Poprzedni temat «» Następny temat
Czytelnia
Autor Wiadomość
Echo Aldridge

Wysłany: 2017-09-24, 23:19   
  

  
Echo Aldridge

  
x


Niepewnie odwzajemnił uśmiech; Echo był skrytym mężczyzna, a co za tym szło w parze, bywał dosyć nieśmiały. Wygladało to dosyć zabawnie, taki duży facet, którego płoszyły ładne kobiety. A Aldridge musiał przyznać, że wolontariuszka, która zajmowała się Tito, była naprawdę ładna. No co? Przecież był zdrowym, heteroseksualnym mężczyzna, więc nie było nic złego i dziwnego w tym stwierdzeniu, prawda? Oczywiście szybko karcił się w myślach za te myśli, jak jakiś gówniarz przyłapany na goracym uczynku, bo uważał, że nie powinien myśleć tak o kobiecie, która zajmowała się jego synem. To było nieodpowiednie i nieprofesjonalne.
Posłał chłopcu ciepły uśmiech, bo od razu widać było, że ten czuł się dobrze w towarzystwie jasnowłosej, o czym świadczył fakt, że pociagnał kobietę za soba, jakby wcale nie chciał się z nia rozstawać. To był duży progres, przecież Titonos nie zachowywał się tak wobec obcych osób, a do tej pory jedyne osoby, z którymi nie chciał się rozstawać była cała plaga Aldridge'ów.
- Byłeś grzeczny? - swoje słowa skierował do syna, ale zaraz zreflektował się i spojrzał na kobietę. - Dzień dobry - dodał pośpiesznie, bo chyba na moment zgubił gdzieś resztkę manier, a wcale nie chciał wyjść na niewychowanego gbura. Rodzice nie poświęcali mu i rodzeństwu zbyt wiele czasu w dzieciństwie, więc to oczywiste, że wszystkie dobre cechy musiał nabywać sam, starajac się zarażać nimi młodszych domowników.
Toto skinał lekko głowa i tym samym dał Echo do zrozumienia, że faktycznie był grzeczny, a pani wolontariuszka nie kłamie. Nie mówił zbyt wiele, raczej odzywał się przy wujkach i ciotkach, a porozumiewanie się z innymi sprawiało chłopcu niemała trudność, bo był bardzo wycofany, jak to w przypadku ludzi z autyzmem. Ale z drugiej strony, to wszystko zależało od dnia i najwyraźniej to był jeden z tych lepszych.
- Tata, a wypożyczysz mi ksiażkę? - zapytał cicho Tito i dopiero teraz puścił dłoń wolontariuszki.
- Pewnie - odparł Echo. Titonos dużo cieszył, co bardzo cieszyło jego ojca, bo wtedy Młody nie spędzał dużo czasu przed telewizorem i komputerem. - Pójdziesz sam, czy iść z toba? - zapytał, ale Titonos pokręcił tylko głowa, dajac mężczyźnie do zrozumienia, że poradzi sobie, po czym ruszył w kierunku regału z ksiażkami dla najmłodszych. Potrafił być bardzo zaradny, ale umiał też wpadać w niekontrolowany szał bez większej przyczyny i nie można było przewidzieć, kiedy to się stanie. Echo odprowadził syna wzrokiem, a następnie przeniósł spojrzenie w obręb twarzy jasnowłosej kobiety. - Jeszcze nie mieliśmy okazji się poznać - no tak, zawsze coś i wychodziło na to, że na zajęcia grupowe Tito przeważnie zostawał odwożony przez któreś z rodzeństwa mężczyzny. - Echo Aldridge - przedstawił się i wyciagnał do wolontariuszki dłoń. Nie wiem, może to Feniks powinna wyciagnać pierwsza rękę, bo tak chyba jest kulturalnie, że kobieta przedstawia się najpierw mężczyźnie, czy coś, ale nie znam się na tym zupełnie.
[Profil]
 
 
Phoenix Callahan








29

nauczycielka

Downtown Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Dale, Ivy, Dayami



Wysłany: 2017-09-30, 14:21   
  

  
Phoenix Callahan

  
Galway Girl!


Wcale nie chciała go płoszyć, nie uważała się też za taka, co w ogóle mogłaby to robić. Ja sama, choć z reguły nie miała problemów z nawiazywaniem nowych znajomości, to zdarzało się, że czasem onieśmielali mężczyźni trzy razy więksi od niej - bynajmniej nie przez piwny brzuszek, a raczej przez wzrost i mięśnie, a przecież właśnie taki był ojciec jej podopiecznego. Zreszta, wcale nie trudno było takim być, skoro jej dość daleko do bycia duża. Była niziutka i dość szczupła, właściwie odpowiednim byłoby chyba określenie jej, jako filigranowej. Trochę jak Calineczka! Feniks mogła być Calineczka Brentwood.
Nie przeszkadzało jej to, że mężczyzna najpierw zainteresował się synem. To nie ona miała tu być w centrum uwagi. Było wręcz odwrotnie. Jej serce i oczy radowały się, kiedy widziała, że Aldridge przepada za swoim synem, mimo tego, że nie jest on taki, jak inne dzieci. Doskonale o tym wiedziała, bo zanim zaczęła się nim zajmować, musiała poznać historię choroby i cała charakterystykę zachowań chłopca. Najwięcej nauczyło ja bezpośrednie obcowanie z nim, to oczywiste, jednak nie mogła tego robić bez odpowiedniego przygotowania. Zreszta, mały Tito wydawał się jej być wspaniałym chłopcem. Miewał gorsze dni, owszem, ale każdy je miewał, choć w trochę inne sposób. Być może nie widziała go w jego najgorszym czasie, mimo to skradł jej serduszko. Z jakiegoś dziwnego powodu być może nawet bardziej, niż inne, chociaż bardzo starała się tego nie pokazywać i wcale nie traktowała go wyjatkowo. Ale z niego była taka mała przylepa, prawda? Całkiem możliwe, że po zdaniu dziecka powinna odejść i zajać się czymś innym. Właściwie wszystkie dzieci trafiły już pod opiekę rodziców, Tito był jednym z ostatnich, ale wciaż należało uporzadkować pomieszczenie, przewietrzyć, zamieść i w ogóle. Mimo to, dwóch Aldridge'ów razem stanowiła dla niej tak rozkoszny widok, że nie mogła od nich oderwać wzroku, wciaż tylko się uśmiechajac.
- Rzeczywiście - potrzasnęła głowa i się zaśmiała. - Phoenix Callahan - delikatnie włożyła swoja malutka dłoń w znacznie większa dłoń mężczyzny. Nie robiło jej większej różnice, które z nich powinno pierwszy wyciagnać rękę, nie była wielka fanka savoir vivre'u, no ale tak, zdaje się, że to jej rola. - Dużo czyta? - spojrzała w kierunku półek z ksiażkami, za którymi zniknał chłopiec. Uśmiech nie schodził jej z ust, no ale co się dziwić, miała za soba dzień satysfakcjonujacej i dobrze wykonanej pracy. Choć była zmęczona i marzyła o szybkim prysznicu, kolacji i zalegnięciu na kanapie wraz z kotem, to nie umniejszało to w żaden sposób jej radości.
_________________
Your things have gotten closer me to the sun
[Profil]
 
 
Echo Aldridge

Wysłany: 2017-10-02, 19:16   
  

  
Echo Aldridge

  
x


Zdecydowanie Feniks mogłaby być Calineczka Brentwood i właśnie w taki sposób spostrzegał ja w tym momencie Echo. Ta drobna, niska kobieta była bardzo ładna, no i jeszcze te jej blond włosy! Tak, zdecydowanie wygladała jak Calineczka.
Nie zwrócił uwagi na to, że ta przyglada się im aż do momentu, gdy Tito ruszył w kierunku regałów z ksiażkami dla najmłodszych. Pewnie gdyby tak było, zawstydziłby się. Nie jego wina, że był taki płochliwy, speszony i chyba trochę dziki. Rzadko obcował z jakimikolwiek osobami płci pięknej, po śmierci żony rzadko zwracał uwagę na inne kobiety. Tym razem było jakoś inaczej, Phoenix zaintrygowała go, ale to pewnie przez to, że była opiekunka jego syna i zdawało się, że Titonos zdażył ja polubić, a w jego przypadku było to naprawdę niespotykane. Jasne, Młody lubił dziadków, ciotki i wujków, ale właściwie był z nimi nie rozłaczny i to oni go wychowali. Czasami mogło się wydawać, że spędzał z nimi więcej czasu niż z własnym ojcem.
Delikatnie ujał jej dłoń, bo miał wrażenie, że mocniejszym uściskiem zdołałby połamać jej rękę, a przecież wcale tego nie chciał. To byłoby świetne, pierwsze wrażenie.
- Dość dużo, jak na niego - oznajmił Echo i również powędrował wzrokiem za chłopcem, który stał przy regale, przegladajac z zainteresowaniem jedna z ksiażek. Najwyraźniej zainteresował go tytuł, bo teraz wertował kartki woluminu, co jednak nie trwało długo, bo szybko odłożył ksiażkę na półkę i sięgnał po inna pozycję. - Ma dni, kiedy czyta bez przerwy, a czasem sa tygodnie, kiedy w ogóle nie ma na to ochoty - oznajmił zgodnie z prawda, bo dzieci z autyzmem były nieobliczalne i nawet Echo będac ojcem Tito, nie wiedział, czego mógł się po nim spodziewać. To znaczy wiedział, w jaki sposób chłopiec reaguje na złość, smutek, czy radość, jednak jego zachowania były tak różne, że wprawiały mężczyznę w niemałe zaskoczenie. - Nie sprawiał dziś większych problemów? - zainteresował się i utkwił spojrzenie w obrębie twarzy jasnowłosej. Nie chciał, żeby kobieta miała przez Titonosa jakieś nieprzyjemności. Okej, był niegroźny, ale nikt nie lubił być wyzywany, a Młody niestety był skłonny do czegoś takiego i nie zawsze można było nad tym zapanować.
[Profil]
 
 
Phoenix Callahan








29

nauczycielka

Downtown Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Dale, Ivy, Dayami



Wysłany: 2017-10-06, 22:56   
  

  
Phoenix Callahan

  
Galway Girl!


- To dobrze - skinęła głowa. - Może w ksiażkach odnajdzie jakaś czastkę swojego świata - uśmiechnęła się, cofajac jednocześnie rękę. Zbytnie spoufalanie się nie było przecież na miejscu. Nie chciała też w żaden sposób urazić mężczyzny, a choć próbowała uratować pół świata, to czasem gadała zbyt wiele tego, co jej ślina na język przyniosła i ludzie rozumieli ja na opak. Ostatnio miała taka sytuację i kompletnie nie wiedziała, jak z niej wybrnać. Zdawało się jednak, że Aldridge miał świadomość, że jego syn jest troszkę inny. Nie bez powodu go tu przyprowadzał. Dla Phoenix jednak w żadnym razie nie był gorszy od innych dzieci. - Nie, dzisiaj był bardzo grzeczny i chętnie współpracował, aż byłam pełna podziwu. Miał naprawdę dobry dzień. Ostatnio mu trochę nie szło, rozmawiałam o tym z pańska, siostra, zdaje się? Może to pogoda czy inna aura, ciężko powiedzieć, ale dziś zupełnie jakby inny chłopiec - równie wspaniały, rzecz jasna, jednak nie oszukujmy się, z grzecznym i chętnym do współpracy pracuje się całkiem inaczej. Zwłaszcza, jeśli ma się pod opieka takich dzieci siedmioro czy dziesięcioro i każdemu trzeba poświęcić uwagę i każdego upilnować, by nie zrobił krzywdy sobie ani innym. Nie łatwo posadzić je w miejscu i czytać im bajkę, bo każde z nich chce słuchać innej, każde szybko się nudzi, zaczepia inne dzieci, próbuje zwrócić na siebie uwagę i wciaż zmienia obiekt zainteresowania. Na dobra sprawę, to one tu cuda robia, a nie się opiekuja dziećmi. Phoenix chyba by nie podołała bez wsparcia doświadczonych osób. Mimo to, cholernie się cieszyła na każde kolejne zajęcia i każde kolejne spotkanie z tymi dziećmi. Zawsze potrafiły ja czymś zaskoczyć i nauczyć ja czegoś nowego, odkryć świat z innej strony. Momentami miała aż wrażenie, że za bardzo się do nich przywiazuje, a przecież nie będzie mogła brać udziału w tym wolontariacie wiecznie.
_________________
Your things have gotten closer me to the sun
[Profil]
 
 
Echo Aldridge

Wysłany: 2017-10-07, 22:04   
  

  
Echo Aldridge

  
x


Świat Titonosa był bardziej skomplikowany niż mogłoby się wydawać. Echo nie do końca wiedział, co tak naprawdę siedziało w głowie syna. Właściwie, zupełnie nie miał o tym pojęcia, a chłopiec zaskakiwał go każdego dnia. Czasami był grzeczny, ale czasem nie do zniesienia i nie raz Aldridge zastanawiał się, czy to objawy autyzmu, czy może Młody powoli wkraczał w okres buntu.
- Ostatnio faktycznie był trochę marudny - zgodził się z Phoenix, bo najwyraźniej nie tylko on zdołał to zauważyć. Wiadomo, zachowania Tito odbijały się na każdym, kto miał z nim do czynienia. Nieważne, czy byli to wujkowie, ciotki, dziadkowie, czy również, jak szybko się okazało, opiekunowi, w tym właśnie Callahan. Zamyślił się na moment, o której siostrze wspomniała kobieta, rodzina Aldridge'ów była ogromna, a wszyscy po trochu zajmowali się Titonosem, kiedy akurat Echo nie miał takiej możliwości. W każdym razie, nie miało to znaczenia, najważniejsze, że ktoś dostarczał chłopca na zajęcia, a później ktoś go z nich odbierał. To ważne, żeby Tito nie przerywał terapii, kontakt z innymi ludźmi, pomimo że Młody posiadał swój własny świat, był w przypadku jego zaburzeń równie ważny. - Długo pani się tutaj udziela? - w tym miejscu miał na myśli wolontariat. Dobra, może i przedstawili się sobie, to jednak Echo nie czuł jakaś dziwna blokadę, żeby zwracać się do jasnowłosej po imieniu. Może to te resztki kultury, które w sobie nosił, i których z pewnościa nie wyniósł z domu. Właściwie nie miał pojęcia, czy w ogóle coś z niego wyniósł oprócz brania odpowiedzialności za młodsze rodzeństwo. Dla tych sporo młodszych dzieciaków był prawie jak ojciec. To on w przeszłości pilnował, żeby odrabiali lekcje, chodził na wywiadówki, gotował i kładł ich spać. Później zdarzało mu się odbierać ich z komisariatu, wyciagać nawalonych z pubów i stawać w ich obronie podczas wszelakich bójek. Ale przecież od tego go mieli, prawda? Taka była powinność starszego brata. Tym bardziej, że na rodziców nie mogli zazwyczaj liczyć. To znaczy, Echo był przekonany, że kochali ich na ten swój pojebany sposób, jednak nie potrafili za bardzo tego okazać.
[Profil]
 
 
Phoenix Callahan








29

nauczycielka

Downtown Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Dale, Ivy, Dayami



Wysłany: 2017-10-09, 23:55   
  

  
Phoenix Callahan

  
Galway Girl!


Rodzicom Aldridge można było wiele zarzucić, ale przynajmniej ich dzieci znały trochę życie i doceniały wartość rodzeństwa, które przecież wciaż musiało trzymać się razem, aby przeżyć w tych trudnych czasach. Phoenix było jedynaczka, prawie dwadzieścia lat nie miała rodzeństwa, dopóki jej rodzice nie zdecydowali się na adopcję nastolatki. Nie dzieliło ich wiele, jeśli chodzi o wiek, ale to wcale nie znaczyło, że łatwo było im się dogadać. Na poczatku na pewno nie, jednak blondynka pokochała ja jak siostrę, zawsze przecież marzyła o rodzeństwie i dzisiaj, jak ktoś nie wie, to nie powie, że adoptowane. Może byłoby łatwiej, gdyby któraś była czarna, ale nie jest, więc kij w to.
- Każdy dzień jest inny, u niego i u większości dzieci, jakie tu mamy, więc jedyne, co mogę panu powiedzieć, to to, że to absolutnie w porzadku - choroba Titonosa nie była łatwa, ale wciaż był dość sprawnym chłopcem i miał szansę na samodzielne życie za dwadzieścia lat. Nie był podłaczony do aparatury medycznej dwadzieścia cztery godziny na dobę, nie było niebezpieczeństwa ataku, przy którym jak najszybciej trzeba pędzić z nim do szpitala. Chodził i nawet mówił. Nie był łatwy w obyciu, ale Echo stanał na wysokości zadania i Phoenix go za to ceniła, jak zreszta każdego rodzica niepełnosprawnego dziecka. - Nie, dość krótko, na pewno nie tak długo, jakbym chciała. Ale miałam wcześniej do czynienia z dziećmi, przeszłam szkolenie, no i przez cały czas nadzoruja nas, wolontariuszy, specjaliści - nie chciała go w żaden sposób wystraszyć czy zrazić do zajęć, a poniekad mogła wyjść w jego oczach na niekompetentna. Momentami się tak czuła, bo wciaż uczyła się obycia z takimi dziećmi, jednak byli tu ludzie bardziej doświadczeni od niej, którzy zawsze służyli pomoca, no i nikt jeszcze na jej metody nie narzekał, a starali się omawiać takie sprawy, aby nie popełniać jak najmniej błędów. Wiedziała, że powinna już się pożegnać i wrócić do obowiazków, które wcale nie kończyły się wraz z wyjściem dzieci, ale czy rozmowa z rodzicem też się do tego nie zaliczała? Przecież byli tu także dla nich. Dlatego stała przed mężczyzna i wpatrywała się z łagodnym uśmiechem w jego twarz, czekajac na kolejne pytania, obiekcje czy wskazówki.
_________________
Your things have gotten closer me to the sun
[Profil]
 
 
Echo Aldridge

Wysłany: 2017-10-10, 23:08   
  

  
Echo Aldridge

  
x


Gdyby rodzice nie byli takimi złamasami, Aldridge'owie również potrafiliby docenić wartość rodzeństwa, a tak to po prostu zostali pozostawienie sami sobie. Właściwie Echo czasem czuł się tak, jakby nigdy nie miał rodziców, bo co takiego dała mu matka, oprócz życia? Trochę smutku, garść przykrości i same rozczarowania. Nigdy nie mógł zwrócić się do niej ze swoimi problemami, a bywały chwile, że naprawdę tego potrzebował. Ona nie rozumiała. Przynajmniej na stare lata potrafiła czasem zajać się Titonosem, ale i tak rzadko, bo w większości zajmowało się nim rodzeństwo mężczyzny.
Uśmiechnał się, gdy Phoenix dobrze mówiła o Tito. Echo był z niego bardzo dumny, każdy taki moment traktował jak ich wspólne zwycięstwo. Czasem wyjście z domu było dużym sukcesem, nie wspominajac o wstaniu z łóżka, bo Młodym miewał chwilę, kiedy buntowniczo nie wystawiał nosa spod kołdry. Wtedy Aldridge dawał mu przestrzeń, aby chłopiec mógł pobyć we własnym świecie. Autystyczne dzieci były wycofane, a natłok wrażeń i zbyt duża ilość ludzi wywoływała w nich niepokój, dlatego czasami zamykały się w swoich skorupach.
- Titonos wyglada na zadowolonego, a to musi świadczyć o tym, że jest pani doskonała w swoim fachu - trochę nieświadomie poczęstował kobietę komplementem, ale naprawdę tak uważał, chociaż bycie wolontariuszem nie można było nazwać profesja. Nie było to istotne, bo najważniejsze, że Phoenix naprawdę sprawdzała się w obranej przez siebie roli. - Czy... - zamyślił się na moment, chcac odpowiednio dobrać słowa. - Czy mógłby raz uczestniczyć w zajęciach? Oczywiście byłbym gdzieś z boku, niezauważalny - uśmiechnał się nie śmiało i nerwowo przestapił z nogi na nogę. Echo zdawał sobie sprawę, że w takim wypadku musiałby chować się za jakimś regałem, żeby nie rozpraszać dzieci. Dobrze wiedział, jak osoby trzecie działaja na ludzi z zaburzeniami rozwojowymi, dzieciaki mogłyby wpaść w szał albo przestały współpracować, a to byłoby dodatkowe utrudnienie dla jasnowłosej.
[Profil]
 
 
Phoenix Callahan








29

nauczycielka

Downtown Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Dale, Ivy, Dayami



Wysłany: 2017-10-14, 23:13   
  

  
Phoenix Callahan

  
Galway Girl!


Pani Aldridge potrafiła też upiec ciasteczka z haszem i dać dzieciom dobre rady na podstawie kart tarota, chociaż nijak się one miały do ich życia. Feniksowej trafiło się o niebo lepiej. Ma świetnych rodziców, którzy do tej pory troszcza się o swoje dzieci. Co prawda, mogliby pozazdrościć państwo Aldridge płodności, bo sami musieli skończyć na jednym dziecku, jednak dali dom i miłość małej sierotce z domu dziecka, która stała się dla Phoenix jej najlepsza siostra, najważniejsza osoba na świecie. Callahanowie i Aldridge'owie to dwa skrajne światy.
- Dziękuję - odrobinę się zawstydziła, więc odruchowo schowała za ucho jasny kosmyk. - Bardzo się cieszę, że zajęcia przypadły mu do gustu, mimo tego, ze jest tu jak dla niego sporo innych dzieci. Ale mamy raczej stały skład, więc powoli, ale chyba udało im się do siebie przywyknać - skinęła głowa. Sama też była dumna z tych dzieci, każde z nich było jej podopiecznym i o rozwój każdego się starała z całych sił, do tego potrafiła cieszyć się z najmniejszych sukcesów - wiedziała, jak one sa istotne w ich przypadku. Jego pytanie odrobinę zbiło ja z tropu. Ostateczne, to chyba jednak nie do niej należały takie decyzje. Przygryzła nieznacznie dolna wargę. - Musiałby pan spytać pani Tharp, to ona jest główna koordynatorka zajęć, ja tu nie mam za bardzo nic do powiedzenia - uniosła bezradnie ręce, ale posłała mu jeszcze pokrzepiajacy uśmiech. Sama nie miałaby pewnie nic przeciwko, ale w jej głowie nie kiełkowało jeszcze multum watpliwości, które na pewno pojawia się w głowie kogoś bardziej kompetentnego. - To tamta pani w ciemnych, krótkich włosach, jeśli pan chce, mogę ja zawołać - wskazała wspomniana kobietę, która aktualnie zajęta była uzupełnianiem papierków przy jednym ze stołów, które już wróciły na swoje miejsca. Callahan chciała mu pomóc, ale jedyne, co mogła zrobić w tej sytuacji, to odesłać go do kogoś innego.
_________________
Your things have gotten closer me to the sun
[Profil]
 
 
Echo Aldridge

Wysłany: 2017-10-17, 13:26   
  

  
Echo Aldridge

  
x


Pani Aldridge swego czasu wywróżyła najstarszemu z synów wielkie bogactwo, więc faktycznie nijak miało to się do jego obecnej sytuacji. Nie, żeby z ledwościa wiazał koniec z końcem, bo radził sobie całkiem nieźle, a to przede wszystkim zasługa zwycięstw w nielegalnych wyścigach samochodowych, ale przecież wcale nie musiał wyprowadzać ludzi z błędu, że jako mechanik nie zarabia ogromnych kokosów.
Kiedy Phoenix zawstydziła się odrobinę, Echo również machinalnie odwrócił wzrok. Czuł się nieswoje w jej obecności i nie do końca wiedział, dlaczego tak się działo, ale nie chciał zagłębiać się w to jeszcze bardziej, żadne z nich tego nie potrzebowało. Jasnowłosa kobieta była tylko i wyłacznie opiekunka Titonosa, więc wypadałoby mieć z nia dobry kontakt. Tym bardziej, że chłopiec, który w dalszym ciagu stał między regałami w poszukiwaniu właściwiej ksiażki, wygladał tak, jakby naprawdę polubił wolontariuszkę. To było niezmiernie ważne, zważywszy na podejście Tito do innych ludzi. Właściwie tolerował tylko rodzinę i nie miał znajomych, a na zajęciach mógł obcować z rówieśnikami.
- Och - mruknał cicho Aldridge, kiedy Phoenix uświadomiła go, że powinien w sprawie obecności na terapii konsultować się z kimś innym. - Nie, nie jest to konieczne. Może porozmawiam z nia innym razem - posłał jasnowłosej delikatny, aczkolwiek bardzo ciepły uśmiech. - Jeśli Tito w końcu zdecyduje się na wybór jakiejś ksiażki, będziemy uciekać. Musi jeszcze odrobić lekcje - no tak, oprócz zajęć dodatkowych, Młody uczęszczał też do szkoły specjalnej, gdzie nauczycieli mieli styczność z dziećmi z takimi zaburzeniami, jak on. - O ile nie zostaniemy tutaj do wieczora - wskazał podbródkiem na chłopca, bo ten wciaż sterczał przy jednej z półek, co jakiś czas odkładajac ksiażki na swoje miejsce i chwytajac w dłonie kolejne. Jeżeli Echo zdecydowałby się na wyciagnięcie go siła z czytelni, mogłoby to skończyć się wieloma nieprzyjemnościami, czego Aldridge wolał uniknać.
[Profil]
 
 
Phoenix Callahan








29

nauczycielka

Downtown Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Dale, Ivy, Dayami



Wysłany: 2017-10-21, 16:32   
  

  
Phoenix Callahan

  
Galway Girl!


Ostatecznie, przed nim jeszcze spory kawałek życia, więc kto wie, może akurat się sprawdzi? Wariatkom zazwyczaj się nie wierzy na słowo, a czasami się okazuje, że one wcale takie zwariowane nie sa i że gdzieś między ich słowami czai się odrobina prawdy. Kobiecie z pieńkiem też nikt nie wierzył, a na końcu wszystkich ocaliła, oczywiście razem z pieńkiem, to był główny bohater.
Feniks skwapliwie pokiwała głowa. Jego decyzja i zrobi co i kiedy będzie uważał za stosowne. Ona była otwarta, ale nie potrafiła przewidzieć wszystkich konsekwencji. W końcu jednak chłopiec znalazł odpowiednia dla siebie ksiażkę, co zostało odnotowane tam, gdzie powinno, a Feniks pożegnała się z jego ojcem uściskiem swojej delikatnej dłoni. Uśmiechnęła się też do malca, żegnajac się z nim, ale musiała przecież wrócić do swoich obowiazków, tak jak i oni do swoich. Aldridge wyszli, Callahan zabrała się do sprzatania i ustawiania rzeczy, które musiały wrócić do porzadku i z biblioteki wyszła pewnie długo po tym, jak opuścił ja ostatni podopieczny.

/zt x2
_________________
Your things have gotten closer me to the sun
[Profil]
 
 
Voitto Beringer








24

praktykant/student

po co się rozczarowywać

South - West Brentwood

mów mi: quasimodo

multikonta: Iris

Wysłany: 2018-12-30, 15:39   
  

  
Voitto Luke Beringer

  
Joka paljon lupaa, se vähän antaa


Mówią "bądź przygotowany na wszystko, bo nigdy nie wiesz, co cię czeka". Cóż za prawdziwa sentencja, szkoda, że Finlandczyk nie wziął jej pod uwagę akurat teraz. Kogo obchodziło to, że ma przerwę świąteczną, skoro tuż po niej miał poprowadzić lekcję z licealną młodzieżą? I co z tego, że na dowolny temat związany z językiem hiszpańskim, skoro i tak nie miał żadnych pomysłów? Z tego braku pomysłów zawędrował, co aż dziwne, do biblioteki. Sam nie wiedział, dlaczego aż tu. Może to przez szacunek do tradycyjnych źródeł wiedzy? W internecie przecież nie masz pewności czy to, co właśnie przekopiowujesz do swojej pracy jest na sto procent prawdziwe. Może być tam zaledwie ziarnko prawdy, a mimo to, że był dość wyczulony na takie rzeczy, wolał skorzystać z usług biblioteki.
To wcale nie przez to, że za plik z książką, która obowiązywała w miejscowym liceum musiał zapłacić o wiele za dużo, niż powinien. Chciał po prostu znaleźć trochę... świeżych pomysłów i motywacji. Z resztą, do biblioteki publicznej nie miał wcale tak daleko, a chwila na świeżym powietrzu zamiast spania dobrze mu zrobi.
Dzielnie przemierzył wszystkie regały, żeby znaleźć wszystko to, czego potrzebował - na początku był to podręcznik hiszpańskiego, który szybko przejrzał, żeby chociaż dowiedzieć się, co będzie w zakresie materiałów. A kiedy zobaczył hasło kultura Hiszpanii, był aż zachwycony. Przecież z tego pisał pracę magisterską, którą tak cudownie obronił! Mógł o tym mówić tak długo, aż dzieciakom się znudzi, ale z drugiej strony, nie o taką lekcję mu chodziło.
Miał chyba z rękach sześć książek różnej grubości, wszystkie na temat Hiszpanii i jej kultury. Mógłby iść po prostu po swoje notatki, ale na co to komu? Najwyżej dowie się czegoś nowego! Szedł już nawet do czytelni; na widok krzesła i stolika był tak szczęśliwy, że nawet nie zauważył przed sobą człowieka. A o to było ciężko, skoro był wyższy od niego.
Kiedy tak niefortunnie na niego wpadł, wszystkie książki wypadły mu z rąk, a spojrzenie bibliotekarki zmroziło mu krew w żyłach.
- Cholera - mruknął po fińsku, uśmiechając się niewinnie w jej stronę, po czym spojrzał na człowieka przed nim. - Przepraszam, ja... Nie patrzę, gdzie chodzę - powiedział, zanim jeszcze zauważył, na kogo tak naprawdę wpadł. Ale kiedy zauważył...
To chyba jakiś żart w myślach gorzko się zaśmiał, ale na jego twarzy nadal widniał tylko i wyłącznie ten niewinny uśmiech. To jakieś fatum, czy coś? Czy ktoś to chciał nagrać? Przecież to niemożliwe, żeby przypadkowo znaleźli się w tym samym miejscu, znowu. I to nawet nie była ich uczelnia!
_________________

어디까지 더 깊이 빠져들지
[Profil]
 
 
So HaJoon








21

Student Medycyny

ten chińczyk co uciekł z pola ryżu hehe

Southend

Wysłany: 2018-12-30, 18:03   
  

  
So HaJoon

  
Live, even if all of them want you dead.


Biblioteka zawsze była jednym z najlepszych miejsc, gdy chciałeś się odseparować od zbędnej uwagi. Nawet jeśli trafiałeś na jakichś ludzi, większość z nich była zbyt zajęta własnymi sprawami, by ingerować w cudze życie. Wystarczyło jedno spojrzenie w bok na siedzącą przy stoliku trójkę uczniów - zapewne studentów - by dość szybko zorientować się, że jedynie dwóch z nich faktycznie próbowało czytać. Trzeci z nich po ustawieniu książki przed swoją twarzą, rozłożył się wygodnie na własnych ramionach i zamknął oczy, porzucając wszelkie plany.
Hajoon odwrócił się w przeciwnym kierunku, już po kilku sekundach wyrzucając ich z pamięci. Ruszył powoli wzdłuż regałów, szukając interesującego go działu. Przystanął jedynie na chwilę, by odwzajemnić krzywe spojrzenie jednej z dziewczyn, która wyraźnie objechała go wzrokiem od dołu do góry, zatrzymując się na dłużej na tatuażach po bokach jego szyi. Zniósł te krótkie obserwacje w milczeniu nim odwróciła się na pięcie bez najmniejszego komentarza i zniknęła za rogiem.
Wsunął ręce do kieszeni bluzy, nim ponownie wykonał kilka kroków do przodu, rozglądając się za działem z literaturą medyczną. Nim zdążył się zorientować, ktoś wyszedł wprost na niego nie dając mu nawet szansy na reakcję, książki zdążyły już rozsypać się po ziemi. Odruchowo przytrzymał chłopaka, zupełnie jakby spodziewał się, że sam podzieli zaraz ich los. Obniżył nieznacznie spojrzenie zatrzymując je na jego uśmiechu, nim powoli przeniósł uwagę na jasne oczy.
Ostrożnie zabrał ręce i kucnął zbierając jego książki z ziemi, jedną po drugiej, nim wyprostował się i zawiesił wzrok na jednym z tytułów otwierając ją gdzieś w połowie. Nie żeby zrozumiał zbyt wiele. Hiszpański zawsze był poza jego zasięgiem, nieszczególnie czuł też potrzebę jego zgłębiania. Nawet jeśli Barcelona bez wątpienia miała swój urok, idąc w konkretnym kierunku, wolał chłodniejsze państwa.
Chłodniejsze, lecz nie tak deszczowe jak Anglia.
Zamknął powoli książkę i przesunął powoli wszystkie z nich w jego stronę, upewniając się jeszcze uprzednio że żadna z nich nie została w żaden sposób uszkodzona. Zerknął kątem oka na bibliotekarkę, nie odezwał się jednak ani słowem, wracając uwagą do jasnowłosego. Zdążył już wyrzucić go z pamięci, a jednak w jakiś dziwny sposób wpadał na niego ponownie.
- Nic ci nie jest? - zapytał w końcu, nieco nienaturalnie, co dodatkowo sugerowało że nie był przyzwyczajony do podobnych wypowiedzi. W końcu oddał mu już książki. Czas wrócić do własnych zadań zamiast stać jak kołek.
_________________
[Profil]
 
 
Voitto Beringer








24

praktykant/student

po co się rozczarowywać

South - West Brentwood

mów mi: quasimodo

multikonta: Iris

Wysłany: 2018-12-30, 19:01   
  

  
Voitto Luke Beringer

  
Joka paljon lupaa, se vähän antaa


Nigdy nie wierzył w przypadek, czy też jakąkolwiek siłę wyższą, która powodowała niektóre sytuacje. Nie chciał wierzyć w to, że całe życie jest zaplanowane odgórnie, a ludzie zwyczajnie grają według scenariusza, który został im przeznaczony. Nie chciał w to wierzyć. Jak w cokolwiek innego. Chociaż różne wypadki chodzą po ludziach, wciąż uparcie twierdził, że coś takiego nie ma prawa bytu. Może i jest miejsce na magię w tym świecie, jednak to, co teraz go spotyka, na pewno magią nie jest. Zwyczajny... przypadek, ot co. Z resztą, to miasto jest małe, trudno więc o to, żeby na siebie nie wpadali, prawda?
Książki. Sześć tytułów, takich jak hiszpańska kuchnia, obyczaje czy turystyczne atrakcje Hiszpanii. Faktycznie, mogłoby się wydawać, że tam się wybiera, albo chociażby planuje tam wyjechać, czy pojechać. Nic z tych rzeczy, może najwyżej na jakąś wymianę. Beringer ciężko znosił jakąkolwiek cieplejszą pogodę, był zdecydowanie zimnolubny, a to wszystko przez to, w jakich warunkach spędzał najmłodsze lata swojego życia, jak i też każde wakacje. Z rodzicami nigdy nie wyjeżdżał w cieplejsze kraje, zawsze zostawali w Finlandii, albo do niej wracali. I nie było źle, wspomina okres wspólnych wakacji chyba najlepiej ze wszystkich, jakie go w jego dotychczasowym życiu spotkały. Szkoda tylko, że niesłusznie obwinia się o to, że jego rodzice nie żyją - co przecież dziecko mogłoby zrobić?
Po książki schylił się po chwili. Był mu wdzięczny, że przynajmniej schylił się, żeby mu pomóc. Takich ludzi i takie małe gesty się docenia.
- Nie, jest w porządku, dziękuję - odpowiedział po kilku sekundach ciszy, zbierając książki z ziemi. Przejrzał je, na moment spojrzał nawet na bibliotekarkę, jednak nie zwracała na nich już uwagi. Na całe szczęście. Jakby do nich podeszła, to dopiero byłoby niezręcznie. Na moment znowu spojrzał na pierwszą okładkę w swoich rękach, po czym skierował wzrok na chłopaka. - Potrzebujesz jakiejś szczególnej książki? Mogę pomóc, jeszcze wiem, gdzie co jest - zapytał jeszcze, z czystej grzeczności. Kto wie, może on też potrzebował pomocy w szukaniu książek? Nie chciał być niemiły, albo zbędnie nachalny, chciał po prostu pomóc, jeżeli zaistniała taka potrzeba. A jeżeli jej nie było, to przecież nie zabije go za samo zapytanie się, chyba.
_________________

어디까지 더 깊이 빠져들지
[Profil]
 
 
So HaJoon








21

Student Medycyny

ten chińczyk co uciekł z pola ryżu hehe

Southend

Wysłany: 2018-12-30, 20:30   
  

  
So HaJoon

  
Live, even if all of them want you dead.


Azjaci mieli całkiem sporo przedziwnych wierzeń, które nieszczególnie imały się Hajoona. Zdawał sobie z nich sprawę, niejednokrotnie napotykał je w przeróżnych mniej lub bardziej poważnych dziełach kultury. Jeśli czerwona nić łącząca ze sobą dwójkę ludzi rzeczywiście by istniała to chyba w ich przypadku dość skutecznie próbowałaby podciąć im nogi. Całe szczęście niezależnie od tego ile razy patrzyłby na własne dłonie, nie pojawiała się na nich żadna magiczna nitka.
Nie było najmniejszych wątpliwości, że nawet gdyby jakąkolwiek znalazł, zrobiłby wszystko by ją przeciąć niezależnie od konsekwencji. Nawet jeśli i tak już wielokrotnie powiedziano mu, jak powinno się potoczyć jego życie.
Hiszpańska kuchnia prawdopodobnie była najbardziej interesująca z całej tej grupy. Jakby nie patrzeć, można było próbować przeróżne dania, nie będąc szczególnie zafascynowanym danym krajem, jak i nie zwiedzając jego miast. Problem pojawiał się tylko i wyłącznie wtedy, gdy brakowało ci konkretnych składników regionalnych. Nie żeby Hajoon był jakimś wielkim szefem kuchni, ale od czasu do czasu trzeba było zrobić sobie coś samemu zamiast wiecznie jeść w restauracjach czy zamawiać cokolwiek do domu.
Stojący przed nim chłopak był jednak o krok dalej. Jego zafascynowanie Hiszpanią musiało być olbrzymie, skoro brał tyle książek na ten temat. Może chciał tam wyjechać? To by tłumaczyło całe te atrakcje turystyczne.
Nie twoja sprawa, Hajoon.
Sekundę później już wyrzucał wszelkie zebrane informacje, skupiając się na tym czego sam potrzebował. Słysząc jego propozycję, ledwo udało mu się ugryźć w język, gdy powstrzymał cisnące mu się na usta “Dam sobie radę”.
- Complications: A Surgeon’s Notes on an Imperfect Science, autor to Atul Gawande - powiedział w końcu z cichym pomrukiem rozglądając się dookoła. Jeśli miał zmarnować kolejnych kilkanaście minut na tułanie się dookoła, równie dobrze mógł skorzystać z propozycji. W końcu jeśli sam nie będzie wiedział gdzie leży jego książka - i tak zwyczajnie sobie odpuści. Zakasłał cicho, zupełnie jakby nawet wypowiedzenie tego jednego nieszczególnie trudnego zdania zdołało nadwyrężyć jego gardło. Tak się kończyło udawanie niezainteresowanej niczym niemowy przez większość czasu.
[Profil]
 
 
Voitto Beringer








24

praktykant/student

po co się rozczarowywać

South - West Brentwood

mów mi: quasimodo

multikonta: Iris

Wysłany: 2018-12-31, 01:09   
  

  
Voitto Luke Beringer

  
Joka paljon lupaa, se vähän antaa


Słysząc tytuł podany mu przez chłopaka, początkowo był nieco zdziwiony. Medycyna? Przecież jest cały regał poświęcony akurat temu działowi, jeżeli nie dwa. Przecież niedaleko była uczelnia, a nawet jeśli akurat studenci nie korzystali z tych książek, zawsze były osoby zainteresowane medycyną. Albo jakiś chory psychopata, potrzebujący nauczyć się wszystkich możliwych sposobów na dostanie się do najbardziej czułego punktu w ciele człowieka. Choć w ludzkim ciele jest ponoć trzysta czułych punktów i, prawdę mówiąc, nikt nie jest w stanie ochronić ich wszystkich na raz. Przecież to chore. Kto by w ogóle wiedział o ich wszystkich?
- Wiem, gdzie jest. Um... Pozwól mi to tylko odłożyć - mówił o książkach. Cały stos po chwili wylądował na stoliku, a on tylko popatrzył na niego z żalem. A może tak znalezienie tych notatek to wcale nie taki głupi pomysł? Może w nich znajdzie to, co chciał? Nie, nonsens. Najwyżej sobie poczyta, odkurzy stare zwoje wiedzy w swojej głowie.
- Chodź, pokażę ci, gdzie to jest - kiedy tylko znalazł się znów przy Koreańczyku, delikatnie uśmiechnął się w jego stronę. Nawet nie liczył na to samo; nigdy nie widział, żeby ten się uśmiechał. Albo przebywał z kimś innym poza własną osobą. Z nikim też tak naprawdę nie rozmawiał. Cóż za interesujący osobnik, samotnik z wyboru. Szkoda, że Voitto nie studiuje psychologii, może wtedy zagłębiłby jego przypadek, opisując go w jednej ze swoich prac; albo chociaż wiedziałby, jak postępować z tym osobnikiem. Nie żeby musiał. Jeżeli ktoś nie chciał pomocy, nie powinno się jej udzielać. Nic na siłę, prawda?
- O, jest. Mówiłeś o... - kiedy stanęli przed regałem, przez chwilę zastanowił się nad tytułem, żeby potem tylko przejrzeć wszystkie półki w poszukiwaniu odpowiedniego tytułu. Nawet go zauważył; może powinien zacząć pracować w bibliotece publicznej, a nawet nie zaczynać jako nauczyciel? Przecież idzie mu to genialnie, prawda? Nawet nie musiał pytać bibliotekarki o pomoc, a sam zrobił już wiele dla chłopaka!
- Proszę - kiedy tylko zdjął książkę z półki i podał ją do rąk chłopaka, rozejrzał się po regałach, po czym tylko pokręcił głową. Chciał zapytać, na co mu potrzebna ta książka, czy może studiuje medycynę, jednak nie chciał naciskać. Poza tym, pewnie studiował, skoro tyle razy go już minął. Nie chciał wyjść bez potrzeby na idiotę. Z resztą, pewnie i tak już wyszedł, niejednokrotnie. - Miłej lektury - rzucił jeszcze, zanim odwrócił się na pięcie i poszedł po swoje książki. Jednak weźmie je do domu. Jakie szczęście, że te bibliotekarki zawsze miały jakąś reklamówkę, przynajmniej nie będzie musiał nieść tego w rękach z obawą, że znowu na kogoś wpadnie!

/zt
_________________

어디까지 더 깊이 빠져들지
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 7