Poprzedni temat «» Następny temat
Pomieszczenie socjalne
Autor Wiadomość
Lydia Song


Wysłany: 2017-10-21, 17:31   

O proszę! Koleżanka ma nawet jakieś doświadczenia zwiazane z bliskościa kostuchy, ale w sumie lepiej, że się z tego większy romans nie nawiazał. W końcu jakby nie patrzeć to Song wolała ja o wiele bardziej w żyjacej wersji. Chociaż w sumie jakby Rhea odwaliła kitę to archeolog nawet nie wiedziałaby jak cudowna znajomość ja omija. Zdecydowanie lepiej, że jakiś Death Note na Aldridge nie zadziałał. Chyba należy w tej intencji wznieść jakiś toast, prawda?
- No w sumie jakby jednak ten kamienny kask nie zadziałał to trochę chujnia - przyznała, bo to było tak jak z jednym kolesiem, co chciał udowodnić, że szyby jednego wieżowca nie pękna pod siła jego nacisku. No i miał rację, ale zamiast zbić się szkło po prostu wypadło z ram i facet wyladował na chodniku około dwudziestu pięter niżej. Ups. Coś nie wyszło? No i na co mu w sumie to było? Czasem jednak lepiej nie próbować udowodnić czy potwierdzić swoich racji.
- Hmm... Raczej nie - mruknęła w zamyśleniu.
Czasem owszem zdarzało jej się korzystać z transportu publicznego, ale nawet kiedy już to robiła to raczej nie przejmowała się ludźmi wokół. Zreszta tak było wszędzie także nawet jeśli zdarzyło jej się publicznie czytywać podobne twory to zapewne ignorowała ewentualnych czytelników na gapę. Zreszta najważniejsze, że nie obnosiła się z czymś co z daleka dawało po oczach pornografia, prawda? I to w niezwykle graficznej postaci.
A co tam miała drażyć. Nie znały się jakoś w końcu zbyt dobrze, by robić takie różne wyznania odnośnie swojego życia prywatnego w sferze emocjonalnej. Chociaż może po prostu Song była chwilowo na to za trzeźwa także odłóżmy podobne pogaduszki na kiedy indziej.
- A jesteś chętna? To na pewno nie jest takie trudne jak się wydaje - rzuciła dosyć optymistycznie.
Zapewne bez obecności takiej ilości alkoholu we krwi twierdziłaby inaczej, ale tym razem naprawdę wierzyła w swoje umiejętności czy raczej możliwości. Kiedyś zreszta coś tam z yoga kombinowała także może nie skończy się to aż tak źle?
- Kurwa nie ma mowy, że to zrobimy czy co? - zapytała nieco skołowana tym, że Aldridge zaczęła się w zasadzie zmywać z ich przytulnej miejscówki między erotykami. Dopiero po chwili zrozumiała, że coś było nie tak z biblioteka. W sensie jakieś niepowołane dźwięki docierały od strony wejścia. Dlatego mężnie wzięła ostatnia łyżeczkę puddingu i ruszyła za Rhea.
Na pewno nie spodziewały się tego, że przyjdzie tu za nimi jakiś menel. Jak on w ogóle zwęszył, że biblioteka nie była zamknięta? Światła chyba nie zostawiły nigdzie zapalonego w widocznym miejscu. Zreszta czy Aldridge nie zamykała wejścia? A pies to jebał. Faktem było to, że facet jednak był w środku, a one nawet po spożyciu porzadnej porcji napojów oprocentowanych wciaż nie woniały chociaż w zbliżonym stopniu tak jak pan żulik. Pewnie jakby go komar upierdolił to od razu by zdechł przez zatrucie alkoholem.
- Pan lepiej posłucha koleżanki i wyjdzie bez opłaty bo inaczej to się źle skończy - odpowiedziała na prośbę o dziesięć funtów, posyłajac panu Zbyszkowi swoje zwyczajowe groźne spojrzenie przy którym Sadako z Ringu wymiękała.
_________________


I woke up to another mess in the living room Broken bottles all around my feet Didn't wake me in my sleep...



[Profil]
   
 
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2017-10-24, 20:49   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


Bliskość, zwiazana z ocieraniem się o śmierć wcale nie jest przyjemna. Już lepiej poocierać się o kogoś w klubie, saczac przy okazji drinka. Po tym, co przeżyła, potrzebowała całej góry drinków. Jakby wiedziała czym jest Death Note, z pewnościa oskarżyłaby kogoś z Brentwood o posiadanie tak przydatnej rzeczy. Katastrofa, w której brała udział mogła być czystym przypadkiem, ale czy na pewno? Różnym ludziom podpadła, w trakcie swojego trzydziestoletniego życia. Gdyby wierzyła w Boga, myślałaby podświadomie u drugiej szansie na wypełnienie swojej życiowej misji. Tylko co by nia było? Przyczynianie się do wzrostu popytu na alkohol, a co za tym idzie – pakowanie wypłaty w kieszenie ludzi, stojacych na czele firm, produkujacych oprocentowane trunki? Zawsze coś.
Lepiej oszczędzić sobie rozbijania głowy o szyby, rozbijania się w samolotach. Życie jest zbyt piękne, aby załatwić się w taki sposób. Najlepiej jest korzystać z dobrodziejstw, takich jak morze alkoholu i… morze żalu, przyprawione wyrzutami sumienia. Bezproblemowo można się upić samym życiem. Wspaniałe uczucie, pełne sprzeczności. No, ale bez tego byłoby strasznie nudno i monotonnie, codziennie to samo. Oby tylko Rhea zbyt szybko nie popadła w rutynę.
Pewnie byłaby chętna, gdyby pan menel nie zdecydował się odwiedzić ten zapomniany przez Boga przybytek. Co z tego, że pani Krystynka odmawiała różaniec na zapleczu w czasie przerwy. Złej energii, mieszkajacej w niektórych działach nie tak łatwo idzie się pozbyć.
- Nie - pan Zbyszek był w cholerę nieugięty. - On-a… wiszi mi ziesięć funtów. Pamiętam!
Wymierzył brudnego palucha prosto w Rheę, uderzajac lekko w ciemna kurtkę, która miała na sobie bibliotekarka. Skrzywiła się po raz kolejny, przekręcajac głowę na bok, aby nie wdychać zapachu, przez który przewracało jej się w żoładku.
- Nie wiszę ci żadnych pieniędzy człowieku, przyśniło ci się coś.
- Nie! - obdartus machnał ręka, jakby chciał zgarnać Aldridge do grupowego uścisku (majacego prawdopodobnie na celu uduszenie kobiety), całe szczęście, brunetka wycofała się do tyłu, unikajac spotkania z cuchnacymi kończynami. - Wisisz!
- Jakim cudem się tutaj dostałeś? Przecież zamykałam…
Sięgnęła do kieszeni spodni, aby wyjać z nich pęczek kluczy. A może sięgnęła po inaczej oznaczony przedmiot i tak naprawdę jedynie wydawało jej się, że wszystko gra? Jeszcze trochę, a serio zacznie ograniczać alkohol. Niby nie do osiagnięcia, ale…
Brodaty wyrwał ja z zamyślenia, na nowo trzeszczac swoim wózkiem, nic sobie nie robiac ze stojacej niedaleko Azjatki, ciskajacej morderczymi spojrzeniami. Niespodziewanie dziadek wyciagnał zza pazuchy zbita w połowie butelkę. Ostre szkło zajaśniało w blasku ulicznej latarni, usytuowanej gdzieś niedaleko wejścia do biblioteki. Rhea cofnęła się odruchowo, unoszac dłonie w obronnym geście.
- Łoł, tylko spokojnie, ja nic nie robię... odłoży pan tę butelkę, to pogadamy jak normalni ludzie.
- Funty! - wychrypiał po raz kolejny domagajac się zapłaty, robiac krok w kierunku Aldridge, przekraczajac tym samym próg budynku.
Bibliotekarka spojrzała do tyłu, jakby chciała zachęcić Lydię do trzepnięcia napastnika jakimś potężnym tomiszczem. To wszystko miało być w samoobronie!
Niestety, do ataku ksiażkowego nie doszło, gdyż w tle rozległa się policyjna syrena. Cholera, teraz gliniarze wezma je za wspólniczki pana cuchnacego i skończy się chlanie po katach. Chociaż… jeśli z radiowozu wysiadłaby Jo Moore, Rhea bez problemu wyjaśniłaby sytuację. Niestety, samochód opuściła postać, przypominajaca wysokiego mężczyznę.
Dźwięk syreny skutecznie odwrócił uwagę Brudnego Zbigniewa od funtów. O dziwo, zamiast uciekania, gdzie pieprz rośnie, pijak posłał jej szeroki uśmiech, ozdobiony próchnica i kilkoma brakujacymi zębami z przodu. Myślał, że policjant wymusi na Aldridge zwrócenie domniemanej pożyczki?
- Właściwie, to ja po nich zadzwoniłam, więc lepiej, żeby się pan stad zbierał - skontrowała, co spowodowało, że uśmieszek przygasł na twarzy napastliwego Zbyszka.
- Jeebał… to piesz wszystko! - charknał na koniec i rzucił butelka do przodu, na szczęście Aldridge w porę zasłoniła twarz, uniosła dłonie, na których rozbiło się szkło. Trochę zabolało, ale przeżyje. Będzie trzeba sprzatać. Szkło rozsypało się na posadzkę w większych i mniejszych kawałkach.
Pijak wpadł w panikę i porzuciwszy swój wózek, wypchany gratami, runał jak długi na chodnik.
- Nie ruszać się, policja!
Funkcjonariusz zbliżał się powoli, zaopatrzony w broń. Musiał być nowy, bo cholera, Rhea wcale go nie kojarzyła. Zbyszek jęknał głucho, stękajac pod nosem kolejne przekleństwa.
- Ręce za głowę!
No, bo już to zrobi.
_________________



[Profil]
 
 
Lydia Song


Wysłany: 2017-11-03, 14:16   

Oczywiście, że ocieranie się o innych ludzi jest o wiele lepsze niż robienie tego z kostucha! Co prawda raczej Lydia nie miała za soba jakiś mega ekstremalnych przeżyć, które zbliżyłyby ja do tej kochanej śmierci i jakoś nie planowała tego w najbliższym czasie zmieniać. W sumie całe szczęście, że jakoś nikt Death Note'a nie miał, bo tak to jakby wpisać do niego Aldridge to z pewnościa by się nie spotkały. Podobno był on wysoce skuteczny. Do tego stopnia, że nikt mu się jeszcze nie wywinał. Chyba, że wcisnać komuś, że nosiło się kompletnie inne nazwisko. Wtedy to raczej nie działał. Jak widać zawsze dało się wymyślić jakieś rozwiazanie.
Taki menel to zawsze potrafi zepsuć zabawę i sprawić, że ciężko jest czerpać przyjemność z życia i jego dobrodziejstw. No i co one miały zrobić z tym gościem, który wtargnał do biblioteki. Zwłaszcza, że koleś sprawiał wrażenie jakby syfilisem mógł zarazić samym dotykiem. Normalnie Song by takiego nawet kijem przez szmatę nie tknęła, ale jeśli zaszłaby taka potrzeba to chyba broniłaby koleżanki. Chyba. Nikt nie chce igrać ze śmierdzielami. I to nawet w słusznej sprawie.
- Żadnej kasy ci ona nie wisi, ochujałeś? Ona nawet nie ma tych dziesięciu funtów - nie ma to jak wciskać bezdomnemu kit, że się nie ma kasy. Chociaż pewnie do końca to nie było kłamstwo no, bo ile one mogły zarabiać? Ich zarobki były tak wielkie, że do dzisiaj Lydia się nie pozbierała po tym jak jej połowa kanapki w Subwayu upadła, bo się wykosztowała na jedzenie. To była życiowa tragedia.
Cóż Zbyszek wygladał na coraz bardziej wkurwionego i już z daleka Song wyczuwała kłopoty. I jak widać słusznie, bo Zbyszek już po chwili wyciagnał gdzieś z tego swojego magicznego ubranka kawałek zbitej butelki, a żeby tak skurwysyn się wywalił i przebił nia sobie tętnicę.
- Ogarnij się człowieku, bo inaczej będziesz tego żałować - warknęła pani archeolog, starajac sobie przypomnieć dokładnie w którym miejscu położona jest watroba. Taki pijaczek z pewnościa miał ja już nieźle uszkodzona także celnie wymierzony kopniak w odpowiednie miejsce z pewnościa byłby bolesny. I czemu ona cholera jasna nie ubrała dzisiaj jakichś ganów? Efekt byłby o wiele lepszy. Z pewnościa nie chciała zawieść przyjaciółki, ale nim zdażyła wypracować jakiś atak godny samego Bruce'a Lee wokół rozległy się znajome dźwięki połaczone z kolorowymi światełkami. No oczywiście. W takich momentach to policja się znajdywała.
- No weź nie pierdol... - mruknęła do Aldridge, która zgrywała wielka bohaterkę wzywajaca gliny. Jaka nagle wzorowa obywatelka się znalazła.
Lydia niemal odskoczyła od Rhei, gdy tylko ta zderzyła się z nadlatujaca butelka. Cholera to było intensywne. Zerknęła jeszcze w kierunku bibliotekarki, by upewnić się czy nic jej nie jest po czym spojrzała na Żulesława, który zaliczył wielce majestatyczna glebę. Najgorsze w tym wszystkim było to, że funkcjonariusz policji po zbliżeniu się do menela skierował swój wzrok także w ich kierunku. Song przez chwilę stała z niezwykle czytelnym wyrazem twarzy mówiacym nie chcę być notowana, tylko nie znowu areszt po czym uniosła powoli dłoń, by pomachać policjantowi.
- Jak dobrze, że pan tutaj jest - powiedziała z wielce niewinnym uśmiechem, który miał niejako sugerować, że co złego to nie one. Niech zgarnie tylko pijaczka i zostawi je w spokoju. Przecież nic złego nie zrobiły!
_________________


I woke up to another mess in the living room Broken bottles all around my feet Didn't wake me in my sleep...



[Profil]
   
 
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2017-11-06, 01:57   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


Póki co, skutecznie wyrywała się śmierci z jej szponów – czy to poprzez przeżycie katastrofy czy kolejnego dnia, gdy podczas zapijania swoich negatywnych myśli nie skończyła w rowie, z pociętymi wnętrznościami. W końcu będzie się musiała wziać w garść. Nie mogła wiecznie udawać, że wszystko jest ok. Nie było. Odkad Kala wyladowała pod kołami samochodu, jej dotychczasowe sukcesy zaczynały blednać, aby ostatecznie runać, jak fundamenty starego, zaniedbanego domu. Okropieństwa, których doświadczyła najbliższa jej osoba, uderzyły również w nia. Sprawiły, że nie mogła spać po nocach. Później do tego wszystkiego doszła katastrofa, pieprzone PTSD i wypierany przez nia alkoholizm, przez który wychodziła na kompletna hipokrytkę. Nie była ta sama osoba, co kiedyś.
Jasne, że nie miała dziesięciu funtów. Zwłaszcza po tym, jak niedawno opuszczały bar, a później wstapiły do monopolowego po butelkę wódki. Logiczne, że z klubu czy tam baru jej nie przytargały. Za drogi biznes.
Zmarszczyła brwi i pokręciła głowa na słowa Lydii pod wdzięcznym tytułem „nie pierdol”. Jasne, że po żadne gliny by nie zadzwoniła. Wolała dziada nastraszyć, co by je zostawił w spokoju. Niestety, obdartus był wyjatkowo uparty. Najważniejsze, że koniec końców runał na chodnik. Teraz nikomu nie zagrażał. Tym bardziej policjantowi, łypiacemu na obie kobiety spode łba. Rhea niemalże cały czas wygladała, jakby była winna całego zła, ale hej, to tylko pozory! Ona naprawdę potrafiła być miła, uprzejma osoba. O ile ktoś nie wchodził jej w drogę i również zachowywał się przyzwoicie.
Menel miał dosyć, o czym mogły świadczyć dzikie kwiki i wypowiadane w przerwie frazy w stylu „dlaczego dziesięć funtów, a nie pięćdziesiat?”, ledwo zrozumiałe, dla ludzkiego ucha.
Młody funkcjonariusz stracił odrobinę animuszu, na dźwięk spokojnego komentarza Lydii. Spojrzał na nia ostrożnie, mierzac pistoletem to w kierunku kobiet, to na zwiniętego na zimnym podłożu mężczyznę.
- Ten kurwi syn …! - fuknęła ze złościa, patrzac na brodatego. Zamilkła na moment, aby odetchnać głęboko nocnym powietrzem. Spokojnie, spokój to klucz do sukcesu.
- Znaczy się ten pan, naskoczył na nas podczas… nocnej inwentaryzacji. Próbował dostać się do środka i zrobić nam krzywdę.
Dla potwierdzenia swoich słów wydobyła z kieszeni kurtki pęczek kolorowych kluczy.
- Pracuję tu.
Policjant wygladał na nieco zmieszanego, dlatego też opuścił broń, zerkajac przy okazji na poruszajacego się menela, zanoszacego się w tym momencie zachrypłym śmiechem. Bardzo szybko owe dźwięki zamieniły się w suchy kaszel, ozdobiony gama charknięć. W międzyczasie z jego ust ponownie padło słowo dziesięć funtów. Powtarzał je, jak pieprzona mantrę.
- To znaczy, że pani…
- Wszystko jest po kontrola - uniosła obronnie dłonie. - Lepiej, żeby pan miał na niego oko. Może próbować wrócić tutaj i próbować dopiać swego. Tak na marginesie, proszę pozdrowić ode mnie pania Moore.
Powstrzymała się ze zdaradzeniem własnego imienia i nazwiska. Policjantowi zaświeciły się oczy na wzmiankę o konkretnej funkcjonariuszce. Kiwnał głowa i przystapił do podnoszenia obdartusa z ziemi, celem przetransportowania go w odpowiednie miejsce. Najlepiej jak najdalej stad.
- Przepraszam za to zamieszanie.
- Najważniejsze, że dba pan o bezpieczeństwo obywateli - rzuciła jeszcze na odchodne, unoszac kaciki ust w sztucznym uśmiechu. Przy okazji zerknęła na Lydię i mrugnęła do niej porozumiewawczo. Ma się te znajomości.
Gdy policjant znalazł się w odpowiedniej odległości, to znaczy dalej, niż bliżej, Aldridge zrobiła krok w kierunku wnętrza biblioteki, zamknęła drzwi za soba i Lydia, upewniajac się, że na pewno przekręci tym razem właściwy klucz.
- Na czym stanęłyśmy?
Odwróciła się przodem do pani archeolog, unoszac brwi. Wódka nadal powinna być chłodna. Ich batalia z menelem Zbyszkiem nie trwała przecież aż tak długo.
_________________



[Profil]
 
 
Lydia Song


Wysłany: 2017-11-24, 22:29   

Nie no chyba nie były aż tak spłukane. Lydia zawsze starała się mieć przy sobie co najmniej sto pięćdziesiat funtów tak na wszelki wypadek, a raczej nie przypominała sobie, żeby zabalowały tak ostro, żeby nie miały przy sobie obecnie złamanego pensa. W końcu zamysł Song był jeszcze taki, że trzeba zostawić jeszcze coś na żarcie jak najdzie je ochota na to by zamówić pizzę chociażby. Po prostu wszystkiego na alkohol nie mogły przepierdolić! Niemniej środków przeznaczonych na jedzenie z pewnościa nie zamierzała oddawać jakiemuś menelowi.
Co mogła poradzić na to, że akurat gadka o policji jakoś do niej nie trafiła. Plus gdyby Rhea naprawdę wykonała telefon na posterunek to uznałaby to za wyjatkowo głupi pomysł. Jeszcze im by się oberwało za to, że tu przebywaja i zrobiłoby się jeszcze bardziej nieprzyjemnie. Z drugiej strony co ona starała się Zbyszkowi kity o glinach wciskać. Niby kiedy by to zrobiła? Myśli brentwoodzkiej Lary Croft wędrowały w przedziwnych kierunkach, gdy starała się jakoś wyciagnać logiczne uzasadnienie dla tego czy tamtego. Chyba pora przystosować z alkoholem, bo jeszcze zacznie się zastanawiać nad sensem życia i istota szczęśliwości.
No, ale wygladało na to, że sytuacja była już w miarę opanowana. Aldridge się nic nie stało, ale za to była niemiłosiernie wkurwiona jak można było zauważyć po zastosowaniu zwrotu kurwi syn. Jasne, że facet okazał się chujem, ale trzeba od razu jego matce ubliżać? No nie wyszło ewidentnie kobiecie, ale każdy ma jakieś porażki życiowe. Niemniej traciła jeszcze Rheę ramieniem, żeby przekazać jej, żeby się przekazać, by się jakoś uspokoiła. Efekt był niemal natychmiastowy.
Uśmiechnęła się niepewnie, gdy policjant zdawał się przetwarzać otrzymane właśnie informacje i starać się stwierdzić czy kobiety z pewnościa sa bibliotekarkami na służbie. Lydia naprawdę miała nadzieję, że to przejdzie. Oczywiście, że obie tu pracujemy. Tak. Robimy inwentaryzację. Po nocy co by nikomu nie przeszkadzać i nie, wcale nie wali od nas na kilometr alkoholem. To tylko silnie bijaca aura od tego żula, która sprawia jedynie wrażenie jakbyśmy same były pijane chociaż zachowujemy pion. Noż kurna co by mogło pójść nie tak, prawda?
Wygladało jednak na to, że facet nie był Sherlockiem Holmesem, by wyciagać jakieś daleko idace wnioski i postanowił zostawić je w spokoju. Tym bardziej po komentarzu o pozdrowieniach słanych dla Moore. Song uśmiechnęła się w kierunku przyjaciółki w miarę wymowny sposób. Wstrzymała się jednak od komentarzy póki póki gliniarz znajdował się w zasięgu jej słuchu.
- Oż ty, seksowna bestio. Ma się te znajomości, co? - zaśmiała się, przygladajac jak bibliotekarka tym razem solidnie zamyka drzwi.
Po jakże udanej policyjnej interwencji mogły teraz swobodnie wrócić do swoich wcześniejszych zajęć. Przynajmniej tyle dobrego.
- Skończyłyśmy na tym, że zostawiłyśmy flaszkę przy pornosach. Chodź trzeba się nia zajać - odpowiedziała na zadane pytanie i ponownie dla zachowania nieco lepszej koordynacji ruchowej objęła Aldridge w pasie by udać się w kierunku pozostawionych skarbów. Teraz chyba mogły w spokoju kontynuować swoja posiadówkę i cud, że nie zakończyła się ona nocowaniem między regałami!

z/t x2
_________________


I woke up to another mess in the living room Broken bottles all around my feet Didn't wake me in my sleep...



[Profil]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5