Poprzedni temat «» Następny temat
Regały #1
Autor Wiadomość
Liv Moore


Wysłany: 2017-09-22, 17:41   

Liv bardzo chciałby się zakochać, ale jak na razie przechodzi tylko dosłownie nieme zauroczenia. Nigdy nie jest w stanie zrobić pierwszego kroku, więc tylko lawiruje między chłopakami z klubów i wzdycha co do niektórych. Ba, nawet czasami wzdycha do barmanów, a musi przyznać, że ma do nich słabość. Nigdy jednak nie miał partnera. Czasami się jakiś przewinał, ale kończyło się na niewinnych całusach, z dwie randki i kontakt się urywał.
Możesz opowiadać. Ja słyszę. Lubię słuchać głosów.
Przyznał zawstydzony tymi słowami. Nie dał jednak po sobie poznać, że obecność chłopaka go rozpraszała. Czy to kolejne zauroczenie? Chłopak mu imponował wiedza, tym, że był Indianinem. To wszystko było takie niesamowite. Chciałby spędzić kilka dni w takiej wiosce.
To niezwykłe. Chętnie poznam twoja babcię. Gdzie mieszkacie? Jak dużo widziałeś? Ja nie wyjeżdżałem stad nigdy. Zawsze mieszkałem w Brentwood.
W końcu ksiażki były już trochę ułożone, więc Liv podniósł się i wział połowę z tych, których było najwięcej. Wskazał mu druga połowę i machnał dłonia, aby ten poszedł za nim. Poszedł do odpowiedniego działu. Tam położył ksiażki i poszukał odpowiednich luk.
Wiesz, lubię słuchać ciekawych historii. Dlatego też siedzę w bibliotece. Jest tu tyle ksiażek, że czasami dostaję szału.
Zaśmiał się cicho.
_________________
[Profil]
 
 
Eliyah Urrutia
[Usunięty]

Wysłany: 2017-09-24, 18:17   

Dziwnie to zabrzmiało, że chłopak lubi słuchać głosów. Ktoś by mógł powiedzieć, że jest nawiedzony, lub co najmniej chory psychicznie. No ale nie Eliś. On zrozumiał to w sposób bardzo prosty, może właśnie takie sa czasami najlepsze? Skoro chłopak nie mówił, to lubił słuchać głosu swego rozmówcy? Ogólnie innych ludzi. W tym ujęciu przestaje to zdanie brzmieć dziwnie, a staje się normalne, takie całkowicie zwyczajne, pewnie właśnie takim miało być kiedy zostało przedstawiane przez autora.
Słyszac prośbę odnośnie jego babci uśmiechnał się uroczo do chłopaka, ale odpowiedział dopiero po chwili, chciał ułożyć parę ksiażek, by jakoś praca szła im cały czas do przodu. Nie przyszedł tu przecież by być kula u nogi dla Liv, a jego wsparciem.
Dobrze. Powiem babci. Na pewno zgodzi się z Toba spotkać.
Babcia była raczej o wiele lepszym towarzystwem od samego Elisia, a on sam teraz jak przystało na grzeczne dziecko wstał z ksiażkami i ruszył za chłopakiem. Zaczał układać to co niósł w odpowiednie miejsca na regałach.
Więc muszę Ci kiedyś coś poczytać na głos.
Ot najzwyczajniejsza prośba. Nic co mogłoby Liv urazić czy sprawić, że zniechęci się do swego stażysty. Przynajmniej on sam miał takowa nadzieję. Układał ksiażki zastanawiajac się kiedy babcia by chciała zaprosić Liv na herbatkę z milionem opowieści w tle... babcia ostatnio bywała zajęta bieganiem po koleżankach, ale pewnie na to by znalazła czas. Wróć. Na takie coś zawsze znajdzie babcia czas.
 
 
Aislin D. Callahan
[Usunięty]

Wysłany: 2017-10-25, 18:23   

/abordaż tematu! w sumie nie ogarniam rozmieszczenia czasowego, ale mam strój!

Aislin pomimo tego, że trzymała już w ręku siedem ksiażek, dalej kręciła się wśród regałów w poszukiwaniu czegoś ciekawego do czytania. I tu akurat miała gdzieś ograniczenie nakładane przez bibliotekę, że niby można wypożyczyć tylko cztery ksiażki na miesiac. Tu była już kojarzona i zazwyczaj przymykali oko na to, że wypożyczała więcej ksiażek, niż pozwalał regulamin. Poza tym, zawsze oddawała w terminie, więc nie powodowała swoim wypożyczaniem problemów.
Rozgladajac się między półkami, znalazła ksiażkę, która zawsze chciała przeczytać, a nigdy nie mogła dostać. Anna Karenina. Tyle się nasłuchała i naczytała o tej ksiażce, to teraz w końcu ja przeczyta! Coś czuła, że dzisiejszy wieczór spędzi z zielona herbata zakopana w kocyk i pograżona w lekturze. Wzięła jeden egzemplarz i położyła na wierzchu swojej małej sterty. Osiem. Zaś Sherrie będzie się z niej nabijać, że zniosła do domu pół biblioteki. Ale ktoś w tym mieszkaniu musi być oczytany.
Dobra, może by tak dobić do standardowej liczby i znaleźć jeszcze dwie ksiażki, tak do dziesięciu? Warto się jeszcze troszkę porozgladać. Aislin poprawiła ksiażki w ramionach i zdmuchnawszy włosy z twarzy, ruszyła dalej. Jak zawsze, kiedy szukała bliżej nieokreślonego czegoś na półkach, zapominała o otaczajacym ja świecie. Pewnie dlatego idac dziwnym rodzajem kroku dostawnego i ślizgajac się wzrokiem po regałach, wpadła na kogoś, a kilka ksiażek z wierzchu jej stertki zsunęło się na ziemię.
- Och, bardzo przepraszam! - powiedziała szybko Callahan, patrzac na dziewczynę. Z wyrazu jej twarzy nie mogła nic wyczytać, nie wiedziała więc, czy była na nia zła, czy coś. Wtedy też przypomniała sobie o leżacych na ziemi ksiażkach. Szybko przykucnęła i zebrała je, z powrotem tworzac mała kupkę, dumnie zwieńczona przez Annę Kareninę.
 
 
Allara de Merle
[Usunięty]

Wysłany: 2017-10-25, 22:29   

Allara dostała Anna Karenina w stopę. Sama wychodziła z trylogia Głuchowskiego w rękach. Chciała się przekonać, czy brytyjski tłumacz spierdolił sprawę i z Metra wyszło zero. Wszak czytała zwykle w języku matki, ale szukała jeszcze "Rasskazy o Rodine", choć pojęcia to ona nie miała, czy szurnięte brytole przetłumaczyły to na "Opowieści o ojczyźnie" czy może jeszcze jakiś inny cyrk. Często miała problem z przełożeniem tytułu na tłumaczenie, przez co rzadko czytała po angielsku rosyjskie dzieła. Ale Metro to Metro, a Anna Karenina... poznałaby tę ksiażkę nawet z chińskimi napisami na okładce, o ile byłaby to ta filmowa z Keira Knightley. Chyba zbyt mocno szukała tego Głuchowskiego, bo jak przywaliła w czyjeś plecy swoimi plecami. Ba, chyba komuś przyrabała z dymki potylica.
- Eto ne bolno - rzekła po rosyjsku. Wciaż myślała o Głuchowskim i ksiażce. Dziewczyna przed nia miała cała styrtę ksiażek, więc musiała być bibliotekarka. Sama stała tam w stylówce na t.A.T.u, bo kurtkę zostawiła w szatni.
- Ja iszu Rasskazy o Rodine.
Dopiero po minie bibliotekarki stwierdziła, że coś jest nie tak.
- Izwinite, ja ne znaju... ja govariu po russki... ja znaju angliski... jebat...
Tak, jeśli mina bibliotekarki była nietęga, to Allary tym bardziej. Nie miała pojęcia jak wrócić na angielski.
 
 
Aislin D. Callahan
[Usunięty]

Wysłany: 2017-10-27, 17:54   

Proszę, żeby tylko się nie zdenerwowała, zaklinała w myślach Aislin. Proszę, proszę, proszę. Z twarzy dziewczyny nadal nie można było nic wyczytać, więc Aislin uśmiechnęła się nieśmiało, liczac, że to trochę przełamie lody. Niestety, twarz dziewczyny wciaż była nieprzejednana, przez co Aislin zaczęła kotłować się w głowie jedna myśl: po mnie.
Chwila... co? Czy to jest rosyjski? Aislin kiedyś uczyła się tego języka, chociaż skończyło się tak, jak zawsze: po kilku lekcjach odkładała ksiażkę na bok, twierdzac, że to nie dla niej. Chyba tylko nauka hiszpańskiego wciagnęła ja na tyle, że teraz mówi płynnie w tym języku. Za to rosyjski... taak, to była inna bajka. Umiała tylko kilka podstawowych zwrotów, dlatego wypowiedź tamtej dziewczyny była dla niej niczym jakieś zaklęcia czarnomagiczne. Zrozumiała tylko jedno słowo, ale to pewnie w każdym języku brzmi podobnie.
- Ya ne govoryu po-russki. - odpowiedziała niepewnie, zastanawiajac się, czy na pewno powiedziała to poprawnie. W końcu jej znajomość tego języka była tak nikła, że równie dobrze zamiast „nie mówię po rosyjsku” mogła powiedzieć „poproszę podwójnego burgera z frytkami”. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że tamta jakimś cudem mówi po angielsku, bo Aislin zauważyła w jej rękach Metro Głuchowskiego. Jeśli tylko ona przejdzie na angielski, będa mogły o tym podyskutować, bo Callahan uwielbiała tę trylogię.
 
 
Allara de Merle
[Usunięty]

Wysłany: 2017-11-01, 15:10   

No tak, tu nie Rosja, a z miny dziewczyny wywnioskowała, że ona raczej myśli, że powiedziała wszystko, tylko nie to, że nie mówi po rosyjsku. No i ten żuraw na Metro Głuchowskiego. Albo czytała albo zna i mogła jej się w sumie spytać, gdzie szukać tego tomu opowiadań.
- Przepraszać, ja czasem myślę po rosyjsku i nie mówię wtedy.
Tak, takie zdanie wyrzuciła z siebie Allara. Nawet Kali w Pustyni i w puszczy wyrzucał z siebie bardziej złożone zdania.
- Nic nie jest. Jak chcesz mordować to nie Anna Karenina, Dostojewskim.
Spojrzała na towarzyszkę. Teraz to walnęła taka ściana słów, że na pewno zrozumiała, że nic z jej stopa się nie stało. Przecież zawsze mogło być gorzej, regał na nia mogła zwalić. Spojrzała na pozostałe pozycje. Jakaś Austen, nieszczęsny Tołstoj... Nie miała After, więc to nie była napalona fanka Larry'ego Stylisona. Chwalcie Boga, jakby miała dyskutować o After to gadałaby tylko po rosyjsku. Ale szukała innej ksiażki. Jak to szła ta gramatyka?
-Ja szukam opowiadań o ojczyźnie, Głuchowski, takie małe o Rosji.
Tak, opis tak profesjonalny, że może się zorientuje o co chodzi. Chyba że da jej Archipelag GUŁag. Ewentualnie może tu nie pracować. No cóż. Nie szata cośtam z człowiekiem. Odetchnęła głęboko i się zastanowiła, dlaczego jest jej duszno. Czy to atak? Nie. Poczuła ciepło. Stały koło kaloryfera. Czy na miłość boska mogły iść z dala?
-Przepraszam, mnie goraco. Ja muszę do okna.
Tak, jeśli ktoś mógł żyć na Antarktydzie, to była to Allara de Merle. Jednak strój bibliotekarko - czegoś tam raczej sugerował, że jej rozmówczyni woli stać przy grzejniku.
 
 
Aislin D. Callahan
[Usunięty]

Wysłany: 2017-11-08, 16:52   

Czyżby jakimś cudem dziewczyna w końcu miała mówić po angielsku? Cholera, Aislin miała nadzieję, że tak właśnie będzie. I, przede wszystkim, że odezwała się do niej poprawnie. I nawet sobie nie wyobrażacie, jak bardzo jej ulżyło, gdy dziewczyna w końcu odezwała się do niej w języku w pełni zrozumiałym - nawet, jeśli zdanie było sklecone co najmniej dziwnie.
- W porzadku, rozumiem - posłała nieznajomej uśmiech. I mordować? Co też jej przyszło do głowy, Aislin była spokojna jak mały kotek, nie szukała konfliktów.
- Taki ciężki czy taki nudny? - spróbowała zażartować na rozluźnienie atmosfery. Nie liczyła na żadna odpowiedź w podobnym tonie, dlatego też nie zdziwiło jej, gdy jej...hmm, towarzyszka, zmieniła temat. I rudowłosa całkiem się ucieszyła, kiedy dziewczyna zapytała ja o coś, co Callahan wiedziała.
- Bibliotekarka nie jestem, ale wszystkie ksiażki Głuchowskiego sa tak - wskazała dłonia na odpowiedni regał. No co? Tak często tu bywała, że znała już rozkład półek na pamięć. I gdy dziewczyna powiedziała, że jej za ciepło, Aislin też to poczuła. Wiecie, siła sugestii.
- Pokażę Ci - zaoferowała. Chwila... czy one w ogóle przechodziły na ty?
 
 
Allara de Merle
[Usunięty]

Wysłany: 2017-11-11, 17:53   

Cholera, raczej nie. Ale zanim nawet przeszłyby to jedyne miejsce do którego przeszła Alls to okno, które otworzyła ku zgrozie ludzkości na szerokość.
- Wybacz, jak mi duszno zmieniam język, jak zmieniam język to się nawet z Rosjanami nie dogadam - rzekła bardziej do świata niż do dziewczyny. Zimne powietrze zrobiło swoje. Nigdy nie rozumiała logiki przegrzewania pomieszczeń.
-Nie nudny, ale ma Raskolnikowa, a Rodia się w tangu nie pieprzy, jak trzeba to pomacha siekiera jak profesjonalista - po czym roześmiała się na swój suchar. Jak dla niej Anna Arkadiewna nawet jak zrobiła co zrobiła nie była winna, ale to historia na inna okazję. Spojrzała na wskazana półkę. Literatura rosyjska po 1991 roku. Facepalm na miejscu jak palma w Warszawie. No gdzie indziej mógłby stać.
- W sumie zamiast Głuchowskiego to ja powinnam wziać podręcznik do survivalu w dusznych pomieszczeniach.
Po czym roześmiała się ze swojego żartu.
 
 
Aislin D. Callahan
[Usunięty]

Wysłany: 2017-11-18, 13:09   

No to już przeszły. Aislin tak jakoś odruchowo odezwała się do dziewczyny na ty, z jej wygladu wnioskujac, że sa w podobnym wieku. A jak nie, to trudno. Na szczęście nieznajoma nie wygladała na urażona ani nic w tym stylu. Ale to otwieranie okna mogła sobie darować, cholernie zimno było.
- W porzadku - powtórzyła, cofajac się do grzejnika. Zdecydowanie wolała cieplejsze miejsca. Ale trochę rozumiała dziewczynę, jeśli było jej duszno, to faktycznie lepiej, że łyknęła trochę świeżego powietrza. Mimo to, Aislin wolała kontynuować konwersację z tego miejsca. Nie stała badź co badź zbyt daleko, prawda?
- Przyznam się szczerze, że Dostojewskiego jeszcze nie czytałam. Powinnam się za to wstydzić? - zapytała. Jakoś tak było, że przy rozmowach o ksiażkach jej cała nieśmiałość wyparowywała, mogła mówić i mówić. No wiecie, wspólny temat, i te sprawy.
- Obawiam się, że nie wiem, gdzie stoja - zawtórowała jej śmiechem. Podeszła o kilka kroków. - Swoja droga, Aislin - przedstawiła się, wyciagajac dłoń.
 
 
Allara de Merle
[Usunięty]

Wysłany: 2017-11-18, 16:22   

Spojrzała na nia. Albo miała osiemnaście lat albo dwadzieścia. Góra dwadzieścia trzy.
- Powód do wstydu miałabyś na chwilę przed śmiercia, ale to ci chyba jeszcze nie grozi - odeszła od okna i zamknęła je - Allara jestem.
Spojrzała na dziewczynę. Trzęsła się z zimna. No tak, Allara wietrzyła swój pokój przez przeszło dwadzieścia godzin na dobę, chyba że padało. Nienawidziła dusznych pomieszczeń, robiło jej się słabo i w 90% zaczynała panikować, że się udusi. Tak, zwykle panika o brak tlenu przywoływała inne strachy.
- W sumie to ja nawet nie wiem, czy sa takie ksiażki pełne pomysłów na survival.
Spojrzała na ksiażki. Sporo ich było, ale pojęcia nie miała, co wybrała dziewczyna. Ona lubiła kryminały. Czym bardziej zabawne lub czym bardziej krwawe, tym lepiej. Po grubości tomów to ona nic nie mogła wywnioskować. Jednak skoro ruszyły nieboszczyka Dostojewskiego, to można trochę pociagnać temat.
- Jeśli to cię pocieszy, to czytałam tylko Zbrodnię i karę. I to po rosyjsku, raczej resztę przeczytam w tłumaczeniu, bo trudno dostać takiego Idiotę w oryginale.
 
 
Aislin D. Callahan
[Usunięty]

Wysłany: 2017-12-03, 14:26   

No, prawie trafiła. Ale nie o tym mowa, prawda? Dziewczyna nie wygladała na wiele starsza od niej, właściwie... to nawet nie wygladała na starsza. Tyle w temacie.
- Nie no, ja tam jeszcze o śmierci nie myślę - zachichotała. - Za młoda jestem.
Rany, jakie ładne imię, przeszło jej przez myśl. Mogłaby tak nazwać postać w swojej ksiażce, zdecydowanie. A że Aislin się trzęsła... no co, zimno jej było! Zdecydowanie była zwierzęciem ciepłolubnym, kocyk i kakao to było jej ulubione połaczenie. A czym grubszy kocyk, tym lepiej. A jeszcze jak było blisko kaloryfera albo kominka, to o mamo, niebo.
- Nie wiem - rudowłosa wzruszyła ramieniem. - Może na przyrodniczych, czy coś. Albo postapo. Chociaż nie sadzę, żeby pomysły na przetrwanie w apokalipsie zombie jakkolwiek ci pomogły - uśmiechnęła się lekko.
No sporo, cóż poradzić. Aislin uwielbiała czytać. Kryminały też! Chyba nawet miała z jeden czy dwa na swojej stercie. Ale teraz nie była tego stuprocentowo pewna, nie chciało jej się sprawdzać.
- Dużo słyszałam o tej ksiażce, i to skrajnie różnych opinii - nawiazała do Zbrodni i kary. - Jesteś w stanie polecić?
 
 
Allara de Merle
[Usunięty]

Wysłany: 2017-12-08, 16:32   

- Hańba będzie, jak nie przeczytasz - odparła dość poważnie, po czym wybuchnęła śmiechem. W miarę cicho, bo przecież biblioteka to biblioteka.
- A tak na poważnie, to inaczej się nie przekonasz skad te skrajne pomysły. Choć ci nie zdradzę dlaczego.
Spojrzała na dziewczynę. Tak, fanka grzejnika i kawy pewnie. Wróć. Angielka, to pewnie woli herbatę. I kaloryfer. Bo w tym kraju to wiecznie zimno jest. Uświadomienie sobie, że postapokalipsa to raczej coś mało przydatnego. Wtem w jej kieszeni zawibrował telefon. Cieszyła się, że wyłaczyła dźwięki. Llama in my living room to nie jest coś, co mogłoby być pasujace do tej biblioteki. A w jej przypadku to powinna w sumie mieć koszulkę z napisem Dostojewski in my living room. Choć to do końca nie była prawda. Nawet nie spojrzała do kieszeni na telefon. Nie chciała wyjść na dziwna, tylko na taka, co szuka ksiażki. Chyba.
 
 
Aislin D. Callahan
[Usunięty]

Wysłany: 2017-12-11, 19:32   

- W takim razie muszę koniecznie się za to wziać jak tylko będę mieć czas i miejsce na półce - odpowiedziała w podobnym tonie Callahan, chichoczac. - Zdecydowanie muszę przeczytać. Ale raczej nie w tym miesiacu - dodała. Miała już badź co badź listę lektur na ten miesiac. Ale po tej rekomendacji zdecydowanie musiała sięgnać po Dostojewskiego.
Oczywiście. Grzejnik, kawa, kakao i generalnie ciepło, to było idealne środowisko dla Aislin. A postapokalipsa... nigdy nie wiadomo, czy te wszystkie przepowiednie o apokalipsie zombie nie sa prawda!
Aislin poczuła szacunek do dziewczyny, kiedy ta nawet nie wyjęła telefonu z kieszeni. W końcu biblioteka nie jest miejscem na rozmowy telefoniczne, prawda? No i dodatkowe punkty za wyciszenie. Aislin nadal się czasem zapominało, jeśli już ma być szczera.
 
 
Allara de Merle
[Usunięty]

Wysłany: 2017-12-11, 19:56   

Szczerze? Jeśli Alls miała właczone dźwięki w telefonie to było święto lasu, ale wibrację było słychać na kilometry czy tam mile. Zależy kogo pytasz.
- No cóż, jak byłam młodsza, też miałam ten problem.
Przypomniała sobie jak wiele razy z biblioteki wynosiła nadprogramowe ksiażki i bibliotekarka zawsze się zastanawiała, jak to się dzieje, że niby ksiażka jest na stanie, ale nie ma jej na półce. No cóż, kto pożyczyłby siedmiolatce Wspomnienia z domu umarłych. Raczej nikt, a nie takie ksiażki za dzieciaka się czytało. Niezależnie czy w oryginale czy nie. Chociaż najpierw był oryginał. Chciała jeszcze przeczytać tę ksiażkę, jednak goraco powoduje, że znów jej słabo. Serio Angole, bardziej przegrzewać się nie da?
Chcac się wycofać, oparła dłoń o ksiażkę, która spadajac pociagnęła jeszcze jedna. Spojrzała na napis. Nowości. A potem na okładki. Obie sa po angielsku, jedna spadła tytułem do niej. To był Tekst Głuchowskiego i niezależnie od tłumaczenia chwalcie Imperatyw, że okładka się została oryginalna. Podniosła druga. Czerwona gwiazda, nazwisko autora. Ale chwyla Halyna, spojrzała na półkę a tam napis nowości. A z tego co pamiętała, to Głuchowskiego wydali tylko Tekst. No ale jednak to ona się spyta, o co biega, bo może się okazać, że tu nie jest tak jak w jej poprzedniej bibliotece, że na półce z nowościami sa tylko nowości.
- Czy tu sa tylko nowe ksiażki czy nowe tytuły kupione przez bibliotekę - wskazała na napis nad jej głowa. Nie chciało jej się jednak sprawdzać tytułu oryginalnego, a trzymała szukana ksiażkę.
 
 
Aislin D. Callahan
[Usunięty]

Wysłany: 2017-12-14, 11:42   

W sumie z Aislin było bardzo podobnie. Nawet wychodzac, miała wyłaczona muzykę. Chociaż może wiazało się z tym to, że ruda nie ruszała się z domu bez słuchawek i po prostu irytowały ja dźwięki systemu bezczelnie przerywajace ulubione kawałki. A jak ktoś zadzwonił, to i tak słyszała, bo wtedy muzyka, no, siła rzeczy się zatrzymywała.
Aislin na szczęście nie musiała wynosić ksiażek ukradkiem. Wiecie. Biblioteka w domu dziecka nie była za duża, poza tym pracujaca tam babka wiedziała, że Callahan (no, wtedy jeszcze Keegan) jest - jak na swój wiek - dość dojrzała i dawała jej ksiażki nie do końca przeznaczone dla jej grupy wiekowej. Tylko wiecie. Nic nie mów, nie chwal się i tak dalej, i tak dalej. W sumie to ruda i tak nie za bardzo wtedy rozmawiała z ludźmi, więc mało jej to robiło. A w tej bibliotece w sumie nie było aż tak ciepło.
Callahan chciała pozbierać ksiażki, ale Allara była pierwsza. Popatrzyła najpierw na nia, potem na trzymane przez nia ksiażki. Chyba zainteresowały Allarę, bo ogladała je z zaciekawieniem. Na jej pytanie ruda wzruszyła ramieniem.
- Nie wiem, prawdę powiedziawszy. Rzadko biorę coś z tej półki. Wolę trochę starsze wydawnictwa - powiedziała lekko przepraszajacym tonem.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 6