Poprzedni temat «» Następny temat
Nawiedzona kamienica
Autor Wiadomość
Brentwood


Wysłany: 2017-07-26, 17:25   Nawiedzona kamienica
  

  
Brentwood

  
your favourite place on earth


[Profil]
 
 
Booker Scheller

Wysłany: 2017-07-27, 01:02   
  

  
Booker Scheller

  
xxx


Nienawidził Jamiego za ten pomysł. Naprawdę. W tym momencie Booker nie cierpiał go z całego serca. Przecież chłopak doskonale wiedział, że Scheller jest tchórzem do potęgo entej i zaciagnięcie go w takie miejsce jak te, było najgorsza możliwościa ze wszystkich istniejacych na świecie. Ale jeśli Dehavilland chciał, żeby posikał się w majtki, to proszę bardzo, jednak będzie musiał użyć dźwigu, żeby zaciagnać go wnętrza nawiedzonej kamienicy, bo Boo miał zamiar zapierać się rękami, nogami wszystkim tym, czym można było się zaprzeć.
Z racji tego, że pierwszy znalazł się na miejscu, stanał w bezpiecznej odległości od starego budynku i rozejrzał się dookoła; wieczór był ciepły, wiatr mierzwił jego ciemne włosy i sprawiał, że Scheller co jakiś czas musiał mrużyć oczy. Nie lubił się spóźniać, więc to on zazwyczaj pojawiał się w pierwszej kolejności. Było stosunkowo późno, rodzice do tej pory suszyli mu głowę, o to, że jeździ po nocach do Brentwood zamiast (jeśli już tak koniecznie musiał) szwendać się po Southend. Booker dalszym ciagu mieszkał w rodzinnym domu wraz z matka, ojcem i młodszymi siostrami. Niektórzy powiedzieliby, że to siara, ale inni twierdzili, że to całkiem rozsadna opcja, skoro chłopak uczył się na miejscu. Nie musiał wydawać pieniędzy, które zarabiał w sklepie muzycznym, na wynajem mieszkania. Co nie zmieniało faktu, że przez to był spostrzegany, jako osoba mało zaradna i odpowiedzialna, ale to wcale nie oznaczało, że Bookie był wygodny, bo zawsze dokładał się rodzicom do wszystkiego, jednocześnie chcac im jakoś pomóc.
Przeniósł wzrok na drogę, zastanawiajac się, jak długo jeszcze będzie musiał czekać na swojego towarzysza. Miał nadzieję, że jednak nie za długo i że Dehavilland jednak zmieni zdanie i zamiast przekroczyć próg nawiedzonej kamienic, o której krażyły przeróżne, miejskie legendy, po prostu pójda na kebaba. Jamie, do cholery, gdzie ty jesteś, chłopie?
[Profil]
 
 
Jamie DeHavilland
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-27, 01:36   

Nie miał zielonego pojęcia, dlaczego zdecydował się na to dziwne spotkanie. Wiedział, że okropnie nudziło mu się samemu w swoim pokoju i nie miał nic ciekawego do ogladania. Przegladał więc zdjęcia w swoim telefonie i natrafił na jedno przedstawiajace stara kamienicę. Uśmiechnał się wtedy pod nosem. Doskonale znał historie, które o niej opowiadano. Podobno kręciło się tam wiele duchów i budynek był świadkiem wielu samobójstw, morderstw i nieszczęśliwych wypadków. Musiało tam być wiele nieakumulowanej energii, która zaczynała dawać o sobie znać, bo tylko szaleńcy zapuszczali się w tamte rejony.
Pech chciał, że Jamie był szaleńcem, a raczej wszyscy go za takiego uznawali, więc nie mógł nie zgodzić się na odgrywanie swojej roli. Musiał to robić tak dobrze jak tylko potrafił. Nie był jednak na tyle głupi by iść tam samemu. W końcu już stawało się coraz ciemniej. Wybrał więc jeden numer, który od razu przyszedł mu do głowy.
Gdy tylko zobaczył sylwetkę Bookera, majaczaca w oddali, zwolnił kroku. Wiedział, że chłopak lekko się boi, ale chyba od tego sa przyjaciele, by pomagali innym zmierzyć się ze swoimi lękami. Jamie właśnie miał zamiar to zrobić.
Przyspieszył kroku, gdy tylko jego oczom ukazał się nawiedzony budynek. Szybko znalazł się przy ciemnowłosym.
Dzień dobry, mam jedzenie – przywitał się, dajac chłopakowi w ręce kebaba, który szczelnie zwinięty w sreberko nie stracił zbyt dużo na cieple. On sam otworzył swoje i ugryzł. Nie miał zamiaru wchodzić do środka o pustym żoładku. W plecaku miał jeszcze aparat fotograficzny, dyktafon dwie latarki i termos z kawa. Jak iść polować na duchy, to trzeba być przygotowanym.
To jak, wchodzimy? – powiedział i wział Bookera za rękę, ciagnac za soba.
 
 
Booker Scheller

Wysłany: 2017-07-27, 17:55   
  

  
Booker Scheller

  
xxx


On z kolei nie miał pojęcia, dlaczego Jamie wybrał na przechadzkę po nawiedzonej kamienicy właśnie jego, skoro wiedział, że Booker nie należał do nazbyt odważnych osób. Nie był nawet trochę szalony, w przeciwieństwie do DeHavillanda, ani trochę, właściwie był najmniej szalonym człowiekiem, jakiego można było kiedykolwiek spotkać i poznać. A jednak zgodził się na ten absurdalny pomysł, ale czego nie robi się dla przyjaciół? Skoro Jamie był gotów na przygodę, to Scheller, chcac nie chcac, również.
W końcu dostrzegł go w oddali, więc zerwał się z krawężnika na równe nogi i powitał ledwo widocznym uśmiechem. Nie dlatego, że nie cieszył się ze spotkania, bo cieszył i to bardzo, ale dlatego, że ciagle myślał o starym, nawiedzionym budynku. A jeśli rzeczywiście tam straszyło? Przestań, Booker, duchy nie istnieja.
- Cześć - odparł natychmiast i przejał od chłopaka zawiniatko z kebabem. Odwinał je i złapał porzadnego gryza. - Ja mam kanapki i spaghetti. Dużo spaghetti. Mama robiła - oznajmił między jednym, a kolejnym kęsem, jednocześnie zakładajac plecak na ramiona. Skoro mieli już nigdy nie wrócić, to przynajmniej zgina godna śmiercia, a nie jakaś głodowa. Miał również termos z herbata, dwie butelki wody mineralnej, baterie do latarek i koc, gdyby okazało się, że powrót nie będzie zbyt szybki i będa zmuszeni spędzić w kamienicy, nie daj boże, cała noc. - Wiesz, Jamie, może to wcale nie jest taki dobry po... - urwał, bo chłopak chwycił go za rękę i zaczał ciagnać w kierunku opuszczonego budynku. - Och, no dobra - w między czasie znów dziabnał bułkę z mięsem i warzywami, i zanim zdażył się zorientować, już stali pod drzwiami kamienicy. Drzwi były uchylone, a wiatr nadawał im charakterystycznego skrzypnięcia. Booker przełknał resztę kebaba i poprawił plecak, który żałośnie zawisł mu na jednym ramieniu. - Strasznie ciemno - zerknał przez szparę, czekajac aż Jamie wyciagnie latarki. Pamiętaj, Books, co mówmy bogowi śmierci? Nie dzisiaj.
[Profil]
 
 
Jamie DeHavilland
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-27, 22:57   

Szedł cały czas prosto. Z każdym krokiem poruszał się jednak wolniej, jakby miał do pokonania nieznana siłę, która starała się odwieść go od popełnienia błędu życia i przekroczenia progu kamienicy. Niestety mimo iż serce chłopaka chciało mu wyskoczyć przez gardło, jakaś inna siła siedzaca w jego głowie zmuszała go do wytrwałego dażenia do pokonania strachu.
Wział głęboki wdech. Kamienica wygladała potwornie. Nagle zaczęło mu się wydawać, jakby wszystkie historie o niej były prawdziwe i namacalne tak, jak dłoń Bookera, która ściskał, by mieć pewność, że chłopak jednak go nie opuści i nie pójdzie sobie. Jamie zapewne stałby jak wryty, bojac się poruszyć. DeHavilland zaczał myśleć, że był to zły pomysł.
Nie opowiadaj głupot. Wejdziemy do środka, obejrzymy pokoje, zjemy coś, porobimy zdjęcia i wyjdziemy – szybko wygłosił swój plan na dzisiejszy wieczór. Zrobił to bardzo, bardzo szybko, aby w ostatniej chwili się nie rozmyślić. Na szczęście tak się nie stało. Słowo się rzekło i trzeba było plan wykonać. Jamie przecież się nie poddawał, na nieszczęście Booker również nie mógł. Żeby dodać sobie nieco odwagi uśmiechnał się i odwrócił do chłopaka, aby i jemu przekazać tę otuchę. Może nie zauważy jak bardzo wymuszony był ten grymas.
Może złapiemy na zdjęciu jakiegoś ducha – podekscytował się, chociaż z drugiej strony nie wiedział, czy rzeczywiście chciał coś takiego udokumentować. Ugryzł swojego kebaba i oblizał usta z sosu.
Zatrzymał się tuż przed drzwiami. Wział bardzo głęboki wdech, policzył do dziesięciu i wypuścił powietrze z płuc. Pchnał drzwi, które otworzyły się z głośnym skrzypnięciem. Dobrze,będa wiedzieć, jeśli ktoś zdecyduje się tutaj wejść. Zostana ostrzeżeni. Był jednak zdziwiony że kamienica nie była zamknięta. Jamie wyciagnał latarkę i właczył ja. Potem podał druga swojemu towarzyszowi.
To zapraszam – powiedział, stajac i przytrzymujac drzwi, żeby te się nie zamknęły. – Wchodź pierwszy.
 
 
Booker Scheller

Wysłany: 2017-07-28, 00:31   
  

  
Booker Scheller

  
xxx


Któryś z nich musiał być odważny i to z pewnościa nie był Booker. Czuł, jak serce łomocze mu w piersi, chociaż jeszcze nie weszli do środka. Co z tego, skoro już przed drzwiami, jeszcze zanim Jamie je otworzył, miał wrażenie, że wnętrzności podchodza mu do gardła i za moment zwróci tego dobrego kebaba? Nic takiego jednak nie miało miejsca, Scheller dokończył jeść, sreberko zgniótł w kulkę i wcisnał ja do bocznej kieszonki plecaka. Nie chciał, żeby duchy zobaczyły jak śmieci, w innym wypadku chłopcy nigdy stad nie wyjda.
Wychwycił ten nieudolny uśmiech w wykonaniu DeHavillanda. Rany, ależ z niego był kiepski kłamca, przecież od razu dało się zauważyć, że też ma niezłego pietra. Może nie był tak posikany jak Books, ale jednak.
- Wejdziemy, obejrzymy, zjemy, porobimy zdjęcia, wyjdziemy - powtórzył po chłopaku, jakby chciał zakodować wszystkie informacje. Plan wydawał się zadziwiajaco prosty. To dlaczego, do cholery, Booker nie potrafił po prostu przyjać tych informacji, tylko zaczał je niepotrzebnie analizować? I tak jedyne, co siedziało mu w głowie to: wejda i nie wyjda. Nigdy. Na wzmiankę o duchu otworzył usta i wybałuszył na Jamiego oczy. On serio w to wierzył? Że ta kamienica była nawiedzona i że za każdym rogiem kryje się postać, która dostrzec będzie można wyłacznie po zrobieniu fotografii? - Dlaczego ja mam iść pierwszy? - burknał niemiło, co w wykonaniu Schellera była czymś niespotykanym. Szybko załapał się na tonie swojego głosu i zmarszczył nieznacznie brwi, chwytajac po latarkę, która wręczył mu DeHavilland. - W porzadku - zaczerpnał powietrza i na bezdechu wpełznał do środka. Pod nogami podłoga zaskrzypiała niespokojna i nie dało się nie zauważyć, że budynek jest stary. Oby tylko nie skręcili sobie karku, kiedy już znajda się na piętrze. Na przykład upadek z tego drugiego byłby dosyć nieprzyjemny. Dopiero po zrobieniu kilku drobnych kroków Bookie zdecydował się właczyć latarkę; strumień światła skierował na, jak się szybko okazało, odrapane ściany. Byli w korytarzu, długim na kilkanaście metrów, a po każdej stronie ściany znajdowały się drzwi i na pierwszy rzut oka wygladały na zamknięte. - Strasznie tutaj duszno - zauważył, zreszta bardzo słusznie, bo dzięki świetle latarki można było dostrzec unoszacy się w powietrzu kurz. - Chyba nikt nie sprzatał tutaj od kilku lat - kolejne dwa, a nawet trzy kroki w przód. Zerknał przez ramię, czy Jamie aby na pewno za nim zmierza. Zmierzał, więc Booker ze stoickim spokoje rozejrzał się po wnętrzu pomieszczenia. A tak naprawdę był obsrany po sama szyję. Tylko cichutko, mógł przynajmniej przez chwilę poudawać twardziela, skoro na co dzień był taka miękka pipa.
[Profil]
 
 
Jamie DeHavilland
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-28, 22:08   

Gdy Booker powtórzył jego własne słowa, Jamie kiwnał automatycznie głowa. Nie wiedział w jakim celu, może chciał upewnić swojego towarzysza, i siebie przy okazji, że taki jest ich plan i tego maja się trzymać. Tak, plan był świetny, ale gdy znaleźli się przed otwartymi drzwiami do kamienicy DeHavilland zaczał powatpiewać w jego słuszność.
Jamie nie miał w naturze wierzenia w to, że każde miejsce o którym mówiło się, że jest nawiedzone takie w rzeczywistości było. Nie. On doszukiwał się racjonalnych wyjaśnień we wszystkim. Przecież podłogi skrzypiały same, wiatr gwizdał w rynnach a woda stukała w rurach. Było tak w każdym domu. Dopóki chłopak czegoś nie zauważył, to nie mógł w to uwierzyć. Niemniej jednak w tej kamienicy było coś dziwnego. Jakaś tajemnicza aura sprawiała, że Jamie miał nieodparte wrażenie, że bez przerwy ktoś go obserwuje i z cała pewnościa nie był to Booker, chociaż w tym momencie chciałby, żeby to właśnie chłopak się na niego gapił. Zaklał pod nosem. Mógł iść pierwszy, bo przynajmniej miałby jakieś racjonale wytłumaczenie do tego, ze czuje się jakby każdy jego krok i najmniejszy ruch, były śledzone. Westchnał i zaczał oddychać bardziej miarowo. Wszystko by w nagłym momencie nie spanikować. Nerwy musiał trzymać na wodzy.
Dzielnie poszedł za Bookerem, właczajac swoja latarkę. Snop światła oświetlił plecy Schellera, ale został szybko skierowany w stronę ściany. Wnętrze kamienicy nie powalało. Cóż, nie spodziewał się cudów, więc nie zdziwił się widokiem. Nie wiedział, jak długo kamienica była niezamieszkana i pozostawiona samej sobie. Z reszta nie wiedział nawet czemu ja porzucono. Gdyby ja odrestaurować, to nie byłoby to złe miejsce. Oczywiście nie liczac duchów, jeśli były tu jakieś.
Podłoga skrzypiała, kurz wędrował ku górze. Jamiemu zakręciło się w nosie, przez co kichnał cicho, w porę zasłaniajac sobie twarz łokciem. Rzeczywiście było tam duszno. Zapach kurzu i starego drewna unosił się w powietrzu. Nie był to przyjemny aromat i Jamie wiedział, że jak tylko wróci do domu, to będzie musiał wziać długa kapiel.
Podobno ta kamienica ma iść do rozbiórki, bo nikt nie chce... O kurwa! – krzyknał głośno, szarpiac chłopaka za bluzę, łapiac za materiał na wysokości jego łopatek. Wzdrygnał się i zrobił skwaszona minę. – Zobacz jaki ogromny – powiedział, kierujac światło latarki na olbrzymiego pajaka, który zwisał właśnie z sufitu. Po jego plecach przebiegł dreszcz. Nie lubił pajaków. Przysunał się nieco bliżej swojego towarzysza, cały czas obserwujac pajaka. Nie chciałby, by ten nagle zniknał mu z oczu.
W ogóle co tam u ciebie, jak ci mija życie? Wydarzyło się coś ciekawego? – zapytał. Dawno się nie widzieli a Jamie nie miał w zwyczaju wypytywać ludzi o ich życie przez telefon. Uważał, że było to wyjatkowo niegrzeczne.
 
 
Booker Scheller

Wysłany: 2017-07-30, 14:14   
  

  
Booker Scheller

  
xxx


Booker też miał dziwne wrażenie, że ktoś na niego patrzy. I chociaż, to Jamie celował w jego plecy snopem światła, to z pewnościa nie chodziło o spojrzenie kumpla. Tak, jakby ktoś patrzył na nich z boku i prześwietlał ich dusze na wskroś. Przerażajace, ale naprawdę miał te idiotyczne wrażenie, że ktoś ich obserwuje. Nie miał pojęcia, że DeHavilland miał podobnie, bo żaden z nich nie przyznawał się do odnoszenia tego dziwnego wrażenia. Szli po cichu, a Books naprawdę starał się stawiać kroki ostrożnie, choć podłoga skrzypiała za każdym razem, gdy postawił na niej stopy. Nie był to najprzyjemniejszy dźwięk, dlatego chłopak tak bardzo krzywił się, gdy słyszał te charakterystyczne skrzypnięcia. Nagle poczuł gwałtowne szarpnięcie, które sprawiło, że automatycznie poleciał w tył, z ledwościa utrzymujac się na nogach.
- Jezu, Jamie! - wydarł się głośno, przyciskajac rękę do klatki piersiowej, dokładnie w miejsce, gdzie znajdowało się serce. Nadal tam było i łomotało jak szalone, więc DeHavilland właśnie prawie przyprawił go o zwał. - Oszalałeś? - zapytał, próbujac złapać oddech, jednocześnie kierujac snop światła w ten sam punkt, na który Jamie skierował światło swojej latarki. Jego oczom ukazał się wielki pajak i chociaż Booker był tchórzem nie z tej ziemi, to tego typu robactwo wcale go nie obrzydzało. - To tylko pajak - stwierdził spokojnie, kiedy kumpel przysunał się nieco bliżej. - Uwierz, że jest bardziej przerażony na twój widok, niż ty na jego - Scheller uśmiechnał się do swojego towarzysza, ale nie był pewny czy przez te panujace ciemności ten zdażył dostrzec cokolwiek. Po chwili wzruszył ramionami i ponownie skierował latarkę na przeciwna ścianę. - Rozwaliłem ostatnio gramofon w sklepie, uczyłem się pływać, ale jak zwykle nic z tego nie wyszło, poznałem miłych ludzi po drugiej strony plaży w Southend... - zaczał wyliczać, cały czas bacznie przygladajac się wnętrzu pomieszczenia. Nie uważał, żeby wydarzenia z jego życia były szczególnie fascynujace, ale u niego nigdy nie działo się nic nadzwyczajnego. - A jak u ciebie? Zapewne miałeś przez ten czas o wiele więcej atrakcji niż ja - obrócił się w taki sposób, by móc spojrzeć na kumpla, ale wtedy potknał się o wystajaca z podłogi deskę, co łaczyło się z cichym przekleństwem. Na szczęście zakończyło się bez upadku, co w pryzpadku Bookera było co najmniej dziwne.
[Profil]
 
 
Jamie DeHavilland
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-30, 17:46   

Może rzeczywiście zbyt gwałtownie zareagował na widok pajaka, ale nie przepadał za tymi stworzeniami. Obrzydzały go bardziej niż cokolwiek innego i sam nie wiedział skad ta reakcja się w nim wzięła, bo w końcu nic mu pajaki nie zrobiły. Owszem, naogladał się kiedyś filmów dokumentalnych o tych jadowitych pajakach, które mogłyby zrobić człowiekowi krzywdę. Jednak tym pajakom które były w okolicy znacznie daleko było do tych niebezpiecznych. Cóż, dreszcz i tak przebiegał mu po plecach.
Kiwnał głowa. Tak Books miał całkowita rację, nie było się czego obawiać. Pajak na pewno chciałby się trzymać od nich z daleka, chociaż Jamie nie miał zamiaru podchodzić do stworzenia bliżej. Uśmiechnał się i również przeniósł światło latarki na inne miejsce. Miał jednak nadzieję, że pajak nie opuści swojego kacika. Nie chciał się jednak o tym przekonywać. Poszedł za swoim towarzyszem.
Podłoga nieprzyjemnie skrzypiała. Dobrze że znajdywali się na pierwszym piętrze, bo w innym wypadku chłopak miałby wrażenie, że zaraz spadnie w dół. Obecnie było całkiem dobrze. Watpił, że uda im się w ogóle wejść po schodach na wyższe piętra. Nie, chyba nie chciał tak ryzykować.
A jakieś konsekwencje zniszczenia gramofonu poniosłeś? – zapytał niemal od razu. Sam chciał sobie kupić gramofon, bo widział w nich coś tak szalenie pociagajacego, że nie mógł się temu oprzeć. No i płyty winylowe wystarczyło tylko odwrócić na druga stronę, by znów cieszyć się muzyka. To było naprawdę magiczne.
Tak, a kogo takiego? – zapytał z ciekawości. Nie chciał chodzić w ciszy, więc z wielka ochota mógłby słuchać Bookera, zwłaszcza że jego głos był przyjemny i spokojny. Zastanowił się. W sumie to jego życie ostatnimi czasy było dość nudne i monotonne.
W sumie to jest najbardziej ekscytujaca rzecza, jaka zrobiłem w te wakacje – powiedział spokojnie. Cóż, poza imprezami to nie szalał zbytnio. Może powinien się wybrać gdzieś na weekend albo znaleźć jakieś hobby? – W sumie to nocowałem przy cmentarzu kiedyś – dodał szybko.
W chwili gdy przestał mówić, usłyszał głośny huk na piętrze. Huk był na tyle mocny, że z sufitu posypały się odłamki farby, która już od dłuższego czasu odchodziła. Tak się dzieje w starych miejscach. Włoski na karku stanęły mu dęba. Niemniej jednak był ciekawy, co mogło wydać taki dźwięk, zważywszy na fakt, że kamienica nie była używana i znajdowali się w niej tylko oni. Na zewnatrz wiatr się wzmógł, co słuchać było poprzez głośne gwizdy w rynnach. Miejsce to było jak z horroru. Nie zważajac na strach, przeszedł za Bookerem niczym jego cień.
Skierowali się do dużego pokoju. Nie miał pojęcia co to mogło być wcześniej, ale był on większy niż jakikolwiek pokój w którym mogli mieszkań ludzie. Jamie obstawiał, że było to czymś w rodzaju pokoju wspólnego, gdzie mieszkańcy mogli razem spędzać swój czas. Rozejrzał się wokół. Świecił latarka po ścianach, na których odznaczały się dość wyraźnie ślady po obrazach i wszelkich innych rzeczach, które na nich wisiały. Był tam nawet bliżej niezidentyfikowane plamy.
Podobno ktoś się tu powiesił kilka lat temu – powiedział. Tak, zrobił porzadny risercz, zanim tu przyszli. Chciał wiedzieć czego się spodziewać po tym budynku.
 
 
Booker Scheller

Wysłany: 2017-07-31, 09:23   
  

  
Booker Scheller

  
xxx


Studiował weterynarię i nie miałby nic przeciwko, gdyby kiedyś trafiło mu się leczenie ptasznika. Może i Booker był tchórzem, bał się, że ktoś zgarnie go za picie piwa w miejsc publicznym oraz starych, cuchnacych stęchlizna, opuszczonych kamienic, ale przynajmniej był przyjaźnie nastawiony do wszelkich ssaków, gadów, płazów, jak i również pajęczaków. Dlatego bardziej przeraziła go reakcja Jamiego niżeli ogromny, zwisajacy z sufitu stawonóg.
- Dostałbym przez ciebie zawału - mruknał pod nosem, jednak była to najprawdziwsza prawda - DeHavailland przed momentem przyprawił go o porzadna palpitację serducha. Nieźle, Jamie. Scheller ruszył korytarzem w kierunku zamkniętych drzwi, które znajdowały się po ich prawej stronie. Skrzy, skrzyp, skrzyp. - Przykleiłem szefowi notkę na gramofon, pewnie nasz serwisant zajmie się naprawa. A mnie wyrzuca. Albo obciaża poważnymi kosztami. Albo i to, i to - Booker westchnał ciężko pod nosem, bo serio miał już wizję, jak kierownik sklepu każe mu spakować i zabrać swoje rzeczy. Jak na razie nic takiego nie miało miejsca i chłopak nie wiedział, co stało się z buchajacym ogniem sprzętem. - Spotkałem studentów, jak chodziłem po plaży z Hankiem - kontynuował spokojnym tonem. Chyba on też wolał mówić, było to lepsze od spacerowania w całkowitym milczeniu. - Bardzo sympatyczni ludzie, maja dać znać, kiedy znowu pojawia się w Southend. Może wtedy poszedłbyś ze mna? - zerknał przez ramię, jednocześnie upewniajac się, czy DeHavilland za nim zmierzał. Na szczęście zmierzał, co jakiś czas oślepiajac Bookera snopem światła. Na wzmiankę o nocowaniu przy cmentarzu, Scheller wzdrygnał się i zacisnał usta. Chciał o coś zapytać, ale wtedy do ich uszu dobiegł głośny, bardzo wyraźny huk. Wszystko wskazywało na to, że dochodził z piętra, więc Books machinalnie, tuż po tym jak podskoczył z nieukrywanego przerażenia, podniósł głowę do góry. - Nie brzmiało to zbyt dobrze - mruknał pod nosem, a gdy znaleźli się już w dużym pokoju, obaj panowie zaczęli rozgladać się po pomieszczeniu. - Ktoś się tutaj powiesił? - powtórzył za Jamiem, wybałuszajac na niego oczy. W przeciwieństwie do kumpla, on nie czytał nic na temat kamienicy i teraz już nie wiedział czy to dobrze, czy nie, bo wszelkich informacji i tak na bieżaco dowie się do swojego towarzysza. - Wiadomo kto? - Booker przeszedł wzdłuż pokoju i zatrzymał się przy ścianie, na której ewidentnie widniały ślady po paznokciach. Zupełnie, jakby ktoś wbijał pazury w beton, łamiac je sobie przy tym i kruszac.
[Profil]
 
 
Jamie DeHavilland
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-31, 15:18   

Spojrzał na niego przepraszajac. Nie chciał go wystraszyć, a ta reakcja wyrwała się sama z siebie. Nie mógł nic zrobić i zaradzić temu. Odchrzaknał, bo poczuł nieprzyjemne drapanie w gardle. Powietrze w kamienicy było suche i pełne zanieczyszczeń, które drażniły jego przełyk i drogi oddechowe. Pogrzebał w plecaku, by znaleźć butelkę wody. Napił się szybko kilka łyków, by oczyścić gardło. Pomogło.
Jasne, czemu nie – zgodził się. Nigdy nie odmawiał, jeśli chodziło o poznanie nowych ludzi. Uważał że każdy człowiek był interesujacy, a on miał do nich szczególna słabość. Lubił przebywać w towarzystwie i traktował człowieka i ludzkie ciało jako coś najwspanialszego na świecie. Nie było ważne jak ktoś wygladał, bo w oczach Jamiego wszyscy byli idealni w każdym calu.
Co jakiś czas świecił na chłopaka, jakby chciał się przekonać, że on faktycznie tam jest. Za każdym razem było mu lepiej, gdy okazywało się, że Books szedł przed nim. Najważniejsza zasada w horrorach było nie rozdzielanie się. To nigdy nie był dobry pomysł, dlatego gdyby ciemnowłosy zniknał mu z oczu, to byłoby pewne, że Jamie nie przeszedłby dalej tylko bardzo szybko pobiegł do wyjścia. Z tego właśnie względu chciał mieć Schellera przy sobie.
Nawet kilka ktosiów. Z tym, że tamten pan to stosunkowo niedawno. Jakiś bezdomny chyba, nie zagłębiałem się w jego historię. Szukano go przez kilka dni. Najlepsze jest to, że kamienicę tę przeszukiwano wcześniej i nikt go nie znalazł. Pojawił się znikad, a ludzie mówili że musiał wisieć tu przez kilka dni – powiedział, a po plecach przebiegł mu dreszcz. Lubił takie historie, ale tylko wtedy, gdy siedział w swoim pokoju, przykryty kołdra i z kubkiem goracej herbaty w dłoniach. Spojrzał na sufit i poświecił prosto na jedna z belek. – Tu go znaleźli z posiniałymi ustami, spuchniętym językiem i głowa przechylona pod dziwnym katem – mruknał, jak gdyby nigdy nic. Od czasu wypadku czasem miał kłopoty z okazywaniem emocji, dlatego nikogo nie powinno dziwić, że w tym momencie powiedział to z taka obojętnościa. Westchnał. To nie była jedyna ze śmierci jakie miały tu miejsce, ale nie wiedział, czy dobrym pomysłem byłoby mówić o nich Bookerowi z uwagi na to, jak ten na niego spojrzał w tym momencie.
Nie ma nic gorszego, niż dźwięk paznokci sunacych po ścianie – skrzywił się. Ponownie usłyszeli huk na piętrze. Tym razem był on głośniejszy tak jakby znajdowali się tuż pod nim.
 
 
Booker Scheller

Wysłany: 2017-08-01, 13:13   
  

  
Booker Scheller

  
xxx


Wybaczył mu ten wybryk i wcale nie musiał mówić o tym głośno. Właściwie Booker był skłonny wybaczyć Jamiemu naprawdę wiele, w końcu kumplowali się, więc jak mogło być inaczej? Zreszta Scheller należał do grona tych osób, które nie dasały się nadzwyczaj długo. No i teraz zupełnie nie miał powodów, żeby gniewać się na DeHavillanda, przecież ten nie przestraszył go celowo. I w przeciwieństwie do chłopaka, sam Books miał problem z poznawaniem nowych ludzi. Raczej starannie wybierał sobie przyjaciół i nie był nazbyt towarzyski. To znaczył, lubił ludzi, lubił obserwować ich zachowania i przebywać wśród nich, jeśli nie był to jakiś dziki tłum, jednak miał w sobie tę niepewność, która ograniczała mu zawieranie świeżych znajomości.
Uśmiechnał się, gdy Jamie przystał na jego propozycję, chociaż chłopak nie mógł tego widzieć, bo Scheller w dalszym ciagu był odwrócony do niego plecami i wpatrywał się w jedna ze ścian, na której widniały ślady paznokci. Może polubiliby się z Erwinem i we trzech zdobywaliby świat? Dobra, Booker, nie zapędzaj się.
Czyli rozumiejac tok myślenia DeHavillanda - gdyby Bookie zniknał mu z oczu, chłopak zwyczajnie zwiałby, zostawiajac kumpla na pastwę losu? Świetnie, to musiała być prawdziwa przyjaźń!
- Tutaj? - spojrzał do góry i zatrzymał wzrok na belce, o której przed momentem wspomniał Jamie. Okej, to był idealny moment, żeby opuścić tę kamienicę i wracać do domu. Scheller wyobraził sobie tego bezdomnego z sinymi ustami i spuchniętym językiem. To zabawne, ale trup, gdziekolwiek by się nie znajdował, zawsze patrzył na żywych swoimi szeroko otwartymi, wyłupiastymi oczami, niezależnie w jakim miejscu stali. Nie, Booker nie widział nigdy zwłok, ale zdarzało mu się ogladać programy kryminalne, gdzie wyjaśniano przeróżne morderstwa. - Nie ma nic gorszego, od rysowania widelcem po talerzu - odparł i odwrócił się do kumpla, i wtedy zobaczył jego minę, więc natychmiast skierował światło w obręb dehavillandowej twarzy. - Dobra, co jeszcze przede mna ukrywasz? - zmrużył ślepia i przyjrzał się uważnie oczom, których właścicielem był Jamie. Wiedział, że chłopak nie mówi mu całej prawdy i miał dziwne przeczucie, że w tym opuszczonym budynku miało miejsce o wiele więcej przerażajacych zdarzeń.
[Profil]
 
 
Jamie DeHavilland
[Usunięty]

Wysłany: 2017-08-02, 12:16   

Spojrzał w sufit raz jeszcze i westchnał. Widział spróchniała belkę, która zdawała się, że zaraz runie na ziemię. Cóż, on nie wierzył w tę historię, bo nagłe szarpnięcie wywołane próba powieszenia się mogłoby spowodować że wszystko to spadłoby na ziemię.
No nie wiem czy dokładnie w tym miejscu, al na tej belce na pewno – powiedział. Co do tej rzeczy był niemal przekonany. Nie, był tego pewny na sto procent. Był również przekonany, że gdyby poszukali na podłodze, to na pewno znaleźliby jakieś ślady po powieszeniu. Mógł się tylko domyślać, jakie plamy i po jakich płynach można by znaleźć, ale coś musiało być.
Tak, on również chciał już uciekać. Już miał dość, chociaż tak naprawdę nic poważnego i strasznego się jeszcze nie stało. W końcu widział jedynie pajaka i to okropnie wielkiego. Nie chciałby jednak wyjść na mięczaka, więc nie miał nawet zamiaru by cokolwiek mówić. Chciał żeby to Books zadecydował o opuszczeniu budynku, przez co Jamie nie musiałby się martwić o to, że ktoś będzie mu mówić, że wymięka. Odchrzaknał i zerknał na przyjaciela, który teraz właśnie przyświecił mu w twarz latarka.
Nic, nic. Zakładam jednak, że wiesz, że to powieszenie nie jest jedynym samobójstwem w tym budynku. Były też morderstwa – dodał szybko. Rozejrzał się po budynku. – Wierzysz w duchy i takie tam? Ludzie mówia, że w tym budynku jest ich pełno – mruknał. Nie chciał straszyć Bookera, on sam w duchy wierzył, jednak nie wierzył, że moga znajdować się w kamienicy. Co prawda budynek ten przyprawiał o dreszcze, ale głównie za sprawa historii, które się o nim słyszało. Większość pewnie i tak było zmyślonych, niemniej jednak robiło wrażenie.
Sięgnał do plecaka. Pogrzebał tam trochę ręka i wyciagnał dyktafon i aparat. Oba sprzęty położył ostrożnie na podłodze, jakby sam nie wiedział, co z nimi zrobić, chociaż doskonale zdawał sobie z tego sprawę, po prostu przeciagał to wszystko. Wiedział, że jak zacznie to nie będzie odwrotu. Przeciagnał się i zaraz na podłodze znalazł się jego plecak.
Mam jeszcze tablicę ouija, ale nie wiem, czy bawienie się tym tutaj jest dobrym pomysłem – zażartował. Spojrzał przenikliwym wzrokiem na Bookera, jakby chciał wyczytać z jego twarzy wszystkie emocje. Nie był jednak w tym dobry. – Porobimy kilka zdjęć, nagramy wszystko i pójdziemy stad. Widziałem, że tak robia ci wszyscy Łowcy Duchów na youtube – wyjaśnił. Nie wiedział, czy kopiowanie ludzi, którzy czymś takim zajmuja się na poważnie było dobrym pomysłem, ale nikomu to nie zaszkodzi. Właczył dyktafon.
Jeśli jakiś duch tu jest i chce coś powiedzieć, to może śmiało to zrobić – powiedział. Czuł się głupio, że w ogóle to zrobił.
 
 
Booker Scheller

Wysłany: 2017-08-03, 13:16   
  

  
Booker Scheller

  
xxx


Co za różnica, czy gość wisiał dokładnie na tej belce, czy na belce obok, czy w ogóle w innym pomieszczeniu? Nie zmieniało to jednak faktu, że ktoś tutaj powiesił się, albo został powieszony, co również było prawdopodobne, skoro chłopak wspomniał o morderstwach w budynku. Morderstwa w liczbie mnogiej, czyli z pewnościa więcej niż jedno, chociaż nawet myśli o jednym wywoływało ciarki na schellerowych ramionach. Booker wodził wzrokiem po pomieszczeniu, aż w końcu jego oczy zatrzymały się w obrębie twarzy Jamiego. Z nich dwóch, proszę wierzyć na słowa, to tylko Scheller mógł wyjść na mięczaka. Był tchórzem jakich mało, więc DeHavilland mógł napawać się duma, że udało mu się zaciagnać tę tchórzofretkę do starej kamienicy.
- Nie wierzę w duchy - odparł i opuścił latarkę nieco niżej, żeby nie świecić tak kumplowi po ślepiach. - To znaczy... Ogladałem programy i tych naukowo udowodnionych eksperymentach i widziałem kilka wywiadów zwykłych ludzi, co opowiadali jakieś swoje historie, ale jakoś mnie to nie przekonuje - wzruszył ramionami. Może było w tym wszystkim ziarno prawdy, może były miejsca, gdzie działy się dziwne rzeczy i może żyli ludzie, którzy mieli styczność ze zjawiskami paranormalnymi, jednak Booker należał do osób: nie widziałem - nie wierzę. Ale pewnie nawet jakby z Jezusem stanał twarza w twarz, to nawet by go nie rozpoznał, a co dopiero w przypadku tajemniczych mocy. - Ty wierzysz? - zapytał z uniesiona do góry jedna brwia, po czym zaczał przygladać się jak Jamie ściaga plecak i wyciaga z niego dyktafon w towarzystwie aparatu. Scheller pokręcił głowa, co odnosiło się planszy ouija. Czy jego już do reszty powaliło? Nie, nie, nie. Na pewno nie będa tego używać. Ani tutaj, ani w ogóle. Po wypowiedzianych do dyktafonu słowach, Bookier rozejrzał się dookoła i znów przyświecił DeHavillandowi prosto w twarz. - Widzisz? Nic się nie stało, możemy stad iść - odparł i odwrócił się na pięcie, chcac ruszyć w stronę drzwi, ale wtedy jeden z zawieszonych obrazów na ścianie spadł z hukiem na drewniana podłogę, a to sprawiło, że Booker podskoczył i wypuścił latarkę z dłoni. - Jamie? - zerknał niepewnie przez ramię, aby upewnić się, że kolega to widział.
[Profil]
 
 
Jamie DeHavilland
[Usunięty]

Wysłany: 2017-08-03, 20:06   

Na twarzy Jamiego panował spokój, jednak serce chłopaka kołatało tak szybko, jak tylko mogło. Czuł się, jakby zaraz miało się urwać i uciec mu z piersi, by wydostać się z tego budynku. Jednak DeHavilland się nie poddawał.
Wierzę, ale nie wiem, czy to miejsce jest nawiedzone – powiedział. Teoretycznie wszystko co działo się do tej pory dało się jakoś racjonalnie wytłumaczyć, nawet te dogłosy na piętrze. Może było tam jakieś śmieszne zwierzę, które usłyszało ich i stara się ukryć? Tak, trzymał się te wersji, bo w głowie miał jeszcze taka, że na górze jest właściciel śladów pozostawionych na ścianie.
Usiadł wygodnie na zakurzonej ziemi i napił się łyka wody, która ściskał w dłoni. Miał ochotę wylać na siebie zawartość butelki, żeby chociaż w jakimś stopniu pozbyć się kurzu, który osiadł na jego twarzy i dłoniach. Czuł jak brud lepi mu się do ciała. Nie było to przyjemne uczucie. Drgnał lekko.
Oczekiwał, aż coś się nagra albo wydarzy, jednak nic takiego nie miało miejsca. Spojrzał na Booksa i już miał się z nim zgadzać, gdy nagle usłyszał huk. Latarka wypadła mu z dłoni i uderzyła o podłogę. Wyłaczyła się, co sprawiło, że teraz Booker miał jedyne źródło światła. Jamie natychmiastowo zaczał szukać zguby, która gdzieś musiała się potoczyć, bo jak na złość nie mógł jej znaleźć.
Books, co to było. To chyba nie na górze? – powiedział, kierujac się powoli w stronę chłopaka. Ścisnał go za ramię, gdy już się przy nim znalazł. Tak, w grupie było bezpieczniej. Miał nadzieję, że jego dłoń w jakiś magiczny sposób zrośnie się z chłopakiem, bo chciał mieć pewność, że się nie rozdziela. Przynajmniej do czasu gdy stad nie wyjda. Wtedy usłyszał świst, który do złudzenia przypominał gwizdanie. Po chwili pojawiły się odgłosy kroków, stawianych na skrzypiacych schodach.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 5