Poprzedni temat «» Następny temat
LOŻA VIP #1
Autor Wiadomość
Brentwood


Wysłany: 2017-10-01, 18:55   LOŻA VIP #1
  

  
Brentwood

  
your favourite place on earth


[Profil]
 
 
Oliver Ellis
[Usunięty]

Wysłany: 2017-10-09, 18:43   

/ponieważ wszystkie inne tematy pozajmowane, w tym bar, a admini mówia, że można w sumie pisać gdziekolwiek i uznać, że to inne miejsce w danej lokacji to piszę tu

Jakieś dwa tygodnie po rozmowie z Quentinem i po odpracowaniu jeszcze tego czasu w barze (rozwiazał umowę za porozumieniem stron i szef ostatecznie zgodził się, żeby młody odszedł ledwie po dwóch tygodniach) Oli pojawił się pierwszy dzień w pracy. Dziś miał się na razie poprzygladać i pouczyć od innych - tak na dobry poczatek. Miał się tak naprawdę dowiedzieć, jak wyglada ta praca. Zdażył już porozmawiać z kilkoma tancerzami i z szefem, dowiedział się, gdzie co jest i jakie sa zasady, poćwiczył trochę wcześniej z chłopakami, a teraz usiadł przy barze, patrzac na tego, który akurat wił się na scenie. Nic nie zamówił, tylko po prostu siedział i patrzył, starajac się wyobrazić sobie tam siebie, tańczacego przed klientami, wijacego się... Tak naprawdę nie był pewien, czy będzie potrafił to zrobić, ale miał nadzieję, że tak. I że klienci w ogóle będa chcieli na niego patrzeć, chociaż sadzac po tym, jak zareagował jego szef - będa chcieli. Chyba te kilka lat nauki tańca nie poszło w las i przyda się tutaj. Taka miał przynajmniej nadzieję...
 
 
Rose Abbott


Wysłany: 2017-10-11, 10:13   

Wiedział o nowym tancerzu od Quentina, ale niespecjalnie się tym przejał, bo i niespecjalnie go to dotyczyło. Tancerze i barmani mieli ze soba raczej niewiele wspólnego, jeśli chodziło o pracę. Jedyne, co musiał wiedzieć to komu nie liczyć za drinki i kiedy robić je słabsze albo wcale bez alkoholu, no i też na czyj rachunek (najczęściej naciaganego klienta). Nie ma co ukrywać - nie była to szczególnie skomplikowana sprawa. Poza praca - miał z tancerzami raczej poprawne stosunki. Czasem pili coś wspólnie po zamknięciu, a jeśli nudził się za barem, do czego niestety dochodziło rzadko, ogladał ich występy. Niektóre uważał za wulgarne, głównie te późnowieczorne i miał do nich stosunek typu "mógłbym za to zapłacić, gdybym był najebany, a w pracy nie bardzo mi wolno", ale inne, z reguły te sobotnie, uważał za coś zbliżonego do teatru. Innymi słowy: miał mieszane uczucia.
- Co dla Ciebie? - spytał, zaczepiajac chłopaka, który od jakiegoś czasu siedział przy barze. Nie wygladał na typowego klienta, no i nigdy go tu wcześniej nie widział, więc oparł się o ladę, kiedy czekał na odpowiedź i ciekawsko ilustrował wzrokiem jego profil. Był młody, pewnie w podobnym wieku co Abbott, no i widocznie zaciekawiony trwajacym występem. Z reguły przychodzili tu starsi ludzie, tacy w okolicach trzydziestki i grubo po niej.
[Profil]
   
 
Oliver Ellis
[Usunięty]

Wysłany: 2017-10-13, 13:24   

Drgnał, słyszac obok siebie głos barmana i uśmiechnał się do niego trochę nieśmiało - wygladał jak wyrwany z transu. W sumie poniekad tak właśnie było: Oli zapatrzył się na tancerzy i próbował sobie wyobrazić tam siebie. Próbował wyobrazić sobie też, co tam będzie czuł, jak to wszystko będzie wygladało i na ile w ogóle pozwoli klientom. Nie był całkowicie pewien, na ile powinien im pozwolić - czego Quentin wymaga od pracowników - ale miał nadzieję, że przynajmniej w pewnym zakresie będzie miał wolna rękę.
- Em... W sumie nie wiem, nie znam się - powiedział, drapiac się nerwowo w głowę - Zaskocz mnie, najlepiej czymś, co ty lubisz.
Rozejrzał się jeszcze po wystawionych za plecami chłopaka butelkach, wychylajac się nieco na krześle, żeby lepiej się przyjrzeć.
- To niebieskie - wskazał odpowiednia butelkę - wyglada interesujaco. Nie piłem jeszcze nic, co wyglada tak radioaktywnie, więc niech będzie to, tylko nie przesadnie mocne. Nie lubię czuć spirytu w drinkach. Istnieje opcja na kredyt dla pracowników?
Wyszczerzył się w stylu Simby z Króla Lwa.
 
 
Rose Abbott


Wysłany: 2017-10-14, 09:03   

Wybór był więc prosty, Blue Lagoon. Rose, po wczorajszej nocnej zmianie, nie przejawiał specjalnej kreatywności w miskologii, więc wybierał dziś możliwie najprostsze rozwiazania. Nie, żeby wychodziły mu one źle - po prostu nie były aż tak imponujace jak własne mieszanki, które robił, kiedy chciało mu się bardziej niż wcale, bez podkrażonych oczu i z entuzjazmem kogoś, kto faktycznie kocha swoja pracę. Cóż, kochał, ale nie dziś. Całość zajęła mu z dwie minuty, potem podsunał mu szklankę z trunkiem.
- Pracownicy pija za darmo - rzucił, przygladajac mu się badawczo. Nie znał go, to było pewne, ale nie sadził też, żeby go oszukiwał. Jasne, zdarzali się jacyś debile, którzy podawali się za pracowników, choćby ochrony, albo partnerów tancerzy, liczac tym samym na jakieś zniżki, ale zwykle byli przy tym tak pijani, że Rose po prostu przewracał na taka gadkę oczami. Blondyn był trzeźwy, no i w typie w którym Quentin, chyba kierujac się własnym gustem, wybierał pracowników.
- Co będziesz robił? - spytał, świadom, że równolatek nie stanie za barem. Żaden barman nie nazwałby likieru blue curacao "tym niebieskim". Mimowolnie się uśmiechnał, kiedy o tym pomyślał. - Taniec, hm...? Widziałem, jak zerkałeś w trochę sceny. Tak, Casper jest nieziemski. O ile prywatnie niespecjalnie lubię tego typu występy tak te jego potrafia mnie oczarować.
[Profil]
   
 
Oliver Ellis
[Usunięty]

Wysłany: 2017-10-17, 08:27   

Możliwe, że żaden barman nie nazwałby Blue Curacao "tym niebieskim"... chociaż być może Oliver był właśnie wyjatkiem, skoro wcześniej rzeczywiście był barmanem. Ale nie miał w tym momencie ochoty myśleć, czego by się napił, a poza tym nie przepadał w ogóle za drinkami, więc nie przychodziło mu nic do głowy, zwłaszcza w momencie, kiedy był tak zaaferowany występem rudzielca.
Zauważył jednak podejrzliwe spojrzenie chłopaka, więc uśmiechnał się do niego słodko i niewinnie, mrugajac trochę oczkami. Nie przesadnie, nie wyszło to teatralnie, tylko... po prostu w tym momencie wyraz jego oczu był słodki, naiwny i nieskażony myśla. Przyciagnał do siebie kieliszek z drinkiem i spróbował. Pokiwał głowa z uznaniem i jednocześnie w podziękowaniu, i znów zwrócił spojrzenie na tancerza.
- Taniec - ponownie kiwnał głowa - Mówisz, że ten tutaj zawsze cię oczarowuje...? Faktycznie jest dobry - Oliver przechylił lekko głowę na ramię - Ktoś w klubie jest co najmniej tak dobry, jak on, czy to gwiazda tego miejsca? Długo już pracuje?
 
 
Rose Abbott


Wysłany: 2017-11-01, 10:09   

Jeszcze raz spojrzał przygotowanego nieco zbyt szybko drinka (kiedy kombinował coś dla pracowników nie bardzo się starał, w końcu tu nie chodziło o prezencję), a potem wzruszył ramionami na jego pytanie. Nie znał się na tańcu, mógł go oceniać raczej jako ktoś z ulicy. Nie wychwyciłby nawet najbardziej oczywistej z pomyłek, brakowało mu poczucia rytmu, więc jeśli podobało mu się bardziej lub mniej... to i tak uważał swoja opinię za raczej gówno warta. No, bynajmniej gówno warta na tyle, że nowy tancerz nie powinien się nia specjalnie inspirować.
- Lubię jego stroje, no i ten zadziorny wyraz twarzy - rzucił. Właściwie to podobał mu się Casper, tak najprościej - fizycznie, ale tego już nie dodał. Nie widział sensu w zwierzaniu się przed kimś, kogo nawet nie znał, nawet jeśli mieli wkrótce widywać się prawie codziennie. - Chyba jest tu najlepszy, ale tak naprawdę każdy z tancerzy ma swoja publikę. Ta jego jest największa, ale on pracuje tu najdłużej. O ile mam dobre informacje był tu już zanim Quentin, nasz szef, przejał lokal. ...Ale widzę to Twoje spojrzenie. Nie ma sensu z nim konkurować. Znaczy wiesz, najlepiej będzie, jeśli po prostu zaczniesz robić swoje. Nie rywalizujemy tu ze soba, pracujemy na jeden rachunek.
[Profil]
   
 
Kenai Underhill








20

psychology student

where do you think you're going?

North Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Terry





Wysłany: 2019-03-17, 15:05   
  

  
Kentigern Underhill

  
Bury me till I confess


/po wyprawie z Keithem | outfit

Nowy semestr na uczelni oznaczał inne zajęcia, do których Underhill podchodził lekko. Tego samego nie mógł powiedzieć o sytuacji, powiązanej z dziadkiem. Odkąd wrócił z wyprawy z Keithem, nie mógł znaleźć dla siebie miejsca. Zbyt długo myślał nad tym, jak mało czasu pozostało mężczyźnie, który dołożył pewną cegiełkę do jego wychowania. Teraz walczył w nierównym pojedynku, co według specjalistów mógł jedynie przegrać. Organizm starego człowieka nie był równie sprawny, co młodego. Kenai mógł jedynie pogodzić się z taką koleją rzeczy. Nie miał z dziadkiem nie wiadomo jak dobrej relacji, ale z drugiej strony - nie zrobił również niczego, co doprowadziłoby do odczuwania żalu do jego osoby. Rozmawiał już z rodzicami i byli nawet skłonni zapłacić za całą uroczystość pogrzebową. Jakże surrealistycznie brzmiało to wszystko. Nie był to jednak pierwszy pogrzeb w jego życiu. Zapewne również nie ostatni.
Nie przeszkadzało mu więc sączenie alkoholu i przeciskanie między ludźmi w lekko mokrej koszuli. Niedawno wrócił z parkietu i... nie potknął się ani razu! Niebywałe.
Z szerokim uśmiechem rozsiadł się na ciemnej kanapie, którego koloru nie był świadomy, podobnie, jak i całego wystroju, pomijając własne wyobrażenia, na podstawie relacji kumpli i koleżanek. Przynajmniej smaku procentów nie musiał sobie wyobrażać. Zarówno tych cierpkich, słodkich jak i mieszanych.
Zdążył wyszukać palcami własną szklankę, oznaczoną naklejką na zimnej powierzchni. Łatwy sposób, aby ją odnaleźć. Wtedy przez zasłonkę pokoju ViP wpadł jeden z jego znajomych, Henry. Tym razem dał się wyciągnąć, porzucając swoje stereotypowe siedzenie nad podręcznikami. Chciał zaprosić jeszcze Keitha, ale najwyraźniej chłopak miał coś do załatwienia, bo odmówił. Próbował dobrze się bawić bez niepotrzebnych myśli, oscylujących dookoła O'Shaughenssy'ego i powodów, dla których nie mógł przyjść. Albo nie chciał.
- Kenny, zdaje się, że Jason cię szuka.
- Jaki Jason? - mógł takich znać kilku przecież. Obrócił szklankę w miejscu, jakby sprawdzał na swój sposób, ile jeszcze zawartości pozostało w środku. Powinien to odczuć.
- No wiesz...
Jasne, że wiedział. Nie musiał jednak pokazywać od razu, jak bardzo go to cieszy.
Bez słowa opuścił zajmowane miejsce, poprawiając kołnierz przy koszuli, co to zdążył się przekrzywić.
- Załatwisz następną butelkę czegoś dobrego z baru? Prawie nic nie ma.
Minął Henry'ego w przejściu, wciskając mu do dłoni banknot funtowy. Kartę póki co wolał trzymać przy sobie. Nie miał przy sobie białej laski, która ułatwiłaby przeciskanie się przez ludzi, kursujących od lewej do prawej. Podejrzewał, że chłopak znajdował się gdzieś blisko, dlatego złożył obie dłonie, przytykając je sobie do ust, aby krzyknąć na cały regulator.
- Jason!
Akurat nastała krótka przerwa między jednym utworem, a kolejnym. Przykuł przez to uwagę kilku osób, ale nie czuł zawstydzenia. Wypił już tyle, aby się nie przejmować, a po za tym - najważniejsze, aby ten zainteresowany go usłyszał.
Nie miał również pojęcia, iż jakiś inny chłopak czaił się w pobliżu, na dodatek taki, którego powinien kojarzyć. Może to jego Henry pomylił z Jasonem? Alkohol łatwo wpływał na podobne percepcje.
_________________



[Profil]
 
 
Heath McKidd








20

student fizjoterapii

żelki forever

East Brentwood

mów mi: atlas

multikonta: ravana & fitz

Wysłany: 2019-03-18, 16:55   
  

  
heath mckidd

  
the impossible boy


    | po Dayami i Andrea + ciuch

Było mu dobrze. Alkohol sprawił, że przez jego ciało przechodziło przyjemne mrowienie, a na twarzy niemal cały czas widniał szeroki uśmiech. Niewiele różniło się to od jego naturalnego stanu, ale no wiadomo jak to jest, kiedy człowiek był już trochę podpity. Przyszedł tutaj z luźną grupą znajomych, głównie dziewczyn ze swojego kierunku. Niestety były porządniejsze od niego i przejęte wczesną godziną rozpoczęcia zajęć dnia następnego, postanowiły opuścić już klub, zostawiając Heatha samego. Nieszczególnie go to smuciło, bo wiedział jaki był i że towarzystwo prędzej czy później i tak się pojawi. Tym razem nie czekał jednak na nie niczym księżniczka w wielkiej wieży, a postanowił sam zagadać do znajomego osobnika, który przewinął mu się wcześniej gdzieś na parkiecie. Znalezienie go okazało się większym wyzwaniem niż przypuszczał i musiał nawet kogoś o niego zapytać, ale koniec końców Kenai wreszcie pojawił się w okolicy parkietu, tyle tylko, że wołając jakiegoś Jasona. Rudowłosy zmarszczył brwi, kierując się jednocześnie w stronę chłopaka. Kiedy był już dostatecznie blisko, pomachał jak idiota, zapominając o tym, że Kenai nie widział. Zreflektował się po chwili i pacnął w czoło, śmiejąc cicho pod nosem. - Żaden ze mnie Jason, ale hej, to ja, Heath - nie wiedział w sumie za bardzo co powiedzieć, bo poczuł się odrobinę niezręcznie. Zwłaszcza, że powiedział mu to tak centralnie nad ramieniem jak jakiś seryjny morderca przed ugodzeniem ofiary nożem. - Czekasz na kogoś? - zapytał, stając z nim ramię w ramię, przyglądając się ludziom na parkiecie. Nikt nie wydawał się zmierzać w ich stronę.
_________________

MAYBE THIS TIME I CAN BE STRONG, BUT SINCE I KNOW WHO I AM
I'M PROBABLY
WRONG

[Profil]
 
 
Kenai Underhill








20

psychology student

where do you think you're going?

North Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Terry





Wysłany: 2019-03-18, 23:18   
  

  
Kentigern Underhill

  
Bury me till I confess


Zdziwiło go wielce, że Jason nie wziął rozbiegu, aby rzucić mu się na szyję, albo przynajmniej nie chwycił za rękę, co by podsunąć zamówiony przed chwilą drink, bo czytałby mu w myślach na polu alkoholowych spraw. Czyżby Henry paskudnie sobie z niego zażartował?
Wreszcie ktoś przemówił, wyrzucając z siebie zdania bardziej składne, niż pijacki bełkot - w tym rozpaczliwe nawoływania swojej ekipy, albo partnera wojaży. W pierwszym odruchu zrobił krok w tył, prawie wpadając na roześmianą dziewczynę, co to w wyniku efektu pchniętych kostek domino, potknęła się na swojej wielkiej szpilce przy pantofelku. Całe szczęście, nie zapoznała się z bliska z podłogą, przez co Kenai znalazłby się na celowniku dziewczyny szukającej zemsty. Prowokacje można zostawić na później, impreza może się przecież rozkręcić... jeszcze bardziej.
- Wow, stary - nie wiedział nawet co powinien rzucić jako pierwsze, szczególnie, że serce uderzało mu w klatce piersiowej na zdwojonych obrotach. Trochę go przestraszył, ale przecież nie będzie o tym mówił głośno, prawda? Wśród tłumu ludzi nikt nie zauważy...
Z ewidentnym zdezorientowaniem, widniejącym na twarzy, przekręcił głowę nieco w prawo, w stronę tego ramienia, nad którym Heath się zapowiedział. Heath, Heath... kojarzył. Chociaż za cholerę nie mógł sobie wyrobić pamięci do twarzy, inaczej sprawa miała się z głosami. Przecież skądś go musiał znać! Tylko skąd...
Musiał się nachylić nieco bardziej w stronę znajomego, aby go słyszeć, a także, aby on słyszał jego. Muzyka w klubie zawrzała na nowo.
- Heath, jasne - przytaknął jeszcze, co by zabrzmieć bardziej wiarygodnie. Przywołał nawet na twarz szeroki uśmiech i odruchowo złapał dłonią za ramię chłopaka. - Szukałem mojego kumpla, ale... chyba mój inny kumpel go z tobą pomylił.
Wyjaśnił w ten sposób zawiły sposób wyciągania wniosków przez pijaną młodzież. Żadna nowość, prawda?
- Może chcesz do nas dołączyć?! Do mnie i do znajomych, siedzimy w loży VIP! Chyba, że masz już jakąś ekipę, albo coś... - poklepał jeszcze studenta po ramieniu, odzianym w koszulkę, nim mrugnął nieco wolniej. - Mógłbyś mi jeszcze przypomnieć, skąd się znamy?
Kiedy wypowiedział to na głos, dopiero dotarł do niego cały sens słów. Jednak zamiast gorączkowego machania rękoma, jedynie uśmiechnął się po raz kolejny.
- Wybacz, kojarzę twój głos, ale... nie wiem, może przesadziłem z rumem, albo coś.
Zdarza się najlepszym.
_________________



[Profil]
 
 
Heath McKidd








20

student fizjoterapii

żelki forever

East Brentwood

mów mi: atlas

multikonta: ravana & fitz

Wysłany: 2019-03-19, 11:27   
  

  
heath mckidd

  
the impossible boy


Wydawało mu się, że trochę chłopaka wystraszył, ale już gdy zaczął się odzywać, to przeczuwał, że wyjdzie niezręcznie. No cóż, musiał się pogodzić, że wywarł takie, a nie inne pierwsze wrażenie.
- Co? - zmarszczył brwi, śmiejąc się pod nosem. - Przepraszam, że nie jestem Jasonem - wydął dolną wargę, udając smutek. Tak naprawdę niewiele mógł w tej kwestii zrobić. Liczył jednak, że będzie dobrym zastępstwem za wyczekiwanego chłopaka.
- Jeśli serio chcesz i nie będą mieli nic przeciwko... - wzruszył ramionami. Raczej nie miał problemu z poznawaniem nowych ludzi, chociaż wolałby mieć jakiekolwiek zapewnienie, że nie skwaszą się na jego widok. Roześmiał się dość głośno, gdy wyszło na jaw, że Kenai w zasadzie nie wie kim był. Okej, miał dobry pretekst, bo był ślepy. Chociaż trzeba było przyznać, ze rudowłosy nawykł już do tego, że ludzie szybko go zapamiętywali. Nawet jeśli się dobrze nie znali. - Z siłowni, zamieniliśmy parę słów, pomogłeś mi z ciężarami ostatnio - wyjaśnił mu pokrótce, licząc, że to wystarczy. - Co sądzisz o moim głosie? - zapytał tak nagle, ale pytanie objawiło mu się w głowie i był na tyle ciekaw odpowiedzi, że nie umiał się powstrzymać przed jego zadaniem.
_________________

MAYBE THIS TIME I CAN BE STRONG, BUT SINCE I KNOW WHO I AM
I'M PROBABLY
WRONG

[Profil]
 
 
Kenai Underhill








20

psychology student

where do you think you're going?

North Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Terry





Wysłany: 2019-03-24, 18:33   
  

  
Kentigern Underhill

  
Bury me till I confess


Być może, gdyby nie alkohol, podszedłby do tego spotkania nieco mniej beztrosko, w końcu jakiś typ odzywał mu się tuż ponad ramieniem i nie był to Jason. Procenty przyczyniały się do skutecznych złudzeń bezpieczeństwa, szczególnie w miejscach takich jak te - pośród tłumu ludzi, których celem nadrzędnym była przede wszystkim zabawa, wśród dudniącej muzyki oraz morza kolorowych drinków. Idealne warunki, aby przenieść się gdzieś dalej, po za granice własnych rozterek, tak usilnie przypominających o sobie zaraz po przebudzeniu. I tak prawie codziennie. Szkoda nerwów.
- Czemu mieliby mieć coś przeciwko? Stawiam alkohol, to powinni się dostosować.
Żelazna zasada, oczywiście. Coś za coś. Z resztą, to nie tak, że sprowadzał im do loży seryjnego zabójcę, albo cwaniaczka, co chciał za darmo nażłopać się alkoholu, żeby później wywinąć niebezpieczny numer. W pewnym sensie ufał Heathowi, nawet jeśli z początku go nie skojarzył. Zazwyczaj miał dobre przeczucia, co do ludzi.
Tak bezpośredniej reakcji się nie spodziewał. Nie mniej, zawtórował chłopakowi śmiechem, nieco mniej wylewnym, na wypadek, gdyby ten jednak rzucił w jego stronę ociekające sarkazmem sylaby. Nie znał przecież chłopaka tak dobrze, jakby chciał. Jeszcze.
Doczekał się szybko odpowiedzi, która nie kryła w sobie wyrzutów, a to już sprawiło, że lekko spięte pod koszulą barki, odpuściły w pewnym stopniu.
- Och, tak, rzeczywiście... - przytaknął, zaraz chwytając za ramię Heatha, co by poprowadzić go w stronę ściany (część rozkładu lokalu znal nie najgorzej). Tam było nieco ciszej i nie musieli rozmawiać podniesionym tonem, próbując przekrzyczeć klubowe bity, szczególnie, że McKidd akurat zadał pytanie. Cóż, z drugiej strony, takie przekrzykiwanie z pewnością wyglądało na zabawnie dla postronnych obserwatorów.
- Szczerze mówiąc, nie jest taki zły - zaczął, niby to lekko zaczepnie, pozwalając sobie na uśmiech. - Zawsze mógłbyś brzmieć jak Morgan Freeman, ale nie będę narzekał.
Poklepał chłopaka po ramieniu, całkiem zgrabnie jak na pochłonięte wcześniej procenty i przestąpił z nogi na nogę.
- Gdzieś tu powinna być zasłonka, prowadząca do loży, o ile nie stoi przy niej Henry... poprowadzisz? Ciężko się przeciskać w pojedynkę pomiędzy tymi wszystkimi ludźmi.
Zmarszczył nos w zabawny sposób, póki co, nie naruszając przestrzeni osobistej Heatha własnymi dłońmi. Co zbyt dużo czułości, to nie zdrowo, szczególnie na sam początek.
_________________



[Profil]
 
 
Heath McKidd








20

student fizjoterapii

żelki forever

East Brentwood

mów mi: atlas

multikonta: ravana & fitz

Wysłany: 2019-03-24, 21:50   
  

  
heath mckidd

  
the impossible boy


- Brzmisz jak jakiś tyran - zaśmiał się. Nie chciał go urazić, ale faktycznie trochę tak to zabrzmiało, jakby Kenai był dowódcą jakiejś grupy ludzi, którzy niekoniecznie tego chcieli, ale nie mieli wyjścia. Nie dziwił im się jednak, bo darmowy alkohol potrafił naprawdę człowieka zachęcić do różnych dziwnych rzeczy. On sam wiedział o tym najlepiej, bo niejednokrotnie zdobywał darmowe drinki chociażby przez śpiewanie na karaoke czy też tańce na stole. - Zawsze chciałem poznać lidera jakiejś sekty, it's kinda hot - niekoniecznie było to powiązane z czymkolwiek o czym rozmawiali, ale mózg McKidda działał w dziwny sposób i lubił wyskakiwać nagle z takimi randomowymi wiadomościami. Zamyślił się na nawet na moment, wyobrażając sobie jak taka znajomość musiałaby wyglądać, ale zaraz potrząsnął głową i powrócił ze świata fantazji do interakcji z chłopakiem.
Ruszył za nim ostrożnym krokiem, bo nie wiedział w sumie dlaczego ten go gdzieś prowadził. Nie opierał się jednak zbyt mocno, bo trochę zaczynało mu już być wszystko jedno. Uniósł wysoko brwi, kiedy Kenai wcale się nie zachwycił jego brzmieniem. Ego Heatha ewidentnie miało się trochę skurczyć w obecności niewidomego, ale być może było mu to potrzebne? - Żaden ze mnie Freeman ani Jason, kurcze, same rozczarowania - zażartował sam z siebie, ale nie sądził, aby faktycznie tak było. Jeśli Kenai byłby szczerze rozczarowany to musiałby to bardziej dosadnie wyrazić, żeby Heath się zorientował. Ciężko tylko powiedzieć czy dałby mu spokój. Alkohol cały czas nasilał swoje działanie, więc granice rozsądku zacierały się na rzecz osiągnięcia bardziej intensywnych i przyjemnych doznań.
- Jasne! - odparł wesoło i niewiele się nad tym zastanawiając, chwycił go za dłoń i poprowadził za zasłonkę do loży. Dopiero kiedy do niej weszli, spojrzał się za siebie i zabrał szybko dłoń. - Oj, przepraszam, w sensie, no, tak odruchowo - wzruszył ramionami. Jego sfera komfortu była w zasadzie nieistniejąca. Nie był przesadnie dotykalski, bo o dziwo posiadał w tej kwestii pewne wyczucie, ale takie gesty jak prowadzenie kogoś za rękę były właśnie bardzo naturalne, dopóki nie orientował się, że ktoś mógł sobie tego nie życzyć. Zważywszy jednak na to, że Kenai w ciągu ostatnich kilku minut dotknął go parę razy, odczuł, że i on może zrobić podobnie. - Ale tu fancy, ocie panie - gwizdnął, rozglądając się po niezbyt wielkiej, ale bardzo ładnie wystrojonej loży. Było tu ciszej niż na parkiecie i dało się swobodnie rozmawiać, a zasłonka dawała poczucie intymności.
_________________

MAYBE THIS TIME I CAN BE STRONG, BUT SINCE I KNOW WHO I AM
I'M PROBABLY
WRONG

[Profil]
 
 
Kenai Underhill








20

psychology student

where do you think you're going?

North Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Terry





Wysłany: 2019-03-29, 21:44   
  

  
Kentigern Underhill

  
Bury me till I confess


W aktualnym stanie ciężko byłoby Underhilla urazić w pełnym tego słowa znaczeniu. Zamiast rzucania groźnymi minami czy uskuteczniana zawziętego zaciskania szczęki, błysnął uśmiechem, parskając krótko pod nosem. Nawet awansował na lidera sekty, w tak krótkim czasie!
- Podobno są ludzie, których to kręci.
Osobiście się do przedstawicieli raczej nie zaliczał, ale był pewny, że adoratorów tyranów było co najmniej kilku na tym świecie. Charaktery ludzi się dopełniały, a każdy inny tworzył całą gamę różnorodności. Bez takich różnic życie byłoby strasznie monotonne. Nie miał więc nic przeciwko randomowym odzywkom oraz randomowym ludziom.
- Freeman jest tylko jeden, wiesz jak to jest... - dodał jeszcze w kwestii znanego aktora, przybierając na krótką chwilę odrobinę powagi. Zaraz uśmiechnął się, przypominając prędko o czekających w loży różnościach.
- Za to nie musisz być Freemanem, żeby trochę się napić w towarzystwie, prawda?
Krótka piłka, prosta sprawa. Nie wymagał przecież od chłopaka, aby mu lektorskim głosem opowiadał fantastyczne historie przy szklance czegoś mocnego. Nie miał na co narzekać w aktualnym położeniu. Kilka szklanek wcześniej towarzyszył mu zdecydowanie mniej beztroski stan, na szczęście fakt ten można było modyfikować przy pomocy wszelkich dóbr serwowanych przez lokal.
Nie przeszkadzał mu dotyk Heatha, zwłaszcza, że sam zasugerował chłopakowi, aby poprowadził ich ku Ziemi Obiecanej, znajdującej się za zasłoną.
- Drobiazg, nie przejmuj się - rzucił jeszcze, zupełnie luźno, sięgając dłonią do ściany po swojej lewej. Ze swoich dotykalskich odruchów póki co się nie tłumaczył, za bardzo pochłonięty własnym światem, będącym żywszym po skonsumowaniu alkoholu. Czyż to nie było tak, że pijani uchodzili za ludzi najbardziej szczerych, czasami jednak tracących więź z rzeczywistością na rzecz przeżywania własnych uczuć gdzieś w środku? Oczywiście, na zewnątrz Underhill również pozostawał obecny.
Chwila na ogarnięcie niewidzialnej topografii pomieszczenia, jedynie przy pomocy pozostałych zmysłów. Unoszący się w powietrzu zapach potu, wymieszanego z tytoniem i mgiełką elektronicznych papierosów. Alkohol, a także perfumy - zarówno te męskie, jak i damskie, tworzące razem specyficzną, ale nie najgorszą mieszankę sensacji.
- Hej, to nie jest Jason- pierwszy odezwał się Henry, zagłuszając nieznacznie dwie koleżanki, dyskutujące między sobą, na kanapie.
- Pieprzyć Jasona - nie dosłownie. - To jest Heath, przyłączy się do nas i bądźcie dla niego mili. A Ty chyba miałeś lecieć po coś dodatkowego do picia?
Chłopak bez słowa wcisnął w drugą dłoń Underhilla schłodzoną butelkę, co sprawiło, że na twarzy szatyna ponownie przemknął niewielki uśmiech. Bez większego zwlekania zaprosił Heatha na dalszą przestrzeń przy stoliku, wypełnioną szklankami, butelkami oraz popielniczkami z popiołem. Gdzieś tu powinny znajdować się jeszcze paczki z mentolami. Henry rzucił coś o szukaniu kolejnego z ich składu, po czym wymknął się na zewnątrz.
- Rozgość się i częstuj. Chyba dostaliśmy... - obrócił ostrożnie butelkę w palcach. - Rum. Lubisz rum? W razie czego możemy coś podziałać z sokami, powinno trochę ich zostać w tych... w tym co tam stoi.
Poruszył się na kanapie, akurat gdy dziewczyny przerwały zawziętą wymianę informacji na rzecz krótkiego przywitania Heatha i obdarzenia Kenaia kolejnym jakże ważnym pytaniem.
- A co z Jasonem?
Underhillowi pozostało wzruszenie ramionami przy jednoczesnym, ostrożnym wyszukiwaniu dla Heatha odpowiedniej, nienaruszonej szklanki.
- Nie ma go tu więc nie moja sprawa co się dzieje z pieprzonym Jasonem.
Podobnie jak z K-... nie, nie myślał tak. Z tym, że po alkoholu łatwo było wyrzucać z siebie wszelkie żale. Miał żal, nie tylko do swojego kumpla, ale i do drugiego chłopaka, którego brakowało w towarzystwie. Nie w tym ogólnym... w jego osobistym.
Koleżanki opuściły zajmowane miejsca, napomykając coś o pójściu na parkiet. Zostali we dwóch, a to pod żadnym pozorem nie przeszkadzało.
- Wybacz, ludzie czasami zbyt wiele komplikują, zadają zbyt dużo pytań i... - w ogóle, wprowadzają chaos. Prawda?
Zaśmiał się nerwowo pod nosem, wynajdując gdzieś na kanapie pogiętą paczkę z papierosami, gdy już podsunął Heathowi szklankę.
- Palisz?
Może nie palił, ale mógłby. Od jednego chyba nikt nie zginął?
_________________



[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 7