Poprzedni temat «» Następny temat
KFC
Autor Wiadomość
Brentwood


Wysłany: 2017-06-24, 22:46   KFC
  

  
Brentwood

  
your favourite place on earth


[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Amanda, Ally



Wysłany: 2017-07-06, 22:57   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Podobno punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Na pewno coś w tym było, Joey był o tym przekonany. Każdy przecież miał kompletnie inna perspektywę i coś kompletnie odmiennego uważał za niemożliwe do wykonania. Dla kogoś jest to zdanie prawa jazdy, dla kogoś innego pływanie a dla Joeygo było to... znalezienie wegańskiej knajpki w Brentwood. No i prawdę mówiac poległ, nie dał rady znaleźć żadnej. A może po prostu nie szukał wystarczajaco mocno? Może gdzieś jakaś była? Wyniki wyszukiwań Google na to nie wskazywały, a nadal mu było głupio powiedzieć Heathowi, że jest wege bo wtedy by się ten zorientował, że jego powitalne babeczki nie zostały zjedzone. W końcu Harrison uznał, że spotka się z dawnym kumplem po prostu w KFC i tam kupi coś wegańskiego. Co będa mieli w ofercie? Cóż, na pewno wodę. Mieli się spotkać w porze lunchu, dlatego Joey przekroczył próg lokalu dokładnie o trzynastej dwa. Swoja droga umówili się na trzynasta, troszeczkę się spóźnił. Ale to minimalne spóźnienie, można wybaczyć, prawda? No i zaczał rozgladać się wokół szukajac kumpla z dawnych czasów. Ach! Jak mu się podobało te rozkopywanie przeszłości i ogarnianie życia na nowo. Podobało mu się to tak bardzo, że prawie nie stalkował swojego ex! Powtarzam – PRAWIE.
[Profil]
 
 
Nikay Verhoeven


Wysłany: 2017-07-07, 07:35   

#2

Moje życie na reszcie miało sens. Wróciło razem z Eliasem. Wiem, mało kto by się zdecydował wrócić do swojego byłego, zwłaszcza, że ten Cię zdradził, ale ja zawsze byłem inny. Kierowałem się bardziej sercem niż rozumem i dzięki temu właśnie znów byliśmy razem. Nie umiałem żyć bez niego i zapowiadało się, że zmienię miejsce mego pobytu na stały w Brentwood. Moja tułaczka nie miała chwilowo sensu ze względu na obecność miłości mojego życia w tym miejscu.
Jednak dzisiaj mój Eli był w pracy, więc postanowiłem wyskoczyć na lunch z moim kumplem z dzieciństwa. Znamy się od pieluch. Jednak potem wyjechał. Smutno trochę się mi zrobiło jak wyjeżdżał, ale plotka głosiła, że wrócił. Nawet minuty się nie wahałem, żeby napisać do niego czy ruszy tyłek ze mna na miasto. Udało się. Miałem towarzysza dopóki mój ukochany nie wróci, po za tym musiałem dorobić sobie klucze do mieszkania! Cwany jestem.
Mieliśmy iść do KFC. Spoko! Byłem pierwszy. A to dziwne, bo to ja się zawsze spóźniałem. Chyba, że na występ. Potrafiłem zjawić się dwie godziny przed. Mama się śmiała, że na własny ślub też się spóźnię. Lepiej nie, bo mnie mój Elias zastrzeli.
Siedziałem tak i czekałem stukajac w telefon. Wtedy zobaczyłem Joey'a. Nic się nie zmienił. No dobra, wydoroślał trochę, ale to tak samo jak ja, więc jesteśmy kwita. Bez wahania zaczałem do niego machać jak jakieś dziecko a ADHD, dajac mu nieme "tu jestem głabie"...
[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Amanda, Ally



Wysłany: 2017-07-07, 11:55   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


No cóż, ich sytuacje życiowe były całkiem podobne – ale jednak kompletnie inaczej do tego podeszli. Joey wyprowadził się z miasta, ba, z kraju czujac, że nie może zostać w tamtym miejscu i spokojnie widywać chłopaka na ulicach. Podejście Nikay było inne, diametralnie inne. Hrrison jednak wychodził z założenia, że właśnie te małe, subtelne różnice sa tym co sprawia, że każdy jest kompletnie inny. Wracajac jednak do tego co się właśnie działo, bo nie ma sensu żyć przeszłościa to Joey faktycznie kilka minut się spóźnił. Dlaczego? No wiecie, czasem wystarczy jakiekolwiek zdarzenie losowe i już można się spóźnić. Tym bardziej warto wziać pod uwagę, że przecież Harrison spóźnił się zaledwie kilka minut. W końcu jednak dostrzegł znajoma twarz i aż podskoczył zachwycony, po czym pisnał i rzucił się na przyjaciela przytulajac go.
-Nie wierzę, że naprawdę Cię widzę! – oświadczył w końcu odsuwajac się od niego, po czym rozejrzał się po lokalu poprawiajac sobie grzywkę. Jego oczy otworzyły się szerzej, spogladał na ludzi, to znów na przyjaciela-Wciaż nie do końca wierzę, że to jest wszystko prawda i czasem ma po prostu wrażenie, że to jakiś chory żart, albo sen. Po prostu – po czym usiadł na przeciw przy stoliku, uśmiechnał się od ucha do ucha-Opowiadaj! – zarzadził radośnie, przy okazji poprawiajac sobie rzemyki na przegubie lewej dłoni bo coś mu się tam poplatały-Jak życie? Co robisz, kim jesteś? Dokad zmierzasz? – wszystko bardzo ważne pytania, które zadawał z szybkościa wystrzałów z pistoletu rewolwerowca. Joey chciał wiedzieć dosłownie wszystko, ponownie poczuć się jak w domu i odnowić wszystkie przyjaźnie.
[Profil]
 
 
Nikay Verhoeven


Wysłany: 2017-07-08, 22:59   

/wybacz, że teraz, ale jechałam do domu rodzinnego, bo remonty robimy xD

Kochałem Eliasa po prostu i wiedziałem, że jest tym jedynym. Po za tym nie tylko on zawinił w tym wszystkim. Po za tym uważałem, że jedna sytuację można rozwiazać na wiele sposobów. Wszystko jest zależne od tego jaka jest się osoba i jak się patrzy na świat. Ja byłem wiecznym optymista dlatego wróciłem do ukochanego. Dobra, wiem, najpierw podrywał mnie chamsko w klubie nie ogarniajac, że to ja, ale widziałem jak bardzo się stara kiedy dałem mu ta kolejna szansę i szczerze? Nie żałuję. Byłem w końcu szczęśliwy.
Szczerze? Byłem pewny, że to ja się spóźnię. Zawsze byłem spóźnialski i nic się nie zmieniło pod tym względem. Jednak dzisiaj wyjatkowo byłem przed czasem. To aż dziwne jak na mnie. Przynajmniej nie narobiłem sobie wstydu przed dawno nie widzianym przyjacielem. Mama opowiadała, że jedliśmy razem piasek w piaskownicy. Tyle pięknych wspomnień.
-Uszczypnać Cię?- zapytałem ze śmiechem, podnoszac dupsko i przytulajac przyjaciela. Byliśmy dzieciaczkami kiedy widzieliśmy się po raz ostatni, ale kurczę, chciałem to wszystko odnowić.
-Uwierz mi, że wiem o czym mówisz. Miałem tak jak pierwszy raz grałem w Dubaju. Magia- powiedziałem ze śmiechem. Usiadłem razem z przyjacielem. Zaśmiałem się. Tyle rzeczy miałem mu do opowiadania. Moje życie kręciło się na podróżach po świecie. Miałem o czym opowiadać.
-DJ'em. Dostałem szansę od losu i napierdzielam muzykę klubowa, potem wyniosłem się do Amsterdamu ze względów prywatnych, ale wychodzi na to, że te same względy prywatne ściagnęły mnie tu z powrotem.- powiedziałem ze śmiechem. -A co u Ciebie mój drogi?- zapytałem ze śmiechem. Wolałem posłuchać co u przyjaciela, bo tak nagle wrócił z Francji. Chociaż sam nie byłem lepszy. Wszyscy myśleli, że wracam do Amsterdamu, a ja się wprowadzałem do Eliasa, także życie prowadzi nas różnymi ścieżkami...
[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Amanda, Ally



Wysłany: 2017-07-09, 14:10   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Największym wyznacznikiem tego jak bardzo Joey czuł się szczęśliwy ze spotkania było to, że gdy tylko zobaczył przyjaciela kompletnie przestało mu przeszkadzać to miejsce. Nie da się ukryć, że jednak KFC nie było miejscem o którym marzył Harrison, a jednak był tutaj i kompletnie ten zapach mięsa, ludzie wokół przestali mu kompletnie przeszkadzać. A kiedy poczuł ciepło ciała kumpla wiedział już na pewno, że nie śpi i to dzieje się naprawdę. Parsknał śmiechem słyszac jego odpowiedź, przy okazji siadał już na przeciw chłopaka w loży.
-Nie wiem, naprawdę nie wiem co mógłbyś zrobić – przyznał otwarcie, przy okazji unoszac jakaś ulotkę i czytajac o najnowszej promocji w tym lokalu. -Dubaju? – spytał lekko unoszac brwi, nie spodziewał się, że jego dobry przyjaciel z dzieciństwa buja się po emiratach arabskich. -Ja? Studiuję aktorstwo, najpierw w Paryżu a teraz wyniosłem się tutaj – oświadczył krótko. "Względy prywatne" trochę zaskoczyły Joey'go, jednak poniekad bardzo dobrze rozumiał, że trudno jest po tylu latach podzielić się jakimikolwiek znaczacymi newsami. Przecież jako dorośli oni się praktycznie nie znali – jasne, utrzymywalli jakiś kontakt no bo przecież gdyby tak nie było, to by się nigdy nie zgadali w tym miejscu, ale jednak nie była to prawdziwa, czysta, zdrowa relacja. Niezależnie od tego jak często rozmawiali przez Internet, to jednak po raz ostatni widzieli się w piaskownicy. -Pewnie... um.. – zmarszczył brwi, nie do końca był bowiem pewien jak mógł to powiedzieć wszystko, parsknał nawet niepewnym śmiechem-Paryż to dla mnie zamknięty rozdział, ostatecznie. I wszystko co niego dotyczy - a jako, że jednak czasem chłopcy rozmawiali, to Harrison miał nadzieję, że Nikay zorientuje się, że właśnie zerwał etc. Joey był bardzo otwartym człowiekiem, jednak w kwestii uczuciowych miał pewna blokadę, która czasem sprawiała, że przestawał być tym luzackim, cheeky bratem bliźniakiem Felixa a stawał nieogarniajacym dzieciaczkiem. To był jeden z takich momentów.
[Profil]
 
 
Nikay Verhoeven


Wysłany: 2017-07-15, 21:15   

Mi tam nie przeszkadzało, chociaż tak szczerze wolałbym pizzę. Boże zjadłbym pizzę. Serio. Jak wrócę do domu to koniecznie muszę przekupić mojego ukochanego, żebyśmy zjedli pizzę. Dobry to pomysł! Jednak jak się nie ma co się lubi to się kradnie co popadnie. Prawda? Po za tym jedzenie mniej ważne, najważniejsze, że w końcu mogłem zobaczyć Joey'a. Niby kontakt się nam nie urwał, ale jednak nie widzieliśmy się szmat czasu, a ja latałem po świecie.
Zaśmiałęm się tylko słyszac jego odpowiedź. Kurde kiedy ostatni raz się widzieliśmy wpierdalaliśmy obaj piasek. Złote czasy.
-A no Dubaju- powiedziałem ze śmiechem. Lepiej niech zapyta gdzie nie byłem. Jeżeli chciałem robić to co robiłem wiazało to się z ciagłymi podróżami. Takie życie. Jednak na razie czekało mnie wolne. Niestety, albo może i stety. Najpierw Eli teraz odnawianie relacji z przyjacielem z dzieciństwa. Żyć nie umierać!
-Czemu wróciłeś tutaj?- zapytałem ciekawie. Chciałem wiedzieć, bo ja nie wróciłbym na stałe do Brentwood. Rodzice mnie ściagnęli siła ze względu na nasilenie się cukrzycy, bo zapominałem o tabletkach. Ktoś mnie musiał pilnować, ale nie chciałem zostawać tu na stałe. Dopiero kiedy wróciliśmy do siebie z Eliasem postanowiłem, że koniec życia osobno i musimy być razem. Logiczne.
Przez neta to nie to samo co naprawdę. Dlatego i ja się cieszyłem, ze Joey zdecydował się na spotkanie ze mna. Spojrzałem na przyjaciela uważnie i przez chwilę się nie odzywałęm. Czułem się jakbym patrzył w lustro. Chyba wiedziałem co się dzieje. Sam w końcu to przerabiałem.
-Złamane serduszko?- zapytałem cicho. Nie chciałem być natarczywy czy coś. Jak będzie chciał mi powiedzieć to mi powie jak nie to nie, piłka prosta. Jednak coś mi mówiło, że mam rację. Przecież niedawno byłam taki samo. Nie chciałem myśleć nawet o powrocie do Brentwood. Przesiadłem się obok przyjaciela, żeby nie musiał krzyczeć przez pół sali.
-Jak chcesz się wygadać to wal śmiało. Sam przeszedłem rozstanie i ucieczkę- powiedziałem pocieszajaco, klepiac kumpla po ramieniu...
[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Amanda, Ally



Wysłany: 2017-07-16, 21:43   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Umysł i wyobraźnia Harrisona pogalopowały, a samo oblicze chłopaka nieznacznie się zmieniło. Rozpromieniło? Jego twarz przyozdobił uśmiech, nieco nieobecny prawdę mówiac, a brwi powędrowały ku górze. Prawdę trzeba było przyznać, że od zawsze marzył o dalekich podróżach. Chociaż młodość spędził w Paryżu i odwiedził kilka miejsc – żadna z tych podróży nie była naprawdę daleka, inspirujaca, uczaca go czegoś nowego. Takim miejscem za to mogły być Indie, Tybet, Sri Lanka albo też Dubaj. Piękno Zjednoczonych emirat arabskich było wręcz nie do opisania, tak samo jak ich kultura, zwyczaje, wszystko. Joey starał się być jak chłonna gabka na informacje. Chłopak kiwnał w końcu głowa, po czym spojrzał na przyjaciela bardziej obecnym wzrokiem. Jego twarz ponownie zmieniła oblicze, a uśmiech stał się nieco bardziej wyraźny-Brzmi niesamowicie, muszę przyznać – oświadczył biorac łyk coli która jakiś czas temu zamówił. Kiedy zaś usłyszał pytanie dlaczego tutaj wrócił podrapał się jedynie po brwi zakłopotany. Miał powiedzieć kompletna prawdę? Wypadałoby zwłaszcza, że nie pamiętał by kiedykolwiek przyjacielowi skłamał na jakikolwiek temat. Temat rozstania był jednak na tyle świeży, na tyle aktualny, że trudno było cokolwiek powiedzieć na jego temat nie czujac całego morza emocji. Poczatkowo otworzył usta, ale żaden dźwięk z nich nie wyszedł. Kompletna cisza. W końcu zamknał je, palcem wskazujacym przetarł sobie oko jakby był czymś zakłopotany po czym stwierdził-Rozstałem się z kimś. Ja chciałem zamieszkać razem, on wolał posunać kolegę z pracy – po czym wzruszył ramionami. No to tyle w kwestii kłamania co do tego co też się stało-Ale jest okej, już jest okej, trzymam się – po zym wzruszył ramionami unikajac wzroku przyjaciela, wział swoja zimna colę do rak i pociagnał spory łyk czarnego, słodkiego napoju. Poczuł jak zimna cola kontrastuje do jego zaczerwienionej, goracej, zawstydzonej twarzy okrytej rumieńcem.
[Profil]
 
 
Nikay Verhoeven


Wysłany: 2017-07-22, 17:39   

Dubaj był naprawdę piękny jednak szczerze mówiac nadal wolałem moje rodzinne strony, chociaż w ścianach mojego apartamentu w Amsterdamie tkwił smutek, bo to tam zalewałem się łzami i wściekałem na zmianę po rozstaniu z Eliasem. Jednak Emiraty Arabskie miały coś takiego w sobie, że aż chciało się tam być. Może dlatego, że w niedługim okresie pustynię przemieniono w piękne miasto pełne turystów i przyciagajace każdego kto chce podróży. Uważałem, że przy zwiedzaniu świata należy zaczać od Dubaju. Niesamowite miejsce tętniace energia miasta. Tam wiecznie się coś dzieje i ten moment kiedy przechodzisz koło lamborghini, które okazuje się być radiowozem. Dałbym się zapuszkować byle takim przejechać szczerze mówiac.
Widziałem wzrok Joey'a. Długo się nie widzieliśmy, a moje życie też się zmieniało.
-Niesamowicie też jest, musisz się kiedyś ze mna wybrać. Zabiorę Cię na wakacje- powiedziałem ze śmiechem, ale z drugiej strony taki kumpelski wyjazd jest nawet spoko pomysłem.
Jednak na razie skupiałem się na tym, że mój przyjaciel widocznie ma jakiś problem sercowy, bo nie chciał mi mówić. Sam się tak zachowywałem po rozstaniu z Eliasem. Boże jak ja dobrze go rozumiałem. Nie popędzałem go, wiedziałem, że to musi chwile potrwać, dlatego zajałem się piciem, które stało przede mna.
Kiedy usłyszałem jego historię tak bardzo miałem ochotę jechać do Francji i spuścić temu człowiekowi ostry wpierdol. Rozumiałem go, aż za dobrze.
-Ej, nie wstydź się. Mnie się wstydzisz? Wiem jak to jest, kiedy miałem oświadczyć się Eliasowi on baraszkował sobie z innym. Rozumiem Cię jak nikt inny na świecie.- westchnałem smutno. Naprawdę to musi być takie popierdolone? Jakby życie nie mogło być proste tylko zawsze się jebać jak nie trzeba.
Spojrzałem na Joey'a i poklepałem go pocieszajaco po ramieniu. Będzie dobrze. Musi być... prawda?
[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Amanda, Ally



Wysłany: 2017-07-22, 21:33   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Joey uśmiechnał się mimowolnie spogladajac gdzieś w bok, po czym kiwnał głowa bez słowa. Tak, Nikay był tutaj. I chociaż zawsze był na wyciagnięcie ręki przez Facebooka, to jednak nie było to równo... pełnowartościowe jak prawdziwy kontakt. A nie da się ukryć, że po jakimś czasie ograniczonego kontaktu tracimy tę możliwość powiedzenia komuś dosłownie wszystkiego. Harrison zawsze był bardzo otwartym człowiekiem, a jednak wydawało mu się to za trudne do obejscia. Westchnał cieżko poprawiajac przy tym włosy, po czym spojrzał na swoje dłonie, rzemyki na dłoniach. Niedługo po tym spotkaniu się chłopak ogarnał, ale jednak multilokacja wymaga konsekwencji. Wtedy jeszcze tak dobrze z nim nie było, nawet łzy pojawiły się w jego oczach, ale szybko je wytarł-N... – przerwał, po czym kiwnał głowa i tylko dodał-Okej, masz rację, okej. Pieprzyć go. po czym wzruszył ramionami. Oj biedny Joey, już niedlugo przestanie go serduszko boleć, ale wtedy jeszcze było trudno. -Ale dobra, nie płaczemy, nie płaczemy! – oświadczył w końcu i znów promienny uśmiech pojawił się na jego ustach-Lepiej mi powiedz, dlaczego nie zlajkowałeś mojego ostatniego selfiaka! – bardzo słaba zmiana tematu, ale Harrison naprawdę jej wtedy potrzebował. Niezależnie od tego ja księ czuł, nie chciał sięna tym skupiać. Nigdy nie był zwolennikiem takiego sadomasochizmu, stad jego pytanie, stad jego żartobliwa uwaga i stad jego nadzieja na przyszłość.
[Profil]
 
 
Nikay Verhoeven


Wysłany: 2017-07-31, 12:02   

wiedziałem, ze to nie jest to samo. Chociaż ja czasem miałem wrażenie, że łatwiej jest komuś coś napisać niż powiedzieć prosto w oczy. Niestety nie można też przecież wiecznie chować się przed ludźmi. Wiedziałem teraz chociaż jak się sytuacja ma i gdyby nie to, że byłem pacyfista to bym temu kolesiowi wjebał, serio. Joey'a znałem od dziecka. Potem trochę nam się kontakt urwał, ale z nikim piasek z piaskownicy nie był taki smaczny jak z nim! Jednak będac kompletnie szczerym i patrzac tak z boku na to wszystko... łatwo było doradzać komuś, nawet jeżeli przeszedłem to samo, ale takie zapewnienia, że nic nie będzie, że zapomnisz nie działały tak. Sam to przerabiałem codziennie. Za dużo przemyśleń i madrosci jak na jeden dzień. Zwłaszcza takich nieskładnych jak moje, ale żal mi było przyjaciela, przechodziłem przez to samo co on w końcu.
-Często mam rację, jeżeli nie widzisz dla was przyszłości nie męcz się. Łatwo mi teraz dawać rady, ale on nie jest tego wart Joey- powiedziałem z uśmiechem. Poklepałem przyjaciela znów po ramieniu zastanawiajac się cóż jeszcze mogę mu powiedzieć. Jednak kiedy zmienił temat zaśmiałem się. Jeżeli tego potrzebował to ja się dostosuję jak najbardziej!
-Jak nie zalajkowałem? Zalajkowałem kurde!- powiedziałem oburzony. Sadomasochizm to zło, więc nie ma co. Dlatego ja sam podłapałem zaraz gadkę o "selfiaczku" mego przyjaciela. Boże, brzmię teraz jak jakiś stary dziad zza komputera podrywajacy małe dziewczynki, ale cóż pan zrobisz.
-Powinni Ci telefon zabrać, albo zablokować insta- powiedziałem ze śmiechem...
[Profil]
 
 
Jamie DeHavilland
[Usunięty]

Wysłany: 2017-09-11, 13:19   

Przejmuję temat!


Nie wiedział, co stało się w tej kamienicy, co widział i co usłyszał. Będac szczerym to nawet nie miał zamiaru dowiadywać się, czy w ogóle coś tam było. Miał jednak nieodparta ochotę na sprawdzenie nagrania i zdjęć, które udało mu się zrobić. Musiał ochłonać, zreszta Booker na pewno miał podobne odczucia. Jamie zaczał powoli oddychać aby ukoić zszargane nerwy. Nigdy już nie zdecyduje się na podobne akcje. Jasne, chodzenie wieczorami po cmentarzu lub ciemnych uliczkach, miło się nijak w porównaniu z tym, co przeżyli w tej kamienicy. Nigdy w życiu jego noga już tam nie postanie, chyba że ktoś mu zapłaci dużo pieniędzy.
Podażył przed siebie, ciagnięty przez Bookera, z którym na razie nie chciał się rozstawać. Miał dziwne przeczucie, że coś za nimi szło, dlatego też nie chciał być sam w tej sytuacji. Musiał się uspokoić i dopóki nie poczuje się pewniej, bo Sheller był na niego skazany. Przeszli spory kawałek drogi w milczeniu. Jamie nie czuł jednak, by ta cisza była w jakiś sposób krępujaca i wręcz przeciwnie, potrzebowali jej na poukładanie swoich myśli i uspokojenie zmysłów.
Idziemy coś zjeść? – zapytał, widzac z oddali logo KFC. Niby nie był wcale taki głodny, ale chciałby przepłukać gardło z kurzu i umyć się, bo wiedział, że wygladał jakby wytarzał się na brudnej podłodze. W kamienicy nikt nie sprzatał, więc różne pyły się tam unosiły. – Wchodzimy? – zapytał, stajac pod drzwiami lokalu. Czuł zapach oleju i widział, jak niektórzy ludzie zajadali się frytkami i sam miał na to ochotę. Nie czekał na odpowiedź chłopaka, bo sam wszedł do środka, ciagnać Bookera za soba. Usiadł przy jednym z wolnych stolików, ale tylko na chwilę, bo zaraz potem pobiegł do łazienki, żeby się ogarnać.
 
 
Booker Scheller

Wysłany: 2017-09-14, 07:10   
  

  
Booker Scheller

  
xxx


Pluł sobie w brodę, że w ogóle dał namówić się Jamiemu na coś tak idiotycznego. Mogli pójść po prostu do kina, albo poszwendać się bez celu, ale nie, po co, lepiej wpełznać do starej kamienicy. Obaj wiedzieli, że ta nie jest okryta zbyt dobra sława. To znaczy, to DeHavilland uświadomił Bookera, że budynek jest, oczywiście najprawdopodobniej, nawiedzony. Najwyraźniej jego słowa obróciły się w przysłowiowe gówno i wszystkie te mity i plotki krażace na temat kamienicy były prawdziwe. A niech cię szlag, Jamie. Najchętniej udałoby się do domu, ale nie mógł przecież zostawić przyjaciela samego. Zreszta, on też nie chciał być sam, a zanim dotarłby do Southend, to z pewnościa minęłaby dłuższa chwila. W ogóle nie widziała mu się samotna wyprawy pociagiem i zdecydowanie wolał połazić z Jamiem po mieście niżeli gdziekolwiek udać się samotnie. Żaden z nich nie odezwał się po drodze, ale był to rodzaj milczenia, który w ogóle w żaden sposób nie drażnił. Rzeczywiście obaj potrzebowali pomyśleć w ciszy i poukładać te wszystkie kotłujace się w głowach myśli.
Kiedy Jamie pierwszy zabrał głos, Booker podniósł głowę, bo wzrok jeszcze przed chwila wlepiał chodnik. Najpierw spojrzał na neonowe szyld, a później przeniósł spojrzenie na kolegę.
- Nie wiem, czy zdołam coś przełknać - mruknał cicho, nieco ochrypłym głosem. Od tego kurzu całkowicie zaschło mu w gardle. Nie zdażył nic więcej dodać, bo chłopak już ciagnał go do środka. Po lokalu uniósł się zapach oleju i smażonych na głębokim tłuszczu kurczaków. No dobra, to sprawiło, że Bookie momentalnie zrobił się głodny. Usiadł przy stoliku, czekajac aż DeHavilland wróci z łazienki. Mógł sam zamówić coś dla nich dwóch, ale nie chciał robić tego bez wcześniejszej konsultacji. Zreszta, jeszcze sam nie zdecydował co chciałby zjeść i w jakiej ilości.
[Profil]
 
 
Jamie DeHavilland
[Usunięty]

Wysłany: 2017-09-17, 00:36   

Wejście do KFC sprawiło że poczuł się lepiej. W końcu nie byli już sami ze soba, ale w otoczeniu jeszcze kilku innych ludzi, co dodawało mu otuchy. Wiedział, że jeśli coś tam było, to na pewno nie wejdzie tutaj z nimi. Nie było nawet takiej opcji. Żałował, że tam poszli i że zaciagnał tam Bookera, bo nie chciał narażać go na niepotrzebny stres. Sobie zreszta też powinien go oszczędzić. Westchnał i odwrócił się, by spojrzeć na rozświetlona tablicę z przedstawionym jedzeniem. Chciał się najeść, bo wiedział już, że i tak nie zdoła zasnać, bo będzie próbować przetrawić to co się stało. Odeśpi to zapewne rano, jak tylko zrobi się jaśniej. Nawet nie chciał teraz myśleć, co Scheller sadzi o tym wyjściu i że zapewne obwinia Jamiego o to wszystko. Nie dziwił mu się, też byłby zdenerwowany, gdyby ktoś go w to wpakował.
Zamawiamy sobie kubełek? – zapytał, gdy zatrzymał spojrzenie na kubełku wypełnionym fragmentami kurczaka. W sumie ten pomysł bardzo mu się podobał, ale nie chciał naciskać na tę opcję, jeśli Booker nie chciał tego jeść. Starał się wrócić do normalności i nie myśleć o kamienicy. Bał się jednak sięgnać po telefon, bo wiedział, że wyświetla mu się zrobione zdjęcia, a był przekonany, że nie chciałby ich widzieć teraz. Spojrzał na Bookera.
Możemy iść do mnie. Brata nie ma, więc jeśli nie chcesz wracać do domu w nocy, to możesz przespać się u niego – zaproponował, ale nie wiedział czy chłopak się zgodzi. Nie chciał nalegać ani zmuszać, ale w sumie nie pasowało mu też siedzenie w pustym domu samemu. Gdy już dogadali się co do tego, co kupia, to Jamie wstał i poszedł złożyć zamówienie. Po chwili wrócił z kubełkiem i reszta zamówienia.
 
 
Booker Scheller

Wysłany: 2017-09-24, 21:56   
  

  
Booker Scheller

  
xxx


przepraszam, że dopiero teraz, to był pojebany tydzień :(

- Kubełek brzmi okej - odparł, ale jakoś bez przekonania. Ta cała dziwna sytuacja w nawiedzonej kamienicy strasznie go przygasiła. To absolutnie nie była wina Jamiego, przecież żaden z nich nie miał pojęcia, że wszystko tak się skończy i chyba żaden z nich nie wierzył na poczatku w to, co wszyscy mówili o tym miejscu. Booker nigdy nie był zwolennikiem paranormalnych zdarzeń i opowieści o duchach, a teraz miał trochę mieszane uczucia, choć nie do końca obaj wiedzieli, co tam tak naprawdę się wydarzyło. Może w kamienicy koczował jakiś bezdomny, albo ktoś robił sobie idiotyczne żarty? Tak, to było prawdopodobne i racjonalne wytłumaczenie. - Ej, Jamie - Scheller spojrzał na przyjaciela i posłał mu słaby, aczkolwiek szczery uśmiech. Taki, jakim potrafił posługiwać się tylko Booker. - Wszystko w porzadku, nic się nie stało - powiedział, zupełnie jakby czytał DeHavillandowi w myślach, ale chyba właśnie na tym polegała cała relacja przyjaźni, że dwójka zupełnie obcych sobie osób nagle robi się dla siebie ważna i rozumie bez słów. Wizja powrotu do Southend wcale mu się nie podobała, więc to miłe ze strony Jamiego, że zaproponował mu nocleg. Poza tym Bookie wcale nie chciał być tej nocy sam, a z tego co wiedział, to ani sióstr, ani rodziców nie było w domu, co automatycznie sprawiało, że budynek, w którym mieszkali, stawał się zadziwiajaco wielki i równie cichy. - Naprawdę mógłbym u ciebie spać? - zapytał, kiedy chłopak wrócił już z zamówieniem; Boo sięgnał po kawałek kurczaka i wział porzadnego gryza. Kurde, jednak był głodnym, o czym jeszcze przed momentem nie miał bladego pojęcia. Popatrzył wyczekujaco na przyjaciela, bo przecież nie chciał się narzucać, ani sprawiać kłopotu. Może Jamie wolał być sam, choć wygladał na równie przerażonego, co Books?
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 7