Poprzedni temat «» Następny temat
Taste of India
Autor Wiadomość
Brandon Miller


Wysłany: 2017-08-01, 20:04   

Teraz on się roześmiał, tak, że o mało nie upuścił na ziemię karty dań, która trzymał w dłoni. Lucky był przystojnym i uroczym mężczyzna, pełnym życia i optymizmu. Takich ludzi można było szukać ze świeca w ręku, a i tak były małe szanse na to, że się kogoś takiego znajdzie. Nic więc dziwnego, że Brandon, który zazwyczaj otoczony był marudami i pesymistami, chciał trzymać się tego mężczyzny jak najbliżej.
Oczywiście, że chcę. Możesz być pewny, że tego nie przegapię – odpowiedział, gdy już się uspokoił i odłożył menu na stolik, z którego po chwili i tak karta została zabrana przez kelnerkę, która zebrała ich zamówienia.
Zamówił dla nich kurczaka z żółtym curry. Ta odmiana owszem piekła i paliła w gardło i język, ale pozwoliła żoładkowi odpoczać. Jedyne co dało się odczuć to przyjemne ciepło rozchodzace się po ciele. Nie był fanem ostrego jedzenia i pamiętał, że gdy raz poszedł ze swoja przyjaciółka do indyjskiej restauracji, to popłakał się przy jedzeniu potrawy doprawionej spora ilościa zielonego curry. Na pewno wypocił się bardziej niż w saunie a później wypił dwa litry wody naraz.
Nie będzie źle. W najgorszym wypadku popłaczemy się wspólnie – puścił mu oczko wyobrażajac sobie, jak dwójka dorosłych facetów płacze jedzac kurczaka. Cóż, widok wart byłby uwiecznienia na jakimś zdjęciu. Miał jednak nadzieję, że nie będzie tak źle. Przy zamawianiu kurczaka zamówił również dzbanek zimnej wody z cytryna, więc powinni dzięki temu jakoś sobie poradzić.
Uśmiechnał się, gdy usłyszał, że Smith spotkał się ze starym przyjacielem. Kontakty ze znajomymi były bardzo ważne. Sam miał tę przyjemność, że właśnie w Brentwood spotkał swojego przyjaciela z czasów dzieciństwa. Obaj byli wtedy samotnikami, którzy znaleźli wspólny język. Miło, że czasem w życiu sa przyjaźnie, które mimo upływu czasu nie rdzewieja. Nigdy nie zastanawiał się nad przeszłościa Lucky'ego. Nigdy też specjalnie o nia nie wypytywał, chociaż ciekawiło go kim był, skad pochodził, czy ma rodzinę i czemu wybrał życie bezdomnego. Powodów mogło być wiele i chociaż Miller bardzo chciał je poznać, to nie miał zamiaru naciskać. Wierzył, że jeśli jego przyjaciel chciałby o tym porozmawiać, to zaczałby temat zwłaszcza, że Brandon wielokrotnie mówił mu, że może przy nim mówić wszystko, co leżało mu na duszy.
Praca, praca i jeszcze raz praca – mruknał od niechcenia. Chociaż praca była niemal całym jego życiem, bo nie miał przy sobie kogoś, z kim mógłby dzielić swój czas, to jednak wiedział, że nie każdy chciał o tym słuchać. – Gonia nas terminy i nanosimy ostatnie poprawki, bo za kilka tygodni mamy pokaz w Paryżu. Wszyscy sa lekko poddenerwowani. Pochwalę się jednak, że naprawiłem sam ten cieknacy kran – uśmiechnał się dumnie. Nie był złota raczka, ale wydawało mu się, że kran jakoś wytrzyma. Nie mówił o tym Lucky'emu, bo on już i tak sporo rzeczy naprawił u niego w mieszkaniu. Poza tym dokręcenie kranu nie było czymś wybitnie trudnym. – Nie wiem, co tam się dokładnie stało, ale pokręciłem w kilku miejscach i przestało – dodał szybko. Istniała szansa, że przy okazji jeszcze coś popsuł, ale przynajmniej w tym momencie działało, więc był z siebie zadowolony. Przyjrzał się, jak ich zamówienie wyladowało przed ich nosami. Oblizał usta, gdy tylko zobaczył te pyszności.
[Profil]
 
 
Lucky Smith
[Usunięty]

Wysłany: 2017-08-01, 20:44   

Roześmiał się wesoło, a także pokazał w szczerym uśmiechu zęby.
-Jestem tego pewien – odpowiedział. Cóż tak podejrzewał, że jego towarzysz pewnych rzeczy nie będzie chciał przegapić. A on w sumie chętnie mu je zaserwuje, chociaż pojawiał się pewien problem w postaci braku kapielówek, ale… to nie był mus, by kapać się tylko i wyłacznie w kapielówkach. Poza tym… obaj byli mężczyznami, więc pewne rzeczy nie powinny być jakoś wybitnie dla nich problematyczne.
Ostre jedzenie było niebezpieczne, ale jednocześnie dobre dla osób z lekka lub nie taka lekka nadwaga. Bowiem ostre przyprawy w nim zawarte pomagały spalać skuteczniej tłuszcze, nagromadzone w organizmie. No i tak, jak Brandon słusznie zauważył tudzież wiedział z własnej autopsji, wspomaga to pocenie i rozgrzewa. Co również działa dobrze na organizm.
-Chyba razem będziemy zionać ogniem – roześmiał się. On płakać nie zamierzał. Co do zionięcia ogniem, to może być zdecydowanie ciekawsze.
Prawda jest taka, że gdyby Brandon pytał, to pewnie dużo by się o przeszłości Luckyego nie dowiedział. Zdecydowanie za mało czasu i wody upłynęło od tamtych wydarzeń, by mówić o tym z czystym sumieniem i bez żalu czy smutku. A tego poniekad Lucifer nie chciał. Starał się cieszyć chwila, cieszyć tym co życie dawało, być po prostu soba i starać się przeżyć kolejny dzień za dniem. Nie było to wbrew pozorom łatwe, ale czyniło to wszystko zdecydowanie satysfakcjonujacym. Gdy jednak… trzeba było się postarać i nic nie przychodziło samo, a jednocześnie gdy tak niewiele od ciebie zależało.
Roześmiał się w tym momencie.
-Brzmi niesamowicie znajomo. Czemu ja zawsze mam zapracowanych znajomych? A nie. Nie zawsze – roześmiał się, chociaż nie brzmiało to wrednie. Raczej… tak trochę smutno. -Och w Paryżu? Brzmi ciekawie. Nowa linia garniturów czy coś… innego? Wow, sam naprawiłeś kran? – W tym momencie lekko zmarszczył brwi. Już się w sumie bał, jak Brandon ten kran naprawił. Miał wrażenie, że to się może źle skończyć, ale zawsze miał takie przeczucie, gdy słyszał, że Donny coś sam próbował naprawić.
-Okej… jakie sa szanse na to, że twoje mieszkanie właśnie w tej chwili tonie? – Nie on wcale nie był pesymista. Jedynie realnie oceniał zdolności Brandona.
A potem przyszło jedzenie i poniekad można było się skupić na czymś innym. Kurczak curry wygladał… ciekawie, pachniał bardzo apetycznie. Jednak Lucky trochę bał się spróbować, niemniej… gapienie się na jedzenie to niedobra forma jego konsumowania, więc zabrał się niepewnie za próbowanie swojej porcji. Bardzo szybko doszedł do wniosku, że mu to jednak smakuje. Zaczał jeść śmielej… mruczac co któryś kęs.
 
 
Brandon Miller


Wysłany: 2017-08-01, 21:15   

Nie miał pojęcia o tym braku kapielówek, chociaż w sumie w czym mieliby się pluskać? Przecież nie w ubraniu. On sam również nie miał nic na przebranie, a chodzenie w mokrych majtasach, więc zapewne i on będzie się kapać nago. Problemów z nagościa na szczęście nie miał, a i nie uważał, żeby bez ubrań wygladał źle. Był zadbany, sylweta może nie była przesadnie umięśniona, ale nie obrastała w tłuszcz, chociaż on zawsze żartował, że jakby przytył, to miałby więcej ciała do kochania. Niemniej jednak nie chciał przytyć, bo było mu dobrze w takim stanie, w jakim się znajdował. Zobaczenie nagiego ciała Lucky'ego mogłoby być niezwykle ciekawe, z uwagi na fakt, że mężczyzna mu się podobał. Miller zreszta wielokrotnie mówił przyjacielowi, że gdyby zgodził się pójść z nim do fryzjera czy jakiegoś spa to byłby jeszcze przystojniejszy. Brandon nie był jednak typem osoby, która skakała na widok nagich panów. Na szczęście te lata miał już dawno za soba.
Życie to nie Gra o Tron – mruknał z odrobina żalu w głosie. Lubił ten serial, ale chyba nie chciałby żyć w czasach, w których nawet główni bohaterowie nie byli bezpieczni. Uśmiechnał się i spojrzał na przyjaciela. – Zapraszam cię na seans. Wyszedł nowy sezon, a przez pracę nie miałem kiedy nawet go obejrzeć – nie wiedział, czy Lucky lubił Grę o Tron, ale przecież nic nie stało na przeszkodzie, by obejrzeli wspólnie kilka odcinków przy jakichś przekaskach i piwie lub chociażby goracej herbacie. Mogliby poczuć się jak ci wszyscy nastolatkowie, którzy nagrywali swoje reakcje podczas ogladania odcinków i później wrzucali to do internetu. Śmieszne to było.
Wzruszył ramionami, kosztujac pierwszy kęs kurczaka. Rzeczywiście, ludzie się nie mylili. Mięso było przyrzadzone wspaniale. Delikatne i nie przesuszone. Curry również nie było za ostre. Oczywiście czuł lekkie pieczenie w przełyku i gardle, a na języku lekkie wibracje. Nie było to jednak tragiczne i bardzo mu smakowało.
Damska kolekcja w Paryżu, a męska kilkanaście dni później w Nowym Jorku podczas tamtejszego Tygodnia Mody – wyjaśnił, przywołujac jedno z najważniejszych wydarzeń w świecie mody. To właśnie na Tygodniach Mody projektanci przedstawiali swoje kolekcje światu. Dlatego wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik. Dosłownie. – Chcesz się wybrać ze mna? Przyda mi się jakieś towarzystwo, żeby odreagować cały ten stres – mruknał, pytajac i zasłaniajac usta dłonia, żeby Lucky nie widział, jak Miller memła w ustach kęs kurczaka. Mówienie z pełna buzia było niegrzeczne, ale w końcu był z przyjacielem, a nie na spotkaniu biznesowym.
Watpisz w moje umiejętności? – uniósł brew do góry. Paliło go nieco w gardle, więc nalał sobie do szklanki wody z dzbanka i napił się. Od razu poczuł duża ulgę. Ponownie spojrzał na mężczyznę. Uśmiechnał się, widzac jak ten zajada się jedzeniem, co mogło znaczyć, że mu smakowało. Zastanowił się jednak. Nie, raczej nie powinno nic tonać. – Jestem tak pewny tego, że wszystko jest w porzadku, że mogę się założyć z toba o co tylko chcesz – powiedział uśmiechajac się, jakby coś planował.
[Profil]
 
 
Lucky Smith
[Usunięty]

Wysłany: 2017-08-03, 11:08   

Roześmiał się wesoło, gdy Brandon stwierdził, że życie to nie „Gra o Tron”. Nazwa coś mu mówiła, ale ostatecznie nie wiedział, co to za cholerstwo. Podejrzewał jednak, że jakiś serial. O czym w sumie potem został uświadomiony przez przyjaciela.
-W tym momencie powinienem się chyba przyznać, że nie widziałem ani pół odcinka – powiedział z delikatnym uśmiechem, chociaż potem ten znacznie się poszerzył. -Ale jeśli moja tona pytań nie będzie ci przeszkadzała, to możemy obejrzeć.
Nie widział tego serialu, ale w sumie mógł go z przyjacielem obejrzeć. O ile ten oczywiście wytrzyma gradobicie pytań lub będzie miał dość cierpliwości, by obejrzeć wszystkie poprzednie sezony z Luckym.
Potem zamienił się w słuch odnośnie tej branży mody, bo on w sumie się w ogóle na tym nie znał, ale w sumie jak o tym słuchał to brzmiało nawet ciekawe. Już nie wspominajac o możliwości zwiedzenia kawałka świata. Bo w sumie najpierw Paryż, potem Nowy Jork. I jeszcze pewnie więcej atrakcji w tym wszystkim po drodze.
-Brzmi ciekawie. Tydzień Mody? Nie słyszałem o czymś takim – I w tym momencie Lucky liczył się z tym, że może zostać spiorunowany spojrzeniem tudzież zadźgany widelcem, chociaż… po Brandonie się raczej takich zapędów nie spodziewał. Podobnie jak nie spodziewał się jego pytania. Mało się kurczakiem nie zadławił. -Czy… chcę? W sumie… fajnie by było gdzieś wyjechać, chociaż mam wrażenie… że trochę nie wygladam. No i nie chciałbym… ci przynieś wstydu czy coś – zarumienił się lekko. Mimo wszystko uśmiechnał się również wesoło. Taki wyjazd mógłby być świetna zabawa, ale on chyba… nieco się nie nadawał do czegoś takiego.
Potem roześmiał się, chociaż wywrócił również oczyma.
-Nie… tylko… troszkę się martwię – odpowiedział nieco wymijajacym tonem. Go tam w sumie nic nie paliło, ale to może dlatego, że miał nieco… cóż wypaczony smak. Ale to zawsze tak było. -Nie lubię zakładów. Więc… uwierzę ci na słowo, że nic się nie stało. – odpowiedział z ciepłym uśmiechem. Niestety nie zagra w tę grę z Brandonem.
 
 
Brandon Miller


Wysłany: 2017-08-03, 16:16   

Nie zdziwił się w ogóle. Wśród jego znajomych znalazło się kilka orzeszków, którzy nie wiedzieli, co to Gra o Tron. On sam bardzo lubił odprężyć się po ciężkim dniu i obejrzeć serial, zwłaszcza jeśli w jego dłoni tkwiła lampka wina lub szklanka wypełniona innym trunkiem. Tak, idealny sposób na odpoczynek. Szczególnie że serial emitowany był w późniejszych godzinach wieczornych, więc wtedy mógł zrobić sobie przerwę i zasiaść na kanapie, z nogami położonymi na stoliku.
W takim razie zapraszam cię na maraton. Mam wszystkie odcinki na DVD, więc możemy obejrzeć. To tylko sześćdziesiat godzin ogladania – uśmiechnał się. Nie miał nic przeciwko temu, by mieli razem obejrzeć ten serial od samego poczatku. Zawsze będzie to dla niego jakieś przypomnienie, w końcu od emisji pierwszego odcinka minęło już prawie siedem lat, warto odświeżyć sobie niektóre watki, zwłaszcza że te powtarzaja się obecnie.
Na Tygodniach Mody projektanci przedstawiaja swoje kolekcje. Takie tygodnie organizowane sa w kilkudziesięciu miastach, ale cztery sa najważniejsze – w Paryżu, Nowym Jorku, Londynie i Mediolanie. Załapanie się tam to duże wyróżnienie – powiedział z duma, bo był dumny z faktu, że jego kolekcje będa tam wystawione. Nie znaczyło to jednak, że nie denerwował się tym wszystkim. Czasem przed snem rozmyślał o tym, jak to będzie i czy wszystko się uda. Wiedział, że im mniej czasu zostanie do pokazu, tym mniej czasu będzie spać.
Wystarczy fryzjer, może krotka wizyta w spa i ludzie nie będa mogli oderwać od ciebie oczu. Oczywiście nie zmuszam, to tylko propozycja – nie chciał nalegać i powodować, żeby mężczyzna czuł się niekomfortowo. Po prostu lubił spędzać z nim czas i wierzył, że rozmowy z nim na pewno poprawia mu humor i odstresuja go, gdy będzie martwić się pokazami.
Ugryzł kolejny kawałek kurczaka, a po chwili nalał kolejna porcję wody, która od razu wypił. Zastanowił się. Miał nadzieję, że jednak nic w jego domu się nie działo i że nic tam nie pływa, a jego szynszyle nie potopia się. Odgonił te pesymistyczne myśli, przecież nie było go tylko kilka godzin, więc w najgorszym wypadku zastanie zalana łazienkę. Miał jednak nadzieję, że wszystko jest w jak najlepszym porzadku i najwyżej zadzwoni po fachowca, który mu naprawi kran, a Lucky'emu powie, że to jego sprawka.
Powoli kończył jedzenie. Na szczęście do pieczenia w przełyku szybko się przyzwyczaił i po chwili w ogóle mu to już nie przeszkadzało. Było mu tylko ciepło.
To co, idziemy nad jezioro się schłodzić? – zapytał, uśmiechajac się przyjaźnie.
[Profil]
 
 
Lucky Smith
[Usunięty]

Wysłany: 2017-08-04, 14:13   

Uśmiechnał się, gdy Brandon go zaprosił na ten maraton Gry o Tron. W tym momencie Lucky zdecydowanie powinien się bać, ale mimo wszystko pałał jak zawsze optymizmem. Chociaż w momencie, kiedy usłyszał ile to będzie godzin ogladania, nieco mina mu zrzedła.
-Ile to ma sezonów? No, ale… skoro maraton to maraton. Z chęcia się skuszę – przyznał z delikatnym uśmiechem. Czy wysiedzi? Ciężko powiedzieć. Miał również wrażenie, że to będzie naprawdę zabawne doświadczenie. A może się okazać, że serial mu się spodoba. Gorzej jak nie, wtedy to będzie rzeźnia. No, ale Lucky starał się niczego nie zakładać z góry i przygotować się w sumie tylko na wspaniała zabawę razem z przyjacielem.
-Więc… załapałeś się na dwa z czterech? Czy może do Londynu i Mediolanu również się niedługo wybierasz? Poza tym mam ci gratulować już teraz, czy dopiero jak cała impreza zakończy się miażdżacym sukcesem? – Zapytał z uśmiechem. Zawsze swoim przyjaciołom życzył szczęścia, cieszył się ich osiagnięciami. Nigdy nie było tak, by przejawiał zazdrość. Poza tym… kiedyś również był kimś znanym, ważnym, wiedział jak trudno do tego dojść. Jak ciężko jest osiagnać sukces, sam z niego zrezygnował, świadomie i z pełna premedytacja, więc dlaczego teraz miał komuś zazdrościć?
Przygryzł dolna wargę gdy Brandon powiedział mu z czym się w sumie wiaże „robienie na ludzi” i tak by „nie przynieść wstydu” przyjacielowi. To jednak w jakimś stopniu oznaczało powrót do poczatku. Nie całkowity, bo do pracy nie wróci, ale… potem go na ulicy nie rozpoznaja.
-To chyba nie ja powinienem skupiać na sobie cała uwagę – powiedział ze śmiechem, a potem zaczesał włosy za ucho. -Niemniej, chciałbym z toba jechać, chociażby po to, żeby mieć cie na oku. Czy się nie przepracowujesz.
Roześmiał się cicho w tym momencie. Oj tak, Lucky niania, czyli zadanie idealne dla niego.
Również wrócił do jedzenia, bo w sumie… ten kurczak był naprawdę dobry i w końcu zaczał czuć, że nieco pali. A wtedy idac za przykładem przyjaciela również nalał sobie trochę wody do szklanki. W końcu danie się skończyło, chociaż trochę smutno, bo było naprawdę dobre. Wytarł usta chusteczka, zamruczał ostatni raz i podniósł błękitne spojrzenie na Brandona.
-Oczywiście, że tak. Po tym ognistym daniu, zdecydowanie wypadałoby się schłodzić – powiedział z uśmiechem.
 
 
Brandon Miller


Wysłany: 2017-08-04, 17:08   

Dobrze, maratony zawsze lubił i nie przejmował się tym, czy dany serial już ogladał czy ma dopiero pierwsze spotkanie z tym. Uśmiechnał się, na sama myśl o miło spędzonym czasie. Oczywiście nie miał zamiaru zmuszać Lucky'ego do ogladania na siłę i nie będa ogladać wszystkich odcinków naraz, chociaż mógł sobie tak żartować. Wiedział, że obaj maja jeszcze swoje własne życie i nie moga siedzieć bez przerwy przed telewizorem.
No tak – odpowiedział szybko, przygladajac się mężczyźnie. Wiedział, że nie interesuje się on moda, więc mógł nie wiedzieć jak to wszystko wyglada i działa. – Każda kolekcja przypada na jeden pokaz, czyli w tym przypadku na dwa Fashion Weeki, bo pokazuję dwie kolekcje. – W sensie to już dwa pokazy w ciagu kilku tygodni było dla niego za dużo. Może kiedyś zaprosza go do tego by tworzył kolekcję Haute Couture, ale nie przewidywał tego w bliskiej przyszłości. On tworzył ubrania użytkowe, takie, które od razu po pokazie można założyć i pokazać się na mieście. Lubił, gdy coś było proste, nieprzekombinowane i wygodne. Nie liczyła się dla niego ekstrawagancja, bo chciał ludzi ubierać, a nie przebierać.
Wstrzymajmy się z gratulacjami do czasu recenzji. Wtedy można świętować albo opijać porażkę – powiedział, popijajac wodę. Jego nowa kolekcja była nieco inna, bo on nie zdecydował się na podażanie za trendami. Chciał się nieco zbuntować i zaryzykować, bo w końcu dotychczas podjał ryzyko kilka razy i się opłaciło. Miał nadzieję, że i tym razem się uda. Jeśli nie, to i tak nie będzie źle.
Roześmiał się na kolejne słowa mężczyzny. Nie miał zamiaru nalegać i postawiać go w sytuacji, że musiał się zmuszać do podróży z nim. Chodziło mu przede wszystkim o to, żeby miło spędzili ze soba czas. Lubił Lucky'ego, dlatego nie miał problemu z tym, by to właśnie jego zaprosić. Poza tym mężczyzna był niesamowitym optymista i zarażał swoim nastawieniem wszystkich i właśnie to było Millerowi potrzebne w chwilach stresu.
Przed tymi pokazami czeka mnie prawdopodobnie najwięcej pracy, więc miło byłoby porozmawiać z kimś, kto nie męczyłby tematy pokazu cały czas – wyjaśnił. Wiedział, że Smith zapewne pytałby go jak tam przygotowania do pokazu, ale nie drażyłby tematu w nieskończoność. Oczywiście Brandon nie chciał, żeby Lucky myślał, że jedzie tam, by być swego rodzaju odskocznia dla projektanta. Nie, chciał po prostu spędzić z nim czas.
To idziemy – zadecydował, zostawiajac pieniadze z napiwkiem na metalowej tacce, na której przyniesiono im rachunek. Potem wstał, wział płaszcz Lucky'ego i skierował się ku wyjściu. – Prowadź, gdzie chcesz – powiedział do swojego przyjaciela. On sam nie wiedział, gdzie mogliby iść się popluskać, tak żeby nikt im nie przeszkadzał.
[Profil]
 
 
Dale Underhill









24

kelnerka

North Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Ivy, Dicki

Wysłany: 2019-04-11, 23:00   
  

  
Dale Underhill

  
'Bout those bitches, I don't wanna know


/po Kenaiu

Chociaż wycieczka do Londynu była pełna wrażeń i Dale wcale nie chciała jeszcze wracać do pracy, to niestety musiała, bo wisiała nad nią groźna wizja kary do zapłacenia. Oczywiście, że mogła poprosić o to rodziców, ale kurczę, miała już prawie dwadzieścia pięć lat, to chyba jednak najwyższy czas, aby za takie rzeczy odpowiadać samemu. Poza tym, chyba nawet nie chciała się rodzicom przyznawać. Po co ich martwić? Zamiast tego, musiała zrelacjonować Grace całą wyprawę i wszystkie przygody, co było o tyle łatwiejsze, że o tej porze w restauracji nie było raczej zbyt wielu klientów, a tych kilku zagubionych w czasoprzestrzeni dostało już swoje dania i jadło je bez żadnych uwag. Była też nowa dziewczyna, która chciała wykazać się zapałem do pracy i biegała na każde wezwanie, i nawet teraz nie zamierzała usiąść, tylko coś sprzątała. Dale nie rozumiała tego entuzjazmu, ale nie zamierzała dziewczyny powstrzymywać, była przekonana, że albo jej z czasem przejdzie, albo wykituje z przepracowania. W każdym razie, siedziała za ladą razem Grace i opowiadała jej z podekscytowaniem o swoich przygodach, a Grace z uwagę jej słuchała i co rusz chichotała, i przez to nawet nie zauważyły, że do restauracji wszedł kolejny klient. No cóż, nie pierwszy pominięty w tej pracy, i nie ostatni. To i tak jedno z mniejszych przewinień Underhill w tym miejscu.
_________________

a little party never killed nobody

[Profil]
 
 
Warrick Lacroix









27

nauczyciel muzyki i plastyki

singiel

Downtown Brentwood

mów mi: Bońka

multikonta: brak

Wysłany: 2019-04-29, 21:02   
  

  
Warrick Lacroix

  
Be strong like a dragon


/Po paru dniach i po ostatnich grach/

Warrick miał zamiar trochę odpocząc i coś zjeść. Jeszcze nie przyzwyczaił się do tego nowego miejsca, więc... zwiedzał ròżne rzeczy. Poza tym był ostatnio rozkoharzony po stotkaniu z Johnatanem. Nie wiedział co ma robić. Chyba za bardzo go poniosło. Jednakże nie mògł się oprzeć brunetowi. Poza tym tak bardzo chciał sobie przypomnieć swoją przeszłość Jednak to nie było takie łatwe.
Wszedł jak gdyby nigdy nikt i rozsiadł się w restauracji. Jednak upłynęło już trochę czasu, a kelnerki czy kelnera ani widu ani słychu.
Warrick powoli i z gracją wstał i ruszył do jakby lady. Nie minęło wiele czasu, a tam doszedł.
- Witam, przepraszam bardzo, ale ktoś tu pracuję? - zapytał.
Powiedział to dość miło. Zaraz dostrzegł znajomą twarz. Nie myślał, że tą dziewczynę z baru może tutaj zastać.
- O cześć Dale, nie wiedziałem, że tu pracujesz - przyznał.
Czekał na reakcje dziewczyny.
[Profil]
 
 
Dale Underhill









24

kelnerka

North Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Ivy, Dicki

Wysłany: 2019-06-11, 21:32   
  

  
Dale Underhill

  
'Bout those bitches, I don't wanna know


Oczywiście, że Grace była ważniejsza od wszelkich potencjalnych klientów, zwłaszcza teraz, kiedy szefa nie było w pobliżu, ani nawet nikogo, kto mógłby je podkablować. Tym bardziej Dale nie chciała, żeby jakiś potencjalny klient zawracał jej głowę, i choć Warrick nie był nieuprzejmy, to niewiele brakowało, by to ona okazała brak profesjonalizmu i odburknęła mu coś złośliwie. Na szczęście, zanim coś wydostało się z jej ust, jej wzrok padł na mężczyznę. Rozpoznała go, więc nie tylko się przymknęła, ale także szeroko uśmiechnęła.
- Siema, mordo! - zawołała, niemal od razu zeskakując z krzesełka, czy na czym tam siedziała, i doskakując do lady, o którą się oparła, gotowa do nawiązania konwersacji. - No popatrz. Widzisz, jaka jestem pracowita? - wypięła dumnie pierś, jakby to w jakikolwiek sposób miało pokazać, że wcale się nie opierdala. - Tylko mi nie mów, że przyszedłeś tu zjeść, jest tyle lepszych i tańszych knajp - pokręciła głową. - To jest Grace - machnęła ręką w stronę koleżanki, która wciąż siedziała na krześle, uważnie wpatrując się w Warricka. - To co byś chciał? Jak będziesz miły, to nawet nie napluję ci do jedzenia - wyszczerzyła się szeroko, ale to był oczywiście żart, bo choć zdarzyło jej się pluć do obiadów klientów, którzy zaszli jej za skórę, to jednak kumplowi nie zrobiłaby takiego świństwa. Nie żeby widzieli się drugi raz w życiu. To i tak powinno być oczywiste.
_________________

a little party never killed nobody

[Profil]
 
 
Warrick Lacroix









27

nauczyciel muzyki i plastyki

singiel

Downtown Brentwood

mów mi: Bońka

multikonta: brak

Wysłany: 2019-09-06, 00:27   
  

  
Warrick Lacroix

  
Be strong like a dragon


Warrick uśmiechnął się do niej pobłażająco. Cóż... może praca w szkole robiła z mężczyzny powoli nudziarza, a może nie? W sumie sam zaczepił wtedy Dale i jej ferajnę.
- Cieszę się, że Cię widzę - przyznał szczerze.
Zastanowił się, nie bardzo wiedział co może zjeść.
- Istnieję tutaj jakieś dane dnia? - zapytał.
Chętnie spróbuję takich rzeczy. Lubił eksperymentować z jedzeniem. Może dlatego właśnie tutaj przyszedł. Już nie wiedział czemu tutaj przyszedł.
- A co u Ciebie słychać? Oprócz tego, że tutaj pracujesz - stwierdził.
Przyglądał się Dale. Jakoś trochę mu przeszkadzało jak ta koleżanka swojej znajomej tak się na niego patrzyła.
- Miło mi Cię poznać Grace, ja mam na imię Warrick i jak widzisz znam się z Dale - wyjaśnił po krótce.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 6