nawigacja


Poprzedni temat «» Następny temat
Balkon
Autor Wiadomość
Winter Aldridge



22

barman

South - West Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Mordechai, Phoenix, Philippa, Ivy, Dale, Dayami, Tinsley





Wysłany: 2017-09-18, 21:06   
  

  
Chione Winter Aldridge

  
how can a heart like yours ever love a heart like

  

  
  
  
  


Wyszedł tylko na chwilę, zaraz miał przecież wrócić do środka. Nie zmarznie aż tak bardzo. Chwila chłodu dobrze mu zrobi, to coś bardzo miłego w porównaniu do zaduchu, jaki panował wewnatrz klubu. Właśnie dlatego cofnał się o pół kroku, próbujac uciec przed jakże wspaniałomyślnym gestem Adama, a jednak kiedy kurtka już wyladowała na jego ramionach, zrobiło mu się jakoś dziwnie miło. Najwidoczniej Deacon wciaż się o niego troszczył, chociaż trochę. Nawet po tym, jak kiepskim przyjacielem okazał się Winter.
- Na pewno, nic mi nie jest - wzdrygnał się odrobinę pod dotykiem dłoni Adama, ale tym razem się nie odsunał. Wbił w nia wzrok. Jak wiele nagich ciał Adam dotykał ta dłonia, odkad Winter uciekł z mieszkania jego babci? Zapewne wiele, bo Adam taki był. Dla Wintera było to zupełnie w porzadku. Wydawało mu się, ze to normalne i że tak powinno być. Momentami też tak chciał. Nie potrafił i przez to były te wszystkie problemy. Sam je tworzył, sam pograżał siebie i ich przyjaźń. - Byłem - pokiwał głowa. - Nic mi nie jest. Tylko nadgarstek - uniósł druga rękę, która była już tylko trochę sina. Momentami jeszcze odmawiała Winterowi posłuszeństwa, ale zrezygnował już z bandażowania, było mu dobrze bez tego. Nikt nie musiał widzieć, że coś mu dolega, choć odrapana twarz mówiła sama za siebie. - Przepraszam - spuścił głowę, ręce wyprostował wzdłuż tułowia. Nawet na papierosa przeszła mu ochota. Nawalił, znowu. Adam był dla niego gotów tak wiele poświęcić, a on zwyczajnie na to nie zasługiwał, unikał go i celowo odpychał swoim zachowaniem. A ten najbardziej troszczył się o jego zdrowie, chyba nawet bardziej niż sam Aldridge. - Adam, ja... nie chcę, żeby to decydowało o naszej przyjaźni... To znaczy, no wiesz... to... - zajaknał się i zaczał gubić w swoich myślach, tak, jakby już wcześniej nie czuł się wystarczajaco zagubiony. Powtórzył Adamowi dokładnie to, co zaproponowała mu nie tak dawno Astrid, ale teraz, w jego ustach, brzmiało to prymitywnie i żałośnie. Dokładnie tak, jakby nauczył się roli, ale w połowie zapomniał tekstu. Gdzie w tym momencie byli dublerzy? Czy Winter zaopatrzył się w dublera swojego życia? Może nigdy nie powinien odgrywać tu głównej roli, może marny reżyser ciał koszty w tej i tak już marnej sztuce, jaka było życie blondyna, więc zatrudniał właśnie jego, bez dublera i bez żadnych sprytnych sztuczek. Był marnym kochankiem i marnym aktorem. Nic dziwnego, że w niczyim życiu nie przyszło mu grać pierwszoplanowej roli, w swoim własnym też tego nie chciał.
_________________
take a look at these dirty hands
take a look at this face these blazing eyes


[Profil]
 
 
Adam Deacon


Wysłany: 2017-09-20, 09:02   

Wszystkie jego dobre intencje były bezużyteczne, gdy na każdym kroku popełniał jakiś bład. Nawet przy oddaniu przyjacielowi kurtki musiał zrobić coś nie tak, skoro ten próbował uciec przed jego dotykiem. Bezinteresowne gesty ze strony Adama były rzadkościa, właściwie najczęściej traktował je jako zręczny środek do zdobycia czyjejś przychylności. I choć nie wierzył w altruizm, zbyt wiele razy miał do czynienia z ludzkim egoizmem, tym razem chciał tylko zapewnić ciepło bliskiej mu osobie, nic więcej. Zreszta, Winter zawsze był dla niego wyjatkowy, bo już od najmłodszych lat starał się go chronić. Nawet nie zauważył kiedy ta chęć otoczenia go swa opieka przeistoczyła się w pragnienie zamknięcia go w bezpiecznym kokonie stworzonym z silnych, ciepłych ramion.
Trzymał jeszcze przez chwilę dłoń na jego ramieniu i wypuścił je ze swojego uścisku dopiero wtedy, kiedy otrzymał zapewnienie, że Winter był w szpitalu. Lekarze wykryliby coś niepokojacego, w końcu takie było ich zadanie. Na całe szczęście obrażenia nie były poważne, skoro Aldridge mógł pracować. Jednak siniec ulokowany wokół nadgarstka wcale nie wygladał dobrze. Tylko krótka chwilę mu się przygladał i to ze ściagniętymi mocno brwiami, bo jednak wciaż krył się w nim cień niepokoju.
Nie musisz mnie przepraszać – baknał pod nosem, po czym westchnał cicho. Znów uderzyło w niego poczucie winy, bo wymusił przeprosiny, które były niepotrzebne, na dodatek wcale mu się nie należały. Powinien był wcześniej schować dumę do kieszeni i spróbować skontaktować się z najlepszym przyjacielem. A jeśli nie z nim osobiście, to przecież znał całkiem dobrze cała jego rodzinę. Mieli sporo wspólnych znajomych. Bał się jednak rozpytywać o niego innych, to wygladałoby dość podejrzanie, czyż nie?
Mógłby przysiac, że na krótka chwilę jego serce zamarło a oddech ugrzazł na dnie płuc. Na całe szczęście szybko wział się w garść. To była przecież szansa na naprawienie wszystkiego, musiał więc chwycić ja mocno i nie wypuszczać.
Ja też tego nie chcę – odparł szybko, może nawet zbyt szybko, ale to było nieistotne w tej chwili, kiedy okazja odbudowania ich przyjaźni spadła mu z nieba. – Nie chcę, żebyś czuł się przy mnie skrępowany. Zależy mi na tobie – dodał po chwili, tym razem spokojniej. – Dobrze wiesz, że jesteś mi bardzo bliski. Nie chcę stracić tak wspaniałego przyjaciela – rzekł szczerze, na koniec nawet zdobył się na drobny uśmiech. Chciał oczyścić atmosferę, ale przede wszystkim chciał pokazać Winterowi ile ten dla niego znaczy.
[Profil]
 
 
Winter Aldridge



22

barman

South - West Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Mordechai, Phoenix, Philippa, Ivy, Dale, Dayami, Tinsley





Wysłany: 2017-09-23, 01:07   
  

  
Chione Winter Aldridge

  
how can a heart like yours ever love a heart like

  

  
  
  
  


Adam nie popełnił żadnego błędu. Winterowi wszystko to wydawało się po prostu niedorzeczne. To, że tu przyszedł, że najwidoczniej próbował załagodzić sprawę, choć to Aldridge odrobinę ja spieprzył, nie odzywajac się do przyjaciela czy wręcz go unikajac. Podobnie niedorzeczny był dystans, jaki Winter usilnie próbował między nimi stworzyć. Zupełnie tak, jakby bał się, że to wszystko może być drugie dno, że może pomiędzy nim i Adamem mogłoby by coś innego, jak przyjaźń, choć równie pozytywnego. Irracjonalny lęk przed emocjonalnym zbliżeniem z drugim człowiekiem na poziomie innym, niż przyjaźń. Irracjonalne przekonanie, że nie zasługuje na coś, co jego rówieśnicy nazywaja miłościa. Z czego próbuja wyciagnać esencję swojej egzystencji, stworzyć dom i rodzinę, zbudować na tym przyszłość. Czy on zasługuje na przyszłość/? Taka, która mógłby dzielić z kimś dla niego ważnym? Adam był dla niego ważny, ale Adam układałby sobie przyszłość z kimś innym, jedna osoba, albo dziesięcioma przypadkowymi, które po dwóch dniach stawałyby się dla niego przeszłościa, jednak Winter przygladałby się temu z boku. Nagle znalazł się w samym centrum wydarzeń. Nigdy nie lubił być w centrum, nie przepadał za skupianiem na sobie niczyjej uwagi, wolał stać z boku i, no właśnie, tylko się przygladać, jednocześnie czujac, jak jego własne szczęście ucieka mu między palcami.
Mało brakowało, a Winter zaczałby przepraszać za to, że przeprasza. Powstrzymał się w ostatniej chwili, milczał z otwartymi ustami, gotowymi do tego, aby coś powiedzieć, ale w końcu nie wiedział już, co byłoby odpowiednie. Zamknał usta i wysłuchał tego, co Adam ma mu do powiedzenia. Kiwał głowa, próbujac przyjać do wiadomości jego słowa, chociaż kompletnie nie odpowiadały one temu, co teraz tkwiło w głowie Aldridge'a. Też nie chciał czuć się skrępowany, ale jak sprawić, aby tak się stało? Bardzo chciał przytulić teraz Adama, nawet mimo tego, że po raz kolejny jakby zbierało mu się trochę na płacz, ale nie mógł się do tego zmusić, bo w pamięci wciaż miał dotyk jego nagiej skóry, gdy jeszcze w półśnie leżał tuż obok wtulajac się w jego pierś. Pokiwał głowa jeszcze raz, wciaż utrzymujac wzrok poniżej linii podbródka Adama.
- To... niech tak będzie - czyżby znów drgnał mu podbródek? Zapewne powinien wydusić coś jeszcze, problem był w tym, że gula w gardle mu na to nie pozwalała. W ustach mu zaschło, był pewien, że jeśli powie coś jeszcze, to głos mu się załamie jak ostatniej cipce. Czy nie taka właśnie był? Adam próbuje wszystko naprawić, przywrócić ich przyjaźń do porzadku, a Winter nie potrafi wykrzesać z siebie ani odrobiny inicjatywy. Ze wszystkiego robił problem, co sprawiało, ze gubił się w tych problemach i obwinianiu samego siebie. Już nawet nie chodziło o seks, ale o to wszystko, co było potem. Uciekł, odsunał się, nie dawał znaku życia i nie próbował się kontaktować. Ale o seks też chodziło. Był beznadziejny, i w trakcie, i po, choć niewiele już teraz pamiętał, miał jednak tego świadomość. Wstyd mu było. Przez to wszystko wstyd mu było, jak niby miałby się Adamowi w ogóle na oczy pokazywać? Za dużo, za dużo tego wszystkiego, sam się gubił, a nawet nie potrafiłby tego przyjacielowi wytłumaczyć. Może jakby się odezwał, to wszystko by sobie wyjaśnili, może Adasiowi w końcu udałoby się coś przetłumaczyć do tego zamkniętego umysłu. A tak ciężko było zrobić cokolwiek.
_________________
take a look at these dirty hands
take a look at this face these blazing eyes


[Profil]
 
 
Adam Deacon


Wysłany: 2017-09-26, 22:33   

Wszystko między nimi nagle stało się tak bardzo niezręczne. Słowa, gesty, prawdopodobnie i myśli, a przynajmniej te adamowe wciaż pozostawały bardzo niewygodne, nieprzyjemnie gniotły się w jego głowie. Każda myśl przypominała zmięta kartkę papieru zapisana w mniejszym lub większym stopniu. Bardzo chciał pozbyć się tej zbędnej makulatury, wreszcie poczuć się pewniej, co mógł osiagnać tylko poprzez upewnienie się, że nic jeszcze nie jest stracone i można wszystko naprawić. Właśnie dlatego zdobył się na odwagę i zaczał działać – wypowiedział słowa głosem spokojnym, jednocześnie po brzegi wypełnionym emocjami. Chciał brzmieć jak ciepło, zaufanie, czułość, jednocześnie wypaść jak najbardziej naturalnie, aby nie przytłoczyć przyjaciela. I prawie uniósł kaciki ust w subtelnym uśmiechu. Prawie, ponieważ Winter uparcie nie obdarzał go swym spojrzeniem. Tylko tej jednej rzeczy brakowało im, aby przywrócić dawna równowagę, tego szczerego wejrzenia sobie w oczy z delikatnymi uśmiechami tańczacymi na ich ustach. Wówczas spogladaliby na siebie lekko i nieco rozbawieni, jakby znali swoje myśli, dzielili wspólne sekrety.
Może być między nami jak dawniej – wyrzucił z siebie cicho, jakby miał watpliwości co do tego twierdzenia. – Prawda? – spytał bezmyślnie, tak bardzo głupio, bo zdradzanie się z podobna obawa, kiedy sam przed chwila zaproponował powrót do dawnych stosunków, było przejawem idiotyzmu. Bardzo ostrożnie zrobił pół kroku do przodu i uniósł dłoń, chcac sięgnać nia jasnych włosów Wintera i potargać je, jak to zawsze robi, jednak zawahał się, gdy usłyszał za soba czyjś głos:
Winter, musisz wracać za bar.
Jakby przyłapany na goracym kroku powrócił na swoje wcześniejsze miejsce. Cofnał się o te pół kroku, po czym odwrócił się i posłał mordercze spojrzenie barmanowi.
Nie widzisz, że rozmawiamy? – wyrzucił z siebie z jawna złościa, wręcz agresywnie, ponieważ musiał dać upust negatywnym emocjom. Przybycie tu od poczatku było złym pomysłem. Nachodzenia Wintera w pracy było najgorszym, co mógł zrobić.
Widzę, ale
Zaraz wróci za bar – przerwał ostro, niezbyt przejmujac się tym, że zachowuje się jak ostatni buc wobec osoby, z która jego przyjaciel pracuje za barem. Jeśli teraz nie uda im się dopowiedzieć tych kilku słów, nie uda im się przełamać skrępowania panujacego między nimi. – Możesz już zjeżdżać – warknał w jego stronę na koniec.
Spojrzał na Wintera i już otwierał usta, aby coś powiedzieć, kiedy znów odezwał się ten cholerny głos za jego plecami.
Czy on ci się nie narzuca?
Odwrócił się gwałtownie i pchnał mocno ramię zbyt dociekliwego barmana.
Czego kurwa nie rozumiesz w całej tej sytuacji? – spytał wściekle. – Tak ciężko wbić sobie do łba, że rozmów innych się nie przerywa?
Nawet nie wiedział dlaczego tak się właściwie wścieka. Po prostu puściły mu nieco nerwy. Był zły, rozczarowany i tak bardzo pogubiony, a przecież się starał. Najwidoczniej wszystkie te starania były gówno warte.
[Profil]
 
 
Winter Aldridge



22

barman

South - West Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Mordechai, Phoenix, Philippa, Ivy, Dale, Dayami, Tinsley





Wysłany: 2017-10-01, 23:28   
  

  
Chione Winter Aldridge

  
how can a heart like yours ever love a heart like

  

  
  
  
  


Och, Winter też najchętniej wyrzuciłby wszystkie swoje myśli z głowy, choć z drugiej strony czuł się teraz z nimi tak dziwnie zwiazany. Kiedy przed oczami stawał mu widok Adama - smutnego, zdezorientowanego, nagiego - z jakiegoś powodu nie chciał go wypędzać z głowy tak prędko, a doskonale wiedział, ze powinien i że te wspomnienia do niczego dobrego nie prowadza. Nie chciał, że Adam go tak wspominał. Tak bardzo mu go brakowało, tęsknił, a jednocześnie bał się, o czym pisałam już chyba wcześniej, ale bał się też wielu innych rzeczy - choćby tego, jak teraz Adam go postrzegał. Najlepszy domysł zakładał, że dokładnie tak samo, jak przyjaciela, ale to chyba było dalekie od prawdy.
Nie zdażył skinać głowa na pytanie Adama, choć prawdopodobnie i tak byłoby to jedynie dość perfidne kłamstwo. Nagłe pojawienie się kolegi zza baru zaskoczyło go, co wyraźnie odbiło się na jego twarz, kiedy podniósł wzrok na stojacego w drzwiach klubu chłopaka. Czyż to nie idealna wymówka, by uciec? Ucieczka to dokładnie to, co Winter zawsze robił, co zawsze wydawało mu się najlepszym wyjściem z sytuacji, a czego żałował potem za każdym razem, bo nigdy tej sytuacji nie rozwiazywało. Właśnie tak będzie tym razem.
Jego reakcja na wezwanie za bar skończyło się tylko otwarciem ust. Adam wyręczył go z nawiazka, gdzieś pomiędzy Winter wyrzucił z siebie tylko krótkie nie, bo Deacon wcale mu się nie narzucał, ale wszystko to zostało zagłuszone zamieszaniem, jakie Adam uznał za stosowne zrobić. Winterowi nie bardzo mu się to podobało, ale kiedy blondyn rzucił się na barmana, został zmuszony do interwencji, jakiej nigdy nie chciałby podejmować.
- Przestań, Adam, przestań - rzucił, szarpiac go za ramię i próbujac odciagnać od kolegi. W końcu mu się udało, a barman rzucił im tylko krzywe spojrzenie i zniknał w bezpiecznym wnętrzu klubu. Aldridge nie miał pojęcia, co z tym zrobić, nie rozumiał, co to w ogóle miało znaczyć. Zaciagnał się ostatni raz papierosem, by zaraz zgnieść niedopałek i wyrzucić go do śmietnika stojacego obok. - Muszę wracać do pracy. Niedługo się zobaczymy - i choć wcale nie był tego taki pewny, to zostawił Adama, samemu też znikajac za drzwiami. Był roztrzęsiony i do oczu znów cisnęły mu się łzy, wcale nie chciał takiego obrotu sprawy, nie chciał, żeby Adam krzyczał, żeby było mu za niego wstyd, żeby ucięli rozmowę bez wyjaśnienia sobie czegokolwiek i żeby znów karmili się słówkami bez żadnego pokrycia. Nie potrafił załatwiać rzeczy, nie potrafił doprowadzić swojego życia do porzadku, ba, nawet takiej relacji, która przecież budowana latami i oparta na mocnych fundamentach powinna być niezniszczalna. Faktycznie taka była, czy może Winterowi udało się z łatwościa doprowadzić ja do destrukcji?

/zt.
_________________
take a look at these dirty hands
take a look at this face these blazing eyes


[Profil]
 
 
Adam Deacon


Wysłany: 2017-10-06, 16:04   

Skronie pulsowały mu wściekle, w uszach słyszał burzaca się krew, a dłonie bezwiednie zacisnał w pięści. Cały buzował ze złości, która wybuchła w nim nagle i bez powodu. Zbyt długo kumulował w sobie te wszystkie negatywne emocje – rozgoryczenie, niepewność, złość na samego siebie. Ciężko mu było odnaleźć się w tym wszystkim, kiedy pozbawiony był oparcia w osobie Wintera. Przecież ten zawsze był stała w jego życiu. I niby wszystko między nimi miałoby się tak po prostu skończyć? To nie mogło się wydarzyć, dla Adama było to po prostu niemożliwe. Nie potrafiłby tak po prostu zapomnieć i przekreślić wielu lat przyjaźni. Byli sobie tacy bliscy.
Nie przybył tu z zamiarem sprawiania komukolwiek kłopotów, a już na pewno nie Winterowi, jednak trudno mu było zapanować nad emocjami. Wkurzył się, gdy przeszkodzono im w rozmowie. Choć i tak zmierzała ku końcowi – a raczej do ślepego zaułka jakim było przemilczenie w dużej mierze niewygodnych spraw – powinni ja dokończyć w odpowiedni sposób. Ostatnie zdanie o kojacym brzmieniu powinno wydobyć się z ust Aldridge'a, takie przynajmniej było niewypowiedziane życzenie Adama.
Z jego perspektywy tylko jego racja była słuszna, więc miał prawo wyrazić swoje niezadowolenie. I wcale nie rzucił się na barmana, po prostu delikatnie mu zasugerował, że powinien już wrócić za bar, gdzie też nie powinien wtracać się w rozmowy innych. Nawet jeśli miał ochotę dać mu w mordę, to przecież nie uderzyłby tego idioty. Prawdopodobnie nie. Szarpnięcie za ramię zirytowało go, ale towarzyszacy mu głos Wintera kazał mu się opanować. Napiał wszystkie mięśnie, prawie boleśnie, zaciskajac przy tym mocno usta, posyłajac ostatnie spojrzenie oddalajacemu się barmanowi. Kiedy jednak jego wzrok spoczał w końcu na przyjacielu, spuścił głowę, nerwowo przeczesujac palcami włosy.
Nic nie powiedział, kiedy Winter wrócił do pracy, nawet się z nim nie pożegnał. Mocno poirytowany i zraniony zdecydował się wrócić do swojego mieszkania. I nie liczył nawet ile śmietników skopał po drodze.

/ zt
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5