nawigacja


Poprzedni temat «» Następny temat
Acrylic Image
Autor Wiadomość
Marisol Ramos


Wysłany: 2017-09-20, 21:53   

Tę kolekcję kubków ze Starbucksa to trzeba będzie jakoś obronić. Już Mari byłaby w stanie o to zadbać. A to się poustawia jakieś pułapki w pokoju dla bezpieczeństwa albo po prostu poodstrasza te gimnazjalistki za pomoca kija baseballowego. Dla Dani wszystko!
Jeśli tylko ktoś miał jakieś ciekawe zainteresowanie to zwykle potrafił sobie zorganizować jakoś czas. Ramos także nie narzekała na nudę, bo w końcu miała tyle gier do przejścia i ksiażek do przeczytania, że masakra! Zreszta oprócz tergo miała również jeszcze inne rzeczy do robienia, co by nie wyjść na takiego totalnego nolife'a. Chociaż wieczór pod kocem z paczka chipsów, butelka Mountain Dew i dobra gra był dla niej czymś cudownym.
- Po prostu stwierdzam fakt - rzuciła jeszcze w kwestii niedawnego komplementu.
Zerknęła jeszcze na zarumieniona Woodill. Czyż ona nie była urocza? Skarciła się jeszcze raz za podobna myśl. Lepiej nie skupiać się na podobnych kwestiach, bo jeszcze gotowa znów coś odwalić i zniszczyć w miarę udane spotkanie w galerii. To było ostatnie czego chciała po tym jak udało jej się w miarę możliwości naprawić to, co spieprzyła w klubie.
Chyba jednak niektórych rzeczy Marisol nie będzie w stanie pojać. W tym na przykład tych wszystkich romansów. Chyba nie powinna się do tego nikomu przyznawać, ale nigdy nie widziała Pamiętnika, a swoimi komentarzami z Titanica zrobiła komedię. Z pewnościa nie była osoba, z która można było ogladać jakieś romantyczne produkcje.
Mari uśmiechnęła się jeszcze do Ann, która wydawała się być naprawdę zainteresowana tym, że może ja poznać. Przynajmniej takie wrażenie sprawiała, rzucajac pełny podekscytowania komentarz odnośnie pochodzenia Ramos, by następnie posłuchać nieco zmodyfikowanej historii o jej pierwszym spotkaniu z Danielle. Cóż wygladało na to, że ta wersja przypadła wszystkim do gustu. W tym także Woodill, która uśmiechnęła się do niej tak cudownie, że była piłkarka poczuła nagłe uderzenie goraca i szybsze bicie serca. Zreszta nawet nie mogła zapanować nad uśmiechem, który zawitał na jej ustach. I co ta dziewczyna z nia robiła?
- Ach, możesz mi mówić jak chcesz - odpowiedziała jeszcze Ann, gdy w końcu jej mózg zarejestrował zadane pytanie. - Jeśli chcecie podziwiać te jakże cudowne eksponaty to nie mam nic przeciwko. Chociaż mogłybyśmy faktycznie przenieść imprezę gdzieś indziej.
Cóż była tutaj w mniejszości i nie zamierzała narzucać nikomu swojego zdania. Może i miała dosyć tych pseudo-dzieł, ale może w dobrym towarzystwie byłyby one bardziej znośne? Zerknęła jeszcze raz na Woodill, która wydawała się kompletnie nie zainteresowana cała wystawa.
- Jak wolisz, Dan? Zostajemy czy idziemy gdzieś? - zapytała ostatecznie. Zobaczy się za czym będzie większa ilość głosów. Jeśli faktycznie miałyby się gdzieś zmyć to Ramos musiałaby pomyśleć jeszcze nad tym, by napisać chociaż głupiego esemesa do swojego kumpla, żeby jej nie szukał po galerii. Nie chciała mu przeszkadzać w podrywach, a zreszta... Lepiej unikać osobistego tłumaczenia się i wykrętów. Całe szczęście okazało się, że żadna z nich nie ma większej ochoty na to, by zostawać w galerii nawet po to, by pośmiać się z tego co przedstawiały prace artystów. Dlatego zgodnie postanowiły przenieść imprezę w bardziej rozrywkowe miejsce.

z/t x2
[Profil]
 
 
Calanthe Somerset



55

dyrektorka london palladium

straciła swoją miłość lata temu

Southend

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, mav, izzy, yev, sherrie, nancy

Wysłany: 2018-08-06, 15:59   
  

  
Calanthe Somerset

  
christmas is the day that holds all time together

  

  
  
  
  


Nowa wystawa w galerii sztuki zdecydowanie była czymś, na czym Calanthe musiała się pojawić. Po dłuższym pobycie w Londynie zależało jej na tym, aby znowu wdrożyć się w życie Brentwood i okolic, tym bardziej, iż wygladało na to, że zamierzała zostać tutaj na dłużej. Mimo znacznej pomocy ze strony Leathana, manipulowany przez matkę Lawrence nadal nie zmienił zdania odnośnie swojego testamentu, a to stawiało Calanthe w niekorzystnej pozycji. Korzystała więc z opuszczonego przez syna, znajdujacego się w Southend domu, raz na jakiś czas powracajac do Londynu, aby zajać się teatrem i zadbać o wszelkie czekajace ja tam sprawy. Za każdym razem powracała jednak do Essex, po części dlatego, że przebywanie w tym samym domu, co teściowa było dla niej niezwykle męczace, a po części ze zwykłego sentymentu. W jakiś sposób przyzwyczaiła się już do tutejszego klimatu, poza tym towarzystwo Siobhan było przeważajacym atutem, który sprawiał, że Calanthe nie myślała o powrotach do Brentwood jak o wygnaniu. Teraz odbierała swój nieco przedłużony pobyt w Southend jako rozległy urlop od przytłaczajacej, codziennej gry pozorów. Chociaż, oczywiście, wciaż musiała dbać o wiele ważnych spraw, jak chociażby utrzymanie dobrego wizerunku czy upewnianie się, że Claire nie zamierzała prędko przejać posady burmistrza Smitha, który, po nagłym zawale serca, dochodził do siebie zbyt wolno, aby samodzielnie zagrodzić Fisher drogę do kariery. W takich okolicznościach to Calanthe musiała być ta, która podejmie odpowiednie kroki. Mimo wszystko, działała powoli i rozważnie, nie chcac zaszkodzić własnej opinii. Dobre imię było dla niej ważniejsze aniżeli udane sprawowanie władzy w mieście, z którym w gruncie rzeczy nie łaczyło ja kompletnie nic.
Jej pojawienie się w Acrylic Image było próba zadbania o to, aby co ważniejsze osobistości z Brentwood nie zapomniały o jej obecności. Odkad z powrotem skupiła się na bieżacych sprawach London Palladium i zaczęła odbywać częstsze podróże do stolicy, rzadko udzielała się wśród istotnego towarzystwa. Po przyjęciu urodzinowym ojca Siobhan, Calanthe nie pojawiła się już na żadnym ważnym wydarzeniu. Czekała na premierę "A Woman of No Importance", której nie zamierzała przepuścić chociażby z samego szacunku do Oscara Wilde'a, jednak pierwszy spektakl miał odbyć się dopiero na poczatku września. Wypadałoby więc, aby Somerset znalazła jakaś inna okazję do pokazania się wśród wyszukanego towarzystwa. Na szczęście otwarcie nowej wystawy w lokalnej galerii sztuki stanowiło idealne wyjście.
Ubrana w schludny, błękitny garnitur, powoli popijała szampana, spogladała na obrazy i słuchała przemówień właścicieli galerii oraz autora dzieł. Chociaż sztuka nowoczesna nigdy nie wywoływała w niej podziwu, cierpliwie kontemplowała obrazy, raz po raz wdajac się w krótkie, niezobowiazujace pogawędki z co ważniejszymi w mieście osobami. Słuchajac długiej wypowiedzi pani Eyston na temat problemów dzisiejszej bankowości, katem oka dostrzegła wśród zebranych w galerii osób znajoma sylwetkę. Przeprosiwszy swoja dotychczasowa rozmówczynię, ruszyła w tamtym kierunku.
- Caroline - powiedziała łagodnie. Na jej twarzy widniał delikatny uśmiech, świadczacy o tym, że Calanthe była szczerze zadowolona na jej widok. - Dawno się nie widziałyśmy. - Mimo interesownej, niekiedy dość przebiegłej natury, czasami brakowało jej w swoim otoczeniu autentycznych osób, które darzyła prawdziwa sympatia.
_________________





[Profil]
 
 
Caroline Campbelle


Wysłany: 2018-08-09, 15:11   

Odkad skończyła studia i znalazła pracę w Book Rest Cafe, w ogóle nie powiazana z jej kierunkiem i z jej marzeniami, popadała z każdym miesiacem w coraz większa rutynę. W pewnym momencie przestała zauważać, kiedy dzień po dniu znikał niezauważenie. Żyła tylko praca i zwykła codziennościa urozmaicana raz po raz kinem albo wyjściem do baru ze znajomymi. Nadszedł jednak czas, kiedy w końcu ocknęła się z tego rutynowego snu, ponieważ ta trywialność zaczęła ja gorzko przytłaczać. Postanowiła to zmienić.
Zwiększyła swoja aktywność sportowa - co nie przyniosło zbyt wielu korzyści, bo kondycja Carol z powodu uzależnienia od papierosów uległa pogorszeniu. A z papierosów oczywiście nie zrezygnuje.
Postanowiła więc przywrócić do życia swoja aktywność kulturowa. Myślała nad jakaś sekcja teatralna, ponieważ brakowało jej tego od czasów studiów. Przez myśl przeleciał jej nawet pomysł powrotu do Londynu i pójścia do szkoły aktorskiej, jednak uwielbiała Brentwood i nie zamierzała go opuszczać. Pomysł jednak zachowała dla siebie i może kiedyś wdroży go w życie.
Jedna z wielu okazji urozmaicenia swojego życia kulturowo była nowa wystawa w galerii Acrylic Image, która za czasów studiów Caroline często odwiedzała.
Ubrała się elegancko, ale troszkę sportowo. Bordowe spodnie, czarne buty na delikatnym obcasie, czarna koszulka i marynarka w tym samym kolorze. Tak ubrana przyjechała swoja Impala pod galerię i z dobrym humorem udała się na wystawę. Spotkała tam kilku swoich znajomych, z którymi jeszcze rok temu uczęszczała na studia. Może Brentwood nie jest zbyt dużym miastem, ale część z nich Carol od dłuższego czasu nie widziała - pomimo tego, że prawie nikt nie wyjechał z miasta. Postanowiła więc spędzić z nimi tę chwilę w galerii. Analizowali i komentowali wspólnie dzieła sztuki. Z powodu ich różnic pogladowych, często powstawały ciekawe dyskusje zwiazane z tematami obrazów. Carol oczywiście nie miała wtedy zamkniętych ust. Zawsze wyrażała swoje zdanie głośno i wyraźnie stawiała argumenty, zachowujac przy tym należyty szacunek do osób majacych sprzeczne poglady. No chyba, że ktoś nie miał szacunku do niej to wtedy rozmowa toczyła się trochę inaczej. A mało brakowało, żeby z jednego tematu powstała kłótnia. W jej towarzystwie znalazł się znajomy kochajacy sztukę nowoczesna, a Carol w przeciwieństwie do niego, nie przepadała za tym. Preferowała romantyzm XIX wieku, a także malarstwo niderlandzkie z renesansu i sztukę XX wieku. Jednak dzięki jej spokojnemu podejściu do malarstwa XXI wieku, nie powstał żaden konflikt.
W pewnym momencie usłyszała przyjazny głos wołajacy ja po imieniu. Przepraszajac swoich towarzyszy, odwróciła się i odeszła, podchodzac do znajomej twarzy.
- Pani Somerset - powiedziała z radościa w głosie. Momentalnie na jej twarzy pojawił się promienny uśmiech widzac przed soba dawno nie widziana Calanthe Somerset w gustownym błękitnym garniturze. - Prawda... Minęły miesiace od ostatniego spotkania. - Rzadko kiedy wspominała o dawnych znajomych, jednak Calanthe była jedna z niewielu, o których Carol przypominała sobie częściej niż zwykle. Była też jedna z nielicznych, przy których Carol dostawała delikatnej nieśmiałości - Pani też przyszła obejrzeć nowa wystawę, żeby oderwać się od codziennej rutyny? - rzuciła pytaniem z lekkim uśmiechem, chociaż było to oczywiste, że jest tu własnie dla nowej wystawy, jednak pewnie niekoniecznie z powodu chęci oderwania się od rutyny. Bo jak taka kobieta jak Calanthe Somerset, dyrektorka London Palladium we własnej osobie, miałaby popaść w płytka monotonię dnia codziennego? Od razu pożałowała tego pytania.
_________________

FOLLOW YOUR DREAMS
[Profil]
 
 
Calanthe Somerset



55

dyrektorka london palladium

straciła swoją miłość lata temu

Southend

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, mav, izzy, yev, sherrie, nancy

Wysłany: 2018-08-10, 00:44   
  

  
Calanthe Somerset

  
christmas is the day that holds all time together

  

  
  
  
  


Widziała, że Caroline znajdowała się w otoczeniu innych osób, więc nie miała zamiaru zabierać jej wiele czasu. Pragnęła jedynie się przywitać i być może zamienić z nia kilka słów, wszak rozmowa z kimś, do kogo czuła sympatię, przebiegała szybciej oraz przyjemniej aniżeli pogawędka z jedna z wielu osób, z którymi Calanthe rozmawiała wyłacznie ze względu na ich dobre imię, wysokie stanowisko lub nienaganna opinię. Na szczęście jednak nie zatraciła się w swoim profesjonalizmie do takiego stopnia, by odmawiać sobie zwyczajnych przyjemności. Autentyczna radość, pobrzmiewajaca w głowie Caroline, upewniła ja w słuszności sporadycznego podejmowania podobnych działań.
- Proszę, Calanthe - poprawiła ja serdecznie, odwzajemniajac uśmiech. Albo jej się zdawało, albo już kiedyś poprosiła Caroline o to, by zwracała się do niej po imieniu, jednak wygladało na to, że dziewczyna była zbyt dobrze wychowana, aby przystać na to od razu. Co w pewien sposób sprawiało, że Somerset patrzyła na nia jeszcze przychylniej. - To zdecydowanie zbyt długo - przyznała, zerkajac na nia łagodnie. Lubiła Caroline - młodzi, zafascynowani teatrem ludzie od zawsze wywoływali w niej same pozytywne uczucia. Dawali jej nadzieję na to, iż mimo rozszerzajacego się znaczenia kina, spektakle przedstawiane na żywo wcale nie traciły na popularności. Zreszta, chociaż minęło dużo czasu, odkad obejrzała Campbell na deskach uniwersyteckiej sceny, nadal pamiętała jej niesamowita kreację postaci Lady Makbet. Wydawało się, jakby patrzyła na nia i podziwiała jej umiejętności dopiero wczoraj, choć w rzeczywistości tamten moment wydarzył się tak dawno. Dobre spektakle miały jednak to do siebie, że potrafiły pozostawać żywe w ludzkiej pamięci przez długi czas. Aktorstwo Caroline było tego najlepszym przykładem.
Uśmiechnęła się, słyszac jej pytanie. Przeprowadzka do Southend, która w myślach nazywała chwilowa zmiana miejsca do życia, skutecznie odsunęła ja od wdrożenia się w rutynę. Naglace sprawy teatru często zmuszały ja do wyjazdów, a to z kolei uniemożliwiało Calanthe popadnięcie w szablonowość. I choć ciagłe podróże potrafiły być męczace, w rzeczywistości Somerset była wdzięczna losowi za to, że nie miała czasu na powielanie codziennych schematów.
- Nie do końca, przyprowadziła mnie tutaj ciekawość - odpowiedziała, powoli wodzac wzrokiem po zdobiacych ściany dziełach, aby na końcu ponownie spojrzeć na Caroline. - Raz już miałam okazję podziwiać prace tego artysty - dodała po chwili. Nie kłamała, rzeczywiście, jeszcze mieszkajac w Londynie, spotkała się już z dziełami tego autora i, choć taki rodzaj sztuki nie wywoływał w niej żadnych silnych uczuć, nie uważała, aby ponowne obejrzenie prac, które wyszły spod jego ręki, były strata czasu.
Na moment zawiesiła wzrok na jednym z większych obrazów, którego żywe kolory przyciagały uwagę. Zaraz jednak ponownie skupiła się na Campbell, posyłajac jej delikatny, łagodny uśmiech.
- Jak to możliwe, że prawdopodobnie najzdolniejsza aktorka, jaka udało mi się poznać w tych stronach, mówi o rutynie? - zapytała, próbujac zagadnać Caroline odnośnie wspomnianej wcześniej szablonowości każdego kolejnego dnia. Krótka pogawędka była jak najbardziej wskazana, zwłaszcza że Calanthe miała okazję odbyć ja z kimś, kogo odpowiedź naprawdę ja interesowała.
_________________





[Profil]
 
 
Caroline Campbelle


Wysłany: 2018-08-10, 16:13   

Znajomi na pewno wybacza jej chwilowa nieobecność i zwrócenie większej uwagi na kogoś innego. Na pewno też nie mieliby jej za złe, jeśli rozmowa trwałaby trochę dłużej niż chwilę, więc nie spieszyło jej się, by do nich wrócić. Nie słyszała już za soba ich głosów, więc pewnie udali się w dalsze zwiedzanie galerii i podziwianie obrazów. Carol nie zależało na tym, żeby koniecznie interpretować obrazy ze znajomymi. Równie dobrze kolejne dzieła może ogladać sama i nie dzielić się opinia na ich temat z nikim innym.
- Oczywiście - powiedziała z uśmiechem - Calanthe - jej imię wymieniła trochę wolniej, aby nie pominać żadnej litery.
Nie czuła się zbyt komfortowo mówiac do starszej od siebie kobiety po imieniu, jednak jeżeli Calanthe sama nalegała, Carol nie miała nic przeciwko temu. Chociaż za jakiś czas pewnie o tym zapomni i przy najbliższym spotkaniu - jeżeli znowu będzie to spotkanie po kilku miesiacach - ponownie zwróci się "Pani Somerset". Podobna sytuacja zaistniała dzisiaj. Przy ich ostatnim spotkaniu przeszły obie na Ty, jednak Carol z dwóch powodów nie zwróciła się do niej po imieniu: 1. Z samego szacunku do Calanthe i 2. Zwyczajnie zapomniała.
Dlaczego zapomniała? Po prostu jeszcze nigdy nie przeszła z nikim pokroju Calanthe Somerset na Ty. Zawsze relacja pozostawała na Pan/Pani, głównie przez różnicę wiekowa, która najwidoczniej dla dyrektorki London Palladium nie miała dużego znaczenia. Jedyna relacja, kiedy Carol zaczęła mówić do starszej od siebie osoby po imieniu, była jej więź z nauczycielka historii z liceum. Nie można jednak porównywać tego do aktualnej znajomości z Calanthe. Historyczka była jej kompletnym przeciwieństwem i nie posiadała oczywiście tak wysokiego statusu. Między nia a Carol była też mniejsza różnica wieku - tylko 11 lat. Na dodatek relacja z nauczycielka zabrnęła dużo dalej, ale dość szybko się skończyła. Jedynym podobieństwem między obiema kobietami - historyczka, a Calanthe - był wyglad. Wysokie, szczupłe, o jasnych oczach i blond włosach.
- Ja pierwszy raz mam styczność z tym artysta - oznajmiła całkiem szczerze. Dopóki nie zobaczyła jego nazwiska na plakacie, nie miała pojęcia, że taki artysta w ogóle istnieje. I nic dziwnego - Carol nie gustowała w pracach tego typu. Sztuka nowoczesna nie przemawiała do niej, więc nie zagłębiała się w nia. - Co sadzisz o jego twórczości? - zapytała spogladajac na obraz, wiszacy najbliżej ich. Po chwili wróciła wzrokiem do oczu Calanthe wyczekujac od niej odpowiedzi. Ciekawiło ja, co dyrektorka London Palladium sadzi o takiej sztuce.
- Cóż... ta zdolna aktorka aktualnie dorabia jako kelnerka - odpowiedziała z lekkim uśmiechem. Słyszac ten miły komplement o najzdolniejszej aktorce, Carol nie mogła powstrzymać delikatnego ciepła, jakie zaczęło napływać jej na policzki. - Chociaż może w niedalekiej przyszłości to zmieni - dodała przypominajac sobie o marzeniu stanięcia na scenie. To marzenie bez przerwy w niej narastało i przez to nie mogła znieść momentami, że popadła w rutynę bycia kelnerka w zwykłej kawiarni. Często słyszała, że jest świetna aktorka. Dużo osób wróżyło też jej dobra przyszłość w tej karierze, jeśli będzie chciała zabrnać w to dalej. I oczywiście jak najbardziej tego pragnęła. Żaden komplement nie trafił jednak do niej tak bardzo jak słowa Calanthe, która jest w tym zawodzie wręcz profesjonalistka.
_________________

FOLLOW YOUR DREAMS
[Profil]
 
 
Calanthe Somerset



55

dyrektorka london palladium

straciła swoją miłość lata temu

Southend

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, mav, izzy, yev, sherrie, nancy

Wysłany: 2018-08-13, 00:52   
  

  
Calanthe Somerset

  
christmas is the day that holds all time together

  

  
  
  
  


Zależało jej na tym, aby znosić bariery wiekowe, przynajmniej w kontaktach z młodymi aktorami. Nie wszystkimi, rzecz jasna. Jak każdy miała swoich ulubieńców, którym, jeśli zdobywali jej zaufanie, proponowała przejście na "ty". Caroline była jedna z takich osób.
Przenikliwe, błękitne oczy spoczęły na najbliższym obrazie, gdy Calanthe zastanawiała się nad odpowiedzia na zadane pytanie. Przez moment obserwowała utrwalona na płótnie abstrakcję - kolorowe, przecinajace się linie, tworzace przeróżne kształty, aż wreszcie z powrotem przeniosła wzrok na Caroline.
- Bardziej przemawia do mnie klasyka - odpowiedziała, zgrabnie wyślizgujac się od bardziej jednoznacznej odpowiedzi. Stwierdzenie, że ogladane prace się jej nie podobały byłoby nietaktem, natomiast opinia pozytywna - nieprawda. Calanthe pragnęła uniknać zarówno jednego, jak i drugiego. I to nie dlatego, że, z uwagi na nieprzychylne spojrzenia, wolała nie przedstawiać swojego zdania w kwestii czyjejś sztuki, która niekoniecznie do niej trafiała. Po prostu zdawała sobie sprawę z tego, iż malarstwo było dziedzina artystyczna, a to zaś oznaczało, że każde dzieło miało taka sama szansę na znalezienie swojego miłośnika, jak i przeciwnika. Sztuka była ambiwalentna. - Aczkolwiek nie odmawiam autorowi talentu - zastrzegła z delikatnym uśmiechem. Caroline była na tyle autentyczna, że Calanthe nie czuła się zobligowana, aby tłumaczyć się przed nia z własnego zdania, jednak nawet w tym przypadku pragnęła uniknać jakichkolwiek nieporozumień. Takt i kurtuazja - oto wartości, którymi Somerset posługiwała się w życiu najbardziej. I głównie dzięki tym uprzejmościom udało jej się zapanować nad zdziwieniem, gdy Campbell zdradziła jej kierunek, jaki obrało jej życie. - Och - westchnęła, aby dać sobie nieco więcej czasu na odpowiednia reakcję. Była zaskoczona, owszem, ale nie rozczarowana, w końcu nie wiazała z Caroline żadnych oczekiwań. Nie kłamała, naprawdę uważała ja za zdolna aktorkę, jednak, ponieważ ich relacja była raczej powierzchowna, Calanthe nie czuła się zawiedziona takim obrotem wydarzeń. Generalnie wychodziła z założenia, iż każdy był panem swojego losu, dlatego, nawet jeśli poczatkowo uznała zawód kelnerki za coś nieodpowiedniego dla osoby pokroju Caroline, szybko wróciła do swojej zwyczajnej obojętności. - Żywię szczera nadzieję, że tak będzie - powiedziała, nieco bardziej usatysfakcjonowana, gdy Campbell wyraziła pragnienie dokonania jakiejś zmiany. Najważniejsze, że nie wiazała się z praca kelnerki na zawsze. - Byłoby szkoda, gdyby taki talent się zmarnował. - Uśmiechnęła się delikatnie. Jako dyrektorka jednego z najbardziej prestiżowych, londyńskich teatrów miała okazję poznać wielu poczatkujacych aktorów, a jednak niewielu z nich zapowiadało się lepiej niż stojaca przed nia Caroline. Takie talenty były coraz rzadsze, zwłaszcza teraz, gdy większość pałajacych się tym zawodem osób szukała swoich szans w kinie, a nie na deskach teatrów. Co Calanthe, która była miłośniczka takiej sztuki, wydawało się ogromna strata. - W dzisiejszych czasach teatr bardziej niż kiedykolwiek wcześniej potrzebuje młodych, charyzmatycznych i, co najważniejsze, zdolnych aktorów - powiedziała, patrzac na Caroline znaczaco. Nawet nie starała się ukryć, że przez swoje słowa pragnęła zachęcić ja do tego, by jak najprędzej powróciła do rozwijania swojej pasji. - Jeśli potrzebowałabyś pomocy z powrotem na scenę, mogę cię polecić - zapewniła jeszcze, co by rozwiać wszelkie watpliwości. Zapewne gdyby nie komentarz Caroline, Calanthe w ogóle nie pociagnęłaby tej rozmowy, nie chcac, aby kobieta odczytała jej zainteresowanie za natarczywość, ale skoro już wyszło na jaw, że tor, jaki obrało życie Carol, był nieplanowany i przejściowy, zapragnęła dać jej do zrozumienia, iż w razie czego była gotowa do pomocy. Dawanie wsparcia, zwłaszcza jeśli chodziło o sprawy zwiazane z teatrem, przychodziło jej naturalnie.
_________________





[Profil]
 
 
Caroline Campbelle


Wysłany: 2018-08-18, 16:36   

Obserwowała w ciszy zastanawiajaca się nad odpowiedzia Calanthe. Sama zastanawiała się co by na jej miejscu odpowiedziała. Obrazy nie przypadły jej do gustu, więc na pewno próbowałaby uniknać niemiłej odpowiedzi. Tak samo jak i pozytywnej.
- Rozumiem - powiedziała Carol, kiedy doczekała się odpowiedzi - Ja także preferuję dawniejsze style w sztuce, jednak bardziej kształtowałam się w kierunku architektury, więc nie jestem profesjonalnym znawca malarstwa. Szczególnie jeśli chodzi o malarstwo nowoczesne pomimo tego, że studiowałam historię sztuki, na której był ten rodzaj malarstwa poruszany - stwierdziła całkiem szczerze. Uwielbiała oczywiście malarstwo, tak samo jak każdy inny rodzaj sztuki, jednak obrazy nie przemawiały do niej na tyle, na ile przemawiała do niej architektura. Z tego powodu połowę zajęć zwiazanych z malarstwem pomijała, ponieważ nie były one obowiazkowe. Głównie dotyczyło to wykładów, na których były poruszane epoki, których nie lubiła. Stuprocentowa obecność miała tylko na zajęciach z malarstwa nowożytności, od czasów renesansu do romantyzmu. W tych stylach także stara się kierować swój talent plastyczny, który ostatnio zaniedbała na cześć rozwoju muzycznego i pracy - bycie kelnerka niosło ze soba kilka niemiłych rzeczy: było dość męczaca robota i Carol przebywała w kawiarni przez większość dnia.
- Uważam, że autor jest naprawdę utalentowany. - w końcu trafił tutaj. Po zachowaniu artysty, którego miała okazję dwa lub trzy razy zobaczyć dzisiejszego dnia w galerii, była pewna, że nie należy on do tej grupy nowoczesnych artystów, których prace znalazły się w galerii po znajomości i łaknięcia pieniędzy, nie majac przy tym za grosz talentu, ale należy do tej, w której znajduja się prawdziwi artyści. Tacy, którzy machnięciem pędzla potrafia ukazać niesamowite emocje pomimo tego, że na obrazie nie było żadnego konkretnego tematu figuratywnego, a tylko same abstrakcyjne plamy - takich artystów dwudziestego pierwszego wieku Caroline szanowała - Może nie znam się na sztuce nowoczesnej, ale sadzę, że niektóre obrazy artysty zostały namalowane z wyraźna ekspresja. Powiedziałabym, że jak u Jacksona Pollocka. - wyraziła swoje zdanie i odwzajemniła delikatny uśmiech. Nie bała się powiedzieć tego, co miała na myśli. Chyba, że postanowiłyby rozmawiać bardziej dogłębnie na temat obrazów. Wtedy, gdyby poróżniła je różnica zdań, mogłaby powstać delikatna kłótnia, czego Caroline oczywiście nie chciała. Jej zdaniem obrazy oprócz pierwszorzędnie wychwyconych i wyraźnych emocji, nie miały w sobie nic głębszego, co by można było przeanalizować. A Carol uwielbiała wpijać się we wnętrze dzieła i szukać drugich, często mało oczywistych, znaczeń, których tutaj nie było.
Nie zaskoczyło jej zdziwienie Calanthe na oznajmienie kobiecie, gdzie pracuje. Spodziewała się tej reakcji, ponieważ sama byłaby zaskoczona na jej miejscu, gdyby młoda, według wielu dobrze zapowiadajaca się artystka, pracowała w tak pospolitym miejscu jak kawiarnia.
- Będę robiła wszystko, żeby się nie zmarnował - zapewniła, uśmiechajac się - Nie chcę pracować jako kelnerka do końca życia. - dodała ze lekkim śmiechem. Jej ambicje sięgały za wysoko, żeby poprzestać na tak prymitywnej pracy.
Bez słowa wysłuchała następnych słów Calanthe, przytakujac jej przy okazji. W teatrze brakuje młodych osób, bo wszyscy chca zdobyć sławę dzięki filmie. Caroline nie podażała jednak za sława, a za samorozwojem, który mogła kształtować lepiej na deskach teatru niż przed kamerami.
- Byłaby Pani w stanie to zrobić? - zapytała w lekkim szoku, kiedy Calanthe zaproponowała jej pomoc w powrocie na scenę. Nawet zapomniała, że miała się zwracać do niej po imieniu. Nie pomyślała o tym, że znajomość samej dyrektorki London Palladium mogłoby jej ułatwić dotarcie na scenę prawdziwego teatru. Zawsze była egoistyczna w swojej drodze do celu, ponieważ nigdy nie prosiła nikogo o pomoc, jednak ani razu jej nie odmawiała, kiedy ktoś ja proponował. - Nawet nie wiesz jak bardzo byłabym wdzięczna! - powiedziała z ekscytacja w głosie i delikatnym niedowierzaniem.
_________________

FOLLOW YOUR DREAMS
[Profil]
 
 
Calanthe Somerset



55

dyrektorka london palladium

straciła swoją miłość lata temu

Southend

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, mav, izzy, yev, sherrie, nancy

Wysłany: 2018-09-06, 23:20   
  

  
Calanthe Somerset

  
christmas is the day that holds all time together

  

  
  
  
  


Uśmiechnęła się delikatnie, wyrozumiale, jednocześnie kiwajac głowa. Zapewne zdażyła poznać Caroline na tyle, aby pozyskać informację odnośnie kierunku jej wykształcenia, więc teraz, gdy Campbelle wspomniała ten fakt, nie wykazała żadnego zdziwienia. Nie zaskoczyło jej również stwierdzenie, jakoby Carol nie znała się na sztuce. Sama również, mimo tego iż niekiedy zdarzało jej się uczęszczać na wernisaże badź po prostu zagladać do galerii sztuki, nie uważała malarstwa za swoja pasję. Ot, czasami po prostu należało przynajmniej spróbować poszerzać swoje horyzonty. Zwłaszcza że, zdaniem Calanthe, człowiek kulturalny powinien wiedzieć coś na każdy temat. I niekoniecznie chodziło tu o bycie ekspertem we wszystkich dziedzinach, raczej o zwyczajne rozeznanie w tym, co interesowało świat oraz idaca za tym biegłość oraz elastyczność w rozmowach, nieważne na jaki temat się toczyły.
- Ja również niespecjalnie znam się na sztuce, aczkolwiek uważam, że podstawowa wiedza wystarczy, aby być w stanie stwierdzić, czy coś się nam podoba, czy wręcz przeciwnie - stwierdziła łagodnie. Być może w tym przypadku sztuka nowoczesna wymagała nieco więcej uwagi, ponieważ, zamiast zwyczajnie ja podziwiać, należało raczej szukać sposobów do jej interpretacji, ale w te tematy wolała się już nie zagłębiać. Jej konikiem był teatr, a nie malarstwo. Mimo to skinęła głowa, tym samym zgadzajac się z pobieżna opinia Caroline. Autor rzeczywiście był utalentowany. Gdyby fakty prezentowały się inaczej, jego prace raczej nie ukazałyby się w najbardziej znanej galerii sztuki w Brentwood. Calanthe miała okazję poznać dyrektora tego miejsca i zdołała przekonać się, iż był to człowiek konkretny i wymagajacy. Wszystkie prace, jakie pojawiały się wewnatrz murów Acrylic Image, musiały najpierw zostać przez niego odpowiednio docenione, a to zaś oznaczało, iż autor wernisażu, który odbywał się tamtego wieczoru, musiał mieć talent. - Być może rzeczywiście widać w tej kwestii podobieństwo - przyznała, gdy już obdarowała jeden z najbliższych obrazów dłuższym spojrzeniem. Zaraz potem znowu zerknęła na Caroline. - Interesujace spostrzeżenie. - Sama raczej nie pokusiłaby się o podobne stwierdzenie, chociaż prawdopodobnie ze względu na fakt, iż nie czuła się w temacie malarstwa wystarczajaco swobodnie, a nie z powodu braku wspomnianego przez dziewczynę podobieństwa. Jakaś analogia pomiędzy autorem obrazów a Pollockiem na pewno istniała, a przynajmniej Somerset byłaby w stanie uwierzyć Caroline na słowo, jako iż, pomimo dużej różnicy wieku, z nich dwóch to ona bardziej znała się na sztuce, nawet jeśli uparcie utrzymywała inaczej.
Posłała dziewczynie delikatny, zabarwiony zadowoleniem uśmiech, gdy przyznała, że swoja aktualna pracę traktowała wyłacznie jako coś przejściowego. Wiedza, iż Campbelle nie chciała zmarnować swojego talentu, przyniosła Calanthe spora ulgę. Gdyby dziewczyna jednak stwierdziła, że wszystkie jej dotychczasowe osiagnięcia były nieznaczace i zamierzała zajać się w życiu czymś zwyczajnym, Somerset z pewnościa poczułaby się rozczarowana, zarówno Caroline, jak i własna, wysoka ocena odnośnie jej zdolności, ponieważ okazałoby się, iż w gruncie rzeczy jej zdanie nie znaczyło zupełnie nic. A to raczej nie było czymś, z czego chciałby sobie zdać sprawę dyrektor jednego z najbardziej prestiżowych, londyńskich teatrów.
Jej zadowolenie powiększyło się jeszcze bardziej, kiedy ujrzała reakcję Campbelle na jej propozycję pomocy.
- Oczywiście - odpowiedziała z uśmiechem, szczerze uszczęśliwiona nie tylko faktem, iż Caroline nie odrzuciła jej propozycji, lecz samym jej zapałem do jak najszybszego powrotu na scenę. - Na pewno zaczynaja się właśnie castingi do "The King and I", "Phèdre" i "Mayday". - We wszystkich tych sztukach pojawiały się na tyle istotne oraz ciekawe role kobiece, że dziewczyna mogłaby znaleźć coś dla siebie. Pytanie tylko, czy była zainteresowana.
_________________





[Profil]
 
 
Caroline Campbelle


Wysłany: 2018-09-15, 13:32   

Zdziwiła ja trochę odpowiedź Calanthe. Kobieta majaca do czynienia ze sztuka na co dzień (w końcu teatr to też sztuka) mówi, że niespecjalnie zna się na tym. Nawet jeśli chodziło jej tylko o malarstwo, Carol uważała, że Pani Somerset miała duża wiedzę na ten temat. Zapewne udawała, że nie wie za wiele, albo sama nie była świadoma swojej wiedzy. Jeśli jednak faktycznie malarstwo nie było atutem Calanthe, to nie było przecież w tym nic złego. Człowiek nie może znać się na wszystkim.
- Prawda. Nie trzeba być wielkim geniuszem, żeby postawić subiektywna ocenę. Najważniejsze to mieć jakaś podstawowa wiedzę, bo wypowiadanie się o czymś, o czym kompletnie nie ma się pojęcia jest najwyraźniej prymitywne
Nigdy nie przepadała za ludźmi, którzy uważali się za niesamowicie madrych, a kiedy się odezwali na jakiś temat, wychodziło szydło z worka - nie mieli bladego pojęcia o tym, o czym się wypowiadali. Irytowało ja takie zachowanie. Caroline nigdy nie wstydziła się niewiedzy na jakiś konkretny temat i nie widziała w tym nic złego, po prostu nie odzywała się zbyt wiele w takim momencie.
Na potwierdzenie przez Calanthe podobieństwa do Pollocka uśmiechnęła się tylko w jej stronę. Wielu było malarzy nawiazujacych do wyżej wymienionego, jednak mało było takich, co mu dorównywało. Ekspresjonizm abstrakcyjny może i był kompletnym absurdem według niej, jednak jeśli zagłębić się bardziej w tę sztukę - nie było to wcale łatwe. Każdy mógł przecież namalować kilka plam na płótnie. Trudniej było jednak wpleść w to emocje. Artyście, którego obrazy dzisiaj ogladały, udało się to zdecydowanie. Tak jej się w każdym razie wydawało.
- Jest casting do "Phèdre"?! - zapytała nie udajac zaskoczenia. Bardzo lubiła czasy starożytnej Grecji nie tylko pod względem architektury i rzeźby, ale także pod względem sztuki teatralnej. W końcu to tam narodził się teatr. - Chyba w najbliższym czasie wybiorę się do Londynu. - stwierdziła po chwili namysłu. Uśmiechnęła się szeroko. Nie był to żart. Już zaczęła myśleć o tym na poważnie. Mogłaby sobie wziać wolne na kilka dni, jej pracodawca na pewno nie miałby nic przeciwko. A w samej stolicy mogłaby przecież przenocować u rodziców. Do castingu nie potrzebowała wiele przygotowań. Wystarczyłoby jej kilka dni.
Nigdy nie chciała zajmować się w życiu czymś zwyczajnym. Była to dla niej szara, nudna rzeczywistość, nie pasujaca do niej. Zawsze uważała takie zwyczajne rzeczy, sytuacje za coś przejściowego. Coś dajacemu człowiekowi odpoczać i przygotować się do kolejnych niezwykłych spraw. A castingi do spektakli teatralnych bynajmniej do szarej codzienności nie należały.
_________________

FOLLOW YOUR DREAMS
[Profil]
 
 
Calanthe Somerset



55

dyrektorka london palladium

straciła swoją miłość lata temu

Southend

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, mav, izzy, yev, sherrie, nancy

Wysłany: 2018-09-15, 22:16   
  

  
Calanthe Somerset

  
christmas is the day that holds all time together

  

  
  
  
  


Calanthe faktycznie miała jakieś pojęcie o sztuce i, chociaż nie było one porównywalne z tym, co wiedzieli ludzie zajmujacy się malarstwem na co dzień, na pewno oddzielało ja ono od grona nielubianych przez Caroline, prymitywnych osób, których wiedza ograniczała się do tego, co udało im się wysłuchać w telewizji. W tym przypadku jednak nie mogła pozwolić sobie na ciekawsza, bardziej merytoryczna rozmowę, ponieważ rozchodziło się o sztukę współczesna, która nie była specjalnie bliska jej sercu. Freski nie przestawały jej zachwycać, uwielbiała impresjonizm, a, jeszcze gdy była nastolatka, interesowała się malarstwem religijnym,co prawda głównie ze względu na nacisk rodziców, lecz nawet po latach rozpoznawała widywane w bardziej prestiżowych galeriach sztuki obrazy i podziwiała przeróżne, skomplikowane formy ich przedstawienia. Nigdy nie interesowała się jednak bardziej sztuka współczesna, a brak interesujacych spostrzeżeń zaważył na tym, że nie chciała zajmować Caroline nieciekawa rozmowa. I tak nic, co było znane Calanthe, by jej nie zadziwiło. W końcu z nich dwóch to właśnie Campbell była bardziej ukierunkowana na sztukę.
- Otóż to - przytaknęła miękko. Do stwierdzenia, czy obraz się komuś podobał, czy nie, nie potrzeba było wiele wiedzy teoretycznej. Co innego, gdy w grę wchodziła interpretacja czy bardziej rozległa ocena dzieła. W takim przypadku trzeba było już wiedzieć, po jakiej przestrzeni należało się poruszać.
Powoli odwróciła się od obrazu, na który dotychczas patrzyła i spojrzała na swoja towarzyszkę.
- Owszem - odpowiedziała lakonicznie, lecz z zadowoleniem, wynikajacym przede wszystkim z entuzjastycznej reakcji swojej rozmówczyni. - W reżyserii Adriana Noble'a - dodała z zadowoleniem. Co prawda nie miała pojęcia, czy Caroline kojarzyła tego reżysera, ale sama pozostawała pod wielkim wrażeniem reżyserowanych przez niego sztuk. Do dziś zdarzało jej się wspominać obejrzana w 1993 "The Winter's Tale", nad która pracował własnie Noble. - Podejrzewałam, że najbardziej zainteresuje cię właśnie to - powiedziała z łagodnym uśmiechem. W jakiś sposób, być może przez tamtego "Makbeta", który rozpoczał ich znajomość, kojarzyła sobie Caroline głównie ze sztukami, które miały już sporo lat i ogromny prestiż. I chociaż była wierna założeniu, iż dobry aktor powinien był umieć odnaleźć się w dramatach z każdego okresu historii, ucieszył ja fakt, że Campbell zareagowała entuzjazmem właśnie na "Phèdre". Sama najbardziej widziała ja bowiem w tej sztuce. - Naturalnie, zapraszamy. - Lekki uśmiech ani na chwilę nie znikał z jej twarzy. Widok pałajacej pasja do teatru, młodej osoby wywoływał w niej ogromna satysfakcję. - Oczywiście, jak obiecałam, polecę cię reżyserowi - powtórzyła, pragnac jeszcze bardziej zmotywować dziewczynę do wzięcia udziału w castingu. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że kwestia kluczowa w tym przypadku były umiejętności, jednak o to akurat się nie martwiła. Na własne oczy widziała, jak spektakularnie Caroline poradziła sobie w odegraniu roli Lady Makbet. To wspomnienie stanowiło dla niej najlepsza gwarancję na to, że Campbell wkrótce miała ponownie stanać na deskach teatru, oczywiście jeśli tylko rzeczywiście zamierzała pojawić się na castingu.
_________________





[Profil]
 
 
Caroline Campbelle


Wysłany: 2018-10-08, 21:47   

Caroline zareagowała uśmiechem na dwa słowa Calanthe, wyraźnie kończące rozmowę o sztuce. Temat ten najwidoczniej wyczerpały do końca, chociaż Carol chętnie ciągnęłaby rozmowę w nieskończoność. Może niekoniecznie na temat sztuki współczesnej. Z przyjemnością rozmawiałaby o renesansie. Jednak w tej kwestii prowadziłaby raczej monolog niż konwersację z rozmówczynią.
- To świetnie - powiedziała na wieść o reżyserze, chociaż jego nazwisko tylko obiło się o jej uszy - Kojarzę reżysera, jednak nie miałam okazji dobrze zapoznać się z jego twórczością - przyznała. Z niczego innego nie kojarzyła tego reżysera, jak tylko ze Snu nocy letniej inscenizowanego przez The Royal Shakespeare Company w 1994. Niestety nie miała okazji obejrzeć tego spektaklu, ponieważ miała wtedy 2 latka, za to kilka lat temu obejrzała ekranizację na podstawie tego widowiska. Ekranizację, której reżyserem był również Adrian Noble. Tak czy tak będzie musiała dowiedzieć się o nim nieco więcej. W końcu ma startować w castingu do sztuki przez niego reżyserowanej.
- Uwielbiam sztuki nawiązujące do kultury starożytnej Grecji, więc na pewno skorzystam z zaproszenia - oznajmiła nie myśląc już o wystawie w Acrylic Image. Teraz była tylko ona, zafascynowana możliwością rozwoju, i Calanthe, która jej to właśnie umożliwiła i obudziła dawne marzenia.
- Jejku, dziękuję! - odpowiedziała z radością i przez moment miała chęć uściskać Calanthe, jednak nie wiedziała, czy jest to w tym momencie taktowne. Powstrzymała się więc od tego. - Czy wiadomo do kiedy będzie trwał casting? - zapytała zaraz zaciekawiona. Na pewno odpowiedzią będzie coś w stylu, że aż nie znajdą odpowiednich aktorów, ale to różnie bywa. Chciała jednak się upewnić, czy ma wystarczająco czasu na dokładne przygotowanie się do castingu i, oczywiście, przyjazd do Londynu.
_________________

FOLLOW YOUR DREAMS
[Profil]
 
 
Calanthe Somerset



55

dyrektorka london palladium

straciła swoją miłość lata temu

Southend

mów mi: emka

multikonta: riley, chester, latifa, mav, izzy, yev, sherrie, nancy

Wysłany: 2018-10-19, 20:09   
  

  
Calanthe Somerset

  
christmas is the day that holds all time together

  

  
  
  
  


Uśmiechnęła się lekko i skinęła głową. Niewielka wiedza Caroline odnośnie wspomnianego przez nią człowieka niekoniecznie ją zdziwiła, wszak Adrian Noble był głównie reżyserem teatralnym. O wiele większą sławę posiadali reżyserzy filmowi, co zresztą nie było dla Calanthe niczym zadziwiającym. Już dawno temu pogodziła się z tym, iż teatr posiadał mniejszą renomę.
- Ja również - przyznała, a jej twarz wygładziła się w wyrazie zadowolenia. Ludzie, a zwłaszcza aktorzy, którzy ponad wszystko cenili sztukę starożytną, automatycznie zaskarbiali sobie jej sympatię. Antyk obfitował w całe mnóstwo ciekawych motywów teatralnych, których problematyka nigdy, nawet mimo upływu wieków, nie przestawała być interesująca. Chociaż być może sympatia Calanthe do dzieł wywodzących się ze Starożytnej Grecji wynikała z tego, iż jej zamiłowanie do teatru rozwinęło się po przeczytaniu "Antygony", która rozpaliła w niej miłość oraz fascynację tą dziedziną sztuki. Nawet dzisiaj, po tak wielu, wielu latach, za każdym razem, gdy afisze angielskich teatrów odkrywały nową interpretację "Antygony", Somerset starała się znaleźć wolny moment na to, aby je obejrzeć. Czysty sentyment. - Dlatego na pewno pojawię się premierze "Phèdre" - zapowiedziała, posyłając Caroline uśmiech. Oddzielną rzeczą było jej uwielbienie do sztuki antycznej, a oddzielną chęć ponownego obejrzenia Campbelle na deskach teatru. Na szczęście w tym przypadku obie te sprawy szły ze sobą w parze.
Uśmiechnęła się serdecznie, słysząc podziękowania dziewczyny. Uwielbiała wyrządzać ludziom przysługi, uchylać przed nimi wrota do czegoś pozornie nieosiągalnego. Po części dlatego, że lubiła czuć się istotna, a po części po prostu z uwagi na fakt, iż kiedyś sama podobną pomoc otrzymała, toteż doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że należało jak najczęściej powielać dobre uczynki. Na własnym przykładzie przekonała się bowiem, iż serdeczność jednego człowieka potrafiła dokonać wielu zmian.
- O ile mnie pamięć nie myli to do końca tego miesiąca - powiedziała, zerkając na znajdujący się po jej lewej stronie obraz tak, jak gdyby to on miał pomóc jej w przypomnieniu sobie konkretnych dat. - Na pewno wszystkie informacje widnieją na stronie internetowej teatru - dopowiedziała po chwili, gdy ostatecznie pamięć ją zawiodła. No cóż, to już nie te lata. - Aczkolwiek, jeśli oczywiście wyrazisz na to zgodę, zapowiem cię na konkretny dzień, który nie będzie kolidował z twoimi obowiązkami - zaproponowała swobodnym tonem głosu. Nie miała zamiaru nadużywać swojej pozycji, chciała po prostu jak najbardziej ułatwić Caroline wszystkie formalności, jako że widziała w niej naprawdę wielki potencjał. Oraz, oczywiście, główną gwiazdę przyszłego spektaklu.
_________________





[Profil]
 
 
Anthony Rowley



25

Fotograf

South - West Brentwood

mów mi: Seba

multikonta: Benjamin Frost

Wysłany: 2019-01-06, 17:01   
  

  
Anthony Rowley

  
Strip down for me, go on, take 'em off.

  

  
  
  
  
  


Tuż po odczytaniu ostatniej wiadomości od Ethana Antoś zwklekł się z łóżka i postanowił trochę się zorganizować. Pamiętał czasy kiedy musiał z samego rana układać pół godziny włosy, bo wyglądały okropnie... Odkąd były one krótkie tego problemu już nie miał, więc jak spojrzał na zegarek i zobaczył, że do wyjścia ma dwie godziny to niekoniecznie potrafił sobie odpowiedzieć na to, dlaczego już wstaję skoro mógł na legalu jeszcze sobie poleżeć. Spojrzał w lustro i jedyne co tam widział to zmęczonego Rumuna, który chciałby ułożyć sobie życie, a jedyne co z tego miał to odbicie lustrzane, które wyglądało jakby jedyne o czym marzyło to wyjść z tego lustra i poszukać lepszego Tośka. No nic, poszedł pod prysznic, dzięki któremu nieco lepiej wyglądał, a następnie coś zjadł, wypił kawę, spalił papierosa na balkonie i tak minęło pół godziny.
-No nie - jęknął nie wiedząc co może ze sobą jeszcze zrobić. Zadzwonił więc do swojej znajomej, z którą mógł dzielić się wieloma sekretami i tak też zrobił w tym momencie. Poradził się jej, przyjął do wiadomości jej wszelkie rady i z uśmiechem stwierdził, że czas wychodzić. Do galerii doszedł na pieszo, bo potrzebował się dotlenić. Od trzech dni nie miał kontaktu ze światem poza pracą, w której i tak zauważano, ze coś jest nie tak. Snuł się, był jakiś obojętny, niby się uśmiechał i żartował, ale wszystko robił dobrze i nic nie udało mu się spieprzyć jak to zazwyczaj bywało w jego przypadku... Zupełnie nie on. Tuż przed samą galerią zapalił sobie papierosa w trakcie którego w oddali zauważył zbliżającego się Ethana. Uśmiechnął się na jego widok i tak, jak poradziła mu koleżanka zamierzał nie wracać wspomnieniami do ostatniego spotkania, a jedynie pokazywać się z jak najlepszej, antosiowej strony, którą tak bardzo uwielbiał model... Tak żeby zatrzeć ślady po nieudanym wieczorze.
-Hej, modelu - przywitał się i objął go na przywitanie tak, jak to miałby w zwyczaju z każdym znajomym. "Zajebiście Ci idzie, Tosiek, zajebiście" pogratulował sobie w myślach, choć czy było to najlepsze posunięcie? Kwestia sporna. Dokończył papierosa i skierowali się do środka galerii, gdzie zapłacili za wstęp, rozpłaszczyli się i zaczęli wędrówkę po nowej wystawie. -Jak Ci minął dzień? - zagaił próbując jakoś ogrzać zmarznięte dłonie, bo o ile czapka, kurtka i szalik były odpowiednie na tę porę roku tak już o rękawiczki się nie zatroszczył, bo twierdził, że są mu zupełnie zbędne.
[Profil]
 
 
Ethan Wild



26

model

East Brentwood

mów mi: Kiki

Wysłany: 2019-01-06, 19:37   
  

  
Ethan Wild

  
...

  

  
  
  
  


Przez ostatnie trzy dni Ethan zastanawiał się czy napisać do Antosia, czy też nie. Kiedy miał juz pisać, to rezygnował, bo stwierdzał że to może jednak jeszcze za szybko, że może powinien mu dać więcej czasu.. no i przede wszystkim żeby chłopak nie pomyślał, że model nie może bez niego teraz wytrzymać. Choć tak naprawdę teraz nie mógł, bo chciał wiedzieć czy mają jeszcze w ogóle jakieś szanse. Mógł żyć bez niego ponad rok, ale teraz kiedy go spotkał to musiał zrobić coś aby do siebie wrócili. Ostatnim razem poszło mu to cudownie..
W sumie to tak sobie teraz myślę, że Ethan to pewnie pracuje w Londynie, mieszka w Brentwood ale ze dwa razy w tygodniu jeździ do Londynu do agencji, robi jakieś sesje i wraca tutaj. Nie wiem skąd u niego taki pomysł na życie ale skoro tak było mu wygodnie to co ja mogę. Pewnie miał jakieś swoje powody przez które nie chciał mieszkać w Londynie, tylko wolał mniejsze miasto, a tutaj kariera modela była skazana na niepowodzenie. Póki co nie potrafił się z nią jeszcze pożegnać, a skoro go chcieli to korzystał. Nie uśmiechało mu się szukać teraz nowej pracy.. bo co on umiał.. całe życie był modelem, na studia nie poszedł bo nie były mu do niczego potrzebne.. Nie przewidział chyba tego, że jednak będzie coraz starszy niż młodszy i niedługo kariera się skończy. Chociaż przynajmniej sporo zarabiał na tych sesjach, to przynajmniej tutaj się nie martwił.
Eth właśnie wrócił do mieszkania, zrobił sobie jakiś obiad (choć wciąż gotowanie nie szło mu najlepiej), a kiedy kończył jeść usłyszał dźwięk przychodzącej wiadomości, popatrzył niepewnie na telefon, jakby się bał co tam zaraz zobaczy. Nie odezwał się do Antosia, to Antoś odezwał się do niego.. w końcu! Uśmiechnął się lekko czytając smsa i zaraz mu odpisał, zgadzając się na spotkanie. Stwierdził, że miał jeszcze sporo czasu, więc wyskoczył sobie jeszcze na zakupy, bo miał już pustą lodówkę i zapodział gdzieś ostatnio słuchawki do telefonu, więc zakupy były niezbędne. Kiedy wrócił została mu godzina, więc od razu zaczął się szykować na spotkanie, wziął prysznic, przebrał się, ułożył włosy i w pośpiechu wyszedł z mieszkania po drodze zabierając szybko portfel i telefon. Pewnie specjalnie zorganizował sobie czas tak, że ledwo zdążył na spotkanie, bo inaczej za dużo by o tym wszystkim myślał, a tak to na to już nie starczyło mu czasu. -Cześć.- uśmiechnął się i Antoś zaskoczył go tym uściskiem, ale model cieszył sie że to zrobił, atmosfera od razu wydawała się być jakaś "luźniejsza". Ale czy to faktycznie było dobre posunięcie.. tego wydaje się, że nie wiedział nikt. -Dobrze, rano byłem w agencji, załatwiłem co trzeba i to w sumie by było na tyle.- odpowiedział, nie będzie mu szczegółowo jeszcze opowiadał o zakupach, to było jednak mało interesujące. -A tobie? Co robiłeś?- zapytał i zaczął rozglądać się po wystawie, szukając czegoś co go zainteresuje.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 5