nawigacja


Poprzedni temat «» Następny temat
Loża #2
Autor Wiadomość
Brentwood


Wysłany: 2017-06-24, 13:25   Loża #2
  

  
Brentwood

  
your favourite place on earth

  

  
  
  
  


[Profil]
 
 
Lionel Blake


Wysłany: 2017-07-07, 20:27   

Drzwi otworzyły się energicznie, a w nich stanał on. Aż dziw, że nie towarzyszyły mu błyski fleszy. Pierwsza strona gazet murowana. Uśmiechnał się zniewalajaco, ukazujac zdrowe, śnieżnobiałe zęby i ruszył energicznym, ale jednocześnie zgrabnym krokiem przez salę główna w stronę baru. W jego czarnej skórzanej, rozpiętej kurtce odbijały się refleksy rzucane przez kolorowe światła. Mężczyzna poprawił ciemna czuprynę i mrugnał do barmana.
-W porzadku?-spytał i przeniósł wzrok na obecnych przy ladzie gości. Było kilka osób, ale noc jeszcze młoda. Zamówił szklankę podwójnej whiskey z lodem i ruszył w stronę loży, gdzie rozsiadł się niczym król Lew na lwiej skale. Teraz impreza na pewno się rozkręcł. Upił łyka, cmoknał cicho i oblizał wargi. Czuł, że to będzie dobra noc. Odstawił na moment szklankę na stolik, by przeciagnać się i podrapać po karku. Zdjał kurtkę i rzucił ja obok. Pod spodem miał ciemny t-shirt z jakimś białym napisem. Nic nadzwyczajnego. Mimo, że lubił elegancko się ubierać, to zazwyczaj chodził na sportowo... przede wszystkim dla wygody.

Zaniepokojony odcięciem pradu wyszedł z lokalu, by poznać jego przyczynę. /zt
_________________
[Profil]
   
 
Clementine Palmer


Wysłany: 2017-08-07, 16:46   

Wiii! Świat wirował i mienił się barwami, których jeszcze nigdy wcześniej nie dostrzegła. Rzeczy małe wydawały się większe, kolor żółty był wręcz neonowy a czerń tak ciemna, że bała się w nia wchodzić. Głosy wyraźne jak nigdy dotad zwracały swoja uwagę Palmer na tyle, że obracała się niemalże dookoła. Do jej nosa dotarła dobrze znana woń za która przepadała od dziecka – gdzieś za rogiem musiała czaić się najcudowniejsza i najlepsza, oczywiście w tej chwili, smażalnia burgerów w Brentwood. Mimo wszystko, jasnowłosa do niej nie zaszła. Dlaczego? Dlatego, że jej nowo poznany przyjaciel na pewno by jej tam nie znalazł! Przed tym nim zniknał jej z oczu wspominał o jakimś klubie. Niestety, siedzac na fotelu fryzjerskim z milionem sreberka na głowie w wielkiej tubie do podsuszania włosów nie wychwyciła tego, o jakim konkretnie lokalu mówił. Fryzjer nie był zadowolony z tego, że wykonywał pracę po godzinach, na dodatek u kompletnie zalanej dziewczyny – mimo wszystko wizja dodatkowych paru stówek za tak późne przyjęcie skłoniła go, aby z jej długich i ciemnych włosów stworzył coś, z czego była zadowolona.
Lekko pofalowane włosy kończyły się kilka centymetrów za ramionami. Były jasne i miękkie w dotyku, a w kilku miejscach mieniły się różnymi refleksami. Była zachwycona, ale nie ukrywajmy – na haju i po tylu dawkach piwa każdy by się cieszył z tego, że nie wyszedł od fryzjera łysym. Rano zapewne będzie cieszyć się, że nie wpadła na jeszcze głupszy pomysł i nie obudziła się z tatuażem na tyłku.
Essex Arms było trzecim z kolei klubem na jej liście. Nie kojarzyła jego nazwy z jakichkolwiek rozmów, nie wydawał jej się też podejrzany. Gdy znalazła się w środku poczuła gorac od rozgrzanych w tańcu ciał, oraz woń tytoniu i pary, która na parkiecie sprawiała wrażenie mgły.
Nie potrzebowała zatrzymywać się w szatni – ubrała była dość skapo jak na sama siebie, postanowiła narzucić na szczupłe ramiona sukienkę, jeszcze z czasów studiów. Była ona koloru czarnego i kończyła się w połowie uda lekka, kobieca koronka. Aby nie było jej chłodno nałożyła jeszcze na siebie skórę, wywinęła rękawy a całość udekorowała długimi, czarnymi szpilkami. Do małej torebki wrzuciła drobniaki i telefon, który uprzednio wyłaczyła.
Dopiero, gdy znalazła się przy głównym wejściu rozejrzała się nieco uważniej i pokiwała głowa z uznaniem. Właściciel musiał wpakować w niego nie mała sumkę, oraz na pewno poświęcał temu miejscu dużo pracy. Uniosła rękę w geście victorii do jednego z ochroniarzy i uśmiechnęła się zawadiacko, czujac jak rytm muzyki porywa jej biodra do taktu. Z pewnościa, gdyby tylko pamiętała do kogo ten klub należy, to nie byłaby taka rozanielona. Nie widziała go dobrych kilka miesięcy i jakoś zdażyła się uporać z niechcianymi emocjami, a przynajmniej tak uważała do dziś.
Humor wyraźnie jej dopisywał. Sunęła powoli do przodu, aż oparła się wygodnie o bar i poprosiła o kolejne z kolei tego dnia piwo. Przestała liczyć ile już wypiła, jednak po proszkach jakie dostała od mężczyzny czuła ciagłe pragnienie, a jęczmień był odpowiedni do jego zagaszenia. Chwyciła napój, uregulowała rachunek i rozejrzała się dookoła. Gdzie był ten diler z którym spędziła dzisiejsze popołudnie? Z kim będzie się dalej bawić? Nie widzac go w pobliżu, stuknęła się kuflem z facetem stojacym obok, sadzac, że picie samemu jest smutne. Widziała jak na nia spogladał, pierw ze zdziwieniem, później z rozbawieniem a na końcu z powaga. Odwzajemnił toast i razem upili kilka srogich łyków, wplatujac się w rozmowę. Clementine cieszyła się, że poznała zaginionego faceta, że dał jej dragi i pomógł się wyluzować, zapomnieć i odrobinę zaszaleć. Nie znała siebie jeszcze z takiej strony, ale doszła do wniosku, że chyba polubiłaby takie zabawy od czasu do czasu. Tęskniła za przeszłościa, za upijaniem się z braćmi i holowaniem Paddy’ego do domu, zatrzymujac się w każdym możliwym miejscu, by mógł się wyrzygać. Lubiła drzeć się w niebogłosy, fałszujac najlepsze Irlandzkie przyśpiewki i wylewajac na siebie najlepsze Irlandzkie piwo. Puby w Irlandii nagle wydały się bardzo odległym wspomnieniem za którym zatęskniła na tyle, że musiała się z kimś tym podzielić.
- Jesteś z Irlandii? – usłyszała niewyraźne pytanie w swoim kierunku. Oblizała usta i skinęła głowa.
- Tak. Ty też mógłbyś być. Jesteś rudy. – zażartowała i uśmiechnęła się szeroko.
- Bo jestem z Irlandii! Ja cię pierdzielę, w ogóle bym nie powiedział. –
- Mój ojciec był Anglikiem, to po nim odziedziczyłam urodę. – nie wspomniała nic o tym, że właśnie dziś zdewastowała swoje włosy.
- Ciekawe jak wygladałabyś, gdybyś była ruda. –
- Zapewne jak teraz, tyle, że miałabym rude włosy? – matko, co za typ. Przynosił wstyd Irlandczykom! Przecież to oczywiste. W odpowiedzi roześmiał się tylko i pokręcił głowa. Wyraźnie jej słowa go rozbawiły, ale Palmer nie miała pojęcia dlaczego.
- Tęsknię za klimatem z naszych barów. – pożaliła się po chwili i upiła łyka trunku – Ten gwar, zapach piwa i smażonego jedzenia. No i muzyka. –
- O tak, dawno nie słyszałem nic kultowego. Ej, a to znasz? – zaczał bujać się do rytmu i wystukiwać go palcami na blacie. Przez chwilę ciężko było jej się zorientować z czym ma do czynienia, muzyka w lokalu szła na całego, po kilku sekundach rozpoznała utwór, którego nauczył ja Artem, najstarszy z braci. Ale dostał wpierdol. Roześmiała się, odchylajac głowę do tyłu i na moment przymykajac oczy. Gdy do jej uszu dobiegły ja słowa pierwszej zwrotki dołaczyła do niego. Zaczęli bujać biodrami do rytmu jednej z najlepszych barowych piosenek, a śpiew z poczatku nieśmiały, narastał na tyle, że ludzie zainteresowani rozgladali się poszukujac źródła dźwięku.

You've given me an option, you say I must choose,
'tween you and the liqour, then I'll take the booze!
Jumpin' on Western down to the south side,
Where I'll sit down and exercise my Irish pride!


Palmer uniosła pokal ku górze i podskoczyła kilka razy, rozlewajac go na boki, wyraźnie zadowolona. Ludzie w pobliżu, którym alkohol również uderzył do głowy i poprawił humor, widzac ich popisy zaczęli klaskać i gwizdać, kilku w pobliżu wystukiwało rytm to na kolanie, to na blacie. Przez chwilę poczuła się jak w domu.


Fuck you, I'm drunk
Fuck you, I'm drunk
And I'm going to be drunk till the next time I'm drunk!


Zakończyli i śmiejac się głośno dopili swoje piwo, chcac zamówić kolejne. Nie była pewna, czy refren zaśpiewała odpowiednio. Mogła pomylić słowa. Zamiast „you” użyć „me”, ale kto by zwrócił na to uwagę? Była pijana i szczęśliwa. Uśmiechnęła się, gdy barman podał jej kolejna porcję i odmówił zapłaty, doliczajac do swojego rachunku.
_________________
[Profil]
 
 
Lionel Blake


Wysłany: 2017-08-07, 19:20   

Podczas gdy Clemetine zaliczała rundkę po mieście, on siedział na zapleczu w swoim klubowym biurze. Odpalał kolejne papierosy i gasił pety w sporej, prawie zapełnionej popielniczce. Do jego uszu dobiegały znajome odgłosy codziennej imprezy. Przez zamknięte drzwi przedostawały się stłumione dźwięki muzyki, głośnych rozmów i brzdęków szkła. Przez ostatnie lata przyzwyczaił się do tego i mógł normalnie w takich warunkach pracować. Obecnie przygotowywał nowe zamówienie. Przysłali mu bardzo ciekawa ofertę, która oprócz zestawów alkoholi zawierała również przekaski. Rabat proponowali całkiem znośny. Zawsze co nieco zaoszczędzi. Odchrzaknał i wyjał z pudełka ostatniego papierosa. Będzie musiał przejść się do baru po kolejna paczkę. Zaznaczył kilka opcji w zamówieniu, odznaczył to czego nie potrzebował, po czym pospiesznie wykonał podpis elektroniczny i kliknał "wyślij". Przeciagnał się porzadnie, aż mu coś w karku strzeliło i wsunał swojego cichego truciciela między wargi. Odpalił końcówkę i zaciagnał się dymem, przymykajac lekko oczy. Powinien jeszcze posegregować rachunki i wykonać kilka przelewów. Potarł dłonia czoło, zerkajac na przeciwległa ścianę, na której piętrzyły się czarne segregatory. Każdy miesiac miał swoje miejsce. Musi jeszcze sporzadzić końcowe podliczenie za poprzedni miesiac. No... dokończyć, bo częściowe informacje były już na arkusz naniesione. Prowadził dwie bazy. Jedna, dokładniejsza w komputerze, druga bardziej ogólniejsza właśnie w tym pomieszczeniu. Zabrał się więc za to, stwierdzajac, że jest pilniejsze niż wcześniej wspomniane przelewy. Dopalił powoli papierosa i zgasił go, jednocześnie zapisujac plik. Po chwil wstał, podszedł do regału i wpiał kilka wypełnionych kartek do segregatora podpisanego "Czerwiec". Ziewnał przeciagle. Papierkowa robota zawsze go nużyła. Postanowił przejść się na przód po papierosy i przy okazji rozruszać nogi. Może nawet odpuści sobie resztę. Właściwie mógł zrobi ja jutro. To co musiał skończyć dziś, skończył. Przeczesał włosy palcami i ruszył do drzwi. Gdy je otworzył wszystkie dźwięki stały się dużo głośniejsze i ostrzejsze. Ruszył przez salę główna i skierował się do baru. Ludzie, których mijał w większości byli dla niego nieznajomymi. Zauważył kilku stałych klientów, których witał nieznacznymi skinieniami głowy. Przystanał niedaleko od jakiejś pary. Śpiewali w najlepsze, jakby w dupie mieli co leci z głośników. Uśmiechnał się tylko pod nosem i skinał na barmana.
-Czerwone-mruknał, a ten podał mu paczkę Marlboro. - i whiskey-dodał po chwili namysłu. Podczas gdy rozpakowywał swoje papierosy, barman wrzucił mu do szklanki kilka kostek lodu i zalał je alkoholem. Brunet kiwnał do niego w podzięce i odwrócił się, opierajac o brzeg lady plecami. W spokoju odpalił papierosa, omiatajac bawiacych się gości spokojnym spojrzeniem.
_________________
[Profil]
   
 
Clementine Palmer


Wysłany: 2017-08-07, 19:58   

Ktoś musiał pracować, aby ktoś mógł się bawić w najlepsze, nie? Co zabawne i niezwykłe pierwsza część zdania nie dotyczyła Clementine. Dziś miała w dupie raka, choroby i problemy pacjentów. Może i brzmi to brutalnie. Jednak pewna dziewczyna podczas rozmowy miała absolutna rację – czasem każdy potrzebował odpoczynku, bez względu na powołanie.
Nie miała pojęcia ile upłynęło czasu, odkad znalazła się w lokalu, ale nie miała ochoty z niego wychodzić. Oparła się plecami o blat i zsumowała trunki. Trzecie piwo w tym klubie. Godzina, nie więcej odkad tu jest, a udało jej się spotkać pobratymca, pośpiewać jak w Irlandzkim pubie i napić się piwa, które nie było zmieszane z woda.
- Ej, mała a jak Ty się w ogóle nazywasz?- mężczyzna pochylił się w jej stronę i jednym, wprawnym ruchem przyciagnał ja do siebie, gdy ta zbliżała usta do szklanki, aby dopić do dna.
- Na imię mam nie dotykaj! – spróbowała się odsunać, jednak na próżno.
- No weź, nie badź taka. – jaka? Skoro na prochach i po pijaku nie miała ochoty na przytulanki, to chyba coś znaczyło, nie? Rudy nie miał szans bez względu na pochodzenie i wyglad Adonisa – nie kręciły jej żadne nowe znajomości bliższe niż śpiewy i chlanie.
- Puść. – rozejrzała się dookoła, szukajac jakiejkolwiek pomocy. Na moment zastygła bez ruchu, wyraźnie zbita z tropu. Czy tam, przy barze znajdował się Blake?
- Nie-e. – już go nawet nie słuchała. Poczuła jak robi się czerwona na twarzy, a zaraz schodza z niej kolory. Jak on w ogóle śmiał łazić sobie po klubach i spogladać na wszystkich dookoła, kiedy ona cierpiała?! Nawet nie raczył odpowiedzieć jej na wiadomość. Ani ok, w porzadku, spierdalaj. Tylko głucha cisza, która trwała z dobry miesiac.
Jej dłoń plasnęła o czoło mężczyzny, wydajac głuchy dźwięk. Wykorzystała okazję, gdy Irlandczyk był w szoku i wyswobodziła się z jego uścisku, by zmierzyć zdecydowanym krokiem w kierunku Lionel’a. Mimo iż dzieliły ich sekundy, miała możliwość w zwolnionym tempie wymyśleć plan działania. Wyleje na niego piwo, którego nie ma i obrzuci go wyzwiskami. Rozpłacze się i mocno przytuli. Da mu w twarz, albo jeszcze raz przeprosi. Może zaprosi go na kawę, albo postawi mu drinka?
Usiadła obok niego i zaplotła nogę na nogę. Odchyliła głowę do tyłu i uśmiechnęła się szeroko, zgarniajac szklankę z whiskey w swoim kierunku i spogladajac na niego uważnie.
- MysięznamypanieBlake?- sama by siebie nie zrozumiała. Mówiła na wydechu, próbujac pohamować emocje, jakie targały nia w rzeczywistości. Miała wrażenie, że świat zwolnił, a wokół nie ma nikogo innego prócz nich. - Na pewno się znamy. Jest pan źródłem moich problemów.- uniosła szklankę z JEGO alkoholem i bez pardonu przechyliła ja do gardła. Stłumiła skrzywienie się i przełknęła goryczkę, która zaraz rozgrzała jej gardło.
- Tęskniłam.- uśmiech zniknał z jej twarzy, a wzrok powędrował w kierunku rudzielca, który postanowił tak łatwo nie odpuszczać.
- Ej, mała, tak ładnie się śpiewało, chodź. – wyciagnał dłoń w jej stronę, jednak ja odtraciła.
- Czekaj, jestem zajęta. - wyciagnęła dłoń w kierunku Lionel’a, chcac go przedstawić.
- Lionel’u, to jest Rudy, Rudy, to jest Lionel. - zachichotała, zapominajac zapytać o imię nieznajomego. - Rudy jest z Irlandii i umie śpiewać, ale jest rudy. – przerwała na moment i odstawiła szklankę, niepewnie gibiac się na krześle. - Lionel mi się kiedyś podobał, ale mam przez niego kłopoty. - skierowała palec wskazujacy na jego tors i dźgnęła go lekko w pierś - Clint wygadał się, że całuję się ze sponsorem badań onkologicznych. Ordynator się wściekł- urwała na moment, chcac przetrawić słowa, które wypadały z niej jak monety z automatu.
- Onkologicznych? Ordynator? – Rudy wyraźnie zbity z tropu przygladał się lekarce. – Ty go całowałaś?-
- Mam szlaban w przychodni do Bożego Narodzenia. Moim ulubionym zajęciem jest zbieranie próbek moczu- stłumiła śmiech widzac ich miny. Prawda była taka, że szczerze nienawidziła tego, co tam robiła, a całe to gadanie było murem, który powoli kruszał. - Tak, całowałam i nie żałuję! Co z tego, że jest stary! Masz coś do starych ludzi?- wypaliła nagle, gdy dotarło do niej pytanie mężczyzny. Lio był zajebisty. - Jako jedyny nie traktował mnie jak wariatki.- zapewne aż do teraz. Nagle zaczał ja irytować ten nowo poznany człowieczek. Chciała zostać z Blake'm sam na sam, by rozmówić się z przeszłościa raz na zawsze.
- Ale ma jedna wadę. Nie odpisuje na przeprosinowe SMSy.- odwróciła głowę, by spojrzeć na ciemnowłosego z oburzeniem.
_________________
[Profil]
 
 
Lionel Blake


Wysłany: 2017-08-07, 21:32   

Co prawda, to prawda. Dlatego Lionel postanowił, że własnie teraz sobie odpocznie. W dzień jeździł po spotkaniach jak głupi. Jak nie jeździł, to rozmawiał przez telefon. Czasami przez prawie cały dzień nie ma nic do roboty, a czasami jak się tego zbierze, to nie ma czasu by się po tyłku podrapać. Po południu za to postanowił wziać się za robotę papierkowa i sprawdzić email. Takim o sposobem mężczyzna dopiero teraz miał wolne. I co ? I ktoś chyba uparł się, by mu ten relax popsuć. Jeszcze raz zerknał na parę siedzaca nieco dalej po jego prawej. Zmarszczył lekko brwi Właściwie chciał już interweniować i poinformować rudego, żeby się zachowywał. Już otworzył usta, by coś powiedzieć. Nawet jego ręka była w trakcie unoszenia się. Chciał mu machnać i krzyknać, że był spokój, bo ochrona czuwa... jednak tak szybko jak usta otworzył, tak szybko je zamknał. Opuścił dłoń zdziwiony. Kobieta nieźle go trzasnęła. Chyba nie potrzebowała specjalnie ochrony. Odchrzaknał cicho i zaciagnał się dymem. Zarejestrował, że blondynka nagle ruszyła w jego kierunku. Działo się to jednak tak szybko, że zdażył oderwać od niej wzrok, więc zaraz pospiesznie znowu na nia spojrzał i zamrugał zdziwiony.
-Ee? Co?-mruknał, gdy wybełkotała coś w nieznanym mu chyba języku. Chociaż nie, chwila. Pochylił się nieco w jej stronę, gdy mówiła coś dziwnego o problemach. Czy ona wypiła jego drinka?
-Ale to nie... Clementine?-mruknał, mrużac oczy. Zaraz? Co ona powiedziała? On źródłem problemów? W ogóle skad ona się wzięła... i czemu tak wyglada? Obejrzał ja sobie od stóp do głów i przez chwilę tkwił tak w zadumie. Nie dość, że prawie w ogóle jej nie przypominała, to była nieźle zalana. W dodatu chyba coś ćpała. Przynajmniej takie miał wrażenie patrzac na jej nienaturalnie wygladajace oczy i bardzo blada cerę. A może to to światło?
-Tęskniłaś?-spytał, unoszac jedna brew. No wariatka. Znowu czuł się jak w jakimś psychodelicznym filmie. A to jeszcze nie koniec. Jest i rudy. Spojrzał na przybyłego mężczyznę i zacisnał zęby. Miał poniekad wrażenie, jakby sytuacja sprzed miesiac,a, z basenu powtarzała się właśnie. Jakiś facet i ona gadajaca od rzeczy. Jap, zgadzało się. Kilkakrotnie próbował jej przerwać, niestety bez skutku. Znowu coraz bardziej go ta cała sytuacja irytowała. Tym bardziej, że barmanki i stadko klientów już zaczęli im się przygladać.
-Wypierdalaj-warknał w końcu, nie wytrzymujac. Patrzył na rudego z mordem w oczach. Temu spojrzeniu nie należy się sprzeciwiać... i rudy o tym wiedział. Zerknał w stronę baru i znowu na Palmer. Zgasił pospiesznie peta, złapał kobietę za łokieć i wręcz wywlókł ja tylnym wyjście na tyły klubu. Niewielki ogrodzony siatka plac z kilkoma dużymi śmietnikami. Była też furtka przez która wychodziło się na parking.
-Co Ty sobie wyobrażasz?-warknał wbijajac w nia ostre spojrzenie. Złapał ja za brodę, przyciagnał i utkwił spojrzenie w jej oczach.
-Piłaś...-to było stwierdzenie - I ćpałaś? Kto Ci dał i co ?-spytał odrobinę podniesionym głosem. Nie chciał, żeby ktokolwiek ich usłyszał. Znowu zaczynał się denerwować, mimo że nie powinien.
_________________
[Profil]
   
 
Clementine Palmer


Wysłany: 2017-08-07, 22:03   

- To ja!- uniosła dumnie rękę i pomachała mu przed twarza. Dlaczego jej nie rozpoznał? Zaraz jednak jej dłoń wplotła się we włosy, a w umyśle pojawiła się wizja fryzjera i zmiany wizerunku. No tak! Zapomniała o tym kompletnie.
Cała ta sytuacja była zwariowana. Miała ochotę zapytać go o to co robił w tym pieprzonym klubie. Nie łaczyła faktów, że był jego właścicielem, a przynajmniej w chwili obecnej. Gwar ludzi, muzyka i cała ta sytuacja sprawiły, że ciężko był jej się skupić. Zmarszczyła brwi i przygladała się Lionel’owi, co jakiś czas kierujac wzrok w kierunku Ryżego. Gdy Lio na niego ryknał, aż wstrzymała powietrze. Mężczyzna w odpowiedzi uniósł dłonie w przepraszajacym geście i po prostu odpuścił, posyłajac jej krótkie, uważne spojrzenie. Przełknęła ślinę, majac wrażenie, że jeszcze na siebie wpadna.
- Boli.- zamarudziła cicho, gdy wyciagnał ja na dwór. Zimne powietrze chlusnęło ja w twarz i sprawiło, że mimowolnie zadrżała. Oparła się tyłkiem o ścianę i oplotła dłońmi, tracac na chwilę dobry humor. Co ona tutaj właściwie robiła? I dlaczego znowu go widzi? Przyjrzała mu się pytajaco, wyraźnie rozważajac jego pytanie, po czym westchnęła i spuściła głowę. Nie trwało to długo, Lionel kompletnie się nie patyczkował. Czuła się jak w pokoju przesłuchań. On grał złego glinę, a ona była wstrętnym opryszkiem, który na pewno na sumieniu miał kilkanaście niewinnych osób. Po raz kolejny wstrzymała powietrze, a w oczach zatańczyły dwa ogniki. Była zdenerwowana tym, że po raz kolejny tak brutalnie ja potraktował. Jednym machnięciem uderzyła go w dłoń, jakby chciała odgonić od siebie natrętna muchę i odsunęła się w bok. - Co sobie wyobrażam?- w jej głosie dało się wyczuć nutkę rozżalenia i goryczy. Czy on nie mógł się tak po prostu domyślić? Przecież podeszła do niego i zagadała – to chyba wszystko wyjaśniało! Palmer nie była dobra w gry międzyludzkie, a próba wyjawienia swoich uczuć przychodziła jej ciężko. Ale nie dziś. Była tak zalana, że było jej to totalnie obojętne. Skoro przez miesiac mogli się nie widzieć, to w razie czego daliby radę nie widzieć się…na przykład nigdy, prawda?
- Nic sobie nie wyobrażam.- odparła po chwili i przestapiła z nogi na nogę, rozgladajac się nerwowo. - W ogóle sobie nie wyobrażam, że będziesz chciał ze mna porozmawiać, albo, że odpiszesz mi na tego głupiego esa. Tak właściwie to nienawidzę myśleć o Tobie i o tym, że jest mi źle, gdy Cię nie widzę. Nienawidzę myśleć o tym, że nie brałeś tego na poważnie. Nienawidzę tego jak na mnie patrzyłeś i tego, że czytałeś mi w myślach. Nie lubię tej ciszy. Nie umiem wymazać Cię z pamięci. Najgorsze jest to, że ja nawet nie mam kawy, a Ty masz w domu wielkie bydle z zębami.- pociagnęła krótko nosem i przelotnie mu się przyjrzała. Tak, ona też nie do końca wiedziała w czym rzecz, ale mówienie wszystkiego na opak było łatwiejsze. - Przepraszam, że zraniłam Cię w stopę-dodała, nim zadał jej następne pytanie. Zmarszczyła brwi, próbujac sobie przypomnieć. Dostała coś co było małe i okragłe. Ah, tak! - Tic taci.- odparła rezolutnie, wyraźnie nie zamierzajac ułatwić mu rozmowy. Dla niej ważniejsze było wyjaśnienie sytuacji, jaka pojawiła się parę tygodni temu. Nie chciała, aby ich znajomość się zakończyła, a na pewno nie w taki sposób. - Lio, naprawdę tęskniłam.- dodała nieco ciszej i zacisnęła wargi tak mocno, że te zniknęły, pozostawiajac po sobie waska szparę.
_________________
[Profil]
 
 
Lionel Blake


Wysłany: 2017-08-08, 11:14   

To było do niego niepodobne. Czemu tak bardzo się tym wszystkim przejmował. Myślał, że rada Richarda mu pomogła. Właściwie tak właśnie było. Odpuścił sobie, skasował wiadomości i do tej pory wszystko toczyło się starym torem. Pracował, imprezował w klubie, jadajac drugie śniadania w samotności. Wychodził z psem na długie spacery... Nawet przespał się ze szczupła brunetka, co jednak nie sprawiło mu tak dużo radości jak wcześniej. Nie rozumiał więc, czemu tak nagle wszystko znowu wywróciło się do góry nogami. A wszystko za sprawa Clementine. Co go podkusiło, żeby zaprosić ja wtedy na kolacje? A przecież z poczatku mu odmawiała! Trzeba było odpuścić. Jasne... madry po szkodzie. Zdarzenie na basenie wyprowadziło go poniekad z równowagi, mimo że przecież nic takiego się nie stało. Ale teraz to chyba przesada... Przyszła do jego klubu nawalona i naćpana, w dodatku z jakimś kolesiem. Co chciała osiagnać? Chciała by było mu jej szkoda? By był zazdrosny? A może chciała po prostu żeby się wkurwił... Jakoś nie pomyślał, że może trafiła tu zupełnie przypadkiem. Co prawda musiał przyznać, że widok jej z jakimś facetem wywarł na nim okropne wrażenie. Miał ochotę dać mu po mordzie i ledwo się od tego powstrzymał. W końcu nie mógł stracić kontroli we własnym lokalu. Jakby to wygladało? Patrzył na blondynkę... raczej nieprzychylnie i podejrzliwie. Tyle negatywnych myśli krażyło mu po głowie, ale mimo to potrafił uznać, że wyglada dziś, mimo swojego stanu, wspaniale. Nowa fryzura jej pasował, a ubiór i szpilki dodawały seksapilu. Obok takich kobiet nie przechodziło się obojętnie. Przynajmniej on nie przechodził. Znowu się zezłościł... tym razem na swoje własne rozmyślenia. Odetchnał głęboko, a gdy Palmer uderzyła go w rękę, złapał szybko i mocno jej nadgarstek.
-Przychodzisz do mojego klubu ze swoim kolesiem i robisz mi scenę na oczach współpracowników i gości... nie sadzisz, że przeginasz?-warknał, wyraźnie wzburzony.
Wtedy mówić zaczęła ona. Słuchaj jej najpierw ze zmarszczonymi brwiami. Im dłużej mówiła, tym Lio zaczynał uważniej słuchać. Patrzył na jej twarz i to wszystko co się na niej działo podczas mówienia. Szczerze powiedziawszy nie spodziewał się tak dużego i wielopoziomowego wyznania dzisiejszego wieczora. Nie dość, że go to zaskoczyło, to jeszcze coraz trudniej było mu sobie przypomnieć czemu był taki wściekły. Jakby uszedł z niego nadmiar powietrza. Dobrze, że był trzeźwy. Kto wie czy gdyby był równie pijany badź naćpany co Clem, to doszłoby do niego cokolwiek z tego co mówiła. Teraz jednak usłyszał i zrozumiał wszystko. Ba... to nie wszystko. W jakiś dziwny niewytłumaczalny sposób zaczał ja rozumieć. Ja i siebie przy okazji. Gdy wypowiedziała ostatnie zdanie, zdażył już przeanalizować cała ich znajomość od poczatku do obecnego momentu.
-A w dupie-mruknał jakby sam do siebie i pospiesznie, władczo przyparł kobietę do ściany, o która się opierała. przytrzymał jej dłonie i pocałował ja w usta. Mocno i gwałtownie. Po chwili puścił ja i ułożył swoje dłonie częściowo na jej szyi, częściowo szczęce, nie przerywajac pocałunku.
_________________
[Profil]
   
 
Clementine Palmer


Wysłany: 2017-08-08, 11:33   

- To Twój klub?- mógł dostrzec watpliwość na jej twarzy, nie pamietała aby mówił o nim konkretnie. Skinęła głowa po namyśle, dochodzac, że to może mieć sens.
- Ty serio myślisz, że umówiłabym się z rudym?- uniosła brew, a po chwili się roześmiała. Był to szczery chichot, którego nawet nie hamowała. Jakby opowiedział jej dobry żart. - On już tu był. - otarła łzę z policzka i uniosła dłoń do żoładka, czujac jak od tej radości pobolewa ja brzuch. - My tylko śpiewaliśmy. Za kogo mnie masz?- dodała w swojej obronie, znowu czujac się urażona. Nie spotykała się z nikim od lat. To Lionel wywarł na niej tak olbrzymie wrażenie, że jej mózg postanowił zmiksować się na papkę i kompletnie nie współpracować. - Ja nie chcę nikogo prócz Ciebie.- uśmiechnęła się, będac dumna. W końcu mówienie o uczuciach było łatwe i przyjemne. Pierwszy raz od zawsze tak właściwie. Gdyby jej nie złapał, to przybiłabym sobie pionę w nagrodę. Chociaż z drugiej strony, ta była znacznie lepsza. Oddała pocałunek, łapiac go za poły marynarki i przyciagajac do siebie. Do jej nozdrzy uderzyła woń jego perfum i dymu tytoniowego. Choć za papierosami nie przepadała, tym razem spodobało jej się to połaczenie. Wysunęła delikatnie koniuszek języka u musnęła nim wierzch jego górnej wargi, wydajac z siebie cichy pomruk, a zaraz po tym przechyliła głowę, chcac się czegoś upewnić.
- Już się nie gniewasz?- nie była pewna tego czy znowu się na nia nie obrazi. A co jeśli on w dalszym ciagu będzie traktować ja jak przygodę? Tak właściwie to nawet się nie określił! Po co ona to wszystko tak mu wyjaśniła, skoro nawet tego nie skomentował?
_________________
[Profil]
 
 
Lionel Blake


Wysłany: 2017-08-08, 12:20   

Jej wyjaśnienia odnoście rudego wyraźnie przypadły mu do gustu, bo nie rozwijał już tego tematu. Kolejne stwierdzenie jednak go zaskoczyło. Czy to możliwe, że nawet nie zauważył, że relacja pomiędzy nim, a Clementine urosła do takich rozmiarów. A może naszło ja tak od tego pijaństwa. A może zwyczajnie był ślepy. Nawet swoich odczuć nie potrafił odczytać, a co dopiero innych. Chyba za bardzo przyzwyczaił się do swojego typowego stylu życia i korzystania z chwili. W sumie znowu to robił, ale tym razem nie z myśla, że to tylko przelotny romans. Może powoli otwierał się na coś więcej. Tylko trudno będzie mu się do tego przyznać. Podczas pocałunku pomyślał, że chyba też trochę za nia tęsknił. Najmilej wspominał chyba ich wspólne śniadanie u niej w mieszkaniu. Czuł się wtedy tak swobodnie i pozytywnie. Jemu również nie uszedł zapach jej perfum. tych samych, które czuł podczas ich wspólnej kolacji, jak i następnego dnia podczas ich zbliżenia, zanim je z siebie zmyła. Czuł jej bicie serce zakryte krótka czarna sukienka, która również cholernie mu się na niej podobała.
-Cicho-mruknał, gdy znowu zaczęła coś gadać. Pewnie będzie musiał z nia porozmawiać, ale nie w tej chwili. Nie tylko dlatego, że na dziś miał dosyć jej gadania... również dlatego, że była zalana, a rozmowę w takim stanie trudno nazwać poważna. Znał to z własnego doświadczenia. Zjechał dłonia na jej biodra, pocałunek składajac na jej szyi. Lekko podgryzł skórę, w tym samym momencie podciagajac jej sukienkę i wsuwajac dłoń na odkryty pośladek. Wtedy zapaliła się mu czerwona lampka. Zaplecze ze śmietnikami to nie jest najlepsze miejsce. Tym bardziej, że barmanki co jakiś czas wysypywały tutaj zawartości popielniczek. Niewiele myślac zarzucił sobie drobna blondynkę na ramię i zaniósł ja do auta. Ułożył na tylnych siedzeniach i wsunał się za nia, unoszac jej kieckę aż do pasa. Druga dłonia zacisnał lekko na jej udzie.
_________________
[Profil]
   
 
Clementine Palmer


Wysłany: 2017-08-08, 12:43   

Zgodnie z jego zaleceniem umilkła. Przymknęła oczy i uniosła drżaca dłoń do jego skroni. Musnęła je niepewnie opuszkami palców, po czym wplotła ja w jego gęste włosy, dokładnie tak jak za pierwszym razem. Nie była pewna czy drżała od zimna, podniecenia czy emocji. W końcu działo się dużo, a wszystkie doznania były naprawdę intensywne. Otworzyła się przed nim. Tak naprawdę i tak jak powinna zrobić to za pierwszym razem. W głowie nie tańczyły jej zbędne myśli, nie doszukiwała się ewentualnych problemów, oraz tego, że znowu ktoś mógłby ja zobaczyć. Pijana, naćpana i z nim. Clinton miałby z niej pożywkę na kilka dobrych lat. Wszystkie trzy rzeczy jednocześnie. Zwariowała, naprawdę zwariowała i to na dobre. Po części była to wina ciemnookiego. Zgubiła się i nie mogła odnaleźć. Nie wiedziała kim do końca jest i co powinna ze soba zrobić. Alkohol, nieznajomy i dragi odrobinę ja nakierowali. Teraz szczerze zwatpiła, że trafiła tutaj, do Essex Arms przypadkowo. Coś na pewno nia kierowało.
Między pocałunkami wkradały się czasem złe myśli.I ntensywnie myślała o tym, że zapewne jutro już nie będzie tak przyjemnie. Że lęki powróca i znowu spieprzy z nim sprawę. Że wróca do punktu wyjścia. Bała się tego, że zapomni o dzisiejszym wieczorze i rano nie będzie pewna tego, że chciałaby spróbować. Spróbować mu zaufać i dać pochłonać się tej znajomości doszczętnie. Bała się, że znów zacznie analizować za i przeciw, oraz fakt, że w pracy gdy tylko się o nich dowiedza, zostanie zjedzona jak smaczny kawałek pizzy. Wybiegała tak w przód, układajac wszystkie puzzle po swojemu. W końcu w dalszym ciagu nie wiedziała jakie były i jego plany. Dała mu w kość. Niejednokrotnie. Z poczatku tak okrutnie go zbywała. Mówiła, że nie ma czasu, a siedziała na kanapie i ogladała reklamy. Nie odpisywała na wiadomości majac wrażenie, że to i tak pójdzie na marne. Że gdy facet dostanie co chce będzie kolejnym trofeum i kolejna zwykła sasiadka. Dlaczego więc o niej nie zapomniał? Może się nawet trochę ucieszył? Nie potrafiła go rozszyfrować i już nawet nie chciała. Nie znała Lionel’a najlepiej. Wiedziała tyle, że miał koło czterdziestu paru lat. Wygladał natomiast, jakby miał trzydzieści pięć. Zapewne wyobrażał sobie, że ma koło dwudziestki, a czasami zachowywał się jak dziesięciolatek. Bała się tego, co mogło przynieść im jutro, albo nawet i kolejny miesiac. Z drugiej strony nie chciała marnować swojego życia jak robiła to dotychczas. Chciała brać życie za kłaki i nie patrzeć na konsekwencje. Źle, czy dobrze – okaże się później.
Gdy ja podniósł krzyknęła, próbujac stawiać opór. Zawisnęła bezwładnie na jego ramieniu i machnęła nogami, próbujac się jakoś zaasekurować.
- Widać mi dupę, Blake!- zapiszczała, próbujac jakoś ja zakryć. Zwiewna sukienka podwinęła się niemalże pod pępek i utknęła pomiędzy nia a Lionelem i za żadne skarby nie chciała drgnać. Czuła jak robi jej się słabo. Czy ona miała na sobie majtki? Ano, nie, z drugiej jednak strony, gdy do niej dotarła ta informacja już była w aucie. Jeden but zahaczył o materiał siedzenia i zsunał się z jej drobnej nogi. Bez słów cofnęła się i pociagnęła go za koszulę w swoja stronę i wpiła się w jego usta swoimi wargami. Jej dłonie bładziły po jasnym materiale, próbujac w chaosie odnaleźć dojście do jego ciepłego ciała. Tracac cierpliwość Clementine jednym silnym ruchem rozerwała ja i głośno się roześmiała. Guziki posypały się we wszystkie możliwe strony i zakamarki. Jeden trafił w szybę, a drugi w czoło, pozostawiajac chwilowy, czerwony ślad. Chłodne ręce dziewczyny wsunęły się pod koszulę i musnęły jego klatkę piersiowa, by przejść na plecy i przycisnać go jeszcze bardziej do siebie.
_________________
[Profil]
 
 
Lionel Blake


Wysłany: 2017-08-08, 15:58   

Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
_________________
[Profil]
   
 
Clementine Palmer


Wysłany: 2017-08-08, 16:26   

Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
_________________
[Profil]
 
 
Lionel Blake


Wysłany: 2017-08-08, 21:38   

Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
_________________
[Profil]
   
 
Clementine Palmer


Wysłany: 2017-08-08, 21:41   

Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
_________________
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 5