Poprzedni temat «» Następny temat
Sypialnia Timmy'ego
Autor Wiadomość
Anthony Farrar









28

Tatuażysta / Morderca

Alicja... forever.

Downtown Brentwood

mów mi: Bianka/White Rabbit

multikonta: Andrea Rossi

Wysłany: 2017-08-06, 23:25   Sypialnia Timmy'ego
  

  
Anthony Farrar

  
No I can't change. I choose my fate...


_________________
Anthony Farrar

I am the Devil's smile, I am broken,
The Wretched and Divine...
[Profil]
   
 
Andrea Rossi









18

Jak na razie się uczy i ukrywa... piroman.

Motory i ogień!

North Brentwood

mów mi: Bianka/White Rabbit

multikonta: Anthony Farrar

Wysłany: 2018-12-18, 00:43   
  

  
Andrea Rossi

  
I'm gonna get the fire started!


#3 / Ciepłe łaszki!

Ostatnio Andrea bywał mocno rozkojarzony. Ta cała sytuacja z nauczycielem od muzyki, który pojawił się w Brentwood zaczynała go powoli przerastać. A na dokładkę ten obecnie go nie pamięta przez amnezję. Wydawało mu się do tej pory, że raczej woli dziewczyny, a tu taka niespodzianka. Po tej jakby można powiedzieć randce z Warrickiem, coś bliżej nieokreślonego go dopadło. Zaczynał coś chyba do niego czuć, czego na głos w życiu by nie wyznał, ani też nie przyznał się do tego przed samym sobą. Te uczucia jednak były dla niego czymś nowym, nie był pewien, czy sobie z nimi poradzi, zwłaszcza że jak dotąd nigdy takowych nie doświadczył. Problem w tym, że tak nie wypadało wchodzić w taką relację ze swoim nauczycielem, nawet jeśli zaczęło mu w jakimś sensie na nim zależeć. Lepszym rozwiązaniem byłoby więc umawiać się z rówieśnikiem. Z tego względu chciał spróbować czegoś więcej ze swoim nowym przyjacielem Timmy'm. Naturalnie on jeszcze o tym nie wie, bo mu nie powiedział, dlatego postanowił zrobić to dzisiaj i nie przez telefon. Jakby to zresztą wyglądało? Ano właśnie. Ach, wszystko się namotało, nie ma co!
Podjął wreszcie decyzję, że przyjdzie dziś do chłopaka i z nim o tym porozmawia. Po wymienieniu z nim kilku wiadomości, wystukał w przeglądarce adres, aby mniej więcej ogarnąć, gdzie on aktualnie się znajduje. Nie znał wciąż za bardzo tego miasta, ale był na tyle rozeznany w terenie, by mapy pomogły mu bezproblemowo dotrzeć do celu. Przez zimnicę panującą na zewnątrz, założył na siebie dużo cieplejsze ciuchy i standardowo nasunął ulubioną czapkę na głowę. Nie mówił siostrze, gdzie i dokąd konkretnie idzie - nie jej interes. Lecz poprosił o to, by zajęła się zwierzakami pod jego nieobecność; takie było ich ultimatum, że jak któreś gdzieś na dłużej wychodzi, to te drugie opiekuje się maluchami. W razie co i tak mają wystarczająco dużo kasy, by opłacić odpowiedniego do tej roboty człowieka, jakby nie miał kto w danym dniu z nimi zostać. Kiedy już był gotowy, opuścił apartament i bezpośrednio wsiadł na motor, tak jak przekazał młodszemu Farrarowi w esemesie. Ruszył z piskiem opon i aktywując sobie nawigację w telefonie, dotarł w kilka minut na miejsce. Zaparkował gdzieś w pobliżu i dał znać, że może już wychodzić. Nim to nastąpiło, szczegółowiej przyjrzał się temu wielkiemu budynkowi, który mu się objawił. Musiał przyznać... jest co podziwiać i on z tym nie żartował! Rozdziawił lekko usta z podziwu, gdyż nie zwykł żyć w aż tak ekstrawaganckich warunkach, mimo że jego rodzinę było stać niemal na wszystko. Poza tym nadal się ukrywają, więc nie mogą przecież zbytnio rzucać się w oczy, a mieszkając w takim ogromnym domu zdecydowanie bardziej by się narazili na ujawnienie.
W każdym razie oczekując na Timmy'ego, gapił się bezustannie w jeden punkt z zafascynowaniem i dopiero ujrzawszy zmierzającą w jego stronę sylwetkę kumpla, pomachał mu wesoło ręką na wstępie, zamiast przywitać się słownie. Tak też wolał. Szybko zszedł z motocyklu, chowając kask pod tylne siedzenie i zamknął go na chwilę w męskim uścisku. - Chyba będę częściej do ciebie wpadał... no zajebioza stary! - nie omieszkał się tego tak skomentować, powstrzymać się nie mógł! Puścił go w końcu, a następnie podekscytowany chciał już znaleźć się w środku tych zacnych luksusów. Szedł rzecz jasna za nim, inaczej szczerze mówiąc mógłby się zgubić, pomimo dobrej orientacji! Tym sposobem dotarli ostatecznie do jego sypialni. Andrea bezpośrednio klapnął sobie na pobliskim siedzonku, taki rozanielony, czego nie ukrywał. - Tu jest jak w raju... Żyć nie umierać, co? - dodał na koniec z szerokim uśmiechem, który pojawił się na jego już i tak mocno podekscytowanej tym wszystkim twarzy. Nie spieszyło im się nigdzie, to mógł sobie pozwolić na chwilę zachwytów, nim przejdą do poważniejszych spraw!
_________________

Andrea Rossi
I feel alive inside I won't be terrorized, I’ll stand up to the pain.
[Profil]
   
 
Timmy Farrar









19

american teenager

pizza, Netflix & chill

Downtown Brentwood

mów mi: Gracja

multikonta: brak



Wysłany: 2018-12-22, 00:20   
  

  
Timmy Farrar

  
bitch don't kill my vibe


look

Timmy spędzał akurat kolejny, wyjątkowo nudny dzień w ogromnej willi swojego brata. Niewielka ilość znajomych, jaką zyskał od momentu przeprowadzki do Brentwood sprawiała, że większość czasu Farrar przesiadywał samotnie, bo z kim miałby się umówić? W gronie rówieśników miał chyba tylko Andreę, cała reszta była sporo od niego starsza. I to właśnie on - jak się później okazało, miał dzisiejszego dnia wyratować Amerykanina od śmierci z nudów. Timmy miał tylko sporą rozkminę odnośnie tego, o czym przyjaciel chciał z nim pogadać. Gdzieś podświadomie wyczuwał poważne sprawy, jednak tymczasowo nie chciał się nad tym głowić. Musiał ogarnąć swoją sypialnię, żeby nie przywitać kumpla kompletnym syfem, jaki powstał tu w ciągu ostatnich paru dni.
Kiedy skończyli umawiać się przez sms'y i dogadali wszystkie szczegóły, Timmy podniósł wreszcie tyłek z łóżka i zaczął sprzątać swój pokój. Kapryśna, angielska pogoda nie zachęcała do spacerów, więc trochę się tutaj zasiedział, przez co wszędzie porozrzucane były puste kartony po pizzy, opakowania po słodyczach, i cała masa niepotrzebnych nikomu śmieci, które wreszcie znalazły się w worku i zostały wyniesione na zewnątrz. Na koniec posprzątał ubrania z krzesła pełniącego funkcję garderoby, i zajrzał jeszcze do łazienki, będącej właściwie elementem pokoju - od części sypialnej dzieliła ją tylko oszklona ściana. Wszystko wreszcie wyglądało jak należy, więc mógł doprowadzić się do ładu, a potem pozostało tylko czekać na swojego gościa.
Kilkanaście minut później jego telefon zasygnalizował, że Andrea jest już na miejscu. Wyszedł po niego, oczywiście opatulony od stóp do głów, mimo że to tylko chwileczka spędzona na zewnątrz.
- Aha, będziesz do mnie wpadał tylko dlatego, że mam fajną chatę? - mruknął, niby oskarżycielskim tonem, jednak zaraz dało usłyszeć się barani śmiech Amerykanina - chodź już, bo zimno - rzucił, szczerząc zęby i poprowadził przyjaciela prosto do domu. Dzisiaj Timmy był sam, teoretycznie miał pilnować zwierząt, ale Crow chodził po domu obrażony z powodu znanego jedynie sobie (ech, te kociska...) a Daredevil spał po tym, jak wybiegał się po posesji. Szczekanie na sąsiadów czy listonosza potrafi psiura wykończyć!
- Dom jak dom, a do pokoju wstawić tylko kuchnię i mógłbym stąd nie wychodzić - stwierdził ze śmiechem. Dla Timmy'ego pierwszy zachwyt minął już dawno temu, teraz czuł się tutaj po prostu...jak u siebie. Brakowało mu nadal rodzinnych stron, jednak w Brentwood czuł się szczęśliwy będąc blisko brata a z daleka od rodziców, którzy nie byli w stanie go zaakceptować takim, jakim jest - chcesz coś do jedzenia, picia? Tony ma wyjebany w kosmos barek z alkoholami, więc jak coś to mów. Ja pić niezbyt mogę - dodał, bo co by był z niego za gospodarz, gdyby o to nie zapytał?!
[Profil]
 
 
Andrea Rossi









18

Jak na razie się uczy i ukrywa... piroman.

Motory i ogień!

North Brentwood

mów mi: Bianka/White Rabbit

multikonta: Anthony Farrar

Wysłany: 2019-02-10, 02:43   
  

  
Andrea Rossi

  
I'm gonna get the fire started!


Andrea nie należy do towarzyskich osobników i jemu wystarcza mała grupka znajomych, tudzież pojedyncze jednostki. Nie lubi otaczać się zbyt dużą ilością ludzi; nie czuje się wśród tłumów ani trochę komfortowo. Dlatego obecny stan rzeczy mu odpowiada. Sam był właściwie w Brentwood od niedawna i jak na razie nie spieszyło mu się do kolejnej zmiany. Może to tu zagrzeje miejsce z siostrą na dużo dłużej? Się okaże. O ile ci, którzy za nimi gonią ich nie namierzą, prawdopodobnie tu zostaną. Zwłaszcza że jest coraz więcej powodów, które do tego zachęcają. Jednym z nich jest niedawno poznany Timmy, którego zdążył obdarzyć nicią sympatii, a to w jego przypadku niezwykle rzadko się zdarza! W zasadzie to on nigdy nie patrzył na wiek, bo nawet ogółem potrafi dogadać się ze starszymi od siebie. Większym problemem jest specyficzny, a zarazem stosunkowo trudny charakterek Rossiego, przez co niełatwo z nim o pozytywniejsze relacje. Sam nie wiedział czemu, ale cieszył się na dzisiejsze spotkanie z Farrarem, choć jednocześnie lekko stresował możliwą reakcją chłopaka na jego propozycję, z którą planował wyskoczyć. Istotnie było to coś poważnego, a przynajmniej dla niego. To był główny cel jego wizyty. Nie miał bladego pojęcia, jak w ogóle rozpocznie tę rozmowę, gdyż był w te klocki beznadziejny. Liczył na to, że jak się konwersacja rozkręci, samo to jakoś z niego wyjdzie gdzieś w trakcie i nie przyjdzie mu to tak ciężko, jak z góry założył.
W każdym razie Timmy nie musiał aż tak się starać z tymi porządkami. Nie przeszkadzały mu takie widoki, sam nierzadko miał niezły rozgardiasz w pokoju, także nic nie było w stanie go ani zgorszyć, ani spłoszyć! I właśnie ze względu na pogodę, wolał z nim omówić te ważne kwestie u niego w willi, którą przy okazji również pragnął zobaczyć i przekonać się, w jak wielkich luksusach jego przyjaciel żyje. W końcu się doczekał i nie mógł generalnie wyjść z podziwu, takie wrażenie na nim ten wygląd posiadłości wywarł! Po odpowiednim przywitaniu i zejściu z ukochanego motocyklu, doczepił go mocno do czegoś tak na wszelki wypadek. Przypuszczał, że w takiej chacie muszą być zapewnione rozmaite środki ostrożności, czytaj zabezpieczenia, coby nikt niczego nie próbował stąd ukraść. Cóż, mimo wszystko lepiej dmuchać na zimne!
- Jeśli tak to zabrzmiało - nie miało. Tak mi się chlapnęło, dobrze wiesz, że ty też jesteś ważny! - poprawił go wywracając ostentacyjnie oczyma, czując iż się z nim tylko przekomarza, więc sam usiłował utrzymać komizm sytuacji. Zdarzało mu się słabo zrozumieć dany rodzaj humoru, albo wcale pomimo starań. Śmiech chłopaka rozwiał resztki wątpliwości, które mogły się w nim tlić i już nie kwestionował, że to zwykłe żartowanie. - No idę, idę. - nie musiał go bynajmniej poganiać, przecież szybko się przemieszczał! Powiedzmy. Jak oczarowany powłóczył nogami za kumplem, kierując się prosto do jego pokoju. Po drodze nie zwrócił zbytnio uwagi na zwierzaki, taki był wpatrzony to, jak rozmaite pomieszczenia są urządzone i nawet nie zdawał sobie sprawy z ich istnienia tutaj. Może wkrótce się o tym przekona, o ile w ogóle doń podejdą. Teraz siedział sobie wygodnie na miękkim siedzisku i przeniósł wzrok na Timmy'ego tak sobie uroczo wzdychając.
- Może powinieneś spytać brata i by ci ją jakoś zorganizował? - stwierdził po chwili namysłu, śmiejąc się wraz z nim. Z taką ilością kasy w jego mniemaniu Tosiek byłby w stanie wcisnąć do tej sypialni jeszcze i kuchnię, czemu nie! Andrei raczej szybko ten zachwyt nie minie, może w późniejszym czasie jak odwiedzi go więcej razy. Wtedy dopiero i on zdąży się oswoić z tą bogatą otoczką. Słysząc o wyjebanym w kosmos barku alkoholowym, Rossi na nowo się ożywił. - Serio? Czemu mnie to nie dziwi... możesz w sumie zrobić mi jakiś ciekawy drink, zdam się na ciebie! - powiedział nader rozentuzjazmowanym głosem, nie spuszczając ani na sekundę z niego swych oczu. Bardziej zaskoczyło go, że Farrar podobno niezbyt może pić. Co to ma być w ogóle?! Jemu akurat totalnie przyda się coś mocniejszego, bez tego się nie obejdzie, jeśli chce jakkolwiek poruszyć temat tego związku na próbę. - Ale jak to? Daj spokój... ze mną się nie napijesz?! Weź nie pierdol! Zaszalejmy, skoro mamy do tego środki! - dodał na koniec zachęcająco, a nuż się jednak skusi! Chyba że jest to jakaś cholernie uciążliwa przyczyna, przez którą naprawdę nie może sobie na to pozwolić. Jakoś to ostatecznie ze smutkiem i zrezygnowaniem zrozumie.
_________________

Andrea Rossi
I feel alive inside I won't be terrorized, I’ll stand up to the pain.
[Profil]
   
 
Timmy Farrar









19

american teenager

pizza, Netflix & chill

Downtown Brentwood

mów mi: Gracja

multikonta: brak



Wysłany: 2019-02-11, 23:10   
  

  
Timmy Farrar

  
bitch don't kill my vibe


Timmy nigdy nie miał powodu, aby narzekać na brak towarzystwa. Był typem człowieka, który z łatwością nawiązuje nowe przyjaźnie, jednak w zupełnie obcym mu otoczeniu, przysparzało to czasem nieco kłopotów. Choć najczęściej opinia innych osób (których właściwie nie zna i nie łączy go z nimi żadna bliższa relacja) spływała po nim jak po kaczce, tutaj zaczynał się powoli frustrować ilością docinek na temat swojego pochodzenia - a tych słyszał już całkiem sporo. Wielokrotnie powtarzany czy wręcz nawet męczony żart w pewnym momencie zaczyna być bardziej żałosny niż śmieszny. Farrar nie miał bladego pojęcia, co tak bawi tych wszystkich Anglików w jego akcencie, czy tym że używa amerykańskiego slangu? Skoro spędził tam ostatnie osiemnaście lat życia, to chyba oczywiste, że wypowiada się tak a nie inaczej. To tak nie działa, że jak Amerykańca rąbniesz sztachetą w łeb, to po odzyskaniu przytomności zacznie świergolić brytyjskim.
Może nie musiał starać się z porządkami, ale chciał. Przyjmowanie gości, nawet przyjaciół, w zaśmieconym do tego stopnia pokoju nie jest ani trochę komfortowe dla gospodarza. Zwłaszcza, że willa wyglądała jak jakiś nowoczesny pałac, a w pokoju Timmy'ego momentami brakowało już tylko nasrać. Co do motocyklu - o to Andrea nie musiał się martwić. Oczywiście, że dom był odpowiednio zabezpieczony.
- Już się nie tłumacz, doskonale wiem, co miałeś na myśli - odpowiedział, pokazując przyjacielowi język. Jasne, że Timmy tylko się droczył, on wprost uwielbiał to robić i po tym najłatwiej poznać, że jest się dla Amerykanina kimś wyjątkowo ważnym. To nie był ten typ przyjaciela, który zasypie Cię miłością, słodyczami i pięknymi słówkami, a raczej zupełnie na odwrót. Okazywanie sympatii przez docinki, żarciki i lekko złośliwe komentarze, to jest dopiero coś!
- Nie ma takiej potrzeby. Z czasem pewnie i tak będę chciał się od niego wyprowadzić, nie będę siedział Tony'emu na głowie do końca życia - dodał, już nieco poważniej. Powoli w głowie młodego kształtowały się już jakieś plany, jednak podstawą było na razie znalezienie dobrej pracy, co zapewne nie będzie takie proste. Planował jednak zorientować się po miasteczku, popytać. Przecież nie będzie żerował na starszym bracie, skoro był w pełni zdolny do normalnej pracy - wiesz, barman raczej ze mnie kiepski, ale spróbujemy - puścił mu oczko. Kiedy zaś usłyszał dalsze słowa przyjaciela, parsknął śmiechem. Co za oburzenie! - kurwa, wydawało mi się, że już ci o tym mówiłem. Mam chore serce, wolałbym nie umierać przy tobie na zawał, albo coś - rzucił, całkiem luźno, bo właściwie po co od razu dramatyzować?
[Profil]
 
 
Andrea Rossi









18

Jak na razie się uczy i ukrywa... piroman.

Motory i ogień!

North Brentwood

mów mi: Bianka/White Rabbit

multikonta: Anthony Farrar

Wysłany: 2019-05-04, 05:37   
  

  
Andrea Rossi

  
I'm gonna get the fire started!


Tak samo jak Andrea, mimo że pod względem nawiązywania kontaktów znacząco się od siebie różnią. Jemu to nigdy nie przychodziło niestety łatwo, jednak jak już komuś dostatecznie zaufa, polubi jego towarzystwo i dobrze będzie się przy nim czuł, wówczas mu to w pełni wystarcza. Opinia innych kompletnie go nie rusza i ma ją głęboko gdzieś, niezależnie od ilości i przekazywanej formy. Tyczy się to również powtarzających się w podobnym wydźwięku docinków rzucanych w jego kierunku. Jeśli zaś samotność zacznie doskwierać Rossiemu, co wbrew pozorom zdarza się także w jego przypadku, nachodzi go nagła potrzeba spędzenia z kimś czasu nieważne w jaki sposób. W takich momentach zwraca się w pierwszej kolejności do tych, z którymi najmocniej się zżył, albo ewentualnie zaczyna powoli odczuwać wobec tych konkretnych osób jakąkolwiek nić porozumienia. Dlatego zdecydowanie nie ma powodów do narzekania i jak na razie niczego pod tym względem zmieniać nie chciał. Może poza jedną drobnostką... spróbowania czegoś, czego jeszcze nie próbował z nikim. Naszła go ochota zaryzykowania i zaszalenia, a czy wyniknie z tego coś dobrego czy też nie... go nie obchodziło. Nie zamierzał rozmyślać nad efektem końcowym, a nad samym rozwojem sytuacji jak już wyskoczy z tą jakże zwariowaną propozycją, która łaziła mu po głowie od jakiegoś czasu. Potrzebował do tego jedynie idealnego momentu, a wraz z tym zebrania w sobie odrobiny więcej odwagi. Co za tym idzie musi wręcz wyzbyć się resztek wciąż tlących się w jego wnętrzu obaw i wątpliwości. Narosły one trochę wraz z przekroczeniem progu tej jakże majestatycznej i niesamowitej luksusowej posiadłości. Ale to nic. Jakoś sobie poradzi, bo nie chciał zepsuć swych planów, które obiecał samemu sobie wprowadzić w życie - a gdyby się wycofał w ostatniej chwili, świadczyłoby to o jego totalnym tchórzostwie, a on taki nie jest!
Drobny bałagan w obliczu zapierających dech w piersiach widoków był według niego niczym i jak dla niego można sobie czasem na takowy pozwolić. Sprawiał, że wyglądało ciekawiej, przynajmniej w jego odczuciu! Zwłaszcza że dom i tak był w dalszym ciągu nieskazitelny, doskonały, nie tracił na swojej wartości przez wprowadzenie doń nutki chaosu. Tak czy siak nie zamierzał bagatelizować stosunku Timmy'ego do tej kwestii i to szanował. Skoro chłopak chciał posprzątać - jego wybór, nie będzie się przecież z nim o taką pierdołę sprzeczał, byle przekonać go do swych racji za wszelką cenę.
- Ależ ja się nie tłumaczę. Tak tylko mówię! I wiem, że wiesz. - stwierdził z rozbawieniem, a w odpowiedzi na wystawienie języka dał mu jednocześnie lekkiego kuksańca w bok, gdy w końcu wszedł do środka i mijał przyjaciela po drodze. Sam uwielbiał przekomarzanki z innymi, więc dobrali się do siebie wprost świetnie! Jemu taki typ okazywania sympatii jak najbardziej odpowiadał, ba wolał coś takiego, niż słuchać jakichś ckliwych do porzygu wypowiedzi! Młodszy Farrar doskonale wiedział, co dobre. - Ach, rozumiem. Chyba że tak. - wzruszył bezradnie ramionami zakańczając krótko ten temat i go dalej nie rozwijając. Andrea obecnie ukrywa się w Brentwood z siostrą i samoistnie mają narzucone wspólne życie, dopóki sprawy rodzinne się nie uspokoją. W obecnym ustawieniu nie mógłby jej zostawić samej, choć najchętniej by się całkowicie usamodzielnił. Wizja mieszkania z nią pod jednym dachem do końca swych dni była przerażająca, aczkolwiek chwilowo musiał to chcąc nie chcąc zaakceptować. Ponadto oboje zostali zmuszeni na zmianę swej tożsamości po ucieczce z kraju, byle nikt ich nie dopadł przez błąd ojca, który mimo wszystko starał się im zapewnić bezpieczeństwo, pomimo siedzenia za kratami. Niemniej o tym nie mógł rozmawiać, toteż odpuścił sobie wyrażenie swego zdania związanego z przeprowadzką od reszty rodzeństwa. Musiałby zdradzić kilka swych tajemnic, a póki co mu się to bynajmniej nie uśmiechało.
- Dajesz. Wierzę w ciebie! - usiłował go wesprzeć na tyle ile był w stanie. Dopingował mu, co jawnie okazywał. On się właśnie wcale nie oburzył, nadal się z nim droczył i ujął to specjalnie w żartobliwy sposób! Takich rzeczy jak usłyszenie od kogoś bliższego o problemach zdrowotnych się nie zapomina, niezależnie od poziomu roztrzepania i ewentualnej sklerozy. - Mówiłeś. Nie zapomniałem. Myślałem, że możesz chociaż jednego drinka się napić, albo piwa. Cokolwiek. Nie musisz pić dużo, może być jeden symboliczny kielich, o! - wyjaśnił pokrótce, utrzymując zarówno wesoły, jak i żartobliwy ton. On po prostu bardziej nie zdawał sobie sprawy ze stopnia zaawansowania jego choroby, nic ponadto. Nie czytał o tym specjalnie, przez co był pod tym względem mocno w tyle, w rezultacie Timmy mógł źle odebrać intencje Andrei, które nie były brońcie panie boże złe! W każdym razie... Rossi zrozumie i nie będzie go ponaglał, jeśli jego kumpel faktycznie nie może sobie pozwolić nawet na drobne ilości alkoholu.
_________________

Andrea Rossi
I feel alive inside I won't be terrorized, I’ll stand up to the pain.
[Profil]
   
 
Timmy Farrar









19

american teenager

pizza, Netflix & chill

Downtown Brentwood

mów mi: Gracja

multikonta: brak



Wysłany: 2019-07-08, 00:48   
  

  
Timmy Farrar

  
bitch don't kill my vibe


Nie było to żadną wielką tajemnicą, że w przypadku Timmy'ego, wszelkie propozycje związane z seksem zwykle spotykały się z aprobatą nastolatka. Wszystko za sprawą ogromnego zawodu miłosnego, jaki spotkał Amerykanina jeszcze za czasów liceum - od tamtej pory chłopak miał nieco spaczony pogląd na związki i głębsze relacje międzyludzkie. Gdy wyszło na jaw, że jego ukochany mężczyzna miał jeszcze kilku innych chłopców na boku, Timmy kompletnie się załamał i postanowił, że od teraz będzie się bawił. Wynagrodzi sobie tę krzywdę praktykując bardzo podobne zachowania co jego dawny stażysta od literatury, w którym Timmy był zabójczo zakochany. Nigdy więcej miłości, tfu.
Rzecz jasna, Farrar nie miał pojęcia, z jaką sprawą przyszedł dziś do niego przyjaciel, ale taka przygoda mogłaby być całkiem interesującym doświadczeniem, z racji że Timmy do tej pory sypiał jedynie ze starszymi od siebie mężczyznami. Różnica wieku nie miała dla niego żadnego znaczenia, a wręcz stawała się dla chłopaka pociągająca... Ciekawe więc, jakby to było w przypadku bliższych kontaktów z rówieśnikiem. Może warto będzie się przekonać?
- Nom - rzucił tylko z beztroską - dobra, to wleję sobie wina. Czerwone podobno jest zdrowe i pomaga na serce - dodał, zanosząc się serdecznym śmiechem. Wielokrotnie słyszał o zaletach czerwonego wina, a jeden kieliszek nie powinien mu zaszkodzić. Skoro jeszcze Farrar nie przekręcił się od popalania papierosów, to alkohol mu krzywdy nie zrobi. A przynajmniej nie powinien. Miejmy nadzieję.
- A ty, co pijesz? - zapytał dla pewności, bo w barku nie brakowało różnego rodzaju alkoholi, pośród których jego gość mógł wybrać to, co mu najbardziej smakuje - na pewno jest whiskey, wódka i tequila... albo po prostu chodź ze mną, to sobie zobaczysz! - wzruszył ramionami. Przecież Anthony nie będzie się wściekał? Nawet nie było go w domu, a jeżeli już się w nim pojawiał, to nie sprawdzał przecież młodszego brata na każdym kroku.
[Profil]
 
 
Andrea Rossi









18

Jak na razie się uczy i ukrywa... piroman.

Motory i ogień!

North Brentwood

mów mi: Bianka/White Rabbit

multikonta: Anthony Farrar

Wysłany: 2019-08-09, 19:24   
  

  
Andrea Rossi

  
I'm gonna get the fire started!


Cóż, Andrea nie miał praktycznie żadnego doświadczenia, jeśli chodzi o związki z facetami, bo z dziewczynami z pewnością kilka razy zdarzyło mu się zbliżyć. Sam jednak nie przeżył żadnych miłosnych rozczarowań, ale ze względu na swój sposób bycia po prostu wolał nie angażować się zbytnio w inne relacje niż zwyczajne znajomości. Zabawa była znacznie ciekawszą opcją, pozbawioną zobowiązań a wypełnioną głównie samą przyjemnością. Przynajmniej w ten sposób można było uniknąć złamanego serca… Chociaż zdarzały się przypadki, gdzie takie igraszki przeradzały się w uczucie, a to zazwyczaj nie kończyło się happy endem.
W przypadku Rossiego będzie to nie tylko interesująca, ale i pouczająca sytuacja. Będąc całkowicie nieobeznanym w kwestii zbliżeń między dwoma osobnikami tej samej płci, z pewnością mógł się wiele dowiedzieć. Zwłaszcza o sobie. Bo takiej informacji też poszukiwał, odkąd tylko zaczął powątpiewać w swoją orientację seksualną. I być może to właśnie dzisiaj odpowiedź na to nurtujące go pytanie zostanie mu udzielona!
- Wina? Od kiedy gustujesz w damskich trunkach? - a ten dalej mu docinał, jednocześnie szczerząc swoje zęby jak idiota. - Idąc tym tokiem myślenia, każdy alkohol jest pomocny. Wino na zdrowie serca, a każdy inny rodzaj na jego złamanie… Jakbyś chciał, to więcej znalazłbyś korzyści niż przeciwwskazań! - zauważył i zaśmiał się wesoło. Może Andrea nie był tutaj lekarzem, ale uważał raczej, że właśnie prędzej papierosy zatruwają serce. Alkohol szkodził głównie temu, co odpowiadało za płyny czy żarcie. Czyli zupełnie co innego! Owszem, dostając się do krwioobiegu na pewno jakieś działanie miał, ale chyba nie działał na serce w sposób bezpośredni jak szlugi. - Ja? - w sumie to sam nie był pewien, co by chciał. Wszystko mu było jedno, co Timmy mu zaserwuje, byleby miało w sobie jakieś procenty! - A spoko, mogę iść zobaczyć. Skoro już zaproponowałeś. - również wzruszył ramionami, po raz kolejny przywołując uśmiech na swej facjacie. Przecież nic się nie stanie, jak trochę pomyszkują? Nie zamierzali szykować przecież żadnej hucznej balangi, więc starszy Farrar nie powinien mieć niczego do powiedzenia!
_________________

Andrea Rossi
I feel alive inside I won't be terrorized, I’ll stand up to the pain.
[Profil]
   
 
Timmy Farrar









19

american teenager

pizza, Netflix & chill

Downtown Brentwood

mów mi: Gracja

multikonta: brak



Wysłany: 2019-08-13, 00:06   
  

  
Timmy Farrar

  
bitch don't kill my vibe


Timmy nie lubił kobiet. Dobra, może inaczej.
Lubił je wszystkie, dopóki występowały w roli przyjaciółek i doradczyń, zaś jakiekolwiek zbliżenie nie wchodziło w grę. Żeby nie być gołosłownym - próbował, nawet kilkakrotnie, jednak za każdym razem to nie było to. Mógł mieć tylko nadzieję, że jego przyjaciółki nie będą wracać do tych kłopotliwych wspomnień a jeżeli już - to tylko z uśmiechem na ustach (bo z powodu takiego seksu można się jedynie śmiać lub płakać). Prawda jest taka, że Timmy to żaden ultra-męski samiec Alfa, tylko zwykły, statystyczny, nastoletni gej. Nie chciał już nigdy więcej nikogo rozczarować, dlatego umawiał się na seks tylko z facetami, a w tej kwestii Farrar czuł się wyjątkowo dobrze. Znał swoje możliwości i nieskromnie uważał, że potrafi się dobrze rżnąć.
- Jaki ty jesteś płytki... Wino to napój Bogów, a nie tylko kobiet! - odparł, nie pozostając dłużnym przyjacielowi i przewrócił oczami w teatralny sposób - zdecydowanie musisz iść ze mną po alko, bo zaczynasz bredzić - stwierdził, klepiąc kumpla po ramieniu.
Co do szkodliwości papierosów i alkoholu - każda z tych używek była dla Timmy'ego niebezpieczna. Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, alkohol bardzo znacząco zaburzał działanie układu krążenia, bo powodował szereg groźnych dolegliwości, jak np. przyspieszenie rytmu serca czy gwałtowne rozszerzanie się naczyń krwionośnych. Ponadto Timmy przyjmował leki na arytmię, a przy takich środkach picie było niewskazane. Dlatego też dzisiaj wolał nie przesadzać.
- No to do dzieła - rzucił, zacierając ręce i poprowadził kumpla do pomieszczenia, w którym Anthony przechowywał swoją kolekcję trunków. Timmy był przekonany, że starszy brat nie zauważy różnicy. Gorzej, gdyby wypili mu połowę barku i zostawili tam puste butelki, wówczas Timmy musiałby się mierzyć z kolejnym kazaniem.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 5