nawigacja


Poprzedni temat «» Następny temat
Parking
Autor Wiadomość
Terrance Altman



27

gasi pożary

i pozuje do gazetki z lidla

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Kenai

Wysłany: 2018-12-08, 12:32   
  

  
Tetris Altman

  
And what would you say to your younger self?

  

  
  
  
  


Marnowanie czasu na zwyczajnym zaleganiu na podłodze w którymś z pokojów na komisariacie nie wydawało się rozsądne, szczególnie, że nie powinno ich nawet tutaj być. Z tego wszystkiego aż zapomniał, aby zwracać się do wspólnika za pomocą aliasu. Rzeczywiście w środku było ciepło, z Harrisonem obok tym bardziej, ale… to nie stanowiło przecież ich głównej misji.
Kiedy Joe pomknął w stronę okna, Terry dźwignął się powoli, ostrożnie zerkając za siebie, w stronę wyjścia z pomieszczenia, prowadzącego dalej na korytarz. Czysto.
Dalsze, ewentualne rozmyślania nad sytuacją mającą miejsce chwilę wcześniej, przerwał Joseph we własnej osobie. Ruszył się z miejsca, celem przetransportowania obok kumpla.
- Przeszukiwanie komputera trochę by nam zajęło - szepnął, gdy już znalazł się bliżej, skupiając wzrok na mapie, mało widzialnej mimo wszystko, bo póki co załączenie latarek nie wchodziło w grę. - Dlatego też…
Przygryzł usta, kierując z zadowoleniem wzrok na Joeya.
- Namówiłem tego kumpla od otwartego okna, aby zostawił kartotekę gdzieś na wierzchu w archiwum. Wiesz, niby z roztargnienia, niby po to, aby następnego dnia nie musiał przeszukiwać tych wszystkich stosów papierzysk.
Istny mózg operacji. Właściwie to poprzedniego wieczora, leżąc w łóżku szkicował sobie flamastrem poszczególne etapy ich wielkiej wyprawy, chcąc, aby wszystko wypadło jak najwygodniej, a nic nie stanęło na przeszkodzie, prowadząc wprost do celi, a później pokoju przesłuchań. Będzie musiał odwdzięczyć się swojemu „kontaktowi” porządną butelką szkockiej albo baryłką piwa. Alfą i omegą nie był, ale potrafił działać zespołowo, a towarzyskie, uprzejme usposobienie raczej pozwalało mu bez większych przeszkód zjednywać sobie ludzi.
- Powinniśmy zejść na dół - mruknął jeszcze, wskazując palcem na prostokąt oznaczony jako archiwum. Ostrożnie, bez gwałtownych odruchów. Wystarczająco przeszkód napotkali przecież na zewnątrz, prawda?
Powoli zbliżył się z Joeyem do drzwi, a kiedy już pogwizdujący policjant zniknął za drzwiami toalet, pociągnął powoli za klamkę puszczając mniejszy egzemplarz – Fiodora - przodem. Ostrożnie, jak tylko potrafił zamknął za sobą drzwi, prawie wpadając do korytarza, w którym znajdował się już Harrison. Słysząc za sobą dźwięk pracującej głośno suszarki, zamarł automatycznie. Czyżby policjant wszedł do łazienki jedynie celem umycia rąk? Kto w ogóle tak robił? Musiał ubabrać sobie palce hot cheetosami, w trakcie oglądania super ciekawych rzeczy w magicznym pudle.
- Fiodor, pokój obok, już - syknął, słysząc jak drzwi się otwierają. Prawie uderzył głową o kant, kiedy to skręcił gwałtownie za róg korytarza, prowadzący do samotnego pomieszczenia. Wleciał do niego zaraz za Joeyem, pochlebnie wyrażając się o sobie w duchu, bo podeszwy trampek rzeczywiście okazały się niezwykle dyskretne. Wchodząc do środka, skulił się od razu pod drzwiami w prawdziwie profesjonalnym wydaniu. Nogi podkurczone, ramiona, przyciągające kolana do klatki piersiowej. Głowę odzianą w złodziejską czapkę oparł nawet o podłogę, żeby tylko nie wystawać w szklanym ekraniku zamontowanym w drzwiach. Niby żaluzje były opuszczone, ale każdy mógłby doszukać się jakiegoś osobliwego zjawiska w środku, tudzież dwójki niespodziewanych gości. Gdyby była Wigilia mogliby się po prostu podać za zbłąkanych wędrowców, a tak…
- Poszedł sobie? - szepnął w stronę Joeya, gdziekolwiek ten się ukrywał. Czy za postawną palmą w doniczce, pod biurkiem czy za kanapą, ustawioną pod ścianą. Wyglądało to jak gabinet jednej osoby… czyżby trafili na teren komendanta?
_________________


[Profil]
 
 
Joey Harrison



22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Electra, Claire, Amanda, Alejandro



Wysłany: 2018-12-15, 21:14   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!

  

  
  
  
  


Rzeczywiście, przeszukiwanie twardych dysków mogłoby się okazać zbyt czasochłonne – no i chłopcy musieliby przecież znać hasła zabezpieczające. Życie to jednak nie "Arrow", gdzie śliczna blondyna w sekundę ogarnie każde cyfrowe zabezpiecznie. Tak samo jak Tyty w sekundę przebiegłby cały posterunek i ogarnął sprawę, no ale gdzie tu fun.. Poza tym mowa o posterunku w Brentwood - małej miejscowości- kij wie w jakim stanie są te wszystkie komputery i czy uruchomienie któregoś nie jest rówzoznaczne z odpaleniem kosiarki. Jakiś czas temu w wiadomościach było głośno o wielkiej dotacji mającej na celu wsparcie policjantów – w materiale wypowiadały się takie osoby jak Komendant , burmistrz miasta oraz niejaka Claire Fisher jako przedstawicielka organizacji non profit "Zielona pomoc" kij wie co to niby za organizacja, grunt, że ta baba jest wszędzie. Ale czy ktokolwiek dostrzegł namacalne skutki otrzymania tej dotacji? No szczerze mówiac, to niezbyt. Wróćmy jednak do tego, że taka kosiarka mogłaby po prostu zaalarmować przebywających na miejscu policjantów. No bo chociaż posterunkowy Ricky jest debilem, to nawet on uznałby takie odgłosy za co najmniej niepokojące. Terry najwyraźniej wszystko miał pod kontrolą, a jego plan był tak bardzo rozbudowany i tak imponujący, że Joey w odpowiedzi mógł jedynie pokiwać głową w milczeniu. Siostra Joey był szóketh tym jak bardzo kumpel przygotował się do skoku i chłopak nie potrafił wydać z siebie nawet pisku. Pisku? Nie no, Joey nie był małą dziewczynką żeby "piszczeć", ale no nie potrafił wydać z siebie żadnego dźwięku. Ale w sumie pisk to ... dźwięk. Dobra, chuj, nieważne. Tak czy siak, kiedy Tyty zasugerował, że powinni udać się do archiwum, Joseph kiwnął jedynie głową. Skoro Altman dogadał sie tak ze znajomym, to faktycznie najbardziej rozsądne byłoby przedostanie się właśnie do tej cześci posterunku. Chociaż korytarze posterunku zwykle są [w sumie to nie wiem czy są, ale uznajmy, że są] oświetlone każdym możliwym światłem, posterunkowy Ricky zdecydowanie bardziej gustował w półmroku. Może cierpiał na migreny? Korytarz, którym przemieszczała się ta dwójka assasinów był oświetlony zaledwie paroma lampami. W sumie to te lampki nie oświetlały bezpośrednio samego korytarzu, a eksponowały wszelkiego rodzaju tablice informcyjne. Realizacja planu szła całkiem dobrze, dopóki nie stało się coś, co sprawiło, ze Joey był sister przerązony. Tak oto bowiem posterunkowy Ricky postanowił zabawić się w "zmienną", ewentualnie jakąś "niewiadomą" i nieświadomie pokrzyżować plany tej dwójki. Terry i Joey wpadli do jakiegoś dziwnego biura, a Joseph następnie stanął w rogu pomieszczenia i osunął się na podłogę Zapewne gdyby Ricky zdecydował się otworzyć drzwi gabinetu, to zobaczyłby dziwny kształt. Dzięki Bogu posterunkowy nie zamierzał robić czegokolwiek poza dalszym ogladaniem "Ostrych przedmiotów".
Joey spojrzał na drzwi, a następnie te "okno wewnętrzne", które wychodziło wprost na korytarz. Zmarszczył brwi wpatrując się w szybę i próbując dostrzec jakikolwiek ruch. No bo okno było co prawda zasłonięte żaluzjami, ale Harrison był przekonany, że gdyby posterunkowy nadal tam przebywał to na pewno dostrzegłby jakiś kształt.
-Nie wiem – przyznał szeptem, po czym przeczesał dłonią swoje wymodelowane włosy. Dlaczego skradanie się po posterunku było tak cholernie trudne? Ale jednocześnie takie super cool i chętnie by powtórzył to wszystko?!
-Musimy zejś... – zanim Joey zdażył powiedzieć cokolwiek więcej, jego telefon komórkowy zaczął intensywnie wibrować. Na szczęście Joe wyciszył komórkę, bo chociaż jego przygotowanie do imprezy było marne, to jednak zdawał sobie sprawę z tego, że dźwięki telefonu mogłoby sprowadzić na nich śmierć, zniszczenie i brzydkie zapisy w kartotece. Fail był jednak ostro odczuwalny, Joseph spojrzał na Terryego zakłopotanym wzrokiem, a następnie uniósł aparat i spojrzał na wyświetlacz. Kto dzwonił? Oczywiście Amanda, która w tym piąteczkowym czasie przebywała na imprezie. Joey szybko odrzucił połączenie, a następnie wyłączył telefon.
-Sorry -mruknął wbijając wzrok w podłogę. Skąd taki poziom zażenowania głupim telefonem? No szczerze mówiąc, to było mu po prostu głupio z powodu tego, że Terry najwyraźniej potraktował całą tą sprawę serio. No a Joe? Joseph tymczasem beztrosko nosił sobie włączony telefon. A co jeśli ktoś by namierzał jego lokalizację? CIA? FBI? Pokemon Go? -Chodźmy na dół – dopowiedział od razu i nie czekając na nic otworzył drzwi wychodzace na korytarz. Tym razem nie było ani śladu po posterunkowym Ricku, dlatego Joey bez słowa po prostu ruszył przed siebie. Dlaczego Amanda w ogóle do niego dzwoniła? Czy nie mówił jej o tym, że będzie okropnie zajęty i nie ma czasu wysłuchiwać jej pijackich opowieści o tym jak to wspaniale Chester się rucha? Co go to w ogóle cholera obchodziło? Po pierwsze – Aldridge wcale nie był jej chłopakiem [wtedy rozważyłby wysłuchiwanie], a na dodatek według Joe'a typ był równie aseksualny co Fitz. Kto normalny chcialby wysłuciwać wieści na temat życia seksualnego swojego bffa? No na pewno nie Joey. Dlatego ruszył przed siebie i skierował w odpowiednim kierunku. Chłopak co jakiś czas zerkał za siebie, by upewnić, że Terry idzie tuż za nim. W końcu dwójka dotarła do przeszklonych drzwi, na których ktoś wymalował czarną farbą napis "Archiwum". Dzięki kumplowi Ty'a, drzwi okazały się otwarte. A samo pomieszczenie? Całkiem spore! Znajdował się w nim szereg stołów, regałów oraz innych szafek. Na jednej z nich leżał otwarty folder, prawdopodobnie ten, którego chłopcy poszukiwali. Joey spojrzał na Terry'ego z uśmiechem, wszystko bowiem wskazywało na to, że misja powiodła się dopóki.... No właśnie.
-Eee, halo? Jest tam ktoś? -zapytał męski , trochę sepleniący głos. Joey spojrzał w kierunku źródła wypowiedzianych słów, a a następnie dostrzegł strugę światła. Najwyraźniej ktoś oświetlił latarką drzwi prowadzęce do archiwum. Czyżby uchylone drzwi zdradziły ich? Joey spojrzał przerażony na Terry'ego. Jego wzrok był wypełniony paniką. Nim jednak zdążył powiedzieć cokolwiek, chłopcy usłyszeli, że nieznajomy schodzi po schodach wprost do archiwum.
[Profil]
 
 
Terrance Altman



27

gasi pożary

i pozuje do gazetki z lidla

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Kenai

Wysłany: 2018-12-19, 20:55   
  

  
Tetris Altman

  
And what would you say to your younger self?

  

  
  
  
  


Półmrok zdecydowanie bardziej odpowiadał ich planom, jakkolwiek by zdanie nie zabrzmiało. Natura niestety nie obdarzyła ludzi noktowizyjnym spojrzeniem, co w gruncie rzeczy byłoby super wygodne, bez używania pośrednich urządzeń. No bo kto nie chciałby widzieć jak kot z prawdziwego zdarzenia, szczególnie podczas wracania na swoją wioskę w stanie nietrzeźwym? Zawsze to dodatkowa asekuracja, kiedy błędnik również nawalał, skłaniając do spontanicznych przerw, najlepiej z wyrżnięciem się w gratisie. Jak to dobrze, że ulica, na którą wracał po spotkaniach towarzyskich była odpowiednio oświetlona.
Prawie jak Spider-man z prawdziwego zdarzenia, przekręcił się bezgłośnie na bok, przylegając w miarę do podłogi, sunąc dalej, jak ośmionogi stawonóg. Nic dziwnego, że Joey był tak bardzo shooketh, jednakże czy człowiek od zwalczania pożarów nie powinien z definicji być odpowiednio przygotowany na każdą sytuację? Jednak do Gotowych na Wszystko i tak mu sporo brakowało.
Zatrzymał się w połowie kolejnego ruchu, słysząc jak Joey psuje moment. Nieświadomie oczywiście, ale… cholera, mieli wyciszać telefony na czas zdjęć na planie!
- Stary, twoje wibracje psują nam alibi - pokusiłby się nawet na dwuznaczny żart, ale w tej chwili wolał podejść do sprawy odpowiedzialnie jak na młodego człowieka przystało. W końcu jedno potkniecie, a razem z Harrisonem wpakują się w shitstorm, z którego trudno wyjść obronną ręką. Musiał jednak przyznać w duchu, że gdyby kiedykolwiek miał wpaść w kłopoty, wolałby, aby Joey był obok. Nie dlatego, aby również coś mu groziło, po prostu… nie, lepiej nie rozbierać tego na czynniki pierwsze.
Oderwał się od podłogi, najpierw kucając, później stopniowo prostując się, zastygając w końcu w pozycji przygarbionej. Trzymał się blisko studenciaka, gdy ten otworzył drzwi, prowadzące dalej, ku ich main questowi.
- Jak myślisz, gdzie poszedł? - stracił go z oczu zupełnie, chowając się pod drzwiami, a więc teraz musieli działać na czuja i zgodnie z przestudiowaną wcześniej mapą kompleksu. Niedokładnie, bo nie mieli za bardzo czasu na kwitnięcie w jednym miejscu. To aż prosiłoby się o wykrycie. Joey odmruknął mu niesprecyzowaną odpowiedź, podczas gdy Altman obracał się co i raz przez ramię, pilnując ich tyłów.

--------------
Archives
Brentwood Police Dep.

----------------------

Udało im się. Trafili pod właściwie drzwi bez większych przeszkód czy to w formie psów stróżujących (również dosłownie) czy monitoringu. O dziwo nie zauważył kamer na korytarzach, na co wpływ musiały mieć źle rozporządzone dotowania dla komisariatu.
Wszedł do pomieszczenia za Joeyem, powoli zamykając za sobą drzwi. W środku było minimalnie zimniej, być może ze względu na typowo magazynowy wystrój. Stalowe półki, stosy pudełek, opatrzonych nazwami. Początkowo nie wiedział, gdzie oczy podziać, nim Harrison podszedł do odpowiedniego blatu, wskazując na widniejący, pojedynczy folder. Ulga napłynęła do środka, gdy okazało się, że pierwsza strona dokumentacji zawiera w sobie fotografie z miejsca zdarzenia, to jest ogródka kumpla. Odpowiedział podobnie łagodnym uśmiechem, który szybko zniknął przy usłyszeniu słów po drugiej stronie drzwi. Widok światła z latarki wydawał się wskazywać jednoznacznie na nocnego stróża. Mimo to, nie pomknął dalej w głąb pomieszczenia, aby gorączkowo szukać kryjówki. Zamiast tego stał jak ten słup soli, starając się nie wydać nawet najcichszego dźwięku.
- Stój w miejscu - szepnął, wyciągając dłoń w stronę Joeya. Zastygła w powietrzu, podobnie, jak on sam, kontrolując nawet oddech, gdy serce biło donośnie w klatce piersiowej.
Facet podszedł bardzo blisko drzwi, jednak ominął je, jakby kierował się do innego pokoju. No bo komu przyszłoby do głowy włamywanie się do archiwum, w którym nie dość, że nie było kasy, to większość składowanych spraw dotyczyła niewielkich przewinień. Póki co.
Pozwolił sobie na luźniejsze zaczerpnięcie powietrza, podchodząc z wolna do stołu z folderem.
- Potrzebne nam… zdjęcia, dokumenty? - zaczął powoli wykładać papiery na blat, szukając przy okazji telefonu. To jasne, że nie wezmą oryginałów, których braku ktoś ewidentnie by zauważył. Nie zamierzał aż tak zabawiać się kosztem kolegi, co to mu zaufał. Musiał naprawdę lubić Altmana, kładąc na szali własną reputację oraz posadę stróża prawa.
_________________


[Profil]
 
 
Joey Harrison



22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Electra, Claire, Amanda, Alejandro



Wysłany: 2018-12-23, 23:27   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!

  

  
  
  
  


Gdyby Terry podzielił się swoim przemyśleniami na temat kotów, to Joey przypomnałby mu o tym że w "Lochy i Smoki" jest coś takiego jak "Infrawizja". Dlaczego by o tym wspomniał? No bo nie da się ukryć, że o wiele łatwiej jest sobie wyobrazić wcielenie w elfa niż w kota. Chwilę później było już jednak za późno na tego rodzaju zaczepki - telefon pokrzyżował jego plany i sprawił, że umysł Harrisona skupił na wykonaniu zadania. Przecież nie to po się włamywali na posterunek, by teraz ich rozkojarzone módżki wpadły wprost w objęcia policjantów, prawda? Aparat wibrował przez zaledwie parę sekund, jednak Joey i tak poczuł się zupełnie jakby prześladowało ich "bad jojo siwa" [no że niby juju, ale sister ja umie w sister odwołania]. Dlaczego Amanda akurat teraz postanowiła do niego zadzwonić? Czyżby to miało jakiś zwiazek z tym, że właśnie trwał piątkowy wieczór i nikt o zdrowych zmysłach nie wpadłby na pomysł, że Joey włamuje się na posterunek lokalnej policji? Nie żebym sugerował, że Amanda jest zdrowa na umyśle – wręcz przeciwnie.
-A to my mamy jakiś alibi? – zapytał zdziwiony, a jego krzaczaste brwi powędrowały mimowolnie do góry. Jakie alibi? Jak mogli racjonalne i kreatywnie wyjaśnić swoją obecność na terenie posterunku o drugiej w nocy? A może Tyty po prostu żartował? No zapewne tak właśnie było, ale było już naprawdę późno, na dodatek Joey ostatnio za dużo czasu spędzał z Amandą i... po prostu nie załapał -Że niby takie typowe jak "ja tu tylko sprzątam"? zapytał z wyraźną dozą rozbawienia w głosie. Być może Tyty żartował, ale może faktycznie powinni pomyśleć o przebraniu? Wtedy wędrówka przez korytarze byłaby o wiele łatwiesza, prawda? No a skoro w taka taktyka działa w Star Wars za każdym razem – no to może wcale nie była taka głupia? Tylko czy posterunkowy Ricky był równie głupi jak Stormtrooperzy? Jedno jest pewne Joey był za niski na szturmowca. [ŁAPIESZ?! XDDD] Chociaż już raz działał pod przykrywką, kiedy to udawał siostrę zakonną. Dlatego też chłopina miał doświadczenie z niesamowicie dziwnymi sytuacjami i przebraniami. Z drugiej strony, gdyby udało im się ogarnac jakieś dwa garniaki i udawać biznesmenów z kraju kwitnącej wisieńki to by nawet miało sens. Zagraliby totalnie zagubionych, szukających schronienia w obcym kraju i najlepiej okradzionych przez wstrętnych szkotów! No ale skąd tym razem ogarneliby kostiumy? Z archiwum? A może wyciągneliby coś z pomieszczenia gdzie składowane są dowody w wszelkakich sprawach? No teoretycznie była to jakaś możliwość, ale gdyby Joey zauwazył na swoim garniturze krew to by pewnie zemdlał – a to by zwróciło na nich uwagę posterunkowego. Na szczęście obyło się bez przebieranek, a chłopcy po krótkiej wędrówce przez egipskie ciemności dotarli do archiwum.
Przyjaciel Terry'ego był na tyle uprzejmy, że faktycznie przygotował grunt pod ich wizytę. Ile czasu straciliby przeglądając poszczególne szuflady z teczkami? Prawdopodobnie dużo, zbyt dużo. Może powinni pomyśleć o sprezentowaniu typowi jakiegoś alko? Szczerze mówiąc, to Joey miał już serdecznie dość teog miejsca i chciał się już stamtąd po prostu wydostać. Wiedział jednak doskonale, że sprawa musi być załatwiona do końca i dlatego zaczął gorączkowo przeglądać folder. Właśnie był w trakcie czytania raportu patologa, kiedy usłyszał, że gdzieś na korytarzu kręci się nieznajomy policjant. Zupełnie jak "Obcy Ilozację", gdzie Xenomorph zawsze kręci się gdzieś w pobliżu bohaterki. Spojrzał z przerażeniem na Tetrisa i kiwnął głową w milczeniu. Czyżby posterunkowy Ricky zaczął odczuwać pewnego rodzaju znużenie? Dlatego postanowił się przejść po posterunku? Po krótkiej chwili zapanowała kompletna cisza, a chłopcy mogli wrócić do przeglądania akt.
-Wydaje mi się, że fajnie by było strzelić fotki każdemu dokumentowi – szepnął w końcu, przerzucajac kolejne stronnice. Były tam raporty napisane przez dentystę, patologa, kryminologa oraz kilka innych osó. Poza tym, w folderze znajdowało się również kilka zdjęć – między innymi fotki zwłok oraz... jakiegoś pierścienia-Ostatnie czego chcemy to luki w wiedzy – przyznał Joe, znów spoglądajac na kumpla -No bo wiesz, luka w wiedzy wymagałaby konieczności powrotu tutaj, prawda?
Chociaż Joey nie radził sobie z logiką na studiach, to czasem jego umysł potrafił działać naprawdę analitycznie. Uśmiechnął się półgębkiem do kumpla, a następnie jego wzrok spoczął ponownie na dokumentach-Stary, dzięki jeszcze raz za pomoc – mruknął po chwili, przypatrując się kolejnym dokumentom-Typ złapałby mnie już z trzy razy, jak nie wiecej
[Profil]
 
 
Terrance Altman



27

gasi pożary

i pozuje do gazetki z lidla

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Kenai

Wysłany: 2019-01-03, 12:58   
  

  
Tetris Altman

  
And what would you say to your younger self?

  

  
  
  
  


Żartował. Nie miał żadnego alibi, więc w tym momencie uznał, że jego pozornie bezpieczny plan zaczynał nabierać coraz więcej luk. Co jeśli rzeczywiście ktoś ich dorwie i nie zdążą wyskoczyć przez okno podwójnym saltem, jak w każdym szanującym się filmie akcji? Nawet legendarne już sformułowanie „szukaliśmy toalety” mogłoby nie odwrócić uwagi w odpowiednim stopniu. Gdyby była z nimi Amanda, totalnie wpadłaby na plan awaryjny w przypadku nakrycia ich po godzinach w tak uber strzeżonym miejscu. Co nie znaczyło, że nie wpadną na pomysł wezwania uberowego Endryu, żeby czekał na nich przy checkpoincie, jak po wykonanej misji przy opuszczaniu budynku. Tak, trzeba będzie załatwić sobie wsparcie w drodze powrotnej.
- Mogliśmy przebrać się za woźnych - przyznał w końcu, gdyż słowa Joeya miały sporo sensu. Woźni pewnie zmieniali się co jakiś czas, o ile nie były to panie Grażynki, zatrudnione od kilku lat, które każdy kojarzył. Altmanowi pozostawało mieć nadzieję, że gliniarze z Wysp nie strzelali bez ostrzeżenia podobnie, jak ci zza wielkiej wody (nie, żeby hejtował amerykańskich cops, jakby w ogóle śmiał!).
Kiwnął w milczeniu głową, odnośnie strzelania fotek dokumentom, pilnując również ich przysłowiowych pleców, a w tym przypadku, drzwi, które były narażone na wtargnięcie posterunkowego. Facet mógłby siedzieć w miejscu, siorbiąc kawę, jak przystało na typka z nocnej zmiany, zamiast snuć się bez celu po korytarzach. Co on, łapał przeświadczenie, że znajdował się w horrorze albo innym scenariuszu? Tak to się kończy, jak się szuka wrażeń na nocnych zmianach.
Spojrzał w papiery, akurat natrafiając na ujmujące zdjęcie denata z Joeyowego ogródka. Skrzywił się lekko, przy czym widok zwłok nie powinien robić na nim aż takiego wrażenia. Jeszcze z podobnymi sytuacjami będzie miał w swojej karierze do czynienia (w tej powiązanej z ogniem, nie gazetkami z Lidla), o ile wcześniej nie zrezygnuje. Póki co, nie zanosiło się na to.
- Powiedzmy, że masz rację - uznał, odnośnie tego łapania kilka razy. Szybko przywołał na usta uśmiech, bo wcale nie chodziło mu o wytykanie Joeyowi błędów. Bardziej by się zaniepokoił, gdyby Harrison rzeczywiście czuł się w tym położeniu, jak Aquaman w wodzie, a to nasunęłoby podejrzenia. Żaden z nich nie był przecież zawodowym włamywaczem, wykradającym podobnie ważne dokumenty, w pełnym wymiarze godzinowym.
- Właśnie dlatego najlepiej jest posiadać wsparcie. Jedna osoba może łatwo dać się złapać, więcej niż dwie mogą spowodować większy hałas…
Chyba, że posiadaliby pelerynę niewidkę, bo przecież w niej dało radę przemycić trójkę typa. Efektem ubocznym mogłyby być chodzące buty, ale cóż - materiał bywał ograniczony w długości i nie wszystko dawało się ukryć.
- Pamiętaj, żeby wyciszyć jak będziesz robił zdjęcia - przypominał jeszcze i oddalił się od blatu z dokumentami, ostrożnie zerkając na jedyne drzwi, stanowiące wyjście z archiwum. Że też nie było żadnych awaryjnych… skandal. Co prawda, w razie potrzeby, rzeczywiście mogliby dać dyla przez okno, ale tej części komisariatu nie znał, a skakanie na ślepo z wysokości piętra mogłoby się skończyć niekoniecznie happy endem.
- Bierzemy te zdjęcia i spadamy stąd - dodał jeszcze pod nosem, zbliżając się do okna, co to widniało na końcu pomieszczenia. Powoli sięgnął do mechanizmu otwierającego (ponoć nazywa się go uchwytem albo klamką), jakby sprawdzał wyjście awaryjne podczas kontroli. Przeprowadzał podobną jakiś czas temu w centrum handlowym, sprawdzając gaśnice i inne takie. Tutaj niewiele im pomogą takie rozwiązania. Chyba, że do ogłuszania posterunkowego, z którym wolałby nie mieć na pieńku.
_________________


[Profil]
 
 
Joey Harrison



22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Electra, Claire, Amanda, Alejandro



Wysłany: 2019-01-04, 21:38   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!

  

  
  
  
  


Kiedy Terry przyznał, że w sumie to w dwójkę mogli się przebrac za woźnych Joey wbił w niego spojrzenie. Wyczekujące? Mrożące niczym Madam? Nie, tak szczerze mówiąc to jego wzrok był trochę nieobecny. Dlaczego? No bo on tak serio nie patrzył na niego, tak bezpośrednio, a jedynie rozkminiał jakby wyglądali jako dwójka woźnych. No i kolejną ważną rzeczą było to, czy posterunkowy byłby na tyle wielkim idiotą, że nie zorientowałby się. Czy woźni pracowali w nocy? No cóż, Terry i Joey dotychczas nie spotkali żadnego, co pozwalało im przyjąć, że jednak posterunek był sprzątany w trakcie dnia. Poza tym zawsze istniała możliwość, że faktycznie to Pan Grażyna czy tam inna Jadzia zajmowała się porządkiem na posterunku.
W końcu mruknął -No w sumie to , w ostateczności moglibyśmy udawać wynajętych striptizerów – wzruszył ramionami niedbale, bo tak naprawdę to ten pomysł kompletnie mu się nie podobał. Co jak co, ale Joey nie był z tych dziwaków, któych podniecło uprzedmiotowienie kogokolwiek. Sama myśl wydawała mu sięteż na tyle debilna, że Harrison zdecydował się skupić na strzelaniu fotek zamiast myśleć o głupotach. No i jak tak strzelał te wszystkie słitt focie papierkom, to gdzies w jego podświadomości powracały do niego te wszystkie filmy szpiegowskie czy inne gry przygodowe. Kiwał głową na słowa Terry'ego, skupiając swoje spojrzenie na kolejnych dokumentach. Zdjęcia, kartoteka stomatologiczna, patolog, badanie DNA, analiza materiałów znalezionych przy ciele a także wszelkich odczynników. Boże, kto by podejrzewał, że tego cholerstwa może być aż tyle? W końcu Altman się oddalił, a Joey nieswiadomie mruknął:
-George – dopiero gdy wypowiedział to imię, przyłapał się na zamyśleniu i parknął śmiechem-Czysto?
Kiedy Terry ogarniał wszelkie drogi ewakuacyjne, Joey pośpiesznie złożył ten cały folder i nawet nie zauważył, jak jedna z wydrukowanych kartek wsunęła się pod najbliższy mebel. Harrison odłożył folder na miejsce, ustawił go idealnie w takim położeniu w jakim znaleźli – zupełnie jakby to miało jakiekolwiek znaczenie.
-Gotowe, możemy spadać – oznajmił z uśmiechem podchodząc w stronę kumpla, a następnie spojrzał na jedyne drzwi, które stanowiły wyjście z tego pomieszczenia. Dlaczego Terry bawił się klamkami, zamiast pilnować drzwi?-Ale serio wychodzimy oknem, skoro typ poszedł gdzieś dalej? – mruknął pytająco, a jego brwi powędrowały ku górze. No bo czy to nie było niepotrzebne udawanie Batmana? Po chwili wzruszył ramionami, a następnie uśmiechnął niepewnie-Ale w sumie może Ty wiesz lepiej, ja to znam się co najwyżej na skradaniu w Thiefie.... gdzie typ po 20 sekundach myśli, że ten stukot butów, który słyszał to w sumie kurwa był wiatr – po czym parsknął śmiechem i wywrocił oczami ostentacyjnie.
Niezależnie od tego jaką drogę ostatecznie wybierze Tetris, najważniejsze było to, że Amanda najwyraźniej była już na tyle pijana, że im nie przeszkadzała. Jej telefony faktycznie sprawiały, że mogliby zostać złapani. No a kto miałby hajs na ich kaucje? Pewnie jego mama! I znowu by tam wróciła, ot, do Brentwood i nnudziła mu na temat miłości, która czycha bliżej niż myśli. No ale wsumie... co w tym czasie robiła Amanda? Prawdopodobnie właśnie trwał krwawy pojedynek z Dale, ale Harrison o tym nie wiedział i zapytany stwierdziłby iż jest pewien, że Oakley jest zajęta jakimś randomem. DOSŁOWNIE randomem. Niestety, niezależnie od tego jak wielka przyjaźń łączyła tę dwójkę, Joe nie miał najlepszego zdania na temat jej wyboru kochanków – i tak, do tego równiania wliczał się Chester.
-Chodź, wracamy – oświadczył po chwili, chwytajac Terry'ego za dłoń. Altman może i miał ochotę pobawć się w Batmana, ale Harrison w przeciwieństwie do niego nie był wielkim specem od wspinaczki – dlatego gdy tylko może, zawsze, ale to zawsze wybierze opcje "schody".
Korytarz był czysty, zarówno fizycznie jak i po prostu opuszczony. Gdzie tym razem schował się posterunkowy Ricky? Niestety, Joey nie słyszał żadnych odgłosów świadczących o tym, że typek jest w pobliżu.
-Ej ja chcę się już znaleźć w domu, mam dość mruknął, a następnie rozejrzał się po korytarzu-Może jest tu jakieś tylnie wyjście? Czy wracamy do naszego okna i śmietnika? – spojrzał na Altmana. No tak, najwyraźniej całe to "prowadzenie" przez Joeya ograniczało się do zmacania ręki Terry'ego i wyjścia z pomieszczenia. Brawo, Joe!
I w tym momencie.... rozległ się głos. Gdzie? PRAKTYCZNIE ZA ROGIEM! Ktoś pośpiesznie przemierzał korytarz:
-Nie czuję się komfortowo! Komenda...
-Pański komendant to zwykły idiotą! – odezwał się ostry, surowy damski głos. Joey poczuł jak ciarki grozy. Surowy damski głos zaś kontyniiował-Ja zupełnie nie rozumiem tego, dlaczego Pan Wellis, nasz prokurator okręgowy, jeszcze nie zwolnił Pana przełożonego. Będę musiała z nim porozmawiać na najbliższym zebraniu zarządu fundacji.
Joey spojrzał pytająco na Terry'ego, a następnie kiwnął głową w stronę archiwum sugerując tym samym, że lepiej będzie jeśli się wycofają. Ale czy tego dokonają? To już zostawiam Tobie. Hy hy hy hy hy hy.
[Profil]
 
 
Terrance Altman



27

gasi pożary

i pozuje do gazetki z lidla

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Kenai

Wysłany: 2019-01-10, 15:30   
  

  
Tetris Altman

  
And what would you say to your younger self?

  

  
  
  
  


Najważniejszy byłby pretekst. Ludzie przecież pojawiali się w takich miejscach nawet i w środku nocy, gdy mieli powód, aby wezwać policję. Bez znaczenia czy byliby przebrani za woźnych, striptizerów czy pracowników stacji, albo ochroniarzy, zwalczających grupkę nieokiełznanych dzieciaków pod wpływem zielska. Co prawda crime rate w Brentwood nie był na tyle wysoki, aby każdej nocy policjanci mieli pełne ręce roboty, nie mniej, nocne zmiany nie zawsze przebiegały spokojnie.
Nie załapał o co chodziło Harrisonowi z tym Georgem. Czyżby Terry otrzymał swój własny alias na potrzeby tej misji, prawie jak Fiodor? Nie miałby na co narzekać. John, George albo inny Andrew. Wszystkie wydawały się całkiem przeciętne jak na angielskie realia, a i powtarzalność była spora. Co innego taki Fiodor, co mógłby w końcu siąść na radarze, gdyby okazało się, że jakiś student z pobliskiego uniwerku używa co i raz podobnego imienia, w przeciwieństwie do wszystkich mieszkańców tego miasteczka. Za bardzo zagalopował się z myślami, byli przecież w trakcie super ważnej misji.
Kiwnął głową, nawet z pewną ulgą, kiedy to Joey przekazał, że już wszystko gotowe z dokumentami. Powinni wyjść po angielsku czy zgotować wyjście w stylu amerykańskich filmów akcji z wybuchem w tle? Chyba jednak ograniczy wybuchy do sporadycznych eksperymentów naukowych, do czego miał zawsze słabość za czasów studiów. Cóż za nieodpowiedzialne ze strony zawodowego strażaka! Ale wiadomo, wszystko w bezpiecznej strefie, gdyż potencjalny gaśniczy znajdował się tuż obok. Kiedy indziej. Teraz musieli załatwić wszystko niczym Tom Cruise w Mission Imposible.
Rzeczywiście, sytuacje z gier komputerowych naginały rzeczywistość na najróżniejsze sposoby, a NPC wydawał się tworem o mózgu wielkości orzecha włoskiego.
- Możemy przemknąć z powrotem do tamtego pokoju, albo… po prostu wyjść głównym wejściem? Na parterze nie wzbudzalibyśmy już takich podejrzeń, jeśli udawalibyśmy spóźnionych interesantów…
Takich, co to dopiero weszli do środka, o ile przy recepcji nie było żadnych bramek na identyfikatory. Komu w ogóle chciałoby się zakładać podobne mechanizmy w takim niepozornym miasteczku? Chyba, że jakiś zatwardziały BHP-owiec nadzorował brentwoodzką placówkę.
Jak wiadomo, na posterunek nie przychodziło się po to, aby wykręcać klamki, więc Terry oddalił się od majestatycznego okna, podchodząc z wolna do drugiego członka tej dwuosobowej drużyny specjalnej.
Nim zdążył ułożyć w głowie kolejne posunięcie, Joey chwycił go za dłoń. W pierwszej chwili był tak zdezorientowany, że łypnął zaledwie na rękę kumpla, odczuwając nawet coś w stylu drobnego zmieszania, połączonego z ciepłym uczuciem. Nie, żeby był tak bardzo awkward w zetknięciu z bezpośrednim kontaktem.
Okazało się, że wyjście korytarzem nie było w większym stopniu ryzykowne. Mimo to, zamierzał pozostać czujnym, jakby miał oczy dookoła głowy.
- Tak byłoby chyba najłatwiej… - uznał, odnośnie powrotu do pomieszczenia z parapetem i podstawionym kontenerem. - Tyle, że możemy wtedy narobić trochę hałasu.
Bo skakanie na metalowe pudła nie przemknęłoby bez echa, a wtedy… musieliby szybko przebierać nogami.
Nim zdążył powiedzieć cokolwiek więcej w temacie, głosy rozległy się bardzo blisko, powodując, że serce Altmana podskoczyło konkretnie.
- Chodź - szepnął bardzo cicho, przez co podejrzewał, że jego własny organ bijący w klatce piersiowej zagłuszał słowa. Bezszelestnie poprowadził Joeya z powrotem do archiwum, nakazując dyskretne zamknięcie drzwi. Głosy nie traciły na mocy, szczególnie ten kobiecy, brzmiący bardzo pretensjonalnie.
- Musimy się pospieszyć, Joey - rzucił jeszcze nieco głośniej, niż na korytarzu, bez słowa więcej podchodząc do okna, aby otworzyć je najszerzej, jak mógł. Nie było żadnego parapetu, a jedynie kolejny kontener, tym razem wypełniony nieznaną zawartością, zapakowaną w czarne worki. Czy przyjdzie im odgrywać Daredevila?
- Będziemy musieli skakać. Mogę pierwszy, żeby wybadać grunt.
I nawet się nie zastanawiając przełożył nogę przez okno, mając nadzieję, że Joey nadal przebywa gdzieś obok, a nie czai się przy drzwiach, jak spragniona herbaty sister. Teraz albo nigdy. Postać Terry’ego zniknęła więc po drugiej stronie, żeby tuż za chwilę towarzyszył temu odgłos upadającego ciała, stykającego się z połamanymi kartonami oraz morzem papierów pociętych przez niszczarki. Alleluja, przeżył.
_________________


[Profil]
 
 
Joey Harrison



22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Electra, Claire, Amanda, Alejandro



Wysłany: 2019-01-13, 12:20   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!

  

  
  
  
  


Czy Tetris naprawdę planował opuścić posterunek policji frontowymi drzwiami? Chociaż teoretycznie tak byoby naprościej, to również najbardziej niebezpiecznie. No bo co by ta dwójka zrobiła, jeśli posterunkowy Ricky ogarnąłby, że w sumie to nigdy tej dwójki nie wpuszczał do środka? Albo prowadził jakiś zeszycik, w którym każdy musiałby wpisać gdzie idzie, po co idzie i jaki klucz zabiera z sobą? Harrison pokręcił głową dramatycznie, mając nadzieję, że jego dramatyczne potrząsnięcie głową wystarczająco wybije Tytyowi ten pomysł z głowy.
Chłopcy najwyraźniej mieli ostry dylemat co do tego, w jaki sposób powinni się ewakuować z miejsca zdarzenia. Dzięki Bogu Madame postanowiła ułatwić im to zadanie i zmaterializowała się całkiem niedaleko. Jej głos rzeczywiście był bardzo pretensjonalny, wyuczony, zimny i wręcz.... brzmiała jak pierdolony villain. Droga ucieczki do okienka najwyraźniej została odcięta. Chociaż Harrison nei widział żadnej z dwóch rozmawiających osób, to wiedział doskonale, że gdyby tylko wychylił głowę na korytarz to zostałby dostrzeżony. Dlatego też Harrison poszedł za Terrym, który najwyraźniej seri obardziej ogarniał takie sprawy. Kiedy jeszcze się wycofywał, troche udało mu się usłyszeć.
-Panie posterunkowy, niech Pan nie denerwuje mnie swoją niekompetencją! – warknął damski głos.
-Ale Pani Fisher... – jęknął Ricky-Ja nie mo...
-Dość! – przerwała mu Fisher-Nie mam czasu na słuchanie paplaniny niedouczonych imbecyli! Rano wrócę z prokuratorem i wtedy inaczej porozmawiamy! – Tajemnicza postać najwyraźniej naprawdę nie była zainteresowana odpowiedzią policjanta, bo już po chwili w korytarzu rozległ się stukot obcasów. Czyżby tajemnicza kobieta odeszła? Dokąd? Z jakim zamiarem? Dlaczego wbiła na posterunek policji o drugiej w nocy? Jaki miała ukryty motyw? Kim ona była? Pieprzonym czarnym charakterem, wyrwanym wprost z ruskiej bajki? Może Endryu byłby w stanie zidentyfikować tę postać, niczym Czarodziejki z serialu "Charmed"?
Tak czy siak, nasza dwójka bohaterów ponownie znalazła się w archiwum. Jednak tym razem Joseph nie czułsię już tak, jakby z Terrym osiągneli jakiś wielki sukces. Tym razem archiwum symbolizowało pewnego rodzaju potrzask, więzienie. No dobra, chociaż teoretycznie mogliby wyjść teraz ponownie na korytarz. Przecież Upiór z Komendy już zniknął, prawda? Szczerze mówiąc, to Joey wolałby skoczyć z ósmego piętra niż ryzykować kolejne spotkanie z kimś kto miał tak niesamowicie.... zły głos. Czy istnieje w ogóle takie pojęcie jak "zły głos"? Kto to był? Cruella De vil?
Harrison był tak oszołomiony, że kompletnie nie słuchał słów swojego kumpla, a jedynie spokojnie i potulnie szedł za nim. Dopiero po chwili ogarnął, że Tyty skacze z okna. Czyżby aż tak strażaka przeraził go ten paskudny głos? Kto to był? Wiedźma kurwa Blair?
Joe pisnął i podbiegł do okna, a następnie wyjrzał przez nie. Terry przez chwilę leżał nieruchomo, martwy i kompletnie niewyhajdowany. Joey już miał krzyknąć i wołać kogośo pomoc, ale po chwili Altman zaczął ogarniać i coś tam pod nosem jęczeć. No dobra, skoro Tyty przeżył to najwyraźniej ta droga ucieczki nie była aż taka głupia. Nic wiec dziwnego w tym, że Joey skoczył w ślad za kumplem. Biedny Joey był zdesperowany, przerażony i naprawdę chciał już się stamtąd wydostać. Dlatego też zapomniał, że w sumie to z niego jest słaby Batman. No i tu dochodzimy do ważnej kwestii – skoro Harrison podobnie jak Madame, Electra i Amanda mają coś ze mną wspólnego – to trzebea się tej koncepcji trzymać. Nic więc dziwnego, że Harrison złamał rękę. A może jego kość jedynię pęknęła?
Tak czy siak, mozna było bardzo dobrze dosłyszalne, że jego kości słabo poradziły sobie z upadkiem. Przez chwilę leżał taki przerażony, kompletnie nie wiedząc co się dzieje, dopóki nie poczuł, że coś jest serio nie tak.
-O ja pierdole – jęknął, ponieważ był trzeźwy i dosyć szybko ogarnął co sięe stało. Adrealina związana z spotkaniem Lisza, skokiem oraz samym u[adkiem jednak działała na tyle mocno, że jeszcze nie odczuwał wielkiego bólu-Kurwa, ej, jest źle jęknął przerażony, czuł jak zaczyna panikować, a przegub jego dłoni powiększać. Może jednak powinien zdecydowac się na spotkanie z Niczenną Wiedźmą z Zachodu? No cóż, teraz już za późno – leżał na ziemi za posterunkiem policji, z złamaną ręką i kompletnie nie wiedząc co dalej.
[Profil]
 
 
Terrance Altman



27

gasi pożary

i pozuje do gazetki z lidla

South - West Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Rhea, Ellis, Erwin, Dani, Kenai

Wysłany: 2019-01-15, 23:59   
  

  
Tetris Altman

  
And what would you say to your younger self?

  

  
  
  
  


Przez większość czasu wydawało mu się, że w niektórych sytuacjach najbardziej sprawdzały się proste rozwiązania, aniżeli kombinowanie jak koń pod górę. Jasne, zdarzało mu się działać na kompletnym spontanie, napędzanym adrenaliną, dobrym towarzystwem czy presją czasu, nie mniej dobrze czuł się również wtedy, gdy mógł rozrysować sytuację, przebadać wszelkie „za” i „przeciw”. Nie był przecież samotnym bohaterem, a działał w zestawieniu z Joeyem, tak więc kompletna porywczość nie powinna przekraczać pewnej granicy. Przy okazji gry w Tetrisa również. W sumie, niegłupi pomysł, gdy już oddalą się z „miejsca zdarzenia”.
Pieprzyć zeszycik, byliby jak The Hand z Daredevila. Szybkie wejście, szybkie wyjście. Nikt nic nie widział. Tymczasem Terry postanowił przekuć rozważania w rzeczywistość, odstawiając pieprzonego parkourowca, co zgubił swoją grupę. Mogło być lepiej, naprawdę. Z tego wszystkiego nie słyszał nawet zwrotu per „pani Fisher”. Byłby dosyć słabym szpiegiem.
Obklepał się uważnie po ciele, jakby sprawdzał czy wszystko było na swoim miejscu. Względnie… nie licząc faktu, że jego bark uderzył w solidny karton, po czym pozostanie przynajmniej niewielki siniak. Cały czas patrzył w górę, jakby śledził poczynania kumpla.
- Nie ma się co zastanawiać! - nie miał czelności krzyknąć, raczej fuknął nieco powyżej szeptu. Powinien dosłyszeć, w końcu dzieliła ich wysokość jednego piętra, nie ośmiu.
Zdołał wygrzebać się z kontenera, co by zrobić miejsce dla drugiego szalonego umysłu. Joey, to twoja chwila prawdy. Kolejny huk, związany z upadkiem ładunku do kontenera. Byli w domu, prawie. Niedosłownie, mając na względzie kontener, który mógł robić za super tajną kryjówkę dzieciaków z okolicy albo naprutego pana Mnietka.
Alarmujący ton postawił Altmana w stan gotowości, kiedy to opierając się łokciami o krawędź śmietnikowego pojemnika zajrzał do środka.
- Spokojnie, nie wykonuj gwałtownych ruchów - poinstruował kumpla, kręcąc się przy tym kontenerze jakby nagle zyskał status osoby ze stwierdzoną nadpobudliwością.
- Pomogę ci wstać, powoli. Powoli, nic się nie dzieje.
Ależ dzieje, ale on nie wiedział jeszcze co konkretnie. Na zewnątrz nie dawał tego po sobie poznać, ale zaistniałej sytuacji pośpiech był wskazany. To mogło zaczekać. Wszystko mogło zaczekać, byle tylko mógł sprawdzić czy Harrison się trzyma.
- Ja pierdolę - tyle miał do zaoferowania w reakcji wstępnej, oglądając poszkodowaną kończynę. - Dasz radę, jeszcze adrenalina cię trzyma, później będzie gorzej.
Nie zamierzał ukrywać tej dozy szczerości przy okazji ostrożnego asekurowania kumpla z zawartości wielkiego śmietnika. I nici z gry w Tetrisa. Nie, żeby narzekał.
- Ktoś powinien na to spojrzeć - ale w tej samej chwili najbliższe otoczenie przeszył dźwięk zamykanych drzwi wejściowych. - Musimy się stąd zmywać, już. Myśl nad alibi, musimy zahaczyć o szpital. I żadnego „ale” Joey, to ważne.
Nie zamierzał przecież puścić go samego gdziekolwiek, z takim obrzękiem ręki. Zbyt wiele by ryzykowali, również w tej chwili, gdy posterunkowy wyszedł na zewnątrz najwyraźniej zbywając panią Madam, bo zależało mu na utrzymaniu pracy.
Szarpnął delikatnie Harrisona za rękaw u zdrowej dłoni.
- W tę stronę.
Za róg, następna ulica, kamienice. Dadzą radę.
_________________


[Profil]
 
 
Joey Harrison



22

South - West Brentwood

mów mi: Patuś, the greatest youtuber of them all

multikonta: Electra, Claire, Amanda, Alejandro



Wysłany: 2019-01-18, 20:58   
  

  
Joey Harrison

  
I'm still big, it's the pictures that got small!

  

  
  
  
  


Podczas gdy Tetris zaczął zachowywać się zupełnie jak Jake Paul po kilku Red bullach, Joey siedział cicho w tym cholernym kontenerze. Chłopak wpatrywał się przerażony w swoją rękę, która z każdą sekundą wydawała mu się coraz większa. Każdy ruch dłonią sprawiał mu coraz większy ból, a także narastającys problem. Czyżby faktycznie doszło do jakiegoś złamania? Kiedy Joey tak wpatrywał się w tę swoją nieszczęsną gałązkę rękę to nie potrafił do końca ogarnąć, że tak łatwo jest coś złamać.
Kiedy Terry zapowiedział, że pomoże mu wstać to Joe kiwnął jedynie głową. Dlaczego się nie odezwał? No tak szczerze mówiąc, to bał się, że głos mu się załamie albo coś w tym stylu. No dobra, Tyty był fajnym kumplem i w ogóel – ale i tak Joe czułby się dziwnie płacząc przy nim z powodu ręki. Nie mniej jednak jęknął kiedy to Altman pomagał mu wstać, a następie syknął kiedy kumpel zecydował się obejrzeć tę rękę. Harrison skrzywił się jedynie i mruknął cicho, prawie niedosłyszalnie-Tak właśnie podejrzewałem
Chociaż cały ten wypadek był oczywistym pechem, to może przynajmniej okaże się, że w Brentwood przyjmuje jakiś przystojniak jak Conrad Hawkins? Ten sam Conrad, który w innym AU nazywa się Cary i współpracuje z Diane Lockhart, czyli Madame. No cóż – chłopak mógł chociaż pomarzyć, prawda? Co jak co, ale fakt iż dłon coraz bardziej bo bolała i po prostu czuł że coś jest z nią nie tak sprawiał ,ze Harrison nie zamierzał walczyć z Terrym na temat wizyty w szpitalu. Po krótkim spacerze między kamienicami faktycznie udało im się dostac na Ostry Dyżur, na którym w przeciwieństwie do tego serialowego działo sięw chuj niewiele. Dlatego też jakiś lekarz szybko przyjął tę dwójkę, uznając że typki naćpały się czegoś na imprezie w centrum, a następnie trzasnął prześwietlenie. No bo przypominam, że w czasie tje gry Amanda i Dale bawią się w centrum. Po krótkich ustaleniach i sprawunkach, Harrison skończył z mało twarzowym gipsem na ręce, sięgającym łokcia. Zmęczony Joey chciał już po prostu pójść spać i skończyćten dzień, dlatego też Terry nie poruszał już kwestii zwłok a jeydnie zamówił Ubera.
Cause they dont drive.
They Uber.
[ztx2]
  
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 5