Poprzedni temat «» Następny temat
Murphys Sport Bar
Autor Wiadomość
Kenai Underhill








20

psychology student

where do you think you're going?

North Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Terry





Wysłany: 2018-12-22, 13:03   
  

  
Kentigern Underhill

  
Bury me till I confess


Zdążył wypić jeszcze jedną szklankę trójwarstwowego eksperymentu, przepełnionego słodyczą znacznie bardziej niż poprzednia, cierpka porcja. Nie miał nigdy oporów przed mieszaniem poszczególnych typów alkoholi. Postukiwał palcami o powierzchnię blatu, poprawiał ciemne okulary na nosie i upewniał się, że złożony patyk, robiący za przewodnika, nadal tkwi w kieszeni płaszcza, przerzuconego przez niskie oparcie.
Podpierał skroń palcami, mieszając słomką w zawartości, której nie mógł dostrzec, a jedynie wyobrazić, dzięki opisom barmana.
W tej samej chwili usłyszał charakterystyczny głos, nie mogąc powstrzymać drobnego uniesienia kącików ust. Nagle wszystkie, poważniejsze myśli, dotyczące problemów, oddaliły się nieznacznie, tracąc na sile wywierania presji i budzenia nerwów. Sama świadomość obecności O’Shaughenssy’ego podnosiła go na duchu, przez co nieświadomie wyprostował plecy, nie prezentując już wiejącego na kilometr przybicia. Nie chciał się spotkać, aby snuć smęty, a żeby dotrzeć do konkretnych wniosków oraz planu działania. Kto pomógłby mu w tym lepiej, jeśli nie Keith?
- To tylko mój kumpel, Dexter. Pilnował ci miejsca, Dex, przesuń się.
Machnął dłonią gdzieś nad sąsiednim krzesłem. Usłyszałby, gdyby ktoś się przysiadł. Może i był ślepy, ale nie głuchy. Uśmiechnął się nieco wyraźniej, kiedy Keith wdrapał się na barowe stanowisko.
- Mam nadzieję, że w niczym ci nie przeszkodziłem - zaczął, trochę nietypowo jak na siebie, chociaż ten charakterystyczny żartobliwy na początku ton nie ominął chłopaka. - Ostatnio sporo się dzieje…
Specjalnie użył tego brzmienia, do którego Keith również mógłby się odnieść, gdyby chciał. Końcówka roku, czas, gdy wszyscy byli zabiegani, a jednocześnie snuli najbardziej śmiałe plany na następny rok. Większość z nich nie znajdzie swojego odzwierciedlenia w późniejszych faktach.
Postukał palcami w powierzchnię szklanki, wypełnionej do połowy cudaczną mieszanką.
- A więc… Ryan Young? - zdjął okulary, jakby chciał rzucić w tym momencie znaczące spojrzenie. Odłożył je na powierzchnię baru, niedaleko szklanki z zamówieniem. Rzucanie hasłem kryło w sobie pewne pytanie odnośnie sposobu spędzania czasu w tym przybytku. Nie musieli przecież koniecznie sączyć alkoholu, ale… to pomagało przy uzewnętrznianiu się, a właśnie na to miał zamiar się porwać Underhill. Wiedział, że chociaż Keith nie był pełnoletni, szlajał się w najróżniejsze miejsca, używając do tego fałszywego dowodu oraz aliasu, widniejącego na tymże dokumencie. Nie zamierzał bawić się w moralizatora, pouczać chłopaka, że to skrajnie nieodpowiedzialne. Wyszedłby na kompletnego hipokrytę. Sam nie stosował się do tej zasady jeszcze kilka lat temu, podbierając cichaczem zawartość barku rodziców, albo przekonując starszych kolegów do zakupu „czegoś mocniejszego”, a także kupując trunki w towarzystwie Keitha i namawiając do wspólnego picia, jakiś czas temu. Wtedy było jeszcze ciepło na zewnątrz. Kenai uchodził czasem za młokosa o nieprzeciętnych kwalifikacjach, ale od tego miało się te naście lat. Aby popełniać błędy, a później wyciągać z nich stosowne konsekwencje. Większość nie zamierzała się stosować do norm, naginając zasady najbardziej, jak się dało. Młodzież, myśląca, że ma wszystkie mądrości życiowe w jednym palcu. Nic z tego. Nawet jeśli część z nich nosiła już konkretny bagaż życiowy, do czego osobiście by się odniósł. Odstawał od tej przeciętności, nakreślonej przez społeczeństwo, jednocześnie próbując wmieszać się w tłum.
_________________



[Profil]
 
 
Harry Jonson


Wysłany: 2018-12-22, 20:12   
  

  
Harry Jonson

  
i'm not as think as you drunk i am!


Harry nie przepadał za barami sportowymi - alkohole tam były okropnie drogie, a jak piłeś za dużo piwa to wszystkie mięśniaki patrzyły na ciebie tak, jakbyś właśnie popełniał grzech główny, i w ogóle jakbyś zasługiwał na bycie spalonym na stosie. Tym razem jednak postanowił skorzystać z darmowych , świątecznych lekcji aerobiku, a to tylko dlatego, że okazało się, że uczęszczała na nie dziewczyna, która jakiś czas temu wpadła mu w oko. Ubrał więc swój najbardziej wyjściowy dres i pojawił się na zajęciach, jednak już po dziesięciu minutach był spocony jak świnia i przekonany, że dziewczyna, która mu się podobała, w rzeczywistości uczęszczała na ten kurs tylko dlatego, że leciała na młodego, przystojnego instruktora. Zrezygnowany Harry wycofał się więc z sali i postanowił umilić sobie czas jakimś dobrym piweczkiem. Tyle że... no jak zwykle był spłukany. Życie nie rozpieszczało studentów.
Na szczęście dostrzegł przy barze znajomego. To znaczy nie do końca znajomego, bo w rzeczywistości nigdy nie zamienił z kolesiem słowa, ale wiedział, że również chodził na Uniwersytet w Southend, w końcu jego i jego białej laski nie sposób nie zauważyć. Harry bez skrupułów więc podszedł do niego i jego towarzysza, żeby się przywitać.
- Siema! - powiedział do Kenaia, błyskając niepełnym uśmiechem. Tyle dobrego, że chłopak nie mógł go zobaczyć. - Pewnie mnie nie kojarzysz, ale chodzimy na ten sam uniwerek i w ogóle - zaczął, nerwowo stukając w blat baru palcami. - Miałbyś może pożyczyć pół funta na piwo? Zapomniałem z domu portfela - wymyślił na poczekaniu. - Oddam jak spotkam cię na korytarzu, obiecuję - zarzekł się, z wrażenia aż kładąc sobie rękę na klatce piersiowej. No po prostu musiał się napić tego piweczka!
[Profil]
 
 
Keith O'Shaughnessy








17

South - West Brentwood



Wysłany: 2018-12-22, 22:31   
  

  
Keith O'Shaughnessy

  
I'm not going to be your little bitch.


Siema Dex. Jestem pewien, że jak przesuniesz się o piętnaście centymetrów w bok, zmieścimy się na tym krześle razem — rzucił wciskając nieco głębiej zdrową dłoń w kieszeń, podczas gdy drugą machnął nieznacznie w powietrzu, zupełnie jakby faktycznie kogoś przeganiał. Zaraz po tym zajął miejsce obok Kenaia, pochylając się nieznacznie nad ladą. Dopiero teraz wyciągnął obie ręce przed siebie, przyglądając się w milczeniu bandażowi z niejakim znużeniem.
Nieszczególnie — mruknął niespecjalnie wdając się w szczegóły. Tak czy inaczej pomagał Markowi w klinice w każdej wolnej chwili, tylko po to by nieco sobie dorobić. W sposób, który nie wywoływał u niego aż takich wyrzutów sumienia, gdy zwyczajnie dostawał kieszonkowe za nic. Nawet jeśli na początku może i nie był zbyt użyteczny, obecnie zdążył już nabyć całkiem sporą ilość umiejętności, które ułatwiały życie jego opiekunowi. A przynajmniej wtedy, gdy myśli samego Keitha nie krążyły wokół zupełnie innych tematów, sprawiając tym samym że jak idiota zacinał się skalpelem podczas jego dezynfekcji.
Jakby nie patrzeć zbliżają się święta. Ludzie niedługo zaczną wymiotować od tego nadmiaru szczęścia i ekscytacji — rzucił kompletnie beznamiętnie, mimo wszystko dość mocno zaznaczając swoją postawą, że nie podzielał ich radości. Nie zamierzał biegać po centrach handlowych, przebierać się w czerwono-zielone sweterki, śpiewać "Last Christmas", stawiać na podwórku ledowych jeleni, ani tym bardziej wrzucać w każde możliwe zdjęcie świątecznych zdjęć z opisami o ubieraniu choinki.
Przejrzał leniwie menu, po chwili przywołując kogoś z obsługi, by grzecznie i zgodnie z obietnicą złożoną Markowi zamówić jedynie sok i jakieś chipsy.
"A więc... Ryan Young?"
Spojrzał w jego stronę, przekrzywiając nieznacznie głowę w bok.
Nie dziś. Obiecałem Markowi, że nie będę pił. Ale sam się nie ograniczaj — stwierdził luźno podpierając policzek zdrową dłonią. Przyglądał mu się przez dłuższą chwilę, nie odzywając ani słowem. Zupełnie jakby w ten sposób chciał wyciągnąć o czym właściwie zamierzał z nim porozmawiać. Postukał kilkakrotnie butem o stołek barowy, nim jednak zdążył zadać faktyczne pytanie, obok nich pojawił się typ, którego zdecydowanie nie kojarzył.
Zacisnął usta w wąską linię, po prostu mu się przyglądając. Jednak nie na długo. Stuknął pojedynczo palcem w szklankę i odchylił się nieznacznie do tyłu, rzucając mu znudzone spojrzenie.
A może byś tak spierdalał? — rzucił w ten sam neutralny sposób co zawsze, który zapewne mógłby nawet paradoksalnie zakrawać o uprzejmy (!) gdyby Keith okazał przy tym jakąkolwiek mimikę. Ciężko było się jednak spodziewać, że ktoś kto nie robił tego praktycznie nigdy, nagle zmieni swoje nawyki ze względu na pojedynczą sytuację.
Nie miał humoru na użeranie się z młodocianym alkoholikiem. Chuj go obchodziło czy faktycznie zapomniał swojego portfela czy nie, ale w tym momencie zdecydowanie chciał tylko by zszedł im z oczu. Może i tolerował obecność Underhilla w tym wyjątkowo beznadziejnym okresie swojego życia - a to bez wątpienia był olbrzymi krok w jego przypadku - nie odnosiło się to jednak do nikogo innego. A wbity w Harry'ego chłodny wzrok w połączeniu z podkrążonymi oczami bez wątpienia tylko potęgował jego niechęć przekazaną w słowach.
_________________








my level of sarcasm?


it got to the point where i don't even know if i'm kidding or not.

[Profil]
 
 
Kenai Underhill








20

psychology student

where do you think you're going?

North Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Terry





Wysłany: 2018-12-25, 22:06   
  

  
Kentigern Underhill

  
Bury me till I confess


Być może Kenai również obawiałby się mięśniaków podobnie, jak niespodziewany kolega… gdyby tylko mógł widzieć. Z drugiej strony, nigdy nie szukał zwady na siłę, przy czym zdarzały się wyjątki, gdy pojony alkoholem, przekraczał dawkę czterech szklanek – mocniejszego, lżejszego, whatever. Stan upojenia bywał przedziwaczny w odniesieniu do Underhilla, chociaż nie odstawał szczególnie od reszty rówieśników pod tym względem. W każdym razie, jeszcze nie słyszał Harry’ego, pochłonięty osobą Keitha oraz barwą jego głosu. Nawet w tych zwyczajnych, wypranych z emocji tonach potrafił dojrzeć coś więcej.
Z zadowoleniem przyjął fakt, że chłopak wdrapał się na krzesło obok. Niby tak proste sprawy, a podnosiły na duchu bez większego wysiłku. Gdyby tylko mógł dojrzeć bandaż okalający dłoń, nie szczędziłby wymownego spojrzenia na niego skierowanego, jakby wymagał zdradzenia szczegółów tej rany wojennej. Mógł się spodziewać, że Keith przywlecze ze sobą takową niespodziankę… zdawało się, że obrażenia nieodzownie mu towarzyszyły, co skłaniało do przynajmniej delikatnego zaniepokojenia.
To dobrze, że nie zabierał mu czasu. Przynajmniej nie na siłę, co miałoby miejsce w przypadku odrywania od ważnego zajęcia. W końcu ludzie mieli również życie po za spotkaniami w gronie znajomych/przyjaciół. Kenai nie utożsamiał się z przedstawicielami gatunku przywłaszczającego sobie poszczególne osoby. Z resztą, nie wyszedłby na tym biznesie najlepiej, gdyby ktoś zechciał mu zwyczajnie zwiać.
- Teraz to już zupełna komercja - poniekąd przytaknął słowom Keitha. To nie tak, że nie znosił świąt, w końcu w gronie wiernych był to szczególny czas w roku. Zwyczajnie, uważał, że ludzie zatracali gdzieś tę najważniejszą część odnoszącą się do spędzania czasu w gronie najbliższych, ograniczając krąg zainteresowań do kupowania tandetnych ozdób, wycia oraz przytaczania przy stole najbardziej kłopotliwych sytuacji. Nie o to przecież chodziło. Równie dobrze cieszyłoby go spędzanie świąt w jednoosobowym towarzystwie wyjątkowej osoby, choćby na samym biegunie. Za bardzo marzycielskie? I tak nie mógłby obejrzeć zorzy polarnej.
Upił trochę wzbogaconego kolorowo trunku. Ciekawe czy w tym roku wkręcą go w ubieranie choinki, podając jedynie te nietłuczące się ozdoby, bo „mamo, Kenai znowu zbił bombkę!” Iluż wyrzutów sumienia się wtedy najadł. Zarówno w domu dziecka, jak i u Underhillów. Lepiej sprawdzał się w odśnieżaniu podjazdu (ku zdziwieniu gawiedzi).
Kiwnął zgodnie głową. I tak nie zamierzał przesadzać, skoro miał pić sam. Po prostu, czułby się dziwnie ze świadomością, że on uwala się jak Messerschmitt, podczas gdy Keith siorbie sobie obok soczek. Delikatnie przesunął palcami po blacie natrafiając na tę zamówioną przez chłopaka miskę chipsów. Uformował nawet na ustach niewielki uśmiech, zaraz pochłaniając przekąskę. Słuch miał niemalże doskonały, wiedział czego się spodziewać.
- Właściwie, to chciałem się z tobą spotkać bo… - kiedy miał przejść do meritum spotkania, wspomniany wcześnie Kevin Harry postanowił się wtrącić. Nie miał gościowi tego za złe, w przeciwieństwie do Keitha, co to poczęstował niby znajomego soczystą sugestią. Jak to dobrze, że podobne słowa nie padły do Underhilla we własnej osobie.
- Pół funta? - powtórzył pod nosem, od razu sięgając do portfela, który nadziany był konkretnie, bo nie oszukujmy się - Undehillowie na pieniądzach spali. Co to dla niego. Zdarzało mu się nawet Żulisława spod sklepiku poratować grosiwem, co by dzień miał lepszy, chociaż z kilometra waliło od gościa tanim alkoholem i życiowymi porażkami. Czymś trzeba było te błędy zapijać. Nie zazdrościł.
- Trzymaj - przesunął po ladzie całego funta, w stronę, z której dochodził głos domniemanego znajomka. Chyba go Keith nie zabije za wspieranie jałmużny?
- Nie musisz oddawać, po prostu daj nam trochę przestrzeni, chciałbym pogadać z kolegą.
#FRIENZONE THEME STARTS PLAYING Ręka odrobinę mu drgnęła jak przy tiku nerwowym, zdradzającym kłamstwo. Wcale nie kłamał! Keith nie był przecież oficjalnie nikim innym jak „kolegą”, chociaż mógłby być… gdyby chciał. Cholera, to było tak bardzo żenujące. Nie inna wizja, a same myśli podążające w tym kierunku... oby Keith nie miał nadnaturalnych zdolności szperania w umysłach innych.
_________________



[Profil]
 
 
Harry Jonson


Wysłany: 2018-12-25, 22:38   
  

  
Harry Jonson

  
i'm not as think as you drunk i am!


Uniósł lekko brwi, słysząc opryskliwą odpowiedź drugiego chłopaka. Nie przejął się jednak, bo koleś wyglądał tak, jakby miał jakieś trzynaście lat, a z takimi nawet nie wypadało Harry'emu dyskutować.
- Nie do ciebie mówię - rzucił więc, zupełnie nieprzejęty. Chłopak chyba miał ze sobą jakieś problemy albo za bardzo wczuł się w fazę nastoletniego buntu, nieważne. Jonsona naprawdę nie obchodziły jego nastoletnie dramy.
Rozpromienił się, gdy drugi gość - ten właściwy, do którego Harry mówił od początku - zgodził się pożyczyć mu forsę. Ba, zamiast połowy funta podarował mu całego, co było tak hojne, że Matka Teresa z Kalkuty mogłaby się od niego uczyć, naprawdę
- O rany, stary, dzięki! - Gdyby nie to, że Harry cuchnął, najprawdopodobniej uściskałby swojego nowego kumpla za tę szczodrość. - Jesteś wielki - dodał i skinął głową na jego kolejne słowa. - Jasne, jasne, wszystko rozumiem. - Przecież rozmowa z ziomeczkami to bardzo ważna rzecz! Co prawda gdyby Harry był na miejscu Kenaia, pewnie dobrałby sobie jakiegoś innego ziomeczka, takiego bardziej wyczilowanego, ale to już nie jego interes, nie? Zresztą może koleś po prostu był przed swoją dzienną porcją zielonego? Jonsonowi też zdarzało się pluć na wszystkich jadem, gdy sobie rano nie zapalił. - Dzięki jeszcze raz - powiedział, a potem odwrócił się i zostawił ich samych. Nie zdobył nowych przyjaźni, ale przynajmniej był teraz bogatszy o całego funta!
[Profil]
 
 
Keith O'Shaughnessy








17

South - West Brentwood



Wysłany: 2018-12-28, 03:35   
  

  
Keith O'Shaughnessy

  
I'm not going to be your little bitch.


Komercja czy nie, nieszczególnie go to interesowało. O'Shaughnessy nie brał udziału w całych tych obchodach, nie zamierzał zabraniać tego jednak innym. Nawet jeśli obserwowanie wszystkich tych przeszczęśliwych ludzi było dla niego niezwykle podobne do wsadzania mu głowę pod wodę na tak długo, aż sam nie był pewien czy zdąży jeszcze zaczerpnąć tchu. Zdawał sobie sprawę, że dla innych potrafiły działać w drugą stronę. Że sama przedświąteczna atmosfera wystarczyła by na ich twarzach pojawiły się szerokie uśmiechy. Dyskutowanie pomiędzy sobą co powinni kupić innym członkom rodziny. Być może był to jedyny okres w roku, gdy tak wiele o nich myśleli.
Z pewnością jednak do świątecznego obdarowywania nie wliczał ponownej jałmużny. Nawet jeśli milczał, gdy Kenai wyciągał portfel, odwracając się wręcz ostentacyjnie w drugą stronę. Nie zamierzał mu do niego zaglądać, ani twierdzić jak ma wydawać swoje pieniądze. Mimo to nie mógł nijak zapobiec ciężkiemu uczuciu na klatce piersiowej, które narastało z każdą sekundą wręcz go przyduszając. Po raz kolejny. Miał już dość. Dość świątecznego okresu. Dość ciągłego trzymania go pod wodą. Jego wewnętrzna frustracja urosła w tym momencie do tak olbrzymich rozmiarów, że ledwo rejestrował słowa wypowiadane przez Kenaia.
Przykładanie ręki do cudzego alkoholizmu to zawsze wspaniały gest. Moja matka zawsze była zachwycona, gdy dostała kilka funtów, które mogła potem przejebać na jakąkolwiek najtańszą wódkę, a później wrócić i wyrzygać całą zawartość butelki na ziemię, niejednokrotnie w tym zasypiając. Nie wiem co było gorsze, wytarganie jej i obmycie z własnych rzygowin czy patrzenie jak wielokrotnie dzięki cudzej serdeczności doprowadza się do tego samego. Mam nadzieję, że twój kolega ze studiów nie ma dzieci, które będą musiały na niego patrzeć, gdy znowu wróci do domu nakurwiony jak świnia — chłodny głos Keitha zdecydowanie świadczył o tym, że chłopak nie był zadowolony z całego zajścia. Nawet jeśli nie zamierzał mówić Kenaiowi jak miał żyć, zdecydowanie wspieranie alkoholików i narkomanów w podobny sposób nie leżało w jego guście. Ledwo się powstrzymywał przed zaciskaniem pozszywanej dłoni, doskonale wiedząc jak się to skończy. Zamiast tego zaciskał więc zęby.
Idę do łazienki. Zaraz przyjdę — ledwo wypowiedział podobne słowa i już go nie było. Keith zawsze miał talent do znikania w przeciągu kilku sekund, gdy nie chciał się gdzieś w danym momencie znajdować. A teraz zdecydowanie nie chciał być w pobliżu Kenaia. Nie ze względu na całe to zajście, lecz przede wszystkim przez fakt, że doskonale zdawał sobie sprawę z własnej beznadziejnej kontroli. Gdyby dalej tam siedział powiedziałby dużo więcej niż powinien uwalniając swoją własną złość przeciwko niemu.
I tak powiedział zbyt wiele.
Pchnął drzwi do łazienki, wchodząc do środka z oczami błyszczącymi tą samą furią co wcześniej. Powinien być wdzięczny, że w danym momencie był jedyną osobą, która stała przy zlewach. Zacisnął palce zdrowej ręki na brzegu porcelany, wpatrując się z obrzydzeniem we własne odbicie. Nie minęła nawet minuta, gdy odkręcił wodę płucząc nią twarz, zupełnie jakby w ten sposób mógł ostudzić wszystkie narastające w nim emocje. Był to niezwykle słaby sposób, bez wątpienia jednak dużo lepszy niż siedzenie w jednym miejscu.
Po prostu je zamknij Keith. Tak jak zawsze, zduś je i zamknij.
Powtarzał te same dwa zdania niczym mantrę, dopóki nie poczuł aż wszystko faktycznie zaczyna odpuszczać. W końcu stał przed tym samym lustrem co wcześniej, patrząc na siebie samego kompletnie zobojętniałym, wręcz znudzonym wzrokiem. Zakręcił wodę i wyprostował się, zaraz wycierając twarz papierowym ręcznikiem. Wyrzucił go do kosza i wyszedł za drzwi, wracając przed ladę. Usiadł na swoim miejscu, przyciągając do siebie szklankę z sokiem. Mógł mieć jedynie nadzieję, że podczas jego nieobecności nikt nie postanowił go w żaden sposób urozmaicić.
Chciałeś się ze mną spotkać, bo? — powtórzył spokojnie jego wcześniejsze słowa, postukując słomką o ścianki szklanki. Właśnie tak. Wszystko było w porządku.
_________________








my level of sarcasm?


it got to the point where i don't even know if i'm kidding or not.

[Profil]
 
 
Kenai Underhill








20

psychology student

where do you think you're going?

North Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Terry





Wysłany: 2018-12-28, 15:54   
  

  
Kentigern Underhill

  
Bury me till I confess


Czy te słowa miały obudzić w nim wyrzuty sumienia? Nie widział niczego złego w ratowaniu kogoś drobnymi, dopóki nie odzywał się zapijaczonym głosem, chwiejąc znacznie na nogach. Tego drugiego zaobserwować nie mógł z oczywistych względów. Nie ciążyła mu odpowiedzialność za czyjeś wybory życiowe… każdy przecież dokonywał ich indywidualnie, nie raz przyczyniając się do poważnych zniszczeń. Osobistych. Jeśli nie od niego, studenciak dałby radę wyżebrać od kogoś innego. Wolał być arogancki w tym położeniu.
Nie dopowiadał sobie dalszej historii, nie mając w tym większego interesu, a jednak Keith dojrzał metaforycznie coś więcej, co sprawiło, że dłoń Underhilla oparta o blat drgnęła lekko. Nie usłyszał w słowach konkretnej przygany, targających nerwów, zdradzających konkretną wściekłość. Za to ten chłód… coś połaskotało go po karku w ten mniej przyjemny sposób. Żadne dziecko nie powinno widywać swojego rodzica w stanie, jaki opisał właśnie chłopak. Nigdy nie było mu dane usłyszeć takich szczegółów, bo… zwyczajnie Keith otwierał się mało kiedy, a i same opisy do najprzyjemniejszych nie należały. Wyczuł w tym zawód, skierowany w jego osobę. Mógłby prychnąć w tym momencie, stwierdzić, że ludzie sami nakładali na siebie taki wyrok, bo nie byli odpowiednio zmotywowani, aby stawić czoła rzeczywistości… nie o to w tym chodziło. Nie miał prawa, aby tak bezpośrednio kształtować ocenę czyjegoś żywota oraz wyborów, bez znajomości konkretniejszych szczegółów.
Milczał, gdy cisza zaległa między nimi i gdy już otworzył usta, aby dodać coś od siebie – choćby mało sensownego, ale szczerego, Keith opuścił zajmowane miejsce. Usłyszał oddalające się kroki, kiedy to siedział przy barze w tej samej pozycji, nieznacznie ściągając brwi.
Weź kasę, ulżyj sobie, jak ja to teraz robię, siorbiąc alkohol. Słodki, jak coś dla dzieci, ale nadal. Alkohol. Kamuflaż na całą stertę problemów, dodający jedynie więcej kłopotów.
Poczuł pewien opór w opróżnianiu szklanki z zamówienia. Zupełnie, jakby gdzieś przyczaiły się wyrzuty sumienia. Nie ze względu na własne widzimisię, a słowa Keitha. Liczył się z jego zdaniem, nawet bardziej niż mógłby przyznać przed kimkolwiek.
Miejsce obok ponownie zostało zajęte, a przestrzeń wypełnił znajomy głos. Brzmiał nieco mniej chłodno. Miał nadzieję, że Keith nie obił sobie rąk w akcie autoagresji. Gdyby tylko zebrał w sobie więcej odwagi, sięgnąłby badawczo ku jego dłoniom, ale teraz coś innego zostało wyciągnięte z odmętów myślowych. Powód spotkania.
- Mój dziadek czuje się coraz gorzej.
Przyzwyczajał się do brzmienia tej frazy na języku, podobnie jak posmaku alkoholu, który odsunął od ust. Trochę pomagał. Niewiele, czuł, że większą rolę odgrywał w tym chłopak siedzący obok.
- Przebywa w ośrodku, kawałek kilometrów od Londynu. Ma alzheimera.
I tak żył dłużej, niż większość zdiagnozowanych. W klasycznym ujęciu powinien pożegnać ze światem w zeszłym roku. Nie miało to już większego znaczenia, skoro choroba nabierała ostatnio na sile, wygrywając zażarty pojedynek z umysłem staruszka.
- To jedyny, żyjący członek mojej biologicznej rodziny. Nie licząc… jednej osoby.
Ojca. Dosłownie ojca, wskazującego drogę zbłąkanym owieczkom, przy jednoczesnej, indywidualnej porażce. Ludzie skupieni wokół tej religii często przesiąknięci byli hipokryzją. Niewykluczone, że on, Kenai, również.
- Chciałbym do niego pojechać po świętach, ale… w pojedynkę to poważna wyprawa. Pomyślałem, że, jeśli miałbyś czas… - pokręcił głową, nagle uważając swoją prośbę za zwyczajnie głupią. Przecież mógłby się uprzeć i poprosić Underhillów, dając tym samym Keithowi spokój. Czuł jednak, że w jego towarzystwie czułby się pewniej, przemierzając korytarze pełne ludzi, skazanych na taki, a nie inny los.
- Ale nie musisz. Dam sobie radę, po prostu… pomyślałem, że… - wypowiadał te same słowa, tracąc rozeznanie. - dobrze się czuję w twoim towarzystwie.
Cokolwiek czekałoby go na miejscu, byłoby wtedy łatwiejsze do przyswojenia. Nie musiałby się obawiać, że ze względu na niekoniecznie dobre wieści, wpakuje się z rozpędu pod samochód, wsiądzie do innego pociągu, albo zmaluje coś bardzo podobnego.
_________________



[Profil]
 
 
Keith O'Shaughnessy








17

South - West Brentwood



Wysłany: 2018-12-29, 00:06   
  

  
Keith O'Shaughnessy

  
I'm not going to be your little bitch.


Słomka cały czas obijała się miarowo, praktycznie niedosłyszalnie o brzegi szklanki. Prawa. Lewa. Prawa. Lewa. Zamieszał nią napój, mimo że nie było w nim niczego więcej za wyjątkiem soku ananasowego i upił dwa łyki, cały czas patrząc przed siebie.
Nie przerywał mu. Cały czas słuchał w milczeniu, nawet jeśli w którymś momencie po prostu przestał pić, zamiast tego postukując słomką o dolną wargę. Analizował wszystkie przekazywane mu fakty i układał je w jedną całość. Jedyny, żyjący członek jego biologicznej rodziny. Jakie były szanse, że przy postępującej chorobie nadal go pamiętał i nie weźmie go za kogoś zupełnie obcego? Jeśli z kolei tak właśnie się stanie, czy Kenaiowi uda się zachować całkowity spokój i poprowadzić rozmowę tak, by nie zaingerować zbyt mocno w umysł własnego dziadka?
Biorąc pod uwagę kierunek, który studiował, byłby w stanie mu pod tym względem zawierzyć, lecz tylko częściowo. Doskonale wiedział, że gdy chodziło o najbliższych, ludzie zdawali się tracić zdolność logicznego myślenia. Podrapał się po policzku, w końcu zwracając w jego kierunku. Niewątpliwy plus był taki, że Underhill nie był w stanie dostrzec jego zmęczonego spojrzenia.
Nie zapytał o tę jedną osobę, domyślając się że skoro mówił o niej bezosobowo, nie była kimś kogo chciał napotkać na swojej drodze czy dzielić się wiedzą na jej temat. A przynajmniej nie w tym momencie. Nawet jeśli Keith mógłby stracić całe mnóstwo czasu na próby dojścia do tego kim była, nie widział w tym najmniejszego sensu. Bez wątpienia powie mu o tym, gdy będzie chciał to zrobić.
Gdy w końcu skończył mówić zapadło nieco przeciągające się milczenie. W końcu Keith westchnął ciężko i pochylił się nad ladą, przytykając obie dłoni do nasady nosa.
To nie takie proste, Underhill — wymruczał w końcu cały czas patrząc się przed siebie. Cofnął się nieco w tył zgarniając palcami włosy do tyłu i uniósł szklankę do góry, obracając ją kilkakrotnie w zdrowej dłoni.
Czas i chęci nie mają tu najmniejszego znaczenia. Jeśli będzie trzeba po prostu wezmę wolne. Ale jeśli to kilka kilometrów od Londynu, będę musiał mieć... — odstawił szklankę z cichym stuknięciem i potarł bok głowy. No dalej O'Shaughnessy, w końcu i tak wszyscy w tym mieście wiedzą, że jesteś jebnięty.
Będę potrzebował zgody kuratora sądowego. On z kolei nie udzieli mi jej bez opinii mojego psychiatry, z którym... nie jestem w najlepszych stosunkach — wymamrotał nieszczególnie wdając się w szczegóły. W końcu od kiedy zaczął sesje, wiecznie tylko go zbywał, unikał tematu i rzucał sarkastycznymi komentarzami, nie chcąc pomocy od kogoś, kto używał wyłącznie wyuczonych formułek do rzekomej próby pomocy.
W przeszłości pewnie po prostu wsiadłbym w autobus i miał wyjebane, ale teraz nie chcę żeby Mark i Kate mieli przeze mnie kłopoty. To nie tak, że nie dam rady, ale będę potrzebował co najmniej dwóch dni. Dwóch dni na spotkanie się z tym tępym skurwielem, którego przekonam że mój stan psychiczny jest na tyle dobry, bym mógł opuścić miasto ze znajomym, a potem przekonam kuratora, że nie spróbuję w międzyczasie zjechać z trasy, by pojechać do matki — nawet na chwilę nie odrywał wzroku od Underhilla, zupełnie jakby swoją obserwacją chciał rozpoznać jego opinię na ten temat.
Będziesz musiał wziąć na siebie odpowiedzialność.
Wypowiedział w końcu bez wątpienia kluczowe w całej tej sytuacji słowa. W końcu Kenai był pełnoletni i właśnie to mogło przemawiać na jego korzyść. Niosło jednak za sobą wiele potencjalnych konsekwencji w razie jakiegokolwiek niepowodzenia.
Więc tak, Underhill. Pojadę z tobą, jeśli uważasz że chce ci się pakować w mój życiowy burdel.
_________________








my level of sarcasm?


it got to the point where i don't even know if i'm kidding or not.

[Profil]
 
 
Kenai Underhill








20

psychology student

where do you think you're going?

North Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Terry





Wysłany: 2018-12-29, 23:27   
  

  
Kentigern Underhill

  
Bury me till I confess


Niczego nie mógł być pewien w zupełności, nie mniej, zamierzał jechać mimo to. Choćby dziadek co chwilę tracił rezon, mylił go z kimś zupełnie innym, albo podpytywał o imię… musiał się z nim zobaczyć. Odkąd trafił do rodziny Underhillów, prowadził inne życie, jakby narodził się na nowo, a przeszłe momenty wydarzyły się w poprzednim wcieleniu. Nie odcinał się zawzięcie od przeszłości, szczególnie, że nadal wiele zawdzięczał swoim dziadkom. Dużo dobrego, ale i przykrego. Zaawansowany tryb sieroty… przynajmniej do momentu znalezienia nowej rodziny, z którą zżył się bardzo mocno.
Był gotów na cokolwiek zostanie zaprezentowane mu na miejscu. To ze względu na dziadka wiedział, kim był jego ojciec i co stało się z matką, pomijając jej tragiczną śmierć przy porodzie. Myślałby kto, że dziecko o tak nieprzyjemnej historii będzie wierzyć w miłosiernego brodacza na chmurze. Akurat o wizerunek Boga mógłby się sprzeczać. Nie oczerniał religii, za to pytania pojawiały się, a i owszem. Ślepe podążanie za odgórnie ustalonymi prawdami nie byłoby tak do końca zgodne z jego sumieniem. Wystarczyło, że na oczy nie widział.
To nie takie proste.
Jasne, zdążył się zorientować. Pamiętał, jak Keith wspominał o terapeucie, o kuratorze raczej nie, chociaż… jego mama nie znajdowała się w najodpowiedniejszym stanie. W przeciwnym razie nie znajdowałby się pod opieką rodziny zastępczej. Rozumiał, nie chciał kłopotać ludzi, rzeczywiście roztaczających nad nim opiekę. Mógłby się utożsamić z tym podejściem, względem Underhillów. Jakże się denerwował pierwszego dnia, gdy do nich trafił. I byle tylko im się spodobał.
Dyskretnie zwilżył językiem dolną wargę, podpierając przy okazji podbródek o wnętrze dłoni. Rzeczywiście, w takim razie sytuacja była konkretnie skomplikowana, ale… czuł w głosie chłopaka coś, co pozwoliłoby na nagięcie zasad.
- Zdaje się, będziemy mieć do czynienia z podwójnymi burdelami życiowymi - niekoniecznie osobistym Underhilla, chociaż… nie mógł zapewnić gwarancji, odnośnie braku nawiązań do tego, co miało miejsce kiedyś, w zamierzchłych już praktycznie czasach.
- Poczekam dwa dni - uznał, bo skoro i tak trochę zwlekał, nie zamierzał być w gorącej wodzie kąpany, co by mieć wszystko załatwione „na już”. Chyba powinien wcześniej przedzwonić do ośrodka, aby dowiedzieć się co i jak. Nie uśmiechało mu się przybywanie na miejsce tylko po to, aby czekać kilka godzin, bo „przybył nie w czasie przeznaczonym na odwiedziny”. Może powinien wtedy zarezerwować cały dzień?
- Jeśli będziesz potrzebował czasu, czy po prostu… czegokolwiek - kontynuował, już nie siorbiąc niczego, a zwyczajnie opierając opuszki palców o chłodną szklankę. - Możesz mi powiedzieć.
Gdyby terapeuta robił problemy, plan nie szedł po ich myśli, albo zwyczajnie, po ludzku chciał pogadać, jak nie robili tego od pewnego czasu.
- Zawsze to coś więcej, aby nie myśleć o jednej sprawie setny raz - tracił już rachubę. Może to był raz dziesiętny, może setny. W każdym razie pojawiał się częściej, niż rozterki, związane ze sprawami studenckimi. Trochę zaczął je ostatnio zaniedbywać przy czym nie rozchodziło się o zawalanie przedmiotów, a zwyczajny brak chęci przebierania w materiałach na następne zajęcia. Rzadziej zabierał głos w pewnych tematach, jakby chciał dać innym szansę na wyciągnięcie się przed egzaminami.
- Robiłeś dziś coś ciekawego? - chciał posłuchać dłużej jego głosu, wyobrazić go sobie na poszczególnych tłach życia codziennego. Zawsze to coś dodatkowego. Drobne informacje, które innym ludziom mogłyby łatwo umknąć, a dla których on sam zostawiał specjalną przestrzeń myślową. Dla wyselekcjonowanych osób. A może lepiej powiedzieć… osoby. Nie potrzebował aż tak wielu wyjątków.
_________________



[Profil]
 
 
Keith O'Shaughnessy








17

South - West Brentwood



Wysłany: 2018-12-31, 01:21   
  

  
Keith O'Shaughnessy

  
I'm not going to be your little bitch.


Podwójny burdel życiowy. Brzmiało całkiem zabawnie. W końcu jeśli twoje życie jest całkowicie do dupy, najlepiej znaleźć sobie kompana, z którym będziecie wzajemnie utwierdzać się w przekonaniu, że zawsze mogło być gorzej. I może wcale nie jest aż tak tragicznie.
"Poczekam dwa dni."
Dopił swój sok do końca i odstawił szklankę na blat. Wiedział, że czeka go dużo do zrobienia, ale nieszczególnie się tym przejmował. W końcu musiał się użerać ze swoim psychiatrą od miesięcy, ciężko było spodziewać się, że nagle zaczną się dogadywać i wszystko pójdzie z górki. Zadziwiające, że mimo braku nerwów, jego umysł i tak zdążył już w przeciągu kilku minut obmyślić potencjalny przebieg rozmowy w co najmniej trzech różnych wersjach.
W porządku.
Kolejne słowa padły w odpowiedzi na potrzebę rozmowy, której Keith nie przejawiał od lat. Mimo to sam fakt, że zaproponował coś podobnego był przyjemny sam w sobie. Zachował więc jego propozycję w pamięci, na wypadek gdyby kiedykolwiek faktycznie postanowił ją wykorzystać. Sam fakt, że dopuszczał do siebie taką możliwość był ogromnym krokiem naprzód dla kogoś, kto najchętniej zamknąłby się w małym pokoju odcinając od wszelkich ludzi.
Czasem myślenie o czymś wchodzi nam w krew zbyt mocno, byśmy byli w stanie podzielić się tym z kimś innym — powiedział nieco ciszej, nie będąc nawet do końca przekonanym czy jego słowa w ogóle dotarły do uszu Underhilla. Poruszył się na stołku, układając na nim nieco wygodniej i postukał nogą w metal, wsłuchując się w charakterystyczny dźwięk, który wydał z siebie na podobne zderzenie.
Ciekawego, hm... pomyślmy — pochylił się po przodu opierając łokieć na blacie i podparł policzek dłonią, obracając się w jego stronę.
Koło dwunastej jakiś kretyn potrącił psa. I rzecz jasna pojechał dalej. W końcu to tylko jakiś głupi kundel, który sam władował się pod koła. Zgarnął go ktoś inny i przywiózł do naszej kliniki. Dziewięciomiesięczny szczeniak, prawdopodobnie uciekł komuś z działki. Mark operował go prawie pięć godzin. Nie jestem pod tym względem zbyt użyteczny. Mogłem jedynie podawać mu odpowiednie narzędzia, pomagać kontrolować czy zwierzę się nie wybudza, przynosić wodę. Ale właśnie takie sytuacje utwierdzają mnie w przekonaniu... — zamilkł na chwilę wyraźnie zastanawiając się czy faktycznie chce powiedzieć to co miał już na końcu języka. Wzrok zawieszony na twarzy Underhilla przesunął się w bok, skupiając na deskach podłogi.
... że chcę w przyszłości zostać weterynarzem. Tak jak Mark. Mark, który przez pięć godzin robił wszystko, by uratować zwierzę, za które mógł nawet nie dostać żadnej zapłaty. W końcu nie przywiózł go jego właściciel. Ale udało mu się. Zoperował go. Pod wieczór zgłosili się jego zapłakani właściciele. Spodziewali się, że będą musieli zabierać go w pudle.
Tak jakbyś nie mógł wybrać jakiejś normalnej historii O'Shaughnessy.
Będzie musiał zostać jeszcze koło tygodnia, dopóki wszystkie rany choć odrobinę się nie zagoją. Musimy kontrolować szwy i tak dalej, ale... przynajmniej nie stracili psa, wiesz. Dzięki Markowi. Ich córka płakała w rękaw najpierw swojej matce, potem Markowi, a na końcu mi, mimo że przecież wcale nie zrobiłem zbyt wiele. Ale chcę. Też chcę pomagać. Przepraszam, przynudzam prawda?
Nie miał żadnych porywających historii z imprez czy czegokolwiek innego. W końcu nawet jeśli się na nie udawał, przemykał gdzieś w tle starając się nie zwracać na siebie zbyt wiele uwagi.
A jak wasze przygotowania do świąt? Dobrze się bawicie?
_________________








my level of sarcasm?


it got to the point where i don't even know if i'm kidding or not.

[Profil]
 
 
Kenai Underhill








20

psychology student

where do you think you're going?

North Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Terry





Wysłany: 2019-01-02, 23:53   
  

  
Kentigern Underhill

  
Bury me till I confess


Słyszał prawie wszystko. Nawet te niewyraźne, prędkie słowa wypowiadane pod nosem, niby to do siebie. Była to najpewniej zasługa wyostrzenia zmysłu słuchu, aby nadrobić ten inny. Dzięki temu rzeczywiście mało co mu umykało, jeśli chodziło o wypowiedzi. Z jednej strony to dobrze, ale jednocześnie słyszał nawet to, odnośnie czego jednak wolałby być nieświadomy.
Kiwnął nieznacznie głową, nie wiedząc nawet co mógłby więcej dodać w tej kwestii. Należał do tych ludzi, rozbierających problem na mnóstwo części składowych, byle tylko odnaleźć rozwiązanie idealne, a przynajmniej ideałowi bliskie. Bo jak powszechnie wiadomo, takowe nie istniały.
Skoro Keith podążył za kolejnym tematem, kwestia wyprawy została już ustalona…? Nie sądził, aby chłopak wycofał się w ostatniej chwili, szczególnie, że naprawdę była to sprawa bardzo ważna dla Underhilla. Zdaje się najbardziej osobista, o której wspominał w towarzystwie kogoś innego niż przybrana rodzina. Z nikim nie rozmawiał o tym, co było wcześniej, odkrywając tym samym więcej szczegółów. Na ogół jedynie coś odmrukiwał dla świętego spokoju, nie chcąc wyciągać na wierzch tego, co nadal uchodziło za delikatne sprawy.
Nie wypił ani kropli alkoholu podczas słuchania tego, co Keith miał do powiedzenia. A do powiedzenia miał naprawdę sporo interesujących rzeczy. Ktoś mógłby uznać to za nic szczególnego. Nikogo nie okradziono, sąsiadowi nie zarysowano samochodu, a mieszkająca na parterze kamienicy starsza pani, którą powinno się wpisać na listę światowych zabytków, nadal żyła. Gdzie w tym wszystkim dramaty ludzkiej niedoli? Nie potrzeba ich było. Limit wyczerpany. Ciąg dalszy po umownych dwóch dniach, które miał odczekać.
Historia z psem przypominała ten konkretny rodzaj postów na portalach społecznościowych, wzruszający nastolatki, również te, którym płakać nie wypadało, gdyż gładź tynkowa rozmazywała się na policzkach, tworząc sceptyczne dzieło sztuki.
- Nie - pokręcił głową, niemalże od razu, odsuwając przy tym minimalnie dłoń od podbródka. - Oczywiście, że nie. To dobry kierunek, Keith. Będziesz zarywać noce, jeśli się zdecydujesz. Jesteś gotów na tak poważne poświęcenie?
Rozbawiony uśmiech pojawił się na ustach, kiedy to brązowe tęczówki zatrzymały się gdzieś w okolicach szyi i obojczyka chłopaka. Mimowolnie pomyślał o tym czy jeśli O’Shaughnessy rzeczywiście ruszy na studia z tak ambitnymi planami, będzie miał nadal czas, aby spędzać wieczory w podobny sposób. Niekoniecznie w barach, klubach czy innych tego typu miejscach. Wystarczyło wypowiadanie kilku słów, słuchanie tego charakterystycznego głosu. Chyba zaczynał się przyzwyczajać…
Wypił odrobinę alkoholu akurat, gdy padło pytanie o święta.
- Dale z Chipem na pewno. Ponoć mamy w salonie choinkę większą niż w poprzednim roku, a tamta była… naprawdę konkretna - nawet uniósł dłoń w poziomy sposób, ponad swoją głowę, jakby chciał zobrazować Keithowi jej wysokość. - Chciałem się zaoferować do wieszania bombek, ale ponoć mam inny zmysł artystyczny i bardzo mieszam kolory. Nie znają się na sztuce.
Dla potwierdzenia własnych słów opróżnił zamówienie do końca i odstawił szklankę na blat.
Właściwie, to mógłby dodać coś więcej w tym temacie. Skoro Keith siedział obok, a nie ukrywając, Kenai przepadał za jego towarzystwem…
- Chciałbyś wpaść na ciasto? - zapytał, przekręcając głowę w jego stronę, unosząc nawet nieznacznie brwi, jakby wyczekiwał bardzo odpowiedzi. - Kiedy będziesz miał czas. W razie czego mogę ci trochę zostawić. Tak, powinienem je ukryć - przyłożył opuszki palców do ust, kiwając w milczeniu głową. - W przeciwnym razie reszta szarańczy szybko się z nim rozprawi.
W jakże miły sposób nazywał własne rodzeństwo!
- Będziesz spędzał święta z Nickolsonami? - zawsze to lepiej dopytać. Gdyby usłyszał inną wersję, chętnie wkręciłby Keitha w kolację u Undehillów, bo zwyczajnie uważał, że nikt nie powinien być wtedy sam. Szczególnie ten chłopak, siedzący obok.
_________________



[Profil]
 
 
Keith O'Shaughnessy








17

South - West Brentwood



Wysłany: 2019-01-03, 01:11   
  

  
Keith O'Shaughnessy

  
I'm not going to be your little bitch.


Nie czuł potrzeby drążenia tematu, w którym podjął już decyzję. Jeśli wymagał dwóch dni, oznaczało to że zamierzał spełnić plan, którym wcześniej się z nim podzielił. W końcu nie lubił rzucać słów na wiatr.
Podczas opowiadania swojej historii, od czasu do czasu bujał się nieznacznie na boki, nie żeby gest ten był jakkolwiek widoczny dla Kenaia. Był to jego własny sposób na uspokojenie się w nieco bardziej stresującej sytuacji.
"Jesteś gotów na tak poważne poświęcenie?"
Zatrzymał się w miejscu, patrząc na niego przez krótką chwilę.
Haa.
Wypuścił powietrze z płuc, jednocześnie podnosząc ze swojego krzesła. Jedna z jego nóg niby to przypadkowo uderzyła w buta Kenaia, nim oparł ją na jego stołku. Jego zdrowa dłoń wylądowała na ramieniu chłopaka, gdy stopniowo postukując palcami, kierował ją w górę, muskając opuszkami bok jego szyi. Twarzy. Aż w końcu pociągnął lekko za końcówki jego włosów.
Spokojnie, zawsze znajdę trochę czasu dla mojego ulubionego Underhilla. Tylko nie lokuj się u mnie w piwnicy, okej? Jeśli poprosisz możesz zamieszkać na mojej kanapie — znowu, jak zawsze używał tego poważnego głosu gdy żartował, utrudniając tym samym jednoznaczne zinterpretowanie jego wypowiedzi. Zaraz jego ręka opadła w dół, zatrzymując się ponownie na jego barku. Minęła krótka chwila, nim Keith opuścił głowę, opierając ją o jego ramię. Przez chwilę kompletnie ignorował fakt, że przydługie już włosy rozsypały się dookoła, łaskocząc go w policzki. Nie chciał się przyznawać, jak bardzo był w tym momencie zmęczony.
Chodźmy stąd jak już wypijesz, Underhill. Nie mam dziś siły na spędzanie czasu w otoczeniu ludzi.
A jednak to zrobił.
Powiedział na głos coś, co normalnie zapewne zachowałby dla siebie, co najwyżej po prostu się zwijając. Coś samolubnego, czego nie lubił do siebie nawet dopuszczać, twierdząc że nie powinien mieć wobec innych żadnych żądań. Odsunął się od niego i opuścił rękę w dół, by złapać opuszkami palców jego dłoń.
Zdecydowanie się nie znają. Jestem pewien, że twoja choinka wyglądałaby najlepiej. Zresztą czy można tam coś zepsuć? Bez urazy, ale choinki tak czy inaczej wyglądają jakby ktoś je obrzygał tęczą. W końcu w reguły zarówno bombki jak i światła mienią się we wszystkich kolorach. Chyba, że twoja rodzina ma jakiś szczególny plan, którego się pilnuje — może wieszali tylko czerwone i niebieskie bombki? Nie używali łańcuchów i ozdabiali je lampkami święcącymi na biało? Jakby się zastanowić, sposobów ubierania drzewka były miliardy.
Widząc odstawianą na blat szklankę, mimowolnie zacisnął nieco mocniej palce na jego dłoni, zupełnie jakby sprawdzał czy chłopak jest już gotowy by stąd iść.
Teraz?
Zapytał nieco zbity z tropu słysząc o cieście. Nie żeby miał jakieś szczególne plany na wieczór, ale wpadanie Underhillom do domu, gdy jak sam słyszał, spędzali święta w tak rodzinny sposób...
Wydawało mu się to nieco nieodpowiednie, zupełnie jakby swoją obecnością miał zburzyć cały koncept.
Za dwa dni z kolei mieli jechać do jego dziadka. Wątpił by ciasto stało jakoś szczególnie długo. Sam nie wiedział co o tym wszystkim sądzić.
Nie obchodzę świąt, Underhill.
Zacisnął zęby na wewnętrznej stronie wargi nieco mocniej, dopóki nie uznał że ból choć częściowo uwolnił go od niechcianych myśli. Nie obchodził też własnych urodzin.
Prawdopodobnie spędzę cały dzień siedząc przy telefonie.
Była to jedna z wielu szczerych informacji przekazanych przez chłopaka bez żadnych szczegółów, które choć pomogłyby w domyśleniu się co dokładnie miał na myśli. Nic dziwnego. W końcu Keith naprawdę lubił mówić zagadkami. Mniejszymi lub większymi.
_________________








my level of sarcasm?


it got to the point where i don't even know if i'm kidding or not.

[Profil]
 
 
Kenai Underhill








20

psychology student

where do you think you're going?

North Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Terry





Wysłany: 2019-01-04, 20:19   
  

  
Kentigern Underhill

  
Bury me till I confess


Brakowało mu ostatnio tych drobnych zaczepek Keitha, które niby to zaczynały się jak przypadek, a ostatecznie wychodziły na działanie całkiem zamierzone. Ten tradycyjny, delikatny uśmiech pojawił się na wargach, pod wpływem znajomego dotyku w okolicach szyi, a później na końcówkach włosów.
- Na kanapie w piwnicy? - pociągnął dalej, panując całkiem zręcznie nad uśmiechem, usilnie cisnącym się na usta. - Nie brzmi źle.
Byle tylko ogrzewanie było odpowiednie. Underhill za wybrednego nie uchodził, chociaż trafił pod dach całkiem nadzianej rodziny, która mogła go rozpieścić i przyzwyczaić tym samym do luksusów. Nie był żadnym angielskim hrabią, więc nie czuł się przywiązany jedynie do przepychu.
Ciepło rozlało się od strony barku, o który Keith oparł głowę. Nie umknęło mu to, że jego towarzysz najpewniej uciekł fryzjerowi z krzesła, o czym świadczyły dłuższe włosy, dotykające powierzchni ubrania. Dla pewności nawet trącił palcem kilka kosmyków, od razu zabierając rękę, jak psotny chłopak.
- W porządku. Sam nie zamierzałem siedzieć tutaj zbyt długo.
Bo i sam nie zamierzał przeciągać spotkania tylko w otoczeniu alkoholowym oraz ludzi alkohol spożywających. Szczególnie, że Keith nie raczył się niczym oprocentowanym. Już wystarczał fakt, że w pewnym momencie rozmowy przywołał postać matki, związanej z uzależnieniem. Nie był to do końca dobry znak, chociaż bardzo cenił sobie to, że widział więcej o chłopaku i ten nie bał się poruszać podobnie delikatnych spraw. Nie zamierzał go oceniać pod tym kątem.
Sama obecności Keitha była uspokajająca przy widmie spotkania z dziadkiem, przy czym gesty, których ten się dopuszczał, działały jeszcze lepiej. Zręcznie przesunął dłoń, aby złapać oplatające ją palce. Miał równocześnie świadomość, że znajdowali się w miejscu publicznym, przez co gorąco połaskotało go po policzkach. Zdecydowanie nie był to gest praktykowany przez bardzo zażyłych przyjaciół, szczególnie tych płci męskiej.
Uśmiechnął się, podbudowany słowami, padającymi w następnej kolejności. Nie sprecyzował do końca stanu faktycznego.
- Tak naprawdę nie chciałem się plątać im pod nogami, aby nie narobić niepotrzebnego bałaganu.
Tak, jak kiedyś. Trochę wykręcał się z ubierania choinki, jakby miał sprawy niecierpiące zwłoki. Niezbyt szczere zachowanie, ale naprawdę wolał oszczędzić Underhillom nawet tak głupich z pozoru zmartwień w postaci uszkodzonych ozdób, które nieuważnie by strącał.
- Może być i teraz - nie widział większych przeszkód, a nie zamierzał się zbyt szybko rozstawać z Keithem, skoro już mogli się zobaczyć.
A więc jednak, nie miał sprecyzowanych planów. Nie odwiodło to Kenaia od sypnięcia kolejną propozycją, skoro rozeznał się poniekąd w temacie.
- Pomyślałem, że mógłbyś wpaść na święta, jeśli byś chciał.
Z pewnością nikt z jego rodziny nie miałby nic przeciwko.
- Mama by się ucieszyła. Dale i Chip pewnie też - dodał jeszcze, jakby przekonywał potencjalnego klienta do zakupienia reklamowanego produktu. - Chyba, że nie lubisz tłumów, wtedy też mógłbym coś wymyślić.
Nie zamierzał koniecznie „nawracać” Keitha na bardziej społeczne zachowania czy coś w tym guście. Sam zazwyczaj nie stosował się do ogólnie przyjętych zasad, nie pomijając również tych religijnych. Nie był specjalnie odpowiedzialną osobą.
Zwlekał jeszcze z opuszczeniem zajmowanego miejsca, czekając na odpowiedź przy czym przesunął kciukiem po dłoni chłopaka, jakby miał tym drobnym gestem cokolwiek wskórać. Nadal nie mógł wyjść z wrażenia, że mógł trzymać jego rękę tak, jakby było to coś zupełnie naturalnego.
_________________



[Profil]
 
 
Keith O'Shaughnessy








17

South - West Brentwood



Wysłany: 2019-02-18, 00:36   
  

  
Keith O'Shaughnessy

  
I'm not going to be your little bitch.


Na kanapie w piwnicy? Zdecydowanie nie! Powód był jakby nie patrzeć, niezwykle prosty.
Nie no, w piwnicy nie. W piwnicy trzymamy zwłoki — wytłumaczył poważnym, przekonującym tonem. W końcu jakże by śmiał nie wykorzystać podobnej okazji do robienia sobie żartów? Niewybaczalne. A może faktycznie trzymali z zastępczym ojcem ciała pod salonem? Ktoś kilka razy wszedł nieproszony na ich posesję, jakieś dziecko było zdecydowanie zbyt wścibskie i trach. Różne przypadki chodziły po ludziach. Może to właśnie oni byli odpowiedzialni za zniknięcie Zacha Caldwella. Pewnie biedny chłopak zakradł się nocą do Keitha, by omówić plan obwieszenia samochodu swojego paskudnego sąsiada karteczkami i... trafił do piwnicy. Gdzie musiał siedzieć i wbrew swojej woli pochłaniać kilogramy wafli z lodami i czekoladą, krzycząc wniebogłosy "Nie, tylko nie to! Najgorsze tortury, moja największa słabość!".
O'Shaughnessy naprawdę chciał by tak było. Zaginięcie dzieciaka dość mocno go uderzyło i szczególnie mocno wracało nocami, gdy kładł się by odpocząc po całym dniu. Jak widać, jego umysł nieszczególnie mu w tym pomagał.
W tym momencie uścisk Kenaia na jego dłoni bez wątpienia był czymś mile widzianym. Dużo łatwiej było mu na nowo stanąć na nogi, nawet jeśli cienie przeszłości zdawały się czyhać na niego na każdym rogu. Obrócił się nieznacznie w jego stronę, przyglądając się uważniej jego twarzy. Nawet jeśli się nie uśmiechał, jego chłodne, zgorzkniałe oczy zdawały się w końcu nabrać nieco ciepła.
Bałaganu? Nie ma Świąt bez bałaganu. Jeśli kiedykolwiek zdecyduję się na ich obchodzenie i ubranie choinki, zostaniesz zatrudniony w pierwszej kolejności do jej ozdabiania. Zobaczysz kto wtedy będzie ci się plątał pod nogami. Podpowiem tylko, że zaczyna się na Keith, a kończy na O'Shaughnessy. Będę szczerze zdumiony, jeśli nie wytrącę cię przy tym z równowagi na tyle, byś rozbił mi bombkę na głowie czy udusił lampkami. No dobra, może trochę przesadzam.
Ale tylko trochę. W końcu nastolatek zapewne marudziłby na absolutnie każdym kroku, nie wiedział co, gdzie i jak. Ciężko byłoby oczekiwać innego, gdy nie miał w tym żadnego doświadczenia. Pod warunkiem, że magicznie nie rozbudzi się w nim skrywany przez wiele lat talent. To by dopiero była przydatna umiejętność. Zaszpanować zajebistym ubieraniem choinki niewidomemu chłopakowi.
Ciekawe czy dałby radę zrobić bombki z braillem.
Może lepiej nie. Nie chciałbym psuć całej tej atmosfery. Przy czym to odpowiedź na oba pytania. Nie wiem czy 'teraz' jest odpowiednim momentem na wizyty, a moje wpadanie na święta, zdecydowanie nim nie jest. Zresztą to byłoby nieco nie w porządku w stosunku do Marka i Kate. Mogę nienawidzić Świąt, ale jednak się starają, wiesz — przesunął wzrok w bok, zawieszając go na chwilę na jednej ze ścian. Zupełnie jakby potrzebował tego całkowicie neutralnego punktu, by móc odpowiednio zebrać wszelkie myśli
Wpadnę podrzucić ci jakiś prezent. Nie żebym znał się na prezentach. Możesz mi po prostu powiedzieć teraz co chcesz, żeby było łatwiej. Ludzie zawsze wszystko utrudniają — powiedział odwracając się ponownie w jego kierunku, gdy wyczuł drobny ruch na jego dłoni. Sam nie był zbytnio przyzwyczajony do podobnych kontaktów z innymi. Mimo że sam wyszedł z podobną inicjatywą, koniec końców zdecydowanie był zbyt świadomy tego drobnego gestu. Za bardzo się na nim skupiał.
To jak, jakiś pomysł na następne miejsce? W końcu to ty jesteś tu rasowym... jak to się mówi... party animal. Chociaż szczerze mówiąc wolałbym darować sobie wszelkiego rodzaju "party". Jeśli to nie problem.
_________________








my level of sarcasm?


it got to the point where i don't even know if i'm kidding or not.

[Profil]
 
 
Kenai Underhill








20

psychology student

where do you think you're going?

North Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Terry





Wysłany: 2019-02-19, 00:47   
  

  
Kentigern Underhill

  
Bury me till I confess


Ton Keitha niejednego potrafiłby wpędzić w maliny, chociażby (a może i szczególnie) teraz. Gdyby Kenai miał przypadkowo włączony dyktafon, miałby jednoznaczną konfesję chłopaka, co do nietypowego hobby przetrzymywania zwłok w piwnicy. O ile były to zwłoki, co to zwłokami zostały przed zawitaniem w rejony piwnicy. W innym wypadku sprawa byłaby jeszcze bardziej owiana kryminałem.
Zamiast zaszokowania, na twarzy Underhilla pojawił się autentyczny zawód, któremu towarzyszyła wywalona, niby to w rozpaczy, dolna warga. Czyli nici ze zwiedzania piwnicy Keitha? Będzie musiał pomyśleć nad innym pretekstem.
- To brzmi trochę jakbyś miał nietypowe fetysze… Panie Grey, życzy pan sobie lampki do gabinetu? Koniecznie z mocnym przewodem…
Uniósł zaraz wolną dłoń w obronnym geście, jakby odcinał się zupełnie od tematów perwersyjnych biznesmenów i ich niecnych praktyk. Kolejny plus na liście z cyklu Dlaczego warto czasami nie widzieć. Nie miał możliwości, a przy tym wątpliwej przyjemności obejrzenia tego filmu własnymi oczyma. Profit.
Nie mógł powstrzymać cisnącego się na usta uśmiechu, bo przy pominięciu rozbijania bombek na głowie i duszenia lampkami, scenariusz wydawał się brzmieć całkiem sielankowo. Miło i przyjemnie, na swój sposób ciepło, co kojarzyło się ze świętami. Nic tylko umościć się wygodnie na miękkim fotelu z kocykiem i kubkiem grzanego wina. W towarzystwie bombek z brajlem oczywiście.
Kiwnął głową, słuchając słów Keitha, kiedy to brązowe tęczówki przesunęły się z lewej strony, do prawej. Niby niewiele mógł dojrzeć przy ich pomocy, jednak czasami perfidnie ujawniały procesy myślowe Underhilla. Zastanowienia, drobne zawstydzenie czy odpłynięcie gdzieś dalej w krainę wyobraźni, po za rzeczywistą sytuacją. Co miało miejsce w tym przypadku? Wszystko po trochu.
- Wydaje mi się, że kredki odpadają… - mruknął w kwestii świątecznego podarku, nadal z lekkim zamyśleniem, zaraz nanosząc na usta ten delikatny uśmiech, związany z przebywaniem w towarzystwie O’Shaughenessy’ego. - Po ostatnim wyjściu z Dale na domówkę, załatwiła mi na amen kapcie z króliczkami.
Mocne słowa, jak na katolika. Nie mniej, to historia, którą koniecznie musiał się podzielić.
- Wyprałem je w dziewięćdziesięciu stopniach, bo były strasznie brudne i trochę je tym dobiłem. Nie, żebym coś sugerował, po prostu czasami mi brakuje ich… kształtów.
Pokusił się nawet o ciche westchnienie, niby to okraszone niezmierną tęsknotą za puszystością króliczych papuci. Naprawdę takie były: miękkie, dopasowane i zwyczajnie rozumiejące potrzeby swojego właściciela. Kto mógłby przypuszczać, że tyle… i aż tyle wynika z posiadania oddanego tworu, jakim było obuwie typu laczek.
- Zdaję się na twoje przeczucie. I wiedz, że rozmawiałem już z Mikołajem na twój temat.
Wymownie uniósł obie brwi, bo rzeczywiście zaczynał poważnie rozmyślać nad sprezentowaniem Keithowi czegoś miłego. Czego konkretnie - zainteresowany dowie się w swoim czasie.
O ile przemykanie po posiadłości Underhillów nie wchodziło w grę, nie musieli się nadal ograniczać do jednej lub dwóch opcji. Coś jednego połączyć z czymś drugim.
- Możemy się trochę przejść… wyjście na zewnątrz dobrze mi zrobi. Pamiętasz tę ławkę, przy której rozbiłem okulary w twoim towarzystwie?
Mogli ruszyć w tamtą stronę, albo jakąkolwiek inną. Wystarczyło, że Kenai zapłacił za swoją działkę dzisiejszego wyjścia, nie omieszkując pod koniec złapać za końcówki palców Keitha, jakby jeszcze odrobinę niepewnie podchodził do tej kwestii trzymania czyjejś dłoni, nie ramienia, podczas przemierzania brentwoodzkich ulic.

/ztx2
_________________



[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 7