Poprzedni temat «» Następny temat
The Chequers
Autor Wiadomość
Frankie Shah




Wysłany: 2018-04-05, 20:57   

Mimowolnie parsknęła śmiechem, wypuszczajac dymek kacikiem ust, bo pamiętajac te wszystkie podsumowania, które za tych lepszych czasów – gdy to Richard dalej wesoło olewał córkę na szerokim morzu, a ona szkoliła psy policyjne – uskuteczniały po godzinach pracy czy to w domu Shah, w towarzystwie wtedy jeszcze tylko jedynej współlokatorki, jaka była Leah, czy obskurnym barze, podobnym do tego za ich plecami. Za cholerę nie pamiętała czy faktycznie znalazły się tam kobiety w poważnym wieku (będace jak wino, im starsze, tym lepsze…), ale młode matki? Po policjantce mogła spodziewać się wszystkiego.
Przestapiła z nogi na nogę, oceniajac krytycznie stan spalonego papierosa na przynajmniej cztery porzadne pociagnięcia i bezczelnie przytaknęła blondynce – trochę zdrowego narcyzmu nie było przecież takie złe.
- Jeszcze nie widziałam się w lustrze, ale coś czuję, że chyba mam tutaj ładne zadrapanie?
Wskazała na prawa skroń, skad wcześniej, gdy była jeszcze w parterze, spadła drobina szkła i spojrzała pytajaco na Jo, odgarniajac kosmyk włosów.
Niezależnie od tego, jaka odpowiedź uzyskała, zapewne wzruszyła ramionami, zrzucajac cała winę na Arizonę, której kiedyś na pewno jeszcze się odpłaci. Nadal ziała złościa przy szybie radiowozu, jak wściekły pudel, tym razem goraczkowo rozmawiajac przez telefon komórkowy.
- Jeśli twój tyłek nie ma dość siedzenia dzisiaj… - zaczęła z sugerujacym jedyna i oczywista wersję spędzenia tego wieczoru, przy czym pokiwała lekko głowa na boki, pstrykajac lekko kciukiem w filtr papierosa. - …to możemy pójść gdziekolwiek i nadrobić trochę wydarzenia. – a to ci nowość, Frankie z reguły nie wychodziła z takimi propozycjami, dlatego prędko przeszła do przodu te dwa, trzy kroki, zaciagnęła i zanim Moore dokończyła, wtraciła: - Możesz opowiedzieć mi o tych bachorach, co wpadli w zeszłym tygodniu z dopalaczami. – machnęła w kierunku baru. – Słyszałam, jak o tym gadali przy piwie. Serio najmłodszy z nich miał tylko osiem lat? – nawet uniosła brwi w zdumieniu, bo nadal nie mogła pojać, jak bardzo najmłodsze szczeble pokolenia Z już torowało sobie ścieżkę do kryminalnego tango. Poza tym, lepiej było mówić o pracy Moore niż odpowiadać na pytania, które na pewno jeszcze dzisiaj padna – dlaczego nie byłaś na pogrzebie?; gdzie zniknęłaś?; ojciec wiedział?. Potrzebowała ginu z tonikiem.
[Profil]
 
 
Jo Moore

Wysłany: 2018-04-10, 20:41   

Zmrużyła oczy i zrobiła krok w stronę brunetki, po czym ujęła w doń jej podbródek, żeby lepiej przyjrzeć się temu ładnemu zadrapaniu. Rzeczywiście, nie wygladało to zbyt ciekawie, ale rana chyba nie była zbyt głęboko, skoro paramedycy nie zarzadzili zakładania szwów. A może nawet nie zauważyli rysy na skroni Shah?
- Przeżyjesz - stwierdziła krótko Moore. Sama wychodziła nie z takich opresji - rany postrzałowe, pobicia, złamania. Takie zadrapanie to był pikuś. Na wzmiankę o gangu małoletnich przestępców, którzy handlowali narkotykami, Jo przycisnęła papierosa do ust i pokręciła głowa. - Nie osiem, tylko czternaście. To miasto zawsze słynęło z dziwnych plotek - zaśmiała się, ale bez żadnych złośliwości. Brentwood było jej domem i chociaż wychowała się gdzie indziej, w pewnym sensie przynależała do tego miejsca, gdzie otaczała się ludźmi, którzy uszczęśliwiali ja w całości. - No dobra - tym razem krótkie skinienie głowy, co miało oznaczać przytaknięcie do propozycji Frankie. - Ja opowiem ci, co działo się w mieście pod twoja nieobecność, a ty opowiesz mi gdzie się podziewałaś - mały handel informacjami jeszcze nikomu nie zaszkodził. Poza tym Moore naprawdę była ciekawa, dokad to wywiało Shah. A może tak naprawdę brunetka przez cały ten czas była w mieście, tylko zręcznie ukrywała przed ludźmi? Czasami każdy potrzebował chwili wytchnienia. - Tylko wiesz, muszę zrzucić te ciuszki i nakazać chłopaczkowi spisać raport - tym razem to ona wskazała podbródkiem na lokal, gdzie świeży ciagle notował zeznania świadków. Wprawdzie Shah również powinna zostać przesłuchana, ale Jo wolała darować sobie te zbędne pieprzenie. Mogła przymknać oko na kilka spraw, wszak była zastępca komendanta policji. Nie, nie wykorzystywała tego zanadto, ale lepiej było mieć w niej kumpla niżeli wroga. Franki z pewnościa powinna zapamiętać to na przyszłość, tak na wszelki wypadek. Nie, żeby Moore miała zamiar w jakikolwiek sposób uprzykrzyć jej życie, ale jeśli brunetka wpadnie w jakieś tarapaty, będzie wiedziała, do kogo zadzwonić, żeby zyskać trochę dodatkowego czasu.
[Profil]
 
 
Raya Blackborne








31

diagnosta laboratoryjny

chemia!

East Brentwood

mów mi: Catt

multikonta: Kara

nieobecność: może kiedyś wrócę <3

Wysłany: 2018-11-15, 20:14   
  

  
Raya Blackborne

  
start your life with your head held high


/ jakoś po evencie halloweenowym

Okropnie jej się nudziło. Czuła jakby ostatnio w ogóle nie miała życia, jedyne co robiła to pracowała i siedziała w domu, oglądając seriale czy grając. Ta cała impreza halloweenowa zdawała się całkowicie pozbawić ją energii. Nie spodziewała się, że zostanie tam tak długo, myśląc, że oprócz swojej towarzyszki nikogo znajomego tam nie spotka i posiedzi tak ze dwie czy trzy godzinki, może więcej i potem się ulotni, a tu proszę - sama nie pamięta o której nawet dotarła do domu i co najważniejsze, nawet dobrze się bawiła. Fascynujące. I to nie tak, że Blackborne nie lubiła imprez, ale nie lubiła imprez z mnóstwem nieznajomych wokół. Dla niej najlepsze były domówki czy coś w tym rodzaju, gdzie znała chociaż część ludzi.
Z tym, że po tej imprezie jakoś nic jej się nie chciało. A przynajmniej do czasu gdy się zaczęła nudzić. Tego już nie mogła znieść, więc po krótkim zastanowieniu zadzwoniła do Ascela, którego całkiem dawno nie widziała, a z którym nigdy nie potrafiła się nudzić. Udało im się umówić nawet tego samego dnia, więc już po paru godzinach znalazła się w jednej z jej ulubionych knajp - bar z planszówkami. Każdy kto znał Rayę, doskonale wiedział jak bardzo uwielbia gry każdego rodzaju, więc można łatwo przewidzieć gdzie będzie chciała iść.
Weszła do lokalu, rozglądając się za brunetem. Kiedy po paru minutach go nie mogła znaleźć, stwierdziła że zajmie im chociaż stolik, gdzie będzie mogła na niego poczekać. Jednak najpierw podeszła do baru, gdzie zamówiła swój preferowany drink - whisky z colą. Wiedziała, że są osoby, które nie popierają tego wyboru i mówią, że 'bezcześci' whisky, ale szczerze mówiąc, miała to głęboko w tyle.
Po paru chwilach, już z drinkiem w ręku szukała wolnego stolika, co było całkiem sporym wyznaniem, biorąc pod uwagę ilość ludzi tego wieczoru, ale po paru minutach w końcu coś znalazła! Szczęśliwa, posadziła swoje cztery litery na krześle i wyciągnęła telefon, na którym wysłała do Aldridga wiadomość jak ją szybko znaleźć. A potem rozsiadła się wygodnie i cierpliwie czekała, sącząc powoli swojego drinka.
_________________


<img src="https://i.imgur.com/drr4jEq.gif" width="110" style="margin-top: -53px; margin-right: -125px;">
<img src="https://i.imgur.com/awBvjnr.gif" width="110" style="margin-top: -111px; margin-left: -125px;">
<div style="font-family: 'Indie Flower', cursive; font-size: 14px; color: #b84222; text-shadow: 1px 0px 1px #5d5d5d;">If this was our last time
what would we do
what would we say then?<div style="text-align:right; width: 235px; margin-top: -5px;">
[Profil]
 
 
Asclepius Aldridge








33

pracuje na oddziale ratunkowym

i próbuje rozkochać w sobie Sherriego

North Brentwood





Wysłany: 2018-11-24, 23:24   
  

  
Asclepius Aldridge

  
You can fight every day but you cannot win every day.


Oczywiście, że nie miał czasu. Przynajmniej nie na głupie, bezsensowne rzeczy, których kompletnie nie chciał robić, jednak gdy w grę wchodziło spędzenie trochę czasu z dobrym towarzystwem, to… zawsze dało się coś wykombinować. Może dobra nie trwała 36 godzin, ale z drugiej strony wygospodarowanie kilku godzin w tygodniu nie było zadaniem nie do wykonania. W końcu nie samą pracą człowiek żyje! Stąd też wiadomość od Blackborne nie dość, że idealnie wpasowywała się w jego potrzeby, to w dodatku… to była Raya. Znał ją na tyle długo, by wiedzieć, że zdecydowanie będzie się działo. Ta dwójka zwykłe wyjście do pubu potrafiła zmienić w wyprawę życia, trzeba było im uwierzyć na słowo.
Do The Chequers wpadł delikatnie spóźniony, lecz tu już wina nie leżała po jego stronie – korki skutecznie utrudniły mu dotarcie na czas. Nie przejął się tym jednak szczególnie, w końcu czym? Aldridge nie dałby radę psychicznie, gdyby o każdą rzecz miał się niepotrzebnie zamartwiać, a już szczególnie nad tymi, na które kompletnie nie miał wpływu. Jedynie wysłał jej krótkiego smsa, co z jego strony w zupełności spełniało wszystkie kryteria bycia miłym i odpowiedzialnym.
- Czeeeeść, nudziaro – powitał ją, gdy tylko znalazł odpowiedni stolik, a przy nim znajomą sylwetkę. Co zresztą nie należało do najtrudniejszych zadań, skoro dostał od niej informację, gdzie w tym zatłoczonym lokalu się podziewała. - Mam nadzieję, że od naszego ostatniego spotkania nie zrobiłaś niczego głupiego i teraz wcale nie będzie wielkiego... oświadczenia. Czy tam czegokolwiek innego – dodał, jeszcze zanim usiadł przy ich stoliku. Ten to zawsze miał coś do powiedzenia, bez względu na sytuację. Całkiem typowo dla Asclepiusa, więc nie powinno to wcale Rayę zdziwić. Niemniej nie powiedział już nic więcej, jedynie opadając na wolne miejsce z cichym westchnięciem i czekał na jej odpowiedź. Czymś do picia i samymi ekscytującymi planszówkami mogli się zająć później, na razie musieli wpaść na odpowiednie tory rozmowy. Kilka standardowych pytań się przyda, choć Aldridge i tak zdawał się być w świetnym humorze.
_________________
<div style="font-family: 'Source Sans Pro', sans-serif;; color: #00001a; font-size: 17px; line-height: 0.7; font-style: italic; width: 230px; text-align: right; ">Asclepius Aldridge<img src="https://imgur.com/Kjswq8a.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><img src="https://imgur.com/5zZ1Ks7.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><div style="width: 202px; border-left: #00001a 23px solid; padding: 2px; font-size: 9px; font-family: 'Tahoma'; color: #00001a; text-align: justify; line-height: 1;">What we have once enjoyed deeply we can never lose. All that we love deeply becomes a part of us.
[Profil]
 
 
Raya Blackborne








31

diagnosta laboratoryjny

chemia!

East Brentwood

mów mi: Catt

multikonta: Kara

nieobecność: może kiedyś wrócę <3

Wysłany: 2018-12-09, 16:37   
  

  
Raya Blackborne

  
start your life with your head held high


Ależ oczywiście, Raya dobrze wiedziała, jak zabiegany jest Asclep. Możliwe że to właśnie było jednym z powodów dla którego to właśnie do niego zadzwoniła, żeby trochę go oderwać od tych obowiązków. Bo dokładnie, w końcu nie samą pracą człowiek żyje, ale niestety, wyglądało na to, że czasami Aldridge'owi pasowałoby o tym przypomnieć, co właśnie uczyniła tego wieczoru.
Raya nie była jakoś bardzo zaskoczona lekkim spóźnieniem i to nawet nie dlatego, że zawsze tak było czy coś, ale też sama widziała jak sytuacja wygląda na mieście, więc nie denerwowała się zbytnio. Poza tym, jej samej zdarzały się spóźnienia, więc byłoby nie fair teraz się wściekać. W dodatku, po paru minutach dostała wiadomość od przyjaciela z potwierdzeniem jej przypuszczań, więc wygodnie usiadła na krzesła i zaczęła grać w jakiegoś zabijacza czasu na telefonie. W końcu jednak usłyszała znajomy głos, zbliżający się w jej stronę. Uniosła głowę, wyszczerzając zęby w uśmiechu - Czeeeeść, pijaku - odpowiedziała równie zgryźliwie, po czym zaśmiała się na jego dalsze słowa. - Tak dawno się nie widzieliśmy, że raczej nie mogę powiedzieć "nie" z czystym sumieniem - puściła mu znaczące oczko, jako że oboje wiedzieli jaka jest Raya po pijaku. Ale naprawdę, zupełnie nie pamiętała ostatniego razu, kiedy się skompromitowała, co nie oznacza że nie miało to miejsca... Po prostu najwidoczniej informacje o tym, co takiego narobiła do niej nie dotarły. A szkoda, takie historie zawsze są śmieszne. - A co z Tobą? Popełniłeś jakieś grzechy? - uniosła brew, upijając łyka swojego trunku. Po usłyszeniu jego odpowiedzi, przeskoczyła na już "normalniejsze" pytania. - A poza publicznymi kompromitacjami, to co tam u Ciebie? Jak życie leci? - zapytała, zaciekawiona. Bo jak już powiedziała, całkiem dawno się nie widzieli, więc racja, planszówki i picie może troszkę poczekać, w końcu mają całą noc na to! Teraz chciała wiedzieć o nowinkach z jego życia.
_________________


<img src="https://i.imgur.com/drr4jEq.gif" width="110" style="margin-top: -53px; margin-right: -125px;">
<img src="https://i.imgur.com/awBvjnr.gif" width="110" style="margin-top: -111px; margin-left: -125px;">
<div style="font-family: 'Indie Flower', cursive; font-size: 14px; color: #b84222; text-shadow: 1px 0px 1px #5d5d5d;">If this was our last time
what would we do
what would we say then?<div style="text-align:right; width: 235px; margin-top: -5px;">
[Profil]
 
 
Asclepius Aldridge








33

pracuje na oddziale ratunkowym

i próbuje rozkochać w sobie Sherriego

North Brentwood





Wysłany: 2018-12-22, 11:17   
  

  
Asclepius Aldridge

  
You can fight every day but you cannot win every day.


Za taką wyrozumiałość ją cenił i był wdzięczny, że nie zaczynała robić wielkich wojen o spóźnianie się. Zwłaszcza, że nie spotykali się, by przeprowadzić niesamowicie ważne rozważania na temat spraw wagi państwowej, a jedynie czysto towarzysko, by rozluźnić skupione umysły i oderwać się od codziennych spraw. Jakkolwiek mogło to źle brzmieć, właśnie taki schemat przybierało dorosłe życie i nawet największy optymista i żartowniś, w postaci Asclepiusa, nic nie mógł temu zaradzić.
Na jej słowa wywrócił oczami, po czym zaśmiał się krótko. - Tak coś właśnie podejrzewałem, mimo że każdego dnia łudzę się, że staniesz się całkiem grzeczną, poukładaną Rayą – uznał i westchnął teatralnie, lekko kręcąc głową w rozczarowaniu. Mała grupka osób potrafiła tak szybko i efektywnie poprawić mu humor, bo o ile z natury raczej należał do optymistów i łatwo było go czymś rozśmieszyć, to już utrzymanie dobrego humoru, również wymagało pewnych umiejętności. - Ja? Byłem całkowicie grzeczny, przecież doskonale wiesz! Naprawdę, aż sam jestem w szoku. Mam wrażenie, że więcej pracowałem niż robiłem głupie rzeczy, więc to chyba starość w pełnym wymiarze. O grozo... jeszcze stanę się kolejnym Rileyem – odparł szczerze, bo w porównaniu z tym, co działo się jeszcze kilka miesięcy temu, to teraz niewiele się działo. Albo może to ta pora roku sprawiała, że mniej miał ochotę na szaleństwa? - Także na razie jest całkiem bezproblemowo, mam nadzieję, że się to nie zmieni w jakieś wielkie bagno. A tak ramach ciekawostek mogę ci powiedzieć, że jakiś czas temu spotkałem mojego przyjaciela z dzieciństwa. Po… - zatrzymał się, widocznie licząc w pamięci odpowiednią różnicę czasową. - … po jakichś dwudziestu latach. O Zeusie – jęknął, widocznie niezadowolony z uświadomienia sobie tylu lat. Trzydziestka na karku nie brzmiała tak strasznie, ale gdy robiło się podobne obliczenia, to już brzmiało to mniej przyjaźnie. - Czekaj, jednak muszę wziąć coś do picia – stwierdził i bez słowa podszedł do baru, wybierając odpowiadający mu napój. Szczęśliwie nie musiał aż tak długo czekać, bo barman całkiem szybko uwijał się z kolejnym zamówieniami. Stąd też Ascel wkrótce ponownie pojawił się przy stoliku, teraz już z jakimś pokrzepiającym alkoholem.
_________________
<div style="font-family: 'Source Sans Pro', sans-serif;; color: #00001a; font-size: 17px; line-height: 0.7; font-style: italic; width: 230px; text-align: right; ">Asclepius Aldridge<img src="https://imgur.com/Kjswq8a.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><img src="https://imgur.com/5zZ1Ks7.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><div style="width: 202px; border-left: #00001a 23px solid; padding: 2px; font-size: 9px; font-family: 'Tahoma'; color: #00001a; text-align: justify; line-height: 1;">What we have once enjoyed deeply we can never lose. All that we love deeply becomes a part of us.
[Profil]
 
 
Yolanda Aldridge


Wysłany: 2018-12-22, 20:25   
  

  
Yolanda Aldridge

  
honey, do you want me to read your carts?


Kto posądziłby panią Aldridge o szlajanie się po barach? Otóż nikt! A prawda była właśnie taka, że kiedy nie miała już co robić, lubiła wyjść sobie do jakiegoś pobliskiego lokalu na szklaneczkę martini. W barach można było spotkać bardzo ciekawych ludzi, a takowych w życiu Yolandy nigdy nie było zbyt wiele. Nie opuszczała więc okazji do tego, aby jakichś poznać.
Tamtego dnia po wyczytaniu z kart, iż nie istniały żadne przeciwwskazania do tego, aby wyszła na zewnątrz, postanowiła odwiedzić The Chequers, które znajdowało się najbliżej jej domu. Na szczęście się nie zawiodła - poznała przy barze bardzo miłego mężczyznę, który postawił jej solidny kufel piwa. Yolanda sączyła bursztynowy napój, racząc swojego towarzysza szerokimi uśmiechami i interesującymi historiami ze swojego życia. W pewnym momencie poczuła jednak, że nadszedł czas, aby udać się do łazienki (wszak jej pęcherz nie zareagował obojętnie na wypicie kufla piwa), więc przeprosiła jakże uroczego mężczyznę i skierowała się w stronę toalet za potrzebą. Jakieś było jej zdziwienie, gdy w drodze ujrzała swojego ukochanego synka, siedzącego przy stoliku w towarzystwie jakiejś ładnej, młodej damy!
- Syńciu, ty tutaj? - zapytała ze zdziwieniem, podchodząc do niego oraz jego towarzyszki bez żadnych oporów. - Macie randkę? - zapytała prosto z mostu, a potem posłała Rayi szeroki uśmiech. - Miło mi cię poznać, moja droga. Jestem Yolanda, mama Ascelusia - przedstawiła się, a potem ponownie zwróciła się do syna: - Powinniście spróbować tego ciemnego piwa, jest naprawdę dobre - poleciła, a potem poczuła, że dłużej tak nie wytrzyma, więc skrzywiła się i machnęła ręką. - Zaraz wracam - uprzedziła, po czym niezbyt zgrabnym truchtem pobiegła do toalety. Musiała szybko zrobić siku, ale zaraz zamierzała wrócić do Ascela oraz jego pannicy, żeby zająć ich rozmową. Króciutką oczywiście, w końcu przy barze czekało na nią inne towarzystwo.
[Profil]
 
 
Raya Blackborne








31

diagnosta laboratoryjny

chemia!

East Brentwood

mów mi: Catt

multikonta: Kara

nieobecność: może kiedyś wrócę <3

Wysłany: 2018-12-30, 17:25   
  

  
Raya Blackborne

  
start your life with your head held high


Dokładnie, nie było to żadne spotkanie pracownicze, żeby miała go rozliczać z każdej minuty, w końcu mają się bawić, a nie. Raya miała wystarczająco stresu, kiedy zdarzyło jej się spóźnić parę minut do pracy w tym tygodniu... Mimo, że odrobiła stracone minuty, szefowa i tak jakoś dziwnie na nią patrzyła. Czego nie do końca rozumiała, bo nie ominęła ważnych rzeczy przez te parę minut i nie zdarza się to nagminnie, ale niestety taka jej szefowa właśnie była. Ale nie miała zamiaru o tym teraz myśleć, skoro jej przyjaciel już do niej dołączył.
- Nie gadaj głupot, dobrze wiesz, że wtedy byłoby za nudno - wystawiła mu język, po czym się zaśmiała. Każdy kto znał Blackborne wiedział, że najbardziej nie cierpiała nudy i zawsze potrafiła wymyślić coś ciekawego. Albo i głupiego. Najczęściej chyba to drugie, ale to już takie szczegóły. Uniosła brew na jego odpowiedź. No nie była taka pewna, że był taki grzeczny, ale słowa o pracy i starości sprawiły, że kiwnęła tylko głową zamiast rzucenia niedowierzającego tekstu. - Niestety, ale wiem o czym mówisz. Oprócz tej ostatniej imprezy halloweenowej, która też swoją drogą nie skończyła się pozytywnie - i to bardzo, pomyślała smutno, ale nie chcąc o tym teraz myśleć, odgoniła szybko to straszne wspomnienie. - Mam wrażenie że praktycznie mieszkałam w pracy - westchnęła, po czym upiła parę łyków swojego drinka. - Ale nie o pracy mieliśmy gadać - potrząsnęła głową, przywracając swoją uwagę do jego słów.
- Uuu, co za przyjaciel? - zainteresowała się, chociaż po tym jak obliczył ile lat go nie widział, sama sobie przypomniała o swoim wieku. Skrzywiła się, upijając kolejne łyki, jakby chciała przepić te smutne myśli. - Starość nie radość - odpowiedziała gorzko i kiwnęła głową, kiedy odszedł na moment od stolika. Niby wiedziała, że w sumie trzydziestka to jeszcze nie koniec świata, ale tęskniła czasami za tymi dwudziestoletnimi latami, kiedy miała o wiele więcej czasu i chęci na większe zabawy. Teraz, jeśli tego wieczoru upiją się nieco bardziej, będzie musiała to odchorować przez następne dwa dni. Co wcale nie oznacza, że nie będzie warto! Więc wolała na razie nie myśleć o konsekwencjach dzisiejszego wieczoru i na szczęście, nie musiała, bo już po paru chwilach Ascel wrócił ze swoim napojem. Miała już pytać go w co chciałby zagrać, w końcu przyszli tutaj na planszówki, ale zanim jej się to udało, do ich stolika podeszła Yolanda, którą Raya w sumie znała, ale tylko z opowieści Ascela. Nigdy jeszcze nie spotkała ją osobiście. Sama nie wiedziała dokładnie co ma powiedzieć, więc uśmiechnęła się tylko uprzejmie, ale kiedy padło pytanie czy są na randce, jej twarz przybrała zupełnie inny wyraz. Miała już zaprzeczać, że to na pewno nie jest randka, ale zanim zdążyła, kobieta już się ulotniła w stronę toalet. Ciągle zdziwiona i z otwartą paszczą spojrzała na "Ascelusia". - Umm... Że co? - zapytała głupio, ale po chwili po prostu zaczęła się śmiać na tą absurdalną sytuację. Może i rzeczywiście wyglądali jakby byli na randce, ale dla obu z nich wiadome było, że wcale tak nie jest, w końcu Raya gra tylko dla swojej "drużyny", ale w końcu nie miała tego wytatuowanego na czole, więc można byłoby wybaczyć mamie Aldridge za tą pomyłkę. Ale sytuacja i tak była zabawna. - To jak jej teraz wytłumaczysz, że się myli? - zapytała przyjaciela, powstrzymując śmiech.
_________________


<img src="https://i.imgur.com/drr4jEq.gif" width="110" style="margin-top: -53px; margin-right: -125px;">
<img src="https://i.imgur.com/awBvjnr.gif" width="110" style="margin-top: -111px; margin-left: -125px;">
<div style="font-family: 'Indie Flower', cursive; font-size: 14px; color: #b84222; text-shadow: 1px 0px 1px #5d5d5d;">If this was our last time
what would we do
what would we say then?<div style="text-align:right; width: 235px; margin-top: -5px;">
[Profil]
 
 
Asclepius Aldridge








33

pracuje na oddziale ratunkowym

i próbuje rozkochać w sobie Sherriego

North Brentwood





Wysłany: 2019-01-04, 12:04   
  

  
Asclepius Aldridge

  
You can fight every day but you cannot win every day.


Skoro oboje wychodzili z założenia, że nuda potrafiła być zabójcza i odruchowo szukali czegoś, co zajęłoby ich wystarczająco mocno, ich dogadywanie się ze sobą nawzajem nie było niczym zadziwiającym. W ten sposób wszelkie żarty i narzekania zostawały zrozumiane od razu, bez zbędnych tłumaczeń. Chociaż wcale nie prezentowali tak podobnych charakterów, jak na pierwszy rzut oka można by zakładać, po prostu kilka punktów wspólnych wystarczało do utrzymania tej relacji. Różnice wręcz chroniły ich przed przejściem z punktu „przyjaźni” do „nienawiści”.
- Skoro tak wyglądała sytuacja, chyba powinnaś częściej zawracać mi głowę. Albo nie wiem, zapisać się na coś szalonego, co zawsze chciałaś zrobić w swoim życiu i nadal tłumaczysz się lenistwem – poradził jej tak energicznie, że zdecydowanie nie można byłoby mu zarzucić brak zaangażowania. To się nazywa oddanie.- Uwierz mi, przeczytałem to na jednym z banerów reklamowych na mieście. One na pewno nie kłamią – dodał poważniejszym głosem, co w zamierzeniu miało podkreślić rangę jego słów. I wskazać autorytet w tej kwestii. W końcu nie należał do grupy osób namiętnie czytających wszelkie poradniki życiowe czy też inspirujące biografie, by wiedzieć takie rzeczy. Ograniczał się do tego, co przypadkowo zasłyszał, oczywiście nie krępując się przed poratowaniem innych odpowiednią radą.
- Jak byłem mały, to całkiem go lubiłem. Chociaż aktualnie mam dwa wspomnienia na krzyż z tamtego czasu i jakoś średnio oddają rzeczywistość – stwierdził, by znowu się zaśmiać nad sensem własnych słów. Ciężko, by Sherridan jako dorosły facet miał dokładnie to samo nastawienie do życia i zachowanie, jak wtedy. Sam przecież awansował z głupiego, pakującego się permanentnie w kłopoty małego Aldridga w pakującego się w dużo mniejsze kłopoty dużego Aldridga. Pięknie. - W sumie jak na razie widziałem go zaledwie kilka razy, ale obawiam się, że może ci zrobić niezłą konkurencję w kwestii mojego podziału wolnego czasu na spotkanie z tobą i z nim – zażartował, oczywiście z całkowicie niewinną miną, tak by nie został podejrzany o złe zamiary. Jak zwykle nie zamierzał zrezygnować z utrzymania dobrego wizerunku. Chociaż chyba na próżno, bo gdy już wrócił do stolika, usłyszał aż nazbyt znajomy głos, którego nie dało się pomylić z żadnym innym. Na pewno nie, gdy słyszało się go prawie całe swoje życie. Wszystkie słowa Yolandy przyjął z twarzą wyrażającą coś na kształt „cześć mamo, fajnie cię widzieć, ale właśnie mam ochotę się zastrzelić za twoje wtrącanie się nie wtedy, kiedy trzeba”. Dopiero gdy jego mama udała się w stronę, wziął głębszy wdech i wypuścił głośno powietrze.- Jeszcze tego mi brakowało w życiu - mruknął i skrzywił się lekko, bo nie był fanem odkręcania żadnych nieporozumień. - Ale spokojnie, zaraz jakoś ładnie odbierzemy ci etykietę mojej dziewczyny. Tylko nadal się tak ładnie uśmiechaj, bo jak przybierzesz poważną minę, to stwierdzi, że czymś cię obraziłem. Już w ogóle będzie słabo – poradził, a następnie upił dwa duże łyki alkoholu. Im będzie mniej trzeźwy, tym lepiej to zniesie, wspinając się przy tym na wyżyny własnej elokwencji. Tylko patrzeć jak synek pani Aldridge nadal podtrzymuje u niej swój brak związania z kimś konkretnym.
_________________
<div style="font-family: 'Source Sans Pro', sans-serif;; color: #00001a; font-size: 17px; line-height: 0.7; font-style: italic; width: 230px; text-align: right; ">Asclepius Aldridge<img src="https://imgur.com/Kjswq8a.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><img src="https://imgur.com/5zZ1Ks7.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><div style="width: 202px; border-left: #00001a 23px solid; padding: 2px; font-size: 9px; font-family: 'Tahoma'; color: #00001a; text-align: justify; line-height: 1;">What we have once enjoyed deeply we can never lose. All that we love deeply becomes a part of us.
[Profil]
 
 
Yolanda Aldridge


Wysłany: 2019-01-04, 12:40   
  

  
Yolanda Aldridge

  
honey, do you want me to read your carts?


Yolanda nie spędziła w toalecie dużo czasu. Zrobiła co musiała, poprawiła usta różową szminką, a potem wyszła z łazienki i gestem dłoni dała znak swojemu towarzyszowi, aby na nią poczekał. Musiała w końcu najpierw porozmawiać z Asclepiuskiem i jego pannicą. Och, jak wspaniale, że jej synek wreszcie układał sobie życie.
- No, to opowiadajcie - zachęciła ich, gotowa do wysłuchania historii pięknej miłości. - Jak masz na imię, kochana? - To wbrew pozorom było bardzo ważne, przynajmniej według Yolandy, która ogromnie wyróżniła swoje własne dzieci, nadając im pięknie brzmiące, mitologiczne imiona. - Jak się poznaliście? - To również mogło być interesujące, tym bardziej że Asclepius nic nie wspominał jej o swojej nowej dziewczynie! - Jesteś taki tajemniczy, skarbeńku. Nie pisnąłeś o swojej nowej sympatii ani słowa - trudno powiedzieć, czy była to z jej strony przygana, bo nadal uśmiechała się szeroko, patrząc to na Rayę, to na swojego syna. - Na szczęście Tyche skrzyżowała wreszcie ścieżki naszego życia. - Yolandę cały czas zaskakiwało to, jak aktywnie bogowie uczestniczyli w jej życiu, nierzadko doprowadzając do tak pozytywnych zrządzeń losu. Zdecydowanie będzie musiała odprawić jakiś rytuał dziękczynny, jak tylko wróci do domu.
[Profil]
 
 
Raya Blackborne








31

diagnosta laboratoryjny

chemia!

East Brentwood

mów mi: Catt

multikonta: Kara

nieobecność: może kiedyś wrócę <3

Wysłany: 2019-01-15, 21:51   
  

  
Raya Blackborne

  
start your life with your head held high


I właśnie to w ich relacji najbardziej uwielbiała. Nie potrzebowali słów, czasami wystarczyło, że na siebie spojrzeli i oboje wiedzieli o co chodzi. Dodatkowo, ich poczucie humoru było bardzo podobne, mimo innych różnic, których swoją drogą aż tak nawet nie odczuwali. Po prostu czuli się komfortowo w swoim towarzystwie i Raya zawsze dobrze wspominała ich przeróżne wypady, które często zaczynały się niewinnie, ale właśnie kombinacja ich charakterów połączona z podobnym poczuciem humoru tworzyła niezłe kombo.
- W sumie nie głupi pomysł, ale dużo rzeczy, które bym chciała zrobić, wolałabym żeby ktoś ze mną przy tym był. Może to głupie, ale jakoś tak lepiej jest w towarzystwie - wzruszyła ramionami i upiła parę łyków swojego zimnego drinka. Jednak, gdy Ascel wyjawił skąd bierze swoje mądrości, niemal się popluła. - Jestem pewna, że żaden z tych banerów nie kłamie - powiedziała sarkastycznie i pokiwała głową, ciągle się śmiejąc. - Ale tym razem mogą być na rzeczy - dodała poważniej. W sumie to było coś, co od dawna chciała zrobić, ale jakoś nie miała odwagi, żeby do tego podejść samotnie. - Więc może chciałbyś zrobić coś szalonego ze mną kiedyś? I zanim powiesz, że każde nasze spotkanie takie jest, to wiedz, że do takiego levelu szaleństwa jeszcze nie dotarliśmy! A więc... - zrobiła dramatyczną pauzę, jakby miała mu wyjawić jakiś straszny sekret. - Skok ze spadochronem! - powiedziała w końcu, uśmiechając się szeroko. Sama nie wiedziała, jak długo o tym marzyła, dlatego była to pierwsza rzecz, o której pomyślała. Niestety, nigdy nie miała na to okazji. Albo raczej - nie znalazła nikogo, kto by się zgodził skoczyć razem z nią. Miała jednak nadzieję, że tym razem się to zmieni!
- No nie dziwne, skoro tyle się nie widzieliście. Sama nie pamiętam połowy swojego dzieciństwa... To chyba trochę smutne - stwierdziła, ale wzruszyła ramionami, nie chcąc schodzić na takie poważne tematy. - Uuuuu, to nie wiem czy się polubię z tym odnalezionym ponownie przyjacielem - zacisnęła usta w dezaprobacie, ale widać było, że tylko udaje, więc już po chwili uśmiechnęła się ponownie. - A tak serio, to fajna sprawa ogólnie. Jest mnóstwo osób, z którymi chciałabym znowu nawiązać kontakt po latach, ale nie w każdym przypadku jest to możliwe. A tak w ogóle, jak się nazywa ten Twój przyjaciel? - zapytała z czystej ciekawości. Nie myślała, że będzie go znała, ale Blackborne zawsze lubiła wiedzieć wszystko, a imię to w końcu ważna sprawa, więc aż musiała zapytać!
Dopiero kiedy zdusiła śmiech, zauważyła że Ascelowi wcale nie było tak to śmiechu. - Oj, nie będzie tak źle. Mam nadzieję, przynajmniej - powiedziała, chcąc go nieco pocieszyć. - Spokojnie, z uśmiechem nie będzie problemu - dodała rozbawiona. Niedługo po tym, Yolanda wróciła do ich stolika, jakby cała w skowronkach. Jakaś mała część Rayi czuła się źle, że będą musieli zniszczyć całą jej radość, ale miała nadzieję, że nie będzie aż tak tragicznie. - Na imię mi Raya. Miło Panią poznać - odpowiedziała grzecznie z uśmiechem. Nie wiedziała dokładnie, jak łagodnie jej powiedzieć, że są tylko przyjaciółmi, ale stwierdziła, że może lepiej, żeby Ascel jakoś to zaczął. Oczywiście, potwierdzi jego słowa i ogólnie go wesprze, żeby nie było. - Poznaliśmy się w sumie już dawno temu, na początku studiów. Studiowaliśmy na tym samym uniwersytecie i jakoś tak na siebie wpadliśmy - odpowiedziała. Zastanawiała się, czy dodać, że tak właściwie to Ascel wpadł w jej młot-rękę, ale ostatecznie zdecydowała, że mama Aldridge nie musi o tym wiedzieć. A przynajmniej dopóki nie wyprowadzą jej z błędu. A co do tego... Spojrzała z pytającą miną na przyjaciela i unosiła brew, gdy usłyszała słowa Yolandy o sympatii. Upiła łyk whisky, czekając na jego odpowiedź.
_________________


<img src="https://i.imgur.com/drr4jEq.gif" width="110" style="margin-top: -53px; margin-right: -125px;">
<img src="https://i.imgur.com/awBvjnr.gif" width="110" style="margin-top: -111px; margin-left: -125px;">
<div style="font-family: 'Indie Flower', cursive; font-size: 14px; color: #b84222; text-shadow: 1px 0px 1px #5d5d5d;">If this was our last time
what would we do
what would we say then?<div style="text-align:right; width: 235px; margin-top: -5px;">
[Profil]
 
 
Asclepius Aldridge








33

pracuje na oddziale ratunkowym

i próbuje rozkochać w sobie Sherriego

North Brentwood





Wysłany: 2019-01-31, 16:52   
  

  
Asclepius Aldridge

  
You can fight every day but you cannot win every day.


Robienie czegoś szalonego razem brzmiało jak idealny sposób na rozrywkę według Ascela, w końcu prawie zawsze wciągał w swoje pomysły innych, nawet jeśli ci byli na początku dość sceptycznie do tego nastawieni. Może to ten uśmiech? Albo szczery optymizm i zapał do zrobienia czegoś nietypowego? Ewentualnie dobrze dobrane argumenty? Ciężko stwierdzić, co działało najlepiej, równie dobrze mogła być to mieszanka wszystkich tych rzeczy. Tak czy inaczej pomimo całego ciężaru odpowiedzialności noszonego w szpitalu, odreagował to perfekcyjnie poza nim, chociaż nie zawsze w skrajnie idiotyczny sposób. Bez przesady, był w końcu dorosły, z przeszło trzydziestką na karku. Część zabaw zostawił już dawno za sobą, tłumacząc się powolnym starzeniem i posłuszeństwem według wiecznie słyszanego „czy to nie czas już na trochę odpowiedzialności?”. Jaki grzeczny, po prostu ideał!
- Skok ze spadochronem? Mam nadzieję, że nie chcesz się mnie pozbyć i całkiem przypadkiem nie dostanę jakiegoś wadliwego – stwierdził z udawanym przerażeniem w głosie, w końcu nie mógł mieć pewność co do planów Rayi. Nie żeby nie wierzył w prawdziwość ich przyjaźni, ale pożartować sobie mógł. Niech się Blackborne broni, a co! - A tak na serio, zrobię to jedynie jak będzie ciepło, także musisz poczekać z tym do lata. Na teraz możesz rzucić inną propozycją - dodał, bo na samą myśl zimnego podmuchu wiatru, dostawał dreszczy. Wprawdzie wątpił, by podobne rozrywki były dostępne w innym czasie niż ten bardziej wakacyjny, ale wolał sam sobie to zastrzec.
- Mnie się jakoś nie paliło do ponownego spotkania znajomych z dzieciństwa, ale patrz… stało się samo. A jak już rzeczy dzieją się w ten sposób, to należy korzystać – zdradził jej, w myślach jeszcze gwałtowniej odrzucając pomysł szukania Sherridana. Nawet z kimś, kogo znał już jako większy dzieciak, a kontakt się urwał, nie kwapiłby się do silnego utrzymania znajomości. Jeśli przypadkiem by się na siebie natknęli, to kto wie, ale… nie leżało w jego stylu ganianie za ludźmi, o ile oni również tego nie chcieli. Za to gdy wykazywali chociaż najmniejsze zainteresowanie, Ascel wręcz przygniatał własną obecnością. - Sherridan. Mam nadzieję, że teraz nie zamierzasz wykorzystać swojej przewagi. Dla uspokojenia powiem ci, że możesz być spokojna, ciebie znam dłużej. – Posłał jej uśmiech, by dodatkowo potwierdzić własne słowa. Może niekoniecznie zawsze długość przeważała nad jakością relacji, ale jak na razie nikomu nie mógł mieć nic do zarzucenia. Oby tylko wkrótce się to nie zmieniło.
- Wiesz, mamo, może moje milczenie mogło wynikać z tego, że… Raya to nie jest moja dziewczyną – powiedział wprost, w duszy jednocześnie rozbawiony i rozdrażniony. W końcu prostowanie tej sytuacji nie było szczególnie trudne, ale... po prostu jego przeurocza mama przeszkodziła mu w spotkaniu. Czysto przyjacielskim oczywiście. - Także również cieszę się, że Tyche nas spotkała, ale to z powodu zyskania świetnej przyjaźni – wytłumaczył, samemu nie wierząc, na jaki tryb mówienia się przestawił. W końcu do kogoś pokroju Yolandy Aldridge, należało mieć określone podejście, zwłaszcza jeśli było się jej dzieckiem. Musiał zebrać w sobie wszystkie siły, by skutecznie jej wytłumaczyć, że wcale nie ma na oku drugiej połówki. Afrodyta jak widać nie spieszyła się szczególnie, by zalać go jakąś nieopanowaną miłością. I nie, nie mowa było o jego siostrze, a o bogini. Tej prawdziwej, z greckiej mitologii. - Wzmacniamy jedynie więzi przyjaźni. A co ty tu robisz, mamo? – spytał, jako grzeczne dziecko. Asclepius w obecności swojej rodzicielki to zdecydowanie coś warte uwagi, więc jakie szczęście miała Raya, mogąc to zobaczyć!
_________________
<div style="font-family: 'Source Sans Pro', sans-serif;; color: #00001a; font-size: 17px; line-height: 0.7; font-style: italic; width: 230px; text-align: right; ">Asclepius Aldridge<img src="https://imgur.com/Kjswq8a.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><img src="https://imgur.com/5zZ1Ks7.gif" style="border-top: #00001a 2px solid; width: 115px;"><div style="width: 202px; border-left: #00001a 23px solid; padding: 2px; font-size: 9px; font-family: 'Tahoma'; color: #00001a; text-align: justify; line-height: 1;">What we have once enjoyed deeply we can never lose. All that we love deeply becomes a part of us.
[Profil]
 
 
Yolanda Aldridge


Wysłany: 2019-02-24, 17:55   
  

  
Yolanda Aldridge

  
honey, do you want me to read your carts?


Widok Asclepiuska i jego nowej wybranki serca poruszył Yolandą tak bardzo, że przez dłuższą chwilę wpatrywała się w nich z uśmiechem, najwyraźniej czekając na jakieś bardziej jednoznaczne, radosne wieści. Których notabene nie dostała, biedaczka.
- Raya! – wykrzyknęła tak, jakby chciała, aby co najmniej połowa baru poznała z marszu jej nową synową. – Co za piękne imię! Takie… niepospolite. Cudownie, cudownie. Pasujecie do siebie – stwierdziła z rozmarzeniem i uśmiechnęła się szeroko. Już wyobrażała sobie ich ślub. Na łonie natury, tuż przed wyrzeźbionym przez jej męża posążkiem Zeusa… Och, już nie mogła się doczekać.
Pokiwała z powagą głową, gdy Raya opowiedziała jej o początku ich znajomości. Yolanda miała szczerą nadzieję, że wyższe wykształcenie dziewczyny nie przekreślało automatycznie jakiegoś otwarcia na tajemnicze doznania spirytualne, bo przecież to właśnie było w życiu najważniejsze.
Niestety kolejne słowa Asclepiusa doszczętnie zniszczyły wszystkie plany odnośnie jego sielankowej przyszłości.
- Och… – wykrztusiła z nietęgą miną, patrząc to na swojego syna, to na jego niedoszłą ukochaną. – Cóż mogę powiedzieć, kochani? Miłość czasami dopada nas w bardzo nieoczekiwanych sytuacjach. Czasami wystarczy jedno wydarzenie, aby długoletni przyjaciel stał się w naszych oczach kimś więcej… – stwierdziła tajemniczym tonem, najwyraźniej nie tracąc nadziei. – Tak czy siak, jestem przeszczęśliwa, że mogłam was tutaj spotkać. Zwłaszcza ciebie, moja droga – to powiedziawszy, spojrzała na Rayę i puściła do niej oczko, jakby chciała powiedzieć: ”wiem, że kochasz się w moim synu i wybacz, że oboje jeszcze tego nie dostrzegacie”. – Ja… – zaczęła niepewnie, po czym powiodła wzrokiem w kierunku porzuconego przy barze mężczyzny. Ten, jakby wyłapawszy jej spojrzenie, zerknął w jej stronę i uśmiechnął się półgębkiem. – No cóż, przybyłam tutaj, natchniona przez Erosa – wytłumaczyła bezwstydnie i wzruszyła lekko ramionami. – Który jak zwykle mnie nie zawiódł, więc wybaczcie, że nie posiedzę z wami trochę dłużej, ale… – odchrząknęła znacząco. – Eros nakazuje mi zostawić was samych sobie i wrócić do mojego towarzysza. – Posławszy im jeszcze jeden uśmiech, poprawiła włosy, po czym postąpiła krok w kierunku baru. – Myślę, że wszyscy na tym skorzystamy – dodała jeszcze i, tym razem o wiele jawniej, puściła im oczko, a potem wróciła do upatrzonego przy barze brodacza. Ech, te mamy. Zawsze zrobią jakiś przypał.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 6