Poprzedni temat «» Następny temat
Pomieszczenie socjalne
Autor Wiadomość
Brentwood


Wysłany: 2017-09-22, 17:07   Pomieszczenie socjalne
  

  
Brentwood

  
your favourite place on earth


[Profil]
 
 
Lydia Song


Wysłany: 2017-09-22, 17:46   

Zadziwiajace było to jak szybko Lydia była w stanie dogadać się z bibliotekarka. Odwiedziła ja jeszcze kilka razy w pracy nim w końcu zdecydowały się wyjść na jakiegoś drinka. Albo dwa. Ewentualnie nieco więcej niż flaszkę na głowę, bo nigdy nie wiadomo, prawda? Zwłaszcza, że Aldridge wydawała się być naprawdę dobrym i wprawionym w boju kompanem do picia. Nic dziwnego więc, że w czasie kameralnego wypadu na miasto schlały się w płaskorzeźbę i wpadły na genialny pomysł, żeby po drodze wpaść do monopolowego, a potem do biblioteki, gdzie nikt im nie będzie przeszkadzać. Wiecie... Dwie kobitki same w barze potrafiły czasem przyciagnać kłopoty, a tak raczej by ich uniknęły. Zreszta ciężko stwierdzić co dokładnie nimi kierowało, gdy w środku nocy grubo po godzinach zamknięcia stanęły pod drzwiami tego świętego przybytku wiedzy. Szczęście, że Rhea akurat miała przy sobie klucze. Inaczej za wuja Wacława by się nie dostały do środka. Chyba, że z pomoca łomu czy czegoś.
- Dobra to teraz prowadź do lodówki. Wódkę schłodzić trzeba! - zakomenderowała Song, obejmujac jeszcze swoja towarzyszkę. W sumie we dwie łatwiej było zachować pion. W ogóle łatwiej było się poruszać. I jakoś szybciej szło. Cóż naszła chwila, żeby nieco przetrzeźwieć i wrócić po chwili do picia. Całe szczęście, że Aldridge znalazła drogę do pomieszczenia socjalnego, gdzie bibliotekarze spędzali czas na swoich przerwach lub pod koniec zmiany. Zakupione dobra alkoholowe skończyły w lodóweczce, żeby się schłodzić, a Song kontemplujac jeszcze nad zawartościa chłodziarki wyciagnęła z niej jeszcze dwie porcje puddingu podpisane imieniem pani Krystynki. Skoro jej tu nie ma to raczej nie będzie wiedziała, co się stało z jej deserem. Zawsze można opowiedzieć historię o przerażajacym duchu bibliotecznym.
- Hej, Piękna. Chcesz sobie podjeść? - zagadnęła do Rhei, która jakoś jej się skojarzyła z ta bibliofilka z Pięknej i Bestii. Swoja droga Emma Watson w jej roli była hot. Bardzo hot. - Jakiś pomysł na atrakcje po tym jak nasze napoje będa w takiej ludzkiej temperaturze? - zapytała jeszcze, grzebiac po szufladach w poszukiwaniu łyżeczek, żeby sobie podjeść deser Krystyny.
_________________


I woke up to another mess in the living room Broken bottles all around my feet Didn't wake me in my sleep...



[Profil]
   
 
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2017-09-23, 16:33   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


/przed spotkaniem z Hecate

Przed tymi uciażliwymi porywami wiatru najlepiej było schować się albo w klubie, albo gdzieś indziej, gdzie drzwi nie otwierano co pięć minut. Tak się składało, że Rhea miała przy sobie klucze od biblioteki niemal zawsze. Na wszelki wypadek. Były podpięte do jej kluczy od mieszkania, więc jeśli je zgubi, podwójnie odczuje stratę. Jak to mówia, bez ryzyka nie ma zabawy.
Zdaje się, że Aldridge, jak na przedstawiciela tego nazwiska przystało, miała już za soba szarpaninę w klubie. Nie z jej winy co prawda, ale nikogo to nie obchodziło. Przynajmniej na jeden lokal miała bana, może to nieco wspomoże wyjście z alkoholizmu? Marzenia ściętej głowy.
Dwa razy przeliczyła pieniadze w portfelu decydujac się ostatecznie na odwiedzenie monopolowego w drodze do brentwoodzkiej skarbnicy wiedzy.
Akurat, kiedy Lydia się na niej uwieszała, zamykała za nimi drzwi, oczywiście przy pomocy klucza. Wiatr to jedno, po za tym, nie chciały mieć nieproszonych gości. Jeszcze by im jakiś menel Mietek wlazł do środka i wtedy by się pojawił problem. Wyżłopałby cała wódkę, nim one by się do niej dobrały. Kiepskie towarzystwo, mimo wszystko.
- Lodówka jest na zapleczu - nikt się nie spodziewał, prawda? Wcześniej korzystała z niej jedynie w przypadku przechowywania jedzenia. Aż tak perfidna nie była, żeby pakować do służbowej lodówki flaszki. Pani Krystynka z miejsca by ja zdyskredytowała, piszac zażalenia do… cholera wie kogo – tego gościa na samej górze hierarchii. Niekoniecznie chodziło o Pana Boga, u którego zapewne również sobie trochę nagrabiła. Trudno jest być Rhea Aldridge.
Po wejściu do środka, od razu przystapiła do podkręcania grzejników. Piździło, jak w Kieleckim, więc nic dziwnego, że chciała mieć tutaj ciepło. Czarna bluza i narzucona na nia kurtka mogły nie wystarczać. Po ogarnięciu kaloryferów, skierowała się slalomem na zaplecze, akurat jak Lydia wyciagnęła dwa puddingi, opatrzone znajomym imieniem.
- Życie ci niemiłe - uniosła brwi, ale zaraz parsknęła ze śmiechem. - W sumie, to pieprzyć to.
Gwizdnęła Lydii jeden z deserów, cmokajac przy tym, jak Osioł ze Shreka w scenie ”daleko jeszcze?”. Jej też się należy coś słodkiego. Zwłaszcza po wypitych wcześniej trunkach.
Jeszcze sporo jej brakowało do bycia bibliofilem. Doceniała prozę, zgłębiała najróżniejsze twory, w zależności od nastroju, w którym pojawiała się w pracy, jednak robiła to raczej ze względu na brak innego zajęcia. Plusem było to, że przez ksiażki stała się madrzejsza. Niech żyje literatura.
- Mogę ci zadedykować utwór poezji ulicznej - zwinęła ksiażeczkę, leżaca na stoliku. No i kto tutaj bałagan po sobie zostawia? Pani Krystynka sobie w kulki leci.
- Oj, chyba straciłam ostrość - zmarszczyła brwi i wydęła dolna wargę, próbujac skupić się na drukowanych literach. To naprawdę była poezja czy raczej proza? Cholera jasna.
_________________



[Profil]
 
 
Lydia Song


Wysłany: 2017-09-25, 21:12   

Niech lepiej w czasie imprezy Rhea dobrze tych wszystkich kluczy pilnuje, bo jednak pani archeolog nie miała na tyle sprawnych palców, by otworzyć dowolny zamek po pijaku jakimś wytrychem czy innymi dostępnymi przedmiotami. Znaczy nie to, żeby miała zadatki na włamywacza! To po prostu była... hmm... wiedza techniczna.
Po co komuś możliwość wchodzenia do klubu jak można kupować alkohol w innych miejscach jak taki monopolowy na przykład? I taniej nawet jest także się opłaca. Bardziej ekonomiczne jest chlanie tego, co się kupiło w butelce niż płacenie za kieliszek lub szklankę. I to jeszcze nie wiadomo w jakich ilościach procenty sa tam wlane. Jak zamarzy się jakiś fancy drink to zawsze można w internecie obczaić jak go zrobić i samemu kombinować. Zawsze rozwiazanie, prawda?
Można powiedzieć, że tym uwieszaniem się Lydia pilnowała, żeby jej nigdzie przyjaciółki nie wywiało. Jeszcze by ja wiatr porwał i co by wtedy sama z flaszeczka zrobiła? Zawsze lepiej się pije w towarzystwie jednak! A tak co? Wypiłaby za pamięć dzielnej Aldridge i na tym by się skończyło. Zdecydowanie lepiej ja zachować przy sobie.
Oj nie. Przy współpracownikach lepiej nie obnosić się z alkoholem. Najlepiej mieć go gdzieś w torebce czy w innym prywatnym miejscu, a nie takim ogólnodostępnym. Nie dość, że skarga by poszła to może i ktoś by wypił z jej własności? To byłoby już takie złe i perfidne... Niech ta lodóweczka wspólna służy im do chłodzenia trunków tylko, gdy biblioteka już zamknięta jest.
Cóż Song nie potrzebowała zaproszenia, żeby rozgościć się na zapleczu. Widać to już było po tym jak zaczęła grzebać w lodówce i nie miała oporów przed przygarnięciem sobie małego co nieco nim Rhea do niej wróciła.
- Ta biblioteka wyglada na stara. Zawsze możemy poszukać w archiwum czy ktoś tu kiedyś zginał i wkręcić pani Krystynce bajkę o duchu bibliotecznym, który wyjada desery i inne takie - zaproponowała, wbijajac łyżeczkę we własna porcję. W końcu co to za problem poszperać w papierach i znaleźć odpowiednie fakty na poparcie swojej historyjki. Dzięki temu mogłaby nabrać chociaż nieco wiarygodności.
Jeszcze trochę w robocie i Aldridge się wyrobi. Naprawdę. Zreszta ksiażki były naprawdę różne. Dawały wiedzę, rozrywkę i po prostu zawsze były dla człowieka. Niechaj żyja jak najdłużej!
- Jedziesz z ta poezja uliczna - zachęciła ja, gdy bibliotekarka chwyciła za tomik pozostawiony przez jej koleżankę po fachu. No, ale niestety ktoś tu chyba nie był w stanie czytać. - Oj, daj mi to!
Lydia sięgnęła po ksiażkę i zmarszczyła w zamyśleniu brwi, gdy próbowała odczytać co takiego widniało w druku. Lata czytania w różnym stanie ciała i umysłu robiły swoje i jednak mogła odszyfrować tajemniczy tekst niczym Lara Croft hieroglify.
- Kibić miała smukła na tyle, iż był w stanie objać ja dłońmi. Uniósł ja tedy i posadził na swych lędźwiach tak, by jego żelazny młot... Ja pierdolę! Co to jest?! - zawołała, niemal odrzucajac od siebie to dzieło literatury, które zdecydowanie pochodziło z jakiejś wysublimowanej erotyki historycznej. I kto to w ogóle czytał.
_________________


I woke up to another mess in the living room Broken bottles all around my feet Didn't wake me in my sleep...



[Profil]
   
 
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2017-09-27, 12:48   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


Od spraw dotyczacych kluczy (tak zwanych spraw kluczowych), miała swojego dobrego znajomego. Zabawne, jak dawno nie korzystała z jego usług. Czasami rzucała mu wyzwania w stylu Na pewno nie masz klucza do opuszczonego domu Addisonów. Okazywało się, że miał, jak najbardziej. Kombinator był z niego niesamowity, ale przy okazji nie robił w żadnej, złodziejskiej fusze. Aż dziwne. Tak więc, gdyby razem z Lydia trochę dały się ponieść alkoholowym uniesieniom, gubiac przy okazji kluczowy przedmiot, Rhea mogła zawracać znajomkowi dupę. Tak dla zasady, żeby się za bardzo nie odzwyczaił od widoku facjaty jego ulubionej Aldridge.
W monopolowym trudniej było znaleźć kogoś do rozmowy. Od biedy, można trafić na dosyć inteligentnego pana bezdomnego, ale na ogół to właśnie w klubach toczyło się życie towarzyskie. Tak się jednak stało, że Rhea miała kompana do kieliszka, więc mogły się z lokalu publicznego ulotnić. To znaczy, biblioteka też była publiczna, ale po godzinach to trochę inna historia. Nikt nie wie, co się wtedy dzieje między regałami, zapchanymi ksiażkami.
Sprytna Lydia o wszystkim pomyślała! Taki metr siedemdziesiat pięć trudno zdmuchnać, ale przezorny zawsze ubezpieczony. Aldridge potrafiła się przechylać na boki, cudem unikajac zderzenia z podłożem. Miała refleks, nawet po alkoholu. Lata praktyki w drużynie softballowej.
Rhei zazwyczaj towarzyszyła niezastapiona, aluminiowa piersiówka, niemalże zawsze pełna oprocentowanej zawartości. Pomijajac te chwile, kiedy ja osuszała, siedzac przy biurku, w bibliotece, chowajac artefakt przed wzrokiem podstarzałej współpracowniczki. W którymś momencie alkohol się kończy, taka kolej rzeczy.
- Jeśli będzie ci się chciało z nia gadać - wzruszyła lekko ramionami. - Ale nie patrz jej w oczy, zamienia w kamień.
Taki trochę modern Bazyliszek. Jakby ich rzeczywistość miała odzwierciedlenie w fantastyce, Rhea bankowo pracowałaby w starej bibliotece, w której zaszył się ten mityczny stwór. Wtedy cała ta przygoda z alkoholem miałaby alternatywne wytłumaczenie. Piję, bo mam Bazyliszka w piwnicy. Tytuł godny pierwszej strony prestiżowej gazety podwórkowej.
Aldridge skrzywiła się przy pierwszym zdaniu, pozwalajac aby ksiażka poleciała kilka centymetrów dalej.
- Nie wierzę, że ktoś zostawił to na widoku - wbrew pozorom, pani Krystynka nie była jej jedyna współpracowniczka. W grę wchodził scenariusz, w którym inna osoba, odpowiedzialna za bibliotekę zostawiła tę nędzna imitację literatury w pomieszczeniu socjalnym. Czyżby chciała przestraszyć tym legendarna zjawę biblioteki Brentwood?
Również zwinęła łyżkę, ale spojrzała sceptycznie na pudding, jakby momentalnie odechciało jej się jeść.
- Nawet dwa na dziesięć bym temu nie dała - zmarszczyła nos i odsunęła się od stolika, podchodzac do drzwi, prowadzacych do głównego pomieszczenia. - Idziemy poszukać czegoś ciekawszego?
Oby przy okazji nie uwaliła ksiażek tym puddingiem, co trzymała w ręku. Nie był jeszcze otwarty, posili się nim dopiero wtedy, gdy na nowo wróci jej apetyt. Niektóre dzieła sztuki skutecznie odciagały czytelnika od zaspokajania potrzeb fizjologicznych. W ten pozytywny badź negatywny sposób.
_________________



[Profil]
 
 
Lydia Song


Wysłany: 2017-09-27, 19:55   

W takim razie wygladało na to, że każde drzwi stały przed Rhea otworem jeśli oczywiście uda jej się znajomka wykorzystać i dostać się do konkretnego miejsca. Czy to nie było cudowne? Chociaż zawsze lepiej być samowystarczalnym. Bo jakby nie daj bogowie facet wyjechał z miasta to co by wtedy Aldridge zrobiła? Koczowała kilka dni na wycieraczce, czekajac aż ten jej załatwi magiczny kluczyk? No właśnie. Najlepiej liczyć zawsze na siebie.
Dobra akurat w monopolowym nie przesiadywały jakieś osoby godne tego, by z nimi pogadać. Zreszta w ogóle nikt tam nie sterczał chyba, że liczyć przemiłego pana Zbyszka, który starał się wysupłać drobne na jakiś mocniejszy trunek w cenie amareny. Całkiem możliwe, że to po prostu denaturat o zupełnie nowym smaku, ale o tym ciii. Całe szczęście Lydia i Rhea miały siebie i dzięki temu nie potrzebowały dodatkowego towarzystwa, bo już teraz bawiły się w miarę dobrze.
Trudno, nietrudno... Zawsze lepiej mieć dodatkowe obciażenie. Tak na wszelki wypadek. Z siła żywiołu w końcu raczej trudno się walczy i lepsze jest jakieś dodatkowe wsparcie. W końcu jak to było w tych wszystkich animowanych i nie tylko seriach to samotnie nic się nie osiaga. Liczy się moc przyjaźni, nakamapower czy jak to jeszcze można inaczej zwać. Ogólnie friendship is magic także z pewnościa razem nie zgina... Ale jak już to będzie piękna śmierć.
Aluminiowa piersiówka to z pewnościa takie must have dla ludzi pokroju Aldridge. Małe, dyskretne i eleganckie. Zawsze w sumie mogła dokupić ich sobie więcej, żeby się nie kończył tak szybko alkohol w pracy. Może Song podaruje jej taka na gwiazdkę? Zawsze lepiej mieć więcej w zapasie tak przy okazji. Zreszta co innego takiej Rhei można sprezentować? Zawsze była kiepska w wymyślaniu prezentów. Dobrze, że do świat jeszcze daleko.
- Niektórzy twierdza, że już serce mam z kamienia to może mi nie zaszkodzi - a co tam do odważnych świat należy także może się odważy spojrzeć w oczy pani Krystynki i zweryfikować czy posiada zdolności legendarnych bazyliszków. Podchodziła do tego w sumie sceptycznie. Niech jednak dla pewności Aldridge chowa się gdzieś za nia z lustrem. Tak asekuracyjnie, okej?
- Niektórzy to jednak wstydu nie maja - przyznała, przygladajac się jeszcze krytycznie temu tworowi literatury. Jakoś po tym co przeczytała nagle straciła apetyt. Jeszcze by zwróciła zjedzony deserek i jaki byłby tego sens? No właśnie. W każdym razie nawet jeśli to było aż takie złe to nie nadawało się zbytnio do egzorcyzmów.
- No dla mnie to raczej takie minus trzy - jakże chlubna ocena. W sam raz dla takiego dzieła. Większej liczby niestety autor nie był godzien. - Dobra chodźmy. Ach... Brać płyny?
Oto najważniejsze pytanie. Czy brać już alkohol czy jeszcze przetrzymać go w lodówce? Większej zagadki świat nie widział, a jakoś jednak musiały w dwójkę ja rozwiazać. Całe szczęście co dwie głowy to nie jedna i zaraz podejma wspólnie jakaś sensowna decyzję.
_________________


I woke up to another mess in the living room Broken bottles all around my feet Didn't wake me in my sleep...



[Profil]
   
 
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2017-09-29, 22:38   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


Mało które drzwi mogłyby nie stać przed Rhea otworem (w metaforycznym, jak i dosłownym znaczeniu). Oj tam, zaraz by na wycieraczce koczowała. Ta kobieta naprawdę potrafiła być zaradna. Znalazłaby odpowiednio duży kamień, wybiła okno, dostała się do środka. I tak nie było ich stać na alarm. Taki z prawdziwego zdarzenia. A nawet, jeśli jakiś był, to Aldridge znała sposoby, aby go obejść. Najwyżej doprowadziłaby pania Krystynkę do szału. Samo się wybiło! Co złego, to nie ona, naprawdę. Odegrałaby dramatyczna akcję, udawała, że to wcale nie jej wina. Wolała zachować posadkę w bibliotece.
Jedno było pewne - Rhea nie nadawałaby się do pracy w monopolowym. Od razu wyżłopałaby wszelki, dostępny alkohol. Albo przynajmniej jego część, bo jednak nie zamierzała zapić się w trupa. Pan Zbyszek by aprobował, pracodawca niekoniecznie. Mimo, wszystko, nie natknęła się jeszcze na ksiażkę, przez która mogłaby rzucić picie. Cały cykl Pieśni Lodu i Ognia, który ostatnio przerabiała, wręcz wołał o to, aby sięgnać po lampkę wina. Szkoda tylko, że Rhea piła z reguły mocniejsze specyfiki.
Jeśli zamierzała umierać, to z pewnościa nie w pojedynkę. Przynajmniej na ten moment, bo była pijana. Typowa Rhea w naturalnym środowisku. Była przyzwyczajona do obecności alkoholu we krwi, jednak wolała nie być cały czas pod wpływem. Wtedy to już w ogóle rozwaliłaby sobie życie. Nie mogła tego zrobić, dopóki zależało jej na przyjaciółce z dzieciństwa. Wiedziała, że Kala by tego nie pochwalała… gdyby była osoba sprzed wypadku. Smutna rzeczywistość. Aldridge nie lubiła tych dołujacych, szarych barw, przetaczajacych się przez jej życie, dlatego alkohol wydawał się odpowiednim kompanem. Ciemniejsze kolory tolerowała, jako część garderoby, ale jako nastrój, towarzyszacy życiu codziennemu, już średnio.
Kilka takich piersiówek mogłoby zrobić z niej czołgajacego się po ziemi przegrywa. Czasami sobie pozwalała, ale nie w pracy. Krystynka z miejsca by ja załatwiła. Podstępne babsko jest podstępne.
- Teoretycznie nie można mieć serca z kamienia - odezwała się inteligentnym tonem, chcac brzmieć madrze. - Po za tym, każdy kamień da się rozkruszyć.
Gdyby miała szklankę z alkoholem, uniosłaby ja w ramach toastu. Mimo wszystko nie zamierzała tego robić z puddingiem. Przyjdzie jeszcze pora na toasty wnoszone w towarzystwie wódki, chłodzacej się w lodówce. Co ja tak wzięło na romantyzm nagle?
- Ale przy Bazyliszku może się to przydać fakt - stwierdziła w końcu, wzruszajac nieznacznie ramionami. Niech jej tylko Lydia skombinuje te lusterko, a będzie się czaić w pobliżu, nie ma sprawy. Byłaby do tego zdolna.
- Nie wiedziałam, że skala minusowa wchodzi w grę - tez by chętnie walnęła minusa. Ogólnie to wolała nie wiedzieć, kto takie cuda czyta. Nie mogłaby normalnie spojrzeć na takiego delikwenta. Od razu na usta cisnęłoby jej się pytanie w stylu ‘Co takiej osobie siedzi w głowie?’. Rhea też mogła nie mieć wstydu po alkoholu, o czym być może Lydia wkrótce się przekona. Nie warto marnować tego stanu.
- Bierz, bierz - machnęła dłonia, ponaglajac dziewczynę, aby wyjęła z ich lodówki kluczowy artefakt. Będa pić z gwinta oczywiście. Rhea wbrew pozorom nie miała w pracy kieliszków do wódki. Najwyżej uwala ksiażki nie dość, że puddingiem, to jeszcze alkoholem. Spokojnie wszystko da się ogarnać. Aldridge ruszyła wzdłuż rzędów regałów, gwiżdżac sobie cicho. Wreszcie mogła sobie na to pozwolić, bez wzroku pani Krystynki, przesuwajacego się w tle.
_________________



[Profil]
 
 
Lydia Song


Wysłany: 2017-10-01, 02:09   

Jednak dobrze, że kobieta sobie potrafiła w życiu poradzić, ale lepiej, żeby nie wpadała przy tym w realne kłopoty. Jeszcze by ja oskarżyli o wandalizm czy włamanie także musiała być ostrożna, a z takimi kluczami to... no nie ma włamu, prawda? W końcu miała dostęp do tego miejsca, a kto jej zabroni przychodzić przed rozpoczęciem pracy. Bo w końcu jakby nie patrzeć to Rhea prędzej czy później przyjdzie tu pracować także była przed wyznaczona pora. To chyba dobrze!
Chyba trzeba się cieszyć, że Aldridge jednak jest w tej bibliotece, a nie robi gdzieś gdzie miała mieć dostęp swobodny do alkoholu. Jeszcze by się zapijaczyła na śmierć, a tego to raczej nikt nie chciał. Lepiej nawet, że w pracy się ograniczała, bo potem przynajmniej miała co robić w wolnych godzinach ze znajomymi, a tak to by w stanie nie była!
Dobra w takim razie bez piersiówek na prezent. Nie dawajmy pani Krystynce powodu do tego, żeby Rheę wysiudać z tej biblioteki, bo to by była tragedia. Z kim wtedy Lydia dobijałaby targów? No i nie miałaby się z kim zakradać po nocy do tego świętego przybytku. No nie znalazłby się lepszy człowiek w jej mniemaniu na to stanowisko! Za bardzo się przywiazała już do bibliotekarki-Aldridge!
- Teoretycznie. W praktyce bywa różnie - uściśliła jeszcze chociaż bardziej mówiła to w metaforycznym sensie. Przynajmniej jak ostatnio sprawdzała to wydawało jej się, że ten puls i w ogóle pochodzi od kurczacego i rozluźniajacego się mięśnia sercowego, który był raczej żywy i niekamienny. No cóż... Może lepiej nie rzucać metafor, bo jeszcze za bardzo będa rozmyślać.
- Weź lustro. Jeśli coś mi się stanie, a jej odbicie nie zamieni jej w kamień to pierdolnij ja nim mocno w łeb. To będzie musiało ja unieszkodliwić - nie ma to jak praktyczne rady od archeologa, prawda? Jeszcze zdolna była do poświęceń. Jeszcze kiedyś zdradzi jej hasło do swojego laptopa z komenda, żeby w razie czego usunęła jej historię w przegladarce. Tak wyglada prawdziwa przyjaźń!
- Czasem trzeba ja zastosować - stwierdziła poważnie. Naprawdę niektóre sytuacje aż prosiły się o ujemna skalę, bo zwykłe 1 nie wystarczało. I właśnie to dzieło literackie było takim beznadziejnym przypadkiem. Naprawdę współczuła Aldridge, że ta jeszcze musiała z delikwentem pracować. Dobrze, że ksiażki nie podpisał, bo po prostu zupełnie inaczej patrzyłoby się na tego człowieka. Co się zobaczyło to się nie odzobaczy.
Szybki salut i już Song leciała do lodówki, z której wyciagnęła zgrabna flaszeczunię. Po co kieliszki czy szklanki? Z gwinta najlepiej. Oszczędza się naczynia, a poza tym można w ten sposób lepiej zacieśnić więzy międzyludzkie. Coś jak indiańska fajka pokoju tylko w wersji płynnej. Ruszyła raźnie za Rhea trzymajac w jednej dłoni wódkę, a w drugiej zajebany Krystynce pudding. Te regały w nocy wygladały o wiele lepiej. Dopiero po ominięciu kilku alejek Lydia jakimś sposobem szarpnęła ja za ramię, chcac wejść w jedna z wnęk utworzona przez obładowane ksiażkami meble. Coś najwyraźniej ja zainteresowało i Aldridge nie powinna wnikać w to co to dokładnie było. Pewnym zaś było, że wyladowały w dziale z literatura erotyczna.
_________________


I woke up to another mess in the living room Broken bottles all around my feet Didn't wake me in my sleep...



[Profil]
   
 
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2017-10-03, 18:51   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


Z kluczami sobie radziła, z życiem to już różnie bywało. Nie potrafiła tak od razu ogarnać niektórych problemów, wolała je zapijać. Niestety, o ironio, one nie znikały, a jedynie bardziej wołały o to, aby poświęcić im uwagę. Nie ważne, jak bardzo chciała je zakopać, zdjęcia, które miała w telefonie, zapisane wiadomości, nawet głupie przedmioty – wszystko przypominało o życiu sprzed katastrofy.
Raz czy dwa zdarzyło jej się przysnać gdzieś na większym krześle, na zapleczu. Miała szczęście, budziła się przed swoja zmiana, doprowadzała do jako takiego porzadku, bo zdaje się, że dysponowali w bibliotece mała klitka, jaka była łazienka. Nadal trochę pachniała alkoholem, a kiedy Krystynka miała obiekcje, przywoływała argument w stylu składnika perfum. W dawnych czasach dodawali do nich sporo alkoholu, a Rhea uważała swoja współpracowniczkę za chodzacy zabytek, więc ja częstowała takimi oczywistościami.
Prawdę mówiac, nie przeżywałaby tak bardzo wykopania z biblioteki. Może i zdażyła się zaprzyjaźnić z ksiażkami, pachnacymi starym papierem, ale zdecydowanie bardziej wolała samoloty. Nadal to sobie wmawiała. Od czasu wypadku nie pojawiła się ani na lotnisku, ani w pobliżu jakichkolwiek podniebnych maszyn. Miała zwiazane z tym obawy. Wychodzi na to, że posiadała na ten moment więcej obaw, niż nadziei. W końcu się zbierze w sobie, ale kiedy to nastapi… póki co nikt o tym nie wie. Nawet cyganka, która spotkała wczoraj w parku. Ja widzę w pani oczach piękna przyszłość! Kobieto, załóż okulary. Chyba wspomniała jeszcze coś o śmierci w przeszłości. Urocza niewiasta.
- Rozwiniesz ten temat? Ktoś kogoś skrzywdził i przez to ma serce z kamienia? Pieprzenie.
Pokręciła głowa, posyłajac Lydii pobłażliwy uśmiech.
- Wszystko jest tu - wskazała palcem na skroń. - Jeśli ktoś wybierze drogę zimnej suki, niech nie pieprzy o sercu, ono nie ma z tym nic wspólnego.
Ktoś tu sobie porzadnie wypił i zaczyna filozofować. Rhea vs zimne suki, runda I. Oby nikt jej tak nie nazwał niedługo. To, że nie łaczyła miłości z jakimikolwiek zbliżeniami, nie znaczyło, że jest zimna. Po prostu miała inne podejście do życia. Albo była odrobinę skołowana. W końcu przez całe swoje życie kochała tylko jedna osobę.
- Chwila - uniosła dłoń, marszczac odrobinę brwi. - Mam pierdolnać ja lustrem za to, że zjadłyśmy jej pudding? Damn, dziewczyno, nieźle działasz.
Nie zdawała sobie sprawy, że ma do czynienia z taka bojowa persona. To dobrze, w razie czego będa atakować we dwójkę. Maja dzięki temu podwojone szanse. Idealnie.
Pijac w plenerze nigdy nie zawracała sobie głowy czymś takim, jak papierowe kubeczki czy plastikowe kieliszki na wódkę. Na co to komu? Tylko niepotrzebnie się po sobie śmietnik zostawia. Dbała o przyrodę, a przynajmniej się starała. Nie jej wina, jak wyrzuci w krzaki niedopałek od papierosa, albo papierek po cukierku. To wiatr wszystko porywa!
Pora znaleźć jakieś ciekawe zajęcie. Wychylanie alkoholu to jedno. Gdzie jest jej ulubiony fotel? Chyba stał za następnym regałem? Jeden ze stałych klientów zostawił jej na nim poduszkę z przeuroczym jeżem. I jak tu nie kochać ludzi, odwiedzajacych bibliotekę?
Miała stawiać kolejny krok, kiedy Lydia pociagnęła ja za ramię.
- Gdzie idziemy? - rzuciła w przestrzeń, dopiero po chwili orientujac się, w jakim dziale się znalazły. - Natchnęła cię ta ksiażka na zapleczu?
Poruszyła brwiami, zatrzymujac ostatecznie wzrok na schłodzonej butelce wódki. Ok, najważniejsza rzecz już maja.
_________________



[Profil]
 
 
Lydia Song


Wysłany: 2017-10-07, 16:19   

Czasem naprawdę trudno było nie zasnać w pracy. W sumie zależy jeszcze co się robiło. Lydii zdarzyło się nieraz przysnać w czasie czytania jakichś dokumentów czy słuchajac jakiejś niezwykle nudnej wypowiedzi kogoś z kim pracowała. Masakra. Już lepsze było spędzenie w jakimś buszu tygodnia ze zgraja dzikusów. Może szanse na przeżycie gorsze, ale przynajmniej ciekawie jest.
Dobra to Song bardziej przeżywałaby wykopanie Rhei z pracy. W końcu z kim miałaby tam tak dobrze? Zawsze mogła sobie załatwić coś mniej oficjalna droga, poprosić żeby Aldridge przymknęła na coś oko czy chociażby jak teraz robiły wejść poza oficjalnymi godzinami do biblioteki, żeby buszować swobodnie między regałami i ksiażkami. I miałaby teraz z tego zrezygnować, bo ktoś postanowił ja zwolnić. That's a no no. Nie może do tego dopuścić. Może nawet zorganizowałaby petycję o ponowne przyjęcie bibliotekarki do pracy.
- W sumie zajebiście byłoby mieć kamienne serce. Gdybyś oczywiście nie umarła od niego. Bo zobacz... taki kamień to raczej zawału ani nic nie dostanie, no nie? - rzuciła pomysłem, bo to miałoby naprawdę swoje plusy. Chociaż może lepsza byłaby kamienna watroba, co by nigdy marskości nie zaznała. Może niektórym z tego towarzystwa taka by się przydała. Nie ma to jak rozmyślanie o pewnych kwestiach, gdy ma się już wypite. Można wtedy dojść do naprawdę ciekawych wniosków. Chociażby jak Rhea podsumowała życie zgodne z droga zimnej suki. Lydia jedynie skomentowała jej wywód słowami dobrze prawi, polać jej, bo co innego mogłaby dodać w tej kwestii?
- Masz pierdolnać jej lustrem jak mi coś się stanie. To będzie obrona konieczna, bo mogłabyś być następna - wyjaśniła w miarę składnie. Teraz chyba nabrało to nieco więcej sensu niż wypowiedziane w takiej konfiguracji jak zrobiła to Aldridge. Nie wyszła na tak bojowa zimna sukę, która nie dość że zabiera jedzenie to jeszcze życie.
Picie z gwinta miało jeszcze wiele więcej plusów. Nie rozlewało się alkoholu czyli nie marnowało się go aż tak bardzo. Wystarczyło przytknać usta do butelki i uważać, by nie uronić kropli. O wiele prostsze niż nalewanie do jakiegoś kieliszka, z którego napój bogów łatwo mój umknać. Ekologia i ekonomia w jednym normalnie! Bardziej się opłaca pić w ten sposób i tyle.
- Zastanawia mnie co tu jeszcze maja. Ksiażka na zapleczu to zło i weźmy znajdźmy temu komuś coś przyzwoitego... znaczy dobrze napisane porno! - zaproponowała, odkładajac gdzieś na bok flaszeczkę. Pudding także mógł poczekać. Chwilowo sunęła palcami po grzbietach ksiażek w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Niestety po ciemnemu nie jest to takie proste. Dlatego trzymajac w jednej ręce deserek, a w ustach łyżeczkę, na której ostał się jeszcze jego smak sięgnęła do kieszeni spodni po telefon, żeby właczyć w nim latarkę. Potem mogła odłożyć gdzieś na bok urzadzenie, by dawało jakaś przyjazna dla nietrzeźwych oczu poświatę.
_________________


I woke up to another mess in the living room Broken bottles all around my feet Didn't wake me in my sleep...



[Profil]
   
 
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2017-10-08, 02:14   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


Za czasów bycia pilotem, Rhei nie zdarzało się przysypiać w pracy. Urzadzała sobie czasami krótkie drzemki, przykryta służbowa marynarka, jednak nigdy nie przysnęła za sterami samolotu. Bez przesadyzmu. Była odpowiedzialna osoba, chociaż niewiele osób by ja o to podejrzewało. Teraz nie warto o tym mówić – raz zajmowała się czymś innym, a dwa – siedziała w niej inna wersja Rhei Aldridge. Taka, której nawet nie podejrzewała o istnienie. Życie potrafi zaskakiwać.
Jeśli nie w bibliotece, piłyby w zupełnie innych miejscach! Na jednej lokacji się świat nie kończy. Pozostaja jeszcze garaże czy to te sasiedzkie czy powiazane z galeriami handlowymi, jakieś parki, w których można się zaszyć na jednej z ławek. Mimo wszystko, wydawało się, że Aldridge do biblioteki pasuje, chociaż wolała samoloty. Gdyby wykopali ja z aktualnej pracy, długo myślałaby nad alternatywa.
- Życie wieczne - podsumowała, rozkładajac dłonie. - Chociaż nie, podobno najważniejszy jest mózg.
Madrala. Mówiła prawdę, no co. Serce da się przeszczepić, ale z mózgiem już jest kiepsko. Jeśli chodziło o anatomię, nie odnajdywała się w temacie kompletnie. Nie uważała na biologii, wolała zamalowywać marginesy czarnymi gryzmołami i trzema szóstkami. Ostatecznie przeszła przez egzaminy. Nie była głupia dziewczyna, zwyczajnie nie chciała iść z pradem – była typem buntowniczki i zdaje się, że wszyscy ludzie, znajdujacy się w jej otoczeniu zdawali sobie z tego sprawę. Czasami lubiła być normalniejsza, sprawiać wrażenie kogoś o zupełnie innym nazwisku niż Aldridge. Ostatecznie, gdy wypływało to na wierzch, nie miała co udawać. Zaczepki ja denerwowały, a wtedy potrafiła się nieźle wkurzyć i odpłacić pięknym za nadobne.
- No dobra - uznała w końcu, chociaż po tym, jak wytrzeźwieje zapewne patent z lustrem wyda jej się zbędny. Pierdolnać można wszystkim. Ksiażka, ręka, głowa nawet, jak jest się wystarczajaco odważnym. Spokojnie, Rhea będzie jej pomagierem w razie czego. Tymczasem czekała je przeprawa przez dolinę cieni, to jest – literatury dla kobiet przeżywajacych kryzysy wieku średniego, albo napalonych nastolatek. Idealna lektura, umilajaca picie alkoholu.
- To takie istnieja? - spojrzała na Lydię wzrokiem typowego sceptyka. - Myślałam, że porno się kręci, a nie pisze.
Kamera to pójście po najniższej linii oporu. Każdy może sobie obejrzeć, za to zwizualizować jest trudniej. Nie wszyscy mieli na tyle wybujała wyobraźnię. Jak było w przypadku Rhei? Ponoć za humanistkę nie uchodziła, ale gdy zaczęła się zgłębiać w literaturę, zaczęła ja doceniać. Może po prostu dopiero odkrywała w sobie duszę humanistyczna?
Oparła się bokiem o regał z ksiażkami, zatrzymujac wzrok na Lydii, przygladajacej się ksiażkom. Nabrała w pewnym momencie powietrza, przerywajac krótka ciszę.
- Masz kogoś? - wyskoczyła z tym pytaniem jak Filip z konopi, ale co tam. Poczuła potrzebę poruszenia tego tematu, skoro znajdowały się w takim, a nie innym dziale. Co prawda dramaty romantyczne to nie były, ale erotyzm łaczył się poniekad z miłościa. Do jasnej ciasnej, była pijana, na sto procent. Jeśli się pograży w pewnym momencie, albo zahaczy o drażliwy temat, to sama się posadzi na karnym jeżu, na swoim prywatnym fotelu, usytuowanym zdaje się alejkę dalej. Czuła się trochę tak, jakby razem z koleżanka z jednego, potterowego domu, przeszukiwała dział ksiag zakazanych. Ta poświata, bijaca z lydiowego telefonu pobudzała wyobraźnię.
_________________



[Profil]
 
 
Lydia Song


Wysłany: 2017-10-10, 00:30   

Dobra może nie każdy sypiał w pracy. To chyba naprawdę zależało od człowieka i jego zajęcia. No taki kierowca jakiegoś pojazdu raczej nie mógł przysypiać w czasie prowadzenia. To by była tragedia po prostu. Dlatego może lepiej, że niektórzy ludzie mieli więcej samokontroli nad rzadza snu i większe poczucie odpowiedzialności, która potrafili znieść.
Jasne, że nie kończy, ale warto mieć wtyki w miejscu, z którego się często korzysta. I Aldridge miałaby pozbawić ja takich wejść i w ogóle? To się nie godzi. Oczywiście dalej by się z nia spotykała nawet jeśli wywaliliby ja z biblioteki, ale smutno byłoby jej, że będzie musiała urabiać kolejna bibliotekarkę, żeby pozwoliła jej zabrać do domu większa ilość ksiażek albo pozwoliła posiedzieć nieco dłużej.
- Więc co jeszcze: mózg z kamienia? O tym nie słyszałam - powiedziała, gdy padło stwierdzenie, że mózg ważniejszy. Cóż z tym musiała się zgodzić. Jakby nie patrzeć to on odpowiadał za większość głównych funkcji nawet jeśli serducho dostarczało mu krwi z tlenem i takie tam. Może i biol-chem z niej nie był jakiś wybitny, ale jednak czegoś tam się w szkole nauczyła. Zwłaszcza, że rodzice swego czasu dbali o to, by uczęszczała do jednych z tych najlepszych.
Ksiażka pierdolić nikogo po łbie nie będa, bo jeszcze się zniszczy. Lepiej wybrać jakiś inny materiał zastępczy do tego jeśli lustro ma iść w odstawkę. Chyba, że faktycznie zadziała i zamieni Krystynkę w kamień. Zawsze w końcu można mieć na to nadzieję!
- Niektórzy sa zbyt wyrafinowani, by ogladać jak się inni ruchaja i wola to sobie wyobrazić przy pomocy literatury - stwierdziła. W zasadzie uważała, że bardziej to było dla osób, które chciały coś tak publicznie zdziałać z pornografia albo miały zbyt wysokie wymagania co do aktorów. Różni ludzie w końcu sa, prawda?
Lydia przegladała pozycje na półce kiedy do jej uszu dotarło zadane przez Aldridge pytanie. Może i było nieco niespodziewane, ale w końcu stały w dziale erotyki pomieszanej z tanim romansem także było jak najbardziej na miejscu. Song przez chwilę zastygła w bezruchu wędrujac myślami ku postaci Frankie. Dopiero po chwili namysłu wydała z siebie pomruk, który można było zinterpretować jako odpowiedź twierdzaca.
- A ty? - dopytała jeszcze, wyciagajac jeden tomik z jego miejsca na półce.
Atmosfera faktycznie jak w dziale ksiag zakazanych. W zasadzie uczniowie Hogwartu nie mieliby tu wstępu ze względu na swój wiek, bo jakżeby to młodzież miała takie bezeceństwa ogladać? Archeolog jednak nie przejmowała się tym. Jak dla niej mogły faktycznie zawędrować do czarodziejskiego zamku i wygladać wizyty pani Krystynki z jakimś kocurem u boku. Wpierw jednak chciała nieco poczytać. Dlatego też otworzyła na środku ksiażkę o wdzięcznym tytule Kamasutra dla yoginów i zmarszczywszy brwi w zamyśleniu przygladała się zawartości przekrzywiajac głowę na boki.
- Ej, Rhea! Obczaj to! - zwróciła się do bibliotekarki, która szturchnęła ramieniem. Trzeba było przyznać, że prezentowana w ksiażce grafika wygladała imponujaco.
_________________


I woke up to another mess in the living room Broken bottles all around my feet Didn't wake me in my sleep...



[Profil]
   
 
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2017-10-11, 18:32   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


Niby zasypiać nie powinni, ale i tak to robili, bo ludzie mieli wysokie mniemanie o sobie i lubili popisywać się przed innymi. Mi się nie uda? Cała logikę szlag trafiał, chociaż w przypadku niektórych osób ciężko było w ogóle mówić o logice. Banda matołów z sianem w głowie. Całe szczęście, Rhea nie miała do czynienia z takimi przypadkami na co dzień. Biblioteka uchodziła raczej za ostoję osób inteligentnych, a przynajmniej takich, co chca zdobywać wiedzę, albo pobudzać wyobraźnię.
Zaśmiała się szczerze, może z przesadna wesołościa, zwiazana ze spożytym alkoholem. Kamienny mózg, dobre. Brzmi jak wyjatkowo złośliwa karta, zagrywana w RPGu, celem zatrzymania gracza na kilka tur.
- To nie może się udać. Chyba, że… chyba że ten mózg będzie jedynie pokryty taka kamienna powłoka, a w środku nadal będzie zwykłym mózgiem. Tyle, że to bez sensu - pokręciła głowa, zaczesujac po chwili ciemne kosmyki na bok, co by do ust nie wpadały. - Mózg i tak w końcu umiera, podobno jest to śmierć ze starości.
Niezwykle rzadkie oblicze śmierci. Chciałaby kiedyś umrzeć ze starości. Tak po prostu, gdzieś na fotelu bujanym, z jakimś zwierzatkiem na kolanach. Z odgłosem trzaskajacego ognia z kominka, przesuwajacym się w tle. Byłaby w zupełności spełniona. Musiałaby jednak dożyć tego sędziwego wieku. Znajac jej życiowe szczęście – nie zapowiadało się na to. Wielka szkoda.
- A czy ty jesteś wyrafinowana? - pytanie samo nasunęło jej się na myśl po wypowiedzi Song. Za pierwsza lepsza, przeciętna kobiecinę Lydia raczej nie uchodziła. Gdzie tam, była archeologiem, grzebała w piasku i przeżywała przygody na miarę Lary Croft. Przynajmniej tak to sobie wyobrażała Rhea i tyle. Może tak się składało, że wolała erotyki na papierze, niż na ekranie.
Kiedy Azjatka odbiła pytanie, przetarła skroń palcami, przymykajac na moment oczy. Alkohol mógłby odpowiedzieć za nia i to w trybie natychmiastowym. Cokolwiek, co pierwsze nasunęłoby się na myśl. Cóż, przypadek Aldridge nie był taki łatwy.
- Zależy, co konkretnie masz na myśli - odpowiedziała, odrobinę zdartym głosem. - Oficjalnie z nikim nie jestem, ale…
Wypuściła powietrze ustami, szurajac czubkiem buta o podłogę. Nigdy nie potrafiła zbyt otwarcie rozmawiać o swoich uczuciach czy to z przyjaciółmi (których, jak na ironię, to dotyczyło) czy z własnym rodzeństwem. Czasami się zdarzało zagadać Chestera, Tanatosa albo Echo, bo przy siostrach nie lubiła ukazywać wrażliwości. Czy poważniejsze uczucia robiły z kogoś na wstępie słaba jednostkę? Jasne, że nie, ale kiedyś Rhea myślała inaczej. Była nastolatka, wychowujaca się w domu pełnym rodzeństwa i rodziców, pozostawiajacych dzieciarnię sama sobie. Bo przecież mieli wiele innych rzeczy do roboty, wiele innych wizji do spełnienia. Nic dziwnego, że pewne sprawy Aldridge zaczęła rozumieć nieco później. Osoba, która darzyła miłościa czysto romantyczna, wychowywała się w zupełnie innych warunkach. Była z zupełnie innego świata, ale najwyraźniej podświadomość Rhei miała to w głębokim poważaniu, skoro koniec końców zapałała cieplejszym uczuciem do owej dziewczyny z lepszej rzeczywistości. Wiele razy zastanawiała się czy druga strona przynajmniej rozważała coś, wykraczajacego po za granice przyjaźni. Kiedyś miał miejsce konkretny moment, ewidentnie niebędacy czysto platonicznym, jednak… Teraz zbyt wiele i tak się nie dowie. Utrata wspomnień to paskudna sprawa.
- Co tam znalazłaś? - nie dokończyła swojej odpowiedzi, a zamiast tego spojrzała na okładkę obiektu, który watpliwie można było nazwać ksiażka. - Dlaczego my to w ogóle trzymamy?
Wzniosła oczy ku sufitowi, jakby tam miała znaleźć odpowiedź na niezwykle nurtujace pytanie. Jeśli był popyt, to biblioteki zaopatrywały się w wybrane pozycje. Niekoniecznie takie dosłowne pozycje, opisywane na stronach ksiażeczek dla dorosłych. Pani Krystynka za cholerę by nie zakupiła takiego obrzydlistwa! Zdaje się, że to drugi współpracownik wciskał między regał te niezwykle ciekawe publikacje.
Zatrzymała wzrok na rysunku, wskazanym przez Song i potarła podbródek wierzchem dłoni.
- Do tego trzeba być cholernie gibkim - ona nie była. Szczególnie po tych całych podniebnych ekscesach, zakończonych katastrofa. Yoginem z kamasutry raczej nie zostanie.
Odstawiła swój pudding na półkę, gdzieś niedaleko flaszki z wódka, na która przelotnie spojrzała. Soon.
_________________



[Profil]
 
 
Lydia Song


Wysłany: 2017-10-14, 20:46   

Nie ma to jak takie porzadne rozkminy na temat kamiennych narzadów wewnętrznych. Już samo to nie miało sensu, który jednak dwie panie starały się znaleźć. Zreszta taki kamienny mózg serio mógłby być jakimś zagraniem w RPG. Może nawet ochrona przed telepatia, manipulacja i inna magia wpływajaca na umysł. To mogłaby być nawet ciekawa umiejętność.
- No raczej ta kamienna powłoka na niewiele by ci się zdała. Byłaby jak druga czaszka, żebyś mogła się mocniej jebnać w łeb i nic nie uszkodzić.
Przynajmniej skoro nie żyły w jakimś świecie fantasy to im na niewiele by się zdało. Przykre, prawda? A fajnie byłoby takie na przykład zostanie wampirem czy czymś co sobie żyje wiecznie. Ile ksiażek można by było przeczytać w tym czasie. Śmierć jest zbyt mainstreamowa i przez nia omija człowieka zbyt wiele ciekawych wydarzeń.
- Czy ja wiem. Z pewnościa czytanie pornosów jest dopuszczalne publicznie. Na ogladanie ktoś by już ci zwrócił uwagę - przynajmniej takie było jej zdanie i doświadczenia. Cóż niektóre okładki ksiażek już były mocno subiektywne, ale zawsze można je w coś owinać, że to niby dlatego, że nie chce się jej zniszczyć, a tak szczerze to skrywane jest pod tym diabelskie oblicze literatury.
- A, chyba, że tak - mruknęła, gdy usłyszała odpowiedź Rhei. Mogła teoretycznie niby dopytać jak to w końcu z nia jest i tak dalej, ale po co? Jednak cudze życie erotyczne i romantyczne jakoś jej aktualnie nie interesowało. Chyba, że tym kimś była bohaterka dumnie zatytułowanej ksiażki Moja przyjaciółka, moja pani. Cóż to może akurat być dobre. Może kiedyś sobie ja wypożyczy? Ale najlepiej tak poza godzinami odwiedzin, żeby nie zwracać na siebie większej uwagi.
- Nie wiem czemu to macie, ale wyglada ciekawie - stwierdziła przy okazji sięgajac jeszcze po łyżeczkę stojacego gdzieś obok puddingu. Całe szczęście, że miała go pod ręka. Niestety niektóre przedstawione w ksiażce pozycje sprawiły, że owa łyżeczka o mało nie wypadła jej z ust. Ludzie serio sa w stanie robić takie rzeczy? To jest w ogóle anatomicznie możliwe?
- Gdzie tam. Akurat do tego? - żachnęła się, spogladajac jeszcze raz na rysunek tym razem pod nieco innym katem. Ta konkretna pozycja jakoś zbyt skomplikowanie dla niej nie wygladała. - Toż to wykonalne!
Przynajmniej częściowo jej pewność siebie była na wystarczajaco wysokim levelu, by stwierdzić śmiało, że była w stanie zrobić to, co zostało przedstawione w tym jakże chwalebnym poradniku. Niestety sama nie mogła tego zrobić, ale to już jest szczegół.
_________________


I woke up to another mess in the living room Broken bottles all around my feet Didn't wake me in my sleep...



[Profil]
   
 
Rhea Aldridge








31

Były pilot/bibliotekarka

diazepamy, xanaxy i vicodiny

East Brentwood

multikonta: Max, Jayden, Ellis, Erwin, Dani, Kenai, Terry



Wysłany: 2017-10-14, 23:58   
  

  
Rhea Jaime Aldridge

  
Let's pretend I give a shit and leave it at that


Tak, zdecydowanie dogadałyby się w kwestii podejścia do mainstreamowej śmierci. Rhea już raz wyrwała się ze szponów kostuchy, wiedziała coś na ten temat. Z drugiej strony, prowadziła teraz zupełnie inne życie, nie do końca powiazane z tym, co robiła przed katastrofa. Zmieniła się… głównie w kwestiach fizycznych (poturbowana noga) i psychicznych, to one miały największy wpływ na to, co ludzie widzieli na zewnatrz. Zdarzało jej się uśmiechać, żartować, ale to wszystko wydawało sztuczne, wymuszone. Przebywajac jedynie we własnym towarzystwie, jeszcze bardziej uświadamiała się w tym, iż tak naprawdę udaje, że żyje.
- Chyba jednak spasuję, jeśli chodzi o jebnięcie się w łeb - pokiwała z wolna głowa, mrużac odrobinę oczy. Przynajmniej na ten moment spasuje. Nie wiadomo, jak będzie w przyszłości. Był to jeden, wielki znak zapytania. Skoro w ponad pół roku po katastrofie potrafiła się doprowadzić do takiego stanu, lepiej nie myśleć o tym, do czego jeszcze jest zdolna.
- Masz rację, ale nadal ktoś może ci na chama czytać przez ramię, jak przykładowo jedziesz autobusem czy tam nie wiem, metrem w Londynie. Przeszkadza ci to?
Założyła z góry, że Lydii zdarza się korzystać z transportu publicznego, a przy okazji przegladać różne opowiadania (może nawet te konkretne, zawierajace spora dawkę erotyzmu). Ona nie oceniała. Jeśli zaś chodziło o potencjalna publikę… na własna odpowiedzialność delikwent czyta wypociny, w końcu nikt mu nie każe patrzeć, prawda? A jeśli ktoś by ogladał typowa produkcję pornograficzna bez głosu, to też by było dopuszczalne? Czemu zawsze porusza się takie dziwaczne tematy, będac pod wpływem alkoholu?
Dobrze, że Lydia nie drażyła. Czasami z Aldridge potrafiła wyjść naprawdę konkretna emocjonalność, powiazana w dużej mierze z obiektem jej uczuć. Zazwyczaj tłumiła je za pomoca alkoholu i innych środków odurzajacych. Nie było tematu, tak? Niestety, ponoć musiała rozmawiać z ludźmi, dzielić się swoimi rozterkami, jakby to powiedział specjalista, który stwierdził u niej po katastrofie PTSD. Chciała udowodnić temu przemadrzałemu typkowi, że się myli, niestety, słabo jej to szło.
- Wykonalne? Sugerujesz, że chcesz spróbować?
Niewielki, pijacki uśmieszek został przygaszony przez niespodziewany zgrzyt, dochodzacy ze strony drzwi wejściowych. Rhea odwróciła automatycznie głowę w stronę źródła hałasu, unoszac brwi do góry. Może się przesłyszała?
- Nie ma kurwa mowy… - syknęła, podchodzac do regału, stojacego na końcu działu z erotykami. Zerknęła na przyciemnione pomieszczenie, zauważajac ruch kilkanaście metrów dalej. Posłała Lydii przelotne spojrzenie i ruszyła z miejsca, kierujac się w stronę drzwi wejściowych.
W końcu jej oczom ukazał się mężczyzna, ewidentnie starszy, odziany w brudne ubrania, targajacy ze soba wózek bez jednego kółka, w którym spoczywały przeróżne, metalowe części. Zatoczył się niebezpiecznie, jednak w porę złapał się za framugę drzwi, w drugiej dłoni ściskajac szklanka butelkę, opatrzona obdrapana etykietka. Jakim cudem dostał się do środka? Rhea przecież zamykała drzwi. A może tak naprawdę jedynie wydawało jej się, że je zamyka?
Nie mogła się za bardzo skupić na myślach, gdy do nozdrzy dotarła woń potu, mocnego alkoholu, brudu i zapewne innych rzeczy, o których lepiej się nie rozpisywać. Aldridge zmarszczyła odruchowo brwi, unoszac dłoń do twarzy. Okej, jej również zdarzało się roztaczać wokół siebie zapach gorzelni, ale to już przechodziło ludzkie pojęcie. Przeciętny menel we własnej osobie.
Bibliotekarka nabrała powietrza w usta (oddychajac tak właściwie przez skrawek bluzy, która po chwili przystawiła do nosa) i wstrzymała oddech, odsuwajac rękę od twarzy, wyrzucajac z siebie kolejno mało składne słowa.
- Robi pan w tył zwrot i wypad z rewiru. To jest posesja prywatna. A przynajmniej teraz jest, bo… jest noc i w ogóle, bo tak. Zamknięte.
Pijany pan w potarganej brodzie, z brudna czapka na głowie i mocno rumiana twarza zatrzymał wzrok na kobiecie. W końcu odezwał się zachrypniętym, niewyraźnym głosem.
- Ziesięć funtów.
Stał przed nia prawdziwy człowiek biznesu.
_________________



[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 7