Poprzedni temat «» Następny temat
Wesołe miasteczko
Autor Wiadomość
Astrid Bergley


Wysłany: 2017-09-28, 00:08   

Miała przeogromne szczęście. Widzac w jakim stanie niektóre osoby zostały transportowane do kartek, które na sygnale zaczęły zjeżdżać się już na miejsce, nie mogła uwierzyć, że jej samej nic się stało. To ona mogła znaleźć się na miejscu każdej z nich, a wyszła z tego bez żadnego nawet zadrapania. Niewiele osób mogło pochwalić się takim szczęściem.
Chwile błakała się po miejscu, w którym niegdyś stało wesołe miasteczko, mijajac przewalone konstrukcje atrakcji, na których jeszcze przed chwila bawiły się tłumy osób. Wszystko to wygladało jak scena z jakiegoś filmu katastroficznego. Nie wiedziała jaki film kręcony był akurat w Brentwood, ale jeśli właśnie taki, to filmowcy nie musieli nawet pozorować miejsca, po przejściu kataklizmu, wystarczyło wziać kamerę i nakręcić to miejsce. Dopiero telefon ze szpitala przywrócił ja na ziemię, sprawiajac, że przestała bez celu chodzić po pozostałościach wesołego miasteczka. No tak, podobny telefon otrzymał pewnie każdy pracownik szpitala, który nie znajdował się akurat na miejscu, w tym i Withinghall, który prędzej czy później pojawi się w szpitalu. Pytanie tylko, czy pojawi się jako jeden z tych gotowych nieść pomoc, czy tych, którzy tej pomocy potrzebowali. Wszystko było możliwe. Bergley postanowiła poszukać go jeszcze na miejscu, w razie gdyby wciaż się tutaj znajdował, poszukujac swoich synów, a podejrzewała, że tak właśnie postapi. Może akurat w panujacym wokoło zamieszaniu uda im się na siebie wpaść.
Nie zapominała także o Chesterze, co kilka metrów wołajac jego imię, z nadzieja, że gdziekolwiek się akurat znajdował, usłyszy. W pewnym momencie wydawało się jej nawet, że zobaczyła go siedzacego na przewalonym pniu drzewa, ale gdy podeszła bliżej, okazało się, że była to zupełnie inna, obca jej osoba, które jedynie wygladem przypominała Aldridge’a. Beznadziejnie czuła się z tym, że zostawiła go na karuzeli, a gdy już zreflektowała się i wróciła na miejsce, jego już nie było. Przez jej głowę już przewijały się najczarniejsze scenariusze, w których Chester skończył jak ci, którzy nie mieli tyle szczęścia i w stanie krytycznym zostali właśnie przewożeni do szpitala, do którego i ona powinna się wybrać, ale najpierw chciała odnaleźć przyjaciela. To z nim się tutaj wybrała, i to z nim chciała opuścić to miejsce.
- Chester! – w końcu go dostrzegła i zaczęła podażać w jego kierunku na tyle szybko, na ile pozwalało jej jedno dziecko, które trzymała na lewej ręce i drugie, które trzymało się prawej i usilnie próbowało za nia nadażyć. – Myślałam, że umarłeś! A gdybyś umarł, to musiałabym cię odratować, a potem osobiście pozbawić życia!
Uprzednio odstawiajac Bentley’a na ziemię obok jego brata, dosłownie rzuciła się Chesterowi na szyję, nie zważajac, że sam w jednej ręce trzymał dziecko, które chyba było zaginiona Blue, ale… first things first. Jęknał, gdy objęła go, opierajac swój ciężar na tym ramieniu, na którym nie trzymał dziecka. Odsunęła się i mrużac oczy przygladnęła się chesterowemu barku.
- Wyglada na zwichnięcie stawu ramiennego - powiedziała, ale widzac, jak na nia spojrzał, postanowiła wyjaśnić bardziej potocznym językiem. – Wybiłeś sobie bark.
Na szczęście wygladało na to, że oprócz wybitego barku oraz kilku innych mniejszych powierzchownych ran i zadrapań, nic poważniejszego mu nie dolega. Odetchnęła z ulga. – I znalazłeś Blue! - Teraz pozostało jeszcze odnaleźć Withinghalla i kogokolwiek, z kim dziewczynka zwana Blue była na festynie. – Właściwie czyje to dziecko?
_________________

    THEY SAY THAT THINGS JUST CANNOT GROW BENEATH THE
    WINTER SNOW, OR SO I HAVE BEEN TOLD. THEY SAY WERE BURIED
    FAR, JUST LIKE A DISTANT STAR I SIMPLY CANNOT HOLD.
[Profil]
 
 
Chester Aldridge








25

bileter w cineworld, alfons w kurniku miłości

leci na wszystkich

South - West Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam









Wysłany: 2017-09-30, 17:37   
  

  
Adonis Chester Aldridge

  
i've had one too many cigarettes burning up my lungs


Chester w sumie też miał szczęście. Badź co badź, nie został przygnieciony przez nic ciężkiego, pozbawiony którejś kończyny czy jakiejkolwiek innej części ciała, zmysłów czy sprawności. Nie umarł. Mógł się poruszać niemalże bezbłędnie, jedynym problemem było to odmawiajace współpracy ramię, które paliło żywym ogniem, ilekroć próbował wykonać nim jakiś ruch. Jednak patrzac na migajace w oddali światła karetki, przeszło mu przez myśl, że wyszedł z tego wszystkiego całkiem nieźle.
Również martwił się o Astrid. Jak tylko zauważył zagrożenie, zaczał uciekać w swoim kierunku, całkowicie zapominajac o przyjaciółce, która, jakby nie było, miała o wiele mniejsze szanse na przetrwanie tego wszystkiego bez żadnego uszczerbku na zdrowiu. Myśl o jej niskim wzroście oraz szczupłej budowie ciała wprawiała Chestera w lekkie podenerwowanie. Próbował nie wyobrażać sobie Bergley, przygniecionej przez jakaś ogromna maszynę czy zaklinowanej pomiędzy napierajacymi na siebie, dużymi elementami scenerii, bo przez to wszystko stawał się tylko jeszcze bardziej niespokojny. Ostatecznie jednak, kiedy dostrzegł swoja zaginiona przyjaciółkę w oddali, pozwolił sobie na głębokie odetchnięcie i szeroki uśmiech. Nic jej nie było. Żyła. Chester nie mógłby wyśnić sobie piękniejszych wieści.
Cierpliwie dał jej się uściskać, nawet nie kwestionujac jej wylewności (przez myśl by mu nie przeszło, że to wszystko przez tę sprawę z jej przełożonym i wyrzuty sumienia) oraz wydajac z siebie tylko jeden, jedyny jęk w momencie, gdy dotyk Astrid nadwyrężył jego uszkodzone ramię.
- Super - skomentował ponuro, patrzac na swój niesprawny bark, jak gdyby wszystko było jego wina. Mógł jakoś lepiej ułożyć się podczas upadku, idiota jeden. Miał szczęście, że Chester nie był na tyle nieuprzejmy, aby się go wyrzec, wtedy musiałby szukać jakiegoś innego naiwniaka, który chciałby takie nieznośne ramię.
- Jakiegoś Jaga - stwierdził kwaśno, po czym przewrócił oczami, jak gdyby chciał powiedzieć: nie pytaj, sam nic nie wiem. - Nieważne, zaniesie się ja do szpitala i tam ja ktoś odbierze. - Babcia, ciocia, wujek, tata, ktokolwiek. W szpitalu zawsze nagle odnajdywało się zagubionych krewnych. Przynajmniej na filmach. A, biorac pod uwagę niedawne tornado, które w Brentwood wręcz nie miało racji bytu, Chester podejrzewał, że znajdowali się w filmie.
Poprawił dziecko, które zsuwało mu się z biodra, a potem rozgladnał się dookoła. Nie dostrzegł ani jednej żywej duszy ani czegoś, co mógłby ukraść (skoro już zwichnał sobie ten bark, chyba mógł oczekiwać czegoś od życia, prawda?), więc ostatecznie przeniósł wzrok na Astrid i spojrzał na nia ponaglajaco.
- No, to... nie wiem idziemy? - Zmarszczył nos. To ona tutaj była medykiem, w zwiazku z czym powinna znać procedury postępowania w przypadku takiej sytuacji. Co mógł na ten temat wiedzieć ktoś, kto na co dzień zajmował się wkuwaniem pierdół na temat wszechświata i sprzedawaniem biletów w kinie? Był bezbronny. I w dodatku miał dziecko. Astrid bez dwóch zdań powinna przejać dowodzenie nad cała gromadka.
_________________
and i'm sorry i say 'fuck' too much
© okinnel
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 5