Poprzedni temat «» Następny temat
Nisa Local
Autor Wiadomość
Skylar Quinn






Wysłany: 2018-02-12, 18:19   

/przed walentynkami z nie swoja dziewczyna (Camden)/
Wpatrywała się w butelki rzadkiem rozstawione w lodówce zastanawiajac się, na co dzisiaj miała ochotę. Whisky czy wódka? Dzień zaczęła od kawy lekko doprawiona whisky i jakiś cudem przetrwała resztę dnia bez procentów zbyt zajęta praca by móc myśleć o alkoholu. Kogo ona chciała oszukać? Pragnęła go non stop. Za każdym razem, gdy coś jej nie wychodziło albo cieszyła się z udanej próby trenowanego aktora, miała ochotę zapić to kolejka lub pięcioma. To była potrzeba, która ostatnimi czasy znów się nasilała i choć miewała przebłyski, chwile narastajacej siły, że znów pójdzie na AA rzucajac cholerstwo, to wszystko musiało się chrzanić. Przez alkohol podejmowała wiele złych decyzji, była winna pomyłkom i chwilowo utraconej reputacji ludzi, którzy na to nie zasłużyli. Gdyby nie piła, gdyby nie musiała tego robić, to wszystko bez watpienia wygladałoby inaczej. Skad to wiedziała? Bo doświadczyła przez ponad osiem lat trzeźwości, o której myśl przypomniała, jak przez jedna osobę zrujnowała ten czas.
Wybrała wódkę.
Światła zgasły w chwili, gdy cicho zamknęła lodówkę. Uniosła spojrzenie marszczac brwi i odwróciła się za siebie próbujac dostrzec coś w małym świetle urzadzeń chłodzacych za nia. Nie było ciemno jak w piwnicy. Światło jednej latarni z zewnatrz wskazywało drogę do wyjścia, gdzie też poszła sadzac, że to tylko jakaś awaria. Przystanęła przy kasie zostawiajac butelkę na czarnej taśmie, ale wokoło nikogo nie było.
- Czy ktoś tu pracuje?! – zawołała bez cienia złości w głosie. Nie śpieszyło jej się, ale zgaszone światła i brak żywej duszy wokoło zaczał ja niepokoić. – Nie, to nie. – westchnęła ciężko idac w stronę drzwi, ale nie wzięła wódki, która najwyżej kupi w innym sklepie. Gwałtownie zatrzymała się przy drzwiach, które nawet nie drgnęły. Zrobiła krok w tył i do przodu. Dwa w tył i znów do przodu. Nic. – Halo! Tu sa ludzie! Jeden człowiek, ale was to pewnie nie obchodzi. – najpierw zawołała, na koniec mamroczac do samej siebie. Przeszła nieco na bok by poszukać przejścia do zaplecza, ale zamiast tego dostrzegła jakiś ruch między regałami. – Przepraszam, ale jeśli pan pracuje w tym sklepie to.. – urwała w chwili, gdy światło z ulicy rozjaśniło twarz nieznajomego na wózku. – Isidore? – nie była pewna. Długo go nie widziała. – Isidore Litchfield? – i ten wózek.. to naprawdę on? – Skylar Quinn, przyjaźniła się z twoim bratem. – mógł jej nie poznać zwłaszcza, że straciła sporo ciała i już mieściła się w drzwiach (śmiechem żartem.. on teraz już nie.. to było słabe #czarny humor).
_________________

    by Sky z serii: Lesbijstwo w czasach kryzysu.
[Profil]
 
 
Isidore Litchfield








38

sprzedawca w audio t

żona mu umarła, ale stara się ogarnąć

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam





Wysłany: 2018-02-15, 09:27   
  

  
Isidore Litchfield

  
we've been dancing with mister brownstone


Przez dłuższa chwilę wpatrywał się w kartonowa reklamę psiej karmy z nadzieja, że wkrótce światła rozbłysna na nowo, a on będzie mógł kontynuować swoje zakupy, spokojny i szczęśliwy, iż udało mu się dobić niesamowitego targu, na którym zaoszczędził ponad pół funta. Po dziesięciu sekundach zaczał się niecierpliwić, a po dwudziestu westchnał ze zrezygnowaniem, zastanawiajac się nad tym, co było gorsze - próba wydostania się spomiędzy tych regałów po ciemku czy żałosne wołanie o pomoc? Zanim jednak zdażył dokonać wyboru, usłyszał jakiś głos, który powoli stawał się coraz głośniejszy. Nie był tutaj sam - to już jakiś sukces. Teraz pozostało mieć nadzieję, że przemawiajaca osoba była kimś, kto wiedział o co w tym wszystkim chodziło, i kto miał możliwość przywrócenia światła... albo po prostu wskazania Izzy'emu drogi do wyjścia, nieważne. Z obu opcji cieszyłby się tak samo.
Zmarszczył brwi, aby lepiej dostrzec zbliżajaca się w jego kierunku kobietę. Gdyby nie jej słowa, prawdopodobnie wziałby ja za ekspedientkę albo przynajmniej przypadkowa klientkę, która widział po raz pierwszy na oczy. Zmieniła się, co z jednej strony było zasługa jej własna (ostatnim razem była przynajmniej dwa razy większa, chyba że to on miał jakieś problemy ze wzrokiem), a z drugiej - upływajacego czasu (no bo kiedy widział ja po raz ostatni? nie potrafił sobie przypomnieć...). Najwyraźniej jednak on nie zmienił się aż tak bardzo, ponieważ całkiem szybko został poprawnie rozpoznany.
- Skylar! - niedowierzanie w jego głosie świadczyło o tym, że gdyby kobieta się nie przedstawiła, Isidore naprawdę by jej nie poznał. - Tak, pamiętam. Cześć. Przepraszam, zmieniłaś się - dopiero po chwili zorientował się, że palnał głupotę (tak, brawo Izzy, ludzie zmieniali się na przestrzeni lat, medal za spostrzegawczość) i parsknał cicho. - To nie było specjalnie odkrywcze, bo ja też, ale rozumiesz... - machnał ręka, przypadkowo stracajac wystajaca z półki paczkę sosu w proszku, która upadła na podłogę z cichym szelestem. Isidore powiódł za nia wzrokiem i odruchowo schylił się, aby ja podnieść, ale manewr okazał się niemożliwy do zrealizowania, bo ręce Izzy'ego nie dały rady dosięgnać do straconego produktu, więc wyprostował się po chwili z wymalowanym na twarzy zażenowaniem. - No, o tym mówię. - Czy przyznawali tu jakieś nagrody pocieszenia za nieudane żarty z samego siebie? - Wiesz co tu się dzieje? - Zmiana tematu recepta na całe zło. - Jakaś awaria czy...? - Prawdę mówiac, kompletnie nie wiedział skad wzięło mu się to, że Skylar mogłaby mieć jakieś pojęcie na temat źródła ciemności, która zapadła w sklepie przed kilkoma minutami. Chyba po prostu liczył na to, że w ten sposób uda mu się szybko zmienić temat albo przynajmniej zapomnieć o szeregu gaf, które palnał dosłownie przed chwila.
_________________
ISIDORE LITCHFIELD
No remorse and no regrets for what I've done and what I've said. isn't life lived right at the edge? and when it's not, that's when you're dead. © by anaëlle.
[Profil]
 
 
Skylar Quinn






Wysłany: 2018-02-16, 11:28   

W pierwszej sekundzie uznała, że nie powinna być zaskoczona widokiem Litchfield’a w Brentwood, tak jakby to miasteczko już powoli stawało się jej domem i czuła w nim, jak w Londynie, z którego oboje pochodzili. Właśnie, powinna być zdziwiona, bo ani jego ani jej nie powinno tutaj być. Londyn to miejsce, gdzie się wychowali i choć po wielu latach dużo mogło się zmienić to człowiek nie brał pod uwagę napotkania dawnej znajomości (młodzieńczego crushu) w sklepie w miasteczku, których sporo wokół stolicy i na całej wyspie. A jednak, trafili do tego samego miejsca i do jednego sklepu w momencie gdy zaczęła się apokalipsa.
Podjęła się podwójnej próby zareagowania, lecz przez jego słowa i stracona paczkę skończyło się jedynie na uchyleniu warg, które w końcu ułożyły się w grymasie uśmiechu.
- Chciałoby się powiedzieć, że awaria pradu, ale.. – obejrzała się za siebie w stronę latarni, której światło z ulicy wkradało się przez szklane drzwi, a potem na lekko oświetlone lodówki na drugim końcu alejki. – ..ta opcja odpada. – dokończyła robiac parę kroków w jego stronę by móc podnieść stracona paczkę i odstawić ja na miejsce. – Też się zmieniłeś. – skoro on palnał gafę to Sky też mogła. Ot, by nie czuł się głupio. – Wyprzystojniałeś i oczy masz jakby ‘madrzejsze’. – stwierdziła, chociaż w tej pół ciemni ciężko stwierdzić to w stu procentach. – Dawniej też miałeś urok. Złamałeś mi serce wiesz? – młodszy Litchfield na pewno kiedyś opowiedział o tym bratu, bo nie ma to jak wspominać dawne czasy przy drineczku albo w melancholijne wieczory.
Nie o tym jednak powinni teraz dyskutować, co Quinn uświadomiła sobie, gdy ponownie napotkała spojrzenie Isidore’a. Odwróciła się za siebie, na kasę, gdzie zostawiła butelkę alkoholu, ale o niej też nie powinna teraz myśleć. Procenty zajmowały jej myśli częściej niż seks a była kobieta z wybuchowym libido, więc mogła odstawić ów potrzebę na minutę lub dwie.
- W sklepie nikogo nie ma, ale sprawdzę na zapleczu. – machnęła ręka w kierunku, gdzie wcześniej dostrzegła przejście na tyły. – Zaraz wrócę.nie odjeżdżaj za daleko. Przeszła na bok, druga alejka kierujac się na koniec sklepu, gdzie natrafiła na drzwi, pchnęła je.. i nic. Zero reakcji. Pchnęła raz jeszcze. Naparła na nie ramieniem i nadal żadnej reakcji. Zamknięte.
- Chyba utknęliśmy! – umyślnie zawołała w przestrzeń sprawdzajac zarazem, czy w sklepie był ktoś jeszcze. Nikt inny się nie odezwał. – Coś musiało pójść bardzo nie tak, bo chyba nikogo innego tutaj nie ma. – mówiła głośno wracajac w kierunku, gdzie zostawiła Isidore’a. – I dasz wiarę, że po drodze do sklepu rozładował mi się telefon? – nawet nie miała jak zadzwonić po pomoc, więc w tej kwestii cicho liczyła na mężczyzna nadal nie wierzac w to, co właśnie miało miejsce. Jeszcze to do niej nie docierało i ciagle myślała o pozostawionej przy kasie wódce.
_________________

    by Sky z serii: Lesbijstwo w czasach kryzysu.
[Profil]
 
 
Isidore Litchfield








38

sprzedawca w audio t

żona mu umarła, ale stara się ogarnąć

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam





Wysłany: 2018-02-17, 15:03   
  

  
Isidore Litchfield

  
we've been dancing with mister brownstone


Pokiwał głowa z kwaśnym uśmiechem. Tak, awaria pradu zdecydowanie odpadała. Co w takim razie? Może znajdowali się w środku jakiegoś przestępstwa, a w jakiejś alejce z pieczywem leżał wykrwawiajacy się szef przypadkowej firmy, który zadarł z niewłaściwymi ludźmi? Może Isidore i Skylar, których obecność przeszkodziła mordercy w dokonaniu przestępstwa, mieli zostać następnymi ofiarami? Ta opcja była trochę absurdalna i pewnie nadawałaby się bardziej do jakiegoś filmu, ale hej, po świecie chodzili różni wariaci.
Słyszac kolejne słowa Sky, szybko zapomniał o swojej mrocznej teorii, wpuszczajac na twarz autentyczny, rozbawiony uśmiech.
- Daj spokój, bo się zarumienię. - Jakby nie patrzeć, z nich dwóch to Quinn zmieniła się bardziej. Przynajmniej w sensie wizualnym, bo jeśli chodzi o inne aspekty to cóż, przodował prawdopodobnie Isidore.
Na wieść o złamanym sercu pozwolił sobie na krótki śmiech. O ile dobrze pamiętał, Odilon faktycznie wspomniał coś kiedyś o młodzieńczym zauroczeniu Sky, ale Izzy traktował tę historyjkę z przymrużeniem oka, wiedzac, iż brat lubił koloryzować.
- Przepraszam. - Nie jego wina było to, że jako nastolatek rozgladał się tylko za chłopakami, jednak przeprosiny jakimś trafem wydawały mu się najbardziej odpowiednie. - Mam nadzieję, że to nie trwało długo? - Po części był zwyczajnie ciekawy, w końcu nie codziennie słyszało się takie rewelacje.
Skinał głowa i rozgladnał się dookoła, gdy Skylar odeszła w celu sprawdzenia, czy była tutaj jakakolwiek żywa dusza prócz nich. Z powodu swojej pozycji nie udało mu się zobaczyć wiele - od czasu wypadku pełne przeróżnych produktów regały sklepowe znacznie urosły, więc ostatecznie Izzy westchnał tylko i podjechał trochę do przodu, nadal z koszykiem, jakby oczekiwał, że wkrótce wszystko się wyjaśni. Kiedy Skylar wróciła i oznajmiła, iż faktycznie znajdowali się tutaj całkiem sami, trudno mu było porzucić te nadzieje.
- Kto o zdrowych zmysłach zamyka ludzi w sklepie? - Zmarszczone brwi świadczyły o tym, że Izzy właśnie rozważał prawdziwość istnienia mózgu sprzedawcy, którego kilkanaście minut temu minał przy kasie, rozpoczynajac zakupy. Może to wszystko to był jakiś kawał? Może ktoś próbował ich nastraszyć, aby uczynić ich hitem internetu? Izzy pamiętał, jak pracował w radiu, a jego koledzy po fachu przechwalali się odnośnie tego, kogo udało im się wkręcić na antenie. Może tutaj chodziło o coś podobnego? Średnio zabawne, ale ludzie robili różne dziwne rzeczy.
- W porzadku, mam swój. - Poklepał się po kieszeniach i odetchnał, gdy w jednej z nich poza portfelem i kluczami wyczuł kształt komórki. Wyjał ja, a potem spojrzał na Skylar, niepewien tego, co powinien był zrobić. - Mam zadzwonić pod numer alarmowy? - zapytał, aby się upewnić. Gdyby on siedział po drugiej stronie i dostał podobny telefon, poczatkowo na pewno nie wziałby go na serio, stad też to całe wahanie. Coś mu jednak podpowiadało, iż nie mieli innych alternatywnych wyjść z tej niekomfortowej sytuacji. No chyba że gdzieś w sklepie znajdował się numer do kierownika (watpliwe) albo ochrony (bardziej prawdopodobne), o ile takowa w ogóle posiadali. - Wiesz co? Trzymaj - to mówiac, podał jej swoja komórkę. - Ciebie na pewno prędzej wezma na serio. - Po wszystkich tych razach, gdy robił sobie z ludzi telefoniczne żarty, watpił, aby w obliczu naprawdę podbramkowej sytuacji potrafił zachować wiarygodność. Pewnie w połowie rozmowy zaczałby się śmiać albo ironizować, co doprowadziłoby do tego, iż osoba po drugiej stronie słuchawki wzięłaby go za znudzonego nastolatka albo zwyczajnie pijanego gościa, który szukał rozrywki.
_________________
ISIDORE LITCHFIELD
No remorse and no regrets for what I've done and what I've said. isn't life lived right at the edge? and when it's not, that's when you're dead. © by anaëlle.
[Profil]
 
 
Skylar Quinn






Wysłany: 2018-02-17, 18:24   

- Nie masz za co. – machnęła ręka jakby to było nic takiego. Dla nastoletniej Sky było, ale teraz patrzyła na wszystko z dystansem. Wszystko się zmieniło a oni żyli dalej. – Może nadal trwa? – puściła do niego oczko i po chwili pozostawiła samego pozwalajac by zachodził w głowę, czy kłamała czy jednak robiła sobie jaja. Ciężko stwierdzić. Libido Quinn momentami osiagało taki poziom, że nie panowała nad odruchami i flirtami nawet z mężczyznami (musiała na kimś rozładować energię), chociaż seks z nimi nie dawał jej radochy tak bardzo jak ciało pięknej kobiety obdarowywane mokrymi pocałunkami. Czemu nie utknęła tu z jakaś babka? Bo miała dziewczynę. No tak, jeden z wybitnych mózgów na świecie leżał teraz pocieszony w sypialni sadzac, że Skylar wróciła już do domu.
- Następne pytanie. – bo na to akurat nie znała odpowiedzi, chociaż automatycznie pomyślała o pani doktor, Camden Stewart, która na pewno rozwinęłaby temat. Tak, umiałaby na to zareagować w bardziej rozsadny i naukowy sposób niż ta dwójka, która postanowiła zadzwonić na numer alarmowy z nadzieja, że ktoś weźmie ich na poważnie.
- Jestem blondynka. – nie próbowała się bronić, bo od razu wzięła telefon w dłonie, ale ciężko stwierdzić kogo wzięliby na poważniej. Kalekę czy blondynkę alkoholiczkę ze skłonnościami do agresji?
- Numer alarmowy słucham? – odezwał się głos po drugiej stronie.
- Dzwonię ze sklepu Nisa Local w Brentwood. Doszło do.. pomyłki i ktoś nas tutaj zamknał. – wyjaśniła szybko po chwili rozumiejac, jak to wszystko mogło brzmieć.
- Gdzie was zamknięto? Ile osób jest z pania? Czy ktoś jest ranny?
- Nie, nie. Pani źle mnie rozumie. Nikomu nie dzieje się krzywda. Ktoś zamknał mnie i kolegę w sklepie.
- Kto? Czy ma broń?
Pytanie telefonistki zabrzmiało w jej uszach drażniac jedna ze strun, której nie powinno się tykać, bo z tego właśnie powodu sklep wypełnił się rozbawionym śmiechem Quinn. Ludzie dzwonia z różnymi problemami, zapewne w tej chwili ktoś umiera albo dławi się orzeszkiem a ona.. ja i Isidore’a jakiś ćwok zamknał w sklepie uprzednio zapominajac sprawdzić, czy już wszyscy wyszli. W końcu zrozumiała, jak komicznie to wygladało.
- Proszę pani, jeżeli to żart..
- Nie, to żaden żart. Mówię poważnie. Robiłam zakupy i… Halo? – zmarszczyła brwi patrzac na ekran telefonu, z którego zniknęła ikonka z połaczeniem. – Nie była zbyt rozmowna. – wytłumaczyła oddajac telefon Litchfieldowi nie kryjac skruchy z powodu nieudanej rozmowy. – Muszę się napić. – oznajmiła na głos w końcu poddajac się myśli o butelce leżacej przy kasie. Po drodze zgarnęła colę ze stoiska promocyjnego tuż przed Walentynkami, bo napój łaczył nie tylko w święta Bożego Narodzenia. – Może spróbujemy uruchomić alarm? – rzuciła tuż przed otwarciem wódki, której zapach popieścił Quinnowa duszę. Po upiciu łyka czystej wyciagnęła rękę proponujac ja mężczyźnie, który najpewniej był niedaleko, bo przecież nie został sam jak palec między pułkami. – Zanim wymyślimy coś genialnego to mogę ci zadać pytanie? – nie musiała się starać być grzeczna. Była taka. Szanowała cudze nieszczęście, czego bez watpienia nauczyła się przez lata uczęszczania na AA. – Jak to jest? – znaczac spojrzała na wózek i powróciła spojrzeniem do góry by natrafić na wzrok swego dawnego zauroczenia. Nadal miał coś w sobie i zapewne gdyby nie jej preferencje to wykorzystałaby ten czas na czym innym niż pogaduszki. Wózek jej nie przeszkadzał. Libido nie miało oczu ani rozumu.
_________________

    by Sky z serii: Lesbijstwo w czasach kryzysu.
[Profil]
 
 
Isidore Litchfield








38

sprzedawca w audio t

żona mu umarła, ale stara się ogarnąć

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam





Wysłany: 2018-02-21, 01:36   
  

  
Isidore Litchfield

  
we've been dancing with mister brownstone


Podejrzewał, że Sky nie chowała wobec niego urazy, byli w końcu dorosłymi ludźmi, którzy już dawno przetrawili swoje nastoletnie zauroczenia czy miłostki, ale i tak czuł się trochę winny za młoda, niedojrzała wersję siebie, zapatrzona w narkotyki do krytycznego stopnia. Był świadomy tego, jak wiele głupot popełnił w tamtym okresie i cóż, zawsze wolał przeprosić.
- O, taka opcja byłaby interesujaca - powiedział pół żartem, pół serio, pozwalajac sobie na śmiech, gdy Skylar puściła do niego oczka. Dobra była! Czasami Isidore zachodził w głowę, dlaczego Odilonowi zawsze trafiali się tacy przyjaciele, podczas gdy on sam nie mógł pochwalić się żadna znajomościa, której staż przekraczałby dziesięć lat, a potem przypominał sobie, że jedyne, co obchodziło go w tamtym czasie, to heroina i od razu krzywił się z rozczarowaniem. No cóż, tyle tylko, iż będac w Londynie udawało mu się czasami natknać na jakichś starych klientów, którzy w dziewięćdziesięciu procentach przypadków w ogóle go nie pamiętali. Można było się z tego pośmiać. Przez łzy co prawda, ale chyba nie zostało mu nic innego.
- Jak im to powiesz to może przyjada szybciej - zaproponował, patrzac na Sky wymownie. Ponoć przekształcanie wad w swoje mocne strony potrafiło zdziałać naprawdę wiele i Izzy liczył, że Skylar uda się zrobić pożytek z bycia blondynka. Niestety po wymianie kilku zdań, Quinn parsknęła śmiechem, co na pewno osłabiło ich wiarygodność. Isidore zmarszczył brwi ze zmartwieniem, gdy kobieta odsunęła telefon od ucha. Dlaczego miał w ogóle nadzieję, że ktokolwiek weźmie ich na serio i postanowi przybyć z odsiecza?
Chwyciwszy za komórkę, wahał się przez chwilę, czy nie powinni spróbować jeszcze raz, ale ostatecznie odłożył ja do kieszeni, zrezygnowany. Chyba nie mieli spędzić tutaj całej nocy? Nie znajdował się w najlepszym położeniu do urzadzania sobie biwaku gdziekolwiek, a już na pewno nie w sklepie spożywczym.
Z zamyślenia wyciagnęły go słowa Skylar, na które zareagował zmarszczeniem brwi. Piła? Znowu? Przecież poszła na odwyk, wtedy, jeszcze w Londynie. Chyba że coś pomylił, ale wydawało mu się, że Odilon coś kiedyś o tym wspominał. Cholera, jego pamięć była pełna dziur.
- Uruchomić alarm - podchwycił, otrzasajac się z rozmyślań. - Tak, może to ruszy ich bardziej niż normalny telefon. - Przewrócił oczami i rozgladnał się w poszukiwaniu czegoś ciężkiego. Może zwykłe walnięcie w okno lub drzwi by wystarczyło? - Jasne, pytaj. - Coś mu mówiło, że nawet bez patrzenia na nia mógłby zgadnać, o co planowała zapytać. Celował w "jak do tego doszło?" albo coś podobnego, bo to najbardziej interesowało ludzi, zwłaszcza takich, którzy należeli do grona jego starych znajomych, lecz otrzymał coś trochę innego i kiedy spojrzał na Skylar, nawet się uśmiechnał. - Co? Jeździć na tym cacku? - zapytał z rozbawieniem. - Całkiem wygodnie. Wiesz, przynajmniej nie trzeba płacić za paliwo. - Puścił do niej oczko, chwytajac za butelkę z wódka i upijajac z niej łyka. - A tak na poważnie - jest męczaco. Nie mogę pozbyć się nawyku wstawania, wiesz? - Wzruszył ramionami, pragnac pokazać, jak bardzo go to nie obchodziło. - Pytanie za pytanie, okej? - Uniósł brwi, kiedy wyciagnał do niej dłoń, aby oddać butelkę. Był w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach pewien, że Sky nie powinna jej mieć. - Skad ten powrót do starych nawyków? - zapytał, po czym spojrzał znaczaco na butelkę, która właśnie wyladowała w jej dłoniach.
_________________
ISIDORE LITCHFIELD
No remorse and no regrets for what I've done and what I've said. isn't life lived right at the edge? and when it's not, that's when you're dead. © by anaëlle.
[Profil]
 
 
Skylar Quinn






Wysłany: 2018-02-22, 14:31   

- Być tak piekielnie przystojnym. – rzuciła bez złośliwości, gdy zadał pytanie o swoje cacko. Uśmiechnęła się nawet by wyszło, że mówiła poważnie, ale po chwili przytaknęła, bo jednak zadawanie pytań na temat schorzeń, chorób, inwalidztwa lub czegoś równie intymnego, nie stanowiło jej żadnej trudności. W AA człowiek uczył się po prostu rozmawiać o wszystkim. - Nadal jesteś zabawny. – stwierdziła po zaśmianiu się na głos, gdy Izzie wspomniał o paliwie. Dystans do samego siebie i całej sytuacji, to zdaniem Sky jedna z lepszych reakcji na nieszczęścia, które spotykały człowieka. – To musi być irytujace. – stwierdziła uparcie wpatrujac w Litchfield’a, na którym wymuszała reakcję na ów słowa. Nie musiał, bo Sky nie była od tego i przecież widzieli się po raz pierwszy od paru (nastu?) lat, więc to nie była pora na to by ‘naciskać’. – Śmiało. – nie miała nic do ukrycia.. a jednak. Życie w Brentwood było o tyle prostsze, że nie musiała przejmować się podejrzeniami w kwestii jej trzeźwości. Nikt, poza jedna osoba, nie wiedział, z czym kiedyś się zmagała. Nie musiała więc tłumaczyć się na prawo i lewo, ukrywać non stop lub kłamać w żywe oczy. Robiła co chciała, skrupulatnie dawkujac procenty tak by w ciagu dnia nie było nic po niej widać, lecz noca dawała w palnik nadal majac na uwadze pracę dnia następnego. Nie zawsze upiła się do nieprzytomności, chociaż gdyby policzyć ilość alkoholu, jaka wlała w siebie w przeciagu ponad pół roku (już chyba będzie 8-9 miesięcy) to na pewno prześcignęła niejednego imprezowicza zgonujacego regularnie w publicznych toaletach. Odczuwała skutki nadużycia, a jednak w kółko wałkowała znany już sobie schemat, czyli ‘wiem, czym grozi picie, ale wszystko wokoło idzie źle, więc napiję się jeszcze raz zanim zacznę to naprawiać’. Na razie nie miała siły ani odpowiedniej stabilności by móc cokolwiek zdziałać w kwestii swej trzeźwości, która aktualnie była abstrakcja i snem dnia następnego (za lat naście lub po śmierci). Jednakże przez to całe przyzwyczajenie, że tu mogła pić, wpakowała się w sytuację, gdy spożywała alkohol a druga osoba wiedziała iż nie powinna. Szlag. Czemu musieli spotkać się w Brentwood, gdzie wszystko było proste, bo nikt nie wiedział o jej problemie? Gdzie indziej bardziej by się pilnowała. – To? – dygnęła butelka grajac na czas. – Okazało się, że to nic takiego. – jakby gadanie młodszego Lifchielda o nałogach koleżanki to jakaś ściema. Tak, to mogłoby przejść zwłaszcza, że informacje na ów temat już dawno straciły datę ważności (uznajmy, że to prawda). Odłożyła butelkę na czarna taśmę przy pasie i spojrzała przez alejki w stronę podświetlonych w środku lodówek. - Może rzucimy w szybę zamrożonym kurczakiem? – to raczej najcięższa rzecz w sklepie, bo młotka tu nie znajda a mrożony drób w całości był jak kamień. Przy okazji, nie ma to jak zmienić temat. Wewnętrznie trochę spanikowała, ale nie było tego po niej widać. Skupiała się bardziej na znalezieniu drogi wyjścia ze sklepu. W zamyśleniu przetarła dłonia czoło zapominajac o tkwiacym na nim plasterku, który częściowo się odkleił, ukazujac fragment twórczości mistrza zaszywania ran (klik – twórczość Camden).
_________________

    by Sky z serii: Lesbijstwo w czasach kryzysu.
[Profil]
 
 
Isidore Litchfield








38

sprzedawca w audio t

żona mu umarła, ale stara się ogarnąć

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam





Wysłany: 2018-03-02, 16:48   
  

  
Isidore Litchfield

  
we've been dancing with mister brownstone


Roześmiał się z niedowierzaniem. Zdecydowanie nie tak zapamiętał pulchna, niezbyt towarzyska dziewczynę, która te piętnaście lat temu tak często miał okazję widzieć obok swojego brata.
- Ty też jesteś zabawna - przyznał, bo uwaga Sky faktycznie wprawiła go w nieco lepszy humor. - To jest irytujace - przytaknał nieco poważniej, aby po chwili znowu posłać jej uśmiech i powiedzieć: - Nigdy nie podejrzewałem, że zatęsknię za wchodzeniem po schodach. - Niby śmiechy, chichy, a jednak był całkowicie szczery. W dziwny sposób brakowało mu czucia własnych nóg.
Uniósł brwi, słyszac jej krótka, niedokładna odpowiedź. Był prawie pewien, że jeszcze tych kilka lat temu, kiedy inni ludzie pytali go o ciagłe powroty do narkotyków, brzmiał identycznie.
- Hm - wymamrotał bez przekonania. Odilon nigdy nie był najlepszym kłamca, już pomijajac to, że Isidore nie widział sensu, aby brat podawał mu fałszywe informacje na temat swojej przyjaciółki z lat młodości. - W porzadku - powiedział mechanicznie. - Coś się stało? - asekuracyjne pytanie, którego wcale nie musiał zadawać. Mimo wszystko jednak sprawa Skylar wydawała mu się na tyle bliska, że nie potrafił puścić tego wszystkiego mimo uwagi. Osobiście nie miał pojęcia, co musiałoby się stać, aby wrócić do heroiny. Chyba... cóż, chyba musiałyby zniknać wszystkie powody, dla których starał się pozostać czysty. Ściślej mówiac: wszystkie osoby.
- To jakaś myśl - przytaknał. Właściwie mieli ograniczone możliwości. Samemu Izzy'emu do głowy przyszła jedynie pięciolitrowa butelka wody, która zdecydowanie była wystarczajaco ciężka, aby wzbudzić zainteresowanie ochrony, ale watpił, aby takowa tutaj znaleźli. Sklep wcale nie był duży (no, bazuję na zdjęciu w pierwszym poście, może się mylę). - Maja tutaj zamrożone kurczaki? - zapytał tuż po chwili, patrzac na Sky z powatpiewaniem. Co, jeśli najcięższa rzecza z asortymentu była dwulitrowa butelka soku pomarańczowego? Czy to oznaczało, że mieli spędzić tutaj cała noc? Och, Isidore modlił się, aby tak nie było. Pojawił się w sklepie głównie po to, by zaopatrzyć się w składniki na jakiś prosty makaron, którym nie zatrułby swojego dziecka, i zamierzał przetestować przepis (i swoje umiejętności) właśnie tamtego wieczoru, urzadzajac sobie prawdziwa kolację. Był więc dość głodny i pełen nadziei, że owszem, wspomniany przez Sky kurczak tkwił w którejś z tutejszych zamrażarek. W przeciwnym razie musiałby umrzeć z głodu albo dopuścić się kradzieży, co było bardzo nie w jego stylu... no, przynajmniej od ostatnich paru lat, przeszłość się nie liczyła.
_________________
ISIDORE LITCHFIELD
No remorse and no regrets for what I've done and what I've said. isn't life lived right at the edge? and when it's not, that's when you're dead. © by anaëlle.
[Profil]
 
 
Skylar Quinn






Wysłany: 2018-03-03, 08:36   

Coś się stało? Zignorowała to pytanie wolac skupić się na próbie wydostania się ze sklepu niż swoim problemie, który ciażył jej od paru miesięcy, ale nadal nie była gotowa by się do tego przyznać. Czy coś się stało? Wiele rzeczy a przed nia jeszcze parę sytuacji, które pogłębia i tak już długotrwały proces pijaństwa, ale do tego dojrzeje za parę dni. Teraz nie myślała o przyszłości ani o tym, że jej problem prawie się wydał. Ok, wydało się na pewno, ale Isidore wygladał na bardzo skonfundowanego, więc uwierzyła w jego nieogarnięcie tematu. Chciała w to wierzyć.
- Coś mrożonego musza mieć. – nawet paluszki rybne się nadadza, chociaż gabarytowo daleko im od całego kurczaka. Taka mrożonka można by rozbić okno i wzbudzić zainteresowanie osób odpowiedzialnych za to miejsce. – Jak nie, to znajdziemy co innego. – w końcu to był sklep. Musieli mieć coś ciężkiego.. na przykład kasę. – Podwieziesz mnie? – zapewne nie powinna robić sobie takich żartów, ale to nie była kpina, bo nie miała pojęcia, że miewał problemy z przeciśnięciem się przez małe alejki. Ona serio, chciałaby się przejechać i z chęcia zrzuciłabym to na stan upojenia, ale w takim jeszcze nie tkwiła, bo tej wódki było stanowczo za mało, jak na jej oswojony z procentami organizm. - Znajdziemy coś ciężkiego, rozbijemy szybę i.. – co dalej? Utknęło w gardle a jej myśli zaczęły krażyć wokół paru opcji, a konkretniej dwóch. Jedna zakładała przyjazd policji, co nie skończy się dla nich zbyt dobrze. Watpiła by służby uwierzyły w bajeczkę z zamknięciem w sklepie i nawet jeśli jakimś cudem uda im się wykiwać to potrwa zbyt długo, będa mieli wpis w aktach i najpewniej odbiora Isidorowi prawa do opieki nad dzieckiem, o którym Sky nie wiedziała, ale myślała o swojej pracy i niezadowoleniu agentki. Nota policyjna źle wygladała na CV. Całe szczęście, lub nie, istniała druga opcja – ucieczka, która nie była możliwa z jednego ważnego powodu i zajmował on prawie cała szerokość alejki w sklepie. – Nie możemy tego zrobić. – odezwała się po długiej ciszy. – Nie chcemy tu policji a o ucieczce.. – nie było mowy i chyba nie musiała tego jakoś wyjaśniać. Jasne, mogliby próbować, bo przecież Quinn była jedna z silniejszych, jak nie najsilniejszych kobiet, jakie znał Litchfield, ale czy zdaża przed przyjazdem służb? – A chciałam tylko zrobić zakupy. – konkretnie zaopatrzyć się w butelkę czegoś mocniejszego, ale już zaczęła się pilnować przed nowym towarzystwem, które musi zaczać myśleć nad rozwiazaniem, a raczej zastanowić się, czy da racę jeżeli będę musieli uciekać. Najpierw przerzuci się go przez drzwi a potem złoży wózek i siup.. Na sama myśl o tym znów zaczęła się śmiać zapewne wprawiajac mężczyznę w zakłopotanie. Cóż, co innego im zostało? Płakać albo się śmiać a ona wolała to drugie przegryzane doritosami.
_________________

    by Sky z serii: Lesbijstwo w czasach kryzysu.
[Profil]
 
 
Isidore Litchfield








38

sprzedawca w audio t

żona mu umarła, ale stara się ogarnąć

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam





Wysłany: 2018-03-08, 18:02   
  

  
Isidore Litchfield

  
we've been dancing with mister brownstone


Zignorowanie pytania pomocniczego z pewnościa nie zadziałało na korzyść Sky. Izzy może nie był zbyt inteligentny, ale znał życie wystarczajaco, aby wiedzieć, że unikanie tematu wcale nie oznaczało jego braku. Lata, podczas których ukrywał swoje problemy pod obojętnymi wzruszeniami ramion czy machnięciami dłonia, wykształciły go w tej kwestii aż zanadto. Mimo to, nie skomentował milczenia Skylar. Sklep spożywczy, w którym zostali przypadkowo zamknięci, nie wydawał się najlepszym miejscem do poważnych rozmów. No i jakby nie było - raczej nie znali się dostatecznie dobrze, aby miał prawo cokolwiek z niej wyciagać. W tej kwestii prawdopodobnie bardziej sprawdziłby się Odilon, ale znów - Isidore nie miał pojęcia, czy brat nadal utrzymywał kontakty ze swoja przyjaciółka z dawnych lat. Zazwyczaj, jeśli już rozmawiali o innych, w grę wchodzili ich wspólni przyjaciele badź członkowie rodziny, natomiast nieczęsto poruszali temat własnych znajomych, których ten drugi mógł kompletnie nie kojarzyć.
Rozgladnał się dookoła w poszukiwaniu czegoś mrożonego albo przynajmniej ciężkiego. Jego mina była nietęga, być może dlatego, że nadal nie był pewien, czy w ogóle uda mu się wydostać z alejki z jedzeniem w proszku oraz psim i kocim żarciem, ale już po chwili, gdy udało mu się wydostać z tej pułapki i wyjechać na niego szersza powierzchnię, odetchnał z ulga i niemała satysfakcja.
- Mogę odwieźć cię do domu, gdy już się stad wydostaniemy - zaproponował całkiem serio i uśmiechnał się nieporadnie. - Trochę mało tutaj miejsca - wytłumaczył zaraz, wzruszajac ramionami. Gdyby to zależało tylko od niego, od razu zaproponowałby Sky, aby wskoczyła mu na kolana i odbyła jazdę próbna, ale cóż, jeśli nie chcieli zostać oskarżeni o zdemolowanie sklepu, prawdopodobnie byłoby lepiej, aby tego nie robili.
Słuchał Quinn ze zmarszczonymi brwiami, nie do końca rozumiejac, do czego właściwie dażyła. Był całkiem prostym facetem - nic dziwnego, że nie ogarniał, skoro w jednej chwili mówili o rozbiciu szyby mrożonym kurczakiem, a w drugiej okazywało się, iż jednak nic z tego, bo... no właśnie, bo co? Spojrzał na nia z rozbawieniem na wspomnienie mundurowych, którzy z pewnościa zainteresowaliby się ich przypadkiem.
- Nie mam nic przeciwko policji - palnał bezmyślnie. - Czy zamykanie ludzi w sklepie wbrew ich woli nie jest przestępstwem? - No co? Nie miał racji?
Nagle coś go tknęło.
- Chwila, czekaj. - Trybiki w jego głowie pracowały na najwyższych obrotach. - Zbiegłaś z więzienia? - Cóż, jak tak teraz o tym myślał to nawet miało sens. Przynajmniej wyjaśniałoby, dlaczego Skylar nie chciała tutaj policji. Bo oczywiście Isidore nie brał pod uwagę tego, że służby bezpieczeństwa mogłyby uznać ich za wandali, a nie za poszkodowanych. Z jego perspektywy takie postrzeganie tej sprawy było całkiem nielogiczne.
Słyszac śmiech Sky, spojrzał na nia z dezorientacja. No dobrze, coś tutaj chyba wymknęło się spod kontroli.
- Sprawdzałaś za lada? - zapytał, w jednej sekundzie zapominajac o swoich wcześniejszych podejrzeniach. - Pewnie maja tam jakiś numer do ochrony czy kierownika. - Wzruszył ramionami. W sklepie, w którym pracował, trzymali przy kasie różne numery telefonów, być może tutaj działali w podobny sposób.
_________________
ISIDORE LITCHFIELD
No remorse and no regrets for what I've done and what I've said. isn't life lived right at the edge? and when it's not, that's when you're dead. © by anaëlle.
[Profil]
 
 
Skylar Quinn






Wysłany: 2018-03-09, 14:26   

Znalezienie rozwiazania było o tyle trudniejsze, bo naprawdę potrzebowała alkoholu i myśl o nim wracała częściej niż powinna. Nie chodziło o sama sytuację, która była zaskakujaca, śmieszna i dziwaczna zarazem. Napiłaby się bez tego, nawet po udanym seksie z aktualna (jeszcze wtedy) kobieta. Po prostu potrzebowała procentów bez żadnego istotnego powodu. Musiała dostarczyć alkohol organizmowi tak samo, jak gruźlik próbował wykasłać to, co mu siedziało w płucach. Żadnej z tych dwóch osób nie uda się wyzdrowieć bez odpowiednich medykamentów lub terapii, ale Sky mimo iż, wiele razy myślała o ponownym rzuceniu nałogu, nie było po drodze do tak istotnego czynu. Musiała znaleźć w sobie ‘to coś’, czego na razie jej brakowało.
- Masz fantazję Isidore. Naprawdę. – z niedowierzaniem pokiwała głowa, ale i tak się do niego uśmiechnęła. – Skoro pani z dyspozytorni nam nie uwierzyła to myślisz, że policja postapi inaczej? Od razu nas skuja za włamanie i może w końcu zrozumieja, że popełnili bład, ale kiedy to będzie? Po dwudziestu czterech godzinach? Wolałabym jednak nie spóźnić się do pracy. – nikt tam za nia nie pojedzie a wolne-niespodzewajka nie było czymś ulubionym u producentów filmowych lub serialowych. Nie chciała stracić możliwości dublowania aktorki, bo jakiś pajac albo pani pajacowa zamknęła ich w sklepie. Za bardzo zależało jej na tej pracy, której nie mogła stracić tak samo, jak kick-boxingu. Wtedy do alkoholizmu śmiało będzie można dorzucić depresje.
- Isidore, jesteśmy tak dorośli czy po prostu dobrzy z nas ludzie? – zapytała niespodziewanie kierujac się w stronę lady, która on zasugerował sprawdzić. – Tkwimy zamknięci w sklepie, nie z naszej winy, otoczeni różnymi towarami i nic z tym nie zrobimy? W liceum spróbowałabym wszystkiego, czego jeszcze nie jadłam i może zagrałabym w minigolfa. Maja tu minigolfa w dziale dziecięcym? – mieli w ogóle dział dziecięcy? Zapewne nie, ale jakiś kacik (parę półek) by się znalazło i mogliby zorganizować sobie wyścig nakręcanych zabawek.
Weszła za ladę uważnie rozgladajac się za jakimiś numerami w okolicach kasy.
- Znalazłam stringi. – zakomunikowała tuż po tym, gdy kucnęła znikajac mężczyźnie z oczu. – Nie, nie sa moje. – w razie gdyby miał jakieś watpliwości, że zamiast szukać numeru to grzebała sobie w spodniach. – W ogóle, czym się teraz zajmujesz? – kiedyś, skoro była zauroczona, słuchała jego planów na przyszłość, które raczej na pewno uległy znacznej zmianie.
_________________

    by Sky z serii: Lesbijstwo w czasach kryzysu.
[Profil]
 
 
Isidore Litchfield








38

sprzedawca w audio t

żona mu umarła, ale stara się ogarnąć

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam





Wysłany: 2018-03-14, 15:26   
  

  
Isidore Litchfield

  
we've been dancing with mister brownstone


Uniósł ręce, gdy Skylar skomentowała jego słabe ogarnięcie pełnym niedowierzania uśmiechem. Myślenie nigdy nie było jego mocna strona.
- No dobrze - przytaknał, chociaż nie czuł się do końca przekonany. - Ale w takim razie jeśli znajda nas tutaj przy otwarciu sklepu, też wezma nas za włamywaczy. - No bo czym ich reakcja mogłaby różnić się od reakcji policjantów?
- Nie wiem czy jest coś, czego jeszcze nie jadłem - powiedział z powatpiewaniem. Jeśli znalazłby się w takiej sytuacji w liceum, pewnie postapiłby zgodnie z sugestiami Skylar, ale cóż, nie miał już siedemnastu lat i niekoniecznie ekscytowało go obżeranie się czipsami czy picie drogich napojów energetycznych za darmo. Jedyne, co go ciekawiło, to zawartość półek z alkoholami, bo większości z nich faktycznie nigdy nie miał okazji spróbować, nie był jednak pewien, czy z identyczna ochota płaciłby za wszystko, co zostało naruszone, gdyby już przyszło co do czego. - Nie sadzę - odpowiedział, ze śmiechem kręcac głowa nad pragnieniami Sky. Naprawdę tego chciała? Zagrać w minigolfa? To wydawało mu się absurdalne, być może dlatego, że zazwyczaj nie odczuwał oporów przed dotykaniem w sklepach wszystkich produktów, jakie miał ochotę dotknać. Nie raz zdarzyło mu się zostać przyłapanym na wciskaniu guzików jakiegoś gadajacego, plastikowego kucyka, który wypowiadał kwestie pokroju "Spójrz jaka mam piękna grzywę!" albo lalki, wydajacej z siebie bardzo, bardzo sztuczny płacz. Śmieszyło go to. I takich chwil nie psuły nawet oburzone spojrzenia znajdujacych się niedaleko ludzi czy głosy pracowników sklepu, którzy nalegali, aby zaprzestał tej farsy.
Powoli podjechał trochę bliżej kasy, uważajac, aby po drodze niczego nie staranować.
- Nie maja tutaj chyba zbyt różnorodnej oferty, prawda? - zapytał, rozgladajac się dookoła. Sklep był stosunkowo niewielki i zaopatrzony w najpotrzebniejsze produkty. Gdyby znajdowali się w ogromnym supermarkecie, pewnie wykazałby się większym entuzjazmem. - Chociaż w sumie... ich alkohole wygladaja na w porzadku. - Wzruszył ramionami, kiedy przypatrzył się butelkom stojacym na najwyższych półkach. Korciło go, aby sięgnać po któraś z nich, ale po pierwsze - trochę gryzłoby go sumienie, a po drugie - znajdowały się zdecydowanie zbyt wysoko.
Parsknał na wieść o znalezionych stringach. Chyba nie chciał wiedzieć, dlaczego tam były i jak się tam znalazły. Życie w niewiedzy wydawało się o wiele spokojniejsze.
- Niczym wielkim - odpowiedział bez zainteresowania. Jeszcze do niedawna mógł pochwalić się, że robił coś ciekawego, w końcu pełnienie funkcji prezentera radiowego uchodziło za całkiem atrakcyjne, ale aktualnie faktycznie nie miał nad czym się rozgadać. - Pracuję w sklepie muzycznym i wychowuję... - skrzywił się nieznacznie, przypominajac sobie, że bycie rodzicem ani trochę mu nie wychodziło, o czym za każdym razem informowały go niedowierzajace spojrzenia Jaggera. - Próbuję wychować małego człowieka - poprawił się i posłał jej niemrawy uśmiech. - A jak z toba? - Też był ciekawy tego, czym aktualnie się zajmowała.
_________________
ISIDORE LITCHFIELD
No remorse and no regrets for what I've done and what I've said. isn't life lived right at the edge? and when it's not, that's when you're dead. © by anaëlle.
[Profil]
 
 
Skylar Quinn






Wysłany: 2018-03-14, 17:13   

Między młotem a kowadłem. Dosłownie utknęli w tym miejscu bez odpowiedniego wyjścia, bo każde z nich wiazało się z pewnym ryzykiem. Isidore miał rację twierdzac, że tak czy siak oskarża ich o włam, więc albo znajda numer do właściciela i jakoś to wyjaśnia albo serio będa musieli stad uciekać niezależnie od niedogodności, które oczami Sky nie były aż takie złe. Wózek nie stanowił wielkiego problemu. Wszystko dało się ogarnać, ale do tego potrzebny był dobry plan.. wręcz doskonały plan, podczas którego nie mogli stracić ani jednej sekundy.
- W sumie, powinnam powiedzieć to samo. – uśmiechnęła się trochę niemrawo i nawet odsunęła od siebie ramiona sugerujac, że przecież kiedyś była ogromna, więc ilość oraz rodzaj wpychanego jedzenia nie był jednolity. Prawie, bo najlepszych i najdroższych czekolad to ona nie jadła, ale do żoładka trafiało wszystko co na dany moment było możliwe.
- Mogliśmy utknać w jakimś lepszym miejscu. – westchnęła ciężko jakby miejsce faktycznie było problemem a nie samo to, że nie mogli się wydostać. Mimo wszystko, nie narzekała zbyt długo, bo zaraz poszła za ta ladę, gdzie stringi wyłaniały się zza reklamówek a sprej na grzybicę kręcił się wokół nóżek od taborecika, na którym zapewne czasami siadał pracownik.
Lampeczka mignęła. Na wieść o alkoholu coś w niej drgnęło i to bardzo pozytywnego, bo cholera jasna, potrzebowała procentów. Zawsze ich pragnęła niezależnie od momentu i wcale nie czuła się dobrze muszac zwlekać moment kontaktu z butelka. Nie w chwili dużego głodu, który nasilił się po wysiłku fizycznym zwanym seksem po ciężkiej pracy oraz z powodu tego, że ostatnia dawkę wlała w siebie z samego rana.
- Masz na coś ochotę? – zerknęła za siebie na ścianę z alkoholami udajac, że wcale nie zależało jej na tym bardziej niż powinno. – Zapłacimy. – zapewniła, bo to już nie te czasy, kiedy drobne kradzieże chodziły po głowie. – Zostawimy też urocza notkę. – uśmiechnęła się radośnie, co by nieco zachęcić Litchfielda do skorzystania z oferty. Niech nie da się prosić, bo chcac nie chcac w końcu Sky się zdenerwuje. Agresja to jeden z efektów, które dopadały ja od razu zwłaszcza, że była silna i odważna kobieta.
Przerwała poszukiwania wygladajac spod lady z niemałym zaskoczeniem.
- Masz dziecko? – palnęła trochę głupio. – Wybacz moje zdziwienie, ale kiedyś byłeś ostatni w kolejce do takich zobowiazań. – ale przecież minęło wiele lat i oboje się zmienili, więc Isidore miał prawo posiadać dzieci, żonę, dom i drzewo. – Czyli masz rodzinę? – dopytała mało subtelnie próbujac spojrzeć na jego dłonie. – Chłopczyk czy dziewczynka? – szczerze się tym interesowała. Była pro rodzinna, a raczej widziała kiedyś siebie jako matkę wychowujaca dzieci. Może niekoniecznie rodzaca, ale mogłaby parę sztuk zaadoptować, bo bycie super ciocia, w końcu przestanie wystarczać. – Jestem kaskaderka. – wróciła do poszukiwań czegoś, gdzie mógł znajdować się numer. Powędrowała spojrzeniem nieco wyżej w stronę kasy i na boki. – Tworzę sekwencje walk, ucieczek lub innych ekstremalnych rzeczy, dubluje aktorów i trenuje ich do ewentualnych scen walki. – wyjaśniła swoja rolę w tym wszystkim pomijajac fakt, że kiedyś robiła karierę na ringu. Wolała nie wracać do czegoś, co kochała, ale porzuciła przez.. ah, nie ważne. – Mam coś. – dostrzegła jakaś brudna karteluszkę przyklejona na boku kasy, ale nie zrobiła z tym niczego co zapewne powinna.
Miała zadzwonić? Z tym pytaniem wymalowanym na twarzy spojrzała na swego towarzysza i nagle dotarło do niej coś, co być może zrobiła źle.
- Przepraszam. – to głupie, ale przez chwilę zapomniała, że mężczyzna tkwił na wózku a ona jakby nigdy nic opowiadała o swoich szaleństwach w pracy. – Znaczy.. sama nie wiem, czemu cię przepraszam. Po prostu staram się traktować ludzi normalnie i często przez to mogę kogoś urazić. – nauczyła się rozmawiać z innymi, jak po prostu z drugim człowiekiem a nie kaleka, narkomanem, alkoholikiem czy kimś z jednym okiem. Potrafiła także przyznać się do swoich błędów, dlatego wolała w porę przeprosić i ewentualnie skorygować to o reakcję Isidore'a, bo przecież w tym wszystkim chodziło o jego uczucia a nie jej.
_________________

    by Sky z serii: Lesbijstwo w czasach kryzysu.
[Profil]
 
 
Isidore Litchfield








38

sprzedawca w audio t

żona mu umarła, ale stara się ogarnąć

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam





Wysłany: 2018-03-17, 01:56   
  

  
Isidore Litchfield

  
we've been dancing with mister brownstone


Jakby nie patrzeć, przynajmniej nie utknęli tutaj w pojedynkę. W duecie wszystko wydawało się mniej straszne. Przynajmniej Izzy'emu wydawało się, że gdyby zamknęli go tutaj samego, kompletnie nie wiedziałby co zrobić.
- Daj spokój, od tamtego czasu pewnie wyszło mnóstwo nowych rzeczy - powiedział z zadziwiajacym przekonaniem jak na kogoś, kogo guzik obchodziły sklepy, kuchnia, produkty spożywcze czy gastronomia w ogóle. Doceniał jednak to, że Sky najwyraźniej była osoba, która potrafiła się z siebie śmiać. Zaczynał coraz bardziej rozumieć, dlaczego Odilon aż tak bardzo ja lubił.
Przytaknał posępnym skinieniem głowy. Byłoby o wiele więcej zabawy, gdyby utknęli w dużym supermarkecie w ogromnymi przejściami między półkami i wieloma, wieloma sekcjami. Niestety wygladało na to, że takim przegrywom jak oni mógł trafić się wyłacznie jakiś mały, niezbyt dobrze zaopatrzony sklepik. Jaka szkoda.
- Czemu nie? - wymamrotał, jeszcze raz rozgladajac się po półkach z alkoholem. - Skoro już tutaj jesteśmy i nie mamy co ze soba zrobić. - Wzruszył ramionami. Wtem jednak zdał sobie sprawę z pewnej niekomfortowej kwestii i spojrzał na Skylar spod uniesionych brwi. - Na pewno powinnaś? - zapytał bez ogródek. Wcześniej niezgrabnie udało jej się uniknać tematu. Nie miał zamiaru drugi raz dać jej od tego uciec.
- Nie, w porzadku. Też mnie to dziwi - przyznał ze śmiechem. On i dziecko. Dziecko i on. To brzmiało jak jakaś farsa, nie tylko ze względu na to, że, no halo, teoretycznie nie powinien w ogóle mieć możliwości posiadania własnych dzieci (kluczowe jest tutaj określenie teoretycznie), ale również przez to, iż do niedawna sam zachowywał się jak jedno z nich. Skylar miała rację - kiedyś myśl o posiadaniu własnego potomstwa nawet nie przeszłaby mu przez głowę. Jak widać - los bawił się każdym życiem. - Powiedzmy, że... tak - odpowiedział niezgrabnie. Jeśli Skylar szukała wzrokiem zdobiacej jego dłoń obraczki, zapewne ja odnalazła. Nie zdjał jej i, cóż, nie zamierzał zdejmować, nawet mimo śmierci Lillian. Ta pozłacana, znacznie porysowana obraczka, kupiona na szybkości w Vegas, przypominała mu o tym, co było dobre w jego życiu. - Dziewczynka. Czteroletnia. Wiesz może co lubia czterolatki? - A co mu szkodziło zapytać? Sky wydawała się zainteresowana kwestia jego dziecka, może akurat miała własne? Albo chociaż znała się na nich bardziej niż on i mogłaby mu pomóc w organizowaniu czasu dla takiego małego człowieka? On sam naprawdę niewiele wiedział, a bardzo nie chciał, aby ludzie, którzy obdarzyli go zaufaniem (rodzice? Odilon? Jagger?) myśleli o nim jako o złym ojcu.
Gwizdnał, słyszac wieści o jej aktualnej karierze. Zdecydowanie nie tego oczekiwał, więc patrzył na nia z podziwem, nie mogac pojać, jak wiele czasu minęło od ich ostatniego spotkania.
- Kolejne stringi? - podjał, gdy Sky stwierdziła, że coś znalazła. Zaraz jednak atmosfera znowu się zmieniła i blondynka z jakiegoś powodu go przepraszała, a on gapił się na nia jak ostatni tępak, drapiac się po głowie. - Hm? - wymamrotał, patrzac na nia wzrokiem, który tęsknił za rozumem. Nie no, tak prawdę mówiac to poczatkowo naprawdę nie załapał za co Skylar przepraszała. Przyzwyczaił się do ludzi opowiadajacych o chodzeniu, bieganiu, przemieszczaniu się w sposób, którego on nie mógł już wykorzystać i... to było w porzadku. Gdyby miał czuć się dotknięty za każdym razem przy słowach odnoszacych się do tej kwestii, nic nigdy by mu nie pasowało. - Daj spokój, nie czuję się urażony - powiedział i pokręcił głowa z rozbawieniem. - To naprawdę świetnie, że robisz takie rzeczy. Rozumiesz, większość ludzi zajmuje się jakimiś zwyczajnymi sprawami. Bycie kaskaderem to coś. - Uśmiechnał się trochę nieporadnie. W rzeczywistości nie wiedział zbyt wiele o tej pracy. Kojarzył, że kaskaderzy robili trochę niebezpieczne rzeczy i zastępowali aktorów w ekstremalnych scenach, ale nie znał żadnych szczegółów. Był prostym człowiekiem. Zdecydowanie bardziej znał się na muzyce, mimo to pełna pasji opowieść Sky i tak zdołała go rozchmurzyć. Odnosił wrażenie, że była zadowolona z tego co robiła zawodowo i cóż, z jakiegoś powodu go to cieszyło. Być może dlatego, że pamiętał ja jako grubsza, cicha dziewczynę z kompleksami, która nigdy nie emanowała pewnościa siebie, a teraz miał przed soba kogoś zupełnie innego.
_________________
ISIDORE LITCHFIELD
No remorse and no regrets for what I've done and what I've said. isn't life lived right at the edge? and when it's not, that's when you're dead. © by anaëlle.
[Profil]
 
 
Skylar Quinn






Wysłany: 2018-03-17, 20:57   

Jestem dorosła. Nie potrzebuje opiekunki. – odpowiedziała starajac się brzmieć bardziej na rozbawiona jego reakcja niż poirytowana, co niestety poczuła w środku, bo drażenie tematu jej alkoholizmu tylko dolewało oliwy do ognia. Nie, nie mogła. Nie powinna się złościć ani naskakiwać na Bogu ducha winnego Isidore’a. Naprawdę nie chciała go zranić ani zrobić krzywdy, ale gdy chodziło o zabranianie jej picia to niestety zamieniała się w potwora, którym była kiedyś, gdy piła na potęgę. Teraz było tego mniej, nie doprowadzała się do stanu, po którym rano by nie wstała, ale musiała dostarczać organizmowi procentów, bo ‘tak i już’.
- Powiedzmy. – powtórzyła po nim wyłapujac to jedno konkretne słówko, które prosiło się o drażenie tematu, ale nie zrobiła tego. Nie zamierzała wymuszać na nim zeznań. Nie byli na komisariacie ani na żadnej terapii.
- Nie mam zielonego pojęcia. – przyznała szczerze. – Ale.. – była nadzieja. – Lubię dzieci. Czasami zajmuje się córka znajomych z Londynu. Jest świetna i choć nie mam swojego potomstwa to po prostu idę na żywia, wiesz? Słucham jej, odpowiadam na pytania i po prostu bawię się w to, co chce. Nie zawsze, bo czasami ma szalone pomysłu, jak wejście na dach by może jakimś cudem złapać wronę za ogon, ale po prostu obserwuje jaka jest. Nie każda dziewczyna robi to samo, ale jedno na pewno zawsze działa.. trzeba po prostu sobie odpuścić i samemu być jak dziecko. – z nutka rozsadku, ale akurat tego brakowało, kiedy na przykład Skylar udawała przy Emmie potwora ganiajac młoda po całym domu. W takich momentach niektóre matki złapałyby się za głowę, bo jak to dziecko biega wśród tych wszystkich rzeczy z kantami, o które mogło obić główkę, albo człapie po schodach tudzież skacze po meblach. W niektórych domach takie zachowanie byłoby nie do pomyślenia. – Jestem po prostu super ciotka. – niezbyt skromnie, ale prawdziwie, bo choć o wychowaniu dziecka nie wiedziała nic to miała pojęcia, jak się z nim zajać, tak by w całości wróciło do rodziców.
- Nie, jakieś numery. – musiała poświecić komórka, bo przecież było tam ciemno a przynajmniej do tego konkretnego miejsca nie docierało światło latarni z ulicy, ale na razie darowała sobie dalsze oględziny z powodu nagłego zrozumienia możliwego błędu. Znaczy, nie wiedziała, czy to bład, dlatego wolała wyjaśnić sytuację i w razie czego wiedzieć, jak powinna a jak się nie zachować.
- To dobrze. – z jednej strony unikała ludzi, którzy znali ja z dawnych lat, zaś z drugiej dobrze było pogadać z kimś takim i przy okazji go nie urazić. – Tak, faktycznie to coś. – przyznała nie ukrywajac uśmiechu. – Uwielbiam to robić. Mam gdzie spożytkować energię, która kiedyś niestety wykorzystywałam na złość i wyzwiska. – co mógł kiedyś widzieć, bo była bardzo wrażliwa a to przejawiało się w niezbyt miłym zachowaniu. – Teraz jest lepiej. Robię coś, co lubię, chociaż w każdej chwili mogę to stracić, bo to cholernie niebezpieczna praca. – chciała dodać, że mogłaby skończyć, jak on, ale.. to już może nie byłoby na miejscu. – W którym sklepie pracujesz? – zapytała podchodzac do ściany z alkoholami, która nieco wcześniej zdobyła ich uwagę. Telefon mógł poczekać. Chyba. – Z chęcia wpadnę i przy okazji posłucham dobrej muzyki. Może urzadzimy sobie karaoke? – zaproponowała z uśmiechem wybierajac im coś mocniejszego do picia. Lubił whisky? Jeżeli nie to zapewne pokręcił nosem, gdy wzięła tę konkretna butelkę, która ostawiła i zmieniła na coś innego.
_________________

    by Sky z serii: Lesbijstwo w czasach kryzysu.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 5