Poprzedni temat «» Następny temat
Lemongrass
Autor Wiadomość
William Boyle


Wysłany: 2017-10-06, 19:26   

Łatwiej było rozmawiać o sukcesach zawodowych przyjaciela – właściwie to o kolejnym sukcesie zbliżajacym się wielkimi krokami, w co też William nawet przez chwilę nie watpił – niż dyskutować o własnych uczuciach. Jednak musiał w końcu choćby o nich wspomnieć, bo przyjaciele sa przecież od tego, aby wysłuchiwać nawzajem swoich rozterek i żali, czyż nie?
Mimowolnie skrzywił się, gdy tylko usłyszał słowa przyjaciela. Nie tylko Brandon z ich dwójki szanował instytucję małżeństwa, William również otaczał ja swoista czcia. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mu się spotykać z zajętym już mężczyzna. Wcale nie podobała mu się perspektywa budowania własnego szczęścia na nieszczęściu kogoś innego. Na dodatek panicznie bał się tego, że prędzej czy później ktoś mu to w końcu wypomni, choć podobne słowa zabolałby go najbardziej wtedy, gdyby kiedykolwiek wypadły z ust Johna. Ale wszystkie te obawy zdawały się być niczym wobec jego uczuć. Przy boku pana komendanta był najszczęśliwszy i to było przerażajace, zarazem tak bardzo ekscytujace.
To było silniejsze ode mnie – wyrzucił z siebie nieco obronnie, po czym westchnał cicho. Chyba nawet nie powinien próbować się tłumaczyć. Trudno, stało się i czasu już nie cofnie. Ale gdyby mógł zmienić bieg wydarzeń, zdecydowałby się to zrobić? Naprawdę nie wiedział.
Kamień spadł mu z serca, kiedy usłyszał kolejna wypowiedź Millera. Nawet uśmiechnał się pod nosem z jawna wdzięcznościa. A potem jego uśmiech wyraźnie rozjaśniał entuzjazmem.
Na pewno czyha na ciebie gdzieś za rogiem apetyczny przystojniak – rzucił wesoło.
Po chwili przy ich stoliku pojawił się kelner z ich zamówieniami. Dwie miseczki pełne makaronu z mięsem i warzywami prezentowały się naprawdę świetnie. I ten aromat, który się nad nimi unosił, był niesamowity. William podziękował kelnerowi drobnym uśmiechem i zabrał się za konsumpcję.
No to smacznego.
Puścił oczko do towarzysza i bez wyrzutów sumienia zajał się swoim daniem. Po kilku kęsach zdecydował się spytać:
Naprawdę nie zakręcił się obok ciebie ostatnio żaden gość?
Trudno mu było w to uwierzyć. Choć sam nigdy nie uznałby swojego przyjaciela za obiekt pożadania, to jednak uznawał go za całkiem przystojnego, rzecz jasna w ramach obiektywnych obserwacji. Po prostu nie był ślepy.
_________________
William Boyle
I had a dream the other night about how we only get one life. It woke me up right after two, I stayed awake and stared at you, so I wouldn’t lose my mind.


[Profil]
 
 
Brandon Miller


Wysłany: 2017-10-15, 01:51   

Brandon lubił mówić o swoich sukcesach. Może i wydawał się przez to próżny, ale kurcze, tyle na to pracował, tyle znosił i wycierpiał, by móc robić to co chciał i tyle musiał poświęcić, by to osiagnać, że teraz nie mógł po prostu, z fałszywej skromności, powiedzieć, że to nic takiego, bo takim nie było. Był dumny z każdej kolekcji i z każdego elementu, który ja stanowił. Cieszył się, gdy widział, jak jakaś gwiazda ubrała jego kreację lub, gdy ta znalazła się na okładce. Czemu miałby udawać, że nie robi to na nim wrażenia, skoro nie była to prawda. Swoja pracę i kolekcje traktował jak dziecko, więc logicznym było, że gdy coś się działo, to był z tego powodu dumny. Dokładnie tak samo, jak każdy rodzić jest dumny ze swojej pociechy i chwali się, jak zaczyna raczkować albo wypowiadać pierwsze słowa. Chyba tyle dało się zrozumieć i nie mieć mu za złe, że lubił mówić o swoich sukcesach. Z drugiej jednak strony nigdy nie chwalił się zawczasu, więc wolał z gratulacjami poczekać, bo różnie mogło być. Po co się napalać, jak można przedwcześnie zgasnać.
Nie chciał sprawiać przykrości swojemu przyjacielowi, ale musiał powiedzieć, co mu do głowy przyszło. Oczywiście nie miał zamiaru sadzić Williama. To było jego życie i mógł je sobie przeżyć tak, jak będzie tego chcieć. Niemniej jednak powinien uważać. Miller, może i był pesymista, ale uważał, że w taki sposób jak się kogoś zdobyło, to w taki sposób można go też stracić. Odetchnał jednak cicho i uśmiechnał się.
Raczej kryje, bo jeśli jest na rogu, to go nie widzę – zażartował. Może wychodził na beznadziejnego, ale nie szukał nikogo. Uważał, że dobrze mu w takim stanie w jakim się obecnie znajdował. Był tylko on, praca i szynszyle. Nie sadził, żeby kogoś potrzebował, żeby się lepiej czuć, ale oczywiście kilka razy przyłapał się na myśleniu, co by było gdyby obudził się przy kimś w łóżku, potem zjadł śniadanie przy jednym stole, a na koniec dnia zasnałby z ta sama osoba w łóżku. Chyba mogłoby być miło.
Potarł dłońmi o siebie, gdy tylko danie wyladowało przed nim. Wygladało wyjatkowo apetycznie, więc Miller niemal od razu zaczał się nim zajadać. Musiał przyznać, że potrawa wyjatkowo przypadła mu do gustu, co w sumie nie było wyczynem, bo on lubił jeść i nie było wielu rzeczy, za którymi nie przepadał.
Wiesz, wielu panów się zakręciło, ale nie wiem, czy w ten konkretny sposób – mruknał, uśmiechajac się. Jakby się tak zastanowić, to spotkał się z kilkoma mężczyznami, ale nie mógł jednoznacznie określić, czy to coś znaczyło i czy chce czegoś więcej. – Opowiedz mi lepiej, jaki to ten twój komendant jest – poprosił. Przez chwilę poczuł się jak dzieciak, który po raz pierwszy usłyszał, że jego przyjaciel się z kimś umawia i chce się wszystkiego dowiedzieć.
[Profil]
 
 
William Boyle


Wysłany: 2017-10-19, 00:42   

Wcale nie zraziła go szczerość Brandona, bo przecież od przyjaciół wręcz należy jej oczekiwać, jednak w tym momencie odrobinę go dotknęła. Drobny komentarz uderzył w najbardziej czuła strunę, na nowo rozbudził watpliwości, choć szybko udało mu się zepchnać je z powrotem w dal, bezpiecznie zamknać w czeluściach umysłu gdzieś z tyłu głowy. Gdyby ktoś powiedział mu, że rozbije kiedyś czyjeś małżeństwo, wyśmiałby tę osobę za niedorzeczne pomysły, może nawet zaproponowałby jej wizytę u psychologa. Sam William głęboko wierzył w to, że wszystkie uczynki prędzej czy później wracajac do człowieka, bo uderzaja w niego ich konsekwencje. Ale tak bardzo chciał wierzyć, że to, co połaczyło go z Johnem, nie jest żadnym błędem.
Nic nie mógł poradzić na to, że zaśmiał się pod nosem na ten żart, choć krył się za nim okropny defetyzm. Boyle naprawdę nie chciał wierzyć, że żaden porzadny facet nie pojawił się na drodze jego przyjaciela. Właśnie dlatego wyskoczył z tym konkretnym pytaniem, musiał się upewnić. I odpowiedź, która padła, wcale go nie zachwyciła, ale brzmiała dość obiecujaco, ponieważ wygladało na to, że nic jeszcze straconego, bo jednak jacyś panowie w pobliżu Brandona się kręca.
Jeszcze jest dla ciebie nadzieja, skoro nadal poznajesz nowych ludzi. W końcu jakiś śmiałek wyskoczy na ciebie zza rogu, zobaczysz.
Rozmowa znów przeniosła się na jego osobę, co niby nie było takie złe, ale jednocześnie okazywało się nieco stresujace. Zmrużył oczy, próbujac najpierw sobie odpowiedzieć na pytanie, jaki jest John. Łatwo przywołał jego obraz w swojej głowie, przez co mimowolnie uniósł kaciki ust w subtelnym, lekko rozmarzonym uśmiechu, po czym spojrzał na Brandona pełen wiary w to, że trafił na kogoś, z kim odnajdzie szczęście.
Jest bardzo męski – chyba właśnie od takiego sformułowania powinien zaczać, jeśli chciał oddać naturę komendanta Schellera. – Jednocześnie bardzo czuły i troskliwy – dodał po chwili, aby czasem Miller nie odniósł wrażenia, że poderwał go jakiś macho. Wyglad ma znaczenie i William cenił uroki ciała komendanta, jednak w ich przypadku o wybuchu uczucia zadecydował inne czynniki, mniej powierzchowne. – Bardzo ceni sobie swoja pracę, co dobrze rozumiem, bo sam czasem wykazuję pracoholizm, jednak jego praca ma inny charakter niż moja.
Nie chciał rozmyślać o ryzyku zawodowym policjantów, robił wszystko, aby nie zamartwiać się tym wszystkim. W żadnym wypadku nie chciał ograniczać partnera, zwłaszcza, że sam pragnał pełnej swobody w sferze zawodowej.
Poza tym świetnie gotuje i uwielbia kuchnię włoska.
Uśmiechnał się delikatnie, tym samym kończac swoja relację na temat Johna. Powrócił do jedzenia, cieszac się smakiem tajskiego dania.
Jak się miewa twoja mama? – spytał uprzejmie, w sumie to szczerze zaciekawiony tym tematem. Od lat jej nie widział, nigdy specjalnie nie było okazji. Trochę mogło się u niej zmienić przez ten czas.
_________________
William Boyle
I had a dream the other night about how we only get one life. It woke me up right after two, I stayed awake and stared at you, so I wouldn’t lose my mind.


[Profil]
 
 
Brandon Miller


Wysłany: 2017-10-26, 23:06   

Miller wierzył w prawdziwa miłość. Owszem, ciagle na swoja czekał, ale wierzył, że ta kiedyś nadejdzie i jeśli miał być szczery, to nie spieszyło mu się do tego, by to nadeszło jakoś wyjatkowo szybko. Nie był desperatem i nie wyszukiwał się ukochanego w każdym kogo spotka. Lubił się spotykać z mężczyznami, bo uważał ich za ciekawy materiał do rozmowy. Uwielbiał słuchać ich historii, bo wolał słuchać i milczeć o sobie, gdyż w sumie nie miał zbytnio o czym rozmawiać, a to co miał nie należało do najprzyjemniejszych rzeczy. Po co więc miał o tym wszystkim wspominać zwłaszcza nieznajomym. Na szczęście z Williamem nie miał tajemnic. Mężczyzna wiedział bowiem wszystko o nim i o jego przeszłości. Wiedział, że nie było mu łatwo i że życie z ojcem tyranem było istnym piekłem na ziemi. Często o tym rozmawiali w młodości, chociaż Brandon starał się pozostawać tym optymistycznym i czerpać z życia wszystko co najlepsze.
Mam nadzieję, że kiedyś się ktoś trafi – powiedział, nie chcac wyjść na desperata. Ogólnie sprawy zwiazku strasznie go krępowały, bo wiedział i czuł na sobie te spojrzenia i niemalże słyszał jak ludzie zadaja sobie i między soba pytania o to, czy w końcu sobie kogoś znajdzie. Wolałby z gracja przemilczeć ten temat niż rozwodzić się nad tym, dlatego też starał się odwrócić od siebie wszelka uwagę.
No proszę, a co lubi? – zapytał. Nie chciał być nachalny i dociekliwy. W sumie życie uczuciowe Williama nie interesowało go w takim stopniu, by wypytywać o każdy najmniejszy szczegół z życia. Wiedział jednak, że gdyby było inaczej, to zapewne nie przestałby na zadawaniu pytań, dotad dopóki przyjaciel nie wyszedłby z restauracji. To mogłoby się skończyć wyjatkowo źle. Bo w końcu nawet on nie wiedział, na jakim pytaniu mógłby skończyć. – Praca to praca, nie umniejszaj sobie w żadnym wypadku – powiedział. On sam był niemal ksiażkowym przykładem pracoholizmu. Praca była dla niego wszystkim i nie wiedział, czy mógłby bez niej żyć. Zapewne zgłupiałby i zdziadział, gdyby nagle ktoś mu to odebrał. Wiedział jednak, że nie było to zdrowe i trzeba się ograniczać niemniej jednak praca była dla niego ucieczka od zmartwień i kłopotów życia codziennego. Dzięki niej mógł zapomnieć o tym, że w sumie siedzi sam i nie ma się do kogo odezwać wstajac rano.
Jest zdrowa, znalazła sobie lekka pracę w Londynie – powiedział ogólnikowo. Nie chciał zbytnio rozgadywać się na jej temat, bo wiedza że sypiała ona obecnie z mężczyzna z którym sypiał kiedyś on nieco go irytowała. Nie miał im tego za złe, bo w końcu z mężczyzna tym nie łaczyło go głębokie uczucie, ale i tak cała ta sytuacja była niesamowicie dziwna. Uśmiechnał się jednak, nie chcac po sobie poznać, że coś mu leżało na watrobie.
[Profil]
 
 
William Boyle


Wysłany: 2017-10-31, 20:46   

Posłał przyjacielowi szeroki uśmiech, może nawet zbyt szeroki, ale na to już nie mógł nic poradzić, bo do każdej wizji przyszłego zwiazku Brandona podchodził bardzo entuzjastycznie. A przecież dzielenie z kimś życia to nie sama sielanka, przeciwnie, to nastręcza wielu trudności, bo samo docieranie się jest procesem długotrwałym, pełnym wyrzeczeń – taka ciagła próba dojścia do kompromisu. Jednak prawdziwe uczucie jest w stanie przezwyciężyć wszystko, a przynajmniej William nadal się łudził, że tak jest. Był dobrej myśli nie tylko o karierę przyjaciela, również wierzył w to, że i w miłości odnajdzie szczęście.
Lubi się przytulać – było to pierwsze, co mu przyszło na myśl, więc wyjawił ten fakt dość bezwiednie. Mimowolnie uśmiechnał się sam do siebie i szybko uznał tę swoja radość za niedorzeczna, dlatego też zaraz spróbował zamaskować ten swój uśmiech poprzez wzięcie kolejnego kęsa ciepłego dania. – I lubi czytać, ale rzadko ma czas aby usiaść nad ksiażka – dodał już bardziej świadomie. To miało być jedyne tego typu wynurzenie, ponieważ nie wyobrażał sobie, iż miałby dalej mówić o Johnie, jakby pragnał pławić się w swym szczęściu.
Ależ nie umniejszam swojej pracy. Może i studenci nie zawsze daja mi powody do zadowolenia, jednak uwielbiam ciagle próbować wtłaczać do ich umysłów wiedzę.
Wywrócił teatralnie oczami, po czym zaśmiał się pod nosem. Uznawano go za całkiem wymagajacego wykładowcę, choć on sam twierdził, że chce tylko zmuszać młode pokolenie do myślenia. Niestety, młodzi bronili się rękami i nogami przed pobudzeniem szarych komórek. Jednak szkoda by było rozprawiać o braku chęci do nauki u studentów, wolał przeznaczyć energię na konsumpcję.
Skinał głowa, aby pokazać, że przyjał jego odpowiedź do wiadomości. Jego mama miała się dobrze i to było najważniejsze, w szczegóły nie zamierzał się wdawać.
U mnie w rodzinie też wszyscy zdrowi. Bez większych zmian.
Wzruszył ramionami, a potem poczuł, że chyba niepotrzebnie wspomniał o swoich krewnych. Starszy brat i ojciec nadal nie akceptowali jego orientacji, ale ojciec dbał o niego na swój własny sposób, czyli upewniał się, że wszystko u niego dobrze za pośrednictwem małżonki. Przynajmniej matka i siostra nieustannie go wspierały. Cóż, Brandon był jako tako zorientowany w tej sytuacji, w końcu William nieraz mu się zwierzał.
To co, zbieramy się? – spytał, gdy tylko dostrzegł, że obaj powoli kończa swoje posiłki.
_________________
William Boyle
I had a dream the other night about how we only get one life. It woke me up right after two, I stayed awake and stared at you, so I wouldn’t lose my mind.


[Profil]
 
 
Brandon Miller


Wysłany: 2017-11-08, 01:08   

Brandon wiedział, że zwiazki to nie jest tylko przyjemne trzymanie się za raczki i budzenie każdego ranka obok zaspanej twarzy innej osoby. Życie nie było filmem romantycznym i na nic takiego się nie przygotowywał. Wiedział, że zwiazek to pasmo wyrzeczeń, prób, konfliktów i chwil przyjemnych. Gdy decydowało się na zbudowanie tak bliskiej relacji trzeba było przyjać wszystko, co ta ze soba niosła i starać się to przetrwać. Miller nie wiedział, czy był na to gotowy. Czy tego chciał? Owszem, ale domyślał się, a nawet wierzył, że nie będzie w stanie poświęcić komuś innemu tak wiele czasu, ile ta druga osoba by chciała. Brandon był pracoholikiem, co podkreślał niemal na każdym kroku. Kochał swoja pracę, która zapewniała mu jakieś zajęcie i ukierunkowała myśli, by te nie rozbiegły się w zbyt wielu kierunkach. Nie wiedział, czy byłby w stanie rozdzielić czas między zawodem a miłościa. Nie chciałby też, by ktoś czuł się przez niego zepchnięty na dalszy plan.
No proszę, nie dość że silny, to jeszcze inteligentny i romantyczny – określił postać komendanta w tych kilku słowach. Oczywiście nie miało się tam kryć ani szczypty ironii czy sarkazmu, po prostu wysnuł wnioski na podstawie tych kilku informacji, które dostał od przyjaciela. On również się uśmiechnał. Cieszył się czyimś szczęściem, zwłaszcza obecnie w czasach, w których tak często się słyszy o tylu nieprzyjemnościach.
Podziwiam cię, nie wiem, czy sam byłbym w stanie uczyć dzieciaki – mruknał, między kolejnymi kęsami jedzenia. Oczywiście pamiętał swoje przygody z edukacja i pamiętał tych wszystkich profesorów i nauczycieli, którzy pojawili się na jego drodze. Nie wszyscy z nich byli przyjemni, ale większość na pewno wymagała dużo. Ogólnie Brandon uważał, że im bardziej wymagajacy jest nauczyciel, tym lepiej, gdyż praca włożona w naukę nie pójdzie na marne i uczniowie naprawdę się czegoś naucza, co będzie im służyć latami. Miller do tej pory bowiem pamięta mnóstwo informacji, które zapamiętał z lekcji biologii czy chemii, chociaż obecnie używa definicji jedynie do rozwiazywania krzyżówek, gdy bardzo mu się nudzi. Z biologia nie miał styczności od czasów zakończenia liceum, no ale ta nie była mu już przecież potrzebna, a watpił że przy obecnym zawodzie musiałby udzielać korepetycji. Wiedział też jakim trzeba być człowiekiem, by móc zostać nauczycielem. On taki nie był i szybko się irytował.
Najważniejsze, że wszystko z nimi dobrze – powiedział. Cóż, można uznać, że jego relacja z rodzicami była dziwna. Z ojcem nie utrzymywał kontaktu i nie interesowało go, co się z nim może dziać. Nie wiedział czy nadal żył i nie zasmuciłby się zbyt mocno, gdyby okazało się, że ten jednak umarł siedzac na traktorze lub grabiac opadnięte liście. Odkad tylko Brandon pokazał mu środkowy palec nie miał z nim styczności. Matka z drugiej strony często z nim rozmawiała, ale i z nia Miller starał się nie spędzać dużo czasu.. Czuł się dziwnie, że mieli tego samego partnera, chociaż pozostałej dwójce raczej ten fakt nie przeszkadzał. No cóż, nie jest powiedziane, że każda rodzina musi być normalna.
Tak, chodźmy. Gdzie chcesz iść? – zapytał. Czekali chwilę na kelnera, by ten przyniósł im rachunek. Zanim wstał położył na rachunku napiwek i skierował się w stronę wyjścia, gdzie też poczekał na Williama.
[Profil]
 
 
William Boyle


Wysłany: 2017-11-11, 14:30   

To było całkiem trafne podsumowanie osoby Johna. Był silny, ta cecha powinna zawsze cechować każdego stróża prawa, nie można było odmówić mu inteligencji i rzeczywiście bywał romantyczny. Oczywiście nie był ideałem, jednak William był w stanie nawet bronić jego nielicznych wad – pracoholizmu, oślego uporu, zostawiania nieumytego kubka w zlewie, kiedy gonił go już czas. Wszystkie te rzeczy były czastkami Johna, które zmieszane ze soba tworzyły całość. Ale w tej chwili nie chciał tych drobnostek analizować, miał w końcu skupić swoje myśli na czymś innym, bo chyba zaczynał popadać w jakaś chora obsesję. Przecież jego życie nie powinno kręcić się wokół innej osoby.
Prychnał kpiaco, kiedy usłyszał uwagę uznania skierowana w jego stronę, po czym teatralnie wywrócił oczami. W końcu spojrzał przyjacielowi prosto w oczy i posłał mu jeden z tych subtelnych uśmiechów, nieco pobłażliwych w swym wyrazie.
Możesz mi wierzyć na słowo, te dzieciaki ciężko czegokolwiek nauczyć. Spróbuj od nich czegoś wymagać, a zaraz się oburza i podniosa bunt. To egzamin był z trudny, to próg za wysoki, skad to pytanie, skoro tego nie było wykładzie.
Pokręcił głowa z rezygnacja i wszystko skwitował cichym westchnięciem. Lubił prowadzić zajęcia, czasem jednak tracił cierpliwość do studentów, którzy chcieli tylko pójść na łatwiznę. Czasem zdarzały się wybitne jednostki i przywracały mu wiarę w młode pokolenie, owszem, jednak i one szybko znikały z pola widzenia.
Trochę żałował, że zaczał temat rodziny, jednak zawsze darzył sympatia mamę Brandona. Zreszta, ich matki nigdy nie były niczemu winne, to ojcowie nie potrafili ich w pełni zaakceptować.
Po uregulowaniu rachunku również poderwał się od stolika i ruszył w kierunku wyjścia. Rozejrzał się po otoczeniu, a potem przeniósł spojrzenie niebieskich oczu na przyjaciela. Musieli wygladać dość zabawnie przez tę różnicę wzrostu.
Dwaj dorośli Szkoci, którzy dawno się nie widzieli, powinni udać się razem na piwo – stwierdził żartobliwie, ponieważ sam za piwem specjalnie nie przepadał. Zreszta, obaj nie wpasowywali się specjalnie w tło pubów i chyba nawet do realiów klubów też już nie pasowali. William nigdy nie podchodził zbyt entuzjastycznie do takich głośnych imprez, gdzie każdy pozostaje całkowicie anonimowy. – Ale nietypowi z nas Szkoci, a tak poza tym, to wolę wino.
To gdzie mogliby się udać? Aż zmarszczył nos w wyrazie konsternacji.
Możemy wpaść do mnie. Wino się znajdzie, jakieś lody. I będziesz mógł zrobić przeglad mojej garderoby. O ile jeszcze nie masz mnie dość.
_________________
William Boyle
I had a dream the other night about how we only get one life. It woke me up right after two, I stayed awake and stared at you, so I wouldn’t lose my mind.


[Profil]
 
 
Brandon Miller


Wysłany: 2017-11-26, 16:55   

Uśmiechnał się, słyszac słowa przyjaciela. Tak, nauczanie nie było łatwe, zwłaszcza w chwilach, gdy dzieciaki wyraźnie nie chciały się uczyć i nawet tego nie udawały. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego młodzi wykazuja tak silna awersję do uczenia się, zwłaszcza że ludzie musieli przejść długa drogę do tego, by móc uczyć się ponoszac jak najmniejsze koszta. Nauka w końcu była darmowa, a mimo to wciaż były osoby, które wolały żyć w świecie w którym nic się nie wiedziało. Niemniej jednak Brandon wiedział, że niewykształcone społeczeństwo jest takim, które daje się łatwo zmanipulować i prowadzić się za rękę osobom, które parszywie to wykorzystuja.
Pamiętasz jakimi dzieciakami byliśmy my? – zapytał przyjaciela. – Nie kłam, że z chęcia zagladałeś do tych wszystkich podręczników. Z reszta cały czas pamiętam Pania Barnes, która strasznie przynudzała i przez to miałem wrażenie, że wychodzę z lekcji głupszy niż madrzejszy – zaśmiał się. Oczywiście nie chciał imputować, że Will jest kiepskim wykładowca. Wierzył, że potrafi uczyć całkiem nieźle. Niemniej jednak ciagle byli uczniowie, których nic nie obchodziło. Jeśli chcieli oni żyć w ciemnocie, to Miller nie miał zamiaru ich sadzić i mówić, że źle robia. Życie w końcu i tak wszystko pokaże. On sam nie mógłby żyć ze świadomościa, że czegoś nie wie. Jasne że były sprawy, którymi się nie interesował i gdy były poruszane, to nie wiedział o co chodzi, ale jeśli tak było, to wyszukiwał informacji, by nie wypowiadać się o czymś, czego nie znał.
Nie przepadam za piwem – zaśmiał się. Nie był chyba dobrym przykładem Szkota, bo nawet jego akcent zanikł gdzieś po drodze. Niemniej jednak, gdy otaczał się innymi Szkotami, u których akcent nie uległ zatraceniu, to odzyskiwał swój. Zwłaszcza po kilku głębszych. Czasem było to dość miłe. Lubił Szkocję. Ciagle miał ja gdzieś tam w swoim sercu, niemniej jednak nie chciał wracać do siebie na swoja farmę, gdzie żył jego ojciec. – Na wino się jednak zgodzę – odpowiedział. Uwielbiał wino. Mógł je pić pod każda postacia. Z reszta codziennie wypijał jedna lampkę wina. Było to podobno bardzo zdrowe, a on lubił o siebie dbać. – Prowadź więc.

[zt x2]
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 6