Poprzedni temat «» Następny temat
Bar
Autor Wiadomość
Niklas Eschenbach


Wysłany: 2018-07-29, 17:58   

Wypowiedzi Niklasa brzmiały jasno, z pozoru nie kryjac żadnych dodatkowych możliwości interpretacji jego słów. Pełne, skonkretyzowane, z reguły odpowiednio zabarwione emocjonalnie momentalnie wskazywały tor myślenia Eschenbacha. Żadnych trudności, domyślania się... Proste, prawda? Jednak gdyby tylko ludzie znali choć mała czastkę, zadziwiajaco płynnie pojawiajacych się i znikajacych w jego głowie, myśli, większość wypowiadanych przez niego słów byłaby dużo mniej oczywista. Uściślajac: ich ukierunkowanie i cel mógłyby być zastanawiajacy. Zwłaszcza, że Niklas świetnie wyłapywał wszystkie szczegóły pojawiajace się w zachowaniu innych i dokładnie wbijał je w otchłań własnego umysłu, nawet jeśli jego kolejne słowa zdawały się na to nie wskazywać. Nie robił tego jednak dla własnych korzyści, a przynajmniej nie całkowicie. Nieraz zdarzało mu się kierować rozmowę w bezpieczniejsze rejony, doskonale wiedzac, że nie był to odpowiedni moment na wnikanie w dany temat – dla obu ze stron. Niemniej zanotowanie tego w pamięci pozwalało mu wrócić do sprawy, gdy tylko uznał to stosowne, albo… nie powrócić w ogóle. Ta strona charakteru Niklasa prezentowała się całkiem dobrze, nie zawierała w sobie większych elementów manipulacji, co pozwalało wręcz uznać jego postępowania za całkowicie w porzadku. Jednak pozostawała druga część. Część, która nie każdy dostrzegał albo po prostu nie miał szansy, by to zrobić. W końcu czyż wymijajace odpowiedzi albo niezauważalna zmiana tematu nie były trochę niesprawiedliwe?
Jak zwykle lakoniczna w słowa odpowiedź Raya utwierdziła go w przekonaniu, że i tym razem nie będzie żadnych zastrzeżeń. Zgodził się. Nie dopytywał, nie kontynuował bawienia się w żadne nietypowe propozycje, nie wykazał się także dalszym zainteresowaniem. Dostrzegłszy to bez przejęcia, wzruszył odruchowo ramionami, samemu milknac. Niklasowi Ray przypominał zapałkę, która momentalnie się wypala, gasnac. Gdy coś przykuło jego uwagę, ogień wzniecał się, lecz nigdy nie trwał zbyt długo, bo nikt nie potrafił wystarczajaco długo podtrzymać iskry. Co za szkoda. W końcu ten ogień nie mógł jedynie palić.
Obrócił się w stronę półek z alkoholami, by wzrokiem szybko powędrować po etykietach. Wybrany przez Niklasa drink zawierał składniki, których nie używali na co dzień z wymienionego już wcześniej powodu – nie były one obecne w popularnie wybieranych przez klientów propozycjach. Klasyki schodziły w ilościach hurtowych, większe unikaty od czasu do czasu, lecz szczęśliwie widniały w asortymencie Varisty. Prawdopodobnie przez skłonność studentów do eksperymentowania, a by spełnić ich oczekiwania czasami trzeba było się czasami mocno napracować. Gdy tylko oczywiście miało się odpowiednie możliwości.
Niespiesznie oddalił się od Raya w celu wzięcia tego, czego potrzebował, by powróciwszy, zastał ciemnowłosego ponownie otoczonego jego własnościami. Słowo to mimowolnie przedarło się przez jego myśli, jednak zaraz poprawił je na mniej ubezwłasnowolniajace. Znajomymi. Tak, tak było dużo lepiej, choć nadal nie mógł pozbyć się nieprzyjemnego uczucia, jakie wywołało w nim to skojarzenie. Coś jak gdyby wewnatrz piersi widocznie alarmowało go, że nie wszystko było w porzadku. Tyle, że Niklas doskonale zdawał sobie z tego sprawę i teraz jedynie w ciszy przysłuchiwał się rozmowie, prowadzanej przez widocznie już pod wpływem alkoholu, czwórkę. Zabawa się rozkręcała i wygladało na to, że świętowanie zwycięstwa szło jak z płatka. Przynajmniej mieli co opijać.
Umysł Niklasa pewnie nadal spokojnie przerzucałby myśli, niejako umilajac mu tym samym pracę, gdyby ponownie nie usłyszał czegoś, co błyskawicznie wyrwało go z ram schematu. Nie podniósł jednak na nich wzroku, jedynie poczuł jak gdyby mózg wskoczył na intensywniejszy tryb pracy. Jessie został z Rayem, mimo że niekoniecznie było to spełnieniem jego marzeń, a wystarczył tylko jeden wyraz i znaczace spojrzenie ciemnowłosego. Cholerny lider. Na razie nie znajdował innego wytłumaczenia postępowania całej grupy, która na pierwszy rzut oka zadawała się działać według zasad Raya, choć… ten kuriozalnie nie wydawał żadnych rozkazów. Oczywiście wszystkie te słowa brzmiały dosyć dosadnie, lecz Eschenbach obawiał się, że wcale tak bardzo nie mija się z prawda. O ile można cokolwiek wnioskować po samym ich zachowaniu, w dodatku po zaledwie dwóch krótkich spotkaniach. Ta spostrzegawczość kiedyś mu mocno zaszkodzi. Tego zaczynał być powoli już pewien, zastanawiał się jedynie, kiedy odczuje skutki. I jak mocno.
Podsunał szklankę z gotowym płynem w stronę Ray'a, w tym samym czasie uważnie wysłuchujac słów Jessiego. W tej chwili słowo „uważnie” wcale nie traciło na znaczeniu, bo musiał się naprawdę mocno skupić, by w ogóle zrozumieć blondyna. Nie chodziło wcale o bełkotliwa mowę, ale o zadziwiajaco zmieniona składnie zdania, co na poczatku wywołało w nim zdziwienie, by potem mimowolnie parsknał śmiechem, gdy Jessie zakończył swój interesujacy wywód. Nie był to pierwszy raz, gdy słyszał nowe wersje gramatyki języka angielskiego, ale tym razem miał do czynienia z wybitnym specjalista od szyku wyrazów! I to w dodatku z ogromnym zamiłowaniem, jeśli potrafił poprzestawiać prawie każde słowo. Pewnie gdyby blondyn w czymś by mu się wcześniej naprzykrzył, słuchanie go mogłoby kwalifikować się jako katorga, aczkolwiek Niklas darzył go wstępna sympatia, dzięki czemu uśmiechnał się lekko w jego stronę, odpowiadajac na zadane pytania.
- Tamten uparty? – dopytał, a głowę obrócił w stronę dalszej części baru, by upewnić się, że brunet faktycznie zniknał. – Chyba postanowił wypijać nowojorskie drinki z kimś bardziej dogadanym albo… poleciał po słownik, by zaimponować mi kolejna swoja propozycja, kto wie – uznał nieco złośliwie, lecz nadal nie posunał się za daleko. Obrażanie kogoś za czyimś plecami jeszcze bardziej nie leżało w jego guście, zwłaszcza że Niklas tak delikatnie potraktował studenta nie dlatego, że nie potrafił inaczej. Zwyczajnie nie zamierzał okazywać mu wściekłości, gdy jeszcze na nia nie zasłużył. Choć prawdopodobnie mało kto chciałby uzyskać tę watpliwa przyjemność.
- Jak wszędzie – odparł z szerszym uśmiechem, bo ta składnia po prostu zwalała go z nóg. Nawet Niklas po przyjeździe tutaj mówił lepiej po angielsku niż blondwłosy w tym momencie, więc ciężko było pozostać kompletnie niewzruszonym. – Ale zawsze znajdzie się ktoś, kto zrobi na tobie pozytywne wrażenie, standard u ludzi – mówił dalej, by za moment zatrzymać na nim wzrok i dodać coś jeszcze. – W zasadzie zaproponowałbym ci kolejnego drinka, ale wydaje mi się, że wtedy nie moglibyśmy sobie dalej tak ładnie rozmawiać – skomentował, mimo że wszelkie konwersacje z barmanami i tak z reguły ucinały się błyskawicznie. Dlatego nie zaskoczyłoby go, gdyby blondyn nagle wyskoczyłby na parkiet, nawet mu nie odpowiadajac, lecz w tym przypadku wiedział, że tak szybko nie będzie. Najpierw zobaczy znak Raya, w końcu to on tu decydował. Eschenbach powoli uznawał to za pewność, mimo że dalej pełnił rolę „kogoś, kto będzie go obsługiwał”.
[Profil]
 
 
Ray Minyard


Wysłany: 2018-07-31, 12:14   

Nie odprowadził Niklasa wzrokiem, gdy ten szedł po alkohole. Nie patrzył mu też na ręce gdy przygotowywał jego zamówienie. Zreszta wcale nie musiał tego robić, bo błyskawicznie u jego boku znalazły się te same jednostki co zawsze, skutecznie skupiajace uwagę otoczenia właśnie na sobie.
Nie na milczacym Rayu.
Jedno słowo wystarczyło praktycznie zawsze. Minyard rzadko kiedy się powtarzał. Jeśli już, robił to głównie wtedy gdy miał nieco lepszy humor. Jeśli można go było w ogóle określić w podobny sposób. Gdy natomiast było z nim nieco gorzej...
Cóż, wtedy inni tym bardziej nie mieli ochoty się z nim spierać. Prawdopodobnie zawsze najgorszy był moment, gdy Raya zaczynały dopadać skutki odstawienia leków. Nic dziwnego, że Vance zawsze pilnował by mieć przy sobie jego medykamenty, a Nyles... Nyles dbał o inne rzeczy. Takie, które sprawiały że tak jak teraz Minyard wygladał na niezwykle wyluzowanego - nawet jeśli był to zdecydowanie inny rodzaj, niż ten który przychodził większości ludzi na myśl w pierwszym momencie. Nie polegał na błędnym wzroku, błogiej i niczego nieświadomej minie, ani zwyczajnym braku orientacji w sytuacji. Wygladał raczej jak rozleniwiona puma. Rozłożona nonszalancko na gałęzi drzewa z której obserwowała tłoczace się w pobliżu potencjalne ofiary. Łatwo byłoby wyobrazić sobie jej poruszajacy się powoli czarny ogon, zamykajace się od czasu do czasu łapy, a nawet przeciagłe ziewnięcie sugerujace bezgraniczny spokój. A jednak coś w jej ślepiach sprawiało, że wszystkie zwierzęta i tak obchodziły ja szerokim łukiem. Drobny element, który utwierdzał je w przekonaniu że wystarczył jeden niewłaściwy ruch, znalezienie się zbyt blisko, by puma przeistoczyła się w maszynę do zabijania.
Acz Rayowi bliżej byłoby prawdopodobnie do Samca Alfa wilczej watahy. Zamykajacego szyk i wiecznie czujnie obserwujacego czy nikt nie zagraża jego grupie. Odcięty od innych samotnik w grupie. Brzmiało jak paradoks, który pasował do niego doskonale.
Wystarczył ruch ze strony Niklasa, by ten spokojnie zwrócił się w jego kierunku i sięgnał po szklankę. Zamieszał nieznacznie płyn, nim uniósł go ku górze upijajac drobny łyk. Jessie posłał mu krótkie spojrzenie, zupełnie jakby przez chwilę oczekiwał od niego jakiejkolwiek reakcji. Nawet jeśli znał go na tyle dobrze, by wiedzieć że żadnej się nie doczeka, niezależnie od tego czy drink trafiał w jego gusta czy był zwyczajnie paskudny. Niezbadane były ścieżki Raya.
Załatwiłeś akcentem go? — zapytał rozbawiony chwiejac się nieznacznie na boki. Nie minęła nawet sekunda, nim przechylił się niebezpiecznie w lewo. Minyard posłał kuzynowi krótkie spojrzenie zupełnie jakby sprawdzał czy był to moment, w którym miał się odsunać i pozwolić mu runać na podłogę czy też zagrożenie zwyczajnie minęło. Ostatecznie nie musiał się niczym przejmować. Jessie odzyskał pion i przymknał powieki zadowolony z Bóg-wie-czego.
Ja to! To ja! — jego ręka wystrzeliła do góry na wspomnienie o pozytywnym wrażeniu. Ray w ostatniej chwili odchylił się gwałtownie w tył ze swoim drinkiem unikajac tym samym wytracenia mu szklanki z dłoni. Jego twarz ponownie zmieniła wyraz, choć Jess był tak wstawiony, że prawdopodobnie tylko Niklas mógł dostrzec minę wskazujaca na zastanawianie się czy powinien już złapać go za fraki i usadzić w miejscu jak rozbrykanego szczeniaka, czy dać mu jeszcze jedna szansę. Sam fakt, że nadal się zastanawiał świadczył dość wiele. Jakby nie patrzeć, nie był kimś kto czekał przed wykonaniem akcji. Działał błyskawicznie. Jak widać Jessie miał pod tym względem nieco więcej ulg niż inni.
Oww na twój koszt? Drinków odmawiam nie nigdy...
Żadnego alkoholu.
... Ray ale odmawia mnie... za... — burknał wyraźnie gubiac się we własnej konstrukcji zdania, nim w końcu wzruszył ramionami patrzac na kuzyna. Utkwił wzrok w trzymanej przez niego szklance, nie odezwał się jednak ani słowem. Minyard znał ten wzrok. Doskonale wiedział, że był swego rodzaju kontrola jak wiele czasu zajmie mu jeszcze sterczenie w miejscu, podczas gdy Vance i Nyles bawili się na parkiecie. Jak wielkim zaskoczeniem był zatem fakt, że ciemnowłosy wyraźnie nigdzie się nie spieszył, gdy upijał powoli drobny łyk po łyku, nawet nie patrzac w kierunku blondyna. Te powolne, niedostrzegalne dla większości tortury były jedna z rzeczy, które zawsze niezmiernie irytowały Jessiego. Zwłaszcza że nie zawsze potrafił stwierdzić czy jego kuzyn faktycznie czerpał z nich jakakolwiek satysfakcję. Nic nie frustrowało go bardziej niż konieczność odpuszczenia.
Za minut trzydzieści. Godziny do. Dwór na pójdę, powietrzem odetchnę.
Poeta zostanę.
Wal się Ray — patrzcie, jeśli chodziło o przeklinanie to pamiętał w jakiej kolejności wypowiadać słowa. Wyraźnie się obruszył po zwróconej uwadze i odwrócił w kierunku Eschenbacha zupełnie jakby to on w zaistniałej sytuacji był jego prawdziwym kumplem.
Pamiętam. Zapamiętam. Wrócę.
Wydajcie mu jakiś tomik, poważnie.
_________________
[Profil]
 
 
Niklas Eschenbach


Wysłany: 2018-08-01, 20:04   

Niklas nie potrzebował żadnych wyraźniejszych znaków, by rozpoznać najistotniejsze zasady panujace u Ray'a. Te, które widać od razu i rzucaja się w oczy niczym czerwone tabliczki ostrzegawcze. Nawet dla tych mniej spostrzegawczych niż on. W zasadzie nie dało się tego przeoczyć, można było jedynie źle zinterpretować. Polegajac prawdopodobnie na wierze, że wszyscy ludzie z natury sa całkiem podobni, różniac się jedynie niewielkimi cechami. Jakże mylne założenie. W końcu ta ogromna różnorodność zapewniała, że ludzie nigdy nie byli powtarzalni, zawsze zapadajac inaczej w pamięć. Zastosowanie słów "nigdy" i "zawsze" tutaj zdawało się nie być faktycznym nadużyciem, jak bywało w większości sytuacji, oraz nie dawało paradoksu, pomimo umieszczenia ich prawie obok siebie. Jednak czy w takim razie Niklas nie miał podobnie? Możliwe, że spora część pokusiłaby się o odpowiedź twierdzaca, bo brzmiałoby to całkiem oryginalnie, aczkolwiek Eschenbach raczej miał… pusta tabliczkę. To z reguły ani zachęcało ani zniechęcało, dopiero po wejściu głębiej pojawiały się kolejne znaki. Ciekawe, jakie oznaczenia znalazłby Ray.
- Mało kto lubi Niemców mówiacych po niemiecku – skwitował krótko pytanie Jessiego, a przynajmniej jego nieudolna próbę. Jak tak dalej pójdzie, to Niklas może mieć poważne problemy z utrzymaniem rozbawienia w ryzach, bo konstrukcje zdań Minyarda zaczynały być niebezpiecznie złe. Oczywiście, w pozytywnym tego znaczeniu, zwłaszcza przy stosunkowo niewzruszonym Rayu. Jego spokój wygladał z boku na zadziwiajacy, zupełnie jakby jego potrzeby kończyły się na milczacym piciu drinka i na niczym więcej.
Gwałtowność blondyna rozbawiła go jeszcze bardziej. Spojrzał na niego i pokręcił nieznacznie głowa po jego goracym zapewnieniu, niemniej nie obruszył się ani też nie potwierdził. Tylko pogodność, która biła z jego twarzy mogła sugerować, że w istocie była to prawda. Chociaż Jessie miał już tyle alkoholu we krwi, że i tak prawdopodobnie nie zwracał uwagi na podobne szczegóły, wtedy one nie liczyły się tak bardzo. W zasadzie… gdyby nie poetycka składnia blondyna, klasyfikowałby się on jako jeden z irytujacych klientów. Tak przynajmniej Niklas miał szansę posłuchać czegoś interesujacego, może nawet czymś się zainspiruje?
- Och, ale zostanie poeta może wcale nie jest takim złym pomysłem. Nawet jeśli wydaje się nie pasować do kariery zagorzałego sportowca – ocenił, bo jeśli Jessie zamierzał utrzymywać formę alkoholowej składni, to szanse na powodzenie były całkiem spore. Za minut trzydzieści. Godziny do. Dwór na pójdę, powietrzem odetchnę powtórzył Niklas w głowie nim ponownie parsknał śmiechem. W końcu jak tu zachować powagę, jeśli rzucano podobnymi tekstami? Nieudolne podrywy, głupie wywody, zwierzenia o pierwszej miłości… to nie ciekawiło go szczególnie, ale w tym przypadku nawet najprostsze zdania wypowiadane przez blondyna przybierały momentalnie niedorzeczne znaczenie. - Zyskałbyś więcej sławy jako wrażliwy poeta-gracz lacrosse. – Niklas widocznie rozluźnił się w rozmowie, zaczynajac udzielać dużo dłuższych odpowiedzi. Możliwe dlatego, że dialog rozgrywała się głównie między ich dwójka, a mało rozmowy Ray nie stanowił idealnego partnera do pijackich rozważań. Reszta za to szalała na parkiecie.
Chwila spokoju dana Niklasowi nie mogła trwać zbyt długo. Stad nic zaskakujacego, że dosłownie kilka sekund po odpowiedzi Jessiemu, ładna brunetka, z delikatnym makijażem okrywajacym jej twarz i uroczym uśmiechem na ustach, poprosiła go o wykonanie klasycznego Dry Martini. Zręczne dłonie Eschenbacha pewnie chwyciły za szkło, by następnie zmieszać gin i wermut w odpowiednich proporcjach. Do tego uwielbiana przez wielu oliwka, która wyjatkowo nie prezentowała się kiczowato i stanowiła już wręcz znak rozpoznawczy tego drinku. Po chwili Niklas podał kobiecie szkło, a ta podarowała mu wdzięczny uśmiech, a następnie odeszła, kołyszac lekko biodrami, w głab lokalu.
Tuż po tym Eschenbach ponownie napotkał wzrokiem postać Ray’a. Jak na zasadzie skojarzeń, jego głowa została rozświetlona kolejna myśla, której krótka analiza wcale nie odwiodła go od pomysłu. Szczególnie, że gdzieś w środku Niklasa nadal kryła się chłodna ciekawość. Dokładnie tak. Nie zapalczywa, pełna bezwiednych decyzji ciekawość, a jedynie jej rozważniejsza wersja, nie pozwalajaca sobie na same głupstwa. Pasowała ona idealnie do natury Eschenbacha.
- Skończyliśmy już na nietypowych propozycjach? – spytał w sposób, który utrudniał dokładnie rozczytanie sensu. Co zrobił umyślnie, dajac Rayowi ponownie wolna rękę. Mógł odpowiedzieć w sposób, który odpowiadał mu najbardziej; silac się na krótkie burknięcie albo może coś dłuższego; skupić się na dosłownej treści, a może wyciagnać bardziej ogólnej wnioski; pociagnać pytanie dalej albo zręcznie ukrócić konwersację. Robił to głównie z dwóch powodów. Po pierwsze ułatwiało mu uchronienie się przed niespodziewanymi reakcjami Ray'a, w końcu niczego wyraźnie nie proponował. Po drugie otrzymany odzew byłby idealna wskazówka tego, wokół czego kraża myśli ciemnowłosego i w jaki sposób odbiera jego słowa. Brzmiało trochę jak test, ale jeśli tak spogladać na sprawę, każdy w otoczeniu Eschenbacha natykał się na niego kilka razy. Czasami nie specjalnie, czasami wręcz odruchowo, w sposób umożliwiajacy danie drugiej osobie faktycznej wolności wyboru. Chociaż przez takie podejście, dystans, który wokół siebie wytwarzał, prezentował się zbyt wyraziście.
[Profil]
 
 
Ray Minyard


Wysłany: 2018-08-02, 14:59   

Blondyn ściagnał brwi wpatrujac się w niego z wyraźnym zaskoczeniem. Jak można było nie lubić Niemców mówiacych po niemiecku? Czy to miało w ogóle sens? Być może gdyby nie był wstawiony, synapsy w jego mózgu połaczyłyby się w odpowiedni sposób i podsunęły mu pomysł, że przecież Brytyjczycy potrafili być niezłymi rasistami (rzecz jasna nie tylko oni). Jeśli mieszkasz w Wielkiej Brytanii to mów po brytyjsku. Miało to swój sens, w końcu nie każdy obywatel miał obowiazek znać język cudzoziemców, co skutecznie utrudniało komunikację. Niestety w tym wypadku zwyczajnie mu to umknęło, a cała wypowiedź potraktował w bardzo dosłowny sposób.
Poważnie? Idiotycznie trochę brzmi to. Jakby tak... lub nie... bryt... brytyj... cy... — Jessie zaczał dukać coś pod nosem, aż w końcu jego słowa skończyły się zwyczajnie niedosłyszalnym, niezrozumiałym mamrotem. Wyraźnie próbował sformułować jakieś konkretne zdanie, lecz usta w końcu zaczynały poważnie odmawiać mu posłuszeństwa. Zrozumienie o co mu chodzi zdawało się graniczyć z cudem, biorac pod uwagę tak mała ilość przekazanych informacji.
Nie lubili Anglików mówiacych po angielsku — powiedział głośnym i wyraźnym, acz monotonnym głosem nie wskazujacym na jakiekolwiek zainteresowanie. Jessie momentalnie odetchnał jednak z ulga i kiwnał głowa z poważna mina.
Głupota — zaakceptował jedno wyraźnie najważniejsze w jego mniemaniu słowo, nawet nie patrzac w stronę Raya, zupełnie jakby wypowiedziane przez niego zdanie w rzeczywistości było jego własnym. Ciemnowłosy sam zreszta nie patrzył w jego kierunku, przez co ciężko było odnieść wrażenie jakoby faktycznie zgadzał się z opinia kuzyna. Łatwiej było uznać to za udzielenie mu mało znaczacej pomocy niż poparcie. W przeciwieństwie do niego, potrafił jeszcze dokonać odpowiedniej analizy, by zrozumieć podejście obu stron. Jednocześnie było to dla niego zbyt mało ważne, by opowiedział się po którejś z nich. Nie był to w jego mniemaniu zbyt interesujacy temat. Opinie innych rzadko kiedy miały dla niego jakiekolwiek znaczenie.
Gdy padła propozycja zostania poeta podczas kariery sportowca, Jessie nachylił się nagle nad barem, wskazujac palcem wprost na barmana.
Sobie kolego gerrrrabisz. Pracujesz pamiętaj napiwki na — dobra, zdecydowanie mu już wystarczyło. Nawet jeśli słuchanie go z boku mogło się wydawać zabawne, Ray zaczynał odczuwać skutki tego bezsensownego stania w miejscu. Przestapił z nogi na nogę, przesuwajac się jednocześnie nieco w stronę Jessiego, gdy jakiś zdecydowanie zbyt mocno wstawiony koleś, zderzył się z lada obok, próbujac przywołać do siebie Jacka. Nie musieli zreszta czekać zbyt długo, nim w zasięgu ich wzroku zjawiła się owa tajemnicza śliczna brunetka.
A może raczej w zasięgu wzroku jasnowłosego Minyarda. Drugi nie zwrócił na nia najmniejszej uwagi, co nie było zbyt zaskakujace. Blondyn z kolei posłał jej uśmiech, robiac nieco miejsca, przez co niemalże zetknał się ramieniem z Rayem. Drgnał nieznacznie, gdy dostrzegł, że ciemnowłosy kuzyn obserwuje go uważnie katem oka i przesunał się na powrót w stronę dziewczyny zwracajac mu tym samym jego przestrzeń osobista. Minyard powrócił do obserwowania sali. Jessie pozwolił sobie spojrzeć na biodra odchodzacej brunetki z nieznacznym rozkojarzeniem.
Z poczatku ciężko było stwierdzić czy w ogóle dosłyszał pytanie ze strony Niklasa. Być może wcale nie miał zreszta zamiaru na nie odpowiadać. Równie dobrze mógł po prostu odłożyć szkło i zniknać. Zdecydowanie byłoby to mocno w jego stylu. Nawet Jess przesunał kilkakrotnie skupionym wzrokiem pomiędzy barmanem, a kuzynem, szukajac jakiegokolwiek zaczepienia dla przewidzenia jego reakcji. Milczenie nadal jednak trwało. Westchnał cicho zrezygnowany zatrzymujac po chwili wzrok na pustej szklance w dłoni ciemnowłosego. Rzucił krótki uśmiech Niklasowi i ruszył bez słowa w stronę parkietu.
Zaraz po nim Ray odstawił szkło na ladę, nie odrywajac wzroku od pleców kuzyna.
Jeśli uznasz że jesteś w stanie zainteresować mnie czymś innym niż drinkiem spoza IBA, być może uda ci się zaczać — rzucił w końcu ledwo zwracajac głowę w jego kierunku. Zniknał w tłumie bez watpienia idac w ślad za Jessiem. Nie zamierzał spuścić go z oczu nawet na sekundę.
Odnalezienie Nylesa i Vance'a nie należało do najtrudniejszych, ale nie było też wybitnie łatwe. Zawsze wybierali za miejsce tańczenia miejsca bardziej bardziej na obrzeżach, by uniknać morderczego tłoku na środku klubu. Nieszczególnie interesowało ich wyrywanie kogoś na jedna noc czy przelizanie przypadkowej dziewczyny pod ściana. Ewentualnie chłopaka, gdyby tak wziać pod uwagę chętnego na eksperymentowanie w obie strony Hendersona. W końcu udało im się ich odnaleźć. Jessie momentalnie do nich dołaczył gibiac się na boki jak pingwin. Nic dziwnego, że Nyles zarżał jak koń pociagowy i zaraz wział go w obroty, idealnie wpasowujac się w rytm lecacej piosenki. Ray zajał miejsce pod filarem. Obserwował ich spokojnie z założonymi na klatce piersiowej rękami, nie interesujac się nawet cała reszta klubu. Jedyna większa doza aktywności z jego strony było zerknięcie w kierunku idacego w jego stronę niepewnym krokiem uśmiechniętego chłopaka i rzucenia krótkiego:
Zjeżdżaj — gdy znalazł się w zasięgu jego głosu. Ta krótka, pojedyncza uwaga całkowicie wystarczyła, by momentalnie zrzedła mu mina, gdy odwrócił się uciekajac tym samym w przeciwnym kierunku, pozwalajac Rayowi na dalsze obserwowanie własnej grupy.
_________________
[Profil]
 
 
Niklas Eschenbach


Wysłany: 2018-08-02, 22:08   

Cóż za wspaniała dedukcja, mój drogi Jessie pomyślał z rozbawieniem, zaczynajacym powoli graniczyć z zdziwieniem nad tym, jak w blondynie po alkoholu uruchamiała się poetycka strona. Szczególnie, że Niklas wystał trochę godzin przy barze i podobnego przypadku jeszcze nie spotkał. Jedynie zwykłe pijackie bełkoty, bez żadnej znaczacej treści. Nic co wbijałoby się w jego pamięć, unikajac tym samym uznania za nudne i powtarzalne.
- Głupota czy nie - bywa – odrzekł krótko, nie brnac głębiej w temat. W zasadzie jak zwykle przy rozmowach z klientami, bo tak bywało najbezpieczniej. Luźna wymiana zdań, bez rzucania opiniami czy wykłócania się o słuszność danej sprawy. Taka, która satysfakcjonowała każdego, choć wbrew pozorom nie rozchodziło się jedynie o dobro drugiej strony, a przynajmniej na pewno nie w przypadku Eschenbacha. Dzięki nim nie wychodził z pracy zmęczony kłótniami czy zażartymi dyskusjami na masę interesujacych watków, a umysł zdawał się być bardziej czysty i przejrzysty. Niezmacony mieszaniem się kogoś w prywatne sprawy mężczyzny. - Pamiętam przecież, a to były jedynie dobre rady z mojej strony. – Znowu bez zbędnego rozciagania się, precyzyjna i klarowana wiadomość. Zahaczajaca wprawdzie o lekka butę, jednak precyzyjnie wyważona, tak by nie przyprawiła ona Jessiego o obrazę czy chęć sprzeczki. Mógł sobie pozwolić na coś podobnego ze względu na ich druga wizytę Varisty, która wniosła jeszcze więcej informacji do umysłu Eschenbacha.
Cisza, która zapadła po jego pytaniu, nie rozproszyła go. Nie odebrała mu też pewności własnych słów i tego, czy był to dobry pomysł. Prawdopodobnie dlatego, że uwzględnił brak odpowiedzi jako jedna z możliwości i wcale nie jawiła się dla niego jako coś przykrego. Wbrew pozorom to i tak byłby kolejny sygnał. Mogacy wręcz całkiem ładnie pasować do całości układanki rozsypanej w jego głowie, o ile tylko udałoby mu się znaleźć odpowiednia interpretację takiego zachowania. Dlatego też ze spokojem odprowadził wzrokiem Jessiego, zauważajac jednocześnie silne skupienie Raya na blondynie. Nie opuszcza go na krok pomyślał, jednak zaraz jego umysł został zaskoczony informacja zwrotna od Raya. Ledwie dosłyszalna, brzmiaca wręcz jak niedbałe zakończenie sprawy, lecz nadal odpowiedzia. Eschenbach w ten sposób zyskał co najmniej dwie informacje: to, jak starszy Minyard zinterpretował jego pytanie i to, co się w nim zawarło. Zakatki jego mózgu rozświetliły się nagle mocnym światłem, by zaraz zgasnać, zostawiajac po sobie masę szczatkowych wniosków. Nie potrafił ich skleić od razu, lecz w niczym to nie szkodziło. Niklas znał siebie na tyle, by wiedzieć, jak działa jego myślenie i co soba reprezentowały poszczególne znaki. Może nawet zalazł tych kilka dla Raya.
Widzac, jak Ray i Jessie nikna w tłumie, Jack momentalnie znalazł się u boku Niklasa. Eschenbach podniósł na niego ciagłe wesołe spojrzenie, próbujac odgadnać, co mu chodziło po głowie i jaki potok słów zaraz opuści jego usta. W końcu chłopak nawet nie ukrywał, że kilka sekund ciszy po złapaniu uwagi bruneta, były jedynie bezpieczna granica na oddalenie się dwójki jeszcze głębiej w wnętrze lokalu, pozwalajac tym samym na pewność, że żaden z nich go nie usłyszy. Przez ten czas Jack trzymał w dłoni butelkę z szkocka whisky, a druga ręka opierał się o ladę baru niedaleko Niklasa. Wygladał na kogoś, kto właśnie był w trakcie przygotowywania jakiegoś drinka, a krótkie spojrzenie bardziej w lewo od razu przynosiło potwierdzenie tej informacji. Na blacie stały cztery szklanki typu old fashioned oraz charakterystyczny kształt szkła zawierajacego amaretto – wprawa barmańska Niklasa od razu podsunęła mu nazwę drinka wykonywanego przez Airly’ego. Jednak okazywało się, że były one mniej ważniejsze niż fakt, że Eschenbach właśnie został sam, opuszczony przez udajacych się na parkiet Jessiego i Raya. Ponownie nie umknał mu ten fakt, mimo że większość dopiero po słowach Jacka albo po dłuższej chwili zorientowaliby się, dlaczego Airly tak nagle oderwał się od barmańskiej roboty.
- Czemu ty jesteś ich ulubionym barmanem? Mnie nie chcieli, jakbym wykonywał jakieś gorsze drinki czy coś – stwierdził z widocznym wyrzutem w głosie, choć świecace iskierki w oczach jasno wskazywały na podtrzymujacy się świetny humor. Nawet po odrzuceniu przez wymagajaca czwórkę. Choć właściwie… przez Nylesa, to on okazał się być zagorzałym fanem Niklasa i jego barmańskich wdzięków.
- Złapali mnie pierwszego i już nie chce im się zmieniać. Wcale mi nie przykro – odparł, a dużo lepsze samopoczucie było od razu zauważalne. Zwłaszcza, że po odejściu danych klientów Niklasowi zdarzało się czasami momentalnie poważnieć, jak gdyby przed chwila rzeczywiście jedynie odgrywał rolę dobrego barmana. Jednak chodziło o coś bardziej subtelnego, a mianowicie o fakt, że dane emocje u Eschenbacha należało umieć podtrzymywać. Wyjatek stanowiły jedynie momenty, w których popadał w skrajności własnych odczuć. Wtedy zaledwie iskra potrafiła zaognić jego już i tak gwałtowny humor; w wersji optymistycznej okazywała się być to radość, w wersji pesymistycznej wściekłość.
- Niklas, jesteś okropny. Jeszcze dodaj jakieś niemieckie słówko, żeby mnie dobić, okej? – Jack westchnał znaczaco, jednocześnie powracajac do przygotowywania „Godfather”. Niklas roześmiał się na to krótko, wzruszajac ramionami. Leciutki ból głowy dobijał się z tyłu czaszki, niemniej jego samopoczucie znaczaco poprawiło się, tym samym nie wskazujac na całkowity krach tego dnia. Czasami niektórzy klienci Varisty nie byli tak dobijajaco głupi, całkiem pocieszajace uznał po chwili i choć jego mina po chwili przybrała neutralny wyraz, ukryta wesołość gdzieś kryła się w tęczówkach Niklasa.
[Profil]
 
 
Ray Minyard


Wysłany: 2018-08-03, 14:36   

Mrygajace wielokolorowe światła, huczaca muzyka i dzikie tańczace tłumy. Dla jednych podobne widoki stanowiły podstawę wszelkiej rozrywki, dla innych z kolei były powodem do odczuwania wiecznego psychicznego zmęczenia. Mimo to obie strony potrafiły się tu znaleźć z własnej woli. Ciężko było stwierdzić czy Ray należy do którejkolwiek kategorii, balansuje pomiędzy nimi, a może siedzi we własnej pod tytułem "Jest mi wszystko jedno, mam to w dupie" (acz ostatnia wersja brzmiała bardzo prawdopodobnie). Ludzie podskakiwali wesoło w miejscu, raz po raz wyjac w rytm piosenek, nawet jeśli ich głosy nikły w wszechobecnym hałasie, a jedynym skutkiem takiego zachowania miało być zdarte na następny dzień gardło.
Podczas gdy trójka chłopaków bawiła się na parkiecie, od czasu do czasu odcinajac jedynie pojedyncze nieco bardziej natarczywe po alkoholu jednostki, Ray cały czas stał nieruchomo pod filarem. Być może właśnie jego zamknięta postawa i znudzony wzrok sprawiały, że praktycznie nikt nie miał szczególnej ochoty na zagadywanie go i namawianie do tańca. Jedynie zbłakana owca w postaci rudowłosej dziewczyny zatrzymała się na chwilę po jego prawej szczebiocac coś wesołym, uroczym tonem. Dopiero kiedy nie odpowiedział na piate pytanie z rzędu, posłała mu smutny, acz nieco zrezygnowany wzrok. Nawet nie próbowała już więcej zwracać na siebie uwagi Minyarda. Odwróciła się powoli i ruszyła w stronę swoich koleżanek, rzucajac chłopakowi ostatnie niepewne spojrzenie na odchodne, zupełnie jakby miała nadzieję, że zmieni zdanie.
Co za szkoda.
Przesunał kciukiem po dolnej wardze, widzac jak Nyles patrzy w jego stronę i schodzi z parkietu, by oprzeć się nonszalancko obok niego. Przez chwilę wygladał jakby zamierzał rzucić jakimś kompletnie idiotycznym tekstem w stylu typowego alvaro "Cześć przystojniaku, jesteś tu sam? Chcesz się zabawić?". Wystarczyło jednak jedno spojrzenie ze strony Minyarda, by porzucił swój idiotyczny pomysł, postukujac jedynie rytmicznie stopa w podłogę.
Nie chcesz potańczyć? — zapytał nieszczególnie spodziewajac się jakiejkolwiek odpowiedzi. Można by wręcz pokusić się o nazwanie go pytaniem retorycznym. W końcu gdyby Ray chciał cokolwiek robić, już dawno byłby na parkiecie. Stali w milczeniu przez około półtorej minuty, aż do końca lecacej piosenki. Dopiero wtedy pozostała dwójka postanowiła do nich dołaczyć. Vance spojrzał na Raya i przekrzywił głowę w bok.
Dwór?
Kiwnał krótko głowa w odpowiedzi. Bez większego problemu wydostali się na zewnatrz, choć idacy z przodu Jessie i Vance zataczali się nieznacznie to w jedna, to w druga stronę. Całe szczęście wygladało na to, że wzajemne otaczanie się ramionami i tak pozwalało im na niwelowanie większości skutków własnego pijaństwa.
Vance omiótł wzrokiem otoczenie. Pora była już na tyle późna, by praktycznie nie było kolejki. Pojedyncze osoby kręciły się przy wejściu, acz zdecydowana większość kierowała się w stronę przystanku autobusowego lub akademików. Zajęli miejsce pod ściana, gdzie ciemnowłosy Minyard momentalnie wyciagnał fajki, podajac jednego z papierosów Jenkinsowi. Henderson przykleił się do kapitana drużyny z błagalnym spojrzeniem.
Vance kochanie, daj buszka.
Chyba cię popierdoliło.
No weź tylko jednego, malutkiego, nawet nie zauważysz — wtulał się w niego coraz bardziej, szarpiac nieznacznie jego ramieniem na boki. Czarnowłosy podniósł w końcu rękę i położył ja płasko na jego twarzy, odpychajac w tył.
Nie znaczy nie.
Ich kłótnia trwała jeszcze około minuty, nim w końcu zwyzywał go na kilka sposobów podajac mu papierosa. Zadowolony Nyles wział rzecz jasna trzy buchy, nie jednego, uznajac że należy mu się za całe to dzielne wojowanie i zarobił od Jenkinsa krótkie uderzenie w twarz.
Debile — skomentował Jessie stojac po lewej stronie kuzyna, czym gwarantował sobie całkowite ominięcie dymu papierosowego. Tak długo jak ten nie zamierzał dmuchać mu nim w twarz. Ray spojrzał na niego krótko, nie wypowiadajac żadnego słowa. Blondyn z poczatku ignorował niema uwagę. Dopiero po chwili pokręcił nieznacznie głowa na boki.
Nic mi nie jest, powietrze działa cuda. Możemy zaraz wracać do klubu na druga rundę.
To wystarczyło, by ciemnowłosy odwrócił się w przeciwnym kierunku. Nyles jęczał jeszcze blisko przez minutę masujac obolała kość policzkowa, podczas gdy Vance w spokoju dopalał swojego papierosa. Oba pety wyladowały ostatecznie na ziemi, gdzie palacy zgasili je butem, zaraz ruszajac na nowo cała grupa w stronę baru.
Ochroniarz zerknał na nich kontrolnie, zupełnie jakby oceniał ich stan, ostatecznie najwyraźniej nie uznajac by prezentowali się aż tak źle. Mimo że Nyles właśnie śpiewał na cały regulator "Llama in my living room" wykonujac przy tym jakiś przedziwny taniec nadajacy mu wygladu machajacego łbem gołębia, a prawe oko nieznacznie mu podpuchło. Może był przyzwyczajony do podobnych zachowań, a może po prostu wystarczyło mu że pozostała trójka sprawiała wrażenie ogarniętych. W końcu w każdej grupie trafiała się jednostka ze spierdoleniem umysłowym.
Łup.
Henderson wpadł z hukiem na bar pomiędzy dwójkę spożywajacych spokojnie alkohol studenciaków, tuż naprzeciwko swojego ulubionego barmana, wyciagajac do niego rękę jak jakiś Hamlet.
You are the music in meeeee — czy Nyles właśnie wpadł na genialny pomysł śpiewania Nilasowi High School Musical?
Niech go ktoś powstrzyma zanim zmieni się w drugiego Zaca Efrona. Chyba nie trzeba było wspominać, że śpiewał wręcz tragicznie i przypominał właśnie zarzynanego łosia?
_________________
[Profil]
 
 
Niklas Eschenbach


Wysłany: 2018-08-03, 21:33   

Założenie, że tym razem świętujaca czwórka sportowców nie pojawi się jeszcze kilka razy przed jego oczyma, zostało błyskawicznie skreślone z chwila, gdy Nyles bez oporów władował się przed ladę baru centralnie tuż przed nim. Huk temu towarzyszacy, a następnie głośny śpiew dodatkowo utwierdził go w przekonaniu, że jego oddany fan był całkiem nieźle wstawiony. Jak miło, że w tym upojeniu alkoholowym przynajmniej nadal pamiętał, kogo ochrzcił mianem swojego ulubionego barmana. Może z tego powodu Niklas uśmiechnał się nieznacznie, słyszac jego pokaz umiejętności wokalnych, nawet jeśli w istocie wypadł on… dosyć marnie, delikatnie rzecz ujmujac. Towarzyszyło temu poczucie jakby doskonale wiedział, że wkrótce to nastapi i jedynie czekał na nylesowy powrót w wielkim stylu. Możliwe, że Henderson przez własna gadatliwość i otwartość zdradził na tyle informacji, że Niklas podświadomie uznał to za pewnik albo po prostu znajoma twarz wydała się jemu umysłowi przyjemniejsza niż kolejne, nieznane rysy innych? Eschenbach nie analizował tego, jedynie uznał za czysty fakt, bez żadnego opakowywania w większe komentarze. Wbrew pozorom świat bruneta wcale nie opierał się wyłacznie na zimnej logice oraz wnioskowaniu - raczej klasyfikowały się one jako wstępne drzwi do całej reszty. Reszty, która im prowadziła dalej w głab, tym okazywała się jeszcze bardziej poplatana i zagmatwana, zupełnie niepodobna do wszystkiego prezentowanego na poczatku. Jednak, choć mogło to zabrzmieć całkiem gorzko, wstępne drzwi czy ewentualny przedsionek wystarczały w większości sytuacji.
- Mam nadzieję, że znasz tylko ten wers – odrzekł po kilku sekundach, w duszy modlac się o odpowiedź twierdzaca. Polubił Nylesa, ale jeśli ten zaraz zacznie mu wyśpiewywać całe High School Musical, porzadnie nadszarpnie jego barmańska cierpliwość i pozytywne nastawienie do jego osoby. Chociaż bardziej prawdopodobne, że zaraz któryś z ich grupy odpowiednio go uspokoi – Niklas wstępnie obstawiał za Jessiem, bo to z nim rozmawiał najwięcej i to w sposób całkowicie przyjacielski. Nawet bez wpływu znacznych ilości alkoholu, co zauważył, gdy za pierwszym razem zabrnęli pod bar. Vance wygladał na mocno zdystansowanego, a Ray nadal widniał w jego głowie z etykietka „milczacy lider”, choć również z otwarta karta. W zasadzie… dopełnianie informacji zaczał sam Niklas, wykorzystujac podsunięty przez grupę temat przekonania ciemnowłosego do czegokolwiek. Czy Eschenbach zakładał, że był w stanie wymyślić coś godnego uwagi starszego Minyarda? Raczej skłaniałby się ku odpowiedzi „nie wiem”. Nie dlatego, że nie miał pewności co do własnych pomysłów, a prędzej z faktu, że Ray aktualnie prezentował się prawie całkowicie anonimowo. Trójka mężczyzn zyskiwała większe niż on rozeznanie w podejściu do niego, przecież przebywali z nim na co dzień; Niklas strzelał także, że już od dłuższego czasu, sadzac po ich wspólnych dialogach. Aczkolwiek czysto teoretycznie na tym mógł polegać cały myk, może tamci patrzyli na niego przez pryzmat własnych doświadczeń? Brunet teraz podchodził do niego zdecydowanie chłodno, dużo chłodniej niż do reszty, co nie było trudne do zauważenia. Niemniej mogło nie rzucać się to tak w oczy, bo inne nastawienie w stosunku do Raya wydawało się wręcz niewłaściwe. Niebezpiecznie niewłaściwe.
- Macie zamiar przepić chęć śpiewania? Albo może wasza wygrana była na tyle powalajaca, że wymaga ona jeszcze intensywniejszego świętowania? – wyszedł sam z propozycja niczym dbajacy o interesy barman. Bardziej spostrzegawczy dostrzegliby wyraźna zmianę w zachowaniu Niklasa, który usunał lekko na bok utrzymywany stale dystans i brak większych oznak zainteresowania. Trudno by było oczekiwać od niego jakichś długich wywodów, jednak sam fakt zaczepienia czwórki mówił sam za siebie. Dosyć szybko jak na niego, aczkolwiek możliwe, że zaciekawienie nimi zwyczajnie wyciagało z niego większa chęć rozmowy. Poza tym znajomi klienci, to bezpieczniejsi klienci. Wiedział przynajmniej na co się pisze już od poczatku.
Rzucił wzrokiem na przybyła czwórkę, mimowolnie zatrzymujac się dłużej na Rayu. Sylwetka mężczyzny nie zdradzała niczego przydatnego, niczego ponad to, co opuściło dobrowolnie jego usta lub zostało zauważone od razu przez Niklasa. Brak żadnych podpowiedzi. Nawet dla bystrzejszego umysłu bruenta, który przy odpowiednim skupieniu potrafił dostrzec i doskonale zinterpretować naprawdę wiele znaków. Tu jednak nie miał ułatwionej sprawy. O jego umysł ponownie obiło się hasło „nietypowa propozycja”, jak na przypomnienie, mimo że żadnych oświadczeń nie złożyli i sprawę można byłoby gładko pominać. Też opcja do wykorzystania - zawsze warto trzymać drzwi bezpieczeństwa. Nie trzeba jednak wspominać, że przenikliwe osobowości z reguły miały niezdrowa tendencje do podejmowania niemych wyzwań. Wyzwań tylko dla nich. W końcu skoro tak wiele osób było dosyć przewidywalnych, mniej standardowe przypadki przedstawiały się zadziwiajaco kuszaco. Eschenbach nie był wyjatkiem, choć coś go hamowało. I to hamowało całkiem skutecznie.
[Profil]
 
 
Ray Minyard


Wysłany: 2018-08-17, 11:51   

Skarbie, dla ciebie mogę odstawić cały repertuar nawet z podziałem na role. Jestem zarówno zajebista Gabriella Montez, jak i Troyem Boltonem — puścił mu oczko, kręcac nieznacznie biodrami przy wspomnieniu dziewczyny odgrywanej przez Vanessę Hudgens w popularnym High School Musical. Choć rzecz jasna już ta kilkusekundowa popisówka doskonale świadczyła o tym, że było mu daleko zarówno do ten pierwszej, jak i drugiego.
Wygladało jednak na to, że reszta albo była już całkiem przyzwyczajona do jego wybryków, byli zwyczajnie wstawieni albo nieszczególnie interesowały ich śpiewy ze strony kumpla. Stali gdzieś za jego plecami rozgladajac się jedynie na boki. Vance zagadywał od czasu do czasu Raya, który odpowiadał mu półsłówkami, badź całkowicie darował sobie otwieranie ust. To Jessie jako pierwszy zmusił go do wypowiedzenia całego zdania, acz patrzac po minach obu chłopaków, był to i tak dialog czysto informacyjny, nie zawierajacy w sobie większego nakładu emocjonalnego.
Nyles wybuchł śmiechem słyszac o przepiciu chęci śpiewania.
Była absolutnie obłędna, Kociaku. Co nie zmienia faktu że niektórym już na dziś wystarczy — nachylił się bliżej barmana puszczajac mu oczko z szelmowskim uśmiechem. I bynajmniej nie chodziło mu o jego samego. Jessie przechylił się właśnie w bok, opierajac ramieniem o nieustannie gadajacego Vance'a.
Weź się... Vancezamknij, zdawało się mówić jego spojrzenie, gdy westchnał ciężko po raz kolejny słuchajac przeprowadzonej przez niego analizy meczu. Ray patrzył gdzieś w tłum nie zwracajac na nich najmniejszej uwagi, nawet jeśli to do niego kierowane były słowa czarnowłosego.
Skoro cię to nie interesuje to się nie wtracaj, Jess — obrócił głowę w jego kierunku, znajdujac się niebezpiecznie blisko jego twarzy. I choć w mieście wypełnionym osobami o przeróżnej orientacji, wiele osób mogłoby uznać kilkucentymetrowa odległość pomiędzy nimi za niebezpieczna sytuację o sporym podtekście, ich wzrok ciskał gromy. Zza pleców nie wyskoczyła żadna zapalona fanka homoseksualizmu, by popchnać ich ku sobie z okrzykiem "Now kiss!". I dzięki bogu, bo zapewne nie skończyłoby się to uśmiechem na czyjejkolwiek twarzy.
Ray zerknał na nich katem oka, gdy Nyles cofnał się od lady i momentalnie przypadł do Jessiego obejmujac go rękami w pasie z głośnym jękiem.
No wiesz co kochanie, zostawiam cię na dwie minuty, a ty już mnie zdradzasz? — zapytał z wyrzutem, jakby nigdy nic całujac blondyna w policzek. Ten momentalnie stracił zainteresowanie wcześniejsza potyczka, by wydać z siebie dźwięk wypełniony obrzydzeniem i uderzyć Hendersona z łokcia w brzuch.
Weź spierdalaaaaj — jęknał żałosnym tonem, pocierajac policzek dłonia. Zarazki Nylesa pewnie zdażyły już weżreć się w jego skórę. Co jeśli zarazi się homoseksualizmem? To że jego kumpel lubił wszystko co wiazało się z męskimi tyłkami, nie znaczyło że Jessie był taki sam. Wygladał teraz jak kupka nieszczęścia. Co ten alkohol robił z ludźmi. Henderson natomiast rozcierał bolace miejsce ze szklacymi się oczami.
Czuję, że jutro bardziej niż kac będa mnie męczyć siniaki, które mi nabiliście.
Czasem jesteś naprawdę przeuroczy gdy zapominasz o tym co cię czeka, Nyles. Bo chyba nie uważasz, że odpuszczę ci jutrzejszy trening?
... nie. Oczywiście, że nie... — z pewnościa zapomniał. Mimo że rozmawiali o tym może z godzinę wcześniej. Mimo że Vance nie odpuszczał im takich rzeczy od lat. Mimo że było to bardziej oczywiste niż fakt, że zaraz ponownie padnie na ladę przed Niklasem, błagajac o drinka.
Co zreszta rzeczywiście zrobił.
Chociaż ty mnie rozumiesz w tej okrutnej bandzie!
Jessie przewrócił oczami, gdy stanał tuż za nim z pozostała dwójka.
Dla mnie coś owocowego, masz wolna rękę. Dla Raya jakieś dobre whiskey z lodem, a dla Nylesa Dry Martini.
Dla Vance'a to co wcześniej.
Dzięki, Ray — rzucił chłodno z nieznacznym przekasem na cała tę jakże jawna demonstrację zignorowania jego osoby przez blondyna, który wzruszył jedynie ramionami w odpowiedzi.
_________________
[Profil]
 
 
Niklas Eschenbach


Wysłany: 2018-08-17, 22:42   

Odpowiedź Nylesa zupełnie nie usatysfakcjonowała Niklasa. W końcu wypowiadajac własne słowa łudził się, że zamroczony alkoholem umysł mężczyzny wyczuje wyraźna sugestię z jego strony, ale... skadże znowu. Dostał wręcz przeciwny sygnał, świadczacy, że Henderson był niebezpiecznie wielkim fanem High School Musical. Nie miał nic przeciwko upodobaniom innych, głównie z powodu niedostrzegania sensu w zapobieganiu o sprawy niezwiazanych z nim ludzi, ale jeśli Nyles chciał utrzymać dobre wrażenie, lepiej by nie zaczał śpiewać. Dobrego wrażenia nie da się ugrać usłyszał w głowie własne stwierdzenie, jakby mózg postanowił na zasadzie skojarzeń ponownie przywołać je do jego świadomości. Była to prawda, a przynajmniej częściowo. Przecież można dopasować mimikę, słowa, ruchy, ale zawsze będzie dało się dostrzec nieprawdziwość działań gdzieś w kacikach oczu. Wcześniej czy później.
- Nie, wiesz, chyba podziękuję – odparł dyplomatycznie, a kręcenie tyłkiem przez Nylesa zdawało się być tylko wyraźnym potwierdzeniem słuszności jego decyzji. Ciemnowłosy po alkoholu stawał się istna bestia, podrywajaca wszystko i wszystkich. Niklas miał to nieszczęście, że wpadł mu w oko, zostajac tym samym obdarowanym nie tylko jego towarzystwem, ale i reszta paczki. Nie przeszkadzało mu to szczególnie, bo było zabawnie. Przynajmniej dopóki Nyles mocno nie przesadzi. Lepiej by nie, choć jego następny pomysł zaczynał się o to ocierać. W końcu… kociaku? Uniósł brwi w wyraźnym zaskoczeniu, by następnie parsknać cicho śmiechem. Jak widać Henderson nie planował tracić na formie i tylko się rozkręcał.
W milczeniu słuchał ich intensywnej wymiany zdań, w całej sytuacji wyjatkowo oszczędzajac słowa. Co po części wcale nie zadziwiało, bo zachowanie pijanej grupki można by uznać za nietuzinkowe przedstawienie. Dla Eschenbacha kwalifikowało się ono gdzieś ponad standard, a jednocześnie gdzieś poniżej irytacji, co pozwalało mu na bezstresowe obsługiwanie czwórki. Albo po prostu to zróżnicowanie charakterów z Rayem na czele sprawiło, że nie uznał ich za kolejna bandę sportowych świrów.
Typowo to Nyles ponownie zwrócił się w stronę Niklasa, który dla reszty grupy był traktowany tak jak powinien – jako barman. Ciemnowłosy jedynie wychodził poza schemat, wypróbowujac na nim swoje podrywy. Może gdyby nie miał chłopaka jeszcze zyskałoby to jakieś uzasadnienie, ale w obecnym położeniu wypadał dosyć słabo.
- W porzadku – odparł krótko, niemniej dobry humor wręcz zmusił go do dodaniu kilku pozostałych wyrazów. - Ciekawe, czy przyjdziecie tu znowu po drinki. Zakładam, że nie. – Jednak myślał tak nie dlatego, że uważał ich za wystarczajaco mocno wstawionych, ale czyżby Vance nie miał w planach jakiegoś treningu? Brak umiaru w piciu w takim razie byłoby kompletna porażka, a czwórka wyrażała (przymuszone czy też nie) ogromne oddanie lacrosse.
Pochwyciwszy za odpowiednia butelkę z napisem, jego umysł ponownie został zaatakowany fala myśli. Drinki nie musiały wiele mówić o człowieku, w końcu to jedynie alkohol, aczkolwiek mogły dawać pewne wskazówki. Zwłaszcza gdy następowała pewna zauważalna schematowość. Jessie i Nyles trzymali się przeróżnych pozycji, Vance trwał we własnej trzeźwości, natomiast Ray z pozoru oddawał się smakowi whisky. Fakty te niczym dane z komputera schowały się w pamięci Eschenbacha, by następnie zniknać - mózg obijał teraz jedynie echo treści zamówienia. Tyle na dzisiaj, Niklas.
- Niklas, chodź tutaj, bo znowu cię wołaja, wybrańcu. – Usłyszał nagle znajomy głos Jacka, gdy nalewał whisky do szklanki przeznaczonej dla Raya. Nie krzyczał, bo znajdował się naprawdę blisko niego. Uniósł wzrok na postać chłopaka, próbujac ocenić sytuację i o co dokładniej może mu chodzić. Nigdy nie miał szans na nudę, nie tutaj. Nie zajęło mu wiele czasu zidentyfikowanie, kto również życzył sobie jego barmańskiego towarzystwa, siedzacy zaledwie stołek od czwórki. Jeden ze znajomych z uniwersytetu posyłał mu słaby uśmiech, gdy napotkał spojrzenie Eschenbacha, a palcami postukiwał w ladę.
- Chwila – padła odpowiedź, niezawierajaca żadnego westchnięcia poirytowania czy złości. Nawet jeśli oznaczało to dla Niklasa zwiększenie uwagi na kolejna osobę. Na życzenie. Nowych barmanów przynajmniej tak nie rozrywaja na wszystkie strony, nie wiedzac, czego się spodziewać. Może brunet powinien zmienić pracę? O ile byłoby to takie proste i miałby w ogóle chęć zajać się poszukiwaniem nowego źródła utrzymania. Tak się niestety składało, że ta pozycja nie widniała w pierwszej dziesiatce rzeczy do wykonania w najbliższym czasie.
- Proszę bardzo. Nie pijcie za szybko, byłaby szkoda. – Skończył robienie drinków, a następnie podsunał je w stronę grupy mężczyzn. Zgodnie z jego przewidywaniami już tutaj nie wróca po ich wypiciu, ale nieszczególnie zatrzymywał się dłużej nad obstawieniem, czy faktycznie miał rację. Nie robiło mu to różnicy, a raczej nie aż takiej. Ostatecznie na alkoholu kończyła się jego rola, czyż nie?
- Tak? – posilił się jedynie na tyle, przesuwajac lekko w lewo, by być naprzeciw znajomego studenta. Dzięki Varisty kojarzył więcej twarzy szkoły wyższej w Essex niż mógłby sobie kiedykolwiek wyobrazić, choć niektóre znajomości nie kończyły się jedynie na procentach w napojach.
- Lód z whiskyzażyczył sobie mężczyzna, specjalnie przeinaczajac słowa. Co zaraz zreszta potwierdził. - Tak, lód z whisky, bo jutro muszę być idealnie czysty, a potrzebuję to opić. Niklas nie skomentował tego słynnym po jednym drinku nic ci nie będzie, bo w sumie nie istniała pewność. Jedynie przytaknał, nie ciagnac tematu dalej, mimo że pewnie wypadało mu to zrobić. Nie wiedzac nawet, która jest godzina, bo w barach zawsze minuty mijały za szybko.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 5