a może dzięki niej?), rozbawiały go jak nic innego. Chociaż zakończone fiaskiem próby postawienia butelki z alkoholem na jego czole też były całkiem śmieszne.
- Faktycznie, biedaku - stwierdził i pokiwał głowa, po czym poczciwie poklepał go po policzku zanim Even znowu zaczał się wiercić. Tamtego dnia ewidentnie nie mógł znaleźć jakiejś ludzkiej pozycji. Albo, co Chester wywnioskował ze wścibskiej ręki maltretujacej mu ubranie, został mocno pieprznięty w łeb łukiem Erosa. - Rozumiem, wolisz się mna nie dzielić - ciagnał, ignorujac komentarz odnośnie tego, iż jego zdjęcia mogłyby wyrzadzić wielka krzywdę ludzkości. Nie rozumiał, o co mu chodziło; przecież jego piękne oblicze byłoby największym darem dla ich zdesperowanych czytelników.
Drgnał na wieść o jakimś słoniu-malarzu. Ale że co? Jak? Jakim cudem to umknęło przed jego wzrokiem? Przecież kiedyś, w okresie punktu kulminacyjnego swojej fazy na słonie, ogladał filmiki z tymi śmiesznymi stworzeniami przez cały dzień.
- Nie widziałem, wyślij mi. - Nie było opcji, musiał to zobaczyć. Zamierzał dodać coś jeszcze, lecz wtem Even bezczelnie wsunał swoje palce pod materiał jego koszulki, najwyraźniej porzucajac wszelka subtelność. Chester uśmiechnał się z zadowoleniem. - Z tego co widzę to mój brak wybredności ci nie przeszkadza. - I nie, żeby w jakikolwiek sposób na to narzekał.
Zanim zdołał odpowiedzieć na jego dotyk, dłonie Evena zastygły w bezruchu. Aldridge uniósł brew w zaczepnym geście, dostrzegajac zmianę na jego twarzy. Nie zrozumiał, że właśnie wkroczył na grzaski temat, który naprawdę Landsverka niepokoił - skad miałby wiedzieć cokolwiek o jego podłej (o, przepraszam, wkradła mi się w tego posta Calanthe, już ja wywalam) szefowej? Chodziło tylko o to, aby trochę się pośmiać, pozaczepiać Evena, pogdybać, bo oczywiście Chester ani nie był na tyle głupi (szok), żeby pojawić się w jego sztywniarskiej pracy, ani też nie miał na to czasu.
- Przyjdę - kontynuował stuprocentowo poważnie. - Wpadnę, przywitam się, powiem "siemaneczko krejzole, przyszedłem do Evena, możecie go zawołać?", a jak jakaś przerażona sekretarka spierdoli, żeby powiadomić ochronę to ja szybko pójdę do punktu ksero, odbiję swoja dupę i zrobię pięćdziesiat kopii, które mógłbym rozdać wszystkim wielbicielom mojego tyłka. Oczywiście ty dostaniesz jako pierwszy. - Oparł głowę o ścianę i spojrzał w górę, zadowolony ze swojego diabelskiego planu. Szkoda, że mieli całkiem ładna pogodę, a nie jakaś burzę z piorunami. Cała ta sytuacja nabrałby większej grozy, gdyby niebo zostało przecięte przez jakaś błyskawicę, przy której on sam mógłby wydać z siebie jakiś niepokojacy, makabryczny śmiech.
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
Even Landsverk








21

Praktykant w kancelarii prawnej

Downtown Brentwood





Wysłany: 2018-06-06, 19:51   
  

  
Even Isak Landsverk

  
Guns don't kill people, blood loss and organ damage do.


Cóż, jakby nie patrzeć, tak jak bójki rzeczywiście mogły być jego wina, tak złamane serca już nie do końca. Ludzie mieli niezwykle duże tendencje do wmawiania sobie przeróżnych rzeczy. Niejednokrotnie spotykał się z tym, że jego jednonocne przygody dopowiadały sobie coś więcej niż od poczatku miał na myśli. Nie widział powodu, dla którego miałby uznawać to za swój bład. Pod warunkiem, że niczego im wcześniej nie obiecywał.
Jasne, zapamiętam na przyszłość. Chociaż wiesz, średnio mogę sobie pozwolić na dramaturgię jako przyszły prawnik. Od tego mam moich zaryczanych klientów. Niemniej dla ciebie zrobię wyjatek. — Akurat. Ciężko było wyobrazić sobie lamentujacego Landsverka, niezależnie od tego jak bogata się miało wyobraźnię.
Nie spodziewaj się jednak zbyt wymyślnych epitetów określajacych twoja zajebistość. Wiesz, że zawsze miałem problemy z wylewnościa.
Zerknał na niego katem oka, czujac jakże dobrotliwe klepanie go po policzku. Czyżby Chester odkrył w sobie odruchy poczciwej emerytki? Trzeba było jednak przyznać, że gdyby na świecie istniała nagroda za odważne zignorowanie cudzego morderczego wyrazu twarzy i przekraczanie niepisanych granic, bez watpienia trafiłaby ona właśnie do niego. "Co wolno wojewodzie to nie tobie (...)" i tak dalej. Niemniej Even nawet nie wygladał na szczególnie poirytowanego. Chyba był zwyczajnie przyzwyczajony do tego, że Aldridge niewiele sobie robił z jego naturalnie chłodnej mimiki, która w jego towarzystwie i tak często zwyczajnie znikała wydobywajac z niego uśmiechy przeróżnego rodzaju. Jak i głośny śmiech, który zademonstrował chwilę temu.
Ale od biedaków mnie nie wyzywaj. Myślisz że jesteś lepszy, bo masz zniżkę na duży popcorn? — tym razem chyba jednak pozycja która znaleźć była całkiem wygodna - nawet jeśli opierał głowę na jednej z najbardziej kościstych części ciała - bo przestał przekręcać się na wszystkie strony.
I tak muszę to robić każdego dnia, gdy zdradzasz mnie z jakaś Sofija czy innym Brajanem. No ale rodzice zawsze mnie uczyli, że trzeba się dzielić rzeczami które lubimy z biedniejszymi i gorszymi od nas. Do mnie przynajmniej piszesz sam z siebie. Siemka Even co tma? Spadaj nie jestem twojom aukoorekotm. No to w sobote ci wypadnei wjeczur ze mnom — sparodiował jego głos, celowo jeszcze mocniej akcentujac wszystkie błędy w smsach.
No pszecierz pisze wszystko wyraznie o huj ci chodiz — ściagnał brwi udajac irytację najwyższego stopnia i myśliciela roku, zaraz uśmiechajac się w swój rasowy skurwysyński sposób. Czy on nauczył się wszystkich jego ostatnich wiadomości, by móc go nimi wkurzać na wszelkie sposoby?
"Nie widziałem, wyślij mi."
Co za to dostanę? — zapytał wyraźnie oczekujac jakiejś nagrody w zamian za swoja czujność podczas przegladania internetu. Pewnie byłby z siebie dwa razy bardziej dumny, gdyby wiedział że Chester faktycznie katował filmiki ze słoniami i nie natrafił na utalentowanego zwierzaka przed Evenem.
Nie mam wystarczajacych uprawnień, by miał mi przeszkadzać — puścił mu oko, skutecznie rujnujac cała otoczkę poważnej sytuacji. Nawet jeśli zachował w miarę neutralny głos, nie pozwalajac sobie na żadne rozbawienie.
Zaraz zobaczył jednak jak świetne ten sukinkot się bawił, wchodzac na temat, który był dla Evena istnym tabu. Wystarczyło jedno spojrzenie na jego twarz - jeśli to było w ogóle możliwe to chyba pobladł jeszcze bardziej - by zauważyć, że zdecydowanie nie jest mu do śmiechu. Zamknał oczy, cały czas tkwiac w absolutnym bezruchu. Nawet jego ręka nadal znajdujaca się pod koszulka Chestera nie poruszyła się ani o milimetr. Mógł rzecz jasna domyślić się, że Aldridge sobie żartuje i wcale nie ma zamiaru, czasu, ani chęci przyjeżdżać do redakcji. Problem polegał na tym, że dzięki jakże zajebistemu rozwiazaniu sprawy przez Landsverka, jego były nawet nie zdawał sobie sprawy z tego jakby się to skończyło.
Even nie miał natomiast watpliwości, że tym razem zażadano by od niego zerwania z nim kontaktów na dobre. Na wszelki wypadek i tak wolał utrzymać swoja relację z nim w tajemnicy. Prawdopodobnie jedynej poważniejszej jaka miał przed madam Fisher.
Wszystko byłoby dużo prostsze, gdyby faktycznie zakończył między nimi absolutnie wszystko. Ignorowane smsy w końcu przestałyby przychodzić, a Chester miał na tyle dużo znajomych, by dość prędko zapomniał o istnieniu kogoś takiego jak Even. I choć to Aldridge był tym, który zawsze wychodził z propozycja ich spotkań, wychodziło na to, że koniec końców to właśnie Norweg - a nie ten pieprzony Brytol - tak mocno trzymał się ich relacji.
Jak ostatni kurwa kretyn.
Dawaj mi tę wódkę, geniuszu zła. Nadal jestem zbyt trzeźwy na twoje pomysły — powiedział nagle, zmieniajac temat i otworzył ponownie oczy, szukajac tego wykwintnego trunku za piętnaście funtów. Jednocześnie przesuwał powoli dłonia po jego skórze, nie darujac sobie wbicia od czasu do czasu mocniej koniuszków palców w jego bok. Tak jakby miał cokolwiek znaleźć pod jego koszulka.
Chociaż kto go tam wie, może serio coś tam chował?
_________________

<div style="font-family: 'Raleway'; font-size: 17px; color: #dad8d6; text-transform: uppercase; margin-bottom: -15px; margin-left: 5px;">Jeg kan bare Ødelegge alt
<div style="text-transform:uppercase; width: 390px; margin-top: 2px; border-top:7px #dad8d6 solid; padding: 4px;"><img src="https://imgur.com/JG94CLC.gif" style="opacity: 0.8; height:100px; width:190px;"> <img src="https://imgur.com/0UZygYu.gif" style="opacity: 0.8; height:100px; width:190px;"><div style="font-family: 'Raleway'; font-size: 17px; color: #dad8d6;"> <div style="text-transform: uppercase; width: 390px; border-top: 7px #dad8d6 solid; padding: 4px; margin-left: -3px; margin-top: 2px;">Uansett hvor mye jeg elsker det.

[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2018-06-06, 21:23   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


No tak, teraz, kiedy wieczorami zabierał kogoś do siebie albo przymierzał się do złożenia wizyty w czyimś mieszkaniu, od razu stawiał sprawę jasno, głównie dzięki temu, iż już umiał odróżniać desperatów od zwyczajnych ludzi, nastawionych na rozrywkę tak samo jak on. Nie raz bywało jednak w przeszłości tak, że obiecywał dziewczynie albo chłopakowi gruszki na wierzbie i dopiero po tygodniu czy dwóch dawał się im poznać tak naprawdę. A to nie było z jego strony fair.
- Spoko, zadowolę się czymś prostym w stylu, wiesz, doskonały, fantastyczny, idealny, pierwszej klasy - zaczał wyliczać, udajac prawdziwe zadumanie. Potem, zamiast kłócić się z nim dalej, dał za wygrana. Even faktycznie nie był zbyt wylewny ani dramatyczny. Wymaganie od niego prawdziwego poruszenia czy większych emocji mijało się z celem.
Och, wbrew pozorom chłodna mimika Landsverka potrafiła bardzo zdezorientować Chestera, przynajmniej na poczatku ich znajomości, kiedy rzucał świetnymi sucharami i swoimi osobistymi madrościami, a Even, jak na złość, nadal wygladał jak bajkowy Scalmar. Z czasem jednak zdołał się do tego przyzwyczaić. Jakoś dotarło do niego, że nie wszyscy mogli pochwalić się różnorodna gama mimiki, tak jak on. Był jednym z wybrańców.
- Sory, sory. - Uniósł dłonie w obronnym geście. - Wiem - prawo, gazeta, samochód, whisky za 4500 funtów. Nie rozumiem jak mogłem zapomnieć o tym, co najważniejsze - prychnał i przewrócił oczami.
Słuchał go z poszerzajacym się na ustach uśmiechem. Taak, te wszystkie Sofije i Brajany bijace się o niego i siła odbierajace go z rak Evena. Tak było. Każdej nocy.
Chester powoli zaczał zastanawiać się nad tym, czy istniało jakiekolwiek słowo, którym mógłby opisać kogoś tak irytujacego, a jednocześnie darzonego przez niego sympatia.
Zupełnie nie zwrócił uwagi na to, że Even, przytaczajac treść wysłanych zaledwie parę dni temu wiadomości, chciał wyśmiać sposób jego pisania. Błędy, które popełniał, nie raziły go w oczy tak samo, jak innych - ba, nie zauważał ich w ogóle. Nic dziwnego, w końcu były niczym nieodłaczna część jego egzystencji. Nigdy nie patrzył na treść wiadomości przed jej wysłaniem, bo wychodził z założenia, że straciłby połowę życia, gdyby za każdym razem chciał wgapiać się w wyświetlacz w poszukiwaniu potencjalnych potknięć językowych. Właściwie jedyny raz, kiedy napisał smsa całkiem uważnie i pozwolił autokorekcie na poprawienie ewentualnych błędów był wtedy, kiedy on i Even jeszcze byli razem, ale Landsverk nie odzywał się do niego przez dłuższy czas. Przyszło mu wtedy na myśl, że może zrobił coś nie tak i zwyczajnie go wkurzył, więc ten jeden, jedyny raz naprawdę przywiazywał uwagę do tego, co pisał i nawet przed wysłaniem dał to do sprawdzenia Winterowi, bo wiedział, iż jeśli istniało coś, co mogłoby zdenerwować Evena jeszcze bardziej, były to błędy, które notorycznie pojawiały się w jego wiadomościach.
- Awwww, kochasz mnie tak bardzo, że nauczyłeś się moich smsów na pamięć? - zapytał, taksujac go uważnym spojrzeniem spod uniesionych brwi. Trochę śmiałe i nierealne stwierdzenie, ale... Jak inaczej można by wytłumaczyć tak szybka recytację paru kompletnie przypadkowych wiadomości? - Chociaż... czekaj, jak tak o tym myślę to trochę niepokojace. - Zmarszczył czoło w zamyśleniu. Jeśli Even tak dobrze znał jego smsy, to by znaczyło, że rzeczywiście długo się w nie wpatrywał. A skoro to robił to albo gapił się w nie w przerwach od przegladania kodeksów i innych konstytucji, albo chciał go zabić, albo... - Nikt do ciebie nigdy nie pisze? Nie masz znajomych? - o tym, że pytanie było stuprocentowo poważne, świadczyło natarczywe, kompletnie pozbawione z rozbawienia spojrzenie Chestera.
Machnał tylko ręka na wyczekujace pytanie odnośnie nagrody za podrzucenie filmiku z malujacym słoniem.
- Dobra, sam se znajdę. - Skoro bezinteresowność nie leżała w geście Evena, był w stanie trochę się pogimnastykować i odnaleźć to, o czym mówił. Zreszta jak trudne mogło być wpisanie w wyszukiwarkę "malujacy słoń"? Oczywiście zakładajac, że Chester dałby radę napisać te dwa wyrazy bez błędów.
Pokiwał głowa. Co prawda, to prawda. Z logicznego punktu widzenia obaj byli wolni i mogli robić to, na co tylko mieli ochotę, nawet jeśli ta myśl niespecjalnie podobała się Chesterowi.
No bo jak to, Even miałby znaleźć sobie innego kumpla do picia i do wciskania mu rak pod koszulkę?
Patrzył na niego wyczekujaco, najwyraźniej majac nadzieję na to, że Landsverk jakoś skomentuje tę głupia historię, ale on milczał tak uparcie, że w końcu Chester musiał pogodzić się z faktem, iż tym razem żart mu się nie udał. Dlaczego? Nie miał pojęcia. Nie bardzo odbiegał poziomem od innych, którymi zazwyczaj rzucał na prawo i lewo, co sprawiało, iż Aldridge tym bardziej nie rozumiał, dlaczego na twarzy Evena nie pojawił się żaden przebłysk wesołości.
- To był żart? - powiedział w końcu, niepewnie. Skoro Landsverk nie zrozumiał, wygladało na to, że musiał go uświadomić. - Taki wiesz, ha, ha? - Pokręcił głowa z rezygnacja. Zeusie, i to jego nazywali debilem.
Niezbyt ostrożnie sięgnał dłonia po leżaca gdzieś obok wódkę, w efekcie niechcacy ja przewracajac. Na szczęście nic się nie stało, rozległ się jedynie głuchy, dziwny odgłos. Szkło nie pękło. Głupi ma zawsze szczęście.
- Masz i pij, nie mogę patrzeć na to, jak trzeźwy jesteś - rzucił, gdy już łaskawie pozbył się czerwonej zakrętki i zamachnał się, żeby wyrzucić ja gdzieś poza dach. Pewnie gdyby Even nie ulokował sobie głowy na jego udach, już dawno stałby przy krawędzi, aby zobaczyć, gdzie wycelował. Może korek akurat spadłby komuś na łeb?
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
Even Landsverk








21

Praktykant w kancelarii prawnej

Downtown Brentwood





Wysłany: 2018-06-06, 22:06   
  

  
Even Isak Landsverk

  
Guns don't kill people, blood loss and organ damage do.


Milczał przez chwilę czekajac, aż Chester skończy wymieniać przeróżne słowa. Nawet nie zdażył się szczególnie zastanowić nad tym co chce powiedzieć, gdy jego usta już same się poruszyły wyrzucajac z siebie:
Dziwnie się czuję gdy opisujesz mój samochód, a miałeś pouczać mnie na temat własnych cech — darował sobie umieszczenie niewiadomo jak wielkiego zdziwienia na własnej twarzy, w wyjatkowo leniwy sposób unoszac jedynie nieznacznie brwi ku górze. Gdy jednak zaczał wymieniać cechy samego Landsverka, ten momentalnie pokiwał kilkakrotnie głowa - co nie było zbyt wygodne biorac pod uwagę pozycję w jakiej się znajdywali - dopiero na koniec wydajac z siebie zamyślone mruknięcie.
Powiedziałbym że brakuje jeszcze crossfitu i bycia wege. Ale w sumie chodzę na siłownię, więc powiedzmy że się liczy. A etap 'najpierw wege, potem homo' czy tam 'kto jest wege ten rucha kolege' zwyczajnie przeskoczyłem skupiajac się na tym drugim. Zostawię sałatki modelkom na diecie, z którymi tak często musimy się użerać gdy "Przepraszam bardzo, ale te grzanki sa z białego pieczywa, a miały być bezglutenowe" — podwyższył nieznacznie głos, by chwilowo wcielić się w rolę pozujacej panienki. Niestety fakt, że jego naturalne brzmienie było niskie i zachrypnięte, skutecznie uniemożliwiał mu pianie perfekcyjnym altem. Przynajmniej wyszło całkiem zabawnie.
Czeź Iwen znajdziezs czaz dla swojego naj fajniejrzego kolerzgi? Uhuhuhuh — tym razem podkoloryzował nieco wypowiedź, tylko i wyłacznie w ten sposób odpowiadajac na zadane przez niego pytanie. Zachowywał się w tym momencie jak mały przedrzeźniajacy go gówniarz, który wyraźnie próbował go rozdrażnić w najbardziej dziecinny sposób jaki tylko się dało. Pomijajac że ten ostatni, idiotyczny dźwięk który z siebie wydał, nie pasował do niego tak bardzo że aż miał ochotę się wzdrygnać.
No bo serio, on nigdy nie robił "uhuhuhuh".
Zaraz jednak spoważniał, gdy Chester zadał mu dość konkretne pytanie. Wzruszył obojętnie ramionami.
Czasem Erwin. Ale głównie widujemy się w szkole, więc nie mamy potrzeby pisania do siebie w domu. Zreszta nie mam na to czasu — zdecydowanie nie był jednak na tyle pijany, by przyznać się że podobny tryb życia potrafił go jednak zmęczyć. Nie skomentował też samodzielnego znalezienia przez niego filmiku. Jak będzie pamiętał to i tak mu go potem wyśle. A że pamięć miał raczej dobra... nie zamierzał go rzecz jasna o niczym informować. Niech sam się trochę natrudzi.
Ha, ha — odpowiedział zupełnie mechanicznie, przewracajac oczami. Choć ta niepewna nuta w głosie Chestera była całkiem urocza. Zachował jednak podobna myśl dla siebie, wędrujac wzrokiem za jego dłonia.
Iii...
Strikeee — rzucił nieco bardziej energicznym głosem widzac jak butelka turla się po ziemi. Przez chwilę wpatrywał się w beton wyraźnie oczekujac rosnacej plamy alkoholu i tego charakterystycznego, ostrego zapachu. Koniec końców niczego się nie doczekał. No, poza butelka.
No i znowu musiał zmienić pozycję. Wolał nie ryzykować picia na leżaco, by nie zaczać się dusić jak kretyn. Nic dziwnego, że jeszcze przez chwilę trwał w bezruchu zbyt leniwy, by się podnieść, nim w końcu zabrał grzecznie ręce i podniósł się do siadu, biorac wódkę w rękę. Uwalił się obok Chestera, wznoszac butelkę do ust by upić kilka łyków. Nawet jeśli próbował się nie skrzywić - i tak nijak mu to nie wyszło.
Jezu Chessie, czasem nie wiem czy chcesz mnie najebać żebym był łatwiejszy, czy zwyczajnie zabić by się na mnie zemścić — a jednak zaraz wypił jeszcze trochę, ignorujac obrzydliwy smak i palace gardło. Wyciagnał ja w jego kierunku i praktycznie włożył mu w rękę, wykrzywiajac kacik ust w nieznacznym uśmiechu.
Na pewno nie chcesz iść do tego lasu?
Przez całe te rozkminy o jego przyjeżdżaniu do redakcji i kompletny brak reakcji ze strony Evena zrobiło się trochę depresyjnie. Z kolei im więcej alkoholu w siebie wlewał, tym bardziej wychodził z założenia, że zwykłe siedzenie na dachu nie wystarczy mu na długo. Wbrew pozorom, alkohol działał na niego w bardzo prosty sposób, gwałtownie zwiększajac potrzebę odjebania jakiejś maniany.
Choć póki co jeszcze się hamował.
_________________

<div style="font-family: 'Raleway'; font-size: 17px; color: #dad8d6; text-transform: uppercase; margin-bottom: -15px; margin-left: 5px;">Jeg kan bare Ødelegge alt
<div style="text-transform:uppercase; width: 390px; margin-top: 2px; border-top:7px #dad8d6 solid; padding: 4px;"><img src="https://imgur.com/JG94CLC.gif" style="opacity: 0.8; height:100px; width:190px;"> <img src="https://imgur.com/0UZygYu.gif" style="opacity: 0.8; height:100px; width:190px;"><div style="font-family: 'Raleway'; font-size: 17px; color: #dad8d6;"> <div style="text-transform: uppercase; width: 390px; border-top: 7px #dad8d6 solid; padding: 4px; margin-left: -3px; margin-top: 2px;">Uansett hvor mye jeg elsker det.

[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2018-06-08, 21:35   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Spojrzał na niego bez przekonania. Samochód? Pff, już Chester mu pokaże.
- No jakby nie patrzeć - zaczał, cudem powstrzymujac się od przewrócenia oczami na ten durny, pewny siebie ton Evena - to twój samochód i ja mamy wiele wspólnego - jego samego aż zadziwiało przekonanie, jakie brzmiało w jego głosie. - Bo jeździsz i na jednym, i na drugim. - I w tym momencie za ich plecami rozległy się brawa, niebo rozdzieliło się na dwie części, rzucajac na ziemię złota poświatę, wraz z która spłynał Zeus we własnej osobie, aby wręczyć Chesterowi puchar za najbardziej idiotyczny suchar kiedykolwiek. A tak naprawdę to nie, po prostu Aldridge, nie czekajac na reakcję drugiego chłopaka, zaśmiał się głośno, niezwykle rozbawiony żarcikiem własnego autorstwa. I ja wiem, że pewnie w tym momencie powinnam jakoś go bronić, ale serio, Even nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak dobrze postapiłby, gdyby w przeszłości jednak posłuchał się rady Claire Fisher.
Skomentował evenowa parodię oburzonych modelek krótkim, niedowierzajacym śmiechem. Cóż, po świecie chodzili różni dziwacy, nie? Nikt w sumie nie był w stu procentach normalny. A jeśli był to tym bardziej wydawał się podejrzany. Taki paradoks.
Gdy usłyszał treść kolejnych wiadomości, jego brwi powędrowały jeszcze wyżej. Bo okej, sarkazm i nabijanie się swoja droga, ale poważnie zaczał martwić się o to, że Even nie miał żadnych znajomych i uważał za coś wspaniałego to, gdy ktoś wysyłał mu smsa. Co innego tłumaczyłoby to dziwne zachowanie? Przecież nie istniał żaden logiczny powód czegoś takiego i Aldridge szczerze się zmartwił. Może Landsverkowi już siadało na mózg? Może tylko udawał takiego fajnego, a w rzeczywistości, po skończonej pracy, zamykał się w czterech ścianach i gadał do swojego odbicia w lustrze? Tysiace wizji nagle pojawiło się przed oczami Chestera, wywołujac lekki strach i niedowierzanie.
- Co to za Erwin? - Zmarszczył brwi. Znał jakiegoś Erwina? Nie, znał tylko Edwina z drugiego roku filologii angielskiej, którego poznał na jakiejś imprezie, który natarczywie poprawiał wszystkie jego błędy, i który twierdził, że był hetero. I chociaż na te dwie pierwsze rzeczy Chester nie miał żadnego wpływu, poprzysiagł sobie zmienić to ostatnie. Niestety, wygladało na to, że nie miał co liczyć na poderwanie Edwina bez znajomości zasad ortografii i chociażby minimalnej ogłady podczas pisania wiadomości tekstowych. Hm, może powinien był poprosić Evena o pomoc i co jakiś czas podsyłać mu smsy do sprawdzenia? - Czyli masz tylko jednego kumpla? - kontynuował. Wiedza odnośnie Erwina była tylko formalnościa. - Ja pierdolę, muszę cię kiedyś wziać na jakaś imprezę. Przecież ty w ogóle nic nie wiesz o życiu. - Oho, znalazł się ten, który zgłębił wszelkie tajemnice wszechświata.
Chyba by zapłakał, gdyby okazało się, że jednak rozbił tę butelkę. Albo przynajmniej pograżyłby się w głębokiej, pięciominutowej depresji, uprzednio oczywiście próbujac wypić resztki rozlanego alkoholu. Nic w końcu nie mogło się zmarnować! Nie po to wydawał aż piętnaście funtów. Koniec końców jednak z butelka wszystko było w porzadku i Chester mógł odetchnać z ulga. Nie musiał robić z siebie debila przy Evenie, próbujac wysiorbać rozlana wódkę z ziemi.
Skrzywiona mina Landsverka oczywiście nie uszła mimo jego uwagi. Znowu parsknał śmiechem, zadowolony z tego, iż wywołał w nim tak skrajna emocję. Wszystko było lepsze od tej powagi i cynizmu, z którym zazwyczaj musiał się użerać. Nawet niesmak.
- Oba - stwierdził i mrugnał do niego, od razu w lepszym humorze. Zaraz też, aby nie zostać w tyle, sam upił kilka szybkich łyków, po których wydał z siebie głuchy odgłos obrzydzenia. - Wódka ma kopać, a nie smakować - słowa idealnie wpasowały się w jego skrzywiony wyraz twarzy, który jasno dawał do zrozumienia, że w tej kwestii Chester wcale nie był lepszym zawodnikiem niż Even. Nic dziwnego, skoro skrycie smakowały mu drinki z palemka, na które Astrid zabierała go tak często.
- Niee, tu jest spoko. - Rozgladnał się dookoła. - Cicho, pusto, zabawnie. - Gdyby ktoś poprosił go o uargumentowanie tego ostatniego określenia, pewnie tylko wzruszyłby ramionami i powiedział: no, zawsze można spaść hehe. - O, za niedługo będzie zachód słońca. - W końcu pewnie było już po siódmej. - Potrzymamy się za raczki. - Ach, romantyk! Kto by takiego nie chciał?
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
Even Landsverk








21

Praktykant w kancelarii prawnej

Downtown Brentwood





Wysłany: 2018-06-08, 23:05   
  

  
Even Isak Landsverk

  
Guns don't kill people, blood loss and organ damage do.


Największym błędem Evena było to, że po tekście Aldridge'a o tym, że ma wiele wspólnego z jego samochodem, faktycznie pozwolił by targnęło nim zaciekawienie. Gdy jednak tylko usłyszał odpowiedź, przekrzywił głowę skrywajac ja przed jego wzrokiem, gdy wyraźnie zaczał się trzaść tłumiac śmiech. W końcu nie wytrzymał i zaśmiał się na głos.
Ja pierdolę, jaki ty jesteś zjebany — wydusił z siebie w końcu nim wypuścił powoli powietrze ustami, uspokajajac wcześniejszy atak. Nie mógł sobie w końcu pozwolić na rżenie jak idiota w przeciwieństwie do samego usera przez niewiadomo jak długi czas.
Jeszcze zobaczymy kto na kim będzie dzisiaj jeździł, Chessie — poklepał po kilka razy dłonia, rzucajac mu pobłażliwe spojrzenie. W jego oczach wyraźnie brzmiało wyzwanie, zupełnie jakby mieli odpalić w nocy jakiś dziki dominatrix fight. Choć koniec końców pewnie będzie tak napierdolony, że nawet nie będzie pamiętał o własnej groźbie i jakichkolwiek planach.
Erwin Springer. Znamy się od dziecka, nawet studiujemy razem prawo — ściagnał nagle brwi, patrzac na niego uważnie — będę wdzięczny, jeśli darujesz sobie wszelkie pomysły przelecenia go.
Dodał na wszelki wypadek. Ze skłonnościami Aldridge'a, naprawdę wolałby by chociaż zostawił w spokoju kogoś, kogo uznawał za przyjaciela. W końcu jakby nie patrzeć miał całkiem sporo innych obiektów wokół siebie. Na pewno miał w czym przebierać.
Podnoszac się, klepnał go otwarta dłonia w policzek, zaraz odwracajac wzrok.
Nie idę z toba na żadna imprezę Chessie. Możesz albo zaczać się cieszyć wmawiajac sobie własna wyjatkowość i zajebistość, co i tak robisz przez większość życia, albo zwyczajnie dać sobie spokójz nami. Sposób w jaki wskazał palcem wskazujacym najpierw na siebie, a potem na niego był dość wymowny. A jednak nie dokończył zdania na głos, zupełnie jakby nie był w stanie przecisnać go przez gardło. Całe szczęście przynajmniej gesty nie wymagały podobnego poświęcenia.
"Oba."
Po oddaniu mu wódki przechylił się w jego stronę opierajac ramieniem o jego bark, by przytulić twarz do swojego nadgarstka.
Jak uroczo. Nadal masz mi to za złe? Zniszczyłem ci statystyki? — wykrzywił usta w bezczelnym uśmiechu, choć coś w tych cholernych zielonych oczach zdawało się faktycznie zastanawiać nad tym czy Aldridge czuł gdzieś tam w środku jakiś wyrzut skierowany w stronę Evena. Watpił jednak, by Chester był zdolny do zajmowania swojego jakże genialnego łba tak skomplikowanymi emocjami. W końcu wtedy by się z nim nie spotykał, nie?
Całe szczęście. Gdybyś powiedział, że ci smakuje zaczałbym się martwić — to już nawet nie byłby alkoholizm tylko jakieś totalne zjebanie. A wtedy musiałby rozważyć, czy działanie na przekór Claire aby na pewno było dobrym pomysłem.
Wzruszył nieznacznie ramionami. Skoro chciał tu zostać to mogli tu zostać. Obrócił jedynie głowę tak, by opierajac się nie patrzeć już dłużej na twarz Chestera, a gdzieś przed nich, choć ciężko było stwierdzić, by rozciagały się przed nimi jakieś fascynujace widoki. Może gdyby zawiesił wzrok na niebie, a nie budynkach, byłoby inaczej.
Brzmi jak przeciwieństwo tego co normalnie byś uznał za dobra zabawę. No za wyjatkiem tego ostatniego.
Aldridge doskonale jednak wiedział jak ściagnać na siebie uwagę Landsverka i zmusić go choćby do spojrzenia na niego katem oka, tak jak zrobił to w tym momencie, gdy usłyszał coś o zachodzie słońca. Uniósł brew ku górze wyraźnie nie rozumiejac nawiazania - no bo w sumie to chuj go obchodził zachód słońca - gdy ten postanowił dokończyć swoja wcześniejsza myśl.
Parsknał momentalnie dmuchajac ciepłym powietrzem w jego ramię, choć watpliwe by mógł coś w ogóle poczuć przy swojej warstwie ubrań.
Chyba cię pojebało — no i tyle z romantyzmu. To że Even bez watpienia nieustannie szukał jakiegoś kontaktu fizycznego, nie znaczyło że zaraz faktycznie miał zamiar robić z siebie debila. A z Aldridgem wszystko było możliwe. Zreszta nie zdziwiłby się, gdyby podjał próbę zaciagnięcia go na krawędź dachu z jakiegoś idiotycznego powodu typu rzucanie niedopałkami w przechodniów, podczas gdy Landsverk próbowałby utrzymać pion i nie zemdleć zjebujac się z dachu. Mieliby wtedy swoje rasowe upadki.
Choć kto wie, może od poczatki taki był adonisowy plan?
Zabrał mu wódkę, wlewajac w siebie kolejna jej ilość, aż zamykajac na chwilę oczy, gdy wyraźnie się wzdrygnał. Odłożył szkło między kolana Chestera i kopnał sobie noga opakowanie z nachosami, by od razu wziać kilka, zagryzajac obrzydliwy smak czystej.
Masz coś jeszcze czy tylko na tyle było cię stać? Bo nie wiem czy mam otwierać torbę.
_________________

<div style="font-family: 'Raleway'; font-size: 17px; color: #dad8d6; text-transform: uppercase; margin-bottom: -15px; margin-left: 5px;">Jeg kan bare Ødelegge alt
<div style="text-transform:uppercase; width: 390px; margin-top: 2px; border-top:7px #dad8d6 solid; padding: 4px;"><img src="https://imgur.com/JG94CLC.gif" style="opacity: 0.8; height:100px; width:190px;"> <img src="https://imgur.com/0UZygYu.gif" style="opacity: 0.8; height:100px; width:190px;"><div style="font-family: 'Raleway'; font-size: 17px; color: #dad8d6;"> <div style="text-transform: uppercase; width: 390px; border-top: 7px #dad8d6 solid; padding: 4px; margin-left: -3px; margin-top: 2px;">Uansett hvor mye jeg elsker det.

[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2018-06-09, 00:24   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Jako że butelka z whisky chwilowo nie była w żadnych rękach, chwycił za nia i pociagnał kilka solidnych łyków, tak w ramach załagodzenia palacego smaku wódki. Kiedy z powrotem odstawił butelkę na bok, uśmiechnał się szeroko. W stanie, w którym się znajdował (a warto wspomnieć, że czuł się już trochę pijany, to znaczy weselszy i ogólnie jakiś taki lżejszy), określenie "zjebany" wydawało mu się najlepszym komplementem, który mógłby usłyszeć. Przynajmniej z ust Evena, który zazwyczaj tylko go obrażał. To znaczy, generalnie rzecz biorac, "zjebany" i tak miało wydźwięk negatywny i wulgarny, ale dla Chestera, w pewnych sytuacjach, było całkowicie odwrotnie.
- No wiem - powiedział z wyraźna duma w głosie. - Za to mnie kochasz. - No bo czy istniał drugi taki, durnowaty Chester Aldridge, który zadawałby się z kimś tak sztywnym jak Even i w dodatku rzucałby w jego towarzystwie wybitnymi sucharami na prawo i lewo? Pewnie, że nie! - Mi tam wszystko jedno - wymamrotał rozbrajajaco szczerze. Najwyraźniej dziki dominatrix fight niespecjalnie go obchodził. Zmarszczył brwi, gdy Even znowu zaczał go klepać. - Co ty masz z tymi rękami? - No właśnie. Jakieś zboczenie zawodowe czy co? Przyzwyczaił się do tego, że siedzac za biurkiem przekładał papiery i teraz musiał odbijać te dziwne nawyki na biednym Chesterze?
Pokiwał głowa, jakby od poczatku dokładnie wiedział kim był ten wspomniany Erwin. Springer? Nie no, on znał tylko wspomnianego wcześniej Edwina i Summerów. Z naprzeciwka. Mieli basen i w ogóle. Ale Erwinów Springerów nie kojarzył. Dziwna sprawa.
- A myślisz, że byłby chętny? - Oto i kluczowe pytanie. To, czy Even był jego przyjacielem, czy nie, w rzeczywistości nie miało znaczenia. Przecież i tak w trakcie seksu nie rozmawialiby o nim. To znaczy Chester miał taka nadzieję, bo kto wie, może wspomniany Erwin był jakimś creepem i chciałby odwalić coś podobnego?
Wydał usta, naburmuszajac się jak dziecko. Przecież wspólne imprezowanie to był świetny pomysł. Zwłaszcza że Even nie miał znajomych i ogólnie wszystko wskazywało na to, że był jakimś kompletnym odludkiem, który potrzebował uspołecznienia.
Nie zrozumiał do końca, co Even miał na myśli - czy to przez to, że był lekko pijany, czy przez odgłos trabiacego samochodu, który rozległ się gdzieś pod nimi, na jednej z ulic otaczajacych kamienicę.
- Idziesz - zarzadził, mrużac oczy. - Za dwa tygodnie mam urodziny i wiesz, zazwyczaj gówno mnie to obchodzi, ale ludzie, którzy maja urodziny dostaja prezenty i ja chcę imprezę - powiedział tak, jakby nie zakładał żadnego sprzeciwu. - Na która ty przyjdziesz. I chuj. - Nic nie miało prawa przebić tej elokwencji. Nic.
Wział od niego wódkę i, zanim zdażył przystawić szyjkę butelki do swoich ust, zmarszczył brwi w pytajacym geście. Hę?
- Ale że co? - Kurwa, to Even mówił jakimś kodem czy faktycznie najebał się tymi piętnastoma łykami alkoholu? Nie no, przecież to było niemożliwe. - A, statystyki moich chujowych zwiazków? O to chodzi? - zapytał i, zanim uzyskał odpowiedź, parsknał sucho, ignorujac dziwne uczucie, które na moment odebrało mu trzeźwość myślenia. Even niczego nie zniszczył. Dokładnie tak miało być. To znaczy nie do końca, ale to przecież już nie miało znaczenia. Ostatecznie i tak by im nie wyszło, więc, cholera, co to za różnica?
- Przy tobie nie można po ludzku się bawić - stwierdził z przekasem. Samo to, że Even nie chciał iść z nim na imprezę, dużo mówiło o jego podejściu do życia i tego, co większość ludzi uznawała za rozrywkę. I w porzadku, Chester jak najbardziej mógł poświęcać się ten jeden raz na miesiac i spędzać swoja sobotę jak na stypie, bez głośnej muzyki i dużej ilości ludzi, ale chyba nie dałby rady funkcjonować w ten sposób w każdy weekend. Tym bardziej nie rozumiał więc Evena.
Chyba cię pojebało. No jasne. Kolejne przewrócenie oczami. Jak tylko usłyszał stukot butelki, która delikatnie uderzyła o ziemię, podniósł ja, uroczo troszczac się o poziom alkoholu w swojej krwi.
- Kurwa, jestem biedakiem - powiedział, kiedy już przełknał kilka obrzydliwych łyków wódki, a następnie spojrzał na niego karcaco. - Czego ty ode mnie chcesz? - Przyniósł wódkę i nachosy, to już sporo. Co prawda w plecaku miał jeszcze napoczęte orzeszki, które podjebał Winterowi z pokoju, ale o tym nie zamierzał wspominać. Even nie był wystarczajaco pijany. - Więc możesz się chwalić, whatever. - Przewrócił oczami. Jeżeli Landsverkowi brakowało czegokolwiek do pełni satysfakcji to okej, ale Chester potrzebował naprawdę niewiele do szczęścia.
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
Even Landsverk








21

Praktykant w kancelarii prawnej

Downtown Brentwood





Wysłany: 2018-06-09, 01:49   
  

  
Even Isak Landsverk

  
Guns don't kill people, blood loss and organ damage do.


Właściwie to faktycznie w tym wypadku jego wyzywanie Aldridge'a można było uznać za komplement. Może i był zjebany, ale Landsverk jakoś nie potrafił wrzucić go do negatywnej grupy. To był ten rodzaj zjebania przy którym ludzie robili "O mój boże, Chester" przewracajac oczami, ale w gruncie rzeczy gdyby nagle przestał odjebywać podobne maniany, ich życie byłoby zwyczajne nudne i nie na swoim miejscu. A przynajmniej Even tak miał.
Pewnie dlatego wygiał jedynie kacik ust w uśmiechu, gdy usłyszał dumę w jego głosie.
Słyszę to już trzeci raz, tak bardzo chcesz żebym to potwierdził, casanovo? Po moim trupie — szturchnał go butem w kostkę. Atak roku. Dzwońcie po bagiety, nim na dachu wywiaże się poważna bójka i ktoś straci życie, eoeoeo.
Przeszkadza ci to? — przekrzywił nagle nieznacznie głowę w bok, patrzac na niego z nieznacznym zdziwieniem. Skłonności do klejenia się do Chestera jak rzep miał odkad pamiętał, nawet jeśli nigdy nie odpalał ich w towarzystwie. Jeśli z kolei nagle zaczęło mu to przeszkadzać, nie widział większego problemu w tym by się odsunać.
Nie wiem, zapytaj go, nie masz daleko do naszego wydziału. Ewentualnie możesz go złapać w Subwayu — rzucił w końcu zrezygnowanym tonem przewracajac oczami. Właściwie nieszczególnie interesował się życiem seksualno-miłosnym Erwina, więc nie wiedział czy byłby chętny na przespanie się z Aldridgem czy jednak się z kimś widywał. To drugie miałoby jakiś sens biorac pod uwagę, że ostatnio widywali się nieco rzadziej niż wcześniej. A może to Landsverk brał na siebie więcej roboty niż kiedykolwiek? Sam nie wiedział.
"Idziesz."
Pamiętał o urodzinach Chestera, co nie znaczyło że miał w planach pojawienie się na nich. Gdy jednak ten zaczał wyrzucać z siebie kolejne słowa, Even wyraźnie się poddał.
Dobra, dobra. Już. Przyjdę, obiecuję. Nawet wezmę sobie wolne — co jeśli dobrze liczył, miało być jego pierwszym dniem wolnym od kiedy w ogóle zaczał pracować dla "Style". Nigdy nie brał nawet chorobowego. Nie musiał się dzielić jednak podobna informacja z Aldridgem, który i tak pewnie jedynie stwierdziłby, że jest jebnięty.
Co zabawne, na zdziwienie Chestera, Even zareagował wyraźnym zagubieniem. Szczerze mówiac nie takiej odpowiedzi się spodziewał, myślał że jego przekaz był dość oczywisty.
Erm... nie, chodziło mi o to że to ja z toba zerwałem, a nie odwrotnie. Nieważne, zapomnij — mógł w ogóle nie poruszać tego tematu, sam nie wiedział czemu to zrobił. Tak czy siak nieswoje uczucie pozostało jeszcze przez chwilę, gdy zamilkł zwyczajnie nie wiedzac co powiedzieć. Skoro ten zajał wódkę, Landsverk odszukał butelkę whiskey, zabierajac rękę z jego barku i przyssał się do niej na kilka długich sekund, nim w końcu odstawił ja obok swojego uda. Stopniowo jego umysł zaczęła spowijać nieznaczna mgła, chociaż ciężko było mu stwierdzić kiedy alkohol faktycznie zjebie go z nóg. Podejrzewał że nie pójdzie to tak szybko. Wbrew pozorom miał całkiem niezła głowę do picia.
"Przy tobie nie można po ludzku się bawić."
Sorry, za każdym razem z własnej woli się w to pakujesz. Więc chyba nie może być aż tak źle — przewrócił oczami w odpowiedzi, patrzac na niego krótko, nim zaraz wychylił się w bok przysuwajac do siebie swoja torbę. Nie usłyszał jednak żadnego śmiechu ani parsknięcia w odpowiedzi na swój tekst o trzymaniu się za rękę.
No co ty, mówiłeś poważnie? — ściagnał brwi, wyraźnie próbujac zrozumieć czy Aldridge zwyczajnie się z niego nie nabija. Z nim to nigdy nie wiadomo. Chyba przy nikim Even nie czuł się jak idiota tak często jak przy nim. Zabawne, bo zwykle to on tak działał na ludzi.
Szarpał się przez chwilę z zamkiem, nim w końcu ja rozpiał wyciagajac ze środka kolejne dwie butelki. Tym razem o dużo normalniejszej, znajomej etykiecie, której cena zdecydowanie nie wybijała się na tle innych.
Sierra Tequila Silver czy Absolut Raspberry? Mam jeszcze jakaś... rosyjska wódkę z truskawkami. Xuxu — nie musieli w końcu pić wszystkiego co było wyjatkowo obrzydliwe w smaku. Obrócił butelkę przygladajac się etykiecie z tyłu. Piętnaście procent? Zawsze mówili mu, by z procentami nigdy nie schodzić w dół jeśli nie chciało się skończyć rzygajac w krzakach. Całe szczęście, Landsverk swoja ostatnia podobna przygodę przeżył w gimnazjum, a od tamtej pory udało mu się uniknać aż takiego zgonowania, niezależnie od tego ile i czego pił w jakiej kolejności. A jakby Chester wzgardził to Even wypije sam i chuj.
Zatrzymał nagle wzrok na paragonie, mrużac nieznacznie powieki, jakby chciał się upewnić czy dobrze widzi, nim wepchnał go głębiej do torby.
_________________

<div style="font-family: 'Raleway'; font-size: 17px; color: #dad8d6; text-transform: uppercase; margin-bottom: -15px; margin-left: 5px;">Jeg kan bare Ødelegge alt
<div style="text-transform:uppercase; width: 390px; margin-top: 2px; border-top:7px #dad8d6 solid; padding: 4px;"><img src="https://imgur.com/JG94CLC.gif" style="opacity: 0.8; height:100px; width:190px;"> <img src="https://imgur.com/0UZygYu.gif" style="opacity: 0.8; height:100px; width:190px;"><div style="font-family: 'Raleway'; font-size: 17px; color: #dad8d6;"> <div style="text-transform: uppercase; width: 390px; border-top: 7px #dad8d6 solid; padding: 4px; margin-left: -3px; margin-top: 2px;">Uansett hvor mye jeg elsker det.

[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2018-06-09, 02:30   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Parsknał i pokręcił głowa. Nawet nie liczył, ile razy rzucał podobnymi tekstami, ale z drugiej strony mówił tak cały czas i to każdemu, bo cholernie lubił sobie schlebiać, więc możliwe, że co nieco mu umykało. Nieważne.
- Nie? - mruknał z rozbawieniem. - Jak chcesz mnie obmacać to weź prosto z mostu, wiesz, nie pierdol się - mówił serio. Nie był typem, który cenił delikatność i subtelne gesty. Landsverk raczej o tym wiedział.
Wzruszył ramionami z niechlujnym "no okej" na ustach. Tak naprawdę w tym momencie kumpel Evena niespecjalnie go interesował, tak tylko się nabijał. Ale i tak dobrze, że poznał jego imię i nazwisko. Skoro Erwin był jedyna osoba poza nim, która miała z Landsverkiem bliższy kontakt... no cóż, to mogło się kiedyś przydać.
- No - podsumował z zadowoleniem. Nie miał pojęcia, na ile szczere było to "nawet wezmę sobie wolne", ale guzik go to obchodziło. Gdyby Even jednak o tym zapomniał, Chester był w stanie odszukać Erwina Springera, wyżebrać od niego adres miejsca pracy Landsverka (skoro był jego dobrym przyjacielem to chyba go znał), iść tam i wyciagnać go stamtad siła. Nie rozumiał tego całego zafascynowania praca. Sam brał wolne zawsze, kiedy to było możliwe. Katar? Wolne. Kac? Wolne. Lenistwo? Wolne. Tyle dobrego, że szef kina sypiał z jego matka i Chester nie musiał martwić się o to, że w pewnym momencie go wywali.
Nagle wzebrało się w nim jakieś niewyraźne, nieprzyjemne uczucie.
- To był przypadek. - Wzruszył niechlujnie ramionami - tak, jakby był całkowicie pewien swoich słów - a potem machnał ręka. - I tak któryś z nas by to zrobił. - Nie było czego roztrzasać, prawda? Prawda? - Fajnie jest tak, jak jest - stwierdził i, żeby nie powiedzieć nic więcej, znowu się napił. Zeusie, robiło się niezręcznie. Chyba nadszedł najwyższy czas, żeby zrobić coś walniętego. Ale najpierw...
Przewrócił oczami. Pff, że też Even musiał mu wytykać jego słabości. Nie jego wina, że go lubił. Trochę. Nie na tyle, aby próbować wyciagnać go z domu każdego weekendu, chyba by umarł, gdyby musiał użerać się z jego ponurym wyrazem twarzy tydzień w tydzień, ale od czasu do czasu mógł z nim posiedzieć. Zwłaszcza, że wyszło na jaw, iż Even nie miał żadnych kolegów prócz tego nieszczęsnego Erwina.
- Kurwa, nie. - Prychnał i pokręcił głowa. On i trzymanie za ręce? Czy ktoś to kiedyś widział? No dobra, może czasami, gdy był nawalony, zbierało mu się na czułości. Pamiętał ten jeden raz, kiedy, pijany w sztok, wkradł się do jakiegoś ogródka we wschodniej części miasta i, jak na prawdziwego romantyka przystało, oberwał wszystkie gałęzie jakiegoś kwitnacego krzaka, po czym uroczyście wręczył je Landsverkowi. I chociaż to brzmi całkiem śmiesznie (w końcu kradziony prezent to chujowy prezent), Chester zawarł w tym czynie wszystkie swoje uczucia do Evena, ponieważ, podczas gdy zawzięcie zrywał tamte badyle, właścicielka domu, jakaś starsza pani z wałkami na głowie, zaczęła pukać w szybę okna, wygrażajac mu palcem. Dokończenie prezentu było więc nie lada wyzwaniem.
No ale oczywiście Even tego nie docenił i w końcu, może dwa tygodnie później, i tak z nim zerwał. Auć. I pomyśleć, że Chester był aż tak zaangażowany.
- Kurwa - mruknał, patrzac spod przymkniętych oczu na to, co Landsverk wyciagnał ze swojej magicznej torby. Ostrożnie (yup, nadal pamiętał tę uwagę o tłuczeniu alkoholu) sięgnał po jedna z butelek i przygladnał się jej z bliska. - Even, ja to naprawdę doceniam, ale my się, kurwa, posramy, jak to wszystko wypijemy - stwierdził całkiem poważnie. - No, jeśli wcześniej nie pozdychamy. - Tequila kopała gorzej niż cokolwiek innego, a przecież i tak zaczęli już wódkę i whisky. Chester nie wiedział, co by się stało, gdyby zmieszał te trzy trunki, nie był aż takim koneserem - zazwyczaj zadowalał się tym, co było tanie i szybko pozwalało wprowadzić się w dobry nastrój - ale, cholera, to nie brzmiało dobrze. - Ja wypiję to - potrzasnał butelka z wódka - i będzie zajebiście. - Już czuł się lekko oszołomiony. Podejrzewał, że gdy opróżnia całe te dwie butelki, będzie już nieźle nawalony. - Ty weź sobie coś otwórz jak chcesz. Jakiś chujowo trzeźwy jesteś. - Patrzcie tylko jaki troskliwy! Dbał o to, aby Even nie pozostał w tyle, i aby sam nie był jedynym pijanym w tym towarzystwie. Pomijajac fakt, iż prawdopodobna motywacja była niechęć przed samotnym zrobieniem czegoś idiotycznego, to całkiem urocze z jego strony.
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
Even Landsverk








21

Praktykant w kancelarii prawnej

Downtown Brentwood





Wysłany: 2018-06-09, 17:04   
  

  
Even Isak Landsverk

  
Guns don't kill people, blood loss and organ damage do.


I tak oto poważny Even, któremu procenty stopniowo zaczęły wchodzić, zaśmiał się cicho pod nosem, kiwajac kilka razy na boki.
Kiedy ja lubię się pierdolić. Chociaż może nie na dachu — kac następnego dnia po takiej ilości alkoholu i sucharów miał być wyjatkowo upierdliwa pustynia. Z drugiej strony skad miał wiedzieć czy nie spodobałby mu się i dach, skoro nigdy nie próbował. W końcu to nie tak, że korzystał tylko i wyłacznie z łóżka. Miał swoje przedziwne epizody w schowkach na miotły, szatniach, samochodzie. Nawet pokoju nauczycielskim, gdy w wieku szesnastu lat poderwał swoja nauczycielkę od biologii. Co zabawniejsze po zwiazku z nia już nigdy więcej nie dotknał żadnej dziewczyny. Nie żeby była jakaś kiepska. Właściwie wspominał ja całkiem pozytywnie, przynajmniej potrafiła coś więcej niż tylko leżeć jak kłoda.
Gdy Even już składał jakaś obietnicę to faktycznie starał się jej dotrzymywać. Skoro do tej pory nigdy nie znikał z pracy nawet na trochę, a wręcz wyrabiał roczna normę nadgodzin za wszystkich pracowników razem wziętych (no dobra może trochę przesada, ale po prostu podkreślmy dramatycznie jego chory pracoholizm), naprawdę watpił by nagle ktokolwiek miał robić mu problemy. Tak długo jak wiadomość nie dotrze do Claire, która mogłaby zaczać drażyć dlaczego w ogóle je bierze. Watpił by był w stanie wyłgać się przed nia spotkaniem rodzinnym, a na sama myśl o jej reakcji na ‘urodziny Chestera’ prawie się wzdrygnał. No ale to jednak urodziny. Które to już? Dwudzieste piate?
Kurna Ches, jaki ty jesteś stary — parsknał z rozbawieniem. Jego samego czekało rzekome świętowanie za nieco ponad miesiac. Podejrzewał że skończy się tak samo jak zawsze. Powrotem do Norwegii. Wbrew pozorom w swojej rodzinnej miejscowości utrzymywał dużo więcej bliższych kontaktów niż w Brentwood. Być może dlatego, że tam nie był wiecznie pod ostrzałem. Ale nadal nie nazwałby ich przyjaciółmi. Raczej zwykłymi znajomymi, z którymi można było poszlajać się po nocach. Zawsze przyłazili jednak do niego do domu poczatkowo biorac udział w oficjalnej części organizowanej przez jego rodziców - tej, której szczerze nie cierpiał od kiedy skończył dwanaście lat. Nieoficjalna skupiajaca się na kończeniu gdzieś w terenie i budzeniu się rano z głowa na kamieniu… tak, ta była zdecydowanie zabawniejsza. I bolesna.
"I tak któryś z nas by to zrobił."
Zacisnał usta, nie odzywajac się ani słowem i całkowicie skupiajac się na swojej whiskey. Bo co niby miałby mu powiedzieć? Hej Chester, tak naprawdę wcale nie chciałem z toba zrywać? Co to kogo właściwie obchodziło? I tak nie widział najmniejszych szans, by wrócili do tego co było kiedyś. Zarówno ze względu na fakt, że nadal praca była dla niego ważniejsza niż inni, jak i ten wraz z którym Aldridge zwyczajnie przestał się ładować w zwiazki. Nie było czego roztrzasać. I choć jego jedynym punktem do radości było to, że jego były nigdy nie poznał (i miał nadzieję, że nie pozna) w pełni prawdziwego powodu dla którego się rozeszli, tak ten cichy wkurwiajacy głosik z tyłu głowy uwielbiał mu czasem powiedzieć, że zachował się wtedy jak kretyn. Na jego nieszczęście najczęściej odzywał się właśnie, gdy Landsverk wypijał większe ilości alkoholu.
Jak widać stereotyp o pijanych ludziach dzwoniacych do swoich byłych nie wział się znikad! Dobrze, że miał Chestera pod ręka. Nie żeby zamierzał z nim o czymkolwiek rozmawiać, ani ponownie poruszać ten temat.
Fajnie jest tak jak jest.
Powtórzył trzykrotnie jego słowa w głowie, zupełnie jakby chciał w ten sposób przekonać samego siebie. W gruncie rzeczy nie było to nawet aż tak trudne. W końcu było fajnie, co nie?
Całe szczęście, już myślałem że uraziłem twoje wrażliwe serce czy coś — rzucił sarkastycznie unoszac brew ku górze. I hej, Chester nie zdawał sobie z tego sprawy, ale Even nadal miał zdjęcie tych badyli i to nie tylko na telefonie! Nawet jeśli w tym konkretnym momencie totalnie o nich nie pamiętał.
Pierdolisz Aldridge. Już odpadasz? — zapytał, choć nawet on zdawał się mówić nieco wolniej niż zwykle. Ostatecznie wzruszył jednak ramionami i schował z powrotem tequilę i Xuxu, zamiast tego otwierajac malinowa wódkę. Powachał ja, zaraz przechylajac butelkę.
Pachniała ładnie. Smakowała nieco gorzej, ale nie była zła.
Ej tak sobie myślę. Fajnie by było wjechać samochodem na dach co nie. Puścić muzykę na full basie i patrzeć jak skonfundowani ludzie szukaja źródła na ulicach. A potem wyjebać po schodach pożarowych jak jakiś James Bond.
I już wiadomo miał w głowie, gdy patrzył na miejsce w którym się znajdowali. Może powinien wynajać jakiś helikopter, który przetransportowałby auto na szczyt jakiegoś bloku? To by było coś.
_________________

<div style="font-family: 'Raleway'; font-size: 17px; color: #dad8d6; text-transform: uppercase; margin-bottom: -15px; margin-left: 5px;">Jeg kan bare Ødelegge alt
<div style="text-transform:uppercase; width: 390px; margin-top: 2px; border-top:7px #dad8d6 solid; padding: 4px;"><img src="https://imgur.com/JG94CLC.gif" style="opacity: 0.8; height:100px; width:190px;"> <img src="https://imgur.com/0UZygYu.gif" style="opacity: 0.8; height:100px; width:190px;"><div style="font-family: 'Raleway'; font-size: 17px; color: #dad8d6;"> <div style="text-transform: uppercase; width: 390px; border-top: 7px #dad8d6 solid; padding: 4px; margin-left: -3px; margin-top: 2px;">Uansett hvor mye jeg elsker det.

[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2018-06-09, 23:58   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Parsknał i pokręcił głowa z niedowierzaniem. Wygladało na to, że wszystko szło w dobrym kierunku - Even stawał się coraz bardziej rozluźniony i coraz mniej odporny na durne żarciki. Szkoda, że pod koniec ich skromnej, dwuosobowej imprezy nikt nie miał wręczyć któremuś z nich nagrody za rywalizację w konkursie na największy suchar minionego wieczoru.
- No tak, wiem. - Przecież prawdopodobieństwo, że Even spotykał się z nim dlatego, że go lubił było wręcz śmieszne. To znaczy niewykluczone, iż nie uważał Chestera za najgorsza osobę na świecie, w końcu gdyby tak było, na pewno znalazłby sobie innego kumpla z korzyściami, ale to też nie było tak, że spotykali się na kawę i ciastko. Ich spotkania zawsze miały konkretne cele - najebać się, iść do łóżka i zrobić coś głupiego, niekoniecznie w tej kolejności. I to niekoniecznie wynikało z ich interesowności, po prostu nie widywali się na tyle często, aby jakoś poszerzyć te cele. Zaangażowanie Evena w pracę na to nie pozwalało. - Mogłoby być śmiesznie - stwierdził, rozgladajac się dookoła, jak gdyby w poszukiwaniu jakiegoś zabawnego elementu otoczenia. Niby nie było tutaj niczego, przez co mogliby się śmiać do rozpuku, ale hej, co, jeśli akurat przelatywałby nad nimi dron, który miałby nagrać widok Brentwood z lotu ptaka i akurat uchwyciłby ich w jakiejś jednoznacznej sytuacji? To akurat całkiem śmieszne!
Chester nie obrażał się o wiele rzeczy, ale jeżeli już to robił to musiało rozchodzić się o coś naprawdę poważnego i nie zapominał o tym szybko. Teraz na przykład, katem oka odczytujac wiadomość od Joeya, był na tyle nadasany, że nawet niespecjalnie przejał się jego wyrzutami sumienia. To znaczy jasne, trochę mu ulżyło, iż Harrison ostatecznie przejrzał na oczy, ale pff, nie zamierzał od razu mu odpisywać i zachowywać się tak, jakby wszystko było okej. Bo nie było! Chester został wystawiony i to uderzyło w jego uczucia z taka intensywnościa, że zdecydowanie nie miał zamiaru w jednej chwili puścić tego niepamięć. W każdym razie dażę do tego, że gdyby Even jednak zapomniał o obietnicy i nie zjawił się na jego zajebistej imprezie urodzinowej, na pewno zostałby potraktowany podobnie. Bo skoro okazja była ważna, a Landsverk obiecał... Oczywiście Aldridge pewnie zachowywałby się tak, jakby nic się nie stało, i jakby obecność Evena na imprezie nie robiła mu żadnej różnicy, ale gdzieś tam, w środku, pewnie czułby się jak debil.
- Kurwa, weź mi nie mów. - Trzepnał go w ramię za tę jakże bolesna uwagę. Przecież dobrze wiedział, ile miał lat, i że w zastraszajacym tempie zbliżał się do końca swojego życia. Nikt nie musiał mu tego powtarzać. - Ćwierć wieku. Bo wiek ma sto lat, nie? - upewnił się. Nigdy nie ufał sobie w takich kwestiach, zreszta wychodził z prostego założenia, że określanie lat za pomoca wieków było dla inteligentów pokroju Evena. I gdyby ktoś mu teraz powiedział, że "Chester, ale ty przecież byłeś dobry z matematyki" to zapewne zaczałby się kłócić, że to nie miało nic do rzeczy, bo wiek to określenie historyczne. - Ja pierdolę, już czas zamówić sobie trumnę. - Rany, przecież on już zbliżał się do trzydziestki, a to z kolei stanowiło magiczna granicę, po której, zamiast być rozrywkowym, imprezowym chłopakiem, miał zostać starym, nudnym facetem, przynajmniej tak to sobie tłumaczył. Niewykluczone, że dramatyzował - w końcu gdy był jeszcze nastolatkiem, też nie wyobrażał sobie życia z dwójka z przodu, uważajac je za zbyt dojrzałe, poważne i w ogóle fuj. A ostatecznie, kiedy już przekroczył granicę dwudziestu lat, nic się u niego nie zmieniło. Oby tym razem było tak samo.
No cóż, w rzeczywistości teraz nie liczyły się powody, dla których Even zakończył ten zwiazek. Nie byli razem od ponad roku, powiedzmy więc, że sprawa już się przedawniła. Poza tym, gdyby Chester dowiedział się o tym, że ta decyzja w rzeczywistości nie należała do Evena tylko do jakiejś starej baby, która nie miała w co wtracać swojego nosa to pewnie by się wkurwił, bo, no cóż, to dotknęłoby go sto razy bardziej. Logiczne, że wolał zostać porzucony z jakiegoś racjonalnego powodu aniżeli za sprawa sugestii jakiejś obcej mu osoby, ponieważ to drugie oznaczałoby, iż cenił ja bardziej niż Chestera, a to z kolei byłoby bolesne. Chociaż z drugiej strony idealnie pokazywałoby, że ten zwiazek faktycznie nie miał przyszłości (auć).
No... było fajnie. A że mogło być jeszcze fajniej to już szczegół, którego lepiej byłoby nie roztrzasać. Nigdy.
Parsknał i pokiwał głowa, patrzac na niego z powatpiewaniem. Jego serce było wrażliwe tylko na słodkie psy, nic więcej.
- No, kurwa, jak wrócę to pierdolnę na łóżko i się popłaczę. - Właściwie kiedy on ostatnio płakał? W podstawówce, kiedy przemadrzała Hillie Jones specjalnie zalała mu jego piękny rysunek, przedstawiajacy wiosnę, niebieska farba? Wow, to aż trochę przerażajace. Chociaż z drugiej strony zawsze lepiej być twardym a nie mientkim. Z perspektywy czasu uważał, że wtedy, kiedy Hillie wylała gęsta, ciemnoniebieska farbę na jego rysunek, powinien wziać tę kartkę i wytrzeć ja w jej głupi ryj. Niestety ośmioletniemu Adonisowi takie rozwiazanie nie przyszło na myśl.
Odpadał? Nie, chyba po prostu nie chciał przeceniać swoich możliwości. Badź co badź, zamierzał skończyć z Evenem w łóżku (no, łóżko nie było obligatoryjne, ale to tak w sensie przenośnym), a nie z głowa w jakichś krzakach, wypluwajac sobie żoładek i nie pamiętajac, jak się nazywał.
Tym razem to on popatrzył na niego jak na idiotę. Samochodem na dach? Jak niby auto miałoby znaleźć się na dachu? Przecież to jakaś kompletna abstrakcja.
- Jesteś pojebany - stwierdził tylko, a potem wział jeszcze parę łyków paskudnej wódki i wstał, niechcacy tracajac Evena ramieniem. - Idę popatrzeć czy nie ma na dole nikogo, kogo można sprankować - powiedział i, nie czekajac na odpowiedź Landsverka, ruszył w stronę krawędzi dachu. Stanał na wpół kroku od jego skraju i spojrzał w dół, marszczac brwi. Jak na złość akurat teraz, kiedy wzięło go na śmieszki, ulica świeciła pustkami.
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
Even Landsverk








21

Praktykant w kancelarii prawnej

Downtown Brentwood





Wysłany: 2018-06-10, 01:19   
  

  
Even Isak Landsverk

  
Guns don't kill people, blood loss and organ damage do.


Zupełnie automatycznie sam podłapał temat i faktycznie zaczał się rozgladać po dachu wyraźnie analizujac otoczenie. Choć zdecydowanie lepiej, by tego nie robił, skoro na razie zdecydowanie powinien być skupiony na zwyczajnym najebaniu się. A nie jebaniu się, suchary wchodza mu już w krew, ratunku. Ostatecznie najbardziej zabawnym punktem wydało mu się chyba prawdopodobieństwo zwalenia się z krawędzi dachu i najbardziej upokarzajacego przejazdu do szpitala ever. Z jednej strony na sama myśl miał ochotę się cicho śmiać, a z drugiej ostatecznie zdecydował, że nie miał w planach żadnych akcji na dachu.
Tak Chessie. Wiek ma sto lat — zaraz przewrócił oczami, gdy oberwał w ramię za swoja uwagę. Jeszcze teraz go tłukł za prawdomówność, no halo. Roześmiał się krótko na tekst o trumnie kręcac na boki głowa.
No już nie dramatyzuj. Do trumny ci jeszcze daleko, ale faktycznie ciesz się ostatnimi chwilami życia. Jak będziesz miał trzydzieści lat będziesz musiał się ustatkować, znaleźć sobie porzadna pracę, kupić sobie harleya, skórę i zasuwać przez miasto opowiadajac o swoim kryzysie wieku średniego. Rodzinę idzie obejść. Chyba że zamarzy ci się zostanie kura domowa to wiesz, daj mi znać. Mogę cię utrzymywać, jeśli będziesz gotował i zajmował się psami czy tam rybkami pod moja nieobecność — zażartował kręcac na boki głowa. W końcu Landsverk zawsze marzył o własnym zwierzaku, ale zwyczajnie wiedział że zostawianie go samego na cały dzień nie dałoby mu większego szczęścia. Perspektywa mieszkania z druga osoba była jednak na tyle abstrakcyjna, by nawet nie był sobie w stanie czegoś podobnego wyobrazić. Więc nie próbował, proste.
Jasne. Załatwię ci wino, lody czekoladowe i jakaś tandetna komedię, żebyś mógł w pełni wczuć się w kobietę o wrażliwym, złamanym sercu. Złamanym przez tego zimnego drania Evena, który nie chciał potrzymać cię za rękę — uśmiechnał się bezczelnie mieszajac kilka razy alkohol w butelce, zaraz go upijajac. Z każda kolejna minuta Landsverk zdecydowanie uśmiechał się i śmiał coraz więcej niż wcześniej, zupełnie jakby tylko on był w stanie przełamać stawiane przez niego na co dzień bariery. W końcu zgarnał sobie nachosy ręka i zwyczajnie je przywłaszczył. Choć jego mózg nagle w przedziwny sposób zaczał domagać się kebaba.
A warto wspomnieć, że ktoś tak dystyngowany jak Even nigdy nie miał ochoty na kebaba. No bo jakby to wygladało gdyby w swoim eleganckim garniturze czy innej koszuli, wszedł do byle budki proszac o 'dużego na cienkim z wołowina i baranina'. I ostrym sosem rzecz jasna. Dokładnie takiego by zjadł. Gdyby nie przywiazywał takiej wagi do własnego wizerunku, życie byłoby dużo prostsze. Tymczasem musiał zadowolić się nachosami.
No weź, przecież to świetny pomysł — burknał wyraźnie urażony, że Aldridge śmiał skrytykować jego pomysł. Zaraz wział jednego nachosa i rzucił nim w chłopaka w ramach zemsty. Celował w głowę, ale niestety jego umiejętności wyraźnie spadły, bo wyladował gdzieś na górnej granicy jego koszulki. No cóż. Zawsze mógł udawać, że chciał go wrzucić do środka.
Przesunał się nieznacznie w bok, gdy zobaczył jak Chester podnosi się z ziemi. Przez chwilę obserwwował jak idzie w stronę krawędzi dachu, tylko po to by w końcu powoli podnieść się za nim. Nie żeby zamierzał podchodzić aż tak blisko, życie było mu jeszcze miłe. A poważnie nie ufał sobie w podobnych kwestiach. Rzucił paczkę z nachosami na ziemię i otrzepał ręce, zaraz przechodzac kilka kroków. Może nie do końca prosto, bo chyba nieco znosiło go na prawo, ale w gruncie rzeczy nie było to aż tak widoczne. Znajdował się raczej na tym etapie, gdzie idac z Aldridgem ulica po prostu nieustannie by na niego wpadał.
Mimo że stanał jakieś dwa, może nawet trzy metry od niego, poczuł przechodzace go ciarki na sama myśl, że zbliżał się coraz bardziej. Nie, dalej nie idzie. Zreszta nogi i tak zdażyły już odmówić mu posłuszeństwa, mimo że alkohol coraz bardziej uderzał mu do głowy. Były sfery, w których zyskiwał nagły przypływ odwagi i takie, na które nie miał on najmniejszego wpływu.
Noooo iiii? — zapytał przeciagajac każde słowo z wyraźnym zniecierpliwieniem. Nieco jak znudzony dzieciak, który wyraźnie czekał na rozwój akcji. Nawet postukiwał energicznie butem o podłoże, co kompletnie nie pasowało do jego opanowanego wizerunku
I gdzie ten zachód słońca? — spojrzał na zegarek mrużac nieznacznie powieki, gdy wskazówki zaczęły zapierdalać mu przed oczami jak pojebane. No wiedział, żeby kupić ten z cyferkami. Może i był mniej fancy, ale przynajmniej nie miałby teraz problemu. Dobra, jebać te godzinę. Wrócił wzrokiem do Aldridge'a.
_________________

<div style="font-family: 'Raleway'; font-size: 17px; color: #dad8d6; text-transform: uppercase; margin-bottom: -15px; margin-left: 5px;">Jeg kan bare Ødelegge alt
<div style="text-transform:uppercase; width: 390px; margin-top: 2px; border-top:7px #dad8d6 solid; padding: 4px;"><img src="https://imgur.com/JG94CLC.gif" style="opacity: 0.8; height:100px; width:190px;"> <img src="https://imgur.com/0UZygYu.gif" style="opacity: 0.8; height:100px; width:190px;"><div style="font-family: 'Raleway'; font-size: 17px; color: #dad8d6;"> <div style="text-transform: uppercase; width: 390px; border-top: 7px #dad8d6 solid; padding: 4px; margin-left: -3px; margin-top: 2px;">Uansett hvor mye jeg elsker det.

[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2018-06-10, 02:52   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Przewrócił oczami. Skad miał wiedzieć, ile lat miał wiek? Na studiach go o tym nie uczyli, poza tym nie potrzebował tej wiedzy do życia. Po co ktoś w ogóle wymyślił osobne określenie na sto lat? Czy na świecie nie było ważniejszych kwestii do roztrzygnięcia?
- Weź się - burknał. Kompletnie nie było mu do śmiechu. - Nie chcę być stary. - Przecież to był jakiś dramat. Starzy ludzie musieli się ustatkować, znaleźć sobie poważna pracę, osobny dom i w ogóle to tylko narzekali. O, i wszystko ich bolało. - Ale chuj, może mi się poszczęści i będę jak ci starzy pijacy z mojej dzielnicy. - Chyba już by wolał zostać żulem niż prowadzić to straszne życie opisane przez Evena. Parsknał śmiechem, słyszac, że miałby zostać kura domowa na jego utrzymaniu. - Spasuję. Ale... jak mi całkiem nie wyjdzie w życiu to wrócimy do tematu. - W ogóle nie wyobrażał sobie, żeby, majac te trzydzieści czy więcej lat, nadal zadawał się z Evenem. Podejrzewał raczej, że podczas gdy jemu zostanie chlanie pod jakimś sklepem i żałosne podrywanie ładnych osiemnastek, Landsverk będzie prowadzić swoja własna kancelarię czy inne gówno - sławny, bogaty i zadowolony z życia.
- No, no - mruknał i pokiwał głowa na znak, że plan Evena to istny majestrzyk. - Dzięki, serio, jesteś kochany - parsknał prześmiewczo, a potem, widzac, że skutki szybkiego chlania mocnego alkoholu zaczęły już docierać do Landsverka, uśmiechnał się szeroko. Wygladało, że wódka i whisky wyjęły z jego tyłka tego cholernego kija. Nareszcie!
A tak poza tym to zdecydowanie powinni iść później na kebaba! Picie alkoholu było wyczerpujacym zajęciem, należało im się coś od życia.
Pomysł z samochodem na dachu był bez sensu, no chyba że nagrywaliby jakiś raperski teledysk dla debili, ale Chestera nie ciagnęło do kontynuacji tej dyskusji. Kompletnie niewzruszony wielkim atakiem złości ze strony swojego durnego kumpla, uniósł brwi i podniósł nachosa, który trafił w jego koszulkę, a następnie wsadził go sobie do buzi.
Odwrócił się do tyłu, aby obdarować Evena rozbawionym spojrzeniem. Co on, przymierzał się do rozbiegu, że stał tak daleko czy czekał na jego moment nieuwagi, żeby zajść go od tyłu i popchnać w dół?
- No i, kurwa, nic - stwierdził z przekasem. Ulica nie przejeżdżały jakiekolwiek samochody, na które Chester mógłby zrzucać butelki, a chodnikiem nie przechodziły żadne dzieci, do których mógłby mówić z dachu, udajac Boga namawiajacego ich do złych czynów. Nic, kompletnie nic. Miasto ziało pustkami.
Puścił mimo uszu pytanie odnośnie zachodu słońca, cały czas zerkajac w dół i wypatrujac czegoś ciekawego. Co prawda powoli, powoli się ściemniało, ale Chester nie sadził, aby zachód miał pojawić się nagle i kompletnie z dupy, Even musiał więc uzbroić się w cierpliwość. Zreszta, na chuj komu jakieś romantyczne widoki, skoro właśnie dostrzegł koszulkę ze sławnym, internetowym piesełem, suszaca się na balkonie jakiegoś mieszkańca ostatniego piętra?
- Te, Even - mruknał, z podekscytowaniem szarpiac go za rękę. Oczywiście teraz, kiedy emocje wzięły nad nim górę, nawet nie starał się być delikatny. Landsverk po prostu musiał to zobaczyć! - Patrz. Koszulka z piesełem. - Chester miał szczera nadzieję, że to spostrzeżenie go zachwyci, w końcu odczuwali podobnego kręćka na punkcie psów. Nic dziwnego - w końcu były madre, miękkie, pocieszne, wierne kochane i najfajniejsze na świecie, a pieseł to już w ogóle!
Przez dłuższa chwilę Aldridge po prostu patrzył w dół i obdarowywał schnaca koszulkę tęsknym spojrzeniem - tak jakby to ona była wspomnianym przez Evena zachodem słońca. Och, jak fajnie byłoby mieć taka koszulkę! Chester chodziłby w niej dzień w dzień, kompletnie nie martwiac się tym, że takie postępowanie było niehigieniczne. Spałby w niej, chodziłby w niej do pracy i na uczelnię, ba! Nawet na randki, żeby każdy od poczatku wiedział, jak fajna był partia! Zeusie, przecież w takim ubraniu wygladałby jak król wszystkich czasów.
Musiał mieć tę koszulkę. Musiał, po prostu musiał. To była miłość od pierwszego wejrzenia, prawdziwe przeznaczenie i najpiękniejszy dar od losu, którego Chester nie zamierzał zaprzepaścić. I zanim zdażył porzadnie rozważyć wszystkie za oraz przeciw, jego pijany mózg podjał szybka decyzję:
- Schodzę tam. - Spojrzał na Evena, próbujac doszukać się w jego minie jakiegoś wsparcia. - Ni chuja. Chcę to. - I oczywiście ktoś mógłby powiedzieć, że skoro tak bardzo chciał taka koszulkę, mógł po prostu poszperać w Internecie, aby ja sobie kupić, ale nie, to zajęłoby stanowczo zbyt dużo czasu i w dodatku trochę by go kosztowało. Zreszta, cholera, pragnał posiaść jakieś nowe doświadczenie, a jeszcze nigdy nie schodził z dachu na czyjś balkon. To też jakiś argument.
Przeczesał włosy dłonia, pozostawiajac je w lekkim nieładzie.
- Dobra, schodzę tam i podpierdalam koszulkę, a ty... yyy... siedzisz cicho i nie dzwonisz po bagiety - zadecydował, tylko przelotnie zerkajac na Evena. Skoro studiował prawo, mógł być przeciwko kradzieży, ale w tym przypadku kodeks karny wyraźnie głosił, że przyjaciół należało chronić i wspierać ich we wszelkich pojebanych działaniach. Serio, serio.
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
Even Landsverk








21

Praktykant w kancelarii prawnej

Downtown Brentwood





Wysłany: 2018-06-10, 03:58   
  

  
Even Isak Landsverk

  
Guns don't kill people, blood loss and organ damage do.


Chyba pierwszy raz słyszał, żeby ktoś marzył o zostaniu żulem. I choć normalnie pewnie spojrzałby na niego jak na idiotę, w tym momencie po wyobrażeniu sobie Chestera w podobnej roli zaczał się śmiać.
Panie daj no dwa funty na piwo, szczerze proszę — na co dzień był to zdecydowanie najbardziej znienawidzony przez niego typ człowieka. Gdy tylko mógł omijał ich niezwykle szerokim łukiem. Teraz nie był jednak w nastroju do myślenia o własnych uprzedzeniach. Bo kto by się tym przejmował? Jakie w ogóle uprzedzenia?
Jasne Chessie. W moim życiu zawsze będzie dla ciebie trochę miejsca — ale tylko trochę. Żeby się za bardzo nie rozszalał, wiadomo. Zaraz nieznacznie się wyprostował na jego prześmiewcze parsknięcie i przeczesał włosy palcami, zaczesujac je mocniej do tyłu, gdy rzucił mu jedno ze swoich zawadiackich, bezczelnych spojrzeń.
No wiem. Co ty byś beze mnie zrobił?
Widział ten rozbawiony wzrok, gdy sam zatrzymał się w większej odległości od krawędzi, ale nawet taka jawna prowokacja nie była w stanie zmusić go do ruszenia się z miejsca. No bo kurwa, tam była przepaść co nie? Spadnie i się zabije, jak nic. Żegnaj świecie. Kompletnie wypadło mu z głowy, że Chester nawet specjalnie zapytał o to wcześniej swojego brata i rzucał coś o połamaniu się. On i tak umrze. Tak właśnie podpowiadał mu alkohol we krwi, a jeśli coś było w jego krwi to na pewno mówiło prawdę.
Nie czaję, jest sobota. Nawet w niedzielę wolna od handlu panuje większy ruch — nie żeby w Wielkiej Brytanii mieli niedzielę wolna od handlu. Rozejrzał się dookoła czujac nieodparta potrzebę rzucenia w Chestera jakimiś mniejszymi kamyczkami. Nic dziwnego że zaraz się schylił i faktycznie zaczał to robić, nie przejmujac się tym, że większość z nich przelatywała gdzieś bokiem.
"Te, Even."
Znieruchomiał z kamykiem pomiędzy palcami i rzucił mu pytajace spojrzenie. Zaraz cała jego broń - czy jak też tam powinien nazywać swoje profesjonalne naboje - wyladowała na ziemi, gdy został złapany za rękę. Wszystko fajnie i super, zwłaszcza że no chuj koszulka z piesełem, zawsze chciał taka mieć. Nosiłby ja po domu tuż po powrocie z pracy i nie przejmował się tym, że kompletnie do niego pasuje. Problem w tym że owa koszulka znajdowała się w dole. Przy krawędzi. Na balkonie.
Chess- — wydał z siebie bardzo dziwny dźwięk majacy poczatkowo być jego imieniem. Zrobił się blady jak najbielsza ze ścian, momentalnie łapiac Aldridge'a obiema rękami za nadgarstek. Umrze. No kurwa no wiedział, że to był beznadziejny pomysł. Niemniej paniczny strach cały czas walczył gdzieś w jego środku z zaciekawieniem koszulka, jak i żoładkiem namawiajacym go żeby jednak rozważył wymiotowanie dzisiejszej nocy. Nic dziwnego, że zaraz przyczepił się do pleców Chestera nie wiedzac co ze soba zrobić.
Patrzeć na balkon, rzygać, umierać?
W sumie jak tak stał to przynajmniej miał pewność, że jeśli się spierdola to ciemnowłosy spadnie pierwszy. W końcu odważył się wyjrzeć ponad jego ramieniem, by spuścić wzrok na dół, wprost na koszulkę...
Ugh — schował łeb w jego barku jak gówniarz, cały czas kurczowo się go trzymajac.
"Schodzę tam."
Żartował? Nie, wystarczyło wsłuchać się w ton jego głosu, zdecydowanie mówił poważnie. Rozważał przez chwilę przeróżne wersje wydarzeń, choć koniec końców jego spity umysł dość dobitnie bagatelizował wszelkie zagrożenia zwiazane z kradzieża skupiajac się tylko na darciu mordy, co wygladało mniej więcej.
LOL EVEN ZARAZ SPADNIESZ. ALE SIĘ SPIERDOLISZ. FAJNA KRAWĘDŹ. BĘDĄ Z CIEBIE ŁADNE ZWŁOKI.
Dobra. Brzmi jak plan. Tylko wiesz musisz był jak ten... azjatycki wojownik. Żółw ninja czy coś. Po cichu, bo jak się kapna to spierdalamy — wymamrotał niewyraźnie w jego koszulkę, dopiero po chwili podnoszac głowę.
Ty schodź, a ja e... ja cię potem wciagnę — no, nawet znalazł dla siebie rolę to jest to. Jak zamierzał właściwie to zrobić, skoro jego lęk wysokości działał tak kurewsko, że nawet teraz nie potrafił się jeszcze zebrać do wypuszczenia Aldridge'a? Welp, nieważne. Nie zdażył o tym pomyśleć.
Tylko traf w balkon — uprzedził zbierajac się w sobie, żeby przestać robić sobie z niego żywa tarczę. Co na razie szło mu raczej średnio, ale jak przyjdzie co do czego to pewnie glebnie się tuż przy krawędzi jak dżdżownica i dalej będzie toczył wewnętrzne rozterki godne Hamleta.
Rzygać czy nie rzygać? Oto jest pytanie.
_________________

<div style="font-family: 'Raleway'; font-size: 17px; color: #dad8d6; text-transform: uppercase; margin-bottom: -15px; margin-left: 5px;">Jeg kan bare Ødelegge alt
<div style="text-transform:uppercase; width: 390px; margin-top: 2px; border-top:7px #dad8d6 solid; padding: 4px;"><img src="https://imgur.com/JG94CLC.gif" style="opacity: 0.8; height:100px; width:190px;"> <img src="https://imgur.com/0UZygYu.gif" style="opacity: 0.8; height:100px; width:190px;"><div style="font-family: 'Raleway'; font-size: 17px; color: #dad8d6;"> <div style="text-transform: uppercase; width: 390px; border-top: 7px #dad8d6 solid; padding: 4px; margin-left: -3px; margin-top: 2px;">Uansett hvor mye jeg elsker det.

[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,13 sekundy. Zapytań do SQL: 6