Poprzedni temat «» Następny temat
Domek #3
Autor Wiadomość
Theodore Reynolds
[Usunięty]

Wysłany: 2017-08-22, 21:19   

W sumie bardzo szybko okazało się, że z jego planu nic nie wyszło. Niby nie znali się długo, ale Sam od razu go przejrzał i zauważył, że coś było nie w porzadku. Albo to po prostu Theo ani trochę nie potrafił ukrywać swoich prawdziwych emocji. Od zawsze wiedział, że jest beznadziejnym aktorem, nie miał jednak pojęcia o tym, że aż tak i że kiedykolwiek tak bardzo będzie tego żałował. Teraz ta zdolność bardzo by mu się przydała, bo naprawdę nie chciał martwić chłopaka. Domyślał się, że Samuel będzie sadził, że to wszystko jego wina, a to przecież zupełnie nie o to chodziło. Theodore powinien pomyśleć o tym wcześniej zanim zdecydował się na to, by zachować się tak jak się zachował.
Nie zamierzał dalej leżeć do niego odwrócony, skoro Samuel zaczał temat. Nie chciał, by chłopak szedł spać ze świadomościa, że coś zepsuł, a Reynolds się teraz na niego denerwował. Niby nie wiedział za bardzo, co mu powiedzieć, ale musiał zrobić cokolwiek, bo naprawdę nie chciał, by tak to między nimi wygladało. Szczerość była podstawa, ciagle sobie o tym przypominał, ale niełatwo było mu mówić o tym, co go gryzło. Wydawało mu się to niesamowicie głupie, choć Sam pewnie nie nazwałby tego w ten sposób. Był dobry i kochajacy, a w zamian dostawał coś, na co zupełnie nie zasługiwał. To nie powinno tak wygladać i Theo nie chciał, by tak było. Właśnie dlatego powoli odwrócił się, chociaż nie spojrzał na swojego chłopaka, tylko od razu schował głowę w jego klatce piersiowej. Potrzebował chwili na to, by ogarnać swoje myśli i podjać jakaś decyzję.
To nie o ciebie chodzi — odpowiedział w końcu, odsuwajac się nieznacznie, tak by Sam mógł go usłyszeć. To była pierwsza rzecz, która musiała zostać powiedziana, bo ostatnim czego pragnał, to aby Abbott wciaż uważał się za winnego. — W sensie, w pewnym sensie tak, ale nie na takiej zasadzie, że to twoja wina — dodał, wzdychajac ciężko. Spojrzał na chłopaka przelotnie, ale szybko odwrócił wzrok, speszony. Bał się mu spojrzeć w oczy, bo czuł się jak największy idiota na świecie. — A to co mnie dręczy, to… no nie wiem, to jest strasznie głupie. — zaśmiał się nerwowo, myślac jedynie o tym, że najchętniej gdziekolwiek by się schował. — Bo wiem, że nie robiliśmy jeszcze takich rzeczy, w sensie, wiesz jakich, co nie? I dzisiaj, w sumie sam nie wiem, co chciałem osiagnać, ale ty w sumie powiedziałeś, że możemy iść spać i wtedy pomyślałem, że… może w ogóle nie chcesz? Że nawet jakbym ja chciał, to może ty… — nie był w stanie dokończyć, za bardzo się zestresował. Po chwili schował twarz w dłoniach, biorac głęboki wdech. Musiał się uspokoić.
 
 
Samuel Abbott
[Usunięty]

Wysłany: 2017-08-23, 10:27   

Trzeba przyznać, że chłopak nieźle go zaskoczył swoimi słowami i przez moment Samuel nie bardzo wiedział co ma mu powiedzieć, jedynie leżał, gładzac ostrożnie jego plecy. Nie chciał powiedzieć niczego, co mogłoby źle zabrzmieć, ale nie chciał również, żeby jego milczenie zostało źle zrozumiane przez Theo. Musiał więc coś powiedzieć, ostrożnie dobierajac słowa.
- Nie, to nie tak, Theo. - pogłaskał go po policzku, widzac, że chłopak unika patrzenia na niego. Za bardzo się wstydził, widział to, ale musieli jakoś przebrnać przez ta rozmowę: była ważna. Jedna z ważniejszych rozmów, jakie ze soba odbyli, a przynajmniej takie miał wrażenie Abbott. - Nie robiliśmy tego jeszcze i właśnie dlatego nie chciałem na Ciebie naciskać. Żebyś nie pomyślał sobie, że... że zależy mi tylko na tym. Bo tak nie jest. Zależy mi na tobie, nie na tym, żeby zaciagnać Cię do łóżka. Co nie znaczy, że nie chcę się z toba kochać. - zakończył łagodnie, wtulajac nos w jego włosy i zamruczał w nie cicho, nie chcac się odsuwać od chłopaka. Chciał go uspokoić przytulaniem, głaskaniem i całusami. Jakoś musiał, prawda? Nie mógł pozwolić na to, żeby Theo się tak zamartwiał, zwłaszcza, że tak naprawdę nic złego się nie stało. Samuel czuł się zobowiazany, by go jakoś pocieszyć, ale nie był pewien czy jest na dobrej drodze... miał jednak nadzieję, że tak i że uda mu się uspokoić Reynoldsa, chociaż nie miał jakiejś wielkiej wprawy w rozmowach na takie tematy. - Chciałbym, naprawdę. Jeśli będziesz gotowy. Nie chciałem po prostu żeby wyszło na to, że cokolwiek na tobie wymuszam. - ujał jego podbródek w dłoń i pocałował go czule w czoło. - Przepraszam, jeśli wygladało to tak, że... że Cię nie pragnę. To nieprawda. Pragnę. I chciałbym się z toba kochać, jeśli tylko ty też będziesz tego chciał.
 
 
Theodore Reynolds
[Usunięty]

Wysłany: 2017-08-24, 21:07   

Gdy tylko Samuel zaczał mówić, Theo uznał, że dobrze zrobił, mówiac mu o swoich watpliwościach. Gdyby tego nie zrobił, nie usłyszałby tych wszystkich słów, a w tym momencie i w tej sprawie były one jak najbardziej potrzebne. Od razu stał się spokojniejszy, chociaż musiał przyznać, że ta rozmowa nie była dla niego najbardziej komfortowa. Ciagle starał się schować swoja twarz w koszulce chłopaka, ponieważ był pewien, że gdyby na niego spojrzał, spłonałby żywcem, a tego zdecydowanie nie chciał. Bardzo możliwe, że tego typu rozmowy powinny wygladać zupełnie inaczej, ale Reynolds niewiele był w stanie poradzić na swój brak doświadczenia, który sprawiał, że miał ochotę nie tylko się ukryć, ale także wybiec z tego pomieszczenia i nigdy więcej nie wracać. Trzymał się jednak dzielnie i nie wykonał żadnego ruchu w stronę jakichkolwiek drzwi, które sprawiłyby, że nie musiałby się z tym wszystkim mierzyć.
Uh, w porzadku — było pierwsza rzecza, która powiedział, kiedy tylko Sam skończył mówić. Nie wiedział, co innego mógłby mu przekazać, przynajmniej póki co. Na razie cieszył się tylko z tego, że wciaż miał go blisko i że Abbott nie pozwolił mu zasnać te kilka minut temu. Gdyby to się stało, jutrzejszego poranka Theodore miałby pewnie ogromne wyrzuty sumienia, przez co ich wyjazd straciłby na swojej wartości. — W sensie, teraz nie chcę tego jeszcze robić czy coś. Ale na pewno chciałbym kiedyś, jeżeli ty też chcesz. Możemy… no nie wiem, małymi kroczkami czy coś — wydukał, majac wrażenie, że ostatnie zdanie, które wypowiedział, nie miało żadnego sensu, jeśli chodziło o gramatykę, ale nie zamierzał się tym już przejmować. Był wystarczajaco rozstrojony, nie potrzebował dodatkowych zmartwień. — Dziękuję — powiedział po dłuższej chwili ciszy. — I przepraszam. Nie powinienem tak robić — dodał, czujac, że to coś, co Samuel powinien usłyszeć. Theo czuł się już mniej głupio, ale nie zmieniało to faktu, że popełnił bład, a przed tym nie zamierzał się wzbraniać albo udawać, że nic się nie stało. Powinien bardziej ufać swojemu chłopakowi, a nie się przed tym ukrywać. I choć to wiedział, wciaż zdarzało się, że zachowywał się zupełnie inaczej.
Rozluźnił się i odetchnał, dzięki czemu jeszcze bardziej mógł cieszyć się tym, że Sam znajdował się obok niego, w dodatku tak blisko. Nie wierzył, że naprawdę jakoś przez to przebrnał. Jeszcze kilka miesięcy temu był pewien, że gdyby doszło między nim a kimkolwiek do takiej rozmowy, na pewno nie doszłoby do jej końca, a w sumie z Samuelem poszło bardzo łatwo. W każdym razie łatwiej niż sadził.
 
 
Ivy Scheller









23

próbuje w paznokcie

i szuka bratniej duszy

Southend

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Phoenix, Dale, Dayami



Wysłany: 2018-09-23, 22:35   
  

  
Ivy Scheller

  
every bunny needs some bunny sometimes


/po wszystkim! + ciuszek

Czy może istnieć lepszy sposób na pożegnania lata, niż urzadzenie imprezy w domkach na plaży? Zdaniem Ivy Scheller - definitywnie nie. To znaczy, w domkach nie będa spędzali aż tak dużo czasu, taki był przynajmniej plan, bo cała ekipa chcieli urzadzić ognisko na plaży, choćby mieli się kulić i tulić pod kocami. Ivy jednak zdecydowanie bardziej wolała śpiewanie i tańczenie, i och, o północy mogli nawet ściagnać z siebie ciuchy i wskoczyć do morza - co jej matka skwitowałaby zapewne oburzonym ja nie będę biegać z toba po żadnych lekarzach, ale na szczęście wszystkich, pani Scheller nie było w pobliżu i absolutnie nie miała tego widzieć. Było za to mnóstwo innych ludzi. Większość z nich Ivy znała, ale też, jak zawsze, pojawiły się jakieś nowe, z czym ona sama absolutnie nie miała żadnego problemu. Uwielbiała przecież poznawać nowych ludzi! Zwłaszcza w takich okolicznościach - mieli alkohol, kolorowe cukierki i mnóstwo pozytywnej energii. Najbardziej było jej szkoda tego, że Yevtsye nie mogła tu z nia być, miała jednak swoje sprawy i Ivy w zupełności to rozumiała. Nancy i Mandy pewnie nikt nawet nie zaprosił, bo wszyscy dobrze wiedzieli, że zabawy w piasku, włosy śmierdzace dymem z ogniska, a potem ciśnięcie się w dziesięć osób w jednym domku, totalnie koedukacyjnym i z łazienka ograniczona do koniecznego minimum to nie ich świat. No cóż, przewaga Ivy polegała na tym, że nie dość, że miała to wszystko gdzieś, to po prostu uwielbiała się bawić i mogła to robić niemal z każdym. Tak, jak teraz, siedziała przy ognisku ze swoim kumplem Eddie'm i próbowali upiec na kijach wielkie, słodkie pianki. To obowiazkowy punkt każdego ogniska, zaopatrzyli się więc w dwie paczki, rozkoszowali się lekkim stanem upojenia, który dopiero zaczynał pojawiać się w ich głowach po wypiciu kilku piw, i płomieniami, które buchały prosto w rozgwieżdżone niebo, posyłajac snopy iskier, przy których Ivy piszczała radośnie, i do tego bez przerwy chichotali z Eddie'm, choć właściwie sami nie wiedzieli, z czego. Po prostu dobrze się bawili. Niech lato wie, że było im z nim dobrze, i niech w przyszłym roku przyjdzie do nich z pełnym zapałem!
_________________

You like my hair? Gee, thanks, just bought it
[Profil]
 
 
Mavourneen Shiveley








19

studentka, dorabia w antykwariacie

nie umie w miłość

East Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam

Wysłany: 2018-09-26, 23:38   
  

  
Mavourneen Shiveley

  
i think that all i need is a little love


Gdyby ktoś jeszcze kilka godzin temu zapytał Mavourneen, czy istniał lepszy sposób na pożegnanie lata, niż impreza w domkach na plaży, na pewno wymieniłaby przynajmniej dziesięć rzeczy, które w jej mniemaniu brzmiały o niebo bardziej obiecujaco. Ogladanie serialu, spacer nad rzeka, czytanie ksiażki, całodobowe leżenie w łóżku i nicnierobienie, wieczór z krzyżówkami, wielkie sprzatanie, pójście na jakiś cudowny koncert fortepianowy... No, to siedem rzeczy, ale na pewno byłaby w stanie wymyślić jeszcze trzy, co do tego nie istnieja żadne watpliwości. W każdym razie, w normalnych okolicznościach impreza na pewno byłaby ostatnia z możliwych do rozważenia opcji. I to z jednego, zupełnie prostego powodu - Mav po prostu się na tych rzeczach nie znała. Nigdy nie brała udziału w żadnej poważnej zabawie; wszystkie osiemnastki koleżanek, które już były na tyle uprzejme, aby ja zaprosić, opuszczała przed dwudziesta druga, nie chcac zostać wciagnięta w żadne imprezowe szaleństwo. Nie nadawała się do tego, a wpojona niechęć do alkoholu tylko potęgowała wrażenie, jakoby kompletnie odstawała od towarzystwa. I właściwie niespecjalnie jej to przeszkadzało - miała mnóstwo powodów, aby siebie nie lubić, a nieuczęszczanie na imprezy mogło być co najwyżej ostatnim z nich. Tym razem jednak było trochę inaczej, ponieważ tamtego dnia odbyło się pierwsze integracyjne spotkanie ludzi, którzy, tak samo jak ona, wybrali psychologię. Ludzi, z którymi prawdopodobnie miała widywać się przez kilka kolejnych lat, uczęszczajac na te same zajęcia czy męczac się z tymi samymi, niezrozumiałymi zagadnieniami. Nic więc dziwnego, że, gdy po kulturalnym spotkaniu w jednej z miejscowych kawiarni, jedna z dziewczyn rzuciła pomysł dołaczenia do imprezy, która miała miejsce na plaży, Mavourneen się zawahała. Z jednej strony wszyscy byli na tyle dojrzałymi ludźmi, że powinni zrozumieć, ale z drugiej... nie wycofał się nikt. Nikt. A jej w jakiś sposób zależało na ich opinii.
Postanowiła, że pójdzie. Po prostu, żeby posiedzieć i porozmawiać, może nawiazać jakaś nowa znajomość. Nie zamierzała się upijać ani siedzieć tam nie wiadomo jak długo. To tylko przyjacielskie spotkanie, myślała, próbujac powstrzymać się od paniki. Przecież nie wleja mi alkoholu do gardła siła.
- A więc mówisz, że jeszcze nigdy się nie upiłaś?! - A może jednak wleja.
- No jakoś... nie było okazji - mruknęła i wzruszyła ramionami, dyskretnie rozgladajac się na boki. Wyatt, nowy znajomy, który przygarnał ja pod swoje skrzydła, wyraził swoje zdziwienie tak głośno, iż Mavourneen podejrzewała, że teraz nawet mewy wiedziały o tym, jak nierozrywkowe było jej życie. Na szczęście jednak, kiedy taktycznie rozejrzała się w poszukiwaniu jakichś zaskoczonych spojrzeń, nie natrafiła na żadna parę rozbawionych oczu. Bogu dzięki.
- Niee no, coś ty. - Wyatt wygladał na szczerze zaaferowanego ta sprawa. - Przecież musimy coś z tym zrobić! - Mav przymknęła oczy i uśmiechnęła się lekko, potrzasajac głowa.
- Wiesz, ja chyba nie...
- Znasz Ivy? - Problem z Wyattem polegał na tym, że był tak energiczny, że nie szło go przegadać. - Ivy to super laska, imprezowy zwierzak, ona zna się na wszystkim i na STO PROCENT znajdzie coś, co by ci smakowało. - Zanim zdażyła otworzyć usta, aby zaoponować, Wyatt chwycił ja za rękę. Dobrze, że pogoda nie sprzyjała na tyle, iż przed wyjściem z kawiarni wsunęła na dłonie rękawiczki. W przeciwnym wypadku od razu wyszarpnęłaby się z uścisku i od razu uciekła gdzieś daleko, daleko. - Chodź, poznam cię z nia. Lubi malować paznokcie i Enrique. Znasz Enrique? - zapytał, a ona pokręciła głowa, niepewna o co w ogóle chodziło. Towarzystwo było urocze, naprawdę, ale zaczynała watpić, czy którykolwiek z jej nowych znajomych był w pełni władz umysłowych. Może psychologia była jakaś próba pomocy samemu sobie? To miałoby sens.
Kiedy Wyatt ciagnał ja przez plażę w poszukiwaniu niejakiej Ivy, Mavourneen notorycznie rozgladała się na boki w poszukiwaniu pomocy. Niestety wygladało na to, że o tej porze nie było już żadnych ratowników.
- Ivy! - krzyknał Wyatt i energicznie pomachał wolna ręka. Shiveley zmarszczyła brwi, próbujac dostrzec tę słynna super laskę, która znała się na piciu i jednocześnie zastanawiajac się nad tym, czy może ona byłaby w stanie ja uratować. - Mam nowicjuszkę! - zawołał jeszcze, a Mavourneen prawie spaliła się ze wstydu. Boże, musiała jak najszybciej stad uciec.
_________________
breathing gets hard to do,
my lungs go black and blue, my heart breaks into two. i'm stuck in space and time, i live a lonely life, i’m trying to survive.
[Profil]
 
 
Ivy Scheller









23

próbuje w paznokcie

i szuka bratniej duszy

Southend

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Phoenix, Dale, Dayami



Wysłany: 2018-10-26, 17:57   
  

  
Ivy Scheller

  
every bunny needs some bunny sometimes


Ivy Scheller, choć sama była prawie taką attention whore, jak Amanda Oakley, no i totalnym imprezowym zwierzakiem, to miała jednak na tyle otwarty umysł, że potrafiłaby zrozumieć pewne rzeczy. Jak to, że ktoś nie lubi wychylać się przed szereg i woli nie skupiać na sobie uwagi innych. Albo jak to, że ktoś ma inne zainteresowania, i woli wybrać się na koncert fortepianowy niż na imprezę z ogniskiem na plaży (chociaż dla niej ognisko na plaży to byłą naprawdę jedna z piękniejszych rzeczy, jakie w ogóle istniały). Naprawdę potrafiłaby to zrozumieć, przyjąć do wiadomości i uszanować. Najpiękniejsze przecież w ludziach jest to, że są niezwykle różnorodni, że mają inne zainteresowania i charaktery, że każdy się czymś wyróżnia, a poznawanie każdego po kolei to niekończące się pasmo nowych wrażeń i ekscytujących doświadczeń. No cóż, gdyby Mavourneen pisnęła jej chociaż słówkiem, że chyba wolałaby nie pić, to Ivy pewnie całkiem szybko skapitulowałaby w przekonywaniu jej. Może powiedziałaby to tylko jedno piwo, przecież się nim nie upijesz albo to jak nie chcesz alkoholu, to możesz wolisz cukierka?, a potem wsunęłaby jej delikatnie do dłoni kolorową tabletkę exstasy, która miałaby pewnie jakiś fancy kształt... No cóż, pewnie tak. To całkiem możliwe. Tyle tylko, że jak na razie, to Ivy nie usłyszała od Mavourneen ani słowa, za to Wyatt i jego energia dały się poznać już z daleka.
Różowowłosa odwróciła się od ogniska, jak tylko usłyszała, ze ktoś ją woła, a na widok kolegi szarpnęła Eddie'go za ramię, by zwrócić jego uwagę, wsadziła mu patyk ze swoją pianką w rękę i ruszyła w stronę Wyatta i dziewczyny, która mu towarzyszyła.
- Cześć! - przywitała się z chłopakiem radośnie, ściskając go mocno, dokładnie tak, jak zawsze. Zauważyła, że on i jego koleżanka trzymają się za ręce, co mogła oznaczać, że łączy ich coś więcej - miała zatem nadzieję, że z tego powodu dziewczyna nie znielubi jej od samego początku. Oczywiście Ivy wcale nie była naiwna, dobrze wiedziała, że ludzie, których relacja wcale nie dąży w romantycznym kierunku, też trzymają się za ręce, a nawet się przytulają i całują, ona sama przecież nierzadko tak robiła ze swoimi przyjaciółmi, no ale cóż, czasami jej się wydawało, ze Wyatt, choć bardzo go lubiła, był troszkę bardziej prostolinijny i pewne rzeczy dla niego oznaczały tylko jedno. Ale może się myliła? W końcu to wrażenie pojawiało się tylko czasami, a ten typ znacznie częściej mocno ją zaskakiwał. - Nowicjuszkę? Jak to? - otworzyła szeroko oczy, wodząc wzrokiem od jednej twarzy do drugiej, bo nie do końca zrozumiała, o co chodzi. Uznała jednak, że warto byłoby się przywitać. Wyciągnęła dłoń w stronę dziewczyny, uśmiechając się do niej szeroko i uroczo. - Jestem Ivy - rzuciła krótko.
- Mav... urnyn - podejrzewam, że skoro niedawno się poznali, to Wyatt też miał jeszcze drobne problemy z jej imieniem - jest trzeźwa jak niemowlak. Musisz ją ochrzcić - rzucił do Ivy z przekonaniem. Scheller zaśmiała się i potrząsnęła głową. Naprawdę, chodziło tylko o to, że zabrakło im alkoholu? Niedoświadczone pierwszaczki. Dobrze trafili, Ivy z towarzystwem zawsze przecież poratują.
- Och, zaraz coś znajdziemy! A chcecie pianki? - spytała, skoro Eddie już pofatygował, by do nich dołączyć, a jej pianka wciąż tkwiła na końcu patyka. Ivy wyjęła go z rąk chłopaka i podsunęła Mav piankę. - Proszę, poczęstuj się, są pyszne. Chodź ze mną - skinęła głową, wskazując Mav kierunek, w którym powinny się udać. Wyatt i Eddie zostali pochłonięci już swoją rozmową, pewnie obmawiając jakieś niezwykle ważne męskie sprawy, na temat których przynajmniej Ivy nie miała zielonego pojęcia. To tak, jakby ona zaczęła im tłumaczyć, czym się różnią tipsy od żelów i akrylów. No nic by nie pojęli, a pewnie nawet nie potrafiliby tak dobrze udawać, jak ona. Postanowiła zatem zostawić ich samych, a Mav zaprowadzić na chwilę do ich domku, bo tam w turystycznej lodówce (jednej z wielu) był alkohol, którym mogła ją poczęstować. Były pewnie kolorowe drinki w małych buteleczkach, mocniejsze alkohole, jak wódka i tania whisky, i pewnie jakieś wina, no i przegląd piw - od kraftowych pszenicznych i podpalanych, przez najtańsze sikacze w puszkach, po te, które smakowały jak owocowe soczki i wchodziły zdecydowanie zbyt dobrze, więc człowiek nawet nie orientował się, kiedy był już po zabawie. Shiveley zdecydowanie znajdzie tam coś dla siebie.
_________________

You like my hair? Gee, thanks, just bought it
[Profil]
 
 
Mavourneen Shiveley








19

studentka, dorabia w antykwariacie

nie umie w miłość

East Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam

Wysłany: 2018-11-04, 00:02   
  

  
Mavourneen Shiveley

  
i think that all i need is a little love


Różowowłosa dziewczyna i jej milczący kumpel na pierwszy rzut oka wydawali się całkiem zwyczajni. Na pewno, siedząc spokojnie przy ognisku i przygotowując sobie pyszne pianki, nie przypominali typowych imprezowych zwierzaków. No, na pewno nie w porównaniu do grupki jakichś dziewczyn, które, wywijając do jakiejś dziwnej, elektronicznej muzyki, znajdowały się tak blisko morza, iż z każdym przypływem fal ich buty trochę tonęły w białej, pienistej wodzie. Co prawdopodobnie dla nich, sądząc po ich głośnych krzykach, było bardzo radosne, ale ilekroć taka Mavourneen zerkała w ich kierunku, przeżywała mini zawał. Bo co, jeśli któraś wypije trochę więcej i stwierdzi, że fajnie byłoby popływać, a potem wejdzie do wody i już nigdy z niej nie wyjdzie, bo będzie na tyle pijana, że po prostu zapomni jak się pływa? I co, jeśli kolejnego poranka w Essex News pojawi się wzmianka o nastolatce, która zaginęła po tym, jak weszła do morza pod wpływem alkoholu? I co, jeśli za dzień albo dwa pojawi się kolejna informacja, tym razem o wyłowieniu z morza ciała jakiejś młodej dziewczyny? Przecież tutaj czyhało tyle zagrożeń, zwłaszcza że o tej porze plaża wcale nie była bardzo zaludnionym miejscem. Mogło się przydarzyć wszystko, dosłownie wszystko, więc jakim cudem ludzie jeszcze znajdywali w sobie siłę oraz odwagę na to, aby próbować dobrze się bawić?
W każdym razie Shiveley na pewno byłaby bardzo szczęśliwa, gdyby ktoś powiedział jej, że Ivy nie miała zamiaru wciskać jej niczego na siłę. Chociaż ten fragment o ecstasy można by pominąć, bo gdyby Mavourneen wiedziała, iż taka możliwość w ogóle istniała, uciekłaby stamtąd szybciej niż zdołałaby policzyć, ile ludzi w ciągu całego jej życia wypowiedziało jej imię poprawnie. I z pewnością przestałaby uważać tę niziutką dziewczynę o miłej twarzy i różowych włosach za nieszkodliwą.
Na razie jednak panna Scheller zrobiła na Mavourneen bardzo dobre wrażenie - wyglądała zupełnie normalnie, miała ładny, przyjazny uśmiech i nie wydawała się pijana - więc Shiveley tymczasowo przełożyła swoje plany ucieczki. Tymczasowo.
W chwili, gdy Ivy rozłożyła ramiona, aby zgarnąć Wyatta do cieplutkiego uścisku, dłoń Mavourneen wreszcie została uwolniona. Chociaż właściwie to nawet nie zwróciła uwagi na to, że nowy kolega trzymał ją za rękę przez cały ten czas. Dopóki nie czuła jego dłoni bezpośrednio przy swojej, mogło tak być. Ich skóry się nie stykały, bakterie i zarazki nie emigrowały z jednej osoby na drugą. Wszystko było w porządku.
- Hej - przywitała się i posłała jej lekki, nieśmiały uśmiech. Poznawanie nowych ludzi zawsze wywoływało w niej jakiś strach. Tym razem nie było inaczej. - Mavourneen - przedstawiła się, gdy złapała dłoń Ivy i delikatnie ją uścisnęła. Szeroki, cieplutki uśmiech, którym obdarzyła ją Ivy sprawił, że strach nieco stracił na sile.
Już miała zaoponować i wtrącić się z własnymi odczuciami odnośnie sprawy, którą Wyatt tak bardzo się przejął, lecz wtem do ich trójki doszedł Eddie i świadomość dodatkowej pary oczu, która zapewne zaczęłaby ją świdrować, gdyby zabrała głos, skutecznie zamknęła jej usta.
Uśmiechnęła się, kiedy Ivy podsunęła jej piankę. Z jednej strony odmowa byłaby niegrzeczna, ale z drugiej - niegrzecznie byłoby zabierać jej coś, co sama sobie przygotowała i najprawdopodobniej chciała skonsumować, więc ostatecznie, nie wiedząc co zrobić, szybko pozbyła się jednej rękawiczki i zdjęła piankę z patyka.
- Dziękuję - tylko tyle udało jej się powiedzieć, bo Ivy od razu ruszyła w drogę. I co prawda Mav nie miała pojęcia, gdzie zamierzała iść, ale jej towarzystwo chyba wprawiało ją w mniejsze zakłopotanie, niż towarzystwo Wyatta, więc po prostu posłusznie poszła za dziewczyną. - Właściwie... - zaczęła niepewnie. - Jeśli idziemy szukać czegoś tylko dla mnie to nie musimy się w ogóle fatygować, bo nie mam ochoty pić - uff, i nawet przyznanie się do tego faktu przed Scheller było mniej skomplikowane niż przed Wyattem. Może dlatego, że Mavourneen pozwoliła sobie założyć, iż taka przyjazna, spokojna osoba nie będzie próbowała namówić jej do walenia wódy. - Ale mogłybyśmy na przykład... powiedzieć Wyattowi, że się napiłam - zaproponowała cicho, jako że nie bardzo wiedziała, jaka relacja łączyła tę dwójkę. Jeśli Ivy była jego bliską przyjaciółką, na pewno nie chciałaby go okłamywać. A to zaś utrudniałoby Mavourneen sprawę.
_________________
breathing gets hard to do,
my lungs go black and blue, my heart breaks into two. i'm stuck in space and time, i live a lonely life, i’m trying to survive.
[Profil]
 
 
Ivy Scheller









23

próbuje w paznokcie

i szuka bratniej duszy

Southend

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Phoenix, Dale, Dayami



Wysłany: 2018-11-28, 21:42   
  

  
Ivy Scheller

  
every bunny needs some bunny sometimes


Gdyby Ivy i Mavourneen mogły zajrzeć nawzajem do swoich głów, to chyba obie bardzo ciężko by to zniosły. Owszem, Ivy może była póki co spokojna, ale właściwie na tańcu zabawa się nie kończyła, przecież takie urocze rzeczy, jak ognisko i pianki z przyjacielem były też superkowe. Nie oznaczało to jednak, że być może później nie dołączy do tancerek. Moczenie stópek w wodzie też mogłoby być super! W świetle gwiazd i księżyca, a potem suszenie ich i grzanie nad ogniskiem, totalnie to czuła. Oczywiście pani Scheller nie byłaby zadowolona, bo zapewne Ivy złapałaby potem potężne przeziębienie, ale dobra zabawa i szaleństwa ostatnich względnie ciepłych nocy zdecydowanie były tego warte. Nieważne, że gdyby nie ciepło ognia, już trzęsłaby się z zimna. Bez ryzyka nie ma zabawy. Jak można zwracać uwagę na te wszystkie niebezpieczeństwa, skoro i tak nie ma się na nie wpływu? Człowiek nie ustrzeże się ich, nieważne, jakby chciał, a takie stresowanie się wszystkim nie wychodzi. Nawet w pokoju bez klamek można zrobić sobie krzywdę.
- Nie ma za co! - machnęła ręką, bo pianek mieli jeszcze pod dostatkiem, nie było więc problemu, by upiekli sobie następne - nie tylko ona i Eddie, ale także Wyatt i Mav. Kiedy jednak blondynka szła za Ivy do domku i po raz kolejny zabrała głos, Scheller zwolniła i spojrzała zaskoczona na nową koleżankę. Nie w stylu co ty odwalasz, powariowałaś do końca?, ale raczej było to przyjazne zaciekawienie. W końcu nierzadko pojawiał się ktoś w ich wieku, kto przychodził na imprezę i mówił, że nie chce pić. - Czemu nie chcesz pić? Nigdy nie piłaś, tak, o to chodziło Wyattowi? - wciąż uśmiechała się do koleżanki, nie chciała, aby tamta się wystraszyła. - Wolisz inne rzeczy czy po prostu... nie imprezujesz? - ściągnęła brwi. W końcu zatrzymała się przed domkiem, bo wcale nie zamierzała zawracać. Nawet, jeśli nie uda jej się namówić Mavourneen do niczego alkoholowego, to mieli też przecież inne napoje. A może akurat dziewczyna zmieni zdanie? Ivy wyciągnęła z kieszeni kluczyk do domku i otworzyła drzwi, a potem przepuściła Mav w progu. Przymknęła drzwi za nimi i wskazała na jedno z łóżek. - Usiądź, to moje - sama za to podeszła do turystycznej lodówki podłączonej do jednego z nielicznych w domku kontaktów. - Jeśli nie lubisz smaku alkoholu, to mam takie piwo, które naprawdę smakuje jak soczek. A jeśli po prostu nie chcesz się upijać... To wiesz, możemy zrobić tak, żeby go właściwie nie okłamywać. Czasami nie umiem kłamać, wybacz - rzuciła Mav przepraszające spojrzenie. Przyklęknęła przy lodówce i otworzyła ją, wyjmując sobie wspomniany piwny soczek. - No więc mam takie piwo z bardzo małą zawartością alkoholu. Nawet po kilku nie powinnaś nic poczuć, ale nie musisz pić aż tyle, możesz tylko jedno, a jakbyś jednak już nie chciała, to nie musisz się przejmować, ja skończę. Chyba że masz alergię na alkohol. Masz? Można mieć alergię na alkohol? - otworzyła szeroko oczy, bo taka wizja wydawała jej się naprawdę przerażająca. No cóż, równie przerażające radlery miały być na następny poranek, ale Mavourneen wydawała się trochę wystraszona i niepewne, a Ivy naprawdę nie chciała, by ta źle się czuła w jej towarzystwie... A do tego była bardzo ładna, więc Scheller mogła je jej odstąpić bez najmniejszych wyrzutów sumienia, zdecydowanie. Tymczasem przeciągnęła lodówkę do łóżka, by usiąść obok dziewczyny i móc jednocześnie grzebać w tym pudle. Rozsiadanie się na drewnianej podłodze nie było najlepszym pomysłem, pupa by jej tylko zmarzła, niepotrzebnie. Teraz Mav mogła spojrzeć do wnętrza lodówki i złapać coś, co wpadnie jej w oko. Ivy, choć na ogół kończyła imprezy w najgorszym stanie, poczuła się w obowiązku pilnowania, by Mav nic złego się nie stało, no i by przypadkiem też tak nie skończyła. Choćby tamta miała się później rozkręcić i Ivy musiałaby jej wyrywać alkohol z rąk... albo podtrzymywać włosy przy rzyganiu, żaden problem! W końcu to nie nią ktoś musiałby się zajmować. Choć raz można zrobić odstępstwo od reguły.
_________________

You like my hair? Gee, thanks, just bought it
[Profil]
 
 
Mavourneen Shiveley








19

studentka, dorabia w antykwariacie

nie umie w miłość

East Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam

Wysłany: 2018-12-20, 23:15   
  

  
Mavourneen Shiveley

  
i think that all i need is a little love


Jeśli chodziło o moczenie stópek w morzu, Mavourneen zdecydowanie było bliżej do pani Scheller aniżeli do jej rozrywkowej córki. Przeziębienie to jednak poważna sprawa, zwłaszcza dla takiej Shiveley, która praktycznie po każdym wysmarkaniu się w czyściutką chusteczkę i tak chodziła myć ręce, bo przecież zarazków w tym wszystkim było od groma. Jeszcze tego by brakowało, żeby jej przeziębienie złapało przeziębienie - wtedy to w ogóle mogłaby już jechać to szpitala albo od razu kłaść się do trumny. Jakiejkolwiek, bo nawet nie miałaby czasu na wybranie jakiejś ładnej. Ludzkie zdrowie bywało bardzo słabe i Mav mogła uchodzić za sztywniarę, ale naprawdę wolała nie testować na sobie jego kruchości, dlatego wszelkie zabawy w morzu nie wchodziły w rachubę. Tańce zresztą chyba też, bo nie dość, że nie umiała ładnie się ruszać, to w dodatku była prawie pewna, że podczas tak wymagającej aktywności fizycznej okropnie by się zgrzała, co również sprzyjało złapaniu przeziębienia. Generalnie więc pasowała do tutejszego towarzystwa jak garbaty do ściany. Pół biedy, że zdawała sobie z tego sprawę. Gorzej by było, gdyby chciała dopasować się do wszystkich na siłę i notorycznie robiła z siebie głupka. To już byłby lekki cringe.
Pianka zaczęła już trochę kleić się jej w rękach, więc przysunęła ją do ust i ostrożnie ugryzła kawałek, jakby oczekiwała, że zaraz wyskoczy z niej jakiś potwór i porwie ją do krainy niecnych czynów. Na szczęście pianka upieczona przez Ivy okazała się jednak całkowicie bezpieczna.
Kiedy Ivy zadała jej zupełnie zrozumiałe, a jednocześnie dość krępujące pytanie, Mavourneen spuściła wzrok. Przyczyna była prosta - nie chciała spożywać alkoholu, bo pamiętała, co działo się z jej ojcem, gdy wypił trochę za dużo i obawiała się, że z nią mogłoby stać się to samo. Nie czuła się jednak na siłach, aby tłumaczyć to komuś obcemu (ba - nie tłumaczyła tego nawet przyjaciołom; z niektórymi opowieściami po prostu tak już było, że nawet nie chciały przejść przez gardło), więc ostatecznie pozostawiła to pytanie bez odpowiedzi. Skupiła się natomiast na drugim.
- Nigdy jakoś... nie czułam potrzeby - wytłumaczyła opornie, jednak gdy tylko podniosła wzrok i ujrzała uśmiech Scheller, poczuła się trochę spokojniej. Bo czy taka drobna i sympatyczna osoba mogłaby na siłę wlać jej do gardła alkohol? - Nie imprezuję - przyznała więc, a potem odchrząknęła i uśmiechnęła się lekko, jakby tym samym chciała przeprosić Ivy za swoje niezbyt porywające towarzystwo. Plus był taki, że zamierzała zostać tutaj naprawdę niedługo.
Weszła do domku trochę niepewnie, ale już nie tak, jakby ktoś miał ją tutaj zgwałcić, zabić i poćwiartować, i to nawet niekoniecznie w tej kolejności. Pobieżnie rozglądnęła się dookoła, a kiedy nie zauważyła niczego podejrzanego, nawet odważyła się na to, aby pójść za słowami Ivy i usiąść na jej łóżku. Wyglądało schludnie, a dopóki Mavourneen nie musiała dotykać go odkrytą skórą, wszystko było w porządku.
Spojrzała na nią posępnie i pokiwała głową, gdy wspomniała o kłamstwie. No tak, to również było oszustwo. Nawet wtedy, gdy pozornie miało służyć większemu dobru.
- To... możesz dać mi to piwo, w którym nie czuć alkoholu - przytaknęła wreszcie, bo nagle zrobiło jej się strasznie żal Ivy. Biedaczka musiała tutaj siedzieć i próbować znaleźć coś, co byłoby w stanie umilić jej tę imprezę i zadowolić Wyatta. Mavourneen czuła się zobligowana, aby ukrócić jej męki. Nawet jeśli to oznaczało, że miała złamać swoje życiowe postanowienie i wreszcie, po dziewiętnastu latach swojego życia, spróbować alkoholu. - Raczej nie - odpowiedziała na jej pytanie odnośnie alergii na alkohol. - Można mieć uczulenie na jakieś substancje, które są w alkoholach. Na przykład na barwniki albo aromaty - wytłumaczyła, z miejsca stając się bardziej rozluźniona. Jak gdyby uraczenie Ivy jakąś informacją ze świata nauki było w stanie uratować ją od ewentualnego zgonu poalkoholowego. - Masz na coś uczulenie? - zapytała, zerkając jej przez ramię na pudełko z alkoholami. Nie zamierzała sięgać po nic sama, w końcu w ogóle się na tym nie znała. Jeszcze coś by zepsuła i dopiero by było. Ale o uczuleniach mogły pogadać. Umiejętność podtrzymania rozmowy level Mavourneen.
_________________
breathing gets hard to do,
my lungs go black and blue, my heart breaks into two. i'm stuck in space and time, i live a lonely life, i’m trying to survive.
[Profil]
 
 
Ivy Scheller









23

próbuje w paznokcie

i szuka bratniej duszy

Southend

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Phoenix, Dale, Dayami



Wysłany: 2019-01-05, 14:19   
  

  
Ivy Scheller

  
every bunny needs some bunny sometimes


Przeziębienie przeziębienia to nie przelewki, Patka coś o tym wie, swoje już wycierpiała, Ivy natomiast wciąż żyła w błogiej nieświadomości i chyba wolała potaplać się w morzu przed śmiercią, niż umrzeć z jakiegokolwiek innego powodu i nigdy tego nie zrobić. Co prawda, w planie miała też do zrobienia wiele innych rzeczy i wcale nie chciała tak zaraz umierać, ale nie widziała też większego powodu, dla którego miałaby się w jakikolwiek sposób ograniczać. To samo najchętniej podpowiedziałaby Mav, ale nie była taka, żeby kogokolwiek do czegoś zmuszać. Chociaż jej zdaniem, Mav mogłaby się ładnie ruszać, gdyby tylko chciała. Ivy chętnie pomogłaby dać jej się ponieść muzyce i pokazałaby jej, jak się rusza bioderkami. Jak wiadomo, Ivy twerkowała najlepiej ze wszystkich, jakaś Nicki Minaj mogłaby się od niej uczyć. Mav nie musiała od razu wskakiwać na taki poziom, wystarczyłoby, aby się troszkę pobujała na lewo i prawo. Nie o to chodziło w dobrej zabawie, by być w czymś najlepszym, a po prostu, by to sprawiało frajdę. Czy Mavourneen robiła kiedyś w życiu coś, co sprawiało jej frajdę?
Scheller nigdy nie miała tej wątpliwej przyjemności, by poznać alkoholika z prawdziwego zdarzenia. Ona i jej znajomi pili, kiedy się bawili, a choć robili to często, to dłuższy czas bez alkoholu też nie był dla niej problemem. Nikt nikogo nie bił i nie wyzywał. Zazwyczaj nawet nic nie demolowali. Jej rodzice od czasu do czasu pili jakiegoś drinka, albo wracali nietrzeźwi z imprezy sylwestrowej, ale nigdy nie zrobili swoim dzieciom żadnej krzywdy. Choć Ivy zdawała sobie sprawę, że czasami alkohol może być niebezpieczny i niszczyć rodziny, to nigdy nie dotknęło jej to osobiście, więc nie potrafiła spojrzeć na to w taki sam sposób, jak Mavourneen. Czasem upominała swoich kolegów, by nie wsiadali za kierownicę, kiedy wypili, ale to wszystko. Przecież nie będzie im mówić, że mają nie bić swoich dzieci, których zresztą nawet nie mieli.
- Aha, okej - pokiwała głową, i choć wciąż uśmiechała się do Mav, to chyba troszeczkę spojrzała na nią, jak na kosmitę. O rany, a może ona była nieletnia? Czy Ivy powinna rozpijać nieletnią? - To skąd się tu właściwie wzięłaś? - spytała, nie tracąc uprzejmości w głosie. Zwyczajnie ją to zaciekawiło, nie chciała, by Mav poczuła się tu niemile widziana. Wcale tak nie było. Ivy zawsze była otwarta na nowych ludzi. - Co robisz w wolnym czasie? Jak się spotykasz z przyjaciółmi? - no, rozumiała, że można iść do kina, czy gdzieś, ale dla niej dobra zabawa, jakieś karaoke, tańce, wszystko, nawet planszówki - zawsze w jakimś stopniu było zakrapiane alkoholem. Huh, czyli może jednak powinna już się leczyć. - Czyli jeśli dam ci kolorowe piwo pachnące soczkiem, to możesz dostać uczulenia? - próbowała przyswoić trudne informacje, jakie przekazała jej Mavourneen. Wcale nie chciała jej doprowadzić do zgonu. To znaczy, ten alkoholowy to mały pikuś, mogła potrzymać jej włosy, kiedy tamta próbowałaby wyrzygać własny żołądek, ale z alergią nie było żartów, a ona ani nie znała się na pierwszej pomocy, ani nawet nie rozpoznałaby objawów. Nie miałaby problemu z tym, by zaraz dzwonić po pogotowie, ale Mav musiałaby chyba dostać jakiś drgawek czy innego napadu, by Scheller stwierdziła, że to jednak nie powinno tak być po alkoholu. - Chyba nie mam żadnej alergii. Wydaje mi się, że nigdy mi się nie przydarzyło - ale równie dobrze wysypkę na twarzy mogła pomylić z wypryskami, które tak czy siak przykrywała szpachlą, także z nią to nigdy nic nie wiadomo. Skoro Shiveley podjęła decyzję, Ivy posłusznie wyciągnęła ze skrzynki butelkę (Mav powinna się cieszyć, że mają butelki, a nie puszki, i nie będzie musiała dotykać ustami niczego, na co srały szczury), a potem otwieracz z kieszeni, odrzuciła kapsel na podłogę i podała szkło dziewczynie. Oczywiście, jej "nie czuć alkoholu" uznała za to piwo, które smakuje jak soczek, a nie to, w którym zawartość alkoholu wynosi ułamek procenta. Biedna Mavourneen. Ivy wyjęła drugą taką samą butelkę i też ją otworzyła, dla siebie, a potem wystawiła w powietrze, czekając, aż Shiveley delikatnie w nią stuknie. - Za twoją pierwszą imprezę? - uśmiechnęła się szeroko, próbując wznieść jakiś kulawy toast.
_________________

You like my hair? Gee, thanks, just bought it
[Profil]
 
 
Mavourneen Shiveley








19

studentka, dorabia w antykwariacie

nie umie w miłość

East Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, izzy, yev, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam

Wysłany: 2019-03-11, 00:02   
  

  
Mavourneen Shiveley

  
i think that all i need is a little love


Mav chyba doświadczyłaby moralnego upadku, gdyby Ivy jakimś cudem przekonała ją do twerkowania. To znaczy początkowo pewnie byłaby bardzo zadowolona, bo podejrzewam, iż nie dałaby się na to porwać na trzeźwo, ale kiedy kolejnego dnia otworzyłaby oczy i dotarłyby do niej wszystkie wydarzenia dnia poprzedniego, na pewno zapragnęłaby umrzeć. Kac moralny nierzadko bywał o wiele gorszy niż taki normalny i chociaż generalnie niewinna Mavourneen niewiele o tym wiedziała, była wystarczająco inteligentna, aby wyobrazić sobie swoją reakcję na jakieś potencjalne, poalkoholowe wybryki. Brr, na samą myśl o czymś podobnym czuła na plecach zimny dreszcz. Gdyby po pijanemu dała namówić się komukolwiek na coś takiego jak twerkowanie, chyba przez najbliższy miesiąc nie potrafiłaby spojrzeć na swoje odbicie w lustrze. O ile nie więcej.
Pewnie często robiła w życiu coś, co dawało jej frajdę. Sęk jedynie w tym, iż to, co cieszyło Ivy niekoniecznie działało w taki sam sposób na Mav. I odwrotnie – to, co sprawiało przyjemność Shiveley mogło być zupełnie niezrozumiałe dla Scheller. Mavourneen lubiła na przykład zgłębiać swoją wiedzę dotyczącą świata nauki – posiadanie nowych informacji było czymś, co dawało jej satysfakcję, zwłaszcza gdy przychodził odpowiedni moment na to, aby wykorzystać je jako ciekawostki podczas rozmowy. Nienaukowe książki też lubiła czytać – sam odgłos przewracanych kartek sprawiał jej niesamowitą przyjemność, nie wspominając już o ich specyficznym, magicznym wręcz zapachu. Co prawda zdawała sobie sprawę z tego, iż większość ludzi w jej wieku wolała bawić się w inny sposób i nawet w jakiś sposób to rozumiała. Może gdyby nie nieprzyjemne skojarzenia z alkoholem, tego wieczoru sama nie potrafiłaby oprzeć się namowom swoich nowych kolegów. Niestety niezależnie od tego, jak niewygodne wydawało się bycie Mavourneen Shiveley w towarzystwie spragnionych rozrywki rówieśników, nie mogła nic zmienić. Albo nie chciała. Albo to i to.
Uniosła niepewnie wzrok, aby spojrzeć na Ivy, ale natychmiast znowu go opuściła. Scheller co prawda nie sprawiała wrażenia rozczarowanej jej wyznaniem (prawdę mówiąc, generalnie wyglądała trochę tak, jakby nic nie było w stanie jej zdziwić, chociaż oczywiście Mav uporczywie próbowała wyrzucić tę myśl ze swojej głowy, najwyraźniej uznając ją za coś niezbyt miłego), ale z jakiegoś powodu nie mogła przestać czuć się nieswojo. Powoli docierało do niej, jak głupio postąpiła, porywając się na wspólne wyjście ze swoimi nowymi znajomymi. Przecież mogła przewidzieć, że żaden z nich nie będzie chciał grać w chińczyka przy ciasteczkach i herbatce.
- Koledzy mnie wyciągnęli – wytłumaczyła krótko i uśmiechnęła się lekko, próbując w ten sposób odepchnąć osowiałość. – Och, hmmm… – zamyśliła się na pytanie o to, jak spędzała czas z przyjaciółmi. Ivy nie wyglądała jej na samotniczkę, tak więc czy istniała w ogóle możliwość, że zrozumie, iż Mavourneen w gruncie rzeczy nie miała przyjaciół? – Zazwyczaj oglądamy coś w telewizji albo rozmawiamy – rzuciła w końcu ogólnikowo i aż potrząsnęła głową na niedorzeczność tych słów. No tak, bo przecież ludzie, którzy pili alkohol, nie rozmawiali. – Nie, nie martw się. Ja nie mam żadnej alergii – uspokoiła ją, uśmiechając się delikatnie. Właściwie to, co powiedziała, nie było do końca prawdą, bo niby miała jakąś tam alergię na kurz, ale to z kolei nie liczyło się aż tak bardzo. No i nie szło od tego umrzeć. Szkoda.
Pokiwała lekko głową. Skoro Ivy również nie miała żadnej znaczącej alergii to nie było o co się martwić. Chyba.
- Wiesz, że są ludzie, którzy dostają uczulenia podczas farbowania włosów? – zapytała bez związku, bo przyszło jej do głowy, że skoro Scheller miała kolorowe włosy to taka informacja mogła ją zaciekawić. Albo przynajmniej jakoś zapobiec niezręcznej ciszy. Jedno i to samo.
Uśmiechnęła się z wdzięcznością, gdy dziewczyna podała jej piwo. Korzystając z tego, że po chwili Ivy ponownie schyliła się do skrzynki, szybko przetarła rękawem swetra szyjkę butelki, bo mimo że to nie była puszka, na którą srały szczury, i tak miała lekkie obiekcje.
- Może być… za moją pierwszą imprezę – przytaknęła, po czym stuknęła swoją butelką o butelkę trzymaną przez Scheller, a potem, nie chcąc się rozmyślić, szybko przystawiła ją do ust i pociągnęła niepewnego łyka. - Och - wymsknęło jej się, kiedy już przełknęła. - Tu naprawdę nic nie czuć - stwierdziła z zaskoczeniem. Jeszcze przez chwilę obserwowała butelkę z uwagą, trochę nie dowierzając, że to, co właśnie wypiła, naprawdę zawiewało alkohol, a następnie przeniosła spojrzenie na Ivy. - Myślałam, że będzie smakować gorzej - powiedziała, po czym uśmiechnęła się, tym razem szczerze i szeroko, bo wychodziło na to, że nie musiała pić niczego, co by jej nie smakowało.
_________________
breathing gets hard to do,
my lungs go black and blue, my heart breaks into two. i'm stuck in space and time, i live a lonely life, i’m trying to survive.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 5