Poprzedni temat «» Następny temat
Blueberry Fields
Autor Wiadomość
Brentwood


Wysłany: 2017-07-26, 16:48   Blueberry Fields
  

  
Brentwood

  
your favourite place on earth


[Profil]
 
 
Skylar Quinn






Wysłany: 2018-03-17, 18:43   

/niecałe dwa tygodnie przed spotkaniem Camden w markecie/
Chłodne powietrze drażniło jej blade policzki rozgrzane od wstydu i stresu zwiazanego z koniecznościa zmierzenia się z osobami, które zraniła podczas dziewięciu miesięcy picia. Czyniła wszystko małymi kroczkami dojrzewajac do niektórych momentów, ale ten konkretny musiał nastać wcześniej niż inne. Nie zraniła cioteczki dosłownie. Nie widywała się z nia bardzo długo udajac, że ma wiele pracy, potem Louisa nie mogła, co Sky było bardzo na rękę i tak w kółko okłamywała jedna z osób, które kiedyś bardzo jej pomogły. Parę razy doszło do przypadkowego spotkania w sklepie, na ulicy lub jakimś parkingu, ale nie trwały one na tyle długo by starsza kobieta mogła coś zauważyć. Quinn dobrze wiedziała co robiła. Piła, ale nie tak samo jak kiedyś. Wtedy nie była świadoma, że mogła kontrolować swój stan na tyle by nikt z grona znajomych się nie domyślił. Dolewała whisky do kawy, potajemnie podbijała co nieco i ciagle dbała o to by się nie urżnać jak świnia, bo to już byłoby podejrzane (zwłaszcza, gdyby wydarzyło się paręnaście razy z rzędu). Tylko, że ona wyjechała z Londynu i trafiła tutaj, do miejsca dla siebie obcego, gdzie z tej złej strony znały ja tylko dwie osoby. Brat i ciocia. Tylko ich musiała unikać w Brentwood i mogłaby robić to dalej, ale gdy w końcu podjęła się próby trzeźwości to pora zmierzyć się z prawda i przyznać do błędów.
Weszła do budynku.
Panujaca na miejscu cisza była niemal przerażajaca, lecz zaraz do jej uszu dotarł śmiech dzieciaków z pokoi na górze, więc odetchnęła z ulga witajac się z mijanym woźnym, który kojarzył Sky z paru wizyt. Stwierdził nawet, że dawno jej tu nie widział na co odpowiedziała wymijajaco i ruszyła prosto pod gabinet Chambers.
Zapukała.
- Cześć ciociu. – przywitała się tuż po otwarciu drzwi, co oczywiście zrobiła po zgodzie z drugiej strony. Podeszła do pani dyrektor, która bez krępacji uściskała na powitanie. Bywały momenty, gdy nie chciała tego robić z powodu całej sytuacji z matka, ale w tej chwili musiała uczynić ten gest 'na wszelki wypadek'.. na wypadek, gdyby ciotka nie chciała jej widzieć po tym, co Sky zamierzała powiedzieć. Brat już odpuścił, więc tym bardziej bała się utraty kolejnej bliskiej osoby. – Wybacz, że tak bez zapowiedzi. – przeprosiła od razu, bo to był impuls, który musiała wykorzystać. Po prostu poczuła, że to był dobry moment na spotkanie z kobieta, która choć nie była jej matka to odegrała bardzo ważna rolę w życiu Quinn-alkoholiczki. – Jeżeli przeszkadzam to przyjdę później. – nie prawda. Mogła stchórzyć i udawać, że to nie było nic ważnego. – Chciałam z toba porozmawiać. – wyjaśniła swe intencje wciskajac dłonie do depresyjnego czarnego płaczka, który nijak pasował do radosnej istotki, jaka stała się po osiagnięciu sukcesu na trzeźwo. Nadal dochodziła do siebie po zespole odstawienia. Minęło zaledwie dwadzieścia pięć dni od ostatniego drinka, więc minie jeszcze trochę czasu zanim wróci do dawnej formy, ale przynajmniej była na dobrej drodze.
_________________

    by Sky z serii: Lesbijstwo w czasach kryzysu.
[Profil]
 
 
Louise Chambers


Wysłany: 2018-03-18, 15:32   

dzień po wpadnięciu na Calanthe

Ostatniej nocy prawie nie spała. Usilnie starała się zasnać, ale twarz Calanthe, która widziała poprzedniego wieczoru wywarła na niej tak silne wrażenie, że nawet jeżeli w końcu udało jej się zapaść w sen, to zaraz sięz niego przebudzała z uczuciem niepokoju zalegajacym na klatce piersiowej. Poddała się w końcu chwilępo świcie i zaczęła swój dzień,już przed szósta, od zimnego prysznica i mocnej kawy, a w pracy pojawiła się jeszcze na dwie godziny przed czasem, decydujac się na dołaczenie do wszystkich podczas śniadania - czuła, że potrzebuje „kopa energii” od innych ludzi, nim zabierze się za obowiazki, które miała wpisane na ten dzień w grafik.
Ślęczenie nad typowo prawniczym żargonem nie było najprzyjemniejsza rzecza po wyjatkowo nieprzyjemnej nocy, dlatego z ulga powitała pukanie do drzwi, jak rzadko kiedy gotowa wykorzystać każda wymówkę, by trochę odwlec pracę w czasie. Przerwa z pewnościa jej nie zaszkodzi.
- Sky. Cześć, kochanie. - Pomimo zaskoczenia w głosie, radośćna jej twarzy była absolutnie szczera, kiedy podnosiła się zza biurka, by przywitać się z siostrzenica. Równie zaskakujace, co niespodziewana wizyta, było tak ciepłe przywitanie, dlatego po uścisku położyła dłonie na ramionach dziewczyny i lekko je potarła w przyjacielskim geście. - Jak się czujesz? - Ot, typowy small talk.
Uśmiechnęła się jeszcze raz w końcu zabierajac ręce i robiac krok w tył, nie spuszczajac wzroku z twarzy Sky. Próbowała sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz się widziały, ale nie była w stanie nakreślić tego w czasie. Z pewnościaod tamtego czasu wielokrotnie o niej myślała i próbowała się skontaktować, ale często bez skutku - zrzucała to na nawał obowiazków, na którego brak sama nie narzekała, dlatego nigdy nie naciskała. Może dlatego ta niespodziewana wizyta uruchomiła w niej lekko zaniepokojona nutę - a może to tylko postemocja po poprzednim wieczorze. Omal nie potrzasnęła głowa, chcac wyrzucićwspomnienie kobiety z głowy i skupić się całkowicie na siostrzenicy.
- Nigdy nie przeszkadzasz, Sky - zapewniła ja natychmiast i nie było to tylko grzecznościowe kłamstwo. Wiele razem przeszły, często tylko przez niezwykły upór Louise, i było naprawdę niewiele przypadków, w których kobieta odmówiłaby uwagi swojej siostrzenicy.
Zaproponowała jej coś do picia, jednocześnie podchodzac do szafki, w której miała ukryty czajnik, ekspres do kawy i niemal zawsze jakieściasteczka; regularnie uzupełniany zapas dla wszelkich gości i niej samej, bo lubiła podjadać w czasie pracy.
- O czym chciałaś porozmawiać? - zapytała, a widzac, że Sky nie ruszyła się z miejsca, wskazała zapraszajacym gestem na kanapę, na której spędziła niejedna noc w swoim życiu. Czasem by być w pogotowiu, do któregoś z dzieciaków (bo chociaż cholera, wiedziała, że to dłużej nie jest jej rola, to nie mogła nic poradzić na to, że sięmartwiła i próbowała pomóc), zwykle jednak dlatego, że była na tyle żałosna, że bała siępowrotów do pustego domu.
Tutaj czuła się bezpieczniej, niż gdziekolwiek indziej.
[Profil]
 
 
Skylar Quinn






Wysłany: 2018-03-18, 17:16   

- Lepiej. – odpowiedziała zgodnie z prawda, ale zapewne niezrozumiale dla Louisy, bo to była zapowiedź czegoś, co miało miejsce wcześniej. Była chora? Miała wypadek? Ktoś ja zranił? Po wielu sytuacjach człowiek mógł poczuć się lepiej, lecz zanim to wyjaśni, musiała wiedzieć, że nie przeszkadzała i będa miały chwile dla siebie.
Poprosiła o herbatkę, bo i tak z nerwów podskoczyło jej ciśnienie, co przejawiało się na nerwowym stapaniu w miejscu i delikatnym bujaniu na boki, jakby miała poważny problem psychiczny. Przy okazji rozejrzała się na boki nie wykrywajac żadnych wielkich zmian odkad była tu po raz ostatni. Czasami wpadała do sierocińca, gdy odwiedzała w miasteczku brata i kiedyś nawet prowadziła dla dzieciaków zajęcia z samoobrony by miały swój czas tzw. wyrzucenia złości na cały świat. O tak, te dzieciaki miały się o co gniewać.
Zatrzymała spojrzenie na kobiecie tylko na chwilę zerkajac w stronę kanapy. Kiwnęła głowa na znak, że usiadzie, ale jeszcze nie teraz, bo po ponownym zatrzymaniu wzroku na plecach Louise, przygotowujacej teraz herbatę, musiała TO powiedzieć.
- Znowu piłam. – prosto z mostu i w czasie przeszłym. Niby to powinno przynieść ulgę, a jednak czuła się tak, jakby ktoś ja kopnał w brzuch. – Te wszystkie ostatnie miesiace.. – urwała patrzac na swoje buty. Nieznośne łzy napłynęły do oczu, co zdarzało się naprawdę rzadko, ale nie przy ciotce, na która teraz wstydziła się spojrzeć. – ..okłamywałam cię, bo wiedziałam, że jak tylko się spotkamy to coś zauważysz i mi to odbierzesz. – zwilżyła wargi koniuszkiem języka stukajac obcasem buta o podłogę. – Że będziesz zawiedzona, bo po tylu latach ciężkiej pracy znów się w to wpakowałam. – zrobiła krok w tył ku drzwiom przewidujac szybka ewakuację. – Zraniłam wiele osób, doprowadzałam do sytuacji, których okropnie się wstydzę i okłamywałam was. Ciebie i brata. Nic tego nie usprawiedliwia, dobrze o tym wiem, ale nie mogę dłużej kłamać. – nawet nie powinna, bo to źle wpłynęłoby na jej etap trzeźwości, chociaż z drugiej strony, może lepiej było to wszystko zostawić i gdzieś wyjechać? Nie zawracać nikomu głowy swa osoba i żyć dalej w odległej krainie o ile istniała Narnia dla alkoholików.
_________________

    by Sky z serii: Lesbijstwo w czasach kryzysu.
[Profil]
 
 
Louise Chambers


Wysłany: 2018-03-18, 19:55   

Faktycznie było nieszczególnie zrozumiałe bez kontekstu, ale była przekonana, że pociagna temat, jak już obydwie usiada, dlatego chwilowo odpuściła dopytywanie, skupiajac się na wstawieniu wody i przyszykowaniu kubków.
To, co zaraz usłyszała, było ostatnim, czego się spodziewała. Nie po tych tygodniach, miesiacach, latach walki, które Sky miała za soba. Po awanturach przez które obie przechodziły niezliczona ilość razy. Louise do dziś miała w głowie żywe wspomnienia walki - dosłownie, walki - o butelki alkoholu z dziewczyna, przytrzymywanie ja siła w miejscu, kiedy traciła nad soba panowanie i wszystkie gorzkie słowa, padajace zarówno z jednej, jak i drugiej strony.
O mało nie wypuściła kubka, który właśnie ściagała z wyższej półki, szok jednak szybko zamienił się w zupełnie inna emocję. Gorzki zawód podszedł jej do gardła i niemal trzasnęła naczyniem o blat, kiedy je odstawiała, jeszcze chwilę zwlekajac z odwróceniem się w stronę dziewczyny. Na Boga, była przekonana, że Sky jest silniejsza, niż nałóg i - przede wszystkim - rozsadniejsza. Louise doskonale wiedziała, że po tylu latach dziewczyna umie sobie z nim poradzić, że potrafi ocenić sytuację i ma szansę zareagować, kiedy robi się gorzej. Zwrócić się o pomoc, zanim będzie za późno.
Ufała jej, że to już zamknięty rozdział. Najwyraźniej się pomyliła i nie była pewna, czy w tej chwili bardziej jest zła na siebie, czy na dziewczynę, bo chociaż nie była za niaodpowiedzialna, chociaż ich relacja była trudna, zdystansowana i pełna niedopowiedzeń, to Louise nadal gdzieś głęboko w sobie miała poczucie, że powinna jakoś zapobiec temu stanowi rzeczy - i wtedy, kiedy po raz pierwszy usłyszała o tym, co dzieje się ze Sky, i teraz.
- Nie myliłaś się. - Gorzkie słowa wyrwały jej się, kiedy dziewczyna wspomniała o zawodzie, ale ostatecznie Louise ani myślała głaskać jej po główce w tej sytuacji. Uniknać awantury, tak. Słyszała ten strach, skruchęoraz wstyd w jej głosie i wierzyła, że sa szczere, więc Sky nie potrzebowała tyrady „co ty sobie myślałaś”. Już wiedziała, że i co zrobiła źle. Krzyków więc zamierzała jej oszczędzić, ale złości nie zamierzała ukrywać, bo nawet jeśli dziewczyna zdawała sobie sprawę z błędu, to nie mogła się uczyć, że z każdej sytuacji wyjdzie cało.
Uczyć się? Louise, na Boga, co ty wygadujesz? To już jest dorosła kobieta, która nie jest, ani nigdy nie była, twoim dzieckiem. Nie jesteś tutaj po to, żeby ja jeszcze wychowywać.
Nie wiedzieć czemu, krok w stronę drzwi zabolał Louise niemal fizycznie, bo czy Sky faktycznie szykowała się do ucieczki od niej? Czy naprawdę myślała, że zostanie zaatakowana albo wyrzucona za drzwi?
Milczała jeszcze dłuższa chwilępo tym, jak zapadła między nimi cisza. Przygladała się bez słowa niespokojnej dziewczynie, układajac w głowie szalejace emocje. Nie miała zamiaru działać pochopnie.
- Jak długo? - zapytała, w domyśle majac „jesteś trzeźwa”. Głos miała spokojny, chociaż było w nim o wiele mniej ciepła, nim jeszcze chwilę temu; trochę też przebijało się przez nie zmęczenie, które nagle odczuła na myśl o ponownej walce z tym samym. Woda się zagotowała. - Usiadź, proszę, nie będziemy rozmawiać w ten sposób przecież. - Zalała wrzatkiem oba kubki i przeniosła je na stolik kawowy, zaraz siadajac w ‚swoim’ fotelu i skupiajac wyczekujacy wzrok na Sky.
[Profil]
 
 
Skylar Quinn






Wysłany: 2018-03-18, 20:59   

Nie była żadna z tych osób. Ani silna ani rozsadna, o czym przypomniał jej pierwszy po ośmiu latach i dwudziestu trzech dniach kieliszek. To wystarczyło. To i chwila po wypiciu alkoholu, by w jednej sekundzie jej samoocena spadła a ona sama straciła wiarę we wszystko. Było głupia a ta choroba zachowywała się jak wirus. Wystarczył jeden malutki element by rozprzestrzenił się po całym organizmie i opanował umysł, nad którym brał kontrolę, niczym obcy w klasyce filmowej. Wszystko sprowadzało się do tego by nakłonić gospodarza do wypicia alkoholu będacego energia tego czegoś, co sprawiało, że czuła się ze soba okropnie, traciła znajomych, bliskich i ostatecznie staczała się na tyle by nie widzieć już dla siebie szansy. W takim momencie nie zostaje nic innego prócz picia. Obcy był sprytny, a ten w niej, należał do najprzebieglejszych istot, które kiedykolwiek spotkała. Ona nim była. Była Sky. Była obcym. Była alkoholiczka. Była tym wszystkim w swej posranej głowie, bo gdy myślała, że już miała nad czymś kontrolę to wszystko schrzaniła. Może faktycznie powinna zwiać do Narnii dla trzeźwych alkoholików.
Zamknęła oczy i wzięła głęboki wdech. Skłamałby, gdyby powiedziała, że nie tego się spodziewała. Była gotowa na wszystko. Na krzyki, złości i każde złe słowo, bo sobie zasłużyła. Wiedziała o tym bardzo dobrze. Już raz to przeżyła i straciła wszystko co mogła z ledwościa, po latach odzyskujac zaufanie brata. Teraz nie oczekiwała niczego innego. Brat jej już nie wybaczy, nie wspominajac o ludziach, których przez ten czas zawiodła. Nie była kotem. Nie spadała na cztery łapy. Zawsze kończyła poturbowana i była na to gotowa. Przyjmie na siebie wszystko, bo sobie zasłużyła. Jedyna osoba, do której mogła mieć żal była ona sama i tak zapewne pozostanie do końca życia, bo podobne rzeczy nie znikały z życiorysu. Były jak blizny, które zostawały na ciele. Szkoda tylko, że przy okazji krzywdziła też innych.
Bładziła wzrokiem po pomieszczeniu, dopiero teraz zauważajac nowe zdjęcie grupy dzieciaków, które raz po raz się zmieniały. Niektóre zostawały, ale pozostali znikali albo pojawiali się ci nowi. Niektórych nawet pamiętała.
- Dwadzieścia pięć dni i sześć godzin. – trzeźwi zawsze liczyli dokładnie. Nieumiejętność sprecyzowania wymiaru czasowego to przejaw kłamstwa, bo tylko ktoś, kto walczył, odliczał mijajace minuty.
Powoli podeszła do kanapy i usiadła po rozpięciu płaszcza, którego jednak nie zdejmowała. Nadal czuła na sobie zimno z zewnatrz, gdzie parę dzieciaków właśnie kierowało się w stronę głównym drzwi. Stad Chambers miała świetny widok na front budynku.
- Niczego nie oczekuje. Już dawno zaprzepaściłam wszystkie swoje szanse. – nie przyszła tutaj po nic konkretnego. Ani po dobre rady ani po głaskanie po główce. – Powoli, ale sobie radzę. Chodzę na meetingi, mam sponsora, który mnie pilnuje i nawet myślę o powrocie do walk na ringu albo przyjęcia lepszej pracy w serialu. Robię coś, praca pomaga nie myśleć i po prostu chcę wrócić do tego, co było. – zawsze o tym myślała, ale wirus, zwany również obcym, miał co do niej inne plany. Teraz, czystsza niż wcześniej od jego działań mogła zrealizować swoje nowe cele. – Przepraszam, że zawracam ci tym głowę. Po prostu powinnaś wiedzieć, bo zasłużyłaś na prawdę, więc odpowiem na wszystkie pytania albo po prostu porozmawiajmy o czymkolwiek innym, o ile masz ochotę. – powolutku do celu. O ile w ogóle miała jakieś szanse na powrót do rozmów, które kiedyś wspólnie prowadziły. Nawet na trzeźwo nie było łatwo, bo nieustannie widzac ciotkę myślała o swojej matce z ledwościa powstrzymujac się z pytaniem ‘co u niej’, ale posiadanie Lou w swoim życiu to zawsze coś. Nie była jej matka, ale należała do rodziny i to się liczyło.
_________________

    by Sky z serii: Lesbijstwo w czasach kryzysu.
[Profil]
 
 
Louise Chambers


Wysłany: 2018-03-19, 10:44   

Spojrzała przez ramię na kalendarz wiszacy obok biurka, by zobaczyć, co to był za dzień - kalendarz był wystarczajaco duży, by mogła to odczytać nawet z drugiego końca pokoju, nie wspominajac o tym, że jak na swój wiek szczyciła się naprawdę dobrym wzrokiem. Nie spodziewała się żadnej konkretnej daty, chciała ja zapamiętać dla samej siebie z nadzieja, że już sięnie zmieni. Jej wzrok przesunał się też po poprzednich miesiacach, kiedy bezskutecznie próbowała gdzieś tam umiejscowić ostatnia, dłuższa rozmowę z siostrzenica. Nawet ta w grudniu, kiedy zadzwoniła do niej w okresie światecznym sprawdzić, jak sięsprawy maja, była nietypowo krótka, na co wtedy zupełnie nie zwróciła uwagi; pewnie dlatego, że nowy ukochany jej córki wyjatkowo nieudolnie próbował jej siępodlizać, więc Louise bardziej skupiła sięna jego irytujacej obecności w jej domu, hałasie jaki robił i idiotycznych uwagach, jakie wygłaszał przy każdej okazji. A może to była tylko wymówka, która dla samej siebie próbowała właśnie wymyślić? Może ta rozmowa wcale nie była nietypowa - nie dla niej - i dlatego nie zaalarmowała jej w żaden sposób? Może nie znała Sky tak dobrze, jak by tego chciała? Ostatecznie rozmawiały nie tylko wtedy i nawet, kiedy dziewczyna nie odbierała odpisujac smsem po wielu godzinach albo nie odpowiadajac w ogóle, Louise nie przywiazała do tego faktu większej wagi.
Wysłuchała jej w ciszy, niezmiennie lustrujac jej twarz i - zupełnie jak kiedyś - szukajac oznak kłamstwa. Chciała wierzyć, że Sky na nowo z tym walczy, że próbuje się pozbierać i teraz przyszła tylko z tego powodu, jaki podała, ale kiedy alkohol pojawiał się na nowo? Och, Louise zdażyła sięnauczyć, że musi filtrować każde jej słowo, bo nie mogła wykluczyć w chwili obecnej tego, że to tylko półprawda, że jest tutaj jakieś drugie dno.
Widziała jednak jak Sky niezmiennie unika kontaktu wzrokowego, jak nerwowo się porusza podczas opowieści, a ton jej głosu zdawał się być całkowicie szczery. Kobieta nie miała pojęcia, czy powinna ja zrugać, bo przy przeprosinach miała ogromna ochotę ja po prostu przytulić i uspokoić, że nigdzie sięnie wybiera, że jest zainteresowana tym wszystkim i nie potrzebuje przeprosin za dzielenie się cała historia. Cóż, częścia historii. Zawsze miała miękkie serce.
Zamiast tak wylewnego gestu, zdecydowała się na coś subtelniejszego. Rozmowę. Przeciagnięcie tematu, by pokazać, że nadal się przejmuje. Jakby nie patrzeć, złość i zawód nadal czaiły się pod jej skóra.
- Co się stało, że do tego wróciłaś? I kiedy to było? - Uznała, że skoro zasługuje na prawdę, to może zaczać od tego, co niezmiennie siedziało gdzieś na krańcu świadomości. Chciała też znać historię, usłyszeć, co takiego wpłynęło na dziewczynę, że znowu zaczęła pić, chociaż, u diabła, bała się, że usłyszy, że to nie było nic takiego. Że to była typowa, niemożliwa do przewidzenia sytuacja; ot, możliwość, której Sky nie mogła się oprzeć. Której Louise nie mogłaby zaradzić też w przyszłości. Najwyraźniej matczyne odruchy brały górę nad racjonalnym spojrzeniem na sprawę, a troska mieszała się z zawodem.
[Profil]
 
 
Skylar Quinn






Wysłany: 2018-03-19, 15:16   

Chciała wierzyć, że nie kłamała. Po zerwaniu z Heinz podjęła się trzech prób wytrzeźwienia, ale każda kolejna była bardziej nieudolna od poprzedniej. Coś się w niej zadziało, coś pękło i rozbudziło obcego, który tak łatwo nie chciał odpuścić. Nawet po pogodzeniu się, że już nigdy nie odzyska byłej partnerki, piła dalej, bo wpadła w ten stan, kiedy już nie potrzebowała żadnego powodu. Po prostu musiała dostarczyć energii chorobie, która nia zawładnęła z czasem już nie potrzebujac żadnego argumentu. Tworzyła je tylko po to by usprawiedliwiać się przed innymi, o ile musiała, bo mieszkajac w Brentwood mogła pić i nikt nie zwracał na to większej uwagi. Tak, przeprowadzka z Londynu była bardzo wygodna.
- To było głupie. – przyznała od razu na pytanie o powód, który zostawiła na później. – Dziewięć, może już dziesięć miesięcy temu. – nie pamiętała dokładnie. To nie było coś, co człowiek chciałby zapisać w kalendarzu, ale druga opcja była bardziej prawdopodobna zważajac na prawie miesięczna trzeźwość. – Jeszcze wtedy byłam z Heinz. – Chambers na pewno miała okazję poznać wspominana kobietę, z która Skylar dzieliła życie prawie dwa lata. Pasowały do siebie. Na jakimś poziomie wszystko było w porzadku i niczego nie brakowało ich zwiazkowi. Quinn była nawet gotowa zrezygnować z walk na ringu, bo partnerka obawiała się o jej życie, co okazała dopiero po walce z Celest ‘krwawe ręce’ Montiera. To było coś, co przerażało każdego i nawet ciotka zganiła Skylar leżaca w szpitalu za to, że podjęła się takiej walki. Wygladało to tragicznie. Brutalnie i okropnie. – Zaczęło się niewinnie. Heinz jedynie zasugerowała, że mogłabym wypić kieliszek wina, on mi przecież nie zaszkodzi, a ona w końcu nie będzie pić sama. – nie chciała nikogo obwiniać, dlatego wszystko usprawiedliwiła kolejnymi słowami. – Chyba po prostu widziała we mnie tę siłę, o której wspomniałaś i pomyślała, że mogę to zrobić i się nie przejać. – niestety stało się inaczej. – Z czasem tych kieliszków było coraz więcej, pojawiał się inny alkohol, aż w końcu całkowicie straciłam kontrolę. – niby niewinna rzecz a pograżyła ja do końca. – Byłam strasznie głupia. Z poczatku się nie zgodziłam, ale.. Za każdym razem, gdy mówię o tym na głos nie wierzę, że zrobiłam coś tak idiotycznego. - przecież miała własny rozum i potrafiła podejmować decyzję za siebie, a jednak bywały momenty, gdy człowiek pozwalał robić to komuś innemu. W tej kwestii nie powinna. Kto opłaci rachunki, owszem, ale nie w temacie picia. – To dlatego ze mna zerwała. – wcześniej napomknęła ciotce, że już nie jest z Heinz, ale nie chciała podawać powodów. Różnie bywało i ludzie nawet po wielu latach ze soba zrywali. Wystarczyło spojrzeć na statystyki rozwodowe. – Pod koniec zwiazku stałam się dla niej okropna. Zreszta, sama wiesz jaka potrafię być kiedy piję. – z niesmakiem w końcu spojrzała na kobietę, której wzroku unikała, jedynie co najwyżej rzucajac krótkie spojrzenia w jej kierunku. – Przeprowadziłam się do Brentwood, bo było mi wstyd spotykajac ludzi z Londynu. Zaprzepaściłam ponad osiem lat trzeźwości.. to nie jest powód do dumy, wręcz przez tę myśl pograżałam się jeszcze bardziej. – było wiele różnych myśli. Obcy dobrze wiedział, co motywowało Sky do picia a czasem nawet wystarczyła prosta komenda ‘napij się’ (bez powodu). – Już nie zmienię przeszłości. Mogę jedynie żałować wszystkiego, co nabroiłam i żyć z tym dalej. – z każdym błędem, jaki popełniła i krzywda, która wyrzadziła niektórym. – Ciociu, myślisz, że można po raz drugi zaczać od nowa? – już raz to przerabiała, ale nie była pewna, czy miała szanse oraz możliwości na powtórkę z rozrywki. Nie oczekiwała mrzonek. Liczyła na szczera odpowiedź w duchu spodziewajac się usłyszeć zaprzeczenie. Wiedziała, że nigdy nie będzie miała czystej karty i nie oto chodziło w jej pytaniu. Była po prostu ciekawa, czy mogłaby żyć, jak wcześniej z nowymi błędami, które ostatnio popełniła.
_________________

    by Sky z serii: Lesbijstwo w czasach kryzysu.
[Profil]
 
 
Louise Chambers


Wysłany: 2018-03-20, 17:12   

Dziewięć, dziesięć miesięcy. Szmat czasu. Jak dobra stała się w kłamstwie i ukrywaniu się z piciem, jeżeli nikt nie zareagował, jeżeli nikt z tym nic nie zrobił? Ścierpła jej skóra na myśl, że co, gdyby się spotykały regularnie w tym czasie, a ona niczego by nie zauważyła?
- Heinz zrobiła co?
To był ten ton, który do tej pory trzymała w ryzach - złość i niedowierzanie, które do tej pory jedynie czaiły się gdzieśw tle, niemal po mistrzowsku powstrzymywane przez Louise, teraz wylały się z cała noca w te parę słów. Nie była pewna, czy w tym momencie jest bardziej wściekła na tak idiotycznasugestię ze strony byłej partnerki swojej siostrzenicy, czy na sama siostrzenicę, która po tylu latach walki z alkoholizmem nie powinna być tak bezdennie głupia.
Mi też jest ciężko uwierzyć, że to zrobiłaś, niemal cisnęło jej sięna usta, ale miała za dużo doświadczenia w pracy z innymi ludźmi, którzy nieraz polegali na jej ocenie sytuacji, by pozwolić sobie na tak dziecinnauwagę w tej chwili. Sky sama zaznaczyła, że niczego nie oczekuje i nie potrzebuje, z pewnościa więc ubliżanie jej nie było rozwiazaniem; cała gama negatywnych uczuć jednak pojawiła się na twarzy Louise, zaczynajac od gorzkiego rozczarowania, a na złości kończac.
Z Heinz zetknęła się raptem parę razy w życiu, ale te krótkie spotkania wystarczyły, by zdażyła uznaćjaza rozsadna, sensowna osobę (cóż, najwyraźniej mocno się pomyliła); widziała, jak dobrze współgrały razem ze Sky i swego czasu uważała je za naprawdę fajny zwiazek. Pamiętała też szok, kiedy Skylar wspomniała o rozstaniu, ale jej ton wystarczył, by Louise nie wnikała w szczegóły. Zreszta, siostrzenica i tak stosunkowo szybko się rozłaczyła
Przez myśl ponownie przemknęły jej agresywne zachowania siostrzenicy, jakie się u niej pojawiały po alkoholu. Mogła sobie tylko wyobrazić jak to wygladało tym razem, między nimi. Wstyd jej się zrobiło na gorzka myśl, że Heinz sama się o to prosiła. Wiedziała, jak niepoprawne jest podobne myślenie, ale to był zwyczajny, ludzki odruch, jakiego nie mogła powstrzymać: niezwykle personalnie odebrała opisana przez Sky sytuację, bo chociaż to mogła być naciagania prawda i mogło być przecież zupełnie inaczej - ot, sama Sky mogła wyjść z tym pomysłem, a teraz poniekad wybielać się była partnerka, z która przecież Louise nie będzie weryfikować wydarzeń - to bardzo chciała uwierzyć w to, co właśnie usłyszała. Potrzebowała wiedzieć, że dziewczyna potrzebowała tego pchnięcia do picia, że to nie była ‚tylko’ ona.
Nie odpowiedziała od razu, po raz pierwszy odrywajac wzrok od twarzy Skylar i przenoszac go na okno, za którym ciagle ktoś przechodził. Śledziła wzrokiem sylwetki swoich podopiecznych, czy przypadkowych przechodniów, zwlekajac, bo wciaż żywe w niej emocje domagały się jakiejś ostrej, nieprzyjemnej uwagi i natychmiast zganiła się za podobne myśli; nie to było teraz potrzebne. Poużywa sobie zapewne później, w rozmowie z przyjaciółka, teraz powinna się trzymać w ryzach. Poza rozczarowaniem domagajacym się uwagi, słowa Skylar poruszyły jeszcze jedna nutę w Louise i sprawiły, że jej myśli mimowolnie wróciły - po raz kolejny - do poprzedniego wieczoru i dawnej ukochanej proszacej o druga szansę. Czy takie faktycznie istniały? Czy możliwe było zbudowanie czegoś nowego, solidnego na gruzach z tego, co było niegdyś w tym miejscu?
- Myślę, że można zaczynać wiele razy - zaczęła powoli, z namysłem i ponownie spojrzała na siostrzenicę - ale to od ciebie zależy, jak to będzie wygladało.
To nie była jednoznaczna odpowiedź i można ja było odczytać w bardzo gorzki sposób, szczególnie w połaczeniu z jej niezmiennie chłodnym tonem. Ale była też najszczersza, na jaka Louise potrafiła się zdobyć, majac w głowie tak żywy obraz dawnej, ukochanej twarzy. Czy to w ogóle była szczera odpowiedź? Czy po tylu złamaniach można coś jeszcze osiagnać?
- To nigdy nie jest łatwe. Ale tobie już raz udało się stanać na nogi. - Nie było tutaj żadnej motywujaco-optymistycznej uwagi „i wierzę, że uda ci się znowu”. Nie mogła tego wiedzieć, nie mogła w to całkowicie uwierzyć w tej chwili. Ale jej ton odrobinę zmiękł, a dłoń na parę sekund zacisnęła się na przegubie Skylar w pocieszajacym, wspierajacym geście.
[Profil]
 
 
Skylar Quinn






Wysłany: 2018-03-20, 20:46   

Od zawsze myślała, że nie zasługuje na nic dobrego, przynajmniej w relacjach międzyludzkich. Matka swym odejściem jedynie utwierdziła w przekonaniu dziewięcioletnie dziecko, że było niechciane i niepotrzebne. Do tej pory pamiętała noc ‘zniknięcia’ rodzicielki, która przed odejściem (chociaż wtedy mała Sky uznała, że mamusia jedzie na wycieczkę) poszła do pokoju Thomasa. Nie powinna podsłuchiwać, pani Quinn zawsze ja przed tym przestrzegała, ale wtedy nie mogła się powstrzymać. Była ciekawskim bachorem dopiero po latach rozumiejacym, że matka pożegnała się z synem. Nie z nimi obojga, ale tylko z nim. Ona nie była jej potrzebna. Może nawet nie odeszłaby gdyby Sky nie było.. gdyby miała tylko syna, którego tak bardzo kochała. Nigdy tego nie rozumiała tłumaczac na swój własny sposób, którego nikt nie skorygował. Nic dziwnego skoro o tym nie wspominała, bo najwyraźniej w świecie bała się, że teoria będzie słuszna. Niestety nawet niepotwierdzona, rodziła w niej niepokój w chwilach, gdy była na etapie bliższych relacji z kimś znaczacym. Lubiła być w zwiazku, lubiła ten stan i poziom zaangażowania, ale w końcu nastawała chwila, gdy przypominała sobie odejście matki i nie chciała znów być porzucona. To ona porzucała, bo była zła, agresywna, niekompletna i ‘była alkoholiczka’. Podświadomie mogła też to robić z Heinz, bo naprawdę chciała wierzyć, że pomiędzy słowami byłej partnerki a wypitym kieliszkiem wina zadziało się coś poważniejszego niż tylko ‘głupia decyzja’. Musiało być coś więcej, co odkrywała dopiero teraz powoli otwierajac się na meetingach. Jeszcze trochę jej to zajmie, bo na razie skupiła się na ostatnich wydarzeniach, przez które prawie kogoś fizycznie zraniła.
- Im częściej tym człowiek jest bardziej damaged. – zauważyła słusznie, ale jak wspomniała, czasu już nie cofnie i po prostu musi żyć z tym wszystkim, co zrobiła sobie oraz innym (przede wszystkim innym). – Nie wszystko zależy tylko ode mnie. Nie chodzi o trzeźwość, bo ona faktycznie jest tylko w moich rękach, ale cała resztę, która nie będzie wygladać tak jakbym tego chciała. – na przykład relacje z ludźmi. Nie ważne jak bardzo by się starała. Wiedziała, że niektóre sprawy były już przegrane albo po prostu nie widziała dla nich nadziei. Nie teraz, gdy była na etapie mentalnego przyjmowania ciosów.
- Myślałam, że tamten etap mam już za soba. – to całe wstawanie za nogi, walkę, uporanie się z poczuciem winy, z tym wszystkim co zrobiła, gdy była pijana w sztok.. widać, niektóre rzeczy lubiły wracać nawet po wielu latach (ksz ksz Calanthe). - Thomas już mi nie wybaczy. – to nie była teoria a stwierdzenie na podstawie prawdziwych słów brata, z którym rozmawiała. – Nie dziwię mu się, dlatego cokolwiek chcesz powiedzieć to zrób to. Lepiej teraz, bo wiesz, jaka była na ringu. Im więcej przyjmowałam ciosów na poczatku tym trudniej było ze mna wygrać w późniejszych rundach. – zależało od ciosów, bo te które odbierały jej przytomność nie były zwycięskie, ale jednak. – Dlatego muszę to usłyszeć. – cokolwiek ukrywało się za zaciśniętymi wargami pani Chambers.
_________________

    by Sky z serii: Lesbijstwo w czasach kryzysu.
[Profil]
 
 
Louise Chambers


Wysłany: 2018-03-24, 10:15   

Nie zamierzała zaprzeczać, bo Skylar miała rację. Nie często zdarzali się ludzie, którzy raz sparzeni byli gotowi nadstawiać się po raz kolejny i brat dziewczyny był tego najlepszym przykładem.
- Co konkretnie stało się między wami? - Czuła, że gotowość Thomasa na całkowite skreślenie siostry nie brała się tylko z rozczarowania jej sięgnięciem po alkohol, musiało się pod tym kryć coś więcej. Musiała mu zrobić coś, na co nie miał siły po raz drugi. Cóż, sama mogła się domyślać, co to było, Sky dała w kość im wszystkim swego czasu, na (nie?)szczęście Louise potrafiła szukać w innych dobrego i prawie nigdy nie spieszyła się z całkowitym skreśleniem kogoś. Nie robiła tego ani ze zdemoralizowanymi dzieciakami, które nie jeden raz odpowiadały za jej nieprzespana noc (czasem nerwy, czasem telefony od policji o drugiej w nocy, czasem czekanie, aż wróca) i absolutnie nie chciała tego robić ze swoja siostrzenica, za która czuła się równie odpowiedzialna, co za swoich podopiecznych.
Spaliła w swoim życiu wystarczajaco dużo mostów zbyt pochopnie, by teraz czynić to znacznie rozważniej.
- Co mam ci powiedzieć, dziecko? - Miała teraz ton typowy dla rozczarowanych, zmęczonych i zniecierpliwionych rodziców, którzy traca pomysły na to, jak rozmawiać ze swoim dzieckiem. Nie korzystała z niego za często. - Tu nie chodzi o kopanie leżacego, Sky, chociaż Bóg mi świadkiem, że część mnie nadal ma ochotę toba potrzasnać albo wsadzić twoja głowę do lodowatej wody, żeby cię otrzeźwić. Metaforycznie - uściśliła, machajac ręka.
Lodowate prysznice też dawno przerabiały.
- Nie wiem, jak mam ci zaufać po tym, jak ukrywałaś to wszystko przez ostatnie miesiace - podjęła, szybko odpędzajac wspomnienie. - Bo patrzenie na ciebie próbujaca się odbić od dna jest niemal fizycznie bolesne, dzieciaku, więc albo możesz teraz wyjść i więcej się nie pokazywać... - Zawiesiła głos, próbujac ubrać w słowa swój warunek, tak, żeby nie brzmiał tak obrzydliwie, jak mógł. - Albo będziesz mi się meldować. Codziennie telefonicznie i przynajmniej dwa razy w tygodniu fizycznie. Żadnego zrzucania moich telefonów i unikania spotkań. Chcę wierzyć, że pracujesz nad tym i więcej nie wrócisz do picia, ale nie potrafię.
Cała szczerość, jaka teraz w sobie miała. Wiedziała, że kontrolowanie siostrzenicy to nie rozwiazanie, szczególnie tak stosunkowo sporadyczne, że to mogło jej nie powstrzymać, ale bardziej potrzebowała tego dla siebie i własnego spokoju. Wiedziała też, że Skylar może kazać jej spadać na drzewo i nie przystać na te, badź co badź, kontrowersyjne warunki, mimo tego jednak nie oderwała stanowczego spojrzenia od twarzy dziewczyny, czekajac na jej decyzję.
- Nie chcę cię stracić, Sky, ale w innym przypadku nie będę miała siły na zamartwianie się i strach, co się u ciebie dzieje.
Może nie postawiłaby tego warunku, gdyby wiedziała, jak dziewczyna czuje się względem innych i świata, gdyby wiedziała o przekonaniu siostrzenicy, że ta nie zasługuje na nic dobrego. Może inaczej ubrałaby to w słowa, nie rzucajac tego szorstkiego "więcej się nie pokazywać", szczególnie, że wiedziała, że nawet gdyby tamta faktycznie się odwróciła i odeszła, to w razie potrzeby Louise byłaby jedna z pierwszych ruszajacych na ratunek. O niczym z tego jednak nie miała pojęcia, widziała tylko tę gamę emocji, które pojawiły się między nimi teraz i to przede wszystkim nimi się kierowała. Pełna nadziei, że właśnie szorstkie słowa sprawia, że Sky zgodzi się na meldowanie.
[Profil]
 
 
Skylar Quinn






Wysłany: 2018-03-24, 17:43   

- Dowiedział się, że pije. Nie ode mnie. – a to były dwie złe informacje w jednej. Samo to, że ponownie sięgnęła po alkohol było wystarczajaco okropne, lecz gdy te słowa padły z ust kogoś innego i okazały się prawda, mimo parokrotnych spotkań Quinnów podczas których Tom niczego nie zauważył, to wszystko nabrało o wiele gorszego wydźwięku. – Przez to się pokłóciliśmy i.. nie, nie zrobiłam mu krzywdy. Powiedzieliśmy sobie wiele złych rzeczy i to wystarczyło. Miał już dość. – brat był ostatnia osoba, która by tknęła, bo nawet nie robiła tego w samoobronie przed nim samym. Zdawała sobie sprawę, że oboje z Thomasem mieli problemy z agresja, lecz ona wydawała się to mieć w genach a on po prostu rozładowywał to, co zostało w nim po dziadku. Staruszek nigdy nie miał szans podnieść ręki na grubiutka dziewczynę, która bez problemu powaliłaby na ziemię, dlatego swój gniew wyładowywał na młodszym i chuderlawym Quinnie. Wszystko zataczało swój krag, bo Thomas, gdy w końcu trochę podrósł, wyładowywał się na niej. Na kimś musiał, a Sky mu na to pozwalała (bo przecież umiała się obronić; wcześniej i tym bardziej teraz). Tylko, że to on był dobrym dzieckiem, z którym to matka się pożegnała. Nie zasługiwał na to by dziadek go bił, dlatego dała mu ujście by nie znalazł go w niczym ani nikim innym, by poza domem był dobrym dzieciakiem.
- To jest nas dwie, a raczej znacznie więcej. – ona też nie potrafiła w pełni sobie zaufać. Przez ostatnie dni wręcz chodziła po ścianach starajac się nie sięgnać po nic mocnego. W pracy jakoś udawało jej się o tym nie myśleć, ale w domu.. tam zawsze było źle, dlatego potrzebowała sponsora, który u niej pomieszkiwał i pilnował na każdym kroku.
Zacisnęła dłoń na czarnym płaszczu, bo wciaż miała w sobie obcego. Jego osłabienie brakiem alkoholu sprzyjało trzeźwości, lecz nie zawsze powstrzymywało przed reakcjami obronnymi na słowa typu ‘melduj się’, ‘będę cię pilnować’, ‘już nigdy nie tkniesz alkoholu’ albo ‘wyjdź, nie wracaj i najlepiej się zachlaj’. Wiedziała, że nie to ciotka miała na myśli. Nigdy nie pchałaby jej z powrotem w stronę alkoholu, ale w głowie Quinn robiło się wiele nieprawdziwych słów, przekręconych lub przeinaczonych na rzecz tego by w końcu wróciła do nałogu.
Minęło tylko dwadzieścia pięć dni. Nadal za mało by nie słyszeć w głowie obcego głosu.
- Dobrze. – odezwała się koniuszkiem języka zwilżajac wargi. – Będę się meldować. – z całych sił chciała się o to wykłócać, ale to nie byłaby ona. Myślac rozsadnie to było dobre wyjście. Im więcej osób miało ja na oku tym lepiej. Przynajmniej na poczatkowym etapie, na którym się właśnie znajdowała. – Dziękuję. – odparła szczerze uprzednio kierujac spojrzenie prosto w oczy starszej kobiety. – Właściwie, to mam jedna prośbę. –nie przyszła z nia od razu. Przypomniała sobie o tym, jak wcześniej spojrzała na zdjęcie podopiecznych z sierocińca. – Mogłabym znów prowadzić tu zajęcia? Nieodpłatnie raz w tygodniu? – robiłaby to charytatywnie, jak wcześniej i przy okazji w ten sposób fizycznie meldowałaby się przed ciotka. To mógłby być dobry układ, o ile Chambers zgodzi się na niego pójść. Wolała planować to niż wspominać ludzi, których zraniła przez ostatnie dziewięć miesięcy. Bała się też, że Louise zechce dowiedzieć się, jak doszło do momentu, w którym Sky zdecydowała się na trzeźwość, a to nie była najlepsza historyjka. – Ciociu? Wszystko w porzadku? Wygladasz na trochę rozkojarzona i zmęczona. – zauważyła to nieco wcześniej, tuż po wejściu do gabinetu, ale wtedy skupiła się na tym by nie stchórzyć i powiedzieć wszystko to, z czym przyszła do kobiety. Teraz mogła się odwdzięczyć i ja wysłuchać, chociaż w takiej sytuacji miała wrażenie, że nie zasługiwała na namiastkę zwyczajnej rozmowy przy herbacie, której łyk upiła i objęła kubek w obie dłonie.
_________________

    by Sky z serii: Lesbijstwo w czasach kryzysu.
[Profil]
 
 
Louise Chambers


Wysłany: 2018-03-24, 23:01   

Nieświadomie zaciskała dłoń na kubku, czekajac na decyzję dziewczyny, co zauważyła dopiero, kiedy zalany ulga mózg rozluźnił jej napięte mięśnie. Wiedziała, że to będzie długi proces budowy relacji oraz zaufania, mimo tego jednak zdusiła w sobie złośliwy głos przekonany, że to zaufanie nigdy między nimi nie powstanie. Nie w stu procentach, nie tak, jak powinno w normalnej sytuacji.
Uniosła brwi w uprzejmym zainteresowaniu, by zachęcić dziewczynę do kontynuowania tematu, nie dajac sobie wejść w setki nieszczególnie pozytywnych rozważań na temat tego, czego prośba może dotyczyć. Starajac się nie dochodzić do pochopnego wniosku, że jednak Skylar przyszła z półprawda, że nadal pije, ale potrzebuje czegoś do wsparcia swojego nałogu i tylko dlatego tu teraz jest.
Och, jak zamierzała spokojnie budować zaufanie, skoro już teraz była pełna watpliwości? Gorzka myśl, nieszczególnie nastrajajaca optymistycznie, ale niezwykle prawdziwa. Przecież Louise, jak nikt inny, doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że może dawać innym drugaszansę, ale negatywne emocje zawsze będa ja paliły gdzieś głęboko pod skóra. Że relacja, która powstanie nie będzie tym, czego normalnie człowiek potrzebuje i bez względu na to, co się stanie, nie będzie nigdy miała poczucia, że może na kimś polegać. To wszystko jednak nie było kwestia samej dziewczyny i tego, co zrobiła, badź nie - to było skrócone podsumowanie każdego jednego zwiazku w życiu Louise i kobieta sama musiała się z tym jakoś uporać.
Albo dalej łykać swoje tabletki i dzięki nim trzymać się na powierzchni.
Powtórzyła sobie, że nie o to tu chodzi. Że teraz skupiaja się na Sky i wyciagnięciu jej z nałogu. Może dojda do czegoś solidnego, jeśli siostrzenica od niej nie ucieknie; potrafiła wyobrazić sobie dziewczynę gdzieś między jej dziećmi przy światecznym stole, czy zostawianie jej pod opieka kota w przypadku jakichś wyjazdów. Różne ciepłe sytuacje, których dziewczynie tak bardzo musiało ostatnimi czasy brakować.
- To jest... naprawdę dobry pomysł - przyznała szybko, w myślach już przechodzac przez listę dzieciaków mieszkajacych w tym budynku i myślac, że to mogłoby im się naprawdę przydać. Po wszystkich poprzednich zajęciach prowadzonych przez Sky w sierocińcu, otrzymywała od ludzi pozytywny feedback. No i miałaby bliżej dziewczynę, co z pewnościa uspokoiłoby jej paranoję. Brzmiało też lepiej od częstych, wymuszonych wypadów na kawę. - Powiedz mi tylko, który dzień ci najbardziej odpowiada i coś zorganizujemy.
Odstawiła pusty kubek na stolik i złapała za jedno z ciasteczek, których do tej pory - pochłonięta rozmowa - nie ruszyła. Odchyliła się w fotelu, jednocześnie spogladajac na kalendarz, gdzie niebieskim pisakiem miała zaznaczone regularne wydarzenia, w których dzieciaki uczestniczyły. Każdy dzień był zamazany, ale nadal miała podopiecznych pozbawionych dodatkowych zajęć, czy szczególnych zainteresowań, to mogło im pomóc.
Poprawiła zegarek na nadgarstku, zastanawiajac się mimowolnie, czy Skylar wytrwa w swoim postanowieniu trzeźwości i czy tak szybko po odejściu od nałogu można na niej polegać. Czy zawalenie się praca na pewno było rozwiazaniem w odpowiedzi na to, z czym się mierzyła?
- Tak, wszystko w porzadku - Uśmiechnęła się ponownie, wracajac wzrokiem do siostrzenicy. - Wpadłam wczoraj na stara znajoma, stad rozkojarzenie. Teraz ciagle wracam myślami do miłych czasów, kiedy twoi kuzyni wchodzili mi na głowę domagaja się bajek, a nie zaczęli studiować w innym kraju.
[Profil]
 
 
Skylar Quinn






Wysłany: 2018-03-25, 12:53   

- Możemy później ustalić szczegóły? – zapytała aktualnie niepewna, który dzień byłby dla niej odpowiedni. – Nadal czekam na grafik jednej z produkcji i wtedy będę wiedziała kiedy mam wolne. – a było go niewiele, bo starała się jak mogła by wypełnić sobie czas praca. Szkoliła aktorów do poszczególnych sekwencji walk, dublowała ich w ryzykownych scenach i nawet czasami grała złego drania (pania zła draniowa), która umierała po jednej z walk z głównym bohaterem, ale ktoś musiał, prawda? Bez tych osób film by się nie odbył, dlatego brała co mogła i wpisywała do kalendarza byleby tylko nie mieć zbyt wiele czasu wolnego. Musiała coś robić by nie myśleć, chociaż na razie nie podejmowała się prac, przy których czułaby większa presję niż dotychczas, z czasem poważnie rozważajac casting do jednej z ról w jakiejś produkcji. Żadna z niej aktorka, ale zawsze mogła spróbować. Ale to później. Jak nieco bardziej, a raczej bardziej, dojdzie do siebie.
Uśmiechnęła się trochę niemrawo na wspomnienie kuzynostwa. W duchu ciagle im zazdrościła, chociaż tak na dobra sprawę poznała ciotkę i ich samych bardzo późno. Mimo to, jak już była trzeźwa, widzac ich razem czuła w środku małe ukłucie. Ten potwór, zwany również Skylar Quinn, potrzebował ciepła.
- Wracasz do tych czasów, bo znajoma ci o nich przypomniała, czy wolisz myśleć o tym zamiast o niej? – ‘stara znajoma’ nie oznaczała niczego poważnego ani znaczacego, ale mogła przez chwilę być w domu, gdy kuzyni Sky faktycznie włazili na głowę swej matki albo.. właśnie, albo co? – Wybacz, to nie moja sprawa. – wiedziała, że nie, ale słowa same cisnęły się na usta, bo ile to razy widzac dawne twarze starała się myśleć o czymś zupełnie innym niż o ludziach, których zawiodła? Znali ja, gdy była trzeźwa, wiedzieli ile poświęciła, była wobec wszystkich szczera otwarcie mówiac o swych alkoholizmie, dlatego spojrzenie na nich, po tym jak straciła lata walki sama soba, było trudne na tyle by odpływać myślami gdzie indziej; by nie zastanawiać się, ile straciła, chociaż tak na dobra sprawę myślała o tym w każdej wolnej chwili.
- Swoja droga, co u kuzynostwa? Jak sobie radza? – to był temat, który mogła poruszyć przy herbatce nawet po trudnym dla siebie wyznaniu. Cóż, ta konkretna prawda zawsze będzie ja bolała i musiała przywyknać do tego stanu by móc żyć z nim w otoczeniu czegoś, co mogło być dobre. Nie mogła przegapić niczego, nawet jeśli w środku czuła się jak kupa.
_________________

    by Sky z serii: Lesbijstwo w czasach kryzysu.
[Profil]
 
 
Louise Chambers


Wysłany: 2018-03-25, 22:37   

Skinęła krótko głowa na znak, że nie ma problemu, z jej strony to, czy ustala to jak najszybciej, czy dopiero za dwa tygodnie nie miało szczególnego znaczenia, bo chociaż na wiosnępojawiały się wokoło nowe zajęcia i możliwości, to zawsze były też osoby, które żadnych planów nie miały.
Spojrzała z namysłem na Skylar, bo pytanie było nader trafne. Czasem zapominała jak bystra była jej siostrzenica i że potrafiła bez problemu wyłapywać drugie dno czajace się w rozmowie. Faktem było, że ani za bardzo do tamtych czasów nie lubiła wracać, anie tym bardziej o Calanthe nie chciała myśleć, ale niczego z tego Sky nie musiała wiedzieć. Louise była pierwsza do dzielenia się dawnymi, zabawnymi i ciepłymi wspomnieniami, ostatnia za to do dzielenia się tym, co z tymi wszystkimi wspomnieniami się wiazało. Ostatecznie mało kto wiedział, co między nia a Edwardem zaszło i że formalnie wciaż była mężatka, a co dopiero mówić o mniej powierzchownych przeżyciach.
Musiała milczeć za długo, skoro Sky sama się zreflektowała, więc jedynie poruszyła się w fotelu, ostatecznie nie prostujac jej słów. Faktycznie nie miała zamiaru się dzielić się szczegółami i swoim bólem; z cała pewnościanie po rozmowie, która właśnie odbyły.
Pochyliła się po kolejne ciastko, bez problemu dajac sięwciagnać w normalna, banalna rozmowę. Sky najwyraźniej tego potrzebowała odkad brat się od niej odwrócił. Normalności.
- Młoda mówi, że wszystko jest w jak najlepszym porzadku, ale powtarzałaby mi to, nawet gdyby dom za nia płonał, więc zawsze podchodzę sceptycznie do tych zapewnień, ale parę dni temu wysłała mi nagranie, gdzie jej córa zaczyna chodzić. - Zakończyła zdanie bez dodawania "więc nie może być aż tak źle". - A młody niezmiennie jeździ po świecie i nie jestem pewna, czy szuka guza, czy sensu życia i pewnie nie chcę wiedzieć. Niedawno dostałam od niego pocztówkę z Nowej Gwinei, w której dużo razy używał liczby mnogiej, jak wspominał o dalszych planach, więc możliwe, że kogoś sobie znalazł.
To zawsze był jej słaby punkt w dyskusji. Córka, która łaczyła swoja karierę naukowa z życiem rodzinnym w naprawdę godny podziwu i zazdrości sposób oraz syn, któremu ani do rodziny, ani do studiów się nie spieszyło, ale za to zaradności miał tyle, co siostra i w niejednej, naprawdę dziwnej sytuacji potrafił sobie poradzić bez problemu. A przynajmniej to jej powtarzał w opowieściach i Louise ochoczo w to wierzyła, chociaż nie watpiła, że istniało też wiele nieocenzurowanych, o wiele zabawniejszych historii, niż te, które ona dostawała.
- W przyszłym miesiacu maja oboje przyjechać na obiad, by z opóźnieniem świętować moja starość, będzie mi bardzo miło, jak się do nas przyłaczysz. - Uśmiechnęła się ciepło do Skylar, opierajac brodę na dłoni, nie dajac po sobie poznać, że wahała się dłuższa chwilę z ta propozycja. Kochała siostrzenicę i chciała ja w tym rodzinnym gronie, ale... cóż, widziała ja już raz trzeźwiejaca. To było wiele lat temu, ale zdarzyło się wiele rzeczy, które sprawiły, że teraz w Louise coś zaprotestowało na myśl o Sky w jednym pomieszczeniu z jej mała, krucha wnuczka.
Poczuła się ze soba wstrętnie.
- Kogo ty masz teraz w życiu? - zapytała ostrożnie, wiedzac, że może tym pytaniem rozdrapać cośnieprzyjemnego, ale po ostatnich miesiacach niemal kompletnej niewiedzy o stanie dziewczyny, chciała nadrobić przyjemności. Usłyszeć coś o meetingach, sponsorze, nowej sasiadce, cokolwiek. Dowiedzieć się, co straciła.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 5