Poprzedni temat «» Następny temat
Przystanek autobusowy
Autor Wiadomość
Brentwood


Wysłany: 2017-07-26, 16:16   Przystanek autobusowy
  

  
Brentwood

  
your favourite place on earth


[Profil]
 
 
Evan Morgan
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-29, 16:33   

/poczatek


Evan obszedł już pół Brentwood bo szukał jakiejś pracy dorywczej. Znalazł tyle co nic, widocznie to nie był jego szczęśliwy dzień. Wcześniej przegladał ogłoszenia pracy ale też nie znalazł nic ciekawego, a oszczędności powoli się kończyły i musiał coś ogarnać. Nie miał zamiaru na wakacje wracać do rodziców i chciał jakoś sobie poradzić z tym wszystkim i zostać tutaj.. z Malcolmem, wiadomo. Jeszcze ktoś by mu go ukradł przez ten czas. Na wieczór był umówiony ze znajomym ze studiów, w końcu czasami trzeba wyjść z mieszkania i utrzymywać różne znajomości. Do domu wrócił po kilku godzinach bezsensownego szukania pracy, wział prysznic, przebrał się i znów wyszedł, po to aby udać się do baru, gdzie był umówiony na piwo i męskie pogaduszki. Czasami każdy potrzebuje nawet zwykłego, spokojnego wypadu na piwo, bez tłumów i głośnej klubowej muzyki. Po jakimś czasie (po kilku piwach) Evan razem ze znajomym wyszli z baru, w celu udania się już każdy do swojego mieszkania. Co prawda akurat szli w tym samym kierunku, więc wciaż rozmowa kleiła im się w najlepsze, w końcu dotarli na przystanek i każdy czekał na swój autobus, bo Evan nie miał ochoty aż tyle iść na nogach.
 
 
Malcolm Caulfield
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-29, 18:09   

Poważnie. Ile jeszcze czasu Evan zamierzał się tłuc po mieście z tym nieznajomym, który w żaden sposób nie wydawał się Malcolmowi sympatyczny? Jak długo zamierzał jeszcze kluczyć między ludźmi, robiac z niego i siebie jeszcze większych kretynów niż dotychczas? Takie wędrowanie z Morganem przez ostatnie dwadzieścia minut wcale nie wygladało dobrze i zaczynało robić się męczace. Caulfield nie próbował go jednak gonić, nie zamierzał choćby kroku z Evanem zrównywać, niespiesznie acz jednostajnie podażajac w ślad za nim, odrobinę jedynie będac ciekawym, kiedy zorientuje się, że jest śledzony. Kiedy poczuje na swoich plecach ten wzrok świdrujacy, prawie tnacy tę mizerna bluzkę, co ja miał na sobie. Mógłby mu Malcolm kiedyś te rękawy poucinać, powyrywać, byleby nie chował w nich już tak dłoni, bo to okropny nawyk, zupełnie nie przystajacy.
Rękawy jednak nie odpadaja, przyjaciel się nie odwraca, rozmawiajac głośno, lezie jedynie dalej, bez sensu całkiem. Ale on szedł dalej, chowajac się pod czarnym kapturem cienkiej kurtki. Może jednak Morgan zechce go w którymś momencie czymś zaskoczyć. Przystanał dopiero, gdy i oni zatrzymali się na przystanku. Odczekał chwilę, dajac sobie możliwość owocnego śledzenia ich wzrokiem, dopóki zaraz nie znajdzie się w miejscu, w którym mógłby mu ukręcić tę tępa głowę. Byleby nia już nikomu krzywdy nie zrobił, czy to fizycznie, czy używajac jej do myślenia. Co on sobie myślał? Że może spotykać się z kim chce? Że może rozmawiać z kim chce? Niech jeszcze się pocałuja i będziemy w domu.
Malcolm zagryzł dolna wargę, decydujac się jednak na pozostanie w miejscu i nie ujawnienie swojej obecności. Niestety - zupełnie nie patrzył gdzie się zatrzymywał i zaledwie kilka sekund później, jeden z ochroniarzy hotelu, o którego próg się oparł, złapał go za bluzę, odganiajac od renomowanego lokalu. Caulfield zaczał odpędzać się od niego rękami, machnawszy mu przed nosem na wpół wyjęta karta ID i wreszcie wyszarpujac się z uścisku, rzuciwszy za soba głośne przekleństwo i na moment zapomniawszy, że miał być cicho i uważać by Evan go nie zauważył.
 
 
Evan Morgan
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-29, 19:00   

Evan był zupełnie nieświadomy, że w jego plecy ciagle wbity jest czyjś wzrok, był zajęty rozmowa, słownymi przepychankami, a w pewnym momencie nawet dostał bluzę swojego towarzysza bo było mu jakoś dziwnie zimno. Gdyby tylko wiedział, że Malcolm za nimi idzie to pewnie stwierdziłby, że to właśnie od jego chłodnego spojrzenia. Jednak był tego kompletnie nieświadomy, może to przez wypity alkohol, albo po prostu nie chciał popadać w paranoje, że ktoś za nim chodzi. To nie było nic fajnego ani miłego. Sam był zazdrosny o Malcolma jak o nikogo innego, czasami bywało to już męczace ale nie mógł się przecież do tego przyznać, to byłoby całkowicie niestosowne wyznanie, bo nie chciał tracić jego przyjaźni. Każdy z nich oprócz tego miał swoje życie i tego właśnie trzymał się Evan. Nieważne, że właśnie przyjaciel go śledził i gdyby to wcześniej zauważył uznałby go za totalnie szurniętego... ale nie w złym tego słowa znaczeniu, bo Malcolm szurnięty, czy nie wciaż był dla Evana najważniejsza osoba na tym beznadziejnym świecie. A potem kiedy podjechał autobus Evan pożegnał się ze swoim towarzyszem jakimś dziwnym uściskiem pomieszanym ze stuknięciem, żeby chwilę później zostać tam w osamotnieniu... i usłyszeć nikogo innego jak Malcolma. -Co do..- mruknał pod nosem, bo co niby jego przyjaciel miałby tutaj robić, akurat w tym samym czasie co on. Odwrócił się i oczywiście.. poznałby go wszędzie, w kapturze, czy bez.. Wiedział, że to on. Zrobił kilka kroków w jego stronę, żeby zaraz potem znaleźć się tuż obok niego. -Co tutaj robisz?- posłał mu dość niezrozumiałe spojrzenie i zmarszczył brwi. Przede wszystkim nie wiedział dlaczego chłopak przepycha się z ochroniarzem hotelu.
 
 
Malcolm Caulfield
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-29, 19:27   

Malcolm bywał bezczelny. Bezczelny i nieprzyjemny aż do granic, odruchowo, z przyzwyczajenia. Zupełnie tak, jakby ciało reagowało już automatycznie; nie zastanawiał się, nie planował, zachowujac się nieprzyjemnie już za każdym razem. To on był tym, który doprowadzał do płaczu, do krzyku, który potem zbierał ciosy zaciśniętych, drżacych pięści (nie bolały, zbyt dawno już przywykł do bicia) i wysyczane spomiędzy zębów obelgi (też nie bolały, raczej bawiły - nic nie obrażało go równie mocno, jak on sam). Miał bardzo szeroki zakres tolerancji ludzkiego skurwysyństwa - być może dlatego, że sam już dawno osiagnał w nim szczyt, wszelkie objawy poniżej maksimum nie wydawały mu się niczym szczególnie przykrym. Zupełnie tak, jak obelga na temat namalowanego obrazu, która plasowała się gdzieś w okolicy drugiego stopnia w dziesięciostopniowej skali, a powagi odejmował jej fakt, że nie była nawet prawdziwa.
Malcolm rzucił jeszcze jedno nienawistne spojrzenie w stronę ochroniarza, po czym ruszył kilka kroków przed siebie, zbliżajac się do Evana, który niezaprzeczalnie musiał go już zauważyć.
- Szukam weny twórczej. - rozbawiony uśmieszek zadygotał na jego bladym licu, kiedy Caulfield wyminał towarzysza i oparł się o szklana szybę przystanku autobusowego. Jego brwi uniosły się zaraz do góry, analizujac prędko wyglad Evana, a sine usta zacisnęły się w prosta linię.
- A co ty tutaj robisz? - wzrokiem odprowadził znikajacy za rogiem autobus, zaraz znów spogladajac na Morgana, żeby mu zaraz przypadkiem, cholera, nie uciekł. - Z nim? - Malcolm, ty zazdrośniku ty, uspokój się.
 
 
Evan Morgan
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-29, 21:52   

Gdyby po tym wszystkim Evan go nie zauważył, byłoby to co najmniej dziwne, a on sam musiałby być myślami daleko stad, w tym przypadku słyszac głos Malcolma - mimo że były to przekleństwa i nie były skierowane do niego, od razu zareagował. Już dawno zapomniał o odjeżdżajacym autobusie, skupiajac się teraz tylko i wyłacznie na tym co ma miejsce. -Tutaj?- zapytał zdziwiony i rozejrzał się dookoła. -Co tutaj jest takiego co może natchnać cię do twórczości?- wiadomo, artyści widza inaczej, Evan widział tutaj przystanek i niedaleko ten hotel, którego pracownicy widocznie nie byli zbyt mili dla zwykłych osób, które przechodziły obok. Poza tym coś mu się tutaj przestało zgadzać, mniej więcej wtedy kiedy Malcolm odprowadził wzrokiem autobus. Usiadł sobie na ławce z lekkim uśmiechem na ustach. -Wracam z baru.- odpowiedział zgodnie z prawda i wsadził ręce do kieszeni bluzy - która dalej miał na sobie, a nawet nie była jego. -Z nim?- popatrzył pytajaco na przyjaciela, zastanawiajac się nad tym skad Caulfield może wiedzieć, że z kimś w ogóle tutaj był, w końcu miał szukać weny twórczej... a autobus odjechał kilka minut wcześniej i to jeszcze mniej więcej w czasie przepychanki chłopaka z ochroniarzem. -Długo już za mna łazisz?- zapytał w końcu, chociaż tak naprawdę to nie miał pewności, że Malcolm w ogóle to robił, jednak tak to właśnie wygladało i Evan postanowił zaryzykować tym pytaniem.
 
 
Malcolm Caulfield
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-29, 22:53   

Tylko się przewietrzę, tylko trochę się dotlenię. Kłamstwo ubrane w piękne słowa, w troskę o własne zdrowie, o wiedzę, która lepiej będzie wchodziła, gdy mózg zakosztuje nieco więcej świeżego powietrza, kiedy krew zacznie szybciej przepływać przez żyły.
- Jesteś ty. - (ależ z ciebie romantyk, Mal) Ciemne włosy rozsypały mu się po twarzy, gdy pochylił się delikatnie, kilka kosmyków wpadło do oczu, szczypiac je nieprzyjemnie i przysłaniajac tak pożadany widok, więc w dość gwałtownym geście, jakby oganiał się od natrętnych owadów latem buczacych hipnotycznie przy uchu, odgarnał je ramieniem. Może powinien je wreszcie ściać – odrobinę podciać – by już więcej tak nie przeszkadzały. Może gdyby poprosił Evana, w akcie nieopuszczajacego ja miłosierdzia na jeden wieczór stałby się fryzjerem? Łaskawie skracajac jego męki, przy metalicznym dźwięku nożyczek zaprowadziłaby nowy porzadek.
- Z nim.
Zachowuj się, Malcolm. Może i by mógł, może i powinien zawłaszczyć sobie ten uśmiech, którym obdarzał go z tak rozczulajaca niepewnościa czajaca się jeszcze w kacikach oczu, gdy spojrzenia, choć bardzo się starał – to widać! – nie był jeszcze w stanie utrzymać na sylwetce wystarczajaco długo, raz czy dwa uciekajac nim nieco niżej, trochę w bok, byle nie krzyżować wzroku na niestosownie rozwlekły kawałek czasu.
Mógłbyś już przestać, Malcolm, to zaczyna być męczace, nie czujesz? Nie widzisz? Wiesz dobrze, że nawet najbardziej cierpliwe osoby maja granice wytrzymałości, nie chcesz chyba, by te evanowe pękły? Nie, oczywiście, że nie. Ale on i tak kontynuował tę farsę z wciaż rosnaca duma i zachwytem, z niegasnaca ani na chwilę radościa w oczach, gdyby nie kolejne pytanie, tak niewinne przecież, takie normalne. Oczy jednak momentalnie zaszły mu mgła, brutalnie gaszac przepełniajace go szczęście i wcale nie rozumiał dlaczego, co właściwie się stało. Spuścił tylko głowę – jaki niesamowity aktor! – jakby w wyrazie zawstydzenia, wzruszajac nieznacznie ramionami.
- Pół godziny?
 
 
Evan Morgan
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-30, 00:10   

Obserwował go uważnie przez cały ten czas, obserwował jego włosy, które faktycznie miał już trochę przydługie i obserwował każdy ruch jego ciała. Evan patrzył na niego nie odrywajac wzroku choćby na sekundę, jakby bał się, że przeoczy coś szczególnego. Te słowa jakby były dla niego wszystkim i dawno nie usłyszał czegoś tak miłego i dla niego ważnego. Był tutaj i nie miał nic przeciwko, aby być dla Malcolma jakimś powodem do odszukania weny twórczej. Z drugiej strony, te słowa wydawały się być nierealne i zaraz pojawiły się w jego głowie myśli, że to przecież nic takiego i nie miały one zabrzmieć tak jak zabrzmiały. Przeczesał włosy palcami i cicho westchnał. -Jestem.- odpowiedział cicho, jakby bojac się swoich słów. -I to ci pomogło w odnalezieniu weny?- bo jednak nie był do końca pewny jak rozumieć te słowa. Dla niego, głupio zakochanego, miały one bardzo duże znaczenie... i wciaż nie wiedzial dlaczego Malcolm właściwie tutaj jest i stoi z nim na tym przystanku.
-No więc tak, z nim.- przewrócił oczami na ta głupia wymianę słów. Teraz już było pewne, że Evan był tutaj z kimś, a potem też stało się pewne to, że Malcolm po prostu go śledził. Wyciagnał z kieszeni paczkę papierosów, wyciagnał jednego i odpalił. Autobusu jak nie było, tak nie ma, a Evan nawet nie wiedział czy teraz faktycznie będzie do niego wsiadał aby udać się do mieszkania. Na razie jego granice wytrzymałości nie zostały przekroczone i wciaż były całe. Popatrzył na niego jedynie z niedowierzaniem.
-Aż boję się zapytać dlaczego...- prychnał pod nosem, zdajac sobie sprawę z poziomu dziwności tej sytuacji.
 
 
Malcolm Caulfield
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-30, 14:33   

Nie zależało mu - ani na sobie, ani na bardzo wielu innych rzeczach. Nie zależało mu na dobrym pierwszym wrażeniu; wygladał przecież jak wygladał, i to był już stan permanentny, stan witajacych go w lustrze szarych ze zmęczenia oczu, szarej ze zmęczenia skóry. Nie zależało mu też na dobrym wrażeniu w ogóle - ani na pierwszym, ani na drugim, ani na trzecim. To, że był soba, skutecznie niweczyło przecież wszystkie przyjemne pozory. Oczywiście, potrafił być czarujacy, szarmancki, z tym swoim krzywym, potłuczonym uśmiechem, który na stałe przylgnał mu już do ust. I to przez jakiś czas wystarczało tym wszystkim ludziom. Jego ludziom; ludziom, których poznawał, których portretował, z którymi pił, których pieprzył. I być może dlatego nie poświęcał im swojej uwagi. Dlatego, że zadowalali się tym, co było na powierzchni, ta miła bajka ze szczęśliwym zakończeniem, która opowiadał im uśmiechem, żartem, ciepłym gestem poklepania po ramieniu. Cieszyli się z tego poklepania jak psy. Poczciwe, ufne, wpatrujacego się w niego z tępym zachwytem i merdajace radośnie ogonem - zupełnie tak, jakby na to zasłużył. Zupełnie tak, jakby był dobry. A przecież nie był. On tylko bywał.
Tymczasem na pytanie Evana roześmiał się krótko, gorzko, posyłajac mu swoje czułe-nieczułe spojrzenie i nie próbujac nawet powstrzymać drgajacego mu na ustach - szczerego tym razem - uśmiechu. Nie umiał być taki jak on - obserwować nieruchomo, zamykać wszystko w ruchach dłoni albo uniesieniu brwi. Kiedyś chciałem się nauczyć tak być: osobno, nietknięty. Teraz wkurwiało go to w jego osobie, ale jakoś nie mógł przestać patrzeć, nieudolnie naśladować. Czasami.
- Daj mi papierosa. - jakby kiedykolwiek nie wystarczyło poprosić. Malcolm podszedł i obeznany z tym bezruchem, znanym mu ruchem wyciagnał papierosa ze zmiętej ręka Morgana paczki.
- Więc kim on był?
 
 
Evan Morgan
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-31, 22:24   

Evan właśnie najbardziej lubił to, że Malcolm był soba i nie udawał nikogo innego. Przecież coś w nim zobaczył te trzy lata temu i to uczucie nie opuściło go do dnia dzisiejszego. To [i] coś [/b] było bardzo intensywne i trwałe. Nie rozumiał do końca tych wszystkich uczuć, które żywił do tego chłopaka, przecież mógłby sobie kogoś znaleźć i nie tkwić w tej dziwnej relacji, która polegała na zazdrości, przyjaźni, seksie, czasami na gestach dosyć dziwnych, nadajacych się zwyczajnie dla par. Evan czasami lubił przyjść do Malcolma, przytulić się do niego i po prostu siedzieć tak bez słowa. Może było to głupie zachowanie z jego strony ale to go uspokajało i dawało poczucie bezpieczeństwa. Nie lubił kiedy chłopak znikał mu na całe noce i nie wiedział co się z nim dzieje, ani dokad poszedł - mimo że sam czasami robił dokładnie to samo. Morgan nie wiedział czy jego reakcje ma uznać za odpowiedź twierdzaca czy przeczaca ale czy to było istotne.. przewrócił jedynie oczami i zaciagnał się dymem papierosowym, zdajac sobie sprawę co próbował właśnie od niego wyciagnać. Nie powinno go obchodzić to czy jest jakimś natchnieniem dla Malcolma bo tylko narobi sobie nadziei.. w sumie już sobie ja robił, biorac pod uwagę że chłopak za nim łaził. -A może by tak prosze.- zreszta jakie to miało znaczenie i tak dał mu tego papierosa i żadnych próśb tak naprawdę nie wymagał. Potem schował paczkę do kieszeni nie swojej bluzy i jeszcze wyciagnał zapalniczkę w stronę chłopaka. Widzac że Malcolm nie odpuści posłał mu rozbawione spojrzenie. -Znajomym... studiujemy razem, Malcolm.- dlaczego właściwie daje mu się przesłuchiwać, tego nie wiedział. -A ty co dzisiaj robiłeś? Oprócz tego że mnie śledzisz.- skoro już się wypytuja, to Evan też chciał się czegoś dowiedzieć.
 
 
Malcolm Caulfield
[Usunięty]

Wysłany: 2017-08-01, 11:19   

Mógł rozmawiać z innymi ludźmi. Mógł się do nich uśmiechać, do kobiet czarujaco, powabnie, do mężczyzn pogodnie i tylko odrobinę drwiaco. Mógł zapraszać ich na wino i na whisky, albo mógł proponować im papierosy, chociaż zawsze cierpiała wtedy jego duma i jego kieszeń. Mógł malować dla nich obrazy, mógł malować ich na obrazach, mógł im te obrazy później sprzedawać i przyjmować od nich ich pieniadze. Mógł z nimi brać, mógł całować piękne kobiety, mógł zapraszać je do łóżka, ale nigdy nie zapraszał nikogo do swojego życia.
Evan, jak mniemał, zaprosił się do niego sam. Sam wysłał sobie zaproszenie i sam je przyjał, wkraczajac na szalone przyjęcie, jakie od zawsze stanowiło jego życie, zaskakujaco tanecznym krokiem. I potem tym tanecznym krokiem deptał wszystko, wszystko, co tylko mógł zdeptać, być może zmieniajac ten sen w koszmar - ale Malcolm i tak nie kwapił się, by finalnie go wyprosić.
Bez niego... stawało się już prawie nudno. Nie do końca jednak rozumiał. Wielu rzeczy. O sobie. O nim. Dlaczego Morgan wciaż tu był, na przykład. Nie, żeby to zawsze było przyjemne. Czasem wolał takie życie-nieżycie, w którym pił dużo wina i głośno śmiał się z rzeczy, które tak naprawdę wcale nie go nie bawiły. Bon vivant z papierosem między ustami, z ręka na kibici dziewczyny, której imię zapomniał zaraz po tym, jak się przedstawiła. Czasem miał jeszcze na twarzy i dłoniach plamy po farbie, ale to było w porzadku, bo wygladał tak bardziej dostojnie, artystycznie i angielsko. A Evan nie był przecież artysta. Nie babrał się w terpentynie, nie pozwalał upić się do nieprzytomności. Być może nawet nie wykorzystywał kobiet z taka łatwościa i przyjemnościa, jak on, ale tego jednego nie wiedział, o to jedno nie pytał.
A jednak. Jednak mimo wszystko darzył go uczuciem, którego nie umiał wyrazić w pełni nawet po trzech latach szarpania i rzucania się jak pchła na grzebieniu. Czego ty tak naprawdę chcesz, Malcolm, czego?
Na odpowiedź mężczyzny, Caulfield zmarszczył nieprzychylnie czoło, jednak nic nie odpowiedział, odpuszczajac nawet zgryźliwa uwagę na widok rozbawionego spojrzenia przyjaciela. Przez chwilę stał w milczeniu, wypuszczajac ustami papierosowy dym, po czym rozpromienił się nieco, unoszac kaciki ust ku górze.
- Byłem w teatrze. – zwierzył się po chwili. Na poczatku mieli wybrać się tam razem, potem Malcolmowi się odechciało, a na koniec, ostatecznie poszedł sam. Ale jemu przecież wszystko było wolno, nie tak? - Podobało mi się, mimo niewielkich nierówności w pas de deux. - Malcolm, ty znawco. Ty koneserze.
 
 
Evan Morgan
[Usunięty]

Wysłany: 2017-08-02, 23:59   

Evan jak najbardziej sam zaprosił się do jego życia i właściwie to nie miał zamiaru się z niego wypraszać, nigdzie się nie wybierał. Przy ich pierwszym spotkaniu pewnie uznał, że Malcolm jednak chciałby mieć go w swoim życiu i tak już zostało. Evan tylko czasami chodził sam do klubów, spędzał noce z przypadkowymi osobami, a na sam koniec i tak wracał do Malcolma. Tak naprawdę całe jego życie bez chłopaka nie miało większego znaczenia, wciaż szukał go gdzieś obok siebie i nie miał pojęcia dlaczego to robi. Od kiedy go poznał nie spotkał na swojej drodze osoby w której mógłby się zauroczyć, nie mówiac już o jakimś poważniejszym uczuciu. Nagle wszystkich porównywał do Malcolma, być może nawet nieświadomie ale jednak to robił. Wkurzał się na niego, kiedy zobaczył go z kimś innym i może nigdy nie podszedł i nie powiedział mu tego wprost ale kilka razy chciał to zrobić i pokazać że chłopak jest jego, tylko czy w ogóle miał do tego prawo. Malcolm wciagnał go w zupełnie inny świat, inny od tego jaki znał wcześniej. Morgan czasami też nie rozumiał dlaczego wciaż tu był i tkwił w tej niezrozumiałej znajomości.
Przyzwyczaił się już do tego nagłego urywania tematów i nie potrzebował tak naprawdę ich kontynuować. Wszystko było jasne, oprócz powodu dla którego Malcolm go śledził.
-Mieliśmy pójść razem.- zauważył odrobinę zawiedziony, że chłopak wybrał się tam bez niego. Pomimo że może do końca się na tym nie znał i teatr to nie było jego ulubione miejsce to lubił obserwować zachwyt na twarzy Malcolma. Teraz nawet nie wiedział o jakich nierównościach mowa i nie miał zamiaru udawać, że wie, pokiwał tylko głowa, bo to dobrze że chłopak miło spędził czas. Skończył palić papierosa, a peta wyrzucił do kosza obok. -Chciałbyś coś dzisiaj jeszcze porobić czy wracamy?- był wieczór i było chłodno, ale mimo wszystko było przyjemnie.
 
 
Malcolm Caulfield
[Usunięty]

Wysłany: 2017-08-04, 00:24   

Mógł wrócić do domu. Oczywiście, że by mógł. Pożegnać się, odejść i w ten sposób zakończyć spotkanie, które okazało się co najmniej niezręczne i o drugie tyle żenujace. Ale tego nie zrobił. Na komentarz Evana pokiwał powoli głowa, a słyszac zadane pytanie pozwolił sobie popaść w krótkie zamyślenie. W domu czekał Nico, choć Malcolm nie podejrzewał dziecka o to, że zdażyło się za nim stęsknić; nie, kiedy był akurat pod opieka przyjaciółki, miłej, odpowiedzialnej przyjaciółki, która nie paliła papierosów jak on sam, nie piła alkoholu jak on sam i nie kazała dziecku przymknać się, kiedy przez całe godziny monotonnie zrzędził, proszac go o zabawę w głupie pociagi albo jeszcze głupsze samoloty, które kiedyś poskładał z drewna. Malcolm nie umiał się przecież bawić. Nie wiedział, jak wprawić w ruch nieistniejace pociagi, nie znał zasad gry w klasy, nie potrafił maszerować ołowianymi żołnierzykami, nie odrywajac im przy tym rak, nóg lub karabinów. W dzieciństwie nie nauczył się przecież wielu zabaw; był dobry w chowanego (ten, kto został znaleziony pierwszy, najmocniej obrywał pasem ojca), potrafił udawać rycerza (tłukł wtedy nieistniejacym mieczem wszystkie dzieci na podwórku), znał też podstawowe reguły gry w karty (reguła oszukiwania, reguła pokerowej twarzy, reguła krzyku i uderzania pięścia w stół, kiedy znów i znów przegrywał). Dlatego nie umiał bawić się z Nico. Nie chciał uczyć go gier, które sam znał, i nie chciał uczyć się tych, które znał on, dlatego zawsze utykali gdzieś pośrodku, nadasani i znudzeni, w oczekiwaniu na nagłe wybawienie.
- Moglibyśmy się napić. - mruknał, choć właściwie brzmiało to jak westchnięcie. - Ale za dobrze mnie już znaja byśmy mogli pić sami, rozumiesz. - zaśmiał się nieprzyjemnie, choć z nieukrywana duma. - Nie bój się, za dziesięć lat będziesz jedyny. - obiecał zaraz, już prawie się nie śmiejac. - Bo za dziesięć lat zdażę już zadomowić się w rynsztoku, i chociaż po opium albo morfinie, to zależy, ledwo będę widział, to i tak zdołam rozpoznać Twoje zdjęcie w znalezionej gazecie. Pewnie będzie tam coś o Tobie i jakiś komputerowych bzdurach, które wymyślisz, a ja powiem całej reszcie mojego narodu w rynsztoku; och, kurwa, patrzcie, zawsze tylko jego kochałem! - pół żartem, pół serio, szczerzac się zaraz szeroko, Malcolm oparł się o migocaca latarnię i nie spogladajac Evanowi w twarz by ujrzeć wymalowana na niej odpowiedź, rozejrzał się dookoła po pustej ulicy. - Nad morze idziemy.
 
 
Evan Morgan
[Usunięty]

Wysłany: 2017-08-05, 14:35   

Oboje mogli wrócić do domu i udać, że ta cała sytuacja nie miała miejsca, ale przez to wszystko Evan miał trochę mętlik w głowie i przez cały czas sie zastanawiał po co Malcolm za nim łaził. Przez chwilę pomyślał o tym, że był zazdrosny ale przecież to nie było zbyt możliwe, bo dlaczego miałby być zazdrosny, to że Evan bywał nie oznaczało wcale, że zazdrość jest tu po obu stronach. Najprściej byłoby wrócić do domu i zajać się swoim życiem, chociaż o tej porze tak naprawdę nie miał już nic ciekawego do roboty, wziałby prysznic, poogladał coś i poszedł spać.. Jednak miał tutaj Malcolma i nadzieję na wspólnie spędzony wieczór. Szkoda byłoby zmarnować taka okazję mimo że zaczęło się dziwnie.
Teoretycznie Evan mógłby zostać jego niańka dla Nico, zazwyczaj jakoś dogadywał się z dziećmi i nawet nieźle szło mu wymyślanie zabaw.. oczywiście do czasu bo po godzinie już miał zazwyczaj dość i kończyły mu się pomysły na odpowiedzi, wiadomo było, że dzieci zadaja dużo pytań, tego Evan nienawidził. Oprócz tego był w tym całkiem dobry.
-Więc możemy się napić gdzieś, gdzie nikogo nie ma.- zaproponował, chociaż zaraz w jego głowie były jedynie słowa na temat kochania.. był na to zbyt wyczulony... w końcu chciałby usłyszeć takie słowa i miałyby one dla niego ogromne znaczenie. -To na te dziesięć lat muszę sobie ułożyć z kimś życie, za dziesięć lat sobie o mnie przypomnisz i wtedy będę już jedyny?- każdy interpretuje jak chce. Jednak uśmiechnał się zaraz, żeby nie wyszło zbyt poważnie, tego by nie chciał, zrobiłoby się jeszcze bardziej niezręcznie. Taka wersja wydarzeń niezbyt mu się podobała, przecież nie tak miało być, zupełnie nie tak.
-Wolałbym jednak wersję wydarzeń, że kiedy będę wymyślał te bzdury, byłbyś gdzieś bliżej i mógłbyś ogladać mnie na żywo, a nie w gazecie... ale możesz opowiadać innym, że zawsze tylko mnie kochałeś.- tak byłoby zdecydowanie lepiej, przynajmniej dla niego.. chociaż może Evan powinien zaczać traktować życie bardziej poważnie, razem z tymi osobami, które poznaje w klubach, na imprezach czy na uczelni, może wtedy przestałby tak poważnie traktować Malcolma i wszystko byłoby łatwiejsze. -Idziemy? A może pojedziemy jak już?- zapytał, spogladajac niepewnie na drogę, która miałby przejść.
 
 
Malcolm Caulfield
[Usunięty]

Wysłany: 2017-08-06, 22:36   

Tonał w kłamstwie.
Od tamtego pamiętnego wieczora stopniowo zatapiał się w bulgocacej i mętnej otchłani fałszu, niespecjalnie szukajac dla siebie ratunku. Najpodlejsze kłamstwo przylgnęło do jego życia niczym brud; oplotło je silnie mackami, z upływem czasu jedynie wzmagajac uścisk, podczas gdy Malcolm wytrwale nazywał fałsz środkiem do szczytnego celu. Oszukiwał, bo tak naprawdę nie miał innego wyboru, bo było mu to niezbędne do przetrwania, bo zawsze wolał starannie skonstruowana fikcję od gorzkiej i brutalnej prawdy. Prawda jedynie ograniczała, stwarzała pewne nienaruszalne granice, w których czuł się jak w potrzasku. Kłamstwo z kolei dawało cudowna swobodę naginania rzeczywistości; mógł manipulować nia pod każdym możliwym względem – i być manipulowany - a nawet jeśli posiadało to swoja cenę, był gotowy zapłacić ja bez wahania.
- Dokładnie tak! - zaświergotał radośnie, jakby i on ostatnie kilka godzin spędził w barze. Evan robił mu wyrzuty czy nie - Caulfield niespecjalnie o to dbał; wręcz przeciwnie - ciagnał swoja farsę, swój beztroski teatrzyk, swój kostium rozbawionego tym wszystkim dziecka.
- Będę opowiadał, o to się nie martw! - sprawne wymijanie tematu - czy nie to zawsze szło mu najlepiej? Owijanie wszystkiego w kolorowa bibułkę, w świecaca folię aluminiowa?
Malcolm przez chwilę jeszcze lawirował wzrokiem gdzieś po okolicy, po czym znów ożywił się, słyszac niemrawa propozycję przyjaciela (???). Rozejrzał się dookoła po pustej ulicy, po czym pokręcił energicznie głowa na prawo i lewo.
- Idziemy. To nie tak daleko. - stwierdził i chcac uniknać osiagania oraz protestów, złapał Morgana za rękaw i pociagnał za soba, przebiegajac na druga stronę ulicy i kierujac się w stronę południowej dzielnicy miasta.

z/t
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 7