Poprzedni temat «» Następny temat
Pokój przesłuchań
Autor Wiadomość
Even Landsverk








21

Praktykant w kancelarii prawnej

Downtown Brentwood





Wysłany: 2018-07-31, 15:09   
  

  
Even Isak Landsverk

  
Guns don't kill people, blood loss and organ damage do.


Watpił by faktycznie cała ta szopka miała okazję dalej przejść. A wolałby naprawdę nie wyrabiać sobie żadnych fałszywych dokumentów, tylko po to by ratować Chestera z opałów i tym samym dodatkowo wpakować się w jeszcze większe kłopoty. Bo aż nazbyt dobrze wiedział, że miał ku temu możliwości. Nie raz i nie dwa trzeba było załatwić coś ponad prawem, a za odpowiednia opłata mogłeś być kimkolwiek tylko chciałeś.
Nie zakładaj najgorszego. Może naprawdę nie będzie aż tak źle i uda ci się wyciagnać go stad bez żadnych oficjalnych zeznań kupujac nieco czasu.
Niestety kolejne słowa, które wypowiedział Aldridge skutecznie chciały pozbawić go wszelkiej nadziei.
Podpaliłeś park? Chess, powiedz że tego nie zrobiłeś. — trzymanie rak przy sobie naprawdę było nie lada wyczynem, choć w tym momencie zupełnie z innego powodu. Chęć przywalenia mu zniknęła bezpowrotnie, gdy w jego oczach pojawiło się coś nowego, acz dużo trudniejszego do zidentyfikowania. Nawet jeśli wręcz widział oczami wyobraźni samego siebie wędrujacego po pomieszczeniu, w rzeczywistości stał sztywno w miejscu, słuchajac w napięciu wszystkich wypowiadanych przez niego słów. Mimo stresujacej sytuacji, notował jedna informację po drugiej, w końcu siadajac na wcześniejszym miejscu policjanta.
Maja jakieś dowody? Przedstawili ci je? — zapytał zatrzymujac na nim uważne spojrzenie. Jeśli mieli cokolwiek co dobitnie stwierdzało że to właśnie Aldridge podpalił park, mieli przerabane. Jak Even miałby bronić go w sadzie? Bez papierów? Nawet jeśli tu udało mu się wejść bez większego problemu, tam byłby poddany tak ścisłej kontroli, że zatrzymaliby go pewnie już na wejściu.
Jeśli jednak zebrane przez nich dowody nie wskazywały jednoznacznie na jego osobę, a jedynie pozostawały w sferze domysłów... przechylił się w bok do swojej torby, by wyciagnać z niej kupionego wcześniej Subwaya. Jeśli siedział tu od dłuższego czasu, na pewno musiał być głodny. Landsverk z kolei musiał w tym momencie sprawić by się zamknał i uważnie słuchał, a nic tak dobrze nie zamykało drugiej osoby jak jedzenie. Przesunał kanapkę w jego stronę z poważna mina agenta 007, któremu właśnie przydzielono życiowa misję porwania Królowej Elżbiety. Chociaż agent 007 pewnie raczej służyłby Królowej Elżbiecie, ale kogo to obchodziło.
Słuchaj mnie uważnie. Po pierwsze, nie proponuj seksu funkcjonariuszom policji. Ani recepcjonistkom. Kurwa Chester, nikomu na posterunku. Nieważne czy sa w twoim typie czy nie. Po drugie, nie palnij że ze soba sypiamy, bo odeśla mnie szybciej niż wgryziesz się w Suba. Po trzecie, musisz mi powiedzieć wszystko co wiesz. Mi. Nie im. Z nimi nie rozmawiaj, ja będę mówił, a ty grzecznie siedź i ładnie wygladaj dopóki nie wybadamy gruntu. Musimy z nich wyciagnać dokładnie ile wiedza, nie zdradzajac niczego z własnej strony.
Naprawdę starał się nie zasypywać go informacjami, mówić zrozumiale i dzielić konkretne zdania, by dać mu czas na krótkie zastanowienie się nad wszystkim co powiedział.
W razie gdyby nie chcieli wypuścić cię dobrowolnie i będa konieczne kolejne przesłuchania, wpłacę za ciebie kaucję by puścili cię do domu. Ale będziesz się musiał na nich stawiać, dopóki wszystko się nie wyjaśni, Ches.
Miał niewyobrażalna ochotę po prostu schować twarz w dłoniach i udawać, że cała ta sytuacja nigdy nie miała miejsca, ale jeśli on zwyczajnie się odetnie to kto da radę przekonać ich, by go puścili? Odchylił się więc na krześle w idealnie sztywnej pozycji rasowego prawnika, nie odrywajac wzroku od Aldridge'a.
Powiedz jeszcze raz dokładnie co ci zarzucaja i na jakiej podstawie.
_________________

<div style="font-family: 'Raleway'; font-size: 17px; color: #dad8d6; text-transform: uppercase; margin-bottom: -15px; margin-left: 5px;">Jeg kan bare Ødelegge alt
<div style="text-transform:uppercase; width: 390px; margin-top: 2px; border-top:7px #dad8d6 solid; padding: 4px;"><img src="https://imgur.com/JG94CLC.gif" style="opacity: 0.8; height:100px; width:190px;"> <img src="https://imgur.com/0UZygYu.gif" style="opacity: 0.8; height:100px; width:190px;"><div style="font-family: 'Raleway'; font-size: 17px; color: #dad8d6;"> <div style="text-transform: uppercase; width: 390px; border-top: 7px #dad8d6 solid; padding: 4px; margin-left: -3px; margin-top: 2px;">Uansett hvor mye jeg elsker det.

[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, latifa, mav, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2018-08-03, 01:07   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Ukryj: 

No trudno się spodziewać, żeby pozwolili studentowi prawa udawać faktycznego prawnika, ale Chester żył w wyimaginowanym świecie, gdzie wszystko było możliwe. Nie dla niego oczywiście, w końcu los nie bywał wspaniałomyślny dla takich karaluchów społecznych jak on, ale taki Even przecież mógł wszystko. Miał groźny wyraz twarzy, był ze strasznej Norwegii, studiował prawo, jego spojrzenie potrafiło zabić i ponadto w każdej sytuacji wygladał na pewnego siebie typa, który wiedział, co mówił. No, przynajmniej dopóki nie grał w Star Realms. Ale Chester watpił, aby policjanci nagle wyjęli spod biurka karty i wciagnęli ich do gry, także o to akurat nie musiał się obawiać.
- Mam ci powiedzieć prawdę czy że tego nie zrobiłem? - zapytał niepewnie. Wcale nie robił sobie w tamtym momencie żartów - był naprawdę wdzięczny Evenowi, że nie wystawił go do wiatru, i że w ogóle zareagował na jego szybkiego smsa, a to z kolei sprawiało, iż tym razem wyjatkowo nie chciał go wkurzyć. Chociaż resztki jego wyżartego przez alkohol rozumu podpowiadały, że to i tak miało się stać. - No ale to było niechcacy! - powiedział od razu na swoje usprawiedliwienie, podejrzewajac, iż Even i tak zdażył samodzielnie wyciagnać wnioski. - Upiłem się z kumpela, nie wiem czy ona wyciagnęła zapalniczkę, czy ja, ale tak jakoś wyszło i... - Zamachał rękami z nadzieja, że to uchroni go od opowiadania dalszej części historii. To znaczy tej, gdy, uciekajac, wbił sobie w ramię jakaś gałaź czy inne chujostwo i umierał. - Zreszta, kurwa, to było rok temu - dodał rozpaczliwie. Nie mógł skończyć w więzieniu, no nie mógł! Nie po tych wszystkich niewielkich kradzieżach i drobnych występkach, które uszły mu płazem. - Przestępstwa nie maja jakiejś daty ważności? - Spojrzał na Evena, w myślach proszac go o to, aby przytaknał. Nawet jeśli to miałoby być nie do końca zgodne z prawda.
Przełknał ślinę, patrzac na Landsverka niepewnie. Co miał mu powiedzieć? Jeśli wyjawiłby mu prawdę, prawdopodobnie by tego nie przeżył. Siedział w zamkniętym pomieszczeniu i w dodatku był zakuty w kajdanki - Even miał idealne warunki, aby dokonać na nim morderstwa. Z drugiej strony, skoro znajdowali się na komisariacie, obawy Chestera chyba nie miały sensu.
- Nooo... - zaczał watpliwie. - Mogłem zrobić coś głupiego. - Okej, przyznał się. To już przecież coś! Tak czy nie? Niech ktoś powie, że tak. - Ale komentarz na fejsie to chyba chujowy dowód, nie? - W zamyśleniu uniósł ręce, chcac podrapać się po głowie. Dopiero po chwili, usłyszawszy brzęk kajdanek, opuścił je z powrotem. - No bo patrz, zawsze możemy zwalić winę na Joeya, że zrobił mi karniaka czy coś. - Nie, żeby Chester pragnał, aby to Harrison poszedł siedzieć, wszak był bardzo dobrym przyjacielem. Ale przecież mogli ustalić taka wersję wydarzeń, Joseph nie odmówiłby pomocy. I tak musiał jakoś zrewanżować się po tym, jak Aldridge wybaczył mu przyjacielska zdradę.
Ożywił się na widok subwayowskiej kanapki. Kebab to to nie był, ale lepszy rydz niż nic! Zwłaszcza że nie spodziewał się, aby Even przyniósł ze soba cokolwiek zdatnego do zjedzenia.
- Przyniosłeś żarcie! - ucieszył się, kompletnie ignorujac jego minę agenta 007. Nawet jeśli Landsverk miał zadatki na zostanie nowym Jamesem Bondem, Chester nie był na tyle poważny, aby to docenić. A szkoda.
Przewrócił oczami, gdy już odpakował kanapkę z papierka. Przecież to z tym seksem to był żart! To znaczy nie do końca, bo naprawdę im to zaproponował, ale raczej od poczatku wiedział, że to nie przejdzie, więc tak jakby podchodziło pod definicję żartu. Dobra, nieważne.
- Dobra, już dobra - mruknał, kiedy przełknał pierwszego gryza kanapki. To mu właśnie było potrzebne - jedzonko i ktoś, kto znał się na prawie, żeby wyciagnać go z tego gówna, w które się wpakował. A ojciec mówił - nie zakładaj Facebooka, bo cię będa podgladać przez kamerkę! Trzeba było posłuchać.
Słyszac jego kolejne słowa, aż się zakrztusił.
- Ale co stawiać? - zapytał, gdy już odkaszlnał. Na szczęście jego gardło miało na tyle honoru, aby nie wyrzucić z siebie kawałka kanapki. - Przed chwila mówiłeś, że mam im nie proponować seksu - przypomniał z kwaśna mina. Już kompletnie się w tym pogubił.
Ciekawe, czy sypianie ze swoim prawnikiem było zakazane przez prawo? To znaczy w razie czego Chester i tak nie miał czym się martwić, ponieważ po pierwsze - jak Even zauważył, jeszcze nie był prawdziwym prawnikiem, a po drugie - nawet nie było go stać na rzeczywiste wynajęcie takich usług, ale pogdybać zawsze można. Zwłaszcza obmyślajac odpowiednia chronologię swojej opowieści.
- No to napisałem komentarz pod jakimś postem, że coś tam oznacz swojego partnera w zbrodni czy coś. - Wzruszył ramionami, chwilowo odkładajac kanapkę na bok. - No i ja myślałem, że to heheszki więc oznaczyłem Fremy, tę kumpelę od pożaru. - Biedna Fremy, Chester żywił szczera nadzieję, że, w jakiejkolwiek części świata teraz się znajdowała, nie będzie miała przez niego kłopotów. Nie po tym, jak udało mu się odwieść ja od pomysłu dobrowolnego zgłoszenia się na policję. - A potem się okazało, że to był post policji - zakończył poważnie, patrzac na Evena bez mrugnięcia. Chociaż powinien, wcale nie czuł się jak idiota.
_________________
« adonis chester aldridge »
I'm gonna give you fair warning that I'm not a saint, but I could be if I tried. Lord knows I don't learn from mistakes. And I'm not here unless I'm here by your side. I'm not a saint, but I could be if I tried. © .bizzle
[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Electra, Claire, Amanda, Alejandro



Wysłany: 2018-10-23, 21:28   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Kiedy Joey Harrison dowiedział się od Electry, że jego największy przyjaciel ever wylądował w areszcie jego reakcja była .... mało empatyczna. Dlaczego? No cóż, szczerze mówiąc pierwszym słowem, które chłopakowi udało się wydukać było "Nareszcie". Chłopak był na tyle zamroczony wiadomością, że nawet nie zauważył kiedy Electra wyciągnęła scyzoryk i groźnie pomachała mu przed twarzą mówiąc -Jakie kurwa nareszcie? Zaraz Cię potnę!
-Ej, bejbe, bejbe! Uspokój się! – spojrzał już bardziej obecnym wzrokiem na najstarszą latorośl Aldridge'ów. Dziewczyna zatrzymała się i zmrużyła oczy podejrzliwie, wbijając zimne spojrznenie w chłopaka. To była w sumie ostatnia i jedyna nadzieja na uratowanie swojej słodkiej buzi więc szybko wyjaśnił- Uratuję Twojego brata! Oglądałem Ally MCBeal, Żonę idealną a nawet i Good fight! Wiem co trzeba zrobić!
-Oesu – jęknęła Electra, chwytajac się za głowę. Jednak Joseph nie zwrócił już uwagi na to, że najwyraźniej jego plan nie został dobrze przyjęty. Zachwycony gorączkowo zaczął wyjaśniać:
-Powiem im, że...
-WYPIERDALAJ!- wrzasnęła Electra najgłośnej jak potrafiła. W odpowiedzi Joey odwrócił się jedynie na pięcie i szybko opuścił różowy dom. Tak, teraz to już miał pewność, że Electra go nie lubi.
Wiedział jednak doskonale co trzeba zrobić, jak rozegrać całą tą sytuację i CTWZDLGPWTK. Co to za skrót? Co tak właściwie zrobiłaby Diane Lockhart gdyby prowadziła właśnie taką sprawę. Harrison wyciągnął swój telefon komórkowy i zamówił przejazd bo w w przeciwieństwie do Lublina, w Brentwood aplikacja uberowska jak najbardziej działała. Oczywiście zamówił przejazd wprost pod bramy posterunku policji.
**mały przeskok**
"No i w takim mieście to ja sobie mogę dyżurować" – pomyślał dyżurny Andrew Wayne z błogim uśmiechem wymalowanym na twarzy, wyglądajac przy tym na pustą ulicę zza małego, szklanego okna – "Nie dzieje się tu kompletnie nic, nikt mnie nie wkurwia a Sarah i Lloyd pojechali na sygnale po kebsy. No idealna sobota"
Niestety, dyżurny Andrew tym razem nie miał szczęścia, bowiem już po chwili drzwi frontowe się otworzyły, a to oznaczało jakiegoś cholernego petenta. I co? Znowu będzie musiał wypisywać jakieś papierki? Mlasknął cico pod nosem i zlustrował małego skrzata, który wpadł do pomieszczenia. Byl to oczywiście Joey, ubrany w krzykliwy tshirt, rurki i miliard bransoletek.
-Słucham?
-Ja do Adonisa Aldridge- oświadczył Joey z bardzo przerysowaną wyższością, chrzaknął nawet znacząco tak by Andrew nie miał wątpliwosci, że gada z kimś ważnym.
-A to ten zgarnięty typ? No to gada teraz z swoim prawnikiem. Proszę wrócić jutro, podczas godzin odwiedzin
Chwila, to Chesty ma zostać tutaj do jutra?! To wykluczone, totalnie! Przecież byli umówieni z Sherriem na grę w Simsy, podczas której zaprojektują nowe biuro "Kurnika miłości"
-Obawiam się, że zaszło jakieś nieporozumienie. To JA – bardzo dobitnie zaznaczył słowo "ja" -Jestem prawnikiem Pana Aldridge.
-Oooo, a to przepraszam – Andrew kiwnął głową ze zrozumieniem-A to Pana klient jest w ciężkiej dupie
-To się jeszcze okaże, proszę Pana! – oświadczył dramatycznym głosem Joey, wyciągając przy tym palec wskazujący-To się jeszcze okaże! Proszę mnie natychmiast zaprowadzić do podejrzewającego!
Dyżurny Andrew pokiwał gorączkowo głową, a następnie nacisnął wielki czerwony guzik przez co drzwi prowadzące do dalszej części posterunku zabrzęczały. Po krótkim spacerze przez korytarze posterunku, dyżurny zaprowadził Joey'a do odpowiedniego pokoju. Kiedy tylko Wayne otworzył drzwi to mruknął:
-E, młody, Twój prawnik przyszedł. Macie pół godziny, bo nie chcę by mi kebs wystygnął
Joey wpadł do pomieszczenia, po czym rozejrzał się wymownie. Tak ,było tutaj dokładnie tak samo jak wtedy, kiedy on został zatrzymany. Harrison spojrzał wymownie na młodego blondyna.
-A Pan to kto? Prokurator? Jestem adwokatem Pana Aldridge. Fiodor Katerhausen i pragnę zawiadomić, że to karygodne przetrzymywać kogokolwiek w tym pomieszczeniu Joey pokręcił głową-Tutaj są proszę Pana karaluchy. Wiem, bo kilka miesięc ytemu sam byłem tu przetrzymywany
[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, latifa, mav, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2018-10-31, 12:48   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Electra to jednak była zajebista babka. Gdyby tylko Chester wiedział, że chciała pociąć jego najlepszego przyjaciela w obronie jego honoru, chyba aż kupiłby jej ze dwie flaszki. Poważnie, taka siostra to skarb. Jeśli sam miałby kiedykolwiek doczekać czterdziestki, chciałby być taki, jak ona. Nadal odwalałby fajne rzeczy, łaziłby po barach i na dodatek groziłby ludziom naostrzonym scyzorykiem.
Skrzypnięcie otwieranych drzwi i głos dyżurnego, który zakomunikował mu, że przyszedł jego prawnik, zaskoczyły go tak bardzo, że na moment przestał przeżuwać subwayowską kanapkę. I prawdopodobnie dobrze, że tak się stało, bo zapewne gdyby nie to, zakrztusiłby się nią w momencie, gdy spojrzał na drzwi oraz dostrzegł w nich Joeya. Co on tu w ogóle robił?
- Yyy - wydukał tylko, patrząc to na Harrisona, to na Landsverka. Ciekawe, które z ich trójki miało w tamtym momencie największego mindfucka? - To Even, mój były - wytłumaczył szybko, co by uniknąć większych nieporozumień. - A ty co odpierdalasz? - zapytał, marszcząc brwi. Dopiero po chwili intensywnego myślenia dotarły do niego słowa dyżurnego, ale nawet przejście tak ciężkiego procesu umysłowego nie było wystarczające, aby Aldridge zdecydował się, czy wolał na Joeya nawrzeszczeć, czy jednak ucieszyć się na jego widok. No bo z jednej strony fajnie, że wpadł tutaj, udając jego adwokata, ale z drugiej... kurwa, przecież właśnie niszczył cały misterny plan Chestera. - Kurwa, debilu, to jest mój adwokat - wytłumaczył i aż odłożył pyszną kanapeczkę na bok, taki był oszołomiony tym, jak łatwo Joey zniszczył jego marzenia o wyjściu na wolność. No bo teraz psy na pewno się skapną, że coś kręcił, skoro załatwił sobie dwóch adwokatów. Pięknie. - On studiuje prawo i w ogóle... ja jebię, Joey - jęknął, a potem spojrzał na Evena, jak gdyby oczekiwał od niego jakiejś pomocy. Niestety w tym samym momencie jego telefon, dotychczas ukryty w kieszeni marynarki, rozdzwonił się głośno i Landsverk, obdarzywszy Chestera tylko jednym, zmęczonym spojrzeniem, wyszedł z pomieszczenia, aby odebrać. Przez moment Aldridge jeszcze widział jego jasną czuprynę przez szybkę w drzwiach, ale po chwili nawet ona zniknęła z zasięgu jego wzroku, niszcząc ostatnią nadzieję.
No wspaniale, kurwa.
- Dobra, jednak nie mam adwokata - mruknął, powróciwszy spojrzeniem do Joeya. W gruncie rzeczy był mu wdzięczny za całą tę szopkę, serio, ale coś mu mówiło, że gdyby to Even zajął się całą tą sytuacją, szybciej opuściłby komisariat. - No więc? - zapytał i wlepił w Harrisona wyczekujące spojrzenie. Nie mieli czasu do stracenia. - Jaki jest plan? - Cóż, skoro już tutaj przyszedł, musiał mieć jakiś pomysł na to, jak oddać Chesterowi wolność. W przeciwnym wypadku po co by się fatygował? Co prawda Aldridge nie wiedział, że troska Joeya była spowodowana strachem o własne życie, którego zagrażała jego najstarsza siostra, ale hmm... może to i lepiej. Jeszcze tego brakowało, żeby znowu się pokłócili i przestali się do siebie odzywać tak jak wtedy, gdy Joey zdradził Adonisa dla rudego. Gdy występowało pomiędzy nimi jakieś nieporozumienie, potrafili być gorsi niż Nancy i Amanda.
_________________
« adonis chester aldridge »
I'm gonna give you fair warning that I'm not a saint, but I could be if I tried. Lord knows I don't learn from mistakes. And I'm not here unless I'm here by your side. I'm not a saint, but I could be if I tried. © .bizzle
[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Electra, Claire, Amanda, Alejandro



Wysłany: 2018-12-02, 20:19   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Even? Even???? Jakoś dziwnie ten Jayden się ostatnio przedstawia! Joey machnął dłonią, najwyraźniej uznał temat nieznajomego blondasa za zamknięty. Skoro dotychczas Chesty o nim nie wspominał za wiele, to oznaczało, że nie było to nic poważnego. Bye, Felicia. Amanda zapewne nie czułaby takiego chillu i byłaby totalnie poruszona tym, że Chester starał się ją zamienić na blondaskę z fiutem.
-To nie jest Twój adwokat, bo ja nim jestem! – huknął groźne, marszcząc przy tym swoje krzaczaste brwi. No bo co to za wynajmowanie innych adwokatów, którzy nie są Josephem? Czy przyjaźń, miłośc i wspólne drapanie zdrapek na tym świecie już NIC nie oznaczają?! Poza tym Even nie wyglądał na takiego, który zapoznałby się z Good wife. Jakim wiec cudem miałby wybronić Chestera z czegokolwiek? Wróżeniem z fusów? Każda sprawa wymagała dowodów, świadków, motywów i alibi. Czy Chester cokolwiek z tego miał? Joey wpatrywał sięw kumpla, analizując wszystko co wiedział na temat prawa i kombinując co powinien powiedzieć następnie. W końcu doznał olśnienia i postanowił to bezwłocznie wykorzystać. Swoją drogą, Aldridge wyglądał na nieco zrezygnowanego, ale to w żaden sposób nie demotywowało Joe.
-A jakie są zarzuty? – zapytał elokwentym tonem, starając się zachowywać pewnie i bezpośrednio – nieco jak Diane Lockhart. - Jak znam Ciebie to jakieś posiadanie, wyruchanie albo inne sprzedanie – oświadczył marszcząc przy tym brwi. Czy się mylił? Prawdopdoobnie nie. Dopiero po chwili rozejrzał się po pomieszczenu, spojrzał na kamery i dodał-Oczywicie zawsze jesteś wtedy niewinny, wiadomo. Nigdy nie winny. Mhm kiwnął głową gorączkowo kilkakrotnie. Zupełnie jakby... sam siebie próbował przekonać?
[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, latifa, mav, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2018-12-22, 13:12   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Chester przyjął odwrót Evena z lekkim rozczarowaniem, bo jakby nie było - resztki inteligencji, które ostały mu się pod tym durnym czerepem, mówiły mu, że Landsverk poradziłby sobie z policją o wiele lepiej i bardziej przekonująco niż Joey. Niestety w momencie, gdy za blondynem zamknęły się drzwi, sprawa była już przesądzona. Nowym prawnikiem Chestera został nie kto inny, jak Joseph. I chociaż z jednej strony Aldridge cieszył się, że jego przyjaciel nie zostawił go w tej sytuacji na lodzie, coś mu podpowiadało, że gdyby znajdowali się na sali rozpraw u sędzi Anny Marii Wesołowskiej, prokurator Artur Łata szybko załatwiłby Harrisona, posyłając Chestera na kilkuletnią odsiadkę do więzienia.
Szczęście w nieszczęściu, że Joey przynajmniej nie był Amandą i nie próbował wypytać Adonisa o chłopaka, który jeszcze do niedawna pełnił rolę jego adwokata. Dobrze, bo gdyby Aldridge miał ukazać mu wszystkie tajemnice swoich związków, nie opuściliby komisariatu aż do wieczora dnia kolejnego. A chyba nie na tym im zależało.
- No dobra, no - zgodził się, unosząc dłonie w obronnym geście. Czasami odnosił wrażenie, że gdyby krzaczaste brwi Joeya stanowiły organizm ożywiony, średnio co tydzień lądowałby w szpitalu z oznakami znacznego pobicia. Chyba tylko Astrid manewrowała brwiami lepiej, niż Joseph.
Przeżuwał akurat kolejny kęs subwayowskiej kanapki (na szczęście Even nie postanowił wyrwać mu jej razem ze swoim wyjściem), gdy padło pytanie o zarzuty.
- Yyy... - mruknął, ruchem dłoni ocierając usta. Pełna kulturka. - Kurwa, nikogo nie sprzedałem! - zaparł się, bo co jak co, ale konfidentem to on nie był. - A rucham tylko tych, którzy tego chcą. - Czyli wszystkich, ale na szczęście miał na tyle godności, aby tego nie dodać. Jeszcze Joeyowi by się przykro zrobiło, że on nie miał takiego powodzenia i co wtedy? Znowu zacząłby rozpaczać nad tamtym agresywnym rudym, a Chester trafiłby do więzienia. Dramat. - Noo... w sumie to poszłem z koleżanką na picie, co nie? Ale to było dawno, jakiś rok temu czy chuj - powiedział, drapiąc się po karku. - No i coś nam odjebało i yyy... niechcący podpaliliśmy park - przyznał się w końcu, a jego mina wskazywała na to, że był szczerze skruszony. NO BO SKĄD MIAŁ WIEDZIEĆ, ŻE ZABAWA ZAPALNICZKĄ POSKUTKUJE SPALONYM PARKIEM? Takich rzeczy nie uczyli w szkole. - Ale to już się pewnie przedawniło, co nie? - zapytał z nadzieją, że josephowa wiedza, o którą wzbogacił się poprzez oglądanie Good Wife, pomoże mu w wyjściu z tej sytuacji. Był zbyt młody i zbyt piękny, aby gnić w pierdlu!
_________________
« adonis chester aldridge »
I'm gonna give you fair warning that I'm not a saint, but I could be if I tried. Lord knows I don't learn from mistakes. And I'm not here unless I'm here by your side. I'm not a saint, but I could be if I tried. © .bizzle
[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Electra, Claire, Amanda, Alejandro



Wysłany: 2019-01-13, 12:20   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Kiedy Chester krzyknął, że nikogo nie sprzedał, to Joey ponownie uniósł jedynie swoje krzaczaste brwi. Czy Chesty był aż tak schrupany przez policjantów, że zaczął pękać? Czy tak wyglądał Aldridge, którego nerwowo nie wytrzymywał okoliczności rozmowy? No tak, jakby na to nie patrzeć – typ był zatrzymany. Bóg jeden wie, co ten stłamszony typ podpisywał kiedy był tutaj sam! Może Chester już dawno machnął podpisik pod zeznaniami obciążającymi? Podpisał umowę z Providentem? A może kontrakt S & M? Harrison mruknął jedynie coś pod nosem, a następnie pokręcił głową. Naprawdę nie dowierzał w to wszystko co słyszał.
-I przyznałeś się? Ot tak, bez niczego? – zapytał głosem, w którym bardzo wyraźnie było słychać niedowierzanie. Czy Chester nigdy w życiu nie oglądał żadnych seriali prawniczych? Jak można być tak nieodpowiedzialnym i kompletnie przyznawać się do tego co się odjebało? Dlaczego Chester kłamał tylko wtedy, kiedy nie było takiej konieczności? Przypomnijmy sobie moment, kiedy Aldridge wciskał Amandzie kit, że wcale nie był poprzedniego z Dale na "spotkaniu", tylko zajmował jakimiś "wege sprawami". Co prawda Amanda typowi uwierzyła – ale równie dobrze mógłby jej powiedzieć, że w lokalnym barze doszło do ataku terrorystycznego i ta głupia cipa też by uwierzyła. No ale dobra – przeszłość była już nieistotna. Joey musiał skupić się na tym jak wybroni swojego kumpla. Najważniejszym pytaniem jakie teraz chodziło po głowie naszego niskiego bohatera było CBZKSWGW - czyli Co By Zrobiła Kalinda Sharma W Good Wife. Nagle w podświadomości Joe pojawiła się scena, kiedy Kalinda chwyciła za kij bejsbolowy i rozpierdoliła szyby w samochodzie jakiegoś typa. Chłopak potrząsnął głową, zmarszczył brwi a następnie chrząknął. Okej, teraz taki ogarnięty i kompletnie świadomy tego co się dzieje zapytał
-Zapalniczką? Park?
Chociaż Chester najwyraźniej przyznał się już do wszystkiego, nadal istniały elementy, które Joe mógł wykorzystać na jego obronę-Czyja była zapalniczka? – zapytał siadając na przeciw kumpla i otwierając akta-Czy była wtedy susza, że jedna zapalniczka rozjebała cały park? – to kolejne niesamowicie istotne pytanie w całej tej sprawie. Tak, Kalindy Sharmy tutaj co prawda nie było – ale był Joseph Harrison. Czy znajdzie w opowieści kumpla punkty, które pozwolą mu na obronienie jego skromnych progów? Czy może Chester już niedługo będzie oglądał świat przez kratki?
[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, latifa, mav, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2019-03-01, 17:59   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Gdyby ktoś zaproponował mu ratunek przed policją w zamian za niewinny podpisik pod jakimś dokumentem, niechybnie by się zgodził. Chodziło w końcu o jego wolność (którą w takim przypadku ostatecznie i tak by stracił, ale skąd on mógł o tym wiedzieć?), a on nie wyobrażał sobie życia za kratkami. Więzienia były brzydkie, zimne (nie mieli tam ani ogrzewania, ani kominków) i pełne dziwnych, długowłosych morderców. A on przecież nie był mordercą! I nie miał długich włosów!
- No zobaczyli mój komentarz na fejsie – powiedział z nietęgą miną, jak gdyby nie dowierzając, że policjanci w ogóle wiedzieli jak używać Facebooka. No bo czy oni się Zeusa nie bali? Przecież chodziło o tajność danych i takie tam. Mark Zuckerberg mógłby dopaść ich w każdym momencie i udowodnić dwadzieścia surowo karanych przestępstw. Oczywiście gdyby tylko miał czas na przejmowanie się kimś takim, jak funkcjonariusze policji z Brentwood. – Ale nic nie powiedziałem, co nie? – dodał szybko tonem typowego dresa, na którego padło podejrzenie bycia konfidentem. Co to to nie! Sam by się przecież nie zdradził. – No i zamierzałem w sumie powiedzieć, że to ty mi weszłeś na konto i jebnąłeś karniaka, ale trochę zjebałeś. No bo adwokaci raczej nie robią karniaków swoim klientom, nie? – westchnął cicho, kiedy przełknął ostatni kęs kanapki i odłożył ociekający sosem papierem na bok. Oczywiście już po chwili stół był, delikatnie mówiąc, upierdzielony, ale Chester zdecydowanie bardziej przejmował się własnym losem niż utrzymaniem komisariatu policji w czystości. – Przejebane, stary – podsumował, najwyraźniej czekając na jakąś reakcję ze strony swojego profesjonalnego doradcy. Resztki nadziei trzymały go przy myśli, że Harrison jednak coś wskóra i wkrótce opuszczą ten paskudny pokój przesłuchań, omawiając kolejne sprawy Kurnika Miłości (pewnie jego zamknięcie, iks de).
Sprawa Amandy była zupełnie osobnym tematem, którego Aldridge na pewno wolałby w tamtym momencie nie poruszać, chociażby dlatego, że w sumie mimo nikłego intelektu Oakley, wolałby, aby to ona tutaj z nim była. I to z jednego, prostego powodu – Mandy zgadzała się niemalże na wszystko, a on sam jeszcze nigdy nie uprawiał seksu na komendzie policji, także… hehe.
No ale trudno. Zamiast Amandy dostał Joeya. Też dobrze. Przynajmniej miał większe szanse na to, że jego morda jeszcze ujrzy światło dzienne.
- A nie wiem – stwierdził prosto i wzruszył ramionami. – Chyba zajebałem jakiemuś typowi z baru. – Czy Joseph mógł wykorzystać ten fakt na jego korzyść, skoro wiązało się to z opowieścią o innym przestępstwie? – Susza? – powtórzył, patrząc na niego podejrzanie. – Ale stary, tutaj prawie zawsze pada – zauważył niczym najprawdziwszy geniusz. Następnie zmarszczył lekko nos. – Chociaż patrz, tam były jakieś suche badyle czy inna trawa, to przez to to wszystko – dodał z nadzieją, że te niesamowite szczegóły jakoś go uratują. – Dałbym im łapówkę, ale, kurwa, już wydałem cały hajs z wypłaty. - Jeszcze gdyby mieli środek miesiąca - okej. On jednak otrzymał swoją ostatnią wypłatę tydzień temu i raczej nie zapowiadało się na to, żeby mieli mu wysłać kolejną z trzytygodniowym wyprzedzeniem. Kurwa, no.
_________________
« adonis chester aldridge »
I'm gonna give you fair warning that I'm not a saint, but I could be if I tried. Lord knows I don't learn from mistakes. And I'm not here unless I'm here by your side. I'm not a saint, but I could be if I tried. © .bizzle
[Profil]
 
 
Joey Harrison








22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Electra, Claire, Amanda, Alejandro



Wysłany: 2019-03-10, 20:03   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!


Facebook to narzędzie, które skomplikowało życie już niejednemu –czy to poprzez wysłanie wiadomości do swojego eks, a czasem człowiek nieświadomie przyznał się do spalenia parku. Być może istniał miliard sposobów na to, by podważyć wiarygodoność dowodu, ale żaden odcinek Good wife nie dotyczył sprawy takiego typu. A skoro żaden odcinek serialu prawniczego nie dotyczył podobnej sprawy, to też Joey nie miał pojęcia jak tego dokonać. Dlatego też chłopak krążył po pokoju, kombinując jak wyciągnąć kumpla z więzienia. Kiedy Harrison przechadzał się po pokoju, to mruczał jedynie pod nosem "face, face, na face, face".
Czy mógł podważyć taką formę przyznania się do winy? Być może- ale jak? Jak mógł przekonać policjantów do tego, że sprawca podpalenia nadal był na wolności? Badanie na wykrywaczu kłamstw? Wtedy Chester pójdzie siedzieć na dożywocie, bo pewnie zrobił w swoim życiu o wiele więcej niż jedno podpalenie parku. Co jak co, ale Joey nie mógł pozwolić na to, by doszło do badania wykrywaczem kłamstw. Harrison nadal intensywnie rozkminiał tok całej sprawy, a sam Chesty najwyraźniej również ciągle kombinował
-Tak, adwokaci raczej nie jebią karniaków – przyznał rację koledze, ciągle krażąc po pokoju-W Ally Mcbeal to adwokaci raczej romansowali z swoimi klientami, w rytm wolnej muzyki z lat 90tych – oświadczył półgłosem. Czyżby wolność Chestera zależała od tego, ile to Joey wyciągnął z religijnego oglądania Ally McBeal?
Chłopak machnął dłonią na to, że Chester zajebał komuś zapalniczkę-Proszę Cię, zapalniczki na imprezach zwykle dwadzieścia razy zmieniają właściciela
Chociaż Chester na pewno nie był świętym, to jednak podjebanie zapalniczki było wyjątkowo niegroźnym zabiegiem. Czy mógłby otrzymać jakąś karę za taki czyn? Chyba tylko cielesną, podczas trzaskania bambusem. I w tym momencie Joey praktycznie poczuł jak w jego głowie rozbrzmiewa dzwonek.
-Ty to jesteś debilem Joey westchnął i wywrócił oczami w dramatyczny sposób, niczym zdegustowana Diane Lockhart, do której świadomie, podświadomie i każdym gestem nawiązywałPosłuchaj mnie uważnie – Joey usiadł na przeciw Chestera, a następnie wbił w niego uważne spojrzenie, ewidetnie próbując wbić mu do głowy jego wymyślony tok sprawy-Byłeś pijany, zjarany i po całonocnej imprezie. Nie pamiętasz kiedy dokładnie to było, ale padał deszcz, wracałeś do domu przez park, skrótem. Odpaliłeś sobie jointa, który bardzo słabo się palił i przez co wyrzuciłeś go do kosza na śmieci. Byłeś jednak tak zjarany, że fakt iż nie ugasieś go przed wrzuceniem do kosza pomyliłeś z rzuceniem na ziemię. Nie mogłeś spalić parku, ponieważ Twój joint wylądował w koszu na śmieci, wydawało Ci się ze rzuciłeś go na ziemię i dlatego bałeś się, że to przez Ciebie spłonął park. Powtórz.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 6