Poprzedni temat «» Następny temat
Murphys Sport Bar
Autor Wiadomość
Brentwood


Wysłany: 2017-06-24, 23:43   Murphys Sport Bar
  

  
Brentwood

  
your favourite place on earth


[Profil]
 
 
Jo Moore

Wysłany: 2017-07-02, 15:51   
  

  
Jo Moore

  
x


/po akcji na komisariacie

Pogoda była typowo barowa, nic więc dziwnego, że Moore na miejsce spotkania z Joelem Fletcherem wybrała właśnie nieduża, sportowa knajpkę. Miała dużo na głowie, musiała odreagować, do czego miało przyczynić zimne, butelkowe piwo. Tego dnia wybrała towarzystwo Fletchera, bo skoro Bishop była unieruchomiona i nie mogła wychodzić z mieszkania, Joel wydawał się odpowiednim kompanem do picia. Oczywiście policjantka nie chciała przesadzać, miał to być wypad na kilka piwek. Poza tym liczyła na to, że mężczyzna sprzeda jej kilka ciekawostek z różnych akcji, bo ona na razie wyladowała za biurkiem. Szefostwo uważało, że jest zbyt wcześnie, aby mogła ruszyć w teren i pewnie mieli rację, przecież Moore została pozbawiona kawałka watroby. I niby bez tego narzadu można było żyć, to nadal czuła się tak, jakby przejechał po niej walec. Bóle brzucha jeszcze nie ustapiły, czasami jego atak zginał pania komendant w pół, co było nieprzyjemnym uczuciem. Na szczęście znikało równie szybko, jak się pojawiało, więc potrafiła z tym funkcjonować. Poza tym, nie oszukujmy się, omal nie zginęła podczas ataku terrorystycznego w brentwoodzkiej hali koncertowej, zatrzymywała się ratownikom trzy razy, zanim ci w końcu ustabilizowali jej akcję serca. W innym wypadku Jo nie siedziałaby teraz w barze i nie miałaby okazji popijać zimnego, niskoprocentowego alkoholu w oczekiwaniu na Fletchera. Poznali się na jednej z akcji ratowniczych, on był kapitanem zespołu straży pożarnej, ona jeszcze aspirantem, jednak współpraca szła sprawnie i gładko, i tak pozostało do dziś. Od tego czasu zdarzało im się wyskoczyć na pubu, żeby pogadać i spędzić miło czas.
[Profil] [WWW]
 
 
Joel Fletcher
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-04, 01:16   

Bary! Ahh… kiedy to było? Mężczyzna nie pamiętał już, kiedy ostatnio pozwolił sobie na luksus, w którym to swobodnie szwendał się po knajpach, bez niepotrzebnego zamartwiania się w stylu ‘jak jutro wstanę do pracy?!’ czy ‘a co jeśli zaraz zadzwonia z roboty?!’. Ktoś tu chyba mentalnie się postarzał… albo wszedł w tryb nadgorliwego pracoholika. Pytanie co gorsze, bo zdecydowanie żadna z opcji nie rokuje zbyt dobrze. Wystarczy, że jego życie prywatne zaczynało umierać śmiercia naturalna, gdzie znajomych można było policzyć na palcach jednej dłoni. Całe szczęście Moore postanowiła wyciagnać go ponurej samotni, w przeciwnym razie skończyłby chyba w fotelu ze szklana whisky w towarzystwie żałosnego filmy akcji klasy x i budżetu 0.
Dobra facet! Czas się wziać w garść! – z ta pokrzepiajaca myśla, ubrał się w dość neutralny komplet, tak aby nie wyróżniać się z tłumu i jednocześnie wygladać schludnie, po czym pewnym krokiem ruszył w umówione miejsce. Po drodze jego myśli zaczynały oscylować wokół Jo. Dawno z nia nie rozmawiał i szczerze zaczynał mieć wyrzuty sumienia, że tak po prostu zaniedbał ta relacje. W końcu dziewczyna była jedna z nielicznych, która znosiła jego ciężki charakter, czarny humor i dość niecodzienne poglady. Sama jako policjantka, również była bezpośrednia, nigdy nie owijała w bawełnę, a co najważniejsze nie trzymała głowy wysoko chmurach i to chyba podobało mu się najbardziej.
Wchodzac do środka, od razu zauważył blond czuprynę
- Cześć Jo – przywitał się, gdy był dostatecznie blisko, tak aby nie musieć przekrzykiwać całego towarzystwa, które również postanowiło sobie umilić wieczór przy alkoholu i partyjce bilardu. – Mam nadzieje, że długo nie czekałaś, zegarek mi się zepsuł – usprawiedliwił się, robiac przy tym zażenowana minę, pokazujac przelotnie zegarek, którego wskazówki zatrzymały się na cyferblacie już kilka godzin temu. – Mam nadzieje, że to pierwsze, niskoprocentowe – uniósł podejrzliwie brew, zerkajac to na szklankę, to na nia, sugerujac tym samym, że nawet niech nie myśli o opędzlowaniu, przykładowo litra whisky z połowa śledziony!
- W każdym razie, co tam u ciebie? Opowiadaj – oparł łokcie o blat stołu, zamawiajac jedno mocne, ciemne piwo.
 
 
Jo Moore

Wysłany: 2017-07-04, 08:07   
  

  
Jo Moore

  
x


Nigdzie się ne śpieszyła, więc mogła czekać na Joela i spokojnie saczyć zimne piwko. Na szczęście mężczyzna nie kazał czekać na siebie zbyt długo, w końcu zjawił się, więc policjantka obdarzyła go szczerym uśmiechem i wskazała podbródkiem na krzesło, ażeby strażak klapnał sobie. Tak też się stało, poza tym zdażył zamówić piwo, więc Jo mogła wrócić do saczenia swojego. Uniosła brwi, kiedy usłyszała swoje imię. Nawet jej własna matka - alkoholiczka, zwracała się do niej po nazwisku, więc pani komendant nieczęsto reagowała na Jo.
- Cześć, Fletcher - odparła w odpowiedzi, bo i ona miała w zwyczaju mówić po nazwisku osobom, które były dla niej mniej lub bardziej ważne. Taki nawyk, raczej już z tego nie wyrośnie, zbyt duża z niej dziewczynka. Przyjrzała się uważnie mężczyźnie, żeby następnie spojrzeć na butelkę ze swoim piwem. - To tylko urwany kawałek śledziony, bez niej można żyć - przypomniała mu i znów złapała łyk chłodnego napoju. Przecież nie wycięto jej watroby ani płuca i mogła po ludzku funkcjonować. Nie lubiła, gdy chuchana na nia i dmuchano tylko dlatego, że podwinęła jej się noga. - Ale dzięki za troskę, tato - puściła do niego oczko, celowo kładac nacisk na ostatnie słowo. Niedbale wzruszyła ramionami i obróciła butelkę z alkoholem w dłoniach. Nie było za bardzo o czym opowiadać, po zamachu terrorystycznym niewiele działo się u niej, poza hospitalizacja. - Posadzili mnie za biurkiem, dasz wiarę? - w głosie Moore dało się wyczuć nutkę niedowierzania. Była świetnym glina, nawet bez tego cholernego kawałka śledziony i nie chciała żadnych taryf ulgowych. Wręcz przeciwnie, potrzebowała wrócić w teren i to jak najszybciej, inaczej dostanie pierdolca, kiedy będzie wykonywać wyłacznie papierkowa robotę. - Mmm! - wyrwało jej się, bo przypomniała sobie o czymś dość istotnym i to tuż po tym, jak przycisnęła sobie butelkę do ust. W końcu, po upiciu kilku większych łyków, policjantka odstawiła ja na blat stolika i rozsiadła się wygodniej na krześle. - Moja była żona pojawiła się w mieście - tym razem ton jej głosu nie zawierał żadnych emocji. Jo starała się podchodzić do powrotu byłej małżonki na chłodno. To, że wpadły na siebie kilkakrotnie w niezbyt miłych okolicznościach, zupełnie o niczym nie świadczył. April jej nienawidziła, a poza tym między nimi już dawno wszystko było jasne. - Popraw mi humor, Fletcher. Opowiedz o jakiejś zajebistej akcji ratowania kotków z drzew - poprosiła, bo naprawdę miała nadzieję, że mężczyzna umili jej czas jakaś ciekawa historia ze służby, skoro ona ostatnio nie mogła wychylać nosa poza komisariat. Moore lubiła Joela, był sympatycznym gościem i można było na niego liczyć. Nawet potrafiła stwierdzić, że był przystojny i gdyby chociaż w najmniejszym stopniu gustowała w mężczyznach, to Fletcher z pewnościa znalazłby się na jej radarze. Ale ona była stuprocentowa lesbijka, więc o takiej opcji nie było nawet mowy. No chyba, że strażak zdecydowałby sie na zmianę płci.
[Profil] [WWW]
 
 
Joel Fletcher
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-04, 16:16   

Ludzie mundurowi, przeważnie maja bzika na punkcie punktualności. W sumie Joel był tego doskonałym przykładem, bo oprócz dzisiejszego incydentu, zawsze starał się być na czas, a jeśli z jakiś przyczyn losowych mu się to nie udawało, był na siebie cholernie wściekły. Nie chciał w ten sposób lekceważyć ludzi, bo przecież kto lubi czekać niewidomo ile? Na szczęście dziewczyna na dzień doby uraczyła go szerokim uśmiechem. Całe szczęście, bo jakoś nie chciał zaczynać rozmowy od pretensji w stylu ‘ileż można na ciebie czekać?! Ja tu jajko już znoszę!’.
Joelowi nigdy nie przeszkadzało, gdy ludzie zwracali się do niego po nazwisku. Był już do tego przyzwyczajony, bo przez funkcje jaka pełnił w straży, mało kto zwracał się do niego po imieniu. Jedynie pojedyncze osoby, z którymi był w bliższych relacjach. Ponadto znał policjantkę na tyle długo, aby przyzwyczaić się do jej nazwiskowego zwracania się, które w żaden sposób nie jest formalne. Czasami nawet nabijał się z niej, że dla Jo imiona mogłyby nie istnieć, albo dopytywał się, co robi gdy na komendzie trafi się kilka ludzi o pospolitym nazwisku. Numeruje ich? Przykładowo Fletcher jeden i Fletcher dwa. Służba z nia musiałaby być naprawdę ciekawa!
- Masz racje, tylko nie masz części organu, co tam – pokręcił niezadowolony głowa. Mężczyzna już tak miał, że często wobec bliskich osób właczał mu się syndrom typowego ojca. Czasami nawet zdarza mu się narzekać na zasadzie ‘wy byście do cholery wszyscy poginęli, gdyby mnie nie było!’, no ale ten typ tak już ma. Ważne, że nie jest nachalny i nie traktuje nikogo jak niepełnosprawnego, któremu za przeproszeniem trzeba tyłek podcierać. – ale spokojnie, jak będziesz miała na coś ochotę wypije za ciebie! – zaśmiał się, sugerujac tym samym nieco konkretniejsze wyluzowanie się w barze. Całe szczęście ma mocny łeb, wiec może sobie pozwolić na nieco więcej, niż trzy piwka. – moja śledziona, to twoja śledziona – zapewnił
Słyszac, że dziewczyna jest uziemiona, w odpowiedzi jedynie pokręcił z niedowierzaniem głowa. Kogo jak kogo, ale Moore absolutnie nie wyobrażał sobie przy pracy biurowej. Ta dziewczyna po prostu nie nadawała się do kopania w stercie papierów i klikania jakiś rzeczy w komputerze. Oczywiście w policji owe stanowisko jest również niezbędne, aby nie zapanował chaos na komisariacie, jednak z tego co zdażył zaobserwować Jo była stworzona do pracy w terenie. Zawsze gdy spotykali się służbowo na miejscu jakiegoś większego wypadku, ta zdumiewajaco szybko potrafiła nad wszystkim zapanować, aby nie powstał chaos.
- No to faktycznie… Jeszcze od tej pracy biurowej dostaniesz hemoroidów i żylaków, poskarż się, że siedzenie w zamkniętym pomieszczeniu, źle ci służy, przedstaw milion powodów, że w terenie szybciej dojdziesz do siebie, ja potwierdzę! – puścił jej porozumiewawcze oczko
- Ostatnio jakaś nawalona kobieta dachowała trzy razy, później wbiła się w drzewo, że od strony pasażera auto zgięło się w literę C. Nie wiem jak to przeżyła, nawet nie wiesz ile trwała akcja ratunkowa, szkoda gadać – powiedział nieco nieobecnym głosem. Jego myśli zaczęły oscylować wokół słowa ‘żona’. Podiwiał Jo, że ta potrafiła o tym tak otwarcie mówić. Sam Joel również wolał facetów, jednak nigdy nie potrafił się do tego przyznać, bał się potencjalnych konsekwencji, był to dla niego dość drażliwy temat i nawet jeśli dziewczyna mówiła o sobie, spowodowało to, że facet poczuł się trochę nieswój.
 
 
Jo Moore

Wysłany: 2017-07-04, 19:44   
  

  
Jo Moore

  
x


- Spieprzaj od mojej śledziony - Moore ostentacyjnie wymierzyła w Joela szyjka od butelki i siorpnęła łyk piwa. To cholernie miłe, że ten facet tak się o nia troszczył, jednak wiedziała, że powinna o siebie dbać, skoro minał nieco ponad miesiac od operacji. Miała multum szczęścia, że nic więcej jej się nie stało, bo dziewczynę, z która wtedy miała okazję się spotykać, wybuch ładunku wybuchowego rozerwał w pół. Dosłownie. Biegnac, Jo nawet potknęła się o dolna część jej ciała i w zasadzie rozpoznała ja po kolorze butów. A teraz siedziała tutaj i jak gdyby nigdy nic, piła piwo. Ale musiała jakoś funkcjonować, wiele już w życiu widziała i przeżyła. Jakby dopadł ja kryzys, a taki miała wraz z zaczęciem pracy w policji, musieliby zamknać ja na oddziale psychiatrycznym. Zreszta wiedziała, że Fletcher ma tak samo, w końcu właśnie z tym wiazały się ich zawody. Dlatego nieczęsto opowiadali o akcjach, a jeśli już, to mówili o nich, jakby chodziło o kanapkę z szynka. Zero emocji, czyste wyrachowanie, rutyna. - Spokojnie, nie będziesz musiał mnie zanosić do domu - zarzekła się, choć wiedziała, że mężczyzna nie miałby z tym problemu. Był dobrze zbudowany, a ona, pomimo wysokiego wzrostu, bardzo chuda. Wystarczyłoby, aby Joel wział ja na barana, albo przerzucił sobie chudy, moore'owy tyłek przez ramię. - Ale jeśli ty się upijesz, nie licz na to, że będę targać cię przez pół miasta - mrugnęła do niego porozumiewawczo. Kolejny łyk piwa. W zasadzie już kończyła opróżniać butelkę. - Wiesz, że mogłabym pozwać moich przełożonych o te hemoroidy od siedzenia za biurkiem? - Jo skinęła głowa i przypadkowo kopnęła Joela pod stołem. Nie przeprosiła, oboje wiedzieli, że to nie było koniecznie, a ona nie uderzyła go z premedytacja. Cholerne, długie nogi. Westchnęła ciężko słyszac historię wypadku, jaka uraczył ja Fletcher. To głupie, zazdrościła mu obecności przy takiej tragedii. A przecież kobieta o mało co nie zginęła, Moore nie powinna zazdrościć nikomu takiego widoku. Ale była glina, jej miejsce było w terenie, przy tego typu akcjach. Oczywiście nic nie liczyło się do pościgu z bronia w dłoni, ale teraz policjantka nie pogardziłaby nawet kierowaniem ruchem drogowym. Wszystko było lepsze od papierkowej roboty, naprawdę. Jo zmrużyła lekko oczy, bo Joel jakoś zmarkotniał, gdy wspomniała o byłej małżonce. - Uważaj, bo oblejesz się rumieńcem - zaśmiała się, ale bez złośliwości. Czy on był głupi? Przecież Moore miała swój magiczny gejradar, potrafiła rozpoznać homoseksualistę na pięć mil od siebie. Nawet, jeśli wygladał tak dobrze, jak Fletcher, który idealnie nadawałby się na prawowitego męża jakiejś drobnej niewiasty i ojca gromadki rozbieganych dzieci. Poza tym mieszkali w Brentwood, tutaj nie powinno być to tematem taboo.
[Profil] [WWW]
 
 
Joel Fletcher
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-05, 17:26   

Na ten drobny gest uprzejmości, mężczyzna uśmiechnał się wesoło, kręcac przy tym głowa. Właśnie za to uwielbiał Jo, nie była jak typowa laska, która swoimi opiniami rozsmarowywała się na wszystkie możliwe strony, tylko uderzała bezpośrednio, w samo sedno. No i najważniejsze, twarda z niej babka. Swym żelaznym temperamentem dorównała, a nawet przewyższała niektórych facetów! Fletcher nie raz odnosił wrażenie, że ma do czynienia z jakimś starym kumplem, niż piękna kobieta (bo mimo wszystko urody jej nie ubywało i jest na czym oko zawiesić!). Oczywiście praca w policji w jakimś tam stopniu ukształtowała jej osobowość, bo mimo XXIw, kobieta nadal trudno zaistnieć w jakichkolwiek służbach mundurowych. Najczęściej sa one niedoceniane, ignorowane, czy stereotypowo wyśmiewane. Po prostu prawo dżungli – przetrwaja najsilniejsi, dlatego też tak bardzo ubolewał, że wsadzili ja za biurko. No ale, jeszcze trochę, dojdzie to siebie i bez watpienia utrze wszystkim nosa! Przynajmniej w tek kwersii Joel będzie za nia trzymał mocno kciuki, bo wiedział, że stać ja na wiele.
- No Jo! Nie rób sobie ze mnie żartów, nawet nie mów, że TY nie dasz rady przerzucić mnie przez ramie i odholować do domu, ehhh – wymamrotał z teatralnym wyrzutem, biorac malutki łyczek piwa rozżalony, że nici z dobrej, pijackiej zabawy. W sumie widok dziewczyny, która ma przerzucone przez ramę, jak worek ziemniaków dwa metry żywego chłopa, byłby dość zabawny. Chociaż faktycznie, lepiej nie ryzykować, nie twierdził, że Moore jest słaba, ale jej kręgosłup może uronić kilka łez pod takim ciężarem.
Czujac kopnięcie, a raczej w odczuciu Fletchera było to jak otarcie stopa, nieco zdezorientowany, zajrzał pod blat, ciekawy co tam się znajduje. Widzac tylko nogi blondynki, uśmiechnał się. – Jeszcze pomyślę, że mnie podrywasz! – zaśmiał się z premedytacja ocierajac się kolanem o ojej nogę. – Mogłaś powiedzieć, że chcesz wyjść z friend zone – Mężczyzna doskonale wiedział, że interesuja ja tylko i wyłacznie kobiety. W końcu była ŻONA o czymś świadczy, bo skoro zaangażowała się w tak poważny zwiazek i to z kobieta, to na pewno ‘licealne eksperymenty’. Tak przynajmniej, może się z nia podroczyć i trochę poddenerwować, tak dawno ja nie widział, wiec trzeba nadrobić ten czas!
- Jakim rumieńcem? Chyba oszalałaś! – obruszył się nieco, czujac się tym samym zdemaskowany i zakłopotany. Jak widać w tych sprawach mężczyzna był tak zręczny jak podczas gotowania, kiedy przypalił pieczeń i aby zapobiec pożaru wywalił brytfannę przez okno. Część jego jaźni, jakby bała się tego, nawet jeśli ludzie podchodzili do tematu LGBT ‘na luzie’.
- A tak w ogóle do jakiej papierkowej robot cię wrzucili – zmienił temat w dość głupi sposób, opijajac swoja orientację dość sporym łykiem piwa, żyjac w iluzji, że nadal nikt nie wie.
 
 
Jo Moore

Wysłany: 2017-07-05, 20:12   
  

  
Jo Moore

  
x


Parsknęła śmiechem, kończac swoje piwo. Oczywiście, że dałaby radę przerzucić go przez ramię, ale nie w tym stanie. Cały czas miała wrażenie, że kawałek śledziony, który w niej pozostał, odkleja się i chlupie wewnatrz. Lekarze mówili, że to normalne po operacji, że przez kilka najbliższych miesięcy będzie czuła się obolała i wypluta, i wprawdzie minał dopiero kilka tygodni, a ona już nie wytrzymywała bez robienia czegoś, w czym mogłaby wyrzucić swoja frustrację. Bieganie, wspinaczka, ekstremalna jazda na rowerze, potrzebowała tego wszystkiego. I w sumie Fletcher dobrze myślał, twarda była z niej babka. Nie tylko służba w policji ukształtowała charakter Moore, ale również życie prywatne, a nie miała łatwo. Matka alkoholiczka, ojciec zginał w katastrofie lotniczej pociagajac za soba prawie dwie setki ludzi, brat popełnił samobójstwo, a siostra zginęła przypadkowo w porachunkach gangów, bo typki pomylili ja z Jo. Ale czas leczył rany i zawsze warto było dać czasowi trochę czasu.
- Pij śmiało, najwyżej wrócimy taryfa - powiedziawszy to, Moore uniosła w górę rękę, żeby przywołać młodego kelnera, po czym zamówiła dwa piwa. Jasne było dla niej, a ciemne dla Joela. Uśmiechnęła się pod nosem czujac, jak mężczyzna ociera się o nia kolanem. - Dobrze wiemy, że nie potrafiłbyś oprzeć się mojemu urokowi osobistemu - puściła do niego oczko. Kokieteryjnie, ale w żartach. Poza tym rzeczywiście niczego jej nie brakowało, bo była wysoka, szczupła, miała piękne, ciemne oczy i uśmiech, przez który miękły kobietom serca. Zreszta facetom też, nie jeden kolega z pracy czuł do niej mięte. Szczególnie małolaci, ci od razu przyjęci na służbę, którzy jeszcze nie wiedzieli o upodobaniach policjantki. - To ty pewnie chciałbyś wyjść ze strefy przyjaźni i skrywasz do mnie silne uczucia pod tym pancerzem twardziela - w tym miejscu blondynka wskazała podbródkiem na fletcherowe ciało. Chciał się droczyć, proszę bardzo, Jo była w tym świetna. Na wzmiankę o papierkowej robocie, machnęła niedbale ręka, jakby ten temat w ogóle nie był interesujacy. No bo nie był, nie dla Moore, która dostawała świra, kiedy tylko musiała usiaść za biurkiem. Te wszystkie rubryczki, miejsca na podpisy, pieczatki, parafki, w dodatku burdel w dokumentacji... Tak, można było dostać pierdolca. - W zasadzie zajmuję się raportowaniem spraw, z którymi nie radza sobie moje dzieciaki - mruknęła, a mianem dzieci określała swoich podopiecznych, czyli wszystkich świeżych, tuż po szkole policyjnej, którzy dostali na służbę wraz z druga tura rekrutacji. - Muszę sprzatać za nich ten cały bajzel, który stworzyli - dodała, ale z uśmiechem. Taka była niewdzięczna rola zastępcy komendanta i w sumie każdy dzień Moore powinien tak wygladać, ale była zbyt uparta, żeby zrezygnować z akcji w terenie. - W straży młodzi też najpierw robia, a potem myśla? - zainteresowała się, chociaż podejrzewała, że każdy, kto zaczynał pracę w służbach mundurowych, był strasznie narwany. Ona też taka była majac te dziewiętnaście lat. Ale z czasem człowiek potrafił wytworzyć ten balans, rozgraniczyć pewne kwestie i trzymać nerwy na wodzy.
[Profil] [WWW]
 
 
Joel Fletcher
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-13, 03:01   

Znajac jej masochistyczne zapędy, Joel w ogóle by się nie zdziwił, gdyby ta beztroskim głosem poinformowała go, że tydzień po operacji skoczyła sobie ze spadochronu, badź bawiła się w inne ekstremalne rozrywki, tak dla zabicia czasu. Ta resztka odklejajacej się i chlupiacej śledziony w jej wnętrzu musi mieć niezły rollercoaster. Tylko współczuć biednemu organowi, bo nie dość, że poszkodowany po jednej z policyjnej akcji, to jeszcze Jo zapewnia dodatkowe atrakcje. Całe szczęście Fletcher nie wiedział o tych ‘niedzielnych sportach’, bo w przeciwnym wypadku humor szybko by go opuścił, ustępujac miejsce nieprzyjemnemu grymasowi. Oczywiście nie obeszłoby się również bez półgodzinnego wykładu, na temat diet, dbania o siebie i odpowiedzialności. Typowa gadka ojca, który gani swoja córkę, bo ta przyszła pijana do domu, a miała się ‘uczyć’ u koleżanki. Co tam, że byli prawie rówieśnikami, a organ nie należał do Joela. Trzeba w końcu dbać o bliskich, czyż nie? Bo jak tak dalej pójdzie, to już może powoli składać na wózek inwalidzki dla Moore, albo w najlepszym wypadku na balkonik.
- Ohh no jak stawiasz taryfę, no to pewnie! – zaśmiał się. Przez to, że dziewczyna nosiła mundur, a ich profesje leżały wyjatkowo blisko siebie, facet nie traktował jej jak ‘koleżankę’. Jest po prostu kumplami to do takiego stopnia, że już prędzej wyobrazi sobie faceta-gliniarza w pełnym makijażu, wysokich obcasach i sukience, niż ja. Dlatego zasada przepuszczania w drzwiach, odsuwania krzesła i płacenia za rachunki omijała ja (no chyba, że Fletcher zaprasza, to wtedy jest zobowiazany do przyjęcia całego paragonu).
Gdy ta przywołała młodego kelnera, Joel zerkał na niego dłużej niż to konieczne. Co prawda nie pożerał go wzrokiem, ale można było dostrzec w tym nutkę desperacji. Strażak ostatnio żył tylko i wyłacznie swoja, wiec chyba od czasu do czasu może sobie pozwolić na dyskretna chwilę słabości, cieszac oczy. Tracac na chwilę watek, dopiero po chwili uśmiechnał się zadziornie.
- Przejrzałaś mnie, przez te wszystkie lata musiałem na coś przelać te uczucie, padło na sztangi – odpowiedział. Droczenie się z ta dziewczyna było czysta przyjemnościa, czasami się zastanawiał jak inni
- weź mi nawet nic nie mów… - pokręcił zrezygnowany głowa, gdy tylko ta odpiła piłeczkę pytajac o jego ‘dzieci’. – Wiesz moi strażacy to naprawdę dobrzy ludzie, myślę że sporo ich nauczyłem i potrafia sobie poradzić w ciężkich sytuacjach – napomknał o swojej drużynie, przedstawiajac ja z jak najlepszej strony, nie zapominajac o drobnych mankamentach, dla równowagi. Joel bardzo lubił swoich ludzi, w końcu pracował z nimi na co dzień, a jako kapitan musi jakoś sobie ‘wychować’ zastęp! Tylko problem w tym, że byli to prawdziwi strażacy, z powołaniem i odpowiednim stopniem na pagonach. Sprawa inaczej wygladała z tymi młodymi, uczacymi się. – Ja nie wiem co się dzieje, jak tak dalej pójdzie, to my spłoniemy kiedyś… - zaczał rozżalonym głosem, biorac ogromny łyk piwa, gdy tylko przyniósł go kelner, odprowadzajac go przy okazji wzrokiem. – Część to sa takie mimozy, że koniec świata, ci ludzie kompletnie nie wiedza co tutaj robia, kręca nosem, nawet z wężem sobie nie radza i placza go jak tylko się da! – poskarżył się policjantce, a na jego twarzy pojawiła się dezaprobata, gdy tylko o tym pomyślał. – i uwierz, wole narwańców, niż takich, co siedza tutaj za karę. Rozumiem, że się dopiero ucza i nie wykazuja musza potrafić, ale oni nawet nie wykazuja chęci nauki… Mam nadzieje, że o tylko taki rok się trafił.
 
 
Jo Moore

Wysłany: 2017-07-13, 10:24   
  

  
Jo Moore

  
x


Oczywiście, że była kumplem i od zawsze w taki sposób również traktowała każdego mężczyznę. A jednak Fletcher mocno zdziwiłby się, jak Moore dobrze potrafi wygladać w mocnym makijażu, sukience i szpilkach. Była bardzo wysoka, dlatego obcas nigdy nie był zbyt duży, inaczej miałaby chyba dwa metry wzrostu. Nie miała też problemów z tym, że nie jest traktowana przez kumpli z pobłażliwościa, nie potrzebowała przepuszczania w drzwiach czy odsuwania krzesła przy stole, a płacić zawsze płaciła za siebie i nie widziała w tym nic dziwnego. No chyba, że to ona coś fundowała, wtedy wykładała pieniadze na stół za wszystkich.
Uśmiechnęła się pod nosem, gdy Joel odbił piłeczkę w kwestii droczenia się. Wychodziło im to z zadziwiajaca łatwościa i Jo musiała przyznać, że sprawiało jej to duża przyjemność. Jemu chyba też, inaczej nie żartowałby chyba w taki sposób. Oczywiście ich relacja nie była tak silna, jak ta między nia i Bishop, która Fletcher zreszta bardzo dobrze znał, w końcu oboje byli strażakami, choć Dylan dawno musiała porzucić pracę ze względów prywatnych. W każdym razie, to ona była najbliższa osoba Moore, była jej człowiekiem i to nigdy miało się nie zmienić. Przeszły razem tak wiele, że musiałby nastapić koniec świata, żeby te dwie rozstały się na dobre. A i to na nic by się zdało, bo pewnie w zaświatach ukręciłby niezła imprezkę.
- Sa młodzi, to nie ich wina - powiedziała odnośnie nowych rekrutów straży pożarnej. Młodzi w policji wcale nie byli lepsi i Jo już watpiła, że spotka jakiegoś człowieka, który będzie nosił z powołaniem. W dodatku większość z nich była po prostu głupia i nieogarnięta, aż Moore zaczynała rozumieć, dlaczego policjanci patroluja ulice miast, łaczac się w pary. Może to prawda, że jeden potrafił pisać, a drugi czytać. Albo nieszczęścia chodza parami. - Nie tylko u was sa mimozy, uwierz. Tegoroczna rekrutacja to jakiś koszmar - Jo upiła łyk piwa i wywróciła oczami. Nawyk przejęła od byłej małżonki, która notorycznie wykonywała ten gest. - Mam wrażenie, że do służby zaciagaja przypadkowych ludzi z ulicy. Jakby ich łapali i za karę kierowali na szkolenia. Przysięgam, że kiedyś strzelę sobie w łeb - w tym miejscu Moore przyłożyła sobie dwa palce do głowy i udała, że naciska na spust. - Mało jest takich z potencjałem, prawdziwych narwańców, którzy za wszelka cenę chca się wykazać. To już nie te roczniki co ty czy ja - mruknęła, umieszczajac sobie papierosa w ustach, a paczkę podsunęła w kierunku Fletchera. Tak na wszelki wypadek, gdyby chciał się poczęstować. Sportowy bar Murphy'ego był jedna z tych knajpek, w których można było palić w środku. To bardzo wygodne, zwłaszcza podczas ogladaniu meczu, kiedy nie trzeba wychodzić w trakcie ważnej, stresujacej akcji.
[Profil] [WWW]
 
 
Joel Fletcher
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-17, 01:17   

Któregoś pięknego dnia Fletcher chyba będzie musiał zaprosić dziewczynę na jakaś niedzielna kolacje, w knajpie, gdzie będa obowiazywały stroje wieczorowe. Bardzo chętnie zobaczy taki widok, a nawet cyknie kilka zdjęć, aby uwiecznić ten moment! To zdecydowanie będzie doświadczenie z serii „niemożliwe? A JEDNAK!”. Tylko przed zorganizowaniem takiego wypadu, sam będzie musiał zobaczyć, czy aby na pewno mole nie zaopiekowały się jego garniakiem, robiac z niego miliard miniaturowych kompletów dla siebie. W końcu trochę głupio będzie towarzyszyć takiej rakiecie, w spranych dżinsach, t-shircie i typowo imprezowej marynarce. Ba! W takim stroju to nawet mogliby go nie wpuścić do środa.
- Daj sobie spokój – zganił ja wzrokiem, gdy tylko ta zaczęła usprawiedliwiać nowych rekrutów, zrzucajac wszystko na młodociany wiek, gdzie życie dorosłe zaczyna zbyt mocno przeplatać się z tym beztroskim i nonszalanckim, tworzac mieszankę wybuchowa. – Co jak ty byłaś rekrutem, to też stałaś jak kołek na środku i liczyłaś kratki na podłodze? – zapytał retorycznie, upijajac kolejny spory łyk ciemnego piwa, aby przypadkiem nie nakręcać zbyt mocno, narzekajac coraz donośniej na bandę gówniarzy. Jeszcze przyjdzie co do czego, a młodzi z jego remizy zrobia typowa melinę, w której odbywaja się niezapomniane imprezy.
- No właśnie i o to mi chodzi! – odpowiedział nieco bardziej ożywiony. – Pamiętam, że jak byłem w ich wieku, to już rok wcześniej przygotowywałem się do tych wszystkich testów sprawnościowych, aby wypaść jak najlepiej, a im jak się każe kilka pompek zrobić to miny maja jakby kilka ton węgla czekało do przerzucenia z kupki na kupkę. – westchnał głośno. Niestety Joel należał do tych pedagogów-choleryków, którzy potrafia naprawdę wiele nauczyć i w odpowiedni sposób przekazać nabyta wiedzę i doświadczenie, ale bez konkretnych wrzasków i ryków się nie obejdzie. Niejednokrotnie jeden ze strażaków mu mówił, że powinien zostać wokalista jakieś black metalowej kapeli, albo mieć przy sobie jakiegoś sanitariusza, co palcami krew zatamuje jak mu tętnica szyjna z nerwów strzeli.
Kuszac się na jednego papierosa, mężczyzna wział jedna fajkę, po czym od razu podziękował. Joel palił naprawdę sporadycznie, tylko na jakiś większych spotkaniach, badź podczas bardziej stresujacego okresu w życiu. Tak to jedna paczkę miał naprawdę długo, a i tak większość rozdał, niż sam spalił.
- A co była żona zaczęła bawić się w stalkera? – zapytał, majac nadzieje, że temat zwiazków nie odbije się w jego stronę. W końcu był wolny, nie miał żadnej DZIEWCZYNY.
 
 
Jo Moore

Wysłany: 2017-07-17, 20:21   
  

  
Jo Moore

  
x


- Nie stałam jak kołek - odparła Moore, co było absolutnie zgodne z prawda. Doskonale pamiętała, jak podczas pierwszych dni służby za wszelka cenę chciała pokazać, na ile ja stać. Była narwana, napalona, ciekawska i niejednokrotnie karcono ja za to, że wychyla się z szeregu przed innych. Ale nie istniało nic, co mogłoby podciać jej skrzydła. Nic, ani nikt. Kiedy zaczynała służbę, była jedna z dosłownie kilku kobiet, które zaciagnęły się do służby mundurowej. Te trzynaście lat temu selekcja była ogromna i trzeba było być naprawdę dobrym, aby móc rywalizować z mężczyznami. Jo zaciagnęła się papierosem i posłała Joelowi lekki, aczkolwiek bardzo szczery uśmiech. - Na sprawnościówkach byłam najlepsza i żaden mięśniak, który srał wyżej niż miał dupę, nie mógł się ze mna równać. Miałam tę przewagę, że oni mieli tylko kupę mięśni, a ja szybkość i zręczność. I długie nogi - wymownie spojrzała na blat stołu, pod którym skrywała zgrabne kończyny. - Przeskakiwałam wszystkie przeszkody niczym łania - policjantka zaśmiała się i zaciagnęła papierosem. Skinęła głowa na podziękowania Fletchera za fajkę. Nie miała problemu, żeby częstować innych czymkolwiek, a już na pewno nigdy nie żałowała fajek. Poza tym Fletcher nie był kimkolwiek, znali się zbyt długo, aby mogła wrzucić go do worka z nalepka po prostu znajomi. Na wzmiankę o byłej małżonce, Moore skrzywiła się nieznacznie i zamilkła na moment. Temat April nie był drażliwy, dawno pogodziła się z rozstaniem i chociaż miały być na zawsze, były tylko na chwilę. Ludzie odchodzili, nieważne w jaki sposób. Uciekali, umierali, znikali i Jo zdażyła do tego przywyknać. - Raczej znowu broi - mruknęła, wiedzac, że nie raz wspominała Fletcherowi o wybrykach swojej żony. April miała charakterek, poza tym bywała opryskliwa i agresywna wobec innych i dosyć często pakowała się w kłopoty, z których prawie zawsze wyciagała ja Jo. - Pojawiła się znikad i trafiła do aresztu. Już dwa razy musiałam ja przyskrzynić - w głosie pani komendant nie dało się wyczuć żadnego poczucia winy czy żalu. Zrobiła to, co uważała za słuszne i należało do jej obowiazków. Poza tym, cholera, z April już nic ja nie łaczyło. W końcu blondynka dopaliła papierosa i wcisnęła go do, stojacej na stoliku, popielniczki, po czym szturchnęła stopa Fletchera. - A co z toba? Masz kogoś? - zapytała i zaśmiała się w duchu, choć jej twarz nie skrywała żadnych emocji. Doskonale wiedziała, że Joel lubi też facetów i szkoda, że tak to przed nia ukrywał, bo przecież mógł pogadać z nia o wszystkim, a ona nie sprzedałaby tego dalej. Właśnie w Moore fajne było to, że można było na niej polegać i nigdy nie zawodziła ludzi, przynajmniej nie specjalnie.
[Profil] [WWW]
 
 
Joel Fletcher
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-18, 16:13   

- No właśnie! – odpowiedział ożywiony, przytakujac dziewczynie. Joela poczatki w straży pożarnej wygladały niemalże identycznie. Mimo braku doświadczenia, nigdy nie stał jak zaczarowany, patrzac w sufit z melancholijnym wyrazem twarzy, czekajac na zbawienie. Zawsze było go wszędzie pełno, a po niecałych dwóch miesiacach pchał się do tych najbardziej niebezpiecznych akcji. Trochę było to głupie i nadgorliwe, ale wówczas nie przemawiała przez niego chęć popisania się i udowodnienia swojej zajebistości, tylko naprawdę był w ten temat cholernie zaangażowany. Robił to z czystego powołania, a wiadomo, gdy wkłada się w coś całe swoje serce, to chce się być w tym jak najlepszy! Nawet jeśli będzie trzeba wylać przy tym hektolitry potu, łez i krwi.
Słyszac jej przygodę ze sprawnościówkami, uśmiechnał się zadziornie. Brzmiało to jak wyzwanie. Jeszcze trochę, a rękawica zostanie rzucona! Szczególnie, że Joel uwielbiał rywalizacje na płaszczyźnie sportowej i chętnie zmierzyłby się w kilku dyscyplinach z dziewczyna.
- No nie watpię, z twoimi nogami po szyje – pochwalił jej atut. – Wiesz siła jest równie potrzebna co szybkość – zaczał bronić tych wszystkich mięśniaków, czujac solidarność plemników. W końcu patrzac na to z perspektywy strażaka, było to niezwykle ważna umiejętność. Facet musi w stu procentach liczyć na siłę własnych mięśni. Nie może z czymś sobie nie dać rady, bo jest to za ciężkie. Tyczyło się to głównie z wynoszeniem ludzi z płonacych budynków, gdzie po utracie przytomności taki delikwent może ważyć dwa razy więcej. Podobnie było z wypadkami samochodowymi, kiedy ma się rękę na pulsie i trzeba natychmiast działać, wyłamać drzwi samochodowe, podnieść coś okropnie ciężkiego, aby wydostać poszkodowana osobę.
- Czyli bez większych zmian – skwitował, wsuwajac papierosa między waskie wargi, po czym odpalił go, zaciagajac się dymem tytoniowym. Moore faktycznie miała cierpliwość nie z tej ziemi. Gdyby Fletcher był na jej miejscu, prawdopodobnie już dawno wyladowałby za kratkami z zarzutem o morderstwo. Nigdy tego nie mógł pojać, jak z pozoru ukochana osoba, dla której by się gwiazdy z nieba pościagało i góry przenosiło, potrafi tak bardzo krwi napsuć, prowadzac do swoistej destrukcji emocjonalnej. Może dlatego, że blondyn jeszcze nigdy nie był w poważnym zwiazku – no nic wszystko jeszcze przednim. Oby tylko nie napatoczył się na nieodpowiednia osobę – Żartujesz! Przyskrzyniłaś własna laskę? – zaśmiał się, chcac zobaczyć ten widok, kiedy Jo wykręca jej ręce za plecy i prowadzi do radiowozu, a ta z zszokowana mina nie wie co się dzieje myślac, że wszystkie przewinienia ujda płazem, bo ma się ‘wtyki’ w policji.
- A ja nadal wolny strzelec – również dopalił do końca papierosa, robiac przy tym krótka pauzę, jakby zastanawiał się co teraz powiedzieć. – Coś nie mogę sobie nikogo znaleźć – przyznał się. Joel ufał dziewczynie, a o swojej orientacji nie mówił, bo po prostu z automatu czuł się wtedy oceniany i to w dość nieprzyjemny sposób. Może po prostu wynikało to z tego, że nie miał z kim o tym pogadać? Z każdym problemem sercowym musiał sam sobie radzić.
 
 
Jo Moore

Wysłany: 2017-07-19, 08:41   
  

  
Jo Moore

  
x


Mówili tak, jakby mieli po co najmniej sześćdziesiat lat i że przecież, kiedy oni byli młodzi i za ich czasów to było inaczej i lepiej. A przecież odkad zaczynali swoje praktyki i staże minęło ponad dziesięć lat, aż dziw, że tyle mogło się od tego czasu zmienić. Młodzi nie szli już do służb mundurowych z powołania, dostawali się do pracy po znajomości, często byli też rozpieszczonymi dzieciakami bogatych rodziców, którzy wszędzie mieli swoje wtyki. Zarówno Moore, jak i Fletcher ciężko zapracowali sobie na swoje stanowiska i to nie byle jakie - ona była zastępca komendanta głównego policji, on - kapitanem straży pożarnej. Mieli cele, motywacje, byli zahartowani w bojach, a życie niejednokrotnie płatało im figle. I to tak bardzo, że teraz Jo saczyła sobie piwo z kawałkiem śledziony. Skoro już ustalili, że ona miała nogi po szyję, a on ogromna siłę, policjantka sięgnęła po kolejnego papierosa i wywróciła oczami.
- To nie jest już moja laska - zauważyła, zreszta całkiem słusznie i wymierzyła fajka w swojego towarzysza. - Gdyby nie zasłużyła sobie na to, nie musiałaby spędzać łacznie prawie dwóch tygodni na dołku - po tych słowa, Moore wzruszyła ramionami i odpaliła papierosa, którym przed momentem wymachiwała. Nie bez przyczyny jej była małżonkę koledzy z pracy przywozili na komisariat, odkad ponownie pojawiła się w Brentwood, dwukrotnie zdażyła się awanturować i to do tego stopnia, że ktoś wezwał mundurowych. To nie była też wina Jo, że właśnie wtedy była zmuszona pełnić służbę na posterunku, choć tak bardzo nienawidziła pracy biurowej. Zmrużyła oczy i przyjrzała się uważni kumplowi, który ewidentnie coś ściemniał. Szkoda, że nie chciał powiedzieć o co chodzi, bo chociaż Moore posiadała swój rewelacyjny gejradar, to jednak nie chciała sama ciagnać mężczyznę za język. - No to koniecznie musimy ci kogoś znaleźć - zarzadziła i zaczęła rozgladać się po barze. Swatka była z niej marna, ale zawsze warto spróbować. - Co powiesz na nia? - wskazała podbródkiem, na siedzaca przy stoliku przy oknie, młoda, rudowłosa dziewczynę. W mniemaniu Jo była całkiem atrakcyjna, no i te lśniace, rude włosy! Ponownie zerknęła na Joela, wyczekujac jego reakcji. Może wolałby, żeby przy sasiednim stoliku siedział przystojny, rudowłosy młodzieniec, ale tak się składało, że w tego popołudnia w barze dominowała płeć piękna. Poza tym policjantce od poczatku znajomości z Fletcherem wydawało się, że mężczyzna gra raczej do obu bramek, niżeli do tej jednej, konkretnej. I dobrze, tym sposobem miał dwa razy większe szanse na znalezienie odpowiedniej osoby, a może nawet prawdziwej miłości.
Posiedzieli jeszcze trochę, wypili kilka piw i oboje na własnych nogach i bez wsparcia udali się do swoich domów.

/zt x2
[Profil] [WWW]
 
 
Blaise Sanders
[Usunięty]

Wysłany: 2017-08-22, 17:18   

Dzień w którym Blaise się nie spóźnił należało gdzieś zapisać. Normalnie to się nie zdarzało, ale to tylko wyjatek, który potwierdzał regułę. No dobra, już bez przesady. Skończył robotę wcześniej, bo coś mu się pomieszało. Zdażył zaliczyć szybki prysznic i mało smaczny obiad w szpitalnym bufecie, ale to i tak lepsze niż coś co przyrzadziłby sobie sam, więc nie narzekał. Do domu nie chciał zachodzić, bar był o wiele przyjemniejszym miejscem.
Nie zagrzał miejsca przy barze na długo. Stół bilardowy zdawał się przyciagnać Blaisea zaraz po tym jak wszedł do baru. Przynajmniej czas zleci mu szybciej i nie będzie patrzył co chwilę na zegarek jak głupek. Z Austinem spotkał się więcej niż kilka razy i wciaż mu było mało. Nie chodziło tylko o pieprzenie, chłopak miał do zaoferowania dużo więcej poza przystojna twarzyczka. Lubił z nim gadać, lepiej go poznawał i nie nudził się w jego towarzystwie. Nie ważne co robili, zawsze przyjemnie spędzał z nim czas. Dlatego wolał się czymś zajać niż zerkać w stronę drzwi czy to przypadkiem nie Austin przez nie wchodzi. Rozstawił bile i wprawnym ruchem je rozbił. Skrzywił się lekko, bo nie poszło do końca tak jak się spodziewał, ale co się dziwić, dawno nie grał. Upił łyk piwa i przeszedł wokół stołu, aby trochę przypomnieć sobie jak należy trzymać kij. A na pytanie jakiejś dziewczyny czy może się przyłaczyć odburknał, że czeka na kogoś. Nie była w jego typie. Może zrobił to mało przyjemnie, ale nie miał ochoty męczyć się z gadka i udawać, że chce ja w ogóle poznać.
Przy ostatnich bilach, które zostały na stole szło mu o wiele lepiej niż na poczatku. Nie potrzebował dużo, aby przypomnieć sobie jak należy w to grać.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 8