Poprzedni temat «» Następny temat
Bar #2
Autor Wiadomość
Percy Aldridge


Wysłany: 2017-09-13, 14:13   

/oszczędzę cię, tym bardziej, że sama zawaliłam :lol:

Nie zamierzał wtracać się w cokolwiek, co łaczyło Arsene z tamtym facetem. Niech wyjaśnia całe zajście między soba, on był jedynie jej przypadkowym świadkiem, chociaż z drugiej strony, gdyby nie on, wszystko potoczyłoby się pewnie zupełnie inaczej. No ale, nie zamierzał zawracać sobie głowy problemami innych ludzi, wystarczy, że miał swoje. Na przykład takie, że znowu zapomniał kluczy do domu i będzie musiał wchodzić do środka przez okno na piętrze, które nigdy do końca się nie domykało. Na szczęście miał już w tym spore doświadczenie.
- No, jestem duchem, który nawiedza ten bar i prosi nieznajomych o piwo. Jeśli mi je kupia, odpuszczam sobie późniejsze straszenie ich, więc masz szczęście – roześmiał się, bo faktycznie jego wcześniejsze słowa mogły zabrzmieć tak, jakby Zeus wie ile lat chodził po tej ziemi. W rzeczywistości nie chodził na randki, a przynajmniej nie oficjalnie. Zdarzało mu się gdzieś z kimś wyjść, co w głównej mierze kończyło się wiadomo jak, ale nigdy nie nadałby temu rangi randki. To słowo brzmiało tak obco i Percy uważał, że nie odnalazłby się na takiej randce z prawdziwego zdarzenia. Zdecydowanie wolał swoje przygody na jedna noc. – Ale poważnie, nie przypominam sobie, żebym w swoim dwudziestosześcioletnim życiu kiedykolwiek był na randce. Nie, żeby to była sugestia, żebyś mnie na jakaś zaprosił.
Percy nie uważał go za idiotę. Właśnie takich ludzi sobie cenił, którzy mówia, to co myśla, nie bojac się, że się ośmiesza. Sam zreszta miał podobne usposobienie, więc kimże by był, gdyby zechciał oceniać Arsene za to, co sam robił? Dopił swoje piwo, odstawiajac na barowy blat pusty kufel i biorac się za kolejny, który już na niego czekał. Normalnie nie przepadał za piwem, ale z barze zawsze smakowało zupełnie inaczej, jak gdyby przyszło mu kupić sobie je i wypić w domu. W domu to on miał swój bimber!
- Właśnie tak miało brzmieć. Kto powiedział, że to nie jest mój sposób na podryw? – mówiac to próbował zachować powagę, ale za bardzo mu nie szło, bo zaraz się roześmiał. Nie miał intencji, aby poderwać Arsene, ale skoro ten już o tym napomknał, dlaczego by nie udawać, że właśnie taki od poczatku był jego plan? Jeszcze nigdy nie podrywał nikogo poprzez wróżenie. – Ale musisz przyznać, że działa. Zaraz zerknę w karty i wcisnę ci bajeczkę, że jakaś tam królowa kier mówi, że jesteśmy na dla siebie stworzeni.
[Profil]
 
 
Arsene Goncalves
[Usunięty]

Wysłany: 2017-09-14, 16:26   

Roześmiał się słyszac słowa chłopaka. Swoja droga to abrdzo przyjemny tym. Mimo, że pierdolony sęp, to gdyby Arsene nie był hetero może tak poważnie by chciał jeszcze raz się z nim spotkać? A może nawet wybrać na randkę? Jedno było pewne. Nie było by na niej nudne! No co to to nie! Co jak co, ale chłopakowi trzeba było oddać honory za to jak kreatywnie podszedł do sępienia drinka. Mało osób było takich. Czapki z głów. Dosłownie. Za to można by było go cenić, ba nawet polubić. Mimo całego nastawienia, tak bardzo na nie w stosunku do tych czarów marów, czy jak się to zwało, nie mógł zaprzeczyć. Chłopak go bawił. Nawet poprawił mu humor po tym całym incydencie z Colinem. Sympatyczny gość, aż dziwne, że nigdy nie był na czymś takim jak randka. Może nie preferował takich form i od razu wskakiwał komuś do łóżka? Kto tam go wie? Może.... nie! Raczej nie. Nie wygladał na takiego!
-Dobrze. Niech Ci będzie. Nie prosisz się o randki. Masz swoja dumę ducha z czasów Zeusa.... czy coś takiego? A wierzysz w Lunę? Chyba pojebałem mitologie... - kurde... no trudno. Nie wiedział z jakiej jest Luna, ale pamiętał, że jest boginia księżyca. Nie ważne zreszta. Z tego nigdy orłem nie był, a teraz się też nie popisał. Jak dobrze, że o wiele lepiej grał niż znał bóstwa! Chwała mu za to!
-Działa! Ale chcesz powiedzieć, że nie jesteśmy sobie przeznaczeni? Łamiesz mi serce... kurde... a już myślałem, że jesteśmy... i zapraszasz mnie na randkę... i widzisz co zrobiłeś? I smutno mi teraz! Żyj z tym! - popatrzył na niego jak zbity pies. Smutne oczka, starał się tak wytrwać jak najdłużej, ale gdzieś po dwóch minutach nie dał rady i uśmiechnał się wesoło do chłopaka. No cóż. Nie wyszło i tyle! A miało być tak pięknie. Wyszło jak zawsze! Zapłacił barmanowi, tak by wróżek miał jeszcze na parę piw, a co! Niech z trzy jeszcze wypije na koszt Arsene, ale po tym wstał z krzesełka.
-Będę się zbierał. Szkoda, że nie jesteś mi przeznaczony Percy... to by było ciekawe. - uśmiechnał się do chłopaka i wyszedł. Miał ochotę znaleźć się w domu i przebrać. Napił się ile chciał, a teraz czas po prostu wracać. Nie planował posiedzenia całonocnego przecież.

zt.
 
 
Percy Aldridge


Wysłany: 2017-09-15, 15:28   

Będac wychowanym przez państwo Aldridge, nie było opcji, aby ich potomkowie nie znali chociaż najważniejszych wydarzeń oraz bioracych w nich udział bohaterów z mitologii Greckiej. A, że Perseus swojego czasu nawet się tym interesował, wiedział więcej niż przeciętny członek swojej rodziny. Pamiętał gdy czytał wszystkie te księgi, które zajmowały szczególne miejsce w ich domu i które były uważane przez jego matkę i ojca za świętość. W rodzinie Aldridge’ów dzieciom nie czytało się na dobranoc bajek, a opowieści o greckich Bogach i Herosach.
- Pojebały ci się, w greckiej to była Selene – powiedział, pamiętajac imię księżycowej bogini. Aż dziwne, że jego matka nie nazwała żadnej ze swoich córek jej imieniem. Kto to wie, czym kierowała się przy wyborze imion dla swoich dzieci, majac ich do dyspozycji tak wiele. - Spróbowałbyś powiedzieć mojej matce, że to Luna była boginia księżyca, a wyprawiłaby swoje modły i Zeus zesłałby na ciebie błyskawicę.
- Nie mogę przeciwstawiać się temu, co mówia mi karty – powiedział niby poważnie, nawiazujac do tego, że nie jest Arsene przeznaczony. W rzeczywistości nie wierzył w przeznaczenie, więc nie widział żadnych przeciwwskazań, aby sobie z niego zadrwić. Być może kiedyś spotka kogoś, kto sprawi, że zmieni w tym temacie zdanie, ale na razie, nie, przeznaczenie dla niego nie istniało. – Być może kiedyś zmienia zdanie i wiedz, że cię odnajdę! – wybuchł śmiechem, co zwróciło uwagę kilku osób siedzacych najbliżej nich, ale zaraz powrócili do swoich własnych rozmów, najwyraźniej obawiajac się, że zostana kolejna ‘ofiara’ Percy’ego. Będzie musiał znaleźć sobie kolejnego towarzysza, skoro Arsene postanowił go zostawić. Akurat w tym momencie dotychczasowy barman opuścił swoje stanowisko, a na jego miejscu pojawił się nie kto inny, jak jego brat, Winter. I już znalazła się jego kolejna ofiara! – Dzięki za piwo! – krzyknał jeszcze do odchodzacego Gonclaves i rozpoczał denerwowanie swojego brata.

/zt
[Profil]
 
 
Harry Lambert
[Usunięty]

Wysłany: 2017-10-14, 19:53   

/kolejna gra, po tym całym huraganie czy czymśtam

Harry już wrócił na swoje zwyczajne tory życia, czyli po prostu praca, a zaraz po niej picie prawie do rana. Co prawda miał już w życiorysie naganę od szefa za opryskliwe odzywanie się do pacjenta w poczekalni, nawet miał wielka nadzieję, ze zostanie z pracy wyrzucony, ale... jak widać babcia Lambert miała większe poważanie na dzielni niż samo chamstwo Harry'ego. Musi nad tym popracować, w końcu ile można mu wybaczać. Tym bardziej, że pacjent to klient, jak będzie miał chujowa atmosferę, a jego sytuacja zdrowotna nie wymaga ratowania natychmiastowego życia to raczej z chęcia zmieni lekarza. Nie, zeby Harry miał to na celu, ale on ogólnie był złem wcielonym i najchętniej to by tylko się upijał i ćpał. Tak jak i dzisiejszego wieczoru. A jak na złość, dzisiaj jego organizm postanowił, że będzie totalnie nieekonomiczny! Nie mógł się upić! To było naprawde straszne. O tej porze, po takiej ilości alkoholu, który wlał już do tej pory w siebie, powinien albo tańczyć na barze albo kogoś posuwac. Ewentualnie mocno z kims flirtować po to, aby poszli do... niego. Oczywiście do ziomeczka, a nie do Lamberta, bo jego babcia chyba umarłaby na zawał i gdzie później Harry znajdowałby super śniadanka do pracy? Chyba nigdzie.
Jeszcze jak na złość, nie było dzianych czterdziestolatków w barze, którzy chętnie postawili mu drina. Dlatego Harry na razie siedział i saczył coś dobrego, bo gdyby był bardziej sponiewierany to by po prostu walił już wódę. Ale to jeszcze nie był ten moment.
 
 
Casper Spensley
[Usunięty]

Wysłany: 2017-10-15, 16:51   

Casper był ostatnio w dziwnym zawieszeniu. Niby robił to co do tej pory, ale tak jakby czynności wykonywał mechanicznie nie zastanawiajac się nad ich sensem. Wstawał rano, szedł na zajęcia, a po nich od razu do pracy. Większość czasu spędzał właśnie w niej, niejednokrotnie olewajac uczelnię na rzecz tańczenia i pieprzenia się za pieniadze. Nie był z tego dumny, patrzył na siebie w lustrze w wyraźna pogarda, ale i tak to robił. Spełniał zachcianki facetów, dla których był niczym więcej niż zabawka z która mogli zrobić cokolwiek tylko chcieli, a on im na to pozwalał. Powoli wyzbywajac się jakichkolwiek zahamować pod tym względem.
Dzisiaj też nie poszedł na ostatnie zajęcia, żeby tylko wcześniej znaleźć się w klubie. Zanim doszedł do pracy zdażył już trochę wypić, ale nie przejmował się tym, majac nadzieję, że za barem znajdzie się ktoś wyrozumiały kto nie będzie robił mu problemów jak poprosi o drinka. Godziny przeplatały się ze soba kiedy tańczył, a raczej wywijał tyłkiem przed spragnionymi tego facetami, którzy gotowi byli później zapłacić za to, żeby był przez chwilę ich, żeby mogli traktować go jak swoja własność. Nie był dzisiaj w formie, zdecydowanie daleko mu było do tego co zawsze soba prezentował, więc kwestia czasu, kiedy poszedł do szefa i poprosił o wolne na resztę nocy. Jak zawsze facet okazał się wyrozumiały i puścił go bez słowa sprzeciwu czy zbędnych pytań.
Poczatkowo chciał wrócić do akademika i zakopać się w łóżku, ale nogi poprowadziły go w inne miejsce i znalazł się innym klubie. Tutaj przynajmniej mógł usiaść przy barze i przepłacać za drinki i inny alkohol, a nie wdzięczyć się do pijanych facetów, bo za to mu płacili. Na parkiecie spędził kilka chwil, ale szybko zrezygnował z tego i wrócił na poprzednie miejsce po drodze wpadajac na jakiegoś chłopaka i rozlewajac mu drinka. Zamroczony alkoholem umysł nie zarejestrował i usiadł tuż obok niego, jakby nic się nie stało i przywołał barmana, zamawiajac cokolwiek co go sponiewiera. Chciał doprowadzić się szybko do takiego stanu.
 
 
Harry Lambert
[Usunięty]

Wysłany: 2017-10-17, 17:40   

Może w sumie dobrze, że sam Harry tak nie skończył. Nie, raczej to nie godziło się z jego natura. Daleko było mu do ustępowania ludziom w codziennym życiu, a co dopiero jeśli chodzi o życie łóżkowe. Pewnie prędzej czy później by się albo komuś zbuntował albo po prostu nie zrobiłby tego, za co mu płaca. Może dobrze, że jego babcia miała tak po prostu znajomości w szpitalu, a nie gdzieindziej. Chociaż... czyja babcia pchnęłaby swojego wnuczka w świat prostytucji i tak dalej? Mam wrażenie, ze niczyja. Dlatego też Harry był w miarę nie do końca zdemoralizowanym chłopcem. Upijał się, ćpał na potęgę, łamał prawo, ale swoje ciało szanował.
Także, siedział i tu przy barze i pił cośtam co sobie wybrał i to co ś było super, nie wiem czy za własna gotówkę jeszcze pił czy za czyjaś, ale uznam, że za własna, bo bardziej mu będzie szkoda tego drinka.
Spojrzał na chłopaka co mu wylał alkohol z piorunami w oczach. Jak tak można.
- Hola, hola. Chyba cię popierdoliło troszkę.- Cóż, cały Harry z jego super elokwencja i uprzejmościa. Zawołał jeszcze barmana, zanim ten na dobre wział się za robotę dla Caspera.
- Ten oto ziomeczek chce mi postawić drina, którego właśnie wylał.- Oświadczył bez mrugnięcia i nawet nie spojrzał na chłopaka. Chyba śni, ze będzie się w tym momencie buntował, prawda?
 
 
Casper Spensley
[Usunięty]

Wysłany: 2017-10-20, 17:38   

Ostatnim czego chciał to płacić za czyjeś drinki, ale słowa chłopaka przeleciały obok niego jakby były kierowane do kogoś zupełnie innego. Zbyt zajęty był chęcia doprowadzenia się do stanu godnego pożałowania, a przynajmniej poczatkowa sama wizja tego jak procenty obezwładniaja umysł. Dopiero kiedy barman powiedział coś na ten temat zmarszczył brwi i przechylił głowę we wskazanym mu przez niego kierunku.
- Nic nie wylałem, więc przestań płakać. To, że nie umiesz utrzymać szklanki w ręku to nie moja wina - wyrzucił z siebie szybko. Jeszcze tylko brakowało mu tego, żeby płacił za kogoś innego. Tym bardziej, że był przekonany o tym, że nic takiego nie miało miejsca. Naprawdę nie było z Casem najlepiej, bo normalnie już dawno odpuściłby i próbował jakoś załagodzić sytuację - I co się tak gapisz jakbym zabił ci chomika? - warknał podburzony niepodstawnymi oskarżeniami i tym, że chłopak nie odpuszczał. Nie skupił się nawet na jego twarzy na tyle, żeby stwierdzić czy może już wcześniej na siebie kiedyś nie wpadli. Najprędzej w Eclipse, poza nim nie było miejsc które często odwiedzał. Przepłacanie za drinki nie leżało w jego naturze, a tam przynajmniej nie miał z tym problemów.
Odwrócił od niego wzrok, chcac tym samym zakończyć cała tę farsę. Odwrócił się tyłem do baru, aby spokojnie spojrzeć na ludzi, którzy bawili się na parkiecie. Krzywił się widzac nieporadne ruchy niektórych osób, próbujac wyłowić kogoś ciekawego. Nie miał zamiaru spędzić tej nocy samotnie, jakkolwiek nie miałoby się zakończyć, chciał mieć przy boku kogokolwiek. Picie w samotności nie mogło się skończyć dobrze.
 
 
Harry Lambert
[Usunięty]

Wysłany: 2017-10-21, 14:17   

Oh, jak Casper chciał zadzierać sobie z kimś w barze to Harry nie był zbyt dobrym wyborem. Ostatnio nie miał dobrego humoru na takie sytuacje. To ostatnio trwało od momentu, kiedy wybudził się z operacji i usłyszał, że już nigdy nie zawita na parkiecie. Więc trochę już trwało, a wcale, a to wcale nie umniejszało jego żalu do świata, wręcz przeciwnie.
- Jak ktoś tu płacze to na pewno nie ja. A jeśli już rozmawiamy o rękach to ty powinieneś kontrolować swoje.- Przybrał postawę bojowa. Już mu ziomeczek podniósł ciśnienie. Już, teraz, w ciagu ostatnich pięciu minut, co za gówno.
- Bardziej zabiłęś wiarę w ludzi.- Obrzucił go nienawistnym spojrzeniem. Bo jak tak można! I dalej czekał aż ten mu zapłaci za drina. Ale bezczelny się odwrócił. Jak tak mógł?!
- Halo, wyskakuj z hajsu.- Był już coraz bardziej wściekły, a to nie mogło skończyć się dobrze. Jeszcze poczeka, da kolejne pieć minut chłopakowi na ogarnięcie się i powrót na prawidłowe tory w tej sytuacji. Oby tylko zrobił to szybko.
 
 
Casper Spensley
[Usunięty]

Wysłany: 2017-10-22, 18:52   

Mogło tak być, ale Casper ostatnio nie podejmował dobrych decyzji. Każda jedna była gorsza od poprzedniej, więc teraz nie mogło być inaczej. Widział przecież, że chłopak nie zamierzał odpuszczać, ale i tak nie robił nic w kierunku tego, żeby jakoś się z nim ugadać i zapomnieć o tej sprawie z wylanym drinkiem. Wyczekiwał momentu kiedy będzie już za późno, żeby załatwić sprawę polubownie. Jakby podświadomie chciał doprowadzić do wyprowadzenia go z równowagi. Poczatkowo nie zamierzał, ale widzac jak się chłopak pieklił nie zamierzał odpuścić.
- Sam wyskakuj. To tylko jebany drink - wywrócił oczami, nie robiac sobie wiele z nienawistnego spojrzenia i odpowiadajac podobnym. Przyszedł w końcu tutaj dobrze się zabawić, a nie kłócić się o coś tak głupiego. Widać nawet dobra zabawa miała być poza jego zasięgiem.
- Będziesz teraz siedział i rzucał we mnie nienawistne spojrzenia czy przestaniesz zachowywać się jak dzieciak? - rzucił, przenoszac na niego spojrzenie i uśmiechajac się złośliwie. Sam nie wiedział dlaczego to robił, ale z tylko jemu znanego powodu go to bawiło. Widać za cel postawił sobie zirytowanie go jeszcze mocniej. Dlatego nie zastanawiajac się długo wstał z miejsca i ruszył na parkiet, ciekawy czy chłopak pójdzie za nim, czy dalej będzie ograniczał się groźnych spojrzeń.
 
 
Harry Lambert
[Usunięty]

Wysłany: 2017-10-22, 22:41   

Harry był po prostu uparty. A czasem jak sobie coś wkręcił to próbował do tego dażyć, po trupach, do celu. Tak też miało być tym razem. Nie zamierzał odpuszać. A pomyśleć, ze to tylko parę groszy. No, powiedzmy, bo nie wiem co tam sobie ten zamówił. Ale na pewno nie jakiegoś drinka za grube hajsy, bo to nie miało sensu. Miał się napić, a nie delektować. Miało kopać, a nie smakować. Chociaż może na poczatek sięgał po coś lepszego dla kubków smakowych, po to, aby później takie szczególy nie miały znaczenia. I Harry nigdy nie potrzebował dużo, aby wytracić go z równowagi. Był porywczy. Bardzo porywczy. I dużo złości nosił w sobie. Był jak bomba, która potrzebowała tylko zapalnika.
- Jebany drink, na który haruję jak osioł, na pewno nie po to, aby ten wyladował na pieprzonej podłodze w jebanym barze.- Nadal warczał okrutnie. Pomyśleć, ze tyle złości może mieścić się w takim małym ciałku.
- Chcesz to inaczej załatwić?- Teraz to się kompletnie uniósł, bo po pierwsze, chłopak chyba chciał go wyzwać od dzieciaków, a po drugie, on zawsze był do bijatyki pierwszy. Co nawet wiedział barman, bo jak Casper ruszył na parkiet, to ten próbował powstrzymać Harry'ego rzucajac hasło, zeby sobie odpuścił, a drinka dostanie na koszt firmy. Tu nie chodziło o pieniadze. Teraz już chodziło o zasady, o męska dumę. Także Lambert nie wahał się. Złapał za koszulkę chłopaka już prawie na środku parkietu.
- Naprawdę chcesz to porzadnie załatwić?- Nie zamierzał ani puszczać ani odpuszczać.
 
 
Casper Spensley
[Usunięty]

Wysłany: 2017-10-29, 09:17   

Puszczał mimo uszu kolejne uwagi chłopaka, nie dajac się wciagnać w wymianę zdań, która nie miała w ogóle sensu. Przynajmniej w jego odczuciu. Nie po to dzisiaj poprosił o wolny wieczór, żeby spędzić go z przepychajac się z jakimś typem, który widocznie uważał się za pępek świata. Nawet jeżeli tak było, a Casper nie poznał w nim kogoś ważnego to i tak nie miał w planach się tym przejmować.
Przechodzac między ludźmi zaczał czuć muzykę. To był przyjemny moment, kiedy nie musiał kręcić tyłkiem dla klientów i uśmiechać się do nich za każdym razem jak tylko ich spojrzenia się spotkały. Jak również nie pokazywać, że jest gotowy na więcej niż taniec. Nie robił tego od nie wiadomo jakiego czasu, ale i tak zdażył odczuć na własnej skórze jacy potrafili być klienci. Dlatego teraz kiedy nie musiał przejmować się niczym, wsłuchiwał się w muzykę i odnajdował w niej przyjemność. Dopiero szarpnięcie za koszulkę przywróciło go do rzeczywistości.
- Jesteś pierdolnięty, żeby robić awanturę o drinka, którego nie umiałeś utrzymać w rękach - nachylił się w jego kierunku, żeby mógł go usłyszeć. Muzyka była głośna, więc i tak nie miał co do tego pewności. Wyrwał koszulkę z jego rak i zaczał tańczyć, zupełnie tak jakby Harry’ego tam nie było. Wzrokiem szukajac kogoś z kim będzie mógł spędzić najbliższy czas na dalszej zabawie.
 
 
Harry Lambert
[Usunięty]

Wysłany: 2017-11-02, 20:33   

No Harry'emu dużo nie trzeba było, aby się powściekać. Czasem wylany drink, czasem potracenie go w tłumie. Zależy od dnia i ilości wypitego alkoholu. Teraz wypił go dużo i denerwował się bardzo. Może to była kwestia tego, że ostatnio pobił jakiegoś pacjenta i od tamtej pory szybko reagował agresja na jakiekolwiek gest w jego stronę. Szczególnie ze złymi zamiarami. Jak to uznał, ze zrobił Casper...
Harry nie czuł tego co chłopak, bo... ten mu rozlał drinka! Uczepił się jednej rzeczy, a tak naprawde miał ochotę na jatkę. A co... Nalezało mu się, prawda? Musiał się wyrzyć po chujowym tygodniu.
- To ty jesteś pierdolnięty.- podstawówka welcome to! Ale co tam. Kiedy Casper nic sobie z wszystkiego nie robił, Harry popchnał go w tłum zbierajac cała siłę w swoim ciałku. Nikt nie bedzie go tu olewał. Nikt.
 
 
Yevtsye Reyes









29

wizażystka

chyba lubi Caden

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, izzy, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam













Wysłany: 2018-03-13, 23:33   
  

  
Yevtsye Rebeca Reyes

  
so what if i'm crazy? the best people are!


Nigdy nie była typem imprezowiczki. Nawet jeśli od czasu do czasu zdarzało jej się spędzić któryś z kolei sobotni wieczór w jakimś klubie, odbębniała to w następny weekend, stawiajac na bardziej statyczny odpoczynek, na który składało się ogladanie filmów z rodzeństwem, granie w Harry'ego Pottera czy malowanie paznokci sobie i Percy'emu w ramach profesjonalnego manicure'u. Prawie nigdy nie imprezowała kilka razy pod rzad, nie tyle z powodu swojej bardzo słabej głowy, ile przez to, że zwyczajnie lubiła spędzać czas w towarzystwie swoich najbliższych, oddajac się spokojniejszym, choć nie mniej ekscytujacym rozrywkom. Gra w scrabble czy spacery z Barrym po parku wydawały jej się tak samo atrakcyjne jak picie alkoholu, tańczenie i poznawanie nowych ludzi w akompaniamencie głośnej, dzwoniacej w uszach muzyki. Tym razem jednak z tego zrezygnowała, postanawiajac spędzić w Essex Arms druga sobotę z rzędu. Niekoniecznie zachęciły ja do tego dobre drinki czy miły barman, który, urzeczony jej gadatliwościa, parę razy dał jej zniżkę. Mówiac szczerze, bardziej przekonywała ja możliwość ponownego spotkania z dziewczyna, która poznała równo tydzień temu, podczas całkiem nieplanowanego, spontanicznego wypadu do klubu. Wspomnienie jej jasnych, przenikliwych, zielonych oczu i jasnych włosów, swobodnie spływajacych na smukłe ramiona było wystarczajace, aby tamtego sobotniego wieczoru Yevtsye zebrała się w sobie i, ubrana w swoja ulubiona, kolorowa sukienkę we wzorki, ruszyła w stronę Essex Arms. Jakaś nieznaczna, rozsadna część jej podświadomości podpowiadała, że szanse na ponowne spotkanie dziewczyny, z która spędziła tamtych kilka godzin, były niewielkie, ale ponieważ Reyes nigdy nie słuchała się tego, co podpowiadała jej racjonalność, i tak pojawiła się w klubie, wiedziona nadzieja. Może akurat szczęście zamierzało jej dopisać? Tuż przed wyjściem z domu sprawdziła swój horoskop, który mówił coś gotowych do wykorzystania szansach. Yevtsye dałaby sobie rękę uciać, że chodziło właśnie o to!
Weszła do Essex Arms w wesołym nastroju, już u progu dostrzegajac barmana, z którym zdażyła zakolegować się podczas ostatniej soboty. Pomachała mu z daleka, a potem, aby upewnić się, że nie ominał jej wzrokiem, podeszła do baru i rzuciła mu głośne, serdeczne "cześć", na które odpowiedział rozbawionym uśmiechem. Zamówiwszy drinka, próbowała jakoś wypytać go o jasnowłosa dziewczynę, z która tak dobrze bawiła się ostatnim razem, ale mężczyzna tylko pokręcił głowa, najwyraźniej nie kojarzac, o kim mówiła, więc Yev podziękowała mu z nieco przygnębiona mina. Co, jeśli jej horoskop się pomylił?
Przez kilka minut siedziała przy barze, szybko saczac zamówiony alkohol. Powolne delektowanie się drinkami nie było dla niej, co dawało raczej niedobre skutki, zwłaszcza w połaczeniu ze słaba głowa. Zamiast jednak skupić się na przystopowaniu, rozgladała się po wnętrzu klubu, z ciekawościa przypatrujac się każdej osobie, która pojawiała się w wejściu. Nadzieja wciaż jej nie opuszczała i Yevtsye wierzyła, że w pewnym momencie uda jej się spotkać dziewczynę, która tak zawróciła jej w głowie. Musiała tylko trochę poczekać.
_________________
yevtsye reyes
NOT EVERYONE WILL HAVE THE HEART YOU HAVE. △ not everyone will appreciate you and what you do for them. sometimes it won't be easy having a kind heart in a cruel world. BE PREPARED. ©endlesslove
[Profil]
 
 
Caden Holgate








27

szefuje w Sands Bistro

straciła głowę dla Yevtsye

Southend

mów mi: evie

multikonta: aldridge, bishop, parker, woodill

nieobecność: żyję od niedzieli do wtorku









Wysłany: 2018-03-14, 14:34   
  

  
Caden Holgate

  
life should be about more than just surviving


Tak się składało, że Caden również nie była typem imprezowiczki. Głośne, przepełnione pijanymi ludźmi miejsca, zdecydowanie nie były w jej stylu i zazwyczaj omijała je szerokim łukiem. Nie mogła jednak wiecznie zamykać się w restauracji, która znaczyła dla niej naprawdę wiele, w końcu dawniej należała do jej rodziców. Za namowa swoich pracowników, z którymi żyła w dobrych stosunkach, poprzedniej soboty zgodziła się wyskoczyć do klubu, oczywiście zastrzegajac, że nie spędzi tam zbyt wiele czasu. Już na samym wejściu, przytłoczyła ja głośna muzyka, ale nie zamierzała marudzić. Właściwie to wygladała tak, jakby bawiła się wyśmienicie, nawet jeśli mijało się to z prawda. Do czasu, oczywiście.
Miała już wychodzić i wrócić do swojego, nudnego życia, które dzieliła z Griffinem, gdy na jej drodze pojawiła się dziewczyna, od razu wzbudzajaca jej zainteresowanie. Nie chodziło nawet o to, że była atrakcyjna, po prostu miała w sobie coś przyciagajacego. Nie wiedziała dokładnie jak to określić, nie wiedziała również dlaczego zdecydowała się zostać w klubie nieco dłużej. Ku jej zadowoleniu, klub był na tyle duży, że swobodnie mogła oddalić się od grupy znajomych, którzy jak większość bliskich jej osób, nie mieli pojęcia o tym, że interesuje się ta sama płcia. A skoro znalazła się w miejscu, w którym mogła trochę zaszaleć, zakupiła kolejnego drinka dla siebie i nieznajomej, która jak odnosiła wrażenie, uważnie jej się przygladała. Bawiła się świetnie do późnej nocy w towarzystwie nieznajomej, i chociaż wlała w siebie zdecydowanie zbyt wiele alkoholu, starała się nie zachowywać w sposób nieodpowiedni. Po pierwsze dlatego, że w klubie znajdowali się jej pracownicy, a po drugie przez wzglad na to, jak podczas urlopu na Hawajach potraktowała ja Jackie, która od powrotu nawet nie próbowała się z nia skontaktować. Miała nauczkę, dzięki której, postanowiła ostrożniej dobierać znajomych.
Tamta noc minęła szybko, a Holgate przez cały długi tydzień, nie była w stanie zapomnieć ciemnowłosej istoty, o pięknym uśmiechu. Wielokrotnie decydowała, że w weekend ponownie uda się do klubu, jednak jeszcze szybciej zmieniała zdanie. Nie miała pewności, czy dane jej będzie spędzić ponownie czas w tak miłym towarzystwie jak poprzednim razem. Ostatecznie sprawę ułatwiła jej Althea, majaca ochotę na babski wieczór w towarzystwie sióstr i kilku znajomych, które ku zadowoleniu Caden, za cel obrały właśnie Essex Arms. Ubrała się w najlepsza kieckę, na nogi wcisnęła szpilki, ale niezbyt wysokie. Chciała wygladać dobrze, ale nawet przed sama soba nie chciała przyznać się jaki był ku temu powód. Stresowała i jednocześnie ekscytowała ja możliwość ponownego spotkania z Yevtsye (zakładajac, że spędziły ze soba kilka godzin, pewnie wymieniły się imionami), które i tak uważała za niemal niemożliwe. Mimo wszystko, gdy tylko znalazła się w lokalu, instynktownie rozgladała się w poszukiwaniu znajomej twarzy. Dostrzegła ja niemal od razu, ale nie zdecydowała się podejść. Pozwoliła sobie jedynie ja skinienie głowa i delikatny uśmiech. Polubiła ja, dobrze bawiła się w jej towarzystwie, ale chyba jednak nie oczekiwała od niej niczego poza zwykła znajomościa. Tak przynajmniej myślała w tej chwili, gdy miała u boku Altheę, której przez te wszystkie lata, nie odważyła się powiedzieć o swoich upodobaniach. Spencer była tego świadoma i jak na dobra siostrę przystało, zachowała tę informację dla siebie.
W towarzystwie sióstr powędrowała do jednego z boksów, który pozwalał jej dostrzec wszystko to, co działo się przy barze. Warto zaznaczyć, że Cad nie omieszkała zerkać w jego stronę dosłownie co kilka sekund, a ostatecznie, po dość długim czasie, zdecydowała się, pod pretekstem postawienie następnej kolejki, ruszyć tyłek z miejsca i stanać tuż obok poznanej przed tygodniem dziewczyny.
- Nie sadziłam, że znów uda nam się spotkać - odparła nie do końca szczerze, tym oto sposobem, witajac się z ciemnowłosa.
_________________



[Profil] [WWW]
   
 
Yevtsye Reyes









29

wizażystka

chyba lubi Caden

North Brentwood

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, izzy, sherrie, calanthe, nancy

nieobecność: bardzo zamulam













Wysłany: 2018-03-17, 15:34   
  

  
Yevtsye Rebeca Reyes

  
so what if i'm crazy? the best people are!


Jak tylko dostrzegła Caden, jej serce zabiło mocniej, a umysł na moment stracił umiejętność logicznego myślenia. A więc jednak przyszła! I nawet spojrzała w jej kierunku! Tego wieczoru świat zdecydowanie był po stronie Yevtsye, zsypujac na nia same miłe niespodzianki. No, przynajmniej myślała tak do momentu, gdy okazało się, że jasnowłosa dziewczyna znajdowała się w Essex Arms w otoczeniu własnego towarzystwa, co raczej nie sprzyjało rozmowie na osobności. Z nieco rozczarowana mina, Yev zadowalała się rozmowa z barmanem, zaczepiajac go raz po raz z wesołym uśmiechem, za którym próbowała ukryć swoja niepewność. Świadomość, że dziewczyna, na która miała oko, aktualnie była w tym samym miejscu co ona, stresowała ja o stokroć bardziej niż powinna. Och, dlaczego zauroczenia były aż tak wyczerpujace i ogłupiajace? Yevtsye rzadko kiedy bywała zdenerwowana i niepewna, więc tym bardziej nie wiedziała co ze soba zrobić, kiedy, powoli pijac swojego drinka, zachodziła w głowę, czy istniała jakakolwiek szansa, aby tego wieczoru również udało jej się porozmawiać z Caden. Niby siedziała w swoim towarzystwie, więc Reyes być może powinna przestać się łudzić, jednak nadzieja nie pozwalała jej zeskoczyć z barowego stołka i zwyczajnie wrócić do domu.
Po jakimś czasie, w ciagu którego zdażyła już wypić drinka do końca, była prawie bliska tego, by się poddać. Caden co prawda co jakiś czas zerkała w jej kierunku, ale nie doszło do niczego poza tym, a Yevtsye nie czuła wystarczajacej śmiałości, żeby zaczepić ja w towarzystwie jej znajomych. Zanim jednak zdażyła podjać jakakolwiek decyzję, usłyszała znajomy głos tuż po swojej lewej stronie, a kiedy odwróciła się w tamta stronę, dostrzegła śliczne, zielone oczy. Od razu się rozpromieniła.
- O, naprawdę? - Uśmiechnęła się szeroko, przekrzywiajac głowę. - A ja przyszłam tutaj, bo miałam nadzieję, że cię zobaczę. - Yevtsye nigdy nie miała na tyle subtelności, aby umieć dyskretnie flirtować. Była szczera i bezpośrednia, co wydawało się trochę urokliwe, nawet mimo tego, że czasami spotykały ja przez to kłopoty na poziomie relacji międzyludzkich. - Chciałabyś napić się drinka? - zapytała wprost, zerkajac na nia z ciekawościa. Kiedy patrzyła na Caden, miała takie śmieszne uczucie w brzuchu, które z jednej strony było bardzo przyjemne, a z drugiej - wywoływało jakaś podszyta niepewnościa nerwowość. Poczatki zauroczenia. Znała to nad wyraz dobrze - była osoba, która łatwo popadała w zachwyt nad nawet niewiele wyróżniajacymi się spośród innych ludźmi - a jednak za każdym razem to ssanie w żoładku i poczucie ogłupienia działały na nia identycznie. - Oczywiście jeśli nie musisz od razu wracać do swoich amigas. - Znały się krótko, więc Reyes nie miała pojęcia, że kobiety, w towarzystwie których Caden pojawiła się tego wieczoru, były jej siostrami. Zreszta nawet gdyby wiedziała, to pewnie nie zrobiłoby jej żadnej różnicy. Tak czy siak rozumiała, że dziewczyna mogłaby nie mieć czasu, aby znowu spędzić z nia drinka. Ta świadomość trochę kłuła ja w serduszko, ale nie w jakiś zły, pełen zazdrości sposób. Yevtsye po prostu bardzo chciała poznać jasnowłosa dziewczynę trochę bliżej i cóż, martwiła się, bo nie miała pojęcia jak powinna jej to przekazać, żeby jej nie przestraszyć.
_________________
yevtsye reyes
NOT EVERYONE WILL HAVE THE HEART YOU HAVE. △ not everyone will appreciate you and what you do for them. sometimes it won't be easy having a kind heart in a cruel world. BE PREPARED. ©endlesslove
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 6