nawigacja


Poprzedni temat «» Następny temat
Salon
Autor Wiadomość
Yevtsye Reyes



29

wizażystka

chyba lubi Caden

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, mav, izzy, sherrie, calanthe, nancy



Wysłany: 2018-08-07, 22:09   
  

  
Yevtsye Rebeca Reyes

  
so what if i'm crazy? the best people are!

  

  
  
  
  
  


Śniły jej się paczki. Dużo paczków - paczki latajace i pływajace, paczki z polewa czekoladowa i z cukrem pudrem, paczki z różnymi nadzieniami i o różnych kształtach. Paczki zamieszkujace krainę paczków, bo w sennym świecie, w którym się znalazła, wszystko było stworzone właśnie z paczków. Nawet ona, po spojrzeniu w lustro, odkryła, że była paczkiem, w dodatku takim różowiutkim, z całym mnóstwem cukierków i różnokolorowymi polewami, które tworzyły na jej powierzchni urocze esy floresy. Czy tematyka jej snu była czysto przypadkowa, czy zwiazana z tym, że położyła się spać z pustym żoładkiem było kwestia godna zastanowienia. Yevtsye jednak o tym nie myślała, a już na pewno nie podczas snu. I wcale nie dlatego, że to nie było możliwe, lecz ponieważ właśnie wkroczyła do swojego paczkowego domu i miała zamiar rzucić się radośnie na łóżko w kształcie donuta. Intensywnie zastanawiała się nad tym, jakie to będzie uczucie, gdy jej tyłek wpadnie w donutowa dziurę (i wcale nie przeszło jej przez myśl, iż ta refleksja była bezsensowna, ponieważ paczki nie posiadały tyłków), a jako że nie chciała czekać, od razu wzięła rozbieg i skoczyła na swoje słodkie łoże, spragniona poznania odpowiedzi na nurtujace ja pytanie. Zanim jednak zdołała rozwiać swoje watpliwości, usłyszała doniosłe szczeknięcie, które od razu wyciagnęło ja z sennego świata paczków. Usiadła na łóżku, przecierajac oczy dłonia i przeciagajac się niechętnie, a potem spojrzała na zegarek. Godzina trzecia trzydzieści wydawała jej się dość nieludzka pora do funkcjonowania, więc z powrotem położyła głowę na poduszce i zamknęła oczy, gotowa do ponownego zaśnięcia. Czasami, kiedy bardzo się skupiała, była w stanie wrócić do uniwersum ze swojego poprzedniego snu, zwłaszcza gdy problem, który się w nim pojawił, nie został rozwiazany. Żywiła więc nadzieję, że gdy zamknie oczy, uda jej się odkryć tajemnicę donuta, lecz gdy tylko przymknęła powieki, szczeknięcie rozbrzmiało po raz kolejny.
- Baaarry - mruknęła przeciagle, niechętnie podnoszac się do siadu. Mimo iż nadal była maksymalnie senna, ostatecznie postanowiła wstać i sprawdzić, o co chodziło. Pieski zawsze miały powody do szczekania - czasami bardziej, a czasami mniej uzasadnione, ale żadnego nie należało lekceważyć.
Ubrała na stopy różowe, puchowe kapcie i powoli, szurajac nimi po podłodze, skierowała się w stronę salonu. Nie zapaliła światła, w półmroku widziała całkiem dobrze, zreszta gdyby nagle zrobiło się jasno, miałaby problem z ponownym zapadnięciem w sen. A Barry na dziewięćdziesiat procent wznosił własnie niepotrzebny alarm o to, że za oknem przebiegła wiewiórka. Co właściwie pieski miały do wiewiórek?
Wkroczywszy do salonu, rozgladnęła się dookoła w próbach zlokalizowania psa. Dostrzegła go pod oknem, wpatrujacego się w jednego ze stojacych na parapecie kwiatków. Ziewnęła i pokręciła głowa.
- To kwiatek, Barry - powiedziała cierpliwie, jakby oczekujac, że pies spojrzy na nia, zamacha ogonem, a potem powie "a okej, dzięki, człowiek" i spokojnie odejdzie. - Może ci się nie podobać, ale go nie wyrzucimy. - Kwiatek i tak wiele przeszedł - w końcu Yevtsye w końcu znalazła go na śmietniku, gdzie, gdyby nie jej ingerencja w jego egzystencję, zapewne zwiędnałby po dwóch dniach spędzonych na pełnym słońcu. W pewnym sensie Yev czuła się jak jego adopcyjna matka i, chociaż kochała Barry'ego najbardziej na świecie, nie zamierzała pozbywać się kwiatka tylko dlatego, że niespecjalnie pasował do wnętrza ich salonu.
_________________
yevtsye reyes
NOT EVERYONE WILL HAVE THE HEART YOU HAVE. △ not everyone will appreciate you and what you do for them. sometimes it won't be easy having a kind heart in a cruel world. BE PREPARED. ©endlesslove
[Profil]
 
 
Nina Reyes



26

trust me, i'm a biotechnologist

North Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Winter, Ivy, Phoenix, Philippa, Dale, Mordechai, Dayami, Tinsley

nieobecność: próbuję w życie do końca roku

Wysłany: 2018-08-12, 12:44   
  

  
Nina Reyes

  
my hair smells like chocolate

  

  
  
  
  


/po wszystkim :owca:

Kiedy Ninę obudziło szczeknięcie Barry'ego, nie śniła o niczym konkretnym, a przynajmniej tego nie pamiętała, ale zazwyczaj tak miała ze swoimi snami. Jeśli już trafiało się coś, co pamiętała, to były to najczęściej jakieś koszmary, które wyrywały ja ze snu. Były to wielkie pipety, które zamiast tipów miały zęby i nie mogły przez to zaciagnać odpowiedniej objętości płynu, albo szalki Petrie'go, przez które hodowane bakterie potrafiły się przegryźć i rozbiegały się po labie atakujac wszystko, co popadnie, albo płytki do elisy, których nigdy nie dało się napełnić, bo nie miały spodów i wszystko wypływało... Rzeczy, które w realnym świecie raczej się nie zdarzaja, ale wyobraźnia Niny podsuwała jej takie chore wizje chyba z przepracowania. Dlaczego nie mogła sobie wyśnić rozwiazania jakiegoś problemu? Życie byłoby o wiele prostsze! Tym razem jednak nie pamiętała żadnej sennej mary, bo zamiast potknać się z fiolkami w rękach (jak wiadomo, upadek we śnie prawie zawsze skutkuje wybudzeniem), usłyszała szczekanie psa. Poczatkowo uchyliła oczy tylko nieznacznie, próbujac rozkleić powieki, co wcale nie było takie łatwe, ale kiedy przyswoiła, że za oknem wciaż jest ciemno, wcale nie zamierzała wstawać. Kolejne szczeknięcie rozbudziło ja jednak bardziej. W myślach błagała, by Barry się zamknał, albo by ktoś inny zobaczył, o co psu chodzi, bo ona naprawdę nie miała ochoty na żadnych włamywaczy, i w ogóle to nie miała zbyt wielu okazji, by się wyspać, albo by chociaż spać, więc chciała taka wykorzystać w pełni.
Usłyszała szuranie czyichś kapci, więc uznała to za wystarczajacy argument, by olać sprawę i znów iść spać. Szkoda tylko, że każde kolejne szurnięcie, i każdy inny odgłos coraz bardziej sprowadzały ja do rzeczywistości, a rzeczywistość mówiła jej jedno: pęcherz jest pełny. No, właściwie prócz pełnego pęcherza poczuła jeszcze pragnienie, ale rzecz numer jeden była znacznie ważniejsza, i znacznie trudniejsza do rozwiazania, bo wymagała od niej wstania z łóżka. Nina naprawdę nie chciała tego robić. Ale jeszcze bardziej nie chciała zmoczyć łóżka. Serio, nie zrobiła tego od ponad dwudziestu lat.
Wyczołgała się spod pierzyny, wciaż majac zmrużone oczy, co miało nakłonić je do tego, by za kilka chwil poszły znów spać. Przyklepała kołdrę w sposób, jaki miał chronić ja przed utrata tego przyjemnego rozgrzania, a potem poczłapała do łazienki i dopiero tam, siedzac na sedesie z przymkniętymi oczami i z rozkosza oddajac się czynności opróżniania pęcherza usłyszała, że jej starsza siostra z kimś rozmawia. Czy to jednak włamywacz? Yev próbuje go grzecznie wyprosić czy może oprowadza go po domu? Nina nie dosłyszała nic, co pozwoliłoby jej na stwierdzenie, iż nic im ze strony Yevstey nie zagraża, więc po oddaniu moczu i dokładnym umyciu rak zamiast do swojego pokoju, ruszyła do salonu. Zdawało jej się, że właśnie stamtad dobiegały głosy.
- Z kim rozmawiasz? - spytała siostry, opierajac się o framugę drzwi z wciaż zaspana mina. Mimo braku zapalonego światła, wokół panował półmrok, bo przez okno saczyło się trochę księżycowego światła, Nina zatem mogła rozejrzeć się w poszukiwaniu intruza, ale... nie dostrzegła w pokoju nikogo, do kogo mogłaby się zwracać Yev, i na kogo mógłby szczekać Barry. Nie do końca wiedziała, jak połaczyć te fakty. Najprościej było chyba poczekać na odpowiedź. Oby kierowała ja z powrotem do łóżka.
_________________


But if you kissed me now I know you'd fool me again
[Profil] [WWW]
   
 
Yevtsye Reyes



29

wizażystka

chyba lubi Caden

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, mav, izzy, sherrie, calanthe, nancy



Wysłany: 2018-08-13, 23:58   
  

  
Yevtsye Rebeca Reyes

  
so what if i'm crazy? the best people are!

  

  
  
  
  
  


Niezależnie od tego, jak silny był strumień moczu Niny, Yevtsye go nie usłyszała. Może to przez to, że ściany w ich domu były całkiem grube, a może przez wzglad na to, iż była za bardzo skupiona na analizie zachowania Barry'ego, który kręcił się niespokojnie obok doniczki z kwiatkiem, wydajac z siebie dziwne pomruki. Po raz pierwszy w życiu widziała, żeby zachowywał się w taki sposób, toteż była tym bardziej skupiona.
Podskoczyła, gdy usłyszała czyjś głos. Nie była przygotowana na towarzystwo, godzina trzecia w nocy wydawała jej się najlepsza pora do chrapania we własnym łóżeczku, ale kiedy zobaczyła za soba zaspana Ninę, automatycznie się uspokoiła. No tak, mogła się domyślić, że szczekanie Barry'ego nie obudzi tylko jej. Tymczasem niestety tajemnica kwiatka pochłonęła ja do takiego stopnia, że dała się zaskoczyć. Yevtsye powinna popracować nad swoja uwaga. Przecież takie oderwanie od rzeczywistości mogło być niebezpieczne! Co, gdyby na miejscu Niny znajdował się jakiś seryjny morderca albo wściekły duch, który zapragnałby rzucić się na nia akurat teraz, kiedy była zupełnie bezbronna? Zginęłaby na miejscu! No chyba że pies Jaydena nagle odnalazłby w sobie jakieś pokłady skrywanej dotychczas odwagi, ale osobiście by na to nie liczyła. Wiedziała, że Barry, mimo swoich rozmiarów, raczej był kanapowcem. I chociaż bardzo go kochała oraz niezwykle w niego wierzyła, podejrzewała, iż gdyby ktoś spróbował ja napaść, on pierwszy uciekłby z miejsca zdarzenia, podkulajac ogon.
- Z Barrym - wytłumaczyła takim tonem, jakby rozmawianie z czworonogami było u niej na porzadku dziennym. No cóż, czasami zdarzało jej się gawędzić z własna hulajnoga. A Barry nie był od niej w niczym gorszy! - Nie podoba mu się nasz kwiatek - dopowiedziała, próbujac przedstawić siostrze sytuację. To ona była mózgiem tej rodziny, może miała jakiś pomysł na to, jak przekonać Barry'ego do zaprzyjaźnienia się z osieroconym kwiatkiem, którego Yevtsye zabrała pod ich dach w przypływie współczucia. Rozumiała, że dzielenie się uwaga z czymś, co nie potrafiło ani szczekać, ani biegać (nie mówiac już o wachaniu tyłków, co było ulubionym zajęciem piesków) mogło być dla Barry'ego frustrujace, ale zależało jej na tym, aby uświadomić go, iż zazdrość nie miała sensu. Przecież kwiatek, nieważne jak ładny, nie był w stanie zastapić im ukochanego pupila, prawda?
Westchnęła, gdy pies, mimo jej dobrych intencji, zaparł się przednimi łapami o parapet i obwachał kwiatka po raz kolejny, aby po chwili wydać z siebie następny niezadowolony skowyt. Obejrzała się na siostrę z mina, która błagała o pomoc. Nina znała się na tych wszystkich rzeczach, biologiach i innych sprawach, więc może miała jakieś racjonalne wytłumaczenie dla zachowania psa?
- Nie rozumiem - mruknęła i podeszła bliżej, jakby spojrzenie na roślinkę z mniejszej odległości miało w jakiś sposób rozjaśnić jej umysł. Nachyliła się nad parapetem, żeby obdarować kwiatka czujnym spojrzeniem, i wpatrywała się w niego przez kilka sekund. Już-już miała odwrócić, aby poinformować siostrę o tym, że Barry po prostu wyolbrzymiał, lecz wtem doniczka przesunęła się nieznacznie, a zaskoczona Yevtsye odskoczyła do tyłu, odruchowo ciagnac za soba Barry'ego. - Nina! - krzyknęła, nie martwiac się tym, że mogłaby zbudzić jeszcze kogoś z rodzeństwa. O ile jej się nie przewidziało, wszyscy mieli wielki problem.
_________________
yevtsye reyes
NOT EVERYONE WILL HAVE THE HEART YOU HAVE. △ not everyone will appreciate you and what you do for them. sometimes it won't be easy having a kind heart in a cruel world. BE PREPARED. ©endlesslove
[Profil]
 
 
Nina Reyes



26

trust me, i'm a biotechnologist

North Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Winter, Ivy, Phoenix, Philippa, Dale, Mordechai, Dayami, Tinsley

nieobecność: próbuję w życie do końca roku

Wysłany: 2018-09-19, 21:28   
  

  
Nina Reyes

  
my hair smells like chocolate

  

  
  
  
  


O tej godzinie, w tak zaspanym stanie, Nina nie tylko nie spodziewała się żadnego seryjnego mordercy, ale też żadnego złodzieja, ani nawet ducha, nieważne, o jakich zamiarach. Prędzej mogłaby uznać, że Barry’emu się przyśniło coś złego i dlatego szczeka w powietrze. Tym bardziej, to nie ona powinny się nim teraz zajać, ale Jayden, jako prawilny właściciel. Gdzie on był, jak był potrzebny, huh? Może i z perspektywy Niny było to nieodpowiednie, tak nie spodziewać się najgorszego, ale naprawdę, nie miała na to teraz siły. Jest środek nocy, powinni spać. Wszyscy, Barry też.
Nina pacnęła otwarta dłonia w czoło, kiedy usłyszała odpowiedź starszej siostry. Nie to, żeby jej samej nie zdarzało się czasami mówić do psa, ostatecznie całkiem chętnie rozmawiała nawet z komórkami, które hodowała w laboratorium, czasami zwierzajac im się z problemów, a czasami obgadujac jakiegoś denerwujacego przychlasta z labu obok, ale wciaż, nie robiła tego o trzeciej czy tam której rano. Od takich rzeczy zwyczajnie był dzień. Zwłaszcza, jeśli się było trzeźwym. (To znaczy, tak naprawdę niejedna noc przesiedziała nad notatkami czy publikacjami, ale wtedy była na kawie/zielonej herbacie/energetykach/innej amfie i nawet nie patrzyła na zegarek.)
- Możesz to przełożyć na ranek? – skierowała swe pytanie do Yevtsye, ale zaraz spojrzała też w dół, na psa, który faktycznie intensywnie wpatrywał się w roślinkę. – Barry, załatwisz to sobie z kwiatkiem jutro – jęknęła błagalnie, majac szczera nadzieja, że pies jej posłucha i pójdzie spać. Zamiast tego, Barry odwalał swoje farmazony dalej, a Yev patrzyła na Ninę tak, jakby miała nadzieję, że ta jakoś odczaruje cała tę sytuację. Może i była madra, chociaż trochę, ale nie była żadnym czarodziejem. Jedyne, co jej w tej chwili przyszło do głowy, to pacnać się na podłodze i ugłaskać Barry’ego, ale zanim zaczęła wdrażać ten plan w życie, Yev krzyknęła tak, że Nina aż podskoczyła. – CO?! – też krzyknęła, w myślach majac tak naprawdę nie drzyj japy, i choć na co dzień na pewno by tego nie powiedziała, to w tej chwili była tego całkiem bliska. Tym lepiej, że skończyło się na kulturalnym co. Nie miała pojęcia, o co siostrze chodzi, absolutnie nie widziała, aby kwiatek się przesuwał, jak dla niej był całkiem zwykłym kwiatkiem, choć może nie była jego wielka fanka, gdy Yev przyniosła go ze śmietnika. Ale wciaż, to był jednak zwykły kwiatek. Och, a może wciaż trochę śmierdział, a choć oni tego nie czuli, to wrażliwy węch Barry’ego nie mógł tego znieść? To byłoby logiczne wytłumaczenie całej tej sytuacji, zdecydowanie.
_________________


But if you kissed me now I know you'd fool me again
[Profil] [WWW]
   
 
Yevtsye Reyes



29

wizażystka

chyba lubi Caden

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, mav, izzy, sherrie, calanthe, nancy



Wysłany: 2018-09-21, 21:10   
  

  
Yevtsye Rebeca Reyes

  
so what if i'm crazy? the best people are!

  

  
  
  
  
  


Spojrzała na nia ze zmęczeniem i wzruszyła delikatnie ramionami. Ze zwierzatkami też należało rozmawiać, one przecież wszystko rozumiały. Sama wdawała się w konwersacje z Barrym kiedy tylko mogła, nie chcac, aby poczuł się ignorowany albo mało kochany. Interesowała się jego problemami - współczuła mu, gdy jakiś niedobry piesek z sasiedztwa na niego szczekał i żałowała go, ilekroć jego miska świeciła pustkami. Do zwierzaczków należało mieć serce, nawet o trzeciej nad ranem.
- To nie moja wina - obroniła się, bo przecież sprawca całego zamieszania był Barry, a nie Bogu ducha winna Yev, która próbowała tylko pogodzić go z zaadoptowana roślinka. Zanim jednak wraz z Nina zdołały wymyślić jakiś plan odnośnie przetransportowania upartego psiaka do jego legowiska, doniczka przesunęła się o parę milimetrów, doprowadzajac do mini zawału zarówno starsza Reyes, jak i samego Barry'ego, który zawył głośno, prawdopodobnie wybudzajac ich najbliższych sasiadów. Szczęście w nieszczęściu było takie, że to, co odjaniepawlił kwiatek totalnie ja rozbudziło, więc w tamtym momencie patrzyła na siostrę z szeroko otwartymi oczami i mocno bijacym sercem. Ciepłe łóżeczko szybko opuściło jej myśli. Teraz najważniejsze było to, aby przyjrzeć się kwiatkowi i stwierdzić, czy jego nagła zdolność do zmiany pozycji tylko się Yevtsye przywidziała, czy miała miejsce naprawdę. Przed podjęciem poważniejszych decyzji należało dokonać dokładnej analizy problemu i nawet ona, tak roztrzepana w życiu codziennym, stosowała tę zasadę, gdy w grę wchodziły byty nadprzyrodzone.
- Kwiatek się poruszył - powiedziała poważnie i szybko zerknęła na Ninę, chcac stwierdzić po jej minie, czy cokolwiek zauważyła. Zobaczywszy jej zdezorientowany wyraz twarzy, porzuciła wszelkie nadzieje odnośnie sprawozdania z ust rzetelnego świadka. No trudno, jeszcze nie wszystko stracone. - Naprawdę - dodała, ponieważ wiedziała, jaki stosunek do tego typu rzeczy miała jej siostra. Nawet Yevtsye, która nigdy nie rozumiała matematyki, wiedziała, iż bycie umysłem ścisłym do czegoś zobowiazywało. - Coś tam musi być, dlatego Barry tak dziwnie się zachowuje - stwierdziła po tym, jak obdarowała roślinkę uważnym spojrzeniem, które miało pokazać siedzacemu w niej duchowi, że właśnie stanał przed równym przeciwnikiem. - Poczekaj tu i patrz na to, zaraz przyjdę - poprosiła, a potem wycofała się w stronę korytarza, cały czas majac na oku podejrzanego kwiatka ze śmietnika. Gdy już znalazła się w przedpokoju, szybko doskoczyła do schodów i pobiegła do swojego pokoju, gdzie trzymała wszystkie niezbędne przyrzady do walki ze zjawami. Pojawiła się z powrotem w salonie już po niespełna trzydziestu sekundach, ubezpieczona w woreczek z sola, woda święcona i ksiażeczka z egzorcyzmami.
- Żywcem nas nie wezma! - stwierdziła, chcac nieco zagrzać siostrę i Barry'ego do walki. Strach stanowił naturalna część tego wszystkiego, która nie była obca nawet jej, ale musieli wspólnie stawić temu czoła. - Zauważyłaś coś? Poruszył się znowu? Coś się stało? - zapytała, gdy już znalazła się przy Ninie i zmierzyła roślinkę podejrzliwym spojrzeniem. Ciekawe, czyj duch zainteresował się zwykła roślinka doniczkowa? Może jakiegoś niespełnionego ogrodnika, który zginał wśród kwiatów? A może stojacy w ich salonie kwiatek był ulubieńcem jakiegoś staruszka, który, umierajac, zapragnał zabrać go ze soba w zaświaty? Och, tyle możliwości.
_________________
yevtsye reyes
NOT EVERYONE WILL HAVE THE HEART YOU HAVE. △ not everyone will appreciate you and what you do for them. sometimes it won't be easy having a kind heart in a cruel world. BE PREPARED. ©endlesslove
[Profil]
 
 
Nina Reyes



26

trust me, i'm a biotechnologist

North Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Winter, Ivy, Phoenix, Philippa, Dale, Mordechai, Dayami, Tinsley

nieobecność: próbuję w życie do końca roku

Wysłany: 2018-10-19, 14:02   
  

  
Nina Reyes

  
my hair smells like chocolate

  

  
  
  
  


Oczywiście, że Nina miała serce do Barry'ego, ale próbowała je też mieć dla samej siebie, a skoro zrywała się z łóżka o tak dzikiem godzinie tylko dlatego, bo oni tu sobie coś wymyślali, to wcale to ze sobą nie współgrało. Mogła z nim porozmawiać kiedy indziej. Rano, albo nawet lepiej, pod wieczór, bo chyba wtedy najprędzej miała chwilę wolnego czasu, o ile miała ją kiedykolwiek. Ostatecznie mogła opowiadać Barry'emu o tym, co akurat czytała, czy czego się uczyła, tak w ramach powtórki. Czy nie brzmi to jak plan idealny? Tyle że wciąż nie był on do wprowadzenia w życie o tej godzinie.
Nina skrzywiła się, kiedy Barry zawył. Nie widziała, by kwiatek się poruszył, ciężko jednak powiedzieć, czy to dlatego, że to się wcale nie wydarzyło, czy dlatego, bo na niego nie patrzyła. Wcale jednak nie miała ochoty na żadne tego typu żarty. No bo kurczę, była umysłem ścisłym, tak? Czasami zdarzały się sytuacje, kiedy w swojej pracy musiała oprzeć się na wierze, jak choćby wtedy, gdy wytrącony osad był niemożliwy do zobaczenia, ale to było zupełnie co innego, niż ruszające się kwiatki (zwłaszcza o trzeciej w nocy).
- Nie rób sobie ze mnie jaj - jęknęła, próbując przyswoić, co siostra zamierza jej właśnie wmówić. Nie tu wcale stać i pilnować kwiatka, ale nim zdążyła zaprotestować, Yevtsye popędziła na piętro. Nina westchnęła cicho i przykucnęła, by pogłaskać Barry'ego po głowie i spróbować go uspokoić. Zerknęła na doniczkę uważnie, ale tylko na chwilę, bardziej skupiała się na futrzaku. Dopiero kiedy siostra wróciła do salonu, Nina wyprostowała się, ale zamiast poczuć się zagrzaną do walki, jedynie spojrzała na Yev pobłażliwie. I pomyśleć, że to tamta miała być starsza, odpowiedzialna i racjonalna. Pierdolenie. - Nic się nie wydarzyło - powiedziała stanowczo. Nie miało nawet kiedy, bo przecież Yev nie było może przez pół minuty. - Może ja go po prostu wezmę i wyniosę na zewnątrz, co? I pójdziemy dalej spać, co ty na to? - uniosła brwi, ale nie czekając na odpowiedź, zrobiła duży krok ponad psem i sięgnęła po doniczkę. Odstawią go tam, gdzie go Yev znalazła, i wszystko wróci do normy, tak? Może kwiatek buntował się, bo go zabrały. Może nie lubił psów, a Barry jedynie stosował taktykę obronną. Kwiatka nie będzie, pies nie będzie szczekał, Yevstye nie będzie wymyślała, a Nina będzie mogła spać spokojnie. Chociaż dziś i tak już niewiele snu jej zostało, ale zawsze to lepsze, niż nic. Im dłużej tu przecież stała, tym krócej przyjdzie jej potem przymykać oczy.
_________________


But if you kissed me now I know you'd fool me again
[Profil] [WWW]
   
 
Yevtsye Reyes



29

wizażystka

chyba lubi Caden

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, mav, izzy, sherrie, calanthe, nancy



Wysłany: 2018-10-31, 00:02   
  

  
Yevtsye Rebeca Reyes

  
so what if i'm crazy? the best people are!

  

  
  
  
  
  


Trudno było przeniknąć przez umysł piesków i zrozumieć to, o czym myślały w danym momencie. Wiadome było jednak, że Barry i inne, pokrewne mu, futrzaste czworonogi nie miały na tyle rozwiniętej pamięci, co ludzie i dlatego też Yevtsye, zamiast przełożyć tę rozmowę na następny poranek, postanowiła działać od razu. Kiedyś wyczytała w jakimś artykule, że rybki miały zaledwie pięciosekundową pamięć i to dlatego zazwyczaj tak dużo jadły - bo zwyczajnie nie pamiętały, iż zaledwie przed chwilą już napełniły swoje malutkie, rybie żołądki. Z pieskami musiało być podobnie - to znaczy ich wspomnienia na pewno sięgały bardziej odległych chwil, niż te należące do rybek, ale Yev wątpiła, aby kolejnego dnia Barry pamiętał, że poprzedniej nocy próbował zaatakować kwiatka. A to zaś oznaczało, iż niezależnie od tego, w jak niesamowicie psychologiczny sposób by do niego podeszła, on i tak nie wziąłby udziału w tej rozmowie. Ani biernego, ani tym bardziej czynnego.
Przywykła do tego, że mało kto wierzył w paranormalną aktywność, z którą sama spotykała się niemalże na co dzień. W takich momentach ludzie zazwyczaj słuchali jej albo z pobłażliwym zaciekawieniem, albo z jawną kpiną i Yevtsye, mimo swojej ogólnej naiwności, była wystarczająco dojrzała, aby potrafić zaakceptować obie reakcje. Nie mogła jednak nic poradzić na to, iż niedowierzanie ze strony ludzi, których trzymała najbliżej swojego serduszka, dotykało ją trochę bardziej niż powinno, toteż kiedy usłyszała powątpiewający, zrezygnowany ton głosu siostry, automatycznie poczuła rozżalenie.
- Ale ja wcale nie żartuję - próbując obronić się przed zarzutami ze strony Niny, automatycznie przestawiła się na rodzimy język, który był jej nieodłącznym kompanem, ilekroć czuła się podenerwowana. Tak na marginesie to moja iberyjska dusza automatycznie przetłumaczyła sobie ten atak oburzenia ze strony Yevtsye, ale później pomyślałam, że to i tak mija się z celem, skoro Patka nie habluje po hiszpańsku. Tak więc moja iberyjska dusza zapłakała z wielkim żalem i pozwoliła tej polskiej na ponowne przejęcie władzy. Koniec krótkiej historii z mojego życia.
Mimo pękniętego serduszka, nie pozwoliła zwątpieniu na to, aby przejęło nad nią całą władzę. Zebrawszy ze swojego pokoju wszystko, co wydawało się jej niezbędne do pokonania złego kwiatka, powróciła do salonu z miną najprawdziwszego wojownika i, ignorując niewzruszony wyraz twarzy Niny, zaczęła rozkładać swoje przybory w odpowiednich miejscach.
- Nie, nie, muszę to sprawdzić - mruknęła, rozwiązując supełek przy woreczku z solą. - Jak chcesz to idź spać, poradzę sobie sama. - Przy wykonywaniu tej operacji siostra akurat nie była jej potrzebna, zwłaszcza że jej powątpiewanie w niczym Yev nie pomagało. - Ewentualnie Barry mi pomo... - W tym momencie podniosła wzrok i zamarła, widząc, iż stojąca nieopodal Nina trzymała w dłoniach nawiedzonego kwiatka. - O nie - jęknęła i pokręciła głową. - O nie, o nie, ojejulku, o mamo... - W ekspresowym tempie podniosła się i doskoczyła do siostry, niechcący rozsypując sól na podłodze. Trudno, potem się posprząta. Bezpieczeństwo Niny było ważniejsze od porządku w domu. - Musisz go odłożyć, szybko - poinstruowała, patrząc na nią niepewnie i troskliwie. - Jak się czujesz? Niedobrze ci? Kręci ci się w głowie? - dopytywała, niemalże wychodząc z siebie. Właściwie kto dziwiłby się jej zmartwieniu? Nina trzymała w rękach potencjalnie nawiedzony obiekt, a Yevtsye, jako opiekuńcza, starsza siostra, musiała jak najprędzej jej pomóc.
_________________
yevtsye reyes
NOT EVERYONE WILL HAVE THE HEART YOU HAVE. △ not everyone will appreciate you and what you do for them. sometimes it won't be easy having a kind heart in a cruel world. BE PREPARED. ©endlesslove
[Profil]
 
 
Nina Reyes



26

trust me, i'm a biotechnologist

North Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Winter, Ivy, Phoenix, Philippa, Dale, Mordechai, Dayami, Tinsley

nieobecność: próbuję w życie do końca roku

Wysłany: 2018-12-04, 11:40   
  

  
Nina Reyes

  
my hair smells like chocolate

  

  
  
  
  


omg jak to się stało, że to już tyle czasu minęło

Nina była umysłem ścisłym, dążyła ku karierze naukowej, a choć bywały momenty, w których nauka stykała się z wiarą (tak, wierzę, że na dnie tej próbówki znajduje się niewidoczny osad z DNA), to raczej nie obejmowała ona nawiedzonych kwiatków. Na wyobraźnię Niny mogły zadziałać straszne opowieści, które ktoś opowiadał przy ognisku czy ewentualnie jego imitacji na ekranie telewizora, ale chyba bardziej bała się żywych, niż martwych. Oczywiście ceniła zainteresowania starszej siostry, starała się być dla nich wyrozumiała, przecież to jej życie i mogła robić sobie co chce - ale w ciągu dnia. Jeśli to obejmowało zawracanie dupy i hałasy w środku, to już nie było spoko.
Jej sposób rozumowania nie pojmował, co Yevtsye chciała sprawdzić i do czego były jej te wszystkie duperele, ani tym bardziej, czemu syfiła solą na podłodze. Anegdotka: jak chodziłam pierwszego listopada po cmentarzu, to znaleźliśmy grób obsypany dookoła solą, mój tatko śmieszkował, że pochowali tam wampira. Czy to sprawka Yevtsye? Koniec anegdotki. Nina nie chciała syfu ani dziwnych rytuałów, nie była już pewna, czy jej siostra zamierza obejrzeć tego kwiatka czy wyprawić czarną mszę i złożyć z niego ofiarę. Nie była też chyba pewna, co byłoby dziwniejsze w tych okolicznościach.
- Wyniosę go i będzie po sprawie. Nic mi nie jest, nie bądź głupia - burknęła w końcu, trochę oschlej, niż zamierzała, po czym ominęła Yev i z kwiatkiem w rękach powędrowała w stronę wyjścia z pokoju. Pewnie zaczął już na nią działać tak, jak naszyjnik horkruks na Rona, i dlatego była dla siostry niemiła. Na nieszczęście ich obu, Nina nie zdążyła dotrzeć do korytarza, a tym bardziej do śmietnika na zewnątrz domu. Na stopach miała puchate skarpety, w których zazwyczaj spała, a które niespecjalnie nadawały się do faktycznego chodzenia - czego dowód dostała właśnie teraz, gdy pośliznęła się na panelach. Nie upadła, jednak odzyskanie równowagi kosztowało ją... kwiatka właśnie. Wypuściła go z rąk, a ten uderzył o podłogę. Doniczka potłukła się w drobny mak, Nina wydała z siebie niekontrolowany okrzyk, resztki kwiatka wraz z ziemią potoczyły się po panelach, a Barry skulił się w kącie i wydał cichy jęk. No pięknie, teraz to już na pewno Yevtsye uzna go za nawiedzonego. Czy ta negatywna aura rozprzestrzeni się teraz na cały salon? Czy jej siostra już nigdy nie da im spokoju i będzie wyczyniać tu egzorcyzmy przynajmniej raz na tydzień? Pomyśleć, że Nina naprawdę chciała się wyspać.
_________________


But if you kissed me now I know you'd fool me again
  
[Profil] [WWW]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 7