Poprzedni temat «» Następny temat
Lemongrass
Autor Wiadomość
Brentwood


Wysłany: 2017-06-24, 22:16   Lemongrass
  

  
Brentwood

  
your favourite place on earth


[Profil]
 
 
Heath McKidd








20

student fizjoterapii

żelki forever

East Brentwood

mów mi: atlas

multikonta: ravana & fitz

Wysłany: 2017-06-30, 18:00   
  

  
heath mckidd

  
the impossible boy



Heath nie chadzał na spotkania z obcymi mężczyznami dzień w dzień, ale można powiedzieć, że ostatnimi czasy robił to w miarę regularnie. Tygodniowo zaliczał średnio trzy spotkania, które przeważnie kończyły się fiaskiem. Prawie wszyscy chcieli się tym z nim kochać, a on, cóż, to nie tak, że unikał seksu, ale po prostu nie chciał tego robić z byle kim. Oczywiście był tylko człowiekiem i zapewne byli tacy kandydaci, którym by jednak uległ, ale na razie jeszcze nikt interesujacy nie pojawił się na horyzoncie. Dzisiejszego wieczoru szedł na spotkanie z Jamesem, starszym od niego pilotem, który lubił kuchnię azjatycka. Heath to w sumie bardziej włoska albo meksykańska, ale chciał być miły, więc zasugerował Lemongrass, bo przynajmniej spróbuje czegoś nowego, a tamten będzie jakby z góry zadowolony. Nie odstrzelił się zbyt elegancko, ponieważ cenił sobie swobodę i naturalność. Miał więc nadzieję, że tamten nie postanowi przyjść w garniturze, bo pewnie by go to skrępowało. O dziwo przyszedł pierwszy, choć przywykł już do tego, że wiecznie się spóźniał. Najwidoczniej brak obowiazków działał na niego pozytywnie. Siedział sobie przy stoliku i grzebał coś w telefonie, co jakiś czas zerkajac na drzwi, kiedy ktoś wchodził do lokalu. Miał tylko nadzieję, że facet go nie wystawi, bo zawsze mu się wtedy przykro robi, jak ktoś go traktuje w ten sposób.
_________________

MAYBE THIS TIME I CAN BE STRONG, BUT SINCE I KNOW WHO I AM
I'M PROBABLY
WRONG

[Profil]
 
 
James Harvester
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-02, 13:39   

#2 + ubranko

Trzeba iść z duchem czasu, stad James korzystał z aplikacji do randek. Było w niej wiele nieprawdziwych kont, ale czasem udało mu się trafić na jakaś perełkę. Tak właśnie myślał tym razem. Jego potencjalna randka wybrała miejsce z kuchnia azjatycka, a więc ogromny plus dla niej. Na imię miał Heath i był sporo młodszy od pilota. Chociaż na zdjęciu nie wygladał aż tak młoda. Był przystojny, ale nie spodziewał się, że zaraz randka zakończy się w łóżku. Szedł tam z nadzieja poznania nowej osoby, jakkolwiek źle by to nie wygladało. Nie miał złych zamiarów, nie trafił źle. Nie w głowie mu ćwiartowanie jego ciała na kawałki, jakby chciał może mu przynieść wszystkie swoje badania na poczytalność i metryczkę zdrowia. W żadne bagno go nie wpakuje. Jak się ubrał? Przyzwoicie nie za elegancko, ale też nie za sportowo. Dresy były dobre do bieganie, trzeba było prezentować poziom. Poza tym nie chciał wypaść źle, w oczach młodego chłopaka. To było podwójnie ważne, bo może podbudować jego ego. Miał nadzieje, że chociaż trochę mu się spodoba, nie przesadzał z perfumami, nie chciał przecież wypełniać zapachem cały lokal. Nie wiedział czy był spóźniony, ale strzelał, że jeszcze się wyrobił. Odnalazł go po jego wskazówkach, usiadł na przeciwko niego, nie chciał wywierać na nim presji.
- Cześć Heath. Jak się masz? - chciał się z nim przywitać, dlatego wyciagnał dłoń z jego kierunku, w rzeczywistości był jeszcze bardziej słodki niż na zdjęciu, cóż zrobić, że mu się podobał.
 
 
Heath McKidd








20

student fizjoterapii

żelki forever

East Brentwood

mów mi: atlas

multikonta: ravana & fitz

Wysłany: 2017-07-03, 16:51   
  

  
heath mckidd

  
the impossible boy


Na jego widok troszkę go zamurowało. Mężczyzna wygladał kilkanaście razy lepiej niż na swoich zdjęciach, co w zasadzie zdarzało się bardzo rzadko, szczególnie na aplikacjach randkowych. Było coś w jego spojrzeniu, co trochę go onieśmielało, ale w pozytywny sposób. - Hej, James - uścisnał jego dłoń i uraczył go szerokim uśmiechem, który zapewne miał gościć na jego twarzy przez resztę spotkania. - Całkiem w porzadku, miałem dziś dość leniwy dzień, a teraz umieram z głodu - zaśmiał się cicho. Co prawda mógł zjeść coś przed, ale cały czas tłumaczył sobie, że przecież idzie na randkę, więc tam się naje. - A Ty? - odbił pytanie, za równo przez wzglad na grzeczność, jak i szczere zaciekawienie.
- Jadłeś już coś w tej knajpie? Może masz mi coś do polecenia? - zapytał, kiedy sięgnał po menu i trochę się przeraził, widzac te wszystkie nieznane mu dania.
_________________

MAYBE THIS TIME I CAN BE STRONG, BUT SINCE I KNOW WHO I AM
I'M PROBABLY
WRONG

[Profil]
 
 
James Harvester
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-05, 11:21   

Nie chciał go onieśmielić, nie miał takiego zamiaru. Wgrywał swoje prawdziwe zdjęcia, nigdzie ich nie edytował, wolał być szczery jeżeli o to chodzi. Nikt nie chciałby się spotkać z otyłym mężczyzna, który na zdjęciach wyglada na niesamowita partię. Niektórzy dziwili się dlatego pilot wybiera się też na randki z mężczyznami, skoro mógłby mieć nie jedna kobietę. Odkad zadeklarował swoja stronę biseksualna, stracił wielu znajomych, ale kompletnie się tym nie przejał.
- Jak rozumiem, nie pracujesz? - lubił dużo wiedzieć, a w aplikacji nie miał wypisanych zbyt wiele informacji, takie podstawowe. Wada takich opisów było też to, że nie zawsze były prawdziwe. Ktoś wpisywał fikcyjne informacje, które nie miały pokrycia w rzeczywistości, Harvester zadbał aby jego opis o nim świadczył i był jego reklama jednocześniie. Nie wiedział czy ma wierzyć w gadanie, że takie spotkania służa tylko do jednego, tak czytał opinie i z tego co wyczytał, faktycznie większość zmierzała tylko do jednego. - Cieszę się urlopem, na który nie mam pomysłu. - wzruszył ramionami i wział do ręki menu, znał je bardzo dobrze, ale za każdym razem coś potrafiło go zaskoczyć. Nie każdy lubił kuchnie azjatycka, różne były reakcje, ale on wprost uwielbiał, szczególnie jeżeli jest ze świeżych składników.
- Weź specjał szefa kuchni, zawsze zaskakuje. - uśmiechnał się w stronę młodzieńca, sam już miał dla siebie wybrane danie, czekał aż ktoś podejdzie ich obsłużyć.
 
 
Heath McKidd








20

student fizjoterapii

żelki forever

East Brentwood

mów mi: atlas

multikonta: ravana & fitz

Wysłany: 2017-07-05, 13:06   
  

  
heath mckidd

  
the impossible boy


- Na razie nie - wzruszył ramionami. Zastanawiał się czy miało to jakieś znaczenie dla niego. James zdawał się być człowiekiem odpowiedzialnym i skupionym na samorozwoju oraz sukcesie, więc nie zdziwiłby się, gdyby takie lenistwo z jego strony było uznane przez Harvestera za coś negatywnego. - Zastanawiam się nad dorabianiem jako kelner albo coś w ten deseń - dodał, coby lekko poprawić swój wizerunek. Naprawdę chciał, ale fakt, że nie potrzebował pieniędzy żeby przeżyć, trochę mu utrudniał motywację. - Wyjazd za granicę? Camping? - rzucił pierwsze dwie rzeczy, które przyszły mu na myśl i uśmiechnał się lekko. On sam pewnie mógłby cały czas być w mieście, o ile tylko miałby regularnie z kim się spotykać. Ludzie stanowili dla niego największa rozrywkę. - Okej, skoro tak mówisz, to Ci zaufam - odłożył menu, nie zaczytujac się już w szczegóły. Najwyżej mu nie zasmakuje i będzie niezręcznie, no trudno. Liczył się z tym wybierajac knajpę pod gusta mężczyzny. - Jak to właściwie się stało, że zostałeś pilotem? - zapytał, bo nigdy wcześniej nie znał nikogo z takim zawodem i bardzo go to fascynowało.
Randka była całkiem przyjemna, ale Heath nie poczuł tego czegoś i choć powiedzieli sobie, że zobacza się ponownie, to rudowłosemu wcale się tak nie wydawało.
    [ koniec; zwijam się, bo minęły dwa tygodnie ]
_________________

MAYBE THIS TIME I CAN BE STRONG, BUT SINCE I KNOW WHO I AM
I'M PROBABLY
WRONG

[Profil]
 
 
David Thirbly
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-31, 21:01   

#1 Outfit


O tych, którzy dożyli, albo zbliżali się do połowy wieku, mówiono, że zdarza im się przeżywać druga młodość. Ten mężczyzna musiałby pokłócić się o to stwierdzenie, a zrobiłby to z rozkosza; bo jak nazwać kogoś, kto nie wyszedł jeszcze z pierwszej młodości?
Co prawda, swoich znajomych, którzy przyjechali tutaj z Włoch, miał jedynie poczęstować lampka wina na dobry sen i przenocować - kłamstwo, w które nikt z nich nie uwierzył - co zmieniło się w butelkę wina, a potem liczbę mnoga i tak na kilku twarzach właczył się uśmiech kompletnie młodzieńczy, czyli bez powodu i wylecieli z gniazdka, żeby zaszaleć wśród młodych dup. Trudno zliczyć, ile okolicznych barów i klubów zwiedzili, aż trafił tam, gdzie poznał młodzieńca, którego głos podbił duszę pijanego Thirbly. On i dźwięk był czysty, prawdziwa emocja, pragnieniem i idealna rozkosza, której nigdy nie miało się dość. No, dopóki ten nie zaprzestał śpiewać, a on podszedł i stwierdził, że śpiewacy najcudowniej jęcza.
Kto pomyślałby, że okaże się, iż młodzieniec był prawdziwym pasjonatem sztuki.
Oczywiście, gdy nagle urwał mu się film, obudził się w domu, z poczuciem cudownej misji do spełnienia, bo czyż to nie piękne, że byli jeszcze młodzi i ludzcy, którzy malowali? Och, David pamiętał wszystko, chociaż nie był pewien, kto go odwiózł, ale z pewnościa był mu po stokroć wdzięczny.
Jak się okazało, miał jego numer telefonu, co prowokowało kolejne nieśmiszne żarciki, ale nie miał czasu. Rzucił się w wir pracy nad nowa rola przez cały tydzień, więc młodzieniec mógł poczuć się trochę zapomniany. Ale spokojnie, ten facet miał wszystko pod kontrola i uporawszy się z obowiazkowami, które były niczym innym, jak przyjemnościa, umówił się z Jamie, żeby poogladać jego malunki. A wiadomo, że najbardziej przełomowe wydarzenia odbyły się przy dobrym jedzeniu i winie, więc nic dziwnego, że w myśl tej zasady, zdecydował się zaprosić go na obiad.
David, którego żoładek chyba przetrwałby nawet truciznę, nie musiał martwić się o rewolucje, mogace nadejść z zapijania drobnego kaca winem. Butelka na stole, opróżniona już w jednej trzeciej i drugi papieros w ustach. Nie przejmował się worami pod oczami, zdradzajace intensywny tydzień, w końcu, szanuje się tylko szalonych napaleńców, którzy wdychaja Życie tak głęboko, że aż się nim krztusza, prawda? Siedział wygodnie, trochę po luzacku, jednocześnie zachowujac tę elegancję, która nie pozwalała zapomnieć o tym, że ma się do czynienia z człowiekiem z wyższych sfer. Powiedzmy sobie szczerze - David nie pozwoliłby o tym zapomnieć (nawet wtedy, gdy musiał na kolanach ścierać po kolegach skutki imprezy z ulubionego dywanu mężusia).
 
 
Jamie DeHavilland
[Usunięty]

Wysłany: 2017-08-01, 14:26   

Przed wypadkiem uwielbiał malować. Nie byłoby dnia i chwili wolnego czasu, w której Jamie nie chciałby wyciagnać sztalugi i płótna, by coś namalować. Lubił portretować dlatego też często szukał na laptopie zdjęć sławnych osób i malował je. Oczywiście nie były to portrety idealne, miał on swój własny styl, ale lubił ludzkie ciało. Ludzie go fascynowali. Uważał, że nie ma na świecie niczego bardziej idealnego od ciała żywej osoby. Nawet niedoskonałości były dla niego perfekcyjne, każde znamię, zmarszczka i blizna wszystko to sprawiało, że ludzie wydawali mu się bardziej realni i ludzcy, dlatego w swoich pracach często nie omieszkał się pokazywać niedoskonałości. Kilka miesięcy przed wypadkiem zdecydował się na malowanie aktów. Z poczatku było mu trudno, ale gdy tylko ogłosił się w internecie, e szuka modeli do konkretnego celu, to posypały się oferty. Cóż. Można odebrać go jako zboczeńca, ale on naprawdę poświęcał się malowaniu. Każdego modela traktował jak obiekt. To że niektórzy się przed nim rozbierali w ogóle nie wzbudzało w nim podniecenia. Nie, gdy trzymał w dłoni pędzel. Jego obrazy nie były pornograficzne. Nie, do tego im było daleko. Cechowały się subtelna erotyka, która i tak nie była uderzajaca.
Wszystko zmieniło się po wypadku. Widok wbitego w ramię odłamka z ramy płótna robi wrażenie. Chłopak do tej pory nie był w stanie dotknać pędzla, a wszystkie jego rzeczy, którymi się posługiwał leżały obecnie w szafie, przykryte jakimiś ubraniami, których chłopak już nie ubierał, bo były za małe lub mu się znudziły. Bał się. Zbyt dużo negatywnych myśli kręciło się wokół malowania, że on nie mógł sobie na to pozwolić. Przerzucił się na szkicowanie ołówkiem na białych kartkach. Cóż, nie spełniało go to, ale stanowiło dobry zastępnik.
Gdy śpiewał poznał pewnego mężczyznę. Chłopak był pijany, ale nie na tyle by nie kojarzyć z kim rozmawiał. Poniosło go nieco, a alkohol płynacy w żyłach dodatkowo dodał mu kurażu, przez co między nim a mężczyznom szybko nawiazała się rozmowa na temat sztuki, chociaż poczatkowo DeHavilland chciał spławić nieznajomego, który na dzień dobry uraczył go sprośnym żartem. Przez niego Jamie na jedna noc zapomniał o wypadku i zaczał opowiadać o swoich pracach.
Dopiero rano zdał sobie sprawę, że był to bład. Miał zapisany numer mężczyzny. Pamiętał, że miło spędził z nim czas i że ten odwiózł go później do domu. Miał jednak nadzieję, że on nigdy nie zadzwoni, by faktycznie obejrzeć obrazy chłopaka. Niestety w końcu się tak stało. Głupio było mu odmówić, więc zgodził się na spotkanie.
Mówiac szczerze chłopak szedł na to spotkanie tylko po to, by mężczyzna skrytykował jego obrazy, których zdjęcia miał w telefonie. Tak, zawsze fotografował swoje dzieło, zanim to trafiło gdzieś dalej. Miał nadzieję, że usłyszy, że jego prace sa beznadziejne i żeby zajał się czymś, co wychodzi mu najlepiej.
Ubrał się dość ładnie, nie był to przesadnie elegancki ubiór, ale nie całkowicie młodzieżowy. Nie chciał wygladać źle, ale nie chciał też pokazać, że przesadnie mu zależy.
Wybacz spóźnienie – powiedział, siadajac naprzeciwko mężczyzny. Nie spóźnił się dużo, zaledwie kilka minut, ale lubił przychodzić punktualnie albo nawet wcześniej. Dzisiaj trochę przeciagał swoja podróż, bo nie wiedział, czego miał się spodziewać.
 
 
Lionel Blake


Wysłany: 2017-08-13, 18:40   

/Outfit
Podjechał pod restauracje pięć przed szesnasta. Lmongrass, Ta nazwa nic mu nie mówiła. Musiał wstukać ja w nawigację, żeby dojechać bez problemu. Gdy spojrzał na szyld, wiedział już dlaczego. Rzadko jadał tajskie jedzenie, a jak już to raczej je zamawiał. Może nawet tutaj? Nie pamiętał. Wszedł do środka i powitał tajska kelnerkę. A może to była równocześnie właścicielka. Trudno powiedzieć. One i tak wszystkie podobne. Zamówił sobie espresso, po czym rozsiadł się przy stoliku pod oknem. Czerwona różę położył na blacie. Pomyślał, że taki gest może w jakiś sposób zrekompensować jej ostatnie trudności. Wiedział, że kobiety lubia kwiaty. Czemu miałby więc nie sprawić jej przyjemności. Odchrzaknał i zerknał na zegarek tkwiacy na przegubie. Po kilku minutach kelnerka przyniosła mu zamówienie. Podziękował grzecznie i upił łyka kawy, zerkajac przez okno. Nie było specjalnie późno. Do piętnastu minut to przecież nie spóźnienie. Wiedział to doskonale, bo sam z tego korzystał. Czasami nawet lubił się modnie spóźnić. Przez głowę przeszła mu myśl, że może Clementine nie przyjdzie. Znowu zwieje, stchórzy i tyle z tego będzie. Zaraz jednak odgonił tę myśl. Nie dajmy się zwariować. Oblizał wargi i w oczekiwaniu upił kolejnego łyczka mocnego napoju. Ale te filiżanki malutkie. Wszystko tu było takie malutkie.
_________________
[Profil]
   
 
Clementine Palmer


Wysłany: 2017-08-13, 19:40   

Zawsze kiedy się spieszyła życie pokazywało jej środkowy palec. Spojrzała na zegarek w telefonie i zaklęła krótko pod nosem, przyspieszajac kroku. Właściwie to i ona nigdy tutaj nie była. Nigdy nie jadła tajskiego jedzenia. Szczyt kulinarnego orgazmu przeżyła właściwie z nim, w jednej z restauracji do jakiej ja zabrał.
Drzwi otworzyły się, a w progu stanęła ona. Zziajana, jakby pokonała maraton. Włosy ułożone w artystyczny nieład nie były zamierzone, a policzki rumiane od wysiłku zapłonęły żywiej, gdy go dostrzegła. Żwawym krokiem pokonała te kilka metrów w jego kierunku, przy okazji witajac się z personelem.
- Przepraszam najmomocniej.- sapnęła i pochyliła się w jego stronę, by złożyć na jego ustach krótki pocałunek. Nie minęła chwila, a zrzuciła z siebie szary płaszcz i zasiadła naprzeciw niego. - Nie mogłam złapać taksówki, a autobus zatrzymuje się kawałek stad.- przetarła dłonia policzek i oparła ja na blacie stołu. Musiała zainwestować w jakieś mniejsze auto, inaczej wiecznie będzie się spóźniać.
- Nie myślałeś chyba, że znów postanowiłam Ci uciec?- uśmiechnęła się lekko, może trochę głupkowato i pochyliła lekko do przodu.
_________________
[Profil]
 
 
Lionel Blake


Wysłany: 2017-08-13, 21:00   

Trochę się nawet zaczał niecierpliwić. Kelnerka chyba też, bo Lionel jeszcze nic nie zamówił. Oprócz tego nieszczęsnego espresso, które zdażył już dawno wypić. Zastukał palcami w blat i znowu zerknał za okno. Zmarszczył brwi widzac ja, roztrzepana i zdyszana. Co ona za autobusem biegła? Uśmiechnał się pod nosem, gdy do niego podeszła. Podał jej różę, tuż po tym jak się przywitała.
-Biegłaś?-spytał, odrobinę rozbawiony. Obserwował ja leniwie, na odpowiedź kiwajac tylko głowa. Gdy zapytała o ucieczkę, przekrzywił lekko głowę. Wydawało się, że Palmer czyta mu w myślach. Chociaż możliwe, że po prostu to przeczuła. W końcu jest inteligentna kobieta. Miał wrażenie, że do tej pory jedyne co robili, to bawili się w podchody.
-Może.-powiedział nie zdradzajac czy żartuje, czy mówi całkiem poważnie. Był jednak całkiem pogodny. Może to z ulgi? W końcu po ostatnich rewelacjach i wahaniach nastroju trudno było powiedzieć co może się wydarzyć. No, ale sa tutaj przede wszystkim dlatego, żeby się lepiej poznać. Kartę dań przewertował z pięć razy zanim blondynka pojawiła się w restauracji. Właściwie nie miał pojęcia co chciałby zjeść. Większości dań w ogóle nie znał. Ryzykować, czy zamówić coś, co znał. Chociażby ze słyszenia, jak nie z doświadczenia. Kelnerka podeszła do nich tak energicznie jakby czekała na to całe życie. Wyciagnęła malutki notesik i malutki długopisik i gotowa do pisania, spojrzała wyczekujaco chcac przyjać zamówienie.
_________________
[Profil]
   
 
Clementine Palmer


Wysłany: 2017-08-13, 21:23   

Gdy dostała od niego różę, uśmiechnęła się delikatnie. Jak każda kobieta, przytknęła ja do nosa i wchłonęła jej zapach. Takie zachowanie nie było dla niej codziennościa. Właściwie to Lionel był jedynym mężczyzna, który ofiarowywał jej kwiaty. Jej były, Frank dał jej pendrive. 2 GB.
Biegła? Panie, ona zapierdalała! Jeszcze nigdy w życiu tak się nie spieszyła. Może właśnie dlatego, aby Lionel nie pomyślał, że znów go wystawiła. Nie chciała, aby poczatek ich ZWIĄZKU był nieudolny, albo zbyt krótki. Nie chciała dać mu powodów do niepotrzebnych zmartwień i nerwów.
- Może.- wzruszyła ramionami chwytajac za kartę dań. Jej wzrok wodził po nazwach, które widziała pierwszy raz w życiu. Jej źrenice rozszerzyły się. Wychyliła się i obrzuciła swojego mężczyznę uważnym spojrzeniem, a potem nerwowo zerknęła na kelnerkę. Chrzaknęła.
- To ja poproszę…eee.. tomkakai?- wymamrotała tak cicho, że kelnerka zmarszczyła brwi. - Numerek piętnaście.- zreflektowała się i uśmiechnęła, będac zadowolona z tego w jaki sposób wybrnęła z niezręcznej sytuacji. Odnotowała w swoim umyśle, aby nigdy więcej nie wpadać na tak idiotyczne pomysły i zabierać go do tego typu miejsc. - I goraca wodę z cytryna.- poprosiła już śmielej i spojrzała na Bruneta. Gdy ten zamówił danie dla siebie uniosła lekko brwi. Jemu szło to wszystko znacznie wprawniej niż jej. Miała wrażenie, że nie pasowali do siebie pod tym względem. On był taki gładki w tym wszystkim, a jej wymawianie tych dziwnych nazw przychodziło z ogromnym trudem. Odpuściła sobie komentowanie tego. Skubiac łodygi liści róży ponownie na niego spojrzała.
- Mam dosyć. Czasami mam wrażenie, że to nie dla mnie.- rozpoczęła, potrzebujac po prostu się wyżalić. Teraz był jedyna osoba, która była w stanie choć odrobinę zrozumieć jej odczucia. Baby miał tendencje do ciagłego bagatelizowania. Przecież i tak każdy kończy w piachu, Palmer!
- Sześć osób, każda po trzydzieści procent szans.- szans na przeżycie kilku miesięcy. Nie precyzowała, że guza po prostu nie da się usunać ani operacyjnie, ani z chemia. Przyszli za późno.
- Ja chyba nie umiem mówić ludziom, że umieraja.- jej usta wygięły się w dół, zaraz jednak powróciły do normalnego kształtu. Gdyby to było możliwe, to Clementine z chęcia przejęłaby ich cierpienie na siebie. Zniosłaby każda chorobę, każda torbę chemii, byleby złagodzić ich cierpienie. Niestety, tym razem byli zdani na siebie. Nie podjęli walki, postanowili pozałatwiać wszystkie przyziemne sprawy i dożyć końca swoich dni poza szpitalem, z rodzina.
- Prócz tego miałam bardzo dziwna rozmowę ze swoim przełożonym.- jej palce zamiast maltretować roślinkę zastukały w blat. Dwukolorowe spojrzenie spoczęło na nim. Przygladała mu się dosyć wnikliwie, nie silac się na to, aby zaczać kontynuować watek. Oczywiście po krótkiej chwili zaczęła. Opowiedziała mu szczegółowo o tym, jak Ordynator pojawił się w przychodni i powiedział, że za jakieś dziesięć minut maja spotkać się w konferencyjnej. Nie mogła nic poznać po jego twarzy oraz tonie głosu. Jednakże sama konferencyjna wiała groza. Dlaczego nie zaprosił jej do biura?
Gdy koniec końców zjawiła się o wyznaczonym czasie, ten siedział. Był sztywny jak wykrochmalony kołnierzyk. Cała rozmowa nie trwała dłużej niż trzy minuty, z czego Clementine prawie w ogóle się nie odezwała. Pan Panes w kilku zdaniach wyjaśnił jej, że nie zamierza dociekać co wyprawia z Blake’em, dopóki nie ma to wpływu na szpital, oraz, że przychodnię spowrotem przejmuje Clint.
Opowiadajac to miała wypieki na policzkach. Mógł zobaczyć radość jaka malowała się na jej twarzy. Jej sylwetka również się zmieniła. Była wyprostowana i gestykulowała zawzięcie, a uśmiech nie znikał. Cieszyła się z kilku względów. Pierwszym było to, że mogła wrócić do siebie, do swoich pacjentów i nie zajmować się zasmarkanymi pacjentami. Drugim, znacznie ważniejszym, było to ciche zezwolenie na zwiazek z Blake’em.
- A teraz powiedz mi.- urwała i przechyliła głowę w bok. Wiedziała, że niemożliwym było, aby przełożony sam z siebie doszedł do takiego wniosku. Ktoś na pewno musiał na niego wpłynać. - Co mu zrobiłeś?- nie zamierzała się złościć, czy krzyczeć. Tak właściwie to miała ochotę go mocno wyściskać.
_________________
[Profil]
 
 
Lionel Blake


Wysłany: 2017-08-13, 21:55   

Dla niego obdarowywanie ważnych mu osób było całkowicie normalne. Lubił to robić. Nie, żeby odczuwał jaka chora potrzebę robienia innym prezentów. Po prostu kiedy była do tego okazja, to zazwyczaj z niej korzystał. Sprawianie radości innym, dawało ja i jemu. Nie robił tego oczywiście nachalnie. Jednak Palmer była teraz, nawet jeżeli to dopiero poczatek, jego partnerka życiowa. Tym bardziej mógł robić jej jakieś małe niespodzianki bez obaw, że źle to odbierze.
-Może? Myślałem, że biegłaś za tym autobusem.-uśmiechnał się pod nosem, ale zaraz się zreflektował. -Żartuję oczywiście. Wygladasz jakbyś biegła tylko część drogi-dodał, pospiesznie wertujac kartę dań po raz kolejny. Clementine zamówiła pierwsza. A właściwie próbowała to zrobić… swoja droga bardzo dzielnie. Zagryzł wargę, słyszac wypowiedziane przez nia słowo. On wiedział jak wymawiać większość potraw. Może rzadko sam je zamawiał, ale niekiedy kolacje służbowe odbywały się w podobnych miejscach i trzeba było pewne rzeczy po prostu znać, by nie wyjść na… Popatrzył na nia łagodnie. Na kogoś kto tego nie potrafi. Przeniósł wzrok na kelnerkę, zamówił kaczkę w sosie orzechowym i mrożona herbatę. Gdy kobieta przyjmujaca zamówienie odeszła, zerknał na Palmer, która zaczęła rozmowę na temat, którego w pierwszym momencie nie mógł rozpoznać. Ah… szpital, chorzy, nowotwory. Musiał przyznać, że ciężki jak na ich pierwszy obiad jako pary. Chociaż musiał się chyba przyzwyczajać. W końcu to jej praca, a do tego momentu nawet więcej. To było jej życie. Praca i kot. Kot i praca. Miał też wrażenie, że temat ma drugie dno. Chyba wiedział do czego zmierza. Na wzmiankę o je przełożonym, zerknał w okno akurat wtedy gdy młody rowerzysta wygrzmocił się, zjeżdżajac po krawężniku. Mimowolnie parsknał śmiechem i wskazał go blondynce. Zauważył jednak, że ona nie podjęła zmiany tematu, tylko wytrwale go ciagnęła. Wzruszył więc ramionami na jej pytanie.
-Nie wiem o czym mówisz-odpowiedział i skorzystał z tego, że właśnie przyniesiono im napoje. Uniósł szklankę do ust i wział łyka.
_________________
[Profil]
   
 
Clementine Palmer


Wysłany: 2017-08-13, 22:23   

Zaśmiała się, zasłaniajac usta dłonia. Wstydziła się przyznać, że miał rację. Jej kondycja nie należała do najlepszych. Mimo swojego wieku przez te kilkanaście minut czuła się na pewno dużo starzej niż osiemdziesięciolatki. Westchnęła i wplotła lewa dłoń w swoje włosy, pragnac doprowadzić je jakoś do ładu. Przy nim zawsze czuła się tak, jakby była z innej planety. Jego fryzura zawsze była ułożona. Żaden włosek nie odstawał nawet na milimetr. Koszula zawsze była wyprasowana a kołnierzyk był tak biały, że pewnie świecił w ciemnościach. Spodnie zawsze w kancik a buty wypastowane. Skrzyżowała nogi pod krzesłem, próbujac schować adidasy. On i jego życie było bardzo poukładane. Watpiła, że spodoba mu się coś, co je wywróci. Ktoś. Ona konkretnie. Zagryzła wargę. Średnio szło jej prasowanie, a w pralce miała narysowane markerem co gdzie powinna dolewać. Nie była idealna gospodynia i w tej chwili zwatpiła w to, że w ogóle byłaby idealna partnerka. Jego świat to ciagłe spotkania, biznesplany i drogie knajpki. A ona nawet nie potrafiła wymówić nazwy jakiegoś dania – swoja droga nie była nawet pewna co zamówiła. W jakimś stopniu odczuła ulgę z powodu jego zachowania. Prawdziwy dżentelmen. Wiedziała, że jest skończona idiotka, a ten nawet nie dał jej tego odczuć. Chyba ja kocha.
Gdy opowiadała mu o zaistniałej sytuacji nie omieszkała zwrócić uwagi na jego zachowanie. Czy zawsze zagryzał policzek od środka, gdy kłamał? Uniosła brew, gdy próbował zmienić temat.
- Lio.- poprosiła cicho i ujęła jego dłoń w swoja. Mógł poczuć jak jej palce zaciskaja się na jego ręce odrobinę mocniej niż planowała. - Nie zamierzam robić Ci z tego powodów wyrzutów.- prędzej wspomniałaby o tym, że ja zaskoczył. I to dosyć miło. Nie spodziewała się, że był w stanie zawalczyć o dobre warunki w jej pracy. - Bardziej myślałam o jakimś podziękowaniu.- poluźniła uścisk i odchyliła się na krześle. Uniosła lekko głowę do góry i spogladała na niego z dwuznacznym wyrazem twarzy. Tak, potwierdzam. To właśnie tego typu podziękowanie miała na myśli. - Ale jeśli to nie Ty, to...- umilkła w połowie odpowiedzi, gdyż na horyzoncie pojawiła się tajska kelnerka niosaca ich zamówienie.
- Jak się w ogóle czujesz?- gdy dziewczyna zniknęła im z pola widzenia Clem ponownie podjęła temat. Nie pytała konkretnie, chociaż na myśli miała raczej tę cała sytuację. Dla niej to wszystko było nowe. Ostatni raz była z kimś dobre pięć lat temu. Zreszta, w dalszym ciagu była trochę w szoku, że udało im się zejść.
_________________
[Profil]
 
 
Lionel Blake


Wysłany: 2017-08-14, 10:53   

On nie wymagał od niej ani dobrej kondycji, ani perfekcyjnej fryzury, czy makijażu. Nie zwracał uwagi na to jak wyprasowany miała strój, czy to w jakich chodziła butach. Taka ja poznał i taka zaakceptował. Jeżeli będzie chciała to zmienić, to to zrobi. Jednak dla siebie, a nie dlatego, że on tak powiedział. Co do wypowiadania nazw tajskich potraw. Kompletnie mu nie przeszkadzało, że ona tego nie umie. On na przykład nie znał tych wszystkich dziwnych nazw chorób, leków i innych określeń medyczny, które ona miała zapewne w małym palcu.
On w sumie nie analizował swojego zachowania jakoś szczególnie. Zawsze zagryzał wargę czy policzek gdy kłamał? Trudno mu było powiedzieć, ale chyba nie. Nie, żeby często kłamał. Prawda? Może lepiej niech nie roztrzasaja teraz tego tematu. Spojrzał na nia uważnie, gdy ujęła jego dłoń. Oby się nie chciała oświadczyć. Ta głupia myśl odbiła się echem w jego głowie, aż miał ochotę parsknać śmiechem. Była tak abstrakcyjna, że nawet nie wiedział skad się tam wzięła. Opanował się jednak, bo w takich sytuacjach opanowanie to podstawa. Tym bardziej, że Clementine mogła mieć coś ważnego do powiedzenia. Przynajmniej na to się zapowiadało. Gdy zaczęła mówić uśmiechnał się pod nosem. Już chciał powiedzieć „Tak, mamo”, gdy dotarło do części o podziękowaniach. Czy ona miała na myśli, to co on miał na myśli? Nie wińcie go… jest tylko facetem.
-Odbyliśmy krótka rozmowę w cztery oczy. Jak mężczyzna z mężczyzna. Przyznał mi racje i postanowił zmienić swoje karygodne zachowanie-pochwalił się swoja rezolutnościa, będac pewnym, że teraz czeka go nagroda. Lubił nagrody. Pamiętajcie… to tylko facet!
Przeniósł wzrok na kobietę z talerzami. Spojrzał na swoje danie i wyjał z serwetki widelec.
Zmarszczył brwi słyszac jej pytanie.
-Dobrze, czemu pytasz?-spytał, zastanawiajac się o co jej dokładnie chodzi. -Wszystko jest w porzadku.-zapewnił ja. W sumie nie ważne o co pytała. Odpowiedział uniwersalnie.
-Smacznego-dodał, zerkajac na to, co na talerzu ma Palmer.
_________________
[Profil]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5