Poprzedni temat «» Następny temat
Regały #2
Autor Wiadomość
Brentwood


Wysłany: 2017-06-24, 14:11   Regały #2
  

  
Brentwood

  
your favourite place on earth


[Profil]
 
 
Wolfgang Kang
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-16, 12:37   

Dobra ksiażka jest skarbem, którego czasami ludzie nie potrafia docenić. Nawet nie chodziło tu, że Wilk był pisarzem i zarabiał na tym, że ktoś "go czytał", bardziej chodziło o to, że wszem obecna telewizja, yutuby, socjal media wszelkiej maści zabijaja powoli czytelnictwo. Smutne ale takie prawdziwe. Skad te rozważania? Chodzac między regałami biblioteki, dotykajac kolejnych ksiażek, które gdyby mogły opowiedziały by nie jedna historię swoich czytelników, naszło go na nagłe refleksje. nie był do końca pewien na co dziś ma ochotę by przeczytać. Główna zasada "czytaj dużo, pisz więcej" sprawdzała się czasami zajebiście. Jednak tym razem nie chciał kupić, chciał pożyczyć coś na chwilę. To nie miało być "małżeństwo", ale bardziej krótki przelotny romans z nowym pisarzem. Coś delikatnego i ulotnego, nie był nawet do końca pewien czy zaciekawi go dana ksiażka. Na ten przelotny romans zamierzał zabrać zatem parę pozycji. Może któraś z nich zdobędzie jego serce? A może zdecydowanie ja odrzuci, zapomni i nie będzie wracać do danego autora. Każda opcja była możliwa, może dlatego odrobinę to było ekscytujace. Kochał ksiażki, zarabiał na nich, czerpał z nich czysta przyjemność. Czytanie ich, przenoszenie się do innych światów, innych czasów było dla niego sprawa bardzo intymna... choć czasami forma przekazu odpychała.
 
 
Tyler Holgate
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-17, 12:18   

Wcale nie szedł do niej o wiele za długo, po prostu przed wejściem do tego zakurzonego miejsca chciał nawdychać się świeżego powietrza. O wiele lepiej to brzmiało niż kolejne znów zabładziłem. Miał się spotkać z kimś kto zacznie go uczyć czytać brajlem, kto pomoże mu na poczatku, ale każdy po ponad godzinie zrezygnowałby i poszedł w przyjemniejsze miejsce. Kiedy dostał smsa wcale nie był zdziwiony, że umówiona z nim osoba przekłada spotkanie. Nawet zdziwił się, że nie dostał go wcześniej. Skoro już ruszył tyłek nie zamierzał rezygnować. Sam się nauczy i tyle. Bo co może być trudnego w czytaniu przy użyciu palców, a nie oczu? Oprócz tego, że wszystko?
Z westchnieniem przekroczył próg biblioteki idac o wiele za wolno, ale kto by się przejmował ludźmi którym się śpieszy? Nie Tyler, a już na pewno nie Tyler, który stracił wzrok. Poruszanie się o lasce czy z psem przewodnikiem na pewno miało swoje mocne strony, ale nic z tego. Nie dzisiaj. Nie wczoraj, ani nie jutro. Dobrze, że od wejścia wpadła na niego znajoma przy pomocy której znalazł się przy przemiłej bibliotekarce. Szkoda tylko, że nie zdażył z koleżanka umówić się kawę. Śpieszyła się, ale on i tak był jej wdzięczny za pomoc. Nie żeby powiedział to głośno, bo po co? Kilka słów wyjaśnienia, ksiażki wciśnięte w ręce i jasne instrukcje gdzie znajduje się stolik przy którym mógłby na chwilę usiaść. Nic więcej nie potrzebował do szczęścia.
Szedł wolnym krokiem i kiedy myślał, że za chwilę spokojnie usiadzie musiał na kogoś wpaść. Ekhm… to ten ktoś musiał wpaść na niego. Niby nic wielkiego się nie stało, ale ksiażki wysunęły mu się z rak, a znalezienie ich po omacku mogło stanowić pewnego rodzaju wyzwanie.
- Pięknie… - mruknał i schylił się z wyciagniętymi dłońmi majac nadzieję, że znalezienie trzech ksiażek nie będzie zbyt wielkim wyzwaniem. A może czterech? - Cholera! - powiedział o wiele głośniej niż zamierzał kiedy tylko dwie zguby udało mu się namierzyć. A może nie był ich więcej? - Zamiast sterczeć nade mna pomóż mi. Nie umrzesz od tego – nie podniósł głowy, bo nie był pewien gdzie stoi sprawca całego zamieszania, zreszta zaczynał się uczyć, że to i tak nie przynosi mu żadnych korzyści. Gdyby wiedział kto nad nim stoi już dawno byłby w sasiedniej dzielnicy albo wykrzykiwał rzeczy, które przemiłej pani bibliotekarce na pewno by się spodobały. A tak, nie zdajac sobie z niczego sprawy, dalej kucał i najspokojniej w świecie próbował znaleźć jeszcze jedna albo dwie ksiażki. W najgorszym razie robił z siebie głupka, który znalazł już wszystko, a mimo to nie daje za wygrana. Zawsze mogło być gorzej, przynajmniej do czasu…
 
 
Wolfgang Kang
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-17, 15:10   

Pograżony w swoich myślach nie zauważył nawet jak ktoś podchodzi do niego. To było zaskoczenie, może nawet pomieszane z szokiem. Najpierw ktoś wpada na niego, a potem tym kimś nie okazuje się przypadkowa osoba, ale właśnie ON. Czy los jest aż tak okrutny czy może szydzi sobie z wilka? Śmieje się pod nosem obserwujac zmagania pisarza, walkę samego z soba. Stał tak jak otępiały, jakby ktoś w jednej chwili zmienił go w kamień, a on nie mógł nic z tym zrobić. Nie mógł poruszyć się, ani odezwać. Uciekał całe życie... uciekł też przed nim. Zostawił go, samego, porzuconego, zranionego. Teraz to on wpada na niego w miejscu, które wydawało się tak bezpieczne i zwyczajne. Nie wiedział co się dzieje, a z odrętwienia wytrwał go pełen pretensji głos mężczyzny.
Uklęknał i zaczał zbierać ksiażki, które wypadły z rak mężczyzny. To co sam trzymał odłożył bezpiecznie na regał. Przestało mieć znaczenie co znalazł, ani to czy spodobałby mu się ten romans, czy też porzuciłby go po krótkiej chwili lektury. Porzucić. Zostawić. Uciec. Czuł się dziwnie tak blisko osoby, która zranił. Wiedział to. Tak mu mówili ludzie. Tak słyszał. Wszystko wydawało się takie nierealne. Strasznie dziwnie, a on sam nie wiedział co ze soba ma zrobić. A jeśli mężczyzna kojarzy jego głos... właśnie zdał sobie sprawę, że nie tylko był uciekinierem, ale też skurwielem.
Pozbierał ksiażki, a potem podał je mężczyźnie i pomógł mu wstać. Czy powinien się odzywać? A może milczeć dalej? A może udać debila i odezwać się w innym języku niż angielski? To też była jakaś opcja na ta sytuację. Póki co tylko stał i wpatrywał się w mężczyznę. Odsunał się jednak od niego na krok do tyłu, pozwalał mu odejść lub jakoś inaczej zareagować.
Pewnie czekałby tak jeszcze jakiś czas, ale milczenie nie było mu dane. Bibliotekarka przeszła obok nich i odezwała się do wilka. Spytała czy znalazł coś konkretnego, do tego jakby tego było mało skomentowała też jego urodę. Powiedziała, że nie gustuje w Azjatach, ale on jest śliczny. Bardziej wkopać go już chyba nie mogła. Cóż miał biedny zrobić jak nie odpowiedzieć cokolwiek...
-Dziękuję. Nadal szukam czegoś co mnie poruszy i sprawi, że zainteresuję się tym. Dobra ksiażka to jest skarb. - bibliotekarka uśmiechnęła się do niego, potem do drugiego mężczyzny, ale on przecież nie mógł tego zobaczyć, a potem zostawiła ich samych sobie.
 
 
Tyler Holgate
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-17, 22:35   

Nie doczekał się żadnej odpowiedzi, ale ktoś wcisnał mu w ręce resztę ksiażek. Przynajmniej tyle albo aż tyle. Zależy od której strony na to spojrzeć. Może trafił na głuchego? To byłoby ciekawe! Ślepy i głuchy. Para niemal idealna. Jedna osoba nie musi patrzeć na ta druga, a druga nie musi słuchać tej pierwszej. Układ niemal idealny. Nawet nie mruknał podziękowań, bo i po co, skoro nie doczekał się do tej pory ani słowa, to wolał już nie strzępić języka. Już miał się oddalić kiedy ponownie usłyszał bibliotekarkę.
- Dobre sobie. Co jak co, ale Azjatów nie można zaliczyć do ślicznych, uroczych a tylko… - zaczał komentować, ale urwał dochodzac do wniosku, że teraz zaczęłaby się mało cenzuralna wyliczanka. Wolał nie zgłębiać tematu, ani nie przywoływać myśli, które nie były dla niego zbyt wesołe. Przez ostatnie lata starał się ich unikać, więc na pewno jakaś głupia wzmianka tego nie zmieni. Nie i już. Tak postanowił, a jak już coś postanowił to postanowił.
Teraz pozostało mu tylko się oddalić i w spokoju zabrać się za to po co przyszedł. A przecież to sa bardzo ważne sprawy. Ważniejsze niż Azjaci. Nie było mu to jednak dane, bo głos który usłyszał wytracił go z równowagi. W pierwszej chwili uznał, że musiał się przesłyszeć, że mózg płata mu mało przyjemnego figla. Wiedział, że tak nie było, ale próbował sobie wmówić, że to nie może być prawda. Znał ten głos aż za dobrze, kiedyś z przyjemnościa go słuchał. Czekał na kolejne słowa, które wypowiadały te usta… Jego usta. Zacisnał mocno palce na trzymanych ksiażkach, gryzac się w język, aby nie powiedzieć za dużo.
- Proponuję poradnik w stylu ‘Jak się zachować kiedy na kogoś wpadnę’. Bo już myślałem, że wpadł na mnie jebany niemowa - powiedział oschle myślac tylko, że byłoby to o wiele lepsze. Nie chciał dać znać po sobie, że poznał kto przed nim stoi. Zdradzić się w jakikolwiek sposób, ale myśli zaczęły pędzić, a Tyler nie mógł ich odgonić. Pytania się mnożyły, wspomnienia uderzały ze zdwojona siła. Chciał się znaleźć w innym miejscu, zniknać z biblioteki, zapalić, zrobić cokolwiek byle nie tkwić tutaj. Odwrócił się na pięcie tracac zupełnie rozeznanie w terenie. Gdzieś były regały pełne ksiażek, gdzieś stolik do którego zmierzał, gdzieś drzwi. Tylko gdzie sa te cholerne drzwi?
 
 
Wolfgang Kang
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-17, 22:55   

Mężczyzna zachowywał się niczym zranione zwierzatko, co w sumie nie było niczym dziwnym, lub jak dziewczyna na głębokim fochu... co w sumie byłoby intrygujace, ale jednak nie seksowne. Cóż. To wilk zjebał, więc teraz co mógłby powiedzieć... jak nie wrednie odpowiedzieć. Bywał bardzo spokojny, bardzo cierpliwy, ale czasami nosiło go bardziej niż zwierzatko, które po latach życia na wolności zamknięto w klatce. To uczucie więzienia, wściekłej bezsilności i atak jako pierwszy odruch obronny. Wilk nie został zraniony. Wilk ranił. A jednak to wilk nie chciał pozostawić to ot tak sobie.
-Proponuję ksiażkę pod tytułem kultura osobista i jak nie przeklinać na byłych partnerów. Okres masz czy Ci się spóźnia Tyler? - mówił to spokojnie, bardzo spokojnie. Nie miał zamiaru, póki co, podnosić głosu. Jednak saczyć jadem umiał. Chwilami całkiem nieźle mu to wychodziło.
Patrzył za odchodzacym mężczyzna i w końcu zdecydował się ujać go pod rękę, na siłę, wbrew niemu zaczał go prowadzić do drzwi. No taki z niego dobry skaut! Grzeczne dziecko co nie? No ale przecież nie będa tak iść pod łapkę na spokojnie. Tak dobrze to nie ma. Tylko czemu on go atakował, skoro to on właśnie spierdolił? Dobre pytanie!
-Więc mówisz, że nigdy Ci się nie podobałem fizycznie? Dobrze wiedzieć. Wolisz czysto Europejska urodę co nie? Oślepłeś od jakiejś Europejskiej dupy cieszac się, że mnie już nie ma? Jesteśmy przed drzwiami. Trzy kroki do przodu i drzwi. Miłej podróży życzy biuro Twój były Cię kochał i uciekł, więc powodzenia w życiu. - odsunał się od niego tracac przy tym cała ochotę na jaka kolkwiek ksiażkę. Nie miał na nic już ochoty. Opłaci ta rozmowę atakiem depresji. Po raz kolejny. Co tym razem zrobi przez swoja chorobę? Gdzie ucieknie, kiedy czasami nie można uciec przed samym soba? To czasami było tak bardzo dobijajace. Depresja była straszna. Nie zabijała sama, a leki na jej objawy czasami bardzo otumaniały. Nie chciał ich brać, tracił przez nie całkowicie wenę. Nic nie pisał, nic nie wydawał, nic nie zarabiał. Bez leków znów miewał stany lękowe i depresyjne. Znów pograżał się w czymś co może go zabić. Zaklęty okręg.
 
 
Tyler Holgate
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-18, 07:43   

Owszem został zraniony. Najgorsze nie było to, że wilk odszedł. Zrobił to bez słowa. Zniknał z dnia na dzień i tyle. A wszystkie słowa, zapewnienia okazały się niczym więcej niż pustymi słowami. Nie chciał dać wciagnać się w jakakolwiek wymianę zdań, chciał odejść w spokoju. Zapewne udałoby mu się gdyby nie ułomność z która musiał się zmagać od przeszło półtora roku. Wtedy na pewno nie wpadłby na wilka, a nawet jeśli ten pojawiłby się na horyzoncie mógłby zgrabnie go wyminać. A tak został wzięty z zaskoczenia. I na chwilę obecna to było najgorsze, bo nie wiedział nawet, że chłopak znów pojawił się w mieście. Nikt ze znajomych mu o tym nie powiedział, nie pisnał nawet pół słówka, nie zajaknał się ani nic. Pewnie znów wpadli na genialny pomysł, że tak będzie dla niego lepiej. Dobre sobie. A może nie wiedzieli? Tak czy inaczej nie mało to przecież teraz żadnego znaczenia.
Zacisnał zęby i postanowił nic nie odpowiadać, tak było najlepiej. I udałoby mu się, gdyby wilk nie zaczał bawić się w dobrego samarytanina. Nienawidził kiedy ludzie to robili. Nie potrzebował niczyjej pomocy dopóki o nia nie poprosił i nie ważne, że prosił o nia zdecydowanie zbyt rzadko. Dał się poprowadzić, bo zdawał sobie sprawę z tego, że to mimo wszystko najlepsze rozwiazanie w tej sytuacji. Nie podobało mu się to, ale zacisnał zęby. Lepsze to niż… No właśnie, niż co Tyler?
- Dobrze zbudowanych Afroamerykanów. Oślepłem od gapienia się na Ciebie, szkoda tylko, że nie zniknałeś wcześniej, może w innym wypadku udałoby mi się uratować wzrok - kłamstwa przychodziły z łatwościa, nie zważał na to czy wilk słyszał historię o jego wypadku. To i tak nie miało znaczenia - Ale sa tego plusy. Nie muszę już więcej patrzeć na Twoja zakłamana mordę - a miał się nie odzywać. Miał pretensję do siebie, że dał się wciagnać w jakakolwiek wymianę zdań.
Bo miało być inaczej.
- Powodzenia, Wolfgang - uniósł rękę w geście pożegnania. Chociaż tak naprawdę marzył tylko o tym, aby zacisnać ja w pięść i przyjebać wilkowi. Z powodów takich, a nie innych musiał się powstrzymać. Ciekawe czy sa treningi bosku dla niewidomych? Na pewno nie odpuści i sprawdzi. Ale to później, teraz za dużo myśli kołatało mu się w głowie… Wyszedł z biblioteki i pierwsze co zrobił to sięgnał po papierosa, a później telefon. Musiał opieprzyć kilka osób, że łaskawie mu nie powiedziały!

/ztx2
 
 
Wolfgang Kang
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-18, 09:00   

Fakt, zupełnie nie wiedział czemu mężczyzna stracił wzrok. Dowidział się o tym dopiero przed chwila i nie wiedział czemu, po co i dlaczego, nawet nie wiedział czy to czasowe czy trwałe. Może da się idiotę jeszcze operować i odzyskałby wzrok? Nie wiedział niczego w tej materii, ale przecież nie spyta. Zreszta jeśli by spytał czy by otrzymał jakaś sensowna i normalna odpowiedź? Watpię!
Fakt iż mówił o innej rasie potwierdziła jego przypuszczenia, że tak naprawdę nigdy nie odpowiadała mu uroda wilka. Zakłamany kutas jeden. Przez ten cały czas go okłamywał. No ale co się dziwić. Wielki pan strażak! Wielki pan, którego każda może być dupa. Co się dziwił, że zmieniał je pewnie jak rękawiczki, a wilczek był zapewne tylko kolejna dupa, która się bawił! Spokój wilczku, przecież tak nie było... spokój! Ale tak łatwo zwalić cała winę na Tylera. Tak miło zrzucić swoja winę na faceta od którego się odeszło, tylko po to by nie myśleć o tym co by mogło być gdyby nie uciekł!
Prychnał słyszac słowa byłego. No ten to kutasem stał się jeszcze większym niż jak go pamiętał. Może i lepiej. Nie będzie go wspominał dobrze. Genialnie. Niech zabije wszystkie dobre wspomnienia i niech zostana tylko te złe! Tak właśnie ma być! Właśnie tak!
-Spierdalaj i miłego życia. - patrzył na drzwi, przez które wyszedł jego były jeszcze przez jakiś czas, nie mógł się poruszyć. Potrzebował chwili by się uspokoić, a potem wyszedł za nim i udał się do domu. To całe bycie z Tylerem kiedyś... to wszystko pewnie nie miało nigdy sensu. Jakby z nim był to by był teraz z dupkiem! Oooooo! Tak!

zt.
 
 
Eros Aldridge
[Usunięty]

Wysłany: 2017-09-09, 21:30   

Przechadzał się między regałami. Normalnie wolałby iść do księgarni i kupić jakieś ksiażki, ale obecnie ciężko było u niego z pieniędzmi i wiedział, że musiał przystopować. Droga do biblioteki była więc nieunikniona, zwłaszcza że nie miał już co robić w domu. Wszystko co miał było już dawno przeczytane, więc potrzebował czegoś nowego. Ogromny wybór jaki zastał sprawił, że nie wiedział od czego miał najpierw zaczać. Raz za razem wyciagał z półek kolejne ksiażki, by przyjżeć się ich opisom. Kilka z nich kojarzył, kilka przeczytał i sporo posiadał w swojej prywatne kolekcji. Tak, można powiedzieć, że uwielbiał kolekcjonować ksiażki. Nie dla niego były ebooki i inne cuda, które czytało się na telefonach. Musiał czuć zapach papieru i czuć go między palcami. Mógł tak zatopić się w lekturze na wiele godzin, a do pełni szczęścia brakowało mu wtedy przyjemnej muzyki, Lany na kolanach i kubka herbaty lub lampki wina. O tak. To był już ideał.
Znalazł kilka obiecujacych tytułów, więc ze sterta ksiażek powędrował w stronę pobliskiego stolika. Otworzył pierwsza z ksiażek i zaczał czytać, sprawdzajac czy styl autora jest dla niego przyjemny. Nie chciał się katować i czytać czegoś, czego styl nie był dla niego jasny. Często się bowiem zdarzało, że trafiał na powieści, które czytało się źle właśnie ze względu na niezbyt lekkie pióro osoby, która to napisała. Nie wybrzydzał, ale i tak chciał mieć z czytania przyjemność.
Przewertował już kilka ksiażek odkładajac na bok te, które mu pasowały. Musiał pamiętać, że i tak nie mógł zabrać ich wszystkich i musiał ograniczyć się do maksymalnie trzech, bo tylko tyle będzie w stanie zanieść do domu. Głupio zrobił, że nie wział ze soba żadnego plecaka, tylko pomyślał, że jak przejdzie ulicami Brentwood z ksiażkami w rękach, to będa uważali go za fajnego.
Westchnał, zaciagajac się mocno powietrzem wypełniajacym bibliotekę. Lubił ten zapach, mimo że był t głównie sam kurz. Tym razem poczuł jednak coś dziwnego i podejrzanie znajomego, by mogło przemknać to jego uwadze. Rozejrzał się dookoła i niedaleko siebie dostrzegł znajoma sylwetkę mężczyzny, który plecami opierał się o regał, czytajac jakaś ksiażkę. Przyjrzał mu się bardziej uważnie, dostrzegajac znajome rysy twarzy. Uśmiechnał się szeroko.
Salem, nie spodziewałem się spotkać tutaj ciebie – zagadał, odkładajac ksiażkę na bok. Skrzyżował ręce na piersi i oparł się o krzesło, na którym siedział. Może i kierował się mylnym wrażeniem, ale nie przypuszczałby, że z chłopaka, którego poznał w klubie kilka dni temu, był typem osoby, która często zagladała do biblioteki.
 
 
Salem Brannan
[Usunięty]

Wysłany: 2017-09-09, 23:05   

Rzeczywiście jego energiczna osobowość nie do końca pasowała do pomieszczenia wypełnionego po brzegi ksiażkami, ale wbrew pozorom Salem duża część swojego czasu spędzał na czytaniu chociaż plakietka mola ksiażkowego raczej nie pasowała. Nie był osoba, która marzyła cały dzień o ciepły wieczorze z ksiażka i ciepła herbata. Przeważnie czytał gdzieś poza domem, w autobusie, czasami nawet idac chodnikiem. Lwia część dzieciństwa spędził w samolotach i samochodach podróżujac po świecie, a ksiażki były wtedy jego jednym z nielicznych zajęć i jakoś tak mu pozostało to do teraz. Poza tym jakby nie było, jego przyszły zawód archeologa wiazał się z sporej mierze z siedzeniem z nosem w ksiażkach i prowadzeniem badań chociaż jemu bardziej się marzyło życie poszukiwacza skarbów na miarę Indiana Jonesa, nawet jeśli wiedział, że taki wizerunek archeologa niewiele ma wspólnego z tym zawodem tak naprawdę.
Do biblioteki wybierał się już od kilku dni, zawsze można było tu znaleźć jakieś perełki, na które ciężko by było trafić w księgarniach przepełnionych bestsellerami. Salem oprócz ksiażek, które wymagały od niego studia czytał praktycznie wyłacznie biografie. Od postaci historycznych po postaci bardziej współczesne. Jego pokój zawalony był przeróżnymi życiorysami poukładanymi na losowych stosach. Przechadzał się między regałami próbujac wypatrzeć coś ciekawego... Właśnie skończył biografię Marii I Tudor i miał chyba ochotę na coś bardziej współczesnego. Wyciagał różne ksiażki i przegladał by po chwili odłożyć je ponownie na półkę, oczywiście często nie na to samo miejsce albo w innej pozycji, bo już chyba nigdy w życiu nie nauczy się porzadku. Tam gdzie się zjawiał od razu zaczynał robić się bałagan. W końcu jego uwagę przyciagnęła ksiażka o Charles'ie Mansonie, Amerykański morderca i przywódca kultu zawsze wydawał mu się ciekawa postacia także podjarał się i zaczał czytać poczatek oparty o regał. Głupio w końcu by było jakby wział jakoś ksiażkę, która mu się źle czyta i musiałby jutro znowu przychodzić. Z zaczytania dopiero wyrwał go czyjś głos, zignorował by go pewnie, gdyby nie to, że chłopak wypowiedział jego imię. Podniósł wzrok z lektury i przymrużył oczy przygladajac się. Za cholerę nie potrafił dopasować jego twarzy do jakiejś znanej mu osoby, a przeważnie nie miał z tym problemu. Twarz blondyna wydawała mu się jakoś znajoma, ale to by było na tyle.
- Przepraszam, ale... chyba cię nie kojarzę. - powiedział ostrożnie dalej główkujac kim też on jest. Jakby nie było znał jego imię i sprawiał wrażenie jakby się już poznali także Salem czuł, że to z nim samym jest coś nie tak. - Przepraszam, jeśli się poznaliśmy i cię nie pamiętam. Głupio mi, bo normalnie mi się to nie zdarza. - dodał na wszelki wypadek i uśmiechnał się ładnie. On by się pewnie niefajnie poczuł jakby ktoś go zapomniał, nawet po jednej rozmowie, on akurat zawsze poświęcał uwagę ludziom, których poznawał i wkurzało go jak się przedstawiał a za pięć minut ktoś nie pamiętał już jego imienia i pytał znowu. Tutaj na szczęście było to dosyć rzadkie z racji, że miał dosyć oryginalne imię.
 
 
Eros Aldridge
[Usunięty]

Wysłany: 2017-09-09, 23:41   

Eros uwielbiał czytać. Kochał zanurzać się w przeróżne historie czy to wymyślone, czy też całkowicie realne. Lubił na chwilkę uciekać od swojej szarej rzeczywistości. W jego kolekcji było również kilka biografii. Eros bardzo cenił sobie stare kino i Złota Erę Holliwood, więc biografie kilku artystów z tego okresu kryło się na półkach w jego pokoju. Nie mogło wśród nich zabraknać ikon takich jak Elizabet Taylor, Alfred Hitchcock czy jego ulubiona Lana Turner. Kilka postaci historycznych również zagrzała tam miejsca. Uwielbiał historię i nawet teraz dawał korepetycje z tego przedmiotu, co wydawało mu się śmieszne, gdyż uważał, że z tego przedmiotu branie korków równa się przyznaniu do tego, że najzwyczajniej w świecie ktoś się nie uczył samodzielnie. Nie przeszkadzało mu to, bo dostawał kasę. Jego ulubionymi powieściami były jednak obyczajówki, fantastyka i przygodówki, bo dzięki nimi mógł przenieść się w inne światy i inne realia. Podobało mu się to i właśnie to cenił sobie najbardziej w czytaniu.
Uśmiechnał się do chłopaka szerzej. No tak, mógł się spodziewać, ze przez sam głos nie zostanie rozpoznany, ale to dobrze, bo ludzie różnie mogli reagować na to, że Eros lubił przebierać się za kobiety i w takim przebraniu wychodzić na imprezy. Sam nie wiedział, dlaczego zaczał bawić się w drag queen, ale sprawiało mu to ogromna przyjemność i miał zabawę. Nie miał żadnych kryzysów osobowości, ani nie pragnał zmieniać sobie płci. Po prostu lubił czasem uciec od swojego życia, poudawać kogoś innego i zabawić ludzi swoimi żartami. Czuł się, jakby takie przebieranie wyzwalało w nim to, co normalnie siedzi gdzieś tam ukryte.
No tak... Poznaliśmy się kilka dni temu w klubie – wyjaśnił. Miał on wtedy na sobie sukienkę siostry, jakaś perukę i makijaż, który mimo że nie był mocny to i tak zmieniał jego ryzy twarzy na nieco delikatniejsze. Nie udawał wtedy jednak kobiety i nie chciał nia być. Zapewne każdy w klubie wiedział wtedy, że ma do czynienia z drag queen. – Z tym że byłem w przebraniu. Rozmawialiśmy o paleniu czarownic, bo twoje imię samo narzuciło nam temat – zaśmiał się. Co jak co, ale imię chłopaka aż prosiło się o to, by zaczać rozmowy o czarownicach i ich prześladowaniach. Z reszta jego zmiłowanie do historii i fantastyki nie mogło pozostawić tego momentu w historii USA nietkniętego.
Jak mija ci życie? – zagaił, skoro już się spotkali, to wypadało o czymś porozmawiać, zważywszy na fakt że przy pierwszym ich spotkaniu ich rozmowa całkiem przyjemnie się toczyła.
 
 
Salem Brannan
[Usunięty]

Wysłany: 2017-09-10, 12:29   

Salem właściwie nie wiedział dlaczego tak umiłował sobie czytanie biografii, nigdy się chyba nad tym właściwie nie zastanawiał. Próbował kiedyś wziać się za jakieś powieści, kilka razy przymierzał się do fantastyki, ale jakoś mu to nie podchodziło. Jedyne co go ciekawiło w tych klimatach to przeróżne mitologie i podania starożytnych ludów, zwłaszcza, że miał okazję w swoim życiu odwiedzić wiele miejsce kultu i antycznych światyń. Było coś fascynujacego w tych wierzeniach dla niego chociaż on sam określał się jako ateista.
Uniósł nieznacznie brew, kiedy chłopak wyznał, że poznali się w klubie. Niewiele mu to mówiło, nie przesadzał z imprezami, ale w klubach bywał często i poznawał tam sporo ludzi, chociaż większość z nich przeważnie pamiętał jak już wspomniałem. Musiałby by być bardzo pijany, a dawno się to nie zdarzyło, bo Salem miał raczej mocna głowa do alkoholu i zawsze pił z głowa. Rodzice w sumie zawsze mu na wszystko pozwalali dopóki nie przesadzał więc kiedy zerwał się ze smyczy to nie zachłysnał się wolnościa jak niektórzy jego rówieśnicy.
- Ach, to ty! W takim razie ja ciebie się również tutaj nie spodziewałem. - uśmiechnał się szeroko, kiedy w końcu ten zdradził mu swoja tożsamość. Rzeczywiście rozmawiali o procesach czarownic, ludzie często tutaj kojarzyli z tym jego imię chociaż w jego przypadku etymologia jego imienia nie miała nic wspólnego z tym miejsce, przynajmniej tak podejrzewał, bo ludzi, którzy mu je nadali nigdy nie poznał. Nic dziwnego jednak, że go nie pamiętał skoro, kiedy się poznali to chłopak był przebrany za kobietę. Oczywiście był tego wtedy świadom także oszukany się nie czuł. Właściwie to właśnie dlatego do niego zagadał, podobało mu się, że chłopak miał tyle odwagi by przyjść w takim przebraniu. - Żałowałem, że nie poprosiłem cię o numer. - wyszczerzył się cwanie. Rzeczywiście rozmowa była całkiem przyjemna, a on miał wrażenie, że pod przebraniem kryje się atrakcyjny chłopak. Niestety ktoś odciagnał Salema od jego rozmówcy, a potem już jakoś tak wyszło, że na siebie nie wpadli jako że w klubie było dosyć tłoczno. - Nie narzekam. Trochę nudno i szukam czegoś do poczytania. Właściwie to chyba już znalazłem. - odpowiedział unoszac do góry ksiażkę, która trzymał w ręce. Rzeczywiście miał ostatnio trochę mniej do roboty, ale zaraz zacznie się rok akademicki i pewnie zacznie się coś dziać. Nie było mu przykro, że wakacje się kończa. Jakby nie było miał je w pewien sposób przez pierwsze dwadzieścia lat życia więc chodzenie na zajęcia było dla niego w pewien sposób odmiana, nie zawsze miła oczywiście. - A u ciebie? - odbił pytanie.
 
 
Eros Aldridge
[Usunięty]

Wysłany: 2017-09-10, 21:18   

Eros również nie należał do osób przesadnie wierzacych, ale po jego imieniu można wywnioskować, że obyty był z mitologia grecka, która szczerze sobie cenił. Uwielbiał czytać o przygodach bogów i herosów. Osobiście nie miał rodzicom za złe, ze ci zdecydowali się nadać pociechom imiona postaci z greckich wierzeń, on swoje imię bardzo lubił i często z tego żartował. Eros był bożkiem miłości, który strzelał w innych strzałami, by zakochiwali się oni w innych badź zaczęli pałać do nich czysta nienawiścia. Podobało mu się to. Z reszta mitologia odgrywała również rolę w jego karierze artystycznej. Czerpał z niej inspirację i różne motywy.
Nigdy nie ukrywał, że jest facetem, nawet wtedy, gdy był przebrany za kobietę. Nie chciał się afiszować z tym i sugerować komuś, że po jego głowie kraży myśl o zmianie płci. Nie leżało mu to i był od tego daleko. Oczywiście nie miał nic przeciwko takim zabiegom u innych, bo w końcu w życiu chodzi o to, by dobrze się czuć z samym soba.
Jasne że domyślił się, że imię chłopaka nie wiazało się z miastem w USA. Niemniej jednak nie mógł nie wykorzystać takiej okazji i nie zagadać. W końcu rozmowa im się tam kleiła, więc to było najważniejsze. Pamiętał też, że trochę zasmucił go fakt, że ciemnowłosy zniknał mu sprzed oczu. Nie wiedział, czy jeszcze kiedyś się z nim spotka, a miał nadzieję, że nie była to tylko jednorazowa znajomość. Oczywiście później tego wieczora zapomniał o większości rzeczy, o których myślał, bo wypił nieco za dużo i na chwiejnych nogach, bez butów wrócił do domu. Zdażył się jeszcze w miarę ogarnać i przebrać, po czym zasnał na kanapie. Rano wszystko wróciło do normy, a on do swojego nudnawego nienierobienia.
Zawsze możesz poprosić teraz – uśmiechnał się. Cóż, Eros w wymianie numerów nie widział nic, co świadczyłoby o jakichś konkretnych zamiarach względem drugiej osoby. Salem był atrakcyjnym mężczyzna, ale Aldridge musiałby być szalony, jeśli miałby myśleć, że między nimi narodzi się od razu jakaś wyjatkowa więź. Nie. On zawsze wymieniał się numerami z ludźmi, z którymi potrafił się dogadać i czuł się swobodnie. Unikał jedynie gburów i chamów, a Salem takim się nie wydawał.
Nie ma to jak czytać o seryjnych mordercach, przykładajac głowę do poduszki – zaśmiał się, widzac twarz Mansona na okładce ksiażki, trzymanej przez chłopaka w dłoniach. Cóż, on sam nie był lepszy, bo przecież zaczytywał się w horrorach, jakby miały być najlepsza opowiastka przed snem.
Jakoś leci. Próbuję się na nowi odnaleźć w tym mieście, póki jeszcze mam czas – odpowiedział. Postanowił, że dokończy studia tutaj na miejscu, więc za niedługo skończa się wakacje i spokój. Nie miał jednak nic przeciwko temu, bo nie lubił takiej nudy, a dzięki studiom zapełni nieco swój wolny czas.
 
 
Gabriel Torres


Wysłany: 2017-09-18, 14:39   

/po Susan + outfit

Nie bywał często w bibliotece, nie czuł takiej potrzeby. Szanował ksiażki, jednak jego praca i tryb życia sprawiały, że trochę brakowało mu czasu na takie przyjemności. Uznał, że czas najwyższy to zmienić. Trafiały mu się przerwy w pracy, miewał wolne wieczory. Nie musiał czytać grubej ksiażki w trzy dni, ale coś luźnego przed snem - czemu nie?
Choć doskonale wiedział, że Olivier tu pracuje, to w tej chwili zupełnie nie przeszło mu to przez myśl. Na dobra sprawę, chyba sobie już trochę odpuścił. Nie spotkał Moore'a przypadkiem odkad tu przyjechał, a minęło już kilka miesięcy, nachodzenie go nie wydawało mu się w porzadku. Bardzo dobrze wspominał czas, który razem spędzili, kiedy był w Brentwood po raz pierwszy, chociaż nie było tego czasu dużo. Był on jednak dość intensywny. Chłopak pokazał mu miasto i uroki okolicy, nauczył kilku pojedynczych gestów w języku migowym, ich pisane rozmowy bardzo zapadły Gabrielowi w pamięci. To prawie jak pisanie listów, tylko wtedy, gdy ta druga osoba Cię obserwuje, więc jest to jeszcze bardziej intymne. Ostatecznie, może przy tym właśnie powinni pozostać? Przy listach, przemierzajacych oceany pomiędzy jednym i drugim? Gabriel był trochę cipka i to nie podlegało najmniejszej dyskusji. Rzucił wszystko, co miał w San Francisco, na szybko znalazł tu pracę i dom, przeprowadził się i zaczał nowe życie. Nie żałował, zwłaszcza teraz, kiedy jego siostra zmagała się z choroba. Dobrze, że był przy niej. Jednocześnie trochę odpuścił sobie poszukiwania Oliviera, choć nie żeby go wcześniej intensywnie szukał. Teraz szukał ksiażki. Wędrował między regałami, starajac się zachować ciszę, jak w bibliotece należało i przegladał grzbiety ksiażek w poszukiwaniu tytułu, który mógłby go zainteresować.
_________________
So, if we can leave
it all behind us and meet in between

[Profil]
 
 
Liv Moore


Wysłany: 2017-09-18, 17:34   

17 wrzesień 2017


Liv miał dzisiaj wyjatkowy spokój i ciszę - jak to w bibliotece. Niestety był zawalony praca jak cholera. W jednym z regałów był tak zawalony ksiażkami, że można by uznać iż go tam w ogóle nie ma. Przesunał po twarzy dłonia zmęczony i nabrał powietrza do ust, aby je następnie wypuścić. Podniósł się powoli postanawiajac zrobić sobie przerwę, co by napić się jakiejś herbaty i zjeść kanapkę, która kupił w spożywczaku na osiedlu. Jednak był tak zawalony ksiażkami, że jeden krok sprawił iż potknał się i poleciał do przodu prosto na jakiegoś mężczyznę. Okazało się, że to nie wina ksiażek, a rozwiazanego buta. Nie zauważył i teraz ma ladowanie w ramionach kalifornijskiego księcia. Podniósł swoje intensywnie niebieskie oczy na chłopaka i szybko pozbierał się stajac o własnych nogach. Zaczał machać rękami, ale zapomniał, że niektórzy nie potrafia migowego, więc sięgnał po telefon, w którym zaczał stukać wiadomość.
Przepraszam, potknałem się i przepraszam. Nic się panu nie stało?
Przystawił telefon pod jego twarz i dopiero teraz zauważył z kim ma do czynienia. Uśmiechnał się promiennie i wesoło znowu zaczynajac coś stukać w telefonie.
Gabriel! Co tu robisz? Myślałem, że wyjechałeś? Dawno się nie kontaktowałeś.
W sumie całkowicie zapomniał, że jakiś czas temu spędził ciekawe kilka dni z weterynarzem. Było mu miło, że miał takiego przyjaciela, a potem jego wyjazd i długi brak kontaktu. Dziwnie się z tym czuł, ale nie myślał o nim zbyt często. Czasami się zastanawiał jak sobie radził, ale to niewiele. Teraz cieszył japę jakby dostał cukierka.
_________________
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 7