Poprzedni temat «» Następny temat
Skwer
Autor Wiadomość
Dale Underhill









24

kelnerka

North Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Phoenix, Ivy, Dicki

Wysłany: 2017-10-24, 14:27   
  

  
Dale Underhill

  
'Bout those bitches, I don't wanna know


/po Kath + wdzianko

Miała ochotę wyjść na spacer. Wolne dni, w trakcie których pogoda dopisywała na tyle, aby przynajmniej nie padało, zachęcała do spacerów. Oczywiście, nie przepadała za nudnymi spacerami czy samotnymi spacerami, najchętniej wzięłaby ze soba swoich najwierniejszych zwierzęcych towarzyszy, ale niestety traszki nie nadawały się na spacery. Nie myślała o tym wcześniej, a choć bardzo je lubiła, z czasem zaczynała żałować. Zawsze do jej dyspozycji zostawali jednak znajomi czy rodzeństwo, którzy mieli inne zwierzatka. Świnki morskie na przykład. Właśnie ze świnka June Underhill siedziała sobie teraz na skwerku, trzymajac ja na smyczy, opierajac łokcie na kolanach i ze skupieniem wpatrujac się w futrzaka zawzięcie skubiacego trawę. Właściciela świnki nie było w okolicy, były tylko we dwie. Po co właściciel, skoro jest futrzak? Zabawne, że aż tak interesował Dale. To był jeden z tych dni, kiedy nie potrzebowała wiele, bo potrafiła się zawiesić w miejscu i... No właśnie, i tyle. Cały świat, poza świnka morska i jej zębami, teraz dla niej nie istniał.
_________________

a little party never killed nobody

[Profil]
 
 
Yvonne Maddox
[Usunięty]

Wysłany: 2017-10-31, 16:22   

Nie wiedziała co miała ze soba zrobić, bo siedzenie w domu niezbyt jej odpowiadało. Nigdy nie była typem domatora. Wolała wychodzić i spacerować, chociaż wiedziała że w Brentwood nie przyjdzie jej to łatwo. Musiała się na powrót przyzwyczaić do tego miasteczka, bo w końcu nie było jej tu przez dziesięć lat i wiele zdażyło się zmienić, chociaż większość dało się rozpoznać bez problemu. Dawniej lubiła przebywać na skwerku, więc właśnie tam się teraz udała. Miała nadzieję, ze uda jej się nieco odetchnać i odpoczać od myśli, które zaprzatały jej głowę.
Spacerowała już od kilku minut, gdy jej oczom ukazał się dziwny obrazek. Po raz pierwszy w życiu widziała, jak ktoś wyprowadzał świnkę morska na spacer. Poczatkowo myślała, że był to wyjatkowo kudłaty, mały piesek, ale po chwili zorientowała się, że jednak miała do czynienia z gryzoniem.
Nie lepiej wyprowadzać kota lub psa? – zapytała, bo przecież nie mogła się powstrzymać. Ciekawość i bezpośredniość były jej charakterystycznymi cechami.
 
 
Dale Underhill









24

kelnerka

North Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Nina, Winter, Tinsley, Mordechai, Philippa, Phoenix, Ivy, Dicki

Wysłany: 2017-11-02, 01:11   
  

  
Dale Underhill

  
'Bout those bitches, I don't wanna know


Dziesięć lat to sporo czasu - wystarczajaco wiele, by Yvonne ulotniła się z pamięci June Underhill. Pewnie chodziły do jednej szkoły i pewnie jako córka burmistrza Yv była choć trochę kojarzona przez innych uczniów, ale Dale miała ja gdzieś. Wolała swoje towarzystwo, z którym mogła robić najgłupsze rzeczy na najgłupszym etapie swojego życia, a kiedy Maddox wyjechała z miasta, ruda nawet się tym nie przejęła. Nie rozpoznała więc teraz jej głosu, ani na pierwszy rzut oka nie rozpoznała jej całej. Zamiast tego, spojrzała na nia spod byka. Miała jakiś problem z jej-nie-jej świnka?
- Ja tam wolę wyprowadzać Enrique - wzruszyła ramionami. Pomysłowość koleżanki, jeśli chodziło o imię dla świnki, najwidoczniej w niczym jej nie przeszkadzało. Przynajmniej nie musiała po niej sprzatać, jak po psie czy kocie. Bobki Enrique były tak mikroskopijne, że nikt ich
na chodniku nie zauważał, nawet, jak w nie wdepnał. - To chyba nie problem, nie? - zmrużyła oczy, ale wcale nie czekała na odpowiedź. Miała prawo do wyprowadzania, czego tylko chciała, choćby miała prowadzać złota rybkę w kuli na deskorolce, a panna nie miała na ten temat nic do powiedzenia. Ale nagle ta facjata wydała się jej znajoma. Nie potrafiła jej jeszcze tylko z nikim skojarzyć. Może wpadała do któregoś z jej rodzeństwa? To nie możliwe, gdyby tak było, to świnka morska na smyczy wcale by jej nie dziwiła. Dale próbowała kiedyś zaprzac w smycz i obroże swoje traszki, ale niestety nic z tego nie wyszło. Może to i lepiej, środowisko poza terrarium raczej by im nie służyło. Świnka morska mogła cieszyć się z zielonej trawy i świeżej koniczyny. Traszki, jeśli nie trafiłyby na kałużę, to by się wyziębiły, przegrzały i wysuszyły. Zdechłyby. Tyle z radosnego, rodzinnego spaceru by wyszło. Właśnie dlatego Dale wolała zostawić je w swoim pokoju, a na spacer pożyczyć cudze zwierzatko.
_________________

a little party never killed nobody

[Profil]
 
 
Nina Reyes








27

trust me, i'm a biotechnologist

North Brentwood

mów mi: Patka

multikonta: Winter, Ivy, Phoenix, Philippa, Dale, Mordechai, Dayami, Tinsley

nieobecność: odkopię się kiedyś z tych postów, zobaczycie

Wysłany: 2019-04-13, 14:17   
  

  
Nina Reyes

  
my hair smells like chocolate


/przed Bishop + ciuszek

Protest przeciwko GMO w żywności nie jest czymś, w czym Nina chciałaby brać udział, bo generalnie z racji tego, czym zajmowała się w życiu, wiedziała, że żywność bez GMO jest aktualnie czymś niemal nieistniejącym. Jednak tłumaczenie tego zgrai protestujących świrów, którzy i tak wiedzą lepiej, nie miała żadnego sensu. Albo tego, że DNA z takiego jedzenia wcale nie wbudowuje się w DNA człowieka. Jak jesz banana, to nie zostaniesz w części bananem, wydaje się proste i logiczne, a niektórzy i tak nie potrafią tego zrozumieć.
W każdym razie, jej zdaniem była to walka z wiatrakami, ale jej koleżanka z labu obok i tak postanowiła skonstruować jakieś ulotki informacyjne i plakaty, i zajęła się tym wszystkim niemal sama, ale potrzebowała ludzi do tego, by ulotki rozdawać czy te plakaty trzymać, jako kontrmanifestację dla głąbów, którzy nawet nie wiedzą, jak wygląda kukurydza genetycznie niemodyfikowana, ani tego, że za nic by się nią nie najedli. Nawet, jeśli dla Niny było to bez sensu, to potrafiła zrozumieć zapał koleżanki i ostatecznie zgodziła się towarzyszyć jej razem z ulotkami, podobnie, jak kilkoro innych doktorantów i pracowników instytutu. Jednak nie tylko oni przyszli tu będąc przeciwko tym, którzy są przeciwko. Mając ponad dwadzieścia pięć lat na karku, próbowali robić to z głową, ale pojawili się też nastolatkowie, którzy po prostu obrzucali protestujących soją czy kukurydzą z puszki - czyli dokładnie tymi elementami żywności, które są tak długo modyfikowane, że jest niemożliwym spotkać je w naturalnej formie. W głębi duszy Nina była z nich oczywiście dumna, chociaż wcale nie popierała ich zachowania.
Gdzieś w tłumie mignęła jej znajoma twarz. Z początku nie była pewna, skąd ją zna, ale kiedy dojrzała ją po raz drugi, rozpoznała panią od wuefu, więc ochoczo do niej podeszła, wyciągając ulotkę i mając nadzieję, że tamta jest po dobrej stronie mocy.
- Dzień dobry - dygnęła lekko. Nie tak dawno uszkodzona noga już jej na to pozwalała. Od tamtego nieszczęśliwego wypadku widziała Jackie tylko raz, kiedy dokulała się na zajęcia, by przynieść papierek, że z powodów zdrowotnych rezygnuje z zajęć. Niestety, zbyt dużo by jej ich przepadło i i tak by ich nie zaliczyła, więc postarała się o przeniesienie w-fu na następny semestr. Od tamtej pory minęło już jednak kilka dobrych tygodni, podczas których jej noga doszła do siebie i teraz już prawie nie dawała o sobie znać. Może Nina nie mogła jeszcze skakać i biegać, no i jak przesadzała ze staniem w labie, to dostawała bolesny sygnał z dołu, że wypadałoby już usiąść, ale tak poza tym, to wszystko grało.
_________________


I read between the lines and touched your leg again
[Profil] [WWW]
   
 
Jacqueline Davis








28

pije whisky na czas i uczy jak kopać piłkę

zdradza Jacka Danielsa z Jimem Beamem

South - West Brentwood

mów mi: scu

multikonta: moore, booker, echo



Wysłany: 2019-04-15, 21:32   
  

  
Jacqueline Agnes Davis

  
I hang my coat up in the first bar


Jackie znalazła się w tłumie zupełnie przypadkowo. Po prostu przechodziła przez skwer, bo obierając taką drogę miała szansę na szybsze dotarcie do domu. Jak widać, nie tym razem. Szybko zorientowała się, że w tym wszystkim chodziło o protest przeciwko GMO w żywności i to nie dlatego, że prawie oberwała w głowę puszką kukurydzy. Głównie przyczyniły się do tego donośne okrzyki i hasła na transparentach, których nie dało się nie zauważyć. I nawet, jeśli Davis bardzo chciała, to nie mogła przejść obok tego obojętnie, bo zaraz ktoś dopadał do niej głosząc swoje racje.
Jackie nigdy nie przywiązywała większej uwagi do tego, co jadła. Może powinna, bo przecież w dużej mierze jej przeszłość była związana ze sportem, ale nigdy nie lubiła sobie niczego odmawiać.
Miała dwadzieścia osiem lat i wiedziała rzeczy. Wiedziała, że seks po Jacku Danielsie jest lepszy niż po haszyszu. Umiała wybrać dobrą patelnie. Już dawno nauczyła się, czym różniło się brutto od netto, ale dopiero jakiś czas temu pojęła, że w życiu liczyło się coś więcej, niż żeby się w tych tabelkach zgadzało. Zrozumiała, że wbrew tego, czego uczono, można myć zęby przez trzy minuty trzy razy dziennie. I żeby za nic w świecie nie całować się z dziewczyną z próchnicą. A dziury w zębie i tak nie można uniknąć, jeśli jest komuś pisana. Umiała przewlec sznurówki w butach na co najmniej sześć sposobów, znała tajemnice nieudanych związków i wiedziała, że przyjaciół można znaleźć w każdym wieku. Zrozumiała czym można zapłacić za zbytnią niefrasobliwość i brawurę, i dowiedziała się, że nadmierna ostrożność wcale nie była od nich lepsza. Trochę życia musnęła, ale nie wiedziała nic o zmodyfikowanej żywności.
Ktoś zaczepił ją, kiedy próbowała przepchnąć się przez grupkę rozkrzyczanych nastolatków, więc Jacks machinalnie spojrzała w odpowiednim kierunku. Bez problemu rozpoznała młodą kobietę, mimo jako takiej pamięci do twarzy nie miała. A jednak tą, której właścicielką była Reyes zapamiętała bardzo dobrze.
- Dzień dobry - odparła, przystając w miejscu. Nawet sięgnęła po ulotkę, żeby ciemnowłosa nie musiała sterczeć tak w wyciągniętą ręką. - Jak wam idzie? - zapytała i oczywiście miała na myśli protest. Reyes wyglądała na mądre dziewczę i na pewno zawzięcie walczyła przeciwko zmodyfikowanej żywności. Oczywiście w ten cywilizowany sposób, bez okładania przechodniów puszkami z ciecierzycom, czy innym jedzeniem, którym Jackie zajadała się wtedy, gdy nie miała czasu na gotowanie. Czyli zawsze.
_________________

ask me if i'm happy
I DON'T KNOW. IF IT IS A PLACE WE NEED TO GO? ASK ME IF I'M HAPPY, I DON'T CARE. MAYBE I'D BE HAPPY IF YOU DISAPPEAR.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 6